Co jest ukochanym produktem oszczędnościowym Polaków? Oczywiście lokata bankowa. A czy jest to najlepszy produkt oszczędnościowy? Nie zawsze, dlatego warto przyjrzeć się pewnej niedocenianej alternatywie. Ten artykuł to kontynuacja mojej Subiektywnej Teorii Inwestycji (STI), w której w luźny sposób poruszam temat inwestowania.

Przez wiele lat, mniej więcej co kwartał, przystępowałem do czasochłonnego rytuału. Ponieważ zbliżał się termin zapadalności moich lokat bankowych, desperacko przesiewałem internet w poszukiwaniu zestawień i rankingów, które pomogłyby mi w wybraniu kolejnej dobrze oprocentowanej lokaty. Do wysiłku zmuszała mnie pewna wkurzająca prawidłowość: niemal za każdym razem ten bank, w którym zapadały moje obecne lokaty, oferował ich przedłużenie na bardzo kiepskich warunkach. Zapewne chciał zrekompensować sobie wysokie odsetki, którymi skusił mnie kwartał wcześniej.

W praktyce tak właśnie to działa: wysoko oprocentowany depozyt jest znakomitym magnesem na klientów. Gdy tylko zobaczymy, że jakiś bank daje o 1% odsetek więcej, natychmiast niesiemy mu swoje pieniądze. Przy zakładaniu takich depozytów często wymagany jest wybór drobnego dodatku: darmowego rachunku bankowego, „atrakcyjnej” karty kredytowej, itp. Te dodatki wcześniej czy później skutkują pobraniem jakiejś niewielkiej opłaty, która skutecznie potrafi zniwelować dodatkowe zyski z lokaty. Nawet jeżeli takiego wymogu nie ma, to 3 miesiące, gdy trzymamy środki na nowej lokacie, to świetna okazja dla doradcy, aby przekonać nas do przeprowadzki do jego banku. Pamiętasz ile miałeś telefonów z banku, gdy zbliżał się termin zapadalności Twojej lokaty? Taka właśnie jest rola krótkoterminowych, wysokooprocentowanych depozytów: to jest przynęta, a jej zadanie polega na przyciągnięciu klientów i dodatkowych pieniędzy. Zauważyłeś zapewne, że najbardziej atrakcyjna oferta jest skierowana do nowych klientów, albo dotyczy „nowych środków”.  Ot zwykłe narzędzie marketingowe, w którym nie ma nic zdrożnego: bank pozyskuje nowych klientów, Ty zarabiasz większe odsetki i każdy jest zadowolony. Win-win.

Może Cię zainteresować:
Ranking lokat bankowych i kont oszczędnościowych wystartował. Zobacz, które banki mają obecnie najlepsze oferty!

Niestety wysokooprocentowane lokaty są dla banków nieopłacalne. Właśnie dlatego zwykle są to lokaty nie dłuższe niż 3 miesięczne, a po okresie promocyjnym ich oprocentowanie drastycznie spada. Oferty depozytów na dłuższe okresy pojawiają się zwykle wtedy, gdy z analiz banku wynika, iż wkrótce zaczną rosnąć stopy procentowe. Wówczas bankowi opłaca się zamrozić nasze pieniądze na dłuższy okres przy stałym oprocentowaniu, niższym niż to, które będzie obowiązywać za kilka miesięcy.

Kiedyś obliczyłem, że cała procedura – znalezienie dobrej lokaty, zapoznanie się z warunkami, złożenie odpowiednich zleceń i dyspozycji – zajmowała mi nawet kilka godzin. Gdy wszystko dopiąłem wreszcie na ostatni guzik, w nagrodę fundowałem sobie dobrą kawę i ciacho, a koszt poświęconego czasu, kawy i ciacha był znacznie wyższy, niż dodatkowe zyski z nowo otwartej lokaty. Co więcej, co 3 miesiące kwota zarobionych przeze mnie odsetek była pomniejszana o podatek Belki, a pieniądze przez kilka dni leżały na bardzo nisko oprocentowanym rachunku, zanim nowa lokata na dobre „ruszyła”. Kosztowało mnie to sporo czasu i energii, które z większą korzyścią mogłem zainwestować w bardziej opłacalne zajęcia. Dlatego zacząłem rozglądać się za jakąś sensowną alternatywą dla krótkoterminowych lokat.

Pierwsze, co przyszło mi do głowy, to fundusze gotówkowe. Okazuje się, że tutaj istnieją dwie grupy funduszy: pierwsza – bezpieczna, lecz z mało ciekawymi wynikami na tle lokat. Dobrze nadające się jako „bezpieczna przystań” w czasie rynkowych zawirowań, ale raczej nie do zarabiania. Druga grupa funduszy gotówkowych – z wynikami ciekawymi na tle lokat – inwestuje niestety sporą część portfela w obligacje korporacyjne, dla których nie ma miejsca w bezpiecznej części mojego portfela. Ciekawe, ilu klientów zdaje sobie sprawę, że „prosta linia” na wykresie takiego funduszu wcale nie oznacza niskiego ryzyka? Co zupełnie mnie zaskakuje, spektakularne wpadki kilku tego typu funduszy zupełnie nie zrobiły wrażenia na inwestorach. Od razu przypomina mi się gdzieś zasłyszane powiedzenie: „historia nas uczy, że historia niczego nas nie uczy”. Obligacje korporacyjne? Jasne, ale nie jako alternatywa dla lokaty, tylko jako część agresywnej części portfela. Bardzo dokładnie opisałem to w artykule: Fundusze pieniężne i gotówkowe – czego się po nich spodziewać?

I tak dochodzimy do mało popularnej i trochę niedocenianej klasy aktywów, jaką są detaliczne obligacje Skarbu Państwa. Jest ich kilka rodzajów, ale mi szczególnie wpadły w oko obligacje dziesięcioletnie. Za chwilę napiszę trochę o ich zaletach, więc od razu chciałbym rozwiać ewentualne wątpliwości: zamieszczone w tym artykule linki nie są linkami afiliacyjnymi, a ja nie odnoszę żadnej korzyści z promocji tych obligacji. Po prostu dzielę się opinią na temat rozwiązania, które moim zdaniem świetnie nadaje się do ulokowania tej części oszczędności, dla której priorytetem jest bezpieczeństwo i zysk chroniący przed inflacją.

Jak pisałem już w jednym z artykułów, 60% funduszu bezpieczeństwa mojej rodziny ulokowałem właśnie w 10-letnich obligacjach skarbowych. „Co? Zamrażać kapitał na 10 lat? Bez sensu!”. Tak zwykle reagują osoby, które całą wiedzę na temat tych obligacji czerpią jedynie z ich nazwy. Tymczasem naprawdę warto im się przyjrzeć, a to przynajmniej z kilku powodów:

1)      Detaliczne obligacje skarbowe to najbardziej bezpieczny instrument finansowy dostępny dla indywidualnych inwestorów. Obligacje są nawet bezpieczniejsze od lokat bankowych, gdyż ich wykup jest gwarantowany całym majątkiem Skarbu Państwa. To nie przypadek, że banki i zakłady ubezpieczeń właśnie w obligacjach skarbowych trzymają swoje wielomiliardowe rezerwy.

2)      Można je kupić przez internet, bez żadnych kosztów, opłat i prowizji. Główną stroną, z poziomu której można tego dokonać, jest strona www.obligacjeskarbowe.pl

3)      Papiery te nie są notowane na rynku, nie podlegają żadnym wahaniom cen, a każdego dnia do rachunku dopisywane są odsetki zarobione w dniu poprzednim. Wygląda to jak lokata z dzienną kapitalizacją odsetek, tyle, że podatek Belki pobierany jest dopiero na koniec inwestycji. (odsetki są dopisane do naszej obligacji więc wiemy, ile zarobiliśmy, jednak nie od razu są “kapitalizowane”. Częścią kapitału stają się dopiero w rocznicę zakupu obligacji. Oznacza to, że choć odsetki są dopisane i widzimy ile zarobiliśmy, to odsetki od tych odsetek będą naliczane dopiero po dniu rocznicy zakupu obligacji. Dlatego matematycznie mamy do czynienia z kapitalizacją roczną).

4)      Właśnie odroczenie podatku Belki na 10 lat, to kolejny powód, dla którego lubię te obligacje. Dzięki temu każda zarobiona złotówka odsetek dopisywana jest do kapitału i zarabia dla mnie dalej przez kolejne lata – efektywne wykorzystanie „procentu składanego”.

5)      Oprocentowanie obligacji 10 – letnich, które obecnie są dostępne (EDO0224) to 4% w skali roku przez pierwsze 12 miesięcy, a począwszy od drugiego roku: inflacja+1,5%. (dane na dzień publikacji artykułu – gdy to czytasz oprocentowanie może być inne). Po zakończeniu każdego roku inwestycji ustalane jest oprocentowanie na kolejny rok w oparciu o najnowszy odczyt wskaźnika inflacji. Gdy inflacja wyniesie 2%, to oprocentowanie 10-latek wyniesie 3,5%. Jednak jeżeli w przyszłości inflacja wzrośnie na przykład do 6%, to obligacja da nam zarobić 7,5%, i tak dalej. A co jeśli będzie deflacja? Wtedy obligacje będą oprocentowane tyle, ile wynosi marża – czyli 1,5% w skali roku.

6)      Choć nazwa mówi, że są to obligacje 10-letnie, wcale nie musisz zamrażać oszczędności na 10 lat. Już miesiąc po zainwestowaniu możesz złożyć dyspozycję przedterminowego wykupu i otrzymać z powrotem zainwestowane środki. Z realizacją takiej dyspozycji wiąże się konieczność uiszczenia opłaty (obecnie 2 zł na każdą obligację o nominale 100 zł). Zatem sięganie po te środki w pierwszych miesiącach inwestycji jest oczywiście nieopłacalne. Jednak wraz z upływem czasu, opłata za przedterminowy wykup staje się coraz mniej „bolesna”. Załóżmy, że kupiłeś jedną 10-letnią obligację wartości 100 zł, ale musisz wycofać środki po 5 latach, a średnie oprocentowanie tej obligacji wyniosło w tym czasie 4% w skali roku. Wartość takiej obligacji po 5 latach wyniesie zatem:
100*(1,04)5=121,66 zł
Zarobione odsetki zostaną pomniejszone o 2 zł opłaty za przedterminowy wykup, zaś 19,66 zł będzie pomniejszone o podatek Belki. Nie ma tu zatem takiej sytuacji, jak w przypadku lokat, że przy wcześniejszym zakończeniu inwestycji tracisz wszystkie zarobione odsetki.

Pierwszy raz zainwestowałem w dziesięciolatki w 2009 roku. Wtedy warunki ich emisji były jeszcze bardziej korzystne, gdyż oprocentowanie wynosiło inflacja+3%, zaś opłata za przedterminowy wykup 1 zł. Co miesiąc pojawia się nowa seria obligacji EDO (Emerytalne Dziesięcioletnie Obligacje), a informacje o ich oprocentowaniu i opłacie za przedterminowy wykup opisane są w liście emisyjnym. Informacje te znajdziesz na stronie www.obligacjeskarbowe.pl

Systematycznie dokupowałem kolejne emisje, w miarę jak zwiększał się portfel moich inwestycji. Początkowo miałem trochę obaw, że pieniądze mogą się przydać wcześniej, więc zapewne opłatę za przedterminowy wykup trzeba będzie zapłacić. Okazało się jednak, że w praktyce w ogóle nie sięgam po te oszczędności. Bardzo odpowiada mi fakt, że spokojnie sobie procentują dając mi zyski ponad inflację, a ja oszczędzam czas i energię nie przenosząc ich co 3 miesiące z banku do banku. Oczywiście nie rezygnują z lokat i kiedy trafi się jakaś fajna to z niej korzystam. Przestałem jednak tracić czas na ciągłe polowanie, bo większość bezpiecznych środków siedzi sobie w obligacjach detalicznych. Resztę trzymam na koncie oszczędnościowym – to one zapewniają mi płynność w awaryjnych sytuacjach.

Być może wyszukując za każdym razem najlepszą lokatę na rynku udałoby się zarobić nieco więcej. Jednak dla mnie dużo cenniejszy jest czas, który oszczędzam dzięki obligacjom, bo mogę poświęcić go na zajęcia, które generują zdecydowanie lepsze zyski.

Jeżeli masz oszczędności, którą chcesz ulokować bezpiecznie (na przykład część funduszu bezpieczeństwa), a szkoda Ci czasu i energii na wyszukiwanie kolejnych lokat, rzuć okiem na te 10-latki. W moim przypadku naprawdę fajnie się sprawdzają.

Mam nadzieję, że przydał Ci się ten artykuł. Jeżeli tak, poleć go proszę swoim znajomym. Zapraszam Cię również do zapisania się na powiadomienia o nowych artykułach oraz do polubienia mojej strony na Facebooku. Zależy mi aby dotrzeć z treściami zawartymi na blogu do osób, dla których finanse osobiste są ważne. Serdecznie dziękuję!