Karta kredytowa – cudowny produkt czy „samo zło”?

104

Jestem zagorzałym przeciwnikiem zadłużania się na wszelkie formy konsumpcji, włączając w to wakacje, wyprawki dla dzieci, a nawet zakupy na raty. Kredyt ma sens, gdy nabywamy z jego pomocą aktywa, których wartość z czasem będzie rosła. Jeśli finansujemy kredytem konsumpcję, to z finansowego punktu widzenia popełniamy fatalny błąd. A jak to jest z kartą kredytową?

Współpracowałem z wieloma zadłużonymi osobami. W mojej skrzynce mailowej pełno jest próśb o pomoc od osób, które zaczynały od „wygodnej darmowej pożyczki”, a dziś toną w długach i nie śpią po nocach. Dlatego moja opinia na temat długów jest jednoznaczna: są one największym, najgroźniejszym, najbardziej brutalnym wrogiem na drodze do finansowego bezpieczeństwa. W bezwzględny sposób drenują nasze portfele i z ogromną skutecznością pozbawiają nas ciężko zarobionych pieniędzy. Są jak kula u nogi, jak kamień u szyi, jak ciężki balast, który z trudem dźwigamy na własnych barkach. Zamiast cieszyć się finansową wolnością, co rano ruszamy do pracy, by tyrać na spłatę odsetek. Część naszego cennego życia poświęcamy harując jak niewolnicy na rzecz wierzycieli.

Czy długi to „zło”?

Aż tak bym tego nie nazwał. Owszem – byłem świadkiem sytuacji, w których chciwe „rekiny finansjery” pogrążyły tonące w długach osoby, podając im „betonowe koło ratunkowe” w postaci kolejnej pożyczki. Nie znoszę też działalności firm, które de facto parają się lichwą, a ubierają swoje usługi w piórka społecznie odpowiedzialnego biznesu. Nie akceptuję sytuacji, gdy pod pozorem oddłużenia pakuje się klientów w znacznie droższe kredyty konsolidacyjne z dodatkowymi środkami „na dowolny cel”. Widziałem wiele złych rzeczy, które są skutkiem długów: stres, kłótnie, nieprzespane noce, dramatyczne decyzje o rozstaniu na kilka lat, bo tata lub mama muszą wyjechać z Polski do zagranicznej pracy.

Nie mówię że kredyty to „zło”. Używam po prostu, że zadłużanie się jest finansową głupotą. Im szybciej nazwiemy te rzeczy po imieniu, tym prędzej dojdziemy do wniosku, że czas głupich długów się… Click To Tweet

A gdzie są w tym wszystkim karty kredytowe?

Karta kredytowa jest jak nóż

Często mówię wprost, że jestem wrogiem wszelkich chwilówek, pożyczek okazjonalnych, kredytów samochodowych, limitów zadłużenia w rachunku osobistym i korzystania z limitów kredytowych na kartach.

W odniesieniu do słów o limicie karty kredytowej niektórzy Czytelnicy reagują jednak tak, jak Kamil pod moim ostatnim podcastem:

Twierdzisz że absolutnie wszystkie kredyty konsumpcyjne są złe poza mądrym kredytem hipotecznym. Nie zgodzę się. Mądre kredyty konsumpcyjne też są dobre. Spieszę z przykładem.

Korzystam z karty kredytowej która jest darmowa, za jej założenie dostałem bonus od banku oraz mam 2 miesiące na jej spłatę bez płacenia odsetek.

Teraz przy pomocy tej karty kupuję bilety lotnicze, wakacje, czasami produkty na promocjach (tu trzeba zaznaczyć że te rzeczy kupiłbym tak czy inaczej w przyszłości i są one zaplanowane w budżecie domowym).

Co dzięki temu zyskuję?

Zakupione dobra są tańsze, w szczególności bilety samolotowe.

Nie występuje mechanizm pożyczania od siebie w przyszłości. Dlaczego? Bo te dobra mam zamiar wykorzystać w przyszłości i w przyszłości też za nie zapłacę. W miesiącu w którym odbywam wycieczkę spłacam kartę.

Utrzymuję płynność. Nie muszę tworzyć precedensu wyciągnięcia pieniędzy z oszczędności na konsumpcję. Dalej mogę wykorzystywać rynkowe okazje.

Dlatego właśnie stwierdziłem, że muszę lepiej wyjaśnić moje podejście do karty kredytowej. Dla mnie jest ona trochę jak ostry nóż. Możesz pokroić nim chleb. Ale możesz też zrobić nim krzywdę. Zwykle sobie, ale czasem też innym.

Kiedy korzystanie z karty kredytowej ma sens?

W związku z tym, że sporo podróżuję i często znajduję się w sytuacji, w której korzystanie z kart kredytowych jest bardzo wygodne, sam oczywiście takie posiadam. Jedną kartę mam ja (Visa), a drugą moja żona (MasterCard).
Wykorzystujemy jednak te karty wyłącznie jako środek płatniczy. Traktujemy je jak osobny rachunek bankowy, którego domyślne saldo wynosić ma 0 zł. Płacimy kartą tam, gdzie ma to sens, po czym od razu spłacamy jej saldo do zera.

W wielu przypadkach bez problemu można zapłacić za te same usługi zwykłą kartą debetową, korzystając z własnych pieniędzy. Miałem już jednak w podróży sytuacje, w których karta kredytowa okazała się bardzo pomocna. Na przykład wypożyczenie samochodu w Mediolanie byłoby o 30% droższe w przypadku płatności kartą debetową i tylko jedna na sześć wypożyczalni dopuszczała w ogóle wynajęcie auta bez karty kredytowej.

Dlaczego tak jest? Aby otrzymać kartę kredytową, trzeba spełnić pewne minimalne wymogi banku w zakresie generowanych dochodów. Dla wielu firm jest to swego rodzaju potwierdzenie, że mają do czynienia z klientem, który został już trochę „prześwietlony przez bank”.

A jakie korzystanie z karty kredytowej jest bez sensu?

Teraz dwie typowe sytuacje, w których zabawa takim „karcianym nożem” może okazać się bardzo niebezpieczna:

1. Gdy korzystasz z karty kredytowej jak z „darmowego” kredytu

Karty kredytowe często są przedstawiane jako prosty sposób na „darmową” pożyczkę. Przecież przez kilkadziesiąt dni nie płaci się żadnych odsetek od pożyczonych pieniędzy. Wystarczy potem spłacić zadłużenie jednym przelewem w wyznaczonym terminie i nie ponosimy ani kosztów odsetek, ani żadnych opłat a za kartę. To jednak bardzo złudne i banki doskonale o tym wiedzą.

Chyba każdy świeżo upieczony użytkownik karty kredytowej dokładnie tak planuje z niej korzystać: „Zrobię zakupy, wszystko spłacę i nie poniosę żadnych kosztów”. Niestety. Z upływem czasu – krok po kroku – zakupy są coraz większe, pojawiają się pojedyncze miesiące, w których jednak nie spłacamy wszystkiego, aż po kilku latach… Łapiemy się na tym, że spłacamy już tylko kwotę minimalną albo musimy skorzystać z drogiego kredytu gotówkowego, który pozwoli nam spłacić kartę „w wygodnych ratach” (kolejna przyjazna usługa).

Powiem więcej: wiele osób ma wysokie zadłużenie na karcie kredytowej i nawet o tym nie wie. Zaraz po otrzymaniu wypłaty spłacają kartę kredytową do zera – zatem nie płacą żadnych odsetek. Ale gdy tylko to zrobią, okazuje się, że na koncie pozostało tak mało pieniędzy, że znów muszą robić kolejne zakupy na kartę.

Jak jest u Ciebie? Przeprowadź prosty eksperyment.

Spłać swoją kartę kredytową do zera, a następnie przez miesiąc z niej nie korzystaj. Czy jesteś w stanie pokryć wszystkie wydatki bez sięgania po kartę kredytową? Jeżeli tak, to OK. Jeżeli nie – oznacza to, że jesteś już solidnie zadłużony. Być może nie płacisz jeszcze odsetek, być może myślisz, że wszystko jest dobrze. W praktyce jesteś jednak o krok od finansowych tarapatów.

Według danych NBP Polacy w I kwartale 2018 roku mieli 5,8 mln kart kredytowych. Łączne saldo zadłużenia na kartach wyniosło 13,8 mld zł, co daje jakieś 2380 zł na kartę. Rekordy biją tu oczywiście Amerykanie, gdzie karty kredytowe masowo są rozsyłane do przypadkowych klientów. Wystarczy otworzyć kopertę i zacząć płacić. Efekt? W 2015 roku na każdego posiadającego kartę Amerykanina w wieku od 18 do 65 lat przypadało 4717 dolarów długu na karcie (jakieś 17 159 zł). Ale oni przecież mają dłuższą wprawę w korzystaniu z tego „darmowego” pieniądza.

Statystyka działa i banki doskonale o tym wiedzą. Swobodnie kuszą „kredytem za darmo” bo i tak wiedzą, że większość osób zacznie się zadłużać i płacić odsetki.

2. Gdy uważasz kartę kredytową za poduszkę bezpieczeństwa

To nigdy nie przestaje mnie dziwić. Wiele osób naprawdę uważa, że karta kredytowa jest świetnym substytutem finansowej poduszki bezpieczeństwa. To jest klasyczne myślenie „na pierwszym poziomie”. Co mam na myśli?
Faktycznie – gdy coś się przydarzy, możesz skorzystać z pieniędzy na karcie. Zwolennicy myślenia „na pierwszym poziomie” tutaj niestety się zatrzymują i nie zadają sobie trudu, aby rozważyć też konsekwencje wyższego rzędu. W porządku – będziesz miał parę dni oddechu. Ale co dalej? Skąd weźmiesz teraz pieniądze, by spłacić swój dług, od którego naliczają się odsetki? Twoja poduszka bezpieczeństwa będzie twarda jak kamień!

Dlatego bardzo zachęcam do dojścia w swoim myśleniu przynajmniej do „drugiego poziomu” i odpowiedzi na pytanie: „Co będzie dalej?”. Gdy zaczniesz rozważać dalsze konsekwencje, z pewnością zgodzisz się ze mną, że jedynym prawdziwym funduszem bezpieczeństwa jest ten zbudowany z własnych pieniędzy.

Karta kredytowa? Płatności tak, dług nie!

A zatem karta kredytowa jako środek płatniczy – jak najbardziej jest OK. Karta kredytowa jako sposób na pożyczanie pieniędzy lub jako substytut poduszki bezpieczeństwa – to finansowa naiwność.

A jakie jeszcze przychodzą Wam do głowy plusy i minusy korzystania z karty kredytowej? Jesteście bardziej na „TAK” czy mówicie tym kartom zdecydowane „NIE”? Czekam na Wasze pomysły i komentarze 😊

Podobne artykuły

Ale się wkurzyłem! Dlaczego tak ostro walczę z długami?
Ugotujesz się jak żaba, czyli długi w naszych głowach
Jak skutecznie pozbyć się długów? Ruszamy na wojnę z największym wrogiem

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze104 komentarze

  1. Jest jeszcze jedna zaleta karty kredytowej – procedura chargeback, która sprawdziła się u wielu klientów, których biura podróży zbankrutowały. Działa też w przypadku nieuczciwego sprzedawcy, np sklepu internetowego – pieniądze zwraca nam Visa lub Mastercard, a dalsze roszczenia są już pomiędzy operatorem karty, a podmiotem, który transakcję wykonał.

  2. Dla mnie karta zdecydowanie nie. Kiedyś jedną miałem, oczywiście po krótkim czasie powstało 100% zadłużenia i spłacanie kwoty minimalnej. Wiele wysiłku kosztowało mnie jej spłacenie w tamtych szkolno – studenckich czasach. Dotychczas ani razu nie miałem sytuacji kiedy płacąc kartą miałbym jakąkolwiek sensowną zniżkę czy w ogóle możliwość zapłacenia za coś wyłącznie k k, więc nie chcę. Na codzień takie narzędzie generowałoby tylko niepotrzebne dodatkowe nakłady czasu i energii, aby pamiętać że po każdych zakupach spłacamy do zera. Dodatkowe nakłady, zero korzyści. Może kiedyś się to zmieni, na dzisiaj dziękuję.

    • Hej Majk,

      dziękuję serdecznie, że o tym piszesz. Dokładnie takie sytuacje mam przed oczami, kiedy przestrzegam przed zbyt “luźnym” stosunkiem do kart kredytowych.

  3. Bardzo dobrze napisane! Właściwie jakbyś wyczytał wiele stwierdzeń w moich myślach. Karty kredytowe nie są tak naprawdę złem tylko dla wąskiego grona osób. Faktycznie idą za nimi różne bonusy, ale rzadko (nigdy?) mają związek z pożyczaniem pieniędzy. Ja mam kartę kredytową od pewnego czasu i używam jej tylko wtedy gdy mam z niej realną korzyść np. gdy kupuję coś drogiego (mam wtedy ubezpieczenie rzeczy na pierwsze 60 dni – lepsze to niż nic) i w podróży (tak jak napisałeś bilety samolotowe, wypożyczalnie itp.), a z dodatkowych bonusów korzystam z dostępu do lounge na lotniskach, bo dużo latam 🙂 A na myśl o “pożyczeniu” z niej pieniędzy mam ciarki i raczej nie skorzystam 😉

    Od dawna chciałam wypowiedzieć się do moich czytelników na ten temat, ale jakoś słowa nie przychodziły. Podaje post dalej!

      • Taką ofertę bonusową ma moja karta. Jeśli zapłacę za produkt kartą to automatycznie jest on ubezpieczony przez pierwsze 60 dni od zniszczenia, zgubienia, zepsucia się itp. Korzystam z tego gdy kupuję jakieś droższe rzeczy, bo wypadki chodzą po ludziach i oczywiście, że zdarzyło mi się kiedyś zepsuć/zgubić coś nowego i to jest wyjątkowy ból 🙂 A tak czuję się trochę bezpieczniej 🙂

        I wiem, że oczywiście, że to wspiera konsumpcjonizm, bo odpada jeden z “przeciw” danemu zakupowi… Ale i tak podchodzę do nich bardzo ostrożnie i nie kupuję pod wpływem impulsu.

        Niestety karta jest z zagranicznego banku, bo nie mieszkam w Polsce i nie wiem czy u nas ktoś ma taką ofertę.

  4. Krzysztof A.

    Tak, ale w zasadzie tylko na dobrych warunkach promocji za otwarcie i bezpłatne korzystanie (jeśli pojawiają się jakiekolwiek opłaty roczne lub miesięczne, których nie da się uniknąć w bardzo prosty sposób lub nie są naliczane przy rezygnacji przed upływem roku – nie wchodzę w to). W ciągu dwóch lat jestem do przodu o 1250zł, a kolejne 550zł dojdzie w ciągu najbliższych 3 miesięcy. Część z tego wynika z promocji “łączonych” a nie stricte z posiadania kart kredytowych, jednak bez KK warunki do spełnienia byłyby znacznie trudniejsze i mniej atrakcyjne. Biorąc pod uwagę nakład czasu który sumuje się do około 25 godzin, stawka godzinowa wychodzi nienajgorsza, szczególnie biorąc pod uwagę że jest to kwota na czysto 🙂
    Dodatkowo, korzystam z pierwszej wyrobionej karty (i jedynej, którą planuję zachować w dłuższym terminie) do codziennych zakupów, dzięki czemu dochodzi około 40zł rocznie z tytułu odsetek wygenerowanych przez środki leżące na koncie oszczędnościowym – grosze, ale jako że dzieje się to przy okazji, a nie dokonuję żadnych dodatkowych zakupów z tytułu tego, że płacę pożyczonymi pieniędzmi, to czemu i z tego nie skorzystać. Suma płynnych oszczędności stanowi dużą wielokrotność limitu karty (używam liczby pojedynczej, bo na pozostałych bilnas wynosi 0), więc opisany test zdaję 😉
    Dla osób którym chce się pobawić w “odegranie się” na bankach i uzyskanie całkiem niezłego zarobku powiedziałbym że warto, dla reszty – raczej korzystanie z kart tylko dla zysków z odsetek jest skórką niewartą wyprawki i patrzyłbym jedynie w kategorii środka płatniczego w sytuacjach opisanych przez Ciebie w artykule. Oczywiście warunkiem koniecznym jest zawsze terminowa spłata w 100%, inaczej cała opłacalność bierze bardzo szybko po głowie.

    • Hej Krzystzof A,

      jakoś zawsze szkoda było mi czasu na takie próby “odegrania się” na bankach. Banki są sprytne – sam fakt, że używasz stwierdzenia “odegrać się”, pokazuje, jak korzystają z “gamifikacji” by nakłonić nas do korzystania z kart. Statystycznie – nieliczni zarabiają drobne kwoty, ale każdy zakłada, że uda się właśnie jemu 🙂

      Myślę jednak, że na pewnym etapie to może być nawet całkiem ciekawe. Może również pomóc nam przetestować w praktyce naszą skrupulatność.

      O Ciebie się nie martwię – wiem, że robisz to z głową 🙂

      Ja mam podejście takie: jeśli poświęcam czas na to, to nie poświęcam na coś innego. Dlatego szukam przedsięwzięć bardziej rentownych.

      • Krzysztof A.

        Akurat mówiąc o odegraniu się miałem na myśli potoczne znaczenie tego zwrotu, czyli “zemścić się” (https://sjp.pwn.pl/sjp/odegrac-sie;2492899.html), ale oczywiście z przymrużeniem oka – zdaję sobie sprawę że na takich akcjach banki i tak są statystycznie do przodu, jednak nie wynika to z nieuczciwie ustawionej loterii, a znajomości psychologii i tego jak większość ludzi korzysta z kart.
        Co do kwestii czasu, to co powiedziałeś jest bezdyskusyjne, osobiście nie czuję żeby te pół tygodnia roboczego na przestrzeni dwóch lat znacząco wpłynęło na mój czas wolny, produktywność czy cokolwiek innego, jednak to kwestia równowagi – łatwo stracić poczucie czasu 🙂 W Twoim przypadku (i pewnie wielu innych osób też) byłoby to ewidentnie ekonomicznie nieopłacalne – Twoja działalność na pewno jest bardziej rentowna, ja świadomie decyduję się na właśnie taką formę “dorabiania”, bo nie pochłania dużo czasu i mogę z niej w dowolnej chwili zrezygnować bez wpływu na innych ludzi – w sytuacji kiedy wziąłbym np. dodatkowe zlecenie po pracy i stwierdził, że jednak z jakiegoś powodu muszę z niego zrezygnować to nie dość że narobiłbym sobie złej opinii (w takiej sytuacji – zasłużonej), to przede wszystkim przeszkodziłbym komuś innemu w realizacji planów, a tego nie chcę 🙂
        Natomiast ogólnie – w pełni się zgadzam z Twoim porównaniem do ostrego noża, to po prostu kolejne z jego ewentualnych, dość specyficznychm zastosowań.

  5. Karta kredytowa TAK – ma przewagę wszędzie tam, gdzie blokujemy na jakiś czas pieniądze. Kaucja za wypożyczenie samochodu, za potencjalne skorzystanie z dobrodziejstw hotelu, zakupy w Zalando z których zamierzamy 50% odesłać z powrotem. Nie ma tu sensu blokowania pieniędzy na swoim koncie, lepiej zablokować pieniądze banku które w ciągu kilku tygodni dostaniemy z powrotem.

    Dodatkowo TAK – wszystkie płatności za usługi, lub też za towary kupowane zdalnie warto robić kartą kredytową, mamy wtedy dodatkowe “ubezpieczenie” od niewykonania umowy w postaci chargeback. Korzystałem, tylko dzięki tej procedurze mam teraz drzwi w mieszkaniu. Firma w której były zamówione upadła, a bank oddał pieniądze.

    Kiedy NIE? Kiedy, tak jak piszesz w artykule, “jedziemy” na tej karcie na bieżąco, nie jesteśmy w stanie spłacić całego zadłużenia od ręki, lub gdy kupujemy więcej “bo jest karta”.

    Zdecydowane NIE i czerwona lampka, gdy spłacamy mniej niż 100% zadłużenia co miesiąc. W tym przypadku już utonęliśmy w długach i trzeba z nich radykalnie wychodzić.

    • Hej Jakub,

      podoba mi się bardzo ten argument z blokadami pieniędzy. U mnie najczęściej dotyczy to wynajmowania samochodu w trakcie podróży (safety deposit). Faktycznie – karta kredytowa sprawdza się wtedy dobrze.

  6. Karta kredytowa TAK, ale z limitem odpowiadającym mniej więcej 150% średnich miesięcznych wydatków. Zwłaszcza połączone z moneybackiem. Tylko trzeba doprowadzać czasami konsultanta do szału gdy ten ma zakładać kartę na 1/20 oferowanego limitu…

    • Hej Piotr,
      przypomniałeś mi o prostym patencie, który wykorzystuję, aby nie zwiększać limitu karty.

      Gdy np. kupowałem bilety lotnicze na Madagaskar dla całej rodziny, cena czterech biletów przekraczała mój limit na karcie. Co zrobiłem? Przelałem na rachunek karty gotówkę (mam kartę w mBanku)- w ten sposób miałem dodatnie saldo na karcie kredytowej. Bez problemu zapłaciłem wtedy kwotę wyższą, niż limit karty, bez konieczności jego zwiększania.

      Polecam ten prosty patent 🙂 Ciekawe, czy w innych bankach działa podobnie.

      • Krzysztof A.

        Nie we wszystkich – np. Citibank od niedawna liczy sobie prowizję za nadpłatę powyżej 200zł na karcie. Tak że ostrożnie. Ale Twój patent z mBanku też wykorzystywałem – tam takiej opłaty nie ma 🙂

          • Potwierdzam informację od przedmówcy, w Citi trzeba uważać z nadwyżką, bo będziemy za to płacić.

            Jednak w takim przypadku jak piszesz (zapłata za bilety przekraczająca limit kk), jeśli nie musisz tego zrobić w tej sekundzie to wystarczy podwyższyć limit – można zrobić to w pełni online i limit jest zwiększony jeszcze tego samego dnia (przynajmniej w moim przypadku tak było), zapłacić, spłacić. Następnie napisać w wiadomości do banku o zmniejszenie limitu jak już nie jest Ci potrzebny. Robią to bardzo szybko, bezproblemowo, chyba w dwa dni miałam zmniejszony i bez telefonów namawiających na pozostanie z wyższym limitem czy inne takie “nękania”.

          • W tym przypadku chodzi chyba o to ze niektórzy klienci używali kart jak konta osobistego, zawsze wpłacając nadwyżkę. A robili to na przykład mając zajęcie komornicze bądź inny wymagalny dług na którego poczet środki byłyby zajęte gdyby nie trzymanie ich na karcie. Czytałem ze to dość popularny zabieg.

  7. Witam

    I ja pewnie jak wielu innych byłem “dumnym” nieświadomym użytkownikiem kk. Na początku spłacałem kwotę minimalną, bo więcej pozostawało na koncie. Później, kiedy dzięki m.in. temu blogowi zacząłem interesować się oszczędzaniem/inwestowaniem i poprawiłem stan swoich finansów, kk służyła mi tylko do płatności, i na początku miesiąca spłacałem ją do zera. Od jakichś trzech lat na szczęście nie muszę już w ogóle z niej korzystać. Za poradami płynącymi m.in. z tego bloga, najpierw płacę samemu sobie (najpierw było to 10% pensji, teraz kiedy fundusz bezpieczeństwa jest większy jest to 2% wypłaty), następnie idą wszelkie opłaty związane z życiem (woda, prąd, telefon, kablówka itp.). Do codziennego życia takie jak zakupy, kino, wieczorowy wypad używam głównie gotówki (staram się pobierać raz w miesiącu i wiem, że w tych pieniądzach muszę się ze wszystkim zmieścić). Za pozostałe pieniążki staram się oszczędzać/inwestować. Jednak inwestować to zbyt duże słowo, i po poprzednim wpisie Marcina muszę stwierdzić, że było to głównie spekulowanie na którym dzięki jak się okazało szczęśliwemu zbiegowi okoliczności udało mi się zarobić, a nie stracić.

    Zakup towarów za gotówkę również może się wiązać z ciekawymi bonusami. Zimą postanowiłem kupić kurtkę skórzaną. Pomaszerowałem do jednej z poznańskich galerii. W jednym ze sklepów zacząłem przymierzać dwie kurtki – jedna klasyk, druga bardziej sportowa. Wybór padł na klasyczną. Zacząłem się targować. Pani z 900 PLN zeszła na 650. Jako, że żywcem w pamięci miałem jak mój kolega w Żabce targował się o cenę dwóch bułek, pasztetu i wody pitnej (“pani chce sprzedać, ja chcę kupić, więc dogadajmy się” :)) spytałem się za ile sprzedała by obie kurtki (cena tej drugiej 750 PLN). Pani podała jakąś cenę, która była za wysoka dla mnie, więc powiedziałem, że mogę dać 1000 PLN. Sprzedawczyni narzekała, że to za mało, ale są to dwie ostatnie sztuki na sklepie i nie może zejść poniżej 1100 PLN. I za tę kwotę kupiłem obie kurtki, czyli łącznie 550 PLN rabatu.
    Drugi przykład to zakup nowego samochodu, kiedy po targowaniu spytałem się na zakończenie jak wygląda zakup za gotówkę. Okazało się, że dealer nieco inaczej rozumie pojęcie słowa “za gotówkę” i chciał podać mi numer konta, na które należy dokonać przelewu. Po wyjaśnieniu nieporozumienia, stanęło na tym, że jeśli dokonam przelewu dostanę dodatkowo cztery zimowe koła (na alusach :)), i zostaną założone czujniki parkowania. Co prawda więcej na gotówce niż na początku nie udało mi się uszczknąć, ale dealer “dołożył” kilka tysięcy w osprzęcie.

    Pozdrawiam.

    • Brawo Piotr!

      Bardzo podoba mi się to, jak działasz 🙂 Faktycznie – pomachanie komuś przed oczami gotówką w ręku często skutecznie zmiękcza drugą stronę w negocjacjach.
      Nawet jeśli w 9 na 10 przypadków usłyszymy “NIE” – to i tak jeden przypadek pozwoli nam zaoszczędzić.

      • W moim doświadczeniu kupowanie nowego samochodu w Polsce bardziej się opłacało na kredyt. Przy gotowce nie było dużego pola manewru, marża dealera była niska. Za to przy finansowaniu dealer dostawał dużą dolę od banku i w praktyce mógł oddać mi cześć tej doli. O ile to co dostałem było lepsze niż to co zapłaciłem w finansowaniu, jestem do przodu. Finansowanie zostało spłacone Od razu po zakupie.

        • Ta “dola od banku” pochodziła z Twojej kieszeni…
          Bank dzieli się z dealerem tym, co zarobi na Twoim kredycie – Ty to finansujesz, nie bank.
          Dealer podzielił się z Tobą Twoimi pieniędzmi.

          • Marcin,

            Niestety potraktowałeś moją odpowiedź bardzo powierzchownie. Wyraźnie napisałęm że o ile koszt finansowania jest mniejszy niż rabat to zarabiam.

            Żeby zilustrować mechanizm: dostaję upust 3000 zł, ale za to muszę sfinansować się w określonej instytucji na kwotę minimum 80% wartości samochodu. Samochód kosztuje 120k, kredyt biorę na 100k na 60 miesięcy (oprocentowanie 9%). Rata takiego kredytu to 2076 zl. Bank liczy ze splace 60 rat po 2076 zl, co oznacza ze w sumie splace 124550 zl, czyli 24550 zl odsetek. Ponadto jest prowizja za udzieleni w kwocie 1000 zl (1%). Dealer dostaje od banku wynagrodzenie będące częścią spodziewanego zysku (ponad 25k zl). Biorę ten kredyt i spłacam bardzo szybko, powiedzmy po 1 racie.

            Powiedz mi zatem, czy to moimi pieniędzmi sie dealer podzielił ze mną, czy może obaj podzieliliśmy sie pieniędzmi banku? Jakbym nie liczył, wychodzi mi ze w tym przykładzie jestem do przodu o ponad 1200 zl (3000 rabatu którego bym nie dostał bez wzięcia finansowania minus prowizja 1000 minus odsetki za 1 miesiąc). Wersja z finansowaniem jest tańsza o tą kwotę od wersji bez finansowania.

            Liczby są przykładowe, ale mechanizm jest pokazany. Rabat o którym mowa był specyficznie zwiazany z finansowaniem, nie był możliwy przy platnosci gotówką.

            Pozdrawiam

          • Dziękuję Tom Tom, bez danych mogłem tylko generalizować. Przy tych założeniach + dodatkowym, że nie ma prowizji za wcześniejszą spłatę, można faktycznie urwać ponad tysiaka. Miałeś okazję przeprowadzić taką transakcję “w realu”? Jeśli tak – gratuluję 😉

          • Marcin,

            Tak, przeprowadziłem taką transakcję w realu. Na pewno można zrobić to również teraz. Zwróć uwagę że bank formułując ofertę musi założyć sobie jaki będzie średni czas życia kredytu. Do tego założenia ustawia pozostałe części modelu zyskowności produktu. Jeśli jako klient spłacisz bardzo szybko, będziesz dużo mniej zyskowny dla banku niż średnio przewidywali. Podobna sytuacja jest obecnie ze sprzedażą kart kredytowych. Bez problemu znajdziesz ofertę gdzie biorąc kartę bez opłaty rocznej dostaniesz do niej jeszcze prezent za kilkaset złotych. Warunki otrzymania prezentu zwykle obejmują korzystanie z karty przez jakiś okres z jakąś częstotliwością, Nikt nie daje warunków odnośnie minimalnego zysku dla banku. Dlatego osoby które wezmą taki prezent, spełnią warunki dotyczące wydatków a potem zamkną kartę – generują dla banku stratę. Po uśrednieniu jednak z innymi klientami bank jest nadal do przodu. Mój przypadek to ta sama sytuacja ale na kredycie samochodowym.
            Pozdrawiam

          • Masz oczywiście rację, Tom Tom.

            W przypadku kart bank zarabia jeszcze na transakcjach (nie tylko na opłatach i odsetkach) – stąd wymóg aktywności.

            Ale oczywiście pełna zgoda co do tego, że część klientów korzystających z okazji sprawia, że dany produkt jest w tych konkretnych przypadkach nierentowny. Natomiast bank odbije to sobie skutecznie na innych produktach tego klienta, a już na pewno na całym portfelu klientów.

            Jednak wyjątkowe sytuacje, jak ta,którą opisałeś, nie podważają ogólnej zasady: każdy chce “zarobić” na banku, a w ostatecznym rozrachunku większość płaci jednak na tyle duże odsetki, prowizje i opłaty, że banki są bardzo rentowne.

            Paradoksalnie – pokazywanie klientom sposobów np. zarabiania na kartach, działa na korzyść banku. Dlatego tak to promują. Zarobi 1 na 10 klientów – więc im więcej osób w to wierzy i dołącza do “gry” – tym większa pewność banku, że wyjdzie na swoje.

            Nie znam ani jednej zadłużonej osoby, ktora zaciągając zobowiązanie nie planowała szybko go spłacić…

            Dlatego walczę z luźnym podejściem do długów.

  8. Dla mnie kk ma dwa zastosowania:
    ‒ tak, jak Jakub napisał: gdy jakiś hotel chce zrobić blokadę na wyjazd, który rezerwuję na pół roku w przód, to niech sobie robi na kredytówce. To nic nie kosztuje, nie muszę tego spłacać, a na mojej codziennej debetówce nie mam blokady,
    ‒ jak jestem w podróży, to zawsze lubię mieć pieniądze na wypadek jakichś nieprzewidzianych zdarzeń, np. wypadku czy awarii samochodu. Dzięki kk nie muszę ich mieć na moim koncie bieżącym ani w gotówce, a w razie potrzeby mogę korzystać. No i od razu po powrocie lub po ustaniu sytuacji awaryjnej mogę spłacić.

    • Hej Kansuke,
      dobre punkty. Faktycznie w podróży karta jest zdecydowanie przydatna.
      Zwiększyłeś mój apetyt na jakiś fajny kolejny wyjazd 🙂

    • …gdy jakiś hotel chce zrobić blokadę na wyjazd, który rezerwuję na pół roku w przód, to niech sobie robi na kredytówce…
      masz kartę, która nie nalicza odsetek przez pół roku? jaki to bank?

  9. Jestem zagorzałym przeciwnikiem zadłużania się na wszelkie formy konsumpcji, włączając w to wakacje, wyprawki dla dzieci, a nawet zakupy na raty. – co jest złego według Pana w zakupie na raty bez odsetek? Dla mnie to okazja, dzięki której pieniądze (np 2 000 PLN), które musiałbym wydać od razu, mogę dowolnie obracać i czerpać korzyści choćby z procentu składanego – i przy pozytywnym wyniku (czyli kiedy uda się wypracować dodatkowe zyski z tego kapitału), de facto obniżam sobie cenę zakupionego towaru.

    • Michał,

      bardzo prosta sprawa.
      Załóżmy, że bierzesz zakupy na 12 miesięcznych rat, a swoje 2000 zł lokujesz na 3% w skali roku. Po podatku Belki zostanie Ci na ręku: 48 zł. To Twój maksymalny zysk.

      A jakie są koszty?
      (1) Czas poświęcony na załatwienie formalności przy braniu pożyczki (tym są de facto zakupy na raty) – wniosek, zaświadczenia, oświadczenia. Nawet jeśli zajmie to godzinę – Twój “zysk” maleje o Twoją stawkę godzinową.
      (2) Jeśli z jakichkolwiek przyczyn spóźnisz się z płatnością, lub nie dopełnisz jakiejś formalności – zwykle raty 0% zmieniają się w normalne – i już jesteś w plecy.
      (3) Kolejne telefony i kolejne oferty pożyczek od infolinii.

      Znam wiele takich historii. Moim zdaniem – zawracanie głowy.

      Kupuję za gotówkę, płacę, zapominam – a czas i energię przeznaczam na coś, na czym faktycznie da się zarobić.
      Spotkałeś kogoś, kto jest zamożnym człowiekiem, bo kupuje na raty 0% i obraca zaoszczędzonym tak kapitałem?

      To tani chwyt reklamowy. Byłbym na Twoim miejscu bardziej sceptyczny.

      • Dodałbym jeszcze, że zwykle, gdy płaci się gotówką/kartą, a nie bierze na kredyt 0%, to można uzyskać całkiem przyzwoity rabat. Mało osób wie, że bez problemu można w elektromarketach negocjować ceny. Wymieniałem wyposażenie AGD kuchni i uzyskałem obniżkę ~10-15%. Przebija to oprocentowanie nawet najlepszej lokaty 🙂

  10. Jaki sens ma spłacanie karty kredytowej do zera od razu po zrobieniu zakupów ? Mechanizm “grace period” można przecież wykorzystać do generowania zysków z tymczasowo nie wydanej kwoty. Więc lepiej wpłacić wymagalną kwotę na dobre konto oszczędnościowe, po czym dokonać spłaty w dniu “terminu spłaty”. Skoro już ktoś decyduje się na kartę kredytową, to trzeba również nauczyć się dzięki niej zarabiać.

    • To pokaż proszę na konkretnych obliczeniach, ile w ten sposób zarabiasz? 🙂

      Być może będziesz pierwszym człowiekiem w Polsce, który utrzymuje się z obracania saldem na karcie kredytowej? 🙂

      • Konkretne obliczenia zarabiania – Posiadam kartę kredytową Getin Banku z 2% zwrotu za zakupy. Wydaję nią miesięcznie 2000 zł. Pieniędzy tych nie spłacam OD RAZU po zakupach. Wykorzystuję grace period, kwota procentuje na oszczędnościówce na 2,8% (2,268% po potrąceniu Belki). Miesięcznie zarabiam więc na tym 3,78 zł. Do tego doliczam 2% zwrotu z kwoty za zakupy, jednak nie więcej niż 25 zł na miesiąc ( ograniczenie banku ). Obliczenia : 25 + 3,78 = 28,78 zł/mieś. Zakładając iż wg średniej GUS będę żył jeszcze 45 lat, czyli 540 miesięcy – mnożymy 28,78 × 540 = 15541,20 zł. Można ? ( dla uproszczenia nie uwzględniłem wyliczeń procentu składanego, wtedy kwota zarobku byłaby dużo większa )

        • Czyli 28 zł/m-c
          Oczywiście, o ile bank utrzyma 2% zwrotu za zakupy i nie wprowadzi opłat za kartę.
          Ale tak – jeżeli jest “cash back” – to warto z niego korzystać.
          Bez tego – za 3,78 zł/m-c to “bicie piany”.

          • Wydana kartą mała kwota = mały zysk z inwestowania tejże kwoty. Pytanie, czemu tego nie robić, skoro bank daje możliwość na tym zarobić ? Za mały jednostkowy zysk ? Banki potrafią pobierać nawet 50 gr za proste operacje. Czemu z takich śmiesznych kwot nie rezygnują ? Bo siła tkwi w powielaniu wielokrotności takich działań rozciągniętych w czasie. I dobrze na tym wychodzą. A odwrotność takiej sytuacji, czyli możliwość zarabiania klientów na banku nazywasz Marcin biciem piany. To skoro banki biją tą pianę dla jednostkowych jeszcze mniejszych zysków, to dlaczego my nie powinniśmy iść tą drogą ?

          • Bank ma skalę – mnoży 50 gr przez 2 mln klientów razy 10 operacji na klienta i zarabia 10 milionów. My nie mamy skali.

            Ale oczywiście w żaden sposób nie chcę Cię zniechęcać. Jeśli masz czas i lubisz to robić – to śmiało. Nie mam nic przeciwko zarabianiu na bankach 🙂

        • GP da 3,78zł pod warunkiem, że już pierwszego dnia wydasz całe 2000zł, inaczej z każdym kolejnym dniem, do zakończenia bieżącego cyklu rozliczeniowego, GP się skraca, czyli odsetki będą mniejsze.

    • Przykładowo masz 7500 PLN limitu w kk. Przelewasz na “dobre konto oszczędnościowe”, które najlepiej mieć w tym samym banku co kk, które powiedzmy oprocentowane jest na 2,7%, to da nam dodatkowo ponad 13 PLN oszczędności miesięcznie. Teraz ważne jest ile czasu mamy na spłatę zadłużenia kk, jeśli 20 dni, no to trochę kiepsko. 7500 trzeba wypłacić prędzej i spłacić dług, czyli już nie będzie 13 PLN . Potem czynność “oszczędzania” trzeba powtarzać od nowa. Czy zysk z takich oszczędności jest adekwatny do zaciąganego długu ? Moim zdaniem nie. Wystarczy, że z jakichś nieplanowanych przyczyn (choroba w rodzinie, wyjazd itp.) spóźnisz się ze spłatą długu i z zysku robi się strata. A mówisz o oszczędzaniu, a nie spekulowaniu 🙂

  11. Też kiedyś byłam bardzo na nie, jeśli chodzi o karty. Założyłam ją po to, żeby zacząć budować swoją historię w BIK, przy okazji zgarniając kilka stówek od banku za jej wyrobienie 😉 W każdym momencie jestem w stanie spłacić jej cały limit, jednak wykorzystuję go maksymalnie 10%.
    Karta okazała się być bardzo wygodna z tego względu, że bardzo niewielką część swoich pieniędzy trzymam na RORze, do którego mam debetówkę. Reszta rozsiana po oszczędnościowych, lokatach itd. Kiedy chcę zrobić jakiś większy zakup, nie muszę bawić się w żadne przelewy, po prostu w każdym momencie ta KK będzie dostępna. A spłacam sobie wszystko później wygodnie raz w miesiącu.

  12. Mam kartę kredytową od ponad 10 lat. Nigdy nie zdarzyło mi się spłacić mniej niż pełna kwota spłaty, więc nigdy nie musiałam spłacać odsetek. Limit zadłużenia na mojej karcie to 25% mojej pensji, więc nie obawiam się, że nie przetrwałabym bez niej miesiąca. Sporo podróżuję, więc karta się przydaje. Wcześniej używałam jej też często do zakupów internetowych, teraz już rzadziej bo jest więcej możliwości szybkich płatności przez internet. Wydaje mi się, że karta kredytowa to narzędzie jak każde inne, tak długo jak nie traktuje się jej jako “darmowych” pieniędzy.

    • Pamiętaj tylko, że szybkie płatności przez internet (typu mTransfer w mBanku, BLIK czy zwykły przelew) nie dają Ci zabezpieczenia jakie daje płatność kartą (debetową lub kredytową) czyli procedurę chargeback.
      Upadnie biuro podróży lub linia lotnicza – zapłaciłaś kartą = Visa/MC zwrócą kasę; zapłaciłaś szybkim przelewem = musisz sama przez reklamację w upadłej firmie, a jak to nie pomoże to później w sądzie dochodzić zwrotu pieniędzy.

  13. Drogi Marcinie,

    wierzę, że widziałeś wiele, ale myślę, że nie widziałeś jeszcze wszystkiego. Bo gdybyś widział wszystko, to wiedziałbyś, że czasem zadłużanie się nie jest, jak to nazywasz, finansową głupotą, ale nieszczęściem, życiową koniecznością.

    Czasem kiedy Cię czytam, mam ochotę zapytać „Marcin, a ile Ty zarabiasz, hę?”. Oczywiście nigdy nie zadam Ci tego pytania, nie odpowiedziałbyś mi zresztą, co zrozumiałe. Ale myślę sobie, że zarabiasz od dawna zbyt wiele, by móc rozumieć ludzi, którym miesięczny budżet się nie spina, choć robią wszystko, co w ich mocy, by się spiął, a to, co nazywasz wiedzą finansową, nie jest im bynajmniej obce. Być może nie wiesz, ile zarabia zdecydowana większość ludzi w tym kraju i jak im się żyje za takie pieniądze.

    Oczywiście w takich miejscach z reguły pojawia się jakiś troll z odpowiedzią „jak za mało zarabiasz, to weź się za siebie, zmień pracę i przestań marudzić”. Ale z trollami nie ma o czym rozmawiać.

    Jeśli chcę Cię o coś prosić, to tylko o jedno: zwalczając zadłużanie się, zrezygnuj ze słowa „głupota” (z jakimkolwiek przymiotnikiem), bo to może być głupota z Twojego punktu widzenia, ale już niekoniecznie z perspektywy człowieka, którego problem dotyczy.

    Na koniec: mam dla Ciebie wiele szacunku, zwłaszcza że w odróżnieniu od wielu blogerów finansowych Ty akurat masz odpowiednie przygotowanie, by o finansach pisać. Tym bardziej zależy mi na tym, żeby Twój blog był bardziej wyważony emocjonalnie, wolny od deprecjonowania ludzi i zachowań, którzy z różnych powodów postępują inaczej lub są w innej sytuacji niż Ty. Wierz mi, on tylko na tym zyska.

    W moich oczach na pewno.

    • Marek,

      dziękuję za Twój komentarz.

      Używam określenia “finansowa głupota”, bo w większości sytuacji ludzie korzystają z długów w głupi sposób. Zaczynają zarabiać, a potem zwiększają swoją konsumpcję, wydając już dziś swoje przyszłe – jeszcze niezarobione – pieniądze.

      Natomiast nie zawsze tak to wygląda. Ludzie sięgają również po długi np. dlatego, że zachorowało im dziecko, bo sami ciężko chorują, bo zostają inwalidami, bo ich biznes zbankrutował, a oni próbowali go ratować. Takie sytuacje również widziałem. To oczywiście zupełnie inna sytuacja i zapewne sam chcąc ratować dziecko nie dbałbym o to, czy będę miał z czego oddać. To jest faktycznie “życiowa konieczność”.

      Jeżeli jednak ktoś po prostu mało zarabia i wierzy, że skorzystanie w tej sytuacji z kredytu w jakikolwiek sposób mu pomoże – to działa bardzo nielogicznie.
      Jeżeli w lipcu brakuje Ci 300 zł i pożyczasz, to w sierpniu zabraknie Ci kolejnych 300 zł + konieczność spłaty raty. Oczywiście firma pożyczkowa przez wiele miesięcy będzie “podawać Ci rękę” i przedłużać pożyczki, ale to jest droga na dno. Jeżeli poczułeś się dotknięty słowami “finansowa głupota” – to oczywiście najmocniej przepraszam.

      Ale napisz mi proszę, co jest logicznego w takim postępowaniu? Troll, który napisze, że w takiej sytuacji trzeba koniecznie zwiększyć zarobki, niestety będzie miał rację…
      Podsuwanie innych rozwiązań byłoby nieprawdziwe.

  14. Czyli zgadzamy się, że czasem konieczność życiowa występuje. To super.

    A co do Twojego pytania: sugestia trolla, że trzeba zwiększyć zarobki (albo ograniczyć wydatki) jest ze wszech miar słuszna, Jest tylko jedno „ale”.

    To mianowicie, że wbrew pokutującemu dość powszechnie przekonaniu, czasem to po prostu nie jest możliwe. Nie jest, bo ktoś doszedł już do ściany z oszczędnościami i wyprzedażami, a możliwości zatrudnienia na korzystniejszych warunkach ani dorabiania nie ma.

    I myślę, że akurat Ty nie będziesz trollem mówiącym „a właśnie, że jest!”, lecz roztropnym człowiekiem, który powie „no cóż, rzeczywiście, bywa i tak, że ktoś wyczerpał już wszystkie możliwości i nie ma już pola manewru poza np. kredytem konsolidacyjnym, choć to też zło, bo zwiększa zadłużenie”.

    • Oczywiście. Jestem realistą.
      Zgoda. W pewnych okolicznościach “konsola” może mieć sens.

      Co do możliwości zwiększania zarobków… Cóż – czasami ludzie nie chcą po prostu zmian, jest im na swój sposób “wygodnie”, że robią to, co robią.
      Czasami szukają zarobków tam, gdzie ich nie ma (forex, kasyno, loterie, spekulacje na papierach wartościowych).
      Zwykle – gdy pytam ich, co byliby w stanie zrobić, gdyby musieli zarobić na leki dla własnego dziecka, ich perspektywa znacznie się poszerza…

      Natomiast sam znam kilka przypadków, gdy długi były tak wielkie, że przy danym poziomie edukacji i doświadczenia zawodowego ktoś nie miałby żadnych szans zarobić tyle, by jego dług zaczął maleć.
      Wtedy na poważnie można rozważyć upadłość konsumencką.

      Myślę, że wiesz, o co chodzi.
      Stawiam po prostu granicę pomiędzy kimś, kto faktycznie wyczerpał wszelkie możliwości, a kimś, kto tylko twierdzi, że wyczerpał wszelkie możliwości.

      To właśnie dlatego na stronie “Zacznij tutaj” robię rozgraniczenie na “Trafiony Zatopiony” i “Współczesny Niewolnik”. Określenie “finansowa głupota” dotyczy tej drugiej sytuacji.

      • Oczywiście, że wiem, o co chodzi.

        Jesteśmy bliscy consensusu. Nie osiągniemy go, bo trzeba byłoby rozważyć jakiś konkretny przypadek i dojść do tego, czy możliwości zostały wyczerpane, czy jeszcze nie.

        Ale skoro dopuszczasz istnienie trafionych-zatopionych, to jestem już usatysfakcjonowany. A nad tym, żebyś zrezygnował z „głupoty” będę pracował, obiecuję 😉

        Pozdrawiam Cię serdecznie, pozostaję wiernym czytelnikiem.

        • Marku nie obrażaj się na stwierdzenie finansowa głupota. Autor tego bloga wielokrotnie w swoich wpisach przypomina z jakimi pożyczkami, kredytami walczy (np. “Ja walczę z tymi kredytami, które drenują nasze kieszenie, bo są przeznaczane na konsumpcję: pożyczki okazjonalne, chwilówki, zadłużenie na kartach kredytowych, ale również kredyty samochodowe, o których wspominasz (choć to uzależniam od sytuacji…)” – to cytat z innego wpisu Marcina).

          Teraz może, krótko opiszę, co według mnie jest finansową głupotą – tak na własnym przykładzie.
          W mojej pracy z jednym kolegą też marudziliśmy, że za mało zarabiamy (a z kart kredytowych obaj korzystaliśmy). Ja jednak często powtarzałem, że póki jaramy fajki, to nie powinniśmy mówić, że za mało zarabiamy. To miała być taka motywacja do porzucenia nałogu 🙂 Ale tylko mówiłem i jarałem dalej (jakoś dziwnie na papierosy pieniędzy nigdy nie brakowało). I taki stan rzeczy trwał kilka lat, z dymem poszło kilkanaście tysięcy (tak w 4 lata myślę, że 15-16 tysięcy PLN), a z kk chętnie się korzystało – według mnie to była finansowa głupota (w sumie dzięki Marcin za dyplomację).

          Ktoś wyżej pisał, że na kk można zarabiać, jeśli pieniądze przeleje się na “dobre konto oszczędnościowe”, a potem spłaci się dług na czas. Pewnie, że i z tego idzie kilkanaście/dziesiąt złotych na miesiąc wyciągnąć. Jednak niewielkie potknięcie w spłacie kk, może spowodować, że zarobek przekształci się w realny dług. Moim zdaniem nieraz lepiej po prostu odkładać co miesiąc 300 PLN na konto oszczędnościowe (oszczędzać), niż zaciągać dług na kk, by coś zarobić (według mnie tak trochę spekulować).

  15. Ja również posiadam kartę kredytową jako “poduszkę bezpieczeństwa”. Lecz nie w takim kontekście jak pisałeś. Dla mnie kk jest przede wszystkim bezpiecznikiem w sytuacji jak moja karta debetowa nie zadziała np. przez przerwę w banku czy awarię. Większość ludzi płaci wtedy gotówką tylko ja jej praktycznie nie używam. Wynika to z zarządzania budżetem po przez narzędzie dostarczane przez bak, oraz po prostu nie lubię płatności tradycyjnych.

    Więcej plusów kk nie widzę

  16. Piszesz “Jeśli finansujemy kredytem konsumpcję, to z finansowego punktu widzenia popełniamy fatalny błąd.” a czy to się odnosi także do prawdziwych rat 0%?

    • Hej Paweł,
      częściowo zawarłem to w odpowiedzi na komentarz Michała

      Dodałbym jeszcze coś – kupowanie rzeczy, których nie kupilibyśmy za gotówkę (bo “za drogie”) – ale na raty 0% już kupujemy, bo nagle “nas stać”.
      Coś w rodzaju:
      Kochanie – będą mistrzostwa w piłce nożnej, pilnie “potrzebujemy” większego telewizora 🙂

      • Faktycznie przeoczyłem komentarz Michała. Wyjaśnia wiele 🙂

        Jednak biorę na raty 0% nawet jeśli zakup nie zachwieje budżetem(ba taki zakup jest w jakieś kategorii budżetu :)).

        Raty 0% biorę ze względu na:
        1. Budowanie zdolności kredytowej (krótkie 3,6,9 miesięcy).
        2. Gdy nie chcę by z konta nagle zniknęło x tysięcy złotych. To się dotyczy też sytuacji gdy kupuje coś komuś(rodzina) na raty 0% ze względu na chyba złudne poczucie bezpieczeństwa iż parę tysięcy leży na koncie a raty rozłożone na 12 miesięcy.

        Nie zarabiam na ratach 0% bo to jest znikomy zysk.

  17. Przy świadomym korzystaniu z KK jako tylko i wyłącznie narzędzia płatniczego, można dostać przy okazji różnych zakupów jakiś rabat. Przykładowo u jednego z ubezpieczycieli za opłacenie KK polisy na mieszkanie co roku dostaję dodatkowy rabat ok. 20zł, tak samo przy polisie OC. Niewiele, ale zawsze coś przy okazji zakupu który i tak bym zrobił.
    Ważne jest tutaj aby rozróżnić zakupy konieczne do wykonania, których przeprocesowanie przez KK przyniesie dodatkową korzyść od wszelkiego rodzaju programów z “rabatami, gratisami i punktami” dla klientów. Często się okazuje, że taki rabat lub gratis wyciąga z naszej kieszeni więcej pieniędzy niż zakup u innego dostawcy.

  18. Aktualnie zastanawiam się nad wyrobieniem kart(y) kredytowej dla siebie i partnerki tak by zastąpić nimi debetowe. Jednak szukam pretekstu 😛

    Za:
    1. Wiele kart oferuje cashback
    2. Wiele usług(np. wypożyczalnia auta) wymaga kart kredytowych
    3. Może podnieść trochę zdolność kredytową
    4. Porządek w kartach. Będą dwie podpięte pod jedno konto zamiast 4 kart do innych kont 🙁 Żonglowanie kartami i gotówką jest uciążliwe w notowaniu wydatków w moim budżecie)

    Przeciw:
    1. Czy nie będę śmiało wydawać więcej mając odczucie bezpieczeństwa skoro “spokojnie spłacę za 54 dni po wypłacie”?
    2. Łączy się z punktem pierwszym. Czy spłata 100% zadłużenia nie będzie zerować(lub prawie) mojego głównego konta?

    Gdybym płacił tylko kartami kredytowymi za wszystko. Wyżywienie, usługi, zakupy to cała kasa by szła na spłatę.
    Jak się przed tym zabezpieczyć?

    Jak najlepiej obliczyć limit na karcie kredytowej i datę spłaty?

      • Tak, chodziło o budowanie zdolności.

        A to nie jest tak, że banki oferują lepsze warunki za posiadanie ich dodatkowego produktu? Np. karty kredytowej.

        • Niektóre banki mogą zaproponować Ci na przykład nieco lepsze warunki kredytu hipotecznego, jeżeli razem z kredytem hipotecznym dodatkowo weźmiesz u nich kartę kredytową.

          Jeżeli jednak posiadasz już kartę kredytową – szczególnie jeżeli jest to karta innego banku – nie ma co liczyć na lepsze warunki z tego tytułu. Chyba, że zlikwidujesz starą kartę i weźmiesz nową w banku, który daje Ci kredyt hipoteczny.

          Sprawa jest prosta: bankowi jest wszystko jedno, czy zarobi na kredycie hipotecznym, czy na karcie kredytowej. Statystycznie na całym portfelu klientów, na karcie zarobić można więcej niż na kredycie hipotecznym.

          Banki potrafią liczyć 🙂 My opieramy się na optymistycznych założeniach co do naszej dyscypliny, a bank opiera się na faktycznych statystykach, z których wynika, że większość i tak zapłaci odsetki od karty.

        • Tak właśnie miałem. Do kredytu dostałem KK w zamian za mniejsze oprocentowanie. I w sumie bank tak czy siak zarabia, nawet jesli nie place odsetek… na prowizjach od transakcji. Ale tak mogę się odwdzięczyć za mniejsze oprocentowanie ;).

    • Krzysztof A.

      @Za.3 – ZDOLNOŚĆ kredytową obniżysz, bo z tego co wiem, na ogół banki przy jej wyliczaniu przyjmują 5% limitu karty jako wydatek na ratę, nawet jeśli leży nieużywana w szufladzie (zrozumiałe – w dowolnym momencie możesz wydać cały limit i wtedy będziesz musiał ją spłacać po minimum 5%). Podbudować możesz wiarygodność kredytową, pod warunkiem że nie obsuniesz się ze spłacaniem karty.
      @Przeciw.1 – na to pytanie musisz odpowiedzieć sobie sam 🙂
      @Przeciw 2 – to zależy czy zaczniesz wydawać na rzeczy, których nie planowałeś wcześniej kupić za już posiadane środki (patrz Przeciw.1 ;)). Jeżeli po prostu zmienisz środek płatniczy, bez zmiany nawyków w wydatkach, to w Twojej sytuacji finansowej nic się nie zmieni.

      @Jak się przed tym zabezpieczyć? – wydając pieniądze KK nie patrz “czy są środki na karcie” tylko, “czy mam na to własne pieniądze” – znowu wracamy do Przeciw.1.

      Przy zachowaniu powyższych reguł limit na karcie i data spłaty są z technicznego punktu widzenia obojętne, bo i tak zawsze masz środki na spłatę w dowolnym momencie jednak najlepiej wbudować sobie bezpiecznik – limit kart na poziomie uniemożliwiającym popłynięcie z wydatkami – najlepiej nie więcej niż 20% oszczędności (nie chcesz w końcu “przypadkiem” wydać tego czego zgromadzenie zajęło Ci dłuższy czas, nawet jeśli nie popadniesz przez to w długi) i termin spłaty ok. tydzień po spodziewanym terminie wypłaty (żeby karta wygodnie spłaciła się z automatu).
      Mimo wszystko, jeśli masz wątpliwości co do własnej samokontroli – nie ryzykowałbym, głównym atutem wydaje się porządek w kartach, który można wprowadzić w mniej ryzykowny sposób.

  19. W czasach gdy konta byly oprocentowane i można było znaleźć atrakcyjne lokaty, opłacało sie korzystać z KK (oczywiście bez opłat). Teraz, zwłaszcza gdy sie nie korzysta z wypożyczalni aut ;), lepiej trzymać gotówkę zwłaszcza, że bankowość elektroniczna dziś jest, a jutro może jej nie być. Vide blokada kont przy bailoutach.
    To jak z inwestycjami. Raz jest sezon na akcje, innym razem na obligacje, potem na surowce itp. Jak nie można powiedzieć, że akcje to inwestycja zawsze idealna, tak nie można powiedzieć że KK zawsze warto mieć (lub nie).
    Planujac wziąć kredyt lepiej pozbyć się KK bo ona obniża zdolność kredytową.

  20. Czasem biorąc KK można trafić na rewelacyjną okazję. Przez pewien czas City oferował przelew z limitu karty tylko w zamian za stałą opłatę miesięczną 20 zł. Koszt kredytu wyszedł mi wtedy szalone 2,4%. Za te pieniądze nadplacilam, w pierwszym roku spłacania, kredyt hipoteczny i zaoszczędzilam 8 tyś odsetek 🙂
    A kartę kredytową mam do dziś i korzystam głównie do zakupów w internecie, gdzie wiem, że większość rzeczy będzie do zwrotu.

        • Dopytuję, bo wydaje mi się mało prawdopodobne, aby okres bezodsetkowy na karcie pozwolił “zaoszczędzić” 8000 zł na kredycie hipotecznym.

          Weźmy kredyt hipoteczny oprocentowany 5% w skali roku.
          W ciągu 50 dni (okres bez płacenia odsetek na karcie) efektywna stopa procentowa to: 5% * (50/365) = 0,68%
          Jeśli w tym czasie zaoszczędziłaś 8000 zł na odsetkach o d kredytu, to znaczy, że limit na karcie musiał wynosić:
          8000 zł/0,0068 = 1 176 470,59 zł

          Taką kwotę musiałabyś pożyczyć na karcie i nadpłacić nią kredyt.
          I oczywiście potem (po 50 dniach) jeszcze spłacić ten limit już z własnych środków.
          Nie bardzo rozumiem, jak by to miało działać, by wygenerować oszczędności na takim poziomie.

          • Wydaje mi się, że chodziło o to, że oprocentowanie karty kredytowej było niższe od oprocentowania kredytu.

            Czyli zostawiając kredyt na 5% i kartę na 2.4%, limit na karcie musiałby by wynosić:

            8000/(5%-2.5%)/12 = 26 667 zł , czyli już coś możliwego.

          • To jeszcze tylko znajdź kartę kredytową, która jest oprocentowana niżej niż kredyt hipoteczny 🙂

            Sam zacząłbym taką polecać, Kuba. Zwykle karty kredytowe mają maksymalne dopuszczalne Ustawowo oprocentowanie. Takie oprocentowanie (o ile nie przegapiłem żadnych zmian) to dwukrotność stopy referencyjnej NBP plus 7 punktów procentowych i właśnie dlatego dziś większość kart kredytowych ma oprocentowanie 10% w skali roku.

            Chyba,że…
            Może bank zaproponował Magdzie obniżkę marży procentowej w kredycie hipotecznym pod warunkiem, że będzie korzystać z karty banku. W takiej sytuacji rzeczywiście można zaoszczędzić w całym okresie kredytowania, pod warunkiem, że nie poniesie się kosztów korzystania z karty.

          • Starałem się tylko zrozumieć o co chodziło Magdzie. To prawda że takie oprocentowanie wydaje się szalenie niskie, ale kto wie, może była kiedyś jakaś super oferta wstępna (np pierwsze 12 miesięcy, czy coś). W zagranicznych bankach istnieją karty z 0% oprocentowaniem na okres do 3 lat, z tego co się orientowałem dotyczy to tylko odsetek z wydatków z pierwszych kilku miesięcy, a nie stałego zerowego oprocentowania, więc biorąc pod uwagę że moglibyśmy wziąć limit tylko z dajmy na to 3 miesięcy, oszczędności na odsetkach byłyby odpowiednio mniejsze. Z darmową wypłata pieniędzy z karty poprzez przelew się nie spotkałem ale nawet 2% prowizja za wypłatę z bankomatu dawałaby jakieś oszczędności. Kto wie, może kiedyś gdzieś było coś bardziej korzystnego.

          • Krzysztof A.

            Ja zrozumiałem to tak, że oferta przelewu ustawiła “sztywny koszt” 20zł, już bez dodatkowych odsetek. Jeżeli koszt tego kredytu wyniósł 2.4%, to wychodziłoby, że limit karty wynosił 10000zł, zakładając ze okres spłaty wynosił rok. Nadpłata kredytu o 10000zł spokojnie mogłaby wygenerować oszczędności na odsetkach na poziomie 8000zł, do tego chyba nikogo tutaj przekonywać nie trzeba 😉 Jeżeli faktycznie tak było, to rzeczywiście wyjątkowo atrakcyjna promocja, aż wydaje się mało prawdopodobna, ale z drugiej strony, pewnie nie celowana w osobę która skorzysta z niej w taki sposób.

          • Było dokładnie tak jak pisze Krzysztof A. Bank zaproponował przelew z limitu karty i rozłożył 10 tys na 12 rat 0%, koszt obsługi wynosił sztywne 20 zł na miesiąc, co dało RRSO na poziomie 2,4%.

      • Marcin Kluczek

        Napisałaś niżej jaki limit, nie zauważyłem z rana 🙂

        Jeżeli użyłaś 10000 przez rok, na nadpłatę hipoteki na 3,5%, to równie dobrze mogłabyś nadplacać kredyt co miesiąc kwotą 833 złote z bieżących dochodów. Wyszłoby na jedno, a więc zysk na odsetkach w okolicy 170 złotych.

        Skoro i tak zdecydowałaś się nadplacić, zysk ogranicza się do czasu promocji w city.

        • Patrząc tylko matematycznie to owszem, zysk był 350 zł w ciągu roku. Weź jednak aspekt psychologiczny i to, że niekoniecznie odłożyłabym te pieniądze. Raczej nie, bo to była moja jedyna nadpłata tego kredytu.
          Co nie zmienia faktu, że oferta była bardzo korzystna i na poziomie oprocentowanie kredytu studenckiego 🙂

          • Marcin Kluczek

            Nie bądź taka skromna 🙂
            Matematycznie jesteś do przodu o 8000 (+- zmiana WIBOR w przyszłości), których w przyszłości nie wydasz na spłatę odsetek od nadpłaconych 10000.

            Karta dała Ci bonus 350 złotych, ale to są drobne w skali projektu.

            To Twoja świadoma decyzja sprawiła, że jesteś do przodu. Mogłaś wydać te 10000 na przydasie i inne “fajne coś”, ale wybrałaś nadpłaty. Dobra robota, ale tylko Twoja zasługa, a nie kawałka plastiku 🙂 Skoro dało się przez rok odkładać ponad 800 miesięcznie na nadpłaty, to uda się przez kolejne niezależnie od tego czy z promocją na kk czy bez 🙂

  21. Marcin Kluczek

    Dlaczego tak jest? Aby otrzymać kartę kredytową, trzeba spełnić pewne minimalne wymogi banku w zakresie generowanych dochodów. Dla wielu firm jest to swego rodzaju potwierdzenie, że mają do czynienia z klientem, który został już trochę „prześwietlony przez bank”.

    – uśmiałem się 🙂 To też mogłoby być niezłe myślenie “pierwszego poziomu”, ale zakładam, że te firmy są sprytniejsze

    Level 1. Skoro klient dostał kartę, to znaczy, że bank go prześwietlił i ma dochody.

    Level 2. Po co bank prześwietlał klienta? – bank bada jak dobry jest klient w oddawaniu mu swocih dochodów.

    Level 3. Po co klient chciał pożyczyć pieniądze banku i płacić odsetki? –
    a. 20% szans – jest świadomy i zarabia na bankach lub korzysta okazjonalnie z rabatów w firmach takich jak nasza
    b. 80% szans – przepala dochody płacąc odsetki

    Wniosek:
    Skoro bank daje klientowi “swoje pieniądze”, to doskonale. Bank da depozyt (blokada), zapłaci, a potem niech odbiera co swoje plus odsetki. Taki bank to nasz najlepszy partner w biznesie z klasą wypłacalności AAA+++, więc trzeba dać mu napędzić klientów – ostatecznie za wszystko płaci klient z ulicy 🙂 Ustalamy cenę pod klienta banku z KK, reszta ma karę +50%. Tacy jesteśmy sprytni 🙂

    ——

    Pośmialiśmy się, a teraz na poważnie.
    Osobiście nie mam KK i nie zamierzam mieć, chyba że pojawi się jakiś super bonus. Szkoda mi czasu w zabawę w zarabianie na kartach. Równie dobrze można dorwać debetówkę w cashbackiem lub korzystać przy okazji z programów partnerskich.

    Efekt będzie podobny, a nie będzie trzeba skradać się po mięso, którego pilnują psy.

    • No tak, o tym czy fakt posiadania karty kredytowej zmniejsza faktycznie ryzyko wypożyczenia, czy zwiększa, moglibyśmy pewnie długo dyskutować 🙂 Zakładam jednak, że przy takiej decyzji (auto tylko dla klientów z k.k.) firmy kierują się konkretnymi danymi statystycznymi.

      To trochę, jak z wykorzystywaniem scoringu kredytowego w USA kiedy chcesz na przykład wynająć mieszkanie. Jeżeli scoring kredytowy masz poniżej pewnej wielkości, zapomnij że ktokolwiek podpiszę z tobą umowę na fajne mieszkanie. Ciekawe, czy my też kiedyś dojdziemy do takich sytuacji. Mam nadzieję, że nie i że powodem do dumy nie będzie wysoki kredyt scoringowy, tylko jego zupełny brak.

  22. Witam i pozdrawiam.
    Jest jeszcze jeden aspekt konieczności użycia karty kredytowej (choć sam nie używam kart i da się tak żyć) ~przy pożyczaniu auta za granicą podane nr karty pozwala obciążyć ja długo po wczasach za mandaty czy “wirtualne ” uszkodzenia stwierdzane po oddaniu auta. Przy gotówce tak się nie da. Prosiłbym Pana Marcina o rozwinięcie tego watku=jak to działa? Pozdrawiam

    • Witaj Longman,
      w sumie to może być nawet ważniejsza przyczyna, dla której firmy wynajmujące samochody domagają się kart kredytowych, niż to “prześwietlenie” klienta, o którym wspomniałem w artykule.
      Szczerze mówiąc, niewiele mam do dodania. Po prostu “preautoryzujesz” transakcję i upoważniasz w ten sposób firmę wynajmującą do pokrycia kosztów do wysokości kwoty blokady.
      Nie wnikałem nigdy w szczegóły takich transakcji, a nie chciałbym wprowadzić w błąd.

      • Rozwinę myśl- korzystanie z kart nie jest już symbolem prestiżu tak jak pod koniec lat 90-tych. Jest po prostu wygodne. 90% społeczeństwa je używa, może 5-6% nie z braku lokalnej możliwości użycia (vide- jedyny sklepik GS w gminie), a kilka procent przestało jej używać codziennie lub ma je w razie potrzeby.
        Inne racjonalne dwa powody dla opornych na używanie kart wg mnie są takie;
        1. Są za granicą miejsca, gdzie nie da się płacić gotówką -pisze dużymi literami “credit card only”; może to być np. sieć sklepów spożywczych w Holandii (nie pamiętam nazwy) lub pojedyncze sklepy w Szwecji, sieć autobusowa na lotnisku w Sztokholmie z automatami tylko na karty, nie na gotówkę. Proszę o inne przykłady.
        2. Posiadanie karty w innej walucie do konta np. w polskim banku w euro czy dolarach, funtach, aby uniknąć przewalutowania.
        Nota bene mało który bank posiada teraz konta w CHF z kartą do nich.

        Co do mandatów do jak długo trwa taka blokada karty- dwa tygodnie/ co z mandatami lub innymi obciążeniami kartowymi po powrocie do kraju bez wiedzy i zgody klienta? Pozdrawiam

  23. Marcin Kluczek

    FICO, a dokładniej sposób jego wykorzystywania to dramat.

    1. słaby BIK = nie dostaniesz kredytu, ogarnij się
    2. słaby FICO = nie dostaniesz karty z oprocentowaniem 13%, bo jest jesteś klientem wysokiego ryzyka, ale dostaniesz inną kartę z oprocentowanie 23% dla klientów subprime, podpisz tu i tu

    Nie masz FICO i chcesz zapłacić za 6 miesięcy czynszu z góry? Przykro nam, polityka firmy wyklucza taki deal.

    “Common sense is not so common”

  24. Dla mnie fakt używania karty kredytowej to przede wszystkim niepotrzebne zawracanie głowy. Nie widzę żadnych korzyści z tego, że nie płacimy swoimi pieniędzmi, a potem przelewamy po 30 dniach już swoje…; albo argument “Nie blokujemy środków” – po co w ogóle zawracać sobie tym głowę? Koszt myślenia jest naprawdę duży a zysk finansowy jest minimalny i w ogólnym rozrachunku nieistotny. Jest dużo innych prostyszych sposobów na zarobienie / zaoszczędzenie dosłownie paru zł. Chyba że ktoś traktuje to jako hobby, to proszę bardzo :).

    Gdybym używał karty kredytowej, to dużą komplikacją byłoby to, że wydatki z karty nie ‘schodziłyby’ mi z ROR-u i nie widziałbym wszystkich transakcji. A tak wszystkie transakcje mam w jednym miejscu i łatwiej jest mi je ogarnąć.

    PS Sam kartę kredytową posiadam i przydała mi się w życiu kilka razy, właśnie przy wypożyczeniu samochodu, bo debetówka nie chciała przejść (choć w zdecydowanej większości miejsc taka karta debetowa przechodziła). To jedyny argument “za” posiadaniem karty kredytowej. Innych – dla siebie – nie widzę.

    • Możesz podać te “prostsze sposoby na zarobienie pieniędzy” ? Oczywiście takie bez wysokich kosztów myślenia, a z dużym zyskiem finansowym.

      • Hej Leszek,
        nie znam sposobów na proste zarobienie pieniędzy, bez myślenia które wiąże się z dużym zastrzykiem finansowym.

        Natomiast zakładjąc że:

        – ktoś zarabia na rękę 3.000
        – połowę wydaje kartą 1.500
        – przez miesiąc lokuje pieniądze na 2% w skali roku…

        zyskuje 2zł3gr na miesiąc. To jest znacznie mniej niż promil zarobków, i to s sumie niezależnie od ich bezwględnej wysokości.

        A 2zł to już ‘znaleźć’ bardzo łatwo – np. gumy do żucia, itd. No nie będę pisał, bo koszt myślenia o 2zł jest zbyt wysoki 🙂

        Pozdrowienia i miłego dnia.

  25. Kompletnie się nie zgadzam z tym artykułem. Moim zdaniem karta kredytowa jes świetnym narzędziem w rękach osoby, która umie z niej mądrze korzystać.

    W ogole nie zostalo to w artykule poruszone w tym kontekście, więc pozwolę sobie opisać własne doświadczenia. Sam uzywam kredytowek od kilku lat i nigdy nie zapłaciłem żadnych odsetek ani opłat z tego tytułu, a wielokrotnie bardzo mi pomogły.

    Przykładowo, od lat zawsze się staram odkładać pewne kwoty ze swoich dochodów np na konto oszczędnościowe. I czasem sie zdarzy, ze przed wypłatą wystapi niespodziewany wydatek, na ktorego pokrycie bym musiał sięgnąć po oszczędności albo moge użyć karty kredytowej! I w jakim celu mam uszczuplać swoje oszczędności i sie oddalić od realizacji celow na które odkładam, skoro mam kk i 55dniowy okres bez odsetek? Wole by oszczędności pracowały, wykorzystam z kk ile muszę, a przy kolejnej wypłacie odlożę na konto oszczędnościowe tyle co zawsze a kk sobie splacam całkowicie z bieżących środków na rorze. Nawet jesli by to mialy byc wszystkie lub prawie pieniadze jakie mi zostały to i tak mam cały czas okres bezodsetkowy na kk, z ktorego mogę korzystać i stopniowo wykorzystywać go coraz mniej, az w koncu całkowicie się pozbyć zadłużenia. Czy też często wiedząc, że za chwile dostanę wpływ a mam okazje zakupową na rzecz, którą i tak zamierzałem kupić. Czy wtedy drogi autorze bym czasem nie postąpił glupio kupując to po uplynieciu promocji za droższą cenę zamiast wczesniej dokonać zakupu kartą kredytową? Takich sytuacji jest wiele, a zostało to całkowicie pominięte.

    Autor mam wrazenie zakłada, że kazdy czlowiek jest idiotą i musi wykorzystać cały limit na swojej karcie by potem nie móc go spłacić. Tak nie jest, nie tylko ja ale mnóstwo ludzi korzysta z kk by nie “ruszać” własnych oszczednosci.

    Juz nie wspomnę o promocjach bankowych, że wrecz banki płacą klientom z korzystanie z kredytowek a to stanowi dodatkową okazję do zarobku.

    Zatem karta kredytowa nie jest dla mnie żadnym złem i jestem przekonany, ze wiele osób ma podobne odczucia i z wieliim zdziwieniem czytała tem artykuł
    Moim zdaniem głupotą jest spłacać kk natychmiast po jej uzyciu jesli można zrobić to po 50 dniach.

    • Marcin w swoim artykule generalizuje w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Choć jest z pewnością liczna grupa osób świadomie i odpowiedzialnie (bezkosztowo) korzystająca z kart kredytowcyh, to w relacji do wszystkich użytkowników jest ona nieliczna. Z drugiej strony ta relatywnie nieliczna grupa, która czerpie korzyści z posiadania kk, ponosi często wysokie koszty lepszej alternatywy dla swojego zainwestowanego czasu.

      Ja osobiście również oszukuję system (laptop wartości 1000 zł na początku + około 800 zł w postaci bonów zakupowych za zgomadzone punkty i brak opłat/odsetek), choć przyznam że wartość mojego czasu zainwestowanego w bezkosztową obsługę karty jest większa. Rentowność mojej inwestycji ratuje jedynie trudno mierzalna satysfakcja z dojenia banku 🙂

    • Hmmm…

      (1) “I w jakim celu mam uszczuplać swoje oszczędności i się oddalić od realizacji celow na które odkładam, skoro mam kk i 55dniowy okres bez odsetek? ”

      Jeśli masz na koncie oszczędnościowym 2000 zł i jednocześnie 2000 zł długu na karcie, to ile tak naprawdę masz “oszczędności”?

      (2) “Czy też często wiedząc, że za chwile dostanę wpływ a mam okazje zakupową na rzecz, którą i tak zamierzałem kupić. Czy wtedy drogi autorze bym czasem nie postąpił glupio kupując to po uplynieciu promocji za droższą cenę zamiast wczesniej dokonać zakupu kartą kredytową? Takich sytuacji jest wiele, a zostało to całkowicie pominięte.”

      Przytoczyłeś fajny argument “za”płatnością kartą – faktycznie taki zakup ma sens.
      Wyjaśnij mi jednak – jeżeli ja mam przez większość czasu kartę kredytową spłaconą do zera, to nie mogę z takiej okazji skorzystać??? Dlaczego?

      (3) “Zatem karta kredytowa nie jest dla mnie żadnym złem i jestem przekonany, ze wiele osób ma podobne odczucia i z wieliim zdziwieniem czytała tem artykuł”

      Wyraźnie napisałem, że nie jest złem. Zadłużanie się na karcie jest głupotą, a nie płacenie nią. Wydawało mi się, że napisałem to dość wyraźnie. Polemizujesz więc ze swoją własną tezą.

      (4) “Autor mam wrazenie zakłada, że kazdy czlowiek jest idiotą…”
      Nie. To Ty zakładasz, że autor tak zakłada. Autor bardzo szanuje swoich Czytelników.

      I jeszcze “off-topic” – bardziej w stronę “pułapek myślenia”:
      (a) na czym opierasz swoje przekonanie, że większość myśli tak, jak Ty?
      (b) nawet jeżeli większość coś uważa, nie znaczy to, że ma rację. W średniowieczu większość była przekonana, że Słońce krąży wokół Ziemi.

      Życzę powodzenia w korzystaniu z kart. Jeśli robisz to z głową – to wszystko w porządku.
      Kto wie, może z tak proaktywnym podejściem do kart, uda Ci się zostać pierwszą osobą, która dzięki “zarabianiu na kartach” zostanie bogata? 🙂

      • Zgadzam się z Piotrem,
        ad 1) Oszczędności nie masz wcale, ale 2000 możesz trzymać na oprocentowanym koncie, a na karcie kredytowej jest 0%. Nie musi to być konto ROR, ale przykładowo lokata i już jest lepiej.. A pomnóżmy to razy 10 i wpada z odsetek już zauważalna kwota.

        (a) ja jestem wręcz przekonany, że mało ludzi myśli tak jak ja, i raczej targetem bankowców dla kart kredytowych są osoby, które z nich nie potrafią korzystać.
        (b) i większość w większości (przypadków) nie ma racji.

  26. Marcinie, w 100% trafna diagnoza, karta kredytowa to zło w czystej postaci, lepiej korzystać z własnej poduszki bezpieczeństwa. Wiem bo mieliśmy z Żoną i bardzo nam ciążyła, najpierw od tak żeby było w razie czego A potem gonił nas jednomiesieczny dług i tak przez pół roku. W końcu splacicilismy zamknelismy i zdecydowaliśmy się nie robić więcej takich głupot 😉

  27. U mnie z kartą kredytową jest jeszcze inaczej, jestem jej wielkim fanem.
    Miałem różne karty kredytowe od wielu lat, nigdy nie płaciłem z tego tytułu żadnych odsetek (wystarczy spłacać w terminie). A zalet kart jest wiele: programy lojalnościowe, promocje, zniżki przy zakupach wycieczek, ubezpieczeń wszelkiego rodzaju, wypożyczaniu sprzętów (nie tylko samochodów). A najważniejszą zaletą jest wygoda.
    Kartę zawsze spłacam najpóźniej jak się da, i dług na karcie mam zawsze jak największy – ale taki, że w każdej chwili mogę go w 100% spłacić gotówką. Trzymam się też zasady, żeby miesięczne dochody zawsze wystarczyły na spłatę poprzedniego okresu rozliczeniowego z KK.
    Kartą kredytową nie płacę tylko wtedy, kiedy się nie da. (nie posiadam w ogóle karty debetowej, do wypłat gotówki wystarczy blik)
    Wszystkie domowe rachunki płacę KK, za granicą albo płacę kartą kredytową, albo Revolutem doładowanym kartą kredytową.
    Łatwo też kontroluję budżet, właśnie m.in. dzięki karcie. Nie potrzebuję zbierać żadnych paragonów, bo zestawienie z karty automatycznie wszystkie wydatki kategoryzuje, grupuje itd. A do liczenia ile w danym miesiącu jestem na plusie nie potrzeba oszczędności odkładać na osobne konto. Wystarczy policzyć sumę stanów ze wszystkich kont i porównać do tej z poprzedniego miesiąca. Karta kredytowa jest przeze mnie traktowana jako osobne konto, ze stanem po prostu na minusie (a właściwie 2 osobne konta, jedno to kwota do spłaty w najbliższym okresie, a drugie to pozostałe zadłużenie). Tak samo jako osobne konto traktuję gotówkę,
    ale też i inne pożyczki na 0%, których również jestem fanem.

  28. Niektóre banki dają zwroty za zakupy kk 1% sklepy spożywcze 2% stacje paliw 3% restauracje przy korzystaniu z głową i od razu spłacania długu można zarobić 🙂

  29. Korzystam z kk od kilkunastu lat i jestem bardzo zadowolony. Zawsze spłacam najpóźniej jak się da, nigdy po czasie. Szybko doceniłem możliwości karty – zakupy w internecie i pozbycie się portfela. W razie braku paliwa jestem zawsze przygotowany – nie muszę szukać bankomatu itp. Ten odcinek bloga uświadomił mi jednak jak bardzo się myliłem co do innych użytkowników kk. Byłem przekonany, że opcje takie jak spłata minimalna, gotówka z kk, rozłożenie na raty czy też w ogóle brak spłaty dotyczą bardzo małego, wręcz zaniedbywalnego odsetka posiadaczy kk. Na minus kart kredytowych i w równym stopniu debetowych zaliczam brak hamulców przy zakupach: ludzie nauczeni obracać gotówką “nie czują” wydawania pieniędzy z karty. W końcu to pieniądze “ze ściany”.

  30. Ja korzystam z karty kredytowej od wielu lat i do tej pory nie zapłaciłem ani grosza odsetek. Więcej, ponieważ korzystam z niej dosyć często to bank nie pobiera ode mnie opłaty rocznej. Na to aby nie popaść w długi mam swój “autorski” lub pewnie zaczerpnięty od kogoś, nie pamiętam 🙂 sposób. Równolegle do bieżącego rachunku ma konto oszczędnościowe nazwana “spłata karty”. Raz na kilka dni przelewam tam równowartość moich transakcji wykonanych kartą kredytową. Udaje mi się to dla około 90% płatności. W terminie spłaty mam dzięki temu środki na to aby spłacić dług w całości i nie zapłacić odsetek.
    Pewnie powiecie, że po co mi karta kredytowa, skoro w podobny sposób działa zwykła debetów-ka. Już wyjaśniam:

    1. Pieniądze na koncie oszczędnościowym są, marnie bo marnie, ale oprocentowane. Co jakiś czas zakładam kilkudniową lokatę z czego zysk jest troszkę większy.

    2. Co ważniejsze. Te odłożone pieniądze, wciąż są moje, nie są bankowe, jak przy płatności debetową. I w razie tzw. Niemca, mogę ich użyć. Dzięki temu, że są na osobnym koncie, pokusa jest mniejsza, ale w sytuacji naprawdę krytycznej mogę to zrobić. Jak dotychczas udało mi się tego uniknąć. Czasami tylko ostatnie płatności “przed wypłatą” przelewałem z opóźnieniem 🙂

    3. Wbrew temu co piszesz, karta kredytowa może być swego rodzaju poduszkę bezpieczeństwa. W sytuacji naprawdę krytycznej, jak np utrata zdrowia, lub konieczność choćby dużego wydatku za granicą, nieprzewidziany nocleg, naprawa auta, mogę skorzystać ze środków, które oferuje mi bank i spłacić to po jakimś czasie. Fakt z odsetkami, ale w tym momencie ten kredyt może okazać się najtańszy. Poza tym gdy jesteśmy w dołku, żaden bank kredyty nam nie udzieli…a ten już mamy przyznany. Oczywiście jest to dopuszczalne tylko w naprawdę poważnej sytuacji i nią jest nie przysłowiowa promocja przed pierwszym.

  31. Chyba odpłynę trochę w inną stronę. Jak czytam te wszystkie komentarze, to stwierdzam, że każdy z posiadaczy kk mógłby napisać artykuł, a może nawet książkę Moje życie z kartą kredytową -wzloty i upadki.
    Jak myślę kk to zastanawiam się kiedy to wszystko się zaczęło??? -kiedy zaczęło się moje życie z kk, a było to dość dawno. Aby zrealizować plany sprzedażowe w banku obdarowałam nią siebie i męża. Czułam się wtedy w miarę bezpiecznie więc się specjalnie nie przejmowałam, tym jak z niej korzystam.Spłacałam terminowo. Na początku nawet szalałam i spłacałam do zera, ale jak mówię czułam się bezpiecznie i myślę,że tak czują się osoby które mają jakięś oszczędności, wysokie zarobki w stosunku do limitów na karcie albo świadomość, że jak się coś stanie do bez problemów znajdą pracę i spłacą długi na karcie, Zawsze można spłacać kwotę minimalną. Ale takie życie z kartą przez dłuższy czas z wykorzystanym limitem nie jest przyjemne. To ciąży gdzieś tam w tyle głowy. A teraz nawet myślę,że to uzależnia. Przeczytałam gdzieś kiedyś, że jeśli chodzi o pieniądze to jesteśmy też zaprogramowani( w dzieciństwie i później w życiu). Straciłam pracę: karta i dług została .W nowym miejscu pracy spłacałam też tylko minimalną kwotę. Choć może gdybym się zawzięła to bym spłaciła tą pierwszą kartę, bo teraz z perspektywy tych lat stwierdzam, że limit nie był duży 1000zł. Niedawno wzięłam drugą kartę.Zasugerowano mi wyższy limit, bank dopiero wprowadzał karty, czego się nie robi dla banku… Rok temu usłyszałam o M. Szafrańskim a na jego blogu usłyszałam człowieka, który tak przekonywająco wybierał się na walkę z długami i to Byłeś albo Ty Marcin albo jakiś Twój Gość, który spłacał te długi z takim zapałem, że zaczęłam czytać blog FBO ( co też jest bardzo uzależniające-na szczęście). Po roku spłaciłam obie karty. Ten stan trwał może miesiąc może dwa .Bo później potraktowałam te karty jak poduszkę finansową. Potrzebowałam coś kupić . Pomyślałam kupię i zaraz spłacę, ale zaraz trwa czasem b. długo i znowu doszłam do wykorzystania pełnych limitów. I w tym miejscu powiem tak dla mnie karty kredytowe to samo zło. Dołują mnie.Uświadamiają mi moją porażkę i nieudolność i że ja chyba jestem uzależniona od długów. Lepiej się chyba czuję jak mam długi niż jak gdybym ich nie miała. Jak mam pieniądze to chwila moment i znikają . A nie wydaję na nie wiadomo co… Żywność, opłaty raty , chemia ubrania i jestem szczęśliwa jak już nie muszę liczyć. Mózg odpoczywa. Nie udało mi się przejść na drugą stronę mocy, po której nie ma długów. Podziwiam wszystkich, którzy zadają sobie trud,żeby zarobić na kk i nie dać zarobić Bankowi i Tych wszystkich, którzy sobie z kk radzą. Ja nie. Nadal próbuję ale wiem że to taka moja fałszywa poduszka bezpieczeństwa, bo innej sobie nie zbudowałam, to też taka poduszka na otarcie łez i na pocieszenie- Ciężko pracuję i co nie kupię sobie tego… czy tamtego…jak nie teraz to kiedy… Tak,że na razie jestem w tym związku z moimi kk na dobre i złe… Chociaż wciąż próbuje je spłacić…

  32. Ja może niepopularnie, ale powiem że dla mnie karta kredytowa jest szalenie użytecznym produktem. Zaznaczę jednak, że zupełnie nie jestem zainteresowany tą częścią funkcjonalności karty, która wiąże się z możliwością zadłużania. Mam karty kredytowe (różne) od ponad 15 lat ale chyba nie zdarzyło mi się nie spłacić pełnej kwoty w terminie. W zasadzie wszystkie wydatki jakie mogę robię kartą – jako że prowadzę pełną ‘księgowość’ swoich wydatków, wiem że używam karty przy ponad 80% moich zwykłych wydatków.

    Karta jest użyteczna ponieważ:

    – daje mi pełną widoczność co do tego gdzie i ile wydałem, mogę dokonać dowolnej analizy wydatków. W moim przypadku gotówka nie zapewnia tego, bo bardzo się ‘rozchodzi’ – niestety nie mam wewnętrznej dyscypliny notowania wydatków gotówkowych. Dlatego wraz z małżonką wydzielamy sobie jedynie minimalne porcje gotówki, bo od momentu odejścia od bankomatu jest nam bardzo trudno śledzić co się dalej działo

    – jest wręcz niezbędna dla kogoś kto dużo podróżuje. Nie do transakcji w podróży (bo to się zazwyczaj nie opłaca przez prowizje i różnice kursowe), ale do rezerwowania noclegów, samochodów, biletów na samolot, biletów na lokalne atrakcje. Częste są sytuacje że ‘lokalsi’ nie bardzo rozumieją jak można nie mieć karty, więc wiele rzeczy staje się trudne jeśli jej nie masz

    – jest również przydatna do zakupów w sieci, które to zakupy bardzo często są sensowniejsze niż sklepy stacjonarne

    – daje różnego rodzaju benefity transakcyjne. O ile w Polsce tego raczej nie ma (bo interchange jest niski) to w wielu krajach jest inaczej. Karta której używam daje mi 10% cashback na każdy wydatek w restauracji/barze oraz 2.5% cashback na wszystkie inne wydatki. To już nie są drobne korzyści – to już jest coś po co warto sie schylić

    – chargeback, ubezpieczenia podróżne, wstęp do lounge na lotniskach itp.

    Można powiedzieć, że wszystkie te rzeczy daje mi również dobra karta debetowa – to prawda. Benefity na kartach debetowych są jednak dużo mniejsze niż na kredytowych. Powód jest taki że zyskowność dla banku kart kredytowych jest zdecydowanie wyższa niż debetowych – stąd są gotowe doładować karty kredytowe różnymi prezentami. O ile korzystasz z karty w sposób taki jakby była debetową nie poniesiesz kosztów związanym z kredytem, ale dostaniesz benefity.

    Jeśli jednak w ogóle dopuszczasz myśl o użyciu kredytu na karcie (tzn nie spłaceniu w całości), nie bierz karty w ogóle. Podobnie jeśli masz problem z dyscypliną wydatków.

  33. Karta kredytowa ma jeszcze pare innych plusów nie wspomnianych w artykule. Korzystając z niej z głowa, można płacić znaczne sumy pieniędzy bez używania gotówki (limit np 10k zadłużenia można powiększyć przez nadpłatę). Dzięki temu możemy bez problemu zapłacić za coś np 25k.
    Dzięki takiej operacji mamy 15k zapłacone własnymi pieniędzmi i 10k na kredyt, który od razu spłacamy – na nawet nie spłacamy tylko robimy nadpłatę na karcie aby cały czas korzystać tylko ze swoich pieniędzy). Dzięki chwilowemu kredytowi odpłaty jego, rośnie nam skoring – a to dość istotny wyznacznik kiedy będziemy potrzebowali okreslicswoja zdolność kredytowa przy zakupie mieszkani.

    P.s.
    Korzystam z kart kredytowej na codzień od przeszlo 15 lat. Zawsze na karcie mam nadpłatę i korzystam ze swoich pieniędzy. Kiedy mam nagła potrzebę wydania większej sumy pieniędzy, robię kredyt na niej ale tylko wtedy kiedy wiem ze natychmiast jestem wstanie płacić całość kredytu i zrobić nadpłatę na swoim ustalonym poziomie. Jeśli nie – nie korzystam.

  34. Długo broniłem się przed posiadaniem karty kredytowej, ale życie niejako zmusiło mnie do jej wyrobienia. Podróżowanie wiąże się z koniecznością posiadania karty. Na bookingu już praktycznie się nie da zarezerwować noclegu bez karty, a znalezienie wypożyczalni aut, która akceptuje karty debetowe graniczy z cudem. Mam jednak zamiar używać jej wyłącznie jako wygodny środek płatniczy, a dług spłacać zanim naliczone zostaną jakiekolwiek odsetki.

  35. Ja już wiem , że karta kredytowa to nie jest opcja dla mnie. Kartę z wysokim limitem dostałam przy podpisywaniu umowy na kredyt hipoteczny. Potem przyszło urządzanie mieszkania więc na resztę potrzeb zwyczajnie zaczęło brakowac pieniędzy z pensji no i tak się zaczeło : egzotyczne wakacje, ciągłe wyjazdy które pokrywałam z karty kredytowej z myślą , że jakoś to ureguluję. Po jakimś czasie zaczęło mnie to przerastać więc zmuszona byłam zaciągnąć dwie pożyczki gotówkowe. Wydawało mi się , że poszłam po rozum do głowy , pocięłam kartę kredytową żeby już z niej nie korzystać ale nie przewidziałam, że pojawią się kolejne opcje wyjazdów a ja skuszę się na przelewy z karty… Tym sposobem znowu się zadłużyłam i musiałam zaciągnąć pożyczkę aby spłacić kartę bo zadłużenie przekraczało moje dochody… W tym momencie mam do spłaty prawie 15 000 zl… Wczoraj złożyłam wniosek o zamknięcie rachunku karty kredytowej. Traktuję to jako historyczny moment w moim życiu 😉 Wiem , że nie mogę mieć karty kredytowej do czasu aż nie nauczę się rezygnować z zachcianek na które mnie zwyczajnie nie stać.

  36. Ja korzystam z karty kredytowej wtedy kiedy jestem kilka dni przed wyplata a nie mam juz kasy na ROR tylko na OKO. Wtedy place karta za zakupy a nie wyciagam kasy z oszczednosci. Wiec wykorzystuje z 200-300 zloty i po kilku dniach splacam wszystko. Jakbym wyplacila z konta oszczednosciowego to pewnie wiecej od razu zeby nie zabraklo i pwenie po wyplacie nie wplacilabym roznicy. A tak jadna sytuacja. Dostaje wyplate,splacam karte, przelewam oszczednosci, place rachunki, jak za duzo zostaje to dalej przelewam na oszczednosci.

    Mysle ze takie korzystnie z kk ma sens.

Odpowiedz