Kup szczęście - okładka

Jak kupić sobie więcej szczęścia – 4 pytania przed zakupem + WORKBOOK PDF

0

Podobno pieniądze szczęścia nie dają – mam wrażenie, że powiedział to ktoś, kto ma ich pod dostatkiem i nie musi się martwić rachunkami i ratami hipoteki. Badania naukowe pokazują coś zupełnie innego: pieniądze mogą znacząco przyczynić się do odczuwanego przez nas poziomu zadowolenia z życia, jeśli wiemy, jak je dobrze wykorzystać. Dlatego w tym artykule pokażę Ci, jak możesz „kupić sobie szczęście” – czyli wydawać pieniądze w taki sposób i na takie zakupy, żeby po zakupie zostało z Tobą coś więcej niż tylko paragon i chwilowa ekscytacja.

Zanim przejdziemy do szczegółów, chciałabym podkreślić, że nie chodzi mi o to, żeby przestać wydawać pieniądze albo żeby każdy zakup analizować jak decyzję o kredycie hipotecznym. Pieniądze mają służyć Tobie, a nie na odwrót. Ważne jest to, żeby Twoje pieniądze nie kupowały Ci tylko chwilowego strzału dopaminy, ale żeby realnie poprawiały jakość Twojego życia. Dobry zakup to taki, po którym Twoje życie staje się choć trochę lepsze: masz więcej czasu, więcej energii, więcej wspomnień albo przyjemności. Więcej na ten temat opowiadam w filmie:

Oceń
Kup szczęście - okładla

Przygotowując materiały do filmu i tego artykułu przeczytałam 2 książki, które bardzo serdecznie chciałabym Ci polecić – „Sztuka wydawania pieniędzy” Morgana Housela oraz, jeśli znasz język angielski: „Happy Money. The Science of Smarter Spending” Elizabeth Dunn i Michaela Nortona. Obie książki pokazują jedną bardzo ważną rzecz: w mądrym wydawaniu pieniędzy nie chodzi tylko o to, ile wydajesz, ale przede wszystkim – co ten wydatek wnosi do Twojego życia

4 pytania, które warto sobie zadać przed każdym wiekszym zakupem 

I właśnie dlatego zamiast tworzyć kolejną listę rzeczy, których „warto” albo „nie warto” kupować, proponuję spojrzeć na wydawanie pieniędzy przez pryzmat czterech prostych pytań. To pytania, które warto zadać sobie przed większym wydatkiem, ale też wtedy, gdy czujesz, że pieniądze przeciekają Ci przez palce, a wcale nie czujesz większego zadowolenia z życia. 


Sprawdź:


#1 Kupujesz kolejną rzecz, czy przyszłe wspomnienie?

Pierwszy filtr jest prosty: zanim kupisz kolejną rzecz, zapytaj siebie, czy za te same pieniądze nie możesz kupić historii, do której będziesz wracać przez lata. Badania naukowe jednoznacznie wskazują, że kupowanie doświadczeń (takich jak podróże, koncerty czy wspólne posiłki) dostarcza nam dużo więcej poczucia szczęścia niż kupowanie rzeczy materialnych. 

Łatwo możesz skonfrontować prawdziwość tego punktu ze swoim własnym doświadczeniem życiowym. Przypomnij sobie drogą rzecz, którą kiedyś bardzo chciałaś mieć. Jak sie czułeś po kilku miesiącach od jej zakupu? Czy nadal dawała Ci tyle samo radości? A potem porównaj to uczucie z tym, co czujesz, gdy po kilku miesiącach wracasz myślami do fajnego wyjścia z bliską osobą, wyjazdu, koncertu lub innego doświadczenia. Nowy smartfon cieszy nasz zwykle przez maksymalnie kilka tygodni. Wspomnienie z koncertu, na którym zdarliście gardła ze znajomymi, zostaje na całe życie. 

Dlaczego inwestowanie w przeżycia wypłaca nam najwyższe odsetki?

Elizabeth Dunn i Michael Norton w swojej książce „Happy Money” tłumaczą 3 powody, dla których doświadczenia dają nam więcej radości niż zakupy rzeczy materialnych. 

  • Po pierwsze, stają się one częścią naszej tożsamości. Jesteśmy przecież sumą naszych przeżyć, a nie tym, co trzymamy w szafach i garażu. 
  • Po drugie, w doświadczeniach trudno jest się porównywać z innymi. Kiedy masz telewizor, łatwo stwierdzić, czy twój sąsiad ma większy lub lepszy model. O wiele trudniej coś takie określić w stosunku do przeżycia. Dla jednych spanie pod namiotem w głuszy to koszmar, dla innych – niesamowita frajda. Miarą jakości tego doświadczenia jest iskra w Twoim spojrzeniu i ekscytacja w głosie, gdy o tym opowiadasz a nie cena, którą płacisz. 
  • I wreszcie po trzecie, „wartość” doświadczeń rośnie z upływem czasu. Rzeczy przecież się starzeją i niszczeją, przez co z czasem przestają nam przynosić radość. Z doświadczeniami jest odwrotnie: nawet jeśli samo wydarzenie wiązało się z trudnościami, w naszej pamięci często pozostają tylko te pozytywy. Jednak, uwaga! doświadczenie doświadczeniu nierówne.

Różna jakość doświadczeń 

I właśnie dlatego doświadczenia są tak ciekawą kategorią wydatków: ich wartość nie kończy się w momencie zapłaty. One mogą wracać do nas później jako wspomnienie, anegdota, element naszej tożsamości albo historia, którą opowiadamy innym.

Ale warto zrobić tutaj ważne zastrzeżenie: doświadczenie doświadczeniu nierówne. Weekend spędzony na bezrefleksyjnym scrollowaniu w hotelowym pokoju też jest technicznie „doświadczeniem”, ale raczej nie takim, które po latach będziemy wspominać z błyskiem w oku. 

Są trzy wyróżniki, które sprawiają, że jakieś doświadczenie wyjątkowo zapada nam w pamięć i trafia do naszej kolekcji pozytywnych wspomnień: 

  1. Dotyczą też innych osób. Najwięcej szczęścia dają nam zwykle te przeżycia, które łączą nas z innymi ludźmi. Kawa wypita samotnie w pięknym miejscu może być świetnym doświadczeniem, ale jeśli doświadczymy tego z drugą osobą, oprócz zwykłego wspomnienia dostajemy jeszcze coś dodatkowego: wspólną historię, do której można później wracać.
  2. Stają sie historią do opowiedzenia. Urlop spędzony tylko na leżaku i drinkach przy hotelowym basenie może być przyjemny, ale po czasie łatwo zlewa się w jedno wspomnienie. Za to urlop, na którym gubisz się na lokalnym targu, próbujesz jedzenia, którego nazwy nie umiesz wymówić, i przypadkiem trafiasz na genialny koncert? O tym będziesz opowiadać w biurze z wypiekami na twarz jeszcze przez wiele miesięcy. 
  3. Są unikalne. Jedyne w swoim rodzaju doświadczenia pamiętamy po latach wyraźniej i cenimy je mocniej. Im trudniej taką chwilę odtworzyć, tym większą wartość ma potem dla nas w pamięci.

Jak możesz z tego skorzystać w praktyce?

Nie chodzi oczywiście o to, że każdy przedmiot jest gorszy od każdego doświadczenia. Czasem nowy materac, wygodne buty albo dobry ekspres do kawy naprawdę poprawiają codzienność. Chodzi raczej o to, żeby przy większych wydatkach nie pytać wyłącznie: „czy mnie na to stać?”, ale też: „co ten zakup wniesie do mojego życia?”. Dlatego serdecznie Cię zachęcam, żeby przed każdym większym zakupem zadać sobie takie pytanie kontrolne:

  • Czy kupuję doświadczenie i wspomnienie, czy tylko kolejny przedmiot?

Jeśli odpowiedź brzmi: „to jednak przedmiot”, zatrzymaj się na chwilę i sprawdź, czy nie wolisz przeznaczyć tych pieniędzy na doświadczenie, które zostanie z Tobą na dłużej. Nie ma tutaj złej odpowiedzi. Jeśli naprawdę wolisz kupić przedmiot, kup go. Chodzi tylko o to, żeby ta decyzja była świadoma, a nie wynikała z automatycznego impulsu, po którym w Twoim domu pojawia się kolejna rzecz do odkurzania.

⚠️ Mam dla Ciebie też PRO TIP

Możesz zwiększyć swoje poczucie szczęścia z kupowanych przedmiotów, zmieniając je w doświadczenie. Na przykład: kupujesz sobie ekspres do kawy. Możesz po prostu postawić go w kuchni i po tygodniu uznać za normalny element wyposażenia. Ale możesz też zrobić z tego rytuał: sobotni poranek, pijesz kawę z ulubionej filiżanki w towarzystwie Twojej ulubionej osoby, słuchając przy tym dobrej muzyki. Wtedy kupujesz nie tylko ekspres, ale też fajne wspomnienia. 

#2 Czy ten wydatek uwolni mój czas, czy dołoży mi nowych obowiązków?

Gdybyś miał dziś wskazać jedną rzecz, która bezczelnie wysysa z Ciebie całą radość życia, co by to było? Poranny korek? Odpowiadanie na maile? A może sprzątanie? Każdy z nas ma w ciągu dnia takie czarne dziury, które pożerają energię i zostawiają nas z poczuciem emocjonalnego wyczerpania. Te czynności konkretnie wpływają na nasze poczucie zadowolenia z życia i można to nawet zmierzyć.

W jednym ze swoich badań Daniel Kahneman i Alan B. Krueger zaproponowali wskaźnik: U-Index (od słowa unpleasant – nieprzyjemny). To wskaźnik, który pokazuje, jaki procent dnia spędzasz w złym nastroju, robiąc rzeczy, które dosłownie wysysają z Ciebie radość życia. 

Co według badania najczęściej znajduje się na tej czarnej liście?

  1. Poranne dojazdy do pracy 
  2. Praca (a w szczególności presja czasu w pracy)
  3. Wieczorne powroty z pracy
  4. Opieka nad dziećmi 
  5. Obowiązki domowe.

I teraz najważniejsze: skoro wiemy, które czynności najbardziej psują nam dzień, to pytanie brzmi: czy naprawdę musimy wykonywać je wszystkie samodzielnie?

Bo często myślimy o pieniądzach tylko w kategoriach kupowania rzeczy: lepszego telefonu, nowych butów, ładniejszej kanapy. A tymczasem jednym z najmądrzejszych sposobów wydawania pieniędzy może być kupowanie sobie czasu – zwłaszcza tego czasu, który dziś przepada na czynności z naszej osobistej czarnej listy.

Ważne, na co wykorzystasz odzyskany czas

Wniosek jest prosty: wydawanie pieniędzy na usługi, które oszczędzają nasz czas, może realnie zwiększyć nasz poziom szczęścia. Jest jednak jeden haczyk. Liczy się to, jak wykorzystasz odzyskane godziny. Jeśli zapłacisz za sprzątanie domu albo oddelegujesz żmudne zadania w projekcie, ale odzyskany czas spędzisz na bezmyślnym scrollowaniu telefonu – nie poczujesz różnicy. Magia dzieje się wtedy, gdy ten czas zainwestujesz celowo: w spotkanie z przyjaciółmi w nowej knajpce, budowanie nowych kompetencji lub po prostu głęboki odpoczynek.

I tu dochodzimy do ważnego rozróżnienia. Bo pieniądze mogą działać w dwie strony: mogą wykupywać Cię z czynności, które wysysają z Ciebie energię, ale mogą też pakować Cię w nowe obowiązki, których wcześniej w ogóle nie było.

Ukryty koszt czasu

Czasem kupujemy coś z nadzieją, że nasze życie stanie się lepsze, wygodniejsze albo bardziej „premium”, a potem okazuje się, że razem z tą rzeczą kupiliśmy cały pakiet dodatkowych obowiązków. Warto pamiętać, że większość rzeczy, które kupujesz, ma dwie ceny: tę na metce i tę wyrażoną w minutach Twojego życia. Pokażę Ci to na przykładzie: 

  • Większy dom na przedmieściach to nie tylko rata kredytu i nowy piękny dom. To więcej sprzątania, napraw i dłuższe dojazdy (Twój U-Index rośnie!).
  • Nowy gadżet to czas poświęcony na jego konfigurację, naukę obsługi i cenne minuty, które ukradnie Ci, przyciągając Twój wzrok do ekranu.

Dlatego zanim wyciągniesz kartę, musisz wiedzieć, czy stać Cię na zapłacenie obu tych cen.

Jak możesz zastosować siłę tego pytania w praktyce?

No dobrze, tylko jak przełożyć to na zwykłe życie, zanim kolejny raz wyciągniesz kartę i kupisz coś, co tylko dołoży Ci obowiązków? Proponuję dwa proste ćwiczenia. Pierwsze pomoże Ci znaleźć te czynności, które naprawdę kradną Ci energię. Drugie pomoże Ci sprawdzić, czy kolejny zakup będzie dla Ciebie wsparciem, czy tylko nowym obowiązkiem:

  • Zrób audyt swojego U-Indexu: Wypisz 3 czynności, które w tym tygodniu zabrały Ci najwięcej energii. Policz, ile kosztowałoby oddelegowanie jednej z nich (np. zatrudnienie kogoś do sprzątania lub opiekunki, by zajęła się dziećmi jeden wieczór w tygodniu) i zastanów się, na co wartościowego przeznaczysz ten czas.
  • Test przedzakupowy: Przed każdym większym zakupem, zadaj sobie pytanie: Czy ten wydatek uwolni mój czas, czy dołoży mi nowych obowiązków?

Przejdźmy teraz do trzeciego pytania.

#3 Czy naprawdę będę się tym cieszyć za miesiąc – czy szybko mi spowszednieje?

Znasz to? Kupujesz. Ekscytacja sięga zenitu. A tydzień później… nowa rzecz powszednieje, albo staje się po prostu kolejnym przedmiotem w Twoim domu. Kurzy się na półce lub zalega w garażu. Zresztą, ten spadek entuzjazmu nie dotyczy tylko wielkich zakupów. Potrafi dopaść też małe codzienne przyjemności – nawet te naprawdę dobre. Wystarczy, że coś, co kiedyś było wyjątkowe, zaczyna pojawiać się w naszym życiu zbyt często. I nagle przestajemy to zauważać.

Opowiem Ci teraz anegdotę z życia mojej rodziny. Mamy niedaleko świetną piekarnię rzemieślniczą. Żadne inne pieczywo nie smakuje mi tak bardzo. Po otwarciu tej piekarni, bywaliśmy tam prawie codziennie i po jakimś czasie zauważyłam coś dziwnego. Choć pieczywo nadal było pyszne, z czasem przestałam się nim tak bardzo ekscytować. Bywały nawet dni, kiedy jadłam kanapki w pośpiechu, nie zważając na ich smak. 

Adaptacja hedoniczna w praktyce 

I to jest właśnie problem z naszymi zakupami i przyjemnościami. Ich moc uszczęśliwiania jest największa na początku, a potem drastycznie spada. Dlaczego? Bo Twój mózg się przyzwyczaja. Za zakupową ekscytację odpowiada dopamina. Uwalnia się najmocniej podczas oczekiwania i pierwszego kontaktu z nowością. Kiedy rzecz staje się Twoją codziennością, mózg uznaje bodziec za “znany i bezpieczny”, więc natychmiast zaczyna szukać nowej podniety. To zjawisko nazywa się adaptacją hedoniczną

Adaptacja hedoniczna oznacza, że bardzo szybko przyzwyczajamy się do rzeczy, które na początku dawały nam dużo radości. Nasz poziom bazowy, czyli to, co uznajemy za normalny standard życia, szybko stabilizuje się na wyższym poziomie. To, co jeszcze niedawno było ekscytującą nowością, po chwili staje się zwyczajnym elementem codzienności.

Zamień rutynę w święto 

Źródła, które przeczytałam podkreślają wyraźnie: obfitość utrudnia nam docenianie. Tak naprawdę czerpiemy radość z KONTRASTU. Jeśli w gorący dzień strasznie chce Ci się pić, ten pierwszy łyk zimnej wody da Ci więcej radości, niż trzeci, ekskluzywny drink z palemką wypity w drogiej knajpie. 

Czy żeby cieszyć się z zakupów, musisz żyć jak mnich? Absolutnie nie! Musisz po prostu zamienić rutynę z powrotem w święto. Z naszą piekarnią zrobiliśmy z mężem mały rytuał – nazywam go „słodką sobotką”. Wyjątkowe pieczywo jemy tylko raz w tygodniu. Dzięki temu sobotnie śniadania znowu stały się wyczekiwaną ucztą, a chleb znika do ostatniego okruszka.

Jak możesz wdrożyć to u siebie już dziś? 

Mam dla Ciebie dwa sposoby, dzięki którym możesz wprowadzić wnioski z tego punktu w swoim życiu: 

  1. Przed zakupem, zadaj sobie pytanie: Czy naprawdę będę się tym cieszyć za miesiąc – czy szybko mi spowszednieje?
  2. Walcz z adaptacją hedoniczną. Wybierz jedną rzecz, która kiedyś dawała Ci ogromną radość, a dziś korzystasz z niej na autopilocie (to może być kawa na mieście, jedzenie na dowóz, kupowanie gier lub książek). Wprowadź sobie sztuczny deficyt. Odetnij sobie dostęp do tej przyjemności na określony czas. Jeśli pijesz kawę na mieście codziennie, ogranicz to tylko do weekendów. Kiedy już pozwolisz sobie na tę przyjemność, zadbaj o oprawę. Nie rób tego w biegu. Zrób z tego swoje małe święto.

Mamy już trzy filtry: doświadczenia zamiast rzeczy, kupowanie czasu i świadome dawkowanie przyjemności. Został ostatni – i zarazem najtrudniejszy. Każe zadać pytanie, które mało kto chce sobie zadać na głos: ile z tego, co kupujesz, kupujesz naprawdę dla siebie?

#4 Czy kupuję to dla siebie, czy dla innych?

„Kupujesz rzeczy, których nie potrzebujesz, za pieniądze, których nie masz, żeby zaimponować ludziom, których nawet nie lubisz”. Kojarzysz ten cytat z Fight Clubu Chucka Palahniuka, często przypisywany też Robertowi Quillenowi?

Czas spojrzeć prawdzie w oczy: zakupy robione „pod status” to jedna z najgorszych inwestycji w szczęście. Dlaczego? Bo w centrum takiego zakupu nie jesteś Ty, Twoje potrzeby ani Twoja codzienna wygoda, tylko cudze spojrzenia i oceny. 

Morgan Housel zwraca uwagę, że znacznie lepszą motywacją do zakupu jest użyteczność – czyli to, czy dana rzecz realnie poprawia jakość Twojego życia. Jeśli kupujesz coś dlatego, że jest Ci potrzebne, bardzo Ci się podoba, albo jest zgodne z Twoim stylem życia, ten zakup może wzmacniać Twoją tożsamość. Ale jeśli kupujesz po to, żeby udowodnić innym swoją wartość, bardzo łatwo zaczynasz żyć według cudzych standardów, a takie życie nie daje poczucia szczęścia. 

Czym się różni zakup pod status od zakupu z użyteczności?

Housel podaje świetny przykład z zakupem samochodu. Możesz wydać małą fortunę na podstawową, „gołą” wersję auta prestiżowej marki. W środku dostajesz materiałowe fotele, bazowe wykończenie i niewiele udogodnień, ale na masce błyszczy logo, które ma wysłać jasny komunikat sąsiadom i kierowcom stojącym obok na światłach.

Z drugiej strony, w podobnej cenie możesz wybrać auto mniej „szpanerskiej”, popularnej marki, ale wyposażone pod korek. Dostajesz podgrzewane fotele, świetne nagłośnienie, systemy bezpieczeństwa i asystentów jazdy, dzięki którym codzienna podróż staje się po prostu przyjemniejsza. Jeśli wybierasz status, ekscytacja znaczkiem szybko mija, a brak codziennych wygód zaczyna Cię irytować. Jeśli wybierasz użyteczność, nie musisz nikomu nic udowadniać. Po prostu wsiadasz, jedziesz i naprawdę cieszysz się tym, za co zapłaciłeś. Przynajmniej do momentu, gdy dopadnie Cię adaptacja hedoniczna 🙂 Ale z nią już wiesz, jak sobie poradzić. 

I teraz znowu, chciałabym doprecyzować – nie chodzi mi w tym punkcie o to, że teraz masz kupować wyłącznie najtańsze rzeczy i udawać, że estetyka albo marka nie mają znaczenia. Chodzi o to, żeby nie pomylić własnej przyjemności z próbą zrobienia wrażenia na cudzych oczach. Podpowiem Ci teraz, jak możesz to zrobić w praktyce. 

Jak możesz to wykorzystać w praktyce? 

Mam dla Ciebie dwie takie podpowiedzi: 

  • Przed każdym większym zakupem zadaj sobie pytanie: Czy kupuję to dla siebie, czy dla innych?
  • Gdy następnym razem poczujesz palącą potrzebę kupienia czegoś drogiego, markowego albo prestiżowego, zrób Test Pustego Pokoju: Wyobraź sobie, że nie możesz nikomu powiedzieć o tym zakupie. Nikt Cię z tą rzeczą nie zobaczy. Nikt jej nie pochwali. Nie wrzucisz zdjęcia do sieci. Nie dostaniesz ani jednego spojrzenia podziwu. Będziesz korzystać z niej tylko Ty – w pustym pokoju. I teraz zapytaj siebie uczciwie: czy nadal chcesz kupić dokładnie tę rzecz? A może istnieje inna opcja, mniej błyszcząca w oczach innych ludzi, ale dużo lepsza dla Ciebie?

Zbierzmy to teraz w całość. Pieniądze same w sobie nie dają szczęścia, ale mogą pomóc nam kupować rzeczy, usługi i doświadczenia, które realnie poprawiają naszą jakość życia. Badania pokazują, że przeżycia – zwłaszcza te dzielone z innymi ludźmi – dają nam trwalszą radość niż kolejne przedmioty. Nasz poziom zadowolenia może wzrosnąć także wtedy, gdy wydajemy pieniądze na usługi, które oszczędzają nasz czas. Pod jednym warunkiem: że odzyskane godziny wykorzystamy świadomie, zamiast oddać je bezmyślnemu scrollowaniu.

Podsumowanie 

A jeśli już kupujemy rzeczy, warto wybierać te, które naprawdę służą naszemu życiu: są użyteczne, wygodne, piękne dla nas albo zgodne z naszym stylem. Nie te, które mają głównie udowodnić coś innym. I warto pamiętać o adaptacji hedonicznej – czyli o tym, że nawet najlepszy zakup szybko powszednieje, jeśli nie potrafimy się nim świadomie cieszyć.

Aby o tym pamiętać, zanim następnym razem wydasz większą kwotę, zadaj sobie te cztery pytania: 

  • Czy kupuję doświadczenie i wspomnienie, czy tylko kolejny przedmiot?
  • Czy ten wydatek odda mi czas, czy raczej mi go zabierze? 
  • Czy naprawdę będę się tym cieszyć za miesiąc – czy szybko mi spowszednieje? 
  • I czy kupuję to dla siebie, czy dla cudzych spojrzeń?

Żeby pomóc Ci to wszystko zastosować w praktyce, przygotowałam zeszyt ćwiczeń, który pomoże Ci przejść przez te pytania i jeszcze bardziej je pogłębić. Żeby go pobrać, zapisz się do naszego newslettera: 

Mam ogromną nadzieję, że wiedza z tego artykułu, a w szczególności te pytania pomogą Ci mądrzej wydawać pieniądze i kupić za nie choć odrobinę szczęścia. Daj mi koniecznie znać w komentarzu: które z tych pytań najbardziej przyda Ci się przed kolejnym większym zakupem?

Ania Mączka

Ania Mączka

Specjalistka w ogarnianiu chaosu i upraszczaniu rzeczywistości, z certyfikatem coacha kognitywnego (czyli tego, który wspiera w świadomej zmianie sposobu myślenia i działania). Od 2019 roku na pokładzie Finansów Bardzo Osobistych, gdzie zajmuje się tworzeniem treści i grafik, marketingiem i obsługą klienta. Uwielbia tworzyć plany i systemy, zarażać entuzjazmem i motywować innych do działania i tworzenia życia, którego pragną.

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię książka Marcina o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu – prosto i merytorycznie – tłumaczy w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 63 050 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca. Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który:

✅ w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
✅ nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
✅ będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
✅ szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze