Subscribe via RSS Feed

Jak skutecznie pozbyć się długów? – Ruszamy na wojnę z największym wrogiem!

2014/03/22 115 Komentarzy

 

Wojna z długami smallBez względu na to, czy jesteś zadłużony po uszy, czy może na luzie korzystasz sobie z kart kredytowych, limitu w rachunku i z innych finansowych „udogodnień” , przeczytaj proszę poniższy artykuł. To kontynuacja poprzedniego wpisu  Ugotujesz się jak żaba – czyli długi w naszych głowach. Dziś piszę o tym, jak wyrwać się z pętli zadłużenia i wreszcie poczuć się wolnym. 

Co najważniejsze: to nie jest czysta teoria. Jeszcze kilka lat temu miałem liberalne poglądy na temat kredytów. Traktowałem je jak naturalny element współczesnego życia. Efekt? Faktycznie stały się nieodłącznym elementem naszego życia: 4 karty kredytowe, debet w rachunku, pożyczka od rodziny plus beztroskie życie zaowocowały niemal 30 000 zł długu. To było głupie.

Zaznaczę od razu, że ten artykuł nie dotyczy kredytu hipotecznego, tylko długów konsumenckich: wszelkich chwilówek, pożyczek okazjonalnych, kredytów samochodowych, limitów zadłużenia w rachunku osobistym i korzystania z limitów kredytowych na kartach. Kredyt hipoteczny na rozsądnych warunkach ma sens.

Jeśli zaglądasz od czasu do czasu na ten blog, to znasz moje obecne poglądy na temat długów: są one największym, najgroźniejszym, najbardziej brutalnym wrogiem na drodze do finansowego bezpieczeństwa. W bezwzględny sposób drenują nasze portfele i z ogromną skutecznością pozbawiają nas ciężko zarobionych pieniędzy. Są jak kula u nogi, jak kamień u szyi, jak ciężki balast, który z trudem dźwigamy na własnych barkach. Zamiast cieszyć się finansową wolnością, co rano ruszamy do pracy by tyrać na spłatę odsetek. Część naszego cennego życia poświęcamy harując jak niewolnicy na rzecz wierzycieli. Długi to najgorsze, najbardziej destrukcyjne, naj… No dobra, stop! Co ja wypisuję? Czy przypadkiem się nie zagalopowałem?

Z pełną premedytacją zaczynam artykuł malując tak ponury, groźny, przybijający obraz życia dłużnika. Dlaczego? Bo pierwszym i najważniejszym krokiem na drodze do skutecznego oddłużenia jest całkowite, bezkompromisowe i nieodwracalne  zerwanie z dotychczasowym nastawieniem do długów. To właśnie obecne poglądy i wynikający z nich sposób działania wpłynęły na stan Twoich finansów. Dlatego musisz drastycznie to zmienić. Jeżeli jesteś zadłużony i ciągle uważasz, że pożyczki i kredyty to nic groźnego, dalej będziesz tkwić w długach. Czasem mniejszych, czasem większych, ale mnóstwo Twoich pieniędzy powędruje na spłatę odsetek.

Z podejściem „jakoś to będzie i kiedyś spłacę” nie wygrasz tej wojny. Musisz się wkurzyć! Musisz sobie powiedzieć: „Mam dość tego shit’u! Zrywam z tym! Pozbędę się raz na zawsze cholernych kredytów i pożyczek! Nie chcę bez przerwy bulić drakońskich odsetek! Koniec z tym!”.  Tu nie ma miejsca na bycie „letnim” czy niezdecydowanym. Nie ma miejsca na żarty czy bycie na luzie. Długi to wróg, a to jest wojna! Tylko z takim podejściem masz realne szanse na szybkie sukcesy. Spokojne, racjonalne podejście nie wystarczy. Potrzebne są emocje i fanatyczna wola walki. Bez tego Twój proces oddłużania będzie się ciągnął długimi latami, a my chcemy szybkich, wymiernych sukcesów.

 

Powstrzymujemy ekspansję wroga.

Teraz pierwszy, najbardziej podstawowy, zdecydowany krok: koniec z zaciąganiem kolejnych długów. Od tej pory pod żadnym pozorem nie możesz się dalej zadłużać. Żadnych nowych pożyczek, nawet na najbardziej atrakcyjnych warunkach. Żadnego podnoszenia debetu czy limitu na karcie. Koniec z tym! Wystarczy, że przestaniesz zaciągać kolejne zobowiązania i spłacać bieżące raty, a już samo to sprawi, że zaczniesz powoli wychodzić z dołka. Tutaj jest miejsce na bardzo radykalny, zdecydowany ruch: wyciągnij nożyczki i potnij karty kredytowe. „Że co? Pociąć karty? Moje ukochane karty, które tak bardzo ułatwiają robienie zakupów? Przecież praktycznie nie płacę odsetek. Przecież płacąc kartami mam zniżki, czasem „cash back”, zbieram punkty i darmowe mile lotnicze. A jak kupię bilet na samolot, albo zarezerwuję hotel? To moje malutkie, wygodne, ukochane karty kredytowe.” Uważasz, że to głupie? Jeżeli jesteś zadłużony i poważnie myślisz o pozbyciu się długów, to jest bardzo rozsądny ruch. Owszem, radykalny. Ale nadzwyczajne sytuacje wymagają nadzwyczajnych kroków, a skoro Twoim celem jest szybkie pozbycie się długów, to brak możliwości zwiększania zadłużenia na kartach stanie się Twoim sprzymierzeńcem w tej walce. Masz odwagę by to zrobić, czy jednak miłość do kart jest zbyt wielka? Tnij! To naprawdę przyjemne uczucie 😉

finanse osobiste pozbywamy si długów

Od razu wyjaśnię, że nie jestem wrogiem kart kredytowych. Jako środek płatniczy w rękach osób bez długów mogą być one bardzo przydatne. Ale jeżeli jesteś nadmiernie zadłużony, to nie miej dla nich żadnej litości. Teraz priorytetem jest „zatamowanie krwawienia”, czyli spłat drenujących Twój portfel. Dlatego tnij i już. Ja tak zrobiłem – to super działa!

 

Zbieramy amunicję.

No dobrze, przestałeś powiększać swój dług, pociąłeś karty, zatem bierzemy się teraz za spłatę. A konkretniej: za nadpłatę – czyli pozbywanie się długów szybciej niż to wynika z harmonogramu. „Łatwo powiedzieć, ale niby skąd wziąć na to pieniądze?”. To dobre, często zadawane pytanie. Robisz domowy budżet? Nie? – to już masz pierwszą odpowiedź. Gdy po raz pierwszy zrobiłem solidny budżet poczułem się tak, jakbym sam dał sobie podwyżkę. Nie, nie dlatego, że znalazłem dodatkowe dochody. Po prostu zidentyfikowałem sporo wydatków, bez których naprawdę da się żyć.

Jedzenie, leki, mieszkanie, ubranie, transport do pracy – to są prawdziwe potrzeby. Cała reszta to mniejsze lub większe zachcianki, które sami przed sobą usprawiedliwiamy. Dlatego pierwszy krok to wycięcie do kości wszystkich wydatków, które nie są absolutnie niezbędne. Musisz przejść w tryb „przetrwanie”. Nic się nie stanie jeśli nawet przez kilka miesięcy nie kupisz sobie nowego ubrania. Koniec z jedzeniem na mieście, kawą w Coffee Heaven, popcornem w kinie, a nawet z samym kinem. Poważnie – jeżeli zadziałasz odważnie i radykalnie, użyjesz swojej kreatywności, to już ten pierwszy ruch pozwoli Ci wygenerować sensowne nadwyżki w budżecie. Pamiętaj – to jest wojna z długami, pozbywanie się kuli u nogi, kamienia u szyi, tamowanie krwawienia, itd. To wymaga radykalnych kroków i odważnych posunięć (więcej o budżecie domowym możesz przeczytać tutaj).

Jeżeli to nie wystarczy i dalej nie możesz wygenerować nadwyżek na spłatę długów – czas zacząć sprzedawać. Znasz Allegro, albo serwis Tablica.pl? To teraz przejdź się po domu i zrób listę wszystkich rzeczy, które nie są Ci absolutnie niezbędne i możesz je sprzedać. Nie żartuję – sprzedawaj z taką intensywnością, aż Twój pies, kot lub dziecko zaczną uciekać w obawie, że będą następne w kolejce. Pozbądź się wszystkiego, co tylko możliwe. Nie martw się, gdy tylko staniesz finansowo na nogi, znów zaczniesz gromadzić przeróżne rzeczy, zawsze tak jest. Ale teraz pozbywamy się długu – i to jest nasz najważniejszy priorytet.

Jeżeli i tego będzie mało – to musisz zwiększyć przychody. Pracujesz 40 godzin w tygodniu? Teraz będziesz pracować 60 lub 80. Znajdź drugą pracę na pół etatu, poproś o nadgodziny, zgłoś się do dodatkowych projektów w Twojej firmie, rozwoź pizzę wieczorami, zacznij jeździć na taksówce, wyprowadzaj psa sąsiadom, zaopiekuj się dzieckiem koleżanki z pracy, posprzątaj czyjeś mieszkanie, rób tłumaczenia tekstów po nocach… wszystko jedno. Działaj tak, jakbyś zbierał pieniądze na operację własnego dziecka. Żadna praca nie hańbi gdy w grę wchodzą takie sytuacje. Ja, oprócz mojej 10-godzinnej pracy, sprzedawałem po godzinach kredyty hipoteczne, a moja żona pracowała 7 dni w tygodniu prowadząc szkolenia  w weekendy. Tak, spędzaliśmy mniej czasu z dziećmi, byliśmy zmęczeni i było ciężko. Ale postępy w pozbywaniu się długów były ogromną nagrodą.

A zatem skąd wziąć pieniądze? Wytnij wydatki do kości, sprzedaj wszystko, co możesz i znajdź dodatkowe zajęcie. I jeszcze bardzo ważna rzecz: jeżeli jesteś w związku, to musisz to robić w pełnym porozumieniu ze swoim partnerem. Musicie walczyć razem. Nie masz szans, jeśli „druga połowa” nie będzie rozumiała sensu tak drastycznych kroków. O znaczeniu wspólnego planowania finansów pisałem już w artykule: Miłość i pieniądze – na ile ufać żonie lub mężowi?”.

 

Opracowujemy plan ataku.

Następny ruch w naszej wojnie z długami to dokładne rozpoznanie wroga. Trzeba wziąć do ręki umowy i warunki kredytów, a następnie spisać w jednym miejscu najważniejsze informacje na ich temat. Na końcu artykułu czeka na Ciebie specjalnie przygotowany arkusz Excel do pobrania, który możesz wykorzystać. W komentarzach wewnątrz tego pliku opisałem co i gdzie należy wpisać. Tutaj zamieszczam jedynie część tabeli, byś lepiej zrozumiał, o co mi chodzi:

Lista długów - header

Jeżeli masz wiele różnych zobowiązań, to najbardziej kluczową sprawą jest ustalenie kolejności, w jakiej będziemy pozbywać się długów. Intuicyjnie mogłoby się wydawać, że najlepsza jest spłata w pierwszej kolejności zobowiązań o najwyższym oprocentowaniu. Jednak bardziej skuteczna będzie nieco inna kolejność:

1)      Na pierwszy ogień powinny pójść ewentualne długi związane z opłatami, od których zależy funkcjonowanie Twojej rodziny: zaległe opłaty za prąd, wodę, gaz , ogrzewanie itp. To jest bezwzględny priorytet – nie chcemy, by Twoje dzieci odrabiały lekcje przy świecach i w rękawiczkach

2)      Potem bierzemy się za „chwilówki” i pożyczki z para banków. Faktyczny koszt tego długu jest bardzo wysoki, a kwoty zwykle niskie, dlatego tych zobowiązań pozbywamy się również możliwie szybko (sprawdź tylko dokładnie w umowie, czy nie ma drakońskich kar za przedterminową spłatę)

3)      Pozostałe zobowiązania wpisujemy nieco niżej na listę w kolejności od najmniejszego zadłużenia do największego – bez zwracania uwagi na różnice w oprocentowaniu.

Przykładowa lista długów do zaatakowania, ustawiona w takiej kolejności, w jakiej powinniśmy się z nimi rozprawiać, mogłaby wyglądać tak:

lista długów screen

Dlaczego właśnie taka kolejność? Otóż chodzi o to, aby szybko zacząć odnosić konkretne, widoczne sukcesy. Te małe zwycięstwa, które skutecznie eliminują kolejne zobowiązania, bardzo wzmacniają naszą motywację i determinację do dalszej walki. Spłacisz pierwszy, nawet najmniejszy dług, i ciach – skreślasz go z listy. Potem drugi – i już dwóch wrogów mniej. Itp. Trzymając się militarnej terminologii, będziesz działać jak snajper, który eliminuje jednego przeciwnika po drugim, dzięki czemu nabiera coraz większej pewności siebie (ponosi mnie trochę z tymi porównaniami, co? 😉 ).

Za chwilę będziemy nasze długi NADPŁACAĆ zgodnie z listą, zaś pozostałe obsługiwać na bieżąco w następujący sposób:
– kredyty ratalne: spłacamy raty zgodnie z harmonogramem (zadłużenie będzie zatem spadało co miesiąc o wartość kapitału spłaconego w każdej racie)
– karty kredytowe – spłacamy minimalną wymaganą kwotę w wysokości 5% zadłużenia (w Twoim banku minimalna wymagalna kwota spłaty może być inna). Oczywiście karty są pocięte, zatem już się nie zadłużamy na nich.
– limit w rachunku – spłacamy co miesiąc same odsetki (zatem sam limit nie maleje).
Zatem wszelkie nadwyżki rzucamy na pierwszy dług z listy, a pozostałe obsługujemy w „minimalny” wymagany sposób.

 

Akcja eliminacja

Teraz rzecz najważniejsza. Zaczynamy pozbywać się długów posługując się naszą listą (patrz tabela). Załóżmy, że dzięki wycięciu wydatków i dodatkowym dochodom wygospodarowałeś 500 zł miesięcznie. Te kwotę przeznaczamy na wcześniejszą spłatę pierwszego długu, a zatem już po pierwszym miesiącu mamy go z głowy. Co więcej, w kolejnym miesiącu będziemy mogli zaatakować następny dług wykorzystując nie tylko 500 zł, lecz dodatkowo 100 zł, którego nie musimy już płacić na obsługę długu nr 1. Nasza „amunicja” urosła do 600 zł, zatem po dwóch miesiącach spłat sytuacja będzie wyglądała mniej więcej tak:

długi po 2 miesiacach

Kontynuując naszą walkę wykorzystujemy już 600 zł i atakujemy do końca drugi dług. Widzisz, co się dzieje? Znika on już w 3. miesiącu, a mając go z głowy pozyskujemy kolejne 200 zł na walkę z długiem nr 3. Zatem na coraz większych „przeciwników” mamy coraz więcej dodatkowej amunicji, która wzrosła do 800 zł, a nasza sytuacja po 3 miesiącach wygląda mniej więcej tak:

długi po 3 miesiącach

I tak dalej i tak dalej. Wykorzystujemy w ten sposób bardzo efektywny mechanizm śnieżnej kuli, dzięki któremu nie tylko pozbywamy się długów, lecz jednocześnie utrzymujemy wysoki poziom motywacji i determinacji. Każdy spłacony dług to nie tylko poczucie zwycięstwa, ale kolejne zwiększenie środków, które możemy przeznaczyć na nadpłatę kolejnego długu. Teraz wystarczy już tylko konsekwencja w działaniu, a Twoja sytuacja z dnia na dzień zacznie się poprawiać. Proste?

Nie, wcale nie takie proste. Uwierz mi, że w rzeczywistości jest znacznie trudniej niż w teorii. Pojawią się chwile zwątpienia, ogromne zmęczenie, czasami kłótnie. Od czasu do czasu będziesz miał tego dość, a sklepy będą kusiły jak nigdy dotąd. Jednak jeżeli naprawdę zależy Ci na spłacie długu i chcesz się na dobre go pozbyć, to ta metoda naprawdę działa. Mam na to przynajmniej dwa konkretne argumenty:

1)      Przećwiczyliśmy ją z żoną na własnym przykładzie i okazała się bardzo skuteczna. Pozbycie się 30 000 długu zajęło nam mniej niż rok.

2)      Autorem tej metody jest Dave Ramsey – „guru” finansów osobistych, autor 4 bestsellerów i bardzo popularnej w USA audycji radiowej „The Dave Ramsey show”. Wyprowadził on w ten sposób z długów tysiące Amerykanów.

Z tym Davem Ramseyem wiąże się ciekawa historia. Wiecie jak pierwszy raz trafiłem na jego audycję? Gdy byłem zadłużony po uszy kupiłem sobie nowy gadżet (a jakże!): telefon komórkowy, na którym znajdowała się aplikacja do słuchania podcastów. Było tam wgranych kilka przykładowych plików, w tym właśnie „The Dave Ramsey Show”. Pewnego wieczoru założyłem słuchawki, włączyłem ów podcast i zacząłem słuchać. Facet mówił naprawdę w ciekawy, sensowny sposób, a po chwili do programu wdzwoniła się amerykańska rodzina, aby podzielić się swoim sukcesem. Opowiedzieli jak w ciągu 18 miesięcy pozbyli się 40 000 dolarów długów, zaś na zakończenie zrobili tzw. „DEBT FREE SCREAM”. Jeśli znacie angielski, poniżej fragment takiej audycji:

Wieczór, gdy po raz pierwszy tego wysłuchałem, był dla mnie ważnym momentem. Czasami trzeba by coś „walnęło nas w głowę” nim zaczniemy logicznie myśleć i działać. Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże choć trochę tym z Was, którzy są zadłużeni i mają tego dość. Może któregoś dnia wrócicie na tego bloga i napiszecie w komentarzu: „Spłaciliśmy – jesteśmy wolni!”. Bardzo Wam tego życzę, bo to naprawdę wspaniałe uczucie.

Artykuł był długi, więc na koniec krótkie podsumowanie:

  • Zmień swoje nastawienie do długów: nie ma żartów – to jest wojna!
  • Koniec z zaciąganiem kolejnych kredytów – potnij karty kredytowe
  • Aby szybciej spłacać, musisz wygenerować nadwyżki. Dlatego:

a) zrób budżet i wytnij wydatki do kości
b) sprzedaj wszystko, co możesz
c) znajdź dodatkowe przychody

  • Jeżeli jesteś w związku, sam nie dasz rady  – musicie działać razem
  • Przygotuj listę długów i ułóż ją w odpowiedniej kolejności: od najmniejszego do największego salda zadłużenia
  • Wykorzystaj efekt śnieżnej kuli, dokładając kolejne pieniądze do swojej „amunicji” i pozbywaj się kolejnych długów

 

Tutaj znajduje się obiecany arkusz Excel, który pomoże Ci w przygotowaniu własnej listy długów do spłacenia:

FBO_kolejność spłaty długów_xls

Dziękuję Ci za czas poświęcony na lekturę tego wpisu. Mam nadzieję, że było warto. Jeżeli znasz kogoś, komu ta treść może się przydać, prześlij proszę linka, polub tę stronę lub udostępnij artykuł na Facebooku. Ostatnio ktoś wrzucił mój wpis na Wykop.pl – przybyło mi kilkuset czytelników! Tak też możesz pomóc 😉  Z góry serdecznie dziękuję!

Zapraszam Was gorąco do pytań i komentarzy. Jest pewnie sporo  nietypowych przypadków zadłużenia, jak również wiele odmiennych opinii na temat metod walki z długami. Postaram się odpowiedzieć na każde Wasze pytanie.

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Dołącz do ponad 4911 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse. Kliknij poniższy przycisk:

Comments (115)

Trackback URL | Komentarze na RSS

  1. Jarek pisze:

    Pomysł i idea świetne. Największy problem to jednak wystartować i potem nie zejść z dobrej drogi.
    Chyba następny wpis powinieneś zrobić o tym, jak przejść z etapu dobrych chęci i dobrego pomysłu – do jego realizacji.
    A to jest najtrudniejsze, bo jak wiadomo dobrymi chęciami jest wybrukowana droga do….
    A w Twoim przypadku co było takim głównym katalizatorem wejścia na wojnę z długami?
    Gratuluję świetnego wpisu i pozdrawiam – Jarek

    • Marcin Iwuć pisze:

      Cześć Jarku,

      To prawda – nawet najdalsza podróż rozpoczyna się od pierwszego kroku, więc faktycznie najważniejsze to w pewnym momencie przestać się przygotowywać tylko po prostu zacząć działać.

      My na początku zabieraliśmy się jak „kot do jeża”. Owszem, wiedzieliśmy, że trzeba tych długów się pozbyć, ale robiliśmy to bardzo mozolnie. Wkurzało nas, że tyle pieniędzy idzie na odsetki (również na kredyty hipoteczne), ale sądziliśmy, że wraz z upływem czasu będziemy coraz lepiej zarabiać, więc z nadwyżek pomalutku będziemy sobie spłacać, równolegle inwestować i nie rezygnować ze stylu życia. Dopiero posłuchanie z jaką intensywnością zabierali się do spłaty długów słuchacze audycji Dave’a Ramseya uświadomiło nam, że tutaj potrzeba po prostu szybkich chirurgicznych cięć, a nie przewlekłej terapii.

      Podoba mi się w tej metodzie własnie to, że na początku, gdy trudno jest się rozpędzić, dość szybko wykreśla się z listy poszczególne długi i łatwiej utrzymać motywację.

      Dziękuję Ci za komentarz i serdecznie pozdrawiam.

      • Katarzyna pisze:

        A jak mam to zrobić kiedy zarabiam 1300zł a długu mam więcej i nie wiem jak z tego wybrnąć dzwonią na telefon straszą jestem sama i nie mam nic typu mieszkanie bo mieszkam z rodzicami dokładam się do opłat i dojazd do pracy i leki kupuję za 200 zł co mam wymyśleć

      • marcin pisze:

        niby dobry pomysł ale tu jest bład ponieważ podane jest spłacanie po kolei numer1 ,numer 2 itd ale ja muszę płacać wszystko na raz bo kredyty z tabelki z niższych linijek albo mi będą rosły odsetki albo mi wypowiedzą umowe w banku dojdą koszty sądowe itd
        musiał bym płacić wszystko co jest w tabelce plus pozycje 1 ,potem wszystko co jest w tabelce plus pozycji 2 itd
        czy może ja to źle rozumiem

        • Anna pisze:

          Ufff, cały dzień o tym właśnie rozmyślam, mimo, że nie mam żadnych długów. Również widzę, że coś jest nie tak, z tabelkami, niestety nie mam excela w komputerze, w związku z tym nie mogę przedstawić mojego punktu widzenia w tym temacie.
          Marcin, spójrz na to, według mnie, jak i przedmówcy, powinny być spłacane wszystkie raty już od pierwszego miesiąca, wtedy od kolejnego miesiąca „śnieżna kula” nabiera sensu. Proponuję poprawić te tabelki w poście, bo jak się nie daj Boże ktoś zasugeruje i będzie robił według stanu obecnego, możesz mieć jakieś nieprzyjemności, choćby „tylko” różne inwektywy pod swoim adresem. Nie jest Ci to potrzebne. Od „Listy długów na dzień 31.05.2014″ pomniejsz wszystkie raty pozostałe do spłaty o te przypisane każdej pozycji długu. Przy założeniu, że to był drugi miesiąc spłat.
          I policz wszystko jeszcze raz :-), to samo w kolejnych przykładach. Efekt będzie jeszcze lepszy, a przez to wiarygodniejszy. Do reszty nie mam zastrzeżeń ;-).

          Pozdrawiam
          Anna

          PS. Chciałam sobie ściągnąć wersję próbną ze strony Microsofta, „niestety” nie mam karty kredytowej 😉

          • Anna pisze:

            Poza tym, sam w tym tygodniu pisałeś i mówiłeś, że …”Pani Beata nie spłaciła tylko jednej raty…”, a tu jest ich więcej :-), prawdziwa lawina zadłużenia.
            Większość osób, które Ciebie słuchają i czytają, mogą jeszcze ewentualnie domyślić się pewnego skrótu myślowego, i wiedzą jak zadziałać, ale jeśli ktoś trafi tu dzisiaj…
            Popraw, popraw, tak na wszelki wypadek, bo strzeżonego Pan Bóg strzeże 😉

            • Anna pisze:

              Według moich obliczeń, może nie do końca dokładnych, tak na chybcika, przy sukcesywnym spłacaniu rat bieżących + nadpłata „wolnymi” środkami kolejnych pozycji z listy, to we wrześniu 2015 Pan przysłowiowy Kowalski będzie na plusie ok +/- 1600,00PLN, które miejmy nadzieję wpłaci na konto oszczędnościowe, a w następnych miesiącach już ok 2200, ale jak mówię/piszę, to było szybkie liczenie, może być gdzieś pomyłka. Sprawdźcie sami.
              Uciekam już i mam nadzieję, że nie dostanę jutro po uszach 😉

          • Marcin Iwuć pisze:

            @Ania i Marcin,
            Bardzo Wam dziękuję za zwrócenie uwagi. Dziś nie mam dostępu do Excela, ale jutro od razu poprawiam tabelki pokazane w tekście, bo faktycznie saldo długów nie zostało pomniejszone.

            Mam jednak nadzieję, że mimo to zasada jest jest jasna 😉

            • Marcin Iwuć pisze:

              Poprawione, teraz wszystko powinno grać. Jeszcze raz dziękuję.

              • Anna pisze:

                Przyznam się szczerze, że próbuję to zrozumieć i nie bardzo mi to wychodzi :-(. Zastosowałeś dodatkowo oprocentowanie kredytów? A dlaczego tak z nienacka? Trochę zamieszałeś. Pozdrawiam.

  2. Maksym pisze:

    Witam,

    Bardzo dobry wpis. Mówiąc w żargonie programistów – tutorial jak krok po kroku stać się wolnym od długów. Czytam bloga od trzech dni i jestem pełen podziwu dla Pana Marcina. Pan skumulował w jednym miejscu esencję wiedzy. Mogę podzielić się moim doświadczeniem: mam 27 lat, miałem duże długi 2 lata temu. Teraz jestem wolny od zobowiązań. Nie znając technik opisanych przez Pana Marcina, zrobiłem to „po swojemu”. Nadszedł moment kiedy powiedziałem, że już nie mogę tolerować długów – pociąłem kartę kredytową, zacząłem oszczędzać, znalazłem nową lepszą pracę. Teraz się zastanawiam, czy nie wejść na kolejny stopień wolności – nadpłacić czynsz, telefon, internet itd. W ten sposób będę miał komfort psychiczny, że jak coś mi się stanie (stracę pracę), to przez 6 miesięcy będę w stanie się utrzymać bez pomocy rodziców.

    Dziękuję jeszcze raz za wpis i trzymam kciuki, Panie Marcinie, aby blog stale się rozwijał i edukował ludzi.

    Maksym

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Maksym,

      Witaj na blogu i dziękuję za komentarz. Daj spokój z tym „Panem” – przejdźmy na ty.

      Serdecznie dziękuję, że podzieliłeś się swoją historią. To najlepszy dowód dla wszystkich sceptyków, że długów można (i trzeba!) się pozbyć.

      Jak widać metoda nie jest najważniejsza, ale moment, w którym mówisz „Mam dość!”, tniesz karty i ruszasz na wojnę jest kluczowy. Gratuluję Ci świadomego i odpowiedzialnego podejścia do własnych pieniędzy w tak młodym wieku!

      Jeśli chodzi o kolejny krok po spłacie długów – nie płaciłbym z wyprzedzeniem rachunków. Zbuduj tzw. „fundusz bezpieczeństwa” – czyli równowartość 6-miesięcznych wydatków. To będzie rezerwa na wszelkie nieprzewidziane sytuacje, która da Ci poczucie komfortu i pozwoli podejmować odwazne decyzje w innych obszarach życia. Wkrótce pojawi się również wpis o idei takiego funduszu.

      Serdecznie pozdrawiam, a jeśli blog może przydać się komuś z Twoich znajomych, będę bardzo wdzięczny za jego polecanie. Serdecznie Cię pozdrawiam,

  3. Gonzo pisze:

    Swietny blog, a wpisy autora genialne. Identyfikuje sie z Twoja postawa w 100%. Czekam z niecierpliwoscia na wpisy o funduszach.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Gonzo,
      Serdecznie dziękuję. Z każdym kolejnym wpisem zbliżamy się do funduszy, ale na razie koncentruję się na tym skąd wziąć pieniądze aby oszczędzać i inwestować 😉

  4. Kamil pisze:

    Witaj Marcinie,

    Bardzo emocjonalny wpis. Dobry dla tych wszystkich utracjuszy i lekkoduchów żyjących chwilą, tak jakby jutra nie miało być, carpe diem i tego typu filozofie 😉 To tylko potwierdza, że przyczyną zadłużenia nie jest sam kredyt, tylko osoba, która po niego sięga. Samochód też nigdy sam nie wpada w poślizg, tylko kierowca swoim zachowaniem za kierownicą powoduje taką sytuację.

    Poza tym przedstawiłeś bardzo ciekawą koncepcję wyjścia z zadłużenia. Ja bym rozszerzył twój wpis o przypomnienie, że oszczędności warto szukać poprzez zmianę banku. Dużo osób, które ja znam traci pieniądze na opłatach za prowadzenie konta, przelewach czy opłatach za korzystanie z karty debetowej. Sam kiedyś pomagałem jednej bliskiej mi osobie wyjść z długów, i zmiana konta to pierwsze od czego zaczęliśmy. Oprócz zmiany konta na bezpłatne, aktywowaliśmy usługę odkładania 4% wartości każdej transakcji na osobnym koncie oszczędnościowym. Dało to średnio 55 zł oszczędności w miesiącu, a brak opłat za konto, kartę debetową dał kolejne 250 zł oszczędności w skali roku. Dodam jeszcze w ten sposób, pomagając komuś sami możemy zyskać. Często banki oferują premie za polecenie konta czy innej usługi znajomemu.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Kamil,

      Dziękuję za komentarz. Bardzo trafne spostrzeżenia. W 100% się zgadzam, że przyczyny zadłużenia tkwią w nas samych, w naszym sposobie myślenia i działania. To osoba, którą co rano oglądamy w lustrze podejmuje przecież decyzje finansowe 😉

      Co do opłat bankowych – każda oszczędność jest ważna – taka również. Super, że dzielisz się swoją wiedzą i pomagasz innym.

      Budżet otwiera oczy na sporo takich perełek. U nas okazało się na przykład, że wydajemy prawie stówę miesięcznie na płatne parkingi w Warszawie. Bez sensu, co? Tu dyszka, tam 5 złotych i po kasce.. Tego typu głupich wydatków było więcej 😉 Bez konsekwentnego robienia budżetu u spisywania wydatków nawet ich nie dostrzegamy i nie czujemy.

      • Kamil pisze:

        Staram się pomagać innym jeśli tylko jest okazja a oni sami chcą dać sobie pomóc, bo to nie zawsze jest rzeczą oczywistą :)
        Ostatnio też brałem udział w konkursie „Dobry Plan” organizowanym przez firmę KRUK i zostałem wyróżniony. Tak więc chyba moje rady nie są takie złe 😉

        Pamiętam jak układałem pierwszy raz budżet domowy. Po miesiącu spisywania wszystkich wydatków doszedłem do wniosku, że to ja sam najwięcej wydaje… Niby na drobne, niedrogie rzeczy ale de facto niepotrzebne, czy też rzeczy z których można było zrezygnować.

  5. Gosia pisze:

    Świetny artykuł Marcinie! A najważniejsze to oczywiście Twój motywujący początek :-) Najważniejsze to zmiana nastawienia i patrzenia na pieniądze i długi. Jak zaczynasz widzieć efekty to i problem motywacji się rozwiązuje. Pozdrawiam!

    • Marcin Iwuć pisze:

      Cześć Gosiu,

      Dzięki za komentarz.

      Masz zupełną rację: nie ma co czekać na motywację. Trzeba działać i walczyć o efekty, a motywacja z czasem też przyjdzie. Działać trzeba bez względu na wszystko – czy nam się chce, czy nie. Serdecznie pozdrawiam.

  6. Paweł Cymcyk pisze:

    Marcin,

    Zgadzam się, że zaciąganie długów pod nieograniczoną konsumpcję to przysłowiowe zakładanie sobie pętli na szyję i proszenie się o kłopoty. Wyjście z takiego samonapędzającego się kręgu pożyczek jest trudne szczególnie jeżeli nie mam szybkiego sposobu na zwiększenie przychodów.

    Zaproponowany przez Ciebie sposób jest ciekawy, a czy liczyłeś może czy finansowo nie opłacałoby się bardziej skonsolidować te wszystkie kredyty w jeden zamiast walczyć z nimi osobno?
    Nie każdy radzi sobie w tak nierównej walce równie dobrze co Jackie Chan 😉
    https://www.youtube.com/watch?v=-uw2Sv-XCjg

    Paweł

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Paweł,

      Dzięki za komentarz i pytanie. Rozumiem, że na podlinkowanym filmie faceci w czarnych garniturach z piłami elektrycznymi w rękach to taka alegoria kredytów chcących nam podciąć nieco dochodów 😉

      Jeśli chodzi o kredyty konsolidacyjne, to mam bardzo mieszane uczucia. Wynika to przynajmniej z dwóch powodów:

      1) Niższa rata wynika zwykle nie tyle z różnicy w oprocentowaniu, co z wydłużenia okresu kredytowania. Zatem zamiast szybko wyleczyć ostrą chorobę, zamieniamy ja na chorobę przewlekłą.

      2) trzymając się medycznej terminologii – konsolidacja w żaden sposób nie zwalcza przyczyn „choroby” zadłużenia, a jedynie jej objawy. Nie zmienia naszych nawyków i nie motywuje do szybszej spłaty. Czytałem kiedyś statystyki z rynku amerykańskiego, że bardzo wiele osób, już w kilkanaście miesięcy po przeprowadzeniu konsolidacji wcześniejszych zobowiązań, znów sięga po karty kredytowe i zwiększa poziom zadłużenia.

      Nie da się skutecznie zwalczyć długu długiem – zamieniając jeden kredyt na drugi. Trzeba po prostu jak najszybciej je spłacić, a wtedy metoda śnieżnej kuli działa rewelacyjnie.

      Matematycznie konsolidacja może oznaczać nieco niższe odsetki. Ale gdyby osoby zadłużone kierowały się matematyką, to nigdy nie sięgałyby po długi oprocentowane kilkanaście czy kilkadziesiąt procent w skali roku, prawda? Tu chodzi o nawyki i zachowanie.

      Podsumowując – jestem sceptyczny co do faktycznej przydatności konsolidacji zadłużenia w procesie szybkiego wychodzenia z długów.

      Paweł, bardzo fajna strona z aktualnościami rynkowymi (DNA Rynków). Fajnie, że wybierasz najciekawsze wydarzenia:http://dnarynkow.com/ Nie trzeba tracic czasu na wertowanie prasy ekonomicznej 😉

      Serdecznie pozdrawiam.

      • Roman pisze:

        Trzymajac się terminologii medycznej…
        Tak jak z alkoholizmu nie wyleczymy się, zamieniając wódkę na piwo, tak z długoholizmu, nie wyleczymy sie zmieniając „cieższe” długi na „lżejsze” (skonsolidowane) długi.
        Nadal będziemy uzależnieni.
        Tu potrzeba radykalnego odstawienia – zmiany mentalności…

  7. Artur pisze:

    Marcinie,
    Trzymam się jak najdalej od pożyczek/kredytów konsumpcyjnych. Ale czy dziś można żyć bez karty kredytowej?
    Rezerwując hotel (a taką mam pracę albo… Wakacje) lub bilet – choćby w tanich liniach lotniczych – trzeba mieć kartę (tak sądzę przynajmniej).
    O ile nie mam chwilówek to:
    A) mam hipoteczny w chf- z tego nijak zrezygnować rzecz jasna:)
    B) mam leasing na auto – wrzucam w koszty działalności, a vat odliczam ( celowo tak kupiłem ze względu na odliczenia)
    C) kartę kredtyową do rezerwacji, ale też jako bezpłatne finansowanie wobec nierzetelnych kontrahentów – niestety US/ZUS/bank i kluczowi dostawcy nie zaczekają :(
    Dostrzegasz pole manewru?
    Dzięki za „lekkie pióro” wpisów:)
    A

    • Marcin Iwuć pisze:

      Cześć Artur,

      Jasne, że można żyć bez karty kredytowej – miliony ludzi tak żyją. W bardzo wielu sytuacjach wystarczy zwykła karta debetowa, która ma te zaletę, że nie wpędzi nas w długi. Szczególnie, że niektóre banki oferują tzw. „wypukłe” karty debetowe.

      Ale zgadzam się, że w licznych sytuacjach karta kredytowa jest bardzo przydatna. Problem nie tkwi w karcie tylko w sposobie korzystania z niej. Jeśli traktujemy ją jako środek płatności, a nie źródło „darmowego pieniądza” – to wszystko jest OK.

      Niestety, wiele osób bierze kartę jako wygodny środek płatności i …zaczyna się zadłużać. Potem drugą, trzecią i nie wiadomo kiedy wygodnych środków płatności mamy tyle, że nie możemy się sami w tym połapać. Prawdziwy komfort płacenia 😉 Odsetek…

      My mamy z żona jedna jedyna kartę, z limitem niższym niż nasze miesięczne zarobki, którą płacimy jedynie wtedy, gdy faktycznie nie można zapłacić debetową. Co więcej – jeszcze tego samego dnia od razu przelewam środki na rachunek tej karty, bo skoro ma to być środek płatności, to nie oszukuję sam siebie i nie korzystam z limitu.

      Co do Twoich pytań:

      1) Rzecz jasna. Spłacać regularnie i już, ewentualnie od czasu do czasu nadpłacić ratę czy dwie (bo nic nie stoi na przeszkodzie, aby CHF był jeszcze droższy – prawdopodobieństwo jak zwykle 50% 😉

      2)Jeżeli rata leasingowa nie jest istotnym składnikiem Twoich kosztów, a dodatkowo policzyłeś wszystko dobrze i suma odliczeń przewyższa koszty finansowania (= zakup opłacał się bardziej niż za gotówkę) – to ok. Nie zmienia to faktu, że jest to dług. Gdybyś podał precyzyjne dane moglibyśmy to razem policzyć. Myślę, że byłoby to naprawdę ciekawe.

      3)Traktowanie karty jako „bezpłatne finansowanie” to kanał. Jeśli dostawcy nie zapłacą Ci dłużej niż wynosi grace period na karcie, to Twoje darmowe finansowanie okaże się bardzo drogie.
      Powinieneś zbudować sobie fundusz bezpieczeństwa – analogicznie jak każda inna osoba. Chyba, że masz taki fundusz bezpieczeństwa i w każdej chwili możesz go wykorzystać do spłaty choćby całego wykorzystanego limitu na karcie, gdyby dostawcy nie zapłacili.

      Karta w rękach ludzi bez długów, wykorzystywana jako wygodny środek płatności -jest OK. Pisałem już o tym w artykule.

      Dziękuję za pytania i serdecznie Cie pozdrawiam.

  8. Roman pisze:

    Bardzo dobra metoda (chyba pierwszy raz czytałem o niej u van Tharpa). Przyznam, że nigdy nie miałem problemów z nadmiarem kredytów, bo… nigdy ich nie brałem (poza dwoma przypadkami za każdym razem 3 tys, i to tylko po to, by mieć tzw. „historię kredytową”), ale kilku znajomych ją zastosowało i bardzo potem chwaliło…
    Kartę kredytowa mamy jedną, bo to jest pewne udogodnienie; po prostu łatwiej kupić za jej pomocą pewne usługi. Spłacamy zawsze całosc w okresie „bezodsetkowym”.
    Jak pisałeś o niebraniu kredytów, przypomniała mi sie pewna scena z moim dziadkiem.
    Miałem wtedy 14 lat i „robiliśmy” akurat drzewo pieca na zimę…
    Nie pamietam dlaczego, ale dziadek, w kórymś momencie powiedział: „Nigdy nie pożyczaj pieniedzy synku. Nigdy! Nie sprzedawaj swojej jutrzejszej wolności, za dzisiejszą wygodę”.
    Trzydzieści lat minęło, a ja to ciągle mam w głowie :)

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Roman,

      Dokładnie o to chodzi – o korzystanie z karty w rozsądny sposób.

      Myśl Twojego dziadka jest absolutnie rewelacyjna. „Nie sprzedawaj swojej jutrzejszej wolności za dzisiejszą wygodę.” Czasami myślę, że nasi dziadkowie w sprawach finansowych maja dużo lepiej poukładane w głowach niż my.

      Dziękuję za komentarz.

  9. Widzę, że jesteś przeciwnikiem kart kredytowych. Sam trzymam swoją kartę kredytową na co dzień w szufladzie (nie chcę żeby kusiła mnie w portfelu). Wyciągam ją do dokonywania niektórych płatności internetowych (zwłaszcza te związane z podróżami) i zabieram ze sobą w podróż – miewałem w przeszłości kłopoty z kartami debetowymi.

    Czy znasz alternatywę do karty kredytowej, która pozwoli bezproblemowo płacić przez internet i za granicą?

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Radek,

      Nie, nie jestem wrogiem kart kredytowych.

      Jestem wrogiem kart kredytowych w rękach osób walczących z zadłużeniem – a to KOLOSALNA różnica.

      Twój sposób korzystania z karty kredytowej jest moim zdaniem bardzo sensowny. Fajny patent z tą szufladą 😉

      Jeśli chodzi o alternatywę to banki wydają karty „wirtualne” do płatności internetowych. Najpierw zasila się je gotówką robiąc przelew na rachunek karty, a potem dokonuje się płatności. Zatem dla osób zadłużonych taka karta jest idealna, bo nie ma mowy o dalszym zadłużaniu się.

      Dziękuję bardzo za komentarz.

    • Hej Radek,

      Ja z powodzeniem korzystam z kart debetowych wydanych do kont walutowych w kantorze internetowym Alior Banku. Kart kredytowych pozbyłem się w 2012 po korzystaniu z nich przez kilkanaście lat i chociaż obawiałem się „jak to będzie”, to w praktyce nie odczuwam żadnej różnicy. Debetówki sprawdzają się tak samo dobrze.

      To co najbardziej bolało mnie przy zakupach kartą kredytową w innych walutach, to spread banków przy przeliczaniu transakcji na złotówki. Płacąc kartą w danej walucie (a mam karty EUR, USD i GBP) nie mam tego problemu. Dodatkowo zyskuję kupując wcześniej waluty, gdy są tanie (robię to systematycznie).

      Pozdrawiam :)

      • Maciej Pielok pisze:

        Jako dotąd cichy czytelnik obydwu blogów, nie mogę się tym razem powstrzymać od krzyknięcia TAK! Michał święta racja. Z doświadczenia osoby, która podróżowała przez ostatnie 7 miesięcy po świecie potwierdzam w 100% – spready walutowe na kartach kredytowych są POTWORNE. Należy mieć tu na uwadze, że często bank kasuje nas podwójnie, tj. najpierw do waluty twardej (EUR czy USD), a dopiero potem do waluty lokalnej (np.Yuan). Jedyna alternatywa jaką znam to dostępne w Citibanku „przepinanie” karty kredytowej pomiędzy kontem PLN i kontami w walutach twardych. Jednak wciąż kurs wymiany pozostawia wiele do życzenia.

        Dobrze wiedzieć o alternatywie w postaci walutowych kart debetowych w Aliorze. Dzięki za hinta! Dodam jeszcze, że płacąc kartą debetową za granicą poniesiemy jedynie ewentualne koszty przewalutowania w postaci spreadu. W przypadku kart kredytowych w egzotycznych krajach jest natomiast doliczana dodatkowa opłata manipulacyjna…

        Marcin, gratuluje kolejnego świetnego posta!

        • Marcin Iwuć pisze:

          Cześć Maćku,

          Dziękuje za komentarz i cieszę się bardzo, że z cichego czytelnika zamieniłeś się w komentującego. Serdecznie zapraszam Cie do częstego dzielenia się z nami Twoja wiedzą i doświadczeniami z tej fascynującej podróży 😉 Serdecznie pozdrawiam

  10. Hej Marcin,

    Bardzo dobry artykuł :) Im takich więcej – tym lepiej.

    Co do kredytów konsolidacyjnych, to mam identyczne podejście jak Ty. Dodam, że jest jeszcze jeden problem z „konsolami” w przypadku osób nadmiernie zadłużonych – trudno jest im po prostu taki kredyt otrzymać.

    Kolejna rzecz, która mi się nasuwa po współpracy z osobami zadłużonymi: smutno to mówić, ale niestety osoby zadłużone rzadko kiedy zachowują się racjonalnie. I dlatego „debt snowball” jest taką dobrą metodą. W kwestiach finansowych emocje odgrywają dużo większą rolę niż się powszechnie wydaje i efekt psychologiczny spłaty pierwszego długu jest nie do przecenienia :) Daje zazwyczaj niezłego kopa i jest przysłowiowym „światełkiem w tunelu”.

    Miłego dnia :)

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Michał,

      Dziękuję bardzo za komentarz.

      Całkowicie się zgadzam, że aspekt psychologiczny jest bardzo ważny, a może nawet najważniejszy. Z resztą nie tylko ludzie zadłużeni zachowują się nieracjonalnie – to samo dotyczy również inwestorów, a nawet bardzo doświadczonych finansistów. Jesteśmy ludźmi i emocje zawsze będą wywierały wpływ na nasze decyzje. Własnie dlatego za motto bloga wybrałem zdanie, że w finansach wiedza to 20% sukcesu, cała reszta to zdrowy rozsądek.

      Gratuluję doskonałego bloga http://www.jakoszczedzacpieniadze.pl Jako osoba z branży inwestycyjnej jestem pod wrażeniem trafności Twoich spostrzeżeń oraz ogromnej wartości merytorycznej artykułów. Respect.

  11. Krzysiek pisze:

    Ja zrobiłem podobnie, jakieś 2 miesiące temu miałem 11 tysięcy długów. Sprzedałem: rower, czytnik ebooków, laptopa, książki (okazało się, że starsze wydania są wiele warte), znalazłem też kilka starych monet, bibelotów – zyski ogromne 4 tysiące prawie (i jakoś więcej miejsca w domu:). Po spłacie długów, teraz zostało niecałe 6 tysięcy do spłaty i rata miesięczna mniejsza o przeszło 200 złotych. Jest ciężko, bo nie ma już, co sprzedawać:) Ale praca jest dla mnie najważniejsza – potrafię pracować po ponad 200 h w miesiącu, motywuje mnie jedno – wyjść z zadłużenia. A później kontynuować dalej racjonalne wydawanie, bo podkreślam, potrafiłem kredyt 1200 zł przebimbać w kilka dni. Wyeliminowałem też wydatki takie, jak cola(ponad 100 zł miesięcznie szło na tą czarną śmierć:), lotto (tu prawie 50zł) i i inne :) Natrafiłem na ten blog niedawno, ale powoli zaczynam zmieniać moje nastawienia, dziękuję za ten i inne posty!

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Krzysiek,

      Serdecznie dziękuję za komentarz i za podzielenie się tym inspirującym przykładem. Trzymam kciuki i jestem w 100% przekonany, że wkrótce będziesz miał z głowy wszystkie długi.

      Pomyśl tylko jak szybko zaczną powiększać się Twoje środki gdy pieniądze, które obecnie przeznaczasz na spłaty, zaczniesz odkładać w formie oszczędności. Z takim nastawieniem „sky is the limit” 😉

      Serdecznie pozdrawiam

  12. Grażyna pisze:

    Miałam ogromne długi – łącznie było to jakieś 150 tys. zł, w tym kredyt hipoteczny. Jestem sama, więc spłaty miesięczne moich różnych zobowiązań przerastały moje możliwości zarabiania pieniędzy. Wpadłam w pętlę długów, posypało się zdrowie. Z pracą też nie było najlepiej. Podjęłam decyzję o sprzedaży mieszkania. Udało się w ciągu trzech tygodni to zrobić, kupujący płacił gotówką. Wyczyściłam trzy podstawowe kredyty. Pozamykałam konta. Przeniosłam się do mamy. Teraz – od października nie zaciągam nowych kredytów i sukcesywnie spłacam resztę pozostałą do spłaty. Lekko nie jest. Nie ma mowy o cięciu kosztów, bo wszystko, co się dało, już pocięłam. Żeby zarabiać więcej podjęłam jeszcze jedną pracę, a szykuję się z następną. Dobry pomysł dla mnie z tego artykułu, to sprzedaż różnych niepotrzebnych rzeczy – zrobię przegląd w domu i posprzedaję wszystko, co mogę sprzedać.
    Nikomu nie życzę tego, co przeszłam. Trzy lata stresu, ataków paniki,nieprzespanych nocy, windykacji, komorników. Nigdy więcej nie zaciągnę kredytu, poza hipotecznym, bo on ma sens jedynie….

    • Marcin Iwuć pisze:

      Cześć Grażyna,

      Bardzo dziękuję za komentarz.

      Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojej determinacji – jakbym czytał słowa tej dziewczyny z pistoletami z początku postu 😉

      O to właśnie chodzi! To się nazywa powiedzieć „mam dość” i wykopać kredyty z naszego życia. Tak się walczy aby zwyciężyć! Trzymam za Ciebie kciuki i bardzo Cię podziwiam.

      Dziękuję za inspirację dla wszystkich zadłużonych.

  13. Kasia pisze:

    Po przeczytaniu wydrukowałam w dwóch egzemplarzach, jeden dla mnie drugi dla męża.
    W wyniku działania nierzetelnego kontrahenta – parę lat temu zmuszeni byliśmy do wystąpienia o kredyty, celem zapłaty zaległych pensji dla pracowników, ZUS, US, faktury za materiały, etc
    Na obecną chwilę niestety posiadamy 4 kredyty i jedną linie w rachunku na sumę ponad 100tys zł.
    Jeszcze rok temu kredytów było 7 na dużo wyższą kwotę.

    Marcinie,
    zastanawia mnie 1 rzecz.
    Dlaczego w pierwszej kolejności zalecasz spłacać te kredyty, których jest najmniejsza wartość do spłacenia.
    Czy nie lepiej jest jednak zwrócić uwagę, w których kredytach spłaciliśmy najwięcej odsetek bankowych i te spłacać w ostatniej kolejności? Ewentualnie które są najwyżej oprocentowane, te spłacać w I kolejności lub konsolidować kredytami niżej oprocentowanymi?
    Do tej pory kierowałam się zasadą, spłacam w I kolejności ten kredyt, w którym nie spłaciłam dużo odsetek, nie dałam zarobić bankowi a to równoznaczne jest z tym, że więcej pozostanie w mojej kieszeni. Najczęściej były to więc w miarę „świeże” kredyty. Ewentualnie druga opcja, nadpłacać kapitał w istniejących kredytach, przez co skrócamy okres spłaty lub zmniejszamy raty kredytu.
    I opcja III konsolidowanie wysoko oprocentowanych kredytów (np 20%), kredytem niżej oprocentowanym (np 8%). Zawsze biorąc pod uwagę koszt ewent. ubezpieczeń, koszt związany z przyznaniem kredytu.

    Bardzo proszę o pomoc w interpretacji.
    Czy warto jednak przyjąć zasadę: spłacam w pierwszej kolejności kredyt o najmniejszej wartości, bo najłatwiej mi go spłacić i będzie to mobilizacja do dalszych działań.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Kasiu,

      Bardzo dziękuję za komentarz.

      Na temat kredytu konsolidacyjnego wypowiedziałem się już wyżej w odpowiedzi na komentarz Pawła Cymcyka.

      Zdecydowanie trzymałbym się metody „od najmniejszego do największego”. Daje to poczucie pełnej jasności, który dług w danym momencie atakujemy, pomaga utrzymać motywację. Poza tym jest jeszcze jeden fajny element: spłacamy i … zapominamy. Nie musimy zaprzątać już sobie głowy danym kredytem. To nie tylko mniej odsetek i rat, ale również mniej przelewów, korespondencji z bankami itp.

      To jest ogólna, skuteczna zasada.

      Gdybyś jednak napisała co to za kredyty, w jakiej kwocie i ile wynosi oprocentowanie, mógłbym odpisać w jakiej kolejności sam bym je ustawił i dlaczego. Może dopiszesz?

  14. Aleksandra Jagodzińska pisze:

    Witaj Marcinie,

    Podoba mi się, że tak krok po kroku pokazałeś oraz udowodniłeś, że MOŻNA jeśli się tylko tego chce i odpowiednio się człowiek zdeterminuje. Przyznam, że swego czasu miałam podobną strategię, która i mi pozwoliła wyrwać się z pętli długów. Pozdrawiam Cię:-)

  15. Mariusz pisze:

    Cześć Marcin,

    Twoje rady sprawiły, że nagle mam plan wyjścia z długów. Mój plan był odwrotnością Twojego, najpierw chciałem walczyć z najwyżej oprocentowanym i największym zadłużeniem. Niestety ponieważ jest to spora sumka nigdy nie udało mi się uzbierać wystarczająco dużo środków (choć kilka razy byłem naprawdę blisko :) ). Teraz idę na „wojnę” z kredytami. Zapisuję się na Twojego newslettera i liczę na kolejne super porady.

    Pozdrawiam

    Mariusz

  16. Witam Gospodarza i czytających.
    Z uwagi na to, że bardzo podoba mi się Twoja robota z tym blogiem, chciałbym zadać Ci (Wam – Czytelnicy) pytanie o leasing.
    Chodzi mi o leasing na samochód służbowo-domowy – samochód tzw. budżetowy w dobrej wersji ale koszt całkowity nie przekracza 55.000 zł… Potrzebuję taki samochód by mieć czym podjechać do Klientów i na potrzeby prywatne.
    Konkludując czy jeśli będąc zmuszonym do zmiany samochodu, leasing (w tym przypadku inwestycyjny – bo wizerunek u Klientów ma w mojej profesji znaczenie niebagatelne) traktujesz tak samo jak kredyt konsumpcyjny? Zaznaczam, że nie chodzi o samochód za więcej niż 100.000 zł, żeby pokazać się sąsiadom, tylko za połowę tej kwoty ale samochód solidny i spełniający wszystkie założenia użytkowe i estetyczne.
    Pytam, bo kupno samochodu używanego w sytuacji ludzi oszczędzających lub co dużo częściej nie posiadających większej gotówki jest bardzo popularne, tyle, że również często okazuje się być studnią bez dna… i kto tu więcej zaoszczędzi?

    Serdecznie pozdrawiam i również zapraszam na mojego bloga.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Cześć Przemku,

      Dziękuję za komentarz i pytanie.

      Leasing na samochód nazywa się wprawdzie inaczej niż kredyt, ale jest to zwykły dług, który zaciągasz na zakup czegoś, co w szybkim tempie traci na wartości. Będziesz płacić raty, a Twoje auto będzie coraz tańsze. Tak, w takiej sytuacji traktuję leasing jak zwykły kredyt konsumpcyjny.

      Rozumiem, że obawiasz się kupna używanego auta, bo może ono ulegać awariom. To jednak bardziej kwestia wysiłku włożonego w poszukiwania i dotarcia do sprawdzonego źródła. Sam jeżdżę już trzecim używanym samochodem – każdy spisywał się dobrze i zawsze kupiony był za gotówkę.
      Gdybyś prowadził firmę transportową, i wziął w leasing samochody uzupełniające Twoją flotę, co pozwoliłoby na znacznie większy wzrost przychodów – miałoby to większy sens.

      Ale jak wzrosną Twoje przychody na skutek zakupu tego samochodu?

      Prestiż? Zwykle ważniejszy jest dla nas samych, niż dla naszych klientów. Jeśli wstydzisz się podjechać do klienta używanym samochodem – polecam taksówkę. Będzie dużo taniej niż autem w leasingu, a efekt ten sam 😉

      Na Twoim miejscu odczekałbym parę miesięcy, odłożył pieniądze i kupił za gotówkę.

      Serdecznie Cię pozdrawiam i zapraszam do częstych komentarzy.

      • Piotr pisze:

        Ja kupiłem samochód-mam kredyt samochodowy na Peugeot’a 301. Potrzebuję samochodu sprawnego, żeby mnie nie zawiódł bo muszę jeździć na dyżury. Mam działalność gospodarczą i odliczam podatek-przez co nie płacę miesięcznie 300 lub więcej złotych do Urzędu Skarbowego. Czy nadal odradzasz mi kupowania samochodu w leasingu lub na kredyt??

        • Marcin Iwuć pisze:

          Piotrze,
          Mam sporo pytań od czytelników o leasing i kredyt samochodowy, więc przygotuję na ten temat osobny wpis.
          Myślę że konkretne przykłady liczbowe pomogą rozstrzygnąć tę kwestię.
          Tekst pojawi się pod koniec października.
          Serdecznie pozdrawiam.

    • Anna pisze:

      Świetnie rozumiem Twoją potrzebę samochodu „reprezentacyjnego” – u mnie analogiczna sytuacja. Nie mniej jednak leasing, kredyt… to długi i w dodatku oprocentowane.
      55 tys. to baaardzo dużo. Osobiście jestem przeciwnikiem kupowania aut salonowych – dramatycznie tracą na wartości. Ja swoje limo kupiłam za niecałe 10 000 (licząc z transportem, rejestracją i ubezpieczeniem :)).

      A jeśli chodzi o taksówkę, o której pisze Marcin to też bywa niezły pomysł. Warto pamiętać, że jeśli ma się firmę, można postarać się o umowę z korporacją TAXI, przejazdy są wtedy dużo tańsze :)

  17. Krycha pisze:

    Hehe, nie byłam gotowa na radykalne kroki, to życie zdecydowało za mnie: w sobotę zgubiłam portfel i zmuszona byłam zastrzec kartę kredytową. Portfel, zgodnie z moimi nadziejami, czekał na mnie w poniedziałek rano w sklepie, gdzie go zgubiłam. Wszystko odzyskałam, nie mam przez tę przygodę dodatkowych kłopotów i kosztów, no ale karty nie mogę używać, a wydanie nowej po zgłoszeniu zagubienia kosztuje kilkadziesiąt PLN, więc…. spróbuję żyć bez kredytówki :)

  18. Michał pisze:

    Moje sposoby na oszczędności w domowym budżecie:
    1) ograniczyć konsumpcję słodyczy, alkoholi, paliwa (zamiast tego rower), do pracy chodzić na pieszo, rowerem lub w ostateczności transport publiczny
    2) podkręcić” stopę zwrotu z zainwestowanych pieniędzy
    3) nie kupować gazet (czytać ,,darmowe” w pracy lub bibliotece, to samo z książkami (biblioteka)
    4) na wczasy jeździć nie na Płw.Iberyjski a wspierać niczym Nikodem Dyzma Polskę (nie należy wywozić kapitału za granicę”)
    5) podczas weekendów starać się jadać u Rodziny i znajomych.
    6) Kupować odzież zachodnią (wyjątek dwa/trzy garnitury z Vistuli do pracy)
    7) Nie płacić za siłkę (jeździć rowerem, biegać)
    8) Wygnać żonę do pracy (wg. zasady: przyszłe dochody rozporządzalne żony > koszt opiekunki przez 9-10h), jeżeli warunek spełniony wyganiamy Kobietę do pracy

  19. Rafał pisze:

    Witam,

    Jak zwykle świetny artykuł. 😉 Co prawda mi się już (na szczęście!) nie przyda, ale chciałbym się podzielić swoimi problemami związanymi z długiem. Osobiście nie mam skłonności do zaciągania kredytów i brania pożyczek, lecz niefortunnym zrządzeniem losu zostałem wkopany w spore kłopoty w trochę inny sposób. Kim była owa osoba, która mnie „obdarowała”? Ojciec. A dlaczego? Bo byłem na tyle „głupi” i „łatwowierny”, że zaufałem rodzicowi. :)

    1). Firma otwarta na mnie. Kilka podpisów, konto w banku na moje nazwisko, itp. Skutek: 6000 zł długu w ZUSie + jakieś „grosze” za prowadzenie konta bankowego.
    2). Pożyczka od „znajomego” sygnowana moim podpisem. Skutek: 5000 zł długu.
    3). Kolejny podpisik gdzieś tam, już nie pamiętam gdzie: Skutek: komornik – 4300 zł długu. Co ciekawe, taki dług najszybciej się spłaca. I to w dodatku sam. :)

    Nadmienię, że trzy powyższe decyzje zostały podjęte mniej więcej w tym samym czasie. Dopiero po pewnym okresie, odezwali się wierzyciele. Naraz. Jeżeli byłoby to rozłożone w czasie, zapewne nie „nabrałbym się” na kolejne podpisy.

    Na chwilę obecną jestem prawie wolny. Ostatnie 100 zł z punktu drugiego zostanie przelane w czerwcu. Przez ostatnie półtorej roku zacząłem wychodzić na prostą i przez ten zgromadziłem kapitał równy kilkunastu miesięcznym wydatkom.

    Jak widać, da się wyjść na prostą, nawet jeśli sami nie jesteśmy sprawcą swojego zadłużenia.
    Niestety, cała historia wywołała u mnie niechęć do pożyczania pieniędzy komukolwiek. Również ciężko mnie namówić na złożenie swojego podpisu pod różnymi pismami. Jak się łatwo domyślić telefony od banków z ofertą kredytową są szybko ucinane. :)

    Pozdrawiam.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Rafał, dziękuję za miłe słowa i świetny komentarz.

      NIGDY, NIGDY, NIGDY nie podpisujmy umów, których nie przeczytamy, lub których nie rozumiemy. Nawet jeśli proszą nas o to najbliżsi!

      Wszystkiego dobrego!

  20. Ryszard pisze:

    Witam.
    Jestem ciekaw jak pozbyć się długów w sytuacji,kiedy się nie ma pracy?
    Sytuacja moja i siostry ode mnie starszej o sześć lat,również nie pracującej jest z dnia na dzień nie do pozazdroszczenia.
    Brak dochodów;mam komornika na swym koncie bankowym,gdzie wpływał przelew za pracę wynikającą z umowy zlecenia.
    Nie było przeszkodą dla komornika to,że ów dochód był dla mnie jedynym mym źródłem zarobku i gdybym tak naprawdę żył sam to tak naprawdę byłbym pozbawiony środków na najpilniejsze potrzeby.
    Po trzy miesięcznej walce z komornikiem w marcu zszedł on ze 100% egzekwowanej wierzytelności do 50% i i ile się tutaj sytuacja unormowała to niestety zaczęły się problemy z pracą.
    Od 2009 roku pracowałem pod agencją pracy tymczasowej ,,Market-Service”.
    Niestety w kwietniu i maju 2012 roku owa agencja chyba uciekając przed podatkami zrezygnowała ze współpracy z Lambertz Polonia,na potrzeby,którego rekrutowała pracowników.
    O tyle wówczas było dobrze,że była we współpracy z Lambertz druga agencja pracy tymczasowej;wymagało to jednak tego,bym uzyskał zgodę koordynatorki z Market-Service na przejście pod tą drugą agencję,gdyż gdybym sam zmienił agencję pracy tymczasowej w Lambertz płaciłbym 500 złotych kary,gdyż taki zapis był w umowie.
    I wszystko byłoby ok.,gdyby nie wspomniany już komornik i jego egzekucja najpierw z mego konta bankowego,a potem bezpośrednio u mego pracodawcy.
    W marcu niestety dla nas kolejna agencja pod którą pracowaliśmy zrezygnowała ze współpracy z Lambertz.
    Pojechałem więc do Rudy Śląskiej Halemby,gdzie mieściło się biuro dawniejszej agencji Market-Service ( obecnie nosi nazwę Silesia Job Center ) i tam niestety zostałem potraktowany jako persona non grata,gdyż jak wyraził się koordynator znalazłem się na liście osób z którymi owa agencja nie podpisze umowy,gdyż dwa lata wstecz zachowałem się nie fair przechodząc do konkurencyjnej agencji pracy tymczasowej.
    I mniej więcej od marca praktycznie borykamy się z problemem nie dość chronicznego braku pieniędzy,ale narastających długów,zobowiązań od których się nie odżegnujemy.
    Jak tu żyć,realnie myśleć o lepszych dniach,o tym by finansowo stanąć na nogi?
    Nie wiem czy do końca swych dni będę umiał spłacić swe liczne zobowiązania-raczej wydaje mi się zadaniem niewykonalnym.
    Śmiem twierdzić,że nie my jedyni mamy takie długi;ma je prawie każdy Polak,mało jest osób w naszym kraju,które są pozbawieni zaległych zobowiązań.
    Naszą arcytrudną sytuację mogłoby uratować jedno-praca i jakiś konsolidacyjny kredyt,dzięki,któremu moglibyśmy redukować wszystkie nasze długi.
    Będę wdzięczny komukolwiek jak mi doradzi jak wyjść z tego węzła długów.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Ryszard,
      W Twoim przypadku kluczowe jest zwiększenie dochodów za wszelką cenę.
      – Jaką inną pracę możesz wykonywać? (najwyraźniej w obecnej branży to nie działa).
      – Ile rozesłałeś CV i ile odbyłeś rozmów rekrutacyjnych w ostatnim tygodniu?
      – Jakie posiadasz umiejętności, które mogą być dla kogoś przydatne?
      – Czy posiadzasz coś, co możesz sprzedać? (czego jeszcze nie zajął komornik?)
      Rzuć okiem na artykuły z maja 2014 na temat zwiększania zarobków – może tam znajdziesz choć część odpowiedzi.

  21. Dawid pisze:

    Witaj Marcinie!
    Naprawdę Ciekawy Artykuł!
    Od jakiegoś czasu czytam Twój blog również sledze blog Michała. Przejrzałem na Oczy! Zaczynam walkę!
    Mam pytanie natury technicznej.
    W budżecie domowym mam jedynie 100-200 zł nadwyżki. Czasami zdarza się wiecej. Nie posiadam żadnych oszczędności.
    1 Czy najpierw powinienem stworzyć jakiś fundusz Awaryjny na ciężkie chwile a dopiero potem zabrać się za spłatę? Nieregularne koszty w połączeniu z nieregularnymi wpływami czasami niezłe dają popalić.
    Czy posiadając Zobowiązanie które jest jednocześnie oszczędnością. Produkt do kredytu hipotecznego który mogę zawiesić. Czy opłaca się za pauzować na chwilę i wykorzystać te pieniądze na spłatę aktualnego zadłużenia?
    Długów jest sporo lecz nawet tylko przy ich regularnym spłacaniu zajmie mi to własnie około roku.

    Pozdrawiam wszystkich walczacych

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Dawid,
      dziękuję za pytanie. Zdecydowanie w pierwszej kolejności trzeba zbudować mini-fundusz bezpieczeństwa (w mojej książce krok nr 3) – jakieś 2000 zł na nagłe potrzeby. Chodzi o to, aby w sytuacjach typu awaria lodówki nie zadłużać się.
      Absolutnie zawiesiłbym również produkt do kredytu hipotecznego. Najpierw pozbądź się długów – są one znacznie droższe niż ewentualne korzyści z inwestycji dołączonej do kredytu.
      Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę powodzenia w Twojej walce. Wszystkiego dobrego. :)

  22. Łukasz pisze:

    Dobry blog i na pewno wielu pomógł i/lub otworzył oczy. Sam kiedyś miałem duże długi. Nie dlatego, że miałem kaprys wydawania. Byłem zbyt serdeczny. Chciałem pomóc własnej Mamie. I co z tego wynikło? Ok 30 tysięcy długów w ratach, kartach, pożyczkach, małych kredytach. Wyszedłem z tego i nawet z długów mieszkaniowych Mamy, które padły na mnie ze względu na meldunek. W końcu z narzeczoną postanowiliśmy. Idziemy na swoje bo nie mamy długów, jest stabilnie. Wynajęliśmy mieszkanie z możliwością kupna za pewien okres. Zaczęliśmy remont. I co? Parę dni temu wchodze na konto a tu blokada konta na 4200zl. Komornik. Co sie dowiaduję? Mama 7 lat temu wzięła komputer na raty na moje dane u zaprzyjaźnionego sprzedawcy, bo u niego czesto kupowalem i znaliśmy sie. Wiec to wykorzystala. Nie spłaciła dlugu. Teraz przez to jest komornik który po moich licznych przeprowadzkach w ostatnich latach w końcu mnie znalazl i zamknal mi konto przed wyplata i zajal wyplate. A Tu od dwóch tygodni nowe mieszkanie, powazny remont. Wszystko stanęli, zero pomocy od kogokolwiek. Model Pana dobry w sytuacji jeśli ktoś sam narobi sobie dlugow. Ja mam 31 lat i od 10 lat moja wlasna Mama mnie roluje. Narobila dlugow z mieszkaniem, splacalem, wyłudziła kredyt 7000zl na moje dane, splacalem, bo sad nie uwierzyl mi ze to nie ja bralem a nie bylo mnie stać na adwokatów, wyludzila pożyczkę w Provident na moje dane, splacalem. A teraz znów pewnie musze poswiecic wszystko i splacac. Porazka to moje życie i zero pomocy od kogokolwiek. I jak tu udowodnic ze to nie moje dlugo? Nie pomoglo badanie grafologiczne, bo nic nie bylo podpisywane tylko na oswiadczenie. Porazka jakas. A komornik bezwzględny. Mam parę dni na reakcje bo inaczej zabierze cala wyplate bank bo takie jest prawo( sprawdziłem, jest takie prawo). Czyli zostaje bez pieniędzy z mieszkaniem, remontem itd. Wpadnę w jeszcze większe dlugi. Uważajcie mlodzi ma rodzicow, rodzinę. Potrafia zniszczyc życie…. I jak tu sie nie zalamac.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Łukasz,

      Ty nie masz problemów finansowych. To są problemy natury prawnej. Twoja Mama dopuszcza się przestępstwa. Powinieneś złożyć do prokuratury zawiadomienie o wyłudzaniu kredytów na Twoje dane i mimo wszystko poszukać pomocy prawnej.

      Chyba, że zamierzasz spłacać cudze kredyty w nieskończoność.
      Jeszcze raz powtórzę: jak najszybciej poszukaj pomocy prawnej.
      To jedyne wyjście.

  23. endru098 pisze:

    Witam,
    Mam pytanie apropos nowych długów. Mówisz zero nowych długów. Ok. A jak mam podchodzić do róznego rodzaju pożyczek z pracy, które są albo nieoprecontowane albo na maksymalnie 3%.
    I tu pytanie czy z nich korzystać ale w celu nadplacania innych kredytów czy jednak traktować je jak pozostałe pożyczki i unikać ich?

    • Marcin Iwuć pisze:

      Hej Endru098,

      Jeśli możesz zaciągnąć nieoprocentowaną pożyczkę u pracodawcy i spłącić nią inne długi – oczywiście zrób to – będzie to rozsądne.
      Pamiętaj jednak, że ta pożyczka jest takim samym długiem jak każdy inny – tyle tylko, że znacznie tańszym. Bez względu na wszsytko należy ją jak najszybciej spłacić, zapomnieć o niej i więcej się nie zadłużać.

      Najgorsze co można zrobić, to zaciągnąć pożyczke na 0% czy 3%, spłacić nią inne długi i… osiąść na laurach wracając do poprzedniego stylu życia, który w te długi nas wpędził. Robi tak niestety wiele osób, które skorzystały np. z kredytu konsolidacyjnego.

  24. Krystian pisze:

    Drogi Marcinie,

    Przeczytałem z uwagą cały artykuł natomiast z doświadczenia wiem, że wiele z tych porad dla wielu w polskich realiach jest nie do zrealizowania np: „Ja, oprócz mojej 10-godzinnej pracy, sprzedawałem po godzinach kredyty hipoteczne, a moja żona pracowała 7 dni w tygodniu prowadząc szkolenia w weekendy. Tak, spędzaliśmy mniej czasu z dziećmi, byliśmy zmęczeni i było ciężko.”

    I tak po pierwsze super, że oboje z żoną pracowaliście bo to już w polsce jest sukces :)ale kto w tym czasie był z dziećmi skoro państwowe placówki np: szkoła podstawowa zapewnia opiekę maksymalnie do godz. 15 w klasach 1-3 bo już powyżej nie ma świetlicy dla dzieci więc zdarza się, że trzeba odebrać dziecko np: o godzinie 11. W przedszkolu o 15 już nie ma dzieci, no może dwójka jakiś niedobitków, a panie woźne już w drzwiach wyglądają kiedy ci wyrodni rodzice odbiorą dzieci – bo przecież wszyscy pracują do 14 max do 15. Więc od 15 jesteś obłożony dziećmi o ile je posiadasz.

    Idąc dalej jeśli masz długi i problemy z ich spałceniem to dla większości banków, urzędu skarbowego jest to fantastyczna okazja aby jeszcze bardziej wydrenować Twoją kieszeń. Mam na myśli monity telefoniczne po 10 zł, wezwania do zapłaty po 40 zł i więcej. Urzędy też nie przepuszczą takiej okazji np skarbowy za wezwanie doliczy jedyne 60 zł kosztów itd itp.

    Generalnie sposoby, które opisujesz są fajne o ile jest z czego obcinać mając stałe dochody lub co sprzedać.

    Jeśli nie masz pracy lub masz niskie dochody to wszelkie instytucje, którym winien jesteś pieniądze wycisną z Ciebie wszystko co tylko się da.

    Ja osobiście przestałem już szukania możliwości zatrudnienia w naszym kraju i pakuje swoje zabawki. Być może pojawią się komentarze, że źle szukałem lub, że nie mam doświadczenia albo wykształcenia bo przecież „w polsce jest tyle możliwości”. Otóż mam i doświadczenie i wyższe wykształcenie ale z 1680 brutto raczej ciężko utrzymać rodzinę i jeszcze spłacić długi.

    Dla przykładu napiszę taki banał i spotka się to z krytyką ale mój przyjaciel z podstawówki bez wykształcenia zarabia 1600 euro netto i pracuje po 8 godzin.

    Więc mój wniosek jest taki, że jeśli masz długi i chcesz je spłacić to nie męcz się w polsce pracując po 7 dni w tygodniu po 12 godzin….

    Życie mnie nauczyło, że proste rozwiązania są najlepsze.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Witaj Krystian,

      Dziękuję za Twój komentarz. Powyższe rady z pewnością nie są łatwe w realizacji, ale do bólu prawdziwe i skuteczne.

      Owszem – gdy nie da się obciąć już bardziej wydatków ani nie ma czego sprzedać – jedynym wyjściem jest zwiększenie dochodów za wszelką cenę.

      Nie wiem, czy trzeba w tym celu wyjeżdżać zagranicę. Otrzymuję wiele maili od osób, które utknęły na nisko płatnych posadach w Wielkiej Brytanii i nie maja do czego wrócić. Znam również liczne przykłady osób, które wyrwały się z pętli długów i świetnie radzą sobie w Polsce.

      Mam nadzieję, że Twoja decyzja o wyjeździe jest dobrze przemyślana i że faktycznie uda Ci się w ten sposób spełnić marzenia o większych zarobkach. Wszystkiego dobrego!

  25. Marta pisze:

    Witaj
    Przeczytałam Twój blog przez ostatni tydzień kilka razy.
    Zrobił na mnie bardzo duże wrażenie.
    Zaczynam walkę z długami.
    Niestety jestem sobie sama winna, że do tego doprowadziłam.
    Po pierwsze wydaje mi się, że błąd tkwi w nas – w tym ,że wydaje się nam, że nasza sytuacja materialna będzie się tylko polepszać i spłacimy wszystko szybciutko i bezproblemowo, a przecież na to nie ma żadnej gwarancji ( nie myślimy o obniżce dochodów na skutek np. kryzysu itp…)
    Rozumiemy to za późno i to jest zasadniczy BŁĄD.
    Zaczynam walkę od najmniejszego długu, podoba mi się to rozwiązanie.
    U mnie walka potrwa jak dobrze pójdzie do dwóch lat – ale zacięłam się i podejmuję wyzwanie. Na widocznym miejscu w kuchni robię wykaz długów aby zawsze mi przypominały – o co walczę.
    Wydatki wycinam „do kości”.
    Mam dwie karty i trzy kredyty. (żadnych parabanków ani tym podobnych). Konsolidacji nie robię bo chce widzieć efekty.
    Poza tym mam wciśniętą polisę inwestycyjną na 10 lat – zostało jeszcze niecałe 4.
    No cóż nie znałam się na tym i tak „wyszło”.
    W każdym razie teraz liczy się tylko walka z długiem.

  26. margo pisze:

    Witam
    Wpadłam w pętlę ogromnych zadłużeń, na dziś dzień jest to około 60000 zł, a dodatkowo zostałam sama i mam na utrzymaniu dwoje dzieci. Komornicy nękają mnie od pół roku, firmy windykacyjne również, w tym tygodniu zajęli mi odziedziczoną 1/16 mieszkania po dziadkach…Jest właśnie po trudnej rozmowie z siostrą która jest głównym właścicielem mieszkania i chciała je od nas ( rodzeństwa)odkupić..a wyszło jak wyszło…
    Miałam mega depresję- potem myślałam- nie będę spłacać i tak nic nie mam- nic nie zabiorą- teraz…cholera ja chcę wyjść z tego bagna, chcę choć wiem ze będzie ciężko- dorabiam tylko plus alimenty na dzieci…mieszkam w małym mieście o ogromnym bezrobociu. A dzieci trzeba karmić, ubierać, rachunki płacić… Mam jednak ogromną motywację, chcę być wolna nawet jeśli droga do wolności potrwa długie lata…Jestem młoda, mam życie przed sobą, dość nieprzespanych nocy, płaczu, bezradności. Będę walczyć!!!

  27. AnnJoe pisze:

    Panie Marcinie,

    a jaką ma Pan radę dla kogoś, kto utknął w pętli chwilówek (ok. 20 tys. złotych), a firmy nie chcą rozłożyć płatności na raty?

    Mam jeszcze kredyty bankowe i karty kredytowe. Całość to ok. 40 tys. zł długu.

    Moje dochody to 1238 zł netto. Na konsolidację nie mogę już liczyć. Ponadto jedna „chwilówka” trafiła już do zewnętrznej firmy windykacyjnej (tzn. tak poinformowano mnie w firmie pożyczkowej, jednak nie otrzymałam jeszcze żadnego pisma czy chociażby telefonu w tej sprawie od samego windykatora).

    O dodatkowe źródło dochodu również się postarałam, ale to nadal zbyt mało. Szukam nowej, lepiej płatnej pracy, jednak to nie jest łatwe zadanie.

    Czuję się zniszczona psychicznie i nerwowo. Najgorsze jest to, że wszystkie podjęte działania przyniosą dochód za miesiąc, a wierzyciele wydzwaniają już dziś.

    Jak sobie poradzić w takiej sytuacji?

    • Marcin Iwuć pisze:

      Cześć Annoje,
      Dziękuję za pytanie i proponuję, abyśmy przeszli na „Ty”.

      Przede wszystkim zachowaj spokój i po wpadnięciu w „spiralę długów” nie daj się teraz wpędzić w „spiralę strachu”. To, że windykatorzy dzwonią – jest normalne. Poczytaj na temat tego, co im wolno, a czego nie. Nie mogą np. straszyć Cię w żaden sposób, nie mogą wejść do Twojego mieszkania, nie mogą mówić, że wezwą policję czy ujawnią informację sąsiadom – to wszystko jest z ich strony łamanie prawa. Jeśli coś takiego będą robić to Ty powiadom policję. Oni celowo starają się doprowadzić do sytuacji, w której oddasz im każdy grosz ze strachu. Nie pozwól na to.

      Najpierw musisz pokryć swoje najpilniejsze potrzeby (jedzenie, mieszkanie, dojazd do pracy) – w przeciwnym razie będziesz sięgać po kolejne długi i Twoja sytuacja tylko się pogorszy.

      Wierzyciele sprzedali dług firmie windykacyjnej? To dobrze. Firma windykacyjna kupiła ten dług za kilka lub kilkanaście procent wartości – z czasem będzie skłonna do negocjajcji i umorzenia części zobowiązania. Jedyna uciązliwość dla Ciebie, to częstsze telefony. Poinformuj ich grzecznie, że teraz nie masz pieniędzy i chętnie oddasz, jak tylko je zdobędziesz.

      Najważniejsze jednak jest zwiększenie dochodów, bo przy Twoich długach masz zbyt niskie zarobki aby to udźwignąć. Nie chodzi tylko o nową, lepiej płatną pracę. Musisz również poszukać dodatkowych zajęć, nadgodzin, pracy w weekendy, itp. Kilka konkretnych pomysłów znajdziesz np. w tym artykule:
      Jak zwiększyć swoje zarobki?

  28. AnnJoe pisze:

    Witam Marcinie,

    dziękuję za Twoją odpowiedź. Staram się nie dać „zwariować” i negocjować z firmami od chwilówek. Tłumaczę, że moja sytuacja jest bardzo trudna i chcę spłacić swoje zobowiązania w ratach. Jak na razie brak konkretnej odpowiedzi, ale się nie poddaję i nadal wypisuję do nich maile. Na przedłużanie terminów płatności nie mam już pieniędzy. Straciłam wszystkie oszczędności, a nowe „większe” wpływy pojawią się dopiero pod koniec października, dzięki podjętej pracy dodatkowej.

    Czasami zastanawiam się, jak mogłam się tak dać „zagonić” w to bagno. I wszystko sprowadza się do tego, że tak bardzo bałam się niezapłaconej raty, rachunku itp, że brałam pieniądze tam, gdzie tylko chcieli mi je dać.

    Dziś wiem, że to był największy błąd. Strach i chęć bycia „dobrym” klientem banku sprowadziły na mnie lawinę problemów. Mam nadzieję, że wytrwam w swej walce i nie dam się zniszczyć czemuś tak ulotnemu jak pieniądze.

  29. Paula pisze:

    Cud, że właśnie teraz trafiłam na tego bloga. Jestem w długach po uszy, szukam pracy (stałej, dodatkowej), ponieważ działalność którą prowadzę niestety nie jest tak dochodowa jak miała być. Chcę na początek, aby przestał rosnąć dług wobec ZUS, ponieważ już od miesięcy nie stać mnie na płacenie składek. Stąd upór aby znaleźć zatrudnienie na umowę o pracę. Z pracą jak wiadomo nie jest łatwo, ale mam nadzieję, że z moim doświadczeniem i kwalifikacjami nie będzie to proces kilku miesięczny.
    Teraz jestem w fazie przygotowań do tego wszystkiego, co przeczytałam powyżej. Już zrobiłam przegląd w domu, aby zacząć sprzedawać zbędne rzeczy. Szykuję program do kontroli budżetu, planowania wydatków i pilnowania terminów płatności.
    Boję się jak nigdy dotąd. Nigdy nie oszczędzałam, więc brak jest zaskórniaków, za to są kredyty i inne długi.
    Mam nadzieję, że wkrótce plan zacznie działać, bo tonę …

  30. Marta pisze:

    Witam panie Marcinie
    Jestem Marta.
    27 sierpnia napisałam do Pana ,że zaczynam walczyć z długami. Niedługo będą 2 miesiące jak się zawzięłam. Jeden malutki dług spłaciłam. Radość bardzo wielka. Jest wykreślony. Kontynuuję dalej.
    Następny dług jest większy, więc tak szybko niestety nie pójdzie.
    Metoda jaką Pan zaproponował daje dużego „kopa” psychicznego.
    Odzyskuje się wiarę, że się da. Cudownie wygląda kartka z wykreśloną pierwszą pozycją.
    Jak robię sobie listę co muszę kupić, to zawsze czytam ze dwa razy. Czy to jest naprawdę niezbędne co planuję kupić i jeszcze z jedną pozycję mogę zawsze wykreślić.
    Następnie napiszę coś jak mi idzie za jakieś 3 miesiące. Będzie to trudny okres świąteczny, bo jednak jakieś drobiazgi szczególnie dzieciom trzeba dać . Ale dalej będę walczyć z długami.
    Jak przejrzałam na oczy ile odsetek się płaci bankom ….
    Na razie tyle, ale wciąż jestem wściekła na siebie, że sama sobie to „sprawiłam” zamiast np. teraz już oszczędzać na przyszłość.
    Pozdrawiam
    Marta

    • Marcin Iwuć pisze:

      Marta,
      Brawo, brawo, brawo! O to właśnie chodzi!
      Trzymam za Ciebie z całej siły kciuki i czekam na Twój kolejny komentarz opisujący postępy.
      Jesteś the best! 😉

  31. Adam pisze:

    Witaj Marcin,
    jestem osobą podobnie jak tu wpisujący z problemem długów.Niestety dopiero niedawno dotarło do mnie że to moja postawa jest przyczyną moich niepowodzeń i problemów w rodzinie.Myślę, że bardzo ważnym momentem jest uświadomienie sobie, że mam rzeczywiście problem i muszę coś z tym zrobić.Polega on na tym że gdy są pieniądze, zapominam o długach.Co prawda nie zadłużam się od dłuższego czasu (brak zdolności kredytowej) ale też nie zacząłem zdecydowanie walczyć za swoimi zadłużeniami uważając że jakoś będzie i wszystko kiedyś spłacę .Nie będzie.Można to chyba porównać do choroby alkoholowej.Od dzisiaj postanawiam z tym zacząć walczyć, czego dowodem ten wpis (niejako przyznanie się do błędu). Blog świetny, książkę kupiłem, Newsletter zamówiony.
    Dziękuję i pozdrawiam
    Adam

  32. ela pisze:

    Mam problem ze spłatą kart i linii kredytowych = ok. 50000.
    To zaszłości po okresie poważnych problemów finansowych (utrata pracy, niefortunne próby inwestowania w nową działalność zakończone stratami, niekorzystne kredytyw CHF), jednak wyszliśmy już ze spirali (w ostatniej chwili) kosztem dużej dyscypliny , a ostatecznie sprzedaży zadłużonego domu.
    Niestety nie wystarczyło na pełne uwolnienie się, nadal mamy 120000 kredytu hipotecznego zaciągniętego na remont kapitalny obecnego lokum i zakup samochodu – niezbędnego do pracy – plus te debety i karty.
    Rata tego kredytu hipotecznego to 2800 (na 4 lata), nasze stałe dochody są niezłe – ok. 6500 – 7000 na dwie osoby, do tego zlecenia 1000-2000, ale nie są stałe, są 1-2 m-ce przerwy. Koszty utrzymania mieszkania (mieszkanie bezczynszowe – parter szeregówki, śmieci, media, tv, telefon) ok. 1000 zł. Nadal jeszcze inwestujemy – brak niektórych potrzebnych sprzętów, ogródek czeka na zagospodarowanie, budynek gospodarczy na podwórku na odnowienie lub przeróbkę na garaż – to może poczekać),natomiast na wiosnę trzeba koniecznie dołożyć się do remontu elewacji i sieni wraz z sąsiadem z góry – pewnie z 5 tys.
    Spłacam regularnie dość wysokie kwoty minimalne kart, a nawet trochę powyżej i uzupełniam debet, ale to na tyle dużo pieniędzy, że zawsze trzeba coś wybrać pod koniec miesiąca i zadłużenie w dużej części wraca wraca, a w zasadzie stoi w miejscu, bo odsetki i prowizje za odnowienie kredytu są wysokie. Do tej pory jeszcze się coś stale kupowało do domu, teraz jednak jest zdecydowany STOP.
    Czy ewentualna konsolidacja jest dla nas dobrym wyjściem ? Lepiej pod hipotekę czy osobno?
    Nie chcę znowu wpaść w kolejną spiralę.
    To także nie może być zbyt długi czas spłacania, mam 57 lat, jeszcze 4 lata pracy, mąż jest już na emeryturze.
    Mamy te cztery lata, by się wykaraskać.

  33. NoweŻycie pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł. Niestety z długami i chwilówkami jest jak z nałogiem. Człowiek nie akceptuje (nie wie) tego, że jest uzależniony. Wydaje mu się, że wszystko nadal ma pod kontrolą i jeszcze chwila i sobie poradzi z problemami. Niestety jak to w życiu, o pewnych rzeczach dowiadujemy się za późno.

    Sama metoda jest fajna. Czy możecie podać książki tego człowieka, który opatentował ten sposób? Czy są wersje polskie, czy tylko po angielsku?
    Pozdrawiam

  34. Dominika pisze:

    Marcinie, dziękuję ci za motywację.
    Zastosuję to do naszych długów, a mamy ich prawie 20 tyś i tylko 3300zł dochodu na 3 osobową rodzinę.
    Nie mamy też takiego wykształcenia, żeby móc zarabiać więcej.
    Ale wierzę, że musi się udać.

  35. Magdalena pisze:

    Witam
    Razem z mężem jesteśmy bardzo zadłużeni….15000zł do spłaty miesięcznie 6000zł dochodu, sprzedaliśmy co było możliwe(a przez to i zmniejszył się nasz przychód). Mąż mówi że to moja wina, bo nie chciałam kolejnego kredytu i kazałam mu sprzedać parę rzeczy……co dalej ……nie kupuję nic….nawet czasem brakuje na jedzenie…mamy 3 dzieci…..nie mam już siły

  36. Bogusława pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł. Tylko co zrobić gdy już wszystkie koszty codziennego życia zostały zmniejszone, wszystko sprzedane, drugi etat załątwiony a dług wcale nie chce stopnieć. Co można jeszcze zrobić by obronić się przed komornikiem.

  37. AnnJoe pisze:

    Cześć Marcinie,

    jakiś czas temu pisałam do Ciebie o tym, że wpadłam w pętle długu. Największą zmorą były chwilówki, które nijak nie chciały współpracować. Mój strach przed wpisaniem mnie do rejestrów dłużników sprawiał, że wpadałam w coraz większe problemy. I wiesz co? Wpisali mnie. I to była najlepsza rzecz jaka mnie spotkała. Przestałam walczyć o kolejne pożyczki (i tak już nie dostanę). Mam na głowie windykację z kilku firm i z każdą współpracuję. Oficjalnie nie mogę wpłacać „ile mi się podoba”, ale nieoficjalnie działa to na moją korzyść. Wpłacam mniejsze kwoty, ale np. 2 razy w miesiącu i mówię, że więcej nie mam (to akurat jest prawda). Chwilówki przestały rosnąć, bo są już w windykacji i każda wpłata je zmniejsza. Staram się mieć zawsze to 100-200 zł na wpadek, gdyby ktoś znowu zadzwonił i prosił o wpłaty. I wpłacam, np. 50 zł. I znowu mam spokój na tydzień lub dwa.

    Chciałabym przy okazji napisać, że mój strach osiągnął już poziom kulminacyjny. Teraz koncentruję się na dodatkowej pracy i stałym pomniejszaniu długu. Żyję, czasami muszę sobie popłakać, ale zbieram w sobie siły i walczę dalej. Jak tylko dług pomniejszy się o kolejne kilka oczek, zacznę oszczędzać. Na razie wszystko staram się oddawać wierzycielom.

  38. Robert pisze:

    Witam Panie Marcinie.Wpadłem w spirale długów,i nie wiem do końca jak z tego wyjść.Najgorsze są chwilówki mam w kilku firmach,a do tego mam też długi w bankach 4 kredyty+2 karty kredytowe.narazie wszystko w bankach spłacam na bieżąco,a chwilówki tylko przedłużam,a co za tym idzie nie spłacam!jakiś pomysł na te chwilówki?
    Pozdrawiam

  39. barbara pisze:

    mam dodatkowa prace z kart niekorzystam i tak dalej mi brakuje zeby miesiecznie wpłacac chociaz na kazdy dług minimalna kwote bo jak zapłace jedno czesciowo to na drgie nie mam i co robic ?zana konsolidacja ani restrukturyzacja nie wchodzi juz w gre

  40. Łukasz pisze:

    A co z kredytem hipotecznym? Nadpłacać? Czy czekać np do końca okresu dopłat (kredyt w ramach rodziny na swoim, wariant singiel)?

  41. Peter pisze:

    Witam
    Wszystko ladnie i pieknie , to prosze znalezc rozwiazanie na ponad 300.000 zl splaty zobowiazania dla firmy ubezpieczeniowej , przy czym mam juz zajete pobory na ten cel przez komornika . Po tym wszystkim rozwod , alimenty , wynajem stancji , w jaki sposob mozna wygenerowac srodki na przezycie od poborow do poborow ? Bylbym wdzieczny za konkretna rade pozdrawiam
    Peter .

    • Marcin Iwuć pisze:

      Peter,
      Przykro mi, że znalazłeś się w tak trudnej sytuacji. Skąd takie zobowiązanie wobec ubezpieczyciela? Sądząc po kwocie powodem może być brak OC?
      Napisałbyś, co konkretnie robisz, aby zwiększyć swoje dochody?

  42. Kamil pisze:

    Cóż… skuteczne oddłużanie to w tym wypadku konieczność. Wiem bo sam miałem dla przykładu: zadłużoną firmę. I niestety łatwo nie było, wiele się musiałem naczytać, żeby wiedzieć dokładnie o co chodzi w tym wszystkim. Drugie tyle czasu wybierałem firmę która mi pomoże oddłużyć swoje przedsiębiorstwo. To jest naprawdę trudne. Pomagały różne artykuły, właśnie taki jak ten u góry, czy ten tutaj:
    http://www.kredyt-zaufania.pl/oddluzanie-firm-wobec-zus-i-us

    Pozdrawiam wszystkich!

  43. Joanna pisze:

    Witaj Marcinie ,
    Natknęłam się „niechcący ” na twojego bloga czytając coś innego a skoro jestem na twoich stronach chciałam kilka słów napisać . Ta metoda w oparciu o którą piszesz jak wyjść z zadłużenia jest bardzo podobna do ” Crown ” z tym ze ” Crown ” prowadzi kursy i pomaga po kursach skoorygować ewentualne ” potknięcia ” dalej w życiu – sytuacje są przeróżne z tym że nie każdemu pewnie będzie odpowiadać bo jest oparta na zawierzeniu Jezusowi , oddaniu Jemu i spisaniu z Nim aktu własności wszystkiego co mamy łącznie z długami , cuda są niemałe ludzie z ubóstwa przechodzą w szalonych „biznes ludzi ” – szczęka opada – byliśmy z mężem na kursie i książki wraz z ćwiczeniami przeczytaliśmy – przerobiliśmy temat i mamy duże bogactwo wewnętrznych i zewnętrznych doświadczeń w sferze materii czyli „pieniądza ” a jak to zwykle bywa jako młodzi małżonkowie wpakowaliśmy się w kredyt we frankach po kursie 2 zł na zakup ziemi i wybudowaliśmy dom , mamy trójkę dzieci , trochę sprzętów na raty 0% no i przyszedł czas sprzedaży domu i spłaceniu tych kuszących rat 0 % bo w sumie bez ” snieżnej kuli ” możemy od ręki to zrobić a nie podoba nam się rata za franki jaką płacimy chcemy pozbyć się tego długu również . Decyzja o sprzedaży domu narodziła się po przeczytaniu twojego blogu , uważamy że to nie przypadek tylko czas na zmiany nadszedł i już się cieszymy bo kupimy większą działkę ponad 4000 m kw. i zbudujemy bungalow dla córki niepełnosprawnej będzie sala rehabilitacyjna jakiej nam tu brakowało a nam świeża myśl dodała wigoru i adrenalinki jak 8 lat temu jak zaczęliśmy budowę – to są piękne chwile gdy coś pięknego tworzy się , a zapowiadało się na marudzenie na franki i niechętne płacenie po co żyć i marudzić jeszcze 27 lat ??? . Dziękuję Ci bardzo za ten blog to szlachetna i cenna w tych czasach praca jaką wykonujesz – procentuje w duszach wielu ludzi . Trzymam za Ciebie kciuki oby było twojej rodzinie szczęście w pełni i sytości ” smakowane ” każdego dnia .
    Pozdrawiam serdecznie
    Joanna Lange

  44. Arek pisze:

    Witam,
    Trafiłem na ten blog właśnie przez ten artykuł. Można odnaleźć tu bardzo cenne wskazówki. Zgodzę się z całą pewnością, że długi, kredyty to najbardziej destrukcyjne narzędzie jakie istnieje na ziemi. :) Sam się na tym przekonałem, biorąc kredyt na samochód rok temu. Jestem osobą bardzo młodą, mam 21 lat i gdy zacząłem zarabiać trochę więcej pieniędzy bez zastanowienia zaciągnąłem kredyt na 23 tys, z czego 15 000 przeznaczyłem na zakup samochodu, OC itp. Jako, że zostało trochę pieniędzy to oczywiście poczułem się jak młody bogaty bóg i zacząłem pozawalać sobie na wszystkie możliwe przyjemności. Po pół roku, kiedy zacząłem bardziej dbać o swoje finanse zdałem sobie sprawę, jak wielką głupotę zrobiłem w swoim życiu. Próbuje to naprawić, chce sprzedać samochód, spłacić większą część kredytu oraz systematycznie nadpłacać kredyt aby pozbyć się go jak najszybciej. Mogę przyznać, że była to moja najgorsza decyzja finansowa w życiu, a najbardziej boli mnie to, że część tych pieniędzy po prostu roztrwoniłem. Nie mogę spać po nocach myśląc o tym, że nie mogę odkładać teraz zarobionych przez siebie pieniędzy na oszczędności, wakacje itp, tylko na spłatę kredytu. Jedyną zaletą tej sytuacji było to, że była to dla mnie tak cenna lekcja, że nauczyła mnie analizować każdą wydawaną złotówkę. Mądry Polak po szkodzie :) Jestem pewny, ze jedyny kredyt który ewentualnie będę rozważać w życiu to tylko kredyt na mieszkanie.

    • Marcin Iwuć pisze:

      Cześć Arek,
      Dziękuję za komentarz i podzielenie się Twoimi doświadczeniami. Znakomicie przedstawiłeś to, przed czym tak bardzo przestrzegam. Jak słusznie zauważyłeś, to bezcenna lekcja. Jesteś jeszcze bardzo młody i masz ogromne szanse aby to przykre doświadczenie przekuć w sukces. Trzymam kciuki abyś jak najszybciej pozbył się tej kuli u nogi i zapraszam do dalszej lektury bloga. Znajdziesz tu na pewno dużo przydatnych informacji. Proponuję zacząć od… „Zacznij tutaj” 😉

  45. magiana pisze:

    u mnie taka sytuacja trwa już trzy lata. wydatki obcięte do ostatecznego minimum. trzy lata to długo, rok wytrzymałam, drugi też, a jest coraz bardziej cieżko, bo co chwilę dochodzi coś, co powinnam kupić, a wciąż odkładam na ‚po spłacie długów’. dodatkowo dochodzą nieprzewidziane rzeczy, za które trzeba zapłacić wczoraj, np. zrobienie zębów, które nie może czekać, a kwota na tą chwilę dla mnie niezywobrażalna. więc ‚wolność’ finansowa odsuwa się w czasie wciąż i wciąż i to jest chyba najgorsze i najbardziej załamujące. w dodatku świadomość, że niby już będzie wolność, ale nie do końca, bo wtedy pojawią się z całą wyrazistością braki, które trzeba nadrobić, a których nie było przez te wszystkie lata… no i do tego te nieszczęsne franki, które nieźle psychicznie po głowie dały ostatnio. wiem, trzeba być twardym, nie miętkim, staram się 😉 pozdrawiam, fajny artykuł.

  46. Maniek pisze:

    Witaj-cie ,tak się mówi , ja Ci radzę ,Ty się połóż a ja Ci…… . W życiu zadłużonych nie ważne z jakich powodów nie jest tak prosto zdobyć drugą czy trzecią prace , jak problem jest z tą pierwszą . następna sprawa za jakie pieniądze pracujemy , myślę tu o normalnych ludziach o zarobku minimum krajowe bo nas jest najwięcej .I co dalej ? W mojej sytuacji przy tych zarobkach , a zarabiam 2500 brutto, nie jestem w stanie spłacić mojego zadłużenia . I co dalej ?Jedyny sposób to praca na czarno , bez zameldowania , a dług będzie sobie rósł aż mnie szlak trafi , i dopiero uwolnię się od tych …… .

  47. TIG3REK pisze:

    Witam,

    Ja ze swoimi długami zacząłem walczyć od nieco ponad roku. Przez ostatnich 10 lat naodpierdzielałem tyle, że obdarował bym swoimi „przygodami” dobre kilka osób 😉
    Na chwilę obecną ma aktualnego 1 komornika – ok. 180K, Dług u rodziców z 20 zostało na razie 15K, kilku przyschnietych Komorników (ze względu na wcześniejszą nieściągalność długów) – nie wiem, może tu być 10-30K.
    W Polsce czekała by mnie tylko lina lub bardzo Wysoki Most żeby skończyć… swoje długi i pewnie Żywot też.
    Opamiętanie przyszło jednak dopiero po zajęciu maluteńkiej działeczki przepisanej przez Rodziców na mnie a jednocześnie pielęgnujących jej przez Rodziców nadal. Stwierdziłem, że „Ojcowizny” nie dam wydrzeć Komornikowi!!!! ##$$%%^%$$##$
    Zadzwoniłem do wierzyciela i wytargowałem z nim twarde warunki sukcesywnej spłaty tego mojego największego zadłuzenia ok 180K. Zacząłem od wpłat po 250zł z dalszą pisemna deklaracją iż za jakieś 6 mieś wyjadę za granicę i wtedy sukcesywnie wpłaty będą większe.

    Na chwilę obecną siedzę sobie za granicą prawie już rok i zapierdzielam w pracy ile tylko się da (ciężko jest – pewnie to temat na zupełnie osobną historię). Komornikowi natenczas płacę 800 zł i co miesiąc to rośnie a Rodzicom w ostatnie Święta zrobiłem prezent pod choinke dając-oddając 5K 😉

    Sumiennie odkładając każdy grosz z pracy wygenerowałem również zysk ok 40K z czego jakieś 70% chcę przeznaczać na inwestycję, z których będę spłacał swoje wszystkie długi. Z każdym miesiącem chcę inwestować ok 4-5K.

    Teraz pozostaje mi tylko spokojnie czekać aż to wszystko będzie wydawać obfite plony, jedno maleć, drugie rosnąć 😉

    Widzę już światło w tunelu i mam nadzieję, iż nie jest to pociąg idący na czołowe ;P

    PS. Jeśli więc macie długi powiedzmy ok 30-50K to nie myślcie, ze jest to już koniec Świata. Pomyślcie sobie wtedy o mnie, który ma zdecydownie gorzej… ;P

  48. Mikołaj pisze:

    Do dnia dzisiejszego myślałem, że jestem sam. To właśnie strach przed kredytami robi z człowieka wrak.

    Po krótce o mnie – 22 lata, zadłużenie na 30 tysięcy złotych w banku (kredyt na samochód (20 tysięcy), dwie karty kredytowe, jedna na 8 tysięcy, druga na 500 zł). Wszystko zaczęło się od tego, gdy od razu po ukończeniu szkoły średniej dostałem bardzo dobrze płatną pracę. Zarobki na poziomie 2700 zł na rękę dla tak młodego człowieka robią wodę z mózgu. I tak wszystko się potoczyło. Najpierw kredyt na samochód (co by łatwiej było dojeżdżać do pracy), potem dwie karty kredytowe. Z kart kredytowych korzystałem codziennie.. Wiecie – wolne 8 tysięcy, a to zakupy, a to nowy telefon, tankowanie samochodu do pełna, naprawy etc, a potem raty na nową konsolę do gier. Niestety pod koniec ubiegłego roku najpierw straciłem stanowisko (pensja spadła do 1800 zł), a potem straciłem pracę. SZOK. Kredyt na samochód spłacam w wysokości 450 zł miesięcznie, karty kredytowe z wykorzystanym limitem na razie leżą odłogiem i nie wiem co z nimi zrobić. Wpłacam tylko co jakiś czas pieniądze, aby pokryć odsetki. Moje zarobki na ten moment? 1500 zł na rękę. Masakra. Czytając wpis i wszystkie komentarze pod nim chyba będę musiał zdecydować się na sprzedaż samochodu, laptopa.. No ale zostanie jeszcze kredyt na samochód. To straszne.. w tak młodym wieku zrobić sobie taki gnój! NIGDY więcej żadnych pożyczek. NIGDY.

  49. Szymon pisze:

    Witam serdecznie.

    Nie ma co ukrywać że ten artykuł postawił mnie na nogi i… STOP? TAK!
    Co jeżeli nie wiem gdzie mam długi. Znam tylko 2 firmy wysyłające do mnie wezwanie lub informacje o handlu moimi długami na aukcjach.
    Nie wiem rowniez dlaczego z kredytu na moja firme (obecnie zamknieta) w pewnym banku z 5000tys zł urosło po dwóch latach 197,700,00 złotych (według wezwania od firmy windykacyjnej).
    Pamietam również długi w sieciach telefonicznych ale nie mam żadnych o nich informacji czy faktur i wezwań.
    W jaki sposób dowiedzieć sie jakie i gdzie posiadam długi?

    Owszem, brzmi to poważnie nieodpowiedzialnie że przez własną wine zaniedbywałem spłat ale na naprawe lub jej próbę nigdy nie jest za późno.
    Mieszkam z rodzicami i jestem niezameldowany za wzgledu na komornikow lecz o pracy na umowe moge zapomniec ponieważ zabierają dochody w 70% i oprócz potwierdzenia nie rozumiem dokładnie za co(nie zapłacenie faktury-argument od firmy windykacyjnej).

    Pozdrawiam.

  50. Agata pisze:

    Cześć, ile przyjąć w tabelce na miesięczną spłatę limitu w koncie? Odsetki miesięczne plus ile? Dziękuję i pozdrawiam

    • Edyta pisze:

      Też mnie interesuje skąd kwoty miesięczne na poczet np. limitu w koncie lub zaległych opłat. Dziś krok pierwszy – zamknęłam jedną kartę. Przez internet. W ciągu 30 sekund oddzwonił bank. Kusił. Nie dałam się.

  51. krzysztof32 pisze:

    Witam Serdecznie niewiem od czego tak naprawde zacząc wpadłem w potężną spirale kredytów zobowiązan mam prawie na 350tys raty miesiecznie wynosza okolo 8tys dochodu obecnie mam okolo 4tys ale za chwilke strace i to bo konczy mi sie swiadczenie rechabilitacyjne w miedzy czasie zaczołem cos robic na swoja reke w transporcie w tym roku w styczniu straciłem busa w kolizji postanowiłem sie nie poddawac weszłem od kwietnia w mobilną myjnie parową szukam z kazdej stgrony pomocy lecz teraz kazdy obraca sie plecami zobowiazania spłacam z małymi poslizgami ale juz dalej nie umiem. Pisze zeby zacząc od tych najwazniejszych a co z resztą???? jak praktycznie wszystkie zobowiazania sa najważniejsze leazingu nie zapłace wezma samochod i maszyny i już w tym momecie kompletne dno Co szanowni państwo radzicie ???

  52. marcin pisze:

    Witam szukam pomocy jestem zadłużony przez byłego szefa i jego doradzanie bankowości, mam zadłużenie na 130 tysięcy proszę o pomoc.

  53. Ewela pisze:

    oj ta tak, zdecydowanie lepiej walczyć ze swoim zadłużeniem niż potem z komorkiem… uważajcie na to, mój bat ma komornika, bo jakiegoś terminu nie dopełnił i teraz alimenty są przesyłane za jego pośrednictwem a on bierze za to sporooo!! (rozbój w biały dzień jak tu: http://www.eporady24.pl/dlaczego_alimenty_musi_sciagac_komornik__a_nie_potracac_z_pensji_zaklad_pracy_,pytania,2,79,1096.html) komornicy tylko czekają na nasze błędy jako dłużników. uważajcie!!

  54. Arek pisze:

    Witam.I na poczatku chce potwierdzic-Dlugi to Diabelskie nasienie.Osobiscie przed 5 laty -Wziolem Kredyt z banku na budowe domu-i sie dzisiaj pytam sam siebie-PO CO !.Jesli sam z wlasnych rak sie nie dorobisz, to kazdy kredyt szczescia ci Nieda.Dlatego -Rece precz od jakich kolwiek kredytow.Wiem cos o tym-Moje malzenstwo wisi dzisiaj na wlosku.

  55. Rajmund pisze:

    Ciekawy artykół. Aktualnie przede mna wyzwanie : 340 tysiecy w 3 kredytach pod hipotekę: 70 tysi w euro, 100 tysi w euro i 170 tysi w pln. Zarobki na poziomie 50 tys. euro rocznie…. chce to spłacic w 3 lata…. nie ma żartów…Bilans ostatnich 8 lat: zarobione około 1.3 miliona….w dom i działke wpompowany milion….odłożone…. – 340 tysi w kredytach…Co ciekawe, wiekszosc moich kolegow z pracy ma podobna sytuacje… pułapka wiekszych zarobków? Coś tu jest nie tak, musze sie wziaść za swoje finanse….

  56. marta pisze:

    a co zrobi osoba ,która ma mnóstwo dłógów i nie może znalezć pracy od dwóch lat ,nie mając większych wymagań co do pracy i w miare dobrze wykształcona

    • ewelina pisze:

      Zgadza się z pracą jest trudno ale czy Ty trochę nie wybrzydzasz .
      Taka praca np sezonowa lub na umowę zlecenie to jest . Bankowo nie jest dużo płatna i kokosów nie zarobisz ale zawsze to coś. Lepsze to niż branie na siebie pożyczek.a co póżniej ?

  57. Janek pisze:

    Cześć Marcin.

    Bardzo fajny blog.
    W mojej ocenie – adresowany do osób, które mają „pod górkę” ale jeszcze „nie dramat”. Brakuje mi rozdziału pod tytułem „jak nie wkurzyć wierzycieli, którzy mają w ręce tytuł wykonawczy i nie zawahają się go użyć”.
    Aby zobrazować – opowiem na własnym przykładzie – absolutnie nie do naśladowania – nikomu nie życzę :)
    Mam 40 lat. Dobrą pracę, zarobki powyżej 15tys brutto miesięcznie. Pracuję na umowę o pracę na etacie. Pięć lat temu się rozwiodłem. W chwili rozwodu miałem na koncie około 150 tys zł „oszczędności” i sporo zobowiązań – kredyt hipoteczny w początkowej fazie spłaty, karty kredytowe, kredyt konsumencki 100 tys zł i inne zobowiązania.
    Powiesz, że to głupota – 150 tys na koncie i 100 tys kredytu konsumenckiego. Oczywiście, że to głupota! Ale wiem to dzisiaj, a wtedy nie wiedziałem :)
    No i rozwiodłem się. Dostałem „małpiego rozumu”. Po jakimś czasie pojawiła się nowa wybranka, zakochałem się – samo życie. Niektórzy nazywają to „kryzysem wieku średniego”.
    Efekt końcowy tych rewolt życiowych był taki – 3 lata temu około 240 tysięcy zobowiązań (nie licząc hipoteki na 250 tys zł), zero oszczędności.
    No i w pewnym momencie człowiek się budzi i musi jakoś to ogarnąć. Efekt aktualny (jeszcze nie końcowy) jest taki:
    – kredyt hipoteczny płacony na bieżąco bez zaległości,
    – 49 tys zobowiązań, z czego 14 tys wymagalnych natychmiast, a reszta bez zaległości zgodnie z harmonogramem spłat lub w przypadku kart – wykorzystane do limitu (w sumie 20 tys) ale regularnie co miesiąc wpłacana kwota minimalna (potem wybieram to co mogę wybrać aby nadgonić inne – więc saldo pozostaje stałe 20 tys na minusie).
    Aby nie utonąć w tej sytuacji musiałem – bardzo dokładnie przeczytać kodeks cywilny, kodeks postępowania cywilnego, ustawę o komornikach sądowych i egzekucji i jeszcze kilka innych aktów prawnych. To były długie wieczory przez wiele dni. Czytałem to wielokrotnie. Nie chciałem wydawać pieniędzy na prawnika.
    Dzisiaj już wiem, że jestem na prostej – moje zadłużenie zmniejsza się co miesiąc o około 6 tys. Zostało 29 tys do spłaty plus karty na 20 tys. (ale to potem). Te 29 tys spłacę do października, karty do kwietnia 2016. Będę na czysto. Zostanie tylko hipoteka, która wynosi 1200zł miesięcznie co przy moich dochodach około 11tys netto nie jest problemem.
    Przez 3 lata udało mi się spłacić około 200 tys zadłużenia.
    A to wszystko dzięki:
    – zaciśnięciu pasa (wydatki miesięczne na siebie ograniczyłem do 900 zł na jedzenie i 400 zł na nieprzewidziane wydatki + opłaty za mieszkanie i media)
    – zaznajomieniu się z przepisami i aktywnemu korzystaniu z tej wiedzy.
    Głównym moim celem było niedopuszczenie do postępowania egzekucyjnego u żadnego z wierzycieli (czyli komornika). Gdyby komornik się pojawił, to moje zobowiązania bardzo by wzrosły – on dużo kosztuje 😉
    Co mogę poradzić innym w podobnej sytuacji? Kilka porad praktycznych:

    1) Nie odkładaj 2 tys zł (zgodnie z poradnikiem Marcina) w sytuacji gdy jest nad tobą widmo komornika – najpierw dogadaj się z wierzycielami aby uniknąć egzekucji komorniczej – to wymaga czasem jakiejś jednorazowej większej wpłaty (taki akt dobrej woli dłużnika). Dopiero gdy udobruchasz wierzycieli i gdy oni widzą, że w miarę regularnie płacisz – dopiero wtedy odłóż 2 tys zł

    2) Załóż konto w e-sądzie (www.e-sad.gov.pl) – z wyprzedzeniem dowiesz się, że któryś z wierzycieli założył ci sprawę w sądzie (jeżeli korzysta z „elektronicznego” ale to dość powszechne) – dzięki temu zyskasz czas i mając regularne dochody możesz zapobiec egzekucji (od złożenia pozwu do wydania nakazu zapłaty mija około 3 miesięcy, zawsze możesz złożyć sprzeciw – to kolejne 3 miesiące, w ostateczności apelację – zyskujesz następne 6 miesięcy), czyli możesz odwlec spłatę o rok, a przez ten czas jesteś w stanie (mając regularne dochody) zgromadzić środki na jednorazową spłatę danego zobowiązania – bez uszczerbku dla innych nerwowych wierzycieli (np. ogranicz spłatę miesięczną z 2000 zł jakiegoś kredytu do 1800, a te 200 odkładaj – ten od 2000 nie rozpocznie egzekucji gdy spłacasz jednak 1800 bo to nieduża różnica).

    3) Staraj się oddalić wszystkie „wadliwe” roszczenia wierzycieli – np. przedawnione, z błędami formalnymi itd. Do tego trzeba znać przepisy (albo się ich nauczyć jak ja pod wpływem potrzeby chwili) i czytać o orzecznictwie, porad prawnych – najlepiej jakieś dobre forum prawne.

    4) Nie unikaj kontaktu z wierzycielami – zawsze próbuj wypracować ugodę. Najczęściej się da. Pokaż wierzycielowi swoją sytuację i plan jej naprawy. Unikniesz egzekucji.

    5) Najważniejsze – gdy już wyjdziesz na prostą NIGDY nie bierz żadnego kredytu (zresztą – gdy znajdziesz się w sytuacji jak ja – różne narzędzia jak np. BIK skutecznie zapewnią ci, że nie weźmiesz nowego kredytu przez kilka lat :) ).

    6) Gdy już to wszystko spłacisz – buduj poduszkę finansową (to jeszcze przede mną) i postępuj zgodnie z radami Marcina.

    Narzędzia typu budżet domowy powstały u mnie drogą naturalnej ewolucji i zaciskania pasa.

    Licznik cyka – 49 tysięcy. 29 spłacę do października. Potem karty 20 tys. A potem już nic nigdy więcej :)

    Przydałby się jakiś rozdział o postępowaniach sądowych, upadłości konsumenckiej (ja nie mogłem sobie na to pozwolić bo straciłbym mieszkanie), postępowaniu egzekucyjnym, e-sądzie, przedawnieniu roszczeń i tego typu sytuacjach dla osób, które nie są już „pod bramką” tylko „leżą sfaulowane za bramką” :)

    Da się. Ale trzeba zacisnąć pas. Być zdeterminowanym. Być aktywnym. Kontrolować swój dług i relacje z wierzycielami. Mieć dochody. I wierzyć, że będzie lepiej :)

    • Marcin Iwuć pisze:

      Janek,
      Bardzo wartościowey komentarz. Serdecznie dziękuję. Mam propozycję – jak tylko spłacisz długi (poza hipoteką) zapraszam do mnie na podcast. Nagramy audycję, która pokaże wszsytkim „zniechęconym” że przy odpowiedniej determinacji pozbycie się długów jest mozliwe. Chce, żebys opowiedział jak czujesz się bez kredytów i jak o to walczyłeś. Co Ty na to?

      • Janek pisze:

        Nie ma sprawy – możemy to zorganizować gdy skutecznie uda mi się dopchać ten wózek do stanu „zero” i zacznę budować poduszkę.
        Tymczasem oddaję się dalszej, bardzo ciekawej zresztą, lekturze :)

  58. Anka pisze:

    miałam duże długi, pomogła mi kancelaria lexadxisor. Polecam.

  59. Małgorzata pisze:

    Ja wpadłam w „pętlę” tzw. chwilówek i nie umiem z tego wybrnąć. Choruję na nowotwór, leczę się chemioterapią. Mąż od 1.stycznia pozostał bez pracy. Ma co prawda rentę ale ta jego renta to 593zł na miesiąc. Ja co prawda mam emeryturę 1290zł plus dodatek pielegnacyjny 208zł. Niestety przedłużenia tych chwilówek pożerają prawie całą moją emeryturę.Z męża renty też niewiele zostaje. Mąz ma pożyczkę którą spłaca.Opłaty na rachunki za prąd , gaz idzie z mojej emerytury. Bardzo bym chciała wyjść z tej pętli ale nie wiem jak.Poza tym mam dwie pożyczki w SKOK, w tym miesiącu nie mam nawet na ratę. Poza tym zalegam z ratą z czerwca.A nie mam pieniedzy żeby im zapłacić. Chociaż chciałabym podjąć jakąś pracę to nie mogę ze względu na swój stan zdrowia. Mąż też nie do każdej pracy się nadaje. Mąż ma II grupę inwalidzką dożywotnią. Ja już bym chciała zapłacić te wszystkie „długi” ale nie wiem skąd wziąć pieniądze. Mamy na utrzymaniu 19-letniego syna który się uczy. A żadna pomoc z MOPS-u mi się nie nalezy, gdyż przekraczamy kryteria.Nie mam pojęcia jak ja mam z tego wybrnąć. A w domu wartościowych rzeczy też nie mam. Zresztą nigdy nie miałam żeby sprzedać.

Dodaj komentarz