„Tygodniówka”, czyli jak zatrzymać niekontrolowany odpływ pieniędzy

17

Frustracja, zwątpienie we własne możliwości, bezsilność i powracające jak bumerang pytanie: „Czy ze mną jest coś nie tak? Może lepiej zrezygnować z budżetu domowego i nie sprawdzać? Kiedyś tak robiłem i czułem się całkiem przyjemnie”. Z małym „ale” – doprowadziło mnie to do sporych kłopotów finansowych. Pamiętam, że myśl o drobnej, domowej usterce typu wymiana zaworu w cieknącym kranie wywoływała ból brzucha. „Z czego ja to zapłacę?!” – myślałem. Może taka sytuacja brzmi dla Ciebie znajomo?

Do napisania dzisiejszego tekstu skłoniło mnie pewne niemiłe wspomnienie. Wróciło do mnie, kiedy tworzyłem poprzedni wpis. Przypominałem sobie wtedy moją drogę – od zadłużenia na kilkadziesiąt tysięcy złotych do osoby całkowicie wolnej od długów. To była droga przez mękę – usłana porażkami w panowaniu nad własnymi pieniędzmi, rodzącą się na każdym kroku frustracją i czarnym jak smoła przekonaniem, że będzie tak już zawsze. Nie pamiętam, ile razy miałem ochotę ostatecznie się poddać. Pamiętam za to doskonale uczucia, jakie mi towarzyszyły. Kiedy po kolejnym miesiącu założenia w moim planie znowu totalnie rozjeżdżały się z rzeczywistością, rodziła się we mnie ogromna złość. A wraz z nią coraz większy bunt.

Pamiętam, jak pewnego dnia – z końcem miesiąca – znajomi zaproponowali wspólny wyjazd w góry. Bardzo ucieszyłem się na tę wiadomość, jednak zaraz po tym, niemal odruchowo odmówiłem. Koniec miesiąca oznaczał dla mnie jedno – konto świecące pustkami, gdzie wirtualne pająki wiły pajęczyny. Kiedy otwierałem portfel, wylatywała z niego ćma oraz wspomnienie, że kiedyś, dawno temu – na początku miesiąca – były w nim pieniądze. Tak widzę oczami wyobraźni stan moich finansów z tamtych lat. Ech… Jeszcze dzisiaj ciężko wzdycham na te wspomnienia.

Karta kredytowa pieniądze na czarną godzinę

I do tego jeszcze ta karta kredytowa. Każdego miesiąca wydawałem z niej 200-500 zł. Spłacałem ją zawsze po otrzymaniu wynagrodzenia. Tym sposobem ciągle nie mogłem niczego odłożyć. A gdybym zrezygnował z karty („Tylko nie to!”), pod koniec miesiąca znalazłbym się w tarapatach finansowych. Tego bałem się najbardziej. Przerażała mnie już sama myśl: „Co zrobię, kiedy zepsuje się lodówka?!”. Szczerze mówiąc, nie musiałem tak daleko wybiegać w przyszłość. „A co się stanie jak pod koniec miesiąca… Zabraknie mi pieniędzy?!”. Zdarzało mi się to praktycznie zawsze.

Te czarne wizje doskwierały mi tak bardzo, że zacząłem usilnie szukać sposobów na poprawę swojej sytuacji. Bardzo chciałem znaleźć sposób na to, jak zapanować nad miesięcznym budżetem oraz przestać korzystać z karty kredytowej. Były to czasy, kiedy traktowałem ją jak pieniądze na czarną godzinę. Cudowny lek na wszelkie niespodziewane wydarzenia, kiedy trzeba było sięgnąć do portfela. Magia płacenia plastikiem robiła swoje. Nie bolało. Wydawałem cudze pieniądze, a wyrzuty sumienia nachodziły mnie o wiele później, jednak wtedy… Znowu musiałem sięgnąć po kartę i szybko wypierałem je z głowy. Przez długie lata nie wiązałem tych dwóch zdarzeń ze sobą. Używałem karty kredytowej i niczego nie oszczędzałem, a nawet miałem długi. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że karta kredytowa jest jak nóż.

Jak kontrolować wydatki?

Przełom nadszedł, gdy całkowicie zrezygnowany, w luźnej rozmowie, zwierzyłem się ze swoich porażek koledze z pracy, który nigdy nie miał kłopotów z pieniędzmi. Doradził mi wtedy, bym wypróbował pewną metodę, która jemu kiedyś pomogła. Jak się okazało, on też kiedyś zmagał się z problemami finansowymi i znał wiele różnych metod, które sam miał okazję wypróbować. Poczułem ulgę. Spotkałem kogoś, kto doskonale mnie rozumiał i nie dość, że nie skrytykował mnie, to jeszcze wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Przyznanie się przed kimś – a przede wszystkim przed sobą – do własnej słabości, paradoksalnie dało mi bardzo dużo siły. Między innymi dzięki tamtej rozmowie dzisiaj jestem człowiekiem, który pozbył się karty kredytowej, długów i skutecznie oszczędza.

Chcę przekazać tę dobrą energię dalej. Tak, jak ktoś kiedyś pomógł mi, być może ja będę mógł pomóc komuś innemu. W dzisiejszym wpisie podzielę się z Tobą sposobem na zapanowanie nad wydatkami typu rozrywka czy jedzenie (tzw. wydatki zmienne). Ten sposób może przydać Ci się również, jeżeli chcesz pozbyć się karty kredytowej. A może będzie to świetny patent i odpowiedź na pytanie: „Jak zacząć prowadzić budżet domowy?”. To, co z tą wiedzą zrobisz, zależy już tylko od Ciebie 🙂

Przeczytaj także:
Karta kredytowa – cudowny produkt czy „samo zło”?

Czym jest „tygodniówka”?

Być może znasz ten termin od pracujących za granicą znajomych – w niektórych krajach taki system rozliczeń z pracownikami jest normą. Zanim wyjaśnię, na czym to polega, zobrazuję jak wyglądał mój dotychczasowy miesiąc i nieudane próby prowadzenia budżetu domowego.

Miesiąc był dla mnie zbyt długim okresem, a pensja zbyt dużą kwotą, by zarządzać nią z głową. Postanowiłem wypróbować metodę „tygodniówki”.

Podzieliłem wydatki na:
a) wydatki stałe: czynsz, prąd, gaz, woda, abonamenty = stałe kwoty, przelewane raz w miesiącu,
b) wydatki zmienne: tj. jedzenie, rozrywka, paliwo = w skrócie „pieniądze na życie”,

Podzieliłem miesiąc na tygodnie, a tygodnie na dni:

Po opłaceniu stałych rachunków, zostawało mi 900 zł. Oznaczało to, że dziennie mogę wydać:

900 zł : 30 dni = 30 zł

A tygodniowo:

30 zł * 7 dni = 210 zł

Sposób na udany budżet domowy?

W ciągu tygodnia o wiele łatwiej zarządzać kwotą 210 zł niż 900 zł przez 30 dni. By ułatwić sobie sprawę:

1. Wypłaciłem całą kwotę (900 zł) w gotówce i podzieliłem na kwoty tygodniowe (po 210 zł).
2. Przygotowałem specjalny „portfel na tygodniówkę”, w którym trzymałem tylko pieniądze na dany tydzień.
3. Schowałem do szuflady kartę płatniczą, a kartę kredytową pociąłem (to naprawdę bolało!).

Z tak stworzonym systemem zacząłem walkę z niekontrolowanym wydawaniem pieniędzy. Jeśli portfel świecił pustkami już w piątek, musiałem do poniedziałku czekać na kolejną „transzę”. Nie powiem, że było łatwo. Jednak system okazał się skuteczny. Uniemożliwił mi wydawanie pieniędzy, których nie mam. Jaki był efekt?

W ostatnim tygodniu miesiąca nadal prowadziłem mój uproszczony budżet domowy. Nawet jak się przewróciłem, tzn. przeholowałem z wydatkami w poprzednim tygodniu, nic złego się nie działo. Po prostu wstawałem, otrzepywałem się z kurzu i maszerowałem dalej przez nowy tydzień, uzbrojony o nowe doświadczenia i wnioski. A co najważniejsze: mając nową kwotę do dyspozycji. Z każdym kolejnym tygodniem było coraz lepiej!

Muszę Wam się przyznać, że pomimo pocięcia karty kredytowej, na jej całkowite zamknięcie zdobyłem się dopiero wtedy, kiedy uzbierałem bufor jednomiesięcznych kosztów. Tak bardzo uzależniłem się od „bankowych” pieniędzy. Bałem się, że wydarzy się coś złego, a ja nie będę miał mojej wybawczyni – karty kredytowej. Niełatwo mi przyznawać się do tego, a nawet jest mi najzwyczajniej w świecie wstyd. Piszę o tym, by ośmielić innych do działania, bo wiem jak bardzo potrzebowałem wtedy podobnego wsparcia.

Kiedy możesz wykorzystać metodę „tygodniówki”?

  • Jeśli jedna kategoria wydatków ciągle wymyka Ci się spod kontroli. Przekraczasz założony budżet o kwotę, której nie możesz zaakceptować.
  • Ciągle masz za dużo miesiąca pod koniec pieniędzy.
  • Nie potrafisz uwolnić się od karty kredytowej, a chcesz z nią skończyć raz na zawsze. Pora zacząć oszczędzać.
  • Otrzymujesz wynagrodzenie w cyklach tygodniowych.

Tak może wyglądać system „tygodniówki” w aplikacji YNAB:

Może jeszcze jeden przykład. Powiedzmy, że planujesz wydać na „Jedzenie poza domem” nie więcej niż 200 zł w ciągu miesiąca. Zaraz po wypłacie zabierasz dziewczynę na romantyczną kolację przy świecach do dobrej restauracji. Połowę zaplanowanej kwoty wydajesz w pierwszym tygodniu. Bardzo trudno będzie Ci zmieścić się w kwocie 200 zł w ciągu miesiąca.

Dzienny budżet na „Jedzenie poza domem” to:

200 zł : 30 dni = 6,67 zł dziennie

Nie za wiele, prawda?

Jednak jeśli nie wydasz tej kwoty w poniedziałek, kolejnego dnia masz już 13,34 zł. Znowu nie wydałeś? W środę masz 20,01 zł, a w sobotę 40,02 zł. Rozumiesz o co chodzi? Wydajesz tylko to, co masz. A im dłużej poczekasz, tym lepszy obiad na mieście możesz zjeść 😉 Nie przywiązuj się proszę do kwot, to abstrakcyjny przykład, który ma pokazać metodę. Jeśli kwota okaże się za mała, a sytuacja pozwoli, po prostu planuj większą kwotę.

Sprawdź aktualne rankingi LIPIEC 2019
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Patrzysz teraz z przerażeniem na te drobiazgowe wyliczenia? Spieszę Cię uspokoić. Jeśli nie masz problemów z długami, udaje Ci się oszczędzać i masz swoje finanse pod kontrolą, nie zawracaj sobie głowy tak drobiazgowymi przeliczeniami.

Jeśli jednak Twoja sytuacja jest trudna lub nie możesz zapanować nad wydatkami, warto trochę się wysilić i wprowadzić dyscyplinę na pewien czas. Potraktuj to jak stan wyjątkowy, a może nawet stan wojny np. z pokusami albo w walce z długami.

O walce z długami więcej przeczytasz tutaj:
Jak skutecznie pozbyć się długów? – Ruszamy na wojnę z największym wrogiem!

Dla każdego, kto chciałby wypróbować metodę „tygodniówki”, przygotowałem prosty plan działania:

  1. Po opłaceniu wszystkich miesięcznych kosztów, wypłać pozostałą kwotę w gotówce.
  2. Kartę płatniczą schowaj do szuflady.
  3. Jeśli masz kartę kredytową, potnij ją.
  4. Przygotuj „portfel na tygodniówkę” i płać tylko przy jego użyciu.
  5. Raz w tygodniu sumuj kwotę wydatków i zastanów się, co w nowym tygodniu możesz zrobić lepiej.
  6. Kiedy osiągniesz założony cel, przejdź na wyższy poziom, dodając kolejne elementy.

Jestem bardzo ciekaw, co sądzicie o tej metodzie? Dajcie znać w komentarzu! 🙂

Może Cię zainteresować

Poznaj cykl Budżet domowy krok po kroku:

budzet domowy Andrzeja Broszkiewicza Cześć! Nazywam się Andrzej Broszkiewicz. Lata przepracowałem w branży finansowej. Informatykiem jestem z zamiłowania. W FBO dbam o to, by “pod maską” wszystko działało jak należy 😉 Płonę i staram się zapalać innych do idei prowadzenia budżetu domowego. Moim marzeniem jest, aby finanse osobiste zostały wprowadzone do szkół, co ułatwi naszym dzieciom stworzyć kraj ludzi wolnych od długów.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 11 347 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze17 komentarzy

  1. Ja, na podstawie własnych doświadczeń, mogę potwierdzić skuteczność tej metody 🙂

    Co prawda nigdy nie miałam i do tej pory nie mam żadnych długów, ale od lat korzystam z przedstawionej przez Ciebie metody “tygodniówek”. Pozwala mi ona w łatwy sposób trzymać domowe finanse w ryzach.

    Z tą tylko różnicą, że ja dokonując płatności w sklepie zdecydowanie wolę płacić kartą płatniczą (wbrew pozorom i obiegowym opiniom pozwala mi to lepiej kontrolować wydatki – myślę, że nie bez znaczenia jest tu fakt, iż szczegółowo je rozpisuję w zeszycie, dzięki czemu przed pójściem na zakupy spoglądam na notatki i dokładnie wiem ile mam jeszcze pieniędzy do wydania w danym tygodniu)

    • Jak dla mnie trochę zbyt “rozdrobniona”, być może dlatego że raczej nie mam problemów z kontrolowaniem wydatków.
      Jestem jednak w stanie przyznać, że dla osób, którym ciężko idzie zarządzanie budżetem w trybie miesiecznym, taka metoda może być pomocna.

      • Też odniosłem takie wrażenie.
        Jest to kolejna, dość szczegółowa metoda, pasująca do konkretnych sytuacji, ale nie uniwersalna. Osobiście uważam, że podstawą jest „najpierw płać sobie”. Jeśli po wypłacie odłożyłem jakąś sumę, to nie ma znaczenia, jak sobie poradzę z resztą, oszczędności już są. A po kilku latach pojawią się na tyle znaczące odsetki, że to one będą nas ratować z opresji.
        Pozdrawiam.

        • Andrzej Broszkiewicz

          Dziękuję za Wasze komentarze. Sam stosuję metodę “Najpierw zapłać sobie” 🙂

          Jednak na początku drogi, bez kontrolowania wydatków może nie wystarczyć. Kiedy zaczynałem, w połowie miesiąca sięgałem po te środki, dopóki nie zapanowałem nad odpływem pieniędzy.

          Myślę, że moc tygodniówki docenią szczególnie osoby w sytuacjach podobnych do tych, które opisałem w artykule.

          Ciekaw jestem co myślą inni? Może ktoś był w podobnej sytuacji, ale zadziałało coś zupełnie innego?

    • Andrzej Broszkiewicz

      Oszczędna Polka, dziękuję za podzielenie się swoim patentem. Dzisiaj postępuję podobnie – płacę głównie kartą. Kiedyś niestety to było dla mnie nie do przejścia, bo w żaden sposób nie kontrolowałem wydatków. Płatność kartą jeszcze bardziej “zaciemniała” obraz. Wtedy nie było też managerów finansów wbudowanych w systemy bankowości internetowej.
      Do karty wróciłem dopiero kiedy przesiadłem się na aplikację, w której spisuję wydatki i na bieżąco widzę ile mam pieniędzy.

  2. Stosuję z żoną tą metodę i pomimo kilku niedociągnięć z naszej strony, działa o wiele lepiej niż życie z dnia na dzień. Rewelacja!! Czytam Pana blog regularnie 🙂 Pozdrawiam 🙂

  3. Nie wiem czy pierwszy komentarz się dodał, więc napiszę drugi 🙂 Korzystam z Pana porad regularnie, tygodniówki też wprowadziłem wspólnie z żoną. Jesteśmy młodym małżeństwem, lubimy wydawać pieniądze, nie mamy jeszcze dzieci i pokusa jest ogromna…ALE, udaje się, dajemy radę, przelewamy cześć na przyszły kredyt i zostaje nam jeszcze trochę na kilka dni przed wypłatą! Bardzo dziękuję za porady i pozdrawiam!!

  4. Metodę tę już stosuję .Problem jest inny.Otrzymywane wynagrodzenie za pracę na etacie jest nieadekwatne do minimalnych kosztów utrzymania samotnej matki. Dziecko rośnie wraz z wydatkami.Ciężko utrzymać budżet a tym bardziej o odkładaniu. Czy jest na to rada?

    • Sylwia,

      rozwiązanie jest w takiej sytuacji tylko jedno: ZWIĘKSZYĆ DOCHODY

      Jak? (1) Wynegocjować podwyżkę (2) Znaleźć dodatkowe zatrudnienie (3) znaleźć pracę lepiej płatna
      Tak, wiem – łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Ale nie zmienia to faktu, że to jest jedyne rozwiązanie.

      Musisz zacząć myśleć i działać w kierunku zwiększenia dochodów.

      • Dzięki za radę,
        Wszelkie podejmowane działania jak na ten moment nic nie wniosły. I nie wiem co takiego jest we mnie że mało co mi wychodzi.

  5. W ciężkich czasach studenckich (lata 70-te XX w.) przećwiczyłam metodę “dniówki”. Sprawdziła się i na koniec studiów oszczedności wystarczyły na dwutygodniową wycieczkę do Hiszpanii.

  6. Mnie ten system przypomina rady jakie powtarzali mi za każdym razem rodzice gdy wyjeżdżałem na kolonie.

    Mówili mi wtedy, że jeśli przez cały wyjazd będę wydawał dziennie powiedzmy te 20 złotych to wystarczy mi na cały obóz. Dodatkowo mniejsza kwota była łatwiejsza do ogarnięcia przez dziecięcy umysł niż kieszonkowe w zawrotnej wysokości 100 czy 200 złotych 😉

    Wtedy nie zwracałem na to uwagi, ale w sprytny sposób przemycali mi do głowy mądre metody na to, aby z ograniczonym budżetem dawać sobie radę 🙂

  7. Czy taki budżet domowy znajdzie zastosowanie u osoby, która ma odłożoną niezłą kwotę, z pensji zostaje średnio 2/3 choć się niczego nie planuje? Tak pytam bo nie mam pojęcia co zrobić z odłożonymi pieniędzmi

    • Łukasz miałem podobnie.
      Po prostu założyłem konto oszczędnościowe w innym banku niż mam zwykły rachunek ROR. Nie wziąłem karty płatniczej. Także nie mogę wypłacić z tego konta pieniędzy inaczej niż przez przelew lub osobiście w banku. Zdziwienie Pani w kasie bezcenne. Po co Panu konto jak nie będzie Pan wypłacał z niego pieniędzy?! No właśnie po to, aby ich nie wydać 🙂 Stale dokładam tam pewne drobne/większe kwoty.

      Drugim razem kupiłem obligacje w banku. Dłuższe niż standardowe. Tak sobie je trzymam.

      W obu przypadkach nie zarobię dużo, nie zarobię wręcz więcej niż 2% w skali roku. Nie zarobię tyle ile mógłbym gdzie indziej. Natomiast moim głównym celem jest nie stracenie tych pieniędzy. Nie chcę ich po prostu wydać.

      Sporo osób mówi mi, że nie odłoży na lokatę itd bo to się nie opłaca, bo odsetki są znikome. Bo tych pieniędzy nie można wypłacić. Z biegiem czasu wydają oszczędzone pieniądze, bo z pieniędzmi tak jest, że się rozchodzą i nie wiadomo nawet kiedy i na co.

      Taki sobie sposób wymyśliłem, po pół roku wiedziałem, że dla mnie był to najlepszy sposób by oszczędzić.

  8. Zastanawiające jest to jak małe kwoty potrafią powodować problemy. W każdym miesiącu brakowało 200-500 zł i tyle brało się z karty kredytowej. Tymczasem wystarczyło pomyśleć o jakimś dodatkowym zleceniu wieczorami czy w weekendy. Możliwości jest przecież mnóstwo – sami jednak je często odrzucamy unosząc się pychą i wymaganiami. Ta praca nie dla mnie, ta za ciężka, ta za mało płatna, ta poniżej moich możliwości, a ta mi się nie podoba. A gdy jesteśmy pod kreską w każdym miesiącu, drżymy na myśl o tym że więcej pieniędzy trzeba będzie wydać na naprawę jakiegoś sprzętu albo na leki w przypadku poważniejszego zachorowania, to nie mamy specjalnych powodów do marudzenia. Trzeba wziąć się w garść, a wtedy zgromadzenie bufora wysokości miesięcznej pensji nie będzie problemem. W dzisiejszych czasach nie ma bezrobocia, ściągamy miliony Ukraińców, żeby zapełnić lukę, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

  9. Fajny wpis:)
    Ja przy kazdej wyplacie ,
    Po zaplaceniu wszystkich rachunkow odrazu przelewam konkretna sume na konto oszczednosciowe.
    Mysle , ze wyprobuje Twoja metode bo czasami okazuje Sie ,ze wydalam za duzo niz zaplanowalam.
    Ja uzywam karty kredytowej do zakupow na ,, zycie ,, ale tylko dlatego ,ze zbieraja mi Sie ,,cash point ,, i uzywam ich na zakup biletow lotniczych , dodam ze karte splacam zawsze w terminie , poniewaz pieniadze na splate sa na koncie.
    Pozdrawiam
    Ps. Fajny blog , czytam od pewnego czasu Starsze wpisy i czekam na nowe z niecierpliwoscia !

  10. Dobrze napisany tekst : ) Cieszę się, że na FBO przybywa autorów. Dobrych Świąt Bożego Narodzenia

Odpowiedz

Top
MENU