FreshMail.pl

Wartość netto. Ile zabierzesz na wyspę marzeń?

63

Mało jest liczb i wskaźników, które w tak bezpośredni sposób mówią nam prosto w oczy, jak jest. Bogacisz się, czy biedniejesz? Podejmujesz dobre decyzje finansowe, czy tylko Ci się wydaje? Jesteś faktycznie zamożny, czy to jedynie fasada, za którą kryją się kiepskie finanse? A jaki był zeszły rok? Jesteś „do przodu” czy jednak „w plecy”?

Obiecałem Ci, że w tym roku powrócę na blogu do korzeni i będę zamieszczał więcej materiałów związanych z fundamentami dbania o finanse osobiste. Dlatego dziś przypominam o najważniejszej wartości w całych finansach osobistych – o wartości netto Twojego majątku.

W tym artykule znajdziesz dokładne wyjaśnienie tego pojęcia, a także arkusz w Excelu, który pozwoli Ci błyskawicznie policzyć i monitorować wskaźnik, o którym mowa.

Waga, stoper i… Wartość netto

Trudno jest zrzucić zbędne kilogramy, jeśli od czasu do czasu nie spojrzysz na wagę. Podobnie, gdy starasz się pobić swój czas w maratonie. Bez stopera nie będziesz w stanie dobrać właściwego treningu. Analogiczne zasady dotyczą niemal każdej sfery życia, co elegancko skwitował guru skutecznego zarządzania, Peter Drucker:

Jeśli nie możesz tego zmierzyć, nie możesz tego poprawić.

Finanse osobiste nie są tu żadnym wyjątkiem. Mierzyć możesz różne wartości: stopy zwrotu, wysokość zarobków, procent oszczędności. Jednak najlepszą, najbardziej praktyczną i w pełni obiektywną liczbą, której nie wolno Ci spuszczać z oka, jest wartość netto.

Dlaczego trzeba monitorować wartość netto?

Mógłbym opisać tu sporo historii i dodać kilka anegdot, ale szkoda mi trochę Twojego czasu.

Bardziej zależy mi na tym, abyś po przeczytaniu tego artykułu pobrał zawarty poniżej plik, wypełnił go własnymi kwotami i sam przekonał się, jaki wpływ na Twój sposób działania ma policzenie wartości netto. Oto garść zalet, wymienianych przez osoby, które systematycznie monitorują swoją wartość netto:

  • Poznasz Twoją faktyczną sytuację finansową – dowiesz się, czy jesteś naprawdę bogaty, czy tylko Ci się wydaje;
  • Zmienisz podejście do wydawania pieniędzy – zamiast trwonić je na tracące wartość, psujące się, zbierające kurz i rdzę przedmioty, zaczniesz koncentrować się na aktywach dochodowych;
  • Nie dasz się nabrać na złudne poczucie obfitości, płynące z używania aktywów, bo będziesz pamiętał o powiązanych z nimi zobowiązaniach;
  • Szybciej pozbędziesz się kredytów i pożyczek, by mieć porządek po „prawej stronie” wartości netto;
  • Być może spieniężysz niektóre zbędne rzeczy, aby poprawić swoje zestawienie;
  • Nie będziesz mieć wątpliwości, czy Twoje działania na rzecz poprawy finansów są skuteczne, czy może inwestujesz energię nie tam, gdzie trzeba, itp.

OK, zatem pora przejść do konkretów!

Jak krok po kroku obliczyć wartość netto?

Wyobraź sobie, że za pół roku wyruszysz w podróż na jedną z wysp Pacyfiku, na której postanowiłeś się osiedlić. Piękne widoki, świetny klimat, przepyszna kuchnia – zawsze o tym marzyłeś. Aby żyć tam beztrosko, zabierzesz wszystkie swoje pieniądze. Dlatego przed wyjazdem:

  1. Spieniężysz cały majątek;
  2. Oddasz wszystkie długi;
  3. Resztę zabierzesz za sobą.

I właśnie ta „reszta”, za którą będziesz mógł żyć w nowym miejscu, to Twoja realna wartość netto. Ta jedna liczba najtrafniej pokazuje, ile tak naprawdę jesteś wart – oczywiście pod względem finansowym 🙂

Aby ułatwić sprawę, przygotowałem prosty arkusz w Excelu, który pomoże Ci błyskawicznie dokonać obliczeń, a także monitorować Twoją wartość netto w czasie. Dlatego zacznij od pobrania tego pliku:

Pobierz plik FBO wartość netto

Swoje obliczenia zacznij od AKTYWÓW – czyli składników Twojego majątku. W tej części wypisz wszystko to, co udało Ci się do tej pory zgromadzić, a co w ciągu sześciu miesięcy możesz spokojnie spieniężyć. W pliku znajdziesz tabelę wypełnioną przykładowymi wartościami:

wartość netto Aktywa

Jeszcze niedawno we własnym zestawieniu aktywów uwzględniałem też inne rzeczy, jak meble wolnostojące, sprzęt RTV, rower, kolekcję płyt DVD. Doszedłem  jednak do wniosku, że wartość takich przedmiotów błyskawicznie maleje i nie ma sensu tracić czasu na jej szacowanie. Zapewne sprzedałbym je razem z mieszkaniem lub rozdał za darmo. Zakładam zatem, że pieniądze za takie sprzęty… Wyparowały.

I jeszcze jedna uwaga. Bądź realistą przy szacowaniu wartości poszczególnych składników majątku. Przy nieruchomościach – odejmij jakieś 15% od tego, co widzisz w cenach ofertowych, a uwzględniając wartość inwestycji, pamiętaj o ich pomniejszeniu o wartość podatku Belki. Chodzi o możliwie realistyczne kwoty, które zabierzesz ze sobą „na wyspę”, a nie o wartość sentymentalną.

Gotowe? Świetnie!

Możesz teraz przejść do zebrania informacji o wartości Twoich ZOBOWIĄZAŃ. W pliku znajdziesz przykładowo wypełnione pozycje. Najważniejsze, by zebrać tu wszystkie długi – włączając w to pożyczki od rodziny, przyjaciół i znajomych. To nie są Twoje pieniądze i przed wyjazdem musisz je oddać:

wartość netto Zobowiązania

I już! To wszystko!

Po wypełnieniu tabeli otrzymasz komplet informacji niezbędnych do policzenia wartości netto. Oczywiście arkusz policzy tę wartość za Ciebie, korzystając z prostej formuły:

AKTYWA – ZOBOWIĄZANIA = WARTOŚĆ NETTO

W naszym przykładzie wygląda to tak:

wartość netto Bilans

Jestem bardzo ciekawy, jak zareagowałeś, gdy finansowa „waga” pokazała Ci faktyczną wartość netto Twojego majątku.

Jesteś zadowolony z wyniku, który otrzymałeś?
A może otrzymana kwota podziałała jak trzeźwiący prysznic?
Czujesz się bogaty?
Gdybyś faktycznie miał przeżyć za takie pieniądze, bez żadnych dochodów – na ile miesięcy by wystarczyło?

To tylko wybrane pytania, które warto tu sobie zadać.

Jak monitorować swoją wartość netto?

Jednorazowe obliczenie wartości netto nie wystarczy.

Pomoże Ci trafnie określić punkt startu – miejsce, w którym jesteś dziś. Teraz jednak pora wyruszyć w drogę, dzięki której zaczniesz się bogacić. I właśnie wartość netto pokaże Ci precyzyjnie, czy idziesz we właściwym kierunku.

W arkuszu znajdziesz dodatkowo prosty wykres, który pomoże Ci monitorować postępy:

wartość netto Wykres

Od tego czasu co miesiąc możesz obserwować, jak wygląda Twoja wartość netto.

Krzywa pnie się do góry? Brawo! O to chodzi!

A może jednak od wielu miesięcy jest płaska? Oj, to oznacza, że stoisz w miejscu, a Twoje pieniądze gdzieś się rozchodzą…

Na takim wykresie możesz zaznaczyć jeszcze jedną wartość: Twój cel. Zdecyduj, jaką wartością netto chcesz dysponować za 5 lat, a potem sprawdzaj, w jakim tempie zbliżasz się do celu. Na temat wyznaczania celów finansowych napiszę więcej w jednym z kolejnych artykułów.

To tyle na dziś. Siadaj, policz i podziel się wrażeniami! A ja wracam do pracy, która pomoże Ci krok po kroku zwiększać wartość netto Twojego majątku. Miłego dnia! 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 9 190 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze63 komentarze

  1. na łopatki ten artykuł rozłożył mnie.
    w realnym podejściu do swojego majątku będzie bardzo pomocny dla większości czytelników.
    -15% w wycenie dla swoich nieruchomości to nawet za mało. bardzo przecenia to co posiada większość osób (udowodnił to nawet naukowo gdzieś kiedyś ktoś).
    tak jak nie uwzględniasz mebli, muzyki , filmów garnków i takich innych dupereli, wycofał bym też wartość samochodu (w osobistym majątku nie biorę go pod uwagę).
    jeśli już koniecznie i nie da się pominąć tego cacka, lśniącego to aktualną wartość podzielić należy przez 2 (może nawet przez 3).
    raz jeszcze podkreślę, artykuł należy rozsyłać do czytania szczególnie młodym gniewnym często latającym w obłokach (niech się nie obraża młodzież).
    dlaczego mnie rozłożył i jestem nim zdruzgotany? nie mam co wpisać w tabeli zobowiązania 🙁
    usiąść i płakać, dawno nie byłem w tak niekomfortowej sytuacji.
    podobnym i sobie aby ulżyć proponuję tą tabelkę uzupełnić o nową pozycję –
    tak propagowaną przez Ciebie finansową poduszkę bezpieczeństwa.
    na nagłe wydatki.
    minimalna kwota to 10k, oczywiście pesymiści, wrażliwcy i inni podobni degeneraci mogą dodać sobie kolejne zera.
    pirx

    • Cześć Pirx, dziekuję za komentarz.

      Uwzględniam to, co mogę realnie upłynnić przygotowując się do wyjazdu. Dlatego samochód jest na tej przykładowej liście – to jednak kilkadziesiąt tysięcy. Oczywiście przy wycenie zalecam konserwatywne podejście – może nie „podzielić przez 2” – jak proponujesz, ale np. 20% mniej niż proponuje ubezpieczyciel w polisie AutoCasco. To bardzo fajnie pokazuje, jak samochody pięknie przepalają nasz kapitał.

      Masz racje z „młodymi gniewnymi” – wartość netto potrafi sprowadzić na ziemię i zmusić do logicznego myślenia.

      Co do zobowiązań – cieszę się bardzo, że Twoja „prawa strona” jest czysta 😉 Bardzo przyjemne uczucie, prawda?

      Środki z poduszki bezpieczeństwa oczywiście uwzględniamy „po lewej stronie”. Ja zalecam poduchę w wysokości minimum 6-miesięcznych wydatków.

      • „Jeszcze niedawno we własnym zestawieniu aktywów uwzględniałem też inne rzeczy, jak meble wolnostojące, sprzęt RTV, rower, kolekcję płyt DVD. Doszedłem jednak do wniosku, że wartość takich przedmiotów błyskawicznie maleje i nie ma sensu tracić czasu na jej szacowanie.”
        Mam dokładnie takie samo podejście :). Samochodu też nie liczę, bo jest wart mniej niż 3k. W zasadzie to instalacja gazowa z autem gratis :D.

        Mi wystarczy liczyć wartość netto raz w roku (okolice lutego).

        p.s. Nie mieć co wpisać po „prawej stronie” to zapewne świetne uczucie, ale nawet tylko jedna pozycja – hipoteka daje uczucie zadowolenia :).

      • nie zgadzam się co do wpisania poduszki w lewej tabeli.
        w celu wyjaśnienia mojego rozumowania należy uwzględnić 2 stany:
        1. poduszki nie mamy – wtedy bezapelacyjnie traktujemy to jako zobowiązanie, ponieważ trzeba te zł uzbierać (oszczędzić na zbytkach) tak jak na spłatę raty kredytu.
        2. gdy poduszka jest – w zasadzie do żadnej tabeli się nie nadaje, ponieważ o tych zł powinno się zapomnieć i traktować jakby wcale ich nie było.

        przyjemność z czystości prawej strony pewno i jest, ale żeby być w tym względzie obiektywnym należało by poznać stan nieczystości. niestety nie udało mi się to do tej pory.
        zapewne wielu pomyśli, cwaniak odziedziczył po rodzicach, i to jest prawda ale nie „grube konto” a umiejętność odmawiania sobie i ciut zdrowego rozsądku.
        Potwierdza to, że promowana na Twoim blogu edukacja finansowa dzieci jest BARDZO ważna.

        co do samochodu: dlaczego nie uwzględniam?
        powiedzmy kupujemy auto za 50k. po kilku latach sprzedajemy za 20k i kupujemy następny za 50k albo więcej. nie widzę więc sensu wpisywania do lewej tabeli ponieważ przynosi on same uszczuplenia majątku.
        żeby nie wyszło że jestem dusigroszem śpieszę wyjaśnić, że mam samochód (nawet 2 szt) 🙂
        pirx

        • Marcin Kluczek

          Cześć pirx,

          Sądzę, że nie warto przekombinowywać z wartością netto i liczyć ją „tradycyjnie” dla zachowania jednoznaczności definicji, a potem można z niej wyciągać wskaźniki pod siebie 🙂

          Przykładowo z poduszką
          1 – nie mamy jej – jeżeli chcesz potraktować ją jako zobowiązanie, powinieneś dopisać do zobowiązań inne planowane cele np. spłacenie przed czasem hipoteki i zrobisz wielki minus w wyniku końcowym podwójnie licząc hipotekę (trochę przerysowuję, ale widzisz o co mi chodzi 🙂 )
          2 – mamy, ale nie liczymy – a jeśli, odpukać, stracisz pracę, to poduszki nadal nie będzie, czy nagle się pojawi? 🙂

          Samochód
          1 – nie wpisuję, bo traci na wartości – taka jego natura (z pewnymi wyjątkami). Po prostu trzeba zasypać tę dziurę nowymi środkami, albo będzie minus. Minus to nic złego, to informacja. Złe jest tylko nie wyciąganie wniosków.
          2 – nie wpisuję następnego auta za 50k – czyli robisz sobie z dnia na dzień wyrwę na 50k w bilansie, a to nadal 50k w dniu zakupu i w razie wielkiej wtopy sprzedasz ten samochód za 20, 30, 40k

          Rozumiem, że chcesz sumować wartość mienia pomniejszonego o rezerwy i aktywa tracące na wartości, ale to już nie jest wartość netto. Po odrzuceniu własnego mieszkania, bardziej wyjdą z tego „aktywa” by Kiyosaki. Ma to sens przy zestawieniu z przepływami, ale komplikuje prosty schemat i utrudnia śledzenie danych w czasie, bo nie wystarczy prosty wykres. Trzeba pamiętać skąd się wzięły „anomalie”. Dlatego moim zdaniem „tradycyjna” wartość netto, a obok można liczyć już po swojemu wyrzucając poza nawias to i owo.

          PS. Podobnie kombinowałem, ale znudziło mi się to przez niepotrzebne komplikacje. Net value to net value, a inne wskaźniki wpisuję obok i mam jasność sytuacji.

  2. Cześć

    Potwierdzam co piszesz. 🙂
    Dodam od siebie, że jak zaczynałem miałem jakieś 75 tys wartości netto (sierpień 2014 r.). Obecnie (grudzień 2017 r.) mam już 250 tys. wartości netto.

    I to wszystko dzięki Twojej pomocy i wsparciu, oczywiście bez mojej pracy nic by nie było ale gdybym nie spotkał Ciebie … aż boję się pomyśleć.
    dzięki raz jeszcze 🙂 i pozdrawiam
    Andrzej (endru)

    • Hej endru, jak miło znowu Cię usłyszeć 😉

      Gratuluję postępów i świetnego wyniku i nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że tak znakomicie sobie radzisz.
      Jestem z Ciebie bardzo dumny! 😉 Brawo!

  3. Cześć Marcin
    Przyłączam się do Ciebie. Od trzech lat monitoruje ten wskaźnik w cyklu półrocznym.
    Dodałem ponadto wzór zaciągnięty z „Sekretów Amerykańskich Milionerów” gdzie można wyliczyć w zależności od wieku oraz rocznego przychodu ile majątku powinnismy zgromadzić.

    Tym samym , jest potencjał do doskonalenia bo zamiast wartości netto 85 tys (jak w przykładzie) , dużo nie dużo , ciężko powiedzieć….. dostajesz wynik np 25% …. bo swoją droga w tym wieku powinieneś już mieć jakieś 340 tys naleZac do nazywanych tam PBB (Przodowników Budowania Bogactwa) a nie NBB (Nieudaczników Budowania Bogactwa)

    Ciekawe ćwiczenie – zachęcam bo sam uprawiam

    • Hej Hugo,

      dawno temu czytałem tę książkę – bardzo fajna, bo pokazuje, że można się bogacić w sposób mało spektakularny, ale za to bardzo skuteczny.

      Bogactwo jest względne – tzn. ludzie często czują się biedni lub bogaci poprzez porównanie z innymi. Aby nie wpaść w jakiś „wyścig szczurów” – definiuję własne docelowe poziomy dla siebie i porównuję tylko z samym sobą – tzn. – czy w danym roku jestem bliżej swojego celu, czy dalej.

      Gdy w 2009 miałem samych kredytów na ponad 2 mln PLN, obiecałem sobie, że za 7 lat chcę być 2 mln PLN na plusie. Cel wydawał się na początku nierealny, a jednak dopięliśmy swego w 6,5 roku. Jestem realistą i twardo stąpam po ziemi, ale sam żartowałem, że zadziałała „magia celu” 😉 Dlatego nadal wyznaczam sobie kolejne cele i krok po kroku zbliżam się do nich.

      Myślenie w kategoriach wartości netto bardzo pomaga mi w podejmowaniu świadomych decyzji.

  4. Też warto podkreślić, że dwie takie same wartości netto wcale nie oznaczają, że osoby te będą w takim samym położeniu finansowym 🙂

    Tak samo wynik w okolicy 0 wcale nie musi być złym wynikiem. Warto przeanalizować każdy wynik indywidualnie, a najlepiej poznać nawyki finansowe danej osoby i rodziny. Dlatego kluczowe jest tak jak Marcin napisałeś analizowanie zmian wartości netto w czasie 🙂

    Dla tych osób co uporają już się z długami, mają finansową poduszkę bezpieczeństwa i skupiają się teraz na inwestowaniu, warto przy wartości netto analizować jaki % ich majątku jest dochodem pasywnym. Dla przykładu mogą być dwie rodziny, gdzie jedna ma piękną działkę i dom warte 600 tys. zł, a druga mieszka w bloku i posiada dwie kawalerki na wynajem. Łączna wartość ich nieruchomości też wynosi 600 tys. zł. Wartość netto ta sama, ale sytuacja finansowa całkowicie inna 😉

    Super, że wracasz Marcin z wpisami do korzeni, powodzenia! 🙂

    • @Michale! czytasz mi w myślach, chciałam poruszyć ten sam aspekt 😉

      @Marcinie trudne pytanie zadałeś. Moja wartość netto nie jest jakaś oszałamiająca, ale czuję się bogata 😉 A to dlatego, że na bogactwo składa się znacznie więcej aspektów niż tylko ten finansowy. Przynajmniej moim skromnym zdaniem ;).

      • Cześć Alicja Oszczędnicka,

        wiesz na pewno, ze pieniądze to tylko jeden z elementów, na których się koncentruję, by moje życie było jak najszczęśliwsze. Moja hierarchia celów, o której czasem wspominałem, jest bardzo jasna:

        1. Miłość i rodzina
        2. Zdrowie i sprawność
        3. Sukces w biznesie
        4. Podróże i Przygody
        5. Finansowa wolność

        Oznacza to np., że nie będę zarabiać pieniędzy kosztem mojej rodziny, zdrowia, itp.

        Staram się jednak nie rozwadniać pewnych terminów, by nie zamydlać oczu samemu sobie. Dla mnie miarą bogactwa jest wartość netto.

        Myślę jednak, że świetnie rozumiem, co masz na myśli. Jak powiedziała kiedyś Coco Channel:
        „Są ludzie, którzy są bogaci i tacy, którzy mają tylko pieniądze”

        Robię wiele, by być w pierwszej grupie 😉

    • Zasadniczo masz racje, że trzeba każdy przypadek osobno. Podałeś dwa różne przypadki, ale który jest lepszy? Tego nie wiadomo, bo (tak jak słusznie zauważyłeś) nie znamy nawyków, dochodów, itd.

      Chyba trzeba by wartość netto odnieść do wielokrotności rocznych wydatków. Zalozmy wartość netto 100k pln, a wydatki roczne to 60 k pln – wyglada całkiem Ok, ale przy wydatkach na poziomie 200 k pln – nie wygląd juz tak różowo. Może ważniejsze sa przepływy, jakie generuje nasz majątek? Czy majątek o dodatniej wartości netto zawsze bedzie generował dodatni przepływ finansowy? Nie zawsze. A chyba to jest najważniejsze.

      Sama wartość netto nie wiele mówi, ale może gadam głupoty.

      • Krzysiek masz rację, powinienem doprecyzować, że rodziny nie tylko o takiej samej wartości netto, ale i podobnych zarobkach oraz nawykach finansowych 🙂 Wtedy zdecydowanie w lepszym położeniu finansowym jest ta rodzina, której jakaś część majątku (im wyższa tym lepiej) generuje dochód pasywny 🙂

        Nie, nie gadasz głupot, dobrze prawisz. Każdy wynik najlepiej rozłożyć na czynniki pierwsze 🙂 Ktoś może mieć na przykład na chwilę obecną wartość netto na poziomie miliona złotych, a dopiero co większość z tego majątku otrzymała w spadku. Więc jeśli ktoś ma fatalne nawyki finansowe (przepraszam, że tak brzydko to brzmi) to i z takiego majątku i daru od losu nic nie zostanie 🙂

        @Alicja, przepraszam, że tak szybko się wypaplałem, Panie powinny mieć pierwszeństwo 🙂

    • Gorzej jak nagle w jednej z kawalerek na wynajem zacznie mieszkać rodzina, która nie płaci i nie da się jej łatwo wyrzucić. A jeszcze dodatkowo przez kilka lat mieszkania i niepłacenia, zdemoluje mieszkanie. Taka przestrzelona inwestycja potrafi zrujnować wartość netto.
      Taka osoba z ekspozycją na ryzyko jest niekoniecznie w lepszej sytuacji od kogoś kto posiada droższą nieruchomość, ale bez takiej ekspozycji 😉

      Jak widać nie jest to takie oczywiste i jak zaczniemy komplikować, to zaczynamy mieć za dużo zmiennych. Z tego powodu zwykła wartość netto jest według mnie dużo lepszym wskaźnikiem.

  5. Ten, i Twój poprzedni artykuł skłonił mnie do refleksji. Nie wiem, czy się zgadzam. Może taki mam akurat etap w życiu, gdy zaczynają się liczyć inne rzeczy. I zaaczynam naprawdę poważnie myśleć o zmniejszeniu swoich zarobków.
    W artukule o filarach bogacenia się napisałeś, że „twoim świętym obowiązkiem jest ciągłe zwiększanie osobistej wartości rynkowej, za którą idzie wysokość zarobków”. Z pierwszą częścią zgadzam się – wiąże się m.in. z szeroko rozumianą edukacją, zwiększaniem kompetencji – i to powinniśmy robić w miarę możliwości do końca życia. Ale czy naprawdę musimy ciągle zarabiać więcej i więcej i zwiększać swoją wartość netto?

    • Bardzo dobre pytanie.

      Główną grupą moich czytelników są osoby, które są na początkowo wczesnych etapach dbania o własne finanse. Wtedy cel finansowy jest jasny: zapewnić finansowe bezpieczeństwo rodzinie i wypracować system skutecznego zdobywania pieniędzy, bo to zwiększa nasze możliwości działania i realizowania marzeń oraz pasji.

      Co jednak w sytuacji, gdy już tam jesteśmy? Co, gdy mamy już tyle pieniędzy, że nie musimy myśleć o ich zarabianiu?

      Moim zdaniem warto realizować wtedy 3 cele:
      1. Cieszyć się życiem
      2. Mądrze inwestować
      3. Pomagać innym

      Oczywiście pkt. 1. i 3. mogą osiągnąć takie rozmiary, że nasza wartość netto zacznie się „kurczyć” – więc rzeczywiście masz rację.

      Natomiast bez względu na to – w dzisiejszym świecie musimy się nieustannie rozwijać, bez względu na wiek. Tempo zmian jest tak szybkie, że wiedza błyskawicznie się przeterminowuje. Moment, w którym stracimy zdolność kreowania wartości dodanej dla innych, to moment, w którym przestaniemy zarabiać.

      Zbyt wiele osób kończy edukację wraz z uzyskaniem dyplomu. A to powinien być dopiero początek drogi!

  6. Nie ekscytowałbym się tak bardzo wartością netto. To bardzo fajny wskaźnik ale sam nic nie mówi. Na badaniu krwi nie ma jednego wskaźnika i tak samo w finansach. Ja bym raczej rozpatrywał wartość netto jak jeden z wielu i to raczej nie najważniejszy.

    1. Koszty pasywów
    2. Koszty życia
    3. Dochód pasywny
    4. Główny przychód
    5. Wartość netto
    6. Zwrot z majątku (kapitału)

    W takiej kolejności rozpatrywałbym ocenianie swojego stanu finansowego. Jeśli ktoś dąży do bogactwa to w tej kolejności powinien patrzeń na swoje finanse.

    • Marcin Kluczek

      Zadziwiająco podobne do https://marciniwuc.com/jak-sie-bogacic/

      I: kontroluj koszty / II: zwiększaj dochody / III: inwestuj

      1. Koszty pasywów => Filar I
      2. Koszty życia => Filar I
      3. Dochód pasywny => Filar II / Filar III
      4. Główny przychód => Filar II
      5. Wartość netto => Filar III
      6. Zwrot z majątku (kapitału) => Filar III

      • To obaj nie możemy się mylić 🙂

        Wartość netto jest bardzo zwodnicza. Wystarczy wejść na licytacje komornicze. Pełno licytacji gdzie ludzie są licytowani z np mieszkań za kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy długu. Wartość netto na dużym plusie a sytuacja beznadziejna.

        • Cześć Callipso,

          myślę, że obaj znamy mnóstwo wskaźników, którymi możemy określać stan finansów. Ale chcąc śledzić je regularnie, musielibyśmy wkrótce zajmować się tylko tym…

          Natomiast regularne śledzenie wartości netto jest banalnie proste i daje nam odpowiedź na pytanie, czy bogacimy się, czy biedniejemy.

          Oczywiście, jak każdy wskaźnik oparty na danych, wartość netto podatna jest na zasadę „garbage in- garbage out” – jeśli nawpisujemy w tabele hurra optymistyczne estymacje naszych aktywów, to i wartość będzie do kitu.

          Jednak porównanie z licytacją komorniczą nie wydaje mi się trafne. To skrajna sytuacja, w której sumy oszacowania z definicji są niższe od wartości rynkowej. To tak, jakbyś kazał komuś stawać na wadze, gdy po wypadku cały jest w ciężkim gipsie. Skrajne sytuacje wymagają innego podejścia, nie wykluczają jednak zastosowania standardowych narzędzi do normalnych sytuacji, prawda?

          To, co urzeka mnie w wartości netto, to łatwość śledzenia i prostota interpretacji. Posiadanych nieruchomości oczywiście nie szacuję co miesiąc, tylko raz w roku, ale wartości innych składników, są bardzo łatwe dostępne.
          Dlatego wartość netto to najważniejszy wskaźnik, któremu się przyglądam, a którego policzenie zajmuje mi 10 minut.

          Wracając do Twojej długiej listy wskaźników: faktycznie monitorujesz je co miesiąc?

          • W zasadzie tak. W kosztach życia mam ujęte to co chce mieć i wiem ile mnie to kosztuje. Dochód pasywny też widzę w cyklach miesięcznych. Główny dochód również. Siłą rzeczy najważniejsze elementy mam na podglądzie miesięcznym. Wartość netto policzyłem raz jak spłaciłem wszystkie kredyty, tak z ciekawości. Poza tym, że wyszła liczba nie wiele to powiedziało o tym co jest dla mnie ważne.

            Możesz mieć dużą wartość netto i być biednym, dlatego poza pustą dumą ten wskaźnik niewiele daje. Taki przykład:

            Masz działkę rolniczą, rekreacyjną. Do tego duży dom na drugiej działce po rodzicach albo budowany i wykańczany przez 10-15 lat.( bardzo popularne poza miastem) Nie masz żadnych kredytów i jakąś średnią pensje. Wartość netto bomba prawda? Utrzymanie domu kosztuje, działki też. Średnia pensja w tej opcji na zbyt wiele nie pozwala. W twojej opinii jesteś bogaty i dumny z siebie. Ja uważam, że nie i łatwo wpaść w tej sytuacji w długi bo masz nadmierne poczucie bezpieczeństwa.

            Licytacje komornicze dokładnie oddają fałszywość wartości netto. Biedni ludzie mają mieszkanie za kilkaset tysięcy a są licytowani za zaległości do spółdzielni lub niewielkie kredyty. Mają duże majątki ale nie są wstanie ich utrzymać przez małe dochody.

  7. Warto może jeszcze dodać jakaś miarę do porównania naszego osobistego wyniku z wzorcowym poziomem biorąc pod uwagę nasz wiek i zarobki. Amerykański przykład:
    Net Worth = Age X Pre-Tax Income / 10.
    Powinno dać nam zgrubny ogląd jak się ma nasz wynik- podobnie jak w przypadku wskaźnika BMI 😉

    • @Kansuke
      Popieram. W sumie niedokończony jest jeszcze cykl o „zwykłych” inwestfunduszach.

      @Marcin
      Ten i poprzedni artykuł mógłbyś dodać na stronę „START” o podstawach.

    • Również popieram. Cykl nie jest dokończony, a myślę że sporo ludzi czeka na ciąg dalszy. Zresztą sam piszesz w ostatnim odcinku, że w kolejnym będzie już tylko praktyka. To tygryski lubią najbardziej 😉

  8. Rowniez obliczam swoj majatek netto pomijajac wartosc mebli, sprzetow rtv, agd itd. Tak naprawde ograniczam sie do swoich aktywow.

    Jedyna roznica jest moje podejscie do podatku Belki. Wartosc podatku mozna policzyc, ale dotyczy ona tylko zysku a nie calej zainwestowanej kwoty. Dlatego pomijam te obliczenia.

    Dla mnie celem jest mozliwosc wyplacania okreslonej kwoty rocznie z posiadanych aktywow i dopiero w tej staram sie uwzglednic jakis podatek. A stopa podatekowa w perspektywie 5, 10, 20 lat moze sie zmienic.

    Przy wiekszych kwotach moze warto na rok wyjechac do kraju gdzie nie ma podatku od zyskow kapitalowych? 😉

    • Podatek od zysków kapitałowych uzyskanych w Polsce przez obywateli Polski (chociaż możliwe, że przez każdego, nie pamiętam w tej chwili) odprowadzany jest w Polsce niezależnie od aktualnej rezydencji podatkowej.

      • Nie do końca. Podatek, owszem odprowadzany jest do urzędu skarbowego kraju, w którym bank ma swoją siedzibę. Możesz jednak zmienić wysokość tego podatku, jeśli złożysz certyfikat rezydencji podatkowej. Wtedy bank rozlicza Cię na zasadach, jakie panują w kraju, którego certyfikat złożyłeś. Kwestia opodatkowania dotyczy wszystkich klientów banków, zarówno rezydentów, jak i nierezydentów.

          • Ciekawa (?) interpretacja, w której organ przeczy sam sobie w uzasadnieniu. Np. tutaj została słusznie skrytykowana:

            http://podatki.gazetaprawna.pl/wywiady/457010,obcokrajowiec-nie-placi-pit-zbywajac-akcje.html

            Niestety nie mam na potwierdzenie swojego stanowiska interpretacji korzystnych, ale takie można wywieść wprost z analizy dowolnej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, jaką zawarła Polska – artykuł „Dochód z przeniesienia własności majątku”, zwykle art. 13.

          • Wojtek, dzięki za tego linka. Zaburzyło to trochę to co już sobie poukładałem. Szkoda, że nie ma pełnej jasności i spójnych przepisów.

            „Zatem sprzedaż udziałów (akcji) innych niż spółki, których aktywa w większości składają się z nieruchomości, nie może podlegać opodatkowaniu w Polsce.”

            Zastanawiam się czy w takim wypadku zysk ze sprzedaży akcji spółek, których aktywa składają się z nieruchomości podlega opodatkowaniu w Polsce, a jeśli tak to trzeba by każdą spółkę sprawdzić pod kątem majątku (ciekawe jak w takim wypadku sprawdzić ETFy i udziały w TFI).

      • To jest, delikatnie mówiąc, nieprawda. W zdecydowanej większości przypadków tzw. „capital gains” są opodatkowane wyłącznie w miejscu rezydencji podatnika. Co innego odsetki, te są zazwyczaj opodatkowane częściowo w kraju źródła, częściowo rezydencji podatnika.

      • Przyznam ze nie interesowalem sie tym tematem.

        Zaluzmy ze kupielm akcje w roku 2010 a w 2020 wyjezdzam do Szwajcarii (lub innego kraju bez podatku od zyskow kapitalowych) gdzie uzyskuje rezydencje podatkowa i wtedy sprzedaje akcje (ktorych wartosc jeszcze wzrosla w czasie pobytu w takim kraju). To czy w takim przypadku place podatek od zysku w Polsce? Ktos wylicza teoretyczna czesc ktora przypada na zysk z PL?

        • W takiej sytuacji zasada jest taka, że zapłacisz podatek w kraju, do którego wyjedziesz (lub nie zapłacisz w ogóle, jeśli taki dochód jest tam zwolniony). Nikt nie wylicza teoretycznej części zysku przypadającej na czas rezydencji w Polsce, choć tego typu rozwiązania gdzieniegdzie istnieją i niewykluczone, że i u nas będą kiedyś funkcjonować w ramach „uszczelniania systemu”:)

          • Wojtek, masz jakieś źródła dotyczące tego? Interpretacja, która wrzuciłem w poście powyżej, mówi jednoznacznie, że o ile do zbycia akcji i osiągnięcia zysku wykorzystywana była GPW, to dochód powstał na terytorium Polski i tu musi być opodatkowany. W innych przypadkach obrót akcjami polskich spólek niekoniecznie jest dochodem powstałym na terytorium Polski. Rozumiem to tak, że jeśli sprzedajesz akcje ” z ręki do ręki” możesz zapłacić podatek w kraju swojej rezydencji. Sprzedajesz na GPW, płacisz w Polsce.

          • Dokładnie tak sobie to wyobrażałem 😉 Zapomniałem dodać w opisanym teoretycznym przypadku korzystam z brokera np amerykanskiego i posiadam jedynie fundusze/akcje/ETFy.

            Slyszalem ze (byli)rezydenci USA musza rozliczyc sie w takim przypadku. Pod uwage wtedy bierze sie proporcjonalnie czas spedzony w USA i w ten sposob oblicza sie nalezny podatek.

  9. Z całym szacunkiem dla Twojej działalności, nie uważam, że ta metoda liczenia wartości finansowej netto daje realistyczny obraz finansów własnych.
    Dlatego tak uważam, bo łączysz ze sobą aspekty całkiem różne i nieporównywalne.
    1. Ponieważ dużo Polaków ma własne nieruchomości, i one stanowią znaczny udział w majątku tych ludzi, na tę sprawę należy patrzeć szczególnie wnikliwie. Wartości majątku pasywnego (przede wszystkim nieruchomości, w której mieszka się) nie można porównywać ze stanem konta bankowego. Na koncie można stwierdzić, ile się posiada, co do grosza. Wartość nieruchomości liczy się w dziesiątkach tysięcy.
    2. Wartości nieruchomości konkretnej, w której się mieszka, nie można w sposób realistyczny określić, bo ta dokładnie nieruchomość nie uczestniczy w obrocie rynkowym. Wartość oszacowana jest tylko teoretyczną wartością. Do każdej transakcji potrzeba dwóch stron. Nie wiadomo, czy za cenę wziętą z sufitu sprzeda się konkretną nieruchomość, bo może nie znaleźć się akurat w tym czasie klient, który to za szacowaną cenę kupi.
    3. Wartość nieruchomości, w której się mieszka, może się zmieniać w czasie zgodnie z ogólnymi trendami. Zmiana cen na rynku wywoła zmianę wartości netto zupełnie niezależną od działań właściciela.
    4. Dlatego, jeżeli piszesz o realnej wartości finansowej, pod tym pojęciem należy rozumieć przede wszystkim aktywa finansowe: gotówka, stany kont bankowych, lokat, wartość akcji, udziałów w TFI. Ten majątek, który faktycznie uczestniczy w obrocie rynkowym, którego wycena jest naprawdę rynkowa. Dodawanie wartości realnej do wartości szacowanej jest jak dodawanie jabłek do węgla.

    • I tak i nie. Dobry przykład z jabłkiem i węglem – niby nie ma jak dodać, ale oba da się spalić i uzyskać energię, a o to przecież chodzi. Ale masz rację, dlatego moim zdaniem najlepiej śledzić wartość srodków płynnych (gotówka, akcje, wszystko czego można się szybko pozbyć) oraz niepłynnych (dom, kredyt, IKE/IKZE, polisolokaty, wszystko czego się trudno pozbyć, lub nie pozbędziemy się nigdy).

      Będziemy mieć więc, wartość netto płynną, wartość netto niepłynną i wartość netto całkowitą, trzy krzywe na wykresie 🙂

    • Zbyszek,

      twardo obstaję przy tym, że wartość netto daje nam jednak najlepszy obraz rzeczywistości. Już wyjaśniam dlaczego, odnosząc się również do Twoich argumentów.

      Dodam tylko na wstępie, że poza wartością netto, monitoruję oczywiście również portfele moich płynnych inwestycji – i właśnie wartość z tych portfeli uwzględniam później w wartości netto.
      Ale wróćmy do naszej dyskusji:

      Nieuwzględnianie nieruchomości prowadzić może do paradoksalnych wniosków. Podliczając jedynie aktywa płynne możesz np. stwierdzić, że:

      a) Pan Kowalski ma gotówkę, saldo kont bankowych, akcje, ETF-y i fundusze o wartości 50 000 zł
      b) Pan Nowak ma gotówkę, salko kont bankowych, akcje, ETF-y i fundusze o wartości 150 000 zł

      W tym miejscu stwierdzisz, że Pan Nowak jest bogatszy. Jeżeli jednak Pan Kowalski mieszka w swoim własnym, kupionym za gotówkę apartamencie o powierzchni 100 m2 w centrum Warszawy, a Pan Nowak nie ma innych aktywów – zapewne przyznasz mi rację, że bogatszy jest ten pierwszy. Metafora wyjazdu w podróż, którą wykorzystałem, świetnie pokaże różnicę – Kowalski zabierze ze sobą więcej.

      A zatem: wartość netto prowadzi do właściwych wniosków. Wartość wyłącznie płynnych aktywów – do błędnych wniosków. Warto monitorować swoje aktywa płynne, ale wartość netto jest bardziej obiektywna miarą bogactwa.

      Odnosząc się do Twoich argumentów:

      1. „Wartości majątku pasywnego (przede wszystkim nieruchomości, w której mieszka się) nie można porównywać ze stanem konta bankowego. Na koncie można stwierdzić, ile się posiada, co do grosza. Wartość nieruchomości liczy się w dziesiątkach tysięcy.”

      Moim zdaniem to nie jest trafiony argument. Bez najmniejszego problemu możemy porównać wartość nieruchomości ze stanem konta. Obydwie wartości wyrażone są w tej samej jednostce – PLN – i co więcej – możemy bez problemu zamienić jedno w drugie: odpowiednio wysoki stan konta we własną nieruchomość, a własną nieruchomość na odpowiednio wysoki stan konta. Wystarczy jedna transakcja.

      2. „Wartości nieruchomości konkretnej, w której się mieszka, nie można w sposób realistyczny określić, bo ta dokładnie nieruchomość nie uczestniczy w obrocie rynkowym. Wartość oszacowana jest tylko teoretyczną wartością. Do każdej transakcji potrzeba dwóch stron. Nie wiadomo, czy za cenę wziętą z sufitu sprzeda się konkretną nieruchomość, bo może nie znaleźć się akurat w tym czasie klient, który to za szacowaną cenę kupi.”

      I tu się również nie zgodzę. Istnieje przynajmniej kilka rzetelnych metod wyceny nieruchomości i wcale nie musimy znaleźć kupca na naszą nieruchomość, by stwierdzić, ile może być warta. Metoda porównawcza – oparta na faktycznych cenach transakcyjnych nieruchomości o podobnych parametrach w naszej okolicy – to tylko jeden z przykładów.
      Oczywiście faktyczna cena transakcyjna może nieco się różnić – może być niższa lub wyższa. Na potrzeby liczenia wartości netto zalecam ostrożne i rozsądne podejście. Nigdzie nie zalecałem brania ceny z sufitu.

      Gdybyś dziś chciał sprzedać swoją nieruchomość, musiałbyś podać jej ceną w ogłoszeniu. Podjąłbyś trud jej oszacowania, czy napisałbyś w ogłoszeniu: „cena wyniesie tyle, za ile kupi ją druga strona” ?

      3. „Wartość nieruchomości, w której się mieszka, może się zmieniać w czasie zgodnie z ogólnymi trendami. Zmiana cen na rynku wywoła zmianę wartości netto zupełnie niezależną od działań właściciela.”

      Zgoda. Ale argument znów nietrafiony. Dokładnie w taki sam sposób zmienia się przecież cena Twoich akcji, ETF-ów i funduszy inwestycyjnych – o których piszesz – w sposób zupełnie niezależny od Ciebie. Dlaczego zatem „ETF” – tak, a nieruchomość „nie” ?

      4. Odpowiedź na ten argument znajdziesz powyżej – z przykładem Nowaka i Kowalskiego.

      Dlatego, z całym szacunkiem dla Twojego komentarza, nie kupuję tego wytłumaczenia 😉

      • Marcinie,
        Nikt nie ma monopolu na mądrość i rację. Dlatego, nie licząc na kupienie przez Ciebie mojego komentarza, obstaję przy swoim zdaniu.
        1. Mam trochę wiedzy praktycznej na temat wyceny nieruchomości, robionych przez rzeczoznawców majątkowych zgodnie z ustawą o gospodarce nieruchomościami. Ile rzeczoznawców, tyle różnych wartości tej samej nieruchomości. Sęk w tym, że kryteria, określone w ustawie i przepisach wykonawczych, zakładają pewną dowolność zależną od widzimisię danego rzeczoznawcy. Różnice (oczywiście zależne od tego, czy nieruchomość jest zabudowana, czy nie) mogą sięgać nawet kilkunastu procent, co przy tej skali stanowi często dziesiątki tysięcy złotych. Dlatego w pkt. 1 pisałem o dziesiątkach tysięcy jako uniemożliwiających sensowne dodawanie oszacowanej wartości nieruchomości do stanu konta bankowego.
        2. „Może być warta” nie oznacza tego samego, co „jest warta”. Sumę pieniędzy, jaką nieruchomość JEST WARTA, można określić tylko za pomocą faktycznej transakcji. Tylko tak określona wartość jest „realna”.
        3. Fakt, ceny akcji czy udziałów w TFI zależą od rynku, nie od oszczędzającego. Ale, w przeciwieństwie do własnego mieszkania, akcje czy udziały można od ręki sprzedać. Tylko od właściwych decyzji zarządzającego zależy, czy jego majątek się powiększa, czy pomniejsza.
        4. Ten wpis kierowałeś do czytelników, aby sami popatrzyli we własne finanse. Nie w celu porównywania się z innymi. Dlatego zupełnie bezzasadnym jest przywołane porównanie przez Ciebie Nowaka i Kowalskiego.

        Konkludując: analiza wartości finansowej powinna dać obiektywną odpowiedź na pytanie, jak działania własne wpływają na stan własnego majątku w przeciągu czasu. Szacowana wartość nieruchomości nie będącej przedmiotem obrotu rynkowego nie spełnia kryteriów realnej analizy wartości własnego majątku.

        Skoro używasz terminu „wartość finansowa netto”, w jej skład powinny wchodzić składniki majątku obecne na rynkach finansowych.

        I jeszcze jeden aspekt sprawy. Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze. Mieszkam w domu, który w znacznej części z żoną własnoręcznie wybudowaliśmy. Nie sprzedam go. Dlatego, chociaż obserwuję naszą wartość finansową w interwale miesięcznym (mam w arkuszu kalkulacyjnym wzory automatycznie sumujące składniki naszego majątku – gotówkę, oszczędności, inwestycje), nie wliczam do niej wartości naszego domu ani innych składników naszego majątku nie będących przedmiotem obrotu rynkowego.

        Obliczanie wartości finansowej netto według Twojej metody, bez jakichkolwiek modyfikacji, dobre byłoby dla wynajmujących mieszkania. Trochę takich ludzi też jest.

        • Zbyszku – dziękuję za Twoje komentarze. Bardzo lubię takie merytoryczne dyskusje.
          Całkowicie zgadzam się z Tobą – nikt nie ma monopolu na mądrość i rację.

          Mógłbym wdawać się w polemikę, pisząc np. że gdybyś potrzebował pieniędzy na lekarstwo dla dziecka, sprzedałbyś dom (nawet, jeśli teraz twierdzisz inaczej) i dostałbyś za niego pieniądze, itp.
          Ale szkoda na to naszego czasu.
          Jestem przekonany, że przy kawie doszlibyśmy do wniosku, że mamy podobne podejście do kwestii finansów.

          Jeśli Twoja metoda działa – to najważniejsze.
          Moja również świetnie sprawdza. I koniec końców, o to w tym chodzi 😉

          Bardzo dziękuję za Twoje rzeczowe komentarze.

  10. Marcinie napisałeś :
    ”Gdy w 2009 miałem samych kredytów na ponad 2 mln PLN, obiecałem sobie, że za 7 lat chcę być 2 mln PLN na plusie. Cel wydawał się na początku nierealny, a jednak dopięliśmy swego w 6,5 roku.”

    Wychodzi że trzeba by zarabiać ok. 400k rocznie. Możesz powiedzieć jak tego dokonałeś?

    • Oj, znacznie mniej niż 400 k rocznie – bo 3 kredyty były na nieruchomości, a tylko ok. 30k to były kredyty konsumpcyjne. Niestety – jeden kredyt był w CHF (na dobrą nieruchomość w Warszawie), a jedna z nieruchomości (w Poznaniu) wygenerowała sporą stratę. Działaliśmy oczywiście razem z żoną. Sprzedaliśmy nieruchomość w Poznaniu (akceptując stratę), następnie wycięliśmy ostro wydatki i bardzo mocno skoncentrowaliśmy się na zwiększaniu dochodów (oprócz super pracy na etacie oboje dorabialiśmy prowadząc m.in. szkolenia w weekendy i popołudniami).
      Pierwsze lata to były dość małe postępy, ale konsekwentnie robiliśmy swoje. Potem przyszły bonusy, podwyżki, awanse, coraz lepsze propozycje współpracy – taka „mini” eksplozja zarobków. Byłem mocno zaskoczony, gdy na „ostatniej prostej” wszystko zaczęło nam sprzyjać. I sprzyja dalej 😉

  11. Marcin Kluczek

    Wartość netto jest świetnym miernikiem ilościowym i ważny element układanki, ale musimy wziąć poprawkę na analizę jakościową. Niedawno przeszła przez internet fala artykułów w stylu Polak równie bogaty jak Niemiec. Kilka linków:

    https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/majatek-gospodarstw-domowych-polska-europa,96,0,2396000.html
    https://businessinsider.com.pl/finanse/majatek-netto-polakow-raport-nbp/fsecbp1
    https://www.bankier.pl/wiadomosc/Czy-Polak-faktycznie-ma-taki-majatek-jak-Niemiec-7566427.html

    Wartość netto Polaka i Niemca wyszła niemal identyczna, a obu wyprzedził Grek 🙂

    Trzeba brać poprawkę na strukturę, bo wartość netto nie przekłada się w prosty sposób na jakość życia teraz i w przyszłości.

    Przykład A. Starzy rolnicy z minimalną emeryturą. Żyją od pierwszego do pierwszego. Realna wartość zbywcza budynków gospodarczych i hektarów to milion złotych.. Nie sprzedadzą majątku i nie przeprowadzą się.
    Wartość netto ~1.000.000 złotych.
    Rokowania – życie do najbliższej emerytury.

    Przykład B. „Polak”. Dochód 3000 miesięcznie. Mieszkanie własne warte 200.000, samochód 12 letnie Audi 20.000. Oszczędności 15.000 + inne dobra.
    Wartość netto ~250.000 złotych.
    Rokowania – życie na średnim niższym poziomie z niewielkimi możliwościami zwiększania dochodu z kapitału.

    Przykład C. „Niemiec”. Dochód 7000 miesięcznie (mediane netto to ok. 1700€). Mieszkanie wynajmowane, auto 2 letni Golf w najmie długoterminowym. + Oszczędności i inne mienie
    Wartość netto ~250.000 złotych.
    Rokowania – życie na wysokim (w odniesieniu do polskich realiów) poziomie z możliwościami dalszego podnoszenia poziomu poprzez zwiększania dochodu z kapitału.

    • Zdecydowanie popieram. To inny aspekt tego samego zagadnienia, który poruszałem parę wpisów wyżej. Dwie wartości finansowe netto różnych ludzi, z różnymi składnikami majątku (przede wszystkim, jeżeli do wartości finansowej włączone zostałyby składniki majątku nie będące przedmiotem wymiany rynkowej), są zupełnie nieporównywalne.

      • I dlatego proponuję, aby – zamiast porównywać się z innymi – porównywać się z „samym sobą” – czyli monitorować WŁASNĄ wartość netto w czasie i analizować, czy idziemy we właściwym kierunku.
        Zresztą – gdy znamy już wynik – możemy sobie analizować, interpretować i wnioskować, jak nam się podoba.
        Najpierw jednak musimy poznać ten wynik.

        Dlatego tak mocno zachęcam do policzenia swojej wartości netto.

  12. Siema,

    Dobre przypomnienie. Ja osobiście korzystam z Twojego arkuszu od pierwszego kwartału 2016 r.

    Dla mnie takie liczenie wartości netto bardzo mocno niweluje zakupy drogich i mało ważnych przedmiotów typy TV 55″ 4K za 5 tyś. – bardzo fajnie mieć ale do życia nie jest konieczne 🙂

  13. Monitoruję swoje finanse od 10 lat. Staram się aby wydatki nie przekraczały dochodów. Bywało różnie, w niektórych latach były obsunięcia, głownie z powodu głupich decyzji inwestycyjnych na giełdzie.
    W 2017 moja teoretyczna wartość netto zwiększyła się około 10% – nie mylić ze stopą zwrotu z inwestycji. Uznaję to za dobry wynik.

  14. Jestem pełna podziwu dla Tych, którzy po prawej stronie nie mają nic. Ja czuję się jak alkoholik, który właśnie wrócił do nałogu… i osiągnął dno. Wydaje mi się,że mężczyznom łatwiej zwiększać swoje dochody. Nie będę zaprzeczać,że pewnie są i kobiety sukcesu z niezłymi dochodami, które też opanowały tą sztukę.
    Jak zaczęłam czytać Twój blog, byłam pełna entuzjazmu i w niecały rok udało mi się spłacić moje dwie karty kredytowe. Skuteczne okazało się ich pocięcie. Niestety nie zlikwidowałam ich w banku, a one akurat się wznowiły.
    Było po wakacjach. Po urlopie .Zaczynał się wrzesień. Szkoła.Dzieciom trzeba coś kupić i tak z pewną nieśmiałością zaczęłam korzystać z moich kart. Po roku odmawiania sobie różnych rzeczy zaczynałam się znów czuć szczęśliwa…
    No cóż można by pisać poematy na temat tego jaką przyjemność czasami sprawia kobiecie wydawanie pieniędzy…
    Tym bardziej, że ta kobieta pracuje, więc zasłużyła sobie na to żeby coś sobie kupić. Cóż mimo,że logiczne jednak błędne rozumowanie. Cóż trzeba znów zacząć pracę od podstaw. Chociaż zastanawiam się, czy jednak nie lepiej byłoby je zamienić na kredyt gotówkowy???
    Trochę sobie pomarudziłam i odbiegłam od tematu. Ale jestem pod wrażeniem jak czytam na tym blogu,że ludzie mają duże zadłużenie w milionach, czy nawet setkach tysięcy i po kilku latach dochodzą do milionów po aktywach, mają mieszkania na wynajem, z których czerpią zyski i zero zobowiązań. Brzmi to dla mnie jak bajka. Ale wierzę,że takie sytuacje się zdarzają. Co tym bardziej mnie dołuje, bo ja nie jestem w stanie zlikwidować zadłużenia w kwocie 10 tys. Ta wyspa jest dla mnie jakoś bardzo odległa….
    Ale chętnie posłucham takich nałogowców jak ja, którzy a może lepiej które sobie mimo wszystko poradziły..

    • Okej, to może moja historia. Nie mam się za nałogowca (i nie miałam milionowych długów), ale na pewno znam przyjemność, z jaką wiąże się kupienie sobie czegoś nowego, zwłaszcza w bardziej szary dzień.

      Kiedy poznałam mojego chłopaka pięć lat temu, miałam bardzo luzackie podejście do kart kredytowych. Chcę nowy telefon, ale nie mam tyle na koncie, żeby kupić go od ręki? Pyk, karta kredytowa. Potrzebuję telewizora, bo dostałam konsolę w prezencie? Pyk, karta kredytowa. Chcę nowe buty? Pyk, karta kredytowa. A wytłumaczenie? Przecież nabijam sobie scoring w BIK! Przecież zbieram punkty!

      Co ma do tego mój chłopak? Otóż ma on do tego tyle, że ma alergię na kredyty. Wszelkie. Na mieszkaniowy też, ale to osobna historia 😉

      A że z kim przestajesz, takim się stajesz, mnie też to zadłużenie zaczęło uwierać – zwłaszcza, kiedy zorientowałam się, że nie jestem w stanie co miesiąc podołać pełnej kwocie zadłużenia. Nie wiem już, ile tam tego nazbierałam, może trzy, może cztery tysiące – ale nie zarabiałam wtedy tyle (ba, dalej tyle nie zarabiam), żeby taki kredyt po prostu zbyć i spłacić wraz z pensją.
      Na moje szczęście trafiłam wtedy w sieci na blogi finansowe, tu do Marcina i do Michała Szafrańskiego. Myślę, że w jedno popołudnie przeczytałam wtedy wszystko, co opublikowali na temat dbania o domowe finanse. Dotarło do mnie, że kredyt konsumencki to nie tylko zupełny bezsens w mojej sytuacji, ale otwarte drzwiczki do piekła – że jestem jeden krok od finansowej katastrofy, a byłam przecież dopiero po studiach, ledwo na początku mojej pierwszej pracy.

      Powoli, idąc za radami mądrych blogerów, spłaciłam kartę. Natychmiast wypowiedziałam ją w banku (bank bardzo skomlał, żebym jednak się z nią nie rozstawała i jeszcze przez parę miesięcy udawał, że wszystko jest okej, wyświetlając mi ją na liście dostępnych rachunków, ale byłam nieugięta). Pocięłam, wyrzuciłam. Odłożyłam pierwsze drobne na rachunku oszczędnościowym.

      Za radą chłopaka, nie myślałam nawet o kupowaniu czegoś na raty albo na kredyt. Postanowiłam wykorzystać psychologiczny mechanizm „bólu płacenia”, o którym fajnie piszą ekonomiści behawioralni, czyli uczucie niemal fizycznego bólu, jakiego doznajemy, wydając duże sumy pieniędzy – a który znieczula płacenie kartą, zwłaszcza kartą kredytową, bo wtedy nie ma nawet ubytku kwoty z konta, więc mamy towar, a nie mamy w ogóle poczucia utraty środków. Od teraz przyjęłam, że jeśli chcę kupić coś drogiego, np. komputer, muszę za niego zapłacić gotówką (albo pieniędzmi z rachunku rozliczeniowego). Jeśli nie mam tyle pieniędzy po prostu dostępnych, własnych, nie pożyczanych – nie kupuję. Jeśli mogę przeżyć bez kupienia tego – to była tylko zachcianka, na którą jeszcze widać nie zapracowałam i po prostu mnie na nią nie stać. Więc nie powinnam jej mieć, a płatność kartą kredytową tylko maskuje fakt, że nie mam pieniędzy, jakich oczekuje ode mnie sprzedawca, odsuwając nieprzyjemne uczucie w czasie, do chwili spłaty zadłużenia na karcie…

      Muszę sobie wtedy znaleźć tańszą nagrodę za pracę, np. pączka albo odcinek ulubionego serialu, albo spacer po lesie ;-).

      (Efekt tego zniechęcania się do wydawania był taki, że kiedy zepsuł mi się komputer na miesiąc przed końcem semestru, ten sam chłopak podstępem nakłaniał mnie do kupna nowego, bo tak nieprzyjemne było dla mnie wydanie ciężko odłożonych kilku tysięcy…)

      Wiadomo, nie zawsze się da uniknąć wydatków. Czasem jest kryzys i po prostu trzeba te oszczędności ruszyć. Ale nie ma dramatu – od tego one są. Gorzej, jeśli ich nie ma, a kryzys przychodzi i tak. Co wtedy, kiedy na koncie są same długi i bieżąca pensja nawet na nie nie wystarczy? Sama ta wizja wystarcza mi, żeby na każdą kierowaną do mnie przez bank ofertę karty kredytowej odpowiadać: „Dziękuję, nie jestem zainteresowana, ale może mają Państwo jakiś nowy produkt oszczędnościowy?”

      (A z takich różnych babskich powiedzmy lifehacków, jakie na mnie zadziałały całkiem nieźle – jestem człowiekiem wydającym większość pieniędzy w Internecie – to przede wszystkim wypisanie się ze wszystkich newsletterów z różnych sklepów z mojej skrzynki pocztowej i odlubienie stron producentów ubrań, butów, gadżetów elektronicznych itd. z Facebooka, słowem – pozbycie się z zasięgu wzroku treści, które mogłyby sprawić, że zapragnę czegoś, co kompletnie nie jest mi potrzebne.)

      Za to duma z osiągnięcia poduszki finansowej zamiast długów? Rozdymająca jak balonik 😀 Życzę Ci jej i trzymam mocno kciuki za Ciebie!

    • „Wydaje mi się,że mężczyznom łatwiej zwiększać swoje dochody. ”

      Wymówka, do tego krzywdzące stwierdzenie zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

      U Marcina na blogu był opisywany kiedyś przypadek człowieka, który wygrzebał się ze 160 tys. zł długów, w które wpakował się mimo świetnych zarobków i- co ciekawe- ciągłego monitorowania stanu własnych finansów. Okazało się, że jego kłopoty swą praprzyczynę miały w psychice- zdiagnozowano u niego zespół Dorosłego Dziecka Alkoholika. Może i w Twoim przypadku problemy finansowe są tylko pochodną tych znacznie głębszych?

      PS Nawet krótka rozmowa z psychoterapeutą może zdziałać cuda.

  15. Więc teraz, skoro już wiemy jaka stanowimy wartośc netto, prosze Was o jedno: wpłaćcie cos na 2-letniego Kacpra który boryka sie z wrodzona wadą serca, a jego mama samotnie wychowuje cała szóstkę. Jej na pewno nie w głowie liczenie wartości netto, bo nawet dom w którym mieszka wynajmuje, zreszta to jest ruina a nie dom….Więc pomyśl przez chwilke w jakiej komfortowej sytuacji Ty jesteś, jakie masz szczęście chociażby dlatego że jestes zdrowy i pomóż. Ja tez mam kredyty, marzenia, plany, wydatki, ale wiem jedno: byłbym z tym swoim domem który wybudowałem nikim, jeslibym nie pomagał.Nie potrafie odwrócic głowy kiedy obok jest taka bieda, więc wpłacam , nie zatsnawiając sie ani nie kalkulujac czy to duzo czy mało.Wpłacam z potrzeby serca i Ciebie też o to proszę. Wpłaciłem 1000zł, Ciebie prosze chociaz o 10…..jesli ktos byłby zainteresowany wpłata bezpośrednio na konto mamy Kacpra, prosze zostawic adres e-mail, na który przesle dane osobowe oraz nr konta do wpłaty.Wierzę w Was!!! Link do zbiórki :
    https://pomagam.pl/wyk585ih

    ps. Marcin, wiem że to nie na temat, ale nie kasuj….I wpłać 🙂

    Dziękuje !

  16. Od zeszłego roku sumiennie wpisuję każdą złotówkę w jedną i drugą stronę na każdym z rachunków do programu do budżetowania (czasem mi się zdarzy zgubić jakiś paragon, ale tak sobie patrzę, że te niedookreślone złotówki to nawet nie 200 złotych przez cały rok spisywania). I właśnie koło stycznia odkryłam tam comiesięczne wykresy wartości netto. Wiesz, co jest najlepsze? Zobaczyć, że przez cały rok moja wartość się podwoiła 🙂

    Takie rzeczy jak własne mieszkanie, samochód, inne te kategorie, które wypisujesz w pliku xlsx, te dyskusje, czy je uznawać za aktywa, czy nie… To będzie poza moim zasięgiem jeszcze przez wiele lat. Ale moja prawa strona jest czysta, w przyszłym miesiącu według prognoz programu, po dwóch latach od pocięcia zadłużonej na kilka tysięcy karty kredytowej dobiję do zakładanej wartości półrocznej poduszki finansowej i jestem z tego DUMNA – a mogę się tym cieszyć dzięki takim blogom w sieci jak Twój i Michała Szafrańskiego. Więc DZIĘKUJĘ!

  17. Aldona!!!
    Dzięki za wsparcie i gratulacje z sukcesów finansowych. Ja będę próbowała nadal, ale cały czas myślę,że jednak powinnam jakoś inaczej.Nie wiem jeszcze co powinnam zmienić, ale nad tym myślę…

  18. Marcin, widzę, że włożyłeś kij w mrowisko. Niby prosty, banalny temat wartości majątku netto, a tu tyle dyskusji, wątków, pomysłów, krytyki i generalnie wydziwiania. Podziwiam Twoją cierpliwość w dyskusji i wyjaśnianiu spraw oczywistych.

    Dla mnie temat jest prosty. W excelu zestawiam wszystkie swoje aktywa i pasywa. Robię to co miesiąc. Oczywiście nie wyceniam co miesiąc nieruchomości i ruchomości, i przyjmuję w danym roku stałe kwoty. Ale aktywa typu akcje, fundusze, cash, fundusze emerytalne, waluty wyceniam na ostatni dzień miesiąca. Zainspirowałeś mnie, żeby dodać do tego wykres, wielkie dzięki, bo na wykresie lepiej i szybciej wszystko widać.

    Liczenie wartości majątku netto jest dla mnie bardzo wartościowym ćwiczeniem, pokazuje mi gdzie jestem finansowo i jakie zrobiłam postępy w danym miesiącu. Porównuję miesiąc do miesiąca, ale także zmianę narastająco od początku roku. Porównuję także aktywa bieżące ( akcje, fundusze, cash, waluty) z pasywami. Patrzę jakie mam pokrycie w aktywach na ewentualną spłatę zadłużenia. Niektórzy cieszą się, że po stronie pasywów nic nie mają. Ja mam i też się cieszę, bo są to kredyty inwestycyjne.

    To czego mi brakuje, to interpretacja tego jak dobrze/źle mi idzie. Nieco analizy wskaźnikowej, o której kiedyś się uczyłam, ale prawie zapomniałam. Może coś wymyślisz w tym temacie?

    • Cześć Ela,

      dziękuję za komentarz. Mnie bardzo cieszą takie dyskusje i lubię je. Jestem spokojny, bo wiem, co działa.
      Natomiast zdaję sobie sprawę, że każdy może znaleźć własną drogę, lepiej dostosowaną do jego osobistych przekonań. Grunt, żeby była dla niego skuteczna.

      Moje marzenie jest proste: pomagać Polakom w dbaniu o finanse. Takie dyskusje otwierają oczy, angażują, zmuszają do myślenia. I o to chodzi – o mądre i świadome decyzje.

      Cieszę się, że przyda Ci się inspiracja z wykresem. Ja znalazłem sporo fajnych informacji i usprawnień budżetu dzięki temu, że mogłem obejrzeć sobie wykres z całego roku.
      Do budżetu i wszelkich analiz używam YNAB – tam mam raporty na temat wszelkich kategorii wydatków, oszczędności, itp.
      Ale pomysł z „analizą wskaźnikową” – całkiem ciekawy 😉

  19. Witaj Marcinie,
    ” w tym roku powrócę na blogu do korzeni i będę zamieszczał więcej materiałów związanych z fundamentami dbania o finanse osobiste. ”
    Bardzo się cieszę z Twojego postanowienia i z niecierpliwością wyczekuje kolejnych artykułów.
    Pozdrawiam.

  20. Wartość netto może mieć zwolenników i przeciwników, rzecz jednak w tym, że skłania do myślenia. Pamiętam, że gdy pierwszy raz o tym czytałam, to … bardzo się zjeżyłam 😉 Pierwsze wyliczenia to 2016-04-12 i 245.186 PLN na minusie. Było mi niewygodnie, ale zaczęłam cos z tym robić. Potem CHF poszedł w górę (przy dacie wyliczeń zapisuje kurs) i minus zwiększył się do ponad -260 tysięcy… Dziś, dwa lata później, to ledwie -177.745 PLN. I to nie tylko dzięki temu, że frank spadł, ale i dzięki pozbyciu się paru innych długów. Tak też działa! Po drugie dało mi spory luz psychiczny, co do kursu franka – widzę, że on cały czas pracuje, a ja mam zerowy wpływ na to. Tak też wyrzuciłam ze swego życia stres z nim związany. Dziękuję!

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 9190 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl