WealthAkcje, obligacje, kontrakty terminowe, lokaty, fundusze inwestycyjne, opcje, surowce, produkty strukturyzowane, nieruchomości, polisy inwestycyjne… uff…można dostać zawrotów głowy od samego wymieniania sposobów pomnażania pieniędzy. Swoją drogą „pomnażanie pieniędzy” to bardzo ciekawe określenie. Jest ono prawdziwe bez względu na to, czy Twoja inwestycja przyniesie zysk czy stratę. Jeśli zarobiłeś 100%, to pomnożyłeś kapitał razy 2, a jeśli straciłeś 50%, to też pomnożyłeś kapitał, tyle że razy 0,5. Zgadza się?  😉

Gdy tylko uda się nam odłożyć trochę pieniędzy od razu pojawia się pytanie, co z nimi zrobić? Czasami mam wrażenie, że gotówka wręcz „parzy” ludzi w ręce. Na kupno garnituru czy sukienki poświęcają cały dzień w centrum handlowym, zaś na decyzję o ulokowaniu oszczędności nie chcą przeznaczyć choćby godziny. Byle szybciej, byle łatwiej, byle wreszcie mieć problem z głowy. Nic zatem dziwnego, że często ponoszą straty, na które zupełnie nie są przygotowani. Jeśli na zarobienie paru tysięcy złotych pracowałeś przez jakieś 176 godzin w miesiącu, to czy nie warto przeznaczyć przynajmniej kilku godzin na mądre ulokowanie takiej kwoty?

W kilku kolejnych artykułach postaram się Wam przybliżyć różne sposoby lokowania pieniędzy. Nie będą to jednak akademickie opisy działania instrumentów finansowych, bo tych znajdziecie mnóstwo na innych stronach w sieci. Postaram się raczej przekazać Wam to jak patrzę na różne inwestycje i czym się kieruję przy ich wyborze. Na potrzeby bloga nazwałem to sobie moją Subiektywną Teorią Inwestycji (STI).

Zanim zainwestujesz pierwszą złotówkę

Trzy ważne punkty:

1)      Przed rozpoczęciem inwestowania musisz dobrze uporządkować swoje finanse domowe. Prowadź styl życia, na jaki Cię stać, wydawaj mniej niż zarabiasz i przede wszystkim unikaj długów. Naprawdę nie ma sensu zakładanie lokat czy kupowanie akcji na giełdzie, jeśli co miesiąc płacisz wysokie odsetki z tytułu kredytów konsumpcyjnych. Faktyczny koszt pożyczonych pieniędzy (po uwzględnieniu przeróżnych opłat) wynosi od kilkunastu do nawet kilkuset procent w skali roku. Nie zarobisz tyle na inwestycjach. Limit w rachunku bieżącym, zadłużenie na karcie kredytowej, spłata pożyczki gotówkowej czy kredytu samochodowego – to tam osiągniesz najlepszą stopę zwrotu. O polecanej przeze mnie metodzie budowania finansowego bezpieczeństwa w 10 krokach przeczytasz tutaj.

2)      Wiele osób chętnie doradzi Ci w co i jak inwestować. Być może będzie to Twój doradca finansowy, może kolega, a może Twój szwagier. Bez względu na to, jak wielkim autorytetem dla Ciebie jest taka osoba, pamiętaj, że to Ty i tylko Ty podejmujesz decyzję. Nigdy nie inwestuj, dopóki nie zrozumiesz danego produktu i zawsze bierz 100% odpowiedzialności za własne decyzje. Twój najważniejszy doradca finansowy to osoba, którą co rano oglądasz w lustrze.

3)      Nie spiesz się. Musisz mieć czas na dobre zrozumienie inwestycji oraz na spokojne podjęcie decyzji. Jeżeli ktoś Cię popędza i przekonuje, że musisz zainwestować już dziś, bo inaczej szansa na duże zyski bezpowrotnie przeminie, spokojnie wróć do domu i zapoznaj się ze szczegółami oferty. Hossa przez dzień czy dwa na pewno Ci nie ucieknie. 

Strach ma wielkie oczy

Przy rozmowach na temat inwestycji zawsze pojawia się temat ryzyka. Tylko czym ono właściwie jest? W branży finansowej staramy się opisać je wskaźnikami jak odchylenie standardowe, beta, VAR,  wskaźnik Sharpe’a. Tyle, że dla przeciętnego zjadacza chleba równie dobrze moglibyśmy pisać po chińsku. Piękno teorii inwestycji polega na tym, że choć mnóstwo w tym matematyki, nie jest to jednak „nauka ścisła”. Wzory wzorami, a nasze odczuwanie ryzyka i tak jest całkowicie subiektywne. Dla mnie 20% spadku wartości portfela w wyniku zawirowań rynkowych to sprawa całkowicie normalna. Dla wielu innych osób przejściowa strata 10% to rozbój w biały dzień wołający o pomstę do KNF.

Właśnie dlatego kluczowa jest Twoja osobista i w pełni subiektywna tolerancja ryzyka, której moja ulubiona definicja brzmi tak: „to poziom bólu w okresie spadków, przy którym klient dzwoni i mówi: Dłużej już nie wytrzymam. Wychodzę z tej inwestycji!”. Gdy gra toczy się o realne pieniądze, natychmiast pojawiają się duże emocje. Strach, panika, chciwość oraz zbytnia pewność siebie – to najważniejsze powody błędów, które popełniamy inwestując. Zła wiadomość jest taka, że tych emocji nie da się wyeliminować. Jednak dobre przygotowanie i zaplanowanie inwestycji pozwala stworzyć warunki, w których pomimo targających nami emocji, nie podejmujemy pochopnych decyzji.

Prawda jest taka, że w finansach zawsze mamy do czynienia z ryzykiem i nawet najbardziej bezpieczne formy lokowania kapitału nie oznaczają zupełnej eliminacji ryzyk. Oto kilka przykładów:

  • Trzymasz pieniądze w skarpecie? Ktoś może je ukraść, a poza tym masz 100% pewności, że systematycznie tracisz z powodu inflacji. Poza tym rząd może również dokonać wymiany pieniędzy, jak to miało miejsce w Polsce w roku 1950 i skutecznie pozbawić  Cię większości majątku.
  • Trzymasz pieniądze na lokacie? Bank może upaść, a rząd skonfiskować część środków tak, jak to miało miejsce na Cyprze w 2013 roku.  Ale przecież przed upadkiem banków chroni nas Bankowy Fundusz Gwarancyjny? Owszem, ale jest w nim zaledwie ułamek środków ulokowanych w bankach, więc w razie upadku kilku banków i tak dla wszystkich nie wystarczy.
  • Inwestujesz w obligacje skarbowe? W trudnej sytuacji fiskalnej któryś z przyszłych rządów może ich nie wykupić.
  • Inwestujesz w złoto? Odkrycie nowych złóż lub opracowanie bardziej doskonałej metody jego wydobycia może gwałtownie obniżyć ceny.
  • Inwestujesz w nieruchomości? Pożar, klęska budowlana, wprowadzenie wysokiego podatku katastralnego, roszczenia przedwojennych właścicieli gruntu – i Twoja inwestycja jest zagrożona.

I tak dalej i tak dalej… Takie ryzyka możemy mnożyć w nieskończoność, aż dojdziemy do stanu zbliżonego do paranoi. No bo przecież jeszcze może wybuchnąć wojna, która w ogóle wszystko zmieni…STOP! STOP!STOP!

Takie mnożenie kolejnych skrajnych scenariuszy prowadzi do sytuacji, w której zamiast działać, zamartwiasz się sprawami o nikłym prawdopodobieństwie. Czy jutro w drodze do pracy możesz wpaść pod samochód? Jasne, istnieje takie prawdopodobieństwo. Ale czy z tego powodu zostaniesz w domu i  zrezygnujesz z pracy? Nie. To byłoby przecież bez sensu.

W podobny sposób warto podchodzić do inwestycji. Katastroficzne wizje, w których w Polsce zmienia się ustrój, kraj bankrutuje, wszystkie banki upadają, a my tracimy nasze oszczędności – na pewno działają na wyobraźnię. Myślę, że blog opisujący takie czarne scenariusze byłby niezwykle poczytny. Jednak mi przypomina to historię sekt, których członkowie popełniają zbiorowe samobójstwo w oczekiwaniu na przylot kosmitów. Nie dajmy się zwariować!

Strach ma wielkie oczy, jednak w postępowaniu z pieniędzmi wolę kierować się zdrowym rozsądkiem. Dotyczy to zresztą nie tylko finansów, bo na starość chciałbym uniknąć refleksji, którą podzielił się kiedyś Mark Twain: „Spędziłem większość życia, martwiąc się o rzeczy, które nigdy się nie wydarzyły.”

Realistyczne oczekiwania.  

Na koniec jeszcze kilka zdań na temat oczekiwanych stóp zwrotu. Czy na giełdzie można zarobić kilkadziesiąt procent rocznie? Absolutnie tak. Czy na rynku Forex można zarobić kilkaset procent w jeden dzień? Absolutnie tak. Czy wielu osobom to się udaje? Absolutnie, bezwzględnie, bezapelacyjnie NIE. Według komunikatu KNF opublikowanego w kwietniu 2012 roku aż 82% inwestorów na rynku Forex poniosło stratę. W czasie ostatniej bessy indeks WIG stracił blisko 67%. Co oznacza taka utrata 2/3 zainwestowanego kapitału?  Że trzeba następnie zarobić aż 200%, aby wyjść na zero.

Wszelkiego rodzaju krótkoterminowa spekulacja, szczególnie z użyciem dźwigni finansowej, to nie jest mój świat. W 2003 i 2004 roku grałem dość intensywnie na kontraktach terminowych na WIG20 i choć po drodze miewałem spore zyski, to suma summarum skończyłem przygodę z kwotą około 4 000 pln w plecy. Do dziś traktuję to jako cenną lekcję, że hazard i inwestowanie to dwie różne sprawy.

Jestem bardzo sceptyczny co do możliwości zbudowania szybkiej fortuny na rynkach finansowych, chyba że jest się właścicielem domu maklerskiego lub platformy transakcyjnej i zarabia się na prowizji od obrotu. Uważam natomiast, że podchodząc do rynków z odpowiednią pokorą i cierpliwością, spokojnie da się zarobić sporo ponad oprocentowanie tradycyjnych bankowych lokat. Nie ma jednak co liczyć na super zyski w każdym roku – od czasu do czasu są lata chude i trzeba być na to przygotowanym. Jeżeli szukasz sposobów na szybki i łatwy zysk – tutaj ich raczej nie będzie. Szybciej znajdziesz je w poniższym klipie:

Tyle tytułem wstępu do mojej Subiektywnej Teorii Inwestycji. W następnym wpisie weźmiemy „na warsztat” najbardziej bezpieczne metody lokowania kapitału, a na razie zapamiętaj proszę te punkty:

1)      Uporządkuj domowe finanse.
2)      To Ty jesteś swoim najważniejszym doradcą finansowym.
3)      Nie spiesz się – musisz dobrze zrozumieć w co inwestujesz.
4)      Nie pozwól, by sparaliżował Cię strach przed mało prawdopodobnymi wydarzeniami.
5)      Miej realistyczne oczekiwania.

Dziękuję Ci za czas poświęcony na lekturę. Przypominam Ci o możliwości zapisania się na powiadomienia o nowych artykułach i będę bardzo wdzięczny za polubienie strony i polecenie artykułu. Chciałbym dotrzeć do możliwie wielu osób, dla których finanse osobiste są ważne. Dziękuję!