Dlaczego warto prowadzić budżet domowy? 5 super pozytywnych efektów. Wnioski po sześciu miesiącach od startu

35

I tak oto idea mądrego dbania o własne finanse zatacza coraz szersze kręgi 🙂 Co ciekawe, udaje mi się zarazić nią nie tylko Czytelników bloga, lecz także moich przyjaciół, znajomych, a nawet współpracowników. Wiem, że to działa – bo świetnie sprawdziło się w mojej rodzinie. A teraz zobaczcie, jakie zmiany w ciągu zaledwie sześciu miesięcy nastąpiły w życiu Justyny! Przeczytaj i pobierz materiał, zawierający 7 prostych tricków. Bardzo lubię takie historie!

Avatar Justyna SekułaCześć! Nazywam się Justyna Sekuła. Z wykształcenia jestem socjologiem, z zawodu marketingowcem, z zamiłowania Przewodnikiem Beskidzkim. W zespole FBO wspieram Marcina w kwestiach rozwoju bloga – dbam o kreatywny aspekt naszych działań 🙂 Na co dzień prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą, szukając Złotego Środka pomiędzy bujaniem w obłokach pomysłów i twardym stąpaniem po ziemi. Możesz mnie spotkać również na www.withlove.pl – blogu o górach i wędrówkach w nieznane.

Szczęście jest wtedy, kiedy okazja spotyka dobrze przygotowanego człowieka Click To Tweet

Pamiętam moment, gdy trafiłam na ten cytat na blogu Marcina – uśmiechnęłam się wtedy do siebie. Właśnie przedzierałam się przez kolejny punkt z przydługiej listy zadań rekrutacyjnych na stanowisko marketingowca. Spędziłam nad nimi dobre dwa dni. Kiedy jakiś czas później otrzymałam pozytywną odpowiedź, ucieszyłam się podwójnie. Po pierwsze z perspektywy ciekawej współpracy. Po drugie z tego, że – chcąc, nie chcąc – będę miała stały kontakt z tematyką dbania o finanse osobiste. I że to idealny moment, żeby wreszcie zatroszczyć się o swoje własne.

Jak przestać żyć od wypłaty do wypłaty?

To pytanie kołatało mi się po głowie od dawna. Przeczytałam kilkanaście artykułów z działu „10 kroków – skuteczny plan dla Twoich pieniędzy” i szybko postawiłam sobie diagnozę: jestem Przekaźnikiem Pieniędzy. Ała! To prawda – nie mam długów. Ale pieniądze przeciekają mi przez palce, żyję od pierwszego do pierwszego, nie potrafię niczego odłożyć. Jednocześnie wkurza mnie ten stan rzeczy i bardzo chciałabym go zmienić. Ale jak? Nikt nigdy nie uczył mnie sensownego zarządzania własną kasą. Nie miałam pojęcia, jak to wszystko działa. Nie wiedziałam też od czego w ogóle zacząć. No dobra – trochę nie chciało mi się za to zabierać. Miałam setki innych rzeczy na głowie. Tysiące spraw do załatwienia. Milion pomysłów czekających na realizację.

Stop. Ale czy wszystkie są warte mojej uwagi?

Zaczęłam się im na spokojnie przyglądać. Zastanawiać się, który z nich jest dla mnie najważniejszy. Czego tak właściwie potrzebuję, żeby marzenia stały się rzeczywistością. Jak chciałabym żyć, żeby z całą pewnością móc powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Którędy by nie wędrowały moje myśli, zawsze wracały do tego samego punktu: potrzebuję pieniędzy. Ale ile?!

Jak zacząć prowadzić budżet domowy?

„No dobra. To do roboty!” – jak pomyślałam, tak zrobiłam. Perspektywa finansowej przygody była dla mnie na swój sposób ekscytująca. Postanowiłam rozpocząć ją od zaprzyjaźnienia się z budżetem domowym. Gdyby nasza relacja mogła mieć status związku na Facebooku, niechybnie wybrałabym wtedy: „To skomplikowane”. Pierwsze miesiące były jak burzliwa, brazylijska telenowela, a moje uczucia miotały się gdzieś pomiędzy fascynacją a nienawiścią.

Zaczęło się niewinnie. Zainstalowałam w telefonie aplikację YNAB. Rozpisałam kategorie, zaplanowałam najbliższe wydatki, skrupulatnie rejestrowałam wszystkie paragony. Sama idea weszła mi w krew bardzo szybko. Równie szybko pogubiłam się jednak w aplikacji. Życie codzienne z budżetem zaczęło mnie coraz bardziej przerastać. Plany bardzo mocno rozjechały się z rzeczywistością i w mojej rozpisce zrobił się wielki bałagan. Nie byłam w stanie nawet określić, z czego wynika. Sprawy nie ułatwiał fakt, że „w obrocie” były zarówno pieniądze domowe, jak i firmowe, do tej pory gromadzone w ramach jednego konta. W pewnym momencie nie wiedziałam już, czy kupuję ziemniaki za pieniądze na ZUS czy opłacam VAT kasą na profilaktyczne badania. To było frustrujące. Co tu dużo mówić – miałam ochotę rzucić budżet w cholerę i wrócić do życia w błogiej nieświadomości. (Nie)stety, budżetowanie za bardzo mi się spodobało.  

Dlaczego warto prowadzić budżet domowy - kategorie wydatków
Tak dzisiaj wyglądają moje kategorie wydatków 😉

Budżet domowy – podejście drugie

Machnęłam więc na to wszystko ręką, wróciłam do punktu wyjścia i poszłam po radę do kogoś mądrzejszego ode mnie. Z pomocą przyszedł mi wtedy Andrzej Broszkiewicz, również będący częścią teamu FBO. Podczas naszych spotkań, związanych z pracą nad nowym wyglądem bloga, wypytywałam go o wszystko, do czego próbowałam dojść sama. Momentem zwrotnym było odpalenie YNAB-a w wersji desktopowej. Dzięki niej życie z budżetem stało się łatwe i przyjemne, a wszystko, co do tej pory znałam w teorii, zaczęło się wreszcie sensownie układać w praktyce. Eureka! Bardzo pomocne okazały się również warsztaty, które w kwietniu zorganizowaliśmy w Krakowie – pozwoliły mi uporządkować nieco wiedzę i poznać kilka funkcji YNAB-a, o których nie miałam pojęcia.

Dzisiaj ciężko już nawet przypomnieć mi sobie, jak funkcjonowałam bez budżetu domowego. Stał się częścią mojej codzienności, równie naturalną jak mycie zębów. Żałuję tylko jednego – że dowiedziałam się o nim tak późno.

Dlaczego warto prowadzić budżet domowy?

Przygotowując się do napisania tego artykułu, zastanawiałam się, co dało mi prowadzenie budżetu domowego. Wszystkie odpowiedzi składały się na jedno hasło: stabilizacja finansowa. Bardzo zależało mi na tym, by pierwszym krokiem, jaki wykonam na drodze do finansowej wolności, było złapanie równowagi.

Co się zmieniło przez pół roku? Wreszcie wiem, ile mam „na koncie”. Wiem też, jakie wydatki czekają mnie w najbliższej przyszłości. I wiem, na jak długo wystarczą mi pieniądze, które już mam. Dzięki temu wiem również, jakie decyzje muszę podjąć w kontekście spraw, na których najbardziej mi zależy. Na spokojnie mogę zastanowić się, które z nich będą najtrafniejsze. Poczucie kontroli sprawia, że czuję się bezpiecznie. Nie spodziewałam się, że to uczucie będzie aż tak bardzo przyjemne.

Dzięki prowadzeniu budżetu domowego:

1) Rozdzieliłam finanse domowe i firmowe, dzięki czemu łatwiej mi je monitorować

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po wstępnych niepowodzeniach z prowadzeniem budżetu domowego, było założenie osobnego konta dla firmy. To właśnie na nie spływają teraz wszystkie rozliczenia z wystawionych faktur. To również z tego konta przelewam sobie wypłatę, na bieżąco kontrolując swoje wydatki. Jeżeli pieniądze, które zabudżetowałam na dany miesiąc, skończą się, dwa razy zastanawiam się, ile tak naprawdę jeszcze ich potrzebuję, zamiast od razu je wydawać. Pieniądze domowe i firmowe nie mieszają się ze sobą – z łatwością mogę ocenić, czy moja firma się rozwija, stoi w miejscu, czy właśnie zalicza regres.

2) Jestem w stanie określić koszty życia i stopniowo je optymalizować

Kiedy pierwszy raz zrobiłam budżet domowy, byłam w szoku, ile tak naprawdę wydaję a w jeszcze większym, o ilu rzeczach zupełnie zapomniałam. „Drobne wydatki” urosły łącznie do kwoty kilkuset złotych, których ubytku w ciągu miesiąca w ogóle nie rejestrowałam, a potem zastanawiałam się, gdzie podziała się część moich ciężko zarobionych pieniędzy. Uszczelnienie newralgicznych punktów dało mi poczucie sprawczości, które bardzo zmotywowało mnie do dalszego zagłębiania się w temat budżetu domowego.

3) Wiem, na co wydaję pieniądze i coraz łatwiej oddzielić mi realne potrzeby od zachcianek

OK, mam nieco łatwiej, bo nie znoszę robienia zakupów. Szerokim łukiem omijam galerie handlowe. Nie robią na mnie żadnego wrażenia sezonowe przeceny i promocje. Od kilku lat sukcesywnie pozbywam się rzeczy i ograniczam nabywanie nowych. Nie imprezuję, nie wydaję pieniędzy na używki, nie jestem gadżeciarą. Wyszło mi, że jedynymi obszarami, w których hedonistycznie przepuszczam kasę, jest jedzenie (uwielbiam gotować, lubię też szukać inspiracji „na mieście”) i wyjazdy w góry. Przemyślałam sprawę i uznałam, że ten hedonizm mieści się w granicach moich pasji, zapewnia też zdrowie psychiczne. Na co dzień pracuję z domu – weekendowa zmiana otoczenia pomaga mi utrzymać balans i pobyć z dala od biurka. Oderwanie się od komputera, przy którym spędzam sporo godzin siedząc, pozwala mi też „przewietrzyć umysł”, co bardzo ważne w pracy kreatywnej. Nie chciałam z tego rezygnować. Budżet domowy pomógł mi wydawać pieniądze bardziej świadomie. W przejściowym okresie zrezygnowałam z jedzenia na mieście i wycieczek całkowicie, uznając, że wrócę do tych przyjemności, gdy tylko moja sytuacja nieco bardziej się ustabilizuje. Rezygnując z wyjazdu, na który normalnie spontanicznie bym się wybrała, zaoszczędziłam kilkaset złotych. Koszty noclegu i przejazdu miały się zamknąć w max. 150 zł. Policzyłam jednak, ile wydam jeszcze przy okazji i uznałam, że zwyczajnie w tym momencie „nie stać mnie na to” – to stwierdzenie weszło na stałe do mojego słownika. Już się tego nie wstydzę.   

Zwiększenie zarobków wykres - prosty budżet domowy
Kiedy nie ma z czego oszczędzać, jedyna droga to zwiększenie zarobków.

4) Zwiększyłam zarobki

Analiza budżetu domowego pokazała mi, że właściwie nie mam na czym oszczędzać – postanowiłam więc zwiększyć zarobki. Przeorganizowałam nieco pomysł na swoją firmę i zaangażowałam się w kilka dodatkowych zleceń, testując przy okazji kilka nowych ścieżek rozwoju. W ciągu ostatnich 5 miesięcy pracowałam naprawdę sporo. Właśnie wylądowałam w punkcie, w którym mogę trochę odpuścić i na spokojnie zastanowić się, co dalej – mogłabym przeżyć kilka miesięcy, nie pracując w ogóle. Wiem, co było super, a co poszło nie tak. Jestem w stanie ocenić, które działania niosły ze sobą mnóstwo satysfakcji, a przez które prześlizgnęłam się siłą rozpędu. Spośród wszystkich działań jestem w stanie wybrać te, w których świetnie się odnalazłam i które jednocześnie były dla mnie opłacalne finansowo. Teraz o wiele łatwiej wymyślić mi, co zrobić, by pracować mądrzej, a nie więcej.

5) Odłożyłam 2500 zł, które bardzo przydały mi się w momencie przeprowadzki do innego miasta

Od kwietnia do sierpnia odkładałam po 500 zł miesięcznie –sukcesywne  zwiększanie zarobków sprawiło, że wreszcie mogłam sobie na to pozwolić. Pieniądze leżały na koncie oszczędnościowym, powiązanym z kontem prywatnym i czekały na dobry moment. W międzyczasie podjęłam decyzję o wyprowadzce z Krakowa i przeniesieniu się bliżej gór, do mniejszego miasteczka. Fundusz awaryjny przydał się idealnie, kiedy musiałam zapłacić jednocześnie za mieszkanie, które właśnie opuszczałam i mieszkanie, które właśnie zaczynałam wynajmować. Pokryły również kaucję. Zaoszczędziło mi to wiele nerwów i na spokojnie pozwoliło zmienić miejsce zamieszkania. Dzięki temu, że przez pół roku prowadziłam budżet domowy, mieszkając w Krakowie, z łatwością będę mogła porównać, jak (i czy w ogóle) zmieniają się koszty mojego życia w Nowym Sączu.

Mądre planowanie budżetu firmy

To tyle jeżeli chodzi o budżet domowy. Ale jestem także mikroprzedsiębiorcą. To moje drugie podejście do własnej działalności gospodarczej – poprzednią zamknęłam wraz z perspektywą przejścia na duży ZUS. Zwyczajnie nie miała szansy się dalej utrzymać. Bycie swoją własną szefową daje mi wolność i sporo możliwości, ale jest również dużym wyzwaniem. Aktualnie jest nim przede wszystkim mądre zaplanowanie budżetu firmy i określenie dalszej strategii jej rozwoju, tak, aby nie popełniać błędów, które popełniłam poprzednim razem. A tych było całe mnóstwo! Przygoda z budżetem domowym nauczyła mnie jednak, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. I już nie mogę doczekać się dalszych przygód na finansowych ścieżkach.

Jakie tematy związane z byciem początkującym ogarniaczem własnych finansów interesują Was najbardziej? Co sprawia Wam największą trudność na tym etapie? Dajcie znać – być może udało mi się już przebrnąć przez te wyboiste ścieżki i będę mogła na świeżo podzielić się z Wami swoim doświadczeniem 🙂

Może Cię zainteresować

Poznaj cykl Budżet domowy krok po kroku:

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze35 komentarzy

  1. To ja mogę tylko dopisać, że po 1,5 roku budżetowania stwierdziłam, ze nasza rodzina jest bardziej zorganizowana także w wielu innych aspektach, a teraz, po 2,5 roku, odłożeniu solidnej poduszki finansowej i 2 świetnych wyjazdach wakacyjnych za odłożone pieniądze, bierzemy się za kredyt hipoteczny! I jest świetnie: w końcu śpię spokojnie, nie przeraziła nas 3, nieplanowana ciąża, bo wiem, ze sobie z tym finansowo i nie tylko finansowo poradzimy i jakoś w końcu wszystko toczy się tak, jak powinno 🙂 A to tylko dzięki zapisywaniu wydatków, bo cała reszta dzieje się już “przy okazji” i siłą rozpędu..

    • Magda, powodzenia z kredytem hipotecznym! Jestem pewna, że po takim treningu poradzicie sobie świetnie 🙂 To jest dla mnie najbardziej fascynujące – jeżeli w pół roku można dość szybko dojść do wprawy i satysfakcjonujących efektów, to gdzie się będzie za kolejny rok, dwa, dziesięć? 🙂 Jestem ciekawa Twoich tricków i sposobów na budżet domowy – jest coś, co jakoś szczególnie Ci pomogło? Zbieram kolejne inspiracje 😉

      • Chyba najważniejsza zasada, to to, ze wszystkie pieniądze, które mają iść na oszczędności w ramach konkretnych celów czy wydatków rocznych, przelewam od razu po otrzymaniu wypłaty na konta celowe. Na RORze mam tylko to, to zaplanowane na konkretny miesiąc+10% średnich miesięcznych wydatków, które mam zawsze “w zapasie”, bo nie zawsze można w godzinę wyciągnąć np. 1000 zł z konta oszczędnościowego na już, gdy coś się wydarzy.

        Po 2 czy 3 latach chyba już niewiele się zmienia, jeżeli nie zaczyna się dokształcać, np. w inwestowaniu czy kredytach hipotecznych. Trzeba też podjąć decyzję, co zrobić z nadwyżkami/oszczędnościami po zebraniu poduszki finansowej, bo nie zawsze jest to łatwa decyzja.

        Pozdrawiam i powodzenia w dalszym budżetowaniu!

        • Kompletnie nie rozumiem idei przelewania środków na jakieś konta celowe. Przecież to jest sprawa wyłącznie techniczna, na jakim koncie są pieniądze. To tak, jakby twierdzić, że jakiekolwiek pozytywne efekty mogą wyniknąć z przełożenia pieniędzy z kieszeni lewej do prawej albo odwrotnie.

          • Myślę, że to indywidualna kwestia. Mi pomaga to oszczędzać więcej i efektywniej. Mam lepszy podglad i organizację tych oszczędnosci i mniejszą pokusę, żeby z nich uszczknąć, gdy wpadnie do głowy pomysł na nieplanowany zakup. Ale jasne, nie wszyscy tego potrzebują.

          • Myślę że można to porównać do trzymania wszystkich rzeczy w 1 skrzyni i rozłożeniu na półkach w jakiś sensowny sposób (przeznaczenie, kolor, wartość…). W drugim przypadku zdecydowanie łatwiej/szybciej zorientować się czego i ile (nie)mamy bez zaglądania do notatek (które oczywiście i tak warto mieć, aby nie umykały detale. U nas to też się sprawdza, tzw. metoda słoików.

  2. Cześć!

    Bardzo ciekawa historia i wnioski – gratuluję konsekwencji i wytrwania w budżetowaniu 🙂

    Ja do swojego budżetu domowego podchodziłem 3 razy w tym dwukrotnie przy użyciu YNAB. Od ponad roku udało mi się wprowadzić satysfakcjonujące procedury i dyscyplinę i od tego czasu prowadzenie domowego budżetu stało się przyjemne. Rzetelna analiza uchroniła mnie przed niezbyt przemyślanym zakupem samochodu kilka miesięcy temu..

    Uważam, że YNAB jest najbardziej przyjazną aplikacją do tego celu, z których miałem okazję korzystać. Bardzo podoba mi się rozdzielenie budżetu od stanu kont oraz możliwość dodawania “tracking accounts”. Swoje pieniądze mam rozrzucone po bardzo wielu miejscach – dwa banki (w każdym 2-3 konta: ROR, oszczędnościowe, lokaty), kantor internetowy, platforma funduszy inwestycyjnych, dom maklerski, konto IKE, konto IKZE, gotówka.. Gdyby nie YNAB ciężko byłoby mi nad tym zapanować. Teraz dokładnie wiem ile wynosi suma moich oszczędności, mogę sobie wyliczyć wartość netto na koniec każdego miesiąca i obserwować, czy podejmowane decyzje finansowe powodują stałe jej zwiększanie.

    Dlaczego w takim razie zabierałem się do tego aż 3 razy? Bo jestem “perfekcjonistą” i jak nie wiem jak coś zrobić dobrze/poprawnie/optymalnie to wolę nie robić wcale 🙂 Co mi przeszkadzało w prowadzeniu budżetu? Już tłumaczę! Jeśli ktoś ma swoje sprawdzone rozwiązania na poniższe (być może lekko wydumane) problemy to słucham uprzejmie:

    1. Nie do końca wiem jak uwzględnić w budżecie oszczędności w innych walutach. YNAB nie pozwala łączyć takich kont w ramach jednego budżetu. W tej chwili przeliczam waluty po średnim kursie NBP i zapisuję w złotówkach (tak samo jak wydatki). Mam też w budżecie pewien bufor na wahania kursu. Ale na dłuższą metę chciałbym żeby istniało bardziej wygodne rozwiązanie.

    2. Budżet i kategorie nie chronią mnie przed przenoszeniem środków z jednej do drugiej. Owszem, przy dużych kategoriach typu “oszczędności na samochód” albo “oszczędności na wkład własny mieszkania” powstrzymuje się pomiędzy zabraniem z jednej kupki i przerzuceniem na drugą. Ale przecież nie powiem znajomym “Nie mogę iść z wami do kina, bo nie mam już wolnych pieniędzy w kategorii rozrywka. Zostało mi co prawda trochę na jedzenie na mieście, ubrania i książki, ale obiecałem sobie że nie będę w trakcie trwania miesiąca modyfikował swoich postanowień”. No bądźmy poważni, przecież i tak pójdę 🙂

    3. Jeśli kupuję dla siebie i trojga przyjaciół bilety do teatru za 200 złotych a potem każde z nich oddaje mi po 50 to czy powinienem zapisać “wydatek” w kwocie 200zł a potem “przychód” w kwocie 150zł? Według mnie nie – przez takie postępowanie wszystkie podsumowania na koniec miesiąca stają się niepoprawne. A nie ma łatwego sposobu, żeby to zrobić inaczej. Owszem, mogę zapisać wydatek 200zł a potem za każdym razem jak dostanę z powrotem 50zł modyfikować transakcję i zmniejszać jej wartość – 150, 100 – aż w końcu zostanie tylko 50zł, które sam zapłaciłem za siebie. Ale jest to szalenie niewygodne i wymaga pamiętania.

    Takich problemów i niedogodności mógłbym jeszcze znaleźć co najmniej kilka. Owszem, nie są to rzeczy które spędzają mi sen z powiek, ale nie lubię codziennie stosować tricków i obejść w dziedzinie, która powinna być jasna i czytelna.

    Chętnie podyskutuję na ten temat i poznam inne opinie.

    • Dzięki, Michał! 🙂

      Perfekcjonizm bywa zgubny, sama staram się go oduczać, nie tylko w kwestii budżetu – nie wszystko musi być perfekcyjne, żeby było idealne, niech będzie na tyle dobrze, na ile mnie aktualnie stać. W związku z tym do kwestii budżetu podchodzę dość elastycznie, na bieżąco usprawniając to, co idzie w porządku i poprawiam to, co idzie nie tak. Podoba mi się takie iteracyjne działanie – sztywność narzuconych sobie reguł mnie wtedy nie ogranicza.

      To też trochę odpowiedź na Twoje drugie pytanie. Szczerze mówiąc, nie widzę problemu w przenoszeniu pieniędzy pomiędzy kategoriami, o ile tylko mieści się to wszystko w budżecie, który założyłam. Mam tak głównie z kategorią “Jedzenie i picie” – jest u mnie dość płynna. Rozwiązałam to tak, że zakładam ogólną kwotę, którą chcę wydać na jedzenie i picie w danym miesiącu, np. 600 zł. Dzielę ją sobie tak, że na jedzenie do domu zakładam 400 zł (100 zł/tydzień), a na jedzenie na mieście pozostałe 200 zł. Jeżeli szybciej zużyję kwotę na jedzenie na mieście, to podbieram sobie z tej na jedzenie do domu i wtedy po prostu bardziej gimnastykuję się kulinarnie 🙂 Tak, jak wspomniałam, bardzo lubię gotować, więc nie wydaję sporo – odkąd też zaczęłam gotować bardziej roślinnie, okazało się, że w dość małych kwotach można zmieścić bardzo dużo pysznego jedzenia. Jeżeli z kolei zostaje mi jakaś kasa z tej przeznaczonej na jedzenie do domu to bez skrupułów idę ją przejść na mieście, odwiedzając np. miejsce, w którym jeszcze nie byłam.

      W tej początkowej fazie pracy z budżetem domowym dałam też sobie rozsądne przyzwolenie na jego przekraczanie, żeby zobaczyć, w których kategoriach źle skalkulowałam wydatki. Np. w tym momencie po przeprowadzce w ogóle nie założyłam budżetu na wystrój, tylko kupuję na bieżąco to, co i tak musiałabym nabyć, żeby wygodnie mi się żyło (są to raczej rzeczy typowo użytkowe, a nie dekoracje). Wisi mi w Nozbe pewna kwota “do zabudżetowania” i każdy wydatek na wystrój pokrywam właśnie z niej. Jak już się urządzę, to kolejne wydatki będę planowała z większym namysłem, zastanawiając się, czy jest mi to coś w ogóle potrzebne do szczęścia 😉

    • Krzysztof A.

      @1 Ja kupowane waluty potraktowałem po prostu jako wydatek w przeznaczonej tylko na to kategorii, którą potem ukryłem, a wysokość tych oszczędności trzymam w osobnym budżecie, w którym ustawiłem odpowiednią walutę. Jak by nie patrzeć, wartość tych oszczędności w złotówkach poznasz dopiero w momencie sprzedaży, więc po co zawracać sobie głowę monitorowaniem kwoty która w sumie nie ma dla Ciebie w tym momencie znaczenia? X dolarów to X dolarów, a nie Y*X złotych – w momencie sprzedaży po prostu wpiszesz sobie odpowiedni przypływ do budżetu w złotówkach 😉

      @2 Wydaje mi się, że taka jest idea YNABa – ich trzecia zasada “roll with the punches” opisuje dokładnie to. I tak po prawdzie – co w tym złego? Świadomie podejmujesz decyzję “wydam mniej na jedzenie na mieście, ubrania i książki kosztem pójścia ze znajomymi”. Żadne narzędzie Cię przed tym nie uchroni, a tak przynajmniej masz jasny obraz czy możesz sobie na to pozwolić bez naruszenia większych oszczędności i na podstawie tego podjąć decyzję. Ewentualnie, za radą Justyny możesz zrobić kategorię na takie nieprzewidziane sytuacje.

      @3 W jaki sposób podsumowania stają się niepoprawne? Przecież dokładnie odzwierciedlają rzeczywistość – wydałeś 200zł a potem wraca do Ciebie po 50zł. W ten sposób jeśli ktoś ze znajomych z jakiegoś powodu będzie ociągał się ze zwrotem, znów masz jasną sytuację – chwilowo nie masz tych pieniędzy do dyspozycji i będziesz mógł je zabudżetować dopiero jak do Ciebie wpłyną. Ja kiedy spodziewam się zapłaty za kogoś, najczęściej robię tak, że budżetuję większą kwotę (przykładowo podane przez Ciebie 200zł), zapisuję wydatek 200zł i potem wpływy klasyfikuję do tej samej kategorii, zamiast do “Inflow – to be budgeted”. Dzięki temu Activity zsumuje się do 50zł i możesz pozostałe 150zł przenieść do innej kategorii.

      • @3 O! Dzięki, Krzysiek, za tego tipa z wpływami do danej kategorii. Będę wiedzieć jak rozegrać tego typu akcję, gdy się przydarzy 🙂

        @2 “Roll with the punches” to jedna z moich ulubionych funkcji w YNAB-ie, zawsze czuję się jak bohaterka we własnym domu, kiedy uda mi się wypełnić ubytek bez ogólnej szkody dla budżetu 😀 Jeżeli przekraczanie budżetu na daną kategorię zdarza się sporadycznie, to wydaje mi się, że nie ma się czym przejmować. Jeżeli dzieje się regularnie, to zwyczajnie oznaka, że a) wydajemy na coś za dużo b) źle określiliśmy, ile potrzebujemy wydać. Dla mnie zawsze aktywności, które mają związek z moimi bliskimi, pasjami, rozwojem itd. mają priorytet przed rzeczami, więc zdarzało mi się „poświęcić” kasę założoną np. na zakup jakichś ubrań na spędzenie fajnego czasu z przyjaciółmi. To jest bezcenne 🙂

        • Moze kategoria pożyczki jak płacisz za kogoś, wtedy doatkowo rejestrujesz kiedy ktoś oddał 🙂

        • Krzysztof A.

          Pełna zgoda – sam na podstawie obserwacji kwoty budżetowane w kilku kategoriach dopasowałem bardziej do rzeczywistości, bo próby ich okrojenia po prostu nie wychodziły. Oczywiście w sposób świadomy – doszedłem finalnie do wniosku że jednak nie chcę ich okrajać. Co do aktywności ze znajomymi, mam podobne podejście, choć staram się też być kreatywny – ze zrzutki która starczyłaby każdemu na 2 piwa na mieście można zrobić naprawdę fajną domówkę 😉 Co oczywiście nie znaczy że zawsze wybieramy tą opcję.

          Ja nieco sobie obostrzyłem tą regułę, choć też ją bardzo lubię – staram się nie pozwalać na przepływ ze środków “długich” do “krótkich”. W obrębie miesięcznych pozwalam na swobodny przepływ (o ile oczywiście nie mówimy o wyjściu ze znajomymi kosztem zapłacenia za prąd, trzeba zachować rozsądne priorytety 😀 ), tak samo ze środków miesięcznych zdarza mi się pokryć coś co klasyfikuję jako wydatek nieregularny, ale już znacznie dłużej analizuję sytuację odwrotną, kiedy do kategorii comiesięcznej mam przerzucić z nieregularnej, czy też w ogóle z długoterminowych oszczędności (na ogół dochodzę do wniosku, że jednak ten wydatek może zaczekać, choć wyjątki się zdarzały).
          @3 – krótki dowód, że to działa (zanonimizowany) – https://imgur.com/a/gKr3DJn

      • @1 Jest to jakiś pomysł, ale ja posiadane waluty traktuję w taki sam sposób co złotówki – chciałbym, żeby liczyły się do całości mojego budżetu (i miesięcznej wartości netto), bo planuje w nim zarówno wydatki złotowe jak i dolarowe/eurowe. Dlatego z braku lepszej alternatywy wolę sobie wszystko przeliczyć na jedną walutę – zarówno posiadane pieniądze jak i planowane wydatki. Zastanowię się nad osobnym budżetem dla walut, ale widzę taką niedogodność że kilka kategorii by się dublowało – na przykład “Ksiązki, czasopisma, gry” kupuję zarówno w polskich jak i zagranicznych sklepach. Przemyślę, dzięki za sugestię.

        @2 Z jednej strony racja, ale z drugiej strony.. Ja planując budżet na przyszły miesiąc najpierw odkładam pieniądze na stałe zobowiązania, potem na długoterminowe oszczędności a na końcu na cele najbliższego miesiąca. I według mnie cała idea podejścia do budżetu domowego to pewna umowa z samym sobą – “W tym miesiącu do kategorii Książki wpisuję 60 zł, jeśli wydam mniej to nadwyżka przechodzi na kolejny miesiąc, ale nie wydam więcej niż zaplanowałem.” Ale potem się okazuje że to, że tamto, że promocja, że premiera na którą czekałem a o której zapomniałem.. I przesuwam środki z innych miejsc. Samo w sobie nie jest to niczym złym, ale trochę łamie zasady których chciałem się trzymać. Na pewno problem w dużej mierze zniknąłby, gdybym stosował bardziej ogólne kategorie (na przykład “Rozrywka”, która obejmie prawie wszystko :)), ale bardzo lubię potem patrzeć na szczegółowe wykresy i zestawienia 🙂

        @3 O widzisz – ja do tej pory robiłem tak jak opisałeś, ale wrzucałem oddawane kwoty do “Inflow – to be budgeted”, przez co suma przychodów i wydatków na koniec miesiąca rozjeżdzała się z tym co faktycznie zarobiłem i wydałem. Właśnie sprawdziłem, że dodając takie wpływy bezpośrednio do którejś kategorii nie ma to wpływu na “Total inflows”. Fajnie wiedzieć, dzięki!

        PS. Da się jakoś aktywować powiadomienia o nowych odpowiedziach/komentarzach?

        • Krzysztof A.

          @1 To faktycznie nieco zmienia postać rzeczy – u mnie są to praktycznie wyłącznie oszczędności, ewentualnie wydatki które są w kategorii “Wakacje” czyli bez szczegółowego rozbicia. Wydaje mi się, że w takim scenariuszu zaproponowane przeze mnie rozwiązanie nadal jest “technicznie poprawne”, ale faktycznie – niewygodne w użyciu.

          @2 – Rozumiem Twoje podejście, sam zacząłem z podobnym 🙂 Nie odbieraj tego jako krytyki czy próby narzucania własnego podejścia, ale może zmiana umowy z samym sobą jest rozwiązaniem które Ci pomoże? Na przykład, zamiast rozdrabniać kontrakt na poszczególne kategorie, faktycznie założyć coś pokroju “na rozrywkę wydam w tym miesiącu 300zł, początkowo zakładam że to oznacza 60zł na książki, 100zł na spotkania ze znajomymi, 100zł na jedzenie na mieście, 40zł na wyjście do kina, ale rozdział pomiędzy te kategorie może ulec zmianie pod warunkiem że w sumie nie przekroczę 300zł”? U siebie zaobserwowałem, że o ile wahania w poszczególnych kategoriach potrafią być spore, to w grupach kategorii są już dosyć stabilne po 1.5 roku wprowadzania danych do YNAB (budżet prowadzę dłużej, ale nie przenosiłem historycznych danych). Im bardziej się rozdrabniasz, tym większa szansa że gdzieś nie trafisz (trudno wszystko przewidzieć, a nawet o tym co wcześniej przewidziane można zapomnieć podczas przydzielania kwot), a jakoś tak ludzki umysł działa, że bardziej się skupia na tych dwóch porażkach z dziesięciu prób niż ośmiu sukcesach 😉 Trochę to sztuczka psychiczna, jasne, ale wydaje mi się że planowanie ogółu i obserwacja szczegółów jest mniej wyczerpującą strategią.

          @3 – cieszę się że pomogłem 🙂

          @P.S. chyba nie, przynajmniej nie widzę takiej opcji.

    • @2. <>

      A dlaczegóż by nie? 🙂

      Osobiście tak mówię – wyczerpała mi się pula na knajpy i pójdę z Wami w następnym miesiącu.
      Tak samo jest z kinem, zakupem książek czy innymi rozrywkami.
      Rodzina/znajomi/praca wiedzą, że budżetuję i trzymam rygor, więc nawet mi kibicują.

  3. Witam. Ja zaczęłam się bawić w prowadzenie budżetu domowego około 12 lat temu. Stwierdziłam, że chcę wiedzieć na co wydaję moje pieniadze. Nie potrzebowałam żadnej aplikacji, bo nawet nie wiedziałam, ze jest coś takiego. Mój podział był bardzo prosty- wydatki na opłaty i wydatki na życie. W ten sposób miałam już pojecie jaką część mojej wyplaty wydaję na opłaty a ile zostaje mi na życie. Z czasem zmodyfikowałam to sobie i jestem z siebie zadowolona- dzieki temu udalo mi się zrealizować dość kosztowny remont w domu i zacząć odkładać pieniądze na dodatkową emeryturę. Ja myślę, że nie potrzebujemy specjalnych aplikacji, żeby umieć zarządzać swoimi pieniedzmi- potrzebujemy do tego dwóch rzeczy: motywacji i konsekwencji w dzialaniu.

    • Super, Iwona! Jasne, narzędzie to tylko narzędzie – ważny jest efekt końcowy. Najważniejsze jest właśnie to, o czym piszesz: motywacja i konsekwencja. Mnie YNAB bardzo ułatwia życie, lubię też raporty, które się generują, kilkoma kliknięciami można z łatwością prześledzić strukturę wydatków w konkretnym okresie. Do mnie, jako wzrokowca, to mocno trafia 🙂

  4. A ja nie mogę zainstalować tego programu. Iphona mam 3 letniego i póki co nie zamierzam go zmieniać. Czy jest na to rada?

  5. Bardzo ciekawie to opisałaś, Justyna! Podziwiam Cię za takie mądre podejście do życia, pracy i tego co poza nią. Ja wciąż się tego uczę i jeszcze długa droga przede mną 🙂 Co do budżetu, to jako że część miesiąca spędzam we Francji, to zapisuję wydatki poniesione kiedy jestem w Paryżu. Będąc w Polsce trochę to olewam, a potem jak w danym miesiącu wydam więcej niż założyłam, to przelewam sobie z konta oszczędnościowego, nie zastanawiając się za bardzo dlaczego pieniądze się szybciej rozeszły. Pod koniec tego roku kończy mi się kontrakt we Francji i jako że chcę się skupić na pisaniu doktoratu, będę żyła z oszczędności. Chyba muszę się porządnie zabrać za opracowanie i śledzenie budżetu domowego, żeby starczyło mi oszczędności na tyle, na ile sobie założyłam, a pieniądze nie rozeszły się nie wiadomo gdzie. Twoje wskazówki na pewno mi w tym pomogą, dzięki!

    • Dzięki, Karolina! Też jestem początkująca i jeszcze sporo przede mną, ale chyba kluczowe to w tą drogę w ogóle wyruszyć 🙂 Fakt, życie w rozjazdach skutecznie może zdestabilizować kontrolę nad budżetem, widzę to sama po swoich weekendowych wycieczkach. Mnie pomogło jednak założenie, że np. na dany wyjazd przeznaczam x zł i staram się tego nie przekraczać, ale z kolei nie bawię się już w szczegółowe rozpisywanie, ile wtedy wydałam na dojazd, ile na nocleg, a ile na jedzenie, traktując to wszystko jako jedną, większą kategorię. Skoro pod koniec roku kontrakt się kończy, to idealny czas, żeby – zanim to nastąpi – wciągnąć się trochę w teorię 🙂 Powodzenia!

  6. Bardzo spodobał mi się Twój wpis!

    Gratuluje, że pomimo początkowego zniechęcenia, znalazłaś w sobie tyle samozaparcia aby dalej prowadzić budżet domowy – jak widać ze świetnym skutkiem!

    Dobrą alternatywą dla tej aplikacji może być Excel, albo Microsoft Money. Sama prowadzę taki budżet właśnie w Excelu – z uwagi na większy monitor niż na smartphonie, przez co jest to znacznie bardziej przejrzyste. Oczywiście wybierzmy, co wolimy 🙂

    Pozdrawiam,
    Karolina

    • Dziękuję! 🙂 Ja jestem z tych, którzy dość zadaniowo podchodzą do problemów – skoro jest problem, to pewnie jest i jakieś jego rozwiązanie, „wystarczy” je tylko znaleźć. Sukcesywnie oduczam się też bycia Zosią-Samosią i bardzo polubiłam się ze słowami „nie wiem” – okazało się, że jest mnóstwo osób, które wiedzą i z radością się chcą swoją wiedzą dzielić. Warto z tego korzystać 🙂

  7. Jak zwykle jestem fanem FBO, tak akurat tego artykułu nie kupuję. Wygląda to trochę na nieudaną próbę autopromocji. Pracownik firmy mówi, że pracodawca jest super. A co ma mówić? W końcu dostaje za to pieniądze…

    Merytorycznie muszę przyczepić do punktów 4 i 5. Bo co takiego obrazuje wykres w p. 4? Wzrost całkowitych miesięcznych zarobków o około 200%. A o czym mówi punkt 5 ? O oszczędności 500 złotych miesięcznie…

    Czy to oznacza, że działalność aż do kwietnia nie była w stanie pokryć nawet codziennych wydatków w budżecie domowym? A może te dwa punkty nie łączą się ze sobą?

    W tekście mamy też zdanie, że autorka może przeżyć kilka miesięcy bez pracy, więc powinna była odłożyć równowartość przynajmniej sumy zarobków od stycznia do marca (bilans na zero).

    Jeśli moje myślenie jest słuszne, to punkt piąty powinien mówić o tym, że…

    W 5 miesięcy oszczędziła wysokość swoich dochodów z pierwszych trzech miesięcy roku.

    I raczej nie jest to sumarycznie 2500 PLN, o ile ktoś jest samodzielny finansowo… Co się oczywiście chwali. 🙂

    Życzę dalszych sukcesów z całego serca.

    • Krzysztof A.

      Podejrzewam, że wykres obrazuje nie poziom zarobków, a oszczędności. Z kolei punkt 5 mówi o oszczędności 500zł miesięcznie na ten konkretny cel, nie o całkowitym poziomie oszczędności. Jeśli autorka wychodziła na zero, a w kwietniu dodatkowo podjęła pracę dla FBO i przeorganizowała firmę, to niewykluczone że odłożyła cały dodatkowy dochód. A mniejszy wzrost i lekki spadek w kolejnych miesiącach można chociażby wytłumaczyć mniejszą liczbą innych zleceń – nie mamy kompletu danych żeby ocenić co się stało. Ponadto, “przeżycie kilku miesięcy bez pracy” nie musi oznaczać “przeżycia z wszystkimi wydatkami które podejmuję mając pracę” – część jest pewnie opcjonalna i na taką świadomość też pozwala dobra kategoryzacja w budżecie.
      Plus, gdzie tutaj jest napisane cokolwiek na temat tego że pracodawca jest super? Zdecydowanie artykuł brzmi na “dzięki budżetowaniu moja sytuacja zmieniła się tak i tak” niż “dzięki pracy w FBO moja sytuacja zmieniła się tak i tak” – podjęcie pracy jest tylko wspomniane jako wyzwalacz zmian 😉

  8. Cześć, Maciek! Dzięki za komentarz 🙂 Odnosząc się do poruszonych kwestii:

    Założyłam sobie, że nie chcę podejmować współprac, które nie budzą mojego – jak to sobie nazwałam – Dzikiego Entuzjazmu i nie chcę działać z firmami, których nie mogłabym pochwalić, sama z siebie, a nie dlatego, że mi płacą. Polecam takie podejście. Praca to nie tylko pieniądze, ale może to ja jestem wymagająca i zależy mi na tym, by niosło to ze sobą coś więcej – w tym przypadku zupełnie przy okazji sporo się uczę. Współpraca z FBO to nie moja jedyna współpraca. Fajne rozwijam, niefajne kończę 🙂

    Punkty 4 i 5 – po prostu zarobiona w tym czasie kasa siedziała sobie na koncie firmowym. Wykres obrazuje wpływy z faktur. Część z nich poszła na koszty firmowe, część na życie, część na wspomniane oszczędności, a część na inwestycję w zlecenia, których koszty początkowo musiałam pokryć sama. Tak widzę użyteczność firmowych pieniędzy, którymi można sobie trochę poobracać 🙂 Nie zakładałam, ze całość nadprogramowych zarobków odłożę, ale chciałam odłożyć min. 2000 zł, “na czarną godzinę”. Co do pierwszych trzech miesięcy – tak, po prostu skorzystałam z przyjacielskiej pożyczki, która pozwoliła mi na spokojnie rozpoznać grunt (pod koniec roku rzuciłam etat i wróciłam na swoje). Kiedy rozpoznałam, przeorganizowałam nieco początkowe plany i założenia, aby lepiej dopasować je do realnej rzeczywistości. Stąd też skok w kwietniu. Analizuję to wszystko kwartalnie i na tej podstawie decyduję, co dalej. Finanse małej firmy to w ogóle inna historia. Ważne jest to, że mając świadomość, jak to wszystko działa, można podejmować trafniejsze decyzje i się rozwijać.

    Pozdrawiam Cię serdecznie! 🙂

  9. Jaką polecacie aplikację do budżetowania w języku polskim?
    Chciałabym spróbować i nie wiem, na czym mogłabym się oprzeć.

  10. Prowadzenie budżetu nie jest trudne. Tu tylko wpisywanie odpowiednich liczb w odpowiednie rubryczki, a następnie analiza, wyciąganie wniosków i planowanie przyszłości. Niby nic wielkiego, ale jednak duża część społeczeństwa ma z tym problem. Ludzie przy prowadzeniu budżetu łatwo się zniechęcają, ale to jest może wynik ich złego podejścia do tego tematu. Czasem wystarczy kilka niepozornie małych sztuczek, aby budżetowanie nie było dla nas udręką, tylko prostym zajęciem dającym ogromne korzyści np:

    1) przypomnijmy sobie dlaczego chcięlismy prowadzić budżet- Warto przypomnieć sobie jaki był nasz pierwotny cel prowadzenia budżetu. Może chcieliśmy przejąć kontrolę nad nadmiernymi wydatkami? Może chcieliśmy nauczyć się regularnie odkładać pieniądze, aby uzbierać na wymarzony, wakacyjny wyjazd? Znajdźmy swoje DLACZEGO i z tą myślą siadajmy do budżetowania, a już nigdy nie popadniemy w stagnację.

    2)Prowadźmy budżet dokładnie, ale bez przesady-Prowadzenie budżetu nie powinno być dla nas nudnym i smutnym obowiązkiem. Jednak wiele osób samemu do tego doprowadza, chociażby poprzez pułapkę przesadnej dokładności. Spisywanie poniesionych wydatków co do trzech miejsc po przecinku, czy tworzenie osobnej kategorii dla prawie każdego kupionego przedmiotu to jedne w wielu grzechów, które sprawiają, że zamiast ułatwiać nam życie budżetowanie nam je komplikuje. Jeśli więc nie musimy, nie twórzmy rozbudowanych arkuszy. Budżet domowy musi dawać nam przydatne informacje o stanie naszych finansów, a nie zasypywać toną liczb, z którymi nie wiadomo co zrobić. W tym przypadku (z resztą tak jak w wielu innych) prostota to klucz do sukcesu.

    3) Nie załamujmy się, gdy budżet się nie spina- Liczby zawsze nieco rozjeżdżają się z rzeczywistością (tym bardziej jeśli pod uwagę bierzesz przybliżone wartości). O ile nie są to kwoty idące w setki, to się tym nie przejmuj. Po prostu poprawiaj swój budżet i staraj się go prowadzić dokładnie, ale załamuj się tym, że tabelki w Excelu się nie pokrywają. Zobacz jak wyglądają budżety państw! Myślą nad nimi tęgie głowy od ekonomii i rzadko kiedy udaje im się stworzyć dopinający się budżet.

    • Dzięki, Wojtek! Super rady 🙂 Zdecydowanie – podejście to sprawa kluczowa. Z uwagi na to, że trochę interesuję się tematyką grywalizacji, w pewnym momencie zaczęłam traktować budżet właśnie jako… Grę 😀 W której są poziomy do przejścia, z po drodze zbiera się punkty za aktywność i z każdym zyskuje nowe supermoce. Może napiszę kiedyś o tym, jak się za to zabrać od tej strony 😀

  11. Ja cały czas próbuję się zabrać za to, ale jak w miesiąc w miesiąc budżet sie nie dopina na postawowe wydatki to nie mam motywacji bo nie wiem z czego mam sobie odejmować te pieniądze by np dodać pulę na oszczędności. ;<

    • Jeśli budżet się nie dopina na podstawowe wydatki, nie powinieneś koncentrować się na wydatkach.
      Cała Twoja uwaga powinna być przekierowana na zwiększenie zarobków. Nie ma innej drogi w takiej sytuacji.

  12. I tę ostatnią odpowiedź Marcina powinniśmy zapisać sobie złotymi zgłoskami. Ja od dłuższego już czasu myślę o dodatkowych dochodach i ciągle nie mogę nic znaleźć. Aż w końcu sama się zastanowiłam, o co tu właściwie chodzi…przecież pracy w bród. Tym bardziej, że mieszkam w mieście wojewódzkim, wcale nie takim najmniejszym. I do czego doszłam? Że tak naprawdę wcale chyba nie chcę pracować dodatkowo. Każda praca, którą ewentualnie mogłabym podjąć bez szkody dla wykonywanej pracy na etacie, z jakiegoś powodu mi nie pasuje. I nie ma co ukrywać, że często z powodów prestiżowych (Jeszcze mnie ktoś znajomy zobaczy przy jakimś sprzątaniu 🙂 )
    Ale do czegoś jednak doszłam – idę na kurs, który da mi nowe umiejętności i uprawnienia w dziedzinie zgodnej z moimi zainteresowaniami. Co więcej – daje możliwość pracy zdalnej i nie wymaga pracy od do.
    Oczywiście zdaję sobie sprawę, że długa droga jeszcze przede mną, ale mam poczucie, że coś drgnęło.
    I jeszcze jedno – gdyby nie blog Marcina i moje budżetowanie od lat czterech – nie miałabym pieniędzy na ten kurs. To już jest wartość dodana.
    Pozdrawiam i …dziękuję.

  13. Gdybym ja w każdym punkcie wymienionych kategorii wpisała skromne 100 zł, to nie wystarczyłoby mi pensji.
    Niestety, ale wiele osób w Polsce zarabia dziś jeszcze niewiele powyżej minimalnej pensji.
    A jeżeli pracodawca raczy dać podwyżkę, to wraz z nadejściem nowego roku pensja wyrównuje się do minimalnej na dany rok.
    Pozdrawiam 😉

Odpowiedz