Jestem zagorzałym przeciwnikiem zadłużania się na wszelkie formy konsumpcji, włączając w to wakacje, wyprawki dla dzieci, a nawet zakupy na raty. Kredyt ma sens, gdy nabywamy z jego pomocą aktywa, których wartość z czasem będzie rosła. Jeśli finansujemy kredytem konsumpcję, to z finansowego punktu widzenia popełniamy fatalny błąd. A jak to jest z kartą kredytową?

Współpracowałem z wieloma zadłużonymi osobami. W mojej skrzynce mailowej pełno jest próśb o pomoc od osób, które zaczynały od „wygodnej darmowej pożyczki”, a dziś toną w długach i nie śpią po nocach. Dlatego moja opinia na temat długów jest jednoznaczna: są one największym, najgroźniejszym, najbardziej brutalnym wrogiem na drodze do finansowego bezpieczeństwa. W bezwzględny sposób drenują nasze portfele i z ogromną skutecznością pozbawiają nas ciężko zarobionych pieniędzy. Są jak kula u nogi, jak kamień u szyi, jak ciężki balast, który z trudem dźwigamy na własnych barkach. Zamiast cieszyć się finansową wolnością, co rano ruszamy do pracy, by tyrać na spłatę odsetek. Część naszego cennego życia poświęcamy harując jak niewolnicy na rzecz wierzycieli.

Czy długi to „zło”?

Aż tak bym tego nie nazwał. Owszem – byłem świadkiem sytuacji, w których chciwe „rekiny finansjery” pogrążyły tonące w długach osoby, podając im „betonowe koło ratunkowe” w postaci kolejnej pożyczki. Nie znoszę też działalności firm, które de facto parają się lichwą, a ubierają swoje usługi w piórka społecznie odpowiedzialnego biznesu. Nie akceptuję sytuacji, gdy pod pozorem oddłużenia pakuje się klientów w znacznie droższe kredyty konsolidacyjne z dodatkowymi środkami „na dowolny cel”. Widziałem wiele złych rzeczy, które są skutkiem długów: stres, kłótnie, nieprzespane noce, dramatyczne decyzje o rozstaniu na kilka lat, bo tata lub mama muszą wyjechać z Polski do zagranicznej pracy.

“Nie mówię że kredyty to „zło”. Uważam po prostu, że zadłużanie się jest finansową głupotą. Im szybciej nazwiemy rzeczy po imieniu, tym prędzej zrozumiemy, że czas głupich długów się pozbyć.  – Marcin Iwuć”

A gdzie są w tym wszystkim karty kredytowe?

Karta kredytowa jest jak nóż

Często mówię wprost, że jestem wrogiem wszelkich chwilówek, pożyczek okazjonalnych, kredytów samochodowych, limitów zadłużenia w rachunku osobistym i korzystania z limitów kredytowych na kartach.

W odniesieniu do słów o limicie karty kredytowej niektórzy Czytelnicy reagują jednak tak, jak Kamil pod moim ostatnim podcastem:

Twierdzisz że absolutnie wszystkie kredyty konsumpcyjne są złe poza mądrym kredytem hipotecznym. Nie zgodzę się. Mądre kredyty konsumpcyjne też są dobre. Spieszę z przykładem.

Korzystam z karty kredytowej która jest darmowa, za jej założenie dostałem bonus od banku oraz mam 2 miesiące na jej spłatę bez płacenia odsetek.

Teraz przy pomocy tej karty kupuję bilety lotnicze, wakacje, czasami produkty na promocjach (tu trzeba zaznaczyć że te rzeczy kupiłbym tak czy inaczej w przyszłości i są one zaplanowane w budżecie domowym).

Co dzięki temu zyskuję?

Zakupione dobra są tańsze, w szczególności bilety samolotowe.

Nie występuje mechanizm pożyczania od siebie w przyszłości. Dlaczego? Bo te dobra mam zamiar wykorzystać w przyszłości i w przyszłości też za nie zapłacę. W miesiącu w którym odbywam wycieczkę spłacam kartę.

Utrzymuję płynność. Nie muszę tworzyć precedensu wyciągnięcia pieniędzy z oszczędności na konsumpcję. Dalej mogę wykorzystywać rynkowe okazje.

Dlatego właśnie stwierdziłem, że muszę lepiej wyjaśnić moje podejście do karty kredytowej. Dla mnie jest ona trochę jak ostry nóż. Możesz pokroić nim chleb. Ale możesz też zrobić nim krzywdę. Zwykle sobie, ale czasem też innym.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Kiedy korzystanie z karty kredytowej ma sens?

W związku z tym, że sporo podróżuję i często znajduję się w sytuacji, w której korzystanie z kart kredytowych jest bardzo wygodne, sam oczywiście takie posiadam. Jedną kartę mam ja (Visa), a drugą moja żona (MasterCard).
Wykorzystujemy jednak te karty wyłącznie jako środek płatniczy. Traktujemy je jak osobny rachunek bankowy, którego domyślne saldo wynosić ma 0 zł. Płacimy kartą tam, gdzie ma to sens, po czym od razu spłacamy jej saldo do zera.

W wielu przypadkach bez problemu można zapłacić za te same usługi zwykłą kartą debetową, korzystając z własnych pieniędzy. Miałem już jednak w podróży sytuacje, w których karta kredytowa okazała się bardzo pomocna. Na przykład wypożyczenie samochodu w Mediolanie byłoby o 30% droższe w przypadku płatności kartą debetową i tylko jedna na sześć wypożyczalni dopuszczała w ogóle wynajęcie auta bez karty kredytowej.

Dlaczego tak jest? Aby otrzymać kartę kredytową, trzeba spełnić pewne minimalne wymogi banku w zakresie generowanych dochodów. Dla wielu firm jest to swego rodzaju potwierdzenie, że mają do czynienia z klientem, który został już trochę „prześwietlony przez bank”.

A jakie korzystanie z karty kredytowej jest bez sensu?

Teraz dwie typowe sytuacje, w których zabawa takim „karcianym nożem” może okazać się bardzo niebezpieczna:

1. Gdy korzystasz z karty kredytowej jak z „darmowego” kredytu

Karty kredytowe często są przedstawiane jako prosty sposób na „darmową” pożyczkę. Przecież przez kilkadziesiąt dni nie płaci się żadnych odsetek od pożyczonych pieniędzy. Wystarczy potem spłacić zadłużenie jednym przelewem w wyznaczonym terminie i nie ponosimy ani kosztów odsetek, ani żadnych opłat a za kartę. To jednak bardzo złudne i banki doskonale o tym wiedzą.

Chyba każdy świeżo upieczony użytkownik karty kredytowej dokładnie tak planuje z niej korzystać: „Zrobię zakupy, wszystko spłacę i nie poniosę żadnych kosztów”. Niestety. Z upływem czasu – krok po kroku – zakupy są coraz większe, pojawiają się pojedyncze miesiące, w których jednak nie spłacamy wszystkiego, aż po kilku latach… Łapiemy się na tym, że spłacamy już tylko kwotę minimalną albo musimy skorzystać z drogiego kredytu gotówkowego, który pozwoli nam spłacić kartę „w wygodnych ratach” (kolejna przyjazna usługa).

Powiem więcej: wiele osób ma wysokie zadłużenie na karcie kredytowej i nawet o tym nie wie. Zaraz po otrzymaniu wypłaty spłacają kartę kredytową do zera – zatem nie płacą żadnych odsetek. Ale gdy tylko to zrobią, okazuje się, że na koncie pozostało tak mało pieniędzy, że znów muszą robić kolejne zakupy na kartę.

Jak jest u Ciebie? Przeprowadź prosty eksperyment.

Spłać swoją kartę kredytową do zera, a następnie przez miesiąc z niej nie korzystaj. Czy jesteś w stanie pokryć wszystkie wydatki bez sięgania po kartę kredytową? Jeżeli tak, to OK. Jeżeli nie – oznacza to, że jesteś już solidnie zadłużony. Być może nie płacisz jeszcze odsetek, być może myślisz, że wszystko jest dobrze. W praktyce jesteś jednak o krok od finansowych tarapatów.

Według danych NBP Polacy w I kwartale 2018 roku mieli 5,8 mln kart kredytowych. Łączne saldo zadłużenia na kartach wyniosło 13,8 mld zł, co daje jakieś 2380 zł na kartę. Rekordy biją tu oczywiście Amerykanie, gdzie karty kredytowe masowo są rozsyłane do przypadkowych klientów. Wystarczy otworzyć kopertę i zacząć płacić. Efekt? W 2015 roku na każdego posiadającego kartę Amerykanina w wieku od 18 do 65 lat przypadało 4717 dolarów długu na karcie (jakieś 17 159 zł). Ale oni przecież mają dłuższą wprawę w korzystaniu z tego „darmowego” pieniądza.

Statystyka działa i banki doskonale o tym wiedzą. Swobodnie kuszą „kredytem za darmo” bo i tak wiedzą, że większość osób zacznie się zadłużać i płacić odsetki.

2. Gdy uważasz kartę kredytową za poduszkę bezpieczeństwa

To nigdy nie przestaje mnie dziwić. Wiele osób naprawdę uważa, że karta kredytowa jest świetnym substytutem finansowej poduszki bezpieczeństwa. To jest klasyczne myślenie „na pierwszym poziomie”. Co mam na myśli?
Faktycznie – gdy coś się przydarzy, możesz skorzystać z pieniędzy na karcie. Zwolennicy myślenia „na pierwszym poziomie” tutaj niestety się zatrzymują i nie zadają sobie trudu, aby rozważyć też konsekwencje wyższego rzędu. W porządku – będziesz miał parę dni oddechu. Ale co dalej? Skąd weźmiesz teraz pieniądze, by spłacić swój dług, od którego naliczają się odsetki? Twoja poduszka bezpieczeństwa będzie twarda jak kamień!

Dlatego bardzo zachęcam do dojścia w swoim myśleniu przynajmniej do „drugiego poziomu” i odpowiedzi na pytanie: „Co będzie dalej?”. Gdy zaczniesz rozważać dalsze konsekwencje, z pewnością zgodzisz się ze mną, że jedynym prawdziwym funduszem bezpieczeństwa jest ten zbudowany z własnych pieniędzy.

Karta kredytowa? Płatności tak, dług nie!

A zatem karta kredytowa jako środek płatniczy – jak najbardziej jest OK. Karta kredytowa jako sposób na pożyczanie pieniędzy lub jako substytut poduszki bezpieczeństwa – to finansowa naiwność.

A jakie jeszcze przychodzą Wam do głowy plusy i minusy korzystania z karty kredytowej? Jesteście bardziej na „TAK” czy mówicie tym kartom zdecydowane „NIE”? Czekam na Wasze pomysły i komentarze ?

Podobne artykuły

Ale się wkurzyłem! Dlaczego tak ostro walczę z długami?
Ugotujesz się jak żaba, czyli długi w naszych głowach
Jak skutecznie pozbyć się długów? Ruszamy na wojnę z największym wrogiem
Jak zarabiać na kartach kredytowych?