A może by tak rzucić to wszystko i polecieć za Ocean? Sprawdź, jak się żyje w USA

67

„Życie powinno być lepsze i bogatsze i pełniejsze dla wszystkich” – pisał w 1931 r. James Truslow Adams, amerykański pisarz i historyk, twórca pojęcia „American Dream”. Narodowy etos Stanów Zjednoczonych wyrażać miał się we wzniosłych ideałach demokracji, równości i wolności, które zawiodą każdego do spełnienia i doznania szczęścia – cokolwiek to znaczy. Rzeczywiście, brzmi jak marzenie. Czy jednak ma szansę się spełnić?

Czasem mam wrażenie, że narzekanie to nasz sport narodowy. Wszystko jest nie tak, jak „powinno być”. Pensje są niskie, politycy kłamią, a już na pewno jeszcze nikt uczciwie się nie dorobił. Służba zdrowia jest do bani, w szkołach niczego nie uczą, a nieloty wróciły z mistrzostw świata, zanim impreza na dobre się rozkręciła. Jednym słowem – to nie jest kraj dla zwykłego człowieka. Może pora się spakować i pojechać w siną dal? Tylko dokąd? Najlepiej do kraju wielkich możliwości, w którym zwykłemu człowiekowi żyje się lepiej. Może do Stanów Zjednoczonych?!

Amerykański Sen

Dlaczego właśnie do Stanów? Po pierwsze, jest to kraj, który w polskiej zbiorowej świadomości jawił się jako kraina mlekiem i miodem płynąca. Kto za czasów słusznie minionych miał rodzinę w Stanach, która przesłała czasem kilka zielonych banknotów, miał o wiele łatwiejsze życie.

Po drugie – za raportem Międzynarodowego Funduszu Walutowego z kwietnia bieżącego roku – przewidywane PKB per capita w 2018 wyniesie w Polsce $16,180. Dla porównania w USA, największym kraju w top 10 rankingu, estymowane PKB per capita to $62,152. Pomimo, że PKB per capita nie jest wskaźnikiem idealnym, różnica robi wrażenie.

Po trzecie, tam panuje kapitalizm (w teorii), więc mogłoby się wydawać, że ZUS i NFZ nie położą łapy na pensji Kowalskiego, który sam odłoży taki kapitał, że emeryturę spędzi podróżując po świecie. No i nie ma VAT-u, a jest jedynie niski sales tax. Gdy niedobre państwo nie zabiera ciężko zarobionych pieniędzy, Kowalskiemu żyje się łatwiej!

No to sprawdźmy!

Autorem artykułu jest rozkminiacz Marcin Kluczek – znany Wam zapewne jako eMCI – dał się nam poznać jako wnikliwy uczestnik naszych dyskusji o finansach, które toczymy w komentarzach na blogu. Marcin jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego pasją i pracą są technologie komputerowe – zajmuje się zarządzaniem produktami. Od kilku lat zgłębia tajniki finansów osobistych. Entuzjasta arkuszy kalkulacyjnych, które pomagają mu w pracy i podczas analiz produktów finansowych. W wolnych chwilach pracuje nad „projektem Buddy” – narzędziem do zarządzania finansami osobistymi.

Trawa za Oceanem wydaje się bardziej zielona

Pomińmy kwestie światopoglądowe, polityczne, przekonania religijne i liczne amerykańskie dylematy: prawo do powszechnego dostępu do broni, polityka imigracyjna, kto wygra Super Bowl itd. Skupmy się na tym, co jest najważniejsze dla przeciętnego Kowalskiego i Jonesa w codziennym życiu:

  • Wysokość pensji
  • Opieka medyczna
  • Emerytura
  • Własny kąt
  • Edukacja

Być może jesteście zaskoczeni taką listą. Każdy chciałby dobrą pensję. Własna nieruchomość to też fajna sprawa, ale większość Polaków na co dzień nie przejmuje się opieką medyczną, emeryturą i edukacją. Przecież to jest „za darmo”! Nie mamy co liczyć na najwyższy poziom tych świadczeń, ale przy odrobinie szczęścia i jeśli zdrowie dopisze, nie będziemy musieli dopłacać bajońskich sum ponad to, co zostanie nam odebrane w najróżniejszych podatkach. Oczywiście można zainwestować w pakiet medyczny lub zapłacić za prywatny zabieg i nie stać w kolejkach. Można, a nawet trzeba odłożyć coś ekstra na jesień życia, ale państwo zapewnia minimalną emeryturę i inne świadczenia socjalne. Jest też możliwość zdobycia wyższego wykształcenia bez płacenia czesnego.

Tak to działa w Polsce, ale nie w USA. Chcesz mieć opiekę zdrowotną? Płacisz ogromne sumy gotówką, albo wykupujesz drogą polisę. Chcesz mieć (dobrą) amerykańską emeryturę i cieszyć się życiem? Wpłacaj na jeden z programów takich jak: 401k, IRA, ROTH IRA lub znajdź pracodawcę, który prowadzi emerytalny fundusz pracowniczy. Ewentualnie pozostaje Ci praca dla rządu, który zapewnia państwowy program emerytalny. Edukacja jest za darmo do poziomu szkoły średniej. Za szkołę wyższą musisz zapłacić z własnej kieszeni. Jeśli nie masz aktualnie luźnych $100,000, możesz studiować na kredyt. Widać tu istotną różnicę między państwem opiekuńczym (dla Amerykanów Europa jest socjalistyczna), a państwem o tradycjach kapitalistycznych, gdzie obywatel w większym stopniu ma zadbać o siebie.

The Joneses

Poznajcie Jonesów. Modelową rodzinkę w USA. Mąż Henry Jones, księgowy. Żona Emma Baker, pracownik administracyjny w prywatnej szkole. Mają dwoje dzieci, córkę Olivię i syna Noah. Zarabiają przeciętnie, ale jako cenieni pracownicy mogą liczyć na subsydiowane przez pracodawców ubezpieczenia zdrowotne i bonusy do programów emerytalnych. Zostali wychowani przez zapobiegliwych rodziców, którzy zapłacili za ich edukację, więc nie muszą się martwić o spłatę pożyczek studenckich. Mieszkają w ładnym domu o przeciętnej jak na Stany wielkości – 2000 stóp kwadratowych (ok. 180 m2) w spokojnej dzielnicy. Dom jest wart $200,000, co również nie odbiega od przeciętnej. Henry ma Mustanga GT z 2008 roku z wielkim, typowo amerykańskim silnikiem (5.0 V8), a Emma użytkuje Kię Rio (jeden z najtańszych nowych samochodów w USA) z 2015 roku. Żyją spokojnie, z dala od zgiełku miasta, gdzieś w Stanach. W ogródku dzieci bawią się z psem, Henry rozpala grilla, Emma wita gości. Sielanka jak w amerykańskim serialu.

Zarobki – USA vs Polska

W Stanach jest niewątpliwie drożej, ale różnica w zarobkach to również przepaść. We wrześniu ubiegłego roku odpowiednik naszego urzędu statystycznego do spraw ludności (Census Bureau) ogłosił, że w 2016 r. mediana zarobków przypadająca na zatrudnionych na pełen etat wynosiła $51,640 dla mężczyzny i $41,544 dla kobiety. Możemy zatem założyć, że modelowe (w polskim rozumieniu) małżeństwo Jonesów – rozliczające się wspólnie – osiągnie zarobki na poziomie $100,000 w roku podatkowym 2018.

Dla porównania. W Polsce mediana zarobków w sektorze przedsiębiorstw w październiku 2016 r. wynosiła 2512 zł netto. Przekłada się to na 3510,67 zł brutto, a zatem mediana zarobków dla pracownika zatrudnionego na umowie o pracę wynosiła 42 128 złotych rocznie – w oparciu o kalkulator money.pl. Możemy zatem założyć, że modelowe małżeństwo Kowalskich rozliczające się wspólnie osiągnęło przychód na poziomie 90 000 zł w roku podatkowym 2018 (uwzględniając składki po stronie pracodawcy).

Tyle suche liczby, $100,000 w USA kontra 90 000 zł w Polsce. Kusi, aby przeliczyć dolary po aktualnym kursie i ogłosić, że przeciętna amerykańska rodzina, gdzie małżeństwo pracuje na pełny etat, zarabia około czterokrotnie więcej i orzec, że stać ich na wygodne życie prywatną opiekę medyczną, dobrą szkołę dla dzieci i jeszcze odłożą na emeryturę. Mając takie przychody, każdy z łatwością zadba o siebie, nieprawdaż?

Niestety, to nie takie proste. Po pierwsze nie można punktowo przeliczać płynnych kursów walut i wysnuwać daleko idących wniosków. Dziś przelicznik to 3,7, ale 10 lat temu płaciliśmy 2 zł za dolara. Po drugie zarobki na poziomie $100,000 w Warszawie pozwalają na inny standard życia niż te same $100,000 w Nowym Yorku, według Numbeo najdroższego miejsca do życie w Stanach.

Emerytura – 401k

Narzekania na ZUS zdają się nie mieć końca. Drobni przedsiębiorcy są wkurzeni, ponieważ nawet, gdy firma przynosi straty, muszą płacić. Świadczenia są zbyt niskie, składki zbyt wysokie (19,52% pensji brutto), a ubezpieczeni woleliby zachować te pieniądze, ponieważ uważają, że potrafiliby lepiej nimi zarządzać.

Amerykanie mają ten komfort, że odkładają sami na emeryturę, czasem robi to za nich pracodawca tworząc fundusz pracowniczy, który będzie wypłacał emerytury (z ang. pension). Niestety zdarza się, że coś pójdzie nie tak, a fundusz emerytalny straci pieniądze i emeryt zostaje z niczym, jak bohaterowie filmu „W starym, dobrym stylu”. Obawy o niewypłacalność „ZUS-u” są nieobce również Amerykanom.

W Stanach jest wiele programów emerytalnych, z których najbardziej popularny to 401k. Konstrukcja programów typu 401k jest bardzo prosta. Pracodawca może prowadzić taki program i umożliwić pracownikowi wpłacanie części wynagrodzenia, które pomniejszy jego podstawę opodatkowania. Często pracodawcy dorzucają mały bonus np. dokładając 50 centów lub dolara do każdego dolara, jaki wpłaci pracownik – do pewnego poziomu przychodów. Jonesowie mają bardzo szczodrych pracodawców, którzy dokładają dolara do każdego dolara odłożonego przez Jonesów na 401k z limitem do 6% wysokości uposażenia.

Jonesowie odkładają 15%, czyli łącznie $15,000 rocznie na swoje programy 401k, a pracodawcy dorzucają kolejne $6,000. Niezły kapitał emerytalny, nieprawdaż? Odkładając 21% przychodów brutto Jonsowie są w tym jednym aspekcie nieprzeciętni, ponieważ średnia to 10,9%-12,9% w zależności od źródła informacji.

Podatki – IRS (Internal Revenue Service)

Za niepłacenie podatków w Stanach można pójść siedzieć. Przekonał się o tym niejaki All Capone. Od tego czasu IRS, czyli urząd skarbowy, jest traktowany w Stanach bardzo poważnie. Sam system podatkowy w USA jest bardzo skomplikowany. Amerykanin płaci podatki federalne, stanowe, zdarza się, że również miejskie. Przykładową skalę podatkową dla New York City znajdziecie pod tym linkiem.

Obowiązkowe są składki na świadczenia socjalne. Tak! Wbrew temu, co mogliby niektórzy sądzić, Amerykanie wydają majątek na pomoc społeczną dla osób, które znajdą się w trudnym położeniu. Dobrym przykładem jest program SNAP (Supplemental Nutrition Assistance Program) znany również jako Food Stamps. Ponad 40 milionów Amerykanów korzysta z nowoczesnych „kartek na żywność” o średniej wartości $125 miesięcznie.

Składki na ubezpieczenia społeczne w USA to 7,45% po stronie pracownika i drugie 7,45% po stronie pracodawcy. Pieniądze te w większości pokryją ich emeryturę państwową (średnio $1,400 miesięcznie), medicare i inne świadczenia społeczne. Brzmi tanio, ponieważ w Polsce „taki pakiet” kosztuje ok. 35% pensji brutto.

Rodzina Jonesów odkłada co miesiąc 15% swojej pensji brutto na program emerytalny, czyli $1,250 miesięcznie. Załóżmy, że Jonesowie mieszkają w stanie, który pobiera 5% i płaci 1% kosztów podatku miejskiego. Wybrałem prosty kalkulator, który da nam ogólny obraz kosztów podatkowych w USA. Według calculator.net dochód Jonesów po opodatkowaniu wyniesie $5,384 miesięcznie ($64,600 w skali roku). Realnie dochód będzie większy, ponieważ Jonesowie będą mogli skorzystać z odpisów podatkowych. Najważniejszy z nich to odpis wysokości $2.000 na dziecko (przed 2017 rokiem odpis wynosił $1,000 na dziecko). Upraszczając rzeczywistość można by rzec, że Amerykanie mają swój program „500+” odliczany od podatku.

Dodatkowo Jonesowie mają możliwość odliczenia odsetek od kredytów hipotecznych. Upraszczając model, uznajmy, że z uwagi na liczne ulgi, Jonesowie mają do dyspozycji $70,000. Państwo i władza lokalna zabrały sporo, ale Jonesowie odłożyli aż $21,000 na emeryturę i zostało im $70,000 – to nadal masa pieniędzy, które pozwolą konsumować na amerykańskim poziomie. Przynajmniej powinny.

Byłbym zapomniał!

W Stanach płaci się wysokie podatki od nieruchomości. USA Today opublikował zestawienie przeciętnych efektywnych stawek podatku od nieruchomości we wszystkich stanach. Średnia stawka podatku to 1,15%. Załóżmy zatem, że Jonsowie za swój dom płacą $2,300 rocznie. Nic dziwnego, że wiele osób w Polsce drży na dźwięk słowa kataster.

Jonesom zostało zatem do dyspozycji ~$68,000.

Opieka medyczna – Obamacare wchodzi do gry

Jeżeli myślicie, że tylko podatki w Stanach są skomplikowane, to spójrzcie na system opieki zdrowotnej. System, który jest zarówno ekstremalnie drogi, jak i mało efektywny. Polecam w wolnej chwili lekturę, w której specjalista od efektywności wypowiada się na temat jakości amerykańskiej służby zdrowia.

Można wiele złego powiedzieć o NFZ. Brakuje lekarzy, jakość diagnostyki jest taka sobie, a kolejki są tak długie, że trzeba mieć końskie zdrowie, aby chorować. Ponarzekałem, ale otrzymujemy to, za co płacimy. Polska służba zdrowia jest skrajnie niedofinansowana.

Za to w Stanach jest po prostu przerażająco droga, a częściowo darmowa służba zdrowia (nie w 100%) przysługuje tylko najmniej zarabiającym (program medicaid), osobom starszym powyżej 65 roku życia (program medicare) i dzieciom (CHIP). Reszta musi się ubezpieczyć lub płacić gotówką. Jonesowie chcą czuć się bezpiecznie, więc kupują ubezpieczenie. Ponieważ zarabiają przeciętnie (czytaj „za dużo”) – $100,000 to niemal równowartość 400% federalnego progu ubóstwa dla czteroosobowej rodziny – nie przysługują im odliczenia związane z planem upowszechnienia ubezpieczeń medycznych (potocznie Obamacare).

Obamacare zakazuje różnicowania składek klientów ubezpieczających się indywidualnie ze względu na płeć (dyskryminacja!) i stan zdrowia (dyskryminacja!). Firma ubezpieczeniowa ma obowiązek ubezpieczyć każdego chętnego. Różnicowanie składek ze względu na miejsce zamieszkania i wiek pozostały dozwolone. Nie trudno się domyślić, co stało się ze składkami w 2014 roku, gdy weszły w życie nowe przepisy. Ubezpieczyciele zostali zmuszeni do podpisywania umów z klientami, którzy generowali olbrzymie koszty, a nie wolno było nakładać na nich wyższych składek, ani ograniczeń świadczeń.

Poniżej średnia miesięczna składka za ubezpieczenie zdrowotne w Stanach – a my narzekaliśmy na podwyżki OC…

Za: www.resources.ehealthinsurance.com

W tym miejscu warto wyjaśnić kilka terminów:

  • Individual Premium – prywatna polisa zdrowotna wykupywana na wolnym rynku.
  • Deductibles – wkład własny, o jaki zostanie poproszony ubezpieczony, zanim ubezpieczyciel zacznie wypłacać jakiekolwiek pieniądze. Do tego limitu ubezpieczony płaci za wszystkie świadczenia w danym roku ubezpieczenia.
  • Co-pay, co-insurance – współudział ubezpieczonego w kosztach leczenia powyżej „wkładu własnego”. Polisy są dostępne w czterech „metalowych” wariantach:
    – Bronze – 40% partycypacja ubezpieczonego w kosztach medycznych
    – Silver – 30% partycypacja
    – Gold – 20% partycypacja
    – Platinum – 10% partycypacja
  • Out-of-pocket maximum – limit wartości świadczeń powyżej, którego za wszystko zapłaci firma ubezpieczeniowa.

Im droższy metal, tym niższa partycypacja i niższy wkład początkowy. Dodatkowo polisa może być zawarta w wielu wariantach różnicujących zakres darmowych badań profilaktycznych, ilość bezpłatnych świadczeń, ograniczać listę placówek, w których może leczyć się ubezpieczony itd. Policy kupione w ramach Obamacare mają swój minimalny, ustanowiony przez rząd standard.

Na marginesie. Średnie ceny ubezpieczeń dla osób po czterdziestce są wybitnie zniechęcające.

Za: www.news.ehealthinsurance.com

Opcji jest cała masa. Nie wiemy na jaki wariant zdecydowaliby się Jonsowie, gdyby musieli wykupić polisę indywidualną. Załóżmy zatem, że byłoby to ubezpieczenie w średniej cenie, tj. $1,168, czyli $14,000 rocznie. To jest koszt samej polisy bez uwzględnienia „wkładu własnego” i opłat partycypacyjnych. Koszty opieki zdrowotnej w Stanach przyprawiają o zawrót głowy.

Jeżeli sprawy będą się miały dobrze, może uda się Jonesom zamknąć wydatki na leczenie w kwocie $17,000. Mimo optymistycznych założeń i dobrej pensji, Jonesowie wydaliby 1/4 swoich dochodów na opiekę medyczną i to przy założeniu, że nie przytrafi im się poważne zachorowanie lub wypadek.

Na szczęście pracodawca Emmy w ramach benefitów pozwala na wykupienie grupowej polisy, która obejmuje również całą rodzinę. Subsydiowanie polis jest w Stanach bardzo popularne. Jak donosił Bloomberg w 2017 r., pracownik za taką polisę płaci średnio $5,714, kolejne $15,050 dokłada pracodawca. Załóżmy zatem, że Jonesowie w tym roku wydali $6,000 na polisę + $3,000 wpłacili w ramach wkładu własnego, zatem koszt opieki zdrowotnej zamkną na poziomie $9,000. Nadal dużo, ale lepsze to niż $17,000.

W tym miejscu chciałbym złożyć oświadczenie. Jeżeli zdarzy mi się wypadek i złamię nogę, solennie obiecuję, że nie będę narzekał na kolejki, przemęczonych lekarzy, szpitalne jedzenie i niemiłą panią w okienku. Składka na NFZ jest niemal w całości odliczana od podatku, więc realnie nie odczułbym różnicy, gdybym jej nie płacił. Poważne złamanie wymagające operacji w USA to koszt rzędu $17,000 do $35,000 lub więcej. Tyle płaci nieubezpieczony. Ubezpieczony pokrywa wkład własny i partycypuje w kosztach zależnie od posiadanego wariantu ubezpieczenia. Rachunek za usługę może wynieść np. $10,000. Szaleństwo!

Jeśli wybieracie się do USA, pamiętajcie o dobrej polisie turystycznej pokrywającej koszty leczenia i nagłych wypadków. Limity rzędu 150 000 zł mogą wystarczyć jedynie na poważne złamanie.

Założyliśmy, że koszty Jonesów związane z opieką zdrowotną zamknęły się w kwocie $9,000. Po uwzględnieniu podatków, funduszu emerytalnego i opieki zdrowotnej pozostało im do dyspozycji $59,000. Nadal jest nieźle.

Edukacja – College

Jak mawia przysłowie – „za naukę się płaci”. W stanach za naukę płaci się wyjątkowo dużo. Przykładowo czesne z zakwaterowaniem, wyżywieniem, książkami i ubezpieczeniem na wydziale prawa w Harvardzie w roku akademickim 2018-2019 to $95,800. Studia pierwszego stopnia trwają trzy lata. Dla chętnych są jeszcze dwa wyższe poziomy kształcenia.

Zejdźmy jednak do poziomów bardziej przystępnych dla modelowego Amerykanina. Według raportu College Board przeciętny koszt roku studiowania po amerykańsku (z zakwaterowaniem, najlepiej w kampusie ☺) waha się od $25,290 do $50,900 za jeden rok studiów – najczęściej studiuje się przez 4 lata. Najtańsze są stanowe, publiczne szkoły wyższe (college) – $25,290. Niestety, ten kto wybiera college w innym stanie niż ten, w którym mieszka, musi liczyć się z wyższymi kosztami. Powszechnie stosowanym zwyczajem jest pobieranie wyższego czesnego od studentów „z importu” – średni roczny koszt rośnie do $40,940. Najdroższe są prywatne szkoły – średnio $50,900 za rok nauki. Jeżeli interesuje Was koszt czesnego na najlepszych amerykańskich uczelniach, zapraszam do zapoznania się z rankingiem U.S. News.

Jeżeli Jonesowie poważnie myślą, aby zapłacić za wyższe wykształcenie swoich dzieci, powinni odkładać $10,000 rocznie przez 15 lat. Taka kwota powiększona o zyski kapitałowe powinna z grubsza wystarczyć na czesne i zakwaterowanie w lokalnym stanowym college’u dla ich dzieci.

W tym momencie Jonesom zostaje $49,000.

Czy w Stanach żyje się łatwiej?

W tym miejscu chciałbym zrobić pauzę. Doszliśmy do punktu w którym przeciętnie zarabiająca amerykańska rodzina, mieszkająca w przeciętnym domu, jeżdżąca przeciętnymi samochodami, pragnąca wysłać dzieci na przeciętne studia, objęta przeciętnym grupowym ubezpieczeniem zdrowotnym i odkładająca na emeryturę nieprzeciętne 21% przychodów (niemal podwójna średnia), znalazła się w punkcie zbliżonym do rodziny Kowalskich, która ma to wszystko zryczałtowane w formie podatków. Skąd założenie, że sytuacja obu rodzin, mimo że różna, jest porównywalna?

Emerytura (punkt dla Jonesów) – Jonsowie inwestując na rynkach kapitałowych prawdopodobnie osiągną wyższe stopy zwrotu, niż waloryzacja emerytur w ZUS-ie. Łącznie 21% ich pensji brutto trafi na 401k. Przypominam, że przeciętna w USA to bliżej 12%. Dodatkowo mogą liczyć na emeryturę rządową. W tym czasie tylko 19,52% pensji brutto trafi na konta emerytalne Kowalskiego w ZUS i IKE. Z drugiej strony, liczba dni wolnych w Stanach jest kwestią umowy pracownika z pracodawcą. Rząd niczego nie gwarantuje. Dozwolone są umowy bez płatnego urlopu. Przeciętny pracownik z 5-letnim stażem pracy w Stanach ma 16 dni płatnego urlopu. Dodatkowo przysługuje mu średnio 10 dni płatnego urlopu z powodu choroby. Przeciętny Kowalski zatrudniony na etacie ma 26 dni urlopu, w 80% płatne L-4 z limitem do 180 dni w roku, 2 dni płatnego urlopu na opiekę nad chorym dzieckiem, roczny płatny urlop macierzyński. W Stanach tylko połowa kobiet otrzymuje płatny urlop po urodzeniu dziecka, a rząd wymaga jedynie, aby część pracodawców udzieliła 12-tygodniowego bezpłatnego urlopu matce i ojcu.

Ubezpieczenie zdrowotne (punkt dla Kowalskich) – Jonesowie mają z całą pewnością dostęp do nowszych procedur medycznych i leków, ale ponoszą częściową odpłatność za opiekę medyczną. NFZ oferuje minimalny standard w dostępie do lekarzy i sprzętu oraz znikomy dostęp do profilaktyki. Z kolej poziom medycyny interwencyjnej jest przyzwoity, a leczenie w większości przypadków nie wymaga dopłat ze strony pacjenta np. kilku tysięcy dolarów za rutynowy zabieg wycięcia wyrostka. Ubezpieczenia w Stanach są drogie, a mimo to poważna choroba i tak może zrujnować domowy budżet.

Szkolnictwo (remis) – Jonesowie zapłacą $100,000 za wykształcenie jednego dziecka w szkole stanowej, której poziom będzie odbiegał od najlepszych uczelni w kraju. W Polsce nadal każdy może otrzymać darmowe miejsce na dowolnym państwowym uniwersytecie, jeżeli odpowiednio przyłoży się do nauki. Darmowe miejsca w akademii medycznej, darmowe studia prawnicze, technologiczne, itd. – wystarczy się postarać. Jeżeli ktoś nie dostanie się na wymarzony wydział, ma szansę w innej uczelni lub podczas rekrutacji na kierunku drugiego wyboru. Być może nie będą to wymarzone studia, ale studia za $100,000 w Stanach to również kompromis pomiędzy marzeniami a możliwościami.

Podsumowując

Cieszę się, że dotrwaliście 🙂 Starałem się obiektywnie przedstawić jak może wyglądać sytuacja przeciętnych Amerykanów żyjących w kraju niewątpliwie wielkich możliwości. Teraz Wasza kolej, aby podzielić się swoimi doświadczeniami, przekonaniami, być może naoczną relacją?

  • Czy państwo powinno brać odpowiedzialność za los obywateli (Polska), czy ci powinni w większym zakresie zadbać o własne interesy (USA)?
  • Czy zgodzilibyście się na większe rozwarstwienie ekonomiczne społeczeństwa w zamian za większe możliwości zarobkowania dla nieprzeciętnych (w pozytywnym znaczeniu) obywateli?
  • Czy Stany Zjednoczone można nazwać państwem kapitalistycznym, czy za fasadą kryje się bardziej „europejska” socjaldemokracja?

Ciąg dalszy nastąpi, a tymczasem zapraszam do dyskusji! 🙂

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze67 komentarzy

  1. Wydaje mi się że w Polsce mamy 2 dni urlopu na zdrowe dziecko a nie chore.

    Fajny wpis. Niedotarliśmy jeszcze jednak do kluczowej kwestii czyli siły nabywczej Kowalskich i Jonesów.

    • Marcin Kluczek

      Hej Łukasz,

      Masz rację 2 dni jest na dziecko zdrowe. Dzieci chore to odrębny temat – do 62 dni zasiłku chorobowego dla rodzica.

  2. Bardzo chciałbym, żeby w temacie wypowiedział się ktoś, kto faktycznie żyje w USA już pewien okres czasu. Dane statystyczne i wykopane z internetu to jedno, a samo życie to jednak co innego 🙂

    Ogólnie, ciężko przyjąć mi generalizację i ‘przeciętność’ do porównywania. Życie każdego jest jednak konkretne i nieprzeciętne z różnych powodów. Ciężko jest porównywać nietendencyjnie samą jedną dziedzinę, np. opiekę zdrowotną, lub edukację, a co dopiero całą ‘paczkę’

    Niemniej jednak z im większą ilością Amerykanów rozmawiam, tym bardziej zaczynam doceniać ten nasz zatęchły europejski socjalizm 😉

    • Marcin Kluczek

      Cześć,

      Również czekam na komentarze rodaków zza wielkiej wody.

      Trudno jest dobrać wzorcową rodzinę, więc stworzyłem model na bazie klasy średniej, która powinna mieścić w zakresie 66-200% mediany przychodów gospodarstwa domowego. Mediana to $75,000 dolarów w 2016 roku, więc stówka to idealny środek – 133%.

      Zamieniłbyś się miesjcami z Amerykanami, z którymi rozmawiałeś?

      • ja mam rodzinę i znajomych w USA /znajomi z PL i Peru np/
        ja bym się z nimi zamienił – Oni ze mną nie – z tego co rozmawialiśmy 🙂

        • Marcin Kluczek

          ooo, super

          możesz rozwinąć
          1. czemu być się zamienił?
          2. czemu znajomi by się nie zamienili?

          • 2. Mój kumpel pracuje w Arizonie – zarabia ok 100-115k rocznie, klnie na ‘Obamacare’
            jak słyszy o ‘socjalistycznej’ PL i naszych ZUSach i podatkach to wierzyć mu się nie chce, że aż tak można doić obywatela 🙂 – ale jak był w PL to z chęcią odwiedzał stomatologa
            Mój wujek zmienił z premedytacją ‘socjalną’ Kanadę na Florydę ze względu na wysokie obciążenia i podatki w Kanadzie – prowadzi własną firmę – zarobki ok $8-10k /m-c
            1. wkleję z postu niżej :
            wg mnie składka na NFZ – OK
            składka emerytalna – nie dziękuję – proszę o przelew tej kwoty co m-c, a o emeryturę zadbam sam
            podobnie z podatkami – stawki 19 i 32% – ok
            jednak żenująco niskie są : kwota wolna od podatku oraz drugi próg podatkowy

            jak chcemy budować klasę średnią gdy już ok $20k rocznie powoduje u nas wpadnięcie w 2 próg podatkowy ?

          • Marcin Kluczek

            Nie bez powodu, wiele osób z nieprzeciętną pensją wybiera samozatrudnienie + PIT liniowy. To chyba najlepsza droga.

            ZUS i NFZ płatne ryczałtem i 19% podatku. Realne obciążenie spada z ok 40% do 50% (drugi próg) do poniżej 25% przy wysokich dochodach np. 15000+ miesięcznie.

            Pozostaje jeszcze VAT vs sales tax. Czyli mocno upraszczając 20% vs 5% i “kochana akcyza” + inne dodatki do paliwa. Wychodzi na to, że 50-70% pensji brutto + część od pracodawcy może zniknąć w podatkach. Zależy od progu i stylu życia. Liniowcy płacą sporo mniej.

          • “Nie bez powodu, wiele osób z nieprzeciętną pensją wybiera samozatrudnienie + PIT liniowy. To chyba najlepsza droga.”

            Nie w każdej pracy się tak da. Poza tym często są dodatkowe benefity za bycie pracownikiem, a nie samozatrudnionym (opieka medyczna, premia roczna, multisport, dopłaty do obiadów itp.)

          • 1. u mnie też nie ma możliwości wystawiania FV
            2. porównujemy sytuację osób na etacie
            to, że w PL opłaca się być na FV wypacza i system i porównanie

      • Na kilka lat bym się zamienił. Czemu? Zarabiali ponadprzeciętnie (co w USA nie jest trudne mając studia), a jako młody i zdrowy człowiek lekarzy odwiedzam bardzo rzadko. I szukam rozwoju kariery, a nie stabilizacji. Jednak zapewne im dalej szedłbym w życie i zaczął rozglądać się za tym gniazdkiem, to europejski socjalizm daje lepsze możliwości w tym kierunku. A najlepsze skandynawski socjalizm 😉

      • Mieszkam w USA ponad 10 lat. Kilka uwag do artykułu. $100k to często dużo, szczególnie dla mieszkańców środkowych stanów,. Kilka uwag:

        1. koszt leczenia to koszt składki plus maximum out-of-pocket, jeśli jest się generalnie zdrowym to koszt składki można obnizyc, ale wtedy deductible wyższe choć można odłożyć je jako dochód przez podatkiem, generalnie skomplikowane i trzeba się nauczyć.

        2. nie ma darmowego ubezpieczenia dla dzieci tylko Medicaid z podatków od pensji każdego i to jeśli dochody rodziny są niskie,

        3. na emerytalne odkłada tylko bardzo niewielki procent i to do poziomu jaki dopłaca pracodawca maksymalnie,

        4. koszt edukacji to pożyczka więc nic nie jest odkladana wcześniej, większość liczy na scholarships a tych najwięcej dostają sportowcy, bo szkoła na tym zarabia, a więc wszyscy się pchają do sportu.

        5. Mustang jest drogi, chyba że kupiony bardzo używany ale to niebezpieczne, więc większość jeśli toyotami, kiami, hondami itp. Bo są tańsze i pewniejsze a mniej pala, a oszczedzic poprzez transport publiczny nie jest mozliwe bo w wiekszosci go nie ma

        6. Jedzenie to zdrowe jest drogie. Ludzie hoduje kury w mieście, uprawiają ogródki gdy tylko się da, coraz więcej ludzi gotuje w domu, ale i tak fast food najtańszy (tzn. Płacisz późnej za lekarza).

        7. Większość kobiet zostaje w domu po urodzeniu dzie coś bo żłobek to jak opłata za college ($18k) bez możliwości odpisów.

        Jeśli ktoś czuje się związany w PL kosztami życia to powinien przyjechać do USA i poczuć na własnej skórze co to znaczy.

        Jednocześnie piękno natury zapiera dech i przynajmniej na długie wakacje warto przyjechać.

        Pozdrowienia ze Seattle!

    • Mieszkałam w USA w Illinois przez 3 lata. Artykuł niezwykle dokładnie oddaje wszystkie szczegóły i realia. Jestem pod wrażeniem informacji zdobytych przez autora. Mieszkałam 3 lata i… wróciłam do Polski. Polska jest teraz wspaniała. Więcej pracy na rynku niż w USA. Wróciłam głównie ze względu na ubezpieczenie zdrowotne – ciąża i koszty zaczęły nas zjadać – oraz do rodziny. Po za tym nie chciałabym wychowywać dziecka w Stanach. Ludzie tam tylko kasa i praca 🙁

      • Marcin Kluczek

        Dzięki za komentarz. Kwestia macierzyństwa po raz kolejny jawi się jako problem.

        Czy mogłabyś zdefiniować jak Amerykanie definiują middle class? Kuba wspomniał o starej definicji z XIX wieku.
        Zawód w USA jeszcze się liczy, czy w zasadzie wszystko rozbija się o przychody?

    • Panie Konradzie,

      Chętnie podzielę się moimi doświadczeniami z US. Mieszkałem tam ostatnie 5 lat. Dodam, ze zajmowałem wysokie stanowisko menedżerskie, wiec moje postrzeganie US, może się różnic od perspektywy przeciętnego Smitha czy Browna.

      Artykuł jest dość rzetelny, aczkolwiek – jak Pan słusznie zauważył – skupia się przede wszystkim na danych statystycznych, z pominięciem strony praktycznej.

      Kilka uwag.

      1. Pensje
      U mnie w firmie mało kto zarabiał średnia krajowa. Przeciętne wynagrodzenia były około 30% wyższe od podanych w artykule. Oczywiście zależy to od branży oraz stanu.
      Inna kwestia jest siła nabywcza pieniądza.
      Znałem bardzo niewiele osób, które ledwo wiązały koniec z końcem i czekały do „1go” na wypłatę.
      Jednocześnie, nie chce twierdzić, ze jest zawsze tak różowo. Szczerze mówiąc jest ogrom ludzie nieprawdopodobnie biednych, bezdomnych… jednak, jeżeli chce się pracować, to praca zawsze się znajdzie.

      2. 401k
      Mam konto w 401k i zebrałem przez 5 lat pokaźna sumę.
      Artykuł w tym miejscu jest bardzo rzetelny, jednak niebuwzglednia faktu, ze program po prostu działa. Zysk roczny notowałem na poziomie 6-15% od wpłaconej sumy.
      Porównuje to z polskim 3 filarem (mam konto w Skandia) i tutaj niestety jeszcze niebieski kis się wypracować zysku.

      3. Szkoła.
      Mój syn uczęszczał do szkoły od zerówki do czwartej klasy. Szkoła jest super.
      Ale jakość kształcenia zależy od regionu. Ja mieszkałem w fajnej dzielnicy, szkoła była fajna. Ale musiałem płacić nieco większe podatki z tego tytułu.
      W innej dzielnicy podatki były niskie, ale słyszałem historie ze szkół od których jeży się włos na głowie (gangi, narkotyki…)

      4. Życie w US
      Nie chce brzmieć, jakbym gloryfikował Amerykę, ale mi zylo się naprawdę świetnie.
      Ludzie są życzliwi i uśmiechnięci. Niektórzy twierdzą, ze te uśmiechy są sztuczne. Ja twierdze, ze lepiej już sztuczna życzliwość niż otwarta wrogość.
      Kultura jazdy na drogach nie przypomina niczego co znam z Polski. Nikt się nie wpycha, nikt nie przekracza prędkości. Czasem jest to irytujące, ale to chyba dlatego, ze jednak miałem nawyki z Polski.
      Biurokracja jest mniejsza niż w Polsce. Załatwianie spraw w urzędach jest sprawne (Social Security, prawo jazdy, itp)
      Opieka medyczna tez bardziej podoba mi się w US. Faktycznie, jest bardzo droga, ale jest tez na wyższym poziomie. Raz lekarz się spóźnił 15 min. Przepraszał mnie chyba z 10 razy za spóźnienie. Lekarz!
      Miałem skręcona kostkę. Na miejscu zrobiono mi rentgen i MRI, po czym okazało się ze niezbędna jest operacja. Lekarz zapytał, kiedy chciałbym być operowany, jutro, pojutrze, czy w przyszłym tygodniu.

      Mógłbym tak pisać i pisać. Tak jak wspomniałem nie chce gloryfikować Ameryki, ale z mojego punktu widzenia żyje się tam lepiej.

      Fajnie Amerykę przedstawia p. Marek Walkuski w swoich książkach. Naprawdę polecam.

  3. eMCI
    bardzo fajnie się czyta i daje sporo do myślenia.
    1. w większości artykułu opierasz się na ‘średnich’ i medianach a w kwestii emerytury zamiast przyjąć ok 12% oszczędności w USA postanowiłeś zrównać z 20% w PL – w ten sposób ‘pozbawiłeś’ Jonesów ok $12 000 rocznie dochodu do dyspozycji
    1a jeśli Jonesowie odkładają 21% swoich dochodów brutto na dobrą emeryturę, to Kowalscy mają potrącane 19% brutto przez ZUS i powinni jeszcze odłożyć 10-20% pensji netto by mówić o godnej emeryturze
    – Kowalskim zostanie ok 4000-4500 na m-c
    2. w PL mamy ‘darmowe’ szkolnictwo wyższe jednak Marcin zbiera w ramach IKE ok 60 tys na studia dla każdego z dzieci – załóżmy że trzeba oszczędzać ok 300 zł /mc przez 18 lat na 2 dzieci
    – Kowalskim zostanie 3700-4200
    3. w PL mamy ‘darmową’ służbe zdrowia jednak ‘klasa średnia’ praktycznie bazuje w tej chwili na Luxmedach i Medicoverach + płatny stomatolog – załóżmy 100 zł /os /m-c
    – Kowalskim zostaje 3300-3800
    4. jak już wspomniał Łukasz siła nabywcza pozostałej kwoty do dyspozycji – Jonesowie mają ok 180 m2 dom, 2 auta osobowe, relatywnie tanie dla nich wakacje np w meksyku /siła $$$/ a co mają Kowalscy ze swoimi 3,5k netto na m-c /+ słaba wartość PLN/ ?

    • Marcin Kluczek

      Cześć

      Dzięki za miłe słowa. Właśnie o to chodziło, aby było o czym rozmyślać.

      1. Plus za spostrzegawczość 🙂
      Co najmniej 20% zalecał doradca inwestycyjny z linku we wpisie. Elementem american dream jest dostatnia emerytura, więc Jonesowie powinni tyle odkładać. Przyjmując przeciętną 12% za standard, “zabrałem im $9,000”, ponieważ 6% dokładał pracodawca. Celowo trzy razy nadmieniałem, że nie jest to przeciętna, żeby nie było wątpliwości.

      Pamiętaj o socjalu niedostępnym dla Jonesów, który również ma swoją wartość. Urlop macierzyński to odpowiednik niemal 10 pensji, itd. Niemniej bardzo trudno porównać te dwa odmienne systemy. Z jednej strony 401k + Social Security pension, z drugiej ZUS + socjal. Gdybym miał porównywać, moim zdaniem lepiej na tym wychodzą Jonesowie. Przynajmniej do momentu, w którym stać ich na odkładanie na 401k.

      2. To prawda. Marcin odkłada, ponieważ chce ułatwić córkom start, ale te pieniądze nie są warunkiem niezbędnym do rozpoczęcia wyższej edukacji w Polsce. Gdyby córki chciały studiować np w Stanford, sprawy miały by się inaczej. Lekką ręką poszłoby $500,000.

      3. Różnica jest taka, że Amerykanin i tak zapłaci wkład własny, a Polak może wykupić pakiet, ale nie musi. Wtedy czeka, w ramach “darmowego” pakietu w NFZ. Zwróciłeś uwagę na ciekawy aspekt. Dentysta w Stanach nie jest traktowany jako lekarz, a jego usługi są bardzo drogie. Turystyka dentystyczna kwitnie.

      4. Siłę nabywczą rozwiniemy w drugiej części. Zwróć uwagę, że Jonesowie mają dom, który jest obowiązkowym elementem american dream (zdradzę teraz jedynie, że jest hipoteka) i samochody, ale trzeba jeszcze je utrzymać, zorganizować opiekę nad dziećmi, koszty życia codziennego, rozrywki, wakacji. Zostało na to wszystko $49,000. To zarazem dużo i mało.

      • 1. to samo w PL – potrącają nam 19% pensji brutto i na każdym kroku czytam, słyszę, że o emeryturę muszę zadbać sam

        2. nie ograniczajmy się – w dzisiejszym świecie Polak może jechać studiować do USA a Amerykanin przyjechać do PL czy innch krajów – kto ma na to większą szansę ?
        Jonesowie również chcą ułatwić start dzieciom – w innym wypadku ich dzieci czeka kredyt na studia

        3. tu się pewnie zgodzę
        jednak nasz system ‘za darmo’ powoduje, że ciężko kogokolwiek rozliczać i wymagać – bo jest ‘za darmo’
        dziwi mnie, że żaden prawnik nie pozwie Państwa PL w jakimś Strasburgu za niewywiązywanie się ze swoich podstawowych obowiązków /typu kolejka do lekarza na 5 lat albo dziurawe drogi nie spełniające norm/

        4. to zapewnij ten ‘dream’ w PL z pensją 3,5k /a zakładając zalecane oszczędności na emeryturę to bardziej 3,2k/
        bo ten ‘dream’ typu mały domek /mieszkanie 70-80m2 + 2 auta + dobra szkoła + zajęcia dodatkowe dla dzieci + 2 wyjazdy wakacyjne w roku /lato + zima/ + rozrywki – to nie jest żaden high life – to wg mnie powinna być codzienność

        luksus to :
        willa z basenem + ogrodnik, ekskluzywne wakacje w 5* hotelach w drogich państwach jak np Francja, 2 samochody premium do 3 lat, weekendy w SPA itd …

        • Marcin Kluczek

          1. Niestety. Gdyby nie zniszczono IKE, mogło by to nieco lepiej wyglądać. Będąc skrupulatnym. ZUS zabiera 19,52%, Social Security zabiera 10,03% na emeryturę.

          2. To jest niezły pomysł, ale obawiam się, że to byłby downgrade. Ponad 40 milionów Amerykanów ma taki kredyt.

          3. Chciałbym zobaczyć taki proces 🙂

          4. Nie twierdzę, że za przeciętną pensję w Polsce żyje się dostatnio. W tekście Polska nie jest podmiotem, a punktem odniesienia. Pytanie zatem brzmi – czy za przeciętną pensję Amerykanin z klasy średniej żyje dostatnio. Na luksus, o którym wspominasz może sobie pozwolić ktoś z upper class, ewentualnie część upper middle class, czyli najbogatsze 5-10%? społeczeństwa w USA.

          • Cześć, Marcin! Mógłbyś wytłumaczyć, co rozumiesz przez zwrot “gdyby nie zniszczono IKE”? Wciąż szukam najlepszych opcji w tym kierunku i chłonę wiedzę, jestem ciekaw Twojej opinii. Dzięki!

          • Ad. 3
            Panowie, taki proces już był (nie z Polski) i skończył się wydaniem rozporządzeń unijnych i rozporządzeniem Ministra Zdrowia.
            Sprawa nazywa się Yvonne Watts ( C-372/04), a na tej podstawie obowiązuje teraz rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie wydawania zgody na uzyskanie świadczeń opieki zdrowotnej poza granicami kraju oraz pokrycie kosztów transportu.

  4. Krzysztof A.

    Co do ubezpieczeń zdrowotnych – wydaje mi się, że w USA funkcjonuje coś co się nazywa Health Savings Account, na które wpłaty można odliczyć od dochodu do opodatkowania (nie pamiętam dokładnych warunków, ale na pewno jest powiązane z jakąś ulgą podatkową).
    Jeśli chodzi o system ubezpieczeń z wkładem własnym – brakuje mi szczerze takich ubezpieczeń u nas, może niekoniecznie w zakresie zdrowotnym, ale ogólnie znacznie bym wolał opcje “ubezpieczam się od OC w zakresie 5000-1mln zł za 200zł rocznie” niż “ubezpieczam się od OC w zakresie 1-500tys. zł za 200zł rocznie” – to pierwsze chroni znacznie lepiej przed sytuacjami ekstremalnymi, przed którymi nie mogę się zabezpieczyć sam, co moim zdaniem jest główną ideą ubezpieczenia.
    Mimo wszystko, uważam że w USA łatwiej jest “pójść pod prąd” i zapewnić sobie wczesną wolność finansową, choć to może być wrażenie wynikające z czytania MMM 😉 Na pewno zazdroszczę Amerykanom możliwości taniego inwestowania nawet za niewielkie kwoty, u nas prowizje są w porównaniu powalające… Zdecydowanie stoję po stronie pozwolenia obywatelowi o zadbanie o własne interesy, ale też widzę czemu u nas mogłoby się to skończyć źle – duża część społeczeństwa po prostu tego nie umie/nie chce, ale skłamałbym, gdybym nie przeklinał czasem ograniczeń które mnie z tego powodu dotykają. Coroczny list z ZUSu i kwota w nim widoczna bolą, oj bolą 😉

    • Krzysztof A
      wg mnie składka na NFZ – OK
      składka emerytalna – nie dziękuję – proszę o przelew tej kwoty co m-c, a o emeryturę zadbam sam
      podobnie z podatkami – stawki 19 i 32% – ok
      jednak żenująco niskie są : kwota wolna od podatku oraz drugi próg podatkowy

    • Marcin Kluczek

      Cóż, 40 milionów beneficjantów Food Stamps i kolejne 10 milionów w wieku 65+, którzy nadal pracują daje do myślenia. Nie zakładam, że większość z grupy 65+ pracuje, bo lubi.

  5. Świetna analiza, może będą następne? Niemcy, Skandynawia, coś z południa Europy?
    A co do pytań z podsumowania:
    Ad 1 – Skoro państwo pobiera podatki, to zaciąga zobowiązanie dbania o obywateli. Oczywiście nie może zapewnić im wszystkiego, ale jakiś standard powinien być trzymany. Państwo powinno zapewniać chleb z masłem, obywatel sam powinien starać się o szynkę – czyli to, co nie jest konieczne do utrzymania się przy życiu, ale poprawia jego jakość.
    Ad 2 – Nadmierne rozwarstwienie ekonomiczne samo w sobie jest problemem i należy je ograniczać. Różnice rzędu 10:1 czy 20:1 można uzasadnić większymi zdolnościami, pracowitością czy odpowiedzialnością. Różnice rzędu „miliony:1” są nieuzasadnione i dowodzą, że system jest wadliwy.
    Ad 3 – Nie ma systemów w postaci idealnie czystej, ale USA wydają się być bardziej kapitalistyczne od Europy, co wcale nie jest zaletą. W samym artykule wyraźnie to widać.
    Pozdrawiam.

    • Marcin Kluczek

      Cześć,
      Niestety nie. Podstawą jest to, że trzeba rozumieć źródła. Kiepsko u mnie np. ze szwedzkim 🙂

      Dzięki za głos w dyskusji.

  6. Porównując życie przeciętniaka w PL i USA, nasuwa mi się taka refleksja, że różnice nie są duże, wręcz można powiedzieć że w obu przypadkach komfort życia jest porównywalny, remis z przewagą na korzyść USA takie powiedzmy 3:2. Na korzyść życia w USA działa przede wszystkim ich mentalność, my dopiero się uczymy bogacić, budować kapitał i gromadzić majątki, uczymy się tego, że to nic złego być bogatym obywatelem, a amerykanie znacznie łatwiej się bogacą bo z ich mentalność im w tym pomaga.

    • Hej Luki339,

      pełna zgoda z tą mentalnością. Długa droga przed nami. ..

      U nas niestety słowo “bogaty” ciągle kojarzy się negatywnie i mnóstwo ludzi uważa, że receptą na ich sukces jest Robin Hood, czyli działanie w myśl hasła – “zabrać bogatym i dać biednym”.

      • Zgadzam się, że u nas bycie bogatym nie jest jeszcze dobrze widziane.
        Natomiast co do USA. Mieszkałem tam trochę (na Florydzie) i w mojej ocenie oni już dawno stracili rozum, jeżeli chodzi o mentalność kapitalisty. Jak już ktoś wspomniał w komentarzu, dla większości ludzi (także tych, których poznałem) życie składa się wyłącznie z pracy, zarabiania i wydawania.

  7. Mam nadzieję, że uda mi się odwiedzić USA, ale nigdy nie chciałabym tam mieszkać. Spędzam sporo czasu na międzynarodowych forach, między innymi dla rodziców, i włos mi się jeży na głowie, kiedy o realiach macierzyństwa w Stanach wypowiadają się Amerykanki. Praca do dnia porodu, powrót do niej po kilku tygodniach, bo nie ma innego wyjścia – te 12 tygodni bezpłatnego urlopu obowiązuje tylko pracodawców zatrudniających powyżej 50 pracowników! – i horrendalnie drogie żłobki i przedszkola. Wiele kobiet pisało, że chętnie zostałyby w domu na rok czy chociaż kilka miesięcy i może nawet pensja męża i oszczędności wystarczyłyby na utrzymanie rodziny przez ten czas, ale nie ma takiej opcji, bo to z ich pracą powiązane jest rodzinne ubezpieczenie zdrowotne.

    Kolejnym trudno wyobrażalnym dla mnie absurdem jest wyznaczona liczba “sick days” w roku – jeżeli masz np małe dziecko, które non stop przynosi wirusy ze żłobka czy przedszkola, masz przechlapane, bo według swojej umowy o pracę możesz na chorobie spędzić góra np. 10 dni.

    Mówiąc bardziej ogólnie wydaje mi się też, że kiedy porównujemy Polskę ze Stanami za często odnosimy się do klasy średniej i automatycznie zakładamy, że bylibyśmy jej częścią. Tymczasem w Stanach rozwarstwienie jest znacznie większe niż w Polsce i wbrew pozorom bariery pomiędzy klasami są trudniejsze do pokonania niż w Polsce, głównie ze względu na wspomniany koszt edukacji. W Stanach pracujący biedni stanowią olbrzymią część społeczeństwa i są to często ludzie, którzy pracują na dwa etaty, nie widując rodziny, a mimo to korzystają z food stamps ze względu na niskie dochody.

    Polska nie jest idealna i wielu Polaków znakomicie odnajduje się w Stanach, ale bez odpowiednich umiejętności lub koneksji życie tam wcale nie jest łatwiejsze niż tutaj, a pod wieloma względami trudniejsze.

    • Marcin Kluczek

      Cześć Marta,

      Dzięki za relację. Przygotowując materiały do artykułu spotkałem się z informację, że około 90% Amerykanów popiera płatny urlop macierzyński dla wszystkich.

      Jedna z definicji klasy średniej mówi, że przynależy do niej gospodarstwo domowe o przychodach w zakresie 66-200% mediany, więc dziś byłby to mniej więcej zakres $50,000 do $150,000. W praktyce klasa średnia to własnie statystyczni przeciętniacy, gdzie dół ociera się o biedę, a góra ma szansę na spokojne życie (jeśli mieszka w tanim stanie).

      • Jest wiele definicji klasy średniej. Termin nie wywodzi się ze średniactwa a z czegoś pomiędzy klasą wyższą i robotniczą. Przez lata średniakami była klasa robotnicza. Klasa średnia to natomiast właściciele niewielkich biznesów, lekarze, inżynierowie ( w historycznym tego słowa znaczeniu, a nie tak jak teraz że dyplom może mieć każdy). I w takim znaczeniu utarł się cel budowania czy poszezrzania klasy średniej.

        Teraz klasą średnią coraz częściej określa się właśnie ludzi którzy są w środku statysyk, w tym wypdaku zakres 66%-200% może i ma jakiś sens, w przypadku historycznym nie ma najmniejszego.

  8. W oparciu o artykuł oraz własną znajomość Polski uważam, że przewaga jest po naszej stronie. Owszem w USA można zarobić więcej w wartościach bezwzględnych. Ogromną przewagą Polski jest są jednak służba zdrowia, edukacja oraz wciąż nie tak duże rozwarstwienie.

    W Polsce nadal dziecko z przeciętnej rodziny może zyskać w pełni wartościową edukację, przy odrobinie zdolności odbyć studia, przy czym nie ma tak wyraźnego faworyzowania absolwentów któregoś z ośrodków.

    Nie mamy tak ogromnych barier i podziałów jak w USA. Owszem są biedniejsi i bogatsi ale już na przykład nie dzielimy się na czarnych, białych i latynosów. Obawiam się, że to Polska jest obecnie krajem wielkich możliwości.

    Jeśli chodzi o różnice w zarobkach milion do jednego – to oczywiście skrajność ale czy 20 do 1 jest rzeczywiście uzasadnione?

    Na plus Stanów Zjednoczonych zaliczam ich ośrodki naukowe. To właśnie tam jest obecnie centrum świata jeśli chodzi o rozwój nauki. Dlatego za optymalną sytuację uważałbym zdobyć wykształcenie i zacząć karierę naukową w Polsce aby kontynuować ją w USA.

  9. Mieszkam w USA 30 lat i bardzo lubie, jako przecietna rodzina z dwoma ubezpieczeniami , moje i meza prawie nic nie place za leczenie, 3 lata po przyjedzcie do stanow kupilismy dom, 2 samochody i jezdzimy na wakacje kazdego roku. Mam 1 dzien chrobowego w miesiacu i miesiac urlopu. Jako ze nie chorowalam duzo nazbieralo sie o,okolo 1000 godzin, ktore moge wykorzystac jak powazniej zachoruje. Pracuje w collegu wiec jestem pracownikiem stanowym I oprocz emerytury panstwowej bede miala pensje stanowa i to co sobie odlozylam na 401 k. Nie wspomne ze przez caly czasu pomagamy rodzinie w Polsce.
    Duzo znajomych wybralo latwiejsza droge, poszli na socjal od przyjazdu, pracowali na czarno , dostali mieszkanie, pieniadze na zycie I wyksztalcili dzieci za darmo. Jak ktos ma dochody nizsze niz 60,000 na rodzine to dzieci maja studia oplacane przez panstwo. Wiec tak nie jest zle w tej Ameryce 😊

    • Marcin Kluczek

      Cześć,
      Czy mogłabyś z perspektywy czasu ocenić zmiany jakie zaszły przez ostatnie 30 lat w USA. Młodym po szkole średniej żyje się łatwiej czy trudniej?

      Studentaid opłaca państwo czy szkoły?

  10. Hej,
    Chcę dodać swój komentarz odnośnie “sick days” FMLA, PTO.
    Pracuję zawodowo w USA od 14 lat. W tym okresie urodziłam I wraz z mężem wychowujemy dwójkę dzieci. Obecnie są one w wieku 8 i 10 lat.
    Otóż urlopu macierzyńskiego otrzymałam od pracodawcy 480h, czyli ustawowe i gwarantowane 12-cie tygodni FMLA liczone od momentu opuszczenia pierwszego dnia pracy. W moich przypadkach byly to dwa dni przed porodem. Te 12 tygodni sa 100% bezpłatne i jedynie gwarantuja pracownikowi możliwość powrotu do firmy. FMLA łączy się z przysługującymi dniami urlopu aby otrzymać w tym okresie jakieś wynagrodzienie.
    Poza tym, obecnie zauważa się że wiekszość pracodawców amerykańskich aktualizuje swoje pakiety socjalne oferując tzw. PTO, znaczy Personal Time Off, wkładając pod wspólny mianownik zarówno urlop wypoczynkowy jak i dni chorobowe. Średnio pracownik który zostaje przyjęty do pracy rozpoczyna z 10-ma dniami PTO na pierwszy rok. Chcę zaznaczyć iż przy zmianie pracy na nową przywilej nagromadzonych PTO dni wygasza zraz z nową pracą i pracownik zaczyna kumulować PTO dni od najniższej stawki od nowa. Nie do pomyślenia w Polsce, prawda?

  11. Super wpis, chociaż rozbudziłes moje oczekiwania i czekam teraz z nienasyceniem na cześć druga 😉

  12. Moi teściowie miesiąc temu wrócili po kilku latach w USA. Cały czas się przyzwyczajają do polskiej rzeczywistości, bo w USA:
    1. woda (zimna) jest za darmo, płaci się tylko za podgrzanie wody ciepłej;
    2. prąd jest bardzo tani;
    3. ceny benzyny/ON w USA są po prostu śmieszne w porównaniu do PL;
    4. ceny w sklepach są podobne jak w PL, ceny żywności tej nieprzetworzonej wyższe;
    5. chemia domowa jest tania, bywa że tańsza o połowę niż w PL

  13. Bardzo fajny wpis. Bardzo dobrze pokazałeś jak jest naprawdę. Dodał bym jeszcze jedną istotną kwestię. W USA również wbew powszechnej opinii zdrowe jedzenie jest bardzo drogie. “Byle co” można zjeść za 1 – 5 dolarów ale zdrowo to wydatek minimum 5 razy więcej.

    Według mnie w Polsce powinna być większa swoboda. Myślę że każdy powinien odkładać na emeryturę ale powinien być wybór. Robimy to sami a jak nie potrącają nam z pensji. Służba zdrowia też powinna dawać możliwość np spłat. Płacę więcej krótce czekam.

    • Marcin Kluczek

      Ze służbą zdrowia jest taki kłopot, że wielu nie może przeboleć, że inny zapłaci i zostanie obsłużony poza limitem. Szpital by zarobił, lekarz by zarobił, płacący ekstra byłby zadowolony i kolejki by nie zajmował.

      Musimy popracować nad mentalnością

  14. bardzo ciekawy wpis :). Jeśli chodzi o zmiany, to chętnie widziałabym reformę emerytalną, w której każdy odkłada na swoje konto. oczywiście, ze składki można potrącić niewielki procent na poczet kosztów zarządzania i na minimalne emerytury dla tych, którzy nic nie mogli odłożyć (taką emeryturę widziałabym na poziomie ok 1000 zł). po osiągnięciu wieku emerytalnego można by było wybrać, czy składka ma być wypłacana w miesięcznych transzach (jako taka “pensja”), czy np wypłacona zainteresowanemu w całości. no i, w przypadku śmierci, kwota, która pozostała na rachunku jest przekazywana spadkobiercom. w takim przypadku zdecydowanie opłacałoby się pracować i opłacać składki, a jednocześnie byłaby świadomość, że odłożone środki czekają na mnie i nie przepadają po śmierci :).

  15. Hejka,
    Fajnie zgeneralizowales, natomiast mysle, ze w przypadku USA to taka generalizacja nie jest najlepsza. Dlaczego? Bo kombinacja cen/zarobkow/podatkow w roznych stanach jest baaaardzo rozna. Gdyby porownac Massachusetts i na przyklad Texas, rozjazd bylby kosmiczny juz na samych cenach nieruchomosci. To co w TX mozna kupic za 200k USD jest nieporownywalnie wieksze, co za ta sama kwote dostaloby sie w MA. I podobnie jest z zarobkami. Pracownik biurowy w MA zarobi jednak relatywnie wiecej niz ten sam pracownik w TX ALE wyda rowniez wiecej na zycie/dojazdy do pracy etc. Podobnie bedzie z okolicami Nowego Jorku czy San Francisco.
    Super, ze takie podsumowanie jest, ale wydaje mi sie, ze w przypadku USA to zbyt duza generalizacja. To jest po prostu zbyt duzy i zbyt zroznicowany kraj 🙂
    Natomiast sam koncept przedstawienia tych wszystkich rzeczy, ktore w Polsce sa “za darmo” i wiele osob zaklada, ze “im sie nalezy” jest super, bo tak naprawde w Polsce mamy przyzwoite warunki do tego zeby rozwijac sie i zyc, mamy darmowa edukacje, opieke zdrowotna, gwarantowane dni urlopu i macierzynski, nad ktorego brakiem w USA ubolewam 🙂

    A tak naprawde wszystko zalezy od tego, co sie komu chce 🙂 jesli chce sie pracowac, nie liczyc tylko na socjal, miec swoje cztery sciany, nawet dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne , ktore w porownaniu z tym za oceanem nie jest wcale takie drogie, to mozna zyc dobrze i w Polsce, bez idealizowania zycia w Stanach.
    Podczas gdy w Polsce ceny mieszkan i kredytow sa relatywnie ok, to znowu USA wygrywa cenami samochodow i paliwa. A jesli ktos dobrze planuje, oszczedza i gospodaruje wlasnymi finansami, w USA nie bedzie musial czekac na obowiazkowa emeryture w wieku 65. lat, tylko zdecyduje, ze obecne oszczednosci i inwestycje pozwola mu zyc dostatnio i w spokoju przed tym obowiazkowym u nas limitem i to jest chyba najwieksza zaleta. Swiadomosc, ze od poczatku to co sie oszczedza jest “swoje” i pojdzie na nasza przyszlosc jest 100 razy lepsza niz swiadomosc, ze to co zarabia sie obecnie idzie na obecne emerytury i socjale, podczas gdy, kiedy przyjdzie czas i na nas, nie wiadomo jak sytuacja bedzie wygladac.
    Pozdrawiam serdecznie – swieza emigrantka 🙂

  16. Bardzo ciekawy wpis! Oczywiście można się spierać co do szczegółów, np. jakie jest prawdopodobieństwo, że przykładowa rodzina zachoruje, ile w efekcie wyda na leczenie, na edukację, czy dzieci dostaną stypendium czy nie, jakim autem powinna jeździć i gdzie mieszkać… Ale to są szczegóły, ogólny wniosek jest jak najbardziej słuszny – przy kilkukrotnej różnicy w zarobkach różnica w poziomie życia jest bliższa raczej może 20%, może 30%, góra 50 % lepiej na korzyść USA. W ciągu ostatnich 25 lat różnica bardzo się zmniejszyła po prostu dlatego, że to u nas się poprawiło.
    Jeśli chodzi o realia życia w Stanach w tzw. pasie rdzy, czyli środkowych stanach z podupadajacym przemysłem, polecam książkę “Elegia dla bidokow”, opisująca historię chłopaka, któremu udało się z takiego miasteczka wyrwać. Bardzo ciekawa i pouczająca lektura 🙂
    Sama studiowałam w Warszawie oraz na wymianie w Niemczech, na uczelni, gdzie co roku przyjeżdża na wymianę kilkaset osób z USA. Rozmowy z tymi osobami również były bardzo ciekawe szczególnie w kontekście porównania Europa-USA. Większość osób zwracała uwagę na opiekę medyczną, transport publiczny i edukację jako na te obszary, gdzie Europa bije na głowę USA. Z wieloma z tych osób jestem w kontakcie i widzę, że ich życie nie jest jakieś super proste. Sporo osób narzeka na problemy z pracą, brakiem urlopu, właśnie na wspomniana szczególnie w komentarzach kwestię braku powszechnych urlopów macierzyńskich, ogromne koszta kredytów studenckich, opieki medycznej. Dobrze się żyje głównie tym, którzy na starcie mieli bogatych rodziców. Z drugiej strony w Polsce mam wielu przyjaciół pochodzących z małych miasteczek i wsi, którym udało się dzięki własnej inteligencji i ciężkiej pracy skończyć świetne studia (większość z tych osób z racji niskich dochodów rodziców dostawała stypendium socjalne, które w połączeniu z akademikiem wystarczało na pokrycie kosztów studiowania), dziś pracują i zarabiają przyzwoite pieniądze (głównie IT i finanse). Mam poczucie, że paradoksalnie w Stanach taki awans społeczny nie byłby wcale możliwy. Mimo że 10-15 lat temu był.

  17. Konsorcjum Finansowe

    Świetny artykuł. Z przeliczaniem dolara i złotówki punktowo to jest jakaś plaga po prostu 🙂 Dobrze to wytłumaczyłeś!

  18. Bardzo dobry artykuł.
    Sama mieszkam w Irlandii i żyjąc tu juz niecałe 2 lata i tu też wcale nie jest tak kolorowo jak niektórym się wydaje.
    Chętnie bym przeczytała takie porównanie Polski do UK lub Irlandii (nawet chętnie bym dodała coś od siebie;)), bo niektórzy nadal uważają, że ten cudowny zachód to kraina mlekiem i miodem płynąca 😉 I może kiedyś tak było, ale w przeciągu ostatnich lat bardzo szybko te różnice zaczęły się zmniejszać.

    Odnośnie głównych wątków, które poruszyłeś:

    Jeśli chodzi o edukację, to uważam, że raczej powinno być tak jak w Polsce. Między innymi z tego względu, że wykształecnie wyższe (nawet jeśli nie jest to wybitna uczelnia) zwiększa świadomość, podnosi ambicje itp., a jest to też dobre dla kraju i gospodarki. Daje to tez większa szansę na ‘wyrwanie się’ ze słabej sytuacji finansowej, w jakiej znajdowali się rodzice. Może dzięki temu nie mamy aż takiego rozwarstwienia.

    W sprawie służby zdrowia tez jestem zwolennikiem polskiego rozwiązania(choć trochę zmodyfikowanego). Uważam, że przede wszystkim zapewnione powinny być podstawowe usługi (dostęp do lekarza, leczenie w przypadku poważnej choroby, operacje), ale np. Wyjazdy do sanatorium na koszt podatnika (a tak jest w Polsce i to nie tylko dla ludzi z poważnymi problemami) to dla mnie przegięcie. Zdrowsze społeczeństwo to znowu lepsza sytuacja dla kraju i gospodarki.

    Jedynie w kwestii emerytur mam mieszane uczucia. Wolałabym zdecydowanie sama o to zadbać, mam jednak obawy, że nie wszyscy sa na tyle rozsądni i mogłoby się to zakończyć jakąś fala biedy/bezdomności w przypadku ludzi osiągajacych wiek emerytalny. Zbyt wielu ludzi ma mentalność, że im się należy i byc może nie potrafiliby nawet zadbać o siebie.

    Problemem jest w Polsce siła nabywcza złotówki. Dla Amerykanina wakacje w Europie są dużo tańsze, za bilety zapłaci tyle co Polak, a wydatków nie odczuje tak mocno jak Polak na wakacjach w Stanach.

    Czekam bardzo na podobne artykuły porównujące do innych, zachodnich krajów 

    • Marcin Kluczek

      Dziękuję za obszerny komentarz.
      Po raz kolejny okazuje się, że zielone wyspy nie zawsze są takie zielone jak je malują.

  19. Z tekstu wynika, że najlepiej by było, gdyby NFZ i edukacja jednak zostały nasze, ale składkę emerytalną lepiej dać ludziom do dyspozycji, żeby odkładali sami. I wtedy byłoby idealnie, no prawie 🙂

    Ostatnio dyskutowałam na ten temat z Polakiem, który mieszka w Stanach od ponad 20 lat i co roku przyjeżdża do Polski, do rodziny. Zwrócił mi uwagę na jeden ważny aspekt – edukacja finansowa w Polsce jest na tak żenującym poziomie, że te pieniądze większość by wydała na bieżący konsumpcjonizm, a nie na odkładnie na emeryturę we własnym zakresie, a za 10, 20, 30 lat mielibyśmy problem gromad bezdomnych i głodujących starszych ludzi bez jakichkolwiek pieniędzy na przeżycie. No niestety większa wolność = większa odpowiedzialność.

    Instytut Smitha robił kiedyś takie porównanie (nie pamiętam dokładnie liczb, ale tak szacunkowo):
    koszt pracodawcy 2500 zł
    minus podatki i ZUSy po stronie pracodawcy 1000 zł
    kwota netto 1500 zł
    minus vat 20% (łatwiej liczyć, a przecież nie wszystko ma 23%) 300 zł (już pomijam akcyzę)
    zostaje 1200 zł
    czyli realnie połowa dla Kowalskiego, połowa dla Państwa.
    Chociaż pamiętam, że tam użyto mniejszej kwoty i wyszło, że Kowalski ma realnie 500-800 zł miesięcznie.

    • Marcin Kluczek

      Bardzo słuszna uwaga. Edukacja leży.
      ZUS sam w sobie byłby niezły jako przymusowa forma odkładania na emeryturę, gdyby te pieniądze były kumulowane jak w OFE w jakiejś formie inwestycji, a nie na bieżąco wydawane. Do tego są wydawane na kredyt, ponieważ dopłaty do ZUS generują deficyt pokrywany obligacjami. Może kiedyś uda nam się wymiksować z tego bałaganu.

      • Plastic Tofu

        Dlaczego nadal pokutuje wiara w pastwowe rozwizania, czy to edukację (wszystkie dzieci w Polsce uczą się tego samego, czy to nie jest zawężanie spojrzenia społeczeństwa?) czy służbę zdrowia, czy w końcu emeryturę. Więc zajmijmy się tylko tym ostatnim zagadnieniem:
        Ja doradca finansowy (ala ZUS) ty, klient, który odkłada swoje zaoszczędzone pieniądze i nie jedzie na Dominikanę z rodziną, lub nie kupuje nówki samochodu aby mieć przyjemną jesień życia.
        – Czego Pan/Pani sobie życzy – ja
        – Chciałbym zabezpieczyć się na emeryturę. – odpowiadasz
        – Dobra, plan jest prosty wplaca Pan/Pani składki i dostaje Pan/Pani emeryturę. Nie, nie trzeba nic podpisywać nie ma żadnego kontraktu ani umowy.
        Ty na to – To kto o tym decyduje?
        – Jacys goście na Wiejskiej w Warszawie.
        – A kim oni są i co oni wiedzą na temat ekonomii?
        – Nie wiem kim oni są, a w przyszłości będą się zmieniać, mogą to być robotnicy, prawnicy, rolnicy, historycy a nawet piłkarze… – tu mój uśmiech
        – I oni znają się na ekonomii? – pytasz trochę wystraszony/a – Rolnik z historykiem mają decydować o inwestycji moich zaoszczędzonych pieniędzy? – zaczynasz nerwowo patrzeć na pierwszą składkę która leży na moim biurku.
        – Człowieku skoro historyk jest ministrem obrony i dobry jest dla wojska to będzie też dobry dla twojej emerytury, a rolników się nie czepiaj bo to dobrzy ludzie karmią cały naród. – odpowiadam poirytowany brakiem wiedzy petenta.
        – I oni znają moje potrzeby emerytalne? – pytasz zaciekawiony/a.
        – Nie bądź niepoważny/a oni robią co jest dobre dla społeczeństwa, a ciebie nikt nie zna i nie zna Twoich potrzeb, bedziesz dostawał tyle ile państwo uzna za wystarczające. Zresztą to nie jest żadna inwestycja pieniądze na wypłaty pochodzą od ludzi, którzy je na bieżąco wpłacają.
        – To tak robił Madoff – podskakujesz na krześle.
        – Madoff to oszust, natomiast państwo dba o ciebie – co za brak wiary myślę sobie.
        – Ale jak mnie nie zna nikt z państwa, anie moich potrzeb to jak o nie dbają? – Masz teraz wielkie oczy rozwiązując tę łamigłówkę.
        – Państwo ma to zapisane w konstytucji i tak ma być, czego nie rozumiesz – grzmię podniesionym głosem.
        – No dobra. – kapitulujesz – To jak długo będę musiał płacić te składki?
        – Nie wiem – szczerze odpowiadam. – Może do 55 może do 60 albo do 65, a jak system się nie będzie spinał to to 67, już tak raz było ale zmieniliśmy zdanie i jak znowu zabraknie to może nawet do 70 już chyba Duńczycy o tym myślą, a to jest najszczęsliwszy kraj na świecie.
        – Czyli nie wiem ile będę płacił/a w przyszlości? Przez jak długo? I nie wiem ile będzie wynosiła wypłata? Czy to nie wygląda jak oszustwo?
        – Posłuchaj mnie – szepcę – jakby to była prywatna instytucja to już byśmy ją zamknęli, ale wiesz oni to robią dla zysku, a my dla Twojego dobra.
        – A co ze składkami, jak nie doczekam emerytury? Będą dla dzieci – głośno myślisz marząc.
        – Nieeeeee, one pójdą na pomoc innym emerytom, nie licz na to, że dostaną je twoje dzieci, są w sile wieku mogą pracować, a inni nie pracowali i z czegoś muszą żyć, chyba nie jesteś typem aspołecznym? – Pochylam się nad biurkiem.
        – Nie aspołeczny nie jestem. ale chciałem/am coś odłożyć. Wobec tego czy mógłbym się wypisać z programu emerytalnego? – Pytasz błagającym głosem. – Jestem bardzo odpowiedzialny/a oszczedzam 20% wypłaty inwestuję, dywersyfikuję, nawet jak zarobię to oddam wam działke w podatku, a jak stracę to nie musicie się do mnie dokładać,,, – robisz maślane oczy.
        – Nie, to byłoby za proste – moja ręka wędruje do biurka i pojawia się na nim uzbrojona w produkt firmy Smith & Wesson. – Państwo ma dbać o Ciebie czy chcesz tego czy nie chcesz, a za marzenia o starości pod palmami nie jesteśmy odpowiedzialni. Do widzenia -żegnam cię lodowatym głosem. Wychodzisz. – Co pokolenie muszę tych głupków przekonywać do genialnego planu naszej władzy, a to że czasem zamiast jesieni życia na Malajach brakuje im na leki czy opłaty to nie moja wina, trzeba bylo odkładać prywatnie – mamroczę pod nosem wkładając spluwę z powrotem do biurka.

        • Marcin Kluczek

          Się rozkręcasz 🙂 Płacić i nie dyskutować. Rozwinę, co miałem na myśli.

          ZUS to po prostu podatek. Płać i tyle, coś (może) kiedyś dostaniesz. Jedna z form redystrybucji dochodu i pomocy społecznej. Ciężko się z tego wywinąć, gdy ma się zobowiązania emerytalne ZUSu na poziomie 150% PKB. Teraz jest patowo, ponieważ 1/5 budżetu to dopłaty do ZUSu, który zbiera za mało, żeby pokryć wypłaty, dopłaty do KRUS (tu 90% emerytur jest z budżetu), emerytury mundurowe, sędziowskie, górnicze, a waloryzacje kwotowe sprawiają, że do najniższych emerytur dopłacają wszyscy. Rządy za dużo naobiecywały. Albo zapłacimy ZUS, albo dostaniemy większe podatki. Dla polityków lepiej, jeżeli obywatel myśli, że ZUS to ubezpieczenie.

          Z OFE było nieco inaczej. OFE (Otwarte Fundusze Emerytalne) to była część, która szła na indywidualne konto i byłą inwestowana na rynku przez fundusze. Dokładnie 7,3% pensji brutto szło do OFE od 1999 roku, a 12,22% do ZUS. Gdy zabrakło kasy w budżecie i nie dało by się utrzymać deficytu w ryzach, rząd kasę z OFE zwinął robiąc zapiski w ZUSie, żeby był ślad, że obywatel coś tam sobie odłożył. OFE ostały się niespełna 15 lat w pierwotnej formie, a szkoda, bo to były pieniądze dziedziczne i poza pulą ZUSu. Tak się przynajmniej wydawało do 2013 roku. Teraz OFE to smutny obraz nędzy i rozpaczy, o której większość niedługo zapomni, że istniały.

          Możemy spierać się, czy państwo powinno coś obywatelowi narzucać, ale jeśli ma narzucać to wolę wersję OFE, a nie ZUS. OFE dawały odpis od przychodu, a podatek płaciło się na końcu, po osiągnięciu wieku emerytalnego. ZUS daje odpis od przychodu i mgliste obietnice.

          Co do ZUSu. Możemy zadać pytanie. Jeśli Państwo nie narzuci obywatelowi obowiązku odkładania w ZUS, to czy obywatel, który nie odłożył na emeryturę, ma mieć prawo do korzystania pomocy społecznej?
          – Jeżeli Tak. Na jedno wychodzi, bo i tak nieodpowiedzialny lub pokiereszowany przez los wyląduje na garnuszku podatnika, tyle że państwo przekaże środki nie z puli ZUS, a np PIT lub VAT.
          – Jeżeli Nie. Wracamy do zamierzchłych czasów. Oby nie zabrakło ludzi dobrej woli.

          Dylemat sprowadza się do podjęcia decyzji, kto zapłaci i jak dużo, aby ludzie nie umierali na ulicy –może to brutalne, ale wolę nazywać rzeczy po imieniu. Zapłaci obywatel bezpośrednio lub pośrednio. Pytanie zatem brzmi, kto jest skuteczniejszy w udzielaniu pomocy emerytom bez środków do życia i możliwości zarobkowania – obywatel, który czuję potrzebę niesienia pomocy czy państwo? Osobną kwestią jest to ilu obywateli i z jak zasobnym portfelem czuje potrzebę? Sądzę, że w tej kwestii Stany nadal biją Polskę na głowę w obu aspektach. Dopiero uczymy się dobroczynności, ale jesteśmy w tym coraz lepsi 🙂

          Osobiście preferuję trzecią drogę. Edukować społeczeństwo, aby nie trzeba było się nikim zajmować. Nieszczęścia się zdarzają, tego nie przewidzimy, ale unikajmy biedy z własnej winy, a społeczeństwo jako takie będzie o wiele zdrowsze i silniejsze.

          W Stanach Social Security, Medicare, emerytury rządowe i dla wojskowych chyba też jadą na potężnym deficycie i rząd ma unfunded liabilities na poziomie $80-210 trillion (zależy kto liczy, bo rozstrzał jest bardzo duży)? Nie piszę tego złośliwie. Po prostu politycy od czasów Bismarcka mają taki przepis na extra podatki w formie pseudo ubezpieczeń.

          Tak, też chciałbym widzieć na Wiejskiej rząd ekspertów. Ostatni raz w Polsce w latach 1923-1925.
          Odnośnie historyków w polityce powiem Ci tyle, że mamy ich pod dostatkiem. W ostatnich czasach dwóch premierów i prezydent.

  20. Plastic Tofu

    Po pierwsze i bardzo teoretyczne to nasze spojrzenie na państwo. Państwo to organizacja , którą jako obywatele zakładamy aby wykonywało określone cele , które łatwiej realizować jako ogół. To na potrzeby tego wpisu wojsko policja i sądy. Do niczego państwo mi nie jest potrzebne, a wręcz obawiam się że dzięki niemu hamowany jest rozwój i obniżony standard życia drastycznie. Jak drastycznie, ano jeden przykład: Empire State Building najwyższy budynek świata wybudowano na początku lat trzydziestych w 13 miesięcy One World trade Center najwyższy w New Yorku budowano 8 i pół roku i gwarantuję, że przez 5 lat poprzedzających rozpoczęcie budowy zdobywano zgody na budowę.
    Jeśli państwo nie wtrąca się w niczyje życie, jest obrońcą naszych granic, pilnuje porządku i jest tylko rozjemcą gdy ludzie mają jakieś nieporozumienia. Inaczej rób co chcesz. Chcesz komunę z zusem, przymusową emeryturą, wspólnym płaceniem za leczenie, darmowymi szkołami i co tam jeszcze podoba ci się na Kubie czy w Korei północnej to “Just Do It”. Kup z podobnie myślącymi 10 albo 1000 hektarów i załóż wieś, miasto czy ilu tam was będzie. Jeśli Twoj styl życia będzie lepszy od mojego osiedla nazwijmy je Plastikowa Anarchia, to ludzi będzie ci przybywać, a nie jak jest dzisiaj, że ledwo się urodzisz jesteś ciągle coś władzy winny.
    A teraz czas realiów dzisiejszego świata. Żyjemy w demokracji gdzie każdy wypowiada się przez głosowanie na każdy temat. A prawda jest taka, że każdy z nas jest głupim człowiekiem w przeważającej części dziedzin. Na pewno jest na tym blogu wielu fachowców, każdy jest ekspertem w swojej dziedzinie, może nawet kilku, ale na każdy temat, przez swoich reprezentantów nawet posiadających doradców PLEASE. Nie ma szans, co zresztą pokazują kłotnie na niemalże każdy temat. I przeprazszam ale nawet w 1923-5 roku nie było w polskim rządzie fachowców bo nikt nie wie jak działa np rynek (blog jest o pieniądzach) finansowy do dzisiaj. Do tego demokracja to ciągłe wybory i walka o głosy, to beznadziejny sposób na rządzenie, chcesz przykład? Nie żartuj nie ma tu wystarczająco miejsca na serwerze.
    Państwo nas okrada w celu pomocy innym, nie widzisz w tym problemu? Ok na priva wyślij mi swój adres i kod do alarmu ja cię okradnę i gwarantuję, że zrobię tym łupem więcej dobrego niż państwo. Skąd mit tego dobrego i opiekuńczego państwa, gdzie w historii to państwa wywoływały wojny, doprowadzały do ruiny swoich obywateli, notorycznie ich okradały i dlatego rola tych ludzi musi być drastycznie ograniczona.
    Pytasz kto powinien zajmować się tymi ludźmi. Ty, ja my jako ludzie a nie mityczna organizacja. To my odpowiadamy za innych a nie jakiś minister, który nie ma najmniejszego pojęcia, że żyjesz. Wierz mi ludzie z natury są dobrzy i zawsze były i będą organizacje charytatywne, zresztą chyba przez to zatraciliśmy rolę kościoła, ale to na inny wpis. Jeśli zaś nie dajesz to może pracujesz nad lekiem na raka i potrzebujesz każdą złotówkę, albo jesteś bardzo złym człowiekiem ale nie powinieneś być z tego powodu przestępcą. Większość tych rzeczy pochodzi z praw własności, które powinny być święte, ale dzisiaj tłuszcza protestuje przeciwko tym prawom. Pisze swoje żale na tekturze, przybija tekturę do kijka i wiezie kijek pod sejm i ten akt wystarcza, aby odebrać innym ludziom owoce ich pracy czyli zrobić z nich niewolników przez część dnia, tygodnia czy roku.
    Rzeczy się zdarzają jest to fakt życia, ale jak napisałem mamy ubezpieczenia, organizacje samopomocowe, lokalne, biznesowe, organizacje charytatywne czy zwykła ludzką pomoc sąsiedzką. A od rządu co masz? Zobacz Puerto Rico gdzie doprowadzenie prądu zajęło długie miesiące, czy fiasko podczas Kathriny. To USA a jak pomaga się ludziom w Wenezueli, czy na Kubie? “A pamiętasz słynne Trzeba się było ubezpieczyć” Cimoszewicza – czyli zarządzana przez rząd rzeka zalewa prywatne pole i winny jest zalany? Życzę ci wiele wiary, bo ja swoją już dawno straciłem.
    Wszytkie programy rządowe polegające na tym że beneficjentami są jednostki powinny nie istnieć, Gdyż to nie jest sprawa rządu. Ale, jeśli zarzucimy tę przewodnią siłę narodu – mówią dobrzy ludzie – to ludzie nie dadzą sobie rady. Serce mi się ściska i rozumiem potrzeby i bycie dobrym człowiekiem i już chciałem skapitulować, ale na koniec zabiorę Cię na wycieczkę:
    Zamknij oczy, a może nie bo musisz czytać i wyobraź sobie miejsce na ziemi z najlepszymi szkołami wyższymi na świecie. I załóżmy na tej wycieczce, że to jest USA. Princeton założony w 1746 roku, Harvard 1636, Yale 1701, MIT 1861, Dartmouth 1769, Cornell 1865, Northwestern 1865 UIC 1890, Stanford 1891. Całą ta edukacja musiała być koordynowana. Bez rządowych programów i planowania, darmowych podręczników i nauczycieli mianowanych czy niemianowanych przez urzędnika nie mogłaby mieć miejsca. My polacy mamy szczęście bo mamy nowelkę Janko Muzykant i wiemy, ze bez pomocy niczego się nie da. I mógłbym tak jeszcze długo ale wieczór się zbliża więc dojeżdżamy do końca naszej wycieczki przed nami 5 pietrowy budynek Departamentu Edukacji. Ludzi odpowiedzialnych za ten cały sukces i wywindowanie amerykańskich uniwersytetów do stratosfery. Ale, ale co tu widać? Data założenia amerykańskiego Departamentu Edukacji to 1979 rok, prezydent Jimmy Carter zafundował nam tego niepotrzebnego nikomu fistaszka. A i pomyliłem się w poprzednim zdaniu. Miało być: …i wywindowanie CEN amerykańskich uniwersytetów do stratosfery.

    • Marcin Kluczek

      Możemy tak długo rozpisywać się jak mogłoby być. Zastanawiać co jest lepsze i zakładać, że człowiek jest z natury dobry lub zły. Ty chcesz dobrze, ja chcę dobrze.

      Z mojego punktu widzenia historia uczy kilku rzeczy:
      – wszystko płynie i jest zmienne, czasem wydaje się zataczać koło
      – wolność jest kwestią definicji (np. południowcy wściekali na to, ze ktoś chce ograniczyć ich wolność do posiadania niewolników)
      – dużo wolności to duże rozwarstwienie, ponieważ ludzie nie są równi, formują się klasy i stany, które stają się z czasem bardziej zamknięte, czyli mobilność społeczna spada
      – duże rozwarstwienie kończy się na “daj”, jeśli nie dasz, dostaniesz jakąś wersję zamieszek (rewolucja francuska, populus romani pod pałacem, lud miast i wsi obalający cara, traktory blokujące drogę, niepełnosprawni okupujący korytarz sejmu itd). Kiedyś do ludu po prostu się strzelało lub brało na miecze, teraz się z nim rozmawia. Przemawiają za tym humanitaryzm i prawa wyborcze.

      Żeby przerwać ten cykl (i/lub zapewnić sobie głosy), powstała socjaldemokracja w Europie, w Stanach podobnie państwo angażuje się w rynek, reguluje, zajmuje się pomocą społeczna. Czy to jest optymalne? Nie!, ale póki co nie wymyśliliśmy nic lepszego, a świat rozwija się jak nigdy łącząc w różnych proporcjach ideę wolnego rynku i państwa w roli dystrybutora. Kto chce czystego socjalizmu kończy jak, żeby daleko nie szukać – PRL. W USA stary dobry kapitalizm skończył się definitywnie na new deal. Państwa, które hołdowało wartościom libertariańskim nie przetrwały – greckie poleis, wolne miasta w Polsce, do których król czasem musiał się osobiście pofatygować, żeby wymusić posłuch lub łapówkę. Ach ta real politik.

      Wracając od górnolotnych wywodów. Ja się z Tobą w pełni zgadzam, że regulacji jest za dużo, przymusu jest za dużo, a państwo powinno się ograniczać w ingerowaniu w życie obywateli tworząc proste i klarowne prawo, a nie potworki na tysiąc stron wymagające kilkukrotnie tyle przepisów wykonawczych i interpretacji. Do tego dobrze by było, żeby było zarządzane jak firma, gdzie trzeba pilnować wydajności i budżetu.

      Tyle, ze użyłem słów, że coś “powinno” i “dobrze by było”. Problem w tym, że obaj żyjemy w krajach, które zadłużyły się po uszy realizując swoją politykę podatkową na bazie przyszłych obietnic. Masz jakiś pomysł jak wybrnąć z tego impasu?

      • Plastic Tofu

        Oczywiście, że wiem jak wybrnąć, zabrać rządowi prawo do zadłużania się. Zabrać im prawo do czegokolwiek poza ustalonymi kiloma rzeczami i sztywno ograniczyć wydatki czyli 3% na wojsko 3% na policję i 1% na sądy. To oczywiście przykład ale sztywno i procentowo od naszego dochodu czyli jako naród wytwarzamy więcej państwo ma więcej i przede wszystkim mało. Politycy odbierajac nam pieniądze, odbierają nam możliwości przywłaszczając je sobie.
        Wybacz ale pseudo nauka na temat nierówności czy rozwarstwienia nie przemawia do mnie jest to kolejny buzzword jak był global warming. czyli coś takiego istnieje ale nikt nie ma pojęca czy to dobrze, czy źle, ile powinno być maksimum ile minimum itp. Większość bogactwa rozkłada się według standardowego bell curve. Wolność pozwal/a ludziom się bogacić i jak ja ciężej pracuję to sprawiedliwym jest że jestem bogatszy od tego co nie pracuje. W USA masz relatywną wolność i ludzie migrują pomiędzy poziomami społecznymi. Ponad 80% biednych (najniższe 20%) kiedyś w swoim życiu znajdzie się w grupie najbogatszych. Najczęściej z wiekiem coraz więcej zarabiamy lepiej operujemy finansami, wynosi nas to do najbogatszej grupy i przykre idziemy do piachu aby tą całą akumulację przekazać następnym.

        To czy nie wymyśleliśmy nic lepszego to pozostałości po rządowej edukacji. Oczywiście że wymyśleliśmy wolność i kapitalizm. Kapitalizm jest jedynym systemem gdzie ludzie się bogacą pomagając innym. Do tego wolność do podążąnia za swoim sumieniem i prawo do swojej pracy i voila recepta na szybki rozwój. Do dzisiaj jestem zaskoczony, że podczas debaty o zamykaniu sklepów w niedzielę nikt nie powiedział do rządzących “to nie jest Pana/Pani sklep pośle, senatorze, prezydencie. Ciekawiły mnie tysiace głosów co powinny takie sklepy robić ile płacić w jakich godzinach być otwarte, kto ma tym zarządzać i kto to doglądać i tu by bardzo przydała się lekcja z USA wyrażona słowami “It’s not your business”. Kiedyś uważałem to za b niegrzeczne dzisiaj uważam to za ostatni bastion człowieczeństwa na świecie i zataczając koło to jest to wyjście z impasu.

        • Marcin Kluczek

          Ok, skoro nie przemawia, to nie przemawia. Do mnie z kolei nie przemawia idea w 100% wolnej pozasystemowej edukacji. Nie musimy się we wszystkim zgadzać. I dobrze, świat byłby taki nudny, gdybyśmy byli tacy sami 🙂

          Zatem libertariańsko podchodzisz do sprawy i nie lubisz “dużego państwa”. Ok, idea mikro państwa mi się podoba. Niskie podatki i rząd nie rzucający kłód pod nogi. Jak rozwiązalibyśmy kwestię zmiany ustroju z socjaldemokracji do republiki libertariańskiej, czy też mini-anarchii? To pytanie z zakresu przeniesienia konceptu teoretycznego do rzeczywistości, czyli rozwiązania problemów stanu zastanego.

          Zakładając, że ograniczymy podatki do 10% dochodu (3+3+1+ administacja i inne detale), sprowadzi się to do kilku, załóżmy 5% PKB (teraz w Polsce wszystkie podatki z ZUSem i NFZ to okolice 30% PKB – dużoooo). Jak rozwiążemy problem długów państwowych, samorządowych, różnej maści obietnic? W tej chwili na same emerytury, renty Polska wydaje ~10% PKB rocznie + spłaca swoje długi. Całkowite zobowiązania to 250-300% PKB, nie znam dokładnej liczby, ale to ten zakres. Z podatków tego nie spłacimy. Skąd wziąć pieniądze na zobowiązania? Pożyczać nie można, majątek państwa wyceniono w 2013 na nieco ponad bilion (bez zabytków i zasobów) ~50 PKB. Teraz może być nieco większy. Słabo wygląda ten bilans. Szczerze mówiąc, nie mam innego pomysłu, niż mozolne równoważenia budżetu i spłata długów połączona z radykalnym upraszczaniem prawa, obniżaniem podatków i zakrojoną na szeroką skalę edukacją społeczeństwa – uwaga, będzie inaczej, obywatelu przygotuj się. Bardzo bolesny proces, na który politycy sami się nie zdecydują. Zatem pozostaje oddolna rewolucja w imię odzyskania wolności – ponowne parzenie herbaty? Anulujemy długi decyzją narodu, czy będziemy je spłacać? Co zrobimy z obywatelami, których jedynym źródłem dochodu był ZUS lub KRUS?

          —–

          Wracając do pojęcia wolności, jak mamy ją zdefiniować w państwie ludzi wolnych? Co jest pogwałceniem wolności, a co nie?
          – Czy wolność jest prawem przyrodzonym, czy przywilejem?
          – Czy prawa wyborcze mają być powszechne?
          – Czy państwo może ograniczać prawo do jechania z dowolną prędkością własnym autem?
          – Czy państwo może żądać, aby obywatel się ubezpieczył?
          – Czy państwo może nakazać obywatelom zaszczepić się?
          – Czy państwo może zakazać posiadania i używania narkotyków i innych używek?
          – Czy uzależnienie możliwości dokonywania pewnych czynności ze względu na wiek jest pogwałceniem wolności?
          – Czy państwo może wprowadzić przepisy odnośnie ochrony środowiska?
          – Czy państwo może ograniczyć wolność osób z zaburzeniami psychicznymi np ubezwłasnowolnienie lub zamknięcie?
          – Czy zakaz dyskryminacji ze względu na xyz jest pogwałceniem wolności dyskryminującego czy dyskryminowanego?
          – Czy opieranie prawa na normach etycznych jest zasadne, skoro ludzie mogą mieć różne normy?
          – Czy państwo może chronić obywatela przed popełnieniem samobójstwa, jeżeli tak jest jego wola?
          – Czy zakaz czynnej zemsty jest pogwałceniem wolności?
          – Czy zapisy w konstytucji mogą być zmieniane w przyszłości w sposób niezgodny z jej pierwotnym duchem?
          – Czy samo istnienie państwa nie jest pogwałceniem wolności do samostanowienia prawa przez społeczność lokalną?
          – Czy władza rodzicielska nad nieletnim jest słuszna? Jakie są jej granice?
          – Czy państwo może żądać stawienia się obywatela na wojnie, jeśli obywatel nie ma takiego życzenia?
          itd.

          Jeżeli w tym momencie zastanawiasz się czy pytam na serio – Tak, pytam na serio, bez cienia ironii (niektórzy powiedzieliby trollingu). Tym bardziej, że pytania są trudne i istotne dla społeczeństwa. Współczesne ustroje już sobie na te pytania odpowiedziały, czasem coś zmieniają, ze względu na zmianę opcji rządzącej.

          —–
          Odnośnie sklepów i niedzieli. Nurtuje mnie do tej pory, dlaczego pracownicy sklepów zostali potraktowali odmiennie do pracowników restauracji, muzeum, kin, parków rozrywki, stacji benzynowych itd. Czym rożni się ich praca od pracy kasjera? Dlaczego jedni pracować muszą, a inni choćby chcieli, nie mogą.

          • Plastic Tofu

            W pracy jest Rock and Roll, więc postaram się odpowiedzieć po kawałku.
            Zasady b uproszczone:
            Ograniczony rząd.
            Wolny rynek.
            Indywidualizm.
            Tolerancja.
            Pokój.
            Na szybko pokój nie oznacza nie posiadanie wojska tylko wykorzystywanie wszelkich sytuacji aby nie dochodziło do konfliktów zbrojnych. Tolerancja to znaczy, że nie zgadzam się z Twoim stylem życia czy opinią ale masz prawo do życia jakie wybrałeś. Indywidualizm to postawienie jednostki nad grupą, czyli no, no dla komuny. Resztę chyba już omówiliśmy pobieżnie.
            Polska posiada wiele zakładów, dróg, rzek, terenów, lasów i to trafia do ludzi na jawnych aukcjach internetowych, albo dla większych podmiotów dzielimy na akcje i na giełdę. Ile to spłaci tyle spłaci, resztę powinniśmy obskoczyć kilkoma procentami podatku powyżej tego co potrzeba do czasu aż spłacimy zobowiązania. Pamiętaj, że inaczej brniemy w tym samym.
            Jak to zmienić albo jak plaster zrywa się z ciała albo centymetr po centymetrze. Ten drugi sposób nigdy nie działał gdyż władza musi kupić głosy, aby mię na nie musi obrabować obywatela i kółko się zamyka. Nie sądzę, że hamowanie będzie przyjemne, ale inaczej wcześniej czy później walniemy w ścianę.

          • Plastic Tofu

            Wracając do pojęcia wolności, jak mamy ją zdefiniować w państwie ludzi wolnych? Co jest pogwałceniem wolności, a co nie?
            Nie jestem prawnikiem więc będzie bardzo prosto. Aksjomat: Należysz do siebie. Stąd wynika, że wszystko nabyte zgodnie z prawem jest Twoje, wszystko wytworzone przez ciebie też jest twoje.
            – Czy wolność jest prawem przyrodzonym, czy przywilejem?
            Przyrodzonym. Rząd my tworzymy więc nie może być on żródłem wolności jako takiej.
            – Czy prawa wyborcze mają być powszechne?
            Jestem za podatkiem od nieruchomości jako jedyną formą zbierania danin. Wytłumaczenie jest w Machinery of Freedom Davida Friedmana. Stąd postulowałbym tylko głosy ludzi, którzy płacą podatki aby mieli takowe głosy jako, że oni są zainteresowani organizacją zwaną państwo. A dalej jest prosto chcesz płacić podatki i głosować kup niruchomość. Nie chcesz wynajmuj, wyjedź, mieszkaj w kemperze.
            – Czy państwo może ograniczać prawo do jechania z dowolną prędkością własnym autem?
            Nie. Droga należy do właściciela drogi i on ustala zasady na niej obowiązujące.
            – Czy państwo może żądać, aby obywatel się ubezpieczył?
            Od czego? Panstwo nie ponosi odpowiedzialności za zdrowie czy życie obywatela. Tak jak np Zakład Naprawy Samochodów. Jest od naprawy i serwisowania auta, a nie od wymagania od ciebie ubezpieczeń.
            – Czy państwo może nakazać obywatelom zaszczepić się?
            Nie. Cialo należy do mnie. Ale już Twoja prywatna szkoła podstawowa może mieć wymóg szczepienia.
            – Czy państwo może zakazać posiadania i używania narkotyków i innych używek?
            Nie. narkotyki powinny być dostępne w sklepie. Nie jest rolą państwa zprawdzanie co i gdzie sobie wkładam, gdyż z aksjomatu ciało jest moje. A przy okazji jak chcesz coś zapalić czy łyknąć to wiesz co kupujesz, także nie jesteś oszukany, a i szansa zejścia śmiertelnego spada drastycznie.
            – Czy uzależnienie możliwości dokonywania pewnych czynności ze względu na wiek jest pogwałceniem wolności?
            Nie. To wynika z faktu, że dzieci nie rozumieją konsekwencji pewnych czynów stąd jest jakaś umowna granica od której zaczynamy traktować ich jako dorosłych.
            – Czy państwo może wprowadzić przepisy odnośnie ochrony środowiska?
            Nie. Srodowisko nie jest jego. Resztą zajmą się prawnicy jak ktoś ci będzie zatruwał posesję. Najlepszym środkiem na środowisko jest bogactwo. Bogate dzielnice zawsze są takie czyste i ładne i pomimo to że wszyscy pracują. W biednych częściach jest bród mimo, że wszyscy siedzą na zasiłku i wystarczyłoby trochę chęci i miotła.
            – Czy państwo może ograniczyć wolność osób z zaburzeniami psychicznymi np ubezwłasnowolnienie lub zamknięcie?
            Sąd tak na wniosek osób trzecich.
            – Czy zakaz dyskryminacji ze względu na xyz jest pogwałceniem wolności dyskryminującego czy dyskryminowanego?
            Dyskryminacja to wybór, więc zakaz dyskryminacji gwałci wolność dyskryminującego.
            – Czy opieranie prawa na normach etycznych jest zasadne, skoro ludzie mogą mieć różne normy?
            Tak, normy etyczne obowiązują. Ale które w tym konkretnym przypadku. Sąd. Strona a przedstawia swój punkt widzenia i strona b swój i na decyzjach kolejnych sądów budujemy standard zachowań danej społeczności. I w poznaniu może być inaczej niż w białymstoku.
            – Czy państwo może chronić obywatela przed popełnieniem samobójstwa, jeżeli tak jest jego wola?
            W żadnym wypadku.
            – Czy zakaz czynnej zemsty jest pogwałceniem wolności?
            Jeśli wyjdziemy z prostego założenia które może być cokołem tego planu, że nie krzywdzimy fizycznie innych ludzi i ich nie okradamy, to jak najbardziej.
            – Czy zapisy w konstytucji mogą być zmieniane w przyszłości w sposób niezgodny z jej pierwotnym duchem?
            Tak, gdyż świat się zmienia, aczkolwiek wstawiłbym tu zaporowy próg np 75% delegatów. Widzisz kogo się nie zapytasz 2+2=4 ponad 75% oznacza pewnik. Sklepy otwarte w niedzielę 50-50 podział oznacza dużą ilość opinii, pomijam już że sklepy są prywatne. A ponieważ wszyscy na ziemii wierzyli, że jest płaska i w centrum świata. To można zmieniać konstytucję bo wraz z rozwojem ludzkości pewniki się zmieniają.
            – Czy samo istnienie państwa nie jest pogwałceniem wolności do samostanowienia prawa przez społeczność lokalną?
            Nie jest jego sensem. Razem się bronimy przed wrogiem czy bandytą bo tak jest łatwiej, ekonomiczniej, rozsądniej. A miasto samostanowi… Jeśli tych głupot nie da się strawić to przeprowadzam się do innego miasta, a nie muszę zmieniać ojczyzny.
            – Czy władza rodzicielska nad nieletnim jest słuszna? Jakie są jej granice?
            Tak jest słuszna. Jej granice wyznacza zbiór powszechnych norm wypracowanych przez precedensy prawne. Klaps tak, bicie nie.
            – Czy państwo może żądać stawienia się obywatela na wojnie, jeśli obywatel nie ma takiego życzenia?
            Nie ich ciało nie ich przekonania nie ich biznes. Nie.

            Trudno wiele tych rzeczy ogarnąć gdyż życie nie jest proste i wiele sytuacji jest bardzo skomplikowanych i wolałbym byc ostrożny. Napiszę tak: Jakbyś zadał pytania o sieć telefoniczną 21 wieku Aleksandra Bella to też miałby w głowie wiele niewiadomych.

            _______

            Odnośnie sklepów i niedzieli. To nie jest sprawa rządzących. To nie ich sklep.
            Niezależnie czy w tle są lekarze, pracownicy kin, czy kelnerzy. Pytasz czemu zasłonięto lewe okno w fasadzie domu przecież inne są odsłonięte???? Problemem nie jest okno. Problemem jest fundament.
            Ludzie już o nim zapomnieli po latach indoktrynacji. Ojczyzna nasze wspólne dobro, miej i ty udział w jego rozwoju – mówią hasła na plakatach.
            A politycy na to – Nie wtrącaj się, my wiemy lepiej co dla ciebie jest dobre, jak masz żyć co myśleć, co robić. Nie musisz się martwić mamy dla ciebie wiele zajęć w tej klatce życia, którą zbudowaliśmy. Zobacz możesz pograć w warcaby, nie w pokera, na antybiotyk potrzebujesz zgodę lekarza, którego my kontrolujemy, na budowę domu pozwolenie, na otwarcie biznesu pozwolenie, nie możesz mieć elektrowni, albo możesz, albo nie, nie wiem wybuduj to się zastanowimy. Chcesz sprzedawać ubezpieczenia licencja, nieruchomości licencja, chcesz zalożyć sklep bedziesz pobierał podatek VAT dla nas za darmo. Nie nie bądź głupi wsadzimy go w ceny, żeby ludzie myśleli że tak drogo sprzedajesz. I mimo to biznes ci się rozrósł i chcesz kogoś zatrudnić to musisz zabierać mu pieniądze w naszym imieniu. Że co? Że to współudział w przestępstwie, że to twój czas i nie chcesz tego robić? Człeniu wsadzimy cię do więzienia na dlugie lata. Co nie wiesz z jakiego paragrafu? Z paragrafu 1984.

          • Marcin Kluczek

            Na wstępie bardzo Ci dziękuję, że znalazłeś czas i chęć, żeby punkt po punkcie przedstawić swoje poglądy. To niezwykle pouczające i wielu punktach się z Tobą zgadzam. Może nie w 100%, ale np. pomysł legalizacji kupuję, tyle że pod nadzorem takim jak maja np. apteki.

            Zderzmy utopię ze światem. Dlaczego utopia? Ponieważ taki tytuł miało dzieło Tomasa Moore’a z 1516 opisujące idealne społeczeństwo: socjalizm, niewolnictwo, dożywotnio wybierany władca, nakaz pracy, zakaz ateizmu, takie same stroje. Takie tam pomysły na idealne państewko rodem z XVI wieku, które dziś nazwalibyśmy dystopią. Piszę to, żeby zaznaczyć, że to co dla jednych wydaje się idealne, dla innych może być koszmarem. Działa to w obie strony, a poglądy na życie się zmieniają z czasem. Jedni boją się państwa, inni wszechwładzy korporacji. Jedni cenią wolność jednostki, a inni od wieków stawiają na kolektyw (np. Japonia, Chiny, Korea). Jesteśmy różni, ale dzięki temu świat jest ciekawszy i może kiedyś opracujemy ustrój idealny, albo przynajmniej akceptowalny przez większość bez strachu.

            Czyli parzenie herbaty na nowo. Rewolucja. Ok, to jest rozwiązanie – wielokrotnie praktykowane.

            Zatem spłacamy wszystko robiąc gigantyczną prywatyzację. Łącznie z PANem, muzeami, parkami krajobrazowymi, drogami, wszystko co nie jest własnością prywatną idzie pod młotek. Długi wobec państwa, też idą pod młotek, bo po przemianie ustrojowej państwo nie będzie już miało odpowiednio silnego aparatu nacisku, żeby egzekwować długi. Załóżmy, że Polska jest debt free po tym zabiegu. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia czy będzie, ale po prostu załóżmy.

            Sceptic mode on – ale konstruktywnie 🙂

            Posłużę się koncepcją barier. Zakłada ona, że istnieją bariery, które trzeba pokonać, aby dane zjawisko miało miejsce lub przetrwało. Proces pokonywania bariery może zakończyć się sukcesem albo definitywną porażką całego przedsięwzięcia.

            A. Odnośnie przemiany ustrojowej.

            1. Czy rewolucja wolnościowa, może odbyć się, jeżeli lud nie jest za? Innymi słowy czy można ludzi uszczęśliwić na siłę akcją mniejszości, czy np. podczas plebiscytu wymagamy 2/3 głosów za (zasada podwójnej większości) przy obowiązku głosowania (tu mam wątpliwość czy można taki obowiązek wprowadzić) po bardzo długiej kampanii informacyjnej.

            2. Czy nowe państwo zostanie uznane przez inne państwa? Kto będzie traktował poważnie rząd nie mający realnej władzy? EU będzie bardzo nieszczęśliwa (składki członkowskie, traktaty, nakaz respektowania dyrektyw). Długi spłacimy, ale zobowiązania innej natury pozostaną. Przymusowy Polexit na warunkach ukarania dla przykładu połączony z izolacją, może jakimiś sankcjami? Grubo, ale państwa nie lubią konkurencji. W sumie to nie tylko państwa będą niezadowolone. Korporacje lubią się sądzić o niezrealizowane kontrakty i złamane umowy.

            3. W NATO nie będą szczęśliwi. Zakładam, że wolne państwo zechce zostać państwem neutralnym, ale neutralna może być mała Szwajcaria z arsenałem nuklearnym gdzieś w górach (tak twierdzą niektórzy). Położenie Polski jest strategiczne (transport, Bałtyk, potencjalny front wojenny itd). Wolność zdobywa się krwią, kupuje się (np. członkostwem w NATO i EU), albo pokazuje BFG, żeby ktoś nie miał głupich pomysłów. Potencjał militarny w ciągu dekady spadłby w okolice zera – brak środków na wojsko, opieranie się na obronie terytorialnej vs regularna nowoczesna armia. Może dramatyzuję, bo demokracje coraz rzadziej walczą między sobą – mówię o prawdziwych demokracjach a nie DRC albo sąsiadach ze wschodu, którzy pamiętają imperialne czasy ZSRR. Uops.

            4. Jak poradzimy sobie z działaniami niezadowolonych, którzy woleli poprzedni system. Na likwidacja dużego państwa wielu straci. No dobra, kilka milionów będzie bardzo niezadowolone: politycy, służby państwowe, czerpiący pożytki ze współpracy z państwem + ich rodziny. Kolejna grupa – jak poradzi sobie Kowalski w świecie, gdzie wszystko jest czyjeś. Likwidacja PGRów przy transformacji totalnej to pikuś. Balcerowicz musiał odejść. Pojawia się niezerowe prawdopodobieństwo wojny domowej i bardzo duże prawdopodobieństwo prób powrotu do poprzedniego ustroju. Kolejna rewolucja zjadająca własne dzieci?

            5. Kto kupi mienie państwowe? Kowalski może sobie co najwyżej kupić kawałek ulicy przy posesji. Kupią majętni i zagraniczni inwestorzy (o ile się nie przestraszą). Kupią, żeby zarobić lub żeby mieć kawałek ziemi dla siebie. Może jakieś zakupy w celach rezydencji podatkowej? Brzmi świetnie dla podatnika, ale sąsiadom może się to bardzo nie spodobać. Nikt nie chce wielkiego raju podatkowego w środku Europy.

            6. Jak państwo o małej mocy sprawczej poradzi sobie z kryzysem. Takim poważnym kryzysem w stylu 1929-1939. 30% ludzi bez pracy, już bez pieniędzy, bez zasiłku, bez opieki społecznej, bez służby zdrowia po prostu w niezłym bagnie, którego nawet nasi dziadkowie za głębokiego PRL nie pamiętają.

            Sporo tych barier, a każda może zniszczyć nowy wolny kraj.

            B. Odnośnie wolności.

            1. Czy odebrania części społeczeństwa praw wyborczych w połączeniu z bardzo trudnym dla niektórych wymogiem posiadania nieruchomości jest zgodna z duchem wolności osobistej? Rozumiem, że mamy tu do czynienia z zasadą, kto daje coś państwu, ma prawo głosować – jak w Starożytnej Grecji obywatel ma obowiązki np. stanąć w obronie ojczyzny z koniem, tarczą i odpowiednim orężem. Czyli przestajemy spełniać definicję nowoczesnej demokracji powracając do cenzusu majątkowego. Czy obywatele na to pójdą? Czy po to wyzwolili się spod władzy państwa, aby oddać się innej władzy bez pawa głosu?

            2. Skoro co do zasady szczepić się nie trzeba, a szczepienia kosztują. Zaszczepialność spadnie poniżej progu odporności społeczeństwa (okolice 90%, nie pamiętam dokładnie co mówią epidemiolodzy) i powrócą stare choroby. Ludzie zaczną umierać. W pierwszej kolejności dzieci. Tracimy zasoby ludzkie + społeczeństwo dostaje strzał w postaci zrozpaczonych rodziców. Wiem, ich wybór, ale jako ludzkość w XXI wieku stać nas na więcej.

            3. Skoro wolno się narkotyzować do woli, tracimy zasoby ludzkie. Nie chodzi mi o narkotyki jako takie. Nie będzie akcyzy na alkohol, więc spożycie wzrośnie do poziomów bardzo wysokoprocentowych.

            4. Jak zareaguje biznes w państwie, w którym prawo może się zmieniać w zależności od miasta. Pewność prawa i państwo gwarantujące jego przestrzeganie to podstawa. Ktoś będzie kontrolował rynek kapitałowo ubezpieczeniowy, czy całkowita wolność? Czy ktokolwiek będzie chciał świadczyć takie usługi na terenie całego państwa, czy tylko w pewnych rejonach? Ograniczenie skali to spadek efektywności, mniejsza opłacalność innowacji itd.

            5. Czy możemy liczyć na inwestorów z zagranicy, czy przestraszą się chaosu prawnego? Prawo precedensu i mały rynek, średnio zachęcają. Co jeśli biznes zagraniczny się zwinie w tempie ekspresowym?

            6. Jak na gospodarkę wpłynie natychmiastowe odcięcie od zamówień rządowych? Kredyty, leasingi trzeba spłacać, ludziom zapłacić. Zatory płatnicze i credit freeze, to zdecydowanie kiepski start dla wolnego państwa. Jeżeli gospodarka to suma transakcji, to jesteśmy w szambie po szyję i w betonowych butach.

            7. Skoro nie ma obowiązku obrony ojczyzny, kto będzie go bronił? Ci którym się najlepiej powodzi, którzy mają najwięcej do stracenia, czy Ci którym jest wszystko jedno, bo żyje im się średnio i inna władza różnicy nie zrobi, a przynajmniej życie zachowane.

            8. Skoro nie ma obowiązku edukacji, wielu po prostu zrezygnuje z tego „luksusu” ograniczając się do czytania, pisania i liczenia do 100 (na upartego 3 klasy wystarczą), przecież są kalkulatory, które liczą co się chce. Umysłowa mizeria tej części społeczeństwa to utracony kapitał ludzki.

            Uff. W wielu punktach dążę do tego, że pozwolenie społeczeństwu na niszczenie się prowadzi do katastrofy. Wyniszczona część społeczeństwa mniej i gorzej pracuje. Nie jest w stanie podejmować się bardziej zaawansowanych zawodów (stan zdrowia, edukacja, możliwości intelektualne przytłumione używkami). Nie jest w stanie dobrze zarabiać. Kurczy się rynek wewnętrzny. Kurczy się popyt na nie podstawowe dobra. Ile można mieć samochodów, pralek, lodówek, zabawek, ile można jeździć na wakacje? Skala jest ważna. Ilość konsumentów jest ważna. Nie ma zapotrzebowania lub ilość klientów jest mała, nie ma potrzeby innowacji. Nie ma innowacji, nie ma rozwoju.

            W gruncie rzeczy można te wszystkie pytania i wątpliwości sprowadzić do.
            Czy świat i ludzi są gotowi na takie zmiany? Mamy przed sobą pewien idealny utopijny ustrój opierający się na założeniach, że ludzie są dobrzy, co do zasady inteligentni i zaradni i cenią wolność ponad wszystko. Im więcej założeń, tym większa szansa, że coś się popsuje.

            Nigdy nie twierdziłem, że socjaldemokracja działa idealnie, szczerze mówiąc, widzę niezły ściek, ale z pragmatycznego punktu widzenia to działa i jest pole do poprawy. Problemem każdego ustroju są ludzie. czy to politycy, czy obywatele. Jeżeli każdy będzie robił swoje, będzie lepiej.

            Nie chcę zamykać się w jednym nurcie. Zbyt wiele jest do stracenia. Wszytko ma swoje plusy i minusy, szukam efektywności. Może znajdę. Nie wiem tego, ale rozmowy z Tobą bardzo mi pomogły. Dzięki

          • Plastic Tofu

            Dzisiaj koczy się mój tydzień pracy więc wiele obowiązków 5 dniowych muszę zrobić w 3 dni więc prośba o wyrozumiałość za odpowiedzi w kawałkach.

            Podstawą tego co piszę jest chęć ratowania ojczyzny, która powinna być dla wszystkich jedna. Nazwę mamy najlepszą na świecie Rzeczpospolita i do tego odnoszę swoje rozważania. Chciałbym aby wszyscy mogli realizować się bez strachu czy moralności innych. Wiem, że pytałeś o moralność w prawie, ale dla tej wypowiedzi programowej pomówmy o czymś co nie dotyka bezpośrednio innych, a jest zabronione jak hazard u zagranicznych opratorów.
            Mi chodzi o państwo gdzie mamy realną konkurencję na wszystkich rynkach NP na waluty, chcesz wypuścić Złotego bis, czy talara marcińskiego – be my guest. Zresztą przy dzisiejszej technice porównanie ich jest dziecinnie proste. Niech wygrywa najlepsza. To samo ze szkołami. Zerknąłem na polskie strony – będzie nowy system oceny nauczycieli i co z tego wyniknie – nic. Bo powinna być uczciwa konkurencja, chcesz lepszą szkołe to płacisz więcej, a w zamian za to jeździsz używanym samochodem. Ludzie mają różne prorytety, a władza na to, że powinno być równo więc wszyscy w to wierzą, a śmietanę dalej spijają najbardziej zamożni i ustawieni. Widzisz ja wiem, że nie jesteś w stanie konkurować z kimś kto zarabia 5x tyle, ale i nie musisz. Jesli twoim celem jest edukacja dzieci to masz maly domek, stary samochód i wszystko inwestujesz w pociechy. Dzisiaj chodzisz do najbliższej szkoły bo jest rejonizacja, walisz kase w korki bo szkoła nie wykonuje swojej pracy jak uda ci się wepchnąć dzieci na dzienne studia to ich dyplom niewiele znaczy, a jak nie to płacisz za cudze studia i za swoje prywatne. A jak masz dzieciaka, co może nie jest materiałem na 5 lat uniwerku i zakłada po szkole biznes – malowanie ścian i się w tym odnajduje szybko go rozwija i w 5 lat ma zarobki większe niż niejeden świeżo upieczony student to zapomniałem ale musisz mu pomóc sfinansować start biznesu i obaj przez 5 lat płacicie na cudze studia, kogos kto nie może się zdecydowac co chce w życiu robić, albo kończy studia i decyduje się na wychowanie dzieci. Nie chciałbym być źle zrozumianym, każdy powinien żyć jak uważa, ale za swoje.

            Zwrócę uwagę na jeszcze inne aspekty prawa, jest ono różne w wielu krajach czasem sprawdza się lepiej czasem gorzej, są różne style budowlane, są rożne typy społeczeństw, bankowości, sklepów, spędzania wolnego czasu. Chodzi mi o to, że nie powinniśmy przestawać być Polakami bo chcemy żyć libertariańsko czy socjalistycznie, bo chcemy kupować od chłopa czy w supermarkecie, bo … Na to wszystko jest miejsce pod jednym dachem i konkurencja pomiędzy stylami życia organizacji, finansów, typów medycyny będzie doprowadzała do potrzebnego społeczeństwu rezultatu, czyli dojścia do szczęścia widzianego własnymi oczami, a nie oczami jaśnie nam panujących.

          • Plastic Tofu

            Dwa słowa na temat tego lewego sierpowego, panie sceptic :), który zaserwowałeś pisząc o wyprzedaży dóbr narodowych. PAN oni się mogą utrzymać z zamkniętymi oczami, w końcu to naukowcy, dwa patenty na jakiś tam robot domowy i goście stówkami podpalają cygara, Muzea jak najbardziej, są bilety wstępu, sprzedaż ekspertyz nawet eleganckie party w muzeum sztuki i kasa fiskalna się przegrzewa. Parki krajobrazowe to Ted Turner chłop kupił 2 milony akrów i wpuszcza tam ludzi za opłatą. Nie stać cię, a uważasz, że trzeba chronić puszczę czy łysą górę zakładasz korporację zdobywasz inwestorów i donatorów i voila. 3% było umowne, ale nawet to jest 50% więcej niż nasze obietnice do NATO.

            1. To jest trochę teoretyzowanie i moje ciche marzenia, ale to, że ktoś wymaga ode mnie mojej własności bo tak mu się podoba jest niemoralne, jak niewolnictwo i jak ono część krajów zniosła je pokojowo, inne walczyły w wojnach. może trzeba poczekać kilka lat albo kilka pokoleń aż społeczeństwo przestanie wirzyć że Zeus zsyła pioruny, szkoły są za darmo, a państwo płaci 500+.
            2. Inne państwa złożone są z polityków respektujących Koreę północną i Kubę, nie widzę powodu aby nie respektowały państwa przypominającego USA z 19 wieku. Czy chcemy należeć do Unii? jeśli 75% społeczeństwa powie tak to czemu nie, ale po co? Dzisiaj jestem zwolennikie Polski należącej do Unii, natomiast po co nam dopłaty do rolnictwa kiedy opodatkowujemy ich więcej niż dostają, po “reformie” będą bogatsi. Handel czy biznes jest inywidualny. dzisiaj wysyłasz swój produkt do Bangladeszu musisz przestrzegać ich praw , nie chcesz to wysyłasz go na Galapagos. Jeśli chodzi o zobowiązania to pamiętasz jak wiele państw odcięło się od komuny i stwierdziło, że to nie był ich problem. Było trochę zawirowań, ale świat idzie naprzód i żyje się dalej.
            3. Możemy należeć do NATO jeśli jest to dla państwa jest ważne, nadal przypominam, że budżet będzie wyższy. Położenie mamy strategiczne i powinniśmy to wykorzystywać, Na twoje powiedzonko mam swoje, Tam gdzie handel przekracza granice tam nie przekraczają ich armie. Możemy żyć w zgodzie z sąsiadami, zgodę tę możemy poprzeć kilkoma wyrzutniami balistycznymi z odpowiednimi głowicami na końcu. Mowisz, że demokracje nie walczą ze sobą? W ostatniej takiej niewalce zginęło 50 milionów ludzi w Europie i to też przyczynek do naszej gotowości bojowej taka jak była wtedy taka jest dzisiaj. Wierzę, że dzięki mojej wizji byłaby dużo lepsza. Może nawet pokusilibyśmy się o nowy Black Water.
            4.Tak część będzie niezadowolona i jest mi przykro, tak samo jak wracam z działki i mam kleszcza który pije moją krew, jest mi przykro, że muszę go wyrwać. Kowalski natomiast poradzi sobie fantastycznie w świecie gdzie wszystko jest prywatne. Ma już pewien start, był w sklepie i restauracji (rzadko należą do państwa) kupił samochód, którym jechał po płatnej autostradzie, Wiem, że w samotności będzie tesknił za kolejkami i obsługą która go totalnie zlewała w urzędach, ale jest to ryzyko, które jestem w stanie ponieść.
            Spędziłem w pracy chyba z 3 godziny z pacyfistą dyskutując obecnych i zmarłych przedstawicieli amerykańskiej polityki (jak się dowiedza w pracy co robię zamiast pracować mam nadzieję, że mnie przygarniesz) i nie jestem człowiekiem typu nadstaw drugi policzek, ale uważam, że nie ma większej wartości nad życie i życzyłbym sobie uniknąć przemocy na wszelkie możliwe sposoby.
            5. Oczywiście, że nas stać bo to już jest nasze, zresztą można na to pożyczyć pieniądze pod zastaw tego co kupujemy. Tak jak kupujesz mieszkanie lub samochód. Biedni to stan umysłu jest to również dla nich szansa, tragedią dzisiejszego systemu jest chęć pomocy im za wszelką cenę. Dopóki sami się nie zdecydują zmienić swoje podejśćie trudno kogoś uszczęśliwić bogactwem gdyż nawet jak dasz mu pieniądze to je przepuści.
            Jeśli sąsiadom się to nie podoba to powinni kupić posiadłość po lewo i prawo i nie będą mieć sąsiadów. A jeśli ludzie z ninnych krajów będą głosować nogami i przeprowadzać się do Polski to nie dość, że byłby to powiew świeżego powietrza, to co w tym złego że Smith czy Giovanni chce u nas płacić podatki. To jest AWESOME. A i muszę stwierdzić, ze mylisz się iż nikt nie chce raju podatkowego w środku Europy – ja chcę. Jest jeden, a pamiętasz to powiedzenie, że nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku? 🙂
            6. Oj nieładnie. Kryzys wywołany przez państwo ma być obroną tegoż państwa? Wojny, kryzysy, głód, przesladowania, rzadko były domeną indywidualych poczynań. Najczęściej są pokłosiem polityki państwa. Samo to jest lepszą perespektywą dla jednostki niż ‘opieka państwa’.

          • Plastic Tofu

            B. Odnośnie wolności

            Zanim zacznę odpowiadać jeden drobiazg, wydaje mi się, że powinniśmy oddzielić ojczyznę od aparatu państwowego i to jest cel moich wynurzeń. Ojczyzna zostaje a apart państwowy potrzebuje odchudzenia i nawet jeśli uda się to połowicznie to będzie to ogromny sukces.

            1. Tu bedzie unik intelektualny. NIe wiem czy to najlepsze rozwiązanie, ale wygląda, że ci powinni głosować, którzy mają interes w rozwoju kraju a odcinamy tych, którzy dzisiaj głosują bo chcą przy pomocy aparatu państwowego sięgnąć do kieszeni innych (lub zmusić innych do zachowań uznanych za pozytywne dla społeczeństwa i tu sidebar piszę często w kontekście pieniędzy gdyż są one namacalne, ale wiele tych punktów odnosi się do zachowań i norm społecznych). Jeśli uda się ograniczyć rząd to kto głosuje jest sprawą drugorzędną. Obrona to zawodowa armia. W czasie wojny może to wspomagać pospolite ruszenie. Chciałbyś być ze mną w plutonie wiedząc, że zostałem wcielony do armii siłą i marzę tylko o ucieczce, a ojczyzna to dla mnie tylko słowo składające się z 8 liter? Patriotyzmu i woli walki nie da się wprowadzić żadną legislacją.
            2. Aj, chyba troszkę cię poniosło. Ludzie będą się szczepić. Inni dostaną darmowe szczepionki od firm farmaceutycznych, od bogatych, od organizacji charytatywnych. Wydaje mi się, że wyrzucając państwo poza nawias zakładasz, że bedzie mniej pieniędzy. Nie, one zostaną w kieszeni ludzi i to prawda, że będą inaczej wydawane ale nie znaczy to, że będą wydawane nierozsądnie. Zaręczam ci, że z każdym z kim rozmawiałem na ten temat odpowiadał tak samo: Ja bym dzieci zaszczepił, ale co by zrobili inni? Będzie margines, który tego nie zrobi z powodu wiary czy przekonań, ale to jest właśnie argument za. Czy ważniejsze jest nasze czlowieczenstwo czy przymus.
            Mam znajomych, którzy po lekturze internetów nie byli zwolennikami szczepień. Aby zapisać dzieci do szkoły w USA musisz mieć wymagane ubezpieczenia. Możesz sam dzieci kształcić ale po rozważeniu za i przeciw… dzieci zostały zaszczepione.
            3. Nie. Będzie więcej zasobów bo ci co siedzą w więzieniu za posiadanie marychy będą mogli pracować. Oprócz tego – zero gangów, dużo dobrej sztuki i muzyki – ileż to albumów powstało pod wpływem. Tańszy alkohol to wieksze spożycie, prawo popytu i podaży się kłania – masz rację, ale zero 500+ więc popyt spada.
            4. Witamy w Stanach. Prawa są różne zależnie od miasta czy stanu. Mieszkałem kiedyś na ulicy gdzie połowka należała do jednego miasta a połowka do innego. To oznacza dwie różne policje po dwóch stronach ulicy. Poprzedni punkt był o alkoholu więc: w USA masz dry counties – zero alko powyżej chyba 3.5% czyli słabe piwko możesz kupić tak np jest w powiecie gdzie produkuje się Jack Daniels. Pennsylvania tylko sklepy rządowe. Moist counties gdzie tylko alko w określonych sytuacjach np do jedzenia, Czasem możesz kupić w barze butelkę, czasem nie, tylko na kieliszki. Indiana – nie wiem czy do dzisiaj zakaz sprzedaży gorzały w niedzielę. Mount prospect IL wiocha 50 metrów od mojego biura w niedzielę tylko od 12. Missouri – sklepy z drive trough czyli możesz kupić prosto z samochodu. I biznes się do tego dostosowuje. Bo biznes jest elastyczny to państwo jest konserwą nie dbającą o nikogo oprócz siebie. Relax biznes sobie poradzi.
            5. Biznes zagraniczny w absencji idiotycznych wymogów zjedzie tu w ilościach ala Singapur na drożdżach.
            6 Zamówienia rzadowe są dlatego tak poszukiwanymi kontraktami, gdyż są bardziej lukratywne. To oznacza, że podatnicy przepłacają za usługi gdyż politycy uwielbiają grać dobrych wujków za nie swoje pieniądze. Znowu kłania się ekonomia, króra uczy nas, że oszczędzając na tych kontraktach stać nas jako obywateli będzie na więcej. Płynność finansowa to kwestia bogacenia się społeczeństwa. Bogaci nie mają tych problemów, więc bogacące się społeczeństwo szybciej sobie z tym problemem poradzi. Suma pieniedzy/transakcji się nie zmieni, tylko nie będzie łańcucha człowiek – rząd – człowiek a powstanie człowiek – człowiek. Brzmi dużo lepiej, nieprawdaż.
            7. Myślę, ze wszystkich których wymieniłeś. Mimo obowiązku część ludzi ucieka, część oddaje swoje życie, My tylko przestajemy tych pierwszych karać. Opinia społeczna zrobi to za nas.
            8. Nie wiem zcy wiesz co to spelling bee? To konkurs dla dzieci, które przeliterowują zadane słowa. przez ostatnie kilka lat wygrywały go dzieci uczone w domu.
            Kasjerka potrzebuje trafić kodem paskowym w linie czytnika laserowego. Komputer wylicza ile trzeba zapłacić i resztę. Moje pytanie jest za ile lekcji muzyki chcesz jej zapłacić? Ile razy chcesz jeść odgrzewane mielone aby pani kasjerka uczyła się fizyki? Nie ma nic bardziej personalnego niż edukacja i okradanie innych w nawet tak nobliwym celu jak wykształcenie jest zbrodnią. A dla wierzących siódme to Nie kradnij i koniec. Nie ma tam dodatku chyba że państwo chce wydać na edukację Kasjerki. Mam znajomego z 5 dzieci i uczą ich w domu. Ludzie znajdą drogę. Poza tym wydaje mi się że zapominasz o dostosowaniu się do rynku. Masz różne dzieci wyślesz do różnych szkół – jedne będą o wysokim standardzie inne będą miały 40 dzieci w klasie. Nie każdy będzie Einstainem, a dzisiaj panuje taka retoryka jakby każdy byl. Wielu w to wierzy mimo, że rezultaty są mniej niż obiecujące. Pamiętaj, że nie opuszczając granic Polski możesz co najwyżej ukończyć uniwerek w 5 setce na świecie. Perespektywa mierna, a mimo to ci co je kończą myślą, że są mistrzami świata. Ach ta propaganda.

            Uff. W wielu punktach dążę do tego, że pozwolenie społeczeństwu na rozwijanie się prowadzi do euforii. Rozwinięta część społeczeństwa lepiej i wydajniej pracuje. Jest w stanie podejmować się bardziej zaawansowane zawody (stan zdrowia, edukacja, możliwości intelektualne wzmocnione używkami). Jest w stanie dobrze zarabiać. Rozwija się rynek wewnętrzny. Rozwija się popyt na nie podstawowe dobra. Ile można mieć samochodów, pralek, lodówek, zabawek, ile można jeździć na wakacje? Skala jest ważna. Ilość konsumentów jest ważna. Ludzie konsumują też usługi, muzykę sztukę, stać ich coraz częściej na wyjście do restauracji, do resortu do spa. W Polsce jeszcze prawie wszystko jest postrzegane przez pryzmat rzeczy. A są jeszcze smaki. Opera, basen, siłownia, sushi, Film, żeberka, guma do żucia, filozofia, książka, prestiż,
            Nie ma zapotrzebowania lub ilość klientów jest mała, nie ma potrzeby innowacji. Nie ma innowacji, nie ma rozwoju. Tak umierają państwa, nigdy tak nie umierają wolni ludzie.

            To nie jest utopia. Pierwsze zdanie amerykańskiej konstytucji tworzyło nowy porządek rzeczy. W świecię gdzie ludzie byli zniewoleni tworzyło podwaliny nowego społeczeństwa. Czy ludzie byli na to gotowi? nie wiem, ale rezultaty mimo wypaczeń są oszałamiające.

            Ludzie nigdy nie są problemem ludzie zawsze są odpowiedzią. Wierzę,że lepiej umrzeć wierząc w to niż żyć w nieświadomości.

  21. Plastic Tofu

    Spór o OFE vs ZUS to spór czy chcesz być niewolnikiem w polu czy w kuchni. Od zarania dziejów nie było państwowych planów emerytalnych na świecie (tak wiem nie było też telewizorów i smartfonów) i dzisiaj ich nie powinno być gdyż ludzie są różni. Jedni pójdą do pracy gdzie takowy jest oferowany inni będą mieli dużo dzieci, które się nimi zajmą, jeszcze inni otworzą biznes, ktory ich będzie utrzymywał, niektórzy tak zostaną z mizernymi środkami do życia i będą musieli liczyć na dobre serce innych gdyż to że żyli nieodpowiedzialnie, a nawet jeśli wydarzyła się im tragedia nie daje im prawa do zawartości mojego portfela.
    Rozpisałeś się o OFE, tęsknota aż bije z wpisu. No i co z tego? Twoje zdanie nie liczy się w stosunku do twoich pieniędzy. Nie wydaje ci się to dziwne? Możesz tylko pomachać rączką i powiedzieć bye, bye baby I TO TY MOŻESZ MIEĆ W TYM WSZYSTKIM RACJĘ. (caps lock zamiast słów uważanych za niecenzuralne). Ofe to wiele aspektów tragedii polskich finansów, ale to w innym odcinku – notabene zgadzam się z Twoją oceną.
    Mam nadzieję, że wracamy do zamierzchłych czasów, dlaczego? Kiedyś we wsi pomiędzy innymi żyłeś ty i ja. Ty byłeś sympatycznym gościem chętnym do pomocy w polu i zagrodzie. Ludzie cię lubili, wspierałeś biednych zupą a smutnych dobrym słowem. Ja natomiast żyłem na zasadzie że dzień bez wkurzenia kogoś to dzień stracony, a zamiast pomóc sąsiadom spędzałem dni w tawernie i każdy taki pobyt kończył się alkoholową rozróbą w okolicy. Któregoś niezbyt ładnego dnia walnęły 2 pioruny jeden w twoją stodołę, a jeden w moją. We wsi nie było ani straży ani ubezpieczeń więc następnego dnia obaj byliśmy krótsi o stodołę. Ty mając kredyt zaufania przy pomocy sąsiadów wdziecznych za wcześniejszą pomoc odbudowałeś stodołę szybko i dostałeś po trochu tego co spłonęło abyś mógł stanąć na nogi. Ja natomiast bez pomocy nie byłem w stanie utrzymać farmy i powoli odszedłem w niebyt. To nazywa się kredyt zaufania, który wyrabiamy tak jak kredyt finansowy. Rząd nam zabrał tę możliwość interakcji dając w zamian system oparty na złodziejstwie w którym ci, którzy uczestniczą w tym procederze są patriotami, ci co przeciwstawiają się najczęściej spędzają czas w odosobnieniu. patrząc w okrągłą końcówkę AK-47.

Odpowiedz