Jak zarabiać na kartach kredytowych? FBO 080

29

Na sprytnym korzystaniu z karty kredytowej możemy podobno nieźle zarobić. Cóż, nie znam nikogo, kto stał się bogaty zarabiając w ten sposób na kartach, za to znam wiele banków, z miliardowymi zyskami. Zobaczmy, ile jest cukru w cukrze, czyli prawdy w stwierdzeniu, że obracając pieniędzmi z karty zarobisz sensowne pieniądze. 

Gdy w 2003 roku mój bank poinformował mnie, że jestem dla niego bardzo ważnym klientem i z tej okazji obdarzy mnie ogromnym zaufaniem i powierzy dodatkowe pieniądze w formie limitu zadłużenia na karcie kredytowej, poczułem się, jakbym awansował do wyższej ligi. 

Oto ja, przeciętny człowiek z Dolnego Śląska, zostałem doceniony przez renomowaną instytucję finansową i od tej pory mogłem z dumą przy kasie pokazywać kartę kredytową. A swoje własne pieniądze mogłem trzymać np. na dobrze oprocentowanym rachunku

Właśnie taki mechanizm – czyli korzystanie z pieniędzy banku, podczas gdy nasze pieniądze leżą na jakiejś dobrej lokacie – jest uznawany za jedną z największych zalet kart kredytowych. Często argument ten jest wykorzystywany w sprzedaży kart (obok jeszcze bardziej powszechnego, że to “finansowa poduszka bezpieczeństwa”). Zanim przyjrzymy się sposobom zarabiania na kartach, wyjaśnijmy sobie tylko ważną rzecz. 

Uwaga – agresywny dług!

Współpracowałem z wieloma zadłużonymi osobami i w mojej skrzynce mailowej pełno jest próśb o pomoc od osób, które zaczynały od wygodnej darmowej pożyczki albo od małego limitu na karcie kredytowej. I dzisiaj osoby te toną w długach, stresują się, nie śpią po nocach. Dlatego moja opinia na temat długów i pożyczek konsumenckich jest jednoznaczna: są one największym najgroźniejszym, najbardziej brutalnym wrogiem na drodze do finansowego bezpieczeństwa. 

Długi w bezwzględny sposób drenują nasze kieszenie, z ogromną skutecznością pozbawiają nas ciężko zarobionych pieniędzy i są jak kula u nogi czy kamień u szyi. To ciężki balast, który z trudem dźwigamy na własnych barkach przez życie. Zamiast cieszyć się finansową wolnością, co rano ruszamy do pracy, żeby tyrać na spłatę odsetek. W ten sposób część naszego bezcennego życia poświęcamy harując jak niewolnicy na rzecz wierzycieli. A jak to jest z kartą kredytową?

Możesz także obejrzeć na YouTube (w opisie filmu znajdziesz klikalny spis treści) 🙂

Test dla posiadaczy kart kredytowych

Przy okazji dyskusji o kartach zrób sobie mały test. Wiele osób jest zadłużonych na karcie kredytowej, ale jeszcze nie płacą odsetek i nie zdają sobie sprawy, że są już “pod wodą”. Dlaczego? 

Załóżmy że masz na karcie 5000 złotych limitu i korzystasz z tego limitu w ciągu miesiąca. Później kończy się okres rozliczeniowy i bank podlicza transakcje. Na Twoje konto wpływa akurat wynagrodzenie, spłacasz kartę do zera i jest OK. Mówisz sobie: Bomba! Nie mam długu

I teraz kluczowe pytanie: czy przeżyjesz do końca miesiąca korzystając wyłącznie z tych pieniędzy, które zostały na Twoim koncie po całkowitej spłacie karty? Jeżeli przed końcem miesiąca musisz sięgnąć po kartę, bo brakuje gotówki, to masz już spory dług. Nie jest on jeszcze oprocentowany i nie zapłaciłeś odsetek, ale bank już powolutku zaciera ręce i szykuje się na nadchodzące odsetki i prowizje. 

Karta kredytowa pełni dwie podstawowe funkcje

Może być ona sensownym i całkiem wygodnym środkiem płatniczym. Sam chętnie korzystam z karty kredytowej, gdy rezerwuję hotel na wakacje, gdzie trzeba zrobić rezerwację z blokadą środków na kilka miesięcy do przodu. To również bardzo wygodne narzędzie przy korzystaniu z wypożyczalni samochodów. Np. we Włoszech – bez karty kredytowej się nie obejdzie. Jeżeli nie chcemy mieć ograniczonej oferty lub jeżeli nie chcemy płacić dużo więcej za auto – posiadanie karty jest koniecznością. 

Ale karta kredytowa może być również fatalnym, pogrążającym Cię w długach i czyniącym z Ciebie współczesnego niewolnika źródłem kredytu. 

Dla pełnej jasności: nie jestem przeciwnikiem korzystania z kart kredytowych jako środka płatniczego, ale jestem zdecydowanym wrogiem traktowania karty jako źródła długu czy poduszki bezpieczeństwa. 

Więcej na ten temat napisałem w artykule na blogu:
Karta kredytowa – Cudowny produkt czy samo zło?

Jest tam już 106 komentarzy i trwa gorąca dyskusja. Nie będę więc tego tematu tutaj rozwijał. 

Zarabianie na karcie kredytowej

Dzisiaj zajmiemy się za to tematem zarabiania na kartach kredytowych. Rzućmy najpierw okiem na charakterystyczny komentarz z bloga: 

Jaki sens ma spłacanie karty kredytowej do zera od razu po zrobieniu zakupów ? Mechanizm “grace period” można przecież wykorzystać do generowania zysków z tymczasowo nie wydanej kwoty. Więc lepiej wpłacić wymagalną kwotę na dobre konto oszczędnościowe, po czym dokonać spłaty w dniu “terminu spłaty”. Skoro już ktoś decyduje się na kartę kredytową, to trzeba również nauczyć się dzięki niej zarabiać.
Leszek

Najczęściej wymieniany sposób zarabiania na karcie kredytowej to właśnie płacenie kartą i lokowanie własnych pieniędzy na koncie oszczędnościowym. Za chwilę zobaczymy, ile faktycznie można w ten sposób na karcie kredytowej zarobić.

Co to jest i jak działa “grace period”? – czyli okres bezodsetkowy na karcie kredytowej

Banki często mówią, że gdy korzystasz z karty kredytowej, to masz od 51 do nawet 59 dni bez odsetek. Czas na spłacenie karty po 30-dniowym okresie rozliczeniowym to tzw. grace period – czyli “czas łaski” 🙂 Na osi czasu wygląda to w następujący sposób. Najpierw przez 30 dni robimy zakupy kartą i korzystamy z pieniędzy banku, nie płacąc żadnych odsetek:

Następnie mamy “grace period”. Bank robi nam “łaskę”, bo nie spłacamy również w tym czasie odsetek:

 I rzeczywiście, jak się to zsumuje, to otrzymujemy 51 dni okresu bezodsetkowego:

Niektóre banki dają 21 dni grace period, inne 24 dni, a jeszcze inne 29 dni. Ale gdyby tak chcieć faktycznie ulokować środki z karty kredytowej na cały okres bezodsetkowy, okazuje się, że nie jest to takie proste. Gdy tylko kończy się jeden okres rozliczeniowy, zaczyna się bowiem kolejny. Warto pamiętać o tym nakładaniu się okresów:

Ile można zarobić na karcie kredytowej?

Wyobraź sobie, że na Twoje konto w banku wpływa wynagrodzenie. Masz jednak kartę kredytową, więc postanawiasz ulokować pieniądze z wypłaty na koncie oszczędnościowym, zaś wszystkie wydatki pokrywać z karty, aby w ten sposób korzystać z “darmowych” pieniędzy banku. 

Załóżmy, że ulokujesz swoje środki na 3% w skali roku. Ile “wyciśniesz” z tej operacji? Oto, ile po miesiącu i potrąceniu podatku Belki zostanie w Twoich rękach, w zależności od ulokowanej kwoty:

2000 zł – 4,05 zł
3000 zł – 6,08 zł
5000 zł – 10,13 zł
10 000 zł – 20,25 zł

Oczywiście można powiedzieć, że warto się schylić po każdy grosz. W porządku, ale to nie jest takie oczywiste. Trzeba jeszcze spełnić sporo dodatkowych warunków, o których za chwilę. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby, które używają argumentu zarabiania w ten sposób na kartach, nigdy nie dokonały takich obliczeń. 

Poza tym w różnych komentarzach czytam czasami, że ludzie mogą całą swoją wypłatę ulokować na koncie i żyć dzięki karcie kredytowej. Ale to jest fikcja. Bardzo wiele stałych wydatków musimy opłacić przelewem (np. czynsz za mieszkanie czy media) a przelew z karty kredytowej kosztuje grube pieniądze. 

Uwaga na pułapki – opłaty i prowizje na karcie kredytowej

Porywając się na zarabianie na kartach kredytowych, warto pamiętać o zastawionych na nas pułapkach. Banki są sprytne, bardzo doświadczone w tej grze i świetnie liczą. A nam często trudno jest się w tym połapać. Zauważ, że nawet koniec okresu rozliczeniowego jest zwykle ustawiony tak, by łatwo się było pogubić (np. 17 dzień miesiąca, itp.).

O czym warto wiedzieć? 

1) Częściowa spłata = odsetki do całości zadłużenia

Jeśli nie spłacisz całości wykorzystanego limitu do końca „grace period” czyli w dniu spłaty, bank naliczy Ci odsetki od całości zadłużenia (nawet jeśli spłacisz 99%).

Czyli jeśli masz limit 10 000 zł, wydałeś 9 000 zł i spłacisz 8 999 zł –  zabraknie zatem złotówki – to bank i tak naliczy odsetki od całych 9000 zł. Oprocentowanie wynosi tu co najmniej 10% w skali roku, a gdy dobrze ulokujesz pieniądze na koncie oszczędnościowym, zarobisz ok. 3% w skali roku. Jedno potknięcie i zarobki na karcie z kilku miesięcy przepadną.

2) Pilnuj limitów kwotowych i transakcyjnych…

…by nie zapłacić opłaty rocznej za kartę. Jedna opłata roczna – np.100 zł – zniweluje zyski z całego roku. Często te warunki nie są wcale takie proste do spełnienia. Ostatnio mój bank podniósł limit do 240 transakcji w roku lub minimum 12 tysięcy złotych.

3) Uwaga na historię kredytową w BIK!

Jeżeli korzystasz z karty mądrze i spłacasz w terminie to, co pożyczyłeś, ma to pozytywny wpływ na twoją historię kredytową w BIK.

Jednak, poza samą terminowością spłaty zobowiązań, jest jeszcze jeden element, który wpływa na ocenę punktową w BIK. Jest to stopień wykorzystania przyznanego limitu kredytowego. Jeżeli wykorzystujesz ten limit w każdym miesiącu pod kurek, to wpływ na twoją ocenę punktową już nie jest taki pozytywny. Możesz więc sobie niechcący zaszkodzić.  

4) Pod żadnym pozorem nie wypłacaj gotówki z bankomatu!

prowizje są szalone, np. 8% wypłacanej kwoty (nie mniej niż 10 zł). W dodatku grace period nie obowiązuje przy tego rodzaju transakcjach i już od dnia wybrania gotówki od wypłaconej kwoty są naliczane odsetki. Takie potężne prowizje oczywiście natychmiast przekreślają jakąkolwiek oszczędność czy zarabianie w ten sposób na karcie. 

5) Nie rób przelewów z karty kredytowej… 

…bo zwykle zapłacisz za to 5% wartości transakcji, min. 4 zł i od przelanej kwoty dodatkowo naliczone zostaną odsetki (choć zdarzają się wyjątki – głównie w okresach promocyjnych).

Karta jest super środkiem płatniczym – pod warunkiem że mówimy o transakcjach bezgotówkowych. Jednak wypłacanie gotówki lub przelewanie pieniędzy z karty – to już bardzo droga impreza.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Inne sposoby zarabiania na kartach kredytowych

Spójrzmy jeszcze na inne sposoby zarabiania na karcie, które często się pojawiają na różnych blogach. A dlaczego się pojawiają? Dlatego, że na afiliacji kart kredytowych dobrze się zarabia. Stawka za kartę kredytową jest zwykle dwukrotnie wyższa niż np. za lokatę bankową. Ja na moim blogu w rankingach zdecydowałem się nie umieszczać kart kredytowych. Nie chcę brać w ogóle udziału w tym procederze. Zbyt wiele osób płaci potem odsetki, wysokie prowizje i wpada w finansowe tarapaty.

Są jednak blogi, które powstają wyłącznie po to, aby zarabiać na afiliacji produktów kredytowych. I tam wymienia się m.in. takie zalety kart kredytowych: 

  • korzystanie z rabatów na zakupach, za które płacimy kartą,
  • zbieranie punktów w programach lojalnościowych w zamian za płacenie kartą,
  • korzystanie z tzw. moneyback – czyli zwrotu części wydatków za zakupy dokonane kartą.

Te trzy sposoby to nie jest dla mnie jednak żadne zarabianie. To raczej “łagodzenie skutków dokonanych wydatków”. By skorzystać z rabatu, musisz wydać pieniądze. Aby zebrać punkty w programie lojalnościowym, musisz wydać pieniądze. By skorzystać z opcji moneyback, również musisz wydać pieniądze. 

Kiedy to ma sens?

Oczywiście te trzy elementy mają sens, ale tylko pod jednym warunkiem: że wydajesz pieniądze na to, czego faktycznie potrzebujesz. Jeśli jednak robisz większe od planowanych zakupy tylko po to, żeby skorzystać z rabatu czy zebrać punkty w programie lojalnościowym – to cały plan bierze w łeb. 

No ma przecież sensu wydawanie 95% kwoty po to, żeby zostało w naszej kieszeni 5%.  Zamiast tych 5% możemy mieć przecież 100% – rezygnując po prostu z kupowania zbędnej rzeczy. Dlatego dla mnie to żadne żadne zarabianie.

Przy okazji zaplanowanych zakupów oczywiście warto korzystać z takich cech karty. Ale pamiętaj, żeby “ogon nie machał psem”. Te rzeczy mają się dziać przy okazji dokonywania potrzebnych zakupów, nie stanowić zaś motywacji do ich dokonywania. (Marketingowcy bankowi oraz sieci ich partnerów i tak dokładnie wiedzą, że ludzie płacący takimi kartami wydają przeciętnie więcej).

Bonusy i promocje za założenie karty

Ostatni punkt to różnego rodzaju bonusy wypłacane w ramach tzw. promocji bankowych. Tu można faktycznie zarobić 100, 200, 300, 400 złotych. Dla niektórych łowców okazji może to mieć sens, ale pamiętaj, że banki doskonale potrafią liczyć. Wiedzą, że wśród wszystkich łowców promocji, wcześniej czy później wielu zapłaci odsetki, zapłaci prowizję i bank i tak wyjdzie na swoje.

Często myślimy, że to nie dotyczy nas, bo jesteśmy sprytniejsi. Jednak statystyka jest, jaka jest. Nikt, kto zaczynał korzystać z karty, a dzię ma problem z jej spłatą, nie planował płacić wysokich odsetek i prowizji.

Jak zarabiać na kartach kredytowych? – podsumowanie

1) Karta jako źródło długu? Zapomnij! To fatalna i bezsensowna decyzja finansowa. Taka karta jest jak parasol, który bank Ci daje, gdy świeci słońce. Ale gdy tylko spadnie deszcz (znajdziesz się w trudnej sytuacji finansowej) – od razu Ci ten parasol zabierze.

2) Niektóre osoby myślą o karcie kredytowej, że to ich finansowa poduszka bezpieczeństwa. Prawdziwa poduszka bezpieczeństwa to własne oszczędności, bezpiecznie ulokowane na osobnym rachunku. Karta kredytowa i wszelkie formy długu to “betonowe koło ratunkowe”. Nie da się wyjść z długów, zadłużając się jeszcze bardziej. 

3) Karta kredytowa jako środek płatniczy jak najbardziej OK. Szczególnie dla osób, które nie mają długów i potrafią się z kartą obchodzić. 

4) Zarabianie na odsetkach? Moim zdaniem gra niewarta świeczki. Pilnowanie warunków i poświęcanie czasu dla kilku złotych miesięcznie? Lepiej użyć naszego mózgu do myślenia na większą skalę! Jak zarobić 10 tysięcy miesięcznie? Jak zwiększyć o tysiąc złotych swoje wynagrodzenie? Tam puszczaj swoją energię!

Jeśli będziesz tracić czas na takie pierdoły, jak zarabianie na karcie, stracona energia nie zostanie przeznaczona na coś znacznie ważniejszego. Nad małym “dealem” pracuje się tak samo ciężko, jak nad dużym. Też wymaga to czasu i uwagi. Moim zdaniem lepiej poszukać lepszych sposobów.

5) Uwaga na haczyki i wpływ na historię kredytową w BIK. Nie wykorzystuj limitu karty “pod kurek”. 80% – 85% powinno być ok, ale jeżeli za każdym razem walisz w dno limitu, to nie ma to pozytywnego wpływu na ocenę punktową w BIK. 

6) Jeśli zaś chodzi o moneyback, promocje bankowe, itp. – to wszystko jest OK. Byle tylko ogon nie machał psem. 

Czy znasz takiego człowieka?

Na koniec zadam Ci pytanie, które powinno skłonić Cię do refleksji. 

Czy znasz kogoś, kto stał się bogaty, bo sprytnie zarabiał na kartach kredytowych?

Ja nie znam. Jedyną grupą ludzi, którzy w ten sposób faktycznie zarabiają, są właściciele banków. Ja zarabiam na kartach kredytowych wtedy, gdy kupuję akcje banku i dostaję dywidendę. 

A co Ty myślisz o takim podejściu? Daj znać w komentarzu. Zapraszam do dyskusji 🙂

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

  1. Karta kredytowa. Cudowny produkt czy samo zło?
  2. Poduszka bezpieczeństwa – Twój OBOWIĄZKOWY cel finansowy
  3. Jak działa BFG Bankowy Fundusz Gwarancyjny
  4. Obligacje skarbowe – praktyczny i kompletny przewodnik
  5. Ranking lokat i kont oszczędnościowych
  6. Wtorek z finansami

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 11 924 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze29 komentarzy

  1. MoneyBack kojarzy mi się z dość częstym przypadkiem robienia zakupów “na firmę”, tylko po to, żeby “narobić sobie kosztów” i zapłacić mniejszy podatek. Nie ważne czy kupowanych rzeczy realnie potrzebujemy czy nie. Koszty muszą być, bo podatek… Na przykład wymiana samochodu co 2-3 lata, kiedy to właśnie kupno 2-3 letniego auta może być najbardziej opłacalne 🙂

    Osobiście jakiś czas temu świadomie zrezygnowałem z karty kredytowej, którą “wciśnięto” mi jako sposób na obniżenie oprocentowania kredytu hipotecznego i jakoś zupełnie nie odczuwam jej braku.

    Przy okazji mały “lifehack”, na który natrafiłem przypadkiem:
    Karta, którą otrzymałem była płatna w przypadku braku operacji na określoną kwotę, ale nie mogłem z niej zrezygnować, ponieważ podskoczyłoby nam oprocentowanie kredytu.

    Nie była mi potrzebna, ale tak czy inaczej musiałem pilnować się, żeby wyrobić limit i nie płacić dość wysokiej rocznej opłaty.
    Na chwilę przed wygaśnięciem karty, bank wysłał mi drugą, z przedłużoną datą ważności, ale przesyłka gdzieś zaginęła i karta nie dotarła.
    Stara karta wygasła, nowej nie aktywowałem już od chyba 3 lat. Nie wystąpiłem o wysłanie kopii. W systemie bankowym ma ciągle status “w produkcji”.
    Tym samym oficjalnie z karty kredytowej nie zrezygnowałem, oprocentowanie kredytu mam wciąż obniżone, a bank nie pobiera opłat za kartę kredytową i nie muszę pilnować wykorzystania limitów.

    • Hej Anatol,

      faktycznie fajny #finhack 🙂 Karta “w produkcji” – myślę że ta podpowiedź może przydać się paru osobom, które – podobne, jak Ty – otrzymały kartę w pakiecie.

      Swoją drogą – ciekawe, że bank dodaje kartę do kredytu hipotecznego i obniża oprocentowanie. To dobrze ilustruje, jak bank ocenia nasze szanse “zarobienia” na karcie 🙂

      • Miałem tak samo z kredytem hipoteczny w Pekao SA, dali kartę, bo wtedy jakiś ułamek procenta był tańszy kredyt… ale warunki nie były mocno wyśrubowane, opłata roczna chyba ze 30 zł, chyba że się zrobi płatność raz w roku… Nawet nie wiem czy mogę z niej zrezygnować teraz…

        • Też miałem kredyt w Pekao SA, gdzie do umowy kredytowej dołączony był również “prezent” w postaci konieczności posiadania karty kredytowej. Całe szczęście w umowie była wypisany małym druczkiem zapis, że kartę będę mógł po roku zamknąć jak nie będę jej używał. Oczywiście gdy po roku przyszedłem do Banku w celu likwidacji karty pani za biurkiem robiła pewne problemy i próbowała mi wmówić, że tak nie można, że to na pewno jakiś błąd w umowie itp, ale w końcu musiała przyjąć moją rezygnację z karty i po miesiącu było już po kłopocie.

    • Anatol z tym #finhakiem trzeba uważać, są banki które pobieraja opłatę również za nieaktywowane karty, warto sprawdzić 🙂

      • Zgadzam się. Moja siostra miała tak pobieraną opłatę przez 2 lata. Dowiedziała się o tym jak zrobiła budżet domowy i zaczęła się interesować finansami. Złożyła reklamacje, której nie uznano. Dopiero jak zaczęła drążyć temat i padło słowo nieuczciwa praktyka i że nie podaruje tego dostała zwrot.

  2. Jeśli masz spełniony warunek “wydajesz pieniądze na to, czego faktycznie potrzebujesz” to dalej jest to już (a nawet powinien być) element finansowej higieny. Większość rzeczy da się zrobić na automacie lub prawie na automacie.

    Ten problem możemy porównać do problemu:
    – czy poszukać lepszej lokaty ?
    – postanowiłem kupić przedmiot x – zapłacić gotówką czy skorzystać z rat 0% ?

    Krótko mówić powstaje tu w jakiejś formie efekt latte. Co prawda, większość artykułów opisuje efekt latte w bardziej spektakularny sposób, ale zasada jest podobna.

    “Jeśli będziesz tracić czas na takie pierdoły, jak zarabianie na karcie, stracona energia nie zostanie przeznaczona na coś znacznie ważniejszego. Nad małym “dealem” pracuje się tak samo ciężko, jak nad dużym. Też wymaga to czasu i uwagi. Moim zdaniem lepiej poszukać lepszych sposobów.”

    Wcale nie 🙂 Wystarczy raz ogarnąć temat i poznać zasady. Spłaty mogą być automatyczne (tak, wiem trzeba przelać z oszczędnościówki 🙂 ). Nawet bez automatycznej spłaty, to minuta roboty, którą można zrobić przy okazji.

    Jest to jeden z wielu sposobów na drobne oszczędności, ale większość, po jednorazowym ogarnięciu, można stosować prawie, że na automacie.

    • P. Marcinowi chodziło o to, że zysk z takiej zabawy jest minimalny, a trzeba się nagimnastykować i pilnować terminów. Kartą kredytową kupujemy zwykle rzeczy warte kilkaset, góra kilka tysięcy zł, co przy aktualnych oprocentowaniach kont oszczędnościowych daje zaledwie kilkadziesiąt GROSZY z każdego tysiąca zł. Lepiej założyć lokatę lub kupić obligacje skarbowe za 1000zł – będzie większy zysk bez tej gimnastyki.
      Pozdrawiam.

    • “Wystarczy raz ogarnąć temat i poznać zasady.” Spędzisz na ogarnianiu tematu i poznawaniu zasad pół dnia, a za pół roku dostaniesz maila, że regulamin banku się zmienił i znowu musisz “ogarniać”. To już więcej zarobisz roznosząc przez te pół dnia ulotki 😉

  3. Marcinie, jaka jest Twoja opinia na temat korzystania z karty kredytowej, w której można rozłożyć transakcje na raty (z oprocentowaniem 10%), a środki te idą na opłacenie dentysty? Co miesiąc jest to wydatek około 250 – 500 zł (płatność u dentysty) natomiast rozkładając to na raty pozwala mi to płacić miesięcznie niską ratę (około 250 zł miesięcznej raty), którą mam uwzględnioną w budżecie, jako maksymalna kwota, którą przeznaczam na zdrowie.
    Wiem, że nie jest to rozwiązanie najlepsze, ale na chwilę obecną wydaje się dla mnie optymalne. Zęby niebawem zostaną wyleczone, a podwyżka, którą właśnie otrzymałem, pozwoli mi nadpłacać każdego miesiąca ten dług. Dodam tylko, że z karty kredytowej korzystam od ponad 3 lat, robię to świadomie (jeszcze ani razu nie zapłaciłem odsetek), raty w karcie są dla mnie czymś nowym (korzystam od kilku miesięcy).
    Jeżeli Ty lub czytelnicy macie jakiś tańszy sposób na rozwiązanie tego tematu to z chęcią rozważę. Dodam tylko, że dentysta prywatny i bardzo dobry, więc z niego nie zrezygnuję na rzecz NFZ czy pakietu prywatnej opieki stomatologicznej.

    • Cześć Marcin,

      zacznę od końca Twojego komentarza.
      Dla mnie zdrowie stoi w hierarchii ważności znacznie powyżej pieniędzy, więc nie zamierzam Cię pod żadnym pozorem namawiać do zmiany dentysty, z którego jesteś zadowolony 🙂

      Czy jednak znam tańszy sposób na takie wydatki? Oczywiście. To pokrycie takich wydatków z odłożonego wcześniej funduszu bezpieczeństwa. Dokładnie w takich sytuacjach fundusz ten doskonale spełnia swoją rolę. Domyślam się jednak, że do tej pory – mając pod ręką kartę jako “poduszkę bezpieczeństwa” – nie miałeś jeszcze okazji takiego funduszu zbudować…

      Jesteś zatem w sytuacji, w której z powodu braku funduszu bezpieczeństwa, zadłużasz się niestety… I fakt, że nie zapłaciłeś jeszcze odsetek, niewiele tu zmienia.

      Co zrobiłbym na Twoim miejscu? Raczej nie brałbym rat, bo one oznaczają natychmiastowe naliczanie odsetek, a dodatkowo dają Ci poczucie komfortu (wygodna, niska rata).
      Każdy zaoszczędzony grosz z innego źródła przeznaczyłbym natomiast na jak najszybsze spłacenie karty.

      Pora wkurzyć się na długi, pozbyć się ich i jak najszybciej zbudować fundusz bezpieczeństwa.

      To wymaga jednak determinacji. Zachęcam Cię do przeczytania tego artykułu:
      https://marciniwuc.com/finanse-osobiste-jak-skutecznie-pozbyc-sie-dlugow/

  4. Myślę, ze Marcin trochę prowokuje albo może dmucha na zimne w temacie kart kredytowych. Głównie chodzi mu o to, żeby nie wpaść w zadłużenie, o co może być łatwo, szczególnie patrząc na komentarze takie jak Marcina o dentyście :).
    Marcinie od dentysty, nie ma optymalnych pożyczek ani kredytów. Rozumiem, że czasem sytuacja nas “zmusza”, ale to jest tylko i wyłącznie nasza wina, bo nie mamy poduszki z której ekstra wydatki mogą być finansowane. Jeśli nie musisz wydawać na dentyste, w sensie, że leczenie może jeszcze trochę poczekać to zaoszczędź kwotę potrzebną i wtedy rozpocznij leczenie.

  5. Małgorzata

    Posiadam kartę kredytową, bo często korzystam z hoteli, wynajmuję samochody etc. – szczególnie za granicą zdarzają się sytuacje, gdy karta kredytowa jest niezbędna. Natomiast świadomie utrzymuje na niej bardzo mały limit. Jeśli wiem, że będę potrzebować większego, np. do dokonania rezerwacji, robię przedpłatę na karcie – tj. celowo „spłacam ją” powyżej kwoty zadłużenia. W ten sposób karta kredytowa de facto staje się dla mnie kartą przedpłaconą.
    Nigdy nie traktuję karty jako sposobu na uzyskanie kredytu z banku. Jest dla mnie po prostu środkiem płatniczym.

  6. “Wyrzucenie pensa to klęska wyobraźni. Człowiek wyrzucający pensa nie umie sobie wyobrazić nawet sensu istnienia monety; zapomina pierwszą i najbardziej poruszającą lekcję, jaką daje nam wszechświat, lekcję zawartą w każdym ziarnie i pyłku, mówiącą o nieskończonej, straszliwej potędze ukrytej w tym, co małe.” G.K. Chesterton “Romantyzm oszczędności” w “W obronie rozumu”.

    • Pełna zgoda. Wyrzucanie pensa na opłaty, prowizje, odsetki czy zbędne zakupy związane z korzystaniem z karty kredytowej – w nadziei, że w ten sposób coś zarobimy…

    • Chesterton był pisarzem… zachęcam do przeczytania tych esejów w ogóle…ten był akurat o tym- w dużym skrócie-, że oszczędzanie kojarzy się z czymś nudnym, banalnym “mieszczańskim”, a tak naprawdę to rozrzutność jest banalna. Oszczędzanie wymaga wyobraźni i fantazji, bardziej twórczego podejścia…

  7. Cześć, co do zasady nie korzystam z kart kredytowych ale ostatnio wziąłem jedna za którą dają 400 zł do wydania na allegro. Karta bez opłat. Wydać należy 1500 zł spłacić w terminie a potem niech leży w szufladzie. Przyda się być może do rezerwacji wycieczek za granicę. Wiem niby to niewiele z tym ze jako jeden z pomysłów myślę że może być. Natomiast zgodzę się Marcinie z Tobą ze szkoda czasu na takie pierdoly. Bardziej to potraktowalem jako test. Należy pamiętać ze to jest jakby brać rzeczywista pożyczkę w banku i bank wymaga wielu dokumentów wraz z zaświadczeniem o zarobkach Pawel

  8. A to nie jest tak, że jak ma się dany limit na karcie to niezależnie czy naprawdę wykorzystało się go w 100% czy wykorzystało tylko 1 zł i tak z punktu widzenia BIK-u wykorzystane jest 100%, bo w sumie w każdej chwili posiadacz karty może pójść do sklepu i wydać cały limit?

  9. Też mam kartę (drugą w swoim życiu) i powiem Wam, że mimo ogarnięcia finansowego, karta to najgorsze “zło” z jakim się spotkałem. Tylko kredytówki mają taką cechę, że pieniądze z nich wydaje się z niesamowitą wręcz lekkością. Nie mam pojęcia skąd się to bierze, ale jeśli przy wydawaniu gotówki (nawet sprezentowanej/znalezionej/wygranej) ogląda się trzy razy każdą złotówkę – to pieniądze z karty wydaje się wręcz bez zastanowienia. To jest wręcz przyjemne! I nie chodzi mi tu o kupowanie ton niepotrzebnych rzeczy, ale o to że nie pamiętam żebym przy karcie porównywał ceny produktów, patrzył na budżet i czy szukał promocji. Jest – potrzebuję – kupuje. Tak to działało. Dlatego przy drugiej się “wycwaniłem”. Mam ją tylko dla zwrotów za paliwo – i ona leży razem z kartą lojalnościową stacji. Nie noszę jej na zakupy, w ogóle nie mam jej przy sobie poza tankowaniem. Tylko tak to działa i tak polecam robić wszystkim – potrzebujesz – wyciągasz z sejfu. Limit niski i oczywiście automatyczna spłata. Jeden raz znalazła się u mnie w portfelu na zakupach i oczywiście – w tym jednym okresie rozliczeniowym wydany został prawie max limitu.
    Dodatkowo o czym Marcin nie wspomniał – zwroty są często na kredytówkę, więc nie da się tych pieniędzy łatwo i automatycznie odłożyć. Jeśli ktokolwiek bierze kartę dla zwiększenia swojej płynności finansowej to niech lepiej poszuka dodatkowej pracy i dochodów.

  10. Zgadzam się z Marcinem. Z długów z karty trudno jest wyjść. Raz splacilam i pocielam to mi odnowiono i znowu wpadłam. To wzięłam kredyt żeby spłacić, to wpadłam podwójnie… Chociaż tyle, to pierwsze spłacenia mi dało z psychologicznego punktu widzenia, że wiem, że to jest możliwe, żeby spłacić tą kartę, tylko trzeba się mocno zebrać w sobie. Ale łatwo się wpada z powrotem. Jak jakiś nałóg… Mam prośbę jednak w innym temacie. Jakbyś Marcinie mógł poświęcić trochę czasu na nielubiane kredyty konsumenckie i slynne RRSO które ostatnio pojawia się zerowe w wielu reklamach, na czym wtedy zarabiają pozyczkodawcy i czy ten wskaźnik daje jakieś możliwości do manipulacji?

  11. Przepracowałem sporo lat jako doradca kredytowy ( w kilku dużych bankach). Ludzi, którzy potknęli się na nieumiejętnym korzystaniu z kredytu na karcie widziałem, aż nadto. Jeśli mam przypomnieć sobie kogoś, kto odniósł jakieś spektakularne korzyści z operowania kartą kredytową, to znam chyba tylko jedną taką osobę. Człowiek swoje wszystkie codzienne zakupy opłacał kartą kredytową, tylko po to, by zbierać mile lotnicze w programie partnerskim karty. I rzeczywiście uzbierał na bilet lotniczy do egzotycznego kraju.

    Pewnie, można zarobić nieco na karcie trzymając środki na koncie oszczędnościowym i spłacając całkowicie zadłużenie karty na koniec miesiąca. Ale zawsze jest to nieco. Moim zdaniem zalety karty kredytowej jako produktu bankowego są w troszkę innym miejscu niż możliwość zarobienia dzięki gimnastyce kilku złotych.

  12. Marcinie ciekawy temat, dobrze że odczarowujesz mit “zarabiania” na grace period, rzeczywiście ktoś kto tak myśli o karcie chyba nigdy nie policzył tego w excelu. Natomiast muszę przyczepić się do jednego, powiedziałeś, że nie ma na rynku darmowej karty, każda ma jakąś opłatę, którą ewentualnie można warunkowo znieść, natomiast jest na rynku jedna karta takowej opłaty nie ma 🙂 Nie podam nazwy żeby nie reklamować ani nie podsuwać liny komuś kto chce sobie ją zacisnąć na szyi ale to bank specjalizujący się w klientach zamożnych choć akurat ta karta jest rzeczywiście bez opłat.
    Sam posiadam kartę kredytową, co więcej to głównie nią robię zakupy. Jest to karta z niewielkim moneybackiem, niewielkim bo jest to 1% w marketach spożywczych, 2 (lub 4) % na stacjach benzynowych oraz 3 % w restauracjach. Moneyback na tyle mały, że nawet nie myślę o sztucznym nabijaniu sobie wydatków jak to Anatol wspominał, a same sklepy to takie w których i tak regularnie robię zakupy. O karcie wiedziałem od dawna ale zdecydowałem się jak konsultantka zadzwoniła z promocyjna ofertą, w zamian za ustawienie automatycznej spłaty zostanę dożywotnio zwolniony z wszelkich opłat za kartę. Skoro i tak sie zastanawiałem nad tą kartę to w tych okolicznościach ją wziąłem.
    Zastanawiałem się bo karta kredytowa miała być buforem bezpieczeństwa, właśnie nie funduszem a buforem między mną a funduszem. W razie potrzeby mogę skorzystać z pieniędzy od razu, natychmiast, i spokojnie czekać aż spłyną z konta oszczędnościowego (przelewy międzybankowe lub czekanie do nowego miesiąca żeby nie płacić za drugi przelew w tym).

    To co powyżej napisałem pokazuje tylko, że karta może być przydatna ale w pewnych specyficznych okolicznościach, tylko wtedy, generalnie nie warto.

  13. Jeśli ktoś wydaje pieniądze z karty bez zastanowienia albo kupuje niepotrzebne rzeczy, żeby dostać jakiś zwrot, to chyba jednak nie jest ogarnięty finansowo. Ale w takim przypadku karta jest co najwyżej narzędziem, a nie źródłem problemu.

    Jeśli na karcie ma się przeciętnie 10 tys zł zadłużenia, a kwotę tę inwestuje na 12% rocznie, to miesięcznie można zarobić znacznie więcej niż “kilka złotych”. Owszem, to nigdy nie będzie druga pensja, nie zostanie się też od tego bogatym, ale z drugiej strony bogatymi ponoć zostają ci, którzy nie marnują żadnej okazji.

  14. Bardzo dobrze to wszystko wyjaśniasz, chociaż musiałem kilka razy bliżej się temu przyjrzeć aby wszystko dobrze zrozumieć. Gdybym trafił na podobny artykuł jak zacząłem kilkanaście lat temu używać karty kredytowej to pewnie nie wpadłbym w zadłużenie. Tym bardziej uważam, że artykuł jest bardzo cenny, bo tego nas w szkoleni nie nauczą.
    Dziękuję i pozdrawiam 🙂

  15. W moim przypadku przemyślane korzystanie z karty kredytowej dało mi możliwość zaoszczędzenia ok. 50 zł miesięcznie przy obrocie 5000-7000 zł. Udało mi się to dlatego, że oprócz karty kredytowej miałem również kredyt odnawialny (wiem, to piękne połączenie złych decyzji). W każdym razie, gdy zdałem sobie sprawę w jakiej sytuacji jestem i podjąłem decyzję o wyjściu z długów jak najszybciej to możliwe, to zacząłem szukać wszelkich możłiwości obniżenia kosztów utrzymania kredytu odnawialnego (były momenty, że płaciłem 300-400 zł miesięcznie samych odsetek). Tutaj z pomocą przyszła właśnie karta kredytowa. Mając możliwość obracania pieniędzmi z karty kredytowej, starałem się minimalizować zadłużenie kredytu odnawialnego (odsetki na takim kredycie są liczone za każdy dzień zadłużenia oddzielnie). Czyli utrzymywałem “wysoki stan konta” (czyli starałem się zaniżać zadłużenie kredytu odnawialnego) jak najdłużej to możliwe, a w ostatniej chwili spłacałem kartę kredytową. Potem wpadała wypłata, która znów podbijała mi stan konta, itd. Oczywiście do momentu, w którym spłaciłem wszystkie swoje zadłużenia i jestem wolnym człowiekiem. Z karty kredytowej wciąż korzystam, bo akurat pozwala mi zbierać mile w programie MIles&More i przedłuża ich ważność (pomijając korzyści wynikające z wspomnianych rezerwacji hoteli czy wynajmu samochodu).
    Podsumowując, karta kredytowa może nie jest środkiem, na którym można dużo zarobić, ale może obniżyć koszty innych zobowiązań.

  16. Artykuł słusznie straszy.
    Karta kredytowa jest znakomitym produktem dla osób które:
    1. jej nie potrzebują
    2. mają dużą dyscyplinę finansową

    Mam kilka kart kredytowych, świadomie.
    Nigdy nie zapłaciłam odsetek (spłacam w terminie), nie płacę też za same karty (z jednym wyjątkiem który przeanalizowałam i mimo rocznej opłaty chcę mieć tę właśnie kartę).

    Nie zarabiam gimnastykowaniem się z lokatami, to jakieś niewiarygodne marnowanie czasu.
    To co mi dają karty – to bonusy od wystawców tychże.

    1. Dobre ubezpieczenie podróżne dla podróży opłaconych kartą (dodatkowa zaleta – przy bankructwie biura podróży mogę odzyskać pieniądze w procedurze cashback)
    2. Darmowe wejścia do poczekalni lotniskowych i fast track na niektórych lotniskach (dużo latam i to ważne dla mnie opcje)
    3. Wszystkie zakupy opłacam w miarę możliwości kartą kredytową, ale nie kupuję zachcianek ani nie nabijam kosztów. W zależności od karty dostaję cashback albo punkty w liniach lotniczych.
    Czasem zdarza się jakiś rabat, ale to rzadko i nie szukam szczególnie.
    Punkty w liniach lotniczych zarabiane regularnie kartą sprawiają, że całość zgromadzonych mil nie przeterminowuje się, jest szansa zgromadzenia punktów na atrakcyjne loty.

  17. “Jeżeli przed końcem miesiąca musisz sięgnąć po kartę, bo brakuje gotówki, to masz już spory dług. ”

    Tu nie do końca się zgodzę. Startujesz z pełnym kontem i nową kartą, a gotówka ląduje na takim lub innym koncie oszczędnościowym.
    Jeśli wydajesz tyle co zwykle to po prostu masz ‘dodatkowe’ kilka tysięcy złotych (które na koniec i tak musisz oddać).

    Nie jest to plus, ale też nie jest to minus.
    Dla mnie największym plusem jest to, że kk ułatwia mi planowanie budżetu. Wchodząc w nowy miesiąc mam już zaplanowane wszystkie wydatki kartowe, bo po prostu spłacam poprzedni miesiąc, a nadwyżkę wrzucam w oszczędności.

Odpowiedz

Top
MENU