Budżet domowy dla początkujących – co robić, kiedy tracisz kontrolę

53

Budżet domowy to temat rzeka. Napisałem już o nim wiele, jestem jednak pewien, że nie wszystko. Każdy człowiek to inna historia i inne doświadczenia – mimo tego, że proces pracy z budżetem domowym wygląda zazwyczaj podobnie, bardzo się różni w zależności od tego, kto go prowadzi. Dlatego bardzo lubię, gdy dzielicie się swoimi przemyśleniami i radami. Dziękuję! Na część z nich sam nigdy bym nie wpadł.

Na początku roku pisałem o tym, że moją misją jest powrót do korzeni . Budżet domowy, walka z zadłużeniem, mądre oszczędzanie i skuteczne inwestowanie – to tematy, które obecnie są na blogu najważniejsze. Dzisiaj serdecznie zapraszam Was do przeczytania kolejnego wpisu gościnnego – swoją historią dzieli się z Wami Andrzej, którego mieliście już okazję poznać przy okazji cyklu Budżet domowy krok po kroku”. Jestem ciekaw, czy odnajdziecie w niej siebie 🙂

budzet domowy Andrzeja Broszkiewicza Cześć! Nazywam się Andrzej Broszkiewicz. Lata przepracowałem w branży finansowej. Informatykiem jestem z zamiłowania. W FBO dbam o to, by “pod maską” wszystko działało jak należy 😉 Płonę i staram się zapalać innych do idei prowadzenia budżetu domowego. Moim marzeniem jest, aby finanse osobiste zostały wprowadzone do szkół, co ułatwi naszym dzieciom stworzyć kraj ludzi wolnych od długów.

Złość, frustracja, rozczarowanie, poczucie winy i zniechęcenie. Mimo tego, że moja przygoda z budżetem domowym rozpoczęła się ponad 10 lat temu, ciągle dobrze pamiętam te uczucia. Jeżeli towarzyszą i Tobie na początku drogi z oswajaniem finansów osobistych, chciałbym Cię uspokoić – to zupełnie normalne. A także pocieszyć – to mija.

Zainspirowany dyskusją pod wpisem Justyny pomyślałem sobie, że dzisiaj napiszę o tym, co najbardziej utrudnia prowadzenie budżetu domowego. Jedni powiedzą, że to najczęstsze błędy. Inni, że wyzwania. Możesz wybrać swoją wersję 🙂

Free Spirit czy Nerd?

Ja zdecydowanie należę do drugiej grupy. Odkąd pamiętam próbowałem w jakiś sposób panować nad finansami. Po kilku latach prób i błędów złapałem się jednak na tym, że nadal nie prowadzę budżetu domowego, tylko spisuję wydatki. Oszukiwałem się, że mam kontrolę, a karta kredytowa skutecznie mi to oszukiwanie się ułatwiała. Dlaczego?

Kiedy pod koniec miesiąca brakowało mi pieniędzy, korzystałem właśnie z karty kredytowej – wydawałem nawet kilkaset złotych więcej niż rozpisałem sobie w tabelkach. Chociaż trafniej byłoby napisać: niż zarobiłem, bo rozpisywałem zawsze ostatni wpływ. Nie miałem żadnych oszczędności. Za to długów w postaci kredytów „na pierdoły” nie brakowało… Wciąż miałem „za dużo miesiąca pod koniec pieniędzy”.

Później tylko wpisywałem wydatki. Dostosowywanie budżetu do realnej rzeczywistości było mi obce. W kolejnym miesiącu po prostu sprawdzałem jak poszło. Szło źle. Pamiętam, że aplikacja (plik w Excelu), z której wtedy korzystałem, nazywała się PearBudget. Niestety, nie dawała ona oczekiwanych rezultatów. Brakowało też metody, która pozwoliłaby podejmować lepsze decyzje. Realizowałem bieżące zachcianki na kredyt i miałem zupełnie luźne podejście do finansów, hołdując zasadom „Carpe Diem”, „Raz się żyje!”, „YOLO” (o tej ostatniej jeszcze nikt wtedy nie słyszał ;)).

Budżet domowy szablon Excel
Tak wyglądała aplikacja Pear Budget, kiedy była jeszcze w Excelu 🙂

 

Budżet domowy szablon Excel
Niestety poza ciekawym kreatorem, który zachęcał, by zacząć, nie sprawdzała się najlepiej.

 

Przykładowy budżet domowy
Przykładowy budżet domowy w Pear Budget.

YNAB (You Need a Budget)

Przełom przyszedł w 2011 roku. Choroba w rodzinie. Bardzo duży wstrząs. Na domiar złego okazało się, że jestem zmuszony spłacać dług, o którego istnieniu nie miałem pojęcia. Gorączkowo poszukiwałem sensownego rozwiązania tej trudnej, finansowej sytuacji i tak trafiłem na aplikację YNAB (You Need a Budget). Zastosowany w niej tzw. „system kopertowy” – mechanizm ustalania stanu rachunków, z tym co w zaplanowanych tabelkach – bardzo pomogły. Zacząłem prowadzić budżet domowy z prawdziwego zdarzenia.

Podejść do prowadzenia budżetu domowego miałem kilka. Pamiętam brakujące paragony i błędne kalkulacje. Złość związaną z tym, że nie mieszczę się w założonym budżecie. Pamiętam też, że nie raz miałem ochotę po prostu to zostawić. Myślałem, że może aplikacja jest niewłaściwa.

Po tylu próbach i latach doświadczeń, mogę śmiało powiedzieć, że to nie w aplikacji leży przyczyna, ale w założeniach i oczekiwaniach, które mamy wobec samego siebie. Wymienię kilka rzeczy, które utrudniały mi prowadzenie budżetu domowego. Może masz podobnie? To rzeczy, przez które możesz pomyśleć, że to z Tobą jest coś nie tak, że nie dajesz rady. Nie przejmuj się. Tak naprawdę to kwestia kilku założeń i zdrowego rozsądku. Zmiana podejścia do budżetu domowego może być wyzwalająca – i to od niej najlepiej zacząć, jeżeli czujesz, że straciłeś kontrolę.

No breathing room – cenny margines błędu

Początki były trudne.  Zadzwonił do mnie znajomy, proponując wyjście na piwo Niestety, według planu nie miałem na to pieniędzy. Odmówiłem. Innym razem chciałem kupić kawę na mieście. Pamiętam jakie dobijające było uczucie, gdy kolejny raz musiałem sobie odmówić. Miesiąc się wtedy dłużył w nieskończoność. Przygnębienie i frustracja – te uczucia falami zalewały mnie w tamtych chwilach. Kiedy uległem i kupiłem tę „upragnioną” kawę, dręczyło mnie poczucie winy. Miałem wrażenie, że budżet jest ciężarem, który powoduje, że nie mogę normalnie żyć. Okropne uczucie. Muszę przyznać, że naprawdę myślałem wtedy, by w ogóle zrezygnować. Po co prowadzić budżet, skoro się nie spina?

Amerykanie mają na takie sytuacje swoje określenie: No breathing room. To sytuacja kiedy nie zostawiamy sobie żadnego marginesu błędu. Dlatego planując budżet domowy warto uwzględnić taką kategorię jak Przyjemności, Stupid money, Pierdoły lub Zachcianki – jak nazwiemy tę szczególną kategorię, zależy od nas. Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Jeśli budżet prowadzimy wspólnie, każdy ma swoją oddzielną kwotę, z której nie musi się tłumaczyć.

Budżet domowy – gra w czarne albo białe

Zazwyczaj gdy planujemy wydatki, jesteśmy wielkimi optymistami. Przypisujemy kwoty w różnych kategoriach, według naszej wizji idealnego miesiąca. W rzeczywistości okazuje się najczęściej, że nie doszacowaliśmy pewnych kwot. Może się też okazać, że w pewnych kategoriach pieniądze nam zostają. Często spotykam się z takim argumentem: „Nie udaje mi się nigdy idealnie zaplanować budżetu. Co robię źle?”. A kto powiedział, że ma być idealnie? 😉 Sukcesem nie jest idealne przypisanie kwoty do kategorii. Sukcesem jest to, że:

– prowadzimy budżet,
– dostosowujemy budżet w trakcie miesiąca do naszych potrzeb,
– zaglądamy do niego, regularnie rejestrujemy wydatki i wyciągamy wnioski po zakończonym miesiącu.

Warunek jest jeden: suma wydatków w miesiącu nie przekracza zarobków (później będziemy dążyć  do stanu z prostego równania: https://marciniwuc.com/finanse-osobiste-jak-zwiekszyc-zarobki/). To, ile razy przesuniemy pieniądze pomiędzy kategoriami w trakcie miesiąca, nie ma żadnego znaczenia. Jest to naturalny element prowadzenia budżetu. Świetnie pod wpisem Justyny opisał to w komentarzu Michał  (link do komentarza). Według filozofii YNAB-a, zasada ta nazywa się Rolling with the punches. Porównanie ze świata boksu, kiedy pięściarz unikając ciosu, odchyla się do tyłu. Nawet jeżeli cios sięgnie jego głowy, to dzięki odchyleniu „amortyzuje” uderzenie.

Robisz to dobrze:

źródło: http://warriorpunch.com/boxing-defense/

Robisz to… w alternatywny sposób 😉

źródło: https://imgur.com/gallery/dRIGRhX

Właśnie to robimy przesuwając pieniądze pomiędzy kategoriami. Może się okazać, że z czegoś rezygnujemy i zamiast np. wyjść ze znajomymi, kupujemy książkę albo wychodzimy ze znajomymi, zamiast kupować książkę 😉

Ważna zasada: przesuwanie tych środków nie może być z karty kredytowej albo z kredytu. To nie są nasze pieniądze. Przesuwamy tylko z tego czym dysponujemy.

Mierz siły na zamiary, czyli sposób na słomiany zapał

Kiedy planujemy zrzucenie kilku kilogramów albo spisujemy listę naszych noworocznych postanowień, towarzyszy nam wielki entuzjazm. Mija miesiąc i po naszych planach pozostaje jedynie mgliste wspomnienie.

Często zdarza się, że w momencie kiedy zaczynamy prowadzenie budżetu domowego, towarzyszy nam wielki entuzjazm. Mamy ogromną motywację do tego, żeby wystartować. W moim przypadku tak było i wręcz przesadzałem. Notowałem każdy wydatek, najdrobniejszy bilet. Jeden paragon rozpisywałem drobiazgowo pomiędzy różne kategorie i po kilka razy dziennie wracałem do aplikacji, żeby wszystko zanotować. Szczególnie na początku może to spowodować szybkie zniechęcenie. Z czasem przyjdzie proza życia, inne obowiązki i okaże się, że nie mamy czasu, żeby aż tak dopieszczać nasz budżet domowy. To jest jak najbardziej normalne. Ważne by min. raz na tydzień wprowadzić wydatki. I to wszystko! Żeby zacząć panować nad własnymi finansami, nie trzeba wielogodzinnych analiz.

Na początku to może bardzo cieszyć. Są osoby, którym przychodzi to z łatwością , ale w wielu sytuacjach okazuje się, że pojawia się pewna bariera i budżet zaczyna kojarzyć się z bardzo drobiazgową księgowością, a zupełnie nie o to chodzi. Zwolnij tempo i bądź konsekwentny.

Nie wymagaj od siebie zbyt wiele

Kolejny punkt wiąże się z poprzednim. Ważne, by – szczególnie na początku –nie wymagać od siebie zbyt wiele. Nie zrozumcie mnie źle. Nie chodzi mi o to, żeby leżeć i mówić: „Panie, masz mnie takiego, jakiego mnie stworzyłeś”. Ale trzeba pamiętać o tym, by nie być dla siebie zbyt surowym. Jeżeli okazuje się, że np. na jedzenie na mieście wydaliśmy w danym miesiącu 500 zł, w kolejnym nie obcinajmy tej kwoty do 100 zł. Może się okazać że będzie to zbyt radykalna zmiana. Mamy swoje przyzwyczajenia i najlepiej zmieniać je małymi krokami. Cytując mądrzejszych: Jak zjeść słonia? Po kawałku. Bezpieczniejsze jest obcięcie wydatków z 500 do 450 zł  i obserwowanie, co się dzieje. Uchroni nas to przed uczuciem porażki, kiedy zamiast zaplanowanych 100 zł, wydamy 350 zł.

Wprowadzenie zmian małymi krokami daje o wiele lepsze efekty. Jeśli wszystko idzie zgodnie z planem, w kolejnym miesiącu możemy zmniejszać budżet w danej kategorii o kolejną kwotę. Jeśli oczywiście widzimy taką potrzebę. Może się też okazać, że dojdziemy do momentu, w którym większe obcinanie kwot nic nie da. Styl życia, na który się decydujemy, powoduje, że wydatki są takie, a nie inne. To nie jest nic złego. Trzeba po prostu sobie powiedzieć, że wybieram taki styl życia: na to chcę wydawać pieniądze kosztem czegoś innego. Tutaj dochodzi kwestia zdrowego rozsądku i przemyślenia, co jest dla nas ważniejsze.

Co mogę zrobić, by ułatwić sobie życie?

Kolejny punkt to pytanie: „Co mogę zrobić by ułatwić sobie życie?”. W tym momencie przyda się słynne, amerykańskie Keep It Simple, ewentualnie KISS:  Keep It Simple Stupid.

Nasz system zarządzania finansami powinien być tak prosty jak to tylko możliwe, ale nie prostszy 😉 Budżet domowy z założenia ma ułatwiać życie. Podejrzewam, że wiele osób, które zaczynają swoją przygodę z budżetem domowym, właśnie tego oczekuje. Zaczynamy i po chwili pojawia się frustracja i zniechęcenie. Brak wpisanych wydatków powoduje chaos. Kwoty rozjeżdżają się. Nie wiemy, na czym stoimy – to jeszcze bardziej denerwuje. Okazuje się, że to, co miało ułatwić nam życie, powoduje jego utrudnienie. Można ulec złudzeniu, że budżet domowy to nie jest do końca to, czego chcieliśmy. I tutaj zasada Keep It Simple przychodzi nam z pomocą.

W komentarzu pod poprzednim wpisem poruszony został temat kilku rachunków pełniących rolę przegródek, do których wkładamy pieniądze z różnym przeznaczeniem  (link do komentarza). Posiadanie kilku rachunków to nic innego jak wspomniany „system kopertowy”. Może okazać się, że większa liczba rachunków oszczędnościowych, tzw. rachunków celowych, może być świetnym rozwiązaniem. Na jednym rachunku zbieramy na wakacje, na drugim na dentystę, a na trzecim czeka fundusz awaryjny. W YNAB-ie wygląda to następująco: zaglądamy do konkretnej kategorii i tam widzimy, jaką kwotą dysponujemy na dany wydatek. Może się też okazać, że gdy mamy zbyt wiele rachunków (lub kategorii), to czujemy się przytłoczeni. Ciężko jest nam nad tym panować. Dlatego dla jednych otwarcie kilku rachunków i nadanie im odpowiednich nazw będzie ułatwieniem. Dla innych zamknięcie kilku rachunków i zostawienie dwóch lub trzech będzie wybawieniem i uproszczeniem spraw. Jeżeli macie jakieś trudności przy tworzeniu budżetu, najlepiej zadajcie sobie pytanie po zakończonym miesiącu: „Co mogę zrobić by ułatwić sobie życie? Co mogę usprawnić?”. Drobna zmiana może być wyzwalająca.

Nie odkładaj szczęścia na później

Wiem, że tytuł akapitu brzmi bardzo ogólnie (trochę w stylu Mistrza Miyagi z Karate Kid ;>). Wybaczcie mentorski ton.

Z tą myślą chciałem Was na koniec zostawić. Nie chodzi o to, żeby odpuścić sobie prowadzenie budżetu domowego. Moja zachęta ma służyć temu, żeby złapać dystans i kierować się zdrowym rozsądkiem. Przesada w żadnym kierunku nie jest dobra.  Rezygnacja z prowadzenia budżetu domowego i życie na kredyt to równie radykalne podejście jak bardzo drobiazgowe wpisywanie każdej złotówki i frustrowanie się, gdy umknie nam jeden paragon. Cytując klasyka: Wiedza to 20% sukcesu, reszta to działanie i zdrowy rozsądek.

Budżet domowy ma poprawić naszą sytuację, byśmy żyli tak, jak chcemy.  Nie służy do tego żeby odkładać prawdziwe życie na później, „bo cyferki muszą się zgadzać”. Jeśli czujemy, że budżet, który stworzyliśmy, przeczy temu, trzeba przemyśleć wszystko od nowa.

Próbowałem i poddałem się

Pojawia się pytanie co zrobić, jeśli nie udało się za pierwszym czy drugim razem? A może ktoś z Was prowadzi budżet i zaczyna myśleć o rezygnacji? Zapomnijcie o obecnych umowach ze sobą, o liście kategorii, o pieniądzach wysłanych do pracy. Zaczynamy wszystko od nowa.

Zapomnijcie, ile planowaliście wydawać na jedzenie, rozrywkę i inne kategorie. Resetujemy wszystko i zastanawiamy się na nowo, co można zmienić.

Najlepiej zrobić to krok po kroku wg instrukcji z naszego cyklu:

Poznaj cykl Budżet domowy krok po kroku:

Może abonament Netflixa płacimy już tylko z przyzwyczajenia, a może nie wzięliśmy jakiegoś wydatku pod uwagę? Podam Wam przykład z życia wzięty: nałogowy palacz, który musiał wykupić nowy lek przepisany przez lekarza. Podczas luźnej rozmowy, rzucił: „Brakuje mi na leki”, odpalając kolejnego papierosa…

Jestem bardzo ciekaw, jakie jest Wasze zdanie i czy jest wśród Czytelników ktoś, kto ma lub miał w przeszłości podobne wyzwania? Nie mogę doczekać się Waszych komentarzy. Dajcie znać, o czym chcielibyście przeczytać w następnym wpisie z cyklu „Budżet domowy krok po kroku” 🙂

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze53 komentarze

  1. Krzysztof A.

    O tak, pamiętam chyba każdy z tych problemów 😉 Też zaczynałem od spisywania wydatków, które dawało mi pozory kontroli, potem przy szukaniu informacji o tym jak inwestować środki (ha, dobra kolejność co? 😀 ) szczęśliwie natknąłem się na JOP. Po odbyciu kursu na temat budżetu domowego (stwierdziłem, że wydanie pieniędzy mnie zmotywuje żeby wytrwać w postanowieniu i się nie pomyliłem) przeszedłem na budżetowanie w Excelu, w arkuszu dołączonym do kursu. Próbowałem go dopasować pod siebie, ale pochłaniało to strasznie dużo czasu i nie do końca mi się sprawdzało przez zbyt optymistyczne założenia, które stopniowo korygowałem. Czas jednak pozostawał problemem i ostatecznie przełamałem się do YNABa, który był strzałem w 10. Nie chciałem rezygnować ze szczegółowości, a fakt że YNAB można obsługiwać zarówno przez stronę internetową jak i z aplikacji mobilnej wyeliminował mi kwestię czasu, bo większość wydatków zapisuję w drodze ze sklepu do domu, ze szczegółowym rozbiciem na kategorię włącznie (w domu sprawdzam tylko czy nie pomyliłem się podczas sumowania w pamięci). Kont oszczędnościowych, zwykłych i lokat w różnych bankach mam dużo i gdyby nie oddzielenie pieniędzy w obrębie kategorii od kont to bym się w tym pogubił, więc tu kolejny plus – cały czas mam jasną sytuację i tylko raz w miesiącu poświęcam około 2 godzin na weryfikację czy nic się nie zgubiło (jak namierzenie ewentualnego problemu trwa dłużej to wrzucam jako “zgubione” i przechodzę do porządku dziennego). Mimo wszystko, ciągle coś poprawiam i dopasowuję pod zmieniające się chęci i oczekiwania, dodaję lub usuwam kategorie (najczęściej scalam jeśli zauważyłem że często transferuję środki pomiędzy parami lub trójkami) i tylko te oszczędnościowe pozostają skałami nie do ruszenia 😉

    • Andrzej Broszkiewicz

      Krzysztof A., z Excelem miałem dokładnie tak samo. Nie zliczę ile wersji tworzyłem i modyfikowałem. Ty też należysz do Nerdów? 😉
      YNAB był wybawieniem, ale dopiero od wersji 5.0 jest wystarczająco intuicyjny. Wcześniej trzeba było trochę samozaparcia, by z nim wytrwać 😉 Moja historia w YNAB sięga 2013 r. Wcześniej bez kilku “Fresh starts” nie obeszło się.

      Kategoria “zgubione” (u mnie “manko”, kiedyś “zapomniałem”) to breathing room, bez którego cieżko przetrwać pierwsze miesiące. Na początku pochłania duuuużą część budżetu. Dopiero z kolejnymi miesiącami, z satysfakcją możemy obserwować jak kwoty w tej kategorii kurczą się :>

      • Krzysztof A.

        W kontekście raportowania – zdecydowanie Nerd, w kontekście dysponowania środkami teraz już gdzieś pomiędzy. Oduczyłem się “racjonalności aż do bólu” i w sumie teraz obecne podejście wydaje mi się znacznie bardziej racjonalne (magia ludzkiego umysłu 🙂 ). Ja z YNABa korzystam od lekko ponad 1.5 roku, więc znacznie krócej – nie miałem już możliwości zapoznać się z wersją desktopową. U mnie na zapomniane nigdy nie szło dużo – kiedyś nie umiałem odpuścić, teraz mimo że przyszłoby mi to znacznie łatwiej już nie muszę, bo na ogół to kwestia namierzenia jednej-dwóch transakcji. Mimo wszystko mój wewnętrzny Nerd woli zaszaleć w konkretnie wybranych kategoriach niż popłynąć z prądem, więc breathing room daję sobie przez ustalenie w niektórych kategoriach więcej niż spodziewam się wydać 😉 Jeśli nie wydam to wraca do oszczędności, jeśli wydam, to nie mam wyrzutów sumienia bo taki był plan.

  2. Zbyt leniwy na to jestem. Przychodzi przelew to 40% odkładam na oszczędności. Za resztę płacę, co muszę (mieszkanie, woda, prąd, gaz, abonamenty na telefony, internety i telewizje). Resztę wydaję po trochu przez cały miesiąc. Jak coś zostanie, to przechodzi na następny miesiąc. Zazwyczaj zostaje >5% tego co przyszło na początku. Jak wydam za dużo, to konto jest puste do 10 następnego miesiąca. Jak w aucie nie odpadnie znienacka koło, to raczej się to nie zdarza. Może to tylko kwestia sporych dochodów, że to jakkolwiek działa. Może wy zbytnio komplikujecie proste sprawy. Jednak dla zwiększenia tempa gromadzenia oszczędności o kilka % nie chciałoby mi się bić z samym sobą o jakąś zachciankę za kilkadziesiąt złotych. Droższych dawno nie miewam. Chyba im jestem starszy to mam nawet coraz tańsze zachcianki.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Piotrek, pełna zgoda z tym co napisałeś. Przy wysokich zarobkach szkoda czasu na taką buchalterię.
      Moje pierwsze potyczki z budżetem domowym i odmawianie sobie najdrobniejszych zachcianek dotyczą okresu, kiedy zmagałem się z poważnymi problemami finansowymi. Każda złotówka się liczyła. Spłacałem długi, a oszczędzanie 40% wynagrodzenia/przychodu (ba, nawet 4%!) była w sferze marzeń.
      Keep it simple – popieram.

    • Ja tez nie prowadzę budżetu. Nie mam cierpliwości, zmęczona jestem wieczorami, padam. Ale podobnie jak Ty, Piotrku, odkładam, co mam odłożyć, na początku miesiąca, po otrzymaniu wypłat. W tej chwili jest to 20% dochodów. 1/4 na wakacje, 1/4 na emerytury, 1/4 na samochód i 1/4 na czarna godzinę. Gdy w listopadzie skończę oddawać pieniądze tacie, to będę więcej odkładać na czarna godzinę oraz zacznę na nowy laptop. Mam nadzieje, że laptop i samochód nie padną, zanim nie uzbieramy na to pieniędzy:). Obie rzeczy są dość leciwe.
      Zapisuje sobie w notesiku takim malutkim różowym ;), ile w danym miesiącu mamy wpływów, ile wydajemy na dług, ile odkładamy, oraz mam listę rachunków do zapłacenia oraz poważniejszych wydatków w danym miesiącu ( np. we wrześniu walizki, adidasy dla dzieci). Czyli jest to jakaś pierwotna forma budżetu. Ale nie wiem, ile wydajemy na jedzenie, paliwo, ubrania, rzeczy do domu itd. Tego już nie kontroluje.
      Najważniejsze jest dla mnie, że regularnie odkładam. I faktycznie trzeba to zrobić zaraz na początku, jako pierwsze. Takie proste, a tyle lat nie stosowane…

      • Andrzej Broszkiewicz

        Anja,
        super podejście. Jeśli zdaje u Ciebie egzamin, nie ma sensu oglądać się na innych.

        Dziękuję za inspirujący “malutki, różowy notesik”. Free spirit? 🙂

        Zdarzyło mi się spotkać osobę, która była, cytuję: “niekomputerowa”. Miała wyrzuty sumienia, bo wszyscy mają aplikację, korzystają z Excela etc.

        Najważniejszy jest efekt. Narzędzie to rzecz drugorzędna. Znam osobę, która swój budżet ma w etui telefonu na jednej, małej karteczce i nie pamiętam, by miała jakiekolwiek kłopoty finansowe.

        Ja, jako Nerd (to zobowiązuje ;p), potrzebuję dostępu do raportów. Spojrzenie w historię ile zarobiłem, zaoszczędziłem, wydałem pomaga mi wprowadzać drobne ulepszenia, które mnie po prostu cieszą :>

        • Mi się wydaje, że właśnie te małe wydatki są najgorsze i wymagają najwięcej monitorowania.
          Bo raczej cięzko zapomnieć o tym, że kupiło się laptopa za 5 tys zł.
          Ale już bez budżetu, ciężko zobaczyć ile kasy przelatuje na małych drobiazgach ,,tu codziennie rano jakaś kawka ze Starbucksa, jakaś kanapka, jakas bluzka z wyprzedaży – niby za 50 zł, ale powtórzone razy 5 w ciągu miesiaca” i nagle nie ma 1000 zł 🙂
          A na takie ogólnie podsumowania to wystarczy spojrzeć na stan konta w banku, nie trzeba nic zapisywać.

          • Andrzej Broszkiewicz

            Marta, cieszę się, że zwróciłaś na to uwagę. Nie każdy jednak jest w stanie tak skrupulatnie spisywać każdy wydatek. W moim przypadku kategoria manko motywowała mnie, by w kolejnym miesiącu “namierzyć” wycieki pieniędzy. Z czasem prowadzenia budżetu, kategoria zaczęła świecić pustkami ;p

            Kiedy za wszystko płacimy kartą, faktycznie można szybko sprawdzić gdzie rozeszły się pieniądze. Świetnie odświeża pamięć przy ustalaniu stanu kont (budżet vs rzeczywistość).

            Trzeba tylko pamiętać o podstawowej funkcji budżetu – powiedzenie pieniądzom dokąd mają iść. Jeśli tylko spoglądamy w historię transakcji na wyciągu bankowym, możemy jedynie podrapać się po głowie i zobaczyć gdzie pieniądze się rozeszły (po fakcie). Przy finansowym bałaganie nie wystarczy.

    • i u mnie ‘lenistwo’ lub pragmatyzm wygrywa – zasada 80/20 – czyli 20% energii czy uleprzeń daje 80% efektu = i tego się trzymam

      ja robię sobie budżet roczny
      – tzn określam ile mam kosztów stałych, ile bym chciał przeznaczyć na wakacje, czy w danym roku spodziewam się jakiś większych wydatków /remont czy komunia dziecka/
      – określam ile bym chciał oszczędności w danym roku
      – określam przychody – jeśli jest ich za mało z podstawowego dochodu, zastanawiam się co mogę zrobić by je podnieść do wymaganego poziomu

      rozpisuje to na dane miesiące

      na początku danego m-ca przelewam określoną wyżej kwotę na oszczędności

      za to co zostanie na koncie żyję sobie w danym m-cu

      na bieżąco w danym m-cu spisuję tylko większe i niestandardowe wydatki tak by być lepiej przygotowanym na planowanie następnego roku

  3. A propos YNAB. Zabierałem się do tego i… Niby narzędzie intuicyjne, ale już na etapie planowania, rozpisywania, a później wydatkowania, napotykałem trochę błędów. W efekcie, porzuciłem wersję 30-dniową. Pytanie, czy jest gdzieś jakiś tutorial krok po kroku lub YNAB dla początkujących? Byłoby mile widziane.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Pe. kiedy przechodziłeś wersję 30-dniową?

      Obszerną stronę nt. obsługi YNAB-a znajdziesz tutaj:
      https://www.youneedabudget.com/learn/

      W tym roku YNAB wprowadził wiele usprawnień, włącznie z szybkością działania aplikacji.
      Rozważ spróbowanie jeszcze raz i przejście Triala – 34-dniowej, bezpłatnej wersji. Zaczynasz od samouczka + serii maili, która jest w dużej mierze wprowadzeniem do aplikacji.

      Jeśli masz konkretne pytanie, może potrafię pomóc?

      • Dziękuję za odpowiedź. Racja, to była wersja 34-dniowa. Rozbiłem się wówczas na rzeczach zaplanowanych i później rozliczaniu tego. Nie bilansowały mi się liczby. A, że prowadziłem budżet w Excelu, to i nie miałem parcia na YNAB. Niemniej, kto wie, może wrócę do tej aplikacji ponownie 🙂

        • Andrzej Broszkiewicz

          Pe. trzymam mocno kciuki za Ciebie 🙂

          Kategoria “manko” o której piszemy w jednym z komentarzy powyżej może być pomocna. Przy ustalaniu stanu kont (Reconciling Accounts) jeśli coś się nie zgadza, różnicę wpisujesz do kategorii “manko”. Na koniec miesiąca wysokość kwoty w tej kategorii motywuje, by bardziej skrupulatnie pilnować rejestrowania wydatków. Jest to szczególnie istotne na początku przygody z budżetem domowym, kiedy uszczelniamy przepływ pieniędzy.

          W moim przypadku zanotowanie wydatków wieczorem (przed snem) w aplikacji mobilnej sprawdzało się najlepiej. Przerwa dłuższa niż 3 dni, mocno mnie zniechęcała – za dużo paragonów do wpisania ;> Każdy musi odnaleźć swój rytm.

          Jeśli będziesz miał pytania o YNAB-a, pisz śmiało 🙂

  4. Ja JUŻ nie prowadzę budżetu domowego. Jednak kiedy byłem pod kreską i miałem kilka kredytów, spisywałem każdy wydatek i oszczędzałem na wszystkim. Teraz zrobiłem prostą tabelkę w Excelu, gdzie mam trzy kategorie: Koszty Stałe (czynsz, rachunki itp.), Koszty Zmienne (wydatki na żywność, chemia itp. – tu wpisuję kwoty szacunkowe z “górką”), Koszty ponoszone raz w roku (np. ubezpieczenie auta, mieszkania, podatek od nieruchomości itp.). Z takiego zestawienia wyszło mi, że minimalna kwota wydatków miesięcznych to X (to suma kosztów stałych i zmiennych). Do tego doliczam ewentualne koszty ponoszone raz w roku jeśli akurat wypadają. Czasem jeszcze dodatkowo wiem, że np. trzeba w tym miesiącu kupić coś do domu np. lampę to wtedy też taki koszt uwzględniam. I po wpływie wynagrodzenia na konto odejmuję te wszystkie koszty i pozostałą część przelewam na poczet oszczędności. Jeśli coś na koniec miesiąca zostanie to również ląduje na koncie oszczędnościowym. U mnie to działa, ale na pewno warto przez chociaż rok przyłożyć się do prowadzenia budżetu domowego i wypracowania sobie pewnych schematów. I oczywiście aktualnie przy moich zarobkach (a przede wszystkim po pozbyciu się kredytów konsumpcyjnych i zmianie podejścia) mogę sobie pozwolić na takie zarządzanie finansami.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Kamil, dziękuję za komentarz. Niezwykle cenna obserwacja: Budżetu już nie prowadzisz, ale dobre nawyki zostały.
      Przy okazji gratuluję pozbycia się długów 🙂

    • Andrzej Broszkiewicz

      Michał, dokładnie tak 🙂 U mnie zwraca się z nawiązką.

      Bardziej poważnie: Artykuł mówi o podejściu. YNAB to nie jedyna opcja prowadzenia budżetu. Więcej przeczytasz w poprzednich komentarzach.

      Podzielisz się swoim sposobem, jak dbasz o finanse?

    • Michał,

      na wstępie pragnę wyraźnie zaznaczyć, nie sprzedaję YNAB-a 🙂 Ale wykorzystam Twoje pytanie, by nadać mu trochę szerszy kontekst.

      Jeśli ktoś dysponuje czasem,a jego stawka godzinowa to uzasadnia – wszystko można zrobić samemu i niemal za darmo – na kartce papieru lub w Excelu.

      Odpowiadając jednak na niedowierzanie w Twoim pytaniu, odpowiem tak:
      – jeśli ktoś wydaje w ciągu roku 84 dolary, dzięki czemu zaoszczędza w tym samym roku 840 dolarów (+mnóstwo czasu) – to oszczędza, czy nie?
      – jeśli zatrudniam osobę płacąc jej 5000 zł, dzięki czemu mam czas, aby zarobić 15 000 zł – to oszczędzam, czy nie?

      Każdy wybór ma swoją cenę. Oprócz pełnej kontroli nad finansami rodziny i firmy, YNAB zaoszczędza mi w każdym miesiącu jakieś dwie godziny czasu na planowanie finansów. Przy mojej stawce godzinowej – jestem mocno do przodu już po pierwszym miesiącu.

      Sprawa jest prosta. Nie możesz się zatrzymać na pytaniu “Ile to kosztuje?” Trzeba pójść o krok dalej i dopytać: “I co mi to da?”.
      I nie chodzi o YNAB – ale każdą decyzję finansową.
      Umiejętność rozważenia nie tylko bezpośrednich konsekwencji (wydaję X), ale również konsekwencji drugiego rzędu (oszczędzam 10 X) – jest bardzo ważna w kontekście finansów i bogacenia się.

    • Można spróbować wypłacać sobie “pensje”.

      Oddzielić konto osobiste od firmowego i na nie przelewać pieniądze na własne wydatki. Jedynie co trzeba zrobić to pomyśleć jakiej wysokości wynagrodzenia nam przysługuje 😉

      Następnie cały budżet opierać tylko na tych pieniądzach.

      Powinno się sprawdzić takie rozwiązanie.

    • Joanna
      W sumie to powinniście mieć 3 budżety
      Po jednym dla firm – i z nich powinna wynikac Wasza ‘pensja’
      Trzeci to powinien być budżet domowy

      Powinniście mieć tez 3 poduszki bezpieczeństwa itd…

      • Andrzej Broszkiewicz

        Joanna, pozostaje postawić kropkę po przedmówcach.

        A może rozpracujemy ten temat w jednym z kolejnych wpisów?

  5. Andrzej dzięki za inspirację.
    Jestem po pierwszej porażce jeśli chodzi o budżetowanie. Na szczęście dzięki lekturze bloga FBO i zmianie swojego podejścia do pieniążków, już nie mam długów. Nawet posiadam małe oszczędności.
    Dzięki Marcin!!!
    Z Ynab-em też próbowałem jednak trochę przeszkadzała mi bariera językowa. Jestem z pokolenia rosyjsko-niemieckiego 😒.
    Nawet napisałem zapytanie do pomocy Ynab , czy myślą o wsparciu aplikacji w języku polskim. Odpisali mi,że jeśli aplikacja byłaby po polsku to użytkownicy będą oczekiwać także wsparcia w języku polskim. I ty pytanie do Ciebie i Marcina, może Wy się podejmiecie współpracy?

    P.s.
    Podzielam Twoje marzenie aby w szkole był przedmiot FBO. Ja nie miałem dobrych wzorców jeśli chodzi o finanse. Uważam, że edukacja finansowa dzieci pomoże im w dorosłym życiu. Ja potrzebowałem prawie 40 lat! Mnóstwo długów i wyrzeczeń.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Jacek, dziękuję za miłe słowo 🙂 Trzymam mocno kciuki za Ciebie i Twój budżet!

      Z YNAB-em kontaktowałem się już z propozycją przetłumaczenia aplikacji na język Polski. Zarówno przy wersji 4.0 jak i obecnej 5.0 odpowiedź jest taka sama: jak aplikacja to wsparcie również musiałoby być po polsku.

      A może jak wszyscy czytelnicy bloga napiszą do YNAB-a w tej sprawie, to coś wskóramy? Co Wy na to? 😉

  6. Marcin Kluczek

    Cześć Andrzej

    Byłem po obu stronach barykady, zarówno freestyle jak i nerd. Kiedyś wystarczyła mi kartka papieru, na której miałem cały budżet połączony z bilansem. Później miałem arkusz tak skomplikowany, że sam się pogubiłem, gdy zajrzałem do niego po dłuższej przerwie 🙂

    Obecnie podchodzę do budżetu mocno na luzie, wystarczy że spełnia pewne założenia strategiczne i jest wygodny:
    – lista płatności cyklicznych i nieregularnych, dzięki której nie zapominam o niczym istotnym i mam wszystko rozpisane miesiąc po miesiącu z konkretną datą kiedy płacę
    – listy “winien” i „ma”
    – bilans (centrum planowania), automatycznie ładują się podsumowania z poprzednich zakładek, w który wpisuję dochody, planowane na końca miesiąca wydatki w dwóch kategoriach („na życie” i „auto”) + bufor na niespodzianki. Na początku miesiąca na podstawie planu lecą przelewy na odpowiednie cele
    – net value sumujący odpowiednie wartości

    Nic więcej aktualnie mi nie potrzeba. Zaglądam raz na tydzień na 15 minut, bez spisywania paragonów. Czasem coś pozmieniam średnioterminowo, ponieważ bilans biegnie na 18 miesięcy do przodu.

    Również bardzo cenię jest przestrzeń do oddychania. Nazywam to buforami:
    – bufor na niespodzianki jest wliczony w każdy miesiąc: dziecko coś zepsuje, jakiś drobny fackup z autem, problem z zębem itd.
    – bufor w kategorii „na życie” tu mi się nigdy nie zgadzały założenia z końcem miesiąca, np. czasem kupowałem kilkanaście opakowań pieluch w świetnej promocji, więc zostawiam sobie luz
    -bufor na koncie – bilans zamknięcia ma wynosić +- wartość miesięcznych wydatków (żeby nie mieć stresu, gdyby opóźniły się przelewy)

    • Andrzej Broszkiewicz

      Cześć Marcin Kluczek, widać lata doświadczeń i dobre nawyki w akcji 😉 Fajnie, że podzieliłeś się swoimi patentami. Dziękuję.

      Ciekawi mnie czy jest wśród czytelników ktoś, kto jeszcze boryka się z trudnościami w prowadzeniu budżetu?

  7. Ja straciłam kontrolę kiedy zaczęłam dobrze zarabiać. Gdy dostawałam skromną pensję to czytałam nałogowo tgo bloga, budżetowałam, realizowałam marzenia po woli, oglądałam każdą złotówkę. Nie miałam wtedy ciężkiej sytuacji nawet, po prostu dzięki czytaniu na temat finansów narzuciłam sobie taki zasady i się ich trzymałam, odłożyłam dużą poduszkę bezpieczeństwa którą mam nadal i daje mi dobre smaopoczucie ale…. no właśnie. Dwie konkretne podwyżki później poduszka jest tej samej wielkości. Za to po mistrzowsku wydaję kasę na hedonizm. Oczywiście to ważne, ale czuję, że przesadzam. Połączenie bezpieczeństwa finansowego które już miałam w połączeniu z nowym większym dochodem coś przestawiły w mojej głowie. Nadal niby każda decyzja jest przemyślana, ale np kupuję lepsze przez co droższe rzeczy. Niby ok, bo inwestuję w jakość. Ale nagle wszystko trzeba wymienić. Moją pasją są podróże. Kiedyś – jedna dalsza rocznie, świetnie przygotowana, teraz trzy, bo mogę, bo po co to odkłdać na później. Jestem zagubiona. Nie wiem za bardzo jak ograniczyć konsumpcję w takim wydaniu. Dlatego wracam. I zaczynam od nowa z budżetem, bo oczywiście wszystko się sypnęło gdy poczułam się tak pewnie że przestałam go robić. Trzymajcie kciuki

    • Hej Ulu, znam to, znam 🙂 U mnie nastąpiła zmiana pracy, co wiązało się ze znacznie lepszymi zarobkami, ale też dużym stresem na początku. Przez pierwszych kilka miesięcy nie udało mi się odłożyć ani złotówki (sytuacja dla mnie zupełnie bez precedensu). Bo mi się należy, bo mnie już stać, bo trzeba jakoś zagłuszyć stres, bo nie mam czasu… Przeraziłam się, gdy do mnie dotarło, że łakomym okiem zaczynam patrzeć na moje oszczędności (w tym poduszkę finansową) – no bo może już czas zrobić remont w mieszkaniu? Kilka miesięcy temu zabrałam się za siebie i wiesz co – powrót na właściwą ścieżkę dał mi dużo radości, naprawdę! Cieszę się z rosnących (powolutku) oszczędności, cieszy to, że zaczęłam nadpłacać kredyt hipoteczny kwotami przeszło 1000 tys. zł. miesięcznie (świetna sprawa, rata maleje, poczucie bezpieczeństwa rośnie, głowa pełna planów), cieszy poczucie panowania nad sytuacją, cieszą nieśmiałe marzenia o zakupie (kiedyś tam, za 100 lat) działki pod domek weekendowy. Tak że polecam i trzymam mocno kciuki za Ciebie 🙂 zresztą proszę o to samo, bo wiadomo, że silna wola okresowo bywa mniej silna. Aha, i jeszcze jedno – uwielbiam zakupy. Różne. Co mi pomaga się opanować? Znacznie rzadziej wchodzę do sklepów, staram się nie przeglądąć ulotek zbyt często – marketingowcy maja mniej okazji, żeby wykreować u mnie potrzebę zakupu produktu. Powodzenia!

    • Andrzej Broszkiewicz

      Ula, dziękuję za podzielenie się swoimi “budżetowymi wyzwaniami”.
      A propo podwyżki, próbowałaś, połowę podwyżki oszczędzać, a resztę przeznaczyć na poprawę standardu życia?Bez wyrzutów sumienia.

      Trzymam mocno kciuki za Ciebie! 🙂

  8. Sam korzystam z Excela. Pewnie łącznie kilkanaście godzin zajęło mi stworzenie sprawnie działającego pliku, ale sprawdza się znakomicie. Wystarczy użyć kilku funkcji typu suma warunków, wyszukaj pionowo i jeżeli. Dzięki nim z Excela robi się automat. Uzupełnienie wydatków to 10-15 minut tygodniowo, dodatkowo raz na miesiąc przegląd wszystkich kont i reszty majątku.

    Co do budżetowania to dla mnie jedynym rozwiązaniem jest budżet roczny, a nie miesięczny. Nie trafia do mnie to, że wydatki w miesiącu nie mogą przekroczyć dochodów z miesiąca. Raz że względu na nieregularny napływ pieniedzy: pensja + premie kwartalne + premia roczna. Dwa ze względu na nieregularne wydatki, np. wakacje mogą kosztować więcej niż wynosi pensja., a w tym samym miesiącu może się jeszcze trafić zakup oc i nowego laptopa. To w skali roku wydatki + oszczędności nie mogą przekroczyć dochodów.

    U mnie działa to tak, że planuje to, co jest łatwo zaplanować w stałej wysokości: jedzenie, opłaty za mieszkanie itp., wakacje, paliwo, zaplanowany nowy obiektyw do aparatu. Do tego oszczędności. Mam też sporą pozycję rezerwa: np. na naprawę czegoś w mieszkaniu, elektroniczny gadżet, nowe talerze. I z tej rezerwy w ciągu roku przepisuję na odpowiednie kategorie.

    Miło, prosto i przyjemnie.

  9. Konkretny artykuł dotyczący prowadzenia budżetu domowego. Temat jest trudny, wiele osób próbuje, ale rezygnuje i tutaj świetnie opisałeś problemy, które pojawiają się po drodze. Też się z podobnymi spotykałem i spotykam, tak wiec do mnie Twój artykuł świetnie przemawia.

    U nas wygląda to tak, że ja i moja żona prowadzimy swoje budżety domowe. Nie mamy rozdzielności majątkowej, ale w sferze finansów i kosztów podzieliliśmy się obowiązkami. To trochę utrudnia prowadzenie budżetu, tym bardziej, ze po drodze pojawia się mnóstwo nieprzewidzianych wydatków… Takie wartościowe artykuły jak Twój jest w tym momencie bardzo pomocny. Dziękuje i pozdrawiam 🙂

  10. Jak dla mnie najlepszą radą dla kogoś kto ma zacząć prowadzić budżet domowy jest : Nie zaczynaj od prowadzenia budżetu.

    Jak już ktoś dojrzeje, że ucieka mu kasa i nie wie gdzie i chce coś z tym zrobić. To najgorsze co może zrobić to prowadzić budżet. Ja osobiście zalecałbym taką ścieżkę:

    1. Zacznij zbierać paragony. W portfelu, kurtce, torebce. Tam gdzie akurat je upychasz w trakcie zakupów.. Jak zaczną ci przeszkadzać przygotuj sobie słoik, pudełko i tam je wrzucaj. Zbierasz paragony z całego miesiąca.
    (opłaty które robisz a nie masz paragonów możesz zapisać na kartce i wrzucić do reszty)

    2. Po zakończonym miesiącu wysyp paragony i je zsumuj. Wynik zapisz na osobnej kartce którą będziesz miał przy słoiku/pudełku na paragony. Tam wpisujesz tyko łączne kwoty miesięczne. To wszystko. Nic więcej nie rób. Nie dziel na kategorie, nie oceniaj paragonów itd. Jedyne co możesz zrobić to porównać kwotę do zarobków (twoich lub rodziny) i zboku postawić plus lub minus. plus jeśli jest mniejsza (coś ci zostało) minus jeśli jest większa . ( takie sumowanie paragonów zajmuje około 30 minut)

    3. Powtarzaj przez tyle miesięcy aż twoja ciekawość zacznie domagać się odpowiedzi ile jest na żarcie a ile na to co w padnie ci w oko. Dla jednych to są ciuchy, dla innych hobby albo żarcie na mieście. W między czasie poprawi się twoja zbieralność paragonów z 70-80% do 95-99%. . Dalej nie robisz żadnego budżetu. Żyjesz tak jak wcześniej (żartowałem, zaczynasz zauważać, że w myślach zaczynasz się łapać na pewnych rozważaniach przy zakupach których wcześniej nie miałeś.)

    4. Po iluś miesiącach, sam ocenisz kiedy z nudów i ciekawości zrobisz pierwszy podział na kategorie. Pierwszy podział jest zawsze do bani wiec się nie przejmuj i tak zmienisz go po paru miesiącach. Dalej robisz to samo. Sumujesz wydatki ale teraz już w twoich kategoriach. To wszystko.

    5. Jeśli minął rok to super. Możesz sobie zrobić średnie koszty życia a za ostatnie miesiące średnie koszty w kategoriach. Jak to ma się do twoich zarobków? Plus czy minus?

    6. Jeśli jesteś na plus możesz zostać tylko przy spisywaniu wydatków albo zacząć delikatnie ograniczać się w kategoriach które cię drażnią (jedzenie na mieście, ciuchy, hobby itd). Po kolejnym roku jesteś gotowy do prowadzenia budżetu albo nie potrzebujesz go w ogóle.

    7. Jeśli jesteś na minus przez cały czas to masz problem. Mimo świadomości ile kasy przewalasz masz to w nosie ( tu problem chyba jest inny niż finansowy i każdy powinien odpowiedzieć sobie sam jaki) lub nie jesteś wstanie się kontrolować przed impulsywnymi zakupami (tutaj poradnia psychologiczna się kłania) . Jeśli po takim czasie miesiąc w miesiąc jesteś na minus potrzebujesz pomocy bo sam nie dasz rady. Rodzina, MOPS, lekarz.

    W mojej opinii faktyczny budżet jest dla bardzo niewielkiej liczby osób. Tam gdzie wydatki i dochody są bardzo zbliżone i każdą złotówkę trzeba obejrzeć dwa razy. Dla znaczące większości wystarczy jeśli kontrolujemy wydatki. Rutyna dnia codziennego i własna psychika zrobią resztę.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Callipso dziękuję, że podzieliłeś się swoim sposobem na… budżet domowy 😉
      Poza 7 punktem, który jest bardzo ofensywny, zgadzam się z 1-6. Twoją metodę zbierania paragonów uważam za świetne rozpoczęcie przygody z budżetem domowym.

      Bardzo spodobał mi się fragment: “Powtarzaj przez tyle miesięcy, aż twoja ciekawość zacznie domagać się odpowiedzi…” 😉
      To moment, kiedy budżet domowy przychodzi z pomocą tzn. “powiedz swoim pieniądzom gdzie mają iść, zanim zastanawiać się, gdzie się rozeszły”.

  11. YNAB jest dobry, ale moim zdaniem zdecydowanie za drogi. Osobiście polecam albo własny arkusz kalkulacyjny albo Everypocket. Ten drugi to darmowy (jeszcze) i mocno zubożony odpowiednik YNAB.

    Dla mnie jego prostota jest zaletą. Ma jeszcze kilka błędów, ale nawet przyzwyczaiłem się do nich. Poza tym, kontakt z twórcą jest prosty i przyjemny, bo założył własne forum na reddit.com, gdzie zawsze odpisuje na wszystkie uwagi czy sugestie.

    Minusem jest jak na razie słabe przystosowanie do urządzeń mobilnych. Strona jest responsywna i skaluje się do szerokości telefonu, ale wygląda to tak sobie. Jednakże da się wpisywać nowe transakcje, a to jest najważniejsze.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Łukasz, dziękuję za namiary na Everypocket. Chętnie przetestuję 🙂
      Zauważyłem też, że jest wersja dla Androida – testowałeś?

      Możesz napisać trochę więcej o “błędach do których się przyzwyczaiłeś”?

      • Nie testowałem wersji na Androida. Wiem, że kilka miesięcy temu funkcjonalność aplikacji mobilnej była odmienna od tej w wersji internetowej. Pierwsza służyła bardziej do zapisywania wydatków, druga do pełnoprawnego budżetowania. Może teraz to się zmieniło.

        Z błędów, które przychodzą mi teraz do głowy:
        – kategoria potrafi samoczynnie zmienić się na inną przy zmianie rachunku transakcji. Upierdliwe, ale nauczyłem się już sprawdzać transakcję przed naciśnięciem przycisku “Save”;
        – panel rachunków jest wciąż niedopracowany i ciężko przenosi się między nimi kwoty. Dla mnie to nie jest problem, nigdy nie chciało mi się rozbijać pieniędzy w budżecie między poszczególne konta bankowe, gotówkę, pożyczki, itd. Rozumiem jednak, że niektórzy tego potrzebują.

        Z plusów:
        – strona jest naprawdę prosta. Powiedziałbym nawet, że to bardziej taka upiększona nakładka na arkusz kalkulacyjny. Mnie to służy do podzielenia wydatków na kategorie, rozdzielania pieniędzy co miesiąc (z ew. poprawkami co jakiś czas), zapisywania transakcji i analizowania historii. Tyle, rzeczy typu cele oszczędnościowe wolę zapisywać sobie gdzie indziej;
        – podstawowy widok jest bardzo czytelny. Wynika to po części z powyższego punktu. Widok budżetu też jest elementarny.

        Korzystałem z YNAB przez dwa miesiące i jak dla mnie to był typowy “overkill”. Z tak prostej rzeczy jaką powinno być budżetowanie zrobili program do wszystkiego. Ja cenię sobie prostotę i konkretność narzędzi, z których korzystam. Dlatego większości osób polecam po prostu arkusz kalkulacyjny. Szablonów jest w internecie mnóstwo, każdy znajdzie taki, jaki mu odpowiada. Everypocket polecam właśnie jako prosty zamiennik dla arkusza.

        Jeśli ktoś lubi programy naprawdę do wszystkiego, to od wielu lat królem budżetowania kontowego jest GnuCash. Spotkałem ludzi wykorzystujących go do prowadzenia kilku budżetów jednocześnie, a także do zarządzania finansami małej do średniej firmy. Program jest darmowy i na początku dość trudny. Ale nie ma (piszę to ze sporą dozą pewności) lepszego darmowego systemu do księgowości.

        • Andrzej Broszkiewicz

          Dziękuję Łukasz za wyczerpujące wyjaśnienie. GnuCash zawsze odstraszało mnie wyglądem i poziomem złożoności 😉

  12. Bardzo przydatne porady, świetnym sposobem nie tyle na zapanowanie (choć pośrednio też) nad budżetem domowym, co na skuteczne oszczędzanie, jest otwarcie bezpłatnego konta w dowolnym banku i ustawienie stałego przelewu na każdy miesiąc – pozwoli to na swobodę wydawania przy jednoczesnym spokoju o gromadzenie oszczędności.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Najpierw zapłać sobie. Świetny trick na walkę z naszą “słabą, silną wolną” 😉

  13. Rozumiem twoje oburzenie dotyczące pkt 7. Jeśli permanentnie jest się pod kreską po tak długim czasie i przeszedł ktoś taką drogę to powiedzmy sobie prawdzie w oczy – taka osoba ma problem i nie ma co tego ukrywać. Jeśli przez rok sama nie dała rady to nie ma co czekać i trzeba prosić o pomoc. Czy to jest brutalne – jak najbardziej. Unikanie trudnej prawdy nie poprawi sytuacji, budżet wtedy też nie pomoże.

    Jak dla mnie parcie na budżet jest bez sensu. Robienie budżetu nie jest naturalnym odruchem. Tym bardziej życie według niego. Budżet jako narzędzie do szybkiego osiągnięcia celu owszem ale przez ściśle określony czas.

    Naturalnym odruchem jest ciekawość – spisywanie wydatków się to wpisuje bo ciekawi nas jak wyszło. Przez to dokonujemy samooceny i to nas zmienia. Jak dla mnie to wystarczy.

    • Andrzej Broszkiewicz

      Mam wrażenie, że myślimy podobnie. Liczy się skuteczność 😉 Dzięki różnym sposobom, które pojawiają się w komentarzach, wierzę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Dziękuję Callipso 🙂

      Jeśli kogoś dopada rezygnacja, zamiast porad z pkt. 7, zachęcam do regularnego odwiedzania bloga.
      Pamiętam, że w chwilach zwątpienia, kiedy miałem serdecznie dosyć mojej walki z długami, wracanie nawet do starszych publikacji, dawało mi siłę do dalszej walki.

  14. Próbowałem kilka razy robić budżet , najpierw zeszyt, później arkusze i zawsze zapalu wystarczyło do Max 3 miesięcy… wiec postanowiłem zmienić strategie i na koniec miesiąca gryp odliczam kasę ze swojego biznesu z automatu odkładam na konta oszczędnościowe a są to fundusz bezpieczeństwa, zachcianki typu wakacje , auto itp, dziecko … za resztę się żyje a jak coś zostanie to również na fundusz bezpieczeństwa… oprócz tego na dwóch kontach mam usługę odkładania pieniędzy po każdej transakcji w Mbank 5% a w ING 10% i tych pieniędzy wogole nie ruszam a już trochę się nazbierało 😎… oczywiście opłaty comiesięczne są robione na bieżąco razem z odkładaniem … pozdrawiam

Odpowiedz