FBO 056: 36 tysięcy w 12 miesięcy. Kolejna Czytelniczka bez długów!

47

Jest pewna fraza, która od dawna powoduje u mnie odruch alergiczny. „Nie da się”. Odkąd prowadzę bloga, przeczytałem ją wiele razy – w komentarzach pod wpisami, na Facebooku, w prywatnych wiadomościach, które otrzymuję na maila. „Nie da się odłożyć, zarabiając niewiele”. „Nie da się znaleźć lepiej płatnej pracy”. „Nie da się pozbyć długów”. Dlatego tak bardzo lubię, kiedy jako przeciwwaga pojawiają się takie historie, jak ta. Poznaj Justynę, Czytelniczkę, która udowodniła, że „da się”.

Niewiele rzeczy daje mi tyle radości i szczęścia jak świadomość, że praca, którą wykonuję, ma sens. Że robię coś dobrego i pożytecznego. I że dzięki tej pracy życie innych osób staje się choć odrobinę lepsze. Właśnie dzięki takim osobom jak mój dzisiejszy gość chce mi się po prostu skakać z radości. Justyna od kilku lat czyta mój blog. W 2015 r. w konkursie na blogu wygrała moją książkę „Jak zadbać o własne finanse” i już wtedy, czytając jej nagrodzony komentarz, czułem, że ta dziewczyna poradzi sobie wspaniale.

Pora się wkurzyć! I zainspirować 🙂

Justyna pracuje jako nauczycielka, zarabia naprawdę niewielkie pieniądze. Kredyt hipoteczny, który kilka lat temu zaciągnęła, sprawił, że żyła od pierwszego do pierwszego. Jeden miesiąc bez zarobków dzielił ją od finansowych tarapatów. Można powiedzieć, że to normalna, typowa sytuacja. Ale nie dla Justyny. Wiesz, co zrobiła?

Wkurzyła się, zacisnęła zęby, zaczęła robić budżet domowy, wycięła wydatki, zwiększyła dochody, biorąc mnóstwo dodatkowych zajęć. Nauczyła się grafiki komputerowej i zaczęła na tym dorabiać. Krok po kroku wdrożyła proste zasady, o których piszę na blogu i w mojej książce. Efektem tego jest to, że dziś nie ma już na głowie żadnego kredytu, łącznie z kredytem hipotecznym. Wypoczęta i szczęśliwa wróciła właśnie ze swoich wyjątkowych wakacji, a to, co zrobiła w ostatnim roku, w ciągu ostatnich 12 miesięcy nadpłacania kredytu, wykopując ze swojego życia 36 tys. zł długu, było, moim zdaniem, prawdziwym mistrzostwem świata. Uwielbiam takie historie. Dla mnie takie osoby jak Justyna są prawdziwymi bohaterami. Właśnie dzięki nim z radością wstaję co rano do pracy. I mam nadzieję, że Tobie również historia Justyny pomoże uwierzyć, że z odpowiednią determinacją można osiągnąć naprawdę wiele.

Serdecznie zapraszam do wysłuchania naszej rozmowy!

W 56. odcinku podcastu FBO usłyszysz m.in.:

  1. Jak wyglądało życie Justyny, kiedy żyła od pierwszego do pierwszego?
  2. Co sprawiło, że się wkurzyła i zapragnęła to zmienić?
  3. Jak udało jej się zbudować poduszkę bezpieczeństwa?
  4. Jak udało jej się zwiększyć swoje zarobki?
  5. Czy nadpłacanie kredytu hipotecznego się opłaca?
  6. Czy warto prowadzić budżet domowy?
  7. Jak uzyskać pełną kontrolę nad wydatkami?
  8. Jak czuje się człowiek, który spłacił kredyt hipoteczny?
  9. Jak dobrze przygotować się na dobre okazje?
  10. Dlaczego warto dać sobie nagrodę za dobre sprawowanie?
  11. Czy pieniądze dają szczęście?
  12. Jak wygrać walkę o finansową wolność?
  13. Co jest w tej całej walce najtrudniejsze?
  14. Jaka jest jedna, najważniejsza rzecz o finansach według Justyny?

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Może Cię zainteresować

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekawy Twoich wrażeń z tej rozmowy i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

Wolisz przeczytać? Proszę bardzo 🙂

Pełny tekst odcinka  znajdziesz poniżej. Pobierz pdf lub czytaj od razu, przewijając dalej:

Pobierz spisaną treść:
FBO 056: 36 tysięcy w 12 miesięcy. Kolejna Czytelniczka bez długów.pdf

Przejdź do komentarzy

Pełna treść podcastu

Cześć! Nazywam się Marcin Iwuć i witam Was bardzo serdecznie w 56. odcinku podcastu Finanse bardzo osobiste.

Piękne lato, piękne słońce, piękne wakacje, a ja dodatkowo mam jeszcze piękny powód do zadowolenia, a to z okazji audycji, którą właśnie dla Ciebie nagrałem. Niewiele rzeczy daje mi tyle radości i szczęścia jak świadomość, że praca, którą wykonuję, ma sens. Że robię coś dobrego i pożytecznego. I że dzięki tej pracy życie innych osób staje się choć odrobinę lepsze. Właśnie dzięki takim osobom jak mój dzisiejszy gość chce mi się po prostu skakać do góry z radości. Justyna, którą za chwilę poznacie, od kilku lat czyta mój blog. W 2015 r. w konkursie na blogu wygrała moją książkę Jak zadbać o własne finanse i już wtedy, czytając jej nagrodzony komentarz, czułem, że ta dziewczyna poradzi sobie wspaniale.

Justyna pracuje jako nauczycielka, zarabia naprawdę niewielkie pieniądze. Kredyt hipoteczny, który kilka lat temu zaciągnęła, sprawił, że żyła od pierwszego do pierwszego. Jeden miesiąc bez zarobków dzielił ją od finansowych tarapatów. Można powiedzieć, że to normalna, typowa sytuacja. Ale nie dla Justyny. Wiecie, co zrobiła? Wkurzyła się, zacisnęła zęby, zaczęła robić budżet domowy, wycięła wydatki, zwiększyła dochody, biorąc mnóstwo dodatkowych zajęć. Nauczyła się grafiki komputerowej i zaczęła na tym dorabiać. Krok po kroku wdrożyła proste zasady, o których piszę na blogu i w mojej książce. Efektem tego jest to, że dziś nie ma już na głowie żadnego kredytu, łącznie z kredytem hipotecznym. Wypoczęta i szczęśliwa wróciła właśnie ze swoich wyjątkowych wakacji, a to, co zrobiła w ostatnim roku, w ciągu ostatnich 12 miesięcy nadpłacania kredytu, wykopując ze swojego życia 36 tys. zł długu, było, moim zdaniem, prawdziwym mistrzostwem świata. Uwielbiam takie historie. Dla mnie takie osoby jak Justyna są prawdziwymi bohaterami. Właśnie dzięki nim z radością wstaję co rano do pracy. I mam nadzieję, że Tobie również historia Justyny pomoże uwierzyć, że z odpowiednią determinacją można osiągnąć naprawdę wiele. Serdecznie zapraszam do wysłuchania naszej rozmowy.

Cześć, Justyna.

Witaj, Marcinie!

Dziękuję Ci bardzo serdecznie, że przyjęłaś zaproszenie do mojego podcastu. Powiedz nam na początku trochę więcej o sobie: kim jesteś i czym się zajmujesz?

Przyjechałam z Trójmiasta, gdzie pracuję od 10 lat. Pracuję w szkole z dziećmi. I bardzo dziękuję za zaproszenie, ponieważ nigdy nie sądziłam, że znajdę się w takim miejscu i tym bardziej że będę rozmawiać o finansach.

W jakiej szkole pracujesz?

To jest szkoła podstawowa połączona z gimnazjum, ale teraz gimnazja są wygaszane, więc to będzie już tylko szkoła podstawowa.

Jak ogarniasz te szalone dzieci?

Myślę, że jestem tak samo szalona jak i one, więc się dogadujemy.

Jak to się zaczęło?

To super. Cieszę się, że się spotkaliśmy, bo uważam, że to będzie najlepszy podcast nagrany w tym roku. To będzie success story, opowieść o tym, jak świetnie poradziłaś sobie finansowo. Ale zacznijmy od początku. Pamiętam Twój pierwszy komentarz, który napisałaś w październiku 2015 r., więc niemal trzy lata temu. Wtedy napisałem artykuł Oszczędzanie jest domeną frajerów, a Ty napisz komentarz i wygraj nagrodę. Opowiedz, jak wtedy wyglądała Twoja sytuacja i Twoje życie.

To był czas, kiedy od ok. trzech lat spłacałam kredyt hipoteczny. Zaczynałam interesować się finansami osobistymi, ponieważ moje życie stało się trochę ciężkie, czyli od pierwszego do pierwszego. Rata, remonty, skończyły się wszystkie nadwyżki i  co zrobić i skąd wziąć pieniądze? Nigdy nie żyłam ponad stan, a tu takie problemy. Zainteresowałam się po kolei blogami finansowymi. Najpierw trafiłam na blog Michała Szafrańskiego Jak oszczędzać pieniądze, gdzie było 107 porad, jak to zrobić. Więc zaczęło się na przykręcaniu wody, oszczędzaniu paliwa, gotowaniu w domu, od takich małych prostych czynności. Gdy wycięłam już wszystkie wydatki, jakie tylko mogłam, zaczęłam szukać dodatkowych form zarobkowania. Byłam tak zafascynowana tymi blogami, że chciałam opowiedzieć o nich wszystkim znajomym, że to jest super i trzeba to koniecznie przeczytać, ale wtedy zderzyłam się ze ścianą i ze stwierdzeniami typu: „Ale o czym ty w ogóle mówisz?”, „Nie mam z czego oszczędzać”, „Nie mam czasu, by się tym zajmować”. Moją pierwszą reakcją było: „Jak można nie zajmować się swoimi finansami?”. To jest temat, który dotyczy każdego, czy tego chcemy, czy nie, czy lubimy, czy nie. Każdy się z tym zmaga i prędzej czy później będzie musiał się tym głębiej zainteresować.

Co zrobić, kiedy nie starcza od pierwszego do pierwszego

Jasne. Cokolwiek robimy, finanse i tak nas dotykają. Ale miałaś kredyt hipoteczny i wcześniej radziłaś sobie finansowo dosyć dobrze. Skoro otrzymałaś kredyt, to uzbierałaś pieniądze na wkład własny. Opowiedz o tym czasie, zanim zetknęłaś się z blogami.

Nie było aż tak świetnie, bo praca w szkole nie jest superpłatna, nie jest to stanowisko prezesa w korporacji. Mój pierwszy wniosek kredytowy został więc odrzucony. Dopiero za drugim razem mi się udało i byłam przeszczęśliwa, gdyż wszyscy moi znajomi dostawali wtedy kredyty. Cieszyłam się, że będę mieć swój własny kąt i zrobię parapetówkę. Po roku mi ta radość opadła. Urządzanie kosztowało. Po roku zaczęłam się zastanawiać, jak to jest możliwe, że wcześniej nie żyłam wystawnie, nie jeździłam na zagraniczne wycieczki, na narty, radziłam sobie w miarę dobrze, a nagle zaczęło mi brakować pieniędzy. Tata próbował mnie ratować, ale pomyślałam, że jestem koło trzydziestki, nie starcza mi od pierwszego do pierwszego i jeszcze tata musi mi pomagać. Co za wstyd! Co się stanie, jeśli stracę pracę? Obliczyłam, że może przeżyję miesiąc z oszczędności.

Super, że nadal przytomnie myślałaś. Niektórzy żyją od pierwszego do pierwszego i brakuje im wyobraźni, aby zastanowić się nad tym, co się stanie. OK, więc miałaś kredyt na głowie, życie od pierwszego do pierwszego, czytałaś blogi, wycięłaś wydatki do kości. Co było dalej?

Zaczęłam zbierać na pierwszą poduszkę bezpieczeństwa, czyli te trzy miesiące podstawowych wydatków. Udało mi się uzbierać. Założyłam konto IKE i IKZE, gdzie szły już jakieś małe kwoty. Nagle zepsuł mi się samochód, który wart był tyle co mała lodówka, a jego naprawa przekroczyła jego wartość. To mnie zabiło. Tak mnie pociągnęło po kieszeni, że tak nie mogło już dłużej być. Sprzedałam auto. Zaczęłam wstawać o 5 rano, do pracy dojeżdżałam 1,5 godziny w jedną stronę. Przystąpiłam do wycinania kolejnych wydatków. Myślałam, że już bardziej się nie da, a jednak się dało. I nagle dostałam darowiznę rodzinną.

Skąd pomysł i determinacja, żeby wycinać wydatki? Pamiętam, że pisałaś w mailach, że jesteś wkurzona na siebie.

Byłam wkurzona, że nie ogarniam swojej sytuacji finansowej. Rozglądałam się po znajomych, widziałam ich zdjęcia na Facebooku. Myślałam, że wszyscy mają kasę, podróżują, świetnie się bawią, a ja jestem non stop w pracy i nic z tego nie wynika.

Bo zwiększałaś swoje zarobki, starając się dorobić.

Grafika komputerowa stała się moją pasją, a po drodze pojawiła się możliwość zarabiania na tym. To był duży strzał. I już wtedy zaczęłam nadpłacać małymi kwotami swój kredyt.

Czyli udało Ci się zbudować poduszkę bezpieczeństwa. I przydała się pewnie przy tej naprawie samochodu.

Tak.

Wycinanie wydatków i zwiększanie zarobków

Skąd pomysł, by nadpłacać kredyt?

Oczywiście z Twojego bloga. Czytałam, że Ty co miesiąc nadpłacałeś i pomyślałam: „To tak można?”. I co miesiąc nadpłacałam po 200–300 zł. Nie widziałam wielkiego efektu, ale pomyślałam, że z perspektywy 30 lat coś jednak odczuję.

Pracownicy banku pewnie patrzyli na Ciebie dość podejrzliwie: „Co to za osoba, która przychodzi i jakieś śmieszne pieniądze spłaca?”.

A jeszcze spłacałam w takim banku, w którym trzeba było pojawiać się osobiście. Wiem, że są i takie, gdzie można to robić, siedząc na kanapie u siebie w domu. A ja musiałam tam chodzić. Ale to było super, bo już po pewnym czasie pracownik banku, widząc mnie z daleka, wyciągał świstek. Nawet nie musiałam nic mówić, podpisywałam i do widzenia.

Potęga budżetu domowego

I dyspozycja nadpłaty szła znacznie szybciej. W mailach użyłaś określenia: „Przede wszystkim prowadzę budżet domowy, to jest potęga”. W czym Ci pomagał? I pewnie nadal pomaga…

Tak, nadal mi pomaga. Zaczęło się od zwykłego spisywania wydatków, natomiast to nie jest taki w pełni hulający budżet domowy. Dwa lata mi zajęło, aby on zaczął w pełni pracować i przynosić efekty. Ponieważ planuję i rozdzielam wszystkie pieniądze na poszczególne konta na wydatki, wiem, kiedy mogę sobie pozwolić na zakupy ubrań, kiedy zacząć odkładać na wakacje. To wszystko można zrobić z głową bez zbędnego miotania się i szarpania.

Czyli wydajesz pieniądze świadomie na papierze, zanim wydasz je w rzeczywistości. Czy korzystasz z jakiejś aplikacji, z Excela?

Mam zawsze ze sobą tablet, gdzie są moje tabelki i obliczenia. Nie korzystam z żadnych gotowców.

Budżet domowy Justyny

W tym konkursie z 2015 r. wygrałaś moją książkę, gdzie jest plan 10 kroków. Czy przydał Ci się on w jakiś sposób?

Tak. Często do niego wracam, nawet po czterech latach czytania bloga. Po drodze zmieniłam sobie kolejność, ponieważ zdarzyło się tak, że otrzymałam darowiznę, która w większej części pokrywała mój kredyt hipoteczny.

Okazja spotyka dobrze przygotowaną

Czyli mamy taką sytuacje, że jest osoba, która wcześniej nieświadomie postępowała z pieniędzmi, a za chwilę prowadzi budżet i ma pełną kontrolę nad wydatkami. Uszczelniłaś wydatki, zwiększyłaś dochody, biorąc dodatkowe zajęcie, poduszka bezpieczeństwa, IKE, IKZE i nawet zaczęłaś nadpłacać kredyt hipoteczny. Jesteś superprzygotowana i nagle pieniądze spadają Ci z nieba.

To był odpowiedni moment. Gdyby zdarzyło się to wcześniej, na pewno bym przepuściła część kasy, czyli pojechałabym na wycieczkę, kupiła ciuchy, może jakieś auto. A w tym momencie pomyślałam: „Żadnych głupich wydatków, wszystko idzie na nadpłatę”.

Czyli całą darowiznę przeznaczyłaś na nadpłatę kredytu. Ale większość ludzi stwierdzi, że to nie jest normalne. Dostałaś pieniądze, więc mogłaś spokojnie spłacać kredyt przez kolejnych 27 lat. A Ty robisz taki szalony ruch i nadpłacasz.

To, że to jest nienormalne, to jest komplement w tym przypadku. Bo jeżeli większość osób robi coś głupiego, to ja nie chcę tak postępować. Zawsze zastanawia mnie to, czy to ma sens i jak to odnieść do swojego życia i do swojej sytuacji. Bo nie wszyscy muszą tak samo żyć i tak samo postępować z pieniędzmi.

Zaniosłaś te pieniądze do banku i miny tych osób nie były już takie niewyraźne. Pamiętam, że gdy sam nadpłacałem kredyt, panie najpierw patrzyły się z politowaniem, bo to nie były wielkie kwoty, ale w miarę nadpłacania większych kwot, to OK, może ma to jakiś sens. Gdy dawały mi zaświadczenie, że kredyt jest już w pełni spłacony, jedna z nich stwierdziła: „Sama bym tak chciała”.

Miałam dwie takie sytuacje. Pan w banku, wręczając mi zaświadczenie, powiedział: „A może następny kredycik?”. Z kolei pani, która szykowała dla mnie cały komplet dokumentów, powiedziała, że to super i musi się też tym tematem zainteresować. Dla mnie to szok, że ludzie pracujący w banku nie interesują się tematem finansów, kredytów.

Jak uzyskać pełną kontrolę nad wydatkami

Jeżeli jesteś cały czas edukowana, że kredyt to coś dobrego i trzeba go klientowi proponować, bo we wszystkim pomaga, to nic dziwnego. Jak wiesz, ja jestem wrogiem wszelkich kredytów konsumenckich. Ciebie to na szczęście nie dotyczyło. Co do kredytu hipotecznego, moje podejście jest inne, chociaż też uważam, że przynajmniej raz w roku warto mu jakiegoś porządnego kopa dać i pozbyć się go wcześniej, bo nie ma najmniejszego sensu, by przez kilkadziesiąt lat chodzić z czymś takim. Gdy nadpłaciłaś w dużej części ten kredyt, to jeszcze coś tam zostało do spłaty, tak?

Tak, zostało mi 36 tys. zł, więc szybciutko wprowadziłam sobie do swojego domowego budżetu kwoty i obliczyłam mniej więcej, ile zajęłaby mi spłata, gdybym dalej te same kwoty wpłacała do banku. Wyszło mi ponad sześć lat. Zrobiłam sobie wersję numer dwa budżetu: co by się stało, gdybym co miesiąc chodziła do banku i nadpłacała wszystko, co mam? Zrobiłam drobne korekty, zostawiając tylko trzymiesięczną poduszkę. Wyciągnęłam wszystko, co miałam na koncie emerytalnym, aby płacić jak najmniejsze odsetki i jak najszybciej uciekać z kredytu. Wyszło mi, że spłacę kredyt w rok. I wybrałam opcję drugą.

Jak to wyglądało? Bo to musiała być ostra walka.

Tu już nie było bezmyślnych zakupów. Galerie handlowe omijałam szerokim łukiem, brałam na siebie jeszcze więcej pracy. Jako nauczycielka w wakacje jeździłam na dodatkowe obozy. To wyglądało tak, że wieczorem wracałam z jednego obozu, a rano jechałam na kolejny turnus. Nie było łatwo i czasem zastanawiałam się, po co ja to robię, czemu ja sobie to zrobiłam. Na koniec stwierdziłam, że jednak było warto.

Wiele osób zadaje pytanie: „Po co? Przecież możesz mieć ten kredyt i niczym się nie przejmować”. To powiedz wszystkim, jak czuje się człowiek, który spłacił kredyt hipoteczny.

Przede wszystkim to ogromny spokój i poczucie sprawczości, że jeśli coś chcę, to mogę to naprawdę zrobić, a cały świat zaczyna mi sprzyjać. Tak naprawdę marzenia się spełniają. Człowiek zaczyna wychodzić poza granice swojego komfortu, gdy myślał, że nie da rady, a jednak dał. To jest bardzo optymistyczne – nieważne, co by się działo, ja i tak dam radę.

Supersprawa. W lutym ubiegłego roku dostałem od Ciebie wiadomość, którą zacytuję: „Piszę do Ciebie jako Twoja czytelniczka, która właśnie spłaciła swój kredyt hipoteczny. Piszę, bo nie mogę się już doczekać, by Ci podziękować. Mam nieco ponad 31 lat i chce mi się płakać, skakać i krzyczeć ze szczęścia. Bardzo dziękuję, bo gdybym nie wpadła na Twój blog, to…”

Tak, to euforia, człowiek nie wie, co ma ze sobą zrobić.

Część osób pomyśli: „Gdybym otrzymał darowiznę, to też spłaciłbym kredyt hipoteczny. Łatwo jej mówić, bo dostała dodatkowe pieniądze”. Co powiedziałabyś takim osobom?

Sytuacje są różne. Niektórzy podczas studiów mieszkają z rodzicami i życie finansowe ich jeszcze nie obchodzi. Pracują i dalej mieszkają z rodzicami. Ja nie miałam takiej sytuacji ani takiej możliwości. To nie jest tak, że żyjemy w próżni i nie ma rodziny ani znajomych, zawsze jest ktoś, kto chce nam pomóc, coś pożyczy. Ja miałam akurat taką szansę z darowizną i ją wykorzystałam. Wiadomo, że łatwo powiedzieć i trudno zrobić. Zazwyczaj jest tak, że ci, którzy mają najwięcej do powiedzenia, najmniej robią. Więc ja wtedy życzę powodzenia.

Definicja szczęścia

Lubię tę definicję szczęścia, którą przytoczyłaś w jednym z maili. Pamiętasz, jak ona brzmiała?

Że byłam odpowiednio przygotowana w odpowiednim czasie.

Tak. Ja zawsze mówię, że szczęście jest wtedy, kiedy okazja spotyka dobrze przygotowanego człowieka. Ty byłaś taką dobrze przygotowaną osobą. Pamiętam epizod z dawnych czasów, gdy robiłem bardzo głupie rzeczy pod względem finansowym. Mieliśmy ponad 2 mln zł w kredytach hipotecznych, ale jedna z nieruchomości była taka, że gdyby się ją sprzedało, to trochę pieniędzy by zostało. Powiedziałem do żony: „Wiesz co, a może sprzedamy tę jedną nieruchomość, spłacimy kredyt, a za resztę kupilibyśmy jakiś fajny samochód?”. Chodziło mi po głowie, by kupić sobie terenowego Land Rovera. Szczyt głupoty. Na szczęście nigdy tego nie zrobiłem. I ostatecznie pozbyliśmy się kredytu hipotecznego. Radość była ogromna. Potem zrobiliśmy sobie supernagrodę. A właśnie co do nagrody – gdy dzwoniłem do Ciebie, by umówić się na nagranie podcastu, okazało się, że właśnie realizujesz jeden z kroków, o którym pisałem w książce.

Zrobiłam sobie nagrodę za dobre sprawowanie i za moją dzielność. Pierwszy raz w życiu wyjechałam na zagraniczne wakacje. Patrząc na Facebooka, to się chyba rzadko zdarza. Bo wszyscy są wiecznie za granicą na jakiejś plaży. U mnie była taka sytuacja, że po spłacie kredytu miałam wyzerowaną praktycznie poduszkę bezpieczeństwa, więc najpierw chciałam ją odbudować i dopiero teraz mogę odetchnąć, powiedzieć, że mam poduszkę na pół roku, mam kredyt spłacony, mogę świętować i się bawić.

Szczęście jest wtedy, kiedy okazja spotyka dobrze przygotowanego człowieka. Click To Tweet

Jesteś na początku swojego zawodowego życia. Masz mieszkanie za gotówkę, dużą poduszkę bezpieczeństwa, nie ma teraz rzeczy, których nie byłabyś w stanie osiągnąć. Nic nie drenuje Twojej kieszeni. Wiesz, jak zarządzać pieniędzmi. Nieuchronnie krok po kroku idziesz w stronę tego, żeby być bardzo zamożną osobą.

Pieniądze same w sobie nie są moim celem, ponieważ nigdy nie miałam aspiracji, aby oblepiać się brokatem. Jestem z tych, którzy z plecaczkiem, w sandałkach i przez życie do przodu. Chodzi mi bardziej o takie bezpieczeństwo, żeby nie martwić się i być zawsze przygotowaną na różne wydarzenia, ponieważ już miałam różne sytuacje i czasem jest lepiej, czasem gorzej. Nigdy nie będzie coraz lepiej i wolę być przygotowana.

Więcej materiałów, które pomogą Ci w walce z długami, znajdziesz w cyklu
Jak pozbyć się długów?:

Pieniądze szczęścia nie dają?

Co powiesz tym, którzy mówią, że pieniądze szczęścia nie dają?

Nie dają szczęścia, ale spokój i wiele możliwości. My nie chodzimy do pracy, bo lubimy pracować – ja akurat lubię swoją pracę, ale czasami oczywiście mam kryzysy. Chodzimy tam po to, by się utrzymać, mieć na rachunki, mieć co jeść. I to jest problem, gdy nam nie starcza na podstawowe wydatki.

Czasami słyszę, że bogaci ludzie myślą tylko o pieniądzach, ale wiem z doświadczenia, że o pieniądzach myślą ci, którzy ich nie mają, bo oni cały czas obsesyjnie muszą kombinować, skąd je wziąć. Nie twierdzę, że każdy może być bardzo bogaty, bo to wymaga odpowiednich talentów, często też szczęścia i wielu innych okoliczności, które na to się składają. Ale jestem przekonany, że każdy może być takim zamożnym człowiekiem, który nie musi martwić się o pieniądze, nie musi o nich myśleć, a może skupić się na swoich pasjach, marzeniach, planach na przyszłość. Czy tak to wygląda teraz u Ciebie?

Tak. Powoli myślę o tym, żeby troszkę zwolnić i mniej pracować, żeby zająć się bardziej sobą i swoim zdrowiem, rozwijaniem pasji, ponieważ ostatnio nie miałam na to czasu, a ten czas szybko zleciał, bo to było pięć lat.

No właśnie, ja często powtarzam, że czas płynie i robi swoje. Jeśli zaczniemy robić swoje, to szybciej, niż nam się wydaje, zaczynają pojawiać się bardzo pozytywne efekty, efekty, które z roku na rok akumulują się. Ciebie też to zaskoczyło, jak ta walka dobiegła końca.

Pamiętam jeszcze, jak pochwaliłam się tacie, mówiąc: „Wiesz, jak dobrze pójdzie, to za rok będę już bez kredytu”. On na to: „Ale jak, ale jak? Nie pochwaliłaś się, że masz drugą pracę”. Ja na to: „Nie mam drugiej pracy. Mam szczelny budżet, omijam galerie szerokim łukiem”. I jak wszystko to dobrze się rozkręci, to później dzieje się już samo.

Cieszę się, że potwierdzasz te wszystkie rzeczy, do których staram się tak wiele osób nakłonić. Bo dokładnie w ten sam sposób to zadziałało w przypadku mojej rodziny i bardzo wielu innych czytelników i osób, które do mnie piszą. To po prostu działa, bo to jest zdrowy rozsądek. Ale to musi działać, bo tam nie ma żadnych czarów, sztuczek, metafizycznych trików, tylko czysty, zdrowy rozsądek.

Teraz jest wysyp poradników typu: jak żyć, jak siedzieć, jak leżeć. Jest tysiąc recept na szczęście. I ludzie nie do końca wierzą, że to działa i że oni mogą coś z tym zrobić. A Twoja książka i blog, także blog Michała, pokazuje, że można coś z tym zrobić, tylko trzeba zacząć od siebie. Dużo pracy w to włożyć, czasu poświęcić, ale efekt jest i naprawdę warto.

Jak wygrać walkę o finansową wolność

Na pewno znajdą się sceptycy, którzy stwierdzą, że nie da się, że ich sytuacja jest za trudna, ale na szczęście wśród moich słuchaczy i czytelników mojego bloga jest wiele osób proaktywnych, którzy biorą się za bary z życiem i finansami tak jak Ty. Zróbmy małe podsumowanie: co Twoim zdaniem było najtrudniejsze w tej całej walce?

Najtrudniejsze było poczucie osamotnienia, ponieważ musiałam tłumaczyć, dlaczego to robię, przecież mogłabym spłacać sobie kredyt przez kolejnych 27 lat, bo to takie normalne. Zaczęłam być postrzegana jako osoba, która goni za pieniędzmi, dla której  to są one wartością nadrzędną, a wcale tak nie było, bo to był tylko chwilowy etap, by się spiąć, sprężyć i zrobić to, co trzeba. I to mnie bolało: że nie wszyscy rozumieli, co ja aktualnie robię.

Bardzo wiele osób tego nie rozumie. Dla większości normalne jest to, by brać kredyt, żyć spokojnie i nie przejmować się. Ale niestety po jakimś czasie pojawiają się tacy jak Ty, którzy nie mają długów, są szczęśliwi i nie muszą przejmować się pieniędzmi, a tamci dalej mówią: „Życie jest trudne, tak się nie da, trzeba spłacać”. Czyli najtrudniejszy był brak wsparcia i poczucie osamotnienia. Co jeszcze sprawiało Ci trudność?

Głównie walka z samą sobą, czyli mówienie sobie często „nie”, odmawianie sobie wielu rzeczy. Walka ze zmęczeniem, zniechęceniem, zwątpieniem. Było dużo łez. Po drodze rozpadł się mój związek. Non stop byłam w pracy, non stop myślałam i mówiłam o pracy. I to nie pomogło. To też jest koszt. Byłam wręcz zafiksowana, miałam tabelki, plakaty, karteczki w portfelu.

Plan spłaty zadłużenia przygotowany przez Justynę

To teraz dajemy argument do rąk osobom, które mówią: „Nie, lepiej tego nie zrobić, bo stracę rodzinę”.

To nie był główny powód, ale to nie pomagało, ponieważ mnie nie było. „Poczekaj tylko do dwudziestej, w niedzielę jeszcze popracuję, a później będę już tylko dla ciebie”.

Co pomagało w trudnych chwilach?

Czyli nie byliście z partnerem po tej samej stronie. W sprawach finansowych warto się zgadzać i być w tym razem. Jeśli dogadamy się w sprawach pieniędzy, to najprawdopodobniej we wszystkich innych też. A co najbardziej pomagało Ci w dążeniu do celu?

Gdy miałam kryzysik, odpalałam YouTube’a i wchodziłam na filmiki Dave’a Ramseya. On ma audycję The Dave Ramsey Show. Ludzie do niego przychodzą, opowiadają, jak wyglądało ich życie, czemu chcą spłacać kredyty, czemu jedzą tylko ryż i fasolę. I na koniec jest taki wspólny okrzyk. Oglądałam nałogowo jeden odcinek po drugim i doszłam do wniosku, że nie jestem jedyną wariatką na tym świecie, że to naprawdę ma sens.

U mnie też takim momentem zwrotnym była audycja Dave’a Ramseya. Gdy kupiłem sobie telefon z aplikacją do słuchania podcastów, tam były nagrane przykładowe podcasty i m.in. był The Dave Ramsey Show. Zupełnie przypadkiem włączyłem tę audycję, jakaś rodzina opowiadała o tym, jak pozbyła się długów. I na koniec było takie: „We are debt free!”. Zjeżyły mi się wtedy wszystkie włosy na głowie. Od tego zaczęły się wielkie zmiany w moim życiu. Jeśli ktoś z Was szuka motywacji, a może słuchać podcastów czy oglądać na YouTubie firmy po angielsku, to audycje Dave’a Ramseya dają niesamowitego kopa do tego, żeby pozbyć się długów.

Polecam również audycje jego córki i jego książkę, która mówi o tym, żeby kochać swoje życie, a nie życie innych, i nie oglądać się na innych.

A czy coś jeszcze oprócz Dave’a Ramseya pomagało Ci w chwilach zwątpienia? Czy śledziłaś, jak ten kredyt maleje?

Oczywiście. Mam nawet przy sobie tabelki na tablecie, w których liczyłam oprocentowanie. Podpisując kredyt w wieku 27 lat, nie wiedziałam, co robię. Nie wiedziałam, czym jest WIBOR, marża, ile będę spłacać. Gdy okazało się, że pożyczam tyle, a oddam dwa razy tyle, to spadłam z krzesła. Dopiero po trzech latach od podpisania umowy wzięłam papiery do rąk i przeczytałam je od deski do deski. Zrozumiałam, w co się wpakowałam.

Lepiej późno niż wcale, ale zdecydowanie przed podpisaniem umowy niż po tym fakcie.

Zrobiłam sobie zestawienie wszystkich rat z podziałem na kapitał i odsetki. Jak zobaczyłam, ile już spłaciłam odsetek, że to taka strata pieniędzy, to mnie to tak zabolało, że pomyślałam, że banki robią nas w takie bambuko. Teoretycznie wiedziałam, co podpisuję, ale praktycznie – nie.

W pierwszych ratach bulimy głównie odsetki, dlatego zachęcam, by nie brać kredytu dłużej niż na 20 lat. Zawsze wkład własny na poziomie 20%. Ważne jest też wiele innych rzeczy, m.in. dobrze przejrzeć ofertę kredytu, bo różnice przy kredycie na 300 tys. zł potrafią sięgać 100 tys. zł w kosztach, więc nie ma sensu z tym przesadzać. A wszystkich tych, którzy chcieliby dowiedzieć się, jak mądrze zaciągnąć kredyt, zachęcam do mojego kursu Kredyt hipoteczny krok po kroku, bo głównym powodem, dla którego go zrobiłem, było to, że tak dużo pieniędzy przepala się na podjętej bezmyślnie decyzji.

Czy warto było tak się wysilać?

Czy warto było tak się wysilać? Może trzeba było przez następnych 27 lat na luziku spłacać, oszczędności wydawać na inne rzeczy.

Nie, absolutnie nie żałuję. Gdybym drugi raz miała wybierać i byłabym drugi raz w takiej samej sytuacji, zrobiłabym dokładnie to samo, a nawet pewnie jeszcze lepiej.

Powiedz, jak się teraz czujesz. Jak jest na mecie, gdy kończy się ten etap?

Kamień spada z serca i jest spokój. Można spokojnie spać, nawet jeżeli są jakieś zwolnienia z pracy. Nic mnie to nie obchodzi, bo wiem, że nie zginę i nie muszę nadpłacać, nie muszę spłacać głupich rat. Mam swój kąt na ziemi i mogę spokojnie żyć.

Jakie masz plany na przyszłość?

Czekam na Twoją książkę.

O inwestowaniu. Pracuję nad nią jak dzik. Ale to jeszcze potrwa parę miesięcy.

Poczekam. Wyćwiczyłam się w cierpliwości. Mam takie plany, żeby na razie mieć samo IKZE, później otworzyć IKE. Być może od przyszłego roku dobić poduszkę do 24 miesięcy. A później zobaczę, co przyniesie przyszłość.

Jedna, najważniejsza rzecz o finansach według Justyny

Gdybyś miała powiedzieć jedną najważniejszą rzecz wynikającą z Twojego dbania o finanse, co by to było?

Żeby nie robić tego, co wszyscy, tylko dlatego, że wszyscy tak robią. Podążanie bezmyślne za stadem to największy bezsens. Żeby zawsze zastanawiać się, kim chce się być w życiu, gdzie chce się być, co chce się robić. Mamy mało czasu i gdy wszyscy będziemy robić to samo, to nie wiem, czy coś dobrego z tego wyniknie.

Doskonała rada. Jeżeli wszyscy dookoła mówią Ci, że postępujesz z pieniędzmi głupio i jesteś nienormalny, być może jest to sygnał, że idziesz we właściwym kierunku. Justyna, napisałaś mi, że starałaś się zarażać inne osoby swoją pasją do zarządzania pieniędzmi i te reakcje były bardzo, bardzo różne. Jak ludzie reagowali?

Reagowali różnie. Myślałam, że to będzie superrozwiązanie i pomoc z mojej strony, a nie zawsze tak było. Część oczywiście odpowiadała, że nie ma z czego oszczędzać, chociaż nigdy nie robiła budżetu, nie ma na to czasu i ma teraz ważniejsze wydatki, czy iść do fryzjera, czy nie. Więc takie osoby zostawiam samym sobie, ponieważ wiem, że przyjdzie moment w ich życiu, że będą musiały zainteresować się tym tematem. Natomiast inna część moich znajomych jest tak samo zachwycona jak ja, czyta Twojego bloga, książkę. Spotkałam się z takim komentarzem, że to jest książka, którą każdy, kto wchodzi na rynek pracy, powinien przeczytać, ale jako taki wstęp, bo wiadomo, że edukacja finansowa to nie jest jedna książka i koniec. To jest zalążek, by zastanowić się, w którym kierunku podążać i jak nie narobić błędów, za które będzie się płacić.

Super, bardzo Ci dziękuję. Dziękuję, że polecasz to innym i promujesz. Wiem, jak bardzo jest to trudne, bo wiem, że inni też pukają się w głowę i reagują na to bardzo, bardzo dziwnie. Gdy my spłaciliśmy nasz potężny kredyt hipoteczny, odczuliśmy dużą ulgę i radość. Przede wszystkim dziękuję, że zechciałaś się tą historią podzielić, bo to pomaga zdecydowanie bardziej niż jakieś tam moje pisanie, co trzeba robić. Gdy ktoś przyjdzie, opowie, zaświadczy, że to działa, jest to najlepsze, co może się zdarzyć. I za to bardzo, ale to bardzo serdecznie Ci dziękuję.

Ja również dziękuję. Jestem w szoku, że mnie zaprosiłeś, ponieważ moja historia nie jest łzawa ani romantyczna. Jest typowa dla wielu milionów ludzi.

Bo Ty właśnie pokazałaś taką normalną historię: że nie musi dojść do tragedii. Że te wszystkie rzeczy każdy może stosować i że ten stan finansów zawsze się poprawi. Jeżeli słucha nas ktoś, kto też ma taką historię, chcielibyście o tym opowiedzieć, dać znać, że to działa, zapraszam bardzo serdecznie, przyjdźcie, porozmawiamy, nagramy podcast, a potem zaproszę Was na lody jak Justynę. Wszystkie dobrego.

Dziękuję bardzo. Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia i wytrwałości!

Podsumowanie

Bardzo lubię takie historie. Justyna to superosoba, która ma świetnie poukładane w głowie, która wie, czego chce, i która układa własne życie według własnego pomysłu, a nie tego, co narzuca jej otoczenie, reklamy czy znajomi z Facebooka. Po tej rozmowie możesz powiedzieć: „E tam, ona dostała darowiznę, było jej łatwiej” albo możesz wsłuchać się w jej opowieść i zrozumieć, że proste, oparte na zdrowym rozsądku zasady postępowania z pieniędzmi po prostu działają. Ja mogę o tym pisać, dzielić się swoją historią, zapraszać kolejnych gości takich jak Justyna, ale pamiętaj, że nic się nie zmieni, jeżeli Ty nie zmienisz nastawienia, nie zaczniesz działać.

Ode mnie dostaniesz mapę z wytyczoną jasną drogą. Od czasu do czasu usłyszysz też relację ludzi, którzy tę drogę przeszli, ale sam musisz ruszyć tyłek i zacząć przebierać nogami, jeżeli chcesz dojść do swoich celów. A jeśli również udało Ci się dokonać pozytywnych zmian w swoich finansach, nawet niewielkich, i dostrzegasz już ich pozytywne efekty, napisz do mnie, umówimy się na wspólne nagranie audycji, bo to bardzo pomoże tym, którzy potrzebują motywacji do działania.

Podziękowania

Na zakończenie pragnę bardzo podziękować wszystkim osobom, które oceniły mój podcast w aplikacji iTunes. Mam w tej chwili 169 recenzji i ocen. Każda z nich jest dla mnie niezwykle ważna, jest naprawdę na wagę złota, bo to pozwala dotrzeć do jeszcze szerszego grona odbiorców. Dlatego jeśli korzystasz z iTunes, oceń, proszę, mój podcast. Zostaw choć dwa zdania recenzji. Dołóż swoją małą cegiełkę do szerzenia zdrowego rozsądku w finansach.

Komentarz czytelnika fanmus89Dzisiaj specjalne podziękowania dla Fanmus89, który – lub która – ocenił podcast na pięć gwiazdek, zostawiając taką recenzję: „Świetny podcast. Słucham od samego początku. I każdy odcinek to solidna dawka wiedzy i doświadczenia od finansowego praktyka. Jedyne, czego mi brakuje, to mało rozmów z inspirującymi ludźmi biznesu i trochę mało treści z trzeźwym spojrzeniem na inwestowanie w nieruchomości. Pozdrawiam i czekam na nowe odcinki”. Bardzo dziękuję za recenzję. Zaproszę ludzi biznesu, choć powiem szczerze, takie osoby jak Justyna są dla mnie jeszcze większymi bohaterami. Ale w podcaście na pewno pojawią się ludzie biznesu, będzie o nieruchomościach, mam to już w planach. Wszystko elegancko rozpisałem. A póki co cieszę się ogromnie, że jesteś ze mną od samego początku. Naprawdę fajnie mieć świadomość, że po drugiej stronie ktoś słucha i trochę mi kibicuje.

To tyle na dziś, życzę Wam bardzo przyjemnego dnia, wieczoru, może nocy, w zależności od tego, gdzie słuchacie tego odcinka i w jakich okolicznościach. Zajrzyjcie, proszę, na blog, pogratulujcie Justynie, bo jest czego. I pamiętajcie o tej prostej definicji szczęścia, o której wspominaliśmy: szczęście jest wtedy, gdy okazja spotyka przygotowanego człowieka. Nie mamy wpływu na to, kiedy pojawi się okazja, ale mamy wpływ na to, aby dobrze się przygotować.

Do usłyszenia już wkrótce, trzymajcie się, cześć!

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze47 komentarzy

  1. Dziękuję! Biorę dla siebie definicję szczęścia oraz słowa, że czas płynie i robi swoje. Systematyczność, to dla mnie słowo klucz na teraz.
    PS. Z dala od galeri… <3
    Pozdrawiam Was z wdzięcznością.

    • Dżusta Dżu

      Dziękuję i również pozdrawiam z wdzięczonością <3 „Systematyczność” to klucz. Od się zaczyna;)

  2. Czekam na wspomnianą książkę o inwestowaniu, Marcin, myślę że po latach masz już wielu fanów którzy jakoś poradzili sobie z kredytami i chcą inwestować, zaczynales kiedyś serię o etf ale zdaje się że nie urwała, ja z niecierpliwością czekam:)

  3. wow
    uwielbiam czytać /słuchć takie motywujące historię Twoich gości Marcin
    super historia – nie mogłem się doczekać odsłuchania jutro w aucie więc przeczytałem 🙂
    gratulacje dla Justyny – super, że udało się tak szybko spłacić tą hipotekę, fajnie też, że dałaś sobie za to prezent w postaci wycieczki
    jeśli można zapytać ta darowizna to jaki był % kredytu ?
    pozdrawiam i życzę sukcesów w inwestycjach

    ps
    dla mnie też pieniądze nie są celem same w sobie – cel to spokój i niezależność

    • Dżusta Dżu

      Dziękuję Armi!:)
      Blog jest prawdziwą bombą informacyjną, otwiera oczy na wiele spraw, nad którymi wcześniej człowiek się na zastanawiał… A darowizna w sumie pokryła 50% kosztów (licząc wkład własny, odsetki dla banku itp…)
      Pozdrawiam serdecznie!!

  4. Justyna GRATULACJE . Sam nie miałem nigdy kredytu hipotecznego ale miałem inwestycyjny. I pamiętam to uczucie .

  5. Cześć Marcinie
    Dzięki za kolejną inspirującą historię.
    Na początku też złapałam się na myśleniu, że darowizna dużo Justynie ułatwiła, i bez niej nie byłoby takiego sukcesu.
    Ale potem uświadomiłam sobie, że darowizna pozwoliła jej po prostu szybciej osiągnąć cel – cel wytyczony już jasno wcześniej.
    Bez tego, droga zajęłaby dłużej, ale finał byłby taki sam :). Gratulacje!

    P.S. Też czekam na Twoją książkę

  6. Gratulacje, Justyno!
    Takie historie zawsze pomagają mi się utrzymać w ryzach i w realizacji 10 kroków – właśnie rozpoczęłam krok 5.
    Dziękuję!

  7. Bardzo gratuluję Justynie sukcesu! Jednak czekam z niecierpliwością na przykład “przeciętnej” rodziný 2+2, którą reprezetuję😄. Odnoszę wrażenie, że wycinanie do kości wydatków oraz jednoczesne podnoszenie dochodów w takim przypadku jest niezwykle ciężkie. Ryzyko zawalenia się žycia rodzinnego i kontaktu z dziećmi jest odstraszający

    • O ile dobrze pamiętam to historia Marcina i jego droga wychodzenia z długów była w wersji rodzina 2+2.

    • Krzysiek, postaram się namówić moją siostrę na napisanie listu do Marcina, członka rodziny 2+2 🙂 poleciłam jej tego bloga na początku 2017 roku, do dziś powtarza, że uratował jej życie 🙂 od tego czasu z 40tys. długu doszli do kilkunastu tysięcy oszczędności plus samochodu za 20 tysięcy za gotówkę

    • Ja przechodziłem w wersji 2+1
      To już niedaleko do 2+2

      Gwarantuje Ci, że dużo większe konsekwencje i problemy są gdy masz długi i spltracisz źródło finansowania

  8. Dla mnie to kolejny przykład jak ważną sprawą jest edukacja finansowa (książeczki SKO powinny wrócić do szkół). Brawo Justyna 🙂

  9. Justyno, gratuluję! Ciarki mnie przechodziły, gdy czytałam wywiad. Myślę sobie, że musiało być Ci ciężko, zwłaszcza w momencie, gdy rozwalił Ci się związek. Wszyscy pewnie myśleli, że zwariowałaś dla kasy. Na pewno łatwiej jest ciągnąć ten wózek we dwoje, a nie jeszcze stać samotnie w opozycji do większości, która jest zakredytowana i uważa to za normalne.
    Wyglądasz na promienną i pozytywną osobę i mam nadzieję, że nie tylko przez walkę z długami to rozstanie, że były inne powody.
    Życzę Ci powodzenia!

    Korzystając z okazji chciałam napisać do Ciebie, Marcinie, że dzięki Tobie:
    – oddaliśmy w tym roku jednemu tacie 3000 zł (wisiało 3 lata)
    – spłaciliśmy zadłużenie na karcie kredytowej w wysokości 8000 zł (do zera:))
    – w tej chwili oddajemy po 1000 zł/m-c drugiemu tacie pożyczkę 5000 zł (pożyczone, o z grozo – 8 lat temu!!) Wiem, że do końca roku to spłacimy. Ale miał minę, gdy dostał pierwszą ratę, hahaha.
    – nie mamy innych rat, pożyczek i kredytów konsumpcyjnych
    – pojechaliśmy w tym roku na wakacje pierwszy raz w całości za własne pieniądze (fantastyczne uczucie) i to na 3 tygodnie za granicę, pierwszy raz nie “all inklusive”
    – odłożyłam 1100 zł na fundusz awaryjny (do konca roku uzbieram 2000)
    – i najważniejsze: w czerwcu odważyłam się pojść po podwyżkę i dostałam ją bez żadnego problemu!! I nawet 1 miesiąc wstecz. Zarabiam o 40% więcej. No po prostu wciąż nie wierzę. Kilka lat nie mialam żadnej podwyżki.

    Żeby nie było tak sweet pink:
    -mamy kredyt hipoteczny (20 lat, 50% wkładu, raty malejące – nie jest źle)
    – nie prowadzę budżetu i nie będę prowadziła 🙂 . Nie mam cierpliwości. Po prostu zaraz po wypłacie odkładam na różne cele oceniając na oko (sorry, ale tak!:))) ile musi nam zostać na przeżycie, jakoś to hula
    – nie mamy poduszki finansowej
    – odkładam nieregularnie na emeryturę (w tym jest też “Strategia Lwa”, niestety) i na przyszłość dzieci jakies drobne kwoty
    – nie stosuję Twoich 10 kroków po kolei, jak widać.

    Najważniejsze jednak, że ruszyło. Zwłaszcza u mnie w głowie. Choć mam już dawno Twoją książkę i inne o finansach. Do tej pory czytałam takie publikacje z zapartym tchem i… na tym koniec.
    Tylko ja u nas w domu zajmuję się pieniędzmi. Ale mój mąż jest bardzo oszczędny, więc mi nie psuje zabawy.

    Plan minimum na 2019 mam taki, żeby odłożyć na poduszkę 50.000 (oceniłam na oko:)) oraz żeby dzieci pojechały na obozy zimowe i letnie, oraz żebyśmy znów pojechali na rodzinne wakacje. Oczywiście wszystko bez pożyczek.
    Czy uda mi się coś jeszcze, czas pokaże.

    Pozdrawiam wszystkich, którzy przebrnęli przez ten spontaniczny za długi wpis.:)
    Trzymajmy się Marcina, bo z nim będzie coraz prościej i radośniej!

    • Monika z Płocka

      Spróbuj to odłożyć nie mając bogatego mężusia i zarabiając 1500zł miesięcznie netto. Zejdź na ziemię kobieto.

      • No i zawsze się znajdzie ktoś ‘życzliwy’, który dokopie do żywego. Moniko, dokształć się i zacznij zarabiać więcej. Ja idę na kurs intensywnego angielskiego, aby móc więcej dorabiać… do śmiesznej emerytury, całkiem bez mężusia.
        Anju – gratulacje. Małymi krokami, aż wyjdziecie z zastałych długów z twarzą, a potem żyjcie spokojnie z oszczędzaniem i bez stresów.

      • Marcin Kluczek

        Dlaczego uważasz, że Twoja ziemia jest bardziej rzeczywista niż ziemia Anji?

        Dlaczego uważasz, że ma bogatego męża? Może jej mężuś ma bogatą żonkę? Skoro dostała wielką podwyżkę, znaczy że jest tego warta. Nikt nie płaci ekstra za to, że ktoś oddycha.

      • Następna z sekty 1500. Samej podstawy bez premii i dodatków miałem tyle ponad 10 lat temu, w małej mieścinie, w pominiętym m. in. komunikacyjnie regionie, ze średnim wykształceniem, bez zawodu i jakiś specjalnych umiejętności. Dziś nie znam nikogo… NIKOGO! kto tyle zarabia. Ale to trzeba nie tyle chcieć co ruszyć dupę sprzed telewizora, a nie oglądać na wspólnej i dalej narzekać. To takie proste…

    • Anju,
      Tobie również należą się wielkie gratulacje! Za odwagę w pójściu po podwyżkę i za sukcesywne (nawet, jeśli nieregularne) spłacanie zobowiązań.

      Fragment o ‘nie psuciu zabawy’ przez oszczędnego męża mnie bardzo rozbawił – bo u mnie jest podobnie. Tzn. mój jest gdzieś pomiędzy oszczędnym a rozrzutnym, ale też mimo mojego wiecznego paplania o nowych artykułach u Marcina Iwucia czy Michała Szafrańskiego (finansowy ninja jest na półce, czytany po kawałku) jeszcze mnie nie uznał za skąpego wariata. Nawet dzielnie rozpisywał budżet domowy przez parę miesięcy. Mam nadzieję, że zarażę go tym ‘bakcylem’ planowania i inwestowania. Cel na ten rok: zwiekszyć poduszkę finansową z 3 do 6 miesięcy,

  10. Brawo Justyna! Brakowało mi takiej motywującej historii, głosu rozsądku normalnej kobiety 🙂 Z przyjemnością wysłuchałam Twojej historii. Zwróciłaś uwagę na w tej chwili dla mnie najważniejszą rzecz – bycie z partnerem/ mężem na tej samem stronie historii… Muszę chyba odświeżyć walentynkowy podcast sprzed kilku lat 😉
    Własnie takie historie lubię, normalnych ludzi z normalną pracą, a nie wypłakiwań korpoludka jak to musiał zrezygnować z codziennej latte, ale udało mu się wyrzucić wszystkie kredytówki 😉
    Pozdrawiam

  11. Super Justyna, dobrze wiedzieć że są ludzie na tym świecie co biorą się za życie a nie odwrót.

    Mam nadzieję, że uda Ci się spełnić cele i będziesz zamożną kobietą. Abyś już nigdy nie musiała bać się o finanse.

    Pozdro 🙂

    • Gratulacje dla Justyny za wytrwałość, zapał i motywację. Bez względu na to czy spłacam swoje długi,
      czy też wpadam w nie na nowo, odkąd czytam ten blog, czuję się dużo lepiej…..Życzę wszystkim borykającym się z długami i chcącym poprawić swoją sytuację finansową, w tym również sobie, takiej energii i zapału jaką miała Justyna.

  12. Witam ponownie !

    Niech to dobrze zrozumiem.
    Justyna zapierniczała po 6 dni w tygodniu bez urlopów (przy okazji straciła chłopaka który nie mógł już z nią wytrzymać), po to aby nadpłacić 300 zł kredytu miesięcznie. I tak by to trwało aż podupadłaby na zdrowiu, skutkiem czego prawdopodobnie wszystkie oszczędności wydałaby na leczenie.
    Ale na szczęście dostała znaczną darowiznę co świadczy o słuszności podjętych przez nią kroków.
    Przepraszam, ale jaki proces myślowy doprowadził do takich wniosków ? Bo na pewno z logiką nie ma to nic wspólnego.
    Zatem drodzy czytelnicy – kupujcie jak najwięcej kursów i książek, a może też dostaniecie darowiznę albo spadek, co rozwiąże wasze problemy finansowe. I w końcu pojedziecie na jakieś wakacje. I kupicie sobie iPada na dodatek (jak Justyna na zdjęciu).
    Gratuluję życiowego sukcesu.

  13. Zenek, ja odniosłem wrażenie, że strata chłopaka była spowodowana głównie inną przyczyną. Co do reszty Twojej wypowiedzi to “Zaczęłam być postrzegana jako osoba, która goni za pieniędzmi, dla której to są one wartością nadrzędną, a wcale tak nie było, bo to był tylko chwilowy etap, by się spiąć, sprężyć i zrobić to, co trzeba.”
    Ja bohaterkę tego wpisu podziwiam i muszę powiedzieć, że kobieta ma jaja większe niż nie jeden Zenek 🙂
    Pozdrawiam

  14. Dżusta Dżu

    Kochani!:)
    Dziękuję wszystkim za dobre słowa!:) Wiadomo, że podcast jest dużym uproszczeniem, nie da się wszystkiego powiedziec/wyjaśnić w tak krótkim czasie, ale przekaz jest jeden:

    Warto wziąć się za edukację finansową, niezależnie od sytuacji. Zdecydowanie lepiej zrobić to dobrowolnie, niż z pistoletem przy głowie.

    Blog Marcina jest takim szczególnym miejscem, z którego można czerpać wiedzę garściami. Mimo obaw o to, jak zostanie przyjęta nasza rozmowa /w sieci łatwo kogoś obrzucić błotem, szczególnie anonimowo/ zdecydowałam się na publikację, aby dołożyć „cegiełkę” do wielkiego projektu Marcina. Życzę wszystkim Wam dobrych wyborów życiowych, szczęścia oraz rozwagi:) I osiągnięcia poziomu 10-ego 😉

    Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki!!

  15. Twój blog jest wspaniały. Zmienił moje życie, zaryzykowałbym stwierdzenie że nawet uratował nam życie. Tkwiliśmy w długach, a odkąd siostra podesłała mi link do Twojego bloga wszystko się zmieniło . Małymi kroczkami ale po 1,5 roku pozbyłam się 20.000 długów mamy 10.000 tys oszczędności i wymarzony samochod. Gdyby nie Twój blog nie wiem jak by wyglądalo nasze życie. Przez 13 lat mieliśmy długi. Przywykliśmy chyba do tego . Nie sądziłam że uda nam się inaczej. Im więcej mąż zarabiał to wydawaliśmy wiecej.
    Dziękuje bardzo….mówię o Tobie każdemu. Mam nadzieję że inni też dorosną do zmian.
    Pozdrawiam

  16. Brawo Justyna – gratuluje i zazdroszczę, chociaż niebawem dołącze do tej grupy “Debt Free”
    Brawo Marcin – nie odpuszczaj takich gości…. to naprawdę motywujące

    Mam jednak pytanie dotyczące wcześniejszej spłaty kredytu hipotecznego.

    Czy przy wcześniejszej spłacie kredytu można się ubiegać o proporcjonalny zwrot jego kosztów (prowizja, odsetki – nawet jeśli wszystkie zostały pobrane w pierwszych latach spłacania kredytu) ? Banki wykorzystują niewiedzę klientów i oddają ten naddatek jedynie na wniosek.

    Jak domagać się swoich praw?
    Czy ktoś ma takie doświadczenia i czy warto się w to angazować? Jeśli tak to czy samemu czy jednak z kimś “mądrzejszym”?

    • Powiem ze swojego doświadczenia, przy każdej nadpłacie dostaje przelew zwrotny z tytułem “korekta odsetek”. Niby “bank dla starych ludzi”, a jednak 🙂

      • No No …. tylko ja pytam o inna kotekte.
        Justyna miała kredyt na 30 lat / spłaciła po 3 latach ( dla łatwego liczenia)….. Czyli bank mówi „ Pani Justyno w takim razie odsetki i prowizja musi wynosić tylko 1/10 tego co zabraliśmy ) …. proszę zwrot 40 tys zł ( obojętnie ile)

        Czy już odfrunalem i takie rzeczy tylko w snach?

        • Dżusta Dżu

          Tak jak pisze Lech…bank żadnych odsetek nie oddaje 😉
          Mogę jeszcze podpowiedzieć, aby przed końcową nadpłatą zerwać umowę kredytową, bank wtedy żąda spłaty całości (na którą mamy odłożone pieniądze) ale nie ponosimy już opłaty za „wcześniejszą spłatę kredytu”. Są to grosze, ok. 200 zł, ale zawsze 😉 Ja z tego nie skorzystałam, ale dowiedziałam się po fakcie, że w taki sposób można to „rozegrać” 🙂
          Pozdrawiam 🙂

    • Hugo,

      jeśli chodzi o prowizję, to podobno zdarzają się sytuacje, kiedy przy wsześniejszej spłacie kredytu klient ubiega się o zwrot części prowizji i bank przychyla się do takiego wniosku. Natomiast w kwestii odsetek sprawa jest bardzo jasna – żaden zwrot nie przysługuje. To, że dużą część odsetek płacimy na początku okresu kredytowania wynika z konstrukcji kredytu. Przykładowo załóżmy, że mamy kredyt na 300.000zł, ratę w wysokości 1350zł i oprocentowanie w skali roku 3,6% (taki jest możliwy układ przy kredycie na 30 lat). W uproszczeniu zatem oprocentowanie miesięczne to 0,3%.
      W pierwszym miesiącu kapitał do spłaty wynosi 300.000, czyli odsetki za cały miesiąc wynoszą 300.000*0,3%=900zł. Zatem z 1350zł raty 900zł to odsetki a 450zł to kapitał.
      W drugim miesiącu kapitał wynosi 299.550zł (spłaciliśmy w pierwszym miesiącu 450zł), zatem odsetki wynoszą 299.550*0,3%=898,65zł, więc na kapitał w najbliższej racie zostaje już 451,35zł.
      I tak miesiąc po miesiącu spłacamy ciut mniej odsetek a ciut więcej kapitału. Ale przy wcześniejszej spłacie żadnych przeszłych odsetek bank nam nie odda, bo należały mu się one za to ile w danym momencie mieliśmy do spłaty.

  17. poszukuję banku do założenia 4 podstawowych kont walutowych ( $, euro, frank, funt).
    nie chodzi mi o żadne super promocje na krótki okres, ale konto na dłuższy czas, takie wpłacam – zapominam. oczywiście ważne jest aby miały jak najmniejszą opłatę (najlepiej bezpłatne) ewentualnie możliwość założenia lokat walutowych.
    czy ktoś z czytelników mógłby podpowiedzieć który bank poleca ? czy jest w necie ranking takich kont?
    może to będzie podpowiedź na nowy temat artykułu na blogu. było by to chyba najlepsze rozwiązanie bo i dyskusja mogła by się rozwinąć.
    ze względu na chęć dotarcia do jak największej ilości opinii wpis ten robię na różnych blogach, proszę się więc o to nie gniewać.
    pirx

  18. Kochani czytelnicy i Marcinie, a powiedzcie jak to jest z nadpłacaniem kredytu i pobieraną prowizją od wpłacanej kwoty. Cały czas warto nadpłacać czy poczekać, aż minie okres w którym bank pobiera prowizję od wpłacanej kwoty (w moim przypadku są to pierwsze 3 lata od zaciągnięcia kredytu, a prowizja to 2% od wpłacanej kwoty).

  19. Ogólnie super. Popieram. Strasznie irytuje mnie tylko to parcie na nadpłatę kredytu hipotecznego. Kredyt hipoteczny o tak niskich odsetkach jak dziś opłaca się spłacać w tylko dwóch przypadkach:
    1. Gdy nie wiemy jak zainwestować oszczędzone co miesiąc pieniądze.
    2. Nie umiemy odłożyć naszych oszczędności i jeśli ich nie nadpłacimy to je roztrwonimy.

    W każdym innym wypadku kredyt hipoteczny może być świetną dźwignią finansową która przybliży nas do tej upragnionej wolności finansowej.

    Pozdrawiam

    • Hej Miki,

      nadpłacanie kredytu jest równoznaczne z inwestowaniem, w którym osiągasz stopę zwrotu (WIBOR + marża banku + podatek Belki).

      Przykładowo dziś:
      WIBOR 3m: 1,71%
      średnia marża: 2,05% (dane z raportu Amron Sarfin)
      czyli netto: 1,71% + 2,05% = 3,76%.

      Po uwzględnieniu podatku Belki: 3,76%/0.81= 4,64%

      Tylko inwestując ze stopą zwrotu powyżej 4,64% w skali roku możemy mówić o pozytywnym efekcie dźwigni finansowej (bo dźwignia działa zawsze w dwie strony).
      Być może dziś 4,64% rocznie wydaje Ci się mało, ale… W praktyce niewiele osób osiąga w długim terminie stopy zwrotu wyższe od kredytu hipotecznego. Banki wiedzą, co robią i potrafią na tym zarabiać zarabiać.

      To nie wszystko. 4,64% przy nadpłacie kredytu to pewny zysk.
      Natomiast zysk z inwestycji należałoby dodatkowo zważyć ryzykiem, związanym z każdym rodzajem inwestycji. Na formach bezpiecznych 4,64% dziś nie wyciągniesz.

      I wreszcie kolejny aspekt.
      Justyna może dziś inwestować ile dusza zapragnie – łącznie z odsetkami, których nie będzie płacić bankowi, bo żadne raty nie drenują już jej kieszeni.
      Spokojny sen i poczucie wolności też mają swoja cenę. Finanse osobiste to znacznie więcej niż matematyka 🙂

  20. „Otrzymałam darowiznę, która w większej części pokrywała mój kredyt hipoteczny”.

    No to rzeczywiście mistrzostwo świata, majstersztyk i całkowite zaprzeczenie twierdzeń, że się nie da.

    Da się, trzeba tylko bardzo chcieć i dostać dużą darowiznę 😀

    Marcin, ubawiłeś mnie setnie!

    • Marek,
      cieszę się, że masz dobry nastrój.
      Szkoda, że jesteś sarkastyczny.

      W jaki sposób skomentujesz np. fakt, że Justyna w ciągu roku spłaciła 36 000 zł, które zostały po nadpłacie kredytu darowizną? Pracowała w tym czasie po kilkanaście godzin na dobę. m.in na etacie jako nauczyciel, brała dodatkowe zajęcia i dorabiała jako grafik komputerowy.

      Co to ma wspólnego z darowizną?

      Zastanów się przed odpowiedzią, czy rzeczywiście z tej historii wynika tylko, że “trzeba tylko bardzo chcieć i dostać dużą darowiznę”.
      Sam prowadzisz swój blog, więc może jesteś w stanie znaleźć coś więcej w tej historii? Jeśli zatrzymujesz się tylko na tak pobieżnych ocenach, jaką wartość jesteś w stanie przekazać własnym Czytelnikom? Sarkazm? Tego jest aż nadto w całym internecie…

      • Może ja skomentuję: Jutyna wyczyściła swoje konto emerytalne oraz zmniejszyła poduszkę finansową. Otrzymanie darowizny dało jej odwagę, aby uczynić powyższe oraz motywację, żeby zacisnąć pasa przez kolejny rok i spłacić kredyt całkowicie.

        Justynie bardzo gratuluję, bo była (i jest) mądra i dzielna, co udowodniła swoim postępowaniem.

        Ale nie dziw się proszę Marcinie, że część z nas musi walczyć teraz z pewnym rozgoryczeniem. Ja np. mam wyłącznie kredyt hipoteczny (zaciągnięty na niewielkie, tanie mieszkanko), który spłacam sama. W tym roku zaczęłam go mozolnie nadpłacać kwotami rzędu 1400 zł miesięcznie. Jest to możliwe dzięki temu, że kilka miesięcy temu zmieniłam pracę na lepiej płatną. Jednak prawda jest taka, że odmawiam sobie większości przyjemności – nie chadzam do kina, teatru, nie wyjeżdżam na wakacje, w mieszkaniu mam same stare meble itp. Jedyne ekstrawagancje, na jakie sobie pozwalam to abonament Legimi 32 zl mies. oraz lekcje języków obcych. Satysfakcja z nadpłacania jest olbrzymia, ale życie gdzieś tam ucieka, a liczby pozostają nieubłagane – żeby spłacić całość, musiałabym to kontynuować przez ok. dekadę, licząc przy tym na brak większych potknięć życiowych i niezwiększone stopy procentowe (a wiemy, że to raczej niemożliwe). Skąd wziąć motywację przez taki długi okres? Czy Justyna wytrwałaby w swoich postanowieniach, gdyby nie dostała darowizny i musiała nadal tyrać jak wół i wszystkiego sobie odmawiać przez najbliższych kilka/kilkanaście lat? Czy po wszystkim miałaby uczucie, że było warto, czy też przerażona zastanawiałaby się, gdzie uciekły jej jedne z najlepszych lat życia?

        Żeby było jasne – jestem ZA mądrym oszczędzaniem i przeciwko kredytom wszelkiej maści. Ale rozumiem, skąd wziął się sarkazm w niektórych komentarzach. Nie jest on skierowany do Justyny, której należą się gratulacje, ale raczej do ogólnego tonu podcastu, z którego można by wywnioskować, że wystarczy mocno zacisnąć zęby przez kilka lat i nagle stajemy się wolnymi ludźmi z czystą hipoteką. A zazwyczaj tak nie jest.

        Z pozdrowieniami i podziękowaniami za świetnego bloga,
        Aga, stała czytelniczka

  21. Jestem jednocześnie za i przeciw, ale raczej przeciw.

    Sama dokładnie spisuję swoje wydatki, staram się nimi zarządzać jak najlepiej i nadpłacać swój kredyt hipoteczny.

    Ale nie wyobrażam sobie poświęcenia wszystkiego w imię spłaty kredytu.

    Nie zgodziłabym się na jedzenie byle czego, na niezróżnicowaną dietę lub bardzo złej jakości jedzenie, żeby tylko szybciej spłacić kredyt. Przecież tu chodzi o nasze zdrowie i samopoczucie.

    Nie muszę chodzić codziennie do super fancy restauracji, ale nie wyobrażam sobie odmówienia sobie wyjścia ze znajomymi, chociażby raz w tygodniu, na piwo czy do kina.

    O ile podziwiam ludzi, którzy panują nad swoimi finansami, bo sama poświęcam temu trochę czasu, to ta historia jest dla mnie zwyczajnie smutna. Wynika z niej, że Justyna straciła kawałek życia, znajomych, partnera, nie ma żadnego hobby, jest tylko ,,praca i spłata kredytu”. Smutne. I to w sytuacji, gdzie dostała darowiznę – to nic złego oczywiście, ale bez niej straciłaby w życiu pewnie jeszcze więcej w imię jakiegoś wyższego celu.

    Ja jestem na nie. Są pewne granice. Stwierdzenie, żeby żywić się tylko chlebem i wodą, aby tylko kredyt spłacić za rok a nie za 5 lat, jest dla mnie nie do pojęcia.

    Dla mnie to jest wegetacja, a nie życie.

    Trzeba gdzieś wypośrodkować. Oszczedzanie, poduszka finansowa i brak dlugów są ważne, ale trzeba też mieć świadomość, że życie jest w sumie jedno i jutro możemy wpaść pod samochód.

  22. Dżusta Dżu

    Dziękuję za komentarz Marto, niestety Twoja interpretacja nijak się ma do rzeczywistości, dlatego może się odniosę do Twojej wypowiedzi, aby rozwiać ostatecznie wszelkie wątpliwości:

    Zdrowia sobie nie zrujnowałam (częste gotowanie w domu wspomaga zdrowie, bo wiem, co jem, a jem wegańsko – ostatnio mówi się nawet, że to zdrowo- i nie, nie jest to chleb z wodą ;)))

    Mówiąc również, że chciałabym się zająć zdrowiem, chodziło raczej o regularną aktywność fizyczną (codzienną), a nie bieganiem po lekarzach, bo nie mam za bardzo z czym ;)- przepraszam, nie doprecyzowałam, ajjjj…mój błąd.

    Przyjaciół i znajomych jak miałam, tak mam nadal, a i z byłą „drugą połową” mamy fajną, przyjacielską relację (i na piwo nawet wychodzimy:)))

    Hobby jest, i to nie jedno. Bez obaw 😀

    I doprawdy nie wiem, naprawdę nie wiem skąd ta katastroficzna wizja zrujnowanego życia. Albo jeszcze lepiej…”wegetacji” 😉

    Jak to mówią:
    „świat każdego z nas jest zbiorem interpretacji, które zależą od wewnętrznego nastawienia”.

    Życzę Tobie wszystkiego dobrego oraz spłaty kredytu w dogodnym tempie. Super, że prowadzisz budżet i nadpłacasz kredyt, bo to świadczy o tym, że bierzesz byka za rogi i po prostu działasz! I to jest super! Powodzenia!:)

Odpowiedz