Nie cierpię długów. Uważam, że korzystanie z kredytów i pożyczek konsumpcyjnych to szczyt finansowej głupoty. Byłbym jednak finansowym ignorantem, gdybym nie przyznał, że pewne kredyty mają sens.  Oto moja lista takich zobowiązań. Czy Waszym zdaniem powinna ona zawierać coś jeszcze?

Moje podstawowe podejście do długów jest proste: są one największym, najgroźniejszym, najbardziej brutalnym wrogiem na drodze do finansowego bezpieczeństwa. W bezwzględny sposób drenują nasze portfele i z ogromną skutecznością pozbawiają nas ciężko zarobionych pieniędzy. Są jak kula u nogi, jak kamień u szyi, jak ciężki balast, który z trudem dźwigamy na własnych barkach. Zamiast cieszyć się finansową wolnością, co rano ruszamy do pracy, by tyrać na spłatę odsetek. Część naszego cennego życia poświęcamy, harując jak niewolnicy na rzecz wierzycieli. Długi są po prostu fatalne.

Czy długi są złe?

Niektórzy z Was uważają, że mam zbyt ortodoksyjne podejście do kredytów i wszędzie powtarzam, że długi to “samo zło”. Muszę to zdementować. Nie uważam, że “długi są złe” – to zbyt mocne określenie. Zadłużanie się na konsumpcję jest jednak… głupie. Zarabiają na tym banki i firmy pożyczkowe, zarabiają sprzedawcy, od których kupujemy na kredyt, a my w tym całym układzie jesteśmy zawsze w plecy.

Jeżeli masz “luźny” stosunek do długów i uważasz, że korzystanie z nich jest OK, przeczytaj koniecznie te dwa artykuły:

1. Ugotujesz się jak żaba, czyli kredyt w naszych głowach.
2. Jak skutecznie pozbyć się długów?

Dlatego jeszcze raz: zadłużanie się jest głupie! Jakich sytuacji to jednak nie dotyczy?

Kredyt hipoteczny na mieszkanie (własne lub wynajmowane).

Różnica w stosunku do większości kredytów i pożyczek polega na tym, że pożyczonych pieniędzy “nie przejadamy”, lecz przeznaczamy je na zakup składnika majątku, którego wartość w czasie ma szansę rosnąć.

I od razu wyjaśnienie –  zauważ, że piszę “ma szansę wzrosnąć”. Wartość niektórych nieruchomości będzie się pięła stopniowo do góry, innych będzie stała w miejscu, a jeszcze innych będzie spadać. To trochę jak z akcjami na giełdzie – zadowolenie z wyniku będzie zależeć od tego, które akcje kupisz.

Jeśli w okolicy, w której mieszkasz, w każdej chwili kolejne hektary łąki można zamienić na działki budowlane – to będzie ciężko o wzrosty cen. Jeżeli jednak mówimy o mieszkaniu np. w centrum, gdzie  trzeba coś zburzyć, aby postawić kolejny budynek – sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Trzeba również pamiętać, że rynek nieruchomości, jak każdy inny, jest rynkiem cyklicznym. Po zakończonej kilka lat temu bańce spekulacyjnej spadek cen był czymś naturalnym. Dlaczego jednak ceny w dobrych lokalizacjach miałyby za 5 lat być niższe niż dziś?

Już sam reżim pieniądza fiducjarnego, który wymusza zwiększanie jego podaży w kolejnych latach, a także cel inflacyjny NBP na poziomie 2,5% w skali roku – to warunki, które z upływem czasu prowadzą do wzrostu cen dobrych nieruchomości.

Kredyt na inwestycje

Tutaj zasada jest prosta: jeśli potrafisz zainwestować pożyczone pieniądze w taki sposób, aby zyski wygenerowane przez ten “obcy kapitał” były wyższe od całkowitych kosztów pożyczki (oprocentowania, wszelkich prowizji oraz po uwzględnieniu podatków od wygenerowanych dochodów) – takie pożyczanie pieniędzy może mieć sens. Może, ale nie musi!

Sensowne pożyczanie dotyczy zwykle inwestycji w ramach prowadzonej działalności gospodarczej: zakupy maszyn, urządzeń, patentów itp. – które pomogą nam zwiększyć skalę działalności i zwielokrotnić generowane dochody – to przykład mądrego skorzystania z dźwigni finansowej.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Tu jednak warto zwrócić uwagę na bardzo ważną sprawę: nie każda inwestycja ma sens! Jeśli kupujesz niepotrzebne maszyny lub inwestujesz w sposób nieprzemyślany, skorzystanie z kredytu, zamiast zwielokrotnić dochody, zwielokrotni Twoje błędy! Jeżeli masz wątpliwości, czy inwestycja będzie rentowna, nie finansuj się kredytem.

Osobiście uważam, że jednym z najgłupszych kredytów, związanych z działalnością gospodarczą, jest “kredyt na start”. Nie wiesz jeszcze, czy Twój biznes wypali, a już toniesz w długach… Bez sensu!

Spekulacja to nie inwestycja!

Wielu młodych ludzi zachwyca się pomysłem polegającym na tym, by zaciągnąć “tani kredyt hipoteczny”, a tak uzyskane pieniądze zainwestować np. na giełdzie. Skoro oprocentowanie kredytu wynosi 5% w skali roku, a na “inwestycji” w akcje czy fundusze bez problemu wyciągnie się 10% – to grzechem jest nie skorzystać, prawda?

Uwierzcie mi – jest ogromna różnica pomiędzy dużym inwestorem, który po analizach chce przejąć kontrolę nad jakąś firmą I pożycza środki, by kupić jej akcje, a “Kowalskim”, który zaciąga kredyt, by kupić parę akcji “z lewarem”. Pożyczanie w celach spekulacyjnych jest skrajnie niebezpieczne! Dźwignia finansowa działa zawsze w dwie strony – zamiast szybko i łatwo zarabiać, wiele osób przez taką dźwignię szybko i łatwo traci.

Czym różni się inwestycja od spekulacji?

Operacja inwestycyjna to taka, która dzięki starannej analizie obiecuje bezpieczeństwo oraz zadowalającą rentowność zaangażowanej kwoty. Operacje niespełniające tych wymogów są spekulacjami.

Benjamin Graham – Inteligentny Inwestor

 A zatem:

  1. Staranna analiza.
  2. Bezpieczeństwo.
  3. Zadowalająca rentowność.

A co z kredytem konsolidacyjnym?

Popularna “konsola” zwykle łagodzi tylko objawy choroby kredytowej, ale nie zwalcza jej przyczyn. Dlatego w wielu przypadkach znacznie sensowniej będzie zastosować “metodę śnieżnej kuli” i szybko pozbyć się długów. Opisałem to szczegółowo w tym artykule:

Kredyt konsolidacyjny – świetne rozwiązanie czy bomba z opóźnionym zapłonem?

Jakie jeszcze kredyty mają Waszym zdaniem sens?

Czy są jeszcze jakieś zobowiązania, które dopisalibyście do takiej listy sensownych kredytów?

Co myślicie o mojej liście?

Czy faktycznie moje podejście jest zbyt ortodoksyjne?…

Więcej materiałów, które pomogą Ci w walce z długami, znajdziesz w cyklu
Jak pozbyć się długów?: