FBO 050: Budżet domowy w pytaniach i odpowiedziach

56

Budżet domowy to temat, który często wydaje się skomplikowany i rodzi mnóstwo pytań. To zrozumiałe. Przypomnij sobie, jakie uczucia towarzyszyły Ci, kiedy uczyłeś się… Jeździć na rowerze. Być może na początku umiejętność ta wydawała Ci się całkiem abstrakcyjna, kompletnie nie wiedziałeś, jak się za nią zabrać i przerażała Cię myśl o upadku. Jeżeli nie poddałeś się po niezliczonych wywrotkach i setkach siniaków, prawdopodobnie dzisiaj wsiadasz na rower i zupełnie nie myślisz o tym, “jak to się robi”. Po prostu suniesz przed siebie. A co gdyby z taką samą łatwością przychodziło Ci zarządzanie budżetem domowym?

Jeżeli nauka tworzenia budżetu domowego jest ciągle przed Tobą, mogę Cię jedynie poklepać po ramieniu i powiedzieć Ci: “Doskonale wiem, co czujesz”. Sam kiedyś zaczynałem i mimo tego, że dzisiaj poruszam się już sprawnie w meandrach domowych finansów, ciągle pamiętam jeszcze pytania, które sam sobie zadawałem. Zresztą… Dokładnie takie same dylematy mają moi czytelnicy. A może masz je i Ty? W dzisiejszym odcinku odpowiadam na kilka najpopularniejszych pytań związanych z tematem budżetu domowego, by pokazać Ci, że nie taki diabeł straszny, jak go malują.

Zapraszam Cię bardzo serdecznie do wysłuchania dzisiejszego odcinka!

W 50. odcinku podcastu FBO usłyszysz m.in.:

– Dlaczego wracam do finansowych korzeni?
– Czy budżet domowy zabija spontaniczność?
– Jak zaplanować wydatki na przyjemności?
– Co zrobić, gdy zaplanujemy za mało pieniędzy na przyjemności?
– Co zrobić, gdy zaplanujemy za dużo pieniędzy na przyjemności?
– Czym się różnią konta budżetowe i konta pozabudżetowe?
– Jak wydzielić pieniądze na budżet domowy, gdy chcemy oszczędzać?
– Jak wydzielić pieniądze na bieżące wydatki, gdy mamy odłożoną sporą sumę pieniędzy?
– Jak stworzyć budżet domowy z partnerem?
– Jak rozmawiać z partnerem o tworzeniu budżetu domowego?
– Kto powinien zarządzać pieniędzmi w domu?
– Jak rejestrować wydatki z karty kredytowej w budżecie domowym?
– Jak nie tracić czasu na mikrooszczędności?
– Jak zostać Mistrzem Budżetu Domowego?

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes

za pośrednictwem aplikacji Stitcher

poprzez RSS

A jeżeli wolisz poczytać, to tutaj znajdziesz spisaną treść dzisiejszego odcinka podcastu:

Pobierz spisaną rozmowę:
FBO 050: Budżet domowy w pytaniach i odpowiedziach

Jestem bardzo ciekawy Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

Przejdź do komentarzy

Pełna treść podcastu:

Cześć! Witam Cię bardzo serdecznie w 50. odcinku podcastu Finanse Bardzo Osobiste.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie w najlepszym porządku i podobnie jak ja, czujesz już wiosnę w powietrzu. Jasne, mróz jeszcze nie odpuszcza, ale dni są coraz dłuższe. W dodatku okna mojego małego studia, w którym pracuję i nagrywam podcasty, wychodzą na południe, więc już przez dobrych kilka godzin dziennie zagląda do mnie słońce, a to zawsze wprawia mnie w świetny nastrój. To moje studio znajduje się na Starej Ochocie w Warszawie, przy ulicy Baśniowej. Fajna nazwa, prawda? Czasami naprawdę czuję się tutaj jak w bajce. Okolica pełna jest wielkich, starych drzew, więc kiedy uchylam okno, to słyszę całe gromady śpiewających ptaków – a to nieomylny znak, że wiosna tuż, tuż!

Ale nie martw się – nie odkładaj jeszcze słuchawek, nie wyłączaj podcastu. Nie będę Ci w tym odcinku relacjonował pogody za oknem, tylko bierzemy się za sprawy finansów osobistych. Tytuł dzisiejszego odcinka to Budżet domowy w pytaniach i odpowiedziach. Odpowiem w nim na pytania zadane mi przez czytelników bloga oraz słuchaczy podcastu na Facebooku oraz pod poprzednim, 49. odcinkiem podcastu pt.: Jak przygotować świetny budżet domowy?

Dlaczego wracam do finansowych korzeni?

W tym roku bardzo mocno wracam “do korzeni” bloga, czyli do tematów związanych z podstawami i z najważniejszymi fundamentami dbania o własne finanse. Dla mnie wiele tych podstawowych spraw zamieniło się już w taki prosty, naturalny, codzienny nawyk, dlatego pisałem i nagrywałem mniej audycji związanych z tymi fundamentami. Opracowując jednak swoje cele i plany na rok 2018, postanowiłem bardzo precyzyjnie sformułować też moją misję i odpowiedzieć sobie na pytanie, do czego dążę w swojej pracy i co tak naprawdę chcę osiągnąć.

Wyniki tych moich przemyśleń opisałem na blogu w pierwszym opublikowanym w tym roku artykule, pt. Wizja, która mnie uskrzydla. Ma to sens, czy “odleciałem”?

Jestem twardo stąpającym po ziemi realistą, ale jednocześnie głowę mam pełną marzeń i jedno po drugim – krok po kroku – po prostu te swoje marzenia bardzo konsekwentnie realizuję. Im jestem starszy, im większe mam doświadczenie, im więcej znam ludzi, im więcej pieniędzy i możliwości – tym częściej przypominam sobie o ważnym zdaniu, które przeczytałem kilka lat temu. Autorem tego powiedzenia podobno był Michał Anioł, a brzmi ono tak:

Największym zagrożeniem dla większości z nas nie jest to, że nasz cel jest zbyt wysoki i nie zdołamy go osiągnąć, ale że jest on zbyt niski i nam się to uda. Podziel się

Dlatego – mając te właśnie słowa z tyłu głowy – sformułowałem w grudniu misję dla mojej firmy, która brzmi tak:

Uzbroić 15 milionów Polaków w wiedzę i narzędzia,
które skutecznie pomogą im zadbać o własne finanse,
by mogli się bogacić i realizować swoje pasje i marzenia.

Wiem, że brzmi to patetycznie i mało realistycznie. Wiem, że u wielu sceptyków w reakcji na takie zdanie pojawia się tylko szeroki uśmiech niedowierzania, ale czyż nie taka powinna być misja? Czyż nie powinna uskrzydlać, a jednocześnie trochę przerażać? Wiem jedno – każdego ranka wyrywa mnie ona skutecznie z łóżka i daje mi mnóstwo energii do dalszej pracy. Co więcej – jest świetnym drogowskazem, kiedy zadaję sobie pytanie, w którym kierunku rozwijać moją firmę. I zapewniam Cię, że jest to bardzo świadomie dobrany zestaw słów:

  • 15 milionów Polaków – mamy nieco ponad 14 milionów gospodarstw domowych w Polsce i ta liczba rośnie; wierzę, że jeśli w każdym domu będzie choć jedna osoba, która wie, co robić z pieniędzmi, efekt będzie spektakularny!
  • wiedza i narzędzia – będę publikować artykuły i nagrywać podcasty, by szerzyć wiedzę oraz tworzyć praktyczne kursy, które efektywnie pomogą wdrożyć ją w życie;
  • skuteczna pomoc – nieustannie będę szukać prostych i zrozumiałych dla każdego sposobów oszczędzania i inwestowania oraz promować te metody, które naprawdę działają; jednocześnie będę pokazywać Wam więcej osób, którym ta sztuka się udaje;
  • bogacić się – uważam, że to powinien być jeden z celów każdej rodziny; spokojne bogacenie się niesie ze sobą dużo niezwykle korzystnych zmian w naszym życiu; za to bieda wyniszcza i zatruwa życie;
  • pasje i marzenia – właśnie po to się bogacimy, by nie musieć myśleć o pieniądzach, tylko o tym, jak się rozwijać, spełniać marzenia i żyć pełnią życia.

To tyle tytułem – może nieco przydługiego – wstępu. Wierzę jednak, że dzięki temu będziesz mieć pełną jasność, dlaczego robię to, co robię i dlaczego warto być ze mną na blogu i słuchać tego podcastu. A teraz najwyższy czas, bym odpowiedział na Wasze pytania!

Wydatki na przyjemności – czy budżet domowy zabija spontaniczność?

Zacznijmy od komentarza i pytania Anety, zadanego pod poprzednim podcastem:

Cześć Marcin.

Przede wszystkim bardzo dziękuję Ci za całą wiedzę – pomimo młodego wieku i łączenia pracy ze studiami już utrzymuję się w 100% sama i mam prawie “pełną”, 6-miesięczną poduszkę finansową. Brawo Aneta – o to dokładnie chodzi! Od dłuższego czasu pracuję nad swoim budżetem i uważam, że powrót do bazowej wiedzy jest świetnym pomysłem – tego NIGDY nie jest za dużo. Dzięki podcastowi przypomniałam sobie najważniejsze zasady i uporządkowałam wszystko w głowie. A dodatkowo bardzo miło minęło mi bieganie. Super 🙂 Ja też uwielbiam słuchać podcastów w czasie treningów biegowych.

Zmagam się jednak od zawsze z jedną rzeczą podczas planowania budżetu. Mam nadzieję, że mi pomożesz. Co ze spontanicznymi wydatkami, których nie da zaplanować się na początku miesiąca? Jako osoba bez zobowiązań finansowych nie czuję potrzeby “ucinania” wszelkich przyjemności, a takie zazwyczaj wyskakują niespodziewanie – wyjście ze znajomymi do kina czy na imprezę, prezent na urodziny dla koleżanki, kolacja w restauracji.

Aneta – przede wszystkim dziękuję Ci za świetne pytanie, bo dotyka ono bardzo ważnej sprawy. Sporo osób używa argumentów, że nie robią budżetu domowego, bo zabija on spontaniczność. Albo że nie ma sensu tego robić, bo nie można wszystkiego przewidzieć.

No jasne, że nie można wszystkiego przewidzieć!

Hello! Witamy w realnym świecie, w którym przyszłość jest tajemnicą i nikt nie ma szklanej kuli. Już chyba tylko wróżki i może jeszcze niektórzy analitycy giełdowi twierdzą, że znają przyszłość. Dokładnie tych samych argumentów możemy użyć do dowolnego planowania – “Nie ma sensu planować, bo nie wiadomo, co przyniesie przyszłość i trzeba być spontanicznym”. Bzdura! Jeżeli nie masz własnego planu, to będziesz posłusznie realizował plany tych ludzi, którzy je mają.

Budżet to jest właśnie plan dla naszych pieniędzy. To nic innego, jak to, że przed rozpoczęciem danego miesiąca siadamy i z kartką papieru przydzielamy naszym pieniądzom konkretne zadania do wykonania w kolejnym miesiącu. W ten sposób – zamiast wydawać pieniądze na bzdury – wydajemy je na to, co jest dla nas ważne i co najbardziej poprawi jakość naszego życia.

I teraz – wracając, Aneto, do Twojego pytania – większe i mniejsze przyjemności są bardzo ważne w życiu każdego z nas. A skoro są ważne, to powinny po prostu znaleźć im miejsce w naszym budżecie. Chcesz wydać pieniądze na kino, spotkania ze znajomymi, prezenty i restauracje? Doskonale! Wszystko, co musisz zrobić, to – planując swój budżet na kolejny miesiąc – dodać po prostu w planie wydatków pozycję: “Przyjemności” czy “Wyjścia ze znajomymi i prezenty”. A następnie umieścić ją w odpowiednim miejscu – zgodnie z hierarchią wydatków, czyli świadomie zaplanować, ile pieniędzy możesz i chcesz na to przeznaczyć.

Jasne, że nie przewidzisz, czy trafią się dwa wyjścia do kina za 60 zł czy jedna wielka impreza, na którą przyda się kilka stów. Ale widzisz swój budżet, widzisz hierarchię wydatków, widzisz, ile pieniędzy masz do rozdysponowania, więc możesz w pełni świadomie zdecydować, ile pieniędzy możesz i chcesz na to przeznaczyć. Skoro nie masz długów – śmiało zaplanuj sobie taką kwotę, z jaką będziesz czuła się dobrze. 200 zł, 500 zł, 1000 zł miesięcznie – to jest Twój wybór.

I tu możesz powiedzieć, że przecież nie da się przewidzieć, ile będziesz na to potrzebować. I masz całkowitą rację. Dlatego spieszę z wyjaśnieniem, aby pokazać Ci, jak sobie z tym poradzić. Zaplanowałaś za mało? To masz dwa wyjścia. Zamienić pomysł na wyjście do drogiej restauracji, na wspólne gotowanie u kogoś w domu – czyli twórczo zmieścić się w zaplanowanym budżecie. Albo – jeżeli Cię na to stać – przesunąć środki z mniej ważnych kategorii, a w przyszłym miesiącu zaplanować to bardziej realistycznie.

A co jeśli zaplanowałeś za dużo na przyjemności i środki zostały?

Dorzuć te pieniądze do puli przyjemności na kolejny miesiąc – skoro w tym miesiącu na przyjemności poszło mniej, to niech w przyszłym pójdzie więcej – tak abyś “nie karała się” za to, że nie było okazji do takiego wydania pieniędzy. Cała magia i moc świadomego planowania budżetu sprawia, że po kilku miesiącach – i takich właśnie iteracjach – bardzo precyzyjnie poznajemy i zaczynamy rozumieć strukturę naszych wydatków.

Budżet nie pozbawia nas przyjemności. Sprawia jedynie, że świadomie decydujemy, ile pieniędzy chcemy na nie wydać. Jeśli chcemy wydać za dużo, to budżet da nam jasny sygnał, że w takim razie trzeba zwiększyć dochody lub zrezygnować z wydatków na inne rzeczy. To jest aż tak proste, do bólu racjonalne i przede wszystkim – bardzo skuteczne.

Dlatego apeluję do każdego słuchacza: jeżeli nie jesteś właśnie na wojnie z długami – czyli w sytuacji absolutnie nadzwyczajnej – koniecznie zaplanuj w swoim budżecie jakąś kwotę na przyjemności, czy po prostu na “rozpiżenie”. Nie duś każdego grosika w garści. Planuj świadomie, ale bądź przy tym człowiekiem, a nie cyborgiem. Bo bez tego szybko stracisz frajdę z bogacenia się.

A wszystkim osobom, które twierdzą, że budżet domowy zabija spontaniczność, przytoczę definicję ze słownika języka polskiego:

Spontaniczny – 1. «będący odruchową, nieprzemyślaną wcześniej reakcją na coś»
2. «reagujący odruchowo i emocjonalnie»

Jeżeli budżet domowy ma zabijać tak rozumianą spontaniczność – to niech zabija! Korzyść z odruchowych i nieprzemyślanych reakcji jest żadna, za to ryzyko zrobienia głupot – ogromne. Budżet zmusza nas za to do kreatywnego myślenia i proaktywnego podejścia do naszych pieniędzy, zarobków, życia i pracy.

Aneto – jeszcze raz serdecznie gratuluję Twojego świadomego podejścia do finansów i dziękuję za to pytanie.

Konta budżetowe i konta pozabudżetowe – jak wydzielić pieniądze na budżet domowy, gdy chcemy oszczędzać?

A teraz przejdziemy do pytania, które zadała Kansuke:

Drogi Marcinie, Dziękuję za ten odcinek! Umiejętność jazdy samochodem z ciągłym patrzeniem wstecz mam świetnie opanowaną, a dzięki Tobie dziś doznałam olśnienia.
To aluzja do poprzedniego odcinka podcastu, w którym wyjaśniałem, że samo spisywanie wydatków to jak próba jazdy samochodem, w czasie której chcemy jechać do przodu patrząc wyłącznie we wsteczne lusterko. Robiąc budżet domowy trzeba patrzeć przed siebie!

Choć podskórnie czułam, że pora na kolejny krok, to nie bardzo wiedziałam jaki. Teraz już wiem, to budżet domowy. Mam również pytanie. Jestem obecnie w sytuacji, w której razem z mężem niedawno wróciliśmy z zagranicy z zaoszczędzonymi pieniędzmi, których część chcemy zainwestować. Część zostawiliśmy na życie dopóki nie zaczniemy zarabiać systematycznie. Jak w takiej sytuacji przydzielać pieniądze? Będę wdzięczna za podpowiedź. Pozdrawiam serdecznie! Kansuke

Kansuke, bardzo dziękuję za pytanie i zanim odpowiem, chciałem Ci powiedzieć, że masz – jak dla mnie – bardzo japoński pseudonim. Gdy czytam Twoje komentarze na blogu, które podpisujesz pseudonimem Kansuke, od razu mam przed oczami Japonkę. I teraz – patrząc na Twoje pytanie – wyobraziłem sobie, że oto Kansuke wróciła z Japonii do Polski. こんにちは – konnichiwa – Witamy bardzo serdecznie w naszym pięknym kraju 😉

A teraz do rzeczy. Planując swój budżet domowy, po stronie posiadanych środków, powinniśmy mieć dwa rodzaje kont: konta budżetowe – czyli te, z których pokryjemy wydatki w kolejnym miesiącu oraz konta pozabudżetowe – czyli te, na których znajduje się nasz fundusz bezpieczeństwa oraz różne oszczędności, rezerwy, a także inwestycje.

Dwie szuflady

Hmm… Jak to zilustrować w zrozumiały sposób w audycji, bez żadnych grafik? Może tak: wyobraź sobie, że korzystasz tylko z gotówki i trzymasz ją w dwóch szufladach w biurku. W prawej szufladzie, zamykanej na zwykły kluczyk, trzymasz pieniądze na dany miesiąc. Natomiast lewa szuflada – opancerzona i zamieniona w podręczny sejf – to nasze rezerwy i oszczędności na przyszłość.

Jak to wygląda w sytuacji, gdy ktoś zarabia? Gdy pod koniec miesiąca otrzymujesz wynagrodzenie, wrzucasz je do prawej szuflady. To nasze pieniądze, którym przydzielimy zadania na kolejny miesiąc. Dlatego podliczamy je i decydujemy, co z nimi zrobić – ile na jedzenie, ile na opłaty, dokładnie w taki sposób, jaki opowiedziałem w poprzednim odcinku podcastu.

Oczywiście część pieniędzy z wynagrodzenia chcemy odłożyć na przyszłość. Dlatego w naszym budżecie planujemy nie tylko wydatki, ale też oszczędności. Załóżmy, że robiąc swój plan, postanowiłaś przeznaczyć 500 zł na przyszłość. Skoro tak, to po prostu wyciągasz 500 zł z prawej szuflady, wkładasz te pieniądze do lewej – tej opancerzonej. Zamykasz ją i już. Wydatki bieżące pokrywamy z tego, co zostało w prawej szufladzie, a na przyszłość mamy więcej pieniędzy odłożonych w lewej szufladzie.

Ty jednak pytasz, co zrobić, gdy macie oszczędności, ale przejściowo nie macie jeszcze dochodów. Macie zatem pustą prawą szufladę, której obecnie nie zasila regularne wynagrodzenie, za to pełną, pękającą w szwach szufladę z rezerwami.

I jak teraz zrobić nasz budżet?

Otóż taka sytuacja wymaga po prostu odwrócenia kolejności naszych działań. Najpierw zaczynasz od rozplanowania wydatków. Układasz je zgodnie z hierarchią ważności – w sposób opisany w poprzednim odcinku – a następnie do każdej kategorii przypisujesz kwotę, która będzie Ci na to potrzebna. Wypisujesz zatem, ile będziesz potrzebować na jedzenie, ile na ubrania, ile na opłaty i tak dalej. Następnie podliczasz sumę zaplanowanych wydatków i porównujesz z kwotą schowaną w pancernej szufladzie. Załóżmy, że Twój wstępny plan miesięcznych wydatków opiewa na kwotę 5000 zł, a w pancernej szufladzie macie 50 000 zł. Jak łatwo policzyć, oznacza to, że taka rezerwa wystarczy Wam na 10 miesięcy. Jeżeli jest to dla Ciebie OK – to otwierasz po prostu pancerną szufladę, wyciągasz z niej 5000 zł i wkładasz je do prawej szuflady. Te pieniądze – choć nie pochodzą z wynagrodzenia – już mają przydzielone konkretne zadania na kolejny miesiąc.

A co gdybyś chciała, aby 50 000 zł wystarczyło Wam na rok, a nie na 10 miesięcy? To najpierw musisz przyjrzeć się swojemu budżetowi i poszukać sposobów na to, aby miesięczny plan wydatków spadł do 4166 zł, czyli do 1/12 z 50 000 zł. Gdy już to zrobisz i taki budżet jest realistyczny, wtedy z pancernej szuflady do szuflady z pieniędzmi na bieżący miesiąc wyciągasz po prostu tę niższą kwotę.

Jak zatem widzisz ogólne zasady, czyli świadome planowanie i wysyłanie pieniędzy do konkretnej pracy, są takie same. Zmienia się tylko kolejność. Najpierw planujesz wydatki, by wiedzieć, ile pieniędzy wyciągnąć z pancernej szuflady, czyli ile będziesz potrzebować z Waszych rezerw na kolejny miesiąc.

Gdy tylko zaczniecie zarabiać, wrócicie po prostu do zwykłej kolejności, w której do prawej szuflady trafiają pieniądze z wynagrodzenia, z których część zasila rezerwy i oszczędności, a reszta idzie na bieżące wydatki. I już!

No, mam nadzieję, że choć trochę pomogłem i te meblarskie porównania były wystarczająco jasne. Oczywiście na co dzień nie mamy szuflad, tylko różne rachunki. Dlatego warto podzielić te rachunki jednoznacznie na konta budżetowe oraz konta pozabudżetowe.

Pieniądze na kontach budżetowych mają trafić do naszego budżetu, a pieniądze pozabudżetowe mają nas chronić i radośnie mnożyć się na różnego rodzaju lokatach i inwestycjach.

Razem czy osobno – jak stworzyć budżet domowy z partnerem?

No dobrze, to teraz przejdźmy do kolejnego pytania, którego autorem jest Piotr. Piotr pisze tak:

Jak rozsądnie i na bieżąco kontrolować realizację w sytuacji, gdy praktycznie codziennie z żoną “mijamy się” ze względu na różne godziny pracy, a do tego dochodzi małe dziecko:) Aktualnie od stycznia ja codziennie rano przeglądam i wysyłam żonie zestawienie na Messengerze do przejrzenia i ewentualną dyskusję prowadzimy zdalnie 🙂 Póki co widać, że działa ale może masz pomysł jak to jeszcze usprawnić 🙂

Hej, Piotrze! Dziękuję Ci bardzo serdecznie za to pytanie i gratuluję potomka w rodzinie. Słuchaj – jeżeli ten sposób u Was działa, to jestem ostatnią osobą, która będzie się wtrącać i mówić Ci, jak to robić. Jak dla mnie jesteś mistrzem świata, skoro potrafisz nakłonić żonę do tak aktywnego udziału w planowaniu i wspólnej odpowiedzialności za Wasze finanse.

Twoje pytanie zwraca jednak uwagę na bardzo ważną sprawę, dotyczącą wszystkich słuchaczy. Jeżeli żyjecie z kimś razem i macie wspólne plany i marzenia, to o finanse zdecydowanie warto… Ba! Bezwzględnie trzeba dbać wspólnie! Oczywiście w pierwszej kolejności dotyczy to małżeństw, w których panuje ustrój wspólności majątkowej. Jeżeli w takim małżeństwie jedna osoba postępuje rozsądnie, a druga ma finanse rodzinne głęboko w… poważaniu, to cała sprawa weźmie w łeb.

Nieco łatwiej jest w innych związkach, gdzie każdy ma swój odrębny majątek, a jedynie niektóre cele finansujecie razem. To taki trochę układ “joint venture” – każdy ma swoją kasę na boku, a niektóre rzeczy finansujecie razem. Tu oczywiście ryzyko, że nieodpowiedzialne działanie drugiej połówki doprowadzi Cię do bankructwa jest znacznie niższe. Ale nawet wtedy zdecydowanie warto na spokojnie porozmawiać i ustalić jasne i mądre zasady dotyczące wspólnych finansów.

Dlaczego?

Powody mógłbym tu mnożyć, ale posłużę się obrazowym przykładem, z którym miałem do czynienia już kilkukrotnie. Wyobraź sobie, że Twoja ukochana partnerka czy Twój ukochany partner robi głupotę z pieniędzmi i popada w ogromne długi. Jest przerażona, zestresowana, wydzwaniają do niej windykatorzy a do drzwi co chwilę puka komornik. Co z tego, że Twój prywatny majątek pod względem prawnym jest w pełni zabezpieczony i oddzielony. Myślisz, że będziesz stać z boku i patrzeć spokojnie, jak druga osoba tonie? W życiu! Zrobisz wszystko, by pomóc jej wyjść na prostą, nie szczędząc ani złotówki. Kochasz ją, więc będziesz walczyć za wszelką cenę. Dlatego nawet w takich związkach trzeba koniecznie zadbać o to, by w sprawach finansowych potrafić się porozumieć i postępować w sensowny sposób.

Jak to robić?

To oczywiście temat rzeka. Sporo podpowiedzi znajdziecie w 18. odcinku mojego podcastu zatytułowanego: Ona, On i pieniądze – czyli walentynkowy podcast o wspólnych finansach, a tu przytoczę tylko drobną podpowiedź.

W wielu związkach obserwowałem taką sytuację, że jeden z partnerów to taki klasyczny “nerd”, który po prostu lubi mieć pełny ogląd sytuacji, wszystko uporządkowane w swoich Excelach, a wpatrując się w statystyki domowych finansów bawi się wyśmienicie, bo robienie budżetu wciąga go, jak spacer po bagnach. W naszym związku to ja jestem takim właśnie nerdem i naprawdę – po prostu bardzo to lubię. Czytając, Piotrze, Twoje pytanie, zakładam, że w Waszym związku ta rola przypada Tobie.

Natomiast druga połowa nie czuje takiego pociągu do planowania i szczerze mówiąc bardzo się cieszy, że robi to za nią ktoś inny. Na samą myśl o wpisywaniu czegoś do Excela dostaje nerwowych tików, skacze jej powieka, toczy pianę z ust, a wyraz twarzy zmienia się tak, że samym spojrzeniem mogłaby zabić.

I co taki nerd ma wówczas zrobić?

Po pierwsze: musisz odważnie spojrzeć temu demonowi w oczy, ale pod żadnym pozorem nie zmuszać go do robienia budżetu. Zamiast walczyć z naturą swojej drugiej połówki, załatw tę sprawę inaczej. Usiądź na spokojnie, przygotuj ten budżet, zaplanuj rozważnie, na co Twoim zdaniem warto przeznaczyć pieniądze, a potem zaproś swoją połówkę na przyjemne spotkanie w sprawie finansów. Poważnie. Powiedz: “Kochanie, to dla mnie ważne, przygotowałem fajny plan, napracowałem się przy tym i teraz potrzebuję Twojej opinii”. Zadbaj o to, aby na takim spotkaniu był luz i przyjemna atmosfera. Połóż Twój projekt budżetu na stole i… Siedź cicho! Nie gadaj, tylko poczekaj cierpliwie, co Twoja druga połówka zrobi.

I teraz bardzo ważna sprawa. Pod żadnym pozorem nie zgódź się na to, by Twoja druga połówka powiedziała: “Jak tam sobie uważasz, dla mnie OK!”. Nie ma mowy! W ten sposób niczego nie załatwisz. Musisz dopilnować, aby Twoja połówka zmieniła coś w Waszym budżecie: niech przesunie kategorie, zwiększy wydatki na ciuchy, wytnie pieniądze na Twoje hobby – cokolwiek – byleby tylko włączyła się w proces planowania. To jedyny sposób, żeby był to Wasz wspólny budżet, a nie Twój budżet, który posypie się na etapie realizacji, bo żona, partner czy mąż udowodni, że nie masz pojęcia o planowaniu.

A co zrobić, jeżeli to Ty jesteś tą druga połówką, a Twój partner nerdem?

Po pierwsze: przyjdź, do cholery, na takie spotkanie! Doceń to, że Twój nerd tak się stara, bo dzięki temu Wasze finanse będą w o wiele lepszej kondycji. Po drugie: nie abdykuj! Weź część odpowiedzialności za Wasze finanse, abyś pewnego dnia nie obudził się z ręką w nocniku. Naprawdę, nie ma nic fajnego w tym, że wydajesz pieniądze na bzdury. Naprawdę – to nie jest wcale cool! Możesz nie lubić Excela i rozmawiania o finansach, ale jesteś dorosłym człowiekiem, więc nie zachowuj się jak dziecko. Wysiedź tych 30 minut na tyłku, posłuchaj swojego nerda, doceń go i już! Ha, ha… Właśnie uświadomiłem sobie, że po tym, jak przyznałem, że jestem nerdem, brzmi to jak apel do mojej żony! Dlatego natychmiast dementuję – moja żona ma już ten etap za sobą, toleruje swojego nerda i przede wszystkim wspólnie planujemy nasze finanse.

O finansach w związku mógłbym opowiadać długo, ale główny przekaz jest taki: jeżeli jesteś nerdem, to rób swoje, a partnera zapraszaj wtedy, gdy jest to potrzebne. I nie gadaj wtedy przez 3 godziny, tylko zamknij buzię na kłódkę i słuchaj. To będzie najlepszy wstęp do planowania wspólnych finansów 😉

No dobrze. To jeszcze jedno pytanie i ten odcinek będziemy powoli kończyć. Jak słyszysz rozgaduję się trochę przy każdym punkcie, ale to po to, by dać Ci lepszą i szerszą perspektywę. Zależy mi po prostu, abyś planując własne finanse, robił to świadomie, dokładnie wiedząc, dlaczego warto to robić w ten właśnie sposób.

Budżet domowy a karta kredytowa – jak rejestrować wydatki?

Hmm… To spójrzmy jeszcze na listę. O, właśnie! Pytanie od Katarzyny:

Ja bym posłuchała jak wpisywać wydatki poniesione kartą kredytową, kiedy spłacamy ją bez odsetek, czy w miesiącu, gdy wydatek nastąpił, czy w miesiącu, w którym spłacamy kartę. Znam stanowisko Michała zjakoszczędzaćpieniądze.pl ale nie do końca mnie przekonuje jego sposób.

OK, Kasiu. Przyznam, że nie mam pojęcia, co na ten temat głosi Michał, natomiast moje podejście – jak wszystko, co staram się robić w dziedzinie finansów – jest proste, przejrzyste, oparte na zwykłym zdrowym rozsądku i przetestowane w praktyce.

I jeśli chodzi o kartę kredytową, to jest ono następujące. Po pierwsze: karta to dla mnie zwykły środek płatniczy, a nie sposób na pożyczanie pieniędzy. Korzystam z niej, bo w pewnych sytuacjach jest to konieczne, np. aby wynająć bez problemów samochód zagranicą, a w innych sytuacjach po prostu wygodne. Ale pod żadnym pozorem nie traktuję karty kredytowej jak “zasobu gotówki”. Dlatego w moim budżecie domowym karta kredytowa jest po prostu jednym z kilku kont budżetowych, które od innych różni się tylko tym, że jego maksymalne saldo to 0 zł. Bez względu na limit kredytowy saldo mojej karty staram się zawsze trzymać w okolicach zera. Jak to przebiega w praktyce?

Załóżmy, że na początku miesiąca mam 5000 zł do rozdysponowania. Zaplanowałem sobie wydatki w moim budżecie domowym i teraz zaczyna się nowy miesiąc. Zaczynam wydawać i powiedzmy, że pierwszą transakcją jest zakup butów za 400 zł. W kieszeni mam tylko kartę kredytową, dlatego właśnie nią za te buty zapłacę. I co się teraz dzieje? W mojej aplikacji do budżetowania zapisuję wydatek w wysokości 400 zł, zapisuję go w kategorii ubrania, a konto, z którego poszła ta płatność to karta kredytowa.

A zatem aplikacja pokazuje mi, że mam 5000 zł na rachunku bankowym oraz (-400 zł) na karcie kredytowej. Dzięki temu w podsumowaniu dostępnych środków widzę, że do rozdysponowania zostało już tylko  4600 zł – co jest oczywiście zgodne z rzeczywistością, bo 400 zł właśnie wydałem. Co teraz robię? Od razu po powrocie do domu przelewam 400 zł z rachunku bankowego na rachunek karty kredytowej i w ten sposób saldo rachunku bankowego spada do 4600 zł, a saldo karty kredytowej znowu wynosi po prostu 0 zł.

Moim zdaniem właśnie takie postępowanie najlepiej oddaje rzeczywistość: wydatek rejestruję w momencie jego poniesienia, bez względu na to, czy płacę kartą czy w inny sposób. Wszystko jedno, z której z moich “przegródek”, w których trzymam pieniądze zapłaciłem – kasa wypłynęła, więc był wydatek i już. Ten sposób postępowania sprawia, że:

  • karta to tylko środek płatniczy,
  • nigdy nie płacę odsetek za korzystanie ze środków na karcie,
  • nigdy nie ponoszę opłat za kartę, bo z niej w miarę aktywnie korzystam,
  • mam elegancki porządek w finansach.

I błagam – niech nikt mi nie mówi:

Ooo, to błąd!…

…Nie korzystasz z darmowego pieniądza na karcie. Gdybyś te pieniądze trzymał przez 52 dni na oprocentowanym rachunku, to byłbyś 3 zł do przodu, a 3 zł miesięcznie przez 50 lat życia to już prawdziwy majątek!”. Dajcie spokój! Zarabianie na karcie kredytowej? Litości! Wasz czas poświęcony na monitorowanie takich przepływów i mikro oszczędności kosztuje znacznie więcej, niż grosiki uzyskane z karty. Nie mówiąc o tym, że wystarczy, żebyście raz na kilka lat pomylili się i zapomnieli dokonać pełnej spłaty w terminie, a zabulicie takie odsetki, że te pseudomikrooszczędności wezmą w łeb.

Nie traćcie czasu i energii na takie bzdury! Myślcie jak zarobić kilka stów, jak zarobić kilka tysięcy, a nie kilka złotych. Znacie chociaż jednego bogatego człowieka na świecie, który zapytany o źródło swojego majątku, powiedziałby: “Ooo, po prostu bardzo sprytnie wykorzystywałem limit na karcie kredytowej, a różnicę trzymałem na oprocentowanym rachunku. W ten sposób ograłem system bankowy! Ha, ha, ha!”. To przecież naiwne! Banki potrafią doskonale liczyć i dobrze wiedzą, że wcześniej czy później powinie Ci się noga. Dlatego nie baw się w takie bzdury i nie trać na to czasu i energii. Zapłaciłeś kartą kredytową? I super – spłać ją od razu do zera i miej w nosie naiwne porady na temat zarabiania na karcie kredytowej. Te porady to nic innego, jak sprytny marketing mający skłonić Cię do korzystania z kart.

No dobrze. Myślę, że na dzisiaj wystarczy tych odpowiedzi, ale mam dla Ciebie jeszcze jedną bardzo ważną informację.

Zostań Mistrzem Budżetu Domowego

Ponieważ w temacie budżetu domowego pojawiło się mnóstwo pytań, a w czasie audycji jestem w stanie odpowiedzieć tylko na kilka z nich, postanowiłem, że najwyższa pora przygotować warsztaty na temat budżetu domowego i po dłuższej przerwie spotkać się wreszcie twarzą w twarz z Tobą i innymi czytelnikami mojego bloga.

Dlatego w już kwietniu ruszam z warsztatami off-line pt.: “Mistrz Budżetu Domowego”. I to nie przypadek, że nazywam to warsztatami. Marzy mi się bowiem takie kameralne i bardzo praktyczne spotkanie, na którym w ciągu dwóch dni rozkminimy dokładnie temat budżetu, a każda osoba, która weźmie w tym spotkaniu udział, wróci do domu z gotowym budżetem domowym i pełną jasnością, jak z tego budżetu korzystać.

Myślę o naprawdę niewielkiej grupie – około 12 osób – tak, aby dobrze się nam pracowało i abym mógł z każdym spokojnie porozmawiać. Jeżeli jesteś zainteresowany, by wziąć udział w takim spotkaniu, to zarezerwuj sobie czas w kalendarzu. Pierwsze warsztaty planuję już 14 i 15 kwietnia w Krakowie. Zaczniemy w sobotę około 11:00, a zakończymy w niedzielę w okolicach 15:00. Będzie to zresztą okazja, by popracować nie tylko nad budżetem domowym, ale również w swobodnej atmosferze porozmawiać sobie o wielu innych tematach związanych z finansami osobistymi. Więcej szczegółów już wkrótce opiszę na blogu, a póki co daj proszę znać w komentarzu, co myślisz o moim pomyśle i takiej formule spotkania.

A na zakończenie…

…odgapiając świetną praktykę od Marka Jankowskiego z podcastu Mała Wielka Firma – pragnę Wam bardzo gorąco podziękować za oceny i ratingi mojego podcastu w serwisie iTunes. 50 odcinków podcastu przesłuchało już ponad pół miliona osób, a mam tam zaledwie 110 opinii i recenzji. Gapa ze mnie, bo nie korzystałem z iTunes i nigdy aktywnie Cię o to nie prosiłem. Dlatego będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli poświęcisz minutkę i zechcesz ocenić moją audycję. A dziś pragnę bardzo gorąco podziękować za tę oto opinię, podpisaną przez niejaką jejmość, a zatytułowaną:

Kto nie słucha, ten trąba!

Obowiązkowy podcast dla ludzi chcących żyć świadomie, szczególnie jeżeli mówimy o sferze finansowej naszego życia. A jak wiadomo jest to sfera, która bardzo wpływa na wszystko inne, bo z pustego nawet Salomon nie naleje!

Amen! Droga jejmościno – dziękuję Ci bardzo, bardzo serdecznie za tę recenzję, bo właśnie takie opinie dodają mi skrzydeł i sprawiają, że już mam ochotę nagrywać kolejny odcinek.
Ale na dziś, to już wszystko. Dziękuję za czas, który poświęciłeś na wysłuchanie tego odcinka i czekam na Ciebie w komentarzach. A póki co… Koniec i bomba! A kto nie słuchał – ten trąba! Trzymajcie się, cześć!

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Tak, chcę dołączyć!

Komentarze56 komentarzy

    • Przemo – podcastów najwygodniej słuchać w aplikacji na telefon.
      Możesz też pobrać plik na dysk i odtworzyć w swoim playerze.
      A ja swoją drogą sprawdzę, czy wtyczka, z której korzystam do podcastów ma jakiś player z taką funkcjonalnością.

  1. Cześć Marcin 🙂
    Co do kategorii “przyjemności” czyli szeroko rozumiane kina, kolacje, wypady itp. to planuję określoną kwotę i raczej staram się jej nie przekroczyć. Natomiast jeśli zostaną jakieś pieniądze to nie przenoszę ich na przyszły miesiąc do tej samej kategorii tylko lądują w “oszczędnościach”. Tak się w sumie dzieje z każdą kategorią, w której zostają mi niewydane pieniądze 🙂
    Pozdrawiam!

    • Daniel,
      co do innych kategorii – pełna zgoda.
      Jednak w przypadku przyjemności uważam, że warto zaoszczędzone środki przenieść na kolejny miesiąc i zafundować sobie cos jeszcze przyjemniejszego.

      3 najważniejsze cele dla pieniędzy, to:

      1. Ciesz się życiem
      2. Mądrze inwestuj
      3. Pomagaj innym

      Każdy jest moim zdaniem równie istotny, więc nie ograniczałbym tego pierwszego punktu, gdy nas na to stać 🙂

  2. Drogi Marcinie, dziękuję za bloga jako za całokształt wiedzy 🙂
    Zacząłem od stycznia spisywać wydatki i zbierać na emeryturę w IKE. To Ty mnie namówiłeś. Mam 25 lat i bardzo cieszy mnie, że zaczynam wcześnie!
    Mój cel jest prosty: im więcej uzbieram teraz tym mniej będę musiał pracować, gdy wezmę ślub i pojawią się dzieci. Inwestuję w wolny czas dla przyszłej rodziny, moja wiedza finansowa w przyszłości może pomóc mi… lepiej wychować dzieci i zadbać o relację z przyszłą żoną. Niesamowite, prawda? Ale w sumie nie aż tak zaskakujące – pracujemy zazwyczaj kosztem rodziny.
    Moje spisywanie wydatków (co prawda bez budżetowania) okazało się bardzo przydatne… żeby zrozumieć, że wcale nie wydaję pieniędzy na bzdury! No dobrze, może z 30-70zł miesięcznie poszło na zbędne rzeczy, może mógłbym jeść suszone morele zamiast czekolady, ale ogólnie wręcz uświadamiam sobie, że to spisywanie wydatków może niebawem okazać się mi niepotrzebne, bo tylko angażuje mój czas na rozterki nad dwudziestozłotówką, a lepiej dokształcić się w zakresie inwestowania 🙂

    I tutaj mała prośba, nie zapominaj o nas, czytelnikach, którzy przebrnęli przez fundamenty. Jesteś nam bardzo potrzebny przy wpływaniu na szersze wody – inwestowaniu, wybieraniu kredytu. Nie porzucaj tego, bo idzie Ci to bezkonkurencyjnie dobrze 🙂

  3. Całkowicie się zgadzam ostatnia częścią podcastu, by nie skupiać się i marnowaniu energii na groszowe oszczędności zgodnie ze starobrytyjskim przysłowiem: be penny-wise and pound-foolish, tudzież naszym swojskim skąpy dwa razy traci.

  4. Cześć,

    Warsztaty z Tobą zawsze chętnie bym przepracował. Daj znać czy planujesz Poznań bądź Wrocław.

  5. Marcin,
    Odnośnie karty kredytowej.
    Oczywiście należy zapisywać w wydatkach poniesionych wydatki pod tą datą, pod którą zostały faktycznie dokonane. Tak samo jak zwykłą kartą płatniczą, bo zazwyczaj faktyczne księgowanie na rachunku jest opóźnione o kilka dni (w sklepach stacjonarnych).
    Natomiast czy jest sens od razu przelewać pieniądze z konta budżetowego na rachunek karty kredytowej? Wtedy dwa razy zajmujesz się płatnościami.
    Jak miałem kartę kredytową (zrezygnowałem z niej w zeszłym roku po ośmiu latach jej użytkowania), miałem ją w tym samym banku, co ROR. Zadeklarowałem w serwisie internetowym banku, żeby w terminie spłaty zadłużenia automatycznie dokonywana była spłata całego zadłużenia. Wtedy jeden raz zajmujesz się płatnością, nie tracisz czasu (argument wiele razy przez Ciebie poruszany) na zbędnych kilka – kilkanaście przelewów w miesiącu.
    Jeżeli ktoś ma kartę kredytową w innym banku, niż ROR, wystarczy po otrzymaniu wyciągu zlecić jeden przelew o dacie płatności takiej, jak na wyciągu, i sprawa załatwiona. Jeszcze trzeba zadbać, żeby w odpowiednim czasie nie RORze była odpowiednia kwota gotówki.
    A co do oprocentowania środków “darmowego kredytu” – wiadomo, odsetki pozyskane nie będą głównym składnikiem majątku. Ale jest powiedzenie: “ziarnko do ziarnka, i mamy dwa ziarnka”.
    Jak miałem kartę kredytową, to zrobiłem tak: od razu, po podpisaniu umowy o kartę kredytową, odłożyłem na rachunku oszczędnościowym kwotę, jaką przewidywałem, że średnio miesięcznie wydam kartę kredytową. Nie powiem, że dorobiłem się majątku na odsetkach od tej kwoty. Ale “lepszy rydz niż nic”.

    • Hej Zbyszek,

      ja tam od rydza wolę wiaderko prawdziwków 😉

      Masz oczywiście rację – kartę można spłacać raz w miesiącu – ale trzymanie salda na “zero” lepiej pokazuje, ile naprawdę mamy pieniędzy. Nie trzeba tego robić po każdej transakcji – ale skasowanie ujemnego salda nawet co kilka dni ma głęboki sens.

      Wiele osób korzysta z karty kredytowej, spłaca ją w całości raz w miesiącu (po wpływie wynagrodzenia) i nawet nie wiedzą, że są zadłużeni. Tymczasem po kilku miesiącach MUSZĄ korzystać z karty, bo po wykasowaniu salda karty do zera na głównym rachunku nie zostaje prawie nic. Klasyczne “gotowanie żaby”.

      Dlatego zdecydowanie polecam jak najszybsze obcinanie łba małym długom na karcie, zanim wyrosną i staną się groźne 🙂

  6. Hej!

    Właśni koryguję swój budżet domowy i nasuwają mi się pytania, na które nie znalazłem dotychczas odpowiedzi:

    1) Jak kategoryzować wydatki służbowe? Np. szkolenia płatne przeze mnie za które potem dostaje zwrot. Niby to szkolenie dla mnie (kategoria Edukacja), ale ostatecznie kosztuje mnie to 0, bo dostaje zwrot na koniec miesiąca…

    2) Jak planować małe, ale nieregularne wydatki? Np. wyjście do kina, potrzebne małe zakupy (np. zepsuła się karta SD i trzeba dokupić), weekendowe wyjazdy. Takie sprawy często pojawiają się ad hoc i jeśli wyżyłuje się budżet na początku miesiąca to zabraknie nawet na takie małe rzeczy. A z drugiej strony planować bufor co miesiąc sprawia, że nie mamy przeznaczenia dla każdej złotówki. Przelewanie z FWN też się nie sprawdza, bo to konto oszczędnościowe, z którego nie można (bez straty) wypłacać pieniędzy więcej niż 1 raz na miesiąc.

    • Cześć Konrad,
      (1) Zawsze kasowo i zgodnie z rzeczywistością. Zapłaciłeś – od razu zapisujesz wydatek (na Twoim koncie jest mniej i chwilowo nie masz pieniędzy na inne rzeczy). Otrzymałeś zwrot – zapisujesz jako przychód i teraz możesz te pieniądze przeznaczyć na inne cele. W ten sposób, nawet jeśli przychód będzie się opóźniał, albo wkurzysz pracodawcę i nie zwróci Ci pieniędzy, budżet będzie pokazywał stan faktyczny.

      (2) Wystarczy zrobić mikro-fundusz i nie przelewać go na konto oszczędnościowe. Załóżmy, że takie wydatki wynoszą średnio 200 do 300 zł miesięcznie (po kilku miesiącach budżetowania poznasz dokłada kwotę). Zatem w budżecie robisz pozycję: “Drobne wydatki nieregularne” i przeznaczasz na nią 300 zł. Jeśli wydasz tylko 200 zł, to w kolejnym miesiącu odbudujesz ją o 100 zł do kwoty 300 zł. Robisz sobie taki mini-bufor, którego ze względu na wielkość nie ma sensu trzymać na koncie oszczędnościowym.

      Typowe pytania na dobry warsztat – gdzie można pokazać rożne alternatywy 😉

      I najważniejsze: pamiętajmy o celu. Nie chodzi o to, aby wszystko się zgadzało do drugiego miejsca po przecinku, tylko o to, by świadomie zaplanować oszczędności i wydatki. To jest PLAN, a nie KSIĘGOWOŚĆ. Jeśli coś się nie zgadza na parę złotych – wrzuć po prostu w kategorię “inne” i nie trać na to czasu.

      • Ja jestem wręcz za jeszcze większym upraszczaniem i mam jedną kategorię nazwaną Jedzenie, w której mam zawarte wydatki na jedzenie, chemię do sprzątania, kosmetyki oraz takie drobne wydatki codzienne właśnie. A czy w danym miesiącu więcej wydam na kosmetyki, jedzenie, czy inne rzeczy, to nie ważne. Ważne żebym zmieścił się w zaplanowanej kwocie. Po kilku miesiącach wiem ile na takie rzeczy wydaję i tym sposobem nie spinam się przy drobnych wydatkach.

    • Marcin Kluczek

      Cześć Konrad

      Budżet to nie tylko comiesięczny rytuał nad kartką albo excelem, ale przede wszystkim ciągły proces. Będą miesiące lepsze i gorsze, czasem trzeba się ratować funduszem awaryjnym. Życie. Pamiętaj, że interesuje Cię cel. Budżet jest jedynie środkiem do jego osiągnięcia (ważnym, ale nie jedynym), a miesięczne iteracje to tylko punkty kontrolne. Nie przejmuj tym, że na koniec miesiąca będzie +-100 🙂 W skali miesiąca taka rozbieżność jest widoczna, ale z perspektywy całego procesu ma na tyle małe znaczenie, że wystarczy drobna korekta i plan roczny zamykasz w punkt.

    • Konrad,

      ad 1) tu robię dokładnie tak, jak Marcin

      ad 2) jeśli chodzi o drobne przyjemności typu kino/ filharmonia, imprezy, gry, książki, to planuję, ile w ciągu roku chciałbym wydać, i dzielę tę kwotę przez 12. Gdy w danym miesiącu nie wykorzystam całości- reszta ląduje na KO dedykowane na rozrywkę. Gdy innego miesiąca wydam więcej- pobieram kasę z tego konta. Metoda kopertowo-funduszowa. A zepsuta karta SD? Ja nie rozplanowuję 100% środków, zawsze jest w bieżącym budżecie taka rezerwa. W moim calcu nie opisuję tej kwoty w żaden sposób, ale można użyć kategorii “inne”, “nagłe” etc. Poza tym, jeśli wydatek taki będzie większy od tej rezerwy, bez oporów sięgam po coś, co wielu opisuje jako fundusz awaryjny.

  7. Pewnie ze chce. 🙂 to będzie taka petarda która każdemu się przyda. 😍 noe rozumiem dla czego tego nie uczą w szkole. Jeśli warsztaty będą podobne do nauki podczas sesji -czuli po zdamy egzamin z życia, to każdy powinien wsiąść w nich udział. 👌

  8. Hej Marcin,

    Z warsztatami bardzo fajny pomysł, ale co powiesz na często pomijany Lublin? 🙂

    A tak z innej beczki, to czy przeczytałeś ostatnio jakąś ciekawą książkę-poradnik?

    Pozdrawiam.

  9. Marcinie, super za podcast! Z reszta co ja mowie, wszystkie sa super!

    Zaluje, ze nie bedzie mnie w Krakowie w kwietniu (jestem rodowita krakowianka)! Pomysl super i gdybym nie mieszkala w Holandii to na pewno bym dolaczyla. Chyba, ze warsztaty wyjazdowe? 🙂 Pozdrawiam!

  10. co do warsztatów polecam Lublin i się zapisuję 😉
    na FBO przyjechałem z Chełma specjalnie do Wawy, to i na warsztaty bym mógł pogonić ale tu dochodziłby nocleg przy 2 dniowym szkoleniu

    jaki koszt warsztatów przewidujesz ?

    • Hej Armi,
      jeszcze nie wiem, bo to zależy od kosztów sali, noclegu, mojego dojazdu – własnie to weryfikuje.

      Ale może coś podpowiesz? Ile takie warsztaty mogłyby kosztować?

      • właśnie nie wiem ile ale wiadomo tak jak piszesz: nocleg, sala konferencyjna, posiłki, +oczywiście Twoje koszty i honorarium 🙂
        takie spotkanie na 2 dni trochę winduje koszty

        zadałem pytanie o koszty co by w pliku budżetowym uwzględnić /wygospodarować odpowiednią kwotę

  11. Cześć Marcinie,
    jeśli będzie jeszcze jedna seria odpowiedzi, to ja mam kolejne pytanie.
    Prowadzimy z mężem arkusz wpływów i wydatków. Dzięki wysokiej świadomości finansowej co miesiąc jesteśmy w stanie generować całkiem spore oszczędności. Raz do roku siadamy, analizujemy naszą sytuację finansową i planujemy wartość docelową oszczędności na następny rok. Na podstawie miesięcznych “przyrostów” mobilizujemy się, jak dobrze nam idzie. Po roku sprawdzamy, czy cel został osiągnięty.
    Prowadzimy arkusz, z grubsza są tam przyjęte jakieś limity na jedzenie, paliwo, rozrywkę itd, ale nie analizujemy tego po miesiącu – czy tym razem trzymaliśmy się “w ryzach” wydatków na kosmetyki, albo czy mogliśmy wydać więcej na jedzenie, bo nie poszliśmy do kina. Bo i tak nie wydajemy więcej niż zarabiamy. Podobnie jest z rocznymi wydatkami typu przegląd samochodu, czy wyjazd – jesteśmy w stanie się zamknąć w miesięcznym budżecie bez sięgania do oszczędności.
    Ten przydługawy wstęp potrzebny jest do pytania: Jak prowadzić budżet domowy z prawdziwego zdarzenia, jeśli czujesz że kontrolujesz wydatki? Obecnie prowadzimy tylko rejestr i resztę, którą udaje się po miesiącu zaoszczędzić wpisujemy na poczet rocznego celu, co Ty o tym myślisz Marcinie?

    • Marcin Kluczek

      Cześć Zuza

      Jeśli dobrze zrozumiałem w praktyce odkładacie to, co Wam zostaje z końcem miesiąca – obrazowo – trener został w domu, a zawodnik radzi sobie sam. Przy dużych nadwyżkach efekty są dobre, ale warto spróbować polecanej przez Marcina odwrotnej metody. Najpierw przelew oszczędności, a potem wydawanie reszty – trener jest na stadionie i udziela wskazówek. Skoro macie rejestr bez problemu określicie ile wydajecie na życie. Cała nadwyżka niech idzie z początkiem miesiąca na odpowiednie konta, a Wam pozostaje zmieścić się w kwocie X do końca miesiąca. Zmieniając strategię wyznaczcie sobie nowy, ambitniejszy cel roczny 🙂

      Też czuję, że kontroluję wydatki. Mój sposób na “szybki budżet” bez spisywania wydatków.

      0. Plan ogólny na 12-18 miesięcy do przodu dla dochodów (zachowawczo) i wydatków (realistycznie na ile się da)
      1. Z początkiem miesiąca korekta planu do realnych wpływów. Przelewy oszczędności, na fundusz wydatków nieregularnych, na końcu rachunki.
      2. W trakcie pilnuję szczegółowo tylko zobowiązań i rachunków, wydatków nieregularnych, wydatków awaryjnych i kosztów auta, reszta ląduje w kategorii “życie” ze stałą kwotą X. W tej kwocie jest trochę luzu na rozrywkę i zachcianki.
      3. Bilans sprawdzam raz w tygodniu, z grubsza szacując, czy się mieszczę w budżecie.
      4. Czasem trzeba uruchomić fundusz awaryjny, gdy trafi się coś nieoczekiwanego.
      5. Z końcem miesiąca saldo powinno się zgadzać.

      Jesteście w tej komfortowej sytuacji, że wydatki nieregularne pokrywacie z bieżących wpływów, więc temat budowanie rezerw macie z głowy.

  12. Hej,

    Rewelacyjny podcast. Prowadzę z mężem budżet domowy od sierpnia, w tym miesiącu urządzamy mieszkanie. I tutaj chcę Ci serdecznie podziękować, bo gdyby nie Twoje wskazówki z pewnością byśmy musieli zaciągnąć pożyczkę. A tak, na wszystko nas stać z zaoszczędzonych pieniędzy.
    Dla wszystkich budżetowych ‘nerdów’: Na początku mój mąż również patrzył sceptycznie na rozbudowanego excela z dziesiątkami odwołań, formuł i samouzupełniających się komórek po wpisaniu zaledwie jednej liczby. Teraz bardzo często słyszę wdzięczność, że wprowadziłam go w prowadzenie budżetu i możliwość kontrolowania domowych wydatków.

    Na koniec odniosę się do kwestii spontaniczności. U nas są dwie komórki “Drobne przyjemności”, jedna należy do mnie, druga do męża. Umieszczamy tam na początku miesiąca kwotę, z której nikt nie musi się tłumaczyć i może gospodarować wedle własnego uznania.
    I uwierzcie, że lepsza jest spontaniczność w sklepie przy wyborze płytek i mebli, na które nas stać, niż przy wydawaniu pieniędzy na głupoty 🙂

    Marcin, jeszcze raz dzięki!

    A w Krakowie mieszkam, więc bardzo chętnie wybiorę się na Twoje warsztaty. Dobrych rad od mądrych ludzi nigdy za wiele 🙂

    • “lepsza jest spontaniczność w sklepie przy wyborze płytek i mebli, na które nas stać, niż przy wydawaniu pieniędzy na głupoty…”

      Olu, zgadzam się w 100% 😊 wspaniałe to uczucie, gdy człowiek może urządzić swój własny kąt dzięki gospodarności, za własne zaoszczędzone pieniądze, a nie na raty bądź co gorsze na kredyt

  13. Cześć Marcinie,

    dziękuję Ci bardzo za wszystko co robisz.

    Budżet domowy prowadzę od kilku lat. Jednak w ostatnim roku, muszę się przyznać że trochę popłynęłam. W efekcie stan moich oszczędności na koniec roku był mało satysfakcjonujący.
    Stąd też bardzo mnie cieszą Twoje ostatnie posty i pomysł warsztatów.
    Widzę że muszę jeszcze bardzo dużo się uczyć o finansach i o samej sobie.

    Pozdrawiam serdecznie i dopisuję się do listy uczestników warsztatów w Warszawie 🙂

  14. Marcinie,
    Świetna robota! Podcast bardzo ciekawy.
    Warsztaty to genialny pomysł! Jestem za!
    Proszę o więcej informacji.

    Pozdrawiam,
    Patrycja

      • Hahaha, to było dość zabawne, więc i ja wybaczam 😉
        A co do japonki i Japonii, to co prawda wróciłam ze Szwajcarii, ale żona szefa jest Japonką więc można powiedzieć, że japońskość była w eterze 😉 a poza tym sama jestem dość mała i kompaktowa, choć skośnych oczu nie mam 😄
        Koniciła 😉
        Pozdrawiam serdecznie!
        Aneta

        Ps. I baaardzo dziękuję za odpowiedź! Co prawda dopiero dziś przeczytałam, bo właśnie dziś powracam do planowania budżetu domowego 🙂 Z przerwami od czasu do czasu, ale wciąż mnie ten temat fascynuje, pomału, w moim tempie 😉

        Pozdrawiam raz jeszcze!

  15. Marcin, zdecydowanie za krótki ten odcinek – więcej, więcej materiału o zarządzaniu finansami osobistymi. Tego nigdy za wiele, a im więcej osób, tym szersze spojrzenie i więcej pomysłów.

    Co do warsztatów – Wrocław czeka 🙂

  16. Witaj Marcin,
    dzięki Tobie zamieniłam nudne, bezmyślne spisywanie wydatkow ( na wszystkie możliwe sposoby- naprawde wszystkie)w planowanie naszych rodzinnych marzeń! To całkiem odmieniło sposób “patrzenia” na budżet domowy i co najważniejsze, ta forma przypadła do gustu nawet mojemu opornemu mężowi😁. Warsztaty to świetna sprawa, chętnie bym skorzystała jednak nie pozwala mi odległość. Myślałeś może o webinarach ? Forma dostępna dla każdego. Było by superrrr. Pozdrawiam Cie serdecznie i czekam na tematy o inwestowaniu. Pa

  17. Cześć Marcinie,

    Jeżeli przeczytasz ten komentarz i będziesz chciał – to będę bardzo wdzięczny za udzielenie odpowiedzi (może ktoś inny również tutaj się wypowie).

    Od pewnego czasu zastanawia mnie i nurtuje jedna rzecz… jakie proporcje powinny zajmować w budżecie domowym poszczególne kategorie wydatków.

    Sytuację finansową mamy bardzo fajną (rodzina 2 + 2); brak jakichkolwiek zobowiązań, obydwoje pracujemy, “sporo” oszczędności, które co roku nam się zwiększają, wiek to chyba już z 35 lat. W zasadzie od lat żyjemy nieco skromniej niż moglibyśmy = czytaj zdecydowanie mniej zarabiamy niż wydajemy.

    Oczywiście można budżet podzielić na wiele kategorii wydatków… ale wyrwijmy z tego tortu dwie takie kategorie…

    1)

    Podróże / urlopy / narty (hobby) – ( narty – u mnie jest to razem kategoria połączona w jedną bo dla mnie jedno z drugim się wiąże w sensie np. wyjazdu, a zarazem jest to coś ekstra, bez czego mógłbym żyć w razie jakiejś kryzysowej sytuacji finansowej). U mnie w chwili obecnej stanowi łącznie to około 20% całego rocznego budżetu. Na to składają się 2 tygodniowe wakacje zagraniczne (czasami jest to biuro podróży, czasami samodzielny wyjazd) oraz 1 – 2 tygodni na nartach w ciągu roku (też wyjazdy zagraniczne) plus czasami jakiś “sprzęt”.

    Czasami zastanawiam się czy udział tego rodzaju wygłupów w tym budżetowym torcie nie jest zbyt wysoki.

    2)

    Samochód… podobno kiedyś ktoś bogaty (ciekawe kto to był i ile ma w tym racji) powiedział, że nie powinno się wydawać na zakup samochodu więcej niż 3-miesięczny zarobek…

    Osobiście uważam, że kupując auto, mając dobrą sytuację finansową można pozwolić sobie na zakup samochodu powiedzmy gdzieś w okolicach rocznych dochodów. Dodatkowo moje założenia są takie, że kupuję auto nowe lub prawie nowe, którym będę jeździł przez co najmniej 5 lat; a w razie czego (czytaj problemów finansowych) to spokojnie można eksploatować auto w czasie np. 10 lat.

    Dodatkowo takim buforem bezpieczeństwa jest to, że kupując auto za kwotę X powinieneś mieć minimum oszczędności na zakup drugiego takiego samego w sytuacji gdybyś miał to auto jutro stracić. Do sumy dochodów nie wliczam tego, co uzyskam ze sprzedaży obecnego auta.

    Co o tym sądzicie?

    =

    PS. Oczywiście udział procentowy będzie wyglądał (lub może wyglądać) różnie w sytuacji gdy ktoś zarabia 50 czy 100 tys. zł; a inaczej niż np. 1 milion – ale zakładamy, że zdecydowanie bliżej nam do tej pierwszej granicy niż to tej drugiej 🙂

    • Marcin Kluczek

      Z tymi trzema pensjami to taki skrót myślowy. Ładnie brzmi w USA gdzie mediana to około $ 2.500, więc gospodarstwo domowe z dwiema medianami ma do dyspozycji $15.000. Wystarczy na nowe auto. Analogicznie w Niemczech €13.000, czyli nowe Polo jest w zasięgu ręki. W Polsce przy medianie 2.500 zł, dla pary wychodzi 15.000 zł. Nie jestem pewien czy wystarczy na nowy motocykl 🙁

      Niemniej ktoś rozsądnie zauważył, że dobrze jest, gdy auto jest tanie. Przypomina mi to amerykańskie “kup najdroższy dom na jaki Cię stać i najtańsze auto jakim wypada Ci jeździć” – wydawaj dużo na to, co z czasem zyskuje na wartości i mało na to, co traci. W ten sposób podchodząc do zagadnienia wydanie rocznych dochodów na nowe, mocno tracące na wartości auto (zakładając 60% przez 5 lat) brzmi jak przepalanie 7 pensji w czasie 5 lat. Zatem każdego roku pracujesz około 1,5 miesiąca tylko po to, żeby pokryć utratę wartości nowego auta ~ tyle ile wydajesz na narty. Długość użytkowania ma znaczenie, ponieważ średnioroczna utrata wartości bardzo mocno z czasem hamuje – przy 10 latach użytkowania niecały miesiąc brzmi o wiele mniej drastycznie, ale to nadal sama utrata wartości.

      Temat wyboru samochodu jest bardzo ciekawy, a różnorodność opcji tak duża, że nie łatwo prostą zasadę w postaci x pensji. Podstawowy dylemat to auto nowe vs stare. Tyle, że co oznacza stare? 15 lat, 10 lat? 5 lat to już stare, a może prawie nowe? Duże auto to Skoda Fabia combi czy Audi A6? Przebieg 20.000 rocznie to dużo czy mało? Itd. Bardzo dużo zależy od subiektywnej opinii użytkownika. Każde auto trzeba przeliczyć indywidualnie szacując z góry wszelkie koszty i rozpatrywać je w kontekście własnej sytuacji.

      Czyli bierzemy pod uwagę koszt zakupu, ewentualnie finansowania, serwisu, utratę wartości, ubezpieczenie, użytkowanie (paliwo, opony, myjnia, parking itd),czasu użytkowania i planowanego przebiegu. Inaczej wyglądają wydatki na auto, które pokonuje kilkaset kilometrów miesięcznie, a inaczej na autostradowego połykacza kilometrów. Przebieg robi swoje, zwiększa koszty paliwa, zużycie samochodu i utratę wartości.

      Dlatego moim zdaniem powinniśmy szacować koszty całościowo w uśrednionym ujęciu kwotowym, a nie odnosić się do nieco abstrakcyjnego indeksu cena zakupu/dochód. Przykładowo Nowak i Kowalski mogą przeznaczyć maksymalnie 1.500 zł średniowiecznie na wszystkie koszty związane z samochodem, który musi pokonać rocznie 18.000 kilometrów (Polska średnia) i próbują dopasować auto do swoich potrzeb i możliwości. Horyzont czasowy to 10 lat Musi im wystarczyć na paliwo, ubezpieczenie, utratę wartości i rezerwę na kolejne auto. Dla kontrastu kryteria mogą spełniać zarówno nowa Skoda Fabia 1.0TSI za około 50.000 i niemal pełnoletnie Audi A4/A6 z trzy razy większym silnikiem (ekowersja z LPG) o wartości załóżmy 20.000. W ten sposób dwie osoby o różnych upodobaniach wykonają założenia. Jeden woli nowe i z założenia pewniejsze auto, a drugi chce mieć coś “fajnego z kopem i napędem na cztery łapy” i nie przeszkadza mu, że pije jak smok, a serwis pochłania tysięcy rocznie. Po pięciu latach zamieni pojazd na inny, ponieważ nie lubi zbyt długo jeździć jednym autem. Obaj zarabiają tyle samo, jeżdżą tym co chcą, jeden wydał początkowo 3 pensje, drugi 10. Finalnie wydali podobne kwoty – przykład nieco “na oko”, żeby zobrazować rozrzut opcji

      Do tego dochodzi sposób finansowania: gotówka, leasing, wynajem długoterminowy, kredyt, a także różne potrzeby i preferencje użytkowników. Robi się niezły mix, dlatego moim zdaniem najlepsza jest kartka papieru lub excel i dłuższa chwila żeby to wszystko ogarnąć.

  18. Cześć Marcin,

    Jak zawsze z uwagą u zainteresowaniem przesłuchałem podcast. Dobra robota!!!

    Jestem Twoim czytelnikiem od Lipca 2015 roku. Dzięki Tobie pozbyłem się całkiem długów. W chwili obecnej opuściłem się jeśli chodzi o prowadzenie budżetu i trochę stoję w miejscu jeśli chodzi o oszczędności. Jednakże jest IKE i cały czas na plusie.
    Jako dziecko nie miałem dobrych wzorców jeśli chodzi o finanse. Powiem więcej moi rodzice ponieśli życiową klęskę. Matka żyje z 1 tyś emerytury, a Ojciec zadłużył się po uszy i nawet nie chce dać sobie pomóc.
    W tym roku zmienia mi się cyferka z 3 na 4 z przodu,🙁. Niestety trochę późno trafiłem na Twojego bloga, lecz jak to mówią lepiej późno niż wcale.
    We wrześniu 2016 miałem przyjemność spotkać się z Tobą we Wrocławiu na spotkaniu z cyklu FBO u Ciebie. Dlatego też bardzo cieszę się, że organizujesz warsztaty. Mam nadzieję że załapie się na Wrocław. Mam jakieś 150 km ale chętnie pokonam tą odległość. Jeśli będzie możliwość to zabrałbym także córkę (17l) aby zaszczepić w niej zdrowe podejście do finansów jakie go mi brakowało.

    Pozdrawiam Cię serdecznie

  19. Z tymi warsztatami to świetny pomysł:). Jeśli są jeszcze miejsca to bardzo chętnie skorzystam. Natrafiłam na Twój blog pod koniec lutego, niesamowicie profesjonalny, inspirujący i konkretny. Podajesz jasne narzędzia jak zarządzać budżetem. Jestem laikiem w tych sprawach i dopiero dzięki Twojemu blogowi zrozumiałam jak ważne jest planowanie budżetu, nieistotne ile zarabiam. Dziękuję bardzo za wszelkie informacje i pliki usprawniające planowanie budżetu. Jestem bardzo wdzięczna,że dzielisz się swoją wiedzą. Dzięki temu blogowi rozpoczęłam pracę nad planowaniem swoich wydatków “przydzielam zadania” swoim pieniądzom – świetne porównanie do pracowników – bardzo obrazowe. W marcu zrobiłam swój pierwszy budżet! – zobaczymy jak zafunkcjonuje. Mam jeszcze pytanie jak już na tym etapie zacząć zwiększać zwoje dochody? Jestem w takiej sytuacji, że stałe wydatki – mieszkanie i lekarze, pochłaniają 90% mojej pensji, a to jest prosta droga do zadłużenia – czego nie chciałabym doświadczyć. Czy mogłabym pieniądze z poduszki finansowej (jeszcze nie jest 6 miesięcznym zabezpieczeniem) wrzucić na jakąś lokatę? Co Byś doradził?
    Pozdrawiam

  20. Witam Panie Marcinie,

    Podcastu słucham od jakiegoś czasu i muszę przyznać, że uważam ten czas za dobrze wykorzystany.

    Budżet domowy zrobiłem jak wyprowadziłem się od rodziców, i postanowiłem założyć rodzinę. A na pierścionek i ślub trzeba zaoszczędzić.

    Założenia były proste:
    – nie może zajmować mi zbyt dużo czasu
    – dawać pole do manewru
    – byś przejżyste (dla mnie)

    Nie użyłem excela, bo nie jest mobilny. Posłużyłem się arkuszami gógla
    Planowałem w trybie miesięcznym podzielonym na 4 ośmio-dniowe “tygodnie” (niektóre miesiące mają więcej niż 28 dni ;), ostatni tydzień dawał mi zawsze bonus lub ratował finanse)
    Podstawą do wydatków jest tabelka, a nie stan konta.
    Na koncie ROR musi być zawsze kwota na pokrycie kosztów mieszkania(czynsz, prąd itd.)

    Aktualnie żyjemy w Niemczech, więc kwoty są w Euro, ale baza którą opracowałem 7 lat temu działa i jej aktualną wersję można podejżeć w linku poniżej. Może komuś się spodoba.
    https://docs.google.com/spreadsheets/d/14vQhI-W7GUBoO3m3cM_m17ikjdZuG9psNVOcCOnOAWc/edit?usp=sharing

    Moim zdaniem ciekawą koncepcją, którą stosujemy, jest zaciąganie kredytu u siebie.
    Już tłumaczę:
    jak się zdaży niespodziewany wydatek, zazwyczaj na szeroko pojęte przyjemności i nie zgromadziliśmy na ten cel pieniędzy zawczasu, to pożyczamy pieniądze od siebie na ten cel i spłacamy w kolejnych miesiącach.
    To taki mentalny bicz na zachcianki 😀
    Tą samą metodę zastosowałem jak zdażyło mi się dostać spadek, za który kupiłem mieszkanko na wynajem. Żeby nie roztrwonić wpływów z niego, postanowiłem je przeznaczyć na spłatę zaciągniętego u siebie kredytu na remont mieszkania.

    Kropka.

    Pozdrawiam

    • Widzę że nie tylko ja pożyczam od siebie na zachcianki. U mnie jest to fundusz natychmiastowy gotówka w przysłowiowej skarpecie. Jak pożyczę to muszę oddać tyle ile było pierwotnie. Prosta i skuteczna metoda.

  21. Hej Marcin,

    Trafiłam na Twojego bloga jak mąż przez kilka miesięcy był bez pracy i zaczęłam zauważać, że nasze wydatki regularnie zaczęły przewyższać nasze dochody. I choć decyzja o tymczasowej rezygnacji męża z pracy była świadoma – z powodu choroby w rodzinie – to nasza sytuacja finansowa stała się kolejnym powodem do zmartwień. Wcześniej zarabialiśmy tak, że starczało nam na nasze potrzeby i jeszcze zostawało (pewnie po części nieświadomie) – dzięki temu mieliśmy spory zapas na tę sytuację życiową. Natomiast sam fakt, że w ostatnim czasie każdy miesiąc oznaczał wyższe wydatki niż dochody (czyli byliśmy na minusie) bardzo mnie niepokoił – mimo że ciągle jeszcze mieliśmy oszczędności. Zaczęłam szukać rozwiązań i tak trafiłam na Twojego bloga. Jest on dla nas bardzo pomocny – dziękujemy!
    Od kilku miesięcy planujemy nasz budżet i udało nam się przynajmniej ogarnąć nasze wydatki – wiemy co i ile nas kosztuje. Dzięki temu zmieniliśmy np. telewizję na tańszy abonament itp. Szczęśliwie mąż już mógł pójść do pracy więc i przychody są większe. Ale na pewno budżet pozwoli nam na odbudowanie funduszu bezpieczeństwa. I choć już wcześniej oszczędzaliśmy to z budżetem na pewno będzie to zmaksymalizowane. I to widzę jako jasny punkt – że mimo, że popełnialiśmy błędy wcześniej – wydawanie na rzeczy niepotrzebne – to od teraz staramy się w sposób świadomy podchodzić do budżetu. I mam nadzieję, że to zaowocuje w przyszłości.
    Dobrze, że jesteśmy z mężem w tym względzie na tej samej stronie, jak to lubisz pisać :).

    Jeśli chodzi o sam budżet to mamy trochę inną konstrukcję pliku – mamy zakładkę z naszymi środkami – moje konto, portfel itd. natomiast mamy kolejną zakładkę z przychodami (po miesiącu) i tam wpisujemy nasze dochody. I to właśnie te dochody rozplanowujemy na kolejny miesiąc (a nie stricte to co mamy w środkach). W ten sposób pierwszego marca rozplanowuje to co do nas przyszło w lutym. Być może wynika to z faktu, że zaczynaliśmy od sytuacji, gdzie środków było sporo, a dochodów mniej – nie tworzyliśmy w ten sposób sztucznej nadwyżki. U nas póki co się sprawdza.

    Na pewno będę śledziła blog w przyszłości. Pozdrawiam.

    • Haj Aniu
      dobra metoda! Grunt, że sprawdza się w Waszej sytuacji. Właśnie o to chodzi – ja podpowiadam, co działa u mnie i innych osób, a każdy dodatkowo dopracowuje to “pod siebie”.

      I oczywiście – witam Cię bardzo serdecznie w gronie czytelników 😉

  22. Hej Marcin i cała reszta czytających,
    Super się słucha podcastów i czyta komentarze .

    Jestem na blogu od 2016 roku i cały czas próbuję mieć kontrolę nad budżetem .
    Ułożenie planu dla pieniążków to jedno , ale jak je utrzymać w tych torach to juz gorzej .

    Jak sobie radzicie z tym ?
    Jakie sposoby stosujecie ,że wam wychodzi ?
    System kopertowy , dzielenie na tygodnie , dni ?

    Wszystkie stosowaliśmy i nadal jest poczucie ,że przegrywamy tą walkę ?

    Obecnie testuje codzienne spisywanie rachunków + kasa na tydzień ( gotówka w portfelu ) = sobota podliczenie budżetu.
    Czy to jest dobry kierunek ?

    Proszę o sugestie ?

    Pozdrawiam z tej nierównej walki wszystkich …

    Do oszczędzania.

Odpowiedz