Pieniądze i związek. Jak to pogodzić? 12 sprawdzonych sposobów [+KONKURS]

67

Miłość i pieniądze – to mieszanka wybuchowa. Wie o tym każda para, która kiedykolwiek kłóciła się o pieniądze. Co robić, aby wspólne finanse były powodem do zadowolenia, a nie zapalnikiem wyzwalającym przykre emocje? Mam dzisiaj dla Ciebie 12 konkretnych porad i krótki konkurs, dzięki któremu dowiemy się znacznie więcej 🙂

Muszę Ci się przyznać, że dzisiejszy temat jest dla mnie dużym wyzwaniem. Tam, gdzie można coś sprawnie policzyć, zawsze się czuję jak ryba w wodzie, a artykuły “powstają same”. Gdy jednak w grę wchodzą sprawy tak trudne, jak uczucia i relacje międzyludzkie – czuję się niczym wędrowiec, który z przewiązanymi oczami stara się przebrnąć przez pole minowe. Dlaczego zatem poruszam ten temat?

Wspólne finanse są bardzo ważne, a finansowe kłótnie groźne dla związku

Moją misja jest pomagać Ci w skutecznym dbaniu o finanse, a jednym z ważniejszych warunków sukcesu na tym polu jest to, aby w związku dbać o finanse razem. Jeśli Ty będziesz oszczędzać i podejmować odpowiedzialne decyzje, a Twoja partnerka lub partner będą beztrosko wydawać pieniądze, to wyjdzie z tego finansowa i emocjonalna kicha…

Według badań American Psychological Association  (stressinamerica.org) w 31% amerykańskich związków pieniądze są główną przyczyną kłótni, zaś inne badania wskazują, że tego typu konflikty są bardziej gwałtowne, intensywne, wywołują głębsze problemy i pozostają dłużej nierozwiązane. Co ciekawe – pomimo podejmowanych prób rozwiązywania takich konfliktów, w przypadku finansów w kółko kłócimy się o to samo.

Z badań przeprowadzonych przez firmę Dave Ramsey solutions wynika również, że kłótnie o finanse są drugą najczęstszą przyczyną rozwodów – zaraz po niewierności. Ponadto wykazano, że im większy poziom długów zaciągniętych przez daną rodzinę – tym częstsze kłótnie o finanse.

Aby mądrze pomagać innym, nieustannie rozwijam swoją wiedzę na ten temat. Robię to oczywiście trenując w praktyce (15 lat wspaniałego małżeństwa to co najmniej kilka siarczystych kłótni o pieniądze i ustalania reguł 🙂 ), lecz również śledząc badania i artykuły na ten temat. I chociaż z każdym rokiem wiem coraz więcej i lepiej to ogarniam, na pewno dużo jeszcze przede mną do odkrycia.

Zasady konkursu

Na szczęście mam Ciebie i wspaniałą społeczność zgromadzoną wokół bloga 🙂

Dlatego dziś napiszę tylko parę głównych wniosków wynikających z mojego drążenia tematu, a resztę zrobimy razem. Bardzo zależy mi, aby jak najwięcej osób mogło skorzystać z treści tego artykułu i wybrać dla siebie coś, co ma szansę zadziałać w ich związku. Dlatego bardzo Cię proszę – podziel się w komentarzu tym, co stanowi największe wyzwanie finansowe w Twoim związku lub podpowiedz jakąś metodę wspólnego postępowania z pieniędzmi. To może być coś, co sprawdza się u Ciebie lub coś, o czym po prostu gdzieś przeczytałeś lub usłyszałeś. Na autorów 5 najciekawszych komentarzy czeka nagroda: książka “Jak zadbać o własne finanse?” z moją dedykacją.

Aby jednak dodać całej zabawie nieco “smaczku” – poproszę o wytypowanie zwycięzców moją żonę. Będziemy mieć kolejną okazję, by wspólnie porozmawiać o finansach 🙂

A zatem ruszajmy!

1. Poznajcie swoje finansowe przekonania

Nawet jeśli Twój partner lub partnerka to najprawdziwsza “druga połowa” – i tak Wasze podejście do pieniędzy może bardzo się różnić. Każdy z nas wynosi z domu zestaw przekonań na temat domowych finansów i często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie ma jednak cudów – lata prania mózgu przez rodziców, dziadków, ciotki, wujków, nauczycieli a nawet szwagra bankruta – robią swoje! Dlatego jest bardzo ważne, by poznać podejście swojego partnera do pieniędzy i dobrze je zrozumieć. Bez tego będziecie żyć w dwóch różnych światach i rozmawiać o pieniądzach niczym para ślepców o słoniu, gdy jeden trzyma go za trąbę, a drugi za ogon.

2. Zrozumcie, że bardzo się różnicie i…. wykorzystajcie to!

Ty możesz być finansowym “nerdem”, a Twoja partnerka lub partner na widok kolumny z cyframi może dostawać zawrotów głowy. Nie zmuszaj jej wtedy do spisywania wydatków w Excelu, chyba że jesteś naprawdę ciekawy, co jadła godzinę temu. Poza przekonaniami, mamy też swoje naturalne zdolności i talenty. Poznajcie te różnice i mądrze je wykorzystajcie. Jeśli lubisz liczyć pieniądze, a Twój partner jest mistrzem w wyszukiwaniu zakupowych okazji –  pomyślcie, jak zrobić z tego użytek. Oprzyjcie dbanie o finanse na mocnych stronach każdego z Was. By jednak była na to szansa, to…

3. Rozmawiajcie otwarcie o finansach

Rozmowy o pieniądzach są trudne, ale jak pokazują badania, dobre i trwałe związki charakteryzują się m.in. umiejętnością prowadzenia takich trudnych rozmów. Nie oznacza to jednak, że możesz przywalać swojej drugiej połowie tekstem w rodzaju: Jesteś taki rozrzutny, że gdyby złodziej ukradł Twoją kartę kredytową, to nawet bym nie dzwoniła na policję. Na pewno wydałby mniej od Ciebie! Takie “strzały z biodra” skończą się nieuchronną spiralą słownej przemocy.

Delikatnie, na spokojnie, w przemyślany sposób i mądrze. Przygotuj się do takiej rozmowy, uważnie słuchaj, bądź pełen szacunku i empatii. A jeśli nie potrafisz znaleźć sprzyjającej okazji do rozmowy, to…

4. Umówcie się na “randkę z pieniędzmi”

To jedna z częściej pojawiających się porad w różnych źródłach. I często pierwszy krok do wspólnego dbania o finanse. Oczywiście przychodzenie na randkę bez pieniędzy to zupełna głupota, ale tu chodzi o coś innego. Powiedz swojej drugiej połowie, że bardzo chciałbyś na spokojnie i w miłej atmosferze porozmawiać o pieniądzach. Wiesz, że to temat trudny, dlatego zależy Ci, aby było przyjemnie i miło. Dlatego umówcie się w jakiejś przytulnej kawiarni, gdzie nie będzie można na siebie krzyczeć i z góry ustalcie, że po rozmowie zrobicie razem coś przyjemnego: pójdziecie do kina, na lody, na rowery – wszystko jedno. Byle tylko po takiej rozmowie czekała na Was przyjemna nagroda.

Aha! I nie inicjuj takiej rozmowy w sypialni… Chyba, że lubisz spędzać noc na tapczanie w drugim pokoju 🙂 A o czym rozmawiać na takiej randce?

5. Ustalcie swoje wspólne cele finansowe

Być może zajeżdżasz się w korporacji lub rozwijasz własną firmę w głębokim przekonaniu, że robisz to dla ukochanego lub ukochanej, a tak naprawdę największym marzeniem drugiej połowy jest to, abyś przestał się wreszcie uganiać za kasą. Porozmawiajcie o Waszych wspólnych marzeniach i celach. Ustalcie, co dla Was jest najważniejsze. Policzcie, ile pieniędzy będzie potrzebnych, by zrealizować Wasze marzenia. I porozmawiajcie, jak to wspólnie osiągnąć. Tylko mając wspólne marzenia będziecie żyć “ze sobą”, a nie “obok siebie”.  Musicie być niczym zespół grający do jednej bramki, a nie jak para zapaśników sumo, przepychających się w ringu. W realizacji tych celów pomoże Wam kolejny punkt:

6. Róbcie wspólny budżet z osobnymi “kieszonkami”

Kochanie – patrz jakie jaja! Patrzę i patrzę w ten nasz budżet, a ten uparcie twierdzi, że braknie nam kasy w tym miesiącu, jeśli kupisz tę nową wędkę! Rzuć na to swoim okiem, bo może czegoś tu nie rozumiem! Zalety prowadzenia budżetu domowego mógłbym wymieniać godzinami, lecz w temacie dzisiejszego wpisu napiszę bardzo krótko. Budżet domowy otwiera oczy na wiele spraw. To z niego faceci dowiadują się często, że utrzymanie dzieci kosztuje i żona wcale nie wydaje wszystkiego na “ciuchy i kosmetyki”. Z kolei kobiety dowiadują się, że nikt nie chce robić przeglądów auta za darmo i to, że mąż wydał jakieś pieniądze, nie znaczy że przepił z kumplami. A tak na poważnie: rozmowa w oparciu o konkretne kwoty rozpisane w budżecie jest o wiele bardziej konstruktywna, spokojniejsza i rzeczowa.

Druga bardzo ważna sprawa: robiąc wspólnie domowy budżet możecie świadomie zaplanować, ile pieniędzy każde z Was ma pełne prawo wydać po prostu “na siebie”. I wtedy… Wara Ci od tych pieniędzy! To są pieniądze partnerki lub partnera i może z nimi robić na co ma tylko ochotę! Nawet jeśli masz świra na punkcie kontrolowania wydatków – od osobnej “kieszonki” partnera w budżecie trzymaj się z daleka!

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

7. Dostosujcie styl życia do poziomu dochodów

Istnieje ogromna różnica pomiędzy “looking good” a “being good” – jak mówią Amerykanie. Najlepszym sposobem na zafajdanie sobie finansowego życia jest wydawanie wszystkiego, co się zarabia. Na zewnątrz piękna fasada, a w środku – bieda aż piszczy. Nie próbujcie robić dobrego wrażenia na znajomych nowym samochodem, markowymi ciuchami czy designerskimi meblami na kredyt. Zrobicie lepsze wrażenie dzieląc się wrażeniami po przeczytaniu ciekawej książki lub artykułu. Na przykład takiego: Finanse osobiste według Kena i Barbie.

8. Nauczcie się cieszyć rzeczami, które nie wymagają dużych pieniędzy

Wiele wspaniałych rzeczy na świecie nie kosztuje ani grosza – miał podobno powiedzieć Steve Jobs. Był miliarderem, więc pewnie próbował kupić je bez powodzenia. Spacery, wycieczki rowerowe, wspólne słuchanie muzyki, składkowe spotkania ze znajomymi…

Wystarczy chwila spokojnej refleksji, by znaleźć mnóstwo sposobów na wzbogacenie naszego życia bez wydawania fortuny. Sobotni spacer po parku jest zdrowszy, przyjemniejszy i bardziej romantyczny, niż przepychanki w zatłoczonym i przepoconym centrum handlowym.

9. Unikajcie długów jak ognia

Pożyczanie pieniędzy po to, by wydać je na konsumpcję, jest finansową głupotą. To współczesna forma niewolnictwa, o tyle jednak ciekawa, że nikt nie zakuwa Cię pod przymusem w kajdany. Ty sam grzecznie o to prosisz, mówiąc: Dzień dobry, mam dosyć swojej wolności i przez następne miesiące i lata pragnę zapierniczać w pocie czoła na zyski kogoś innego. Proszę powiesić mi ciężkie chomąto na szyi, bo pragnę zrealizować się w roli wołu pociągowego.

Długi konsumenckie to krótka chwila radości w momencie wydawania pożyczonych pieniędzy i długie lata frustrującej egzystencji skupionej na spłacie rat. A para współczesnych niewolników finansowych to słaby materiał na udany związek.

10. Bądźcie szczerzy i nie oszukujcie siebie nawzajem

Wydajesz wspólne pieniądze za plecami partnera lub partnerki i myślisz, że to super zabawa? Pora wydorośleć! Czasy, w których uwielbiałeś “losowanie” w portfelu rodziców, bo “każdy los wygrywał” – powinny być dawno za Tobą.

Ukryte konta, sekretne karty kredytowe, zaciągnięte kredyty bez wiedzy drugiej połowy itp… W jednym z badań w przypadku takich zachowań użyto określenia “finansowa zdrada” – bo podobno boli prawie tak samo. Cóż – albo razem dbacie o wspólną przyszłość, albo czas zbierać kasę na rozwodowego prawnika…

11. Przygotujcie “czerwoną teczkę”

“Czerwona teczka” to zestaw instrukcji i dokumentów, które szykujecie wspólnie na wypadek gdyby któreś z Was niespodziewanie musiało się udać “do krainy wiecznych łowów”. Oczywiście wszyscy jesteśmy nieśmiertelni i kuloodporni, a wypadki zdarzają się innym. Lecz taka “czerwona teczka” to jednak przejaw prawdziwej dbałości o finansowe dobro ukochanych osób. Chyba, że wolisz zostawić swoje pieniądze biednym bankierom… Na tzw. uśpionych rachunkach w bankach leżą miliardy złotych. O tym, co się powinno znaleźć w “Czerwonej teczce” przeczytasz tutaj:
Czerwona teczka – czyli co robić, by po śmierci pieniądze zostały w rodzinie.

12. Zatrudnij “złego glinę”

To jedna z najskuteczniejszych technik negocjacyjnych, którą nie raz pewnie widziałeś w hollywódzkich kryminałach. Zły glina wali przesłuchiwanego między oczy i grozi mu konsekwencjami, a potem przychodzi ten dobry i mówi spokojnym głosem: “Ja to nawet Cię rozumiem i chętnie bym Cię wypuścił. Ale ten drugi glina jest trochę szalony i mówi, że najpierw musimy Cię jednak przesłuchać…

Jeśli próby rozmowy na temat finansów ciągle są nieskuteczne, to przestań prawić swojej drugiej połowie finansowe kazania! Zatrudnij złego glinę! Podaruj partnerowi lub partnerce moja książkę “Jak zadbać o własne finanse?” i poproś o jej przeczytanie. Powiedz, że facet pisze jakieś niestworzone farmazony i chcesz o tej książce pogadać. Dzięki temu faktycznie znajdziecie się “na tej samej stronie”, a jeśli zajdzie potrzeba spokojnie powiesz: Ja to nawet chętnie kupiłabym ten wielki telewizor na kredyt! Ale ten wredny Iwuć pisze, że zrobimy z siebie finansowych niewolników i strasznie mnie to stresuje!

I…. Już!

Kurcze, wygląda to jak pakiet 12 przykazań. Brakuje chyba tylko: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się! 🙂 W każdym razie tak prezentuje się lista inspiracji, które wyciągnąłem z lektury badań, z artykułów, z rozmów z osobami, którym pomagałem w dbaniu o finanse, a także częściowo z moich własnych doświadczeń. Każdy związek jest oczywiście inny, wyjątkowy i tam, gdzie jedne metody świetnie się sprawdzą, inne mogą wywołać u partnera atak agresji lub co najwyżej uśmiech politowania. Dlatego pomóżmy sobie nawzajem w tej trudnej materii.

Napisz w komentarzu: Jak w Twoim związku udaje się zadbać o wspólne finanse? Podziel się jakąś poradą lub spostrzeżeniem. Pomóż w ten sposób pozostałym Czytelnikom bloga i wygraj jedną z pięciu książek “Jak zadbać o własne finanse? – w prezencie od mojej żony 🙂

Rozstrzygnięcie konkursu opublikuję w tym miejscu, w czwartek, 21 lutego o 19:00

Wyniki konkursu i… worek nagród walentynkowych!

Jesteście NIESAMOWICI. Gdy czytałem komentarze pod wpisem, to targały mną skrajne emocje. Kiwałem głową ze zrozumieniem gdy pisaliście o tym, jak wiele zmieniło w Waszym życiu wprowadzenie budżetu i ustalenie z drugą połówką wspólnych celów finansowych. To jest to!

A gdy pisaliście o swoich doświadczeniach z młodych lat, o rodzinach w których pieniędzy brakowało i o tym jak, razem z drugą połówką się docieracie, jak z szacunkiem się do siebie odnosicie pomimo oczywistych różnic w podejściu do pieniędzy  to … czułem przede wszystkim ogromną wdzięczność. Wdzięczność za to, że obdarzyliście mnie zaufaniem i podzieliliście się tymi historiami. To dla mnie największy zaszczyt i nagroda za to, że ja też dzielę się Wami moją historią.

Dzięki Wam, uwielbiam to co robię!

Komentarze pod wpisem są pełne mądrości, wiedzy i szacunku. Dziękuję Wam bardzo za tak liczny udział w konkursie i podzielenie się swoimi sposobami na finanse w związku.

Czytaliśmy je wspólnie z moją żona – Kasią – i bardzo trudno było nam wybrać zwycięzców. Spędziliśmy za to super czas, rozmawiając o Waszych historiach.

Miałem rozdać 5 książek ale rozdam jednak wszystkie, które mam – czyli 15 sztuk ?

Zaraz wymienię wszystkich, którym prześlę książki, lecz zanim to nastąpi,  proszę Was,  abyście przeczytali komentarz, który zostawiła Ania.

Ania dokonała rzeczy niewyobrażalnej. Przez 5 lat, miesiąc w miesiąc, odkładała z mężem po 3000 zł a żyła za 2000 zł! W ten sposób zebrali 180000 zł (!!!) na wkład własny domu. Dlaczego ta historia mnie szczególnie poruszyła? Bo często spotykam osoby, które mówią, że jak ktoś zarabia poniżej średniej krajowej, to „nie da się odłożyć”. Tak, trudniej odłożyć 180000 zł zarabiając 5000 zł (we dwoje), niż odłożyć tyle zarabiając 10000 zł. Dlatego tym bardziej proszę, abyście historię Ani przeczytali:

Moi Drodzy,
Nie będę rozpisywała się co i kto u nas robi ponieważ:
Od dobrych kilku ( 7) lat wychodzimy z założenia, że aby coś mieć należy dbać o jego zdobycie.,
Dla tego oboje ustawiliśmy sobie cele i każdego dnia twardo i jasno do nich dążymy.
Budżet tylko nam w tym pomaga.
Mieliśmy cel kupić dom to przez 5 lat miesiąc w miesiąc odkładaliśmy po 3000zł i tak uzbierało się 180 000 zł
Oczywiście wymagało to sporo wyrzeczeń bo żyliśmy średnio za ok 2000zł (razem łącznie). Chociaż wtedy mieliśmy po 23 lata (małe mieszkanie, opłaty i jedzenie). Dziś mamy 7 lat więcej i nadal mamy cele tj przyszła emerytura, studia dziecko, który dziś ma rok, wakacje i cele związane z modernizacją domu. Oboje chcieliśmy mieć dobry i bezpieczny samochód i zrealizowaliśmy kolejny cel.
Dziś nas budżet wygląda inaczej niż 7 lat temu – inne priorytety, ale jeśli na jedzenie mamy wydać 1500zł to tak też robimy. Nadal najpierw płacimy sobie, a później rachunki , i pozostałe potrzeby zgodnie z hierarchią.
Nie zarabiamy kokosów, ale dzięki konsekwencji i ciągłemu myśleniu o wydanej kasie mamy jak mamy.
Nadmienię, że pochodzimy z biednych rodzin i oboje nie chcieliśmy żyć od 1 do 1.
Reasumując rozmawiamy o kasie każdego dnia, myślimy jak zarobić więcej i jak wydawać mniej. To nie oznacza, że żyjemy skromnie. Wręcz przeciwnie.
Reasumując chcesz coś mieć to ZARABIAJ ODPOWIEDNIO (NIE ZAMYKAJ SIĘ NA NOWE MOŻLIWOŚCI) + USTAW CELE I JE KONSEKWENTNIE REALIZUJ + DBAJ O TO, ABY KASA NIE ROZCHODZIŁA SIĘ NA GŁUPOTY ( BUDŻET !!!!) = OSZCZĘDNOŚCI
Powodzenia

Książka oczywiście wędruje do Ani oraz do (imię jest linkiem do komentarza):

Monikaza „Oszczędności – Każde z nas prowadziło budżet jeszcze zanim się poznaliśmy (z tego musiała się zrodzić miłość :))”

Paula –  za docenienie swego męża, o którym pięknie napisałaś: „Podziwiam swojego męża. Wytrwale poszerza wiedze, na kartce notuje najważniejsze informacje i nie raz słyszę jak mówi z uśmiechem: ‘pieniądze nie leżą na ulicy? Zobacz – tu jest’. Albo jak podnosi znaleziony grosz i mówi ‘chodź moja młodsza siostro miliona” ?

Szymon – dziękuję za celne uwagi dotyczące wspólnych wartości w związku.

Paweł – za to, że razem z żoną razem odkładacie na dobroczynność.

Ola 004 – za zbieranie w słoiku na samochód. A widzisz Ola- jednak wygrałaś!

Łukasz – za pokonanie drogi od  “przecież u mnie w domu czegoś takiego nie było, jak by to widzieli moi rodzice to by nie uwierzyli”  do  “nie wiem jak można nie planować swoich finansów ”.

Ula – za to, ze ustaliłaś z mężem wspólne podejście do najlepszych negocjatorów na świecie – dzieci. Gratulacje, że masz wspólny front z mężem!

Jakub – za determinację, by się porozumieć: „jak to nie zadziała to wtedy dopiero ciemny pokój, lampa w oczy, dajemy książkę i każemy czytać. I nie ma przytulania do póki nie skończy ”

Mariusz– za „zaufanie i wyciąganie wniosków”

KnownAs SAsiu – dziękuje Ci bardzo za to, że podzieliłeś się Twoją historią i napisałeś o tym, jak ogromy wpływ mają na nas doświadczenia z dzieciństwa i brak edukacji finansowej.

Ania – za to, że stopniowo przekonałaś męża do oszczędzania a nawet nawróciłaś go: „A najbardziej rozpiera mnie duma, kiedy mąż sam poleca komuś oszczędzanie czy prowadzenie budżetu.”

Olga – za pocięcie kart kredytowych. I to, że razem oszczędzacie, pomimo różnic w podejściu do pieniędzy.

Marchewka i Liść – za to że tak pięknie możecie się różnić! Czy ja dobrze myślę, ze opisaliście wspólną historię, z perspektywy dwóch osób?

Plastic Tofu – za to, że opisałeś, jak można pięknie doceniać żonę. Co Ty zrobisz z kolejna książką? Wysyłamy do tego samego liceum? ? 

Serdecznie gratuluję i proszę was o przesłanie adresu do dostarczenia przesyłki. Wiadomość wyślijcie proszę z adresu email z komentarza wraz ze swoim imieniem i nazwiskiem na adres: blog.marcin.iwuc@fbo.com.pl – abym mógł przesłać książkę.

Spokojnej nocy ?

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 13 415 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze67 komentarzy

  1. U nas w małżeństwie podział jest taki, ze maz płaci wszelkie opłaty (mieszkanie, kredyt, przedszkole itp.),natomiast ja odpowiadam za bieżące zakupy i prezenty (lepiej niż on wyszukuje okazje cenowe w tym zakresie). Oprócz odrębnych kont bieżących mamy w jednym banku wspólny rachunek o charakterze oszczędnościowym-co miesiąc po otrzymaniu pensji każde z nas przelewa określony procent wynagrodzenia. Raz na miesiąc siadamy nad plikiem excel i określamy czy na następny miesiąc mamy jakieś większe wydatki oraz czy któreś z nas ma jakaś nadwyżkę do przelania nadprogramowo na konto oszczędnościowe. I jak na razie ten system działa na tyle dobrze, ze o pieniądze sie nie kłócimy 🙂

  2. Ja z domu wyniosłam, że trzeba oszczędzać, bo nigdy nam się nie przelewalo. Z kolei mój mąż jest strasznie rozrzutny i nie przywiązuje wagi do tego ile i na co wydaje. To znaczy nie przywiazywal dopóki nie został moim mężem ? Zaczelam od spisania dlugow w Excelu i dopiero, gdy mamy to wszystko przed oczami, to jakos inaczej na to patrzymy. Uwielbiam co miesiąc pomniejszac ilość rat, nic tak nie cieszy jak zmniejszajace sie cyferki na dole tabeli. Z uporem maniaka tłumaczę mężowi wszystko, czego nauczyłam się czytając tego bloga i widzę postępy. Przede wszystkim trzeba rozmawiać. Spokojnie. Rozmawiać o finansach zanim pojawi się zapalnik do kłótni, bo wtedy na rozmowę jest już za późno i wylewamy na siebie żale za głupiego hot doga że stacji… Dialog w związku to podstawa, ten o finansach szczególnie, bo przecież na realizację planów potrzeba pieniędzy. Pieniądze są nieodłącznym elementem życia, związku, tak samo jak miłośc. Więc kochajmy siebie i rozmawiajmy o pieniądzach.

  3. Witaj Marcinie 🙂
    Jeśli chodzi o mój związek, to mąż od zawsze miał bardzo luźne podejście do finansów. Nigdy mu na nic nie brakowało i nigdy nie wyliczał. Ja z kolei nigdy nie miałam wystarczająco dużo, żeby nie popaść w długi 🙂 zwłaszcza początki naszego związku byly ciężkawe, gdy bardzo chciałam mu “dorównać”. Obiady na mieście były normą, wszelkie wyjścia, wyjazdy, noclegi w drogich hotelach. Dla męża to była norma, do takiego standardu życia był zawsze przyzwyczajony, ale dla mnie to była prosta droga do stania się Barbie z Twojego artykułu. Popadałam w coraz większe długi, karta kredytowa prawie cała wykorzystana, czynsz niezapłacony, a dla mnie najważniejsze były wówczas bilety do Londynu jako prezent na święta 🙂
    Na szczęście jakoś 2 lata temu przejrzałam na oczy dzięki Twojemu blogowi. Pocięłam kartę kredytową (nie bolało wcale o dziwo) i powoli, mozolnie zaczęłam wychodzić z długów. Sama, bo to były moje błędy i nie chciałam obciążać tym nikogo innego, ale miałam pełne wsparcie i zrozumienie męża 🙂 zmieniliśmy konta na jedno wspólne, zaczęłam prowadzić budżet (nadal go ulepszam – po niemal 1,5 roku!), nie wydajemy już tak impulsywnie i wzajemnie ustalamy, na co przeznaczyć pieniądze. Jemy zdecydowanie częściej w domu. Nie ma co ukrywać, że to ja jestem w związku finansowym freakiem, ale o wszystkim mówię mężowi i mam jego pełną aprobatę. Ufa mi i też widzi, że nasze finanse zmieniają się na lepsze i zaczyna coś nawet zostawać 🙂 Zbiera rachunki i mówi mi o wydatkach, żebym była na bieżąco. Zawsze też wysłuchuje wszystkiego, co mu przekazuję o finansach. Cokolwiek ciekawego bym nie przeczytała czy wysłuchała, dzielę się tym z nim. Nawet Twoim ostatnim sucharem z wtorku z finansami 😀 Nigdy nie czułam z jego strony, że go to nie obchodzi i chyba to jest w tym wszystkim najważniejsze 🙂 nie przeszkadza mi, że to ja opłacam rachunki, prowadzę budżet, wyliczam.. , lubię mieć kontrolę nad tym no i lubię samo robienie tego 🙂 Szacunek do siebie, zaufanie i zrozumienie to moja recepta na finanse w związku 🙂

  4. Największym problemem w naszym związku w sprawach finansowych jest nadmierne poświęcanie się dalekosiężnym celom. Odkładamy każdy grosz na lepszą przyszłość, by nadeszła jak najprędzej (i tak za długie lata), a w międzyczasie skromna teraźniejszość przecieka nam przez palce

  5. U mnie każde z nas ma swoje prywatne konto i jedno wspólne. Ponieważ mąż lubi wydawać kupować prezenty jeść na mieście itd to nigdy byśmy nie odlozyli gotówki na ślub więc wzięłam sprawy w swoje ręce. Jego wynagrodzenie wpływa na wspólne konto z którego on dostaje kieszonkowe na swoje wydatki (i czasem jakis prezent dla mnie 🙂 ) konkretna kwota co miesiąc wpływa na jego własne konto A cała reszte teraz odkładamy na dom. 🙂 i dzięki temu on wie ile ma musi się nauczyć pilnować z wydatkami. Ja wiem ile odkładamy. Prowadzę budżet kilka lat w tym dwa prawie po ślubie. Planuje wydatki zakupy pilnuje rachunków itd ale ja to lubię bo kocham matematykę cyferki liczenie i zakładanie lokat 😉
    I wszyscy są zadowoleni 😉 szczególnie nawet mąż bo dzięki temu wzięliśmy ślub którego on tak bardzo chciał żeby mieć żonę A nie tylko narzeczona i teraz następny krok to dom a potem syn 😉
    P.S. Uwielbiam wtorkizfinansami i pilnowanie 30 minut bo trzeba wyjść z psem żeby żona nie była zla 😉 pozdrawiam i sciskam walentynkowo ?

  6. Nasz konkretny przykład : Twój mąż co roku płacze że musi zapłacić OC i przegląd ? My to zamieniliśmy na.. Kochanie mamy 300 zł nadwyżki bo udało mi się wynegocjować taniej 🙂 jak? Wspólne spisanie corocznych wydatków. Mamy dwa motocykle, samochod, garaż,mieszkanie. Jak przychodził czas zaplacenia kolejnego OC serce i portfel bardzo bolał. Teraz ? W excelu wszystkie opłaty podzielone przez 12 i miesięcznie na osobne konto odkładamy na opłaty. Efekt ? Kochanie w przyszłym tygodniu OC do zapłacenia .. to wyjmij sobie pieniadze z konta.. 🙂

  7. Wszystkie punkty celne, ale w naszym przypadku najważniejsze są punkty:

    5: Ustalcie wspólne cele.
    W naszym przypadku jest to spłata kredytu hipotecznego i uwolnienie się od “chomąta”. Mamy wspólny plan, z konkretną ramą czasową i tak staramy się konstruować budżet domowy, żeby nie było odstępstw od tego planu. To oczywiście powoduje kompromisy w innych kategoriach wydatków, ale to wspólna decyzja, nikt nie robi sobie wyrzutów, bo nadrzędny cel jest wspólny.

    6: Wspólny budżet z osobnymi kieszonkami. W naszym budżecie domowym mamy osobną kategorię ‘hobby’, w której planujemy sobie pewne kwoty na swoje “widzimisie”. Mamy umowę taką, że żadne z nas nie ma prawa skomentować “finansowo” sensowności i zasadności wydatków z tej kategorii. Dzięki temu, że każde z nas ma taką pulę pieniędzy, dużo łatwiej pogodzić nam się z “reżimem” finansowym w pozostałych kategoriach. Wiemy że swoje zachcianki możemy zrealizować z kategorii “hobby”.

    z innych “przykazań” ja bym dodał jeszcze:
    13: Cyklicznie, przynajmniej raz w miesiącu analizujcie wspólne cele. Potwierdzenie tego, że do celów się zbliżamy (i to wspólnym wysiłkiem) daje olbrzymią satysfakcję. Jeśli wyjdzie nam, że cele się oddalają, to im wcześniej się o tym dowiemy, tym lepiej.

    14: Jeśli Wasza druga połówka dość lekko podchodzi do tematów finansów, spróbujcie jej podsunąć jakieś fajne, merytoryczne artykuły, wpisy na blogach lub książki. Tylko tutaj trzeba bardzo czujnie i nie od razu “z grubej rury”, bo reakcja może być zgoła odwrotna niż zaplanowana :-). Warto jednak próbować, bo często jest tak, że po n-tej kłótni na temat finansów, żaden argument padający z naszych ust nie zadziała, a merytoryczny wpis z konkretnymi liczbami może zdziałać cuda 🙂

    15: To raczej oczywiste w połączeniu z wcześniej wymienionym prowadzeniem budżetu, ale spisujcie wydatki. Dopiero spojrzenie w szerszej perspektywie (na przykład rocznej) na kwoty wydane na poszczególne kategorie, mocno działa na wyobraźnię. 200 zł miesięcznie na to “przysłowiowe” latte na mieście nie zrobi takiego wrażenia jak 2400 w skali roku.

    Ja osobiście miałem sporo obaw przed wspólnym prowadzeniem budżetu i spisywaniem wydatków. Bałem się efektu “kontroli” i tego, że będę musiał “spowiadać” się z każdego wydatku. Na szczęście okazało się, że moje obawy były zupełnie nieuzasadnione. Jeśli budżet zaplanujemy wspólnie, nie będzie problemów,
    co prowadzi do punktu . nr:

    16: Planujcie budżet tak, aby był on równie satysfakcjonujący (albo równie niesatysfakcjonujący, bo często trzeba iść na kompromisy) dla obydwu stron. Trzymajcie się budżetu, żeby żadne z Was nie miało podstaw to narzekań na drugą połówkę.

    U nas, od kiedy obydwoje zaczęliśmy rozbudowywać naszą świadomość finansową (niestety o około 10 lat za późno, nad czym mocno ubolewam), mamy zdecydowanie mniej sporów na temat finansów.

    Niestety ktoś musi popchnąć nas w kierunku budowania tej świadomości – ze szkoły jej nie wyniesiemy. Przynajmniej ja nie wyniosłem. U mnie zadziało się to trochę przypadkiem, natrafiłem na blogi finansowe i wkręciłem się w temat, warto więc dzielić się wiedzą i rozmawiać o pieniądzach nie tylko z partnerem, ale i ze znajomymi. Być może w dłuższej perspektywie im również pomożemy w ich związkach 😉

    • Quality post. W zasadzie mogę się podpisać pod cała wypowiedzią. Kiedy podstawy już opanowane można dodać wspólne zdobywanie wiedzy inwestycyjnej. Wisienka na torcie jest wchodzenie w ‘bajznes’ i przy odrobinie szczęścia czerpanie dodatkowego dochodu z ulokowanego kapitału.

      Pozdrawiam

  8. U mnie nic oryginalnego – ja zarabiam kwotę X, żoną Y. Mamy osobne konta. Podzieliliśmy opłaty na dwie części tak, żeby każdemu “na koniec” zostało mniej więcej tyle samo. To jest bardzo wygodne. I nie chodzi tylko o aspekt finansowy. Dzięki temu każdy musi pamiętać tylko o części rachunków.
    Oczami w wyobraźni widzę scenę w której ona tłumaczy, że wydała pieniądze na coś co było potrzebnym, odkładany zakupem, a teraz w okazyjnej cenie (co jest prawdą), a on tłumaczy, że jest miesiąc w którym płaci się OC/AC i fundusze potrzebne są na to…. Ona ma rację i on ma rację. Problem w tym, że się nie dogadali. Ale tak to jest w życiu, że nigdy wszystkiego nie ustalisz. Dlatego wydaje mi się, że nasza forma zarządzania jest ok.

    No i dzięki temu, że mamy konta osobno, nie ma żadnego problemu z kupowaniem prezentów ?

  9. Czy tylko mi strona przeskakuje w dół o jakąs ledną linię tekstu co ok 10 sekund? Straaaasznie wkurzające, dzieje się tak na FF i Chrome

  10. Moi Drodzy,
    Nie będę rozpisywała się co i kto u nas robi ponieważ:
    Od dobrych kilku ( 7) lat wychodzimy z założenia, że aby coś mieć należy dbać o jego zdobycie.,
    Dla tego oboje ustawiliśmy sobie cele i każdego dnia twardo i jasno do nich dążymy.
    Budżet tylko nam w tym pomaga.
    Mieliśmy cel kupić dom to przez 5 lat miesiąc w miesiąc odkładaliśmy po 3000zł i tak uzbierało się 180 000 zł
    Oczywiście wymagało to sporo wyrzeczeń bo żyliśmy średnio za ok 2000zł ( razem łącznie) . Chociaż wtedy mieliśmy po 23 lata ( małe mieszkanie, opłaty i jedzenie). Dziś mamy 7 lat więcej i nadal mamy cele tj przyszła emerytura, studia dziecko, który dziś ma rok, wakacje i cele związane z modernizacją domu . Oboje chcieliśmy mieć dobry i bezpieczny samochód i zrealizowaliśmy kolejny cel.
    Dziś nas budżet wygląda inaczej niż 7 lat temu – inne priorytety , ale jeśli na jedzenie mamy wydać 1500zł to tak też robimy. Nadal najpierw płacimy sobie, a później rachunki , i pozostałe potrzeby zgodnie z hierarchią.
    Nie zarabiamy kokosów , ale dzięki konsekwencji i ciągłemu myśleniu o wydanej kasie mamy jak mamy.
    Nadmienię, że pochodzimy z biednych rodzin i oboje nie chcieliśmy żyć od 1 do 1.
    Reasumując rozmawiamy o kasie każdego dnia, myślimy jak zarobić więcej i jak wydawać mniej. To nie oznacza, że żyjemy skromnie. Wręcz przeciwnie.
    Reasumując chcesz coś mieć to ZARABIAJ ODPOWIEDNIO ( NIE ZAMYKAJ SIĘ NA NOWE MOŻLIWOŚCI) + USTAW CELE I JE KONSEKWENTNIE REALIZUJ + DBAJ O TO , ABY KASA NIE ROZCHODZIŁA SIĘ NA GŁUPOTY ( BUDŻET !!!!) = OSZCZĘDNOŚCI
    Powodzenia

  11. U nas jeszcze nie ma wspólnego budżetu, ale zastanawialiśmy się jak to będzie wyglądało za pół roku kiedy razem zamieszkamy. Żeby było w porządku dla obojga przy ogromnej dysproporcji zarobków na obecną chwilę postanowiliśmy, że zsumujemy wydatki na życie (taka symulacja z zapasem – najwyżej coś się odłoży) i każde z nas złoży się procentowo względem swojego wynagrodzenia.

    Tzn. jeśli z każdej wypłaty zabierzemy 20-25% na sumę naszych wydatków, to zostanie nam po 75-80% w naszych osobistych budżetach, zatem wydatki “zabolą” nas tak samo mimo innych kwot.

    Przykład: Zakładając wspólne wydatki na poziomie 3000 zł miesięcznie, gdzie jedna osoba zarabia na rękę 2600 zł a druga 10000 zł, musimy złożyć się odpowiednio po 624 zł i 2400 zł (24%). Każdy z nas ma swoje oszczędności do wykorzystania w postaci 76% wypłaty.

  12. Prowadzenie budżetu nie jest łatwe ( ale jego odkrycie było punktem zwrotnym w naszych finansach- robię “go” już ponad 2 lata), a tym bardziej przekonanie drugiej “połówki” do prowadzenia finansów w sposób poukładany i świadomy. A jak się to udało? Po kilku próbach , jedynym przepisem , który się sprawdza jest Prawda nazwałbym ją “Prawdą finansową”, tak jak miłość leczy duszę tak Prawda finansowa leczy portfel poprzez konsekwentne prowadzenie budżetu.

  13. Mój sposób na wspólne finanse? Nie być w jakimkolwiek związku. Problem wspólnych finansów znika a i więcej na koniec miesiąca zostaje ?

  14. U nas stroną finansową zajmuje się mąż, bo to zwyczajnie lubi.
    Od dawna wiemy ile na co wydajemy, więc wiele kwot można zaplanować w budżecie “w ciemno”. Co miesiąc ustalamy większe, tudzież okazjonalne wydatki. Zawsze jest kwota “wolna”, którą łatamy rzeczy nieprzewidziane.

    Mąż płaci wszystkie rachunki, ale to ja odpowiadam za wszystkie zakupy. I czasami kwoty w różnych kategoriach ulegają przesunięciu. Niestety nie umiem sztywno trzymać się ustaleniom danej rubryki, bo czasami warto kupić coś TERAZ, gdy trafi się okazja, a nie za 2 miesiące. Tym bardziej, gdy wiem, że wtedy i tak będę to musiała to kupić.

    Mój mąż ze stoickim spokojem, lekko przewracając oczami, toleruje kolejną przytarganą książkę do domu. Wie, że jak mnie poznał to nigdy na tym nie oszczędzałam 😉 Chociaż po tych wszystkich wspólnych latach mąż tak mnie przeszkolił, że jestem świadoma naszego budżetu i celów, które sobie postawiliśmy. U nas nie ma kłótni o pieniądze, bo wiemy co dla nas jest ważne. Wspieramy się i często o tym rozmawiamy. Mimo iż nie jest to dla mnie łatwe.

  15. KnownAs Sasiu

    O finanse zacząłem dbać w grudniu ubiegłego roku, gdy trafiłem pierwszy raz na podcast FBO. Nie będę zatem starał się dawać komukolwiek, jakichkolwiek rad dotyczących finansów. Mogę za to podzielić się spostrzeżeniami na ten temat z mojego związku. Ja pochodzę z domu w którym regularnie pożyczało się drobne kwoty od sąsiadów na “przebiedowanie” na koniec miesiąca. Nie z powodu patologii, ojciec ciężko pracował prowadząc własny drobny interes, mimo to pieniądze gdzieś jakoś się rozchodziły. Moje dotychczasowe życie cechowało się tym samym, tylko zamiast sąsiadów pożyczałem od banku z debetu. Moja żona z kolei wychodzi z założenia, że nie należy oszczędzać tylko szukać okazji i możliwości na większy zarobek. No i super, zgoda, tylko te możliwości należy znaleźć przed wydaniem pieniędzy, których de facto się nie ma. Tak oto dwoje ludzi nie mających zielonego pojęcia jak postępować z finansami ściąga siebie w dół, po drodze kłócąc się i obwiniając wzajemnie za stan finansów. Dlatego jestem w tym momencie przekonany o słuszności szeroko zakrojonej edukacji społeczeństwa w tym zakresie, żeby każdy człowiek miał szansę coś posiadać i być szczęśliwym. Trzymam zatem kciuki za powodzenie Twojej misji Marcinie.

  16. Najłatwiej opisać mi na naszej historii. Każdy wynosi z domu inne podejście do finansów. Na którymś z blogów finansowych czytałam artykuł o dwóch młodych osobach, jedna oszczedzająca regularnie na 5% i druga pożyczająca tą samą kwotę na ten sam procent. Później było porównanie ich sytuacji po kilku latach. Zrobił na mnie ogromne wrażenie. To był dokładnie nasz obraz. Ja z odłożoną kwotą z myślą o przyszłym weselu czy mieszkaniu i on z podejściem masz – wydaj, nie masz – pożycz, maksymalnie wykorzystany limit w koncie i na karcie kredytowej plus kilka zakupów na raty. Do tego doszły już wspólne kredyt na mieszkanie i pożyczka na brakujący wkład własny. Brak oszczędności i czekanie na każdą wypłatę to był dla mnie szok i totalna utrata bezpieczeństwa. Łącznie finansów nie było łatwe. Próby narzucenia swojego podejścia kończyły się kłótnią. Podsyłane artykuły były za długie i za nudne. Jedyne co działało to streszczenie w kilku zdaniach lub rzucenie w formie ciekawostki. Początkowo było bez efektu, ale później zaczęły się pytania o szczegóły. W ten sposób rozmowy o finansach stały się luźne i normalne, nie były już tylko wstępem do kłótni. Najbardziej pomogło chyba ustalenie naszych wspólnych celów. Rozważanie gdzie chcemy być i co osiągnąć za parę lat doprowadzą w końcu do pytań jak to osiągnąć. Próbowaliśmy odkładać na konto oszczędnościowe część z wpłaty i jak coś zostanie pod koniec miesiąca, ale nie przynosiło to satuysfakcjonujących efektów. I tak w 2018 zaczęłam prowadzić budżet. Nie myślcie tylko, że ten pomysł od razu został przyjęty z entuzjazmem. Propozycje jego wprowadzenia były najpierw odbierane jako próba kontroli, trzeba będzie się tłumaczyć ze wszystkiego i znowu kłótnia (dlatego czasem lepiej przemilczeć choćby najgłupszy i najbardziej zbędny naszym zdaniem wydatek). W końcu jednak spróbowaliśmy i… była to NAJLEPSZA DECYZJA FINANSOWA jaką podjęliśmy. Ciężko w kilku zdaniach opisać co zmieniło planowanie wydatków i prowadzenie budżetu. Okazało się, że pieniędzy jest więcej niż się wydawało kiedy świadomie decydujemy co z nimi zrobić. Gdzie jesteśmy po roku? Wróciło mi poczucie bezpieczeństwa. Nie ma pożyczek i kart kredytowych, jest kredyt hipoteczny i trochę oszczędności. Mamy tylko jedno konto i znamy swoje wydatki. Mąż zobaczył, że to działa i ma jakiś sens, co skutkuje regularną dostawą paragonów do wpisania. Wyraźnie widać, że każdy miesiąc przybliża nas do zrealizowania celu. Jestem w szoku ile udało nam się osiągnąć w jedynie rok i mnie mogę doczekać się co będzie dalej. A najbardziej rozpiera mnie duma, kiedy mąż sam poleca komuś oszczędzanie czy prowadzenie budżetu.

    Podsumowując trzeba czasu i cierpliwości, bo czasami rozmów musi odbyć się naprawdę wiele. Nie można odpuszczać, bo pierwsza próba kończy się kłótnią. Najważniejszy jest wspólny cel, który będzie motywował i łączył obie strony.

    Wydaje mi się też, że główną przyczyną problemów i przez to kłótni jest po prostu brak podstawowej wiedzy finansowej. Jest źle – nie wiem co zrobić żeby było lepiej, więc jest to bardzo drażliwy temat. Poprawa sytuacji kojarzy się wtedy jedynie z rezygnacją ze wszystkich przyjemności i nie jest żadnym wyjściem. Dlatego jestem wdzięczna za blogi takie jak ten, bo niosą realną pomoc i zmianę na lepsze. Dziękuję!

  17. Paradoksalnie zbliżyło nas do siebie spisywanie paragonów. Nie ma fajniejszego uczucia niż to że żaden finansowy topór nie wisi nad głową a cyferki na koncie z miesiąca na miesiąc się powiększają. I najlepsze jest to że jakieś plany które mamy zależne są od nas obojga więc każde z osobna stara się pilnować tego czego się finansowo podjęliśmy. No i kawa przy planowaniu budżetu razem też wybornie smakuje:)

  18. A u nas jest problem – to ja jestem osobą totalnie odpowiedzialną za budżet, rachunki, opłaty, raty, planowania, etc. Żona pomimo faktu, że nie zarabia mało, praktycznie nie ma pojęcia na co wydaje i ile wydaje… a wydaje praktycznie całą swoją pensję. Tutaj widzę największy problem – brak świadomości ile się wydaję. Największym wyzwaniem dla mnie jest uświadomienie Jej, że warto planować, warto wiedzieć, że budżet jest ważny i przede wszystkim warto wiedzieć na co się wydaje pieniądze. Niestety nie udaje mi się to pomimo wielu prób i szczerze mówiąc za bardzo nie mam już pomysłów. A paradoks jest taki, że Żona pracuje w branży finansowej.
    Ogólnie myślę, że sytuacja nasza dla wielu osób wydaje się bardzo dobra. W naszych domach rodzinnych nigdy się nie przelewało – zaczynaliśmy w 2010 roku od 0. Mamy na dzień dzisiejszy 4 mieszkania w dużym mieście, 1 całkowicie spłacone, w tym w którym mieszkamy obecnie kredyt jeszcze na parę lat i 2 mieszkania które się praktycznie same spłacają + dodatkowo generują zyski. Żona coraz częściej mówi o domu i już na samo to hasło – mam reakcję uczuleniową, pomimo faktu, że bardzo też bym chciał też mieszkać kiedyś w domu. Wiem, że to spadnie totalnie na mnie, planowanie, finansowanie, etc. Pozdrawiam Was wszystkich i fajnie, że udaje się Wam ogarniać wspólnie te finanse. Chciałbym kiedyś tego doświadczyć aby wspólnie z Żoną nad naszymi finansami usiąść.

    • Chce domu to niech zrobi plan uzbierania kasy na zakup ziemi i wkladu wlasnego! Ona chce szybko to ty mów: “teraz nie damy rady ja też bym chciał ale najwcześniej za 10-15 lat”. Sama bedzie chciala ci udowodnic, że się uda i przekonać cię na szybsza realizację, dzieki czemu wciagniesz ja w dyskusje na temat planowania. Pomimo iż to też twoj daleki cel marzenie nie pchaj sie w nie sam, nich ona tez dojrzeje.

    • Plastic Tofu

      Twoja żona chce mieszkać w domu i Ty chcesz mieszkać w domu. To gdzie leży problem?
      Rzadko odpisuję na peronalne posty gdyż mam doktorat ze wzruszania ramionami i dwa fakultety z mówienia do lustra “It’s not your business”. Tym razem jednak jest to moment, który możemy wykorzystać do nauki więc …
      Twoją rolą jako mężczyzny jest dać jej wszystko co chce. “Happy wife, happy life” mówi stare przysłowie i na jego kanwie powinieneś zrobić tak aby dać jej te kilka ton cementu wierząc w to, że nie przeczytała Twojego postu i z tych murów zrobi prawdziwy dom z ciepłem domowym i miejscem gdzie tak chętnie się wraca. Bo to najczęściej kobiety tworzą to ognisko domowe, duszę domu, który jest kotwicą naszego życia dzięki czemu możemy sięgać wyżej niż kiedykolwiek nam się wydawało to możliwe. Dzisiaj wracaliśmy z auto show i gdy skręcaliśmy w ostatnią ulicę prowadzącą do naszego osiedla, moja żona powiedziała, że czuje ciepło i błogość jak wykonuje ten ostatni zakręt bo wie, że zaraz będze w rodzinnym domu. To była największa radość z całego wyjazdu bo udao mi się przez chwilę zajrzeć do jej duszy i wiedzieć, że jest szczęśliwa.
      Gdy się pobieraliście wiedziałeś jaka jest, Twoją rolą jest machnąć ręką na jej niedociągnięcia w kwestii finansów ciesząc się jednocześnie, że masz jeszcze miejsce gdzie możesz jej przychylić nieba. Kiedy takich miejsc zabraknie może okazać się, że Twoja żona nie potrzebuje w Tobie oparcia i … bedziesz sam odkrywając mądrości życiowe, że życie nie polega na ilości spłaconych kredytów i numerkach na koncie.
      Chcesz jej pomocy? Oczywiście, ale jak zamierzasz (lub możemy tu użyć czas przeszły) pomóc jej w czasie ciąży w ramach rewanżu. Ponosisz ciążę przez pare tygodni, bo jej wysiada kręgosłup albo ma spuchnięte kostki? Zawsze jej pomagasz przy sprzątaniu, gotowaniu czy praniu? Nie, nie jestem seksistowskim indywiduum wierzącym w kobietę w fartuchu krzątającą się po kuchni, ale zdaję sobie sprawę jak wiele obowiązków mają i przede wszystkim, że są odpowiedzialne za pierwsze krytyczne lata nowego pokolenia, tego pokolenia, które albo będzie pamiętało Twoje imię i przez lata wspominało z dumą Ciebie jako szanowanego seniora rodu, albo każda rozmowa na Twój temat okraszona będzie niecenzuralnymi słowami, a pamięć o Tobie szybko zaginie. Masz szansę dzięki swojej żonie zobaczyć siebie w następnym pokoleniu, przekazać im co najlepsze, albo być świadkiem jak “bliscy” ci ludzie czekają aż oddasz ostatni dech aby rozszarpać Twoje wypełnione konta i przepuścic je na rzeczy, których sam sobie odmawiałeś.
      Piszesz, że masz reakcję uczuleniową na samą myśl o domu, może Twoja żona ma podobną reakcję na rzeczy, które Tobie sprawiają przyjemność. Jest to blog rodzinny więc tylko wyobraźni czytających pozostawię co to może być.
      Lekarstwem na Twój problem jest powrót do tych momentów, gdy pierwszy raz zobaczyłeś swoją żonę, gdy starałeś się za wszelką cenę zdobyć jej serce i jak myślałeś, że zrobiłbyś wszystko żeby tylko chciała być z Tobą. Dziękuj wszystkim siłom wyższym, że masz tak prosty i jasny cel jak dom, aby pokazać jej, że ją kochasz i że ona ma na kogo liczyć w życiu. Finansowo jest to proste, wyglądasz na zaradnego człowieka, więc weź pożyczkę pod zastaw spłaconego mieszkania (po wyprowadzce, wynajmiesz je i będzie się spłacało) kup działkę i będziesz miał na wkład własny na dom. Wygląda to jak wyzwanie? Na pewno, ale tylko wielcy ludzie radzą sobie z wielkimi wyzwaniami, a wygląda na to, że radzicie sobie świetnie i dasz sobie radę. Na koniec nie tylko będziesz bogatszy o kolejne źródło dochodu, ale bogatszy o kolejne doświadczenia życiowe i wasz związek trwalszy i mocniejszy przeskoczeniem kolejnej przeszkody w tym maratonie zwanym życiem.
      Powodzenia.

      • trochę rzeczywiście personalnie “pojechałeś” nie znając nas :D, naszych relacji i obecnej sytuacji :P, wybaczam 🙂 , ogólnie nie zmienia to faktu, że masz wg mnie bardzo dużo racji, dziękuję bardzo za wskazówki, sugestie i miły powrót do przeszłości 🙂
        biegnę przychylać nieba 3 Księżniczkom, bo to One są dla mnie najważniejsze 🙂 pozdrawiam

  19. Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy trafiłem na Twojego bloga – ale prawdopodobnie było to około 2014 lub 2015 roku. Szukałem wtedy informacji o kredycie hipotecznym, gdyż odkąd pamiętam moim głównym priorytetem życiowym był zakup mieszkania. Miałem 21 lat i wiedziałem o kredytach tyle, że istnieją. Z perspektywy czasu widzę, że warto było czytać Twoje wpisy i sporo moich decyzji finansowych było motywowanych wiedzą jaką pozyskałem z Twojego bloga.

    Obecnie w 2019 roku jestem posiadaczem kredytu hipotecznego i w miarę dobrej pracy. Wciąż moja sytuacja finansowa nie jest idealna – około 50% dochodów przeznaczam na samą ratę kredytu, ale wiem, że z biegiem czasu ten procent będzie malał gdyż dbam o swój rozwój i moje zarobki sukcesywnie (choć powoli) rosną. Te 50%… wiem, trochę dużo. Mogłoby to być 30%, jak większość zaleca, aby żyło się wygodnie jednak wolę żyć niewygodnie a finalnie zapłacić miej za kredyt i spłacić go w krótszym czasie.
    Pozostałe 50% pozwala mi na względnie poprawne życie. Nie ma w nim miejsca na egzotyczne wakacje, ale tanie wycieczki „last minute” raz na dwa lata są osiągalne. Jest za to miejsce na nową książkę co miesiąc, opłacenie zaocznych studiów oraz odskocznię w postaci pasji jaką jest fotografia.

    Moja dziewczyna ma zupełnie inne podejście do finansów – tak jak ja jest absolutną przeciwniczka kredytów jednak nawet hipoteczny jest dla niej ciężki do przełknięcia. Odkłada ponad 50% wynagrodzenia po to aby kupić mieszkanie bez zobowiązania. Tutaj delikatnie się różnimy ale rozumiemy swoje wybory które są w naszych przekonaniach słuszne. Śmiejemy się, że oferuje usługi bankowe, gdyż gdy czasem potrzebuje gotówki zawsze jest w stanie mi pożyczyć, czego ja nie mogę powiedzieć o sobie.

    Jeśli chodzi o finanse – to jest pod tym względem „zbyt dobra”. Jest finansowym rekinem. Pieniądze dla nas są niejako narzędziem do osiągania celów. Do najważniejszych zaliczyłbym – nieruchomość do życia, nieruchomość z perspektywą wynajęcia, rozwój osobisty dla celów zawodowych lub prywatnych. Przyjemności są na szarym końcu – dla balansu pomiędzy życiem ascetycznym a hedonistycznym (w kontekście chwilowych przyjemności).

    Reasumując: Finanse są poukładane, przemyślane, rozsądnie zarządzane i sprawdzane. Jeśli nie są poukładane nie będą kontrolowane. Jeśli nie będą przemyślane i rozsądnie zarządzane nie będą wystarczały na życie jakkolwiek wysokie nie będą. Sprawdzane – to chyba najważniejsze. W mojej opinii nie da się poukładać finansów w ciągu jednej nocy. Nikt za dotknięciem magicznej różdżki nie pozbędzie się złych nawyków. Ale czytając bloga, odpowiednio dobierając priorytety oraz nie zrażaniem się po początkowych porażkach można dojść do w miarę stabilnej sytuacji z perspektywą na realizację marzeń i pasji – tak jak to było u mnie.

  20. Cześć
    W moim małżeństwie od zawsze pieniądze były wspólne. Może wynika to z faktu, że żona pracuje w banku w którym mamy konta 🙂 Dostęp do wszystkich rachunków mamy jednak oboje.
    W tym momencie wkracza jedyne słowo jakie przychodzi mi do głowy: ZAUFANIE.
    Jako, że od niedawna prowadzę budżet domowy to nawet wiem jakie kwoty mamy w portfelach. Czasem przy sprawdzaniu bilansu pytam żony:
    Ile masz w portfelu?
    Pada kwota.
    Pada pytanie: gdzie to wydałaś?
    Odpowiedzi są różne 🙂
    Najważniejsze, że robimy to z uśmiechem na twarzy i że nie ma luk w budżecie, bo przeważnie są to wydatki za które nie wzięła rachunku.
    Ja rozumiem potrzeby żony, ona rozumie moje. Jeśli czegoś chcemy to sobie na to pozwalamy i nikt nie ma pretensji do drugiej strony.
    Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że galerie nas nie ciągną, nie przepadamy za zakupami i mamy podobne priorytety.
    Częściej wydajemy pieniądze na to co lubimy: teatr, weekendowe wyjazdy, wakacje, wystrój domu.
    Rok 2018 był takim, w którym nieco poszaleliśmy. Kupiliśmy samochód, kilka razy byliśmy na wakacjach, kupiliśmy nieruchomość. Co prawda nie wydaliśmy więcej niż było odłożone, jednak po przeanalizowaniu stanu portfela porozmawialiśmy o tym, że gdzieś się zapędziliśmy. Dlatego w tym roku pojedziemy na nieco tańsze wakacje.
    Podsumowując:
    do wspomnianego zaufania dołożyłbym zrozumienie, rozmowę, wyciąganie wniosków. Dla nas są to wnioski wspólne.
    Ot taka recepta, choć pewnie nie dla wszystkich.
    Pozdrawiam.

  21. Dzień dobry,
    nasze małżeństwo jest młode bo zaledwie półtora roku temu zawarliśmy związek małżeński, nie mniej jednak wspólne finanse prowadzimy od około 2 lat. W kwestii finansów to raczej żona miała większe doświadczenie niż ja, chodzi głownie o dysponowanie gotówką, ja najzwyczajniej w świecie wcześniej nie miałem żadnych rezerw finansowych wiec o zarządzaniu czymkolwiek nie było mowy. Sprawa zaczynała się powoli zmieniać z czasem rozwijania naszego związku, nie wiem czy to normalne ale automatycznie włączył mi się tryb odpowiedzialnego przyszłego partnera życiowego. Zamykając oczy nie wyobrażałem sobie że po ślubie nie będę wiedział jak zapewnić naszej rodzinie bezpieczeństwo finansowe. Efekt kuli śnieżnej to może za dużo powiedziane ale chyba wpadłem już w jakiś rytm przeglądania ofert banków, nowych wpisów na blogach miedzy innymi Marcina, czytania książek o finansach, słuchania podcastów- co uważam za fenomen bo od pól roku spędzam czas z ludźmi których nigdy w życiu nie widziałem a znam ich głos jak byśmy byli kolegami z piaskownicy. Od grudnia prowadzimy WSPÓLNY budżet domowy, nie bez przyczyny podkreśliłem słowo wspólny ponieważ ma to ogromne znaczenie dla całego rozwoju finansowego w związku. Przez te kilka miesięcy przeszliśmy już przez kilkadziesiąt “rozmów” na temat pieniędzy, ich wydawania oraz zarabiania. Nasze relacje w zakresie finansów mogę porównać do dwóch kamieni, im więcej razy mamy starcia tym lepiej zaczynamy się dopasowywać w danej kwestii. Przeanalizowanie wydatków jednego małżonka w kontekście wspólnego związku nabiera innego znaczenia np. moje wydatki na siłownie i sprawy z tym związane, utrzymanie auta lub też wydatki żony na nowe ubrania bądź kosmetyki. Kiedyś denerwowało mnie że spora cześć finansów płynie właśnie na ubrania i kosmetyki natomiast moją żonę zastanawiało co się dzieje z pieniędzmi wydawanymi przeze mnie . Prowadząc budżet domowy i otwarta politykę finansową związku zobaczyliśmy że pieniądze uciekają nam przez całkiem inne kanały. Teraz mamy swego rodzaju mapę z wielkim kompasem jakim są tabelki i wykresy przedstawiające nasze dochody i wydatki. Kupno nowych ubrań lub wymiana opon to teraz kwestia 10 min sprawdzenia kiedy i w mniej więcej jakim przedziale mamy szukać danego produktu. Nie powiem że jest łatwo, a samo pilnowanie samego siebie jest przyjemne, jednak satysfakcja tego że kontrolujemy nasze finanse i nie mamy obaw co do tego czy starczy nam do 1 bądź 10 każdego miesiąca sprawia że twardo trzymamy się wyznaczonych zasad. Wczoraj były walentynki i bez większego problemu było wyjście na fajną kolacje bez obaw czy nie stracimy płynności finansowej w tym miesiącu. Trochę się rozpisałem ale już kończę, chciałbym tylko dodać że trochę cudownych decyzji mam już za sobą, natomiast truskawką na torcie była decyzja o wspólnym, świadomym i odpowiedzialnym prowadzeniu rodzinnych finansów. Z tego miejsca życzę oby wszystkie pary podjęły decyzję że będą iść przez to życie razem i w pełni świadomie podchodzić do spraw finansów rodzinnych.
    Pozdrawiam

  22. U nas tj. od 12 lat pieniądze w ogóle nie stanowiły problemu w związku. Po pierwsze z góry założyliśmy, że każdy zobowiązuje się do ponoszenia wzajemnych kosztów wg z góry podanego podziału. Ja płacę za żywność w tym restauracje, za benzynę do samochodu, za zakup auta (kupujemy tylko z salonu) oraz za wszystkie wycieczki i wyjazdy i atrakcje kulturalne, bo staramy się zwiedzać co drugi miesiąc ciekawe naszym zdaniem miejsca w Polsce oraz co najmniej realizować 3 wycieczki objazdowe zagranicą. Moje średnie wydatki to ok. 4 tys. zł na miesiąc. Żona płaci ratę kredytu za mieszkanie (ok. 850 zł), oraz opłaca czynsz, wodę, śmieci, energię elektryczną, internet i kupuje środki czystości i higieny, opłaca ubezpieczenie samochodu oraz przeglądy okresowe oraz płaci za ewentualne naprawy domowe i remonty. Jej średnie wydatki na miesiąc to ok. 2 tys. zł. Każdy płaci z osobna na swoje dodatkowe wydatki na zdrowie oraz zakupy odzieży. Ja oczywiście pomagam żonie w prywatnym biznesie, aby miała jak najwięcej klientów, a przez to pieniędzy, by nadwyżki finansowe mogła odkładać na swoją emeryturę (ok. 1 tys. / m-c). Mimo, że wydaję więcej co miesiąc, to po pierwsze uważam, że honorowy mężczyzna powinien umieć utrzymać rodzinę na godnym poziomie, a po drugie pieniądze nie są najważniejsze, tylko miłość i radość, a szczególnie uśmiech drugiej polówki, dlatego pieniądze nie są dla nas konfliktogenne.
    PS Dodam tylko, że wg Thomasa Eriksona jesteśmy z natury Niebiescy i pewnie jest nam łatwiej w finansach.

  23. Jesteśmy małżeństwem od 30 lat i od10 lat spłacamy kredyt hipoteczny we Frankach oraz mamy wspólne konto.
    Ja jestem finansistą w domu od całej kasy. Robię opłaty, zakupy i rozliczam podatki. Finanse to jest trudny temat. Wiele kłótni , ale też wspólne cele – to pomaga. Umiarkowana nonszalancja mojego męża do wydatków uczy mnie, żeby czasem odpuścić. Czasem też skąpię na własne przyjemności znając realia budżetowe i zarabiając dużo słabiej od męża.

  24. Hej, Marcin!
    Zacznę od tego, że u mnie w domu finansami zarządzam ja. Co oznacza mniej-więcej tyle, że jak partnerka ze słynną miną kota ze Shreka pyta czy może sobie kupić jeszcze paczkę chipsów, której nie było na liście, to odpowiadam “oczywiście, że możesz” 😉

    A tak już całkiem na serio to ani w moim, ani jej domu nie było takiego zwyczaju, więc ten dziwaczny pomysł prowadzenia budżetu zaproponowałem bardziej w formie ciekawostki, a tylko trochę konieczności. Przy zmianie pracy i miasta powstała dziura w wynagrodzeniach i musieliśmy przetrwać tylko za pół mojej pensji, a zbliżały się cztery wesela znajomych, każde w innym kącie kraju.

    Okazało się to bardzo pomocnym narzędziem i choć faktycznie to ja sprawuję władzę nad excelem, jeszcze nie zapisałbym prowadzenia budżetu w swoim CV jako hobby 😉 Podsumowanie tygodnia nadal jest tratowane jak niechciany obowiązek, ale najwspanialsze jest to trzecie każdego miesiąca. Kiedy został tydzień do wypłaty, wszystkie najważniejsze opłaty i zakupy są zrobione, a na koncie jeszcze tyle, że – w granicach rozsądku – ten ostatni tydzień można odpuścić. Fajna nagroda i uważam, że całkiem niezły sposób dla kogoś, kogo faktycznie nie trzymają potężne zobowiązania i w tym jednym tygodniu może sobie pozwolić na mniej kontrolowane zakupy, wyjście czy wyjazd, a na koniec miesiąca i tak zostaje 😉

    Pozdrawiam Cię serdecznie! 😉

  25. Najwspanialszym efektem wspólnego dbania o finanse jest opinia mojej żony o finansach rodzinnych.

    Nie musiałem jej nakłaniać, prosić, tłumaczyć. Przedstawiłem swój punkt widzenia i odkąd razem rozmawiamy o pieniądzach wydajemy na wszystko na czym nam zależy, stać na na opłacenie raty kredytu, wakacji i odłożenia na przyszłe plany”. Wie, że nie zabronię jej kupić tego na co będzie miała ochotę. Najpierw pyta siebie czy warto dlatego kiedy pyta mnie nigdy nie mam wątpliwości.

    Po pensji przelewamy ustalone z góry oszczędności + nadwyżkę z poprzedniego miesiąca. Potem codzienne zakupy i rachunki. Na końcu miesiąca to co zostaje znów na 2 konto, żeby nie wydać za dużo ale takie aby w razie potrzeby szybko mieć pieniądze dostępne.

    A przede wszystkim mierzymy siły na zamiary i cieszymy się małymi rzeczami odkładając na te większe.

    Pozdrawiam wszystkie pary!

  26. Po prostu warto zacząć ze sobą rozmawiać o sprawach finansów 😉

    Zazwyczaj pieniądze są przez wiele osób traktowane jak temat tabu. Większość rodziców nie rozmawia z dziećmi na ich temat. Będąc w grupie znajomych pokutuje przekonanie, że lepiej nie poruszać tego tematu bo jeszcze ktoś pomyśli, że się przechwalamy. I jakoś tak to naturalnie przekłada się na sprawy związkowe.

    Bo nasz partner lub partnerka pomyśli sobie, że wściubiamy nocha w jej lub jego portfel pytając się co dziś kupił lub kupiła 😉 To wcale nie musi tak wyglądać 🙂

    Czasami wystarczy siąść złapać drugą osobę za rękę i powiedzieć co leży na sercu. Bo skąd ona lub on ma to wiedzieć jeśli do tej pory nie odważyliśmy się rozpocząć takiej rozmowy. Kto wie, może myśli podobnie 🙂

    A jak to nie zadziała to wtedy dopiero ciemny pokój, lampa w oczy, dajemy książkę i każemy czytać 😉 I nie ma przytulania do póki nie skończy 😉

  27. My mamy niezwykle komfortową sytuację – oboje mamy hobby, które nie wymaga dużych nakładów pieniędzy i dużo czasu na rozmowy, kiedy trzeba (mamy elastyczne prace). To zestawienie sprawiało do tej pory, że dobrze się rozumieliśmy, a wszystkie wątpliwości mogliśmy wyjaśniać, kiedy jeszcze były malutkie.
    Tykającą bombą finansową okazały się… dzieci. Bynajmniej nie dlatego, że przyniosły nowe wydatki (tego się spodziewaliśmy), ale dlatego, że nie pomyśleliśmy o tym, by stworzyć wspólną politykę odpowiadania na zachcianki dzieci.
    Gdy mąż kupował dzieciom to, o co prosiły – źle, bo przecież nie planowaliśmy wspólnie tego wydatku!
    Gdy mąż mówił dzieciom, że nie planowaliśmy tego wydatku i “musimy zapytać mamę” – źle, bo to zwalanie odpowiedzialności na mnie, i dla dzieci staję się tym, co zakazuje!
    Każdy scenariusz kończył się stwierdzeniem, że to złe rozwiązanie, ale pomysłów na dobrą odpowiedź dzieciom, które przecież zawiłości tabelek nie znają, i nawet kilku złotych nie potrafią przeliczyć, wciąż nie było.
    Aż znaleźliśmy: “zastanowimy się wieczorem z mamą/tatą i jutro ci odpowiemy – to nasze wspólne pieniądze, więc takie decyzje podejmujemy razem.”
    Być może nie w każdej rodzinie się to sprawdzi, ale jestem przekonana, że bez wspólnego pomysłu prędzej czy później coś wybuchnie 😉 Zachcianki dzieci to codzienność, która w połączeniu z dziecięcymi silnymi emocjami potrzebuje przygotowanego wcześniej rozwiązania.

  28. Moja porada odnosnie finansow w zwiazku? Zarabiac duzo, duzo ponad tzw. srednie. Nie ma wtedy liczenia, wydzielania, tabelek, kieszonkowego itp….
    Jak mialem nascie lat, uslyszalem od starszego goscia ze milosc bez pieniedzy szybko sie nudzi…..
    Z kolei stary nauczyciel w szkole sredniej czesto powtarzal, zeby nie zenic sie zbyt wczesnie, ze odpowiedni wiek dla faceta to 28 lat…..
    Wiec najpierw zadbalem o pieniadze w swoim zyciu, a potem odnalazlem milosc…….:)

    • A czytałeś wcześniejsze wpisy Marcina o tym właśnie jak zarabiał sporo powyżej średniej, nie było liczenia, wydzielania, tabelek, itp. a potem się okazało, że ma ogromne długi? Same wysokie zarobki nie załatwią sprawy, potrzebna jest wiedza, planowanie, kontrola… A do tego i tak nie obejdzie się bez rozmów o finansach z drugą połową. Pozdrawiam 🙂

  29. Plastic Tofu

    Najważniejsze w finansach domowych to kochać się bardziej niż pieniądze, które zarabiamy. Kochać się bardziej niż wszystkie pieniądze świata, bo są one tylko środkiem do życia, a nigdy motywacją do szczęścia. Może ich być więcej lub mniej, możemy je wydawać bardziej lub mniej rozsądnie, ale numerki na koncie, czy nasz net worth nie ma żadnego znaczenia gdy radość w naszym związku powoli blednie. Z drugiej strony miłośc jest w stanie pokonać wszelkie problemy finansowe jakie stają na naszej drodze i jest ona kluczem do harmonii w danym momencie naszego finansowego życia. A przecież ciągle się ono zmienia, na starcie wielu z nas jest niezamożnych z rozbuchanymi marzeniami o wielkiej przyszłości. Cieszą nas zabawki, komputery, samochody czy nowe mieszkanie. Z czasem szukamy stabilizacji, rozwoju intelektualnego, kultury, sztuki oraz inwestycji w potomstwo. Gdy jest z górki chcemy zapewnić sobie komfortową jesień życia, zostawić po sobie ślad na tym świecie. Nasze spojrzenie na świat się zmienia, a z nim nasze finanse jedno w tym pozostaje niezmienne – nasz związek. Musimy pamiętać, że jesteśmy różni, różnie podchodzimy do pieniędzy i w czasie różnie zmienia się nasze podejście do tychże. Wystarczy tylko pamiętać dlaczego wybraliśmy tę osobę aby spędzić z nią całe życie, a problemy finansowe stają się trywialne, a z trywialnymi problemami przecież każdy może sobie poradzić. I sposób nie ma tu znaczenia, a tylko i wyłącznie motywacja.
    Jest taki moment w filmie “Italian Job” kiedy John Bridger (Donald Sutherland) mówi do Charliego Crockera (Mark Wahlberg) co jest najważniejsze w życiu:
    – Find somebody you want to spend the rest of your life with and hold onto her forever.
    To prawda, że rozmowa ta odbywa się na krótko przed największym skokiem ich życia, ale naprawdę wierzę w to, że znalezienie tej drugiej połówki jest dużo większym wyzwaniem niż pieniądze które w życiu raz są raz ich nie ma, ale dzięki tej osobie możemy cieszyć się momentami gdy jest bogato i iść z podniesioną głową gdy nad naszymi finansami zbierają się czarne chmury.

    Jakże inaczej podchodzimy do finansów na pierwszej randce i gdy jesteśmy małżeństwem z długim stażem pokazuje Sebastian Maniscalco, nasz lokalny komik, może czasem warto o tym pamiętać:
    https://www.youtube.com/watch?v=iTYnL0K2Btw

  30. Witam, mogę z pełną świadomością i odpowiedzialnością powiedzieć ze to właśnie dzięki temu blogowi no i oczywiście Tobie drogi autorze wprowadziłem system budżetu domowego. Początki nie były proste ciągle zastanawiałem się jak połączyć nasz wspólne wydatki a jednocześnie żeby każdy miał pieniądze na własne potrzeby bez poczucia że druga połówka wtrąca się w wydatki na małe głupstewka, uważam ze zaufanie jest ważne w związku więc nie chciałem wtrącać się w to że zona idzie kolejny raz do fryzjera albo że ja ciągle dokładam coś do auta, do tego fajnie robić sobie prezenty na święta czy urodziny więc ten budżet i to uwzględnia. Pamiętam jak na początku rozmów o tym był płacz i niedowierzanie w to, że chce spisywać każdy rachunek że na początku miesiąca będzięmy siadać i wspólnie planować na co wydamy argument żony…. “przecież u mnie w domu czegoś takiego nie było, jak by to widzieli moi rodzice to by nie uwierzyli ” a teraz jest zupełnie odwrotnie “nie wiem jak można nie planować swoich finansów ” dzięki temu mamy oszczędności buduje fundusz bezpieczeństwa, rozwijam się bo inwestuje w swoją edukacje (kursy, szkolenia) i planujemy budowę domu. Dziękuję Marcinie za twój blog

  31. Cześć 🙂

    Widzę, że ludzie się zaczęli rozpisywać ze świetnymi radami, więc chyba książki nie wygram… 🙁 ALE…. Podzielę się świetnym pomysłem dla tych, którzy mają partnera/partnerkę niezbyt optymistycznie nastawionego/nastawioną na jakiekolwiek oszczędzanie 😀 OTÓŻ:

    1) przygotuj przezroczysty słoik, naklej kartkę i doczep (lub połóż obok) coś do pisania. Na wieczku napisz cel (u mnie było “wymiana samochodu” ale może być to cokolwiek atrakcyjnego dla partnera/partnerki np. “nowe buty”)

    2) określ datę otwarcia (dla mnie było to motywacją, by do czasu otwarcia wrzucić jak najwięcej “papierków” – bo nie rozdrabnialiśmy się na monety). Oznajmiłam mężowi, że dnia xxx otwieramy słoik i wymieniamy auto na takie na jakie będzie nas stać (sprzedaż obecnego + słoik). Mąż się zdziwił, ale widziałam że już po miesiącu zaglądał na kwoty ile już odłożyliśmy 😛 Na zachętę ja wrzuciłam kilka banknotów ale potem… Czasem czułam że mąż chce ze mną rywalizować w tym kto więcej wrzuci 😀

    3) na karteczce na bieżąco wpisuj aktualną kwotę gdy coś dorzucasz (by nie musieć z ciekawości co chwilę liczyć odłożonych pieniędzy) nie rozdzielaj na kwoty kto ile wrzucił, bo wywołać to może konflikt zamiast radości podczas sprawdzania “zaskórniaków” 😉

    4) przygotuj się na MEGA zaskoczenie po otwarciu słoika 😀

    Zawsze to ja w małżeństwie uchodziłam za oszczędną i ostrożną obchodząc się z pieniędzmi, ale widok męża i jego zaangażowania wraz z “uciekającym” czasem do otwarcia był niesamowity! Teraz jeździ nowo kupionym samochodem z bananem na twarzy ;D a kolejny słoik na “poważny wydatek/zachciankę” już się zapełnia. POWODZENIA!

  32. Jak to czytam, to mam wrażenie, że u nas nie jest tak źle 😉 mamy co prawda oboje podobne podejście do pieniędzy, choć to chyba ja jestem większym próżniakiem ?
    Jednak pewne rozwiązanie dało mi dużo spokoju. Otóż – będąc parą (a nie małżeństwem), nie dość że mamy swoje osobne konta, to jeszcze dodatkowo jedno – wspólne. Ja mam kilka źródeł dochodów, w tym – swoją działalność, a mój partner ma umowę o dzieło. Podział pieniędzy jest prosty – ja przelewam pieniądze na życie na wspólne konto, a on płaci czynsz za wynajem ? (jeszcze, rozwiązanie tymczasowe). Dzięki temu na własne potrzeby kazdy ma swoje pieniądze i nikt nikomu nie skacze do oczu ?? budżet spisuje skrupulatnie, a gdy zbliżamy się do granicy ustalonej na 10 dni to wówczas odpuszczamy z pewnych udogodnień, które możemy podjąć z nową dekadą 😉 a wszystko, co zostaje z naszego miesięcznego wydawania ląduje na konto oszczędnościowe, na różne opłaty dodatkowe i wyjazdy 🙂
    Póki co zdaje sprawdzian, myślę że będzie się urozmaicać ten tryb dostosowując do potrzeb 😉 Pozdrawiam wszystkich serdecznie ?

  33. Jedna rada, która nam świetnie układa życie to wydzielone subkonto na dobroczynność. ?

    Automatyczny przelew z naszej pensji wysyła tam 10% i kiedy ktokolwiek potrzebuje pomocy, nie wahamy się żeby po prostu dać (oczywiście tylko mądra pomoc) z tego konta ?

  34. U nas generalnie ja zajmuje się wydatkami itp., ale mam taką “umowę” z żoną – że raz w miesiącu ze mną siada właśnie do budżetu. Robi to niechętnie 😛 ale tutaj bardzo przydaje się rada Marcina, żeby zaplanować sobie coś miłego po rozmowie o finansach. To naprawdę działa 🙂

    Moja rada dla dotyczy dysponowania tzw. nadmiarami. Z naszych pensji głównych coś tam odkładamy i to jest ustalone proporcjonalnie do wysokości zarobków każdego z nas – a cele są określone i wspólne, ale długo miałem problem co zrobić z ekstra pieniędzmi (np. z umów zleceń, jakichś premii, sprzedania czegoś na olx itp.). Przyznaje – nie chciało mi się co chwilę wpisywać do Excela tych kwot, żeby liczyć proporcje. Wszystko też nie mogło być “księgowane” na jeden cel, ani brane “sobie”. Więc wpadłem na taki pomysł: regularne przychody o określonej wysokości – tak jak było – proporcjonalnie do wysokości zarobków, natomiast ekstra wpływy – dzielimy na trzy: jedna trzecia idzie na duży cel (u nas – wkład własny), jedna trzecia – na drugi duży wspólny cel, a trzecią część dzielimy na dwa i każdy ma te pieniądze “dla siebie”. W ten sposób każde z nas i odkłada na coś wspólnego i jednocześnie ma coś dla siebie z premii. No i jeśli jest tak, że premię dostaje tylko jedna strona – to sprawiedliwie jest ona dzielona 🙂

  35. Jestem z Tobą już tak długo a wciąż mnie dziwi jak jesteśmy jednomyślni ? z Twojej listy 12 przykazań nie używam tylko “złego gliny”, a właśnie od tego miesiąca zaczęliśmy, tak przy Walentynkach, randki finansowe 😉

    To czego tu nie poruszasz, to fakt, że ta osoba, która ma większą miłość do pilnowania kasy by nie uciekała, staje się filarem finansowym w związku. Druga strona, nieważne jak bardzo wspierająca, nie będzie jednak dążyć do tego by te analizy czy rozmowy prowadzić. To po prostu nie będzie dla niej naturalne. Więc cały obowiązek pilnowania procesu, systematyczności, spoczywa na jednym z partnerów. U mnie to akurat padło na mnie i muszę przyznać, że czasem jest mi bardzo ciężko. Jest to spora odpowiedzialność, czasem stresująca, zwłaszcza w gorszych finansowo momentach i to ciągle wrażenie, że tylko ja to widzę… Dlatego wierzę, że te comiesięczne randki z finansami pomogą: raz że utwierdzą mnie, że nie jestem w tym sama i nie tylko mi na tym zależy, a dwa, że co dwie głowy to nie jedna i razem możemy zbudować dużo lepszy plan 😉 a do tego można się całować 😛

  36. Cele uwagi Marcinie. Wiele osób opisało bardzo ciekawe sposoby na osiągnięcie finansowego sukcesu. Przyznaję, że sam długo myślałem o tym, w jaki sposób przekonać moją żonę do podjęcia jakieś strategii na wspólne życie. Myślę, że istotą sukcesu jest właściwe zaprezentowanie samego siebie. Sądzę, że bycie fundamentem w wielu sprawach życiowych, w tym finansowym, jest drogą do zwycięstwa. Myślę też, że stabilna postawa (fundament postaw życiowych), zorientowanie na sukces i pewność siebie, może być atrakcyjne dla partnera. W poważnych związkach, aspirujących do statusu rodziny, kobiety chcą pewnych siebie mężczyzn, a nie chłopców. Z drugiej strony, mężczyźni również wolą stabilne kobiety. Chcąc myśleć o finansach, warto samemu stanowić filar. Pozostałe strategie, takie czy inne rozwiną się z czasem same, właśnie na tej wypracowanej wcześniej podstawie.

  37. Tak bardziej ogólnie.

    Miłość i pieniądze ?
    Musi być to pierwsze – MIŁOŚĆ, a raczej WŁAŚCIWY PARTNER życiowy.
    Właściwy partner to PRZYJACIEL, a wtedy wspólna odpowiedzialność za finanse tę przyjaźń pogłębia, albo weryfikuje.

    Biorąc pod uwagę rozwody – przyczyną zapewne jest właśnie ten pierwszy, niewłaściwy wybór partnera życiowego. Zdrady realne czy finansowe to skutki niewłaściwych pierwszych wyborów (partnera).
    Jeśli szwankują finanse w związku to najprawdopodobniej problem jest większy.
    “Uczciwość finansowa” jest barometrem związku.

    Wspólne finanse i wspólny budżet w związku są trochę jak KIJ, który ma dwa końce.

    Jeśli związek jest dobry, to wspólna odpowiedzialność za finanse działa na plus.
    Jeśli w związku jest źle, a życie pokazuje, że czasem rządzi ten kto ma kasę – to wspólny budżet domowy może (nie musi) być narzędziem kontroli (finansowej) nad osobą zależną finansowo. Ta słabsza osoba może być w ten sposób kontrolowana z każdej wydanej złotówki, a co za tym idzie, być w trudniejszej sytuacji, gdyby chciała się przygotować finansowo na odejście. Ta silniejsza, wykorzystująca przewagę może nie ujawniać się ze wszystkimi finansami.
    Pamiętam małżeństwo zaciągające kredyt mieszkaniowy, gdzie pan pokazując w banku dochody zastrzegł, żeby o jednym ze źródeł dochodu nie wspominać przy żonie, bo ona nie wie …. pani nie pracowała, zajmowała się dzieckiem.
    Gdy związek szwankuje to być może lepiej, żeby każde prowadziło budżet dla siebie.

  38. Jestem ogromnie wdzięczna mojemu mężowi, że zaczął interesować sie tematem finansów. Wspólne życie zaczynaliśmy z długami: kredyt na motor, karty kredytowe, pożyczka u mamy. Bo przecież inaczej się nie da! Bo w domu też zawsze mówili, że kupować na raty, bo zaoszczędzić się nie da.
    Wiem, ze z każdego wpisu, z każdego podcastu należy wyciągać wnioski. Podzwiwiam swojego męża. Wytrwale poszerza wiedze, na kartce notuje najważniejsze informacje i nie raz słyszę jak mówi z usmiechem : ‘pieniądze nie leżą na ulicy? Zobacz – tu jest’. Albo jak podnosi znaleziony grosz i mowi ‘chodź moja młodsza siostro miliona ?’
    Dzisiaj nasze wydatki są notowane – mąż prowadzi swój miesieczny budżet, ja niestety nie. Pomimo jego rad, nie jestem w tym systematyczna i zdarza mi się kupować coś przypadkowo, szczególnie na spacerach z dziecmi.
    Mamy dwa osobne konta i jedno wspólne.
    Dzięki temu jesteśmy w stanie więcej zaoszczędzić.
    Nie mamy dużych kosztów. Samochód kupilismy dopiero, jak byłam w drugiej ciąży. Cały czas uważalismy, ze to skarbonka bez dna. I z jednym dzieckiem autobusem i pociagiem zwiedziliśmy góry, morze, wakacje i święta u rodziców ktorzy mieszkaja od nas 300 km.
    Najlepsze jest to, ze często słyszymy : ‘Wam to się udało’. Ale jak zaczynamy temat finansów to w odpowiedzi słyszymy : ‘to nie jest takie proste’.
    Jak sie chce to jest. Wystraczy chcieć ?

  39. Marcinie,

    Zawsze bardzo chętnie czytam Twoje wpisy o finansach w związku, bo temat nie jest łatwy, a jego dobre ułożenie wymaga naprawdę dużo cierpliwości i wzajemnego zrozumienia. Dlatego wszystkie rady warte są uwagi.

    My z mężem zdawaliśmy sobie sprawę, ze nasze podejście do pieniędzy trochę się rożni, wiec od początku staraliśmy się wypracować jakiś kompromis i zasady, które pasowałyby nam obojgu.
    Zdecydowaliśmy mieć 2 konta osobne – na nasze własne wydatki i jedno wspólne, z którego opłacamy rachunki i bieżące życiowe potrzeby (zakupy, wspólne wyjścia, opłaty za samochód, drobne rzeczy do mieszkania itp.). Dzięki temu nie musimy się zastanawiać kto płaci za co, a jednocześnie pozostawiamy sobie margines swobody. Mamy tez 3 konta oszczędnościowe – każdy z nas i jedno wspólne. Na realizacje pasji i planów osobistych i wspólnych. Staramy się tez wykorzystywać swoje mocne strony w dbaniu o domowe finanse: ja tworzę budżet i monitoruje jego realizację, razem spisujemy wydatki ze wszystkich kont (nie komentując wydatków z kont wspólnych, a koncentrując się na tym czy trzymamy się planów), maż jest mistrzem w wyszukiwaniu promocji i ofert bankowych.

    Tak naprawdę przypominam sobie tylko jedna kłótnię dotyczącą pieniędzy. Dotyczyła tego, że jedno z nas wydało sporą sumę oszczędności na zakup zupełnie niezrozumiały z perspektywy drugiej strony. Wtedy właśnie okazało się jak każde z nas mocno związane jest ze swoim podejściem do pieniędzy. I pomimo tego, ze wydawało nam się , ze mamy spójny system wspólny, cos nie zagrało. Jako kompromis ustaliliśmy kwotę, powyżej której (przy jednorazowym wydatku), konsultujemy się z drugą połówką. W ten sposób mamy czas, żeby zgłosić wzajemne wątpliwości przez zakupem danej rzeczy, a nie kłócić się po fakcie, kiedy pieniądze już zostały wydane.

    Zdarza się też, ze wzajemnie namawiamy się na zakup czegoś, z czym druga strona się waha, a wiemy, jej się to marzy np. biletów na konkretny koncert, wyjazdu na weekend.

    Myślę, że najbardziej pomaga nam to, ze mamy wspólny cel nadrzędny: budowa domu. Wiec wszystkie nasze decyzje finansowe i rozmowy wokół pieniędzy staramy się sprowadzać do tego, jak dziać wspólnie, żeby ten cel urzeczywistnić, jednocześnie „mając coś z życia”.

    Na moim przykladzie moge powiedziec , ze kluczem jest rozmowa, zrozumienie i wspólna wizja przyszłości. Wtedy finanse przestaja być tematem tabu, a staja sie po prostu narzedziem do realizacji wspolnego zycia i planów.

  40. U nas jest tak:

    1. “Żywnościówka” – konto bankowe, do którego wydane są dwie karty. Raz w miesiącu na to konto przelewamy określoną ilość pieniędzy. Każdy z nas nosi swoją kartę w portfelu i z tego rachunku kupujemy jedzenie

    2. Każdy z nas raz w miesiącu przeznacza 85% swoich wszystkich zarobków na oddzielne konto, z którego robimy wszystkie opłaty. Nadwyżki odkładamy.

    3. 15% pozostałej części to pieniądze na własne wydatki. Nic nam do tego, co się za to kupi.

    Na razie się sprawdza 🙂

    • “1. “Żywnościówka” – konto bankowe, do którego wydane są dwie karty. Raz w miesiącu na to konto przelewamy określoną ilość pieniędzy. Każdy z nas nosi swoją kartę w portfelu i z tego rachunku kupujemy jedzenie”

      To jest ciekawe, nawet bardzo. Rozważę takie podejście.Kolejny krok do racjonalnego wydawania.

  41. 1. Wydawanie pieniędzy.
    Ja: skrajnie oszczędna, dziesięć razy zastanowię się zanim coś kupię – “Czy na pewno tego potrzebuję?”, “Czy to jest warte tych pieniędzy?”, “Może znajdę gdzieś indziej lepszą (tańszą) ofertę?” – i tak w nieskończoność, co nierzadko prowadzi do braku możliwości podjęcia jakiejkolwiek decyzji. Lub odkładania decyzji o kupnie w nieskończoność… Mój portfel się cieszy, ale cierpi na tym mój komfort życia. Posiadam aplikację “Spendee”, w której spisuje każdy, KAŻDY, najdrobniejszy wydatek. Mam pełną kontrolę nad swoimi pieniędzmi, żaden grosz w moim budżecie nie zniknie.
    On: oszczędza – kupuje na wyprzedażach, promocjach w supermarkecie, ale podejmuje decyzje o kupnie bardzo szybko, często (podkreślam, z mojego punktu widzenia osoby skrajnie oszczędnej) bez zastanowienia, czy dany produkt /usługa faktycznie jest mu potrzebna, czy może jest to chwilowa zachcianka. Nie prowadzi budżetu w “Spendee”, ale stara się kontrolować swoje wydatki.

    2. Kredyty.
    Ja: absolutna przeciwniczka kredytów konsumpcyjnych. Na kredyt hipoteczny również patrzę bardzo niechętnie – nie jestem w stanie przełknąć kredytu na 400-500 tysięcy. Zamiast tego zdecydowałam się odkładać ponad 50% mojego wynagrodzenia co miesiąc, żeby uzbierać sensowny wkład na kupno mieszkania, bez potrzeby zadłużania się na ogromną kwotę.
    On: zdecydował się na kredyt hipoteczny i kupił mieszkanie, w którym obecnie mieszka, przeznaczając co miesiąc 50% swojego wynagrodzenia na mieszkanie (rata kredytu + czynsz + rachunki). Efekt – mieszka w swoim własnym, przytulnym mieszkanku, podczas gdy ja wynajmuję ciasny pokój i nie mam miejsca, które mogłabym nazwać domem. Kiedyś wynajmie to mieszkanie, co zwiększy jego miesięczny dochód, a gdzie wtedy będę ja z moim mieszkaniem bez zobowiązań – tego nie wiem.

    3. Sytuacja finansowa
    Ja: w pełni zabezpieczona finansowo, utrata pracy mi nie straszna, w przypadku sytuacji typu “emergency” mam sporo gotówki pod ręką. Wspieram moją drugą połowę finansowo gdy jest taka potrzeba. Stać mnie na wakacje, wyjazdy, czy na spontaniczne, konsumpcyjne zachcianki (nie żebym takowe miała, ale fajnie że gdybym chciała to mogę 😉 )
    On: oszczędności są “zamrożone” w mieszkaniu na kredyt. Mieszkanie na wartości najpewniej nie straci, ale ciężko wyciągnąć z niego pieniądze w przypadku nagłej potrzeby. Wszelkie dodatkowe, nieprzewidziane wydatki potrafią mocno zachwiać jego miesięcznym budżetem.

    Mamy po 25 lat. Mamy te same zarobki. Mamy ten sam cel – zarabianie coraz większych pieniędzy, inwestycja w mieszkania pod wynajem, kiedyś, wspólne kupno dużego (docelowego) mieszkania dla nas, podróże, i inne. Mamy różne pomysły na osiągnięcie celu.
    Gramy w tę samą gre, niby osobno, stosując różne zagrywki i strategie, ale jednak razem, jako drużyna, strzelająca do tej samej bramki. Słuchamy siebie nawzajem, staramy się rozumieć swoje potrzeby i podjęte przez nas decyzje oraz, co najważniejsze, UCZYMY SIĘ od siebie. Dużo rozmawiamy o finansach, o tym na co wydajemy, lub chcielibyśmy wydać pieniądze, dajemy sobie wzajemnie porady, wspieramy się również w problemach i wątpliwościach na gruncie zawodowym.

    Moja głowna refleksja.
    Wysłuchaj rad swojego partnera, niezależnie od tego jak bardzo odmienne od twojego podejście reprezentuje. Czasem tak uparcie tkwimy w swoich postanowieniach i uprzedzeniach, że trudno nam dostrzec jego wady. Ja, jako osoba skrajnie oszczędna (skąpa 😀 ), cieszę się, ze mogę liczyć na mojego chłopaka, który czasem przemówi mi do rozsądku. Który powie mi, że zwyczajnie przesadzam, że nie mogę oszczędzać na WSZYSTKIM, kosztem komfortu swojego życia, kosztem swojego wyglądu, czy też kosztem swojego czasu (a czas to też pieniądz). Koniec końców, po to są pieniądze, żeby czasem jednak na coś je wydać. W przeciwnym wypadku jakby to się przełożyło na ich wartość… 😉

  42. W ciągu naszego paroletniego związku (a od ponad roku związku małżeńskiego :)) udało nam sie wypracować parę zasad i nawyków:
    1. Oszczędności – Każde z nas prowadziło budżet jeszcze zanim się poznaliśmy (z tego musiała się zrodzić miłość :)), teraz jest to już zaawansowany plik, bo połączylismy w nim nasze metody. Konta mamy osobne, bo po prostu tak nam łatwiej, ale oszczędności tratujemy jako kapitał wspólny. Prowadzenie budżetu niesie za soba oczywiście same korzyści.
    2. Zarobki – Ciągłe dążenie do ich zwiększania, a więc na jakiś czas wylądowaliśmy za granicą, to sporo ułatwia.
    3. Emerytura – ja oszczędzam w ramach IKE oraz zagranicznego Pension Plan (działa trochę jak nowo wprowadzone PPK w Polsce), jednak mój mąż preferuje inne sposoby zabezpieczania na emeryture, dlatego jeszcze przed ślubem kupił mieszkanie (patrząc na obecne ceny to była super inwestycja), które wynajmujemy i spłaca się ‘samo’:)
    4. Wspólny duży cel – budujemy dom, dzięki zagranicznym zarobkom zamierzamy za gotówkę doprowadzić budowę do określonego stanu, a na resztę wziąć kredyt, który będzie nadpłacany. Docelowo chcielibyśmy spłacić kredyt na dokończenie domu w 10-15 lat, a ten na mieszkanie zostawić, niech się spokojnie spłaca 🙂
    5. Minimalizm – ten punkt odgrywa duże znaczenie w oszczędzaniu, dzięki temu, że nie lubimy nadmiaru, po prostu nie kupujemy pierdółek i dziwnych ‘przydasi’. Zupełnie nie mamy takiej potrzeby, rzeczy powinny być praktyczne, bo są tylko rzeczami 🙂
    6. Świadomo rezygnacja z ‘luksusów’ – stać nas na samochód, ale go nie mamy, mieszkamy w centrum miasta, do pracy dojeżdżamy codziennie rowerami, na zakupy chodzimy pieszo, a gdy jest potrzeba dalszego wyjazdu, to wynajmujemy samochód na parę dni. Podobnie z wakacjami, stać nas na dalekie wypady all-inclusive, ale zadowala nas zwiedzanie Europy z noclegami w zwykłych hotelach.
    7. Rozwój– jesteśmy przed trzydziestką, z domu nie wynieślismy jakiś szczególnych przekonań o finansach, nie dostaliśmy na start samochodu, mieszkania itp;) Za to każde z nas jeszcze zanim się poznaliśmy dążyło do zdobywania wiedzy finansowej i nie tylko. Ja zaczęłam juz na studiach pracować w zawodzie co wiele mi dało, od lat interesuje się tematyka finansów (zaczęło się od Twojego bloga, za co bardzo dziękuję:)). Mój mąż za to zaczął bardzo dobre studia, które po roku rzucił, wyjechał do pracy fizycznej za granicę na pół roku i stwierdził, ze nigdy nie chce wracać do tego etapu, więc musi zacząć dobrze zarabiać. Od tamtej pory minęło sporo czasu, skończył inne studia, znalazł pracę, z której jest zadowolony, znowu mieszka za granicą (tym razem ze mną:)), ale już na innych warunkach. Nasza droga do rozwoju była więc zróżnicowana, różne były nasze motywy lecz udało nam się wypracowac dobre zasady finasowe i dobrze się uzupełniamy.
    PS. Do Polski niedługo wracamy, bo jednak nasza miłość zakwitła na polskiej ziemii i właśnie w tym pięknym kraju chcemy spędzić nasze życie, a dobre pieniądze można zarobić wszędzie. 🙂 <3 🙂

  43. Czesc Marcin,

    U nas zarządzanie finansami wygląda następująco. Z żoną znam się od 8 a małżeństwem jesteśmy od 5 lat. Uważam, iż jest najwspanialszą osobą jaka spotkałem w życiu, ale od zawsze mieliśmy i będziemy mieć dwa osobne konta. Moim zdaniem każdy jest kowalem swojego losu i gdy w związku jedna z osób zarabia o wiele wiecej (nie mam na myśli tutaj tylko mężczyzn, gdyż znam wiele związków gdzie kobieta zarabia o wiele wiecej) to może demotywowac druga osobę, która zarabia mniej o staranie się o podwyżkę lub szukania dodatkowego źródła dochodu. Dodatkowo przy wspólnym budżecie i rozbieżności w dochodach, osoba zarabiająca mniej mogłaby wydawać znacznie wiecej niż zarabia.
    Według mnie jeżeli ja wydaje dwa razy wiecej na jedznie to dlaczego moja zona miałaby za to płacić ? Skoro moją żona co miesiąc inwestuje w instrumenty pochodne typu: ciuchy, torebki, buty… itd to dlaczego ja miałbym za to płacić ? To sa jej ciężko zarobione pieniądze i ma do tego pełne prawo. Swoją droga często zadaje jej pytanie jaką miała stope zwrotu ze swoich inwestycji ?

    Dlatego w naszym przypadku ja prowadze od 4 lat swój plik z budżetem domowym i planuje wydatki na rok do przodu, a od 3 miesiacy prowadze plik z wydatkami i przychodami swojej żony, aby uświadomić jej gdzie się rozchodzą jej pieniedzą. Na poczatku miesiąca opłącam wysztkie rachunki i mówie: Kochanie w tym miesiąc rachunki wyniosły 1600 zł, przelej mi prosze 800 zł. Jeżeli chodzi o zakupy spożywcze, chemia, .. itp to zbieramy wspólnie rachunki i co tydzien żona wszystko podlicza i albo ja musze oddać jej albo ona mi. Oczywiscie wszystkie wydatki są spisywane w naszych plikach (co tydzien zajmuje nam to maksymalnie 25 min i zawsze się przy tym dobrze bawimy)
    Jako ojciec chciałbym odwdzięczyć się swojej żonie za to, iż urodziła (jako facet nigdy nie doświadcze bólu porodowego czy noszenia 8 kilo w brzuch) i wychowuje dwójke wspaniałych chłopaków dlatego:
    1. Jeżeli wychodzimy jeść lub bawic się na miasto ja płace za wszystko
    2. Jeżeli jedziemy na wakacje ja opłacam wszystko
    3. Jak żona przbywała na urlopie macierzyński i dostawał 80% swoje wypłaty, podzieliłem brakujace kwote na pół i wpłacałem tą kwote na jej konto

    U nas taki system działa znakomicie i NIGDY nie kłóciliśmy sie o pieniądze.

    • OpenYourMind

      Takkkkk kazdy jest kowalem swojego losu….ja wiecej zarabiam wiec wara od mojej kasy, ma cie to zmotywowac zebys wiecej zaczął/zaczęła zarabiać….pliki z wydatkami i przychodami współmałżonka, no Orwel 1984 jak nic……zwrot polowy kasy z brakujacego 20% na macierzyńskim….No i cóż za wspaniałomyślność i dziekczynnośc za urodzenie dzieci…..Nie no ja chyba snie to czytając…..Intercyze też spisałeś , rozumiem?
      Nasuneła mi sie 1 refleksja i 1 pytanie:
      -refleksja- jesteś niewolnikiem pieniadza, myslisz ze to ty go kontrolujesz ale jest odwrotnie
      -pytanie- po co sie żeniłeś?

    • @Maciek,
      wziąłeś pod uwagę, że dzięki temu, że Żona nie wymagała, żebyś sprawiedliwie podzielił się urlopem rodzicielskim i poszedł na tacierzyński:
      1) nie straciłeś 20% swojego, wyższego wynagrodzenia przez 6 miesięcy
      2) nie wypadłeś z rytmu pracy zawodowej , rok przerwy u Żony to bardzo długo i po powrocie po młodej matce pracodawca spodziewa się częstych L4

      Na swoim przykładzie wiem ile straciłam zawodowo decydując się na dzieci i na długi urlop wychowawczy. Startując miała zbliżone zarobki do męża. Jak wróciłam po 6 latach do pracy zarabiałam połowę mniej i przez kolejne lata już nie odrobiłam tej dysproporcji w zarobkach.

      Wspólny budżet w sytuacji, gdy podjęło się już decyzje o założeniu rodziny nie polega na tym, że każdy oddaje % swoich zarobków do wspólnego gara. To nie Urząd Skarbowy.

      Wspólny budżet polega na tym , że zarobki obu stron niezależnie od ich wysokości wpadają do wspólnego worka (przy wspólności majątkowej to przecież oczywiste) i ten wspólny worek dopiero dzieli się na:

      1) jakiś procent np. 8% wspólnych dochodów jako KIESZONKOWE dla każdej osoby i to ląduje na osobne konta, każdy dysponuje dokładnie taką samą kwotą, ile z tego wyda na własną edukację, książki , urodę czy ciuchy, a ile zaoszczędzi – sam decyduje

      2) Reszta jest dzielona na wspólne potrzeby i wydatki:
      oszczędności
      planowane większe wydatki (wakacje, samochód, komputer, meble, remont itp)
      raty kredytów
      opłaty stałe
      żywność
      edukację całej rodziny
      przyjemności (np. restauracje)
      cele charytatywne

      Żonie polecam książkę lub kurs Kamili Rowińskiej “Kobieta niezależna”

      • @ Bożena napisałaś:
        “Na swoim przykładzie wiem ile straciłam zawodowo decydując się na dzieci i na długi urlop wychowawczy. Startując miała zbliżone zarobki do męża. Jak wróciłam po 6 latach do pracy zarabiałam połowę mniej i przez kolejne lata już nie odrobiłam tej dysproporcji w zarobkach”
        Złe podejście do zycia i tematu. Pieniadze to tylko pieniadze. Mozna odrobić. Czasu który spedziłas z dzieckiem nie sposób przeliczyc na kase.Nic nie straciłaś, mam nadzieje że kiedyś to zrozumiesz.
        Moja zona obecnie nie pracuje juz od 2 lat. Więc ma ten PRZYWILEJ (tak, w dzisiejszych czasach to przywilej) że codziennie może byc z naszym dzieckiem, patrzeć jak dorasta, uczyc go , pokazywać mu świat. Tego nie zrobi żaden żłobek czy przedszkole.Moja zona nie siedzi w domu. Ona codziennie cięzko pracuje wychowując nasze dziecko….A jest w tym mega dobra….A pieniadze? No cóż, moja w tym głowa.Facet powinien zarabiać i utrzymać rodzine na dobrym poziomie. W przeciwnym razie niech sie do tego nie zabiera ( do zakładania rodziny) Niestety z punktu widzenia faceta stwierdzam, że w dzisiejszych czasach to mamy 30-letnich chłopców a nie facetów……Z tego względu powstaja potem problemy w finansach i związkach….

        • @Facet

          Źle odczytałeś “straciłam zawodowo”.
          Absolutnie tego nie żałuję.

          Komentarz tyczy się wcześniejszego wpisu @Maćka z postawą “każdy jest kowalem swojego losu” i obawą, że Zona “mogłaby wydawać więcej niż zarabia”.

          Jak jest rodzina to jest już wspólny los i stoję na stanowisku, że osobne kieszonki i konta owszem, ale zasilane dokładnie tą samą kwotą ze wspólnych dochodów.

  44. W naszym domu budżet prowadzę ja, aczkolwiek wszelkie kwestie finansowe ustalamy wspólnie. Pod koniec miesiąca siadamy i gadamy o wydatkach jakie planujemy na najbliższy czas, o tym, co możemy zrobić, żeby było łatwiej i aby z naszej poduszki finansowej nie uchodziło powietrze. Mamy osobne konta, oboje zarabiamy, ale pieniądze wydajemy wspólnie. Część opłat robię ja, część mój partner (mniej więcej po połowie). Rozumiemy swoje potrzeby, ale staramy się robić wszystko z głową.
    Ważne jest to, aby każde z nas miało świadomość tego, jak wydajemy pieniądze. Dlatego:
    – wspólnie chodzimy na zakupy, byśmy oboje wiedzieli co i ile kosztuje,
    -dużo rozmawiamy o naszym finansowym planie na życie i o tym, jak ten plan wykonać,
    -zaraz po wypłacie opłacamy wszystkie rachunki, odkładamy na poduszkę finansową,
    -wszystkie decyzje finansowe podejmujemy wspólnie,
    -wystrzegamy się brania kredytów, zaciągania różnego rodzaju długów,
    -mamy kilka „skarbonek”, każda z nich przeznaczona jest na inny cel np. wakacje, przyszłość rodziców, ślub,
    -rozmawiamy.
    U nas te zasady idealnie się sprawdzają. Może dlatego, że są proste i zrozumiałe dla nas obojga.

  45. Dzień dobry,

    mój sposób na finanse w związku to kontrola wydatków stałych (w tym inflacji życia) i pozostawienie względnej swobody w wydawaniu pewnej sumy pieniędzy przez każdą osobę w związku.

    W dużym skrócie wygląda to tak: mamy dwa oddzielne konta i jedno wspólne oszczędnościowe. Z uwagi na różnice w wysokości wynagrodzeń jedna osoba zajmuje się opłacaniem wszystkich rachunków, kredytów, kosztów transportu, większości wydatków nadprogramowych i oszczędnościami. Druga osoba odpowiada co do zasady – wyłącznie za produkty spożywcze – zapewnienie jedzenie 🙂 Nadwyżka na koncie z większymi zarobkami może być przeznaczona na na konto oszczędnościowe lub inne formy oszczędzania czy też inwestycji albo wreszcie sfinansowanie wspólnych celów.

    Wszystko jest skalkulowane w taki sposób, żeby żadna ze stron nie była pokrzywdzona. Tzn. chodzi oto, żeby każda osoba po odjęciu swoich zobowiązań pozostawała z kwotą na swoje swobodne wydatki. Trzeba dbać żeby w tym zakresie panowała względna równowaga – tak żeby każdy mógł swobodnie dysponować podobną “luźną kwotą”. Duża rola w kontrolowaniu tej równowagi osoby zarabiającej więcej.

    Wolność w tym zakresie polega na tym, że wydatki z tej “wolnej kwoty” są właściwie poza kontrolą. Każdy robi z nią co chce i oczywiście w praktyce w związku i tak istnieje przepływ informacji, ale nikt w to szczególnie nie wnika. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której np mając wspólne konto widziałbym jak żona rano kartą kupuje sobie np. kawę czy robi jakieś zakupy. To byłaby zbyt duża inwigilacja, a poza tym daje to poczucie swobody.

    Korzystając z okazji, chciałbym podziękować Autorowi za świetną pracę na tym blogu. Udzielam się pierwszy raz, ale jestem jego stałym czytelnikiem. Dużo merytorycznej treści, zero lania wody. Ciekawe tematy, dzielenie się własnymi doświadczeniami. Podziwiam zapał do pracy i misję bloga. Chylę czoła. Brawo!

  46. Marcinie,

    Twój blog jest jedynym w jakim czytam komentarze do końca, czasem nawet wracam do danego wpisu żeby zobaczyć czy coś nowego ktoś dopisał.
    Dziękuję wszystkim powyżej za to że się dzielą swoimi pomysłami na zarządzanie finansami w swoich związkach. To moim zdaniem bardzo ważny temat. Myślę, że i bez konkursu czasem treść z komentarzy śmiało może rywalizować z Twoją we wpisie :-))))
    Dziękuję jeszcze raz Tobie i Twoim czytelnikom.

Odpowiedz

Top
MENU