Naga prawda o kobiecych finansach

44

Mimo tego, że dotyczy nas wszystkich, jest tematem wstydliwym. Rozmowy na jej temat często nas peszą, choć mamy z nią do czynienia niemal codziennie. Jest naturalnym obiektem pożądania, ale mało kto mówi o tym wprost. Nagość i kasa mają ze sobą zadziwiająco wiele wspólnego.

Dzień Kobiet to moment, w którym uwaga nas wszystkich skupia się na Paniach. I bardzo dobrze! Ja też nie mogłem odmówić sobie tej przyjemności. A ponieważ to blog o finansach, porozmawiajmy o pieniądzach – bez wstydu. Kobiety, możecie być dumne! Niejeden z nas – facetów – mógłby się sporo od Was nauczyć. Tylko który do tego otwarcie się przyzna? 😉

Przygotowując się do mojego występu w Dzień Dobry TVN, w którym opowiadałem o powodach, dla których kobiety lepiej inwestują od mężczyzn, natrafiłem na kilka ciekawostek o kobiecych finansach.


Nie udało mi się przytoczyć ich wszystkich podczas rozmowy, potraktujcie zatem ten wpis jako uzupełnienie tematu, o którym mógłbym rozmawiać godzinami. A jest o czym rozmawiać, bo jednak kobiety wciąż mają “pod górkę”.

Ale do rzeczy! Czy wiedzieliście, że…

…dwukrotnie więcej kobiet niż mężczyzn decyduje się wydać swoje dochody na dalsze kształcenie?

Kiedyś scenariusz był jednoznaczny: to kobieta dbała o domowe ognisko. Zostawała matką, a macierzyństwo było na pierwszym miejscu. Przynajmniej w mniemaniu społeczeństwa. Praca zawodowa? Owszem, kiedyś trzeba było do niej wrócić i godzić jakoś dwie role społeczne, jednak robienie kariery często budziło niesmak, zarówno wśród mężczyzn, jak i wśród kobiet. Bardzo łatwo było otrzymać łatkę “złej matki”. Pieniądze ważniejsze niż dziecko?!

Uff… Na szczęście czasy się dynamicznie zmieniają i coraz częściej każdy może być tym, kim chce.

Znam nawet kilka rodzin, w których to kobieta jest żywicielem rodziny, a mężczyzna z upodobaniem spełnia się w domu – gotując, piorąc i sprzątając. Takie doświadczenie niejednemu z nas otworzyłoby oczy na ważną sprawę: zajmowanie się domem to CIĘŻKA praca! Dlatego rozwalają mnie słowa niektórych facetów:

Ja pracuję, a ona SIEDZI w domu

Myślę, że każda para i każde małżeństwo musi tu wypracować swój własny model, który sprawdzi się w ich sytuacji. Zasada jest prosta: każda ze stron powinna być szczęśliwa i zadowolona, a jeśli konieczny jest kompromis, powinien dotyczyć obydwu stron. Bardzo nie lubię stereotypowego podziału pod hasłem “tradycyjna rola kobiety”, dlatego z uporem wpajam moim córkom do głowy, że w życiu mogą robić, co tylko zapragną i niech mają w nosie wszelkie“tradycyjne role”.

Na szczęście współczesne Polki nie tylko są lepiej wykształcone od mężczyzn (65% absolwentów wyższych uczelni to kobiety), ale również o wiele chętniej inwestują w swoją edukację. Doskonale rozumieją, że taka inwestycja w wiedzę to najlepsza lokata kapitału. Dzięki temu mogą zarabiać więcej i być niezależne.

Dlaczego tak mnie to cieszy? Jakieś 15 lat temu bawiłem się na weselach znajomych i co rusz docierały do mnie informacje o czyimś ślubie. Dziś, niemal tak samo często, otrzymuję wieści o czyimś rozwodzie. Nie mam nic przeciwko rozwodom. Życie potrafi nas czasem doświadczyć i ostro “zweryfikować”, więc lepiej z klasą się rozejść, niż męczyć ze sobą za wszelką cenę. Życie jest na to zbyt krótkie i cenne. W kilku sytuacjach z ogromnym smutkiem obserwowałem jednak taki scenariusz:

1. Wielka miłość i ślub.
2. On pracuje, ona z miłością poświęca się i zajmuje domem.
3. Dzieci podrastają, więc ona chce iść do pracy.
4. On wybija jej to z głowy, więc ona jest sfrustrowana.
5. On robi karierę i coraz częściej patrzy na żonę z góry.
6. Wreszcie poznaje przebojową bizneswoman i rzuca “kurę domową”.

A potem chce wrócić z podkulonym ogonem, ale na to jest już niestety za późno…
Nie znam żadnych badań na ten temat, jednak z moich obserwacji wynika, że faceci mają mniejszą skłonność do patrzenia na żony “z góry”, gdy tamte również pracują i nie zależą od dochodów męża. I chociaż obecnie ciągle statystycznie kobiety zarabiają mniej, niż mężczyźni, wierzę w to, że te dysproporcje z czasem zaczną się zacierać.    

Źródło: Raport „Finansowe zwyczaje Polaków” zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA, kwiecień 2016 r.

…odsetek kobiet na kierowniczych stanowiskach rośnie?

Świat biznesu to świat mężczyzn. Być może dlatego, że panowie mieli więcej czasu, by umościć w nim sobie wygodne miejsce do działania. Ale to może wkrótce się zmienić, bo choć kobiety są aktywne na rynku zawodowym znacznie krócej – co wynika z historycznych uwarunkowań – działają na nim prężniej. Są pracowite, zaradne, a co najważniejsze – konsekwentne. Ryzykują też o wiele rzadziej, podejmując bardziej przemyślane decyzje. Z badania „Women in Business 2017”, które opracowała firma audytorsko-doradcza Grant Thornton, wynika, że w Polsce odsetek kobiet zajmujących kierownicze stanowiska (zarządy, szefowie pionów) rośnie i w tym momencie wynosi już nieco ponad 40%. Jak wypadamy na tle innych krajów? Polska wyprzedza pod tym względem bardziej rozwinięte gospodarczo kraje, takie jak Niemcy czy Japonia, gdzie kobieta na kierowniczym stanowisku jest rzadkością. Zaskakujące? Na świecie i w krajach Unii Europejskiej średni odsetek kobiet na szczeblu kierowniczym wciąż oscyluje w okolicach 25%. Polska wypada na tym tle zaskakująco dobrze. Świetna robota, drogie Panie!

Mam nadzieję, że w ślad za tym trendem zacznie też rosnąć odsetek kobiet w radach nadzorczych i zarządach firm. Być może wtedy – zamiast pogoni za zyskiem za wszelką cenę (od trucia środowiska, przez pracę nieletnich aż po zwykłe oszustwa) – więcej firm byłoby wyczulonych na skutki swej działalności.

Źródło: Women in Business 2017

…im mniej kobiet, tym mężczyźni więcej wydają?

Na Carlson School of Management Uniwersytetu w Minnesocie przeprowadzono bardzo ciekawe badania z pogranicza socjologii i finansów. Badacze dali uczestnikom do przeczytania artykuły, w których opisywano lokalną społeczność jako liczącą więcej mężczyzn niż kobiet. Potem osoby biorące udział w eksperymencie miały odpowiedzieć na proste pytanie: Jaką sumę pieniędzy moglibyście zaoszczędzić miesięcznie z wypłaty i na ile zadłużylibyście się za pomocą kart kredytowych na wydatki bieżące?

Kiedy mężczyźni uważali, że liczba kobiet jest zbyt niska, ich chęć do oszczędzania spadała o 42%. Na dodatek pragnęli zadłużyć się na kwoty wyższe o 84%. Z czego to wynika? Sprawa jest prosta. Z biologii.

Być może, jako gatunek obdarzony świadomością, zapomnieliśmy już nieco o naszej przynależności do świata zwierząt, ale świat zwierząt nie zapomniał o nas. Jeśli w danym środowisku jest mało samic, samce bardziej rywalizują o dostęp do partnerek. W jaki sposób robią to dziś mężczyźni? Najczęściej poprzez pieniądze, prestiż i kupowane produkty.

Paw rozkłada piękny ogon, mężczyzna przyjeżdża pod dom kobiety drogim samochodem 😉 Niektóre nasze zachowania są o wiele bardziej odruchowe i podświadome, niż można przypuszczać. Niesamowite, prawda?

A jak to działa w drugą stronę? O ile proporcje płci nie wpływają na decyzje finansowe kobiet, to kształtują ich oczekiwania wobec tego, jak podczas zalotów powinni zachowywać się mężczyźni. A że mamy do Was słabość, drogie Panie, bardzo łatwo wpłynąć na nasze decyzje – również finansowe 😉  

https://kobieta.wp.pl/im-mniej-kobiet-tym-mezczyzni-wiecej-wydaja-5982664925287553a

Mężczyzno, nie denerwuj się! Spokojnie. Robię to w konkretnym celu

Co roku staram się znaleźć kilka ciekawostek o kobiecych finansach i oczywiście zawsze szukam tych pozytywnych. Dobrze się przy tym bawię, bo nieodłączną reakcją niektórych mężczyzn jest podniesione ciśnienie. Podlizujesz się kobietom, jesteś nieobiektywny, opisujesz tylko jedną stronę medalu, nie doczytałeś tego badania!

No jasne, że tak! Oczywiście, że nie staram się być obiektywny, nie śledzę z zapartym tchem każdej strony badania i wyłuskuję sobie tylko wybrane ciekawostki. Ale robię tak w bardzo konkretnym celu.

Jestem zwolennikiem merytokracji i uważam, że o stanowisku, zarobkach i zakresie odpowiedzialności danej osoby powinny decydować jej kompetencje oraz umiejętności, a nie jakaś tam “tradycyjna rola”. Dlaczego?

Utrudniając kobietom rozwój, szufladkując je, czy utrudniając karierę, popełniamy ogromny błąd. Zamiast jechać na “pełnej mocy”, korzystając z intelektualnych zasobów najzdolniejszych ludzi, bez względu na płeć, zaciągamy “ręczny hamulec”, powołując się na tradycję. To dla mnie marnotrawienie zasobów.

A jak sobie naskrobię taki artykuł, to mam okazję włożyć kij w mrowisko i dać nam wszystkim możliwość na konstruktywną wymianę opinii. No właśnie – zostawmy wyniki badań i ich interpretację naukowcom. Dla mnie znacznie ciekawsze jest to, co myślisz – Twoje osobiste, subiektywne zdanie.

Porozmawiajmy w komentarzach o tym, czego nie zbadali jeszcze amerykańscy naukowcy! 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 9 528 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze44 komentarze

  1. Dodatkowy ręczny hamulec to niższy wiek emerytalny kobiet, co przy statystycznie niższych pensjach na porównywalnych stanowiskach stanowi nie lada wyzwanie, by ten dłuższy czas na emeryturze dodatkowo sfinansować, bo sama emerytura z ZUS może nie wystarczyć.

    • Może nie wystarczyć i nie wystarczy 🙂 Większość z nas tak naprawdę musi samemu zatroszczyć się o finansowe zabezpieczenie po przejściu na emeryturę. Niestety, ale nie ma co liczyć na “państwowe” pieniądze. Z drugiej strony mega wkurzające…milion składek do odprowadzenia, a korzyść z nich (dla nas) bliska zeru. Oczywiście, to My aktualnie finansujemy czyjąś emeryturę/rentę etc, ale sam fakt, że po przejściu na emeryturę jej prognozowana wysokość oscyluje w okolicach 1500zł jest przykra.

      • To jest niestety porażka z która nikt nie jest w stanie sobie poradzić! Wiele rządów mówi o zmianach a ich nie widać nawet w najmniejszym stopniu w tym zakresie. A najgorszą rzeczą jest fakt, że z czasem wzrasta ilość rencistów i emerytów, których musimy utrzymywać.

    • Bardzo trafne! Co więcej z moich obserwacji wynika, że wiele kobiet chciałoby dłużej popracować i nawet jeśli jest na to możliwość w firmie, to wkracza kolejna “tradycyjna rola”, bo przecież trzeba pomóc przy wnukach…

  2. Krzysztof A.

    Moje osobiste, subiektywne zdanie jest takie, że podczas formułowania osobistego subiektywnego zdania powinniśmy jak najbardziej opierać się o wyniki badań, najlepiej więcej niż jednego 😉 Faktycznie, nie ma co wyważać otwartych drzwi i jeśli badanie już zostało wykonane, to jego interpretację ewentualnie można zostawić naukowcom (choć opracowanie należałoby przeczytać ze zrozumieniem – nieraz “badania” wykonywane są na zlecenie i ze z góry założoną tezą), natomiast promowanie subiektywności bez poparcia w faktach uważam za szkodliwe. Dlaczego? Ano dlatego, że właśnie takie podejście skutkuje szowinizmem, rasizmem i innymi niemiłymi zjawiskami – “co mnie tam jacyś naukowcy, ja wiem swoje!”. Bez podejścia obiektywnego nie osiągniemy merytokracji, której również jestem olbrzymim zwolennikiem. Oczywiście, w przypadku jednostek nie trzeba wykonywać badań naukowych żeby być obiektywnym, wystarczy “tylko” dobra miara produktywności – a o to niestety w wielu zawodach niełatwo, szczególnie, że to zależy od celu jaki firma, czy nawet dany manager chce osiągnąć.

    • Fajne 😉

      Niestety w praktyce nierealne, bo nie przeczytamy badań czy meta-analiz na każdy temat, by zobiektywizować swoje opinie. Do tego dochodzą nasze błędy poznawcze, naturalna skłonność do wyszukiwania tego, co jest spójne z naszymi poglądami (confirmation bias) – itp.

      To jednak nie powinno nas powstrzymywać przed wyrażaniem opinii na dany temat. Wciąż pozostaje nam przecież “common sense” – który podobno nie jest aż tak “common” 😉

      • Paweł Niewodniczański

        Jednak należy wyraźnie wskazywać, że wyciąganie daleko idących uogólnień na podstawie pojedynczych zdarzeń jest błędem.

      • Krzysztof A.

        Oczywiście, jeśli mówimy o swobodnej dyskusji, jak najbardziej takie restrykcyjne wymagania są nierealne. Mimo wszystko, uważam jednak, że przed zabraniem głosu należy się chociaż trochę z poruszanym tematem zapoznać. Oczywiście, nie zarzucam Tobie braku zapoznania, bo pewnie masz dostęp do znacznie większej ilości danych niż my – chodziło mi raczej o naszą narodową przywarę “nie znam się, ale się wypowiem”, znaną też jako “a ze szwagrem to…” 😉
        Sytuacja znacznie zmienia się, kiedy próbujemy coś komuś udowodnić – wtedy jak najbardziej spoczywa na nas obowiązek “przemielenia” tematu i odniesienia się do kompletu danych. Ponownie, nie krytykuję tu Ciebie, bo domyślam się, że artykuł miał mieć charakter luźno-motywacyjny, jednak nie ukrywam, że zawsze zapala mi się czerwona lampka jak widzę wybiórcze podejście do danych. Odnoszę się tu do Twojego stwierdzenia “wyłuskuję sobie tylko wybrane ciekawostki” – znowu nie jest to zarzut względem Ciebie, ale uważam, że jest to coś na co należy być zawsze bardzo wyczulonym podczas konsumowania informacji – cherry picking jest bardzo często stosowany przez polityków-populistów, a z tego co wiem chcesz, żeby ludzie nie byli podatni na ich zabiegi.
        Anegdota dla przykładu, na zajęciach z analizy danych przetwarzałem dane o przestępczości dla populacji pewnego miasta i wyszło mi jak byk – jeśli ktoś w tym mieście popełnił przestępstwo, prawdopodobieństwo że jest czarnoskóry wynosi 95%. Piękny argument dla nacjonalistycznej partii… dopóki nie uwzględniamy faktu, że jeśli ktoś nie popełnił przestępstwa, to prawdopodobieństwo, że jest czarnoskóry również wynosiło 95%, bo po prostu większość mieszkańców była czarnoskóra. Wyszedł mi przydługi wywód, ale chciałem po prostu uczulić – wybierając tylko niektóre dane, da się udowodnić niemal wszystko. Co nie zmienia, że z tym co w artykule napisałeś się zgadzam 🙂

        • Bardzo dziękuję Ci za ten komentarz Krzysztof. Doskonały 🙂
          Zacząłem właśnie rodzinny weekend, więc szerzej odpiszę Ci w poniedziałek. Ale nawet nie wiesz,jak szeroko się uśmiecham, bo wnosisz super jakość do dyskusji. Do usłyszenia 🙂

          (Odpowiem niżej – bo tu się nie wyświetli 😉 )

          • Krzysztof A.

            Dzięki, ciekaw jestem Twojej odpowiedzi 🙂 Dorzucę jeszcze jedno do tego co pisałem, tkwiło mi to z tyłu głowy w trakcie pisania odpowiedzi, ale nie uformowało się w konkretne zdania dopóki nie przemyślałem dokładniej tematu – to w zasadzie drobna uwaga do Twojego zamiaru uodparniania ludzi na zabiegi populistów – wydaje mi się, że dość często zbijasz to w jedno z “bogaceniem się społeczeństwa”. Nie wiem czy to skrót myślowy czy mimo wszystko podświadoma nadzieja, że tak się “samo z siebie” stanie, natomiast wydaje mi się, że samo bogactwo społeczeństwa nie wystarczy – populiści wtedy zaczną po prostu mamić ludzi innymi hasłami.

            Tutaj chyba nie ma po prostu innego wyjścia, niż popularyzacja krytycznego myślenia. Wśród wielokrotnie krytykowanych przez Ciebie “sprzedawców marzeń”, których należy zawsze trzy razy zweryfikować umieściłbym nie tylko doradców inwestycyjnych, sprzedawców kredytów i innych przedstawicieli branży finansowej mających konflikt interesów z klientem, ale właśnie też WSZYSTKICH polityków. W końcu to co politycy niezależnie od opcji robią (i powiedzmy sobie szczerze – nie tylko u nas, ale wszędzie na świecie) pięknie się w sprzedawanie marzeń wpisuje – “obywatelu, nie przejmuj się, wybierz nas, wszystko będzie pięknie, a my zadbamy o Twój interes”, to działa na bogatych i biednych tak samo dopóki się nie zatrzymają i nie przemyślą “ok, ale jak to zrobicie”.

  3. To powinno być prawnie zakazane różnicowanie pensji na tych samych stanowiskach. Gdy dowiedziałam się, że kolega na tym samym stanowisku (tylko, że on był bez wykształcenia wyższego i dołączył później do firmy) zarabia 25% więcej (!!!!!) nie ukrywam, że trochę mi się słabo zrobiło… Kolejny policzek dla kobiet, kształcących się, uczących kolejnego języka, rozwijających i najważniejsze odkładających założenie rodziny na później, aż będzie je stać- powodzenia z emeryturami nas wszystkich skoro ten system tak działa…

    • Mi również wydaje się, że różnice w zarobkach pomiędzy kobietami a mężczyznami wynikają po części z tego, że kobiety słabiej negocjują. W wielu badaniach wykazano, że mężczyźni mają tendencję do zawyżania swoich rzeczywistych umiejętności a kobiety do ich zaniżania. I zarabiasz tyle ile sobie wynegocjujesz i ile wywalczysz. Częstą w firmach praktyką jest również przyciąganie nowych pracowników wyższymi zarobkami. O niezależnie od tego czy są to kobiety czy mężczyźni nowozatrudnione osoby często zarabiają więcej od osób z dłuższym stażem w firmie.

    • Swego czasu moja siostra strasznie żaliła się, że niedawno przyjęty w jej firmie kierownik (mężczyzna)- na tym samym stanowisku, co ona, tylko inny obszar- dostał niedawno podwyżkę. Kiedy dopytywałem okazało się, że przez (około) 11 miesięcy facet (chyba) 4 razy był negocjować podwyżkę, aż w końcu ją dostał. Ile razy była moja siostra? Przez ponad 2 lata ani razu. Gdy ją przekonałem do wzięcia spraw w swoje ręce i pokazaniu jej paru stron o negocjacjach, dostała to co chciała po jednej rozmowie.

      “To powinno być prawnie zakazane różnicowanie pensji na tych samych stanowiskach”- sorry, ale to pachnie socjalizmem. Czy się to komuś podoba, czy nie, motorem napędowym postępu jest nie “sprawiedliwość społeczna”, a rywalizacja i chciwość.

    • Te wszystkie twierdzenia o rzekomej dyskryminacji kobiet w pracy to bzdura. Zresztą, to musi być bzdura, jeśli przyjąć, że pracodawca jest racjonalny. Jeśli byłoby tak, że za tę samą pracę, tak samo dobrze wykonaną, pracodawca mógłby zapłacić kobiecie mniej niż mężczyźnie, to byłby idiotą zatrudniając w ogóle mężczyzn. Zatrudniłby same kobiety i oszczędziłby na kosztach pracy, zwiększając swój zysk (wartość dodana przedsiębiorstwa po opodatkowaniu dzieli się na płace i zyski). Zgodnie z neoklasyczną, akademicką ekonomią, pracodawca zatrudniając pracownika za danym wynagrodzeniem kieruje się wyłącznie krańcowym produktem pracy tegoż pracownika. Jeśli zatem kobiety na tym samym stanowisku zarabiają mniej, to znaczy, że w ocenie pracodawcy ich krańcowy produkt pracy jest mniejszy niż mężczyzn. Innymi słowy, ekonomia uczy tu tego samego, co od lat mówi Korwin: trzeba jak najczęściej powtarzać, że kobiety na tych samych stanowiskach zarabiają mniej od mężczyzn, świadczy to bowiem o tym, iż kobiety po prostu gorzej pracują.

  4. A właśnie że subiektywnie! Gdybym musiał teraz sięgnąć do odpowiedniej ilości badań to pewnie napisałbym to co autor. Wszyscy komentujący musieliby napisać mniej więcej to samo 🙂 A tak mogę napisać zupełnie subiektywnie to co uważam na ten temat kierując się tylko zdrowym rozsądkiem, intuicją i dość ograniczonym doświadczeniem jak również wiadomościami z biologii.

    Otóż moim zdaniem nie ma powodu aby kobieta różniła się pod względem kompetencji jak również finansów od mężczyzny w stopniu większym niż różni się od drugiej kobiety!

    Jeżeli występują różnice, te negatywne jak na przykład niższa płaca czy trudniejszy dostęp do wyższych stanowisk jak i te pozytywne jak na przykład mniejsza skłonność do ryzyka to wszystkie one według mnie wynikają właśnie z tradycji. To przez tradycję kobiety są inaczej wychowywane, inaczej traktowane od dzieciństwa, od maleńkości stawia się im inne oczekiwania. To nie może pozostać bez rezultatu. I właśnie to nadaje im pewne wspólne cechy odróżniające od przeciętnego mężczyzny.

    • A ja uważam, że to nie tyle tradycja, co psychologia rozwojowa kobiet i ich wrażliwość, jako naturalne cechy przyszej matki, wpływają na podejmowanie ryzyka. To taka stara anegdotka, ale chyba dobrze to podsumuje.
      Ojciec zadaje pytanie swoim synom: jakim samochodem chciałbyś jeździć, kiedy dorośniesz?
      Jeden odpowiada: ja to bym chciał jeździć Subaru
      Na to drugi: a ja jeepem, po czym pyta mamy: a Ty mamo, jakim samochodem chcesz jeździć?
      Mama (cicho i potulnie): bezpiecznym…

      Oczywiscie przerysowane, ale kiedyś słyszałam też, że kobietom, które są matkami trudniej jest zajmować się ryzykownymi zajęciami, np. nauczyć jeździć motocyklem.
      Nie w każdym przypadku na pewno, ale w większości przypadków chyba jednak to się zgadza.

      Tradycja na pewno też ma wpływ, bo inne jest podejście kobiet w różnych krajach. Z drugiej zaś strony niedocenianie swoich umiejetnosci i doświadczenia jest w Polsce powszechne, a w Stanach testy kompetencyjne podczas rozmów kwalifikacyjnych zawsze wypełnia się “na wyrost” i raczej nie ma w tym nic złego. Pracować, jeśli chce, zweryfikuje te dane.

  5. Cześć Marcin,

    Coś w tym jest, chociaż w dużej mierze to generalizowanie. Faktycznie, mężczyźni chcąc pokazać się i przypodobać kobietom bardziej napędzają konsumpcję jak pawie, które prężą swoje pióra a my muskuły. Choć z drugiej strony wydaje mi się, że to ile wydajemy i jak żyjemy zależy głównie od tego na jakim poziomie materialnym chcemy żyć, jakie są nasze priorytety i czy jesteśmy odporni na chwyty marketingowe. Osoby żyjące tu i teraz będą więcej wydawać i będą mniej roztropne finansowo niż ludzie, którzy chcą budować swoje bezpieczeństwo. To samo tyczy się konsumpcjonizmu. Bez względu na płeć bardzo często osoby, które mają niskie poczucie własnej wartości, chcą sobie te braki wynagrodzić posiadaniem rzeczy “mających status luksusowych”, dzięki którym będzie im się wydawać, że w oczach innych urośli.
    Także uogólniając więcej co do bycia gospodarnym niż płeć ma do powiedzenia psychologia i tematy z nią związane 🙂

  6. Po tym feministycznym tekście pisanym pod TVN i portale niemieckie proszę Cię o rozsądek Marcin. Jako kobieta pracująca widzę co się dzieje.
    Żyjesz być może w własnym świecie i nie widzisz jak wiele kobiet obecnie rzuca pracę bo woli ruszyć tyłkiem inaczej i dostać 500+ na kolejne dzieci… Pytam je czy chcą wrócić do pracy a one wolą zasiłki i social. Proszę zejdź na ziemię czasami i zobacz jak wygląda sytuacja u 90% polaków a nie tylko w grupie bogatszych.
    Pozdrawiam

    • Emilia,

      dziękuję za komentarz, ale proszę Cię – trzymajmy poziom.
      Wyraziłaś ciekawą opinię i dziękuję Ci za nią, ale nie rozpędzaj się proszę z “niemieckimi portalami” czy z “ruszyć tyłkiem inaczej”.
      Jestem przekonany, że będąc inteligentną osobą, potrafisz sformułować swoje myśli w sposób szanujący innych.
      Z góry dziękuję za dostosowanie się do mojej prośby.

      A odnosząc się do Twojej opinii – to faktycznie czytałem jakiś czas temu artykuł na temat spadku aktywności zawodowej kobiet z grup najniżej zarabiających jako efekt uboczny 500+.
      Zainspirowałaś mnie, aby sięgnąć po takie dane. Dziękuję.

    • UncleGoogle

      Emilia – a co jeśli marzeniem niektórych tych kobiet które “wolą ruszyć tyłkiem inaczej” od zawsze była większa rodzina? Nie kasa, a właśnie rodzina? Nie mogły sobie na to wcześniej pozwolić, a dzięki 500+ mogą – pięknie! Rząd szcześliwy, bo większa dzietność i kobieta szczęśliwa. I mąż może też szczęśliwy, dlaczego nie? Ja nie chcę żeby moja żona musiała harować 9-18 (jak obecnie), a marzy mi się większa rodzina o mocnych więziach.

      Uwaga: teoria spiskowa (nie do Ciebie Emilio, to taki ogólny komentarz 🙂 )
      Mam czasem wrażenie, że cała ta nagonka na pracę jest po to aby wycisnąć więcej ze społeczeństwa. Kobietom wmawia się, że pracując i zarabiając nie będą “gorsze” od mężczyzn (skąd w ogóle ten pomysł!), mężczyznom, że ich kobieta powinna dokładać się do budżetu, a nie “siedzieć” w domu), a wszystkim obniża się zarobki (w stosunku do cen) tak aby godziwe życie przy jednym zarabiającym partnerze nie było możliwe (w XXIw. jesteśmy pewnie 500% bardziej produktywni niż w XIXw., a jednak nie żyje się 5x lepiej. Ba, czy jest możliwe, żeby jeden rodzic ze średnią krajową utrzymał 4 osobową rodzinę jak to bywało kiedyś?).

      A dzieciom robi się “spęd” do szkół i wychowawcą po szkole pozostaje telewizor i konsola, bo rodzice po pracy zmęczeni. Smutno:(

    • 500+ to nic innego jak jak obniżenie podatku tylko zrobione tak żebyśmy co roku pamiętali komu mamy być wdzięczni. Jednorazowa obniżka poszła by szybko w zapomnienie wśród wyborców, a tak co roku trzeba podanie składać.

      Poza tym o wyborze możemy mówić gdy go rzeczywiście mamy. Otóż w małżeństwie obydwoje w większości przypadków obydwoje małżonków musi pracować gdyż zwyczajnie jednej osoby nie stać na utrzymanie rodziny, w takich przypadkach że praca obydwojga małżonków jest wyborem, TYLKO koniecznością. I tu często nie chodzi o to by mieć pieniądze na fanabarie tylko na podstawowe rzeczy. Według mnie przyczyną tego jet państwo socjalne które musi opodatkować społeczeństwo danego państwa.

  7. Ta Pani na zdjęciu nie jest ani naga ani nie wygląda mi na oszczędną 😉

    A może jest szefową jakiejś korporacji i pewnie kasy ma jak lodu – to gratulacje.

    Jeśli chodzi o kobiety i edukację to wydaje mi się, że one nie chcą ale muszą się więcej kształcić aby mieć więcej wiedzy/papierków by konkurować z mężczyznami.

    • Chcą chcą… tylko problem polega na tym, że są do tego zniechęcane od samego początku. Mówię to z perspektywy osoby, która bardzo dobrze radziła sobie w szkole zarówno z przedmiotami humanistycznymi, jak i z matematycznymi. Po kilkunastu latach edukacji mogę z całą pewnością powiedzieć, że sukcesy kobiet w naukach ścisłych bardzo często są kwitowane stwierdzeniem “mogłabyś sobie znaleźć jakieś bardziej kobiece hobby”. Natomiast sukcesy w dziedzinach artystycznych, językowych traktowane są inaczej. Dziewczynka ma być grzeczna, ładnie rysować i śpiewać, i być ładna. Reszta jest mało ważna. Trzeba mieć w sobie bardzo dużo zapału, aby zajmować się tym, za co nie dostaje się pochwały, tylko dlatego, że inni uważają to za “mało kobiece” i “niestosowne”. Na szczęście to się zmienia, mam też poczucie, że ten problem mimo wszystko w Polsce nie jest aż tak duży, jak w wielu innych, podobno bardziej cywilizowanych miejscach.

  8. Obawiam się, że rzeczywistość jest bardziej brutalna. Pozytywne zjawiska, które opisujesz, dotyczą niestety tylko części społeczeństwa. Finanse kobiet są w słabym stanie i znacznie częściej dotyka ich ubóstwo. Wynika to z szeregu czynników m.in. demograficznych – kobiety dłużej żyją tym samym większa część tej populacji jest w wieku emerytalnym, a zkolei kobiece emerytury są niższe ze względu na niższe płace, oraz przerwy w zatrudnieniu związane m.in, z rodzeniem dzieci.
    Kobiety w trudnej sytuacji materialnej, bez wykształcenia mają mniejsze szanse na dorobienie niż mężczyźni.
    Ostatnio czytałam przerażający artykuł o zadlużaniu się kobiet – by “ratować” rodzinę, to one zaciągają, często bardzo niekorzystne kredyty.

  9. UncleGoogle

    Hej Marcin!

    Zainspirowałeś mnie do podzielenia się swoimi obserwacjami 🙂

    “korzystając z intelektualnych zasobów najzdolniejszych ludzi, bez względu na płeć, zaciągamy “ręczny hamulec”, powołując się na tradycję”

    Widzę, że w obecnych czasach (nawet w Polsce), w wielu środowiskach (szczególnie miejskich) przegina się w drugą stronę. Mojej narzeczonej nie ciągnie tak do robienia kariery mimo że jest dobrze zapowiadającym się architektem. Wolałaby oddać się macierzyństwu i realizować powołanie bycia dobrą żoną, a jednak czuje tę presję społeczną na zarabianie i robienie kariery. Może żyję akurat w takim nietypowym “statystycznie” jak na Warszawę środowisku, ale podobne upodobania widzę u większości moich znajomych.

    Koleżanki, opinie z pracy, media, które próbują “odczarować” trendy i zachęcić kobiety walki o swoją karierę, ale również to co piszesz – “łatka kury domowej” powoduje że źle się czuje z perspektywą niezarabiania w przyszłości, nie dokładania się do wspólnego budżetu.

    Myślę, ze gdyby mężczyzna zarabiał na nich oboje, a przy tym szanował (a niech będzie – zaryzykuję i nazwę to) tradycyjną rolę kobiety, to większość naszych pań wolałaby oddawać się innym rodzajom pracy niż przesiadywanie 8-16 w jakimś biurowcu poza najbliższymi.

    Moja propozycja jest taka: nie faszerujmy naszych drogich pań opiniami i oczekiwaniami, nie podjudzajmy ich statystykami, ale wspierajmy i rozwój na tym polu na jakim chcą się głęboko – wewnętrznie realizować aby być szczęśliwe. A jeśli nasze oczekiwania w stosunku do dzieci są zupełnie różne, to nie decydujmy się na wspólne życie i ślub! Po prostu, będzie nam obojgu łatwiej w przyszłości 🙂

    Pozdrawiam!

    • Ostatnie dwa akapity twojej wypowiedzi odebrałam jako bardzo protekcjonalne – jakby kobiety same nie potrafiły wybrać, co dla nich dobre, tylko robią to, co im się sugeruje + delikatny mansplaining (sugestia, że wiesz, co panie by wolały, tylko na podstawie przekonań twojej narzeczonej).
      Dorzucę jeszcze jeden argument, który tu chyba nie padł: praca i samodzielnie zarobione pieniądze dają niesamowite poczucie sprawczości i pewności siebie. Mając pewien bufor finansowy + jakieś doświadczenie zawodowe w zanadrzu, dasz radę, nie musisz godzić się na upokarzające kompromisy, tylko dlatego, że nie jesteś przy kasie. Nigdy nie wiesz, czy twojego ‘misia’ za 20 lat nie zafascynują cycki młodej stażystki świeżo po studiach, gdy twoje nie będą już w formie, czy twój parter nie okaże się przemocowcem czy nałogowcem. Odsetek płaconych alimentów też działa “zachęcająco” na to, by poświęcić się w pełni dzieciom 😉 . Nawet w zwykłym, codziennym funkcjonowaniu kobiety, które zarabiają, są inaczej traktowane przez mężów, partnerów (i tu pytanie do Ciebie, UncleGoogle – jak rozpoznać faceta, który będzie szanował “tradycyjną rolę kobiety”, nawet za x lat – Marcin na przykładach swoich znajomych zauważył, jak w pewnym momencie panowie przestali to szanować, a zaczęło im to nawet przeszkadzać; serio, liczę na konkretne wskazówki).
      Podsumowując: moim zdaniem całkowita rezygnacja z pracy zawodowej to jak zamykanie sobie pewnej furtki – czasem jest to co najwyżej furtka do zapuszczonego ogrodu, a czasem – drzwi ewakuacyjne…
      Podsumowując 2: smutne jest to, że kobiety stają przed wyborem ‘albo albo’… albo macierzyństwo, albo kariera i zawodowe bezpieczeństwo.

      • Janusz Korwin – Mikke, gdy był posłem w Sejmie I kadencji uczestniczył raz w spotkaniu z pracownicami jakiejś fabryki. One jednoznacznie zglaszaly postulat do polityków: zróbcie tak, abyśmy nie musiały pracować.

        Moim zdaniem, jeżeli “nawet w zwykłych codziennych sprawach partner traktuje inaczej kobietę, która też pracuje”, to w tym związku istnieje problem o wiele głębszy, niż jakiekolwiek problemy finansowe.

        • Czy to jest wg Ciebie argument, że żadna kobieta nie chce pracować? W ogóle nie do końca wierzę w prawdziwość informacji na zasadzie ktoś gdzieś kiedyś coś powiedział, ale nawet jeśli tak faktycznie było, to ciągle nie jest wyznacznik dla wszystkich kobiet. Na tej samej zasadzie mogę powiedzieć, że ja chcę pracować i wszystkie moje koleżanki z pracy też – czyli każda kobieta chce pracować. Inna kwestia jest też taka, kogo zapytasz. Jeżeli pracownicę produkcji, która pracuje za małe pieniądze i w dodatku ciężko, to też nic dziwnego, że wolałaby nie pracować. Czy jakby Tobie ktoś zaoferował utrzymanie w zamian za rezygnację z nielubianej pracy, to bardzo byś się opierał?

      • Słuszny argument. Niestety częściej to mężczyźni zostawiają rodzinę bez środków do życia, bo znajdują sobie młodszą. Co w takiej sytuacji może zrobić kobieta, która poświęciła się dla rodziny, bez pracy, bez doświadczenia, najczęściej jeszcze z dziećmi na utrzymaniu? Albo blisko emerytury, bez prawa do jakichkolwiek świadczeń?
        No i jeszcze jedna kwestia, bardzo istotna. Jaką mamy gwarancję, że mężczyzna będący jedynym zywicielem rodziny, nigdy nie zachoruje i w efekcie choroby np. nie umrze? Bardzo lubimy o sobie myśleć jako o istotach nieśmiertelnych, trudno w ogóle w swojej głowie dopuścić do siebie myśl, że człowieka może zwyczajnie zabraknąć.
        Takie historie się niestety zdarzają częściej niż nam się wydaje. Sama ostatnio miałam taki przypadek w rodzinie. Kuzynka, 33 lata, została wdową z dwójką dzieci, jedno jeszcze małe, drugie, trochę starsze – niepełnosprawne. Jej mąż w wieku 36 lat miał zawał, nie udało się go uratować. Kuzynka nie pracowała od momentu urodzenia pierwszego dziecka, ma kiepskie wykształcenie. W zasadzie gdyby nie program 500+, nie byłaby w stanie związać końca z końcem.
        Ile osób, żyjących w systemie “ja pracuję, żona zajmuje się dziecmi”, bierze pod uwagę taki scenariusz?

      • Ciuchcia,
        Dobra uwaga! Właściwie czemu większa część dyskusji toczy się wokół tego, że to kobiety mają wybierać między byciem pełnoetatowym rodzicem a pracą zawodową. Jakoś nigdy nie spotkałam się z analogiczną dyskusją dotyczącą mężczyzn. A przecież może być wielu Panów, którzy chętnie zamieniliby męczącą pracę w której się nie spełniają na pełnoetatowe poświęcenie się rodzinie! Dlaczego zakładamy, że dla mężczyzny (który nie jest samotnym rodzicem) pogodzenie tych dwóch ról jest najzupełniej normalne, a dla kobiety jest dużym problemem? Moim zdaniem wynika to z nierównego podziału obowiązków. Faktycznie, wzięcie odpowiedzialności zarówno za pracę zawodową, zarządzanie domem i jeszcze opiekę nad członkami rodziny (czy to dziećmi, czy wnukami czy starszymi rodzicami) jest ponad siły jednej osoby! Niezależnie od płci. Tylko że jako kobiety bardzo często same godzimy się na to, żeby brać na siebie więcej obowiązków, albo czasem wręcz nie potrafimy i nie chcemy się nimi dzielić. A mężczyźni bardzo często godzą się na taki podział bo też wydaje im się naturalny i jest dla nich wygodniejszy. Mam przekonanie, że zmiana może nastąpić przede wszystkim jeśli to my, kobiety zmienimy nasze myślenia, zaczniemy bardziej cenić siebie i swoją pracę i egzekwować sprawiedliwy podział obowiązków w rodzinie.

    • “większość naszych pań wolałaby oddawać się innym rodzajom pracy niż przesiadywanie 8-16 w jakimś biurowcu poza najbliższymi”

      Wydaje mi się, że teraz to Ty generalizujesz 😉 To, że widzisz takie skłonności w swoim otoczeniu nie oznacza, że tak myśli większość. Dodatkowo “powołanie do bycia dobrą żoną i matką” nie sprawdzi się, jeśli mąż w którymś momencie stwierdzi, że on nie czuje jednak “powołania do bycia dobrym mężem”. To, że czasem jest wygodniej i prościej wybrać zostanie w domu nie oznacza też, że to na dłuższą metę jest korzystniejsze – wtedy kobieta zostaje na lodzie, bo nie ma swoich pieniędzy a także nie ma doświadczenia na rynku pracy i jest skazana na najprostszą i najmniej płatną pracę. Jeśli dziecko powie, że mu się nie chce uczyć i woli zostać w domu, to i tak każdy rodzic je wyśle do szkoły – jeśli kobieta woli zostać w domu to niestety, konsekwencje będą takie same jak dla tego dziecka – nie znajdzie w przyszłości dobrej pracy, nie dostanie godziwej emerytury i może tego gorzko pożałować. Nie wiem, czy to jest do końca dobry przykład, ale chodzi mi też o to, że to co wydawało by się najlepsze, nie koniecznie jest długofalowo dobre – ja niestety uważam, że całkowite poświęcenie się dzieciom i rodzinie jest zapewne bardziej korzystne dla dzieci i męża niż dla samej kobiety. Jednak ciągle pokutuje podejście, że dla dzieci trzeba się poświęcić no i kobiety się poświęcają – dużo mniej mężczyzn jest skłonnych na takie samo poświęcenie.

  10. Marcinie zwróć uwagę że w Polsce 40% kobiet zajmuje stanowiska kierownicze a mimo to nie jesteśmy najbardziej rozwiniętą gospodarką i raczej nie doganiamy ich. Rozwinięcie gospodarki wymaga innowacyjności i ryzyka. Poza tym zwrócę uwagę że pogląd iż zwiększenie ilościowe jakiejś płci w danej dziedzinie poprawi poprawi tą dziedzinę jest seksistowskie. Płeć nie jest nośnikiem kompetencji tylko człowiek. Pogląd że płeć wpływa na kompetencje jest tak samo śmieszny jak twierdzenie że kolor włosów człowieka wpława na jego kompetencje.
    Cieszę się też że coraz więcej kobiet stawia karierę na pierwszym miejscu kosztem macierzyństwa. Studia i kariera powodują że statystycznie rodzi się mniej dzieci. Okres w którym kobieta poświęca pracując na rzecz osób trzecich powoduje że czas na macierzyństwo się kurczy i kobieta może mieć jedno maks dwójkę dzieci jeżeli zajmuje dobrze płatne stanowisko. Dlaczego się Cieszę że więcej kobiet stawia na karierę gdyż to oznacza że wkrótce będziemy musieli otworzyć się na imigrację. Imigranci z biedniejszych krajów uzdrowią sytuację.
    Ponadto zwrócę uwagę że przyjmowanie cech kobiecych przez mężczyzn jest cechą charakterystyczną dla końcowej epoki obfitości, kolejną etapem jest napływ imigrantów którzy z punktu widzenia obecnego społeczeństwa będą się przedstawiani jako barbarzyńcy ( wg. mnie niesłusznie). Będzie okres przejściowy gdzie będą napięcia z tego powodu ale cóż taka jest cena.
    Liczba rozwodów wg mnie jest wpajaniem ludzie że mogą robić co chcą, że mogą nie dotrzymywać słów przysięgi, a złamanie słów przysięgi jest odbierano jako coś “spoko”. Jest to wg mnie generalnie pokłosie wychowywania ludzi w duchu bierz co chcesz, rób co chcesz niczego nie żałuj. Oraz poglądu że rodzina nie jest najmniejsza komórka społeczna tylko dany człowiek powoduje że w małżeństwie zaczyna się niezdrowa rywalizacja bo jak zakładamy rozwód to już trzeba zajmować odpowiednią pozycję, albo siłą zniechęcać drugą stronę do rozwodu
    Ponadto zwrócę uwagę że występuje korelacja pomiędzy współczynnikiem urodzeń w danym państwie a wysokością stóp procentowych, miej dzieci to niższe stopy procentowe.

    Pozdrawiam.
    Gall

  11. Mój były nie ma “czucia” pieniędzy. Gdy mieszkaliśmy razem i pytał się mnie o zdanie w sprawie kupna kolejnej paru butów lub spodni dresowych itp, to odpowiadałam mu prawie zawsze to samo, że ma już przecież tyle tego i tamtego, co zmuszało go do przemyślenia, czy faktycznie potrzebuje takiego wydatku. Od 1,5 roku odkładam pieniądze według 10 zasad, z tym, że nie mam żadnych zobowiązań kredytowych 😉
    Teraz nie jesteśmy już razem, ale mogę się założyć, że mimo iż zarabiam o około 1000 zł mniej od niego i utrzymuję się sama (on wrócił do rodziców), zmieniłam pracę i szukam okazji do wzbogacenia się, nie kupuję niepotrzebnych rzeczy – mam więcej odłożonych pieniędzy na koncie. Nie jest to oszałamiająca na razie kwota, ale powoli rośnie. 🙂 Teraz tylko przydałoby się znaleźć rozsądnego finansowo faceta 😉

  12. To jeszcze kilka słów Krzysztof A. do Ciebie 😉 W piątek wyjechałem do Torunia i dopiero teraz mam chwilę, by dopisać kilka słów do Twojego komentarza:
    https://marciniwuc.com/naga-prawda-o-kobiecych-finansach/#comment-25798

    U góry już się nie zmieściło (zbyt wiele odpowiedzi pod jednym komentarzem sprawia, że są niewidoczne na telefonie) – dlatego odpowiadam tutaj.

    Gdy przeczytałem Twój komentarz – pomyślałem sobie, że DOKŁADNIE o to chodzi!
    O krytyczne myślenie, o tę chwilę zastanowienia, o przeanalizowanie “za i przeciw”, o “zważenie argumentów konsekwencjami, itp…

    Tworzę właśnie swoją “check-listę” do ważnych decyzji (np. przed zainwestowaniem pieniędzy):

    – Jak NAPRAWDĘ wygląda rzeczywistość (oddziel fakty od opinii)
    – Kto jest źródłem moich danych i informacji oraz jaki ma interes w ich rozpowszechnieniu?
    – Kto ma zdanie przeciwne i jaki ma interes w jego rozpowszechnianiu?
    – Jakie są ZA? (ważone konsekwencjami)
    – Jakie są PRZECIW? (ważone konsekwencjami)
    – Jakie będą bezpośrednie konsekwencje mojej decyzji?
    – Jakie będą konsekwencje drugiego rzędu/dalekosiężne mojej decyzji? (Pozwala uniknąć pułapek z kategorii: Chciałbym, aby nie było deszczowych dni…)

    Sporo pracuję nad “usystematyzowaniem” swojego krytycznego myślenia w różnych obszarach życia, dlatego Twój komentarz – celnie wskazujący, czego unikać – sprawił mi tyle frajdy. Dziękuję i będę wdzięczny za dalsze sugestie.
    Ta z populistami też bardzo słuszna. Nie chodzi mi oczywiście o to, że ludzie bogatsi są mniej podatni na populizm. Raczej o to, że ludzie, którzy potrafią samodzielnie o siebie zadbać (np. zarobić) i rozumieją relację pomiędzy dochodami i wydatkami, są mniej skłonni do popierania tych, którzy zadłużają Państwo w imię populistycznych haseł. Lepiej po prostu rozumieją “dalekosiężne konsekwencje” takich decyzji. itp.

    No dobra… Mam nadzieję, że spotkamy się przy jakiejś okazji. Chętnie bym z Tobą porozmawiał na temat krytycznego myślenia i jego usystematyzowania.

    • Marcin Kluczek

      Kilka elementów z warsztatu historyka (niepraktykującego, ale coś jeszcze pamiętam 🙂 ) – to taka analiza tekstów pisanych (w większości). Niekoniecznie wszystkie punkty będą przydatne dla każdej analizy, zwłaszcza, że jest to proces czasochłonny, ale może znajdziesz coś dla siebie.

      O autorze:
      – Kto ? (zna się na tematyce?, jakie ma sukcesy?, jaki ma interes?, gdzie pracował? do tej pory, kto mu płaci?, jakie ma poglądy?, jak często zmienia zdanie?)
      – Kiedy ? (o czym autor wiedział w momencie pisania, a o czym nie mógł wiedzieć?)
      – Kogo zna ? (przyjaciele i otoczenie może wpływać na ocenę)

      Żródło:
      – Mamy do czynienia z oryginałem, czy kopią? W praktyce chodzi o to, aby pracować na oryginale lub idealnej kopii oryginału, ponieważ wprowadzone zmiany w przyszłości mogą zmienić znaczenie tego co czytamy. Czytamy analizę, a nie jej omówienie. Szukamy pierwotnego źródła bez naleciałości i interpretacji.
      – Badania, na które ktoś się powołuje mogą być błędnie przeprowadzane lub błędnie zinterpretowane. Jeśli nam zależy, trzeb dłubać.
      – Gdzie wydane / czego dotyczą? (analizy tego samego zjawiska mogą być różne w zależności od miejsca badania. Inne czynniki występują w USA, inne w Polsce)
      – Źródła mają swoją wiarygodność. Inny ciężar gatunkowy mają opracowania w Science, a inną ankieta OBOP na grupie tysiąca respondentów.
      – Kto wydaje żródło? Każdy wydawca ma jakąś linię przewodnią.

      Ogólne:
      – Optymalnie jest pozbyć się wszelkich przekonań i uprzedzeń. Pełen obiektywizm jest w cenie. Praktyka pokazuje, że nieliczni to potrafią. Patrzenie na rzeczywistość przez pryzmat własnych, siłą rzeczy ograniczonych doświadczeń, może doprowadzić do wypaczeń. To samo tyczy autorów tekstu, dlatego tak ważna jest analiza nie tylko testu, ale również tego, kto go napisał i wydał.

      – Jedną z ciekawych technik jest założenie, że autor jest idiotą i szukanie dziury w całym. Dotyczy to zarówno tego co czytamy jak i tego co sami tworzymy. Potrzeba sporo pokory, żeby zaakceptować możliwość, że tworzy się głupoty, niemniej polecam.

      – Odwoływanie się do przeszłości bez poznania realiów omawianego okresu i pełnego kontekstu prowadzi do wypaczeń postrzegania badanej rzeczywistości. Historia (czytaj uwarunkowania społeczno-ekonomiczne) to żywy proces i nie faktografia. Szukamy czynników zmian i akceptujemy jej ewolucyjny charakter.

      – Jeśli to możliwe, warto szukać opracowań, które są syntezą kilku badań. Widać jak na dłoni elementy, co do których autorzy są zgodni i miejsca, które wywołują rozdźwięk.

    • Krzysztof A.

      Przyznam, że nie mam aż tak usystematyzowanego warsztatu, a przynajmniej nie w uświadomiony sposób – warto byłoby to chyba przemyśleć, dzięki za uświadomienie tego 😉 Nie negowałbym też znaczenia wspomnianego przez Ciebie wcześniej zdrowego rozsądku – często w tematach, które znamy intuicyjnie czujemy, że coś nie jest do końca zgodne z prawdą lub wyczerpujące i na ogół to jest moją pierwszą wskazówką, żeby być czujnym. W przypadku tematów których nie znam, wydaje mi się, że poruszam się mniej więcej opisaną przez Ciebie ścieżką, aczkolwiek dodałbym do niej ważny aspekt – oprócz szukania zdania przeciwnego, szukałbym jeszcze zdań pośrednich, bo nie zawsze wybór jest między czarnym a białym.
      Temat faktycznie nadaje się na rozmowę, więc może jak (jeśli? 😉 ) będziesz w Gdańsku z warsztatami z budżetu domowego to będzie okazja? Nie wiem, czy w samych warsztatach wziąłbym udział, żeby nie zabierać miejsca komuś, komu bardziej pomogą, bo temat mam dość dobrze opanowany, ale pewnie przewidujesz jakieś spotkanie integracyjne po i wpuścisz “osoby z zewnątrz”? 😉

      • Krzysztof A.

        I jeszcze pozwolę sobie polecić, jeśli nie czytałeś, “Pułapki Myślenia” Daniela Kahnemana – rewelacyjna książka, w której rozpracowane jest w jaki sposób opieranie się wyłącznie o intuicję może nas sprowadzić na manowce i dlaczego tak się dzieje.

        • A tym temacie jestem na świeżo po “The Art of Thinking Clearly” i oczywiście “Czarnym Łabędziu” Nassima Taleba (choc ta druga to bardziej “pop”). Kahneman już leży na szafce nocnej, ale najpierw “Principles” Raya Dalio – ten to dopiero ma usystematyzowane myślenie 😉
          Jak będę w Gdańsku z warsztatami – daj znać – chętnie porozmawiam 😉

  13. Chciałbym zauważyć, że nie każda kobieta która decyduje się na pozostanie z dziećmi w domu robi to z przymusu. Wychowanie dzieci na mądrych ludzi to praca równie trudna jak kariera w korpo:) Dużo kobiet po prostu chce się realizować w macierzyństwie i nie powinniśmy im tego zabraniać ani wyśmiewać takiej decyzji. To jest ich życie i ich wybór. Sam jestem przebrzydłym kapitalistą i uważam, że o ścieżce kariery kogokolwiek powinny decydować tylko i wyłącznie jego indywidualne predyspozycje a nie płeć, wyznanie czy kolor skóry. Ale nie dziwi mnie fakt, że więcej mężczyzn niż kobiet piastuje kierownicze stanowiska. Jeżeli kobiety nadal będą wybierały kierunki humanistyczne zamiast techniczno informatycznych to niewiele się zmieni. Dlaczego na kosmetologię “idzie” zawsze więcej kobiet niż na np. studia programistyczne to trzeba byłoby spytać pań. I tylko do nich można mieć o to pretensję.

  14. ciekawy aspekt – kobiety i pieniądze.

    Przede wszystkim – znam na prawdę dużo kobiet, które z powodzeniem łączą karierę i rodzicielstwo. Mężczyzn również. A to, że nie chcemy często rodzić dzieci wynika z wielu aspektów – ja jestem przekonana, że podchodzimy do rodzicielstwa świadomiej. Wolimy mieć 1 dziecko ale prawdziwie kochane, któremu zapewnione będą dobre warunki. Kwestia rodzenia dużej ilości dzieci jest kwestią chęci również i wygody (nie tylko dla kobiet!!) a nam żyje się wygodnie. Co w tym złego?

    Co do pieniędzy. Ja znam mnóstwo kobiet, moich koleżanek, które doskonale zarządzają pieniędzmi. Nawet mając bardzo niewiele, potrafiły oszczędzić, coś odłożyć. Są inteligentne, świadome i elastyczne. Rzeczywiście wydają całkiem konkretne kwoty na swoją edukację i nie wahają się zaryzykować, zmienić zawód, postarać się o podwyżkę czy lepszą pracę.

    Z drugiej strony, ja jestem świetnym przykładem kobiety rozrzutnej. Jak tylko mam, to wydam. Jednakże i ja poradziłam sobie sama ze sobą umieszczając złodzieja na swoim koncie. Zasada jest prosta – jak nie mam, to nie wydam. A złodziej w moim imieniu zbiera i odkłada lub inwestuje:) Traktuje to również jako pewną swoją mądrość finansową – czasem trzeba znaleźć sposób na samego siebie.

    Muszę też przyznać rację co do naszego kraju w kwestii tolerancji. Pracuje i pracowałam w kilku korporacjach jako inżynier. Nikomu nie robi to tam różnicy czy jestem kobietą czy mężczyzną. Mam takie same szanse, tyle samo się ode mnie wymaga, nikt nikogo nie dyskryminuje.

    Raz tylko, gdy szukałam stażu, powiedziano mi, że nie dostanę tej pracy ze względu na płeć. Jednak rekruterka nie miała złych intencji – bała się, że w pracy będzie trzeba nosić coś ciężkiego i że tutaj facet byłby lepszym wyborem. I warto zaznaczyć – ta firma została za swoją pozycję dosłownie wyśmiana. W moim środowisku taki komentarz został przyjęty jako żart i niedorzeczność, sama rekruterka nazwana została niekompetentną i niepoważną. A to środowisko inżynierskie, więc po pierwsze męskie, a po drugie techniczne. A jednak tolerancyjne.

    Drogie Panie – do boju. Starajcie się o lepsze stanowiska, podnoście swoje kompetencje, zmieniajcie prace, zakładajcie firmy. Odwagi. Nasz kraj bardzo sprzyja i rzeczywiście jesteśmy przykładem dla Europy i Świata.

    Jeśli nie chcecie mieć dzieci, nie miejcie. Jeśli chcecie, kochajcie je, zapewnijcie im dobry byt. Większej ilości skrzywdzonych dzieci na tym świecie nam już nie potrzeba. Nawet w imię statystyki.

Odpowiedz