Jak przestać żyć od pierwszego do pierwszego?

34

Odpowiedz sobie szczerze: jakie uczucia towarzyszą Ci, kiedy zaglądasz na swoje konto w banku? Oddychasz z ulgą, czy może żołądek wiąże Ci się w supeł, a wieczorem nie możesz zasnąć, bo ciągle myślisz o tym, że nie dociągniesz do pierwszego? Jeżeli to drugie – nie martw się, nie jesteś sam. Podobne uczucia towarzyszą większości Polaków, ale… Tobie nie muszą. Z tego wpisu dowiesz się, jak przestać żyć od pierwszego do pierwszego.

budzet domowy Andrzeja Broszkiewicza Cześć! Nazywam się Andrzej Broszkiewicz. Lata przepracowałem w branży finansowej. Informatykiem jestem z zamiłowania. W FBO dbam o to, by “pod maską” wszystko działało jak należy 😉 Płonę i staram się zapalać innych do idei prowadzenia budżetu domowego. Moim marzeniem jest, aby finanse osobiste zostały wprowadzone do szkół, co ułatwi naszym dzieciom stworzyć kraj ludzi wolnych od długów.

Było słoneczne popołudnie, zbliżał się koniec miesiąca. Rosnące napięcie wibrowało w powietrzu, elektryzując wszystkich wokół. Czuć było atmosferę nerwowego wyczekiwania, która działała zaraźliwie.

– Dostałeś? – usłyszałem pytanie rzucone konspiracyjnym szeptem między kolegami z zespołu, których minąłem na korytarzu.
– Jeszcze nie, ale ja zawszę dostaję ostatni… A Ty dostałeś? – drugi posępnie kontynuował rozmowę.
– Też nie. Może jutro przyjdzie? – rzucił pierwszy z nadzieją w głosie na odchodne i obydwaj jakby bardziej posmutnieli.

Takie rozmowy były typowe na dzień lub dwa przed wypłatą. Kolejne godziny pracy mijały, a pytania zdawały się dobiegać już z każdego kąta biura.

– Jest! Przyszła! – krzyknęła koleżanka triumfalnie.

Szef klasnął w dłonie z radości. Wszyscy w pośpiechu zaczęli sprawdzać stan swojego konta bankowego. Kilka osób z rozczarowaniem w głosie stwierdziło, że pensja jeszcze do nich nie dotarła. Reszta świętowała, popijając kawę w kuchni i gwarnie rozprawiając o planach na weekend. Pamiętam, że tylko jedna dziewczyna nie brała udziału w tym comiesięcznym rytuale. Była oazą spokoju i wydarzenia, które działy się za jej plecami zdawały się w ogóle jej nie dotyczyć. Zawsze zerkałem wtedy na nią z zazdrością – jak zawsze była w pełni skupiona na swoich obowiązkach. Pewnego dnia pomyślałem sobie:

Ciekawe jakie to uczucie, przestać żyć od pierwszego do pierwszego…?”

Za dużo miesiąca pod koniec pieniędzy – znasz to?

Pracujesz, zarabiasz, starasz się… A jednak stan Twoich oszczędności ciągle jest bardzo niski. Co się właściwie dzieje? Po drodze otrzymałeś nawet kilka podwyżek wynagrodzenia lub w inny sposób zwiększyłeś swoje dochody, a jednak wydatki zawsze zdają się rosnąć szybciej. Nie odkładasz, bo nie masz z czego. Jak będziesz miał z czego, to wtedy odłożysz…

Przekaźnik Pieniędzy to człowiek, który zazwyczaj ciężko pracuje,  otrzymuje pensję lub dochody z własnej działalności, a potem natychmiast wszystkim płaci: właścicielom sklepów, restauratorom, fryzjerowi, krawcowej, ekipie remontowej, producentowi telewizorów, posiadaczom nieruchomości, dostawcom mediów, sprzedawcom wycieczek, dealerom samochodowym, itd.

Płaci wszystkim, tylko nie sobie! Jest tak bardzo pochłonięty przekazywaniem pieniędzy innym ludziom, że sobie i własnej rodzinie nie zostawia ani grosza w formie oszczędności. Tak naprawdę mógłby od razu poprosić pracodawcę, by przekazywał pieniądze bezpośrednio na rachunki tych wszystkich odbiorców, a Przekaźnik mógłby sobie dalej zasuwać jak chomik na karuzeli.

Gdy próbujesz powiedzieć Przekaźnikowi Pieniędzy, żeby na chwilę się zatrzymał i zastanowił, on tylko powtarza: „Nie mam czasu! Muszę pracować i wydawać! Prędzej, prędzej, prędzej – zanim do mnie dotrze, jakie to jest głupie!”. (więcej: Przekaźnik Pieniędzy)

Doskonale znam te wymówki. Powtarzałem je sobie i innym przez wiele długich lat, zanim… Faktycznie dotarło do mnie, jak bardzo jest to głupie.

Jak przestać być Przekaźnikiem Pieniędzy?

Wyobraź sobie, że pensja wpływa, a Ty nie wypatrujesz jej z niecierpliwością. Nie czekasz na te pieniądze, bo wydatki w najbliższym miesiącu pokryjesz pieniędzmi… Z poprzedniego miesiąca! Jeśli w tym momencie na Twojej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek, a głos w Twojej głowie podszeptuje: „To niemożliwe! Tiaa, jasne… Łatwo się mówi, ale jak to zrobić?” – to ten wpis jest właśnie dla Ciebie! 🙂

UWAGA! Jeśli masz długi, wdrożenie wiedzy z tego wpisu zaleca się przed rozpoczęciem wojny z długami.

Sytuacja, którą przedstawiłem w powyższej historii, zdarza się nadzwyczaj często. Na jednym ze spotkań towarzyskich podobny temat wywiązał się w rozmowie z koleżanką. Karolinę również zaczął uwierać ten comiesięczny rytuał wyczekiwania na pensję i postanowiła to zmienić. Jej stan finansów na dzień przed wypłatą wyglądał tak:

Co to za beczka? Wyobraź sobie wielki silos, do którego wsypuje się pszenicę. A może kojarzysz wielkie tuby z kolorowymi cukierkami? Od góry wsypuje się cukierki, a na dole jest „kranik”, którym można je dozować. Chcemy teraz doprowadzić do sytuacji, gdy od momentu kiedy wsypiemy od góry pieniądze do tuby, minie minimum 30 dni, zanim sięgniemy po nie przez kranik.

Celem takiego bufora – znanego też jako fundusz awaryjny – jest stworzenie sobie przestrzeni na złapanie oddechu. Dzięki temu, że będziesz miał więcej czasu, będziesz miał również więcej możliwości, by ze spokojem reagować na nieoczekiwane wydatki i bez presji tworzyć budżet na kolejny miesiąc.

Takie podejście staje się możliwe, kiedy masz już konkretną kwotę pieniędzy. Dlatego wprowadzenie zmiany podzielimy na trzy etapy:

KROK 1. Przygotowanie. Określamy nasz pierwszy cel oszczędnościowy. Uzbierać fundusz awaryjny – jednokrotność pensji.
KROK 2. Zmiana sposobu planowania budżetu domowego. Kiedy zbierzemy całą kwotę, musimy przestawić nieco swój tryb myślenia o wydawaniu pieniędzy – zmieniają się zasady gry.
KROK 3. Budowa funduszu bezpieczeństwa. To 6-krotność miesięcznych wydatków. Warto podkreślić, że fundusz awaryjny zawiera się w funduszu bezpieczeństwa. Można powiedzieć, że fundusz bezpieczeństwa to fundusz awaryjny, który trochę urósł 😉

Fundusz awaryjny. Wznosimy pierwszy mur obronny

Budowa funduszu awaryjnego to krok 3 w planie 10 kroków. Dlatego jeśli dopiero zaczynasz, warto zajrzeć do wpisów:
Wartość netto. Ile zabierzesz na wyspę marzeń?
Budżet domowy krok po kroku

Osiągnąć sukces pomogą dwie bardzo ważne zasady:

  • Musisz wydawać mniej niż zarabiasz.
  • Jeśli traktujesz kartę kredytową jak fundusz awaryjny, PRZESTAŃ! W tej chwili.

Wracamy do naszej bohaterki. Karolinie co miesiąc wpływa na konto 3 000 zł.

Przygotowała swój budżet domowy, rozpisała wydatki wg hierarchii ważności. Wyszło jej, że 2 500 zł musi mieć na życie. Postanowiła odkładać 500 zł każdego miesiąca na budowę funduszu awaryjnego. Skorzystała z podejścia „Najpierw zapłać sobie”Proces budowania funduszu awaryjnego możemy zilustrować w następujący sposób:

 

 

W aplikacji YNAB może wyglądać to tak – przykład z trzech kolejnych miesięcy:

 

 

 

Karolina po 8 miesiącach uzbierała 3 000 zł. Zaraz, zaraz…

8 m-cy x 500 zł = 4 000 zł

Wszystko się zgadza. Karolina zaczyna swoją przygodę z budżetem domowym i nie przewidziała wszystkich wydatków. Nie w każdym miesiącu udało jej się odłożyć 500 zł. Dlatego cel osiągnęła dopiero po 8 miesiącach. Potknięcia są rzeczą ludzką. Najważniejsze, by nie rezygnować pomimo trudności.

Teraz sytuacja Karoliny przed wypłatą wygląda tak:

Poznajecie ten obrazek? Wcześniej stan finansów Karoliny wyglądał tak po wpływie wynagrodzenia. Co teraz?

Planowanie wydatków bez presji czasu

Karolina nie musi już czekać nerwowo na pensję i może na spokojnie zaplanować kolejny miesiąc. Jeśli wpłynie teraz pensja, jej finanse będą wyglądać tak:

Wyraźnie widać, że „nowa” pensja będzie czekać na kolejny miesiąc, zanim pieniądze zostaną wysłane do pracy. O to chodziło! Karolina śpi o wiele spokojniej, bo wie, że nawet jeśli pensja wpłynie z opóźnieniem, jej świat się nie zawali. A jeśli pojawi się niespodziewany wydatek, będzie mogła za niego zapłacić pieniędzmi z funduszu awaryjnego. Bez zadłużania się.

Kiedyś Karolina śpiewająco cytowała prawa Murphiego, ilekroć coś nieoczekiwanego wydarzyło się w jej życiu. Jednym z najczęstszych było:

Jeśli może wydarzyć się coś złego, wydarzy się na pewno. -Murphy Click To Tweet

Dzisiaj już tak nie mówi. Odkąd posiada bufor awaryjny, zauważyła, że Murphy omija jej dom szerokim łukiem 😉

Gdzie trzymać fundusz awaryjny?

Z założenia najlepiej na rachunku bieżącym. Jednak na początku, kiedy jeszcze nie kontrolujemy w pełni swoich wydatków, można otworzyć rachunek oszczędnościowy w tym samym banku i tam trzymać bufor, by nie rozszedł się na bieżąco.

Sam doskonale wiem, co czuje Karolina. Byłem w jeszcze gorszej sytuacji kilka lat temu. Kiedy pomyślałem o zmianie nawyków i postanowiłem wcielić w życie plan budowy funduszu bezpieczeństwa, byłem poważnie zadłużony. Posiadałem kredyty konsumpcyjne wzięte na zachcianki – wtedy nie wiedziałem jeszcze jakie to jest głupie. Korzystałem także z karty kredytowej, którą uważałem za świetny „fundusz awaryjny” albo pieniądze na czarną godzinę. Jak kto woli.

Pewnie nie zaskoczę Was, gdy napiszę, jak wielki stres towarzyszył mi, kiedy pensja przychodziła z opóźnieniem, a ja cały dzień spędzałem na nerwowym odświeżaniu strony ze stanem mojego konta. Najgorsze miesiące to te, kiedy działo się coś nieoczekiwanego i byłem jeszcze bardziej pod kreską. Nawet teraz, kiedy o tym piszę, emocje są naprawdę silne – czuję charakterystyczny ścisk w żołądku, który bardzo często towarzyszył mi wtedy. Na szczęście dzisiaj jest już tylko wspomnieniem.

Jak przestać żyć od pierwszego do pierwszego?

Pomyślałem, że ta historia może Was zainspirować do znalezienia odpowiedzi na to pytanie. W moim przypadku wprowadzenie zasady, by żyć z pieniędzy zarobionych miesiąc temu, pozwoliły na wprowadzenie dwóch istotnych zmian w moim życiu.

  • Spłaciłem kartę kredytową. Ech… Pamiętam jak dziś strach przed jej zamknięciem!
  • W końcu udało mi się wdrożyć zasadę „Odkładaj połowę każdego nieoczekiwanego wpływu” (premii, bonusu itp.) – wcześniej premię wydawałem zanim w ogóle wpłynęła na konto. Działo się to przez kartę kredytową i kredyt odnawialny.

Jestem bardzo ciekaw co myślicie o takim podejściu do miesięcznych finansów. Może ktoś z Was zaczyna swoją przygodę ze świadomym dbaniem o własne finanse i zechce podzielić się swoimi wyzwaniami i doświadczeniami? Zapraszam do komentowania! 🙂

PS. Pod poprzednim wpisem pytaliście czy jest YNAB po polsku?

Jak się okazało, jest nieoficjalna wtyczka do przeglądarki Chrome, która rozszerza możliwości YNAB-a – m.in. daje możliwość włączenia wersji polskiej. Do pobrania TUTAJ.
Kacper, serdecznie dziękuję za tę informację! 🙂 (link do komentarza)

Gdybyście chcieli przyłączyć się do tłumaczenia YNAB-a na język polski (obecnie przetłumaczony jest w 76%), możecie zrobić to tutaj:

https://crowdin.com/project/toolkit-for-ynab/pl

 

Może Cię zainteresować

Poznaj cykl Budżet domowy krok po kroku:

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze34 komentarze

  1. Andrzej,

    masz rację – uczucie braku konieczności czekania na pensję = bezcenne 🙂
    za wszystko inne zapłacisz kartą MasterCard 😀 – nie mogłem się powstrzymać

    Następnym krokiem jest planowanie wydatków/ przychodów nie na m-c, a na rok – to daje mi jeszcze większe poczucie komfortu i bezpieczeństwa

    Bardzo fajnie obrazowo to przedstawiłeś . Jedyna uwaga techniczna to to, że ‘przekaźnik’ nadwyżki /z najpierw płać sobie/ powinien przechowywać na innym rachunku – bo w innym wypadku jest 80-90% szans, że w chwili słabości te pieniądze wyda

    • Andrzej Broszkiewicz

      Cześć armi,
      zgadzam się z Tobą. Szczególnie na początku przygody z budżetem domowym warto oddzielić bufor od bieżących pieniędzy.

  2. Hej Marcin, jeśli uznasz ten wpis za spam (bo wrzucę link na koniec 🙂 ), to usuń proszę. Postaram się jednak żeby było merytorycznie

    Generalnie raczej nigdy nie mieliśmy z żoną problemu życia “od pensji do pensji”. Oboje jesteśmy informatykami, zarabiamy całkiem nieźle. Jakiś czas temu jednak zauważyliśmy że pieniądze nam się dość szybko rozchodzą i tak na prawdę nie wiemy na co. Natrafiliśmy w pewnym momencie na Finansowego Ninja i generalnie wkręciliśmy się w temat świadomego wydawania pieniędzy.
    To co u nas najbardziej zadziałało, to rozpoczęcie spisywania wydatków. Zaczęliśmy to robić w Google Docs’ach, okazało się, że to nie takie trudne. Najważniejszy jednak był efekt psychologiczny przed wydaniem każdej złotówki. Gdzieś podświadomie myślisz sobie – będę musiał to zanotować, na koniec miesiąca przeanalizować, a to w sumie tylko pierdoła i tak na prawdę do niczego mi nie potrzebna. Nad każdym zakupem zaczęliśmy się zastanawiać. To na prawdę wiele zmieniło w naszym podejściu! I nie oznacza to że staliśmy się skąpi. Po prostu spisywanie wydatków skłania nas do dokładniejszego przemyślenia zakupu.

    Natrafiliśmy jednak na problem, że notowanie wydatków w arkuszu jednak super wygodne nie jest, a że jesteśmy informatykami i w temat się wkręciliśmy, doszliśmy do wniosku, że napiszemy taką aplikację dla siebie, a może wyjdzie z tego coś fajnego i komuś jeszcze się spodoba. YNAB’a jeszcze wtedy nie znaliśmy 😉
    Zaczęliśmy na początku września, a od pierwszego listopada testujemy już sami naszą aplikację “produkcyjnie” 🙂
    Na razie mamy spisywanie wydatków, z obsługą wielu kont i walut, przeksięgowaniami pomiędzy kontami, elastycznymi kategoriami itd. Do podstawowych zastosowań już w zupełności nam wystarcza. Budżetowania jeszcze nie ma, ale niedługo będę się za nie zabierał. Nie zajmie długo 😉

    Założyliśmy stronę, bloga. Na razie jakoś mocno się nie udzielamy, bo skupiamy się na dostarczeniu minimalnej działającej wersji, której nie będziemy się wstydzili pokazać. No i szczerze mówiąc jesteśmy już o krok 🙂

    I teraz reklama… Jeśli ktoś z Was jest zainteresowany taką aplikacją to będzie nam miło, jak do nas dołączycie pod adresem: https://familyfinancetracker.com

    Odbiorców newslettera już wkrótce będziemy zapraszać do publicznych testów.
    Na blogu znajdziecie szerszy opis tego co chcemy zrobić oraz tego co już mamy.
    Jeśli macie jakieś pytania to śmiało piszcie, chętnie na nie odpowiem.
    Chętnie przyjmiemy też merytoryczną krytykę i uwagi.
    Może kiedyś zrobimy YNAB’owi konkurencję, chociaż oni są jakieś 7 lat przed nami 😉

    Pozdrawiam serdecznie

    • Hej Anatol,

      Twój podpis jest podlinkowany do strony, więc moim zdaniem nie ma sensu wstawianie kolejnego linku w komentarzu, bo to za którymś razem faktycznie robi się męczące.

      Ograniczyłbym się na Twoim miejscu do pozostawiania merytorycznych i wartościowych dla innych komentarzy, bez ciągłego reklamowania Waszej aplikacji.

      Trzymam kciuki za Twój projekt, bo wierzę, że będzie przydatny dla innych.

  3. Anatol musze zwrócić Tobie uwagę Mój komentarz nt. wpisywania linku strony w nicku na blogach znasz. Zła praktyka. Pisałem Tobie o tym na innym blogu gdzie też umieściłeś gościnny wpis z adresem swojej strony. Tak się nie pozycjonuje żadnej strony. Myślę autor tego bloga ma podobne zdanie. Dla mnie to zwykły spam:) ale może jest inaczej.

    Co do artykułu od 1 do 1 jest wiele czynników. Podstawowy to za niska płaca minimalne ( co do słuszności płacy minimalnej nie będę się wypowiadał w tym komentarzu) do ceny towarów. Jak ktoś kto zarabia 1500 netto ma przetrwać do kolejnego pierwszego jeśli sam czynsz za mieszkanie wynosi np. 400 zł oraz rata minimum za kredyt mieszkaniowy 800. Tutaj już wszystko upada. Nie ma jak budować poduszki finansowej. Chyba że znasz jakiś sposób gdzie ma ograniczyć wydatki?

    • Andrzej Broszkiewicz

      Cześć Karol,
      poruszyłeś ważną kwestię. Wierzę, że ten wpis i dyskusja w komentarzach zainspiruje nie tylko do oszczędzania, ale także zwiększania zarobków. Jednak od czegoś trzeba zacząć 🙂

      Podpisuję się pod Plastic Tofu.

    • Hej Karol, odpisałem szerzej na Twoją uwagę na tamtym blogu, więc tutaj już krótko:, pokornie przyjmuję krytykę 🙂

      Jeśli chodzi o dalszą część Twojego komentarza – na wielu blogach finansowych, podstawowym przesłaniem jest że najlepszą formą oszczędzania jest zwiększanie zarobków i w przypadku osób zarabiających płacę minimalną to powinno być podstawowym celem na którym te osoby powinny skupić swoją uwagę. Nie jest to łatwe, wymaga sporo wysiłków, ale czytałem sporo historii osób którym to się udało.

  4. Plastic Tofu

    https://www.youtube.com/watch?v=b36j8ewaN2Y

    Ta scena z sitcomu “Two and half man” w przystępny i humorystyczny sposób pokazuje w 2 minuty to co jest zawarte w tym artykule.

    @Karol
    Z założenia płaca minimalna jest dla tych, którzy nie tylko nie mają doświadczenia, ale wręcz wchodzą na rynek pracy. Taka osoba nie powinna mieć kredytu na mieszkanie i czynszu w wysokości 1200 zł na miesiąc. Wydaje mi się, że wiara w to iż płaca minimalna powinna wystarczać na kupno mieszkania jest z założenia zgubna i prowadzi do poważnych problemów finansowych w momencie gdy w życiu zdaży sie nam choćby najmniejsze potknięcie.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Plastic Tofu, świetne streszczenie tematu. Uśmiałem się ;_)

      Podpisuję się pod Twoim komentarzem o płacy minimalnej.

    • Czyli według Ciebie powinna płacić za wynajem mieszkania 1000zł zamiast płacić ratę i budować swój kapitał w postaci nieruchomości ?.(Zawsze awaryjnie może ją sprzedać). Inna sprawa, że nikt z minimalną nie dostanie kredytu mieszkaniowego.

      • Plastic Tofu

        Karol dla jasności tej wypowiedzi chciałbym z gory odrzucić wszelkie ekstrema czyli na przykład syn milionera idzie do pierwszej pracy i zarabia 1500 a na mieszkanie wydaje 1200, tu tato nie jest tylko poduszką bezpieczeństwa ale całym łóżkiem i materacem bezpieczeństwa. Czy np tenże tato milioner zarabiający milion rocznie wydaje 800 tysi na dom gdyż jest domatorem do granic absurdu, przeznaczając pozostałe 200 tysiecy na “skromne” życie.
        Mając z glowy abstrakcyjne sytuacje, uważam że nikt nie powinien wydawać 80% dochodu na dach nad głową nawet kosztem budowy kapitału. szczególnie jaskrawo to widać przy tak niskich zarobkach. Zresztą zapytaj sam siebie czy poradziłbyś to swoim dzieciom;
        Córko/synu cieszę się że znalazłeś pierwszą pracę. Teraz kup mieszkanie. Buduj swój kapitał mając w głowie, że jak strzeli ci kran w domu to cały budynek będzie bez wody przez trzy miesiące, bo zajmie ci kwartał aby uzbierać na nową baterię do łazienki. Niech żyje mocny dezodorant :). A i dziecko moje będę się modlił aby moda się nie zmieniła bo w tych samych ciuchach będę cię widywał przez długie lata, a plusem jest to, że jak rozerwiesz jeansy o framugę drzwi to będą one jeszcze bardziej stylowe.
        Kiedy zaczynałem przygodę z finansami pracowałem jako “Mortgage originator” czyli ten co przedstawia papiery klienta do banku w celu uzyskania pożyczki. Wtedy (zdarzały się od tego odstępstwa) zasadą było, że spłata kredytu na nieruchomość nie powinna przekraczać 28%, a wszystkich długów 36%. I z perespektywy czasu wiem, że życie nie skłąda się z budowania kapitału, a ze szczęśliwie przemijających chwil, zaś ktokolwiek mający tak wysoki odsetek pensji konfiskowany przez bank tych chwil miał wiele nie będzie. Twój drugi przykład – wynajętego mieszkania – zostawia człowiekowi w ręku aż 66% więcej pieniędzy, które powinny być przeznaczone między innymi na zmianę statusu w pracy tak aby zarabiać więcej i wtedy kupić mieszkanie tak aby się nim cieszyć, a nie każdego dnia drżeć czy to sąsiad chrapie czy rura pada. Na wszystko jest czas w życiu.
        I jeszcze jeden drobiazg budowa kapitału (pamiętaj, że najprawdopodobniej kredyt jest o zmiennej stopie co może pogrążyć pożyczkobiorcę nawet jak wszystko idzie idealnie) w Twoim przykładzie jest szczątkowa. 1000 za wynajęcie idzie w rozkurz, to prawda, ale w pierwszym przypadku z 1200 zostaje ci może 300-350 złotych jako budowa kapitału, gdyż reszta to czynsz i odsetki. Czyli realnie 100-150 zł to Twój miesięczny kapitał ponad to gdy rentujesz. Tak co miesiąc jest trochę więcej i ziarnko do ziarnka. To wszystko jest prawda, ale to co chciałem przekazać to wierzę, że czas człowieka zarabiającego minimalną pensję może być lepiej wykorzystany na zwiększenie potencjału np przez rok niż zbudowanie kapitału w wysokości 1200 – 1800 zł.

  5. Przeczytałam i myślę – masło maślane. Ta treść już była. Po co powielać ją pod nazwiskiem innej osoby?
    Co nie zmienia faktu, że to działa. Ja odkładam pieniądze, żyję bardzo skromnie, wręcz jak mnich, a gdy uzbieram sobie bezpieczną kwotę, pozwalam się „nagrodzić” za pewną jej część kupując coś, na czym mi zależy od dłuższego czasu 😉 Teraz jednak szykuje mi się duży wydatek i potrzebuję na gwałt kasę i to dużą no i już zaczyna się gorączkowe myslenie, gdzie się zatrudnić. Uff 😐 trudna zima przeze mną

    • Andrzej Broszkiewicz

      Paulina, dziękuję za komentarz.
      Artykuł jest odpowiedzią na prośby czytelników, którzy są jeszcze przed etapem, który Ty już osiągnęłaś.

      Cieszę się, że temat oszczędzania masz opanowany. Jeśli dobrze odczytałem Twój komentarz i myślisz teraz o zwiększeniu zarobków, może będą dla Ciebie pomocne artykuły:
      https://marciniwuc.com/finanse-osobiste-jak-zwiekszyc-zarobki/
      https://marciniwuc.com/jak-pracowac-zarobic-wiecej/

      Trzymam za Ciebie mocno kciuki i życzę Ci by zima jednak nie była taka trudna 😉

    • Cześć Paulina,

      super, że już znasz tematykę zawartą tym artykule.
      Blog odwiedza jednak mnóstwo nowych osób, które dopiero zaczynają, dlatego pewne treści warto powtarzać, rozszerzać i doprecyzowywać 🙂

      Brawo za podejście do większych wydatków! Zamiast: “jak tu pożyczyć?” to myślisz: “jak tu dorobić?”. Dokładnie o to chodzi! 🙂

    • Plastic Tofu

      ”Repetitio est mater studiorum”, a z drugiej strony ileż to razy słyszeliśmy chociażby 10 przykazań i każdego dnia rano gdy przeglądamy wiadomości wydaje się jakby te nauki nie dotarły do części społeczeństwa. Może warto czasami odświeżyć wiedzę i motywację do oszczędzania, gdyż życie to zdecydowanie maraton podczas którego nie tylko wiele się dzieje, ale mamy też momenty zwątpienia i braku wiary w siebie.
      Paulino. Myślę, że jeden z takich momentów akurat stanął na Twojej drodze. Rzeczy się zdarzaja, a najważniejsze jak reagujemy na nadchodzące przeciwności losu. Z tego co piszesz masz silny charakter, wiedzę i doświadczenie. Na pewno dasz sobie radę. Ale może tym razem przyszedł czas na zrobienie kroku dalej. Mo ze czas rozejrzeć się i zalożyć mały biznes, który będzie generował ekstra parę groszy, ktore pozwolą zmienić każdy Twój dzień w trochę bardziej słoneczny.
      Mam na myśli niewielką działalność na internecie. Nie znam Ciebie więc trudno mi poradzić coś bardziej konkretnego, ale są strony oferujące kursy, gdzie mośesz sprzedać swoją wiedzę lub strony gdzie sprzedajesz rzeczy przez siebie robione, jest afilijacja czy np YouTube. Kiedyś z zafascynowaniem patrzyłem jak dziewczyna opisuje pończochy na youtubie. Opowiadała, jakie są w dotyku, jak są elastyczne, jak się je nosi. Filmik ok 20 min miał 4 miliony wyświetleń. I takich filmików ta sama panna miała mnóstwo. Te filmiki pracowały na nią 24/7. To samo możesz zrobić. Zainwestować czas raz aby profit mieć przez lata.
      Wierzę, że masz coś w sobie czym możesz podzielić się ze światem i gwarantuję, że znajdą się ludzie, którzy tego potrzebują. Powodzenia.

  6. Witam
    Bardzo fajny wpis. Pomimo,tego co twierdzi Paulina “Ta treść już była” – mnie jednak natchnął 🙂 do ponownego przyjrzenia się swoim finansom (no, jej części zwanej Funduszem Bezpieczeństwa/Awaryjnym). Obecnie fundusz bezpieczeństwa, który zbudowałem wynosi 12-krotność mojej pensji (w sumie “prawie” od zawsze wydaję mniej niż zarabiam) i spoczywa na koncie oszczędnościowym. Na moim ROR-ze na koniec miesiąca pozostaje jakaś nadwyżka finansowa, która też stanowiła dla mnie jakieś nieduże zabezpieczenie. Po dzisiejszym wpisie stwierdziłem, że logicznym by było, aby jej wielkość wynosiła równowartość mojej miesięcznej pensji 🙂 To takie proste, a jednak ktoś musiał przedstawić mi to łopatologicznie 🙂 Serdecznie dziękuję za pomoc. Pozdrawiam.

  7. Nie wyobrażam sobie życia bez funduszu awaryjnego i finansowej poduszki bezpieczeństwa. Może to wynika z tego, że zawsze wszytskiego się bałem 🙂 Jak tylko się ożeniłem wraz z moją druga połówka zaczęliśmy odkładać pieniądze właśnie na tzw czarną godzinę. Dzięki temu właśnie nie muszę czekać na wypłatę. Zawsze mam ten bufor bezpieczeństwa. Ostatnimi czasu takie odłożone pieniądze bardzo mi się przydały- dopadło mnie pewne chorubsko i niemalże w tym samym miesiącu padło mi sprzęgło w aucie. W ciągu 3 tygodni musiałem ze swojego portfela wyciągnać znaczna ilość pieniędzy. Gdybym nie miał funduszu awaryjnego i bezpieczeństwa pewnie do dziś błąkałbym się po kolejkach z przychodniach, gdyż nie miałbym na prywatne leczenie, które sporo kosztowało, ale szybko postawiło mnie na nogi.

  8. To ja jestem tą spokojną dziewczyną w biurze przed dniem wypłaty. 😉

    Od roku buduję poduszkę finansową i inne oszczędności. To daje tyle spokoju i odprężenia, że w razie czego coś leży na koncie. Cudowne uczucie!

    Jednak pierwszy raz spotkałam się z koncepcją, aby FA trzymać na bieżącym koncie. A może już na tym blogu już to było wspominane, ale ja mam na osobnym. I traktuję to raczej jako pieniądze w razie dużej awarii czy potrzeby (choroba itp.). Jeszcze przemyślę podaną tu koncepcję, ale bałabym się, że traktowałbym ten naddatek zbyt swobodnie. “Nie starczy do wypłaty. Ok, mam zapas, więc nie muszę się hamować”. Oczywiście stoi za tym wiele czynników, ale obawiam się, że te pieniądze byłyby zbyt “frywolne” w moim “portfelu”. Musiałabym twardo określić zasady, kiedy takie pieniądze pobierać.

    Ostatnio wpadłam na pomysł, żeby z bieżących pieniędzy jeszcze wydzielić awaryjne 300 zł, które ruszę tylko i wyłącznie w ostatnim tygodniu przed wypłatą. Taki mini-backup. A jak ich nie ruszę – idą na oszczędzanie.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Katjanka, trzymanie rezerwy na oddzielnym rachunku to równie dobre rozwiązanie. Ważne by spełniało swoje zadanie 😉

  9. Nie zgodzę się z Tobą. Jedną z pierwszych podstaw życia człowieka jest dach nad głową. Piszę tutaj o osobie dorosłej, która już ma na karku 25+ . Zamiast wynajmować i zastanawiać się czy jutro mnie ktoś nie wyrzuci należy kupić własne M choćby kawalerkę- nawet jeśli do kredytu doliczy się dochody rodziców a ty zarabiasz minimalną krajową. Czasy kiedy praca była raz na zawsze już minęły.

    Idąc Twoim tokiem myślenia najpierw zwiększam swoją wypłatę a potem kupuje M. A co zrobisz kiedy Twoja rata będzie wynosić 1700zł i jest to 40 % Twojej wypłaty a ty właśnie masz 3 mc wypowiedzenie?

    • Marcin Kluczek

      Hej

      Wydaje mi sie, że promujesz zakup, a sam podajesz kontrargumenty.

      Raz, że ktoś miałby zaciągnąć kredyt na który go nie stać (dochód rodziców).
      Dwa, praca już nie do końca życia w jednym miejscu.
      Trzy, wypowiedzenie przy racie na 40% dochodów.

      Co do zasady masz rację. Statystycznie zakup bardziej się opłaca, ale jednostkowo już niekoniecznie.

      Sparafrazuję pytanie.
      Lepsze jest nowy samochód czy pełnoletni od “dziadka” z zza zachodniej granicy, który dobre lata ma już za sobą?

      Jasne, że nowy jest lepszy, ale czy polecisz komuś z minimalną lub nawet średnia pensja zakup nowego małego auta za 50000 czy starego za 5000? Nie, ponieważ nowe nie jest opcją. Próg wejścia jest za wysoki.

    • Plastic Tofu

      Karol, Marcin elokwentnie wskazał kilka meandrów w podejściu, które prezentujesz. Zgodzę się, z Tobą, że dach nad głową jest niezwykle ważny jako podstawa szczęśliwego życia. Jednakże rozwiązań jest tak wiele jak wielu jest ludzi. Pamiętaj gdzie wymieniamy się opiniami. To tu autor bloga niezliczone razy postulował zabezpieczenie w postaci poduszki finansowej. To w tym artykule Andrzej sugeruje oszczędność wydatków, aby nie żyć na krawędzi bankructwa czy katastrofy finansowej. Więc oddając szacunek ludziom, którzy tu tworzą oraz czytają jak wyobrażasz sobie osiągniecie jakiejkowiek harmonii finansowej walcząc o przetrwanie na pensji minimalnej?

      To prawda, że wynajmowanie wiąże się z ryzykiem, ale w młodym wieku ważniejszym od gromadzenia kapitału jest gromadzenie kapitału osobistego, aby móc sprzedać swoje umiejętności za więcej niż minimum oferowane przez pracodawcę. To jak z wyścigiem samochodowym. Jeśli wystartujesz wcześniej niż inni w wyścigu formuły 1 na skuterze reprezentującym minimum inwestycji to i tak nie masz szansy na sukces gdyż inni nie tylko błyskawicznie cię dogonią, ale wręcz bedziesz wielokrotnie dublowany.

      Pójdę nawet dalej i powiem z doswiadczenia dorosłej osoby, która ma na karku 25+ x2, że kupno nieruchomości, która dla wielu jest największą życiową inwestycją, powinna uwzględniac dalsze życiowe wybory. Czy chcemy założyć rodzinę? Gdzie chcemy pracować? Czy cenimy styl życia miejski, czy na przedmieściach, a może domek pod lasem? Chociaż niektórzy od razu mają wizję swojej przyszłości, większość młodych ludzi wchodząc w świat dorosłych nie ma tych rzeczy poukładanych i dużo ważniejsze są właściwe wybory niż wybory szybkie. Wbrew pozorom, życie daje nam wystarczająco czasu na rozważenie wszelkich możliwości nawet jeśli rozważamy je w wynajętym pokoju.

      W Polsce własne mieszkanie jako towar deficytowy od niemal zawsze otoczone było kultem. Łącząc to z dzisiejszym światem starającym się zapewnić wszystkie nasze potrzeby i zachcianki błyskawicznie, mamy przerost potrzeby posiadania i przykładamy nad wyraz duże znaczenie do własnych czterech kątów. Zapominamy często o spełnianiu siebie i rozwijaniu się na innych polach niż posiadanie własnego kawałka podłogi. Młode lata lepiej spędzone są na znalezieniu swojej drogi w życiu, a mieszkanie… wcześniej czy później praktycznie każdy je posiada, zerknij na ludzi podchodzących pod jesień swojego życia.

      Mimo tego rozwlekłego elaboratu, nie omieszkam zapytać; Jak widzisz swoje życie romantyczne w kawalerce kupionej razem z rodzicami? Sorry, ale nie mogłem się powstrzymać bo przez głowę przelatwały mi obrazy rodziców stojących pod prysznicem w łazience jako jedynym zamykanym pomieszczeniu i czekających, aż dzieci się wyszaleją na rozkładanej amerykance w pokoju służącym jako sypialnia/gabinet/salon/kuchnia. Sorry wiem, że to blog dla każdej grupu wiekowej.

      Na ostatnie pytanie nie mam odpowiedzi z doświadczenia. Nigdy nie zdażyło mi się nie pracować dłużej niż kilka dni. Ale gdyby, tak jak w Twoim pytaniu, to mam zabezpieczenie finansowe i wystarczający kapitał osobisty aby znaleźć pracę w 3 miesiące.

      • Kawalerka z rodzicami była w sensie, że rodzice figurują jako (współ)kredytobiorcy, a młodzi spłacają ten kredyt sami lub z rodzicami, ale na pewno mieszkają sami!😉 I obie strony są szczęśliwe!

  10. cześć,Przepraszam, ale żeby mieć niespodziankę dotyczącą kursu na temat kredytu hipotecznego powinniśmy zapisać się na listę – o jaką listę chodzi bo linku nie widzę. Chodzi o subskrypcję bloga?

  11. A ja nadal żyję od pierwszego do pierwszego. Jak już wszystko popłacę i podkładam na kupki oszczędnościowe, to zostaje pula, że tak powiem, na jedzenie. Niby wiem, że odłożyłam, że coś tam mam na osobnych kontach, ale brakuje mi pod koniec miesiąca pieniędzy do wydania. Np. w tym miesiącu nie kupiliśmy opon, bo jakoś na nie nie wystarczyło. Nie ruszam oszczędności, one są na inne cele i muszę się tego trzymać, bo albo zbieram, albo nie.
    Jakoś tak się zawzięłam pierwszy raz w życiu i jestem konsekwentna. Tu, na tym blogu przeczytałam, żeby sobie wyznaczyć cele i po kolei je realizować. I to dziala! Wcześniej miotałam się i chciałam wszystko na raz. Nic z tego nie wychodziło oczywiście. Widzę, jak te cele się realizują, to daje motywację i wiarę we własną sprawczość.
    A jutro Black Friday i kupiłoby się kilka rzeczy… Ale wypłata dopiero w następny piątek. Trudno. Kupie tylko Kindla dziecku na urodziny, bo to było zaplanowane.

    • Mam podobnie – wypłata dopiero w przyszłym tygodniu, a na koncie zostało mi kilkadziesiąt zł. Za to wszystko popłacone, poodkładane, kredyt hipoteczny nadpłacony. W każdej chwili mogę sięgnąć po nadwyżki, ale to jest trochę jak gra – czy przetrwam tydzień wydając na jedzenie tylko 70 zł? *

      *Taka ‘gra’ cieszy tylko wtedy, jeżeli nie jest to konieczność, a zwykła próba udowodnienia sobie, że się da. No i jeżeli nie ma dzieci na pokładzie (dzieci mają swoje uzasadnione potrzeby, wiadomo).

      • Agnieszka, u mnie właśnie trwa taka gra, która nie jest koniecznością i wierz mi, to jest prawdziwa przyjemność, kiedy ograniczasz się, bo chcesz, bo możesz, bo nie musisz tego ograniczenia wdrażać, bo wisisz kasę komuś albo bankowi. świetna sprawa 😉

    • Andrzej Broszkiewicz

      Anja, cieszę się, że udaje Ci się konsekwentnie realizować cele. Gratulacje 🙂
      Z komentarza czuć, że nie jest Ci łatwo. Tym bardziej imponujesz mi swoją konsekwencją. Tak trzymaj!

Odpowiedz