Fundusz bezpieczeństwa – Twój OBOWIĄZKOWY cel finansowy

85

Dom zbudowany bez fundamentów zamieni się w stertę gruzu przy byle podmuchu wiatru. Tak samo będzie z Twoimi finansami, jeśli nie masz funduszu bezpieczeństwa. Cele finansowe możemy mieć różne, ale ten jeden jest wspólny dla wszystkich. Tak jak dom musi posiadać solidny fundament, tak KAŻDE gospodarstwo domowe musi posiadać solidny fundusz bezpieczeństwa.

Z dzisiejszego artykułu dowiesz się:

  1. Co to jest fundusz bezpieczeństwa?
  2. Po co tworzyć fundusz bezpieczeństwa?
  3. Ile pieniędzy trzymać w funduszu bezpieczeństwa?
  4. Jak korzystać z funduszu bezpieczeństwa?
  5. Jak lokować pieniądze stanowiące fundusz bezpieczeństwa?

Ale zanim zanurzymy się w naszym temacie, mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucenia 🙂

Zostań „nieprzeciętnym Kowalskim”

Dzięki czytelnikom mojego bloga dziś już nie martwią mnie statystyki mówiące o tym, że ponad połowa Polaków ma długi, a przeciętny Kowalski ciągle ma minimalne oszczędności. Przecież nikt nie uczył nas w szkole, jak dbać o finanse osobiste.

Skąd czerpie wiedzę przeciętny Kowalski?

  1. Od rodziny, która ledwie wiąże koniec z końcem.
  2. Od zadłużonych po uszy przyjaciół i szwagra bankruta.
  3. Z reklam – wmawiających mu, że z szybką pożyczką stać go na wszystko.
  4. Z seriali – których bohaterowie pięknie mieszkają, pięknie się ubierają, nigdy nie wychodzą z kawiarni, itp.

Choć żyjemy w oparach finansowego absurdu, nastawionego na wyciśnięcie z nas każdej złotówki, to w gronie czytelników mojego bloga coraz więcej osób radzi sobie świetnie. Tym artykułem pragnę zachęcić Cię z całych sił, abyś wypiął się na smętne statystyki dotyczące marnego oszczędzania, wziął sprawy w swoje ręce i został „nieprzeciętnym Kowalskim”.

Nieważne, co robi większość. Większość przecież jest biedna i żyje z dnia na dzień, zadowalając się statusem współczesnego niewolnika! Nie przejmuj się statystykami i dołącz do grona przytomnych realistów. Zbudowany fundusz bezpieczeństwa będzie najlepszym potwierdzeniem, że udało Ci się tego dokonać.

Co to jest fundusz bezpieczeństwa?

To najważniejszy cel finansowy, jaki powinien osiągnąć absolutnie każdy Polak. To odłożona i odpowiednio ulokowana kwota pieniędzy, która stanowi bufor pomiędzy nami, a wyzwaniami dnia codziennego. To mur obronny, który zapewnia finansowe bezpieczeństwo Twojej rodzinie i trzyma Cię z dala od długów. To finansowa poduszka bezpieczeństwa, która bardzo pomaga w każdej życiowej sytuacji.

Po co tworzyć fundusz bezpieczeństwa?

Niespodziewany wydatek, utrata pracy, awaria silnika w samochodzie, dłuższa choroba wymagająca zakupu leków bez refundacji, zalane mieszkanie, bo części strat nie pokryła polisa, zepsuta lodówka w środku lata – to tylko niektóre sytuacje, których nie przewidzimy, a które wymagają od nas sięgnięcia głęboko do kieszeni.

Oczywiście takie sytuacje nie zdarzają się codziennie. Skoro jednak trzymasz w domu parasol, choć pada tylko czasami, tak samo musisz posiadać fundusz bezpieczeństwa, choć wykorzystasz go sporadycznie. Ale fundusz bezpieczeństwa to nie tylko ochrona przed awariami. To znacznie więcej korzyści, które docenisz w pełni dopiero, gdy taki fundusz zbudujesz. Wymienię tylko wybrane:

  • Przestaje dokuczać Ci pech. Ludzie posiadający oszczędności są spokojniejsi i wydają się mieć więcej szczęścia. I czasami faktycznie może się wydawać, że pech omija ich szerokim łukiem. Oni jednak też łapią gumy, rysują lakier w swoich samochodach i psują im się lodówki. Różnica jest taka, że po kilku chwilach wkurzenia płacą za naprawę z funduszu bezpieczeństwa i mają temat z głowy.

Co w takiej sytuacji robią ludzie bez funduszu bezpieczeństwa? Biegną do banku lub firmy pożyczkowej, zasilają grono współczesnych niewolników, a potem harują w pocie czoła na spłatę rat. Bzdurna awaria skrzyni biegów od razu przeradza się w kryzys finansowy.

  • Czujesz się bezpieczniej i podejmujesz odważniejsze decyzje. Nie potrafię opisać, jak wspaniałe jest poczucie luzu i bezpieczeństwa związanego z tym, że „w razie czego” mam odłożone pieniądze. Grupowe zwolnienia w pracy? Trudno, poszukam pracy gdzie indziej. Szef ciągle Cię wkurza? Cóż, pora zmienić szefa na lepszy model. W pracy się nudzisz i nie rozwijasz? Masz oszczędności, więc możesz poszukać ciekawszej. A wszystko na spokojnie, bez pośpiechu i bez stresu – dzięki czemu Twoje decyzje mogą być odważniejsze i lepsze.
  • Wiesz, że potrafisz się bogacić. Skoro odłożyłeś fundusz bezpieczeństwa, masz niezbity dowód, że potrafisz świadomie i mądrze zarządzać własnymi pieniędzmi. A skoro tak – to będziesz potrafił zrealizować kolejne cele finansowe.
  • Jesteś lepszym inwestorem. Posiadając odłożony fundusz bezpieczeństwa, możesz ze spokojną głową zająć się inwestycjami. Zawirowania na rynkach finansowych możesz obserwować ze spokojem i nie podejmować emocjonalnych decyzji, bo fundusz bezpieczeństwa daje Ci dodatkowy komfort. Co więcej – odłożenie środków stanowiących fundusz bezpieczeństwa zajmuje przynajmniej kilkanaście miesięcy. To da Ci czas, na zdobycie wiedzy o inwestowaniu i lepsze przygotowanie.

Ile pieniędzy trzymać w funduszu bezpieczeństwa?

Fundusz bezpieczeństwa musi spełniać przynajmniej dwie podstawowe funkcje:

1. Realnie chronić nas przed finansowymi „wpadkami”.
2.
Dawać realne poczucie bezpieczeństwa.

Pierwszy punkt sprawia, że rozsądna, uniwersalna wielkość funduszu bezpieczeństwa to wartość przynajmniej naszych 6-miesięcznych wydatków – czyli kwota, która pomoże nam przeżyć pół roku w razie utraty dochodów. Posiadając tej wielkości fundusz bezpieczeństwa i np. tracąc pracę, mamy wystarczającą ilość czasu, by wszystko poukładać i znaleźć lepsze i dobrze płatne zajęcie. A że nieszczęścia chodzą parami, to nawet awaria samochodu na bezrobociu nie zrujnuje naszych finansów. Dlatego 6-miesięcy to moim zdaniem dość uniwersalny poziom.

Zajmując się jednak od lat finansami osobistymi współpracowałem już z mnóstwem osób i wiem, że drugi punkt – czyli realne poczucie bezpieczeństwa – może się bardzo różnić. Singlom wynajmującym mały pokój poczucie bezpieczeństwa zapewni już bufor na 3 miesiące. Rodzina z trójką dzieci, spłacająca kredyt hipoteczny, może się poczuć bezpiecznie mając na koncie środki przynajmniej na 6 miesięcy. Inni – dla świętego spokoju – wolą mieć jeszcze większe fundusze. Do tej ostatniej grupy należy np. moja rodzina.

Cele finansowe powinny jednak być precyzyjne, byś dobrze wiedział, czy do nich się zbliżasz. Dlatego proponuję ustawić swój „finansowy celownik” na 6 miesięcy i dopiero potem decydować, czy jakoś tę kwotę zmodyfikować.

Jak ulokować pieniądze stanowiące fundusz bezpieczeństwa?

Środki stanowiące fundusz bezpieczeństwa to dla wielu osób ogromna kwota. Jeśli ktoś nie miał dotąd oszczędności, a teraz widzi na swoim koncie kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych, w naturalny sposób zadaje sobie pytanie: Co z tak dużymi pieniędzmi zrobić?

Dlatego chciałbym to bardzo wyraźnie podkreślić: fundusz bezpieczeństwa to nie jest inwestycja! To są pieniądze, które mają być pod ręką w razie nieprzewidzianych zdarzeń. Dlatego środki stanowiące fundusz bezpieczeństwa muszą być ulokowane bardzo bezpiecznie.

Dlaczego nie inwestować tych pieniędzy i nie szukać wysokiej stopy zwrotu?

  1. Bo muszą być dla Ciebie dostępne w razie potrzeby. Jeśli wpłacisz je np. do funduszu obligacji korporacyjnych, który na kilka miesięcy zawiesi umarzanie jednostek uczestnictwa (takie sytuacje miały już miejsce) – co wtedy zrobisz?
  2. Bo ich wartość nie może spadać. Skoro masz z tych pieniędzy w razie potrzeby skorzystać, nie może ich być mniej, niż zakładałeś.
  3. Bo mają Ci dawać poczucie bezpieczeństwa – a nie emocje i niespokojne noce w czasie rynkowych zawirowań.

Możesz spokojnie zainwestować pieniądze, które są nadwyżką ponad Twój fundusz bezpieczeństwa. Ale środki stanowiące sam fundusz traktuj bardziej jak ubezpieczenie, niż inwestycję. Wystarczy, by zachowywały realną wartość.

Podam Ci bardzo konkretny przykład, jak lokujemy fundusz bezpieczeństwa naszej rodziny. Wspólnie z żoną stwierdziliśmy, że w razie utraty dochodu chcemy mieć aż 10 000 zł do dyspozycji na każdy miesiąc i w dodatku przez cały rok. Dlatego powiększaliśmy stopniowo nasz fundusz bezpieczeństwa do kwoty 120 000 zł.

Jak te pieniądze ulokowałem?

  1. 20 000 zł trzymam na zwykłym koncie oszczędnościowym.
  2. 100 000 zł ulokowałem w 10-letnich detalicznych obligacjach Skarbu Państwa, o których już wielokrotnie pisałem na blogu.

Czy to marnowanie potencjału pieniędzy? Zdecydowanie nie. Świadomość dużego funduszu bezpieczeństwa pozwoliła nam podjąć wiele odważnych decyzji, dzięki którym zarobiliśmy wielokrotnie więcej, niż dałoby zainwestowanie tej kwoty. A poza tym – oprocentowanie 10-letnich obligacji Skarbu Państwa przynosi całkiem sensowną stopę zwrotu.

Oto jak dziś wygląda najstarsza z zakupionych przeze mnie emisji – z roku 2009, gdy dopiero zaczynałem budować nasz fundusz bezpieczeństwa i wpłaciłem pierwszy 1000 zł:

Po 9 latach i 1 miesiącu zainwestowany 1000 zł ma wartość 1533,80 zł – czyli stopa zwrotu wyniosła 53,38%. Trudno mi wskazać inwestycję o tak niskim ryzyku, która przyniosłaby porównywalne wyniki.

Ta konkretna emisja była oprocentowana wg wzoru: inflacja + 2,75%. W dzisiejszych emisjach marża ponad inflację wynosi 1,5%, ale i tak cały czas nabywam te obligacje (do bezpiecznej części swojego portfela inwestycyjnego). Moim zdaniem to atrakcyjna i bardzo niedoceniana forma lokowania kapitału.

Podsumowując: podziel swój fundusz między konto oszczędnościowe i detaliczne obligacje Skarbu Państwa, a nie będziesz się martwić, że „pieniądze się marnują”.

Jak korzystać z funduszu bezpieczeństwa?

Najlepiej wcale z niego nie korzystaj! Naprawdę. Życzę Ci z całego serca, aby rola Twojego funduszu bezpieczeństwa polegała tylko na tym, by sobie gdzieś tam „leżał”, dawał Ci poczucie komfortu i abyś nigdy nie musiał po te pieniądze sięgać. To byłaby najlepsza i najbardziej korzystna dla Ciebie sytuacja.

Ale – być może za rok, a może za 20 lat, zapewne zdarzy się trudna sytuacja. Dlatego zbuduj fundusz bezpieczeństwa, ulokuj środki w mądry sposób i… Zapomnij o nich! Rób wszystko, by po nie nie sięgać, chyba, że naprawdę musisz!

Ten fundusz ma Cię chronić przed nieprzewidzianymi sytuacjami, a nie przed Twoim brakiem planowania. Co to oznacza?

  • Komunia syna? Zaplanuj i odłóż.
  • Ślub córki? Zaplanuj i odłóż.
  • Wakacje w tropikach? Zaplanuj i odłóż.

Żadna z powyższych sytuacji nie jest nieprzewidziana i nie powinna być pokrywana z funduszu bezpieczeństwa.

A co zrobić, gdy jednak wydarzy się sytuacja wymagająca sięgnięcia po fundusz? To nic. Nie przejmuj się – w końcu po to ten fundusz tworzyłeś! Nie wkurzaj się, zapłać, a potem… Jak najszybciej odbuduj swój fundusz do takich rozmiarów, które będą dla Ciebie najlepsze.

To tyle ode mnie. A co od Ciebie?

Dzielę się z Tobą na moim blogu tym, co naprawdę działa. Przetestowałem to na własnej skórze, a historie sukcesu moich czytelników utwierdzają mnie w przekonaniu, że to jest skuteczne. Zresztą… To przecież zwykły zdrowy rozsądek 🙂

Jestem jednak bardzo ciekawy Twoich przemyśleń i obserwacji związanych z funduszem bezpieczeństwa. Podziel się swoją wiedzą i doświadczeniem, pomagając w ten sposób kolejnym osobom w dołączeniu do grona „nieprzeciętnych Kowalskich”. Jeśli masz pytania związane z funduszem bezpieczeństwa – zadaj je, proszę, w komentarzu.

A na zakończenie jeszcze ogromna prośba. Zależy mi, aby dotrzeć z treściami na moim blogu do wszystkich osób, które walczą o poprawienie swoich finansów. Marzy mi się sytuacja, w której KAŻDE gospodarstwo domowe w Polsce ma odłożony fundusz bezpieczeństwa. Wyobrażasz sobie, jak świetnie żyłoby się w kraju, którego mieszkańcy nie muszą stresować się brakiem pieniędzy?

Pomóż mi szerzyć tę wiedzę i podziel się artykułem choć z jedną osobą. Z góry serdecznie Ci za to dziękuję!

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze85 komentarzy

  1. Marcin, super to wszystko opisałeś!

    Bardzo ważne jest to co napisałeś, a więc, że fundusz bezpieczeństwa nie może być inwestycją.

    Wiele osób ma ten problem, że jak już odłoży jakąś kwotę, przykładowo 10-20 tys. zł, to od razu myśli w co te pieniądze zainwestować. A tu powinna zapalić się lampka ostrzegawcza, że to jest Twój fundusz bezpieczeństwa, którego absolutnie nie powinno się ruszać. Tym bardziej inwestować. Jest to nasze oszczędzanie długoterminowe, o którym najlepiej jakbyśmy całkowicie zapomnieli.

    Dopiero to co odłożymy ponad 6-krotność naszych wydatków, możemy przeznaczyć na inwestycję z mniejszym bądź większym ryzykiem.

    I drugi częsty błąd, który opisałeś, to mylenie funduszu bezpieczeństwa, z FUNDUSZAMI CELOWYMI (komunia syna, ślub córki, wakacje itd.). Na te cele powinniśmy dodatkowo odkładać pieniądze ponad fundusz bezpieczeństwa, który jest nietykalny. Tu fajnie sprawdza się system kopertowy.

    Pozdrawiam i jeszcze raz podkreślę, że bardzo się cieszę, że wróciłeś do korzeni z wpisami. Według mnie tę tematykę opisujesz najlepiej w całej blogosferze finansowej 😉

    • @Michał,

      Na cele fajnie używa się kont celowych w mBanku, które można automatycznie uzupełniać zaokrągleniami kwot z transakcji.

      Są nawet ludzie, którzy mając 1000 zł jedynych oszczędności już szukają w co “zainwestować”. I niestety znajdują … Ręce opadają.

    • Cześć Michał, dziękuję 😉

      Czasami faktycznie obserwuję, że niektóre osoby zachowują się tak, jakby pieniądze “parzyły w ręce”.
      Za wszelką cenę chcą je gdzieś zainwestować.
      A potem – przychodzi “codzienne życie” i inwestycję trzeba zamykać ze stratą, bo właśnie trafił się kiepski miesiąc na rynkach.

      Dlatego lubię porównywać fundusz bezpieczeństwa do fundamentu.
      Najpierw fundament, potem ściany, na końcu dach. W innej kolejności wszystko się posypie.

    • “Chodzi mu o to, żeby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa” – pozwoliłam sobie na żart, ale Marcin naprawdę wyraża się najbardziej przystępnie ze wszystkich blogerów finansowych. No, nawet ja rozumiem :).

  2. Fajny wpis. Całkowicie się zgadzam. Budowanie poduszki bezpieczeństwa to po uporządkowaniu swoich finansów ostatni krok przed rozpoczęciem inwestowania nowych nadwyżek finansowych.
    Pozdrawiam

  3. Cześć Marcin☺☺
    Jestem ,, kawalerzystą” brak dzieci.
    Lat 27. Zarobki ok 3 700zl mc.
    Powiem, że jak mam swój bufor bezbezpieczeństwa 10 000zł to śpię spokojnie☺☺ Teraz nadwyżkę swoich oszczędności chciałbym jakoś zainwestować, ale nie wiem całkowicie jak się za to zabrać…. mam nadzieje że jakoś doradzisz w kolejnym artykule.
    Pozdrawiam ☺☺

    • Skoro nie wiesz, jak się za to zabrać, to najlepiej wcale nie inwestuj. Poczytaj najpierw trochę książek, blogów i artykułów nt. inwestowania, zastanów się, rolę jakiego inwestora chciałbyś w swoim życiu przyjąć: aktywnego (dążącego do pobicia rynku czy to trafną selekcją spółek opartą na analizie fundamentalnej, czy też świetnym wyczuwaniem aktualnych trendów na rynkach, ew. jakiś miks) – w takim przypadku poświęć na zdobycie wiedzy i umiejętności baaaardzo dużo czasu, czy też pasywnego (dażącego do osiągnięcia stóp zwrotu przeciętnych dla danych rynków). Nastepnie zaplanuj swoją strategię inwestycyjną (kiedy i co sprzedawać, kiedy i co kupować, jak zarządzać wielkością pozycji, jaką przyjąć alokację pomiędzy klasy aktywów, czy rebalansować porfel, jak podejść do kwestii ryzyka walutowego – fundusze hedgowane do PLN, brak hedgingu walutowego, a może inne rozwiązania, czy korzystać z tradycyjnych funduszy inwestycyjnych, czy może z funduszy indeksowych – w Polsce bardzo mało, ale są trzy niezłe dające ekspozycję na WIG20, S&P500 i rynek europejski, albo też z ETFów – tu znów kwestia ryzyka walutowego, itd. itp.), potem dopiero zainwestuj. Inaczej prędzej czy później najprawdopodobniej stracisz jakąś część zainwestowanego kapitału, bardzo możliwe, że wycofasz się w jednym z najgorszych mozliwych momentów, w dodatku mając pretensje do osób, które poleciły Ci jakieś konkretne inwestycje, czy też do zarządzających funduszami (ile się mozna w necie naczytać: “złodzieje”, “partacze”, “przekręt” itd.). To bez sensu. Dopóki sam nie odrobisz pracy domowej, nie powinieneś inwestować pieniędzy, no chyba, że jesteś typem hazardzisty.

    • Fundusz bezpieczeństwa to nie wielokrotność dochodów tylko wydatków. Jeśli zarabiasz 3700 to mam nadzieję że wydajesz z tego mniej niż 2000 by te 10,000 starczyło Tobie na pół roku.

      Na razie nie martwiłbym się w co inwestować tylko dobiłbym do 12 miesięcy kosztów. Potem zainteresował się IKE i IKZE. A gdy i je zapełnisz możesz zacząć bawić się w obligacje, akcje, metale szlachetne , nieruchomości i inwestycje alternatywne.

    • Podpinam się pod wpis Darka. Marcinie proszę, przygotuj coś w temacie jak zacząć inwestować.
      Z góry dziękuję

  4. Krzysztof A.

    Swój fundusz bezpieczeństwa póki co trzymam na koncie oszczędnościowym – liczę, że w przeciągu najbliższych 2 lat obligacje dziesięcioletnie będzie można nabyć z lepszym oprocentowaniem.
    Zastanawiam się natomiast nad inną kwestią, a mianowicie – w sytuacji kiedy wykorzystujemy fundusz bezpieczeństwa (rezygnujemy z pracy i szukamy innej albo zostaliśmy zwolnieni) przez ponad miesiąc – jak Twoim zdaniem najskuteczniej rozwiązać kwestię ubezpieczenia NFZ? Wiadomo, jego jakość jest co najmniej dyskusyjna, jednak lepiej je mieć, niż nie mieć. Czy w takiej sytuacji lepiej rejestrować się jako bezrobotny (czas, formalności i ewentualna konieczność przyjęcia oferty pracy bądź szkolenia), czy podpisać indywidualną umowę z NFZ (około 300zł miesięcznie dodatkowego kosztu)? Zakładam sytuację, kiedy nie mamy pracującego współmałżonka, który może objąć nas swoim ubezpieczeniem. Jest jakaś inna opcja oprócz tych dwóch?

    • Trzecim wyjściem jest działalność gospodarcza i masz 6 miesięcy ZUS za darmo, potem obniżony. Tylko nie wiem czy warto zakładać DG w tym celu.

      Jeśli nie miałbym solidnego funduszu bezpieczeństwa zarejestrowałbym się jako bezrobotny. Nie traktujmy szkolenia czy narzuconej pracy jako coś złego. Jak nie miałbym wyboru to brałbym co dają. Pracy lepszej nadal można szukać w wolnym czasie.

      Gdybym miał solidną poduszkę finansową i potrzebował NFZ to podpisałbym z nimi umowę.

      • Krzysztof A.

        Akurat w moim planie taką dłuższą przerwę w pracy traktowałbym jako w pełni świadomie podjęty długi bezpłatny urlop, stąd niechęć do narzuconej pracy czy szkolenia, natomiast w ogólnym przypadku jak najbardziej się z Tobą zgadzam 😉
        Dzięki za sugestię o DG, zapomniałem że od tego roku pierwsze 6 miesięcy jest bezpłatny ZUS – faktycznie, do rozważenia “czy warto” (szczególnie, że jak już płacę składki z obecnej pensji, to nie widzę powodu, żeby nie skorzystać z tego, na co są przeznaczane) tym niemniej, zawsze lepiej znać dostępne opcje.

    • Marcin Kluczek

      Jakość jest słaba, gdy złapiesz grupę, będzie potrzebny drobny zabieg chirurgiczny lub gdy bardzo Ci się spieszy, ale sam zakres jest rewelacyjny, gdy przydarzy się coś poważnego. Koszt jednej operacji z hospitalizacją i rehabilitacją lub długotrwałej zaawansowanej terapii to często kilkadziesiąt tysięcy i nie ma limitu ceny dopóki pacjent rokuje. Nikt prywatnie nie da Ci takiego zabezpieczenia za kilka stówek.

      http://www.wskazniki.gofin.pl/8,114,1,wysokosc-skladki-na-dobrowolne-ubezpieczenie-zdrowotne.html
      Płacisz 426,59, ale na koniec roku odpisujesz 367,35 od podatku, więc realny koszt to 60 PLN miesięcznie.
      Bajka 🙂

      Jeżeli zamierzasz szukać pracy 2-4 miesiące, to nie bawiłbym się w firmę na niby. Dużo biegania a zysk symboliczny. Karta “firma bez ZUS na 6 miesięcy” może się kiedyś przydać. Szkoda ją wykorzystywać.

      • Krzysztof A.

        Oczywiście, zdaję sobie sprawę z tego, że prywatne ubezpieczenie nie pokrywa poważnych przypadków, stąd też stwierdzenie “lepiej mieć niż nie mieć” odnośnie NFZu 😉 Nie wiedziałem jednak, że koszt dobrowolnego zapisania się można odpisać od podatku tak samo jak składkę potrącaną z pensji. To już w ogóle zmienia postać rzeczy (oczywiście, na wstępny koszt i tak trzeba przygotować środki, dobrze jednak wiedzieć, że większość z nich wróci po roku) i rzeczywiście sprawia, że najbardziej opłacalne w takim scenariuszu wydaje się podpisanie umowy.

  5. Fajny artykuł i widzę że wracasz do korzeni. Zgadzam się że fundusz bezpieczeństwa to podstawa. Gdyby każda rodzina w Polsce miała choćby 10% tego nie musielibyśmy tworzyć blogów finansowych 😉

    Dodam od siebie:

    W swoim podcaście mówiłem, że fundamentem jest stan umysłu i uwierzenie, że oszczędzanie jest możliwe i ma sens. Bez tego nikt nie uzbiera nawet złotówki na funduszu bezpieczeństwa. Kolejną warstwą jest pozbycie się wszelkich długów konsumpcyjnych. Dopiero trzecim elementem jest fundusz awaryjny i bezpieczeństwa.

    Co najmniej 1 miesiąc wydatków trzymałbym w gotówce w domu a nie w banku. Zdarzyć się może dużo sytuacji gdy pieniądze w banku nie będą dostępne: awaria systemów bankowych, brak prądu, śnieżyca, choroba, komornik się pomyli i zajmie nie to konto co trzeba itd. Gotówkę też łatwiej się odkłada do jakiejś skarbonki poprzez kumulowanie wszystkich drobniaków które pozostają po zakupach.

    Dla osób o niskich dochodach polecam zbudowanie funduszu bezpieczeństwa od niewielkich zapasów żywności i kosmetyków gromadzonych systematycznie małymi ilościami w czasie zakupów.

    Wymaga wyjaśnienia dlaczego wzrosła cena obligacji – ponieważ od 20 lat stopy procentowe w Polsce maleją. Obecnie są na poziomie 1.50% od marca 2015. Poziom najniższy w historii. A co dzieje się z ceną obligacji gdy rentowność spada? Ich ceny rosną. Ale gdy stopy zaczną wzrastać – a już jesteśmy bliżej niż dalej – ceny będą spadać. Na szczęście minimalną ceną obligacji jest ich cena nominalna więc w najgorszym wypadku zostaną wykupione po cenie zakupu a nasz zysk to będą wypłacone odsetki.

    • Hej Łukasz,

      co do obligacji, o których pisałem, to w tym przypadku działa to inaczej. Zmiany stóp procentowych, o których piszesz, będą wpływać na wyceny obligacji notowanych na rynku (np. wchodzących w skład portfeli wielu funduszy obligacji). Oczywiście najmocniej na obligacji o tzw. wysokim duration (długoterminowe ze stałym oprocentowaniem), a najmniej na obligacje ze zmiennym oprocentowaniem.

      Obligacje pokazane w tym wpisie, to są detaliczne obligacje skarbowe, które nie są notowane na żadnych rynkach, dlatego zmiana stóp procentowych nie wpływa bezpośrednio na ich wycenę. Wycena idzie tylko w jednym kierunku – w górę.

      Działają one analogicznie, jak lokata w banku. Mają stałe oprocentowanie w pierwszym roku, a począwszy od drugiego oprocentowanie zmienne, które wyliczane jest według wzoru (inflacja + marża). Co roku do kapitału dopisywane są odsetki i mamy klasyczny “procent składany”.

      Np. dziś dostępne 10-latki mają marżę 1,5% . Jeśli za rok inflacja wyniesie 2%, to oprocentowanie obligacji wyniesie 3,5%. Jeśli inflacja wzrośnie do 5%, to oprocentowanie obligacji do 6,5% – itp.

      Te obligacje nie będą wykupywane po cenie nominalnej, jak piszesz, tylko zawsze za kwotę powiększoną o narosłe w całym okresie odsetki – bez względu na zmiany stóp procentowych. Podatek Belki również jest odroczony i pobierany dopiero po 10 latach – co jest kolejną zaletą tych obligacji.

      • Hej Marcin,

        Mógłbyś bardziej opisać, albo nakierować na jakiś artykuł o 10 latkach? Nie podejrzewałem, że można je wykorzystać do budowania poduszki. Z tego wynika, że mogę taką obligację kupić dzisiaj i sprzedać po miesiącu (no przecież fundusz bezpieczeństwa musi być dostępny szybko). Dobrze myślę?

        • Hej Michał,

          Wszystkie szczegóły na temat tych obligacji znajdziesz tutaj:
          http://www.obligacjeskarbowe.pl

          Część funduszu trzymam na zwykłym koncie oszczędnościowym, by były dostępne od razu bez żadnych kosztów.
          Jeśli chodzi o dostęp do środków z obligacji skarbowych, to powtórzę jeden z komentarzy:

          Składa się wówczas tzw. dyspozycję przedterminowego wykupu.
          W obecnych emisjach wiąże się ona z obowiązkiem uiszczenia opłaty w wysokości 2zł/1 obligację, nie więcej jednak niż suma zarobionych odsetek.
          A zatem warunki są lepsze niż w przypadku zerwania zwykłej lokaty terminowej (gdzie tracisz wszystkie odsetki).

          Np. Zainwestujesz 1000 zł (czyli kupisz 10 obligacji).
          Załóżmy, że w ciągu 5 lat obligacje zarobiły 25%, a zatem wartość tych obligacji to teraz 1250 zł.
          Musisz odkupić, więc składasz dyspozycję przedterminowego wykupu i wtedy dokonywane są takie obliczenia:
          1) Naliczone odsetki: 250 zł
          2) Opłata za przedterminowy wykup: 2 zł * 10 szt. = 20 zł
          3) Zysk kapitałowy: 250 zł – 20 zł = 230 zł
          4) Podatek Belki: 230 zł * 19% = 43,7 zł
          5) Zysk netto: 186,3 zł
          6) Kwota do wypłaty: 1000 zł kapitału + 186,3 zł zysku = 1186,30 zł

      • Obligacje sa wygodne i bezpieczne, czesto z nich korzytam, ale nawet te indeskowane na 100% przed inflacja nie chronia – jak zreszta kazdy instrument. Przy marzy 150bps w przypadku inflacji powyzej 7.9%, podatek zjada nam cale marze.

    • “A co dzieje się z ceną obligacji gdy rentowność spada? Ich ceny rosną. Ale gdy stopy zaczną wzrastać – a już jesteśmy bliżej niż dalej – ceny będą spadać. Na szczęście minimalną ceną obligacji jest ich cena nominalna więc w najgorszym wypadku zostaną wykupione po cenie zakupu a nasz zysk to będą wypłacone odsetki.”

      Sorry Lukasz, ale jezeli zajmujesz sie blogami finansowymi i piszesz takie teksty o obligacjach zakupionych na rynku pierwotnym do sugeruje zmiane zajecia.

  6. 1. Konto oszczędnościowe – 2000zł na pierwsze niespodziewane wydatki.
    2. Fundusz bezpieczeństwa (6M dochody) – lokaty bankowe lub drugie konto oszczędnościowe.
    3. Dalszą połowę nadwyżki (staram się zachować w tym równowagę – 50%/50%) w fundusze inwestycyjne akcji (w ramach IKZE) a drugą połowę mam na rachunku maklerskim w Obligacjach Skarbowych (w ramach IKE).

    Na razie nie musiałem sięgać po te pieniądze i żyję z bieżącej pensji i co miesiąc dwa razy w miesiącu zasilam inwestycje wybraną przeze mnie kwotą tj. w połowie miesiąca przelewam wybraną kwotę na IKE a na koniec miesiąca to co zostanie na IKZE. W moim przypadku jak na razie się to dobrze sprawdza i rosnące oszczędności są moim motywatorem do dalszego oszczędzania 🙂

  7. Marcin Kluczek

    Cześć Marcin

    Fajnie ująłeś zagadnienie. Krótko i na temat. Podbijam jednak stawkę twojego marzenia 🙂 zmieniając Fundusz Bezpieczeństwa na trzy linie obrony, które się wzajemnie uzupełniają i są niezależnie finansowane.

    Wszystkie elementy już opisywałeś, ale od pewnego czasu nie wyobrażam sobie traktowania ich inaczej niż jako całość. Mimo różnej wielkości i funkcji, jeżeli zabraknie jednego z nich cały misternie planowany budżet domowy może się posypać.

    1. Fundusz Awaryjny – prywatna polisa od zdarzeń losowych
    Wpadają tu wszelkie awarie i niespodziewajki np. awaria auta (tylko nieoczekiwana), zepsuta lodówka, zniszczenia dokonane przez dzieci (żegnaj telefonie…). Zakładam, że zdarzenie A o koszcie B ma roczną szansę wystąpienia C%, dzięki czemu wiem ile +- siedmiomiesięcznie mogą kosztować takie nieprzyjemności. Na pierwszy rzut oka wydaje się to być formą fatalizmu – co się mi jeszcze może złego przydarzyć? W praktyce drobne nieprzyjemności i irytujące zdarzenia losowe dopadną nas znacznie częściej niż utrata pracy, albo pożar mieszkania. Wystarczy co miesiąc zasilać FA odpowiednią składką, pamiętając, że poziom minimalny to większa z dwóch liczb – 6 składek miesięcznych lub 2000. Składka nie będzie wysoka, za to pozwoli okiełznać zdarzenia losowe, które potrafią popsuć bieżący budżet.

    2. Fundusz Wydatków Nieregularnych –
    To jest bardzo ważny element linii obrony, na którym wiele osób się wykłada np. gdy zaskoczy ich w listopadzie brak opału w składziku, planowany drogi serwis auta, wakacje lub rocznica ślubu itd. W oparciu o dokładne przemyślenie określamy ile/kiedy/za co zapłacimy. Skłaniam się do zasady, że saldo na koniec lutego musi pokryć wszystkie wydatki nieregularne przewidziane na marzec. Wyliczenie składki na FWN nie jest tak proste jak w przypadku FA, więc warto wspomóc się excelem.

    3. Fundusz Bezpieczeństwa – Final Fortress 🙂
    Jest nietykalny i moim zdaniem awaria auta lub zakup leków poza wyjątkowymi sytuacjami nie są wystarczającym usprawiedliwieniem, aby po niego sięgnąć. To musiały by być bardzo drogie zdarzenia przewyższające kosztowo wielkość funduszu awaryjnego i bieżących nadwyżek.

    W ten sposób mamy ogarnięte wszystkie aspekty rozwalające budżet domowy.
    – Niestraszne nam zdarzenia losowe, ponieważ są niejako z góry opłacone. Budżet miesięczny jest bezpieczny. W najgorszym wypadku będzie trzeba odbudować FA, ale byle awaria lub konieczność kilku prywatnych wizyt lekarskich nie będzie problemem.
    – Wydatki nieregularne nas nie zaskoczą, gdy z góry wiadomo, kiedy jedziemy na wakacje, co wymienimy w aucie i ile wydamy na nowe okulary we wrześniu przyszłego roku. Unikamy gorączkowego zbierania niemałych funduszy w ostatnich miesiącach przed większym wydatkiem.
    – Gdyby odpukać świat nam się zawalił pozostaje poduszka i miękkie lądowanie.

    To wszystko razem daje komfort porównywalny z polisą all risk ze 100% gwarancją wypłaty w trybie natychmiastowym. Takie Kowalskiego “mało co ruszy”.

    Dlatego moim zdaniem najpierw budujemy FA i FWN, potem Fundusz Bezpieczeństwa, a na końcu reszta. Dopóki wszystkie trzy linie obrony nie będą działać nie brałbym się za inwestowanie, odkładanie na emeryturę, nadpłacanie hipoteki, zmianę samochodu na lepszy i inne zachcianki. Dobry strateg zabezpiecza najpierw tyły i tego warto się trzymać.

    • Hej Marcin,

      trzymam się zasady “Keep It Simple”i staram się nie mnożyć bytów.

      “Fundusz Awaryjny” – to dla mnie stan przejściowy dla osób, które mają długi. Odkładają najpierw 2000 zł, by nie zadłużać się dalej (to ich malutki Fundusz Awaryjny), a potem całą parę wrzucają w pozbycie się długów.

      Gdy długów już nie ma – powiększamy fundusz Awaryjny do 6-miesięcznych wydatków i mamy po prostu jeden fundusz (mały Fundusz Awaryjny zamienia się w duży Fundusz Bezpieczeństwa).

      Wydatki nieregularne – nad nimi pomaga zapanować budżet domowy. Święta zawsze są w grudniu, komunie w maju, podatek od nieruchomości zawsze w marcu – itp. To żadna awaria ani niespodziewany wydatek – na to robimy zwykłe rezerwy w budżecie.

      Moim zdaniem prosty i jasny cel: Fundusz Bezpieczeństwa w wysokości 6-miesięcznych wydatków – w zupełności wystarczy. Nie ma co komplikować.

      • Marcin Kluczek

        Racja. Zamiast tworzyć osobną rezerwę podręczna, którą nazwałem funduszem awaryjnym, można po prostu trzymać część Funduszu Bezpieczeństwa na koncie oszczędnościowym.

        Prościej, a na jedno wyjdzie. Dzięki za tipa.

    • Brzytwa Ockhama to jedna z zasad ekonomii. Od samego czytania tego skomplikowanego podziału robi się mętlik w głowie. Sądzę, że takie szufladki można trzymać sobie w głowie, traktować jako własną definicję FB. W praktyce chodzi jednak o zgromadzenie określonego kapitału, który sprawi, że nic nas nie zaskoczy.

  8. Dla osób, które chciałyby zatrzymać się tylko na koncie oszczędnościowych polecam kilka kont oszczędnościowych. Właśnie po to, aby oddzielić te pieniądze od reszty. Jeśli wszystkie pieniądze byłyby na jednym koncie to ich podział byłby tylko hipotetyczny.

    Po Twoim wpisie chyba faktycznie muszę bliżej przyjrzeć się obligacjom. Dzięki.

  9. Oszczędzać mozna jeśli sie sporo zarabia, tymczasem ludzie zarabiają tyle ze ledwo wystarcza do codziennych potrzeb, dlatego nie maja z czego oszczędzać.
    Poza tym żyć po to zeby oszczędzać i odmawiać sobie przyjemności (których nie mamy za wiele) to nie jest chyba najlepszy pomysł.

    • Nie mogę sie zgodzić że tylko zarabiając dużo mozna oszczędzać. Nie da sie poprawić sytuacji życiowej z tskim podejsciem. Jeśli malo zarabiasz to malo wydajesz a co za tym idzie nie potrzebujesz ogromnej kwoty na poduszce finansowej. Majac odzczednosci jestesmy w stanie zmienic prace na lepsza nie obawiajac sie ze w przupadku braku zatrudnienia bedzieny gryzc sciany .Jeśli chodzi o te przyjemnosci to rozumiem ze nie chodzi o papierosy i impreze w weekend? Wielokrotnie słyszę ze tyle chociaż od zycia sie nalezy. Pozdrawiam

    • Zenek,

      to, co napisałeś uświadamia mi, jak wiele jeszcze mam do zrobienia.

      Powtarzasz wyświechtany slogan, wdrukowany w nasze umysły przez firmy pożyczkowe: “Nie odmawiaj sobie przyjemności, ciesz się życiem!”. A potem trzeba takie osoby przez kilka lat wyprowadzać z długów…

      Ale skoro użyłeś w komentarzu słowa “chyba” – zakładam, że stać Cię na chwilę refleksji. Zatem zastanów się:

      1. Kto ma Twoim zdaniem więcej przyjemności i cieszy się życiem? Osoba z oszczędnościami czy osoba z długami? Może dlatego piszesz, że “mamy ich niewiele”?

      2. “Ludzie mało zarabiają”. Ich sprawa – Ty skup się na tym, by zarabiać więcej. Nie myśl w kategoriach”ludzie”. Myśl o sobie i o tym, co TY możesz zrobić.

      3. Jeśli oszczędzanie to nienajlepszy pomysł, to… Jaki pomysł jest Twoim zdaniem sensowniejszy? Współczesne Niewolnictwo i harowanie na spłatę rat?

      4. Skoro dziś nie masz z czego oszczędzać, to skąd weźmiesz pieniądze na spłatę rat, kiedy pojawią się długi?

      Nie daj się nabierać na to pranie mózgu, że “lepiej wydawać”.
      Myśl samodzielnie, weź odpowiedzialność za własne finanse i nie przejmuj się tym co mają, albo czego nie mają “ludzie”.
      Ludzie są biedni właśnie ze względu na takie przekonania!

    • Ja się najwięcej nauczyłam jak oszczędzać właśnie wtedy, kiedy “ledwo wystarczało na codzinne potrzeby”. To, co piszesz, jest nieprawdziwe – tak mówią moje dświadczenia. Wtedy myślałam, że nie mam z czego oszczędzać. Sytuacja mnie zmusiła do szukania oszczędności. Znalazłam ich niezliczoną ilość. Okazało się, że sobie to wmawiałam – chwilowo może być tak, że nie mam w czego oszczędzać, ale to nie jest stan permanentny.
      Jak na koniec miesiąca wszystko wydasz, to tak, ale jak dostajesz wypłatę od Ciebie zależy, co dalej zrobisz.
      Dochody wzrosły, a te umiejętności zostały. Warto zawalczyć o siebie. Mówię to po około 10 latach uczenia się.

    • Ileż razy sama powtarzałam ten sam slogan! Ledwo starcza nam do 1szego (albo i nie), ponad 20 tys długów, marne pensje – przecież nie mamy z czego oszczędzać! Aż trafiłam na dwa moje ulubione blogi – Marcina i Michała Szafrańskiego. Okazało się, że fundamentem wszystkiego jest budżet domowy – kiedy wiesz na co i ile wydajesz, możesz zacząć wykluczać zbędne wydatki. I tak, czasem trzeba odmówić sobie przyjemności, za to jak lekko żyje się bez długów (ok, nam zostało jeszcze 5 tys – do końca marca je spłacimy) i ze świadomością, że zepsute sprzęgło nie wpędzi nas w kłopoty. póki co mamy tylko fundusz awaryjny i drugie konto gdzie odkładamy na nadpłatę/spłatę długów. Od kwietnia będzie to już regularna budowa poduszki finansowej 🙂
      Marcin na prawdę masz wiele pracy, bo ludzi jak Zenek jest od groma!
      Pozdrawiam i dziękuję za kolejny wartościowy art 🙂

    • Zarabiałem mało i nie oszczędzałem. Potem zacząłem zarabiać więcej i też nie oszczędzałem, bo nie miałem nawyku. Nauczyłem się jednak odkładać i nie ruszać i dzięki temu moja poducha rośnie. Teraz wiem, że sobie sprzed 10 lat powiedziałbym, żeby zacząć oszczędzać od zaraz. Nawet 20 – 50 złotych co miesiąc.

  10. Kilkumiesięczny fundusz awaryjny mam od czasów liceum, zwiększał się on oczywiście z wydatkami. Przez ponad dekadę nie musiałem z niego korzystać i niech tak pozostanie. Nie wyobrażam sobie życia bez 20000+ złotych “pod poduszką” w razie nagłej potrzeby.

  11. Provlem jest taki że człowiek im więcej zarabia, tym więcej wydaje i chyba ciężko uciec od takiego stereotypu. Bo zarabiając przykładowo 10k czy nie będziemy chcieli podkreślić swojego statusu lepszym samochodem, większym mieszkaniem czy wczasami za granicą? Można bez tego wszystko żyć i oszczędzać do skarpety (albo kupić obligację), ale wiem z doświadczenia że dla wielu ludzi to ciężki temat.

    • Drogi Szymonie,

      reklamujesz u siebie pożyczki gotówkowe, nic zatem dziwnego, za piszesz jakieś bzdury o “podkreślaniu statusu”.
      Przepraszam, ale nóż mi się otwiera w kieszeni, gdy czytam takie teksty.

      Co jest dla Ciebie lepszym symbolem statusu?

      1) lśniące BMW na kredyt
      2) solidny fundusz bezpieczeństwa

      Tego drugiego nie widzą wprawdzie sąsiedzi, ale zapewniam Cię, że poczucie “statusu” jest dużo lepsze i dłużej trwa.

      Cały problem z osobami wciskającymi kit o “rozsądnym pożyczaniu” polega na tym, że ludzie uzależniają się od tych pożyczek, dzięki czemu sprzedawcy pożyczek mogą na nich przez długie lata zarabiać.

      Pożyczanie na konsumpcję zawsze jest NIEROZSĄDNE, a wręcz GŁUPIE.
      Pożyczasz na konsumpcję = robisz finansową głupotę. I już.
      Tu nie ma miejsca na żadne odcienie szarości.

      • Oj, Marcinie, chyba nie do końca zrozumiałeś wypowiedź kolegi… nie pierwszy raz zresztą…

        • Cześć werserk,

          i pewnie nie ostatni…

          Ale jak widzę “pod spodem” link do anonimowego bloga z tekstami promującymi firmy pożyczkowe, to coś się we mnie gotuje.
          Za dużo ludzkich tragedii widziałem, a moja skrzynka pęka w szwach z błaganiem o pomoc od osób, które właśnie “odpowiedzialnie” pożyczały…

          • Każdy orze jak może…

            Nie do końca podzielam tak radykalne podejście do kredytów, w końcu moje oszczędności to czyjś dług (jeśli chodzi o banki). A jesli chodzi o sam rynek firm pożyczkowych, to wolałbym, żeby został on ucywilizowany, a nie zwalczany. Fakt istnienia tego typu podaży świadczy o tym, że jest na takie usługi popyt, i musimy sobie odpowiedzieć, czy chcemy takie firmy likwidować (jak ostatnio to de facto miało miejsce z jedną z takich firm w wyniku działań ze strony państwa), czy może przekażemy ich potencjalnych klientów w ręce “firm” pożyczkowych z bardziej ekstremalnymi formami windykacji. Nie pamiętam gdzie i kiedy, ale swego czasu jednemu z dłużników “windykatorzy” na poczet długów wycięli nerkę…

            Może na Twoją skrzynkę wpadają listy od osób, które po prostu znalazły się w życiowej czarnej d…ziurze i takimi pożyczkami starali się ratować swoją sytuację. Natomiast z mojego otoczenia widzę, że ludzie zadłużają się właśnie nieodpowiedzialnie. Najbardziej jaskrawym przykładem jest pewne małżeństwo w mojej rodzinie- z tego co wiem dochody to jakieś trzy średnie krajowe, koszty mieszkania minimalne (mieszkają u jej rodziców i nie dokładają się za bardzo do kosztów utrzymania), auto raczej stare… i komornik na koncie. Prawie wszyscy moi znajomi nie mają żadnych oszczędności, a większość mniejsze lub większe długi. W zdecydowanej większości przypadków, nie powiem, ale są sami sobie winni- po prostu widzę, jak gospodarują swymi pieniędzmi- pierwszy weekend po wypłacie i duża jej część idzie w kanał. Smutne, ale prawdziwe.

  12. Bardzo fajny tekst, daje do myślenia w temacie rodzinnych finansów. Widzę że najwyższy czas się zabrać do budowania funduszu bezpieczeństwa. Dziękuje Marcin !

    pozdrawiam Grzegorz – FamilyGarden.pl

  13. Cześć Marcin,

    Pytanie odnośnie Twojego funduszu bezpieczeństwa. Co się stanie jeśli powiedzmy będziesz potrzebował gotówki ulokowanej w Obligacje Skarbowe. Czy można je wykupić przed okresem, na który zostały założone tj. 5, 10 lat?

    Pozdrawiam 🙂

    • Hej Marcin,
      oczywiście,
      Składa się wówczas tzw. dyspozycję przedterminowego wykupu.
      W obecnych emisjach wiąże się ona z obowiązkiem uiszczenia opłaty w wysokości 2zł/1 obligację, nie więcej jednak niż suma zarobionych odsetek.
      A zatem warunki są lepsze niż w przypadku zerwania zwykłej lokaty terminowej (gdzie tracisz wszystkie odsetki).

      Np. Zainwestujesz 1000 zł (czyli kupisz 10 obligacji).
      Załóżmy, że w ciągu 5 lat obligacje zarobiły 25%, a zatem wartość tych obligacji to teraz 1250 zł.
      Musisz odkupić, więc składasz dyspozycję przedterminowego wykupu i wtedy dokonywane są takie obliczenia:
      1) Naliczone odsetki: 250 zł
      2) Opłata za przedterminowy wykup: 2 zł * 10 szt. = 20 zł
      3) Zysk kapitałowy: 250 zł – 20 zł = 230 zł
      4) Podatek Belki: 230 zł * 19% = 43,7 zł
      5) Zysk netto: 186,3 zł
      6) Kwota do wypłaty: 1000 zł kapitału + 186,3 zł zysku = 1186,30 zł

  14. Mam taki fundusz od dawna, śpię spokojnie i zapomniałem co to stres finansowy.

    Podzieliłem go sobie ma kilka podfunduszy. Jest osobny podfundusz zabezpieczający spłatę kredytu hipotecznego, osobny do nieprzewidzianych wydatków, osobny na awarie sprzętu wymagające naprawy, osobny na np problemy z dostępem do środków (zgubienie karty, zamknięty bank itp). Osobny fundusz w drobnych po 10-20 zł jak trzeba bedzie zapłacić za parking a ktos nie ma wydać itp.

  15. Kolejna zachęta do tworzenia bufora finansowego. W tym celu stworzyłem na swoim koncie bankowym 5 kont i jedno z nich to właśnie Bufor czyli Fundusz bezpieczeństwa. Każdego miesiąca wysyłam tam dość ciekawą sumkę i muszę przyznać, że już po kilku miesiącach czuje się dzięki temu o wiele lepiej, przygotowany na różne sytuacje życiowe 🙂 Pozdrawiam!

  16. Na razie uzbierałam ledwo na 1 miesiąc wydatków, ale i tak czuję się nieporównanie lepiej, niż wcześniej, kiedy nie miałam nic. Moim celem są na razie trzy miesiące, chociaż nie zamierzam na tym poprzestać.

    Dodatkowo odkąd adoptowałam psa co miesiąc odkładam awaryjną sumę na jego przyszłe kłopoty ze zdrowiem – co by mnie nie zaskoczył nagły rachunek od weterynarza. W takim razie mogę powiedzieć że mam dwa fundusze awaryjne.

    Nie zarabiam wcale jakoś zaskakująco dużo, ale odkąd zaczęłam oszczędzać i planować, moje życie nabrało komfortu finansowego, jakiego nie znałam wcześniej. Były czasy, kiedy co miesiąc spłacałam ratę chwilówki, wydawałam wszystko, co zarabiałam, a pod koniec miesiąca najczęściej musiałam prosić mamę o pomoc. Dzisiaj jestem już wolna od zadłużeń, a na koncie rosną bufory 🙂

  17. Dżusta Dżu

    Warto zawsze wracać co pewien czas do podstaw, ponieważ to dzięki nim udało nam się coś w końcu zbudować… prawda, drodzy Stali Czytelnicy FBO? 😉 (stąd też zapewne coraz więcej pytań i próśb o artykuły dotyczące inwestowania;) „… aaaaa!!!! co dalej, co dalej, jaki jest kolejny etap tej gry?” 😀

    Zaczynałam od zera, właściwie od minusa, którym był kredyt hipoteczny, a teraz buduję 12-miesięczną poduchę i równolegle odkładam na IKZE, aby wykorzystać zwrot podatku i dorzucić go w tym roku jeszcze do poduchy.

    Oszczędności (prócz tych emerytalnych) buduję w następującej kolejności:

    1. do 5.000 zł : rachunek oszczędnościowy
    2. 5.000 zl- 10.000 zl: rachunek oszczędnościowy + 10-latki / pół na pół/
    3. 10.000 zl – 12- mc poducha : rachunek, 10-latki, lokaty / oszczędności rozdzielam na 3 strony, aby pieniądze nie leżały zupełnie odłogiem na K.O)

    Przypominanie takimi artykułami o poduszce jak i o budżete domowym jest zawsze potrzebne, gdyż w razie wątpliwości (lub gdy zbyt wcześnie poczujemy się zbyt pewnie) możemy wrócić na właściwe tory 🙂

    Dozgonnie już wdzięczna stała czytelniczka 😉

    • Dżusta Dżu – gdy przypominam sobie Twoje pierwsze komentarze z początków bloga, to… łezka w oku się kręci 😉
      Wymiatasz! Bardzo cieszą mnie Twoje postępy!

      • Dżusta Dżu

        Nie nie, to Ty wymiatasz! Sprawiasz, że zwykły zjadacz chleba dzięki pracy, uporowi i spokojnemu kroczeniu do przodu może odbić się od zera. Każdy ma w sobie ten potencjał, ale Ty pozwalasz go urzeczywistnić. Tak jak już kiedyś chyba wspomniałam: Twój blog to Święty Graal. Tak potrafisz przemówić do rozsądku, że pozornie skomplikowane tematy stają się prościuteńkie. Prowadzisz może statystyki, ilu ludziom dzięki Tobie udało się już wyjść z długów? Odmienić życie o 180 stopni? Jeśli tak, to proszę mnie tam dopisać 😉 Dla mnie to zaszczyt, że w ogóle pamiętasz moje komentarze, raczej się nigdzie w sieci nie udzielam, no ale tu… musiałam ;P Jestem takim dzieckiem bloga ;))) Rosnę razem z nim:D

        Ludzie, do boju!!!! 🙂

  18. Przeczytałam Twoją książkę w 2014 roku, od tego czasu udało nam się zbudować fundusz bezpieczeństwa mimo stopniowego wykańczania domu (na który pewnie byśmy się nie zdecydowali, gdybym przeczytała tę książkę wcześniej). W tym roku musieliśmy z niego skorzystać, bo nałożyło się kilka “pechów”.
    1. Tynkowanie elewacji kosztowało więcej niż zakładaliśmy.
    2. W listopadzie urodziłam dziecko, moim marzeniem był poród domowy, ale do końca ciąży nie wiedziałam czy to się uda, więc nie odłożyliśmy pieniędzy na ten cel (niestety położna i lekarz w takim przypadku muszą być opłaceni prywatnie). W ostatniej chwili dostałam zielone światło i moje marzenie się spełniło 😃
    3. Zaraz potem zepsuła się pralka.
    4. W grudniu i styczniu zaliczyliśmy łącznie trzy pobytu z dziećmi w szpitalach, plus nasze przeziębienia – wydatki na leki były dużo wyższe niż zwykle.
    5. Gdy byłam z młodszym synem w szpitalu, mąż nie wyrabiał się z praniem i kupił suszarkę do ubrań.
    6. W grudniu są święta, więc rezerwa “prezentowa” została wyczyszczona.
    7. Moja pensja zmniejszyła się do 80% ze względu na urlop macierzyński i rodzicielski.

    Na szczęście ubezpieczenie grupowe, 500+ oraz fundusz wakacyjny pomogły szybko załatać dziurę i wśród tych wszystkich chorób przynajmniej o finanse nie musieliśmy się martwić, więc naprawdę warto mieć fundusz bezpieczeństwa.

  19. Przemysław

    Ciekawy wpis 🙂
    Pytanie za 100 pkt. w jaki sposób nabywasz obligacje? jeżeli jest do tego potrzebny makler, jakie usługi polecasz?
    Nie interesowałem się nigdy tym tematem także jakaś wstępna porada była by miła 🙂

  20. I umierając krzykniesz: mogłem oszczędzić jeszcze sto złotych więcej i wyzioniesz ducha. Fajny patent na życie.
    Kredyty sa dla ludzi tak samo jak alkohol. Oczywiście zawsze pewna liczba osób będzie nadużywać jednego czy drugiego. Ale to nie znaczy ze należy sie skazywać na całkowitą abstynencje. Miliony ludzi mają kredyty i jakimś cudem je spłacają. I w żadną spiralę długów nie wpadają. Ty ze skrajnych przykładów robisz normę co nie jest prawdą.
    Przykladowo sam w najbliższym czasie zamierzam wziąć kredyt na zakup nowego auta. Używanego nie chcę. Bezpieczeństwo i prestiż kosztują, ale mnie stać. Jeśli ktoś woli mieć więcej papierków i jeździć starym gratem to jego sprawa. Tylko mi nie wmawiajcie jak to on sie fantastycznie nie czuje patrząc na ludzi jeżdżących w o wiele bardziej komfortowych i bezpiecznych warunkach, bo to jest co najwyżej śmieszne.
    Od zdarzeń nagłych są ubezpieczenia – lepsze to niż nieustanne szukanie szukanie paruzlotowych oszczędności i lokat oprocentowanych o 1/10 więcej. Takiej kwoty jaką dostanę z ubezpieczenia nie oszczędziłbym przez minimum 10 lat.
    Oczywiście możecie sobie wmawiać jak to oszczędnicki żyje pełnią życia, a kredyciarz jest wiecznie znerwicowany, ale to nie jest prawda. Mając umiarkowaną w stosunku do zarobków ratę kredytu żadnego stresu nie odczuwam, moi znajomi również. Jedni wolą korzystać z możliwości jakie mają teraz, a inni ciułać każdy grosz żeby obudzić się po 60, rozumiejąc ze życie im przeciekło miedzy palcami, a oni zostali z kupą papierków na koncie (o ile im tego po drodze inflacja nie zjadła).

    No koniec nie ma chyba nic gorszego dla młodego człowieka zaczynającego dorosłość niz przeczytanie tego bloga. Młodzi powinni ryzykować, bo mają czas zeby naprawić błędy. Ty ich uczysz unikania ryzyka, długoterminowego planowania i bycia niewolnikiem tego planu, a to jest zabójstwo dla ich kreatywności i umiejętności wykorzystania szans jakie przed nimi się w życiu otworzą. Gdyby Zukerberg tak postępował to Facebook nigdy by nie powstał.

    • Marcin Kluczek

      Żółwie i zające stanęły na starcie. Żółwie biegną powoli. Zające gnają na złamanie karku.
      Większość żółwi prędzej czy później dotrze do mety. Te zające, które dotarły, zgarnęły większość miejsc w czołówce. Stawia się im pomniki. Nikt nie mówi o martwych zającach.

      • Zdradzę pewną tajemnicę – żółwie też umierają po drodze.
        Po drugie – żółwie nie mają żadnej pewności (wbrew temu co tu piszesz), że w ogóle dotrą na metę. Po drodze może się zdarzyć 100 przypadków, kiedy te z takim wysiłkiem ciułane oszczędności wyparują. Żyjemy od upadku komuny w bardzo spokojnych czasach, ale one się powoli kończą. Co będzie nie wiadomo. Poczytaj sobie chociażby o reformie walutowej z 1950r. i jak ciułacze zostawali z niczym.

        • Marcin Kluczek

          To nie była bajka o ciułaniu, a metodzie dotarcia do celu 🙂
          Nie chodzi o to, żeby nie kupić nowego auta albo odkładanie każdej złotówki. Wprost przeciwnie. Stać Cię? Chcesz auto? Masz wyprostowane finanse? Kupuj!

          Żółw najpierw spłaci długi konsumpcyjne (jeśli jakieś ma), potem odłoży poduszkę. Poczeka kilka lat i jeśli będzie miał ochotę kupi nowe auto bez kredytu, albo weźmie coś w najem długoterminowy, bo chce nowe, pachnące, prestiżowe i ubezpieczone za niewielką stałą opłatą. Wymieni na nowsze co 3 lata. Stać go.

          Zając musi mieć od razu. Dostaje co chce szybko, ale ryzykuje. Jeśli się uda, jest ok. Jeśli coś pójdzie nie tak będzie martwy (wartość netto na minusie). Można go reanimować, ale to jest mało przyjemne, a żółw robi swoje, ponieważ jest czuły na perturbacje. Chodzi jedynie o generalną zasadę, a nie pojedyncze przykłady.

          PS. Co kupujesz i jakie będą warunki kredytowania? Chętnie dowiem się z pierwszej ręki ile taka przyjemność kosztuje.

          • Ale czemu od razu ma być martwy ? Rata w stosunku do zarobków jest umiarkowana, więc nie rozumiem tego argumentu bycia martwym. Przecież nie piszę o przypadku, kiedy ktoś zaciąga kredyt na który go nie stać (większość pensji idzie na ratę). Wtedy to zwyczajny idiotyzm. Jeśli zającowi (z umiarkowana ratą) się powinie noga to zwyczajnie straci rzecz. Ograniczy się, zmobilizuje, odkuje i ruszy dalej. Życie.
            Tak samo nie piszę o człowieku, dla którego jedno piwo skutkuje miesięcznym cugiem alkoholowym – jest oczywiste że powinien zostać całkowitym abstynentem do końca życia (jeśli oczywiście chce normalnie funkcjonować). I są ludzie, którzy nie powinni brać w ogóle kredytów, bo nie znają umiaru w wydawaniu pieniędzy. Tylko nie chodzi mi o takie przypadki. Posiadanie kredytu statystycznie to normalna rzecz, a nie jak się próbuje na tym blogu twierdzić jakaś aberracja.

            Poza tym mogąc odkładać powiedzmy 1 tys. zł miesięcznie to po ilu latach byś odłożył na kupno nowego auta za gotówkę ? 6-7 lekko licząc. Do tego dolicz koszty posiadania czegoś w międzyczasie (bo zakładam że auto posiadać musisz). Naprawdę uważasz, że takie rozwiązanie wyjdzie taniej niż kupno na kredyt ?

            Co do mojego przypadku to nie rozmawiajmy o konkretnych kwotach, bo sytuacja i potrzeby są różne. Najtaniej wychodzi stajnia VW – maja własny bank i to widać w ofercie. Pozostaje jeszcze kwestia negocjacji ceny a to zupełnie indywidualna bajka.

    • Nic gorszego nie ma niż czytanie twoich wpisów chwalących branie kredytów przez młodych. Po co młodzi mają popełniać te same błędy co ich starsi koledzy? Głupi nie uczy się na cudzych błędach i woli sam je popełnić nie zważając na koszty. Zaczynać życie już z kredytem? To jest ten twój pomysł na kreatywność i umiejętność wykorzystywania szans? Na tym blogu nie przeczytałem nigdy o tym by ciułać każdy gorsz, przeciwnie korzystać z życia i realizować marzenia a kontrola wydatków czy wskazówki jak inwestować nadwyżki pomogą nam w osiągnięciu celów. Wiele osób czytających ten blog jak i Michała miało poważne problemy z zadłużeniem a dzięki wiedzy jaką tu zdobyli wyszli na prostą. Wg. informacji z KRD 2 mln Polaków ma problemy ze spłatą zobowiązań, wydaje mi się, że jest to ogromny problem nie taki margines jak można wyczytać z twojego wpisu.

      • Ja nie chwalę brania kredytów, tylko piszę o tym, że wzięcie kredytu na który kogoś stać to normalna rzecz. Tak samo jak nie krytykuję nikogo jeśli zamierza kupić za gotówkę.
        Odnośnie młodych to przyjęcie koncepcji autora bloga prowadzi do długoterminowego planu finansowego i niewolniczego się go trzymania. Zarabiać, nadwyżkę odkładać, inwestować i tak w koło Macieju. Po czym mając 60-tkę chcesz używać tych środków ? A do czego skoro większość życia już ci minęła w kieracie planu. Na co chcesz wydawać ? Na podróże dla emerytów ? To ma być niby ta korzyść z oszczędzania ? Dziękuję, wolę moją głupotę.

    • Zenek,
      a jednak bez refleksji…
      Szkoda.

      Ilu znasz bogatych ludzi korzystających z kredytów konsumenckich?…

      Trudno, wrócisz za kilka lat po artykuł “Jak skutecznie pozbyć się długów”.

      A póki co – nie zawracam Ci glowy. Jutro musisz zarobić na ratę…

      Oby los był dla Ciebie łaskawy. Szerokiej drogi w nowej furze na krechę…

      • A kto to jest bogaty człowiek ? Takie mający firmę przynoszącą mu milion rocznie ? To może zapytaj go (jeśli takowego znasz) czy jego firma ma kredyty czy też działa wyłącznie za gotówkę. Bo chyba dostrzegasz tylko jedna stronę medalu
        Większość firm (i nie piszę tu o samozatrudnionym ochroniarzu) działa na kredyt, właściciele jeżdżą samochodami wziętymi na kredyt (na skandal prawdziwy) na tą firmę, wiec trudno żeby kupowali auto za kredyt konsumpcyjny. I wyobraź sobie, że mając możliwość kupna za gotówkę tego nie robią. Wiesz czemu – bo im się to opłaca. Świat się zawalił ?
        Ja naprawdę nie zamierzam dyskutować z czyimiś wyobrażeniami na temat rzeczywistości.
        Rozumiem, że na bloga trafiają ludzie mający ciągłe problemy ze spłatą kredytów. Ale to nie znaczy, że odkryłeś patent na życie.
        Czego uczysz ludzi – ograniczaj wydatki, nie bierz kredytów, nadwyżkę inwestuj a po 10 latach będzie cie stać na… no właśnie na co ? Nowy samochód jest beeee. Stary gruchot jeździ to jestem lepszy niż sąsiad. Luksusowe wakacje ? Beeeeee. Mam swój ogródek działkowy. To co zrobisz z tymi zaoszczędzonymi papierkami – zjesz ?

        • Zenek,

          przespałem się z problemem i…

          Przede wszystkim chciałem Ci bardzo podziękować za Twoje komentarze, bo otworzyły mi oczy na ważną sprawę: konieczność doprecyzowania kilku spraw.

          Nie sposób zrobić tego w komentarzach. Zainspirowałeś mnie jednak do przygotowania artykułu, w którym krok po kroku wyjaśnię moje podejście do kredytów i oszczędzania, odnosząc się na spokojnie do wszystkich Twoich argumentów.

          Kolejny artykuł w całości dedykuję zatem Tobie.
          Zrobię to, bo bardzo zależy mi na dobrobycie każdej osoby korzystającej z mojego bloga. A faktycznie – gdy ktoś ma poglądy tak odległe od moich, jak Ty, ciężko się porozumieć.

          Dlatego już dziś zapraszam Cię serdecznie do lektury kolejnego wpisu, w którym ustosunkuję się do wszystkich podnoszonych przez Ciebie argumentów. Mam nadzieję, że zajrzysz wtedy na blog i dokończymy naszą dyskusję.

          Jeszcze raz dziękuję Ci za inspirację i – mam nadzieję – do “usłyszenia” w kolejnym artykule (opublikuję go w Czwartek, 1 marca). Miłego dnia! 🙂

    • Marcin Kluczek

      “Poza tym mogąc odkładać powiedzmy 1 tys. zł miesięcznie to po ilu latach byś odłożył na kupno nowego auta za gotówkę ? 6-7 lekko licząc. Do tego dolicz koszty posiadania czegoś w międzyczasie (bo zakładam że auto posiadać musisz). Naprawdę uważasz, że takie rozwiązanie wyjdzie taniej niż kupno na kredyt ?

      Co do mojego przypadku to nie rozmawiajmy o konkretnych kwotach, bo sytuacja i potrzeby są różne. Najtaniej wychodzi stajnia VW – maja własny bank i to widać w ofercie. Pozostaje jeszcze kwestia negocjacji ceny a to zupełnie indywidualna bajka.”

      Podejmiesz się udowodnia tej tezy na własnym przykładzie? Konkretne auto, cena, kredyt, po ilu latach zmiana na nowe.

      • Ale po co ? Przecież obojętne co napisze to zostanę skrytykowany (to za dużo, tamto za mało, itp.).
        Po drugie dlaczego niby miałbym coś udowadniać ? Chcesz wierzyć, że jeżdżąc starym gruchotem i odkładając na nówkę wyjdzie taniej niż kupno od razu nówki na kredyt to sobie wierz. Mnie to specjalnie ani ziębi ani grzeje.

        • Marcin Kluczek

          Dlatego, że dyskusja zaczyna się robić ideologiczna (co powinien robić młody człowiek, co jest słuszne), zamiast o konkretach, czyli wpływie decyzji na finanse w przyszłości.

          To nie kwestia wiary, a liczb i tego, że na stawiającym tezę spoczywa ciężar jej udowodniania.

          • Myślę, że w tym przypadku wszystko sprowadza się do ego. Oceniasz innych przez pryzmat rzeczy materialnych, ti co mają, za ile kupili itd. Sam też na sobie patrzysz w taki sposób. Wydaje mi się, że zamiast toczyć pianę na forum można by tę energię włożyć w auto refleksję. Nie dziś, nie jutro, ale może będziesz miał na tyle szczęścia, że dostrzeżesz to “drugie dno” – czego bardzo Ci życzę. Życie wtedy staje się na prawdę prostsze – bo liczy się to co możesz dać światu, a nie czekasz aż świat da Tobie. 🙂

            Pozdrawiam wszystkich!

  21. Zrobiło się gorąco, ale przy temacie pieniędzy niestety często emocje biorą górę..

    Faktem jest, że balansowanie pomiędzy racjonalnym podejściem do zarządzania pieniędzmi, a zostaniem absolutnym sknerą, który kitra każdą złotówkę, odmawiając sobie wszystkich przyjemności, jest dość trudne i łatwo można popaść w skrajność.

    Marcin jeśli pozwolisz, jakiś czas temu próbowałem rozliczyć się sam ze sobą w tej materii. Opisałem to w artykule: http://www.ekonomistazadyche.pl/2017/08/oda-do-zakupow-czyli-nie-wszystko-w.html

    Nie, nie próbuję się promować na plecach Marcina, nigdy jeszcze nie wkleiłem w komentarzu żadnego linka, ale myślę, że ten artykuł jest dobrym komentarzem w powyższej dyskusji, a głupio byłoby przeklejać cały tekst.

    Co do tematu poduszki finansowej.. absolutnie niezbędny element w budowaniu swojej niezależności finansowej. Mi w zeszłym roku pozwoliła odejść z pracy, która przez niewłaściwą osobę na szczeblu managerskim, powodowała więcej frustracji niż satysfakcji, przeprowadzić się na drugi koniec Polski, podjąć decyzję o powiększeniu rodziny, zacząć rozwijać się poza etatem z planem na lata i.. zobaczymy co dalej.
    I przede wszystkim śpię trochę lepiej 🙂

  22. A ja, mając 1/18 poduszki bezpieczeństwa, zamierzam zacząć swoją przygodę z oszczędnościami kupując Marcinie Twoją książkę!
    Mam nadzieję, że będę miała okazję spotkać Cię kiedyś we Wrocławiu na jakimś wykładzie.

    Bloga czytam od kilku dni i naprawdę czuję się zainspirowana Twoimi wpisami.
    Pozdrawiam

  23. Marcin, pierwsze reakcje na posty Zenka słabe. Ostatnia wzorowa. Tak właśnie na poważnie podchodzi się do Czytelników, w szczególności do tych, z którymi się nie zgadzamy. Brawo. Czekam co napiszesz 🙂

    Nie trzymam strony Zenka w swoim życiu, bo nigdy nic nie kupiłem na kredyt konsumpcyjny. Jedyny kredyt jaki mam to kredyt hipoteczny na 30 lat zaciągnięty w 2010 roku, który spłacę w całości w przyszłym roku, a więc w 9 lat. Ale Zenek opisuje swój punkt widzenia, próbuje rozsądnie go uzasadnić i że się z Tobą nie zgadza, to nawet lepiej. Dyskusję napędzają oglądalność. Z samymi klakierami będzie nudno. Pozdrawiam!

    • Ja myślę, że obaj panowie mają rację. Byłam córką harującego dusigrosza, który nie żył i nie pozwalał żyć, a praktycznie wszystkie oszczędności tracił (1950, coś pomiędzy, 1996), siostrą i żoną rozrzutników, którzy odeszli i na lata pogrążyli swoje rodziny w czarnej d…ziurze. Dopiero w wieku okołoemerytalnym wyszłam na prostą. Marcin uczy, jak się wydobyć z zadłużenia, jak się nie pogrążać, jak korzystać z życia, ale i jak mądrze skorzystać z kredytu. Dobrze, że wynikła ta dyskusja.

  24. Stały słuchacz podcastu

    Ja przyjąłem odmienną, bardziej ryzykowną strategię. Równocześnie z budowaniem poduszki, regularnie nadpłacam kredyt hipoteczny. Udało mi się wynegocjować taki kredyt, który mogę co miesiąc nadplacać bez żadnych kar. Od początku spłacania sierpień 2017, spłaciłem już 60tys z 460tys kredytu. To daje mi ładny zwrot w postaci 10% mniejszej raty. Drugą część oszczędności przeznaczam na poduszkę finansową, z tym że jeśli nic się nie dzieje złego a perspektywy w pracy i na rynku są ok, co 3 miesiące połowę poduszki znowu wkładam w nadpłatę kredytu.

    Może to ryzykowną strategia, ale pozwala w krótkim czasie odczuć sens oszczędzania i występuje efekt kuli śnieżnej, o którym wielokrotnie wspominałeś w podcaście.

    Jedynym w zasadzie warunkiem zastosowania mojego systemu jest brak innych długów oraz małe koszty w stosunku do zarobków. W moim przypadku koszty miesięczne życia to zaledwie około 25-30% dochodów i to już licząc z ratami do banku.

    W takim przypadku trzymanie na koncie czy nawet w obligacjach pieniędzy, zamiast wkładanie w kredyt hipoteczny (pozbywanie się długu) wydaje mi się stratą potencjalnego zysku na malejącej co 2-3 miesiące racie. Jeśli wszystko dobrze pójdzie w perspektywie 5-6lat spłacę kredyt, który miał trwać 30lat.

    Nie wydaje mi się by perspektywa 5 lat była na tyle odległa, bym potrzebował poduszki finansowej większej niż na 3 miesiące (+okres wypowiedzenia w pracy w którym mogę w razie czego zacisnąć pasa). Dlatego też twoja propozycja wydaje mi się zbyt zachowawcza dla kogoś z ugruntowanym zawodem (lekarz + inżynier), wysokimi dochodami i niskimi kosztami życia.

    Podsumowując, moimi oszednosciami będzie moja nieruchomość nieobciążona kredytem. Potem ten schemat zamierzam powtórzyć na kolejnej nieruchomości, ale już tą kolejna hipoteka będzie na luzie. Pierwszego domu mi wtedy nikt już nie zabierze.

    Serdecznie pozdrawiam.

  25. Ja jako poduszkę mam spory limit na karcie kredytowej. W razie nieprzewidzianych wydatków te kilkadziesiąt tysięcy wyjmuję błyskawicznie.

    Czy ktoś z czytelników też takie zabezpieczenie stosuje?

    • Cześć Adam,
      warto abyś zajrzał na stronę “Zacznij tutaj”.

      Na razie odpowiem pytaniem:
      – A co potem?…

      Taka poduszka bezpieczeństwa jest równie skuteczna jak betonowe koło ratunkowe 🙂

  26. Witam,

    Przyznam, ze calkiem przypadkowo trafilam na Twoj blog szukajac ‘inspiracji’ jak ulokowac moj bufor bezpieczenstwa. Pracuje od kilku lat za granica natomiast kapital, ktory mam w PL traktuje wlasnie jak moj bufor. Kwota jest calkiem spora ale mam duzy problem z tym, gdzie najlepiej ulokowac pieniadze bez ryzyka. Aktualnie siedza na nedznej lokacie. Znalazlam lepiej oprocentowna oferte w innym banku I przymierzam sie do transferu. Swoja droga pamietam jak za dzieciaka % lokat bylo 7%?? teraz dostanie sie marne 2.5% I to tyle.

    Zainteresowales mnie wyzej wymienionym obligacjami. Mysle, ze przyjrze sie temu blizej nim podejme decyzje o lokacie…

    Dzieki za ten wpis, bardzo przydatny.
    Podrawiam

  27. Ac o myślicie żeby część poduszki trzymać jako IKE obligacje. Skoro i tak mamy kupić 10 letnie obligacje czy nie lepiej unikać podatku Belki?

    • Moim zdaniem na IKE warto uzbierać wielokrotnie więcej środków niż na fundusz bezpieczeństwa (6 miesięcy).
      Chyba, że planujesz odkładać sobie w ramach IKE Obligacje również do emerytury, a po prostu cześć tych środków traktować jako fundusz bezpieczeństwa.
      W razie konieczności skorzystania dokonasz wtedy po prostu częściowej wypłaty. Można wtedy przedstawić do wykupu obligacje ostatnio nabywane, by zminimalizować podatek Belki.
      Hmm, w takim układzie to może być dobry pomysł 🙂

  28. Fundusz bezpieczeństwa to absolutne minimum dla osób, które chcą myśleć o oszczędzaniu. Jak słusznie stwierdziłeś, bez fundamentów nie przetrwa żaden dom. Ja jednak jestem zwolennikiem podziału tego funduszu na dwa, z czego jeden jest mniejszy, łatwo dostępny i przeznaczony na pilne wydatki (naprawa auta, zakup lodówki w przypadku awarii starej, leki lub lekarz); drugi z kolei jest faktyczną wielokrotnością miesięcznych przychodów, który może być nieco bardziej “zamrożony”.

    Niestety w Polsce istnieje moda na życie od pierwszego do pierwszego. Wystarczy iść do sklepu w okolicach dziesiątego dnia miesiąca (wtedy dochodzi najczęściej do wypłaty wynagrodzeń) i obserwować z jakimi koszami wychodzą ludzie. Uwierzcie mi, że doświadczenie robi wrażenie. Oczywiście po takich zakupach, oddaniu pieniędzy po znajomych i rodzicie, znów się czeka do następnej wypłaty.

  29. Paulina Stopa

    Ostatnie 1,5 roku było dla mnie ciężkie… Zawsze posiadałam pewien fundusz bezpieczeństwa dzięki temu zawszcze czułam się pewnie. Niestety… mimo pięknych planów i ogromnych ambicji polska zweryfikowała moje plany na przyszłość. Gdyby nie zapas gotówki i chłodna głowa mogłabym wylądować z niebagatelnymi długami.

    Działo się dużo, szybko i to w każdej sferze mojego życia. Niejedną bezsenną noc za sobą miałam, a ból brzucha i podskakująca ze stresu noga to nic nadzwyczajnego. Mimo wszystko udało mi się wylądować bezpiecznie na przysłowiowych 4 łapach.

    Rok temu po podsumowaniu swojej sytuacji stwierdziła, że “Screw it!”. Zamknęłam firmy w PL, spieniężyłam wszystko co nie było mi niezbędne i wyjechałam na zachód. Po przewalutowaniu resztki tego co mi zostało musiałam przeżyć 3 miesiące do pierwszej wypłaty oczekując na numer ubezpieczenia, otwarcie konta w banku itd. Blisko 40 tyś PLN może i wyglądało nie najgorzej w PL, jednak płacąc kaucję mieszkanie, czynsz, prąd, jedzenie, internet po przewalutowaniu… wszystko szybko się rozpłynęło sprawiając, że moja wartość netto w pewnym momencie (tuż przed wyczekiwaną pierwszą wypłatą) wynosiła blisko zero.

    Aktualnie odbudowuję swoją poduszkę bezpieczeństwa i idzie mi nienajgorzej, bo po roku już mam funduszę na spokojne 4 miesiące przeżycia w obecnym miejscu.

    Skoro mnie tyle stresu kosztowało zbliżanie się do zera to nie potrafię sobie wyobrazić jak się czują ludzie z długami i wartością netto daleko poniżej zera… A może… po prostu jeśli ktoś jest nieodpowiedzialny, to go to nie rusza? Nie wiem… Wiem jednak, że ja długów nigdy mieć nie chcę (nie mylić z kredytami, bo kupując taki dom, to mimo iż mamy do spłaty kilkaset tysięcy, to mimo wszystko mamy też warty kilkaset tysięcy dom) 😉

    Wracając do meritum. Nowa poduszka już teraz jest znacznie wyższa niż moja poprzednia, którą posiadałam w Polsce (plus zarabiania w innej walucie). Trzymanie takiej gotówki na zwykłym koncie oszczędnościowym wydaje mi się nierozsądne. Będąc poza granicami kraju i nie wiedząc kiedy i czy w ogóle wrócę Polskie obligacje nie są mi na rękę.

    Kolejne nadwyżki chcę przeznaczyć na zakup złota (najlepiej w złotych, popularnych bulionowych monetach, np: Australijski Kangur, Krugerrand, Kanadyjski Liść, Wiedeńscy Filharmonicy czy Amerykański Orzeł). Można taką “gotówkę” łatwo przewieźć przez granicę i w razie potrzeby spieniężyć w dowolnym miejscu na świecie. Nie chcę tego traktować jako inwestycję, a raczej jako bezpieczne “zamrożenie” gotówki na czarną godzinę.

    Czy mój tok rozumowania jest poprawny? Ktoś ma jakieś doświadczenia? Każdą decyzję podejmuję sama, ale z chęcią wysłucham opinii innych osób. Może ktoś ma jakieś doświadczenie?

    • Ciekawy pomysł z tymi monetami ze złota, chociaż może jednak warto pomyśleć o zdywersyfikowaniu tej poduszki? Fajnie jest to, że monety te można przewozić i praktycznie zawsze mieć ze sobą, ale w momencie, kiedy będziesz miała bardzo pilną potrzebę trudno będzie Ci je spieniężyć. Wiadomo, że złoto jest dość “chodliwym” towarem, ale są sytuacje, które wymagają szybkich decyzji. Może więc warto, że jakaś część np. 10-20% Twojej poduszki było bardziej płynne?

Odpowiedz