I tak oto idea mądrego dbania o własne finanse zatacza coraz szersze kręgi 🙂 Co ciekawe, udaje mi się zarazić nią nie tylko Czytelników bloga, lecz także moich przyjaciół, znajomych, a nawet współpracowników. Wiem, że to działa – bo świetnie sprawdziło się w mojej rodzinie. A teraz zobaczcie, jakie zmiany w ciągu zaledwie sześciu miesięcy nastąpiły w życiu Justyny! Przeczytaj i pobierz materiał, zawierający 7 prostych tricków. Bardzo lubię takie historie!

Avatar Justyna SekułaCześć! Nazywam się Justyna Sekuła. Z wykształcenia jestem socjologiem, z zawodu marketingowcem, z zamiłowania Przewodnikiem Beskidzkim. W zespole FBO wspieram Marcina w kwestiach rozwoju bloga – dbam o kreatywny aspekt naszych działań 🙂 Na co dzień prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą, szukając Złotego Środka pomiędzy bujaniem w obłokach pomysłów i twardym stąpaniem po ziemi. Możesz mnie spotkać również na www.withlove.pl – blogu o górach i wędrówkach w nieznane.

“Szczęście jest wtedy, kiedy okazja spotyka dobrze przygotowanego człowieka”

Pamiętam moment, gdy trafiłam na ten cytat na blogu Marcina – uśmiechnęłam się wtedy do siebie. Właśnie przedzierałam się przez kolejny punkt z przydługiej listy zadań rekrutacyjnych na stanowisko marketingowca. Spędziłam nad nimi dobre dwa dni. Kiedy jakiś czas później otrzymałam pozytywną odpowiedź, ucieszyłam się podwójnie. Po pierwsze z perspektywy ciekawej współpracy. Po drugie z tego, że – chcąc, nie chcąc – będę miała stały kontakt z tematyką dbania o finanse osobiste. I że to idealny moment, żeby wreszcie zatroszczyć się o swoje własne.

Jak przestać żyć od wypłaty do wypłaty?

To pytanie kołatało mi się po głowie od dawna. Przeczytałam kilkanaście artykułów z działu „10 kroków – skuteczny plan dla Twoich pieniędzy” i szybko postawiłam sobie diagnozę: jestem Przekaźnikiem Pieniędzy. Ała! To prawda – nie mam długów. Ale pieniądze przeciekają mi przez palce, żyję od pierwszego do pierwszego, nie potrafię niczego odłożyć. Jednocześnie wkurza mnie ten stan rzeczy i bardzo chciałabym go zmienić. Ale jak? Nikt nigdy nie uczył mnie sensownego zarządzania własną kasą. Nie miałam pojęcia, jak to wszystko działa. Nie wiedziałam też od czego w ogóle zacząć. No dobra – trochę nie chciało mi się za to zabierać. Miałam setki innych rzeczy na głowie. Tysiące spraw do załatwienia. Milion pomysłów czekających na realizację.

Stop. Ale czy wszystkie są warte mojej uwagi?

Zaczęłam się im na spokojnie przyglądać. Zastanawiać się, który z nich jest dla mnie najważniejszy. Czego tak właściwie potrzebuję, żeby marzenia stały się rzeczywistością. Jak chciałabym żyć, żeby z całą pewnością móc powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Którędy by nie wędrowały moje myśli, zawsze wracały do tego samego punktu: potrzebuję pieniędzy. Ale ile?!

Jak zacząć prowadzić budżet domowy?

„No dobra. To do roboty!” – jak pomyślałam, tak zrobiłam. Perspektywa finansowej przygody była dla mnie na swój sposób ekscytująca. Postanowiłam rozpocząć ją od zaprzyjaźnienia się z budżetem domowym. Gdyby nasza relacja mogła mieć status związku na Facebooku, niechybnie wybrałabym wtedy: „To skomplikowane”. Pierwsze miesiące były jak burzliwa, brazylijska telenowela, a moje uczucia miotały się gdzieś pomiędzy fascynacją a nienawiścią.

Zaczęło się niewinnie. Zainstalowałam w telefonie aplikację YNAB. Rozpisałam kategorie, zaplanowałam najbliższe wydatki, skrupulatnie rejestrowałam wszystkie paragony. Sama idea weszła mi w krew bardzo szybko. Równie szybko pogubiłam się jednak w aplikacji. Życie codzienne z budżetem zaczęło mnie coraz bardziej przerastać. Plany bardzo mocno rozjechały się z rzeczywistością i w mojej rozpisce zrobił się wielki bałagan. Nie byłam w stanie nawet określić, z czego wynika. Sprawy nie ułatwiał fakt, że „w obrocie” były zarówno pieniądze domowe, jak i firmowe, do tej pory gromadzone w ramach jednego konta. W pewnym momencie nie wiedziałam już, czy kupuję ziemniaki za pieniądze na ZUS czy opłacam VAT kasą na profilaktyczne badania. To było frustrujące. Co tu dużo mówić – miałam ochotę rzucić budżet w cholerę i wrócić do życia w błogiej nieświadomości. (Nie)stety, budżetowanie za bardzo mi się spodobało.  

Dlaczego warto prowadzić budżet domowy - kategorie wydatków
Tak dzisiaj wyglądają moje kategorie wydatków 😉

Budżet domowy – podejście drugie

Machnęłam więc na to wszystko ręką, wróciłam do punktu wyjścia i poszłam po radę do kogoś mądrzejszego ode mnie. Z pomocą przyszedł mi wtedy Andrzej Broszkiewicz, również będący częścią teamu FBO. Podczas naszych spotkań, związanych z pracą nad nowym wyglądem bloga, wypytywałam go o wszystko, do czego próbowałam dojść sama. Momentem zwrotnym było odpalenie YNAB-a w wersji desktopowej. Dzięki niej życie z budżetem stało się łatwe i przyjemne, a wszystko, co do tej pory znałam w teorii, zaczęło się wreszcie sensownie układać w praktyce. Eureka! Bardzo pomocne okazały się również warsztaty, które w kwietniu zorganizowaliśmy w Krakowie – pozwoliły mi uporządkować nieco wiedzę i poznać kilka funkcji YNAB-a, o których nie miałam pojęcia.

Dzisiaj ciężko już nawet przypomnieć mi sobie, jak funkcjonowałam bez budżetu domowego. Stał się częścią mojej codzienności, równie naturalną jak mycie zębów. Żałuję tylko jednego – że dowiedziałam się o nim tak późno.

Dlaczego warto prowadzić budżet domowy?

Przygotowując się do napisania tego artykułu, zastanawiałam się, co dało mi prowadzenie budżetu domowego. Wszystkie odpowiedzi składały się na jedno hasło: stabilizacja finansowa. Bardzo zależało mi na tym, by pierwszym krokiem, jaki wykonam na drodze do finansowej wolności, było złapanie równowagi.

Co się zmieniło przez pół roku? Wreszcie wiem, ile mam „na koncie”. Wiem też, jakie wydatki czekają mnie w najbliższej przyszłości. I wiem, na jak długo wystarczą mi pieniądze, które już mam. Dzięki temu wiem również, jakie decyzje muszę podjąć w kontekście spraw, na których najbardziej mi zależy. Na spokojnie mogę zastanowić się, które z nich będą najtrafniejsze. Poczucie kontroli sprawia, że czuję się bezpiecznie. Nie spodziewałam się, że to uczucie będzie aż tak bardzo przyjemne.

Dzięki prowadzeniu budżetu domowego:

1) Rozdzieliłam finanse domowe i firmowe, dzięki czemu łatwiej mi je monitorować

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po wstępnych niepowodzeniach z prowadzeniem budżetu domowego, było założenie osobnego konta dla firmy. To właśnie na nie spływają teraz wszystkie rozliczenia z wystawionych faktur. To również z tego konta przelewam sobie wypłatę, na bieżąco kontrolując swoje wydatki. Jeżeli pieniądze, które zabudżetowałam na dany miesiąc, skończą się, dwa razy zastanawiam się, ile tak naprawdę jeszcze ich potrzebuję, zamiast od razu je wydawać. Pieniądze domowe i firmowe nie mieszają się ze sobą – z łatwością mogę ocenić, czy moja firma się rozwija, stoi w miejscu, czy właśnie zalicza regres.

2) Jestem w stanie określić koszty życia i stopniowo je optymalizować

Kiedy pierwszy raz zrobiłam budżet domowy, byłam w szoku, ile tak naprawdę wydaję a w jeszcze większym, o ilu rzeczach zupełnie zapomniałam. „Drobne wydatki” urosły łącznie do kwoty kilkuset złotych, których ubytku w ciągu miesiąca w ogóle nie rejestrowałam, a potem zastanawiałam się, gdzie podziała się część moich ciężko zarobionych pieniędzy. Uszczelnienie newralgicznych punktów dało mi poczucie sprawczości, które bardzo zmotywowało mnie do dalszego zagłębiania się w temat budżetu domowego.

3) Wiem, na co wydaję pieniądze i coraz łatwiej oddzielić mi realne potrzeby od zachcianek

OK, mam nieco łatwiej, bo nie znoszę robienia zakupów. Szerokim łukiem omijam galerie handlowe. Nie robią na mnie żadnego wrażenia sezonowe przeceny i promocje. Od kilku lat sukcesywnie pozbywam się rzeczy i ograniczam nabywanie nowych. Nie imprezuję, nie wydaję pieniędzy na używki, nie jestem gadżeciarą. Wyszło mi, że jedynymi obszarami, w których hedonistycznie przepuszczam kasę, jest jedzenie (uwielbiam gotować, lubię też szukać inspiracji „na mieście”) i wyjazdy w góry. Przemyślałam sprawę i uznałam, że ten hedonizm mieści się w granicach moich pasji, zapewnia też zdrowie psychiczne. Na co dzień pracuję z domu – weekendowa zmiana otoczenia pomaga mi utrzymać balans i pobyć z dala od biurka. Oderwanie się od komputera, przy którym spędzam sporo godzin siedząc, pozwala mi też „przewietrzyć umysł”, co bardzo ważne w pracy kreatywnej. Nie chciałam z tego rezygnować. Budżet domowy pomógł mi wydawać pieniądze bardziej świadomie. W przejściowym okresie zrezygnowałam z jedzenia na mieście i wycieczek całkowicie, uznając, że wrócę do tych przyjemności, gdy tylko moja sytuacja nieco bardziej się ustabilizuje. Rezygnując z wyjazdu, na który normalnie spontanicznie bym się wybrała, zaoszczędziłam kilkaset złotych. Koszty noclegu i przejazdu miały się zamknąć w max. 150 zł. Policzyłam jednak, ile wydam jeszcze przy okazji i uznałam, że zwyczajnie w tym momencie „nie stać mnie na to” – to stwierdzenie weszło na stałe do mojego słownika. Już się tego nie wstydzę.   

Zwiększenie zarobków wykres - prosty budżet domowy
Kiedy nie ma z czego oszczędzać, jedyna droga to zwiększenie zarobków.

4) Zwiększyłam zarobki

Analiza budżetu domowego pokazała mi, że właściwie nie mam na czym oszczędzać – postanowiłam więc zwiększyć zarobki. Przeorganizowałam nieco pomysł na swoją firmę i zaangażowałam się w kilka dodatkowych zleceń, testując przy okazji kilka nowych ścieżek rozwoju. W ciągu ostatnich 5 miesięcy pracowałam naprawdę sporo. Właśnie wylądowałam w punkcie, w którym mogę trochę odpuścić i na spokojnie zastanowić się, co dalej – mogłabym przeżyć kilka miesięcy, nie pracując w ogóle. Wiem, co było super, a co poszło nie tak. Jestem w stanie ocenić, które działania niosły ze sobą mnóstwo satysfakcji, a przez które prześlizgnęłam się siłą rozpędu. Spośród wszystkich działań jestem w stanie wybrać te, w których świetnie się odnalazłam i które jednocześnie były dla mnie opłacalne finansowo. Teraz o wiele łatwiej wymyślić mi, co zrobić, by pracować mądrzej, a nie więcej.

5) Odłożyłam 2500 zł, które bardzo przydały mi się w momencie przeprowadzki do innego miasta

Od kwietnia do sierpnia odkładałam po 500 zł miesięcznie –sukcesywne  zwiększanie zarobków sprawiło, że wreszcie mogłam sobie na to pozwolić. Pieniądze leżały na koncie oszczędnościowym, powiązanym z kontem prywatnym i czekały na dobry moment. W międzyczasie podjęłam decyzję o wyprowadzce z Krakowa i przeniesieniu się bliżej gór, do mniejszego miasteczka. Fundusz awaryjny przydał się idealnie, kiedy musiałam zapłacić jednocześnie za mieszkanie, które właśnie opuszczałam i mieszkanie, które właśnie zaczynałam wynajmować. Pokryły również kaucję. Zaoszczędziło mi to wiele nerwów i na spokojnie pozwoliło zmienić miejsce zamieszkania. Dzięki temu, że przez pół roku prowadziłam budżet domowy, mieszkając w Krakowie, z łatwością będę mogła porównać, jak (i czy w ogóle) zmieniają się koszty mojego życia w Nowym Sączu.

Mądre planowanie budżetu firmy

To tyle jeżeli chodzi o budżet domowy. Ale jestem także mikroprzedsiębiorcą. To moje drugie podejście do własnej działalności gospodarczej – poprzednią zamknęłam wraz z perspektywą przejścia na duży ZUS. Zwyczajnie nie miała szansy się dalej utrzymać. Bycie swoją własną szefową daje mi wolność i sporo możliwości, ale jest również dużym wyzwaniem. Aktualnie jest nim przede wszystkim mądre zaplanowanie budżetu firmy i określenie dalszej strategii jej rozwoju, tak, aby nie popełniać błędów, które popełniłam poprzednim razem. A tych było całe mnóstwo! Przygoda z budżetem domowym nauczyła mnie jednak, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. I już nie mogę doczekać się dalszych przygód na finansowych ścieżkach.

Jakie tematy związane z byciem początkującym ogarniaczem własnych finansów interesują Was najbardziej? Co sprawia Wam największą trudność na tym etapie? Dajcie znać – być może udało mi się już przebrnąć przez te wyboiste ścieżki i będę mogła na świeżo podzielić się z Wami swoim doświadczeniem 🙂

Może Cię zainteresować

Poznaj cykl Budżet domowy krok po kroku: