A może by tak rzucić to wszystko i polecieć za Ocean? Sprawdź, jak się żyje w USA

49

„Życie powinno być lepsze i bogatsze i pełniejsze dla wszystkich” – pisał w 1931 r. James Truslow Adams, amerykański pisarz i historyk, twórca pojęcia „American Dream”. Narodowy etos Stanów Zjednoczonych wyrażać miał się we wzniosłych ideałach demokracji, równości i wolności, które zawiodą każdego do spełnienia i doznania szczęścia – cokolwiek to znaczy. Rzeczywiście, brzmi jak marzenie. Czy jednak ma szansę się spełnić?

Czasem mam wrażenie, że narzekanie to nasz sport narodowy. Wszystko jest nie tak, jak „powinno być”. Pensje są niskie, politycy kłamią, a już na pewno jeszcze nikt uczciwie się nie dorobił. Służba zdrowia jest do bani, w szkołach niczego nie uczą, a nieloty wróciły z mistrzostw świata, zanim impreza na dobre się rozkręciła. Jednym słowem – to nie jest kraj dla zwykłego człowieka. Może pora się spakować i pojechać w siną dal? Tylko dokąd? Najlepiej do kraju wielkich możliwości, w którym zwykłemu człowiekowi żyje się lepiej. Może do Stanów Zjednoczonych?!

Amerykański Sen

Dlaczego właśnie do Stanów? Po pierwsze, jest to kraj, który w polskiej zbiorowej świadomości jawił się jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Kto za czasów słusznie minionych miał rodzinę w Stanach, która przesłała czasem kilka zielonych banknotów, miał o wiele łatwiejsze życie.

Po drugie – za raportem Międzynarodowego Funduszu Walutowego z kwietnia bieżącego roku – przewidywane PKB per capita w 2018 wyniesie w Polsce $16,180. Dla porównania w USA, największym kraju w top 10 rankingu, estymowane PKB per capita to $62,152. Pomimo, że PKB per capita nie jest wskaźnikiem idealnym, różnica robi wrażenie.

Po trzecie, tam panuje kapitalizm (w teorii), więc mogłoby się wydawać, że ZUS i NFZ nie położą łapy na pensji Kowalskiego, który sam odłoży taki kapitał, że emeryturę spędzi podróżując po świecie. No i nie ma VAT-u, a jest jedynie niski sales tax. Gdy niedobre państwo nie zabiera ciężko zarobionych pieniędzy, Kowalskiemu żyje się łatwiej!

No to sprawdźmy!

Autorem artykułu jest rozkminiacz Marcin Kluczek – znany Wam zapewne jako eMCI – dał się nam poznać jako wnikliwy uczestnik naszych dyskusji o finansach, które toczymy w komentarzach na blogu. Marcin jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego pasją i pracą są technologie komputerowe – zajmuje się zarządzaniem produktami. Od kilku lat zgłębia tajniki finansów osobistych. Entuzjasta arkuszy kalkulacyjnych, które pomagają mu w pracy i podczas analiz produktów finansowych. W wolnych chwilach pracuje nad „projektem Buddy” – narzędziem do zarządzania finansami osobistymi.

Trawa za Oceanem wydaje się bardziej zielona

Pomińmy kwestie światopoglądowe, polityczne, przekonania religijne i liczne amerykańskie dylematy: prawo do powszechnego dostępu do broni, polityka imigracyjna, kto wygra Super Bowl itd. Skupmy się na tym, co jest najważniejsze dla przeciętnego Kowalskiego i Jonesa w codziennym życiu:

  • Wysokość pensji
  • Opieka medyczna
  • Emerytura
  • Własny kąt
  • Edukacja

Być może jesteście zaskoczeni taką listą. Każdy chciałby dobrą pensję. Własna nieruchomość to też fajna sprawa, ale większość Polaków na co dzień nie przejmuje się opieką medyczną, emeryturą i edukacją. Przecież to jest „za darmo”! Nie mamy co liczyć na najwyższy poziom tych świadczeń, ale przy odrobinie szczęścia i jeśli zdrowie dopisze, nie będziemy musieli dopłacać bajońskich sum ponad to, co zostanie nam odebrane w najróżniejszych podatkach. Oczywiście można zainwestować w pakiet medyczny lub zapłacić za prywatny zabieg i nie stać w kolejkach. Można, a nawet trzeba odłożyć coś ekstra na jesień życia, ale państwo zapewnia minimalną emeryturę i inne świadczenia socjalne. Jest też możliwość zdobycia wyższego wykształcenia bez płacenia czesnego.

Tak to działa w Polsce, ale nie w USA. Chcesz mieć opiekę zdrowotną? Płacisz ogromne sumy gotówką, albo wykupujesz drogą polisę. Chcesz mieć (dobrą) amerykańską emeryturę i cieszyć się życiem? Wpłacaj na jeden z programów takich jak: 401k, IRA, ROTH IRA lub znajdź pracodawcę, który prowadzi emerytalny fundusz pracowniczy. Ewentualnie pozostaje Ci praca dla rządu, który zapewnia państwowy program emerytalny. Edukacja jest za darmo do poziomu szkoły średniej. Za szkołę wyższą musisz zapłacić z własnej kieszeni. Jeśli nie masz aktualnie luźnych $100,000, możesz studiować na kredyt. Widać tu istotną różnicę między państwem opiekuńczym (dla Amerykanów Europa jest socjalistyczna), a państwem o tradycjach kapitalistycznych, gdzie obywatel w większym stopniu ma zadbać o siebie.

The Joneses

Poznajcie Jonesów. Modelową rodzinkę w USA. Mąż Henry Jones, księgowy. Żona Emma Baker, pracownik administracyjny w prywatnej szkole. Mają dwoje dzieci, córkę Olivię i syna Noah. Zarabiają przeciętnie, ale jako cenieni pracownicy mogą liczyć na subsydiowane przez pracodawców ubezpieczenia zdrowotne i bonusy do programów emerytalnych. Zostali wychowani przez zapobiegliwych rodziców, którzy zapłacili za ich edukację, więc nie muszą się martwić o spłatę pożyczek studenckich. Mieszkają w ładnym domu o przeciętnej jak na Stany wielkości – 2000 stóp kwadratowych (ok. 180 m2) w spokojnej dzielnicy. Dom jest wart $200,000, co również nie odbiega od przeciętnej. Henry ma Mustanga GT z 2008 roku z wielkim, typowo amerykańskim silnikiem (5.0 V8), a Emma użytkuje Kię Rio (jeden z najtańszych nowych samochodów w USA) z 2015 roku. Żyją spokojnie, z dala od zgiełku miasta, gdzieś w Stanach. W ogródku dzieci bawią się z psem, Henry rozpala grilla, Emma wita gości. Sielanka jak w amerykańskim serialu.

Zarobki – USA vs Polska

W Stanach jest niewątpliwie drożej, ale różnica w zarobkach to również przepaść. We wrześniu ubiegłego roku odpowiednik naszego urzędu statystycznego do spraw ludności (Census Bureau) ogłosił, że w 2016 r. mediana zarobków przypadająca na zatrudnionych na pełen etat wynosiła $51,640 dla mężczyzny i $41,544 dla kobiety. Możemy zatem założyć, że modelowe (w polskim rozumieniu) małżeństwo Jonesów – rozliczające się wspólnie – osiągnie zarobki na poziomie $100,000 w roku podatkowym 2018.

Dla porównania. W Polsce mediana zarobków w sektorze przedsiębiorstw w październiku 2016 r. wynosiła 2512 zł netto. Przekłada się to na 3510,67 zł brutto, a zatem mediana zarobków dla pracownika zatrudnionego na umowie o pracę wynosiła 42 128 złotych rocznie – w oparciu o kalkulator money.pl. Możemy zatem założyć, że modelowe małżeństwo Kowalskich rozliczające się wspólnie osiągnęło przychód na poziomie 90 000 zł w roku podatkowym 2018 (uwzględniając składki po stronie pracodawcy).

Tyle suche liczby, $100,000 w USA kontra 90 000 zł w Polsce. Kusi, aby przeliczyć dolary po aktualnym kursie i ogłosić, że przeciętna amerykańska rodzina, gdzie małżeństwo pracuje na pełny etat, zarabia około czterokrotnie więcej i orzec, że stać ich na wygodne życie prywatną opiekę medyczną, dobrą szkołę dla dzieci i jeszcze odłożą na emeryturę. Mając takie przychody, każdy z łatwością zadba o siebie, nieprawdaż?

Niestety, to nie takie proste. Po pierwsze nie można punktowo przeliczać płynnych kursów walut i wysnuwać daleko idących wniosków. Dziś przelicznik to 3,7, ale 10 lat temu płaciliśmy 2 zł za dolara. Po drugie zarobki na poziomie $100,000 w Warszawie pozwalają na inny standard życia niż te same $100,000 w Nowym Yorku, według Numbeo najdroższego miejsca do życie w Stanach.

Emerytura – 401k

Narzekania na ZUS zdają się nie mieć końca. Drobni przedsiębiorcy są wkurzeni, ponieważ nawet, gdy firma przynosi straty, muszą płacić. Świadczenia są zbyt niskie, składki zbyt wysokie (19,52% pensji brutto), a ubezpieczeni woleliby zachować te pieniądze, ponieważ uważają, że potrafiliby lepiej nimi zarządzać.

Amerykanie mają ten komfort, że odkładają sami na emeryturę, czasem robi to za nich pracodawca tworząc fundusz pracowniczy, który będzie wypłacał emerytury (z ang. pension). Niestety zdarza się, że coś pójdzie nie tak, a fundusz emerytalny straci pieniądze i emeryt zostaje z niczym, jak bohaterowie filmu „W starym, dobrym stylu”. Obawy o niewypłacalność „ZUS-u” są nieobce również Amerykanom.

W Stanach jest wiele programów emerytalnych, z których najbardziej popularny to 401k. Konstrukcja programów typu 401k jest bardzo prosta. Pracodawca może prowadzić taki program i umożliwić pracownikowi wpłacanie części wynagrodzenia, które pomniejszy jego podstawę opodatkowania. Często pracodawcy dorzucają mały bonus np. dokładając 50 centów lub dolara do każdego dolara, jaki wpłaci pracownik – do pewnego poziomu przychodów. Jonesowie mają bardzo szczodrych pracodawców, którzy dokładają dolara do każdego dolara odłożonego przez Jonesów na 401k z limitem do 6% wysokości uposażenia.

Jonesowie odkładają 15%, czyli łącznie $15,000 rocznie na swoje programy 401k, a pracodawcy dorzucają kolejne $6,000. Niezły kapitał emerytalny, nieprawdaż? Odkładając 21% przychodów brutto Jonsowie są w tym jednym aspekcie nieprzeciętni, ponieważ średnia to 10,9%-12,9% w zależności od źródła informacji.

Podatki – IRS (Internal Revenue Service)

Za niepłacenie podatków w Stanach można pójść siedzieć. Przekonał się o tym niejaki All Capone. Od tego czasu IRS, czyli urząd skarbowy, jest traktowany w Stanach bardzo poważnie. Sam system podatkowy w USA jest bardzo skomplikowany. Amerykanin płaci podatki federalne, stanowe, zdarza się, że również miejskie. Przykładową skalę podatkową dla New York City znajdziecie pod tym linkiem.

Obowiązkowe są składki na świadczenia socjalne. Tak! Wbrew temu, co mogliby niektórzy sądzić, Amerykanie wydają majątek na pomoc społeczną dla osób, które znajdą się w trudnym położeniu. Dobrym przykładem jest program SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program) znany również jako Food Stamps. Ponad 40 milionów Amerykanów korzysta z nowoczesnych „kartek na żywność” o średniej wartości $125 miesięcznie.

Składki na ubezpieczenia społeczne w USA to 7,45% po stronie pracownika i drugie 7,45% po stronie pracodawcy. Pieniądze te w większości pokryją ich emeryturę państwową (średnio $1,400 miesięcznie), medicare i inne świadczenia społeczne. Brzmi tanio, ponieważ w Polsce „taki pakiet” kosztuje ok. 35% pensji brutto.

Rodzina Jonesów odkłada co miesiąc 15% swojej pensji brutto na program emerytalny, czyli $1,250 miesięcznie. Załóżmy, że Jonesowie mieszkają w stanie, który pobiera 5% i płaci 1% kosztów podatku miejskiego. Wybrałem prosty kalkulator, który da nam ogólny obraz kosztów podatkowych w USA. Według calculator.net dochód Jonesów po opodatkowaniu wyniesie $5,384 miesięcznie ($64,600 w skali roku). Realnie dochód będzie większy, ponieważ Jonesowie będą mogli skorzystać z odpisów podatkowych. Najważniejszy z nich to odpis wysokości $2.000 na dziecko (przed 2017 rokiem odpis wynosił $1,000 na dziecko). Upraszczając rzeczywistość można by rzec, że Amerykanie mają swój program „500+” odliczany od podatku.

Dodatkowo Jonesowie mają możliwość odliczenia odsetek od kredytów hipotecznych. Upraszczając model, uznajmy, że z uwagi na liczne ulgi, Jonesowie mają do dyspozycji $70,000. Państwo i władza lokalna zabrały sporo, ale Jonesowie odłożyli aż $21,000 na emeryturę i zostało im $70,000 – to nadal masa pieniędzy, które pozwolą konsumować na amerykańskim poziomie. Przynajmniej powinny.

Byłbym zapomniał!

W Stanach płaci się wysokie podatki od nieruchomości. USA Today opublikował zestawienie przeciętnych efektywnych stawek podatku od nieruchomości we wszystkich stanach. Średnia stawka podatku to 1,15%. Załóżmy zatem, że Jonsowie za swój dom płacą $2,300 rocznie. Nic dziwnego, że wiele osób w Polsce drży na dźwięk słowa kataster.

Jonesom zostało zatem do dyspozycji ~$68,000.

Opieka medyczna – Obamacare wchodzi do gry

Jeżeli myślicie, że tylko podatki w Stanach są skomplikowane, to spójrzcie na system opieki zdrowotnej. System, który jest zarówno ekstremalnie drogi, jak i mało efektywny. Polecam w wolnej chwili lekturę, w której specjalista od efektywności wypowiada się na temat jakości amerykańskiej służby zdrowia.

Można wiele złego powiedzieć o NFZ. Brakuje lekarzy, jakość diagnostyki jest taka sobie, a kolejki są tak długie, że trzeba mieć końskie zdrowie, aby chorować. Ponarzekałem, ale otrzymujemy to, za co płacimy. Polska służba zdrowia jest skrajnie niedofinansowana.

Za to w Stanach jest po prostu przerażająco droga, a częściowo darmowa służba zdrowia (nie w 100%) przysługuje tylko najmniej zarabiającym (program medicaid), osobom starszym powyżej 65 roku życia (program medicare) i dzieciom (CHIP). Reszta musi się ubezpieczyć lub płacić gotówką. Jonesowie chcą czuć się bezpiecznie, więc kupują ubezpieczenie. Ponieważ zarabiają przeciętnie (czytaj „za dużo”) – $100,000 to niemal równowartość 400% federalnego progu ubóstwa dla czteroosobowej rodziny – nie przysługują im odliczenia związane z planem upowszechnienia ubezpieczeń medycznych (potocznie Obamacare).

Obamacare zakazuje różnicowania składek klientów ubezpieczających się indywidualnie ze względu na płeć (dyskryminacja!) i stan zdrowia (dyskryminacja!). Firma ubezpieczeniowa ma obowiązek ubezpieczyć każdego chętnego. Różnicowanie składek ze względu na miejsce zamieszkania i wiek pozostały dozwolone. Nie trudno się domyślić, co stało się ze składkami w 2014 roku, gdy weszły w życie nowe przepisy. Ubezpieczyciele zostali zmuszeni do podpisywania umów z klientami, którzy generowali olbrzymie koszty, a nie wolno było nakładać na nich wyższych składek, ani ograniczeń świadczeń.

Poniżej średnia miesięczna składka za ubezpieczenie zdrowotne w Stanach – a my narzekaliśmy na podwyżki OC…

Za: www.resources.ehealthinsurance.com

W tym miejscu warto wyjaśnić kilka terminów:

  • Individual Premium – prywatna polisa zdrowotna wykupywana na wolnym rynku.
  • Deductibles – wkład własny, o jaki zostanie poproszony ubezpieczony, zanim ubezpieczyciel zacznie wypłacać jakiekolwiek pieniądze. Do tego limitu ubezpieczony płaci za wszystkie świadczenia w danym roku ubezpieczenia.
  • Co-pay, co-insurance – współudział ubezpieczonego w kosztach leczenia powyżej „wkładu własnego”. Polisy są dostępne w czterech „metalowych” wariantach:
    – Bronze – 40% partycypacja ubezpieczonego w kosztach medycznych
    – Silver – 30% partycypacja
    – Gold – 20% partycypacja
    – Platinum – 10% partycypacja
  • Out-of-pocket maximum – limit wartości świadczeń powyżej, którego za wszystko zapłaci firma ubezpieczeniowa.

Im droższy metal, tym niższa partycypacja i niższy wkład początkowy. Dodatkowo polisa może być zawarta w wielu wariantach różnicujących zakres darmowych badań profilaktycznych, ilość bezpłatnych świadczeń, ograniczać listę placówek, w których może leczyć się ubezpieczony itd. Policy kupione w ramach Obamacare mają swój minimalny, ustanowiony przez rząd standard.

Na marginesie. Średnie ceny ubezpieczeń dla osób po czterdziestce są wybitnie zniechęcające.

Za: www.news.ehealthinsurance.com

Opcji jest cała masa. Nie wiemy na jaki wariant zdecydowaliby się Jonsowie, gdyby musieli wykupić polisę indywidualną. Załóżmy zatem, że byłoby to ubezpieczenie w średniej cenie, tj. $1,168, czyli $14,000 rocznie. To jest koszt samej polisy bez uwzględnienia „wkładu własnego” i opłat partycypacyjnych. Koszty opieki zdrowotnej w Stanach przyprawiają o zawrót głowy.

Jeżeli sprawy będą się miały dobrze, może uda się Jonesom zamknąć wydatki na leczenie w kwocie $17,000. Mimo optymistycznych założeń i dobrej pensji, Jonesowie wydaliby 1/4 swoich dochodów na opiekę medyczną i to przy założeniu, że nie przytrafi im się poważne zachorowanie lub wypadek.

Na szczęście pracodawca Emmy w ramach benefitów pozwala na wykupienie grupowej polisy, która obejmuje również całą rodzinę. Subsydiowanie polis jest w Stanach bardzo popularne. Jak donosił Bloomberg w 2017 r., pracownik za taką polisę płaci średnio $5,714, kolejne $15,050 dokłada pracodawca. Załóżmy zatem, że Jonesowie w tym roku wydali $6,000 na polisę + $3,000 wpłacili w ramach wkładu własnego, zatem koszt opieki zdrowotnej zamkną na poziomie $9,000. Nadal dużo, ale lepsze to niż $17,000.

W tym miejscu chciałbym złożyć oświadczenie. Jeżeli zdarzy mi się wypadek i złamię nogę, solennie obiecuję, że nie będę narzekał na kolejki, przemęczonych lekarzy, szpitalne jedzenie i niemiłą panią w okienku. Składka na NFZ jest niemal w całości odliczana od podatku, więc realnie nie odczułbym różnicy, gdybym jej nie płacił. Poważne złamanie wymagające operacji w USA to koszt rzędu $17,000 do $35,000 lub więcej. Tyle płaci nieubezpieczony. Ubezpieczony pokrywa wkład własny i partycypuje w kosztach zależnie od posiadanego wariantu ubezpieczenia. Rachunek za usługę może wynieść np. $10,000. Szaleństwo!

Jeśli wybieracie się do USA, pamiętajcie o dobrej polisie turystycznej pokrywającej koszty leczenia i nagłych wypadków. Limity rzędu 150 000 zł mogą wystarczyć jedynie na poważne złamanie.

Założyliśmy, że koszty Jonesów związane z opieką zdrowotną zamknęły się w kwocie $9,000. Po uwzględnieniu podatków, funduszu emerytalnego i opieki zdrowotnej pozostało im do dyspozycji $59,000. Nadal jest nieźle.

Edukacja – College

Jak mawia przysłowie – „za naukę się płaci”. W stanach za naukę płaci się wyjątkowo dużo. Przykładowo czesne z zakwaterowaniem, wyżywieniem, książkami i ubezpieczeniem na wydziale prawa w Harvardzie w roku akademickim 2018-2019 to $95,800. Studia pierwszego stopnia trwają trzy lata. Dla chętnych są jeszcze dwa wyższe poziomy kształcenia.

Zejdźmy jednak do poziomów bardziej przystępnych dla modelowego Amerykanina. Według raportu College Board przeciętny koszt roku studiowania po amerykańsku (z zakwaterowaniem, najlepiej w kampusie ☺) waha się od $25,290 do $50,900 za jeden rok studiów – najczęściej studiuje się przez 4 lata. Najtańsze są stanowe, publiczne szkoły wyższe (college) – $25,290. Niestety, ten kto wybiera college w innym stanie niż ten, w którym mieszka, musi liczyć się z wyższymi kosztami. Powszechnie stosowanym zwyczajem jest pobieranie wyższego czesnego od studentów „z importu” – średni roczny koszt rośnie do $40,940. Najdroższe są prywatne szkoły – średnio $50,900 za rok nauki. Jeżeli interesuje Was koszt czesnego na najlepszych amerykańskich uczelniach, zapraszam do zapoznania się z rankingiem U.S. News.

Jeżeli Jonesowie poważnie myślą, aby zapłacić za wyższe wykształcenie swoich dzieci, powinni odkładać $10,000 rocznie przez 15 lat. Taka kwota powiększona o zyski kapitałowe powinna z grubsza wystarczyć na czesne i zakwaterowanie w lokalnym stanowym college’u dla ich dzieci.

W tym momencie Jonesom zostaje $49,000.

Czy w Stanach żyje się łatwiej?

W tym miejscu chciałbym zrobić pauzę. Doszliśmy do punktu w którym przeciętnie zarabiająca amerykańska rodzina, mieszkająca w przeciętnym domu, jeżdżąca przeciętnymi samochodami, pragnąca wysłać dzieci na przeciętne studia, objęta przeciętnym grupowym ubezpieczeniem zdrowotnym i odkładająca na emeryturę nieprzeciętne 21% przychodów (niemal podwójna średnia), znalazła się w punkcie zbliżonym do rodziny Kowalskich, która ma to wszystko zryczałtowane w formie podatków. Skąd założenie, że sytuacja obu rodzin, mimo że różna, jest porównywalna?

Emerytura (punkt dla Jonesów) – Jonsowie inwestując na rynkach kapitałowych prawdopodobnie osiągną wyższe stopy zwrotu, niż waloryzacja emerytur w ZUS-ie. Łącznie 21% ich pensji brutto trafi na 401k. Przypominam, że przeciętna w USA to bliżej 12%. Dodatkowo mogą liczyć na emeryturę rządową. W tym czasie tylko 19,52% pensji brutto trafi na konta emerytalne Kowalskiego w ZUS i IKE. Z drugiej strony, liczba dni wolnych w Stanach jest kwestią umowy pracownika z pracodawcą. Rząd niczego nie gwarantuje. Dozwolone są umowy bez płatnego urlopu. Przeciętny pracownik z 5-letnim stażem pracy w Stanach ma 16 dni płatnego urlopu. Dodatkowo przysługuje mu średnio 10 dni płatnego urlopu z powodu choroby. Przeciętny Kowalski zatrudniony na etacie ma 26 dni urlopu, w 80% płatne L-4 z limitem do 180 dni w roku, 2 dni płatnego urlopu na opiekę nad chorym dzieckiem, roczny płatny urlop macierzyński. W Stanach tylko połowa kobiet otrzymuje płatny urlop po urodzeniu dziecka, a rząd wymaga jedynie, aby część pracodawców udzieliła 12-tygodniowego bezpłatnego urlopu matce i ojcu.

Ubezpieczenie zdrowotne (punkt dla Kowalskich) – Jonesowie mają z całą pewnością dostęp do nowszych procedur medycznych i leków, ale ponoszą częściową odpłatność za opiekę medyczną. NFZ oferuje minimalny standard w dostępie do lekarzy i sprzętu oraz znikomy dostęp do profilaktyki. Z kolej poziom medycyny interwencyjnej jest przyzwoity, a leczenie w większości przypadków nie wymaga dopłat ze strony pacjenta np. kilku tysięcy dolarów za rutynowy zabieg wycięcia wyrostka. Ubezpieczenia w Stanach są drogie, a mimo to poważna choroba i tak może zrujnować domowy budżet.

Szkolnictwo (remis) – Jonesowie zapłacą $100,000 za wykształcenie jednego dziecka w szkole stanowej, której poziom będzie odbiegał od najlepszych uczelni w kraju. W Polsce nadal każdy może otrzymać darmowe miejsce na dowolnym państwowym uniwersytecie, jeżeli odpowiednio przyłoży się do nauki. Darmowe miejsca w akademii medycznej, darmowe studia prawnicze, technologiczne, itd. – wystarczy się postarać. Jeżeli ktoś nie dostanie się na wymarzony wydział, ma szansę w innej uczelni lub podczas rekrutacji na kierunku drugiego wyboru. Być może nie będą to wymarzone studia, ale studia za $100,000 w Stanach to również kompromis pomiędzy marzeniami a możliwościami.

Podsumowując

Cieszę się, że dotrwaliście 🙂 Starałem się obiektywnie przedstawić jak może wyglądać sytuacja przeciętnych Amerykanów żyjących w kraju niewątpliwie wielkich możliwości. Teraz Wasza kolej, aby podzielić się swoimi doświadczeniami, przekonaniami, być może naoczną relacją?

  • Czy państwo powinno brać odpowiedzialność za los obywateli (Polska), czy ci powinni w większym zakresie zadbać o własne interesy (USA)?
  • Czy zgodzilibyście się na większe rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństwa w zamian za większe możliwości zarobkowania dla nieprzeciętnych (w pozytywnym znaczeniu) obywateli?
  • Czy Stany Zjednoczone można nazwać państwem kapitalistycznym, czy za fasadą kryje się bardziej „europejska” socjaldemokracja?

Ciąg dalszy nastąpi, a tymczasem zapraszam do dyskusji! 🙂

Komentarze49 komentarzy

  1. Wydaje mi się że w Polsce mamy 2 dni urlopu na zdrowe dziecko a nie chore.

    Fajny wpis. Niedotarliśmy jeszcze jednak do kluczowej kwestii czyli siły nabywczej Kowalskich i Jonesów.

    • Marcin Kluczek

      Hej Łukasz,

      Masz rację 2 dni jest na dziecko zdrowe. Dzieci chore to odrębny temat – do 62 dni zasiłku chorobowego dla rodzica.

  2. Bardzo chciałbym, żeby w temacie wypowiedział się ktoś, kto faktycznie żyje w USA już pewien okres czasu. Dane statystyczne i wykopane z internetu to jedno, a samo życie to jednak co innego 🙂

    Ogólnie, ciężko przyjąć mi generalizację i ‘przeciętność’ do porównywania. Życie każdego jest jednak konkretne i nieprzeciętne z różnych powodów. Ciężko jest porównywać nietendencyjnie samą jedną dziedzinę, np. opiekę zdrowotną, lub edukację, a co dopiero całą ‘paczkę’

    Niemniej jednak z im większą ilością Amerykanów rozmawiam, tym bardziej zaczynam doceniać ten nasz zatęchły europejski socjalizm 😉

    • Marcin Kluczek

      Cześć,

      Również czekam na komentarze rodaków zza wielkiej wody.

      Trudno jest dobrać wzorcową rodzinę, więc stworzyłem model na bazie klasy średniej, która powinna mieścić w zakresie 66-200% mediany przychodów gospodarstwa domowego. Mediana to $75,000 dolarów w 2016 roku, więc stówka to idealny środek – 133%.

      Zamieniłbyś się miesjcami z Amerykanami, z którymi rozmawiałeś?

      • ja mam rodzinę i znajomych w USA /znajomi z PL i Peru np/
        ja bym się z nimi zamienił – Oni ze mną nie – z tego co rozmawialiśmy 🙂

        • Marcin Kluczek

          ooo, super

          możesz rozwinąć
          1. czemu być się zamienił?
          2. czemu znajomi by się nie zamienili?

          • 2. Mój kumpel pracuje w Arizonie – zarabia ok 100-115k rocznie, klnie na ‘Obamacare’
            jak słyszy o ‘socjalistycznej’ PL i naszych ZUSach i podatkach to wierzyć mu się nie chce, że aż tak można doić obywatela 🙂 – ale jak był w PL to z chęcią odwiedzał stomatologa
            Mój wujek zmienił z premedytacją ‘socjalną’ Kanadę na Florydę ze względu na wysokie obciążenia i podatki w Kanadzie – prowadzi własną firmę – zarobki ok $8-10k /m-c
            1. wkleję z postu niżej :
            wg mnie składka na NFZ – OK
            składka emerytalna – nie dziękuję – proszę o przelew tej kwoty co m-c, a o emeryturę zadbam sam
            podobnie z podatkami – stawki 19 i 32% – ok
            jednak żenująco niskie są : kwota wolna od podatku oraz drugi próg podatkowy

            jak chcemy budować klasę średnią gdy już ok $20k rocznie powoduje u nas wpadnięcie w 2 próg podatkowy ?

          • Marcin Kluczek

            Nie bez powodu, wiele osób z nieprzeciętną pensją wybiera samozatrudnienie + PIT liniowy. To chyba najlepsza droga.

            ZUS i NFZ płatne ryczałtem i 19% podatku. Realne obciążenie spada z ok 40% do 50% (drugi próg) do poniżej 25% przy wysokich dochodach np. 15000+ miesięcznie.

            Pozostaje jeszcze VAT vs sales tax. Czyli mocno upraszczając 20% vs 5% i “kochana akcyza” + inne dodatki do paliwa. Wychodzi na to, że 50-70% pensji brutto + część od pracodawcy może zniknąć w podatkach. Zależy od progu i stylu życia. Liniowcy płacą sporo mniej.

          • “Nie bez powodu, wiele osób z nieprzeciętną pensją wybiera samozatrudnienie + PIT liniowy. To chyba najlepsza droga.”

            Nie w każdej pracy się tak da. Poza tym często są dodatkowe benefity za bycie pracownikiem, a nie samozatrudnionym (opieka medyczna, premia roczna, multisport, dopłaty do obiadów itp.)

          • 1. u mnie też nie ma możliwości wystawiania FV
            2. porównujemy sytuację osób na etacie
            to, że w PL opłaca się być na FV wypacza i system i porównanie

      • Na kilka lat bym się zamienił. Czemu? Zarabiali ponadprzeciętnie (co w USA nie jest trudne mając studia), a jako młody i zdrowy człowiek lekarzy odwiedzam bardzo rzadko. I szukam rozwoju kariery, a nie stabilizacji. Jednak zapewne im dalej szedłbym w życie i zaczął rozglądać się za tym gniazdkiem, to europejski socjalizm daje lepsze możliwości w tym kierunku. A najlepsze skandynawski socjalizm 😉

      • Mieszkam w USA ponad 10 lat. Kilka uwag do artykułu. $100k to często dużo, szczególnie dla mieszkańców środkowych stanów,. Kilka uwag:

        1. koszt leczenia to koszt składki plus maximum out-of-pocket, jeśli jest się generalnie zdrowym to koszt składki można obnizyc, ale wtedy deductible wyższe choć można odłożyć je jako dochód przez podatkiem, generalnie skomplikowane i trzeba się nauczyć.

        2. nie ma darmowego ubezpieczenia dla dzieci tylko Medicaid z podatków od pensji każdego i to jeśli dochody rodziny są niskie,

        3. na emerytalne odkłada tylko bardzo niewielki procent i to do poziomu jaki dopłaca pracodawca maksymalnie,

        4. koszt edukacji to pożyczka więc nic nie jest odkladana wcześniej, większość liczy na scholarships a tych najwięcej dostają sportowcy, bo szkoła na tym zarabia, a więc wszyscy się pchają do sportu.

        5. Mustang jest drogi, chyba że kupiony bardzo używany ale to niebezpieczne, więc większość jeśli toyotami, kiami, hondami itp. Bo są tańsze i pewniejsze a mniej pala, a oszczedzic poprzez transport publiczny nie jest mozliwe bo w wiekszosci go nie ma

        6. Jedzenie to zdrowe jest drogie. Ludzie hoduje kury w mieście, uprawiają ogródki gdy tylko się da, coraz więcej ludzi gotuje w domu, ale i tak fast food najtańszy (tzn. Płacisz późnej za lekarza).

        7. Większość kobiet zostaje w domu po urodzeniu dzie coś bo żłobek to jak opłata za college ($18k) bez możliwości odpisów.

        Jeśli ktoś czuje się związany w PL kosztami życia to powinien przyjechać do USA i poczuć na własnej skórze co to znaczy.

        Jednocześnie piękno natury zapiera dech i przynajmniej na długie wakacje warto przyjechać.

        Pozdrowienia ze Seattle!

    • Mieszkałam w USA w Illinois przez 3 lata. Artykuł niezwykle dokładnie oddaje wszystkie szczegóły i realia. Jestem pod wrażeniem informacji zdobytych przez autora. Mieszkałam 3 lata i… wróciłam do Polski. Polska jest teraz wspaniała. Więcej pracy na rynku niż w USA. Wróciłam głównie ze względu na ubezpieczenie zdrowotne – ciąża i koszty zaczęły nas zjadać – oraz do rodziny. Po za tym nie chciałabym wychowywać dziecka w Stanach. Ludzie tam tylko kasa i praca 🙁

      • Marcin Kluczek

        Dzięki za komentarz. Kwestia macierzyństwa po raz kolejny jawi się jako problem.

        Czy mogłabyś zdefiniować jak Amerykanie definiują middle class? Kuba wspomniał o starej definicji z XIX wieku.
        Zawód w USA jeszcze się liczy, czy w zasadzie wszystko rozbija się o przychody?

  3. eMCI
    bardzo fajnie się czyta i daje sporo do myślenia.
    1. w większości artykułu opierasz się na ‘średnich’ i medianach a w kwestii emerytury zamiast przyjąć ok 12% oszczędności w USA postanowiłeś zrównać z 20% w PL – w ten sposób ‘pozbawiłeś’ Jonesów ok $12 000 rocznie dochodu do dyspozycji
    1a jeśli Jonesowie odkładają 21% swoich dochodów brutto na dobrą emeryturę, to Kowalscy mają potrącane 19% brutto przez ZUS i powinni jeszcze odłożyć 10-20% pensji netto by mówić o godnej emeryturze
    – Kowalskim zostanie ok 4000-4500 na m-c
    2. w PL mamy ‘darmowe’ szkolnictwo wyższe jednak Marcin zbiera w ramach IKE ok 60 tys na studia dla każdego z dzieci – załóżmy że trzeba oszczędzać ok 300 zł /mc przez 18 lat na 2 dzieci
    – Kowalskim zostanie 3700-4200
    3. w PL mamy ‘darmową’ służbe zdrowia jednak ‘klasa średnia’ praktycznie bazuje w tej chwili na Luxmedach i Medicoverach + płatny stomatolog – załóżmy 100 zł /os /m-c
    – Kowalskim zostaje 3300-3800
    4. jak już wspomniał Łukasz siła nabywcza pozostałej kwoty do dyspozycji – Jonesowie mają ok 180 m2 dom, 2 auta osobowe, relatywnie tanie dla nich wakacje np w meksyku /siła $$$/ a co mają Kowalscy ze swoimi 3,5k netto na m-c /+ słaba wartość PLN/ ?

    • Marcin Kluczek

      Cześć

      Dzięki za miłe słowa. Właśnie o to chodziło, aby było o czym rozmyślać.

      1. Plus za spostrzegawczość 🙂
      Co najmniej 20% zalecał doradca inwestycyjny z linku we wpisie. Elementem american dream jest dostatnia emerytura, więc Jonesowie powinni tyle odkładać. Przyjmując przeciętną 12% za standard, “zabrałem im $9,000”, ponieważ 6% dokładał pracodawca. Celowo trzy razy nadmieniałem, że nie jest to przeciętna, żeby nie było wątpliwości.

      Pamiętaj o socjalu niedostępnym dla Jonesów, który również ma swoją wartość. Urlop macierzyński to odpowiednik niemal 10 pensji, itd. Niemniej bardzo trudno porównać te dwa odmienne systemy. Z jednej strony 401k + Social Security pension, z drugiej ZUS + socjal. Gdybym miał porównywać, moim zdaniem lepiej na tym wychodzą Jonesowie. Przynajmniej do momentu, w którym stać ich na odkładanie na 401k.

      2. To prawda. Marcin odkłada, ponieważ chce ułatwić córkom start, ale te pieniądze nie są warunkiem niezbędnym do rozpoczęcia wyższej edukacji w Polsce. Gdyby córki chciały studiować np w Stanford, sprawy miały by się inaczej. Lekką ręką poszłoby $500,000.

      3. Różnica jest taka, że Amerykanin i tak zapłaci wkład własny, a Polak może wykupić pakiet, ale nie musi. Wtedy czeka, w ramach “darmowego” pakietu w NFZ. Zwróciłeś uwagę na ciekawy aspekt. Dentysta w Stanach nie jest traktowany jako lekarz, a jego usługi są bardzo drogie. Turystyka dentystyczna kwitnie.

      4. Siłę nabywczą rozwiniemy w drugiej części. Zwróć uwagę, że Jonesowie mają dom, który jest obowiązkowym elementem american dream (zdradzę teraz jedynie, że jest hipoteka) i samochody, ale trzeba jeszcze je utrzymać, zorganizować opiekę nad dziećmi, koszty życia codziennego, rozrywki, wakacji. Zostało na to wszystko $49,000. To zarazem dużo i mało.

      • 1. to samo w PL – potrącają nam 19% pensji brutto i na każdym kroku czytam, słyszę, że o emeryturę muszę zadbać sam

        2. nie ograniczajmy się – w dzisiejszym świecie Polak może jechać studiować do USA a Amerykanin przyjechać do PL czy innch krajów – kto ma na to większą szansę ?
        Jonesowie również chcą ułatwić start dzieciom – w innym wypadku ich dzieci czeka kredyt na studia

        3. tu się pewnie zgodzę
        jednak nasz system ‘za darmo’ powoduje, że ciężko kogokolwiek rozliczać i wymagać – bo jest ‘za darmo’
        dziwi mnie, że żaden prawnik nie pozwie Państwa PL w jakimś Strasburgu za niewywiązywanie się ze swoich podstawowych obowiązków /typu kolejka do lekarza na 5 lat albo dziurawe drogi nie spełniające norm/

        4. to zapewnij ten ‘dream’ w PL z pensją 3,5k /a zakładając zalecane oszczędności na emeryturę to bardziej 3,2k/
        bo ten ‘dream’ typu mały domek /mieszkanie 70-80m2 + 2 auta + dobra szkoła + zajęcia dodatkowe dla dzieci + 2 wyjazdy wakacyjne w roku /lato + zima/ + rozrywki – to nie jest żaden high life – to wg mnie powinna być codzienność

        luksus to :
        willa z basenem + ogrodnik, ekskluzywne wakacje w 5* hotelach w drogich państwach jak np Francja, 2 samochody premium do 3 lat, weekendy w SPA itd …

        • Marcin Kluczek

          1. Niestety. Gdyby nie zniszczono IKE, mogło by to nieco lepiej wyglądać. Będąc skrupulatnym. ZUS zabiera 19,52%, Social Security zabiera 10,03% na emeryturę.

          2. To jest niezły pomysł, ale obawiam się, że to byłby downgrade. Ponad 40 milionów Amerykanów ma taki kredyt.

          3. Chciałbym zobaczyć taki proces 🙂

          4. Nie twierdzę, że za przeciętną pensję w Polsce żyje się dostatnio. W tekście Polska nie jest podmiotem, a punktem odniesienia. Pytanie zatem brzmi – czy za przeciętną pensję Amerykanin z klasy średniej żyje dostatnio. Na luksus, o którym wspominasz może sobie pozwolić ktoś z upper class, ewentualnie część upper middle class, czyli najbogatsze 5-10%? społeczeństwa w USA.

          • Cześć, Marcin! Mógłbyś wytłumaczyć, co rozumiesz przez zwrot “gdyby nie zniszczono IKE”? Wciąż szukam najlepszych opcji w tym kierunku i chłonę wiedzę, jestem ciekaw Twojej opinii. Dzięki!

          • Ad. 3
            Panowie, taki proces już był (nie z Polski) i skończył się wydaniem rozporządzeń unijnych i rozporządzeniem Ministra Zdrowia.
            Sprawa nazywa się Yvonne Watts ( C-372/04), a na tej podstawie obowiązuje teraz rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie wydawania zgody na uzyskanie świadczeń opieki zdrowotnej poza granicami kraju oraz pokrycie kosztów transportu.

  4. Krzysztof A.

    Co do ubezpieczeń zdrowotnych – wydaje mi się, że w USA funkcjonuje coś co się nazywa Health Savings Account, na które wpłaty można odliczyć od dochodu do opodatkowania (nie pamiętam dokładnych warunków, ale na pewno jest powiązane z jakąś ulgą podatkową).
    Jeśli chodzi o system ubezpieczeń z wkładem własnym – brakuje mi szczerze takich ubezpieczeń u nas, może niekoniecznie w zakresie zdrowotnym, ale ogólnie znacznie bym wolał opcje “ubezpieczam się od OC w zakresie 5000-1mln zł za 200zł rocznie” niż “ubezpieczam się od OC w zakresie 1-500tys. zł za 200zł rocznie” – to pierwsze chroni znacznie lepiej przed sytuacjami ekstremalnymi, przed którymi nie mogę się zabezpieczyć sam, co moim zdaniem jest główną ideą ubezpieczenia.
    Mimo wszystko, uważam że w USA łatwiej jest “pójść pod prąd” i zapewnić sobie wczesną wolność finansową, choć to może być wrażenie wynikające z czytania MMM 😉 Na pewno zazdroszczę Amerykanom możliwości taniego inwestowania nawet za niewielkie kwoty, u nas prowizje są w porównaniu powalające… Zdecydowanie stoję po stronie pozwolenia obywatelowi o zadbanie o własne interesy, ale też widzę czemu u nas mogłoby się to skończyć źle – duża część społeczeństwa po prostu tego nie umie/nie chce, ale skłamałbym, gdybym nie przeklinał czasem ograniczeń które mnie z tego powodu dotykają. Coroczny list z ZUSu i kwota w nim widoczna bolą, oj bolą 😉

    • Krzysztof A
      wg mnie składka na NFZ – OK
      składka emerytalna – nie dziękuję – proszę o przelew tej kwoty co m-c, a o emeryturę zadbam sam
      podobnie z podatkami – stawki 19 i 32% – ok
      jednak żenująco niskie są : kwota wolna od podatku oraz drugi próg podatkowy

    • Marcin Kluczek

      Cóż, 40 milionów beneficjantów Food Stamps i kolejne 10 milionów w wieku 65+, którzy nadal pracują daje do myślenia. Nie zakładam, że większość z grupy 65+ pracuje, bo lubi.

  5. Świetna analiza, może będą następne? Niemcy, Skandynawia, coś z południa Europy?
    A co do pytań z podsumowania:
    Ad 1 – Skoro państwo pobiera podatki, to zaciąga zobowiązanie dbania o obywateli. Oczywiście nie może zapewnić im wszystkiego, ale jakiś standard powinien być trzymany. Państwo powinno zapewniać chleb z masłem, obywatel sam powinien starać się o szynkę – czyli to, co nie jest konieczne do utrzymania się przy życiu, ale poprawia jego jakość.
    Ad 2 – Nadmierne rozwarstwienie ekonomiczne samo w sobie jest problemem i należy je ograniczać. Różnice rzędu 10:1 czy 20:1 można uzasadnić większymi zdolnościami, pracowitością czy odpowiedzialnością. Różnice rzędu „miliony:1” są nieuzasadnione i dowodzą, że system jest wadliwy.
    Ad 3 – Nie ma systemów w postaci idealnie czystej, ale USA wydają się być bardziej kapitalistyczne od Europy, co wcale nie jest zaletą. W samym artykule wyraźnie to widać.
    Pozdrawiam.

    • Marcin Kluczek

      Cześć,
      Niestety nie. Podstawą jest to, że trzeba rozumieć źródła. Kiepsko u mnie np. ze szwedzkim 🙂

      Dzięki za głos w dyskusji.

  6. Porównując życie przeciętniaka w PL i USA, nasuwa mi się taka refleksja, że różnice nie są duże, wręcz można powiedzieć że w obu przypadkach komfort życia jest porównywalny, remis z przewagą na korzyść USA takie powiedzmy 3:2. Na korzyść życia w USA działa przede wszystkim ich mentalność, my dopiero się uczymy bogacić, budować kapitał i gromadzić majątki, uczymy się tego, że to nic złego być bogatym obywatelem, a amerykanie znacznie łatwiej się bogacą bo z ich mentalność im w tym pomaga.

    • Hej Luki339,

      pełna zgoda z tą mentalnością. Długa droga przed nami. ..

      U nas niestety słowo “bogaty” ciągle kojarzy się negatywnie i mnóstwo ludzi uważa, że receptą na ich sukces jest Robin Hood, czyli działanie w myśl hasła – “zabrać bogatym i dać biednym”.

      • Zgadzam się, że u nas bycie bogatym nie jest jeszcze dobrze widziane.
        Natomiast co do USA. Mieszkałem tam trochę (na Florydzie) i w mojej ocenie oni już dawno stracili rozum, jeżeli chodzi o mentalność kapitalisty. Jak już ktoś wspomniał w komentarzu, dla większości ludzi (także tych, których poznałem) życie składa się wyłącznie z pracy, zarabiania i wydawania.

  7. Mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić USA, ale nigdy nie chciałabym tam mieszkać. Spędzam sporo czasu na międzynarodowych forach, między innymi dla rodziców, i włos mi się jeży na głowie, kiedy o realiach macierzyństwa w Stanach wypowiadają się Amerykanki. Praca do dnia porodu, powrót do niej po kilku tygodniach, bo nie ma innego wyjścia – te 12 tygodni bezpłatnego urlopu obowiązuje tylko pracodawców zatrudniających powyżej 50 pracowników! – i horrendalnie drogie żłobki i przedszkola. Wiele kobiet pisało, że chętnie zostałyby w domu na rok czy chociaż kilka miesięcy i może nawet pensja męża i oszczędności wystarczyłyby na utrzymanie rodziny przez ten czas, ale nie ma takiej opcji, bo to z ich pracą powiązane jest rodzinne ubezpieczenie zdrowotne.

    Kolejnym trudno wyobrażalnym dla mnie absurdem jest wyznaczona liczba “sick days” w roku – jeżeli masz np małe dziecko, które non stop przynosi wirusy ze żłobka czy przedszkola, masz przechlapane, bo według swojej umowy o pracę możesz na chorobie spędzić góra np. 10 dni.

    Mówiąc bardziej ogólnie wydaje mi się też, że kiedy porównujemy Polskę ze Stanami za często odnosimy się do klasy średniej i automatycznie zakładamy, że bylibyśmy jej częścią. Tymczasem w Stanach rozwarstwienie jest znacznie większe niż w Polsce i wbrew pozorom bariery pomiędzy klasami są trudniejsze do pokonania niż w Polsce, głównie ze względu na wspomniany koszt edukacji. W Stanach pracujący biedni stanowią olbrzymią część społeczeństwa i są to często ludzie, którzy pracują na dwa etaty, nie widując rodziny, a mimo to korzystają z food stamps ze względu na niskie dochody.

    Polska nie jest idealna i wielu Polaków znakomicie odnajduje się w Stanach, ale bez odpowiednich umiejętności lub koneksji życie tam wcale nie jest łatwiejsze niż tutaj, a pod wieloma względami trudniejsze.

    • Marcin Kluczek

      Cześć Marta,

      Dzięki za relację. Przygotowując materiały do artykułu spotkałem się z informację, że około 90% Amerykanów popiera płatny urlop macierzyński dla wszystkich.

      Jedna z definicji klasy średniej mówi, że przynależy do niej gospodarstwo domowe o przychodach w zakresie 66-200% mediany, więc dziś byłby to mniej więcej zakres $50,000 do $150,000. W praktyce klasa średnia to własnie statystyczni przeciętniacy, gdzie dół ociera się o biedę, a góra ma szansę na spokojne życie (jeśli mieszka w tanim stanie).

      • Jest wiele definicji klasy średniej. Termin nie wywodzi się ze średniactwa a z czegoś pomiędzy klasą wyższą i robotniczą. Przez lata średniakami była klasa robotnicza. Klasa średnia to natomiast właściciele niewielkich biznesów, lekarze, inżynierowie ( w historycznym tego słowa znaczeniu, a nie tak jak teraz że dyplom może mieć każdy). I w takim znaczeniu utarł się cel budowania czy poszezrzania klasy średniej.

        Teraz klasą średnią coraz częściej określa się właśnie ludzi którzy są w środku statysyk, w tym wypdaku zakres 66%-200% może i ma jakiś sens, w przypadku historycznym nie ma najmniejszego.

  8. W oparciu o artykuł oraz własną znajomość Polski uważam, że przewaga jest po naszej stronie. Owszem w USA można zarobić więcej w wartościach bezwzględnych. Ogromną przewagą Polski jest są jednak służba zdrowia, edukacja oraz wciąż nie tak duże rozwarstwienie.

    W Polsce nadal dziecko z przeciętnej rodziny może zyskać w pełni wartościową edukację, przy odrobinie zdolności odbyć studia, przy czym nie ma tak wyraźnego faworyzowania absolwentów któregoś z ośrodków.

    Nie mamy tak ogromnych barier i podziałów jak w USA. Owszem są biedniejsi i bogatsi ale już na przykład nie dzielimy się na czarnych, białych i latynosów. Obawiam się, że to Polska jest obecnie krajem wielkich możliwości.

    Jeśli chodzi o różnice w zarobkach milion do jednego – to oczywiście skrajność ale czy 20 do 1 jest rzeczywiście uzasadnione?

    Na plus Stanów Zjednoczonych zaliczam ich ośrodki naukowe. To właśnie tam jest obecnie centrum świata jeśli chodzi o rozwój nauki. Dlatego za optymalną sytuację uważałbym zdobyć wykształcenie i zacząć karierę naukową w Polsce aby kontynuować ją w USA.

  9. Mieszkam w USA 30 lat i bardzo lubie, jako przecietna rodzina z dwoma ubezpieczeniami , moje i meza prawie nic nie place za leczenie, 3 lata po przyjedzcie do stanow kupilismy dom, 2 samochody i jezdzimy na wakacje kazdego roku. Mam 1 dzien chrobowego w miesiacu i miesiac urlopu. Jako ze nie chorowalam duzo nazbieralo sie o,okolo 1000 godzin, ktore moge wykorzystac jak powazniej zachoruje. Pracuje w collegu wiec jestem pracownikiem stanowym I oprocz emerytury panstwowej bede miala pensje stanowa i to co sobie odlozylam na 401 k. Nie wspomne ze przez caly czasu pomagamy rodzinie w Polsce.
    Duzo znajomych wybralo latwiejsza droge, poszli na socjal od przyjazdu, pracowali na czarno , dostali mieszkanie, pieniadze na zycie I wyksztalcili dzieci za darmo. Jak ktos ma dochody nizsze niz 60,000 na rodzine to dzieci maja studia oplacane przez panstwo. Wiec tak nie jest zle w tej Ameryce 😊

    • Marcin Kluczek

      Cześć,
      Czy mogłabyś z perspektywy czasu ocenić zmiany jakie zaszły przez ostatnie 30 lat w USA. Młodym po szkole średniej żyje się łatwiej czy trudniej?

      Studentaid opłaca państwo czy szkoły?

  10. Hej,
    Chcę dodać swój komentarz odnośnie “sick days” FMLA, PTO.
    Pracuję zawodowo w USA od 14 lat. W tym okresie urodziłam I wraz z mężem wychowujemy dwójkę dzieci. Obecnie są one w wieku 8 i 10 lat.
    Otóż urlopu macierzyńskiego otrzymałam od pracodawcy 480h, czyli ustawowe i gwarantowane 12-cie tygodni FMLA liczone od momentu opuszczenia pierwszego dnia pracy. W moich przypadkach byly to dwa dni przed porodem. Te 12 tygodni sa 100% bezpłatne i jedynie gwarantuja pracownikowi możliwość powrotu do firmy. FMLA łączy się z przysługującymi dniami urlopu aby otrzymać w tym okresie jakieś wynagrodzienie.
    Poza tym, obecnie zauważa się że wiekszość pracodawców amerykańskich aktualizuje swoje pakiety socjalne oferując tzw. PTO, znaczy Personal Time Off, wkładając pod wspólny mianownik zarówno urlop wypoczynkowy jak i dni chorobowe. Średnio pracownik który zostaje przyjęty do pracy rozpoczyna z 10-ma dniami PTO na pierwszy rok. Chcę zaznaczyć iż przy zmianie pracy na nową przywilej nagromadzonych PTO dni wygasza zraz z nową pracą i pracownik zaczyna kumulować PTO dni od najniższej stawki od nowa. Nie do pomyślenia w Polsce, prawda?

  11. Super wpis, chociaż rozbudziłes moje oczekiwania i czekam teraz z nienasyceniem na cześć druga 😉

  12. Moi teściowie miesiąc temu wrócili po kilku latach w USA. Cały czas się przyzwyczajają do polskiej rzeczywistości, bo w USA:
    1. woda (zimna) jest za darmo, płaci się tylko za podgrzanie wody ciepłej;
    2. prąd jest bardzo tani;
    3. ceny benzyny/ON w USA są po prostu śmieszne w porównaniu do PL;
    4. ceny w sklepach są podobne jak w PL, ceny żywności tej nieprzetworzonej wyższe;
    5. chemia domowa jest tania, bywa że tańsza o połowę niż w PL

  13. Bardzo fajny wpis. Bardzo dobrze pokazałeś jak jest naprawdę. Dodał bym jeszcze jedną istotną kwestię. W USA również wbew powszechnej opinii zdrowe jedzenie jest bardzo drogie. “Byle co” można zjeść za 1 – 5 dolarów ale zdrowo to wydatek minimum 5 razy więcej.

    Według mnie w Polsce powinna być większa swoboda. Myślę że każdy powinien odkładać na emeryturę ale powinien być wybór. Robimy to sami a jak nie potrącają nam z pensji. Służba zdrowia też powinna dawać możliwość np spłat. Płacę więcej krótce czekam.

    • Marcin Kluczek

      Ze służbą zdrowia jest taki kłopot, że wielu nie może przeboleć, że inny zapłaci i zostanie obsłużony poza limitem. Szpital by zarobił, lekarz by zarobił, płacący ekstra byłby zadowolony i kolejki by nie zajmował.

      Musimy popracować nad mentalnością

  14. bardzo ciekawy wpis :). Jeśli chodzi o zmiany, to chętnie widziałabym reformę emerytalną, w której każdy odkłada na swoje konto. oczywiście, ze składki można potrącić niewielki procent na poczet kosztów zarządzania i na minimalne emerytury dla tych, którzy nic nie mogli odłożyć (taką emeryturę widziałabym na poziomie ok 1000 zł). po osiągnięciu wieku emerytalnego można by było wybrać, czy składka ma być wypłacana w miesięcznych transzach (jako taka “pensja”), czy np wypłacona zainteresowanemu w całości. no i, w przypadku śmierci, kwota, która pozostała na rachunku jest przekazywana spadkobiercom. w takim przypadku zdecydowanie opłacałoby się pracować i opłacać składki, a jednocześnie byłaby świadomość, że odłożone środki czekają na mnie i nie przepadają po śmierci :).

  15. Hejka,
    Fajnie zgeneralizowales, natomiast mysle, ze w przypadku USA to taka generalizacja nie jest najlepsza. Dlaczego? Bo kombinacja cen/zarobkow/podatkow w roznych stanach jest baaaardzo rozna. Gdyby porownac Massachusetts i na przyklad Texas, rozjazd bylby kosmiczny juz na samych cenach nieruchomosci. To co w TX mozna kupic za 200k USD jest nieporownywalnie wieksze, co za ta sama kwote dostaloby sie w MA. I podobnie jest z zarobkami. Pracownik biurowy w MA zarobi jednak relatywnie wiecej niz ten sam pracownik w TX ALE wyda rowniez wiecej na zycie/dojazdy do pracy etc. Podobnie bedzie z okolicami Nowego Jorku czy San Francisco.
    Super, ze takie podsumowanie jest, ale wydaje mi sie, ze w przypadku USA to zbyt duza generalizacja. To jest po prostu zbyt duzy i zbyt zroznicowany kraj 🙂
    Natomiast sam koncept przedstawienia tych wszystkich rzeczy, ktore w Polsce sa “za darmo” i wiele osob zaklada, ze “im sie nalezy” jest super, bo tak naprawde w Polsce mamy przyzwoite warunki do tego zeby rozwijac sie i zyc, mamy darmowa edukacje, opieke zdrowotna, gwarantowane dni urlopu i macierzynski, nad ktorego brakiem w USA ubolewam 🙂

    A tak naprawde wszystko zalezy od tego, co sie komu chce 🙂 jesli chce sie pracowac, nie liczyc tylko na socjal, miec swoje cztery sciany, nawet dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne , ktore w porownaniu z tym za oceanem nie jest wcale takie drogie, to mozna zyc dobrze i w Polsce, bez idealizowania zycia w Stanach.
    Podczas gdy w Polsce ceny mieszkan i kredytow sa relatywnie ok, to znowu USA wygrywa cenami samochodow i paliwa. A jesli ktos dobrze planuje, oszczedza i gospodaruje wlasnymi finansami, w USA nie bedzie musial czekac na obowiazkowa emeryture w wieku 65. lat, tylko zdecyduje, ze obecne oszczednosci i inwestycje pozwola mu zyc dostatnio i w spokoju przed tym obowiazkowym u nas limitem i to jest chyba najwieksza zaleta. Swiadomosc, ze od poczatku to co sie oszczedza jest “swoje” i pojdzie na nasza przyszlosc jest 100 razy lepsza niz swiadomosc, ze to co zarabia sie obecnie idzie na obecne emerytury i socjale, podczas gdy, kiedy przyjdzie czas i na nas, nie wiadomo jak sytuacja bedzie wygladac.
    Pozdrawiam serdecznie – swieza emigrantka 🙂

  16. Bardzo ciekawy wpis! Oczywiście można się spierać co do szczegółów, np. jakie jest prawdopodobieństwo, że przykładowa rodzina zachoruje, ile w efekcie wyda na leczenie, na edukację, czy dzieci dostaną stypendium czy nie, jakim autem powinna jeździć i gdzie mieszkać… Ale to są szczegóły, ogólny wniosek jest jak najbardziej słuszny – przy kilkukrotnej różnicy w zarobkach różnica w poziomie życia jest bliższa raczej może 20%, może 30%, góra 50 % lepiej na korzyść USA. W ciągu ostatnich 25 lat różnica bardzo się zmniejszyła po prostu dlatego, że to u nas się poprawiło.
    Jeśli chodzi o realia życia w Stanach w tzw. pasie rdzy, czyli środkowych stanach z podupadajacym przemysłem, polecam książkę “Elegia dla bidokow”, opisująca historię chłopaka, któremu udało się z takiego miasteczka wyrwać. Bardzo ciekawa i pouczająca lektura 🙂
    Sama studiowałam w Warszawie oraz na wymianie w Niemczech, na uczelni, gdzie co roku przyjeżdża na wymianę kilkaset osób z USA. Rozmowy z tymi osobami również były bardzo ciekawe szczególnie w kontekście porównania Europa-USA. Większość osób zwracała uwagę na opiekę medyczną, transport publiczny i edukację jako na te obszary, gdzie Europa bije na głowę USA. Z wieloma z tych osób jestem w kontakcie i widzę, że ich życie nie jest jakieś super proste. Sporo osób narzeka na problemy z pracą, brakiem urlopu, właśnie na wspomniana szczególnie w komentarzach kwestię braku powszechnych urlopów macierzyńskich, ogromne koszta kredytów studenckich, opieki medycznej. Dobrze się żyje głównie tym, którzy na starcie mieli bogatych rodziców. Z drugiej strony w Polsce mam wielu przyjaciół pochodzących z małych miasteczek i wsi, którym udało się dzięki własnej inteligencji i ciężkiej pracy skończyć świetne studia (większość z tych osób z racji niskich dochodów rodziców dostawała stypendium socjalne, które w połączeniu z akademikiem wystarczało na pokrycie kosztów studiowania), dziś pracują i zarabiają przyzwoite pieniądze (głównie IT i finanse). Mam poczucie, że paradoksalnie w Stanach taki awans społeczny nie byłby wcale możliwy. Mimo że 10-15 lat temu był.

  17. Konsorcjum Finansowe

    Świetny artykuł. Z przeliczaniem dolara i złotówki punktowo to jest jakaś plaga po prostu 🙂 Dobrze to wytłumaczyłeś!

Odpowiedz