Dzisiejszy wpis kieruję do wszystkich osób mających luźny stosunek do długów. A dedykuję go Zenkowi, który komentarzami pod ostatnim artykułem na blogu mocno mi podniósł ciśnienie. Oszczędzać można, jeśli się sporo zarabia, żyć po to żeby odmawiać sobie przyjemności to kiepski pomysł, kredyty są dla ludzi tak samo jak alkohol, posiadanie kredytu to statystycznie normalna rzecz – to tylko niektóre fragmenty, które podziałały na mnie jak płachta na byka.

Trudno, wrócisz za kilka lat po artykuł Jak skutecznie pozbyć się długówA póki co – nie zawracam Ci głowy. Jutro musisz zarobić na ratę. Oby los był dla Ciebie łaskawy. Szerokiej drogi w nowej furze na krechę! – zakończyłem bezczelnie naszą wymianę komentarzy i podkurzony poszedłem spać. Skoro ktoś nie jest na tyle dojrzały, aby zrozumieć sprawy oczywiste, to nie ma co tracić na niego czasu, prawda?

Nieprawda! Rano dotarło do mnie, że to ja niedojrzale zareagowałem. Zależy mi przecież, by jak najwięcej osób mogło cieszyć się finansowym bezpieczeństwem, bogacić się i realizować swoje pasje i marzenia. Nie mogę zatem reagować w taki sposób, gdy ktoś ma odrębne zdanie!

Zenek uświadomił mi, że muszę wreszcie w syntetyczny sposób wyjaśnić moje podejście do długów. Muszę też kilka spraw doprecyzować, bo one być może nigdy nie wybrzmiały. Dlatego, zanim odniosę się do argumentów Zenka, kilka słów bezpośrednio do niego:

Zenek – po pierwsze: przepraszam Cię za moją reakcję na Twoje komentarze. Po drugie: dziękuję Ci serdecznie za inspirację do przygotowania tego wpisu. Po trzecie: mam wielką nadzieję, że dziś w lepszy sposób przekażę Ci moje poglądy.

A zatem, ruszamy!

1. Oszczędzać można jeśli się sporo zarabia…

Zacznę od Twojego pierwszego komentarza:

Oszczędzać można jeśli się sporo zarabia, tymczasem ludzie zarabiają tyle że ledwo wystarcza do codziennych potrzeb, dlatego nie mają z czego oszczędzać.
Poza tym żyć po to, żeby oszczędzać i odmawiać sobie przyjemności (których nie mamy za wiele), to nie jest chyba najlepszy pomysł.

To prawda, że wciąż wiele osób ma problem, by związać koniec z końcem. To również prawda, że bardzo trudno jest oszczędzać, gdy zarabia się mało. Co tu dużo kryć – życie jest do kitu, gdy na nic nas nie stać! Właśnie dlatego pomagam ludziom wyjść z tego stanu.

Pomińmy niepełnosprawność, kalectwo, ciężką chorobę czy całkowitą niezdolność do pracy. W standardowych sytuacjach zdrowy, zdolny do pracy człowiek jest też w pełni zdolny do zwiększania swoich zarobków. W czasach dostępu do ogromnych zasobów darmowej wiedzy w internecie, pełnej mobilności ekonomicznej, nie wspominając już nawet o obecnie trwającym „rynku pracownika” – ogranicza nas bardzo mało. Najczęściej  to nasze nastawienie (nie da się), świadome i nieświadome korzyści płynące z tkwienia w strefie komfortu (musiałbym się czegoś nauczyć, włożyć  wysiłek, zmienić miejsce zamieszkania lub pracy – to niewygodne), a czasem po prostu zwykłe lenistwo.

W takiej sytuacji można oczywiście tkwić, narzekać i szukać usprawiedliwienia, że ludzie mało zarabiają i w ogóle jest ciężko.  Ale czy kiedykolwiek był okres w historii, w którym większość ludzi nie narzekała, że czasy są ciężkie, a zarobki zbyt niskie? Nie ma sensu oglądanie się na innych. Trzeba patrzeć na siebie!

Tkwienie w takiej sytuacji i marudzenie przypomina dylemat niemowlaka: Ta pielucha wprawdzie śmierdzi i szczypie w tyłek, ale przynajmniej jest ciepła i moja! Zostawmy jednak osoby, którym w tym stanie jest dobrze.

Jak inni starają się poprawić własną sytuację?

  1. Zakasując rękawy i biorąc się do solidnej roboty.
  2. Szukając przyjemności w życiu na kredyt.

Pierwsi rezygnują z kilkunastu miesięcy, a czasem nawet kilku lat przyjemności, by stać ich było na przyjemności przez długie kolejne dekady.

Drudzy znajdują przyjemność przez kilkanaście miesięcy, a czasem przez kilka lat, a potem przez długie dekady wiodą życie zadłużonych współczesnych niewolników.

Jeżeli coś jest kiepskim pomysłem, to moim zdaniem ta druga opcja.

2. Kredyty są dla ludzi, tak samo jak alkohol

Teraz odniosę się do tej wypowiedzi:

Kredyty są dla ludzi tak samo jak alkohol. Oczywiście zawsze pewna liczba osób będzie nadużywać jednego czy drugiego. Ale to nie znaczy ze należy się skazywać na całkowitą abstynencję. Miliony ludzi mają kredyty i jakimś cudem je spłacają. I w żadną spiralę długów nie wpadają. Ty ze skrajnych przykładów robisz normę co nie jest prawdą.
Przykładowo sam w najbliższym czasie zamierzam wziąć kredyt na zakup nowego auta. Używanego nie chcę. Bezpieczeństwo i prestiż kosztują, ale mnie stać. Jeśli ktoś woli mieć więcej papierków i jeździć starym gratem to jego sprawa. Tylko mi nie wmawiajcie jak to on się fantastycznie nie czuje patrząc na ludzi jeżdżących w o wiele bardziej komfortowych i bezpiecznych warunkach, bo to jest co najwyżej śmieszne.

Przede wszystkim muszę przyznać, że trafnie argumentujesz. Osobiście idę o krok dalej i porównuję kredyty konsumenckie do narkotyków. Skłaniają mnie do tego reklamy pod hasłem: „Pierwsza pożyczka gratis”, które są równie zabójczo skuteczne, jak stosowana przez dilerów narkotykowych zasada: „Pierwsza działka gratis”.

Ale już bardziej poważnie. Przede wszystkim chciałbym jasno zaznaczyć, że wiele kredytów zdecydowanie ma sens: mądrze zaciągnięty kredyt hipoteczny, firmowe kredyty inwestycyjne i wiele innych. Ja walczę z tymi kredytami, które drenują nasze kieszenie, bo są przeznaczane na konsumpcję: pożyczki okazjonalne, chwilówki, zadłużenie na kartach kredytowych, ale również kredyty samochodowe, o których wspominasz (choć to uzależniam od sytuacji).

Gdy ktoś kupuje na kredyt samochód, bo dzięki temu dojedzie do pracy w sąsiedniej miejscowości i podwoi swoje zarobki – ma to sens. Gdy ktoś kupuje samochód na kredyt „dla prestiżu” – to moim zdaniem nie do końca rozumie, na czym polega prestiż.

Poza drenażem kieszeni i zniewoleniem dłużników, tego typu kredyty i pożyczki napędzają bezsensowną konsumpcję, prowadzącą do dewastacji środowiska, niszczenia zasobów naturalnych, generującą sterty odpadów – ale to temat na inną dyskusję.

To prawda, jak piszesz, że miliony ludzi spłacają kredyty. Ale argument „milionów” nigdy do mnie nie przemawiał. Fakt, że miliony ludzi robi coś głupiego nie sprawia przecież, że przestaje to być głupie. Kiedyś miliony wierzyły, że Słońce krąży wokół Ziemi, że istnieją czarownice, a świat ma 6000 lat. Miliony ludzi potrafią bardzo się mylić.

I nie zgadzam się z Tobą, że „ze skrajnych przykładów robię normę”. Już niemal milion Polaków zalega ze spłatą różnego rodzaju kredytów, a suma przeterminowanych zobowiązań to blisko 30 mld złotych. A ile osób jest na krawędzi? Ile osób przeznacza większość swoich dochodów na spłatę rat i z trudem trzyma głowę nad powierzchnią?  Kredyty ma już połowa dorosłych Polaków (ponad 15 mln osób). To dużo. Ale połowa jednak kredytów nie ma.

Natomiast muszę przyznać Ci rację, że mogę mieć problem z zachowaniem pełnego obiektywizmu. Moja skrzynka mailowa pęka w szwach od wiadomości osób błagających o pomoc. Każda taka historia bardzo mnie boli…
Jednak osoby podchodzące na luzie do kredytów też znają tylko jedną stronę medalu: uśmiechnięte twarze z naiwnych reklam. Czy ich podejście do kredytów jest bardziej obiektywne?

3. Od zdarzeń nagłych są ubezpieczenia

To teraz o tym:

Od zdarzeń nagłych są ubezpieczenia – lepsze to niż nieustanne szukanie paruzłotowych oszczędności i lokat oprocentowanych o 1/10 więcej. Takiej kwoty jaką dostanę z ubezpieczenia nie oszczędziłbym przez minimum 10 lat.

To oczywiście prawda, szczególnie w zakresie ubezpieczeń nieruchomości, OC pojazdów, czy kosztów leczenia. Rzeczywistość jednak jest taka:

1) Nie ubezpieczysz się od każdej ewentualności. Nie każdą awarię samochodu czy lodówki pokryje ubezpieczenie. Wciskane do kredytów hipotecznych ubezpieczenie od utraty pracy nie działa praktycznie nigdy. Za to własne oszczędności pokryją każdą awarię i zadziałają zawsze.

2) Ubezpieczenia nie są za darmo. Aby zapłacić składki przydadzą się… Oszczędności.

W każdym razie dziękuję, że zwróciłeś uwagę na ważną kwestię ubezpieczeń. Dawno o tym nie pisałem.

4. Kto nie pożyczył, przegrał życie!

Wiem, wiem, Zenek – nie użyłeś takiego sformułowania. To mój wymysł, który zrodził się  po przeczytaniu tego fragmentu komentarza:

Oczywiście możecie sobie wmawiać jak to oszczędnicki żyje pełnią życia, a kredyciarz jest wiecznie znerwicowany, ale to nie jest prawda. Mając umiarkowaną w stosunku do zarobków ratę kredytu żadnego stresu nie odczuwam, moi znajomi również. Jedni wolą korzystać z możliwości jakie mają teraz, a inni ciułać każdy grosz żeby obudzić się po 60, rozumiejąc ze życie im przeciekło miedzy palcami, a oni zostali z kupą papierków na koncie (o ile im tego po drodze inflacja nie zjadła).

Oczywiście masz rację, że wiele zadłużonych osób nie odczuwa stresu. To naturalne. Dopóki nie ma trudności ze spłatami. Stres pojawia się później, gdy życie mówi: „Sprawdzam!”. Chyba żaden zadłużony człowiek na początku nie jest zestresowany. Ba! Większość jest nawet całkiem zadowolona.

To jak zapytać człowieka spadającego z 10. piętra, jak się czuje na wysokości 3. piętra. Zapewne odpowie: Jest super – nic mnie nie boli, a do tego sobie lecę.
Jeszcze bardziej pasuje mi tu powiedzenie Warrena Buffetta:
Dopiero gdy przychodzi odpływ – widać, kto pływał bez kąpielówek.

Ale starczy aforyzmów i powiedzonek. Brak stresu to naprawdę żaden argument. Na wstępnych etapach trudnych sytuacji zawsze wszystko wygląda OK. Palacz spokojnie pali, alkoholik spokojnie pije, dłużnik spokojnie się zadłuża. Gdyby od razu „bolało” nikt by nie robił takich głupot, prawda?

Natomiast stanowczo nie kupuję fałszywej alternatywy: albo pożyczasz teraz i cieszysz się życiem, albo życie przecieka Ci między palcami.

Istnieje przecież inna alternatywa: nie pożyczać, spokojnie się bogacić i cieszyć życiem przez cały czas. Robię tak ja i mnóstwo innych osób. Dzięki mądremu gospodarowaniu pieniędzmi stać mnie na realizację bardzo wielu marzeń i zapewniam Cię, że nikt by mi na nie kredytu nie dał.

Marzenia na kredyt konsumencki to fikcja.  Chyba, że mówimy o spełnianiu marzeń sprzedawców kredytów. O tak! Oni dostaną od udzielonych kredytów bonusy i pojadą na fajną wycieczkę.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

5. Bogaci też biorą kredyty

Gdy zapytałem, czy znasz bogatych ludzi korzystających z kredytów konsumenckich, odpowiedziałeś tak:

A kto to jest bogaty człowiek ? Taki mający firmę przynoszącą mu milion rocznie ? To może zapytaj go (jeśli takowego znasz) czy jego firma ma kredyty czy też działa wyłącznie za gotówkę. Bo chyba dostrzegasz tylko jedną stronę medalu.
Większość firm (i nie piszę tu o samozatrudnionym ochroniarzu) działa na kredyt, właściciele jeżdżą samochodami wziętymi na kredyt (na skandal prawdziwy) na tą firmę, wiec trudno żeby kupowali auto za kredyt konsumpcyjny. I wyobraź sobie, że mając możliwość kupna za gotówkę tego nie robią. Wiesz czemu – bo im się to opłaca. Świat się zawalił ?

Kto to jest bogaty? Oczywiście bogactwo jest względne (zależy, z kim się porównasz), ale powszechną miarą bogactwa stosowaną w branżowych zestawieniach jest  wartość netto – czyli aktywa MINUS długi (ups! Długi pomniejszają wartość netto!)

Jeśli pytasz o firmy „przynoszące” miliony – tak – w gronie moich znajomych jest kilkanaście osób mających firmy generujące takie (i wielokrotnie wyższe) zyski. Moja własna działalność – bo pewnie zapytasz – wygenerowała w ubiegłym roku 0,5 mln PLN przychodów – więc Twojej definicji jeszcze nie spełniam (choć jestem na dobrej drodze).

Kluczową sprawą jest jednak to, że – jak napisałem wcześniej – kredyty firmowe w wielu przypadkach (choć nie we wszystkich) – mają sens. Mam tu na myśli przede wszystkim kredyty inwestycyjne. To, że firmy często korzystają również z kredytów obrotowych czy leasingów wynika zwykle z tego, że wyciągają lepsze rentowności na kapitale obrotowym, niż wynosi oprocentowanie kredytu. Do tego odliczą VAT, ratę wpiszą w koszty, obniżą podatek dochodowy, itp. Kowalski tego nie zrobi.

Ale firmy również potrafią głupio się zadłużyć i wtedy… upadają. Ich właściciele prowadzą zwykle działalność w formie spółek kapitałowych, więc upadłość firmy nie zagraża ich majątkowi osobistemu.

Za to upadłość Kowalskiego pod ciężarem kredytu konsumenckiego pozbawia go wszystkiego. Całego majątku, wszystkich pieniędzy, a często również godności, nadziei i złudzeń.

6. Nie ma nic gorszego, niż ten blog

I jeszcze prawdziwa petarda w nos:

No koniec nie ma chyba nic gorszego dla młodego człowieka zaczynającego dorosłość niż przeczytanie tego bloga. Młodzi powinni ryzykować, bo mają czas żeby naprawić błędy. Ty ich uczysz unikania ryzyka, długoterminowego planowania i bycia niewolnikiem tego planu, a to jest zabójstwo dla ich kreatywności i umiejętności wykorzystania szans jakie przed nimi się w życiu otworzą. Gdyby Zukerberg tak postępował to Facebook nigdy by nie powstał.

To zabolało…  Człowiek pisze po nocach, stara się pomóc, cieszy się z sukcesów swoich Czytelników, a tu przychodzi Zenek i wali prosto w łeb takim komentarzem ?

Ale z pokorą przyjmuję krytykę i z chęcią się do niej odniosę.

Jestem fanem podejmowania ryzyka i-  co ciekawe – zauważyłem ciekawą korelację: im więcej mam pieniędzy, na tym większe ryzyko mogę sobie pozwolić. Nie uczę unikania ryzyka. Uczę podejmowania świadomego ryzyka. Uczę odpowiedzialności i umiejętności analizowania długoterminowych skutków swoich działań. Uczę odroczonej gratyfikacji i zwykłego prawa przyczyny i skutku: aby zebrać plony, trzeba najpierw zasiać.

Nie sądzę, by młodzi ludzie byli skazani na uczenie się na własnych błędach. Nie widzę najmniejszego sensu w tym, aby popełniać te same błędy, które już popełnili inni. Każdy z nich popełni przecież w życiu wiele własnych – i na tych błędach faktycznie powinni się uczyć. Ktoś kiedyś napisał o Polakach, że my lubimy się uczyć na własnych błędach, podczas gdy inni uczą się na uniwersytetach. Może czas z tym skończyć?

Planowanie nie ma nic wspólnego z niewolnictwem. Przeciwnie. To właśnie plan sprawia, że świadomie realizujesz to, co jest ważne DLA CIEBIE. To dzięki jasnym celom i planowi działania przestajesz być niewolnikiem okoliczności, impulsywnych zachowań, reklamowych chwytów, huśtawki nastrojów, itp.

A skoro przytaczasz Marka Zukerberga, to Facebook jest chyba najczęściej przytaczaną firmą z grona tzw.  Debt Free Companies . To pewnie przejściowe, a nie ideologiczne, ale przyznaj sam, że wyszło zabawnie ?

7. Słowo na zakończenie do Zenka

Zenek, dziękuję za Twoje komentarze i inspirację do zebrania własnych myśli. Uświadomiłeś mi, że powinienem spokojniej i jaśniej argumentować, i że – nawet w sprawach dla mnie oczywistych – czyjeś poglądy mogą być lata świetlne odległe od moich. Jestem Ci za to naprawdę wdzięczny.

W tym wpisie odniosłem się do obszernych fragmentów naszej dyskusji, które najbardziej mnie poruszyły. Nie byłem niestety w stanie przytoczyć wszystkiego. Jeśli zgubiłem coś istotnego – śmiało wal w komentarzu 🙂
Jestem jednak przekonany, że inni Czytelnicy znajdą komplet Twoich komentarzy w poprzednim wpisie. Wynika z nich jasno, że jesteś bardzo inteligentnym, myślącym i bardzo ciekawie argumentującym człowiekiem.

Nie sądzę, by moje argumenty Cię przekonały. Ale być może pozwolą Ci spojrzeć na moją działalność z nieco innej perspektywy. A może nawet – kto wie – odłożysz jednak trochę kasy? Mam wielką nadzieję, że nie patrzysz już na mnie jak na „nawiedzonego oszołoma” – dla którego każdy kredyt to „zło”. Choć z całą pewnością na punkcie długów konsumenckich mam obsesję, to jednak staram się zawsze kierować zdrowym rozsądkiem.

Cofam oczywiście to, co napisałem ostatnio, że za kilka lat wrócisz by przeczytać artykuł „Jak skutecznie pozbyć się długów. To była bardzo głupia odpowiedź i wcale Ci tego nie życzę.

Życzę Ci za to z całego serca, aby w Twoim życiu wszystko ułożyło się jak najlepiej i abyś zrealizował swoje marzenia. Wszystkiego dobrego mój inspiratorze! 😉

P.S. A jak Wy się zapatrujecie na naszą dyskusję? Zapraszam Was bardzo serdecznie do komentowania.