Przychodzi klientka do banku lub pośrednika finansowego i zaczyna rozmowę:

– Dzień dobry, mam dużo kredytów i nie radzę sobie z nimi. Co zrobić?
– Ależ to proste. Mamy dla Pani kredyt konsolidacyjny. Zamiast kilku rat będzie tylko jedna, a w dodatku niższa. Obciążenie budżetu domowego zmniejszy się i chętnie damy Pani jeszcze dodatkowe środki na dowolny cel, żeby mogła Pani nieco odsapnąć.
– Naprawdę? To wspaniale! Problem zadłużenia rozwiązany!!!

Czy kredyt konsolidacyjny rzeczywiście jest tak fantastycznym rozwiązaniem? Mam co do tego poważne wątpliwości i zaraz wyjaśnię dlaczego.

a

Kredyt konsolidacyjny, czyli jaki?

Kredyt konsolidacyjny jest takim samym długiem, jak każdy inny. Jego specyfika polega na tym, że pieniądze pozyskane od banku przeznaczasz na bardzo konkretny cel: na spłatę innych kredytów i pożyczek. Działa to tak, że kiedy uzyskasz kredyt konsolidacyjny, bank nie przelewa pieniędzy na Twój rachunek, tylko bezpośrednio na rachunki instytucji, w których jesteś zadłużony. W ten sposób Twoje „stare” kredyty i pożyczki zostają spłacone, a Ty masz teraz nowego wierzyciela, którego musisz obsłużyć comiesięcznymi ratami.

Ogólnie na rynku funkcjonują dwa rodzaje kredytów konsolidacyjnych:

1. Gotówkowe – tutaj oprocentowanie jest na zbliżonych poziomach, co w innych kredytach gotówkowych, lecz kredyt jest udzielany na dłuższe terminy – np. 5, 7 a nawet 10 lat.

2. Hipoteczne – tutaj oprocentowanie jest niższe od kredytów gotówkowych, jednak faktyczna cena jest bardzo wysoka: w zamian za niższe raty kładziesz na szali własne mieszkanie lub dom.

W informacjach na temat kredytów konsolidacyjnych wymieniane są ich różne zalety. I nie mam tutaj na myśli reklam, bo te z definicji są nieobiektywne, ale chociażby różnego rodzaju cytowane w mediach zestawienia kredytów. Taki oto fragment znalazłem na przykład w opracowaniu Totalmoney pt.”Ranking kredytów konsolidacyjnych (gotówkowych)”:

Zalet tego rozwiązania jest co najmniej kilka: spłacanie jednej raty zamiast kilku (i to – dodajmy – raty zazwyczaj niższej), brak konieczności pamiętania o terminach spłaty kilku rat czy możliwość otrzymania dodatkowej kwoty na dowolny cel.”

Na pierwszy rzut oka brzmi fajnie. Ale ja, znając prawdziwe historie ludzi zadłużonych, czytam to tak:

Jeśli jesteś zbyt leniwy aby wreszcie się ogarnąć, masz bałagan w finansach i zamierzasz w tym trwać, to możesz zadłużyć się jeszcze bardziej, a być może nawet zapłacić niższą ratę.”

 

Czy da się ugasić ogień benzyną?

Albo:
– Czy da się wyjść na brzeg płynąc w stronę otwartego oceanu?
– Czy da się wydostać z dołka kopiąc w dół?
I wreszcie:
– Czy da się skutecznie pozbyć długów zaciągając kolejny dług?

Cóż, w pewnych okolicznościach da się. Silny strumień benzyny można wylać na mały płomień odcinając dopływ powietrza, ocean można przepłynąć, a jeśli ściany dołka obsuną się w szczęśliwy dla nas sposób, być może uda się wyjść. Tylko… Są to zjawiska ryzykowne i mało prawdopodobne.

Dokładnie z tych samych powodów nie polecam rozwiązywania problemów z długami przy pomocy innych długów. Nie tędy droga. To jak gaszenie ognia benzyną. Owszem, w pewnych okolicznościach może się udać, jednak istnieją sposoby bardziej skuteczne, pewniejsze, a przede wszystkim – rozwiązujące problem.

 

Zmniejszamy objawy, nie leczymy przyczyn.

Moje największe wątpliwości związane z kredytami konsolidacyjnymi biorą się stąd, że łagodzą one tylko objawy naszej „choroby zadłużeniowej”, ale w żaden sposób nie zwalczają jej przyczyn. Są niczym lek przeciwgorączkowy w infekcji bakteryjnej – po jego zażyciu czujemy się lepiej, ale choroba toczy nas dalej. Albo, trzymając się dalej terminologii medycznej, zamieniają chorobę ostrą w przewlekłą.

Wiele osób, które decydują się na skorzystanie z kredytu konsolidacyjnego, faktycznie spłaca jedną nieco niższą ratę, zamiast kilku, których suma byłaby wyższa. Daje to na pewno poczucie dodatkowego komfortu oraz wrażenie, że problem długów został zażegnany. Niestety – najczęściej jest to tylko złudzenie. Wprawdzie rata jest niższa, ale dług jednak pozostał. Co jeszcze ważniejsze: pozostały nasze stare nawyki, które wpędziły nas w długi: zbyt duże wydatki, brak oszczędności, brak planowania naszych finansów, brak determinacji w poszukiwaniu dodatkowych dochodów, itp. Z tych właśnie powodów wiele osób, które skorzystały z kredytu konsolidacyjnego, już po kilku miesiącach sięga po kolejne, zadłuża się dalej i coraz bardziej się pogrąża.

Bez zmiany naszego postępowania z pieniędzmi kredyt konsolidacyjny nie jest żadnym świetnym rozwiązaniem, a jedynie bombą z opóźnionym zapłonem, która wcześniej czy później wybuchnie.

Jeśli naprawdę zależy Ci na rozwiązaniu problemu zadłużenia, to musisz całkowicie zmienić swoje podejście do długów. Musisz zrozumieć, że zadłużanie się jest głupie, że robi z Ciebie niewolnika i bezmyślnego konsumenta działającego pod wpływem marketingowych impulsów. W zdecydowanej większości przypadków od konsolidacji zadłużenia skuteczniejsza będzie metoda „śnieżnej kuli”, którą opisałem w artykule: Jak skutecznie pozbyć się długów? Taki sposób walki z długami daje Ci kopa do działania, i sprawia, że kredytów pozbywasz się szybciej. Co więcej, działa tu jeszcze jeden mechanizm, który opisałbym tak: trudniej i dłużej walczy się z jednym olbrzymem (kredyt konsolidacyjny) niż z kilkoma złośliwymi krasnalami (długi przed konsolidacją), które możemy rozdeptać jeden po drugim. 🙂

 

Nic za darmo.

Dlaczego banki chętnie konsolidują nasze zadłużenie? Bo dobrze na tym zarabiają. Jak to? Przecież płacimy niższą ratę, więc chyba zarabiają mniej? Nic z tego.

W przypadku gotówkowych kredytów konsolidacyjnych najważniejszym powodem, dla którego nasze raty kredytowe są niższe, nie jest istotna obniżka oprocentowania, lecz wydłużenie okresu kredytowania. Co więcej: za udzielenie kredytu konsolidacyjnego pobierana jest dodatkowa prowizja i często dochodzą także dodatkowe koszty, jak choćby konieczność wykupienia polisy . Oto przykładowe wyliczenia podane na stronach Aliorbanku dla gotówkowego kredytu konsolidacyjnego:

Przykład reprezentatywny: całkowita kwota pożyczki (bez kredytowanych kosztów): 17 600 zł, liczba rat: 54, oprocentowanie nominalne: 11,5%, składka na ubezpieczenie na życie: 3 485,15 zł, opłata przygotowawcza: 428,11 zł (1,99%), kwota odsetek: 6 149,80 zł, RRSO: 23,83%, rata: 512,28 zł, całkowity koszt: 10063,06 zł, całkowita kwota do zapłaty: 27 663,06 zł. Ostateczne warunki kredytowania zależą od wiarygodności kredytowej Klienta, daty wypłaty pożyczki oraz daty płatności pierwszej raty. Informacja handlowa – wg stanu na 2.10.2014r.

Ale skąd osoba zadłużona, która chce obniżyć raty, ma znaleźć pieniądze na dodatkowe koszty? Jak to skąd? Dostane na nie „dodatkowe środki” wraz z kredytem konsolidacyjnym. Po prostu jej dług zostanie powiększony o koszty kredytu, które trzeba będzie spłacić w ratach, a co za tym idzie, zapłacić od nich odsetki. Efekt często bywa taki, że w całym okresie kredytowania zapłacimy więcej, a w dodatku pozostajemy kredytowymi niewolnikami znacznie dłużej. Gdybyśmy po prostu sumiennie spłacali kilka kredytów i pożyczek, zgodnie z przygotowaną wcześniej listą i z wykorzystaniem metody śnieżnej kuli, kosztowałoby nas to mniej i szybciej bylibyśmy wolni od długów.

Kredyty konsolidacyjne hipoteczne są zwykle niżej oprocentowane, choć i tu bywają oferty drogie. Tylko… Obejrzyjcie sobie poniższy odcinek Prostego Rachunku, (najpierw reportaż na dole, a potem rozmowę w studiu), który pokazuje jak może skończyć się taka konsolidacja zobowiązań:

Kliknij w obrazek:

Kredyt konsolidacyjny

 

Kiedy wzięcie kredytu konsolidacyjnego ma jednak sens?

No dobra, wiemy, że to kosztuje i że wiąże się z konkretnymi ryzykami, o których zawsze musimy pamiętać. Jednak, pomimo całej mojej niechęci do kredytów i pożyczek, muszę uczciwie przyznać:

Gdy już ktoś zapakuje się w długi po szyję, kredyt konsolidacyjny w pewnych okolicznościach może mieć sens.

Kiedy? Wtedy gdy:
– wycięliśmy do kości wszystkie wydatki poza niezbędnymi potrzebami,
– zrobiliśmy wszystko aby zwiększyć dochody,
– sprzedaliśmy z domu wszystko, co się da, aby pozbyć się długów,
– poukładaliśmy sobie w głowie, robimy domowy budżet i kontrolujemy nasze finanse,
a mimo to nie jesteśmy w stanie na bieżąco spłacać rat kredytów i pożyczek i lada moment zaczniemy z nimi zalegać.

Wtedy i tylko wtedy rozważyłbym kredyt konsolidacyjny, jednak z pełną świadomością związanych z tym kosztów i ryzyk. I pod żadnym pozorem nie należy wówczas zwiększać zadłużenia przez wzięcie dodatkowej gotówki na dowolny cel !!! To byłaby głupota.

Kiedy weźmiesz już taki kredyt, a rata faktycznie się zmniejszy, wykorzystaj w mądry sposób dodatkową rezerwę jaką dzięki temu uzyskasz w domowym budżecie. Pamiętaj, że cały czas jesteś na krawędzi, dlatego nie ruszaj bezmyślnie na zakupy, tylko jak najszybciej odłóż 2000 zł (krok 3 z mojej książki), a później rób wszystko, aby pozbyć się tego długu jak najszybciej.

Natomiast w sytuacjach takich, jak:
– problemy z zapamiętaniem terminów spłaty, bo kredytów jest kilka,
– nieporządek w finansach,
– poszukiwanie wygodniejszego rozwiązania,
– zmniejszenie stresu poprzez obniżenie rat, pomimo że jesteśmy w stanie je spłacać,
– chęć zwiększenia zadłużenia poprzez pożyczenie dodatkowych środków w banku, który da nam kredyt konsolidacyjny o wartości większej, niż suma obecnego zadłużenia,
tu kredyt konsolidacyjny może okazać się kolejną błędną decyzją finansową.

Nie bierz kredytu konsolidacyjnego dla wygody, która zawsze podkreślana jest w reklamach. Użyj zdrowego rozsądku i sam sobie odpowiedz: potrzebujesz wygodnego rozwiązania, czy raczej skutecznego rozwiązania?
To właśnie poszukiwanie wygody doprowadziło Cię do sytuacji, w której aż jęczysz od ciężaru rat. Weź się w garść, zakasaj rękawy i pozbądź się tego „gó..na” z Twojego życia w sposób opisany tutaj.

 

Uwaga! Finansowy rak (mózgu!).

Nie lubię kredytów i pożyczek konsumenckich. Nie cierpię ich. Powodów jest wiele: drenują nasze kieszenie w zastraszającym tempie, uzależniają nas od wierzycieli, wprowadzają do naszego życia ogromna dawkę ryzyka i stresu. Są przyczyną naprawdę wielu nieszczęść.

Najbardziej jednak wkurza mnie fakt, że są one opakowane w przyjazne reklamki, na których uśmiechnięci ludzie spełniają swoje marzenia, dzięki fantastycznej „pomocy” w formie pożyczki lub kredytu. Przeczytajcie o tym tutaj: Ugotujesz się jak żaba, czyli długi w naszych głowach. To ściema i jedno wielkie pranie mózgu mające na celu skłonienie nas do wejścia w konsumpcyjno-kredytowy kołowrotek. Potem niczym szczurki zasuwamy na kolejne mini-ratki płacąc maxi-koszty. Moim zdaniem na reklamach kredytów powinny znajdować się ostrzeżenia takie same jak na paczkach papierosów: Uwaga! Pożyczki i kredyty konsumpcyjne są przyczyną finansowego raka mózgu!

 

Zakończenie

Dziękuję Ci serdecznie za czas poświęcony na lekturę tego wpisu. Jeżeli znasz kogoś, komu artykuł mógłby pomóc w zmianie nastawienia do długów, podziel się proszę linkiem. Polub również mój blog na Facebooku, dzięki czemu będę mógł dotrzeć do większej liczby zagmatwanych w finansowe problemy odbiorców.

I oczywiście: serdecznie zapraszam do podzielenia się z nami Twoim komentarzem. Miłego dnia! 🙂

P.S.

Pierwszy odcinek mojego podcastu “Finanse bardzo osobiste” jest już dostępny w iTunes   oraz w serwisie Stitcher (Android).

Więcej materiałów, które pomogą Ci w walce z długami, znajdziesz w cyklu
Jak pozbyć się długów?: