FBO 068: Trzy najciekawsze odkrycia 42-latka. Mój urodzinowy podcast dla Ciebie

44

Dokładnie dwa lata temu, z okazji moich 40-tych urodzin, opublikowałem na blogu podcast z 10 życiowymi radami dla moich Czytelników. Dzisiaj dorzucam do tej puli kolejne trzy działania, które bardzo pomagają mi w szczęśliwym życiu.

To dla mnie szczególny czas, bo dzisiejszy wpis stworzyłem tuż przed moimi 42. urodzinami. Dokładnie dwa lata temu opublikowałem na blogu podcast zatytułowany: „10 życiowych porad od czterdziestolatka”, a tutaj pstryk – i nie wiadomo kiedy minęły kolejne dwa lata. Czas mija i robi swoje. Dlatego tak bardzo ważne jest, żebyśmy też robili swoje, bo tylko wtedy wszystko będzie w najlepszym porządku. Jeśli nie miałeś okazji posłuchać tamtego odcinka, to serdecznie zachęcam Cię do tego. Przypomnę tylko, że wymieniłem w nim takich oto 10 punktów:

1. Przejmij dowodzenie w swoim życiu.
2. Wiedz, czego chcesz – kapitan musi wiedzieć, dokąd płynie.
3. Najpierw odnieś sukces w domu.
4. Bądź odważny.
5. Doceniaj to, co masz.
6. Ciesz się zmianą.
7. Mniej czytaj, więcej działaj.
8. Mądrze zarządzaj czasem.
9. Mądrze zarządzaj pieniędzmi.
10. Prowadź dziennik, bo to pomoże Ci w dużo lepszym i bardziej świadomym
życiu.

Rozwinięcie tych 10 punktów znajdziesz oczywiście w 35. odcinku podcastu Finanse Bardzo Osobiste. A co czeka nas dzisiaj? Dzisiaj do tamtej listy chciałbym dorzucić kolejne trzy punkty.

Małe wielkie odkrycia

Przejrzałem dokładnie notatki w moim dzienniku z ostatnich dwóch lat w poszukiwaniu tzw. „odkryć”. Refleksji, które szczególnie przykuły moją uwagę w tym czasie, które skutecznie pomagają mi w prowadzeniu dobrego i świadomego życia i mają bardzo pozytywny wpływ na to, co się w tym życiu dzieje. To są takie rzeczy, które bardzo chciałbym przekazać też moim córkom, aby ułatwić im start w dorosłe życie, ułatwić im poznawanie i lepsze zrozumienie świata a także wyrabianie własnego światopoglądu i budowanie własnego szczęśliwego życia.

A dlaczego nazywam te punkty „odkryciami”? A no dlatego, że nie są to wytwory mojej własnej wyobraźni i nie jest to oryginalny produkt mojej domorosłej filozofii. Nie zanurzam się w swoich myślach i nie staram się formułować życiowych mądrości jedynie w oparciu o własne doświadczenia czy przemyślenia, bo – o ile te doświadczenia są dla mnie bardzo ważne – to jednak wnioski płynące tylko z moich doświadczeń byłyby raczej mało znaczące, a już z pewnością nie byłyby uniwersalne.

Odkrycia czy wnioski – a co to właściwie za różnica?

Zawsze trochę mnie dziwi, gdy np. w mediach pojawiają się tzw. celebryci, czyli zgodnie z definicją Daniela Boorstina – osoby znane z tego, że są znane. Opierając się tylko na własnych doświadczeniach radzą innym, jak wychowywać dzieci, jak się odżywiać, jak prowadzić zdrowy tryb życia, jak tworzyć szczęśliwy związek, a nawet jak uprawiać seks. O seksie moim zdaniem sensowniej jest czerpać wiedzę od prof. Lwa Starowicza, a o zdrowym odżywianiu wolę posłuchać porad wyspecjalizowanych w tym dietetyków. Dla mnie np. obszarem, którym zajmuję się zawodowo po 12 godzin na dobę są oczywiście finanse osobiste i inwestowanie – i to jest temat, w którym łatwo przychodzi mi formułowanie wniosków.

Dlatego właśnie taki odcinek, jak dziś, nazywam dzieleniem się moimi „odkryciami”, a nie prywatnymi wnioskami. Na czym polega różnica? Odkrycia to są tematy, na które natknąłem się głównie czytając różne książki, najczęściej polecone mi przez osoby, które bardzo cenię. To właśnie tam wpadam czasami na jakąś ideę, która mnie intryguje, bo zdaje się być odpowiedzią na problem, który staram się rozpracować. Potem trochę drążę taką ideę, testuję jej działanie u siebie i kiedy dochodzę do wniosku, że to faktycznie ma ręce i nogi – wrzucam to na listę swoich „życiowych zasad” i sposobów postępowania. I dzisiaj podzielę się z Tobą właśnie takimi trzema najciekawszymi, odkryciami, które trafiły na moją listę w ciągu ostatnich 24 miesięcy. Świadomość ich działania jest dla mnie bardzo pomocna, dlatego mam wielką nadzieję, że ta wiedza przyda się również i Tobie. Serdecznie zapraszam 🙂

Możesz także obejrzeć podcast w formie wideo 🙂

Tu możesz pobrać treść tego odcinka lub kontynuować czytanie poniżej:
FBO 068: Trzy najciekawsze odkrycia 42-latka. Mój urodzinowy podcast dla Ciebie.pdf

Odkrycie pierwsze: Bądź hiperrealistą

To punkt zaczerpnięty z jednej z najważniejszych książek, które wpadły mi w ręce w ostatnich dwóch latach. Ta książka to „Principles” Raya Dalio. Ponieważ lubię łączyć przyjemne z pożytecznym i przy okazji zdobywania wiedzy, rozwijać też swój angielski, to wszystkie książki i audiobooki czytam i słucham po angielsku. Dlatego będę podawał tu tylko angielskie tytuły – nawet nie wiem nawet, czy są już polskie wydania tych książek.

O co chodzi z tym hiperrealizmem? W telegraficznym skrócie: polega to na tym, aby starać się w pełni zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość i rządzące nią zasady. Aby nie mylić tego, jak naszym zdaniem powinno być, z tym, jak jest w rzeczywistości. Bardzo wiele osób żyje różnego rodzaju utopiami i ideami, które się nigdy nie zrealizują, bo nie biorą pod uwagę tego, jak działa świat i jak działa człowiek.

Sprawdź aktualne rankingi SIERPIEŃ 2019
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Hiperrrealista vs Socjalista

Weźmy na przykład promotorów skrajnego socjalizmu, aż po komunizm, oparty na zupełnym braku prywatnej własności i wspólnym podziale wszystkich dóbr. Na pierwszy rzut oka brzmi to fajne i bardzo sprawiedliwe – wszystko jest wspólne i dzielimy się po równo. Niestety, biologia człowieka, sposób funkcjonowania naszych mózgów i sposób funkcjonowania relacji społecznych pomiędzy ludźmi sprawia, że natychmiast w takim systemie pojawi się jakiś Wielki Brat. Zostaje stworzona wielopiętrowa biurokracja i administracja czuwająca nad „sprawiedliwym” podziałem dóbr i już kilka lat po takim socjalistycznym przewrocie znów będą równi i równiejsi – jak pisał Orwell.

Polakom komunizm i socjalizm kojarzą się z okresem po II Wojnie Światowej do 1989 roku, a obecnie z Koreą Północną, Kubą czy Wenezuelą. Ale ludzie eksperymentowali z systemami socjalistycznymi wielokrotnie: w Sumerii, 2100 lat p.n.e , w starożytnym Egipcie w czasach Ptolemeuszy, a w samych Chinach przynajmniej trzykrotnie. Efekt końcowy zawsze był podobny: pełnia władzy w rękach garstki działaczy i ogromne zubożenie ludzi najciężej pracujących, którzy najbardziej liczyli na to, że skorzystają z dobrodziejstw systemu socjalistycznego.

Hiperrrealista vs Kapitalista

Dokładnie z takich samych powodów – czyli ze sposobu, w jaki działają ludzie, gdyż tak są predysponowani biologicznie – nie sprawdza się w pełni liberalny kapitalizm. Kiedyś byłem zwolennikiem w pełni liberalnej gospodarki, ale dziś nie mam już żadnych złudzeń, że to jest utopia w takim samym stopniu jak komunizm. W pełni liberalny kapitalizm nieuchronnie prowadzi do wielkiego rozwarstwienia społecznego. Ludzie są bardzo chciwi, a apetyty osób wykazujących szczególne zdolności do bogacenia się, są wręcz nieposkromione. Bez względu na to, ile mają, zawsze będzie im za mało. Zawsze będą chcieli więcej, więcej, więcej i jeszcze więcej.

Ktoś może powiedzieć, że to dobrze, że – cytując Gordona Gekko z filmu „Wall Street” – chciwość jest dobra. Prawda jednak jest taka, że w ten sposób dochodzi do ogromnego rozwarstwienia społecznego i – podobnie jak w skrajnym socjalizmie – do koncentracji faktycznej władzy i wpływów w rękach niezwykle wąskiej grupy ludzi. Efekt końcowy? Podobny jak w systemach socjalistycznych: rzesze ludzi o niskich dochodach i garstka bogaczy. Dlatego właśnie tak skrajne idee jak socjalizm czy w pełni liberalny kapitalizm nie są receptą na ekonomiczne problemy świata.  

Jak hiperrealista działa w praktyce?

Ale zejdźmy może z naszym hiperrealizmem na ziemię i zobaczmy, jak taki hiperrealista działa w praktyce, a przede wszystkim, czym różni się od niepraktycznego marzyciela. Załóżmy, że zarówno niepraktyczny marzyciel, jak również hiperrealista, chcą więcej zarabiać. Pierwszy uważa, że państwo powinno zapewnić mu godną płacę, a szef sam powinien zaproponować mu podwyżkę. Dochodzi do wniosku, że jak skończy jeszcze jeden fakultet, to firma go doceni i na pewno zacznie mu więcej płacić. Dlatego przez kolejnych pięć lat tłucze następną magisterkę. A kiedy nic się jednak nie zmienia, marzyciel buntuje się, wkurza, hoduje swoją frustrację i dochodzi do wniosku, że świat jest niesprawiedliwy i że tak nie powinno być. Skoro szef udaje, że mu płaci, to on nie będzie przykładać się do pracy, tylko będzie udawać, że pracuje. Ha, ha! Skoro nie dali mi podwyżki, to sam sobie podniosę stawkę godzinową i zamiast pracować przez 8 godzin będę pracować 3 godziny dziennie. W efekcie wylatuje z pracy i dołącza do grona osób narzekających, że w Polsce nie da się żyć.

Hiperrealista działa inaczej. Też ma oczywiście marzenia i też chce więcej zarabiać. Ba! Też uważa, że Państwo powinno zapewnić godną płacę, a w przyszłości godną emeryturę. Ale wie, że biorąc pod uwagę działania polityków, nie ma co na to liczyć i żadne błagania czy tanie obietnice wyborcze niczego tu nie zmienią. Dlatego nie liczy na polityków, liczy na siebie. Szef powinien sam z siebie dać mu podwyżkę? Być może. Ale hiperrealista doskonale wie, że ostatnią rzeczą, o której myśli szef, jest jego podwyżka. Dlatego sam idzie do szefa, sam inicjuje rozmowę i ustala jasne zasady: jak mogę zwiększyć swoja wartość dla firmy, aby zarabiać więcej? Czy mogę dostać więcej odpowiedzialności? Więcej zadań? Jak mogę wnosić więcej wartości i dzięki temu więcej zarabiać? Idzie do szefa, ciśnie, potrafi negocjować. Ale – co najważniejsze – wykonuje swoją robotę w taki sposób, że szef nie wyobraża sobie życia bez niego i z przyjemnością płaci mu więcej. A jeśli nie chce zapłacić? To hiperrealista żegna się z firmą i idzie tam, gdzie mu zapłacą więcej. A co z rozwojem i edukacją? Hiperrealista wie, że nikt nie będzie nikomu więcej płacił tylko dlatego, że ktoś skończył dwa, czy nawet pięć fakultetów. Skoro celem jego działania mają być wyższe zarobki, to zdobywa te umiejętności, które faktycznie pomogą mu w osiągnięciu tego celu.

Mam nadzieję, że wiesz, o co chodzi z tym hiperrealizmem. Ja rozumiem go tak, że działamy w oparciu o to, jak jest w rzeczywistości, a nie w oparciu o to, jak chcielibyśmy, żeby było. Każdym obszarem życia rządzą pewne reguły. Jeśli chcesz być zdrowy, nie szukaj magicznych suplementach, bo stracisz czas i pieniądze. Poznaj i wprowadź w życie faktyczne zasady dbania o zdrowie. Chcesz być szczuplejszy? Nie szukaj magicznej pigułki odchudzającej, tylko poznaj i wprowadź w życie działające zasady dbania o wagę. Chcesz być człowiekiem zamożnym? Nie szukaj magicznych formuł na szybkie wzbogacenie się i nie licz na spadek czy wygrana na loterii. Poznaj prawdziwe zasady bogacenia się i wprowadź je w życie.

Nie oszukuj sam siebie

Nie bądź niepraktycznym marzycielem czy skrajnym idealistą, bo to jest prosta droga do frustracji i walenia głową w mur. Poznaj rzeczywistość, zrozum, jak działa i dostosuj odpowiednio swój sposób postępowania. Wtedy – w przeciwieństwie do niepraktycznego marzyciela – Ty swoje marzenia zrealizujesz. Zatem nie oznacza to pod żadnym pozorem rezygnacji ze swoich marzeń. Przeciwnie, oznacza to wybór tej drogi, która do realizacji marzeń faktycznie prowadzi. Ray Dalio dzieli się nawet bardzo fajnym wzorem:

Marzenia + Rzeczywistość + Determinacja = Udane Życie

A skoro mowa o determinacji, to przejdźmy do kolejnego punktu.

Odkrycie drugie: Wypracuj swoją pasję  

No właśnie, jak to jest z tą pasją? Praca z pasją stała się pojęciem niezwykle modnym, a powiedzenie: „Rób to, co kochasz” robi prawdziwą furorę. Niektórzy mówią nawet: „Znajdź swoją pasję i zarabiaj na niej, a w życiu nie przepracujesz już ani jednej godziny”. Nic zatem dziwnego, że miliony ludzi, którzy nie przepadają za obecnie wykonywaną pracą, z coraz większą frustracją stara się na siłę odkryć swoją wielką pasję. Pasję, która będzie pochłaniać dnie i noce, która nie będzie męczyć – bo przecież to kochamy – a w dodatku da nam dużo zarobić, bo podobno, jeśli „robisz to, co kochasz, to pieniądze przyjdą same”.

Przyznam się szczerze – kilka lat temu łykałem te kawałki o pasji jak młody pelikan. Ale dzisiaj patrzę już na to zupełnie inaczej. Od razu zaznaczę, że jestem w bardzo uprzywilejowanej sytuacji, bo to, czym się obecnie zajmuję, jest moją ogromną pasją. Ale sposób dojścia do tego momentu i przede wszystkim wiedza na temat tego, jak się do pasji dochodzi, to już zupełnie inna sprawa.

Mity na temat pasji

Przede wszystkim chciałbym tu rozwiać ogromny mit. Nie jest prawdą, że jeśli robisz coś z pasją, to „nie przepracujesz ani dnia więcej”. To bzdura. Wykonując pracę z pasją, pracuje się równie ciężko, a nawet ciężej, niż kiedykolwiek. Ma się oczywiście poczucie głębszego sensu, zdecydowanie taka praca daje też ogromną satysfakcję, ale praca z pasją, to ciągle jest ciężka „praca”, a nie żadne „odpoczywanie” z pasją.

Drugim mitem, z którym chciałbym się także rozprawić, jest stwierdzenie, że jeśli będziesz robić to, co kochasz, to pieniądze zadbają o siebie same. Otóż to jest bzdura. Na swojej pasji zarobisz tylko pod dwoma warunkami. Po pierwsze – Twoja praca i jej efekty muszą kreować realną wartość dla innych ludzi, bo tylko wtedy będą gotowi Ci za tę pasję zapłacić. Dlatego pasja do tworzenia użytecznych aplikacji komputerowych może być pomysłem na dobry biznes, ale już pasja polegająca na badaniu zanikających języków indiańskich plemion, raczej nie. To może być co najwyżej hobby. Ale nawet jeśli pasja jest pożyteczna dla innych, to ciągle jeszcze za mało. Jeśli faktycznie chcesz na niej zarabiać, to jest jeszcze drugi warunek – musisz być w tym po prostu bardzo, bardzo, bardzo dobry. Prawa rynku mają takie same zastosowania do biznesów prowadzonych z pasją, jak i do biznesów prowadzonych bez niej. Sama pasja nie wystarczy.

Zostawmy jednak te sprawy, bo o nich wiedziałem od dawna i to nie one są tym „odkryciem”, którym chciałbym się z Tobą podzielić. Odkrycie polega na czymś innym, a natknąłem się na nie w książce Angeli Duckworth, pt. „Grit”. Ta książka jest w Polsce dostępna pod tytułem „Upór. Potęga pasji i wytrwałości”.

Zastanawiałem się od jakiegoś czasu, jak pomóc w odkryciu pasji moim dzieciom. Nie mam żadnych wątpliwości, że praca z pasją jest super i chciałbym, aby tak właśnie mogły pracować. Co jednak zrobić, kiedy żadne z dzieci nie zamyka się w nocy w laboratorium robiąc eksperymenty chemiczne ani nie studiuje raportów finansowych spółek giełdowych, jak robił to 12-letni Warren Buffett. Są najzwyklejszymi dziećmi, które chłoną z radością otaczający je świat i nie mam najmniejszego zamiaru tego dzieciństwa im skracać. Jednym z obszarów, jakie przebadała Angela Duckworth było właśnie to, w jaki sposób rodzi się zainteresowanie tym, co robimy, jak rodzi się zamiłowanie do pracy i jak dochodzi do powstania pasji.

Jak dochodzi do powstania pasji

Większość z nas wyobraża sobie, że pasja to jakiś dar, który nagle odkrywamy. Że oto już od wczesnego dzieciństwa w naszej głowie tkwi jakaś wielka idea i my niczym młody Albert Einstein poświęcamy jej całe życie. Okazuje się jednak, że poza nielicznymi wyjątkami ludzi, którzy dość szybko odkryli zajęcie, które faktycznie pokochali od pierwszego wejrzenia, w przypadku większości ludzi kolejność jest zwykle inna. Najpierw są długie lata ciężkiej i często żmudnej pracy, a dopiero potem z tej ciężkiej pracy powstaje zamiłowanie i pasja. I właśnie dlatego zatytułowałem ten punkt: wypracuj swoją pasję. Myślę, że to jest dość ważna informacja dla osób w wieku około trzydziestu lat, które są czasem po jednej czy dwóch zmianach pracy i ciągle nie wiedzą, co tak naprawdę chciałyby w życiu robić.

Otóż zamiłowanie do własnej pracy, zwane powszechnie pasją, faktycznie zaczyna się od czegoś, co Cię interesuje i sprawia przyjemność, ale następnie musisz tę swoja umiejętność przez długie lata rozwijać, a potem przez całe życie pogłębiać. Dlatego dzieciństwo, to raczej nie jest okres, w którym odkrywa się pasję. Ale już np. na studiach zaczynasz mieć pewne przeczucie, w którą stronę bardziej Cię ciągnie i jakie dziedziny życia wydają Ci się ciekawsze. I zwykle nie odkrywa się tej pasji poprzez introspekcję i ciągłe myślenie w czterech ścianach na temat tego, co ja właściwie lubię robić. Nie przewidzisz, co Cię tak naprawdę zainteresuje i sprawi Ci przyjemność.

Co Cię pociąga, co interesuje, co sprawia przyjemność?

Do odkrycia przyszłej pasji dochodzi się najczęściej poprzez interakcję ze światem zewnętrznym, wypróbowanie różnych opcji, aż w pewnym momencie zaczynamy mieć coraz większą świadomość, co nas pociąga, co interesuje, co sprawia przyjemność.  Zwykle nie jest to żadne nagłe „olśnienie” w rodzaju: „ Tak! To jest to!”. Te nasze wczesne zainteresowania są dość ogólne, nietrwałe, przemijające. Ale gdy zaczniemy je mądrze rozwijać, zrozumiemy interesującą nas dziedzinę, będziemy w niej coraz lepsi, znajdziemy ludzi, którzy nam pomogą w tym rozwoju, zaczniemy otrzymywać pozytywny feedback, że jesteśmy w tym dobrzy – wtedy, krok po kroku, praca przeradza się w pasję. Dlatego jeszcze raz: pasję rzadko kiedy się odkrywa. Ale można ją wykuć świadomą pracą!

Tutaj ważne jest również zdanie sobie sprawy, że gdy mamy już coś, co jest tym naszym potencjalnym obszarem pasji, musimy dać sobie czas na jej rozwinięcie. Dlatego potem nie skaczmy już z kwiatka na kwiatek, tylko rozwijajmy tę pasję. Zaczynanie nowej rzeczy od nowa jest fascynującej, ale to jest zwykły entuzjazm nowicjusza, który szybko przeminie. Jeśli czujesz, że to jest to – zainwestuj 10 000 godzin, a stanie się Twoja pasją.

I już na zakończenie tego punktu – wybierz z głową. Niech Twoja pasja będzie dobra dla innych, niech będzie pożyteczna, niech dzięki niej jakiś kawałek świata lub czyjegoś życia stanie się po prostu lepszy.

No dobrze, to czas na trzeci i ostatni punkt. Łączy się on pośrednio z poprzednim, a dotyczy ciekawego połączenia pomiędzy naszymi celami, a czymś, co Robert Korzeniowski – nasz wielokrotny mistrz świata i złoty medalista olimpijski – nazywał „Mistrzostwem codziennej rutyny”. A zatem punkt trzeci!

Odkrycie trzecie: Skoncentruj się bardziej na systemie działania, niż na celu

To jest punkt z książki „Atomic Habits” Jamesa Cleara, którą od czterech miesięcy rozkładam na czynniki pierwsze. Nic zatem dziwnego, że dość często ostatnio się do niej odnoszę. Moje „odkrycie”, o które chodzi w tym punkcie, James Clear nazwał tak: „Zapomnij o celach, skoncentruj się na systemach”.

„Zapomnij” to raczej zbyt mocne słowo, bo jasno zdefiniowane cele wyznaczają kierunek, do którego dążymy i są bardzo ważne. Ale koncentracja jedynie na celu nie wystarczy. O tym, czy dany cel osiągniemy, zadecydują ostatecznie te rzeczy, które robimy każdego dnia. To właśnie takie mistrzostwo codziennej rutyny prowadzi z czasem do wielkich rezultatów. Dlatego zamiast powtarzać w kółko: „Chcę osiągnąć to czy tamto”, zastanów się i dobrze zaprojektuj taki system działania, który każdego dnia będzie przybliżać Cię do celu i zwiększać prawdopodobieństwo jego osiągnięcia.

Skupienie na systemie działania w praktyce

James Clear fajnie pokazuje, że koncentracja na systemie działania jest znacznie skuteczniejsza niż koncentracja na samych celach. Załóżmy, że chcesz schudnąć 10 kilogramów. Jeśli skoncentrujesz się na systemie,  czyli na tym, aby każdego dnia zdrowo zjeść i zafundować sobie odpowiednią dawkę ruchu, osiągniesz swój cel nawet wtedy, gdy po drodze nie będziesz go sobie przypominać. Cele dotyczą zatem REZULTATÓW, które chcemy osiągnąć, a nasz system działania dotyczy PROCESU, który ma nas do celu doprowadzić.

Gdy jesteś trenerem, Twoim celem może być zdobycie mistrzostwa Polski przez Twoją drużynę. Natomiast Twoim systemem jest rekrutacja zawodników, sposób ich trenowania, motywowania, itp. Gdy jesteś pianistą, Twoim celem może być piękne zagranie „Bohemian Rapsody”. Twoim systemem jest natomiast to, jak często ćwiczysz, jakiego masz nauczyciela, itp. Jeśli wdrożysz w życie właściwy system i dopracujesz go, wtedy cel zrealizuje się sam. To dla mnie o tyle ważne odkrycie, że jeszcze do niedawna wspinałem się na szczyty silnej woli, czytałem swoje cele niemal codziennie i – jeśli mi się nie chciało czegoś zrobić – mówiłem sobie: „Dawaj chłopie, do roboty, dasz radę, to ważne!”. Teraz idzie mi znacznie łatwiej, bo zacząłem przykładać uwagę gdzie indziej.

Przykład z mojego życia wzięty

Oto jeden z przykładów, jak wykorzystuję to w swoim życiu. Jednym z bardzo ważnych dla mnie celów jest napisanie i wydanie książki o inwestowaniu. Mam ambicję, aby była to książka bardzo ciekawa, wciągająca, pomagająca tak zrozumieć inwestowanie, aby moi Czytelnicy mogli napisać w swojej recenzji: „To jest najlepsza książka o inwestowaniu, jaką w życiu czytałem!”.

Aby zapewnić taką jakość, muszę być zawsze świeży i rześki, gdy nad tą książką pracuję. Dlatego w grę wchodzi praca z samego rana, zanim zajmę się innymi sprawami związanymi z rozwojem mojej firmy. Aby dobrze pracowało mi się nad książką z samego rana, muszę być wypoczęty i wyspany. Abym mógł być wypoczęty i wyspany, muszę odpowiednio wcześnie zasypiać. Aby odpowiednio wcześnie zasypiać, muszę wprowadzić w życie właściwy „rytuał wieczorny” – nie obżerać się na wieczór, nie siedzieć przed telewizorem, nie prowadzić ekscytujących dyskusji, przenieść również swoje treningi sportowe na środek dnia. W ten sposób, aby zapewnić odpowiednią jakość mojej książki, koncentruję się teraz na tym, by odpowiednio wcześnie zasypiać, bo okazuje się, że jest to ważny element całej układanki pt. Super Książka.

„Naprzód stary, dasz radę, walcz!”

W analogiczny sposób staram się poprawić inne elementy swojego każdego dnia – w zakresie treningu, pracy, wypoczynku. Bez tego kładłem się późno, rano nie miałem energii, ale mówiłem sobie: „Naprzód stary, dasz radę, walcz!”. To oczywiście kończyło się wcześniej czy później nadmiernym zmęczeniem i mało efektywną pracą. Teraz szlifuję sobie ten mój system działania, robię więcej niż kiedykolwiek, a poziom energii mam też znacznie wyższy.

Ale zobaczcie, jak świetnie ten punkt wpisuje się w dbanie o finanse. Nie wystarczy, że masz cel, pt. „5 mln złotych na koncie do czterdziestki”. Nawet, jeśli będziesz codziennie go sobie powtarzać, niewiele to zmieni. Jeżeli jednak zaprojektujesz świadomie system, który krok po kroku do takiego celu prowadzi, będziesz ten system działania optymalizować, będziesz zwiększać zarobki, trzymać wydatki pod kontrolą, mądrze inwestować oszczędności, zdobywać wiedzę i kolejne umiejętności, to osiągniecie takiego celu będzie niejako skutkiem ubocznym Twojego systemu działania.

Trzy najciekawsze odkrycia 42-latka – podsumowanie

No dobrze. Miałem nagrać ekspresowy podcast, a wyszedł z tego całkiem długi odcinek. Myślę, że wystarczy już rozwijania tych punktów. Przypomnę może jeszcze tylko, że były to trzy „odkrycia”:

  • Bądź hiperrealistą
  • Wypracuj swoją pasję
  • Skoncentruj się bardziej na systemie działania, niż na celu

Mam nadzieję, że są one dla Ciebie interesujące, że przynajmniej stanowią dla Ciebie pewną inspirację do przemyśleń i w jakiś sposób pomogą Ci działać w sposób jeszcze lepszy i bardziej świadomy. U mnie wszystkie trzy punkty sprawdzają się znakomicie i są cennymi lekcjami z ostatnich dwóch lat mojego życia. To znaczy mam nadzieję, że nie ostatnich i jeszcze trochę pociągnę 😉

A na zakończenie, chciałbym Ci bardzo serdecznie podziękować za wspólnie spędzony czas, ale także za maile, za komentarze, za każdą chwilę, w której zaglądasz na mój blog. Będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się ze swoimi znajomymi informacją o tym, z istnieje coś takiego jak blog Finanse Bardzo Osobiste i że dzięki temu pomożesz mi dotrzeć do moich wymarzonych 15 milionów Polaków. Jestem też nieustająco wdzięczny za każdą recenzję podcastu w serwisie iTunes i dziś szczególne podziękowania kieruję do…

Recenzja iTunes napisana przez Huberta - 5 gwiazdek na 5

Hubert, dziękuję Ci bardzo serdecznie za tę recenzję!

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

– Podcast „10 życiowych porad od czterdziestolatka”
– Książka „Principles” Raya Dalio
– Książka „Upór. Potęga pasji i wytrwałości” Angeli Duckworth
– Książka  „Atomic Habits” Jamesa Cleara
– Artykuł „Najlepsza książka o inwestowaniu”
– Film “Wilk z Wall Street”

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 11 682 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze44 komentarze

  1. Z tym hiperrealizmem to chyba mamy problem u podstaw.
    W naszym systemie edukacji istnieje przekonanie, że im się więcej zakuwa, im więcej fakultetów skończy, tym potem lepszą pracę się znajdzie, będzie więcej zarabiało. Tak zostaliśmy wychowani my i tak wychowujemy nasze dzieci (przynajmniej ja się czasami na tym łapię, chociaż staram się z tym walczyć)

    System edukacji niestety nie nadąża za ekspresowo zmieniającym się światem, nie nadąża za rzeczywistością. Często w szkołach uczą nauczyciele starej daty, który stronią od technologii, a próby jakiekolwiek zmian w 
    programie nauczania natrafiają na zdecydowany opór.
    Wystarczy spojrzeć na listę lektur szkolnych.

    A żyjemy w tak ciekawym świecie…
    Jak to ktoś kiedyś powiedział:

    “Posiadam w kieszeni urządzenie umożliwiające dostęp do całej wiedzy znanej ludzkości.
    Używam go do oglądania zdjęć śmiesznych kotów i do kłótni z obcymi ludźmi.”

    • Hej Anatol, w sumie przed systemem edukacji stoi wyzwanie na miarę “Mission Impossible” – przy tempie zmian i technologii. Chyba najlepszym zadaniem szkoły – poza przyswajaniem podstawowych faktów o świecie i życiu – byłaby nauka analizowania informacji, wnioskowania i krytycznego myślenia.

      Świetny cytat! Po jego przeczytaniu zupełnie inaczej patrzę na mój telefon 🙂

  2. To ja bym dodał jeszcze jedno odkrycie. Czas zbumelowany ( zmarnowany, roztrwoniony, nic nie robienie, lenistwo, przeciwieństwo efektywności i celowości ) jest tak samo ważny albo nie wiem czy nawet nie ważniejszy dla szczęśliwego życia którego szeroko rozumiane pojęcie sukcesu jest sporą składową.

    Im więcej projektowania życia – systemów, efektywności, celów tym mniej życia w życiu. Jak to mówią gdzie yin tam i yang. Tak wiem, można zaprojektować czas wolny, dla przyjemności itd. Tylko nie o tym mówię. Można iść do przodu i być efektywnym projektując tylko bardzo mały fragmencik naszego dnia codziennego. Tyle wystarczy.

    • Hej Callipso,

      bardzo doceniam rolę wypoczynku w życiu 🙂

      Jeśli natomiast chodzi o to, czy czas “zbumelowany” jest ważniejszy, to mam prosty test:

      Załóżmy, że

      (a) spędzam większość swojego czasu na jego “trwonieniu”.
      (b) spędzam większość swojego czasu w sposób świadomy i efektywny,

      Gdzie będę?….

      • Dlaczego między “ważność” a “większość” postawiłeś znak równości? Opierając na tym test zawsze będzie on fałszywy. Jeśli np. najważniejsza jest dla ciebie rodzina to jestem przekonany, że nie spędzasz/ poświęcasz jej 8 godzin dziennie codziennie. Za to poświęcasz 8 godzin na sen który jest daleko za w kolejce….

        Próbujesz nagiąć rzeczywistość do swojej hipotezy stawiając taki test. Z drugiej strony patrząc na niego przez pryzmat Twojego podejścia to sam sobie kręcisz bicz 🙂

        Załóżmy, że

        (a) spędzam większość swojego czasu na jego “trwonieniu”. – Zgodnie z zasadą Patero i tak ważne jest tylko pozostałe 20%. Jeśli w tych 20% jesteś efektywny to pewnie będziesz tam gdzie chcesz. Resztę roztrwonisz i to pewnie raczej na przyjemności życia. Nie o to w tym chodzi?

        (b) spędzam większość swojego czasu w sposób świadomy i efektywny, – Pewnie będziesz tam gdzie chcesz, nawet szybciej. Pytanie tylko czy po drodze będziesz szczęśliwy ( tak po prostu a nie z odhaczenia kolejnych punktów/celów) czy tylko świadomy i efektywny. A jak już będziesz cały czas świadomy i efektywny i dotrzesz tam szybciej to co dalej? Czy w tym miejscu już nie musisz być świadomy i efektywny? Wtedy możesz po prostu być. Czy przesuniesz kreskę bo zawsze można być bardziej świadomy i bardziej efektywny. Jest jakieś dość? Czy wtedy już będziesz mógł “bumelować” czas który ci pozostał?

        Gdzie będę?….
        a) tam gdzie chcesz- szczęśliwy
        b) tam gdzie chcesz, jeszcze dalej, szczęśliwy z osiągniętych celów

        Mam nadzieję, że twój blog przetrwa i wrócimy do naszej rozmowy, może na twoje 52 urodziny… może 62 albo 72… 🙂

        Dziś moim największym wyzwaniem jest pohamowanie efektywności i świadomości (projektowania życia) które rozprzestrzenia się po cichu obejmując we władanie wszystkie aspekty życia aż nie będę umiał inaczej.

        • Uwielbiam bumelowac, cokolwiek to znaczy.leniwie polezec na kanapie patrzac w kominek gdzie skacza ogniki, zrobic popoludniowa drzemke, pospac do poludnia….
          Moj bardzo dobry znajomy, ktory budowal mi dom , nazwal mnie ”nugus” 🙂
          Kiedy juz mieszkalem w tym domu, a on dalej robil to co na zewnatrz trzeba zrobic (kostka, ogrodzenie itp.) to wstawalem do nich ok. 11-12 , wychodzilem z kawka, a pracownicy: nie, my juz mielismy przerwe na kawke, teraz musimy pracowac.na co ja: ja tu wykladam kase i ja decyduje kiedy chce sie z wami napic kawy……
          Tak wiec jestem nugus i dobrze mi z tym 🙂
          Znajomy jest tytanem pracy za to, tylko co z tego kiedy to sie nijak nie przeklada na finanse…..
          Zadnej z przespanych czy przebumelowanych godzin nie uwazam za zmarnowana….
          Pracuje wszystkiego w roku ok. 6 miesiecy, mam wiec pol roku wolnego w ciagu roku…..Pol roku na odpoczynek, nicnierobienie, pasje, itp. a do tego zarobki naokraglo.tak srednio, cwierc banki rocznie.Bez jakiegos wiekszego wysilku.Ok, moglbym sie wysilic , pracowac wiecej , awansowac i miec ze 100k wiecej….ale: po co? gdzie jest granica?Tych 100k za darmo mi nie dadza, a przyrost obowiazkow i stresu w porownaniu z obecnym stanowiskiem bedzie funkcja wykladnicza….Wiec po co mi to?Nie mam siwych wlosow, moi koledzy wyzej mlodsi ode mnie sa w wiekszosci lysi albo siwi….Wiec po co mi to? Nie lepiej spokojnie sobie zyc i pracowac bez stresu?Aurea mediocritas……

          • Marcinie, no coz, zbieralem doswiadczenie zeby sie zalapac do sektora w ktorym teraz jestem (oil and gas).Do 24 roku studia na politechnice, kolejne 2 lata to rozczarowanie rynkiem pracy, wiec siadlem, zrobilem analize co mam (wyksztalcenie i papiery zawodowe + plecak ubran) i gdzie najlepiej ( za najwieksza kase) te papiery zawodowe moge wykorzystac.Padlo na branze oil and gas. Wiec w wieku 26 lat zaczalem w tym robic, pierwszy rok non stop, 365 dni bez dnia wolnego, za psie pieniadze(1200 zeta miesiecznie).Ale: zostalem zauwazony przez przelozonych i dosc szybko awansowany.Pierwsze 100k za rok zarobilem w wieku 28 lat, w wieku 29 zmienilem firme. Pol roku siedzialem na projekcie w Dubaju, doskonalilem to i owo i uczylem sie kolejnych rzeczy. W ciagu kolejnych 10 lat wzrost zarobkow do 250 tysiecy pln. Moja praca wymaga bardzo szerokiego spektrum wiedzy, z zakresu: turbiny i wysokocisnieniowe systemy parowe, klimatyzacja, chlodnictwo, wszelkiego rodzaju pompy, wirkowki, kompresory , wyparowniki itp. Praca jest zmianowa wiec w ciagu roku mam wszystkiego pol roku wolnego .
            W planach podwyzszanie kwalifikacji (specjalistyczny kurs trwajacy 6 miesiecy zakonczony egzaminami przez komisja, tak ze zadna lipa nie przejdzie). Z wyzszymi kwalifikacjami szansa na zwiekszenie zarobkow o kolejne 100k-200k pln.Ale jak pisalem wyzej, nie spieszy mi sie zbytnio. Na razie koncze splacac kredyty, zostalo jeszcze cos kolo 120k, wiec w tym roku mam zamiar sie tego pozbyc.Potem sie zobaczy.Moze rok przerwy zeby zrobic cos stricte dla siebie a nie dla pieniedzy? – roczne studia podyplomowe z zakresu historii, ktora jest moja pasja. Pisze tez ksiazke podparta archiwalnymi materialami, tak ze kwerendy w zachodnich archiwach zabieraja mi sporo czasu jak i pieniedzy (godzina pracy z zawodowym researcherem to 50E + vat)ale jest to moja pasja, cos co sprawia mi radosc.Szukam tez skarbow, ot takie spelnienie marzen z dziecinstwa.W miedzyczasie bumeluje, upajam sie nicnierobieniem, poniewaz w zyciu nalezy trzymac balans 😉

  3. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin i serdecznie dziękuję za twoje zaangażowanie w naszą świadomość finansową

  4. Ilekroć odwiedzam Twój blog, zawsze nasuwa mi się jedno i to samo pytanie: z czego Ty właściwie żyjesz? No dobrze, z firmy. Ale co ta firma robi?

    • Hej Marek, z przyjemnością odpowiem, to nic tajemniczego.

      Moje źródła dochodu, to:

      (a) przychody z bloga – współprace i afiliacje – cennik współprac znajdziesz w zakładce “Współpraca”
      (b) przychody z prowadzonych szkoleń dla firm
      (c) przychody z tytułu tworzenia analiz inwestycyjnych dla firm i instytucji
      (d) przychody z najmu dwóch mieszkań w Warszawie
      (e) przychody z własnego portfela inwestycyjnego
      (f) przychody ze sprzedaży kursu online
      (g) przychody ze sprzedaży pierwszej książki

      …i to chyba na razie tyle. Pracuję nad kolejnymi 🙂

  5. Plastic Tofu

    Podcast świetny, dający nie drogę, a wręcz autostradę do samorealizacji, do szczęśliwego życia i zadowolenia z obranego kierunku nie narzucający przy tym samego celu podróży przez tych kilka dekad które spędzamy na ziemi. Ciekawe jest też spojrzenie w tył i porównanie naszych poglądów i doświadczeń lat minionych, które pokazują jak zmienia się nasza osobowość i postrzeganie świata. Ja w tym roku skończę 52 lata, dekadę więcej i chciałbym na jedno zwrócić uwagę. Nie zdecydowanie nie będzie to udowadnianie wyższości roku 1967 nad 1977 (to żart) ale udowodnienie, że nieskrępowany kapitalizm nie tylko nie prowadzi do tak wielkich kontrastów jak w socjalizmie, ale wręcz jest jedynym systemem dzięki któremu świat może rozwijać się najszybciej po drodze radząc sobie z problemami społecznymi.

    Na początek musimy założyć jakieś ramy. Kapitalizm to system ekonomiczny gdzie środki produkcji są w rękach prywatnych. Nieskrępowany kapitalizm oznacza, że państwo jest jak sędzia na boisku nie dba kto strzeli bramkę, wążne tylko czy zdobył ją przepisowo. Tak też powinno podchodzić państwo; nie istotne czyje są pieniądze, tylko czy zostały zarobione uczciwie, czyli na podstawie dobrowolnej decyzji obu stron. Kto podejmuje jakie decyzje, też nie jest rolą państwa to rotrząsać, ważne jest aby te decyzje nie zostały wymuszone przez innych. Jak państwo (aparat przymusu lub używania siły) jest skonstruowane, czy to jest głowa koronowana, czy parlament, czy organizacja wyłoniona w ramach wolnego rynku, nie ma w tym przy tym żadnego znaczenia. Znaczenie ma to, że państwo jako jedyna organizacja jest powołane do używania siły i bycia rozjemcą i tylko do tego nie zaś do ingerowania w rynek lub życie społeczne. To na marginesie tej dyskusji to pozwoli komunistom, żyć w zgodzie z anarchistami. Po prostu wierzący w komunizm czy socjalizm mogą kupić tyle ziemi na ile ich stać i założyć sobie wioskę lub miasto i ściągać do siebie mieszkańców powiększając swoją społeczność. To samo mogą zrobić anarchiści i namawiać ludzi do życia w ich miejscowości. Ludzie zagłosują nogami i jasno będzie widać który system jest lepszy. To rozwiązanie nie stygmatyzuje żadnego z systemów, sposobów postrzegania świata, dróg które wybieramy w życiu, naszych przekonań i wierzeń i co najważniejsze pozwala nam wszystkim być Polakami. Zresztą ten system sprawdza się w religii. Można w Polsce być chrześcijaninem, zielonoświątkowcem, protestantem i mieć zupełnie inne pojęcie moralności, spojrzenie na życie wieczne i mieć inne wierzenia, a nie można mieć innego systemu ekonomicznego, zaiste jest to dziwne. Ale do rzeczy:
    Kapitalizm opiera się na chciwości jak pisze autor i tu pełna zgoda. Należy jednak dodać, że dzięki tej chciwości piekarz piecze chleb. Nie po to by zaspokoić głód, czy z miłości do klientów, ale dlatego, ze chce basen wybudować na swojej posesji, albo zmienić rocznego lexusa na nowego bo zmienili “budę” w tym roku i jego samochód wygląda staro. Nie ma znaczenia motywacja znaczenie na fakt, że chcemy wymienić jakąś część swojej pracy via pieniądze na bochenek chleba i uważamy, że ta wymiana jest dla nas korzystna oraz w kwestii chleba jest to nasza najlepsza w danym momencie opcja. To jest esencja kapitalizmu wymiana jednego dobra na drugie gdie obie strony zyskują na danej transakcji.
    Czyli kapitalizm opiera się na produkcji i wymianie swoich dóbr czy usług całkowicie dobrowolnie. Czasami ta produkcja nie przynosi oczekiwanych zysków, ale musimy pamiętać, że nasze oczekiwania nie są istotne, sędzią wartości naszej produkcji są inni i przydatność naszych działań w ich życiu. Dla przykładu w 19 wieku sport zawodowy był w powijakach, kiedy zaczęliśmy jako społeczeństwo się bogacić i mieliśmy coraz więcej pieniędzy na spędzanie wolnego czasu sport z rozrywki stał się ogromnym biznesem. Nagle wbijanie piłki do siatki nabrało wymiaru finansowego.
    Zarzut bogacenia się garstki ludzi kosztem biedniejącej reszty jest chybiony, gdyż zaprzecza istocie systemu. Skoro w kapitaliźmie ludzie bogacą się dając innym wartość wzbogacającą ich, oznacza że każdy superbogaty członek społeczeństwa wzbogaca wszystkich członków tegoż społeczeństwa. John D Rockefeller był najbogatszym człowiekiem w USA i praktycznym monopolistą przetwórstwa ropy naftowej. Jego monopol był monopolem naturalnym (nie państwowym) utrzymywanym przez super niskie ceny finałowego produktu. Był on możliwy tylko dlatego, że cena oleju podczas istnienia Standard Oil spadła dziesięciokrotnie. To oznaczało dla ludzkości praktyczny koniec nocnych ciemności. Jeszcze niedawno przed tym poza bardzo bogatymi noc oznaczała wszem panujące ciemności, dzięki Rockefeller’owi nawet niezamożni mogli pozwolić sobie na to aby wieczór nie oznaczał końca dnia. Podniosło to produktywność oraz radość ze spędzanych wieczorów w rodzinnym gronie. Jeden człowiek poprawił życie milionów dlatego stał się bardzo bogaty.
    Modne jest dzisiaj narzekanie na rozwarstwienie społeczeństwa. Ale właśnie to rozwarstwienie motywuje nas do tego aby wspinać się po drabinie społecznej wyżej, czyli dać innym to czego potrzebują w coraz większej ilości. Pieniądze są łatwe do policzenia więc znakomicie nadają się do porównania dobra, które czynimy. Rozwarstwienie być musi gdyż wszyscy posiadamy różne talenty, możliwości i chęci. Każdy segment społeczeństwa dzieli się na jednostki wybitne, średnie i słabe. Nawet produkty czy usługi dzielą się na takowe. Korzystamy ze wszystkich ich rodzajów. Np Biznesmen może mieć bardzo drogie pióro do podpisywania szczególnie ważnych kontraktów, piszący często notatki będą używać Parkera, a większości wystarczy jednorazówka aby zapisać okazjonalnie numer telefonu, albo listę zakupów. Filmy dzielą się na wybitne średnie i słabe i nie narzekamy, że niektóre walczą o oskary a inne pokrywają się kurzem w archiwach. Ale przecież długopisy czy filmy to nie ludzie. Ależ oczywiście. Natomiast dzięki bogactwu społeczeństwo jest w stanie lepiej zająć się biednymi i potrzebującymi nie tylko dlatego, że obywatele mają więcej pieniedzy, ale najczęściej zamożność pozwala nam na wejście na wyższy poziom człowieczeństwa gdzie dzielenie się z innymi i odpowiedzialność za ich życie przychodzi nam dużo łatwiej. Wspomniany wcześniej Rockefeller był założycielem University of Chicago, który ma w swoich szeregach wielu noblistów dzięki którym wielu nas ma nie tylko lepsze życie, ale wręcz żyje. Taka konsolidacja bogactwa w jednych rękach ma jeszcze jedną pozytywną rolę, jeśli mamy zwariowany pomysł, który jest w stanie poprawić życie ludzkości to wystarczy wtedy przekonać tylko jedną osobę.
    Zresztą empirycznie widać jak na dłoni społeczeństwa o dużej dozie wolności gospodarczej i te, które tę wolność hamują i efekty społeczne tychże działań.

    • Plastic Tofu – piękny komentarz. Dziś nie odpowiem, bo muszę “zebrać się w sobie” – taki komentarz wymaga dobrze przemyślanej odpowiedzi. Dyskusje z Tobą na żywo byłyby prawdziwą ucztą intelektualną. Odpowiem, jak wyszarpię przynajmniej 30 minut wolnego 🙂

      P.S. Zdobywam jeszcze podpis prof. Zielonki – w tym miesiącu na pewno Twoje książki ruszą w świat. Przepraszam za zwłokę, ale zdobycie dedykacji po nagraniu podcastu okazało się dla mnie dużym logistycznym wyzwaniem.

    • “Skoro w kapitaliźmie ludzie bogacą się dając innym wartość wzbogacającą ich, oznacza że każdy superbogaty członek społeczeństwa wzbogaca wszystkich członków tegoż społeczeństwa” -> a co w sytuacji, gdy człowiek stał się superbogaty nie za sprawą swoich działań, tylko dzięki słusznemu urodzeniu? Co jeśli wzbogacił się w drodze przypadku (wygrana w lotto)? Co jeśli bogactwo zdobył uczciwie, ale wykorzystuje je do złych celów (narkotyki, prostytucja, terroryzm)?
      Z drugiej strony – czy człowiek biedny musi być osobą społecznie bezwartościową? A co jeśli osiąga wysokie dochody, ale wszystko od razu przekazuje na słuszne z jego punktu widzenia cele (utrzymanie rodziny, własne zdrowie, konsumpcja dająca pracę i zyski innym)? Co jeśli jest biedny, ma niskie dochody, a jednocześnie obraca milionami na słuszne z jego punktu widzenia cele, organizując działalność charytatywną? Co jeśli jest biedny i wytwarza ogromną wartość dla innych, ale brak mu asertywności i przedsiębiorczości, przez co całą wytwarzaną przez niego wartość dodaną przejmują inni?
      Łatwo jest krytykować bogatych, gdy jest się biednym, ale jeszcze łatwiej gloryfikować bogatych, gdy jest się bogatym.

      “Zresztą empirycznie widać jak na dłoni społeczeństwa o dużej dozie wolności gospodarczej i te, które tę wolność hamują i efekty społeczne tychże działań.” -> możesz podać wyniki konkretnych badań? Posługiwanie się wyrywkowymi przykładami (np. według pewnego rankingu Filipiny cechuje wyższa wolność gospodarcza niż Francję czy Włochy) z pominięciem uwarunkowań i historii gospodarczej może prowadzić do mylnych wniosków.

      • Plastic Tofu

        Słuszne urodzenie, jak je nazywasz ja nazwę prawem do dysponowania majątkiem przez dziecka rodziców. Nie jest dziwnym, że rodzice pracują na dobrobyt swoich dzieci i im zostawiają dorobek swojego życia czyniąc dzieci bogatymi. Teraz jest czas dziecka aby wykorzystać swoje pieniądze, ale również i talenty aby rozwijać się w życiu, zresztą zgromadzony przez wcześniejsze pokolenia majątek może stać się podwaliną pod rzeczy większe jak sztuka czy filosofia gdzie zwrot materialny jest dużo wolniejszy. Wygrana w lotto jest efektem rozrywki jaką oferuje loteria, ktoś wygrywa ale miliony grających mają chwile nadzieji na lepsze życie do następnego losowania.
        Jeśli ktoś wykorzystuje bogactwo do złych celów? Terroryzm to użycie siły więc wyskoczyłeś poza ramy a prostytucja czy narkotyki to zwykła społeczna stygma, jeśli dzieje się za zgodą obu stron albo zapalasz maryśkę (najlepiej kupioną w sklepie o znanej mocy, odpowiedniej jakości) to nie widzę w tym nic złego.

        Wydaje mi się jednak, że nie o to chodziło. Jestem pod wrażeniem, że odebrałeś moją wypowiedź jako ocenę człowieczeństwa jednostki, tam gdzie tylko chodziło o policzalną wartość z wymiany dóbr między członkami społeczeństwa. Człowiek biedny nie oznacza bezwartościowego to są zupełnie odrębne zagadnienia. Weźmy pod uwagę studenta. Jako młody człowiek nie mający za sobą żadnej pracy trudno jest oczekiwać aby był gdziekolwiek indziej niż na samym dnie społecznej piramidy bogactwa, co więcej możemy oczekiwać, że nabierając potencjał do dalszego życia w postaci edukacji, wychowania czy wiedzy wręcz może być pod kreską. Ale to wszystko powinno się zmienić w czasie życia naszego studenta, z wiekiem powinien on stać się coraz bogatszy.
        Ale dzisiaj nasz student chce dorobić na weekend aby wyjść z dziewczyną do klubu. Powiem tylko, że jest to złoty chłopak, pomaga sąsiadom, wyprowadza psa pani Heli, która nie może chodzić bo złamała nogę, zabiera zawsze ekstra kanapkę dla Piotrka bo jego rodzice czasem nawet nie mają na lunch dla dziecka i tak dalej mógłbym wymieniać. Student jednak myśli tylko o piątku i randce, Czy można się dziwić? Oferuje Umycie samochodu za 10 zł. Załóżmy że za mycie samochodu zapłacilibyśmy maksymalnie 30zł potem to już robimy to sami więc zgadzamy się zyskując dzięki studentowi 20 zł. O tyle wzbogaciła nas ta transakcja z bądź co bądź dobrym człowiekiem.
        Po drugiej stronie miasta mieszka doktor, którego dobrym człowiekiem jest trudno nazwać. Ciągłe kłótnie z sąsiadami, podczas jazdy do pracy środkowy palec jest w górze niemalże cały czas, doktor nie spotkał jeszcze na swojej drodze bezpańskie zwierzę, które nie chciał kopniakiem posłać w kosmos, a tak w ogóle to żyje w/g zasady “Dobrzy ludzie umierają młodo, a skurczybyczki żyją wiecznie”. Teraz wyobraźmy sobie że trafiamy na poczwórny bypass w stanie przedzawałowym na stół tego doktora i summa summarum płacimy za ten zabieg 50 tyś$ ale wyceniamy nasze życie na 1 milion$ więc zysk z transakcji z tym złym człowiekiem wynosi dla nas 950 tyś $. Czyli zły człowiek wzbogacił nas bardziej niż dobry, ale tutaj powinniśmy zahaczyć o wartość kredytu społecznego, ale muszę iść do pracy więc resztę wyjaśnie innym razem.

        Wyniki badań – nawet ranking wolności gospodarczej porównany z rankingiem zamożności państw. Musimy też wziąć pod uwagę, że czas pełni ważną rolę w bogaceni się. Ktoś odkładający 10 tys rocznie
        przez rok ma mniejszy majątek niż ktoś odkładający tylko 1 tyś przez ostatnie 30 lat.

        Sorry raz jeszcze ale praca mnie wzywa.

        • Ciąg dalszy historii:

          Zły doktor wykonał badania rynkowe, z których wynika, że w celu maksymalizacji rocznego zysku należy ustalić cenę operacji na poziomie $200k. Co prawda, popyt na jego usługi jest olbrzymi i przy cenie $1k miałby jednego klienta (uratowane życie) dziennie, a przy cenie optymalnej takich klientów (uratowanych żyć) będzie tylko 2 rocznie… ale kto by nie chciał jednocześnie pracować mniej i zarabiać więcej? O konkurencję nie musi się martwić, bo lekarzy z jego specjalizacją “brakuje” (przy ich obecnym poziomie obłożenia) na całym świecie. Poza tym, na corocznym Światowym Kongresie Kardiochirurgów podczas zamkniętego afterparty ustalono wytyczne dla cen na przyszły rok, dlatego wie, że najbliższy tańszy (nieznacznie) fachowiec praktykuje na peryferiach Mongolii. Napływu nowych specjalistów nie będzie, bo do uzyskania specjalizacji konieczna jest praktyka pod okiem starszego kolegi, a na taką można się dostać wyłącznie z nieformalnego polecenia kogoś z branży. Cóż z tego, że kwalifikacje nabywane są za publiczne pieniądze? Przecież doskonale wolny rynek daje całą paletę formalnie zgodnych z prawem argumentów, by Pana X nie przyjąć, Panią Y odstrzelić (choć chłonie wiedzę jak gąbka i ma wielki talent), a Panią Z, która się nie nadaje, dyplomować (przy dwóch zabiegach rocznie upłynął lata, nim ktoś zauważy podejrzanie wysoki wskaźnik zgonów jej pacjentów).

          Finał jest taki, że mamy garstkę bogatych cyników, garstkę zoperowanych szczęśliwców z długami i cały tłum biednych trupów.

          • Plastic Tofu

            Przypomnę, że rozmawiamy na temat efektu nieskrępowanego kapitalizmu na poziom życia społeczeństwa i do tego odnosił się mój pierwszy post. Pozwoliłem sobie wyjść poza ramy tej dyskusji odpowiadając na Twoje spostrzeżenia w polemice z moim postem, więc pozostaje mi tylko posypać głowę popiołem gdyż czuję się niejako odpowiedzialny za odejście od tematu. Natomiast post na temat badań rynkowych lekarzy, ich rozmów za zamkniętymi drzwiami oraz lekarzy z Mongolii, wykracza poza moją wiedzę i doświadczenie. Zresztą dyskusje typu gonimy króliczka, bo ktoś ucieka z argumentami w inną część ekonomii, socjologii czy nawet polityki są szczególnie uciążliwe dla czytających, a tego obaj chcielibyśmy uniknąć.
            Jedna rzecz tylko rzuca się w oczy; tak edukacja jak i medycyna są w przytłaczającej ilości domeną państwa, pozbawioną jakiejkolwiek konkurencji więc jeśli efekty są jakie opisujesz może czas jako społeczeństwo powiedzieć nie tędy droga i rzucić się w objęcia krwiożerczego kapitalizmu, gdzie nie wszystkich musimy lubić, a za to wszyscy lubią nasze pieniądze.

  6. Dziękuję Marcin za kolejny ciekawy wpis. Czytałam w pociągu ale wrócę by jeszcze raz to przeanalizować. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Ja też urodziłam się 12. lutego. Pozdrawiam

  7. Marcin, bardzo dziękuję za ten tekst. Również mam 42 lata i od jakiegoś czasu już miałem wątpliwości, co do prostych haseł w stylu: “znajdź swoją pasję i rób to, a pieniądze przyjdą same”. Albo “wyznacz cel i skup się na tym celu”. Fajne hasła i przyjemnie się ich słucha, ale jakoś tak nie do końca one działają.

    Marcin, może rozważyłbyś również przekierunkowanie Twojego bloga również w kierunku publikacji Twoich “Odkryć”? Ja wiem, że znasz się na liczbach, cyfrach, rachunkach – ale z dużo większym zainteresowaniem czytam Twoje teksty dot. motywacji, rozwoju, psychologii zakupów itp. Finanse wbrew pozorom są proste i nudne. Natomiast bardzo ciekawe dla mnie są kwestie motywacji – dlaczego ktoś głupio prowadzi swoje finanse? Co powoduje, że ktoś porządkuje swoje finanse? Jak zmienić swoje życie? I tego typu pytania. Co Ty na to?

    • Hej Łukasz Ł, dziękuję za komentarz.
      Te obszary zostawię osobom, które są zawodowcami. Moim obszarem kompetencji są finanse – to jest moja pasja 🙂

  8. “Kiedy byłem małym chłopcem, myślałem, że jedyne, co czeka ludzi po 40., to śmierć. ” – Marcinie, czytając to, roześmiałam się w głos. Kto z nas tak nie myślał w pewnym wieku:)? Punkt widzenia zależy jednak od punktu siedzenia. Pozdrawiam!

  9. ja bym dodał Przykazanie ZERO
    Optymiści dają radę a Pesymiści żyją krócej.

    i zakończył przykazania powiedzeniem Churchill-a
    JEŚLI W ŻYCIU, BRAKUJE MIEJSCA NA ODWAGĘ, TO INNE CNOTY, SĄ BEZ ZNACZENIA.

    • To zależy, czy optymista opiera swój optymizm na realistycznych przesłankach (hiperrealizm) 🙂 Bez tego to tylko “pobożne życzenia”.

      Jestem optymistą, ale… pragmatycznym.

      Słowa Churchiill-a piękne. Pamiętajmy jednak o ich kontekście. Dziś wskazałby pewnie na inne cnoty.

  10. Pięknych Urodzin i spełnienia marzeń!
    Jestem stałą czytelniczką, choć nieczęsto mam czas komentować;) To jeden z niewielu blogów, na których czytam każdy wpis, nieraz parę razy. Mąż określa moje życie jako “chaos kontrolowany”, odstaraszają mnie tabelki w excelu, ale finanse są ogarnięte;) oszczędności pomnażane, większe wydatki planowane…pierwszym artykułem, który cały czas mnie dyscyplinuje i wskazuje kierunek jest “Finanse wg Kena i Barbie”, a zaraz po nim “10 kroków do wolności finansowej” Jestem na etapie podnoszenia kwalifikacji, przygotowuję się do egzaminu, który jest dla mnie mega trudny, ale wiem, że robię to dla siebie i swojej rodziny.
    Chciałam wspomnieć, że Twój blog jako blog jest dla mnie mega pomocnym drogowskazem nie tylko pod kątem finansów. Gdy dopada mnie zwątpienie czy warto, gdy brakuje poczucia sensu dla wysiłków odpalam pocztę, a tu artykuł Marcina;)czeka od 6.00 rano z pozytywną energią i hasłem Dasz radę, wstawaj i walcz !;) Bardzo tego teraz potrzebuję;)
    Dziękuję;)

    • Hej Monika, bardzo dziękuję za Twój komentarz i życzenia 🙂

      Trzymam z całej siły kciuki za Twój egzamin. Wiem, co czujesz – przez 2,5 roku od 5:30 do 7:00 rano kułem przed pracą do egzaminów CFA, które zdałem ostatecznie w 2009 roku. Oczywiście było warto!
      Wierzę, że Tobie też pójdzie dobrze. Jak ktoś kiedyś trafnie zauważył: “Wszystko było kiedyś dla nas trudne, dopóki nie stało się łatwe”. Wierzę, że z Twoim egzaminem będzie dokładnie tak samo!

      A zatem: dasz radę, wstawaj, walcz! Bardzo Ci kibicuję 🙂

  11. Cześć, mówisz w podcaście o mistrzostwie codziennej rutyny, tworzeniu swojej pasji, toworzeniu systemu. Ja to wszystko znalazłem w programie Best-You – wszystko i jeszcze więcej. Potwierdzony badaniami sposób na zbudowanie żelaznej samodyscypliny i motywowanie się do dowolnej czynności, wyrabianie pożądanych nawyków, unikane niechcianych nawyków. To wszystko tam jest. To że odkryte przez Ciebie rzeczy pokrywają się z wiedzą z Best-You tylko potwierdza, że to jest dobra droga do szczęśliwego i spełnione go życia. Wklejam tutaj link do programu Best-You (https://www.trwalamotywacja.pl/programrozwoju/) i do bloga http://www.rozwojowiec.pl/. Mam wrażenie, że Ty i twórcy Best-You macie ze sobą wiele wspólnego. Wyjaśnię, że polecam Best-You nie dla jakiejś własnej korzyści (nie mam udziałów w Best-You, jestem tylko uczestnikiem), tylko dlatego, że to się sprawdza w codziennym życiu. Pozdrawiam

    • O – dziękuję za fajny link. Ktoś mi już kiedyś o tym wspominał i wypowiadał się z podobnym entuzjazmem, więc tym bardziej mnie zainteresowałeś tą inicjatywą 🙂

  12. Ja, wolę nierówności w kapitalizmie niż równość w socjalizmie.
    A teraz to niby mamy kapitalizm ale taki z ludzką twarzą. Który ma wspólnego z kapitalizmem tyle wspólnego co rum z rumakiem.

    Marcinie jaką hiper realista dałby swoim dzieciom radę gdyby mogły one wybrać czy płacić na składki na ZUS ?

  13. Hiperrealizm.
    Pierwszy raz widzę to słowo i z opisu teoretycznego wynika, że jest to rzecz niemożliwa do zrealizowania, bo żaden człowiek nie jest w stanie wiedzieć i rozumieć WSZYSTKIEGO. Jednak po akapitach o socjalizmie, kapitalizmie i podwyżce płacy doszedłem do wniosku, że to po prostu nowa nazwa na „zdrowy rozsądek” i „złoty środek”. Albo połączenie jednego z drugim. Co Pan o tym sądzi?
    Pozdrawiam.

  14. Dzien dobry
    Jestem pod wrażeniem Twojego bloga. Możesz zdradzic swoje sposoby na nauke, ,,rozpracowywanie,, książek, wcielanie w zycie roznych ,,odkryc,,?
    Pozdrawiam

  15. Nie zgadzam sie w kwestii pasji, ze dziecinstwo to nie jest dobry okres na odkrywanie swoich pasji. Wlasnie w dziecinstwie ksztaltuje sie to , co chcemy pozniej robic i do czego bedziemy starali sie dazyc, jesli bedziemy w wieku pozniejszym dostatecznie zdeterminowani. Moj brat od malego interesowal sie motocyklami i mechanika, silnikami. Wiec dzis nie tylko pracuje w tym biznesie z baardzo dobrym skutkiem, ale zalozyl sobie w garazu wlasny warsztat, gdzie w czasie wolnym od pracy dalej poswiecal sie swojej pasji.Dzis zlecenia na tuningi i naprawy ma nie tylko z Polski, ale i innych krajow europejskich.Teoretycznie moglby rzucic prace i zajac sie tylko tym, ale kto by rzucil robote za 300k rocznie gdzie pracujesz realnie moze ze 5 miesiecy wszystkiego?
    Mozesz w wielu 40-50 lat zrobic licencje pilota , wmawiac znajomym dookola ze to twoja pasja, ale nigdy nie bedziesz Janem Zumbachem, ktory juz od dziecinstwa marzyl aby miec skrzydla i cale jego pozniejsze zycie to praktycznie opis jednej wielkiej pasji, polecam jego ksiazke “Ostatnia walka”, co za zycie ten czlowiek wiodl!
    Tak samo Blechacz nie wygralby konkursu szopenowskiego gdyby od dziecka nie pochlaniala go pasja grania , ktora zreszta jest darem Tak samo obdazony byl Zumbach czy moj brat, ktory czesto mi mowi: robie kase na prostych w sumie rzeczach,jesli sie w nie gleboko wgryziesz….Wiec nawet jesli dam ci recepte co zrobic zeby zarabiac sobie w milych warynkach z 10k extra miesiecznie, jakie maszyny kupic i jak ich uzywac, nie dasz rady bo to nie twoja bajka…….
    Wiekszosc ludzi nie ma zadnej pasji niestety….Bo pasja to jest cos co bylo z toba od zawsze, i nawet jesli kiedys to porzuciles to dalej do tego wracasz, bo po prostu nie mozesz bez tego zyc….
    Za duzo kalkulacji panowie i panie, za duzo spiny ze wszystko czego sie tkniecie ma przynosik kase.Jezeli realnie , wykonujac swoja ”prace” nie jestescie w stanie wyjsc poza srednia krajowa, to nie ma co sie oszukiwac ze zarobicie kokosy na swojej pasji…..
    Z jednym sie zgadzam: musisz byc bardzo, bardzo, bardzo, bardzo dobry w tym co robisz……

  16. A ja powiem tak – warto słuchać mądrzejszych od siebie i bardziej doświadczonych. Dzięki temu powiększa się swoją wiedzę i inaczej na wszystko patrzy.
    Dzieki!

  17. Niech Ci gwiazdka pomyślności zawsze jasno świeci
    Niech Ci też Druga czterdziestka w zdrowiu, szczęściu zleci

  18. Dzięki za ten odcinek. Czuję, że jest efektem wielu godzin rozważań :)Jakieś 15 lat temu pewien profesor na prawie karnym mówił nam, że nauka bada to co jest, a nie to jak być powinno. Spina się to z Twoim pierwszym odkryciem. Przyznam jednak, że nie mam problemu z akceptacją praw naturalnych (fizycznych, biologicznych itp.) – one są wpisane w mechanikę działania świata i człowieka, o tyle z naukami społecznymi np prawnymi mam duży problem. Nie zgadzam się z 3/4 systemu prawnego w Polsce i jestem wobec tego wewnętrznym buntownikiem.

  19. Muszę się przyznać, że Twój podcast o 10 poradach czterdziestolatka wysłuchałam kilkukrotnie. Namówiłam również męża i znajomych do zapoznania się z nim. Kiedy zobaczyłam “kolejną część” bardzo się ucieszyłam i po raz kolejny się nie zawiodłam. Zgadzam się szczególnie co do wszechobecnego mitu pasji-pracy. Pisałam również na ten temat u siebie na blogu. Cieszę się, że nie tylko ja tak postrzegam ten temat.
    Marcinie, wszystkiego dobrego! Czekamy na kolejne urodziny i podobne przemyślenia.

  20. a co jeśli ktoś nie potrafi odkryć swojej pasji? Jestem Twoją rówieśnicą, próbowałam wiele rzeczy robić, niestety nic nie wciągnęło mnie na dłużej. Jedne rzeczy robię lepiej, inne gorzej… ale nie trafiłam na nic, co by mnie pochłonęło… Chyba nie uda mi się zbić fortuny w tym życiu 😉

  21. Bardzo ciekawy odcinek! Twoje poglady na temat pasji wspolgraja z podladami Cal’a Newport’a , ktore opisal w “So good they can’t ignore you”. Bardzo Ci polecam jego ksiazki, jesli jeszcze nie miales okazji do nich zajrzec. Pozdrawiam Cie serdecznie. Robisz dobra robote!

Odpowiedz

Top
MENU