Czy jesteś biedny jak Amerykanin? Koszty życia w USA

62

Zróbmy mały eksperyment. Wyobraź sobie, że kładziesz się dzisiaj spać, a jutro budzisz się w amerykańskim łóżku. Po wyjściu z niego czekają na Ciebie amerykańskie wyzwania dnia codziennego. Koszty życia w USA nie są tak piękne jak Amerykański Sen. Czy wiesz, z czym będziesz musiał się zmierzyć?

Dzisiaj bez dłuższych wstępów. Na pewno jesteś ciekaw odpowiedzi, dlatego od razu zapraszam Cię do przeczytania drugiej części artykułu o tym, jak się żyje w USA.

Autorem artykułu jest rozkminiacz Marcin Kluczek – znany Wam zapewne jako eMCI – dał się nam poznać jako wnikliwy uczestnik naszych dyskusji o finansach, które toczymy w komentarzach na blogu. Marcin jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego pasją i pracą są technologie komputerowe – zajmuje się zarządzaniem produktami. Od kilku lat zgłębia tajniki finansów osobistych. Entuzjasta arkuszy kalkulacyjnych, które pomagają mu w pracy i podczas analiz produktów finansowych. W wolnych chwilach pracuje nad „projektem Buddy” – narzędziem do zarządzania finansami osobistymi.

W pierwszej części artykułu przedstawiłem Wam modelową rodzinę Jonesów, która mogłaby mieszkać gdzieś w Stanach. Zarabiają $100,000 rocznie, mieszkają w przeciętnym domu, mają dwa auta, odkładają na emeryturę aż $21,000, mają polisę zdrowotną i zamierzają zapłacić za studia swoich dzieci. Pozostaje im na życie $49,000 rocznie. Nieźle, prawda? Sprawdźmy, czy taka kwota pozwala żyć na poziomie klasy średniej.

Klasa średnia – middle class

W Słowniku Języka Polskiego czytamy, że jest to grupa ludzi zamożnych o ustabilizowanej sytuacji finansowej i zawodowej. Oxford Dictionary definiuje klasę średnią jako grupę społeczną znajdującą się pomiędzy klasą robotniczą a klasą wyższą. Do klasy średniej zalicza profesjonalistów i przedsiębiorców wraz z rodzinami.

Amerykanie nieco inaczej rozumieją to pojęcie. Nic dziwnego, wszakże mentalność amerykańska kształtowała się w realiach świata oddalonego o tysiące kilometrów i nierzadko w opozycji do podzielonej klasowo Europy. W USA nie ma panów, bo wszyscy są panami. To samo jedzą i tak samo chodzą – oceniali imigranci z Austro-Węgier [A. Chwalba, Historia Powszechna Wiek XIX, Warszawa, 2008, s. 30]. Linie dzielące społeczeństwo na klasy są bardzo różne, ale dominują kryteria ekonomiczne – dochody, wartość majątku, styl życia wymagający wydatków na pewnym poziomie. CNN w ciekawy sposób przedstawia czynniki kwalifikujące do tego, aby zostać uznanym za klasę średnią.

  • Do klasy średniej należy gospodarstwo domowe o dochodzie wyższym od 20% najbiedniejszych i niższym niż 20% najbogatszych gospodarstw domowych.
  • Pew Research Center definiuje klasę średnią jako mieszczącą się w przedziale od 66,6% do 200% w odniesieniu do mediany dochodów gospodarstw domowych. W 2014 r. oznaczało to zakres od $42,000 do $125,000. Do klasy średniej należało 51% gospodarstw domowych. Klasa wyższa obejmowała 20% społeczeństwa, a pozostałe 29% stanowiło klasę niższą.
  • Wartość netto w przedziale od $0 do $401,000 (mniej niż najbardziej majętne 20%).
  • Poziom wydatków na jedzenie, transport, rozrywkę, rachunki i „inne przedmioty” na poziomie $38,200 do $49,900 rocznie.
  • Styl życia klasy średniej obejmuje: posiadanie domu i samochodu, polisy zdrowotnej, oszczędności emerytalnych, zapewnienie dzieciom wyższej edukacji i od czasu do czasu sfinansowania rodzinnych wakacji.

Należy zaznaczyć, że przytaczane przeze mnie dane statystyczne odnoszą się do całych Stanów, które są bardzo zróżnicowanym pod kątem kosztów życia i zarobków. To samo $100,000 w „biednej” Oklahomie ma zupełnie inną wartość, niż w „bogatym” New Jersey. Oto kilka linków, które doskonale oddają różnicę 1, 2, 3, 4.

Życie na dobrym poziomie

Powracając do wspólnego mianownika powinniśmy zadać sobie pytanie czy $100,000 pozwala na życie na dobrym poziomie. W 2014 roku USA Today pokusił się o dokonanie analizy ile powinna zarabiać czteroosobowa rodzina, aby realizować American Dream – było to wówczas $130,357 (de facto powyżej progu dochodowego klasy średniej), w tym:

  • Hipoteka zaciągnięta na kwotę $247,500 wraz z kosztami utrzymania nieruchomości
  • Jedno auto „sportowe”
  • Rodzinna polisa zdrowotna
  • Rodzinne wakacje raz do roku
  • Koszty życia codziennego: jedzenie, ubrania, itd.
  • Podatki federalne i stanowe – 30%
  • $17,500 wpłacone na program emerytalny

Z pewnością zauważyliście, że USA Today scharakteryzowało American Dream w sposób bardzo zbliżony do tego jak CNN określiło styl życia, który prowadzą członkowie klasy średniej. Jednocześnie zachodzi pewna rozbieżność. Według CNN gospodarstwo domowe klasy średniej zarabiało do $125,000 w 2014 roku. Z kolei USA Today wyraźnie daje do zrozumienia, że przychód potrzebny do życia na „odpowiednim” poziomie jest osiągany przez klasę wyższą rozumianą jako najlepiej zarabiające 20% społeczeństwa.

American Dream nie dla przeciętnego Amerykanina

Jonesowie mieli $49,000, aby opłacić hipotekę, rachunki, pokryć koszty użytkowania dwóch samochodów, opieki nad dziećmi, kosztów życia codziennego, rozrywki i wakacji. Rzućmy okiem na te koszty (podane kwoty są dużym zaokrągleniem):

  • Hipoteka ($180,000 zaciągnięta na 30 lat, oprocentowanie stałe 4,25%) – $10625,88 rocznie + ubezpieczenie i koszty drobnych napraw i ulepszeń ~$12,500 rocznie
  • Utrzymanie dwóch aut wraz z utratą wartości ~$8,000 za Mustanga, ~5,000 za Kia, razem ~$13,000 rocznie
  • Opieka nad dziećmi w Child Care Center ~2 * $200 tygodniowo * 50 tygodni, w późniejszym okresie zatrudnienie opiekunki ~$20,000 rocznie
  • Żywność, odzież, chemia, kosmetyki ~$1000 miesięcznie, $12,000 rocznie
  • Rodzinne wakacje ~$2,000 rocznie
  • Rachunki (telefon, internet, kablówka, netflix, elektryczność, woda, śmieci) ~$400 miesięcznie, ~$5000 rocznie

Łącznie $64,500. Jonesowie mieli do dyspozycji „zaledwie” $49,000. Brakuje $15,500 a Henry i Emma nie chodzili do restauracji, nie odwiedzili rodziny z okazji Święta Dziękczynienia, nie zrobili wielkiej imprezy prezentowej z okazji… Tu wstaw kilka dobrych powodów, aby wydać dużo pieniędzy. Henry nie zabrał rodziny na mecz NBA (koszykówka), NFL (football amerykański), NHL (hokej) ani MLS (football). Dzieci nie chodzą na fajne zajęcia poza domem, bawią się w ogródku. Nie ma też mowy o funduszu bezpieczeństwa, ani dodatkowych oszczędnościach i inwestycjach. Ba, nie ma nawet mowy o nowych iPhonach co roku – słabo jak na klasę średnią. Zakładamy też, że nie musieli brać bezpłatnego urlopu na opiekę nad chorymi dziećmi, co uszczupliłoby ich dochody.

Jonesowie próbując żyć na poziomie, na jakim „powinna żyć” amerykańska klasa średnia, szybko zostaliby bankrutami. Zabrakłoby im – tu nieco strzelam – $30,000 rocznie. Liczby, które podaję, z pewnością nie są dokładne. Wiele zależy od miejsca, w którym żyliby Jonesowie. Być może zabrakło by im $10,000 a być może $50,000 rocznie. Monima w komentarzu pod pierwszą częścią artykułu napisała, że żłobek kosztuje $18,000. Pozdrawiała ze Seattle, jednego z droższych miast w USA.

Co zrobić, gdy kołderka jest za krótka?

Co zrobią Jonesowie? Zrezygnują z programu emerytalnego? Przestaną odkładać na studia dzieci? Gdyby odpuścili sobie w obu przypadkach, budżet prawie by się spinał. Mustang pójdzie w odstawkę, a na jego miejscu pojawi się dziesięcioletnia Honda Civic lub Toyota Corolla i będzie OK ☺

Prawie OK, ponieważ to już nie będzie poziom wiodącej spokojne i dostatnie życie klasy średniej. Jonsowie dużo by konsumowali, ale nie odkładaliby na studia dzieci i ograniczaliby wpłaty do 401k do minimum polegając na Social Security (amerykański ZUS). Żyliby od pierwszego do pierwszego (paycheck to paycheck), bez oszczędności jak przeciętni Amerykanie. No prawie… Powinni jeszcze mieć sporą ilość kredytów.

Przeciętny Amerykanin nie ma oszczędności, ale ma długi

Życie od wypłaty do wypłaty jest w Stanach powszechne – 78% robotników zatrudnionych na pełny etat żyje od pierwszego do pierwszego. Zaledwie 39% Amerykanów w wypadku zdarzenia losowego jest w stanie wygospodarować $1,000 gotówką. Mediana oszczędności emerytalnych jest bardzo niska. Balansowanie na krawędzi wydaje się być normą, a dostatnia emerytura jest dla wielu rodzin jedynie marzeniem. Chyba, że zadowoli ich czek z Social Security.

Oszczędności w USA

Za: https://www.cnbc.com/2018/04/23/how-much-us-families-have-in-retirement-savings-and-how-much-they-need.html

Amerykanie mają za to 3,82 biliona dolarów w długach konsumenckich.

$3,820,000,000,000

Na te długi składają się głównie: około bilion w kartach kredytowych i pożyczkach, nieco ponad bilion w kredytach samochodowych i leasingu i 1,5 biliona w pożyczkach studenckich. Te ostatni typ długów rośnie w przerażającym tempie.

Koszty życia w USA - kredyty studenckie 2018

Za: https://wolfstreet.com/2018/05/08/consumer-credit-auto-revolving-student-loans-q1-2018/

System pożyczek studenckich jest dosyć skomplikowany. Wyróżniamy pożyczki: rządowe, rządowe subsydiowane, prywatne z gwarancjami rządowymi. Sytuację komplikuje fakt, że często brane są na poszczególne semestry. Dodatkowo jedna pożyczka może pokrywać czesne, a inna wydatki związane z utrzymaniem podczas studiów. Świeżo upieczony absolwent może opuścić uczelnię z plikiem kilkunastu pożyczek wziętych na różnych zasadach. Jeżeli miał szczęście i zakwalifikował się na jakąś formę pomocy dla studentów (granty, subsydia rządowe, stypendia), weźmie o wiele mniejsze pożyczki. Na pomoc rodziców wielu nie może liczyć. Nic zatem dziwnego, że 60% studentów opuszcza mury uczelni z długami. W 2016 roku było to średnio $28,400.

Pożyczki studenckie – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Student loans mimo skomplikowania wydają mi się bardzo interesujące. Po pierwsze, wartość pożyczek stabilnie rośnie. Nie było załamania widocznego w saldzie kart kredytowych i kredytów samochodowych po kryzysie 2008 r.

Po drugie – większość pożyczek jest udzielona bezpośrednio przez rząd lub z gwarancją rządową, co wydaje mi się czynnikiem mocno inflacjogennym w zakresie wyższej edukacji.

Po trzecie – od 2005 roku pożyczki studenckie jako jedyne nie są wymazywane poprzez ogłoszenie bankructwa. Student może mieć przebaczone (forgiven) długi hazardowe, ale pożyczkę studencką musi oddać.

Po czwarte – kredyty studenckie potrafią rosnąć. Interest/fees capitalization (dopisywanie niezapłaconych odsetek i kar umownych do salda kredytu) jest w Stanach dozwolone! Przypadki osób, których saldo kredytów studenckich jest kilkakrotnie wyższe niż w dniu opuszczenie szkoły, nie są rzadkością. Takie praktyki są w Polsce zakazane. W Stanach nadal zbierają żniwo. Byli studenci, których nie stać na spłatę kredytów, są w potrzasku. Nie mogą zbankrutować z powodu długów studenckich, więc pożyczkodawcy mogą naliczać im kary umowne i skłaniać do podejmowania niekorzystnych dla nich decyzji.

Po piąte – sytuacja zrobiła się na tyle poważna, że zostały wprowadzone liczne rządowe programy, których celem jest oddłużenie absolwentów, którzy zaciągnęli pożyczki rządowe. Szczególnie traktowane są osoby, które będą pracować w służbie publicznej. Dedykowane programy mają również nauczyciele, pielęgniarze, doktorzy, prawnicy. Można się w tym wszystkim pogubić. Kto ma pożyczkę prywatną, może tylko żałować.

Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie pożyczki studenckie są doskonałym przykładem na to, jak można przeregulować rynek i bohatersko walczyć z problemami, które się samemu stworzyło. Czy nikt nie zauważył tego słonia w salonie? Źle postawiłem pytanie. Dlaczego nikt nie chciał zauważyć tego słonia?

BIK na sterydach – FICO, Vantage

Rzeczą niezwykle ważną w Stanach jest scoring kredytowy. Dobry scoring przydaje się nie tylko podczas brania taniego kredytu, ale również poszukiwania domu na wynajem, a nawet szukania pracy. Nie żartuję. W Stanach odpowiednio wysoki FICO score (przedział 300-850 punktów) to przepustka do wynajęcia fajnego mieszkania lub zmiany pracy na inną. Kto chciałby wynająć mieszkanie komuś, kto ma niski scoring? Tak osoba wydaje się niewiarygodna. Kto chciałby pracować z kimś niegodnym zaufania? Chcesz zapłacić gotówką za pół roku z góry, ale nie ufa ci FICO (bo nie pożyczasz od nikogo), więc ja też ci nie zaufam. Pokrętna to logika, ale kilkakrotnie spotkałem się informacjami potwierdzającymi takie praktyki.

Tymczasem FICO określa jedynie jak dobry jest klient w oddawaniu pieniędzy wierzycielom. Czasem po prostu bada jak skuteczni są konsumenci w nabijaniu punktów, które mogą im się w życiu przydać. W sieci jest mnóstwo poradników jak nabijać punkty FICO. Popularną taktyką jest piggybacking polegający na podpinaniu się pod kartę kredytową osoby z długą i dobrą historią kredytową. Przypomina to nieco korzystanie ze zniżek rodziców podczas zakupu polis OC/AC.

Specjaliści z FICO odwalili kawał naprawdę dobrej roboty wkręcając wszystkich w swoją grę. Banki są z pewnością zachwycone współpracą. Jeśli klient ma wysokie scoring, to dobrze, można mu śmiało pożyczyć na dom, uruchomić HELOC, zaproponować platynową kartę kredytową i leasing w promocji. Jeśli klient ma niski scoring, to nawet lepiej…

Subprime ma się świetnie

Każdy kto interesował się krachem w 2008 roku, słyszał o kredytach hipotecznych typu subprime, których udzielano niemal każdemu, kto oddychał. Nieważne, że nie był w stanie zapłacić ani jednej raty kredytu po zakończeniu okresu promocji. Bank, który udzielił takiego lipnego kredytu już dawno sprzedał ten kredyt, więc to już nie był jego problem. Niech się martwi ten, kto kupił. Przez kilka lat wydawało się, że rynek się oczyścił z kredytów wysokiego ryzyka, ale one powróciły i to na wielu frontach.

Na rynku kredytów hipotecznych nie ma ponownie większego kłopotu z otrzymaniem kredytu z minimalnym 3% wkładem własnym. Fannie i Freddy znów są gotowi do pożyczania klientom, którzy w zasadzie nie mają własnych środków. Wtóruje im FHA (Federal Housing Administration). Jest nawet program, który sfinansuje większość skromnego wkładu własnego – FHA DPA. Wszystkie trzy organizacje działają na mocy specjalnych ustaw federalnych. Są po to, aby „każdego” Amerykanina było „stać” na sfinansowanie zakupu domu.

Na rynku kredytów samochodowych i leasingu, klient z nienajlepszym scoringiem jest mile widziany. Co prawda nie dostanie promocyjnego leasingu na Kię Rio S, ale na pewno coś się znajdzie. Klient z Los Angeles ze świetnym scoringiem na poziomie 820 dostanie leasing (najem długoterminowy) bez wkładu własnego na 4 lata za jedyne $292 miesięcznie + podatki. Dla scoringów 720 i 620 będą to odpowiednio $300 i $344.

Kto oferuje kredyty klientom z bardzo niskim scoringiem, zarabia więcej. Można wcisnąć komuś kredyt oprocentowany na 15-20%. Jeśli klient nie zapłaci, firma przejmuje auto, sprzedaje je na aukcji, a klient zostaje z długiem i bardzo nieciekawym wpisem w historii kredytowej. W najgorszej sytuacji są klienci, którzy niedawno zbankrutowali. Po skorzystaniu z karty „bankrut” muszą solennie spłacać nowo zaciągnięte zobowiązania.

Są również karty kredytowe dla klientów z niskim scoringiem. W Stanach nie ma federalnego ograniczenia oprocentowania jakie mogą pobierać banki. Były, ale zostały zniesione w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Dla klienta z wysokim FICO karta oprocentowana jest na poziomie 13-14%, dla klienta z niskim FICO 26-28%. Z taką kartą można naprawdę łatwo wpakować się w poważne kłopoty. Przywykliśmy, że w Polsce kredyt albo się dostaje, albo nie, a maksymalne oprocentowania jest regulowane ustawowo. W Stanach kredyt dostaje się niemal zawsze, ale jego cena zależy od FICO score.

Na koniec wisienka na torcie. Payday loans, czyli chwilówki. To już zabawa dla żądnych największych wrażeń i pożyczkodawców bez sumienia. APR (odpowiednik RRSO) na poziomie 600-700% nie jest rzadkością. Klasyczny predatory lending. Jeżeli ktoś potrzebuje natychmiast spieniężyć czek, liczne firmy z przyjemnością pomogą za „maleńką” opłatą.

Czas wracać!

Jak Wam się podobała podróż po Stanach? Fajnie było, prawda? A może jednak było strasznie? Oj, byłoby na co narzekać 🙂 Przecież tam przeciętnemu Jonesowi żyje się, hmm, przeciętnie – a miało być tak pięknie!

Amerykańska klasa średnia została dociśnięta przez stagnację płac od lat 70-tych i olbrzymi wzrost kosztów życia: edukacja, opieka zdrowotna, ceny nieruchomości poszybowały w kosmos. College nie gwarantuje już dobrej pensji dla każdego absolwenta.

Jak żyć? Spróbujmy wyciągnąć wnioski

  1. Świat się zmienia i nic nie jest dane na zawsze. Wygodne i beztroskie życie przeciętnego Amerykanina to pieśń przeszłości. Być może obraz od początku był zbyt wyidealizowany lub był jedynie krótkotrwałą anomalią, która szybko została skorygowana? Dobra pensja po studiach to również przeszłość. Dyplom to tylko papier. Liczą się unikatowe umiejętności, wiedza i chęć rozwoju. Lekarze, prawnicy i inżynierowie zarabiają w Stanach ponadprzeciętnie. Razem z drobnym biznesem zasilają szeregi klasy „powyżej średniej”. W Stanach jedni nazwą ich klasą wyższa, inni średnią wyższą. W Europie uchodzili by po prostu za klasę średnią. Mniejsza o terminologię. Różnicę robi to, że nie są przeciętni. Właśnie ta grupa realizuje swój American Dream. Wybierają trudne studia, nierzadko biorąc wysokie kredyty i ryzykują prowadząc działalność gospodarczą. Świat się zmienił, a wymagania wzrosły i jedynie około 20% najlepiej zarabiających Amerykanów wiedzie dostatnie życie w stylu „klasy średniej”.
  2. Świat staje się coraz bardziej skomplikowany. Prosty podział na kapitalizm i socjalizm już nie obowiązuje. Amerykanie uważają, że żyją w kraju kapitalistycznym. Oczywiście mają do tego prawo, aczkolwiek Food Stamps i ograniczanie wolności wypowiedzi na studiach przypominają mi PRL. Słyszeliście o politycznej poprawności? Została doprowadzona do poziomu absurdu. Uczelnie mają swoje regulaminy (speech codes), pewne określenia są zakazane. Zdarza się, że ktoś nie może wygłosić odczytu, ponieważ jego poglądy mogłyby zostać odebrane za zbyt kontrowersyjne. Bywa, że należy ostrzegać (trigger warnings) o tym, że pewne wypowiedzi mogą być dla kogoś przykre. Takie rzeczy mają miejsce na uczelniach, które powinny być miejscem żywych dyskusji i ścierania się różnych poglądów. Doszło do tego, że uniwersytet chicagowski, jedna z najbardziej szacownych uczelni na świecie, w liście informującym o przyjęciu na studia, odżegnywał się od takich praktyk. Do tego dochodzą państwowe bailouty banków, oddłużanie absolwentów uczelni. Czyż źle zarządzane banki nie powinny upaść, a obywatele spłacić swoich długów? Przyznaję, że wybieram sobie teraz co ciekawsze smaczki, jednak nie posądzam Stanów o bycie państwem socjalistycznym. Świat się po prostu zmienił, skomplikował. Zamiast podziału na czarne i białe, mamy wiele odcieni szarości.
  3. Ameryka to kraj wielkich możliwości, ale i dużej odpowiedzialności obywatela ma własny los. Podatki są niższe niż w socjaldemokratycznej Europie, ale obywatel musi zadbać o siebie. Jeżeli nie chce polegać na różnych formach pomocy od państwa i żyć na dobrym poziomie, powinien odkładać duże kwoty na emeryturę i opiekę medyczną. Wielu z nas uważa, że obywatel poradzi sobie lepiej przy zminimalizowaniu roli państwa. W Stanach postawiono na taką minimalizację jednocześnie nakładając coraz większe regulacje na szkolnictwo i opiekę medyczną. Niestety ten model nie do końca się sprawdził i obecnie państwo mocno angażuje się w redystrybucję dochodów i pomoc społeczną. Coś poszło nie tak i powinna to być dla nas lekcja. Amerykanie z różnych powodów nie odkładali odpowiednich kwot, a państwo wtrącało się w wolny rynek – kiełbasa wyborcza to nie tylko polska specjalność. Skoro większość społeczeństwa uważa się za klasę średnią, można zbić na niej niezły kapitał polityczny.
  4. Polska to kraj wielkich możliwości. Naprawdę tak uważam. Jest wiele do poprawienia, ale spójrzmy, gdzie byliśmy 10-20-30 lat temu. Od 1989 r. państwo się rozwija, powstaje nowa infrastruktura, obywatele się bogacą. Po szczycie koniunktury nastąpi dołek, nie bogacimy się równomiernie, ale trudno zaprzeczyć, że co dekadę jest lepiej. Otworzył się przed nami świat. Wiedza jest tania i dostępna niemal dla każdego. Kto ma Internet, ma dostęp do ogromnego zasobu wiedzy teoretycznej i praktycznej. Kto zna angielski, ma dostęp do wiedzy całego świata. Nigdy wcześniej ludzie nie byli tak równi. To wielka szansa, wielki dar naszych czasów i zarazem wielki sprawdzian dla człowieka, który ma możliwość skorzystania z tych zasobów w dowolny sposób. Co dziś zrobimy w sieci? Obejrzymy śmieszne filmiki, czy przejrzymy zasoby Khan Academy? Mamy wybór.

Polish Dream?

Historyk, który nigdy nie był w Stanach, pisze obszerny artykuł na blogu poświęconym finansom. Czyż nie brzmi to dziwnie? Kilkanaście lat temu to byłoby nie do pomyślenia, ale zrobiłem to. Dlaczego? Bo chciałem i miałem do tego środki: Internet, wolność słowa, dzięki uprzejmości Marcina Iwucia dostęp do platformy, na której pojawiła się publikacja. Coraz bardziej zasadne wydaje się stwierdzenie, że chcieć, to móc.

Może pora na zdefiniowanie Polskiego Snu utwierdzającego człowieka w przekonaniu, że nie musi żyć od pierwszego do pierwszego za marną pensję, z pracy, której nie lubi? Że życie jest pełne możliwości dla tych, którzy mają odwagę, a czasem odrobinę bezczelności, aby zarówno czerpać ze świata pełnymi garściami, jak i dawać światu to, co w człowieku najlepsze: pracowitość, odkrywczość, chęć czynienia świata lepszym, umiejętność pokonywania własnych ograniczeń.

Ten, kto uważa, że się nie da, że świat jest zły i zniweczy wszystkie nasze starania, ma dwie możliwości. Może być zadowolonym z siebie narzekaczem, który będzie miał rację. Może też dać sobie szansę mylić się i wziąć przykład z człowieka, który grając przez 14 lat w NBA był jednym z najbardziej rozpoznawalnych graczy ligi. Zasłynął blokując legendę NBA – Patricka Ervinga (213 cm wzrostu), odebrał piłkę Michaelowi Jordanowi i Scottiemu Pippenowi. Muggsy Bogues ma zaledwie 158 centymetrów wzrostu. Natura nie dała mu wielkiego wzrostu, ale dała mu wielkie serce.

If you work hard, if you’re focused and believe in yourself, it doesn’t matter what other people think. You can achieve anything – Muggsy Bogues.

Z mojej strony to już koniec wywodów o Stanach. Była to dla mnie wspaniała podróż za Ocean. Nie raz byłem szczerze zaskoczony. Czasem zniesmaczony tym, czego się dowiedziałem. Teraz bardzo się cieszę, że zdecydowałem się na tę wycieczkę. Podróże kształcą, skłaniają do przemyśleń i weryfikacji własnych przekonań. Przedstawiony przeze mnie obraz jest pewnym uogólnieniem, uproszczeniem złożonej rzeczywistości. Mam jednak nadzieję, że było to dla Was ciekawe doświadczenie i macie własne przemyślenia. Podzielcie się nimi w komentarzu. Ja tymczasem wracam do domu.

P.S. Nazwisko Jones pojawiło się w artykułach nieprzypadkowo. W okresie międzywojennym publikowano w Stanach komiks Keeping Up with the Joneses przedstawiający rodzinę, która usiłowała dorównać swoim sąsiadom. W komiksie wiele się mówiło o Jonesach, ale nigdy nie pojawili się jako narysowane postaci. Powiedzenie to keep up with the Joneses utrwaliło się w Stanach jako synonim oceny własnej pozycji przez pryzmat otoczenia i próba dorównania sąsiadom, znajomym, kolegom z pracy. Czyż to nie brzmi znajomo?

P.P.S. Jedną trzecią tego tekstu pisałem w szpitalu, siedząc na średnio wygodnym krześle, stukając w ekran taniego smartfona, korzystając z aplikacji Notatnik. Świat daje nam ogrom możliwości. Korzystajmy.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Tak, chcę dołączyć!

Komentarze62 komentarze

  1. Poranna kawa, ciekawy wpis przede mną. Dla mnie Stany zawsze były magiczne, bardzo chciałabym tam kiedyś pojechać. Nie żyć, ale zwiedzić, zobaczyć na własne oczy czy faktycznie są takie magiczne jak w moich wyobrażeniach 😉 Informacje zawarte we wpisie autentycznie mnie zaskoczyły- oczywiście “słyszy się”, że w USA wcale nie jest tak różowo, że masa ludzi ogłasza bankructwo etc ale dokładniejszych danych nigdy nie szukałam, bo i po co? Mam swoje podwórko, którym bardziej się interesuję. A jednak może warto szerzej popatrzeć na świat? Nowa cegiełka informacji dorzucona, dziękuję Ci- czytało się bardzo miło i ciekawie.

    Pozdrawiam obu Panów 🙂

    • Hej Agnieszka, dziękuję za komentarz 🙂

      Jesli możesz – koniecznie jedź do Stanów. Moim zdaniem są obłędne. Byłem tam trzy razy i zjeździłem dość dobrze zachodnią część (na wschodzie byłem tylko przez tydzień w Nowym Jorku). Za każdym razem wracałem zauroczony. Szczególnie polecam parki narodowe:
      – Yosemite
      – Sequoia
      – Death Valley
      – Grand Canyon
      – Bryce Canyon
      – Zion
      – Joshua Tree
      – Arches
      – Yellowstone
      Te udało mi się zwiedzić – reszta jeszcze przede mną 🙂
      Oczywiście San Fran, LA, Lake Tahoe (tam pracowałem w kasynie), Las Vegas. Route 66 – to też ciekawostki godne polecanie. Świetny kraj do podróżowania.

  2. „Jest wysoka middle class, jest middle middle class i jest nisoka middle class”
    Tekst z „Kochaj albo rzuć”, gdzie Pawlak z Kargulem popłynęli do USA.
    Świetny artykuł, ale USA jawi się w nim jako nienormalny kraj pozbawiony jakiejkolwiek logiki.
    Pozdrawiam.

  3. Bardzo ciekawy artykuł! Byłem w USA w 2011 roku, pracowałem w Virginii i większość kolegów Amerykanów mówiło mi, że żyje się ciężko i nie jest tak kolorowo jak wszystkim się wydaje. Dwie sytuacje szczególnie mnie zaintrygowały, pierwsza – kolega z pracy – Stephen, bardzo skromy i inteligenty chłopak nie mógł pozwolić sobie na studia, nawet na stanowym college’u bo zwyczajnie nie miał kasy, a rodziców nie było stać. Druga – gdy widziałem starszą panią która szła do pracy podpierając się chodzikiem dla starszych osób…. Dla mnie praca w USA to była świetna przygoda ponieważ, nigdy nie rozważałem osiedlenia się poza granicami naszego kraju na stałe, ale pozwoliła też spojrzeć prawdzie w oczy. Wpis na duży +, daje tą niezwykle ważną perspektywę na spojrzenie na “naszą” codzienność w Polsce, oraz daje sporo motywacji do działania. Pozdrowienia dla autora i Marcina 🙂

    • @Michal
      Bo zachód traktowany jest jako część świata, która kąpie się w pieniądzach i chodząc do pierwszej lepszej pracy zyje na wysokim poziomie. To jest myslenie szczególnie młodych osob które chcą opuscic Polske i udac się do tych bogatych miejsc, a w rzeczywistości okazuje się tak, że pracuja tam za marne grosze i ich praca nie nalezy do zbyt zmbitnych.

  4. Bardzo dziękuję za ten wpis. Miałam podobne odczucia, gdy kilka lat temu obwąchałam rzeczywistość i zdecydowałam, że jednak zostanę w PL (choć kierunek planowanej emigracji był inny). Z ogromnym zainteresowaniem poczytałabym natomiast o tym, jak żyje się przeciętnym Smithom w Australii 🙂

  5. [trigger warning!] Dwa niezwykle ciekawe teksty, za które dałbym najwyższą ocenę, gdyby nie konkluzja o Polish Dream, z którą się po prostu nie zgadzam. No ale na szczęście blog Marcina nie jest amerykańskim uniwersytetem, więc ta moja moja opinia nie powinna skutkować skasowaniem komentarza i banem 😉

    • Marcin Kluczek

      Jak dobrze, że nie wszyscy tak skrajnie poprawni 🙂
      Mógłbyś rozwinąć myśl dlaczego się nie zgadzasz?

  6. Bardzo ciekawe zestawienie różnych starannie dobranych przez autora informacji. Ja też wierzę, że Polska zmienia się na lepsze, a zwłaszcza Warszawa.

    W mojej opinii ten wpis ma charakter motywacyjny. Myślę, że jako taki spełnia swoją rolę. Objektywnie patrząc sporo jest jeszcze w Polsce do zrobienia.

    Niestety cywilizacyjnie daleko nam jeszcze do krajów zachodu. Nie chodzi nawet o infrastrukturę tylko o mentalność: brak samoorganizacji społeczeństwa na poziomie sąsiedzkim, dzielnicowym, etc. Duży poziom agresji w życiu codziennym. Niski poziom tolerancji, populizm, rozdawnictwo rządowe.

  7. Także dziękuję za ten artykuł ! Obiektywne opisy życia w USA pokazują nam,iż warto porównać sobie gdzie obecnie jest nasz kraj. Byłam dwukrotnie w Stanach na objazdówce : Route 66 , Wielki Kanion, Las Vegas, LA, San Francisco są na prawdę warte zobaczenia.Gorąco polecam 🙂
    To co mnie uderzyło to uśmiech zwykłych Amerykanów, otwartość i nikt nie narzeka … , czego myślę nam Polakom trochę brakuje 🙁

  8. Merytorycznie i dobrze. Każdemu się wydaje, że u Wujka Sama tak dobrze a tu dziwnie.

    Prawda jest taka, że tu w Polsce i za oceanem tak samo musimy się napracować aby żyć wygodnie. Chodzenie do jakiejkolwiek pracy za niskie wynagrodzenie i niewymagającej dużych umiejętności do niczego dobrego nie prowadzi. Tylko od Nas zależy czy będzie nam dobrze nie istotne czy zamieszkamy w USA, Anglii, Niemczech czy Japonii. Wszędzie możemy zapracować na klasę średnią.

  9. W życiu za granicą nie chodzi tylko o pieniądze. Dlaczego życie w Polsce jest dużo mniej komfortowe niż na Zachodzie (moim zdaniem oczywiście – na emigracji przebywam od ponad 12 lat)? Smutni ludzie (tzw. Polish faces), agresja na drodze, edukacja (przeciążenie programem, zadania domowe, korepetycje, brak przedmiotów praktycznych), smog zabijający 60k ludzi rocznie, służba zdrowia. I generalnie ludziom brak luzu i dystansu, spróbuj się uśmiechnąć do obcego człowieka na ulicy. Wszystko to powoduje że coraz rzadziej myślę o powrocie a już na pewno będę chciał wykształcić dzieci za granicą. Może wrócę na emeryturę, a z drugiej strony jest tyle pięknych miejsc w których można spędzić jesień życia…

    • Marcin Kluczek

      Myślę, że mentalność też powoli się zmienia. Nie wszędzie i nie w takim tempie jak mogli byśmy sobie tego życzyć, ale widzę postęp nawet w urzędach 🙂

  10. Jeśli chodzi o Stany to na prawdę lubię tam podróżować, ale jeśli miałby tam zamieszkać na stałe.. to jednak zdecydowanie nie. Od lat 80/90-tych Polska (w szczególności mając na myśli duże miejscowości) się zmieniła i zagranica nie ciągnie już tak na stałe jak kiedyś ciągnęła.

  11. bardzo fajnie się czytało 🙂 – dołączam się o prośby o porównania innych części swiata np Australii

    to widać dlaczego np Polakom opłaca się jechać do USA na 1-3-5 lat -> zarobić kasę i wrócić – bo potem kasę pożera służba zdrowia /ubezpieczenie i szkolnictwo

    to chore, że opłaca się wyjechać z PL na zachód – tam zniszczyć sobie zdrowie zarobkując a potem leczyć się u nas w kraju na koszt podatnika
    to chore, że opłaca się studiować w PL ‘za darmo’ na koszt podatnika a potem wyjechać na zachód i tam zarabiać i płacić podatki
    może ten amerykański system jest chory ale niektóre elementy nie są wg mnie złe

    ale żeby nie było tak kolorowo to wg mnie dla Polaków to dalej jest American a nie Polish dream

    USA – budżet do rozporządzenia $49K rocznie – $4,08k m-c
    PL – mediana wynagrodzeń za 2016 rok – 2,5k – załóżmy że w 2017 i 2018 mamy wzrost po 7% – to daje nam ~2850 czyli 5,7k na rodzinę m/c
    z tego by urealnić PL dream trzeba odjąć 20% na emeryturę /bo na ZUS nie ma co liczyć/ i 10% na edukację i służbę zdrowia /to tak minimum – bo moglibyśmy założyć po 10% na te cele/
    budżet do rozporządzenia w PL – 4k PLN m-c

    ceny w $ i PLN
    koszt domu – 180k USA – 500k PL
    koszt Toyota Corolla – 18k USA – 63k PL
    koszt 1 tydz zagranicznych wakacji – 2,5k USA – 8k PL
    koszt iPhone x – 1,1k USA – 4,8k PL

    sprzęt rtv /agd tańszy w USA niż w PL, ubrania /poza skórami/ tańsze w USA, paliwo tańsze w USA
    możliwość podróżowania po praktycznie całym świecie bez wiz
    możliwość spędzenia emerytury w tańszym rejonie świata itd

    na świecie klasa średnia w ostatnich dekadach dostała mocno po tyłku
    w PL dużo się zmieniło ale do krajów bogatych z bogatymi obywatelami bardzo dużo nam brakuje – wg mnie głównie przez słabą złotówkę

    • Marcin Kluczek

      Globalizacja ma swoje wady np wspomniany przez Ciebie drenaż mózgów i siły roboczej. Jedni wrócą, inni nie, a koszty ponieśliśmy jako społeczeństwo. Działa do też w drugą stronę. Gościmy dziś wielu sąsiadów ze wschodu, którzy płacą u nas podatki PIT, ZUS, VAT. Kolejna zmiana 🙂

      Pozostaję optymistą. Gonimy zachód dopiero od 30 lat. Póki co mamy niezłe tempo, a przelicznik USDPLN jest mocno zmienny. Pamiętam, jak w 2007 roku ludzie ściągali auta z USA za “śmieszne” pieniądze.

      • Panie Marcinie, na wstępie gratuluję ciekawego artykułu. Co do gonienia Zachodu i głęboko siedzącej w nas, okcydentalnej orientacji – polecam książkę Kacpra Pobłockiego „Kapitalizm – historia krótkiego trwania”. W dość przystępny sposób tłumaczy drogę zachodniej cywilizacji do ówczesnosci, stawiając przy tym przewodnią myśl, że niestety gonitwa za zachodem to pogoń za przyszłymi rubieżami cywilizacji, dalekimi od miejsc, które na przestrzeni kolejnych lat będą odgrywały przewodnią rolę. Nie chcialbym przy tym być źle zrozumiany – to świetnie, że się rozwijamy, lecz przychylam się do opinii autora, ze robimy to na oślep.

        • Marcin Kluczek

          Dziękuję. Lektura dodana do listy. Na pewno się zapoznam.

          Czy autor książki sugeruje inną drogę? Położenie Polski niejako wpycha nas w obręb zachodniej cywilizacji w huntingtonowskim znaczeniu tego słowa (USA, Australia, Europa). Trudno by nam było porzucić Europę i iść w kierunku Indii lub Chin, które mają największe szanse na przejęcie przewodniej roli. Pozostałe cywilizacje: afrykańska, islamska, prawosławna wydają się mało zachęcające, a japońska i latynoamerykańska są dodatkowo zbyt odległe.

  12. to nie do końca efekt globalizacji tylko systemu 🙂
    Amerykanin studiuje, a potem wyjeżdza do pracy np do UK – ok bo i tak za te studia zapłacił
    Polak poprostu wyjeżdza 🙂
    Już słychać, że studia medyczne w PL mają być bezpłatne tylko dla tych, którzy później 5-10 lat będą leczyć u nas w kraju

    taka sytuacja:
    jesteś mieszkańcem USA – diagnozują Ci chorobę -> kupujesz bilet lotniczy do PL -> zakładasz DG i opłacasz ZUS -> idziesz się leczyć do polskiego szpitala np za 50-100k PLN -> wracasz do USA
    niby skąplikowane i przerysowane ale turystyka np ‘stomatologiczna’ to standard /z tym, że leczenie stomatologiczne jest odpłatne, a przedstawiona sytuacja przedstawia leczenie na koszt podatnika/

  13. no nie 🙂

    mieszkasz w PL -diagnozują Ci chorobę -> jeśli dostaniesz wizę to kupujesz bilet do USA -> nikt Cię nie ubezpieczy z dnia na dzień i tym bardziej nie zapłaci za Twoją operację -> idziesz do lekarza/szpitala -> szpital wystawia Ci rachunek np na $300k
    więc to nie kwestia globalizacji, bo to nie działa w obie strony

    • Marcin Kluczek

      Globalizacja daje Ci możliwość wyjechania poczynając od powszechnie dostępnych środków transportu przez sam fakt przyjmowania obcokrajowców. W USA nie tak dawno były limity przyjęć imigrantów. Inny przykład, wyjazd z PRL to było niezłe wyzwanie.

      Co do tego, że prawodawstwo jest różne w różnych krajach, pełna zgoda.

  14. Bardzo naciagane te porównania. Marcin dał sobie sporo trudu i chwała mu za to. Dał też nam wszystkim do myślenia. Ja myślę, że sprawa nie jest taka prosta do porównania.

    Weźmy pod lupe darmową służbę zdrowia w Polsce. Tak naprawdę jest ona na niskim poziomie. Chodzi nie tylko o liczbę lekarzy na 1000 mieszkańców (Polska2,1 vs np Niemcy 4,1) ale też jakość usług medycznych i wydolność całego systemu. W Polsce jak chcesz mieć szybko i dobrze to musisz płacić.

    Podobnie kwestionuję polski publiczny system emerytalny. Zero gwarancji, pomimo płacenia składek. Dodatkowo Amerykanin czy Niemiec na emeryturze ma znacznie wyższą wartość netto niż Polak i może zamieszkać w innym kraju i przez to podnieść standar zycia.

    Kredyt hipoteczny. Ja mieszkam od 6 lat w NIemczech i zaobserwowałem, że normą są tutaj kredyty hipoteczne na 15-20 lat ,do tego niższe odsetki niz w Polsce. Obniża to koszt pieniądza. Warto więc sprawdzić czy dane w porównaniu się zgadzają.

    Jeżeli chodzi o edukacje na zachodzie to mam wrażenie, że cały system działa inaczej. W Polsce na studia idzie prawie każdy kto nie ma pomysłu na życie. Płaci za to społeczeństwo jako całość. Potem można spotkać magistrów inż. sprzedających RTV/AGD – autentyk! Ostatnio widziałem, że w moim rodzimym Ciechanowie do kasy w Urzędzie Miasta szukali kogoś po ekonomii, najlepiej magistra.Zakres obowiązków to przyjmowanie wpłat i obsługa interesantów… wtf?

    Do tego wiele polskich uczelni jest przestarzałych – mała mobilność kadry uniwersyteckiej, teoretyczny charakter studiów, brak współpracy z biznesem. Może gdyby studia były płatne to młodzi ludzie lepiej by się zastanowili nad wyborami jakich dokonują.

    Jak podkresla Marcin w dzisiejszych czasach papier już mało daje absolwentowi. Liczą się umiejętności. Nie zakładajmy więc, że dyplom polskiej uczelni ma z marszu taką wartość jak dyplom uczelni zagranicznej.

    *Znowu odwołam się do Niemiec gdzie bardzo popularne są Ausbildung i Dualesstudium. W pierwszym przypadku chodzisz 3 dni do firmy a potem 2 dni do szkoły. Na koniec zdajesz egzamin potwierdzający umiejętności. Odpowiada to polskiej zawodówce. Znam sytuację gdzie człowiek z takim wykształceniem kieruje zespołem inżynierów. Nie jest to odosobniony przypadek. Na Ausbildung otrzymuje się wynagrodzenie 700-1200€ w zależności od zawodu.
    Dualesstudium to studia dedykowane pracodawcy. Idziesz na ekonomię ale znowu część czasu spędzadz w firmie a resztę na uczelni. Zazwyczaj są to okresy po 2-4 tygodnie. Taki student dostaje do 1500€ kieszonkowego.

    Poza tym bardzo trafia do mnie komentarz Marka. W Polsce jest dużo agresji, narzekania, nietolerancji. Będąc w Polsce dalej widzę jak wiele da się załatwić “po znajomości” w instytucjach publicznych i mnie to boli. Tak naprawde to “niewinne” kolesiostwo jest bardzo krzywdzące i paraliżuje działanie państwa. Dla mnie podobnie jak dla Marka emigracja nie jest sprawą pieniędzy ale stylu zycia.

    Polecam poczytać o wydolności polskich sądów oraz o przewidywalności wyroków. W Niemczech kładzie się nacisk jednorodność orzecznictwa. Oznacza to, że orzecznictwo jest przewidywalne i porady prawne mają sens. W Polsce adwokat informuje o tym, że będzie działał starannie ale nie wie jak sprawa się skończy. Poza tym stawki adwokackie są dwa razy niższe niż w Polsce (procentowo do wartości sporu).

    Możne jeszcze by sporo pisać o zaufaniu społecznym, o malwerscji publicznych pieniędzy, o rozdawnictwie socjalnym, o braku planów zagospodarowania przestrzennego ale nie chce przeciągać.

    Wiele osób obserwuje dynamikę zmian w kraju i myśli, że takie tępo rozwoju będzie trwać przez kilka kolejnych dekad. Pomyślmy jednak jak przeciętny Kowalski jest nastawiony do innowacji, do mobilności, do ekologii, do prawożądności? Jak społeczeństwo poradzi sobie z automatyzacją, jak przyszłe pokolenia poradzą sobie z dziurą w ZUS i ogólnie z demografią?

    • Marcin Kluczek

      Dzięki za obszerny komentarz i przykłady z Niemiec.

      Właśnie o to chodziło, żeby dać do myślenia. Każdy kraj ma swoje problemy, swoją historię i mentalność. Narzekając jak jest kiepsko, kiepsko skończymy. Musimy się w sobie zebrać i dawać dobry przykład.

  15. Plastic Tofu

    Artykuł pełen jest niedociągnięć i niedomówień poprzez łączenie statystyk. Tu w jednym szeregu występuję rodzina Jonesów jako przedstawiciel klasy średniej, oraz statystyki dla całej populacji USA, a jednocześnie są one traktowane b wybiórczo:

    Np: Hipoteka
    Przyjęty jest średni dom $200,000 – OK
    Pożyczka 180.000$ na 30 lat na 4.25% – mamy pewne nieścisłości
    Ci co zaciągnęli pożyczkę w tym roku – zgodzę się, ale 1/3 domów w USA zajmowanych przez właściciela nie ma hipoteki.
    https://fivethirtyeight.com/features/how-many-homeowners-have-paid-off-their-mortgages/
    Ci którzy ją mają (na 30 lat) kupowali domy 2 lata temu, 5 lat temu i nawet 28 lat temu i ich obciążenia mogą być dużo niższe.
    Ponieważ w USA nie płaci się podatku od zysku ze wzrostu wartości nieruchomości jeśli mieszka się dłużej niż 2 lata wiele osób kupuje dom – starter (tani) trochę pospłaca, trochę dom pójdzie w górę i sprzedając po np 5 latach gdyż urodziły się dzieci i trzeba poszukać dobrego dystryktu szkolnego, kupuje droższy dom wkładając cały zysk plus wkład własny z pierwszego domu w następny dom generalnie mieszkając w droższym domu i mając te same miesięczne raty co na pierwszym domu.
    Jeśli już ktoś ma hipotekę to każda miesięczna rata składa się z principal (część, która spłaca nasz dom) oraz intrest (część którą placimy bankowi za pożyczkę). Interest można odciągnąć od podstawy opodatkowania, co czyni nasze podatki niższymi.
    Pożyczka na mniej niż 20% wkładu własnego obłożona jest również opłatą PMI (private mortgage insurance) którą większość odpowiedzialnych ludzi stara się uniknąć, lub zdjąć z pożyczki gdy tylko wartość LTV (loan to value przekroczy 80%) i jest ona również odciągana od podatku. Jeszcze jeden drobiazg, podatki od nieruchomości, są również odliczane od podstawy opodatkowania i wręcz niosą ze sobą kredyt w wielu stanach.
    Chciałbym zaznaczyć, że zdaję sobie sprawę iż ludzie odwiedzający ten blog należą do klasy średniej, są odpowiedzialni finansowo i takie kryteria przyjmuję pisząc o średniej klasie w USA.
    To tylko jeden z punktów artykułu, ale wiele rzeczy w nim jest potraktowanych przez pryzmat info z internetu i wiele nie oddaje w całości obrazu USA.

    • Marcin Kluczek

      Dzięki za doprecyzowanie pewnych kwestii.

      Jaki jest w tej chwili przeciętnym wkład własny w USA? Odpowiedzialny wpłaca 20% a przeciętny Amerykanin?

      Zgadzam się, że obraz jest uproszczony. Tak też napisałem w podsumowaniu 🙂

      • Plastic Tofu

        To zależy od jego wizji na świat finansów. Jeśli wierzy, że ceny nieruchomości tudzież oprocentowanie pożyczek będą rosły to należy kupić jak najszybciej, nie patrząc na PMI, gdyż wartość nieruchomości oraz potencjalnie wyższe oprocentowanie zje cały zysk z okresu zbierania wkładu własnego i jak raczył Pan zauważyć takowe programy istotnie istnieją.
        Średnia pierwsza wpłata w USA jest niska i pewnie oscyluje w okolicy 5-6%, ale jest to obraz zaciemniony przez biznes. Wielu ludzi kupuje nieruchomości pod wynajem i jeśli przy 5% down i PMI koszt wynajmu pokrywa te wartości to nie ma powodu czekać, co najwyżej gdy pozbędziemy się PMI nasz zysk skoczy do góry. Drugą częścią tego biznesu są flipperzy, którzy kupują dom odnawiają go i sprzedają z zyskiem. Teoretycznie powinni na to wziąść pożyczkę inwestyczyjną, ale są one wyżej oprocentowane, najczęściej o krótkim czasie, nie można jej odliczyć od podatku, zamiast ubezpieczenia homeowner, potrzeba wykupić builders risk – 3x droższe spod dużego palca, a… i wiele miast i miasteczek pozwala Panu remontować dom bez wielu formalności jako właścicielowi, kiedy jest to biznes potrzebuje Pan permity jest Pan wystawiony na inspekcje typu OSHA plus jeśli remont zajmie 2 lata to nie ma podatków od zysku gdy jest Pan właścicielem. Same plusy.
        Podstawą inwestycji w nieruchomości jest możliwość kontroli majątku małą sumą pieniędzy czyli 20x lewar (przy 5%down), natomiast przy kupnie swojego gniazdka to jest 30 lat topór nad głową więc ludzie inaczej podchodzą do kupna dla siebie i na biznes, a statystyki trochę to zacierają.

        • Marcin Kluczek

          W Polsce wygląda to podobnie. Wiele osób ucieka w hipoteki dla osób prywatnych a tak naprawdę robi inwestycje na kilka mieszkań. Głównie chodzi o formalności i oprocentowanie.

  16. Plastic Tofu

    Jeszcze jedno wyjaśnienie nt planów emerytalnych:
    Podstawowym planem emerytalnym w USA jest Socjal Security. Znanym też jako OASDI (Old Age, Survivors and Disability Insurance). Koszt jego to 6,2% od pracownika i pracodawcy. Do tego dochodzi jeszcze po 1,45% na Medicare czyli powszechne ubezpieczenie dla wszystkich amerykanów po 65 roku życia Daje to składkę 7.65% od pracownika i pracodawcy lub 15,3% od samozatrudnionych.
    Tak jak było podane w artykule państwo Jones mogą spodziewać się 1400$ na glowę z Social Security, ale nie do końca.
    Podobno Pani Jones pracuje w szkole. Jeśli objęta jest programem emerytalnym związku zawodowego nauczycieli to np w Illinois jest to 2.2% zarobków za każdy przepracowany rok ale nie więcej niż 75% ostatnich zarobków. To oznacza że Stan Illinois będzie miał obowiązek płacić jej emeryturę. Pracownicy edukacji przez to (tak jak pracownicy miejscy, czy stanowi, albo sędziowie) zwolnieni są z płacenia OASDI stąd z ich czeku potrącane jest tylko 1.45% a nie tak jak u wszystkich 7.65. Na marginesie szkoła zapewni jej darmowe ubezpieczenie dla rodziny (lub o b niskiej stawce).
    Pension – emerytura zakładowa – oferowana była i jest przez związki zawodowe, duże firmy, organizacje rządowe i zależna jest od lat pracy i stawki oferowanej przez dany związek zawodowy czy zakład. Proszę mnie nie łapać w tym momencie za słowo bo może coś się zmienilo, ale np związek zawodowy stolarzy oferował pension w wysokości 88$ za każdy przepracowany rok. czyli jak ktoś przepracował 30 lat to dostawał 2640$ miesięcznie do końca życia, plus socjal security jak w przykładzie np $1400 plus miał z przykładu 401k na którym zgromadził 500.000 i zdecydował w wieku 65 lat zamienić to na annuity czyli dożywotnią pensję to miał dodatkowe 2813$. Razem 2640 + 1400 + 2813 = $6853 emerytura budowlańca unijnego.
    Plany emerytalne oferowane przez pracodawcę czyli 401k to pieniądze odkładane przed opodatkowaniem, gdzie pracodawca najczęściej dokłada do tego swoją kontrybucję. Najczęściej jest to 100% ale są też niższe np 50% lub nawet 0. Poziom kontrybucji pracodawcy nie może przekroczyć 3%. Także Pan Jones może odłożyć 1500$ 3% x 50,000 i pracodawca dołoży mu drugie $1500 razem 3000$. Podatki od tych pieniędzy płacone będą gdy pracownik zacznie wybierać te pieniądze. Może je zacząć brać w wieku 59 1/2, musi zacząć wybierać w wieku 70 1/2. Jeśli Pan Jones bedzie pracował przez 35 lat i osiągnie stopę zwrotu 8% to może spodziewać się, że na koncie w dniu przejścia na emeryturę będzie miał ponad 500 tys $.
    Podobnie może zrobić Pani Jones z tym, że pracując w szkole szybciej obejmie ją plan 403b czyli plan emerytalny dla non-profit zwany inaczej tax-sheltered annuity.
    Konto IRA to konto, które indywidualnie może zalożyć każdy pracownik i włożyć tam pieniądze, które nie podlegają opodatkowaniu dopiero przy wybieraniu środków. Maks to $5500 a dla ludzi po 50 6500$ rocznie. Pieniądze te można inwestować w akcje, obligacje mutual funds, złoto itp
    Konto Roth IRA to pieniądze już opodatkowane. Plusem tego konta jest to, że wybierane z konta są nie opodatkowane wraz z całym zyskiem, które przyniosło dane konto przez lata.
    Wielu ludzi dodatkowo inwestuje indywidualnie w akcje czy obligacje, w nieruchomości, a nawet gdy dzieci wyfruną z gniazda zamienia dom na mniejszy i wykorzystuje zgromadzone w nim środki na emeryturę. Także jeśli ktoś jest odpowiedzialny może naprawdę liczyć na jesień życia pod palmami.

    • Marcin Kluczek

      Jak dobrze, że tu trafiłeś i zechciałeś się podzielić swoją wiedzą, dzięki 🙂

      Czy Emmę obejmuje state pension, jeśli pracuje w szkole prywatnej? Pytam, ponieważ właśnie sobie uświadomiłem, że z góry założyłem, że szkoła prywatna jest traktowana jako zwykła firma.

      Jak obecnie wyglądają wypłaty ze związków zawodowych po kłopotach 2008 roku? Przeglądałem sporo materiałów i w jednym z nim natknąłem się na informację, że związek muzyków poinformował, że z powodu zawirowań obniża planowaną emeryturę o kilkadziesiąt procent.

      Podoba mi się słowo odpowiedzialny. Jaki procent Amerykanów jest Twoim zdaniem odpowiedzialny, a jaki idzie przez życie jak statek bez steru i choćby miał środki nie przeznaczy ich na jesień życia?

      • Plastic Tofu

        Z tą szkołą to zależy. Jeśli jest to chartered school to podlega pod teacher pension i wszelkie zasady związków zawodowych ją obejmują. Jeśli jest to jakaś szkoła np językowa niezależna od systemu edukacji to może być otwarta jako non-profit, ale nie podlegać regulacjom stanowym czy związkom zawodowym i wtedy Twoje założenie było dobre. Ale nie znaczy to, że szkoła jako taka nie posiada jakiegoś planu emerytalnego, więc znowu wracamy do punktu wyjścia.

        Ja nie chcę porównywać rynku usług finansowych w Polsce i USA, ale jest to przepaść, plus wiek. Polski jest młodziutki ze wszystkimi tego konsekwencjami, tutaj nikt nie patrzy na inwestycje, giełdę, firmy ubezpieczeniowe jak na szarlatanów czychających na cudze pieniądze. Dobrze, że podejście w Polsce się zmienia bo chodzi o to aby nowe pokolenia rosły w tej inżynierii finansowej bez strachu, a wykorzystując narzędzia oferowane przez rynek do osiągania celów w życiu.

        Żyję w Illinois. Więc praktycznie wszystkie plany emerytalne w naszym stanie mają problemy. Nie jest to problemem tylko illinois, ale dzierżymy tu palmę pierwszeństwa. Na razie nie bylo jeszcze problemów z wypłacaniem, gdyż stan dokłada się do czego może, ale niebawem takowe się pojawią. I co dalej? Pewnie to co już wydażyło się w kilku miasteczkach. Bankructwo (to nie do konca jest możliwe w przypadku stanu) i obniżenie świadczeń bo nie będzie skąd brać, albo Fed będzie musiał interweniować. Nikt nie chce żadnych zmian. Większośc tych planów zaczyna ludziom płacić w wieku 55 lat i sumy są spore więc system nie ma szans to udźwignąć. Przeciętne annuity aby utrzymać gościa na Socjal Security potrzebowałoby około 800k$ aby utrzymać nauczyciela, strażaka czy policjanta to grubo ponad 3 miliony. Detroit 2 się zbliża.
        Głośną sprawą była petycja Teamsters (kierowcy ciężarówek) o obniżenie wypłąt i sąd przystał na to, a jest to jeden z najmocniejszych i najprężniejszych związków zawodowych.

        Myślę, że 60% tu wychowanych jest w tej mierze odpowiedzialnych, czyli klasa średnia i zamożna. Nie dyskryminuję nowoprzybyłych, ale oprócz takich informacji jak są na tym blogu to trzeba to wyssać z mlekiem matki gdyż imigranci, szczególnie żyjący w enklawach żyją dalej jak u siebie w kraju. Stąd wiele powrotów do Polski na emeryturę. Jeśli nie płaciło się podatków (tylko minimalnie) i często jedynym źródłem jest Socjal Security to jest cienko. Emerytury na poziomie $600-800 to norma szczególnie wśród polonii, mówiłeś o muzykach jeden był ostatnio u mnie w biurze i pokazywał czek za niezdolnośc do pracy $170 miesięcznie. Trudno za to jest wyżyć. Pisałeś o podatku katastralnym trudno mi znaleźć kogoś ze znajomych kto za dom płaci mniej niż 8-10k a są tacy co podchodzą pod 20 rocznie.

        Jest to niezły kraj do życia. Bardzo spokojny i poukładany, a przede wszystkim ceniący planowanie. Więc jak sobie pościelesz… to masz swój pursuit of happiness.

        • Marcin Kluczek

          “Dobrze, że podejście w Polsce się zmienia bo chodzi o to aby nowe pokolenia rosły w tej inżynierii finansowej bez strachu, a wykorzystując narzędzia oferowane przez rynek do osiągania celów w życiu.”

          Bardzo ciekawe spostrzeżenie. Amerykański rynek finansowy z perspektywy Polski, to wolna amerykanka i masa jeszcze nie oferowanych produktów i opcji, które dobre użyte dają profit, ale źle użyte mogą poparzyć.
          np. loan deferement jako sposób na poprawę płynności podczas zmiany nieruchomości lub HELOC jako długoterminowa tania linia kredytowa.

          Podejrzewam, że kataster w stylu Illinois – ok 2% w Polsce skończyłby się “ogólnokrajowym Detroit”.

          • Plastic Tofu

            Polski rynek finansowy z perespektywy USA to wolna amerykanka.
            Tu masz bardzo silne regulacje np: chcesz robić daytrading musisz mieć 25K$ na koncie inwestycyjnym, chcesz infestować w wydobycie ropy czy w private offering, albo hedge funds musisz być akredytowanym inwestorem. Oznacza to 1 milion net worth lub 200k przychodu.
            Sec śledzi przepływy finansowe, giełdę, transakcje i wielu już trafiło do Pleasanton jak Milken czy Martha Stewart (ona akurat za rzeczy związane z insider trading nie została skazana ale… jak Al Capone). Rynek jest bezpieczny dlatego wielu inwestuje. Brak zaufania w Polsce tworzy ogromne bariery.
            Przykład; Carvana ostatnio moja ulubiona spółka. Sprzedają używane samochody przez internet. Możesz pooglądać i przywiozą ci na lawecie, albo jak mieszkasz w pobliżu ich “garażu” możesz pójść odebrać jak z vending machine. Powiedziałem o tym komuś z Polski i od razu dostaję pytanie;
            A co jak sprzedadzą ci uszkodzony czy samochód z defektem?
            Masz 7 dni na zwrot i gwarancję od producenta albo od nich.
            Ajak nie będą chcieli wziąść z powrotem?
            Nie przeszło mi to nawet przez glowę, gdyż jeśli ktoś to ogłasza to tak jest.

            Czy wszystko jest na rynkach finansowych idealnie. NIE. Ale regulacje prawne i ochrona państwa działa. A biznesy już się nauczyły, że lepiej jest być “frontem do klienta” niż próbować go doić. Zobacz aplikację Robinhood możesz na niej kupować i sprzedawać akcje bez opłat od małych sum. Acorn to aplikacja gdzie możesz wrzucać resztę z zakupów i inwestować w jakieś fundusze, tej nie mam kiedyś ją przeglądałem. Kto chce może to robić sam, któ nie są tysiące zorganizowanych funduszy. Ale ryzyko zawsze jest Twoje bo jesteś dorosłym człowiekiem więc żyj i daj żyć innym.

          • Marcin Kluczek

            Wygląda na to, że Polska i USA to dwa odmienne światy. USA bardziej reguluje rynek inwestora, Polska bardziej reguluje rynek konsumenta (np. przez maksymalne oprocentowanie, minimalny wkład własny, w praktyce zakaz kredytów udzielania walutowych).

    • Marcin Kluczek

      Nie mogę się doszukać źródła informacji o limicie dla employer match na poziomie 3%,a strasznie mnie to nurtuje 🙁
      Widzę limity $18,500 + $6,000 dla pracowników w wieku od 50tki po stronie pracownika + $36,500 po stronie pracodawcy.

      Annuity z 401k “zeruje” konto, czy środki na nim są dziedziczne?

      Pomożesz?

      • Plastic Tofu

        Przepraszam 2 razy.
        Nie zauważyłem tego pytania dopiero teraz i zagalopowałem się z 3% miałem napisać 36,500 a podać 3% jako średnią. Notabene teraz co obserwuję to jest trochę więcej bo pracodawcy chętniej podnoszą nieopodatkowane benefity, niż opodatkowane pensje. Z drugiej strony jak nadejdzie śwatowa cienizna na rynku, mniejszy ból spowoduje obniżenie niewidocznych benefitów niż pensji, za którą się żyje. Mea Culpa pisałem w pracy i tam, co trudno sobie wyobrazić, czasem coś ode mnie chcą. 🙂

        401k to pieniądze na koncie w jakimś wehikule inwestycyjnym. Przynoszą zyski i jak idziemy na emeryturę to mamy pulę, z której korzystamy i jak zabraknie to kubeczek i pod kościół. Ale jak zostanie to pieniądze są dziedziczone.
        Na ogół annuities to suma pieniędzy wpłacona do firmy ubezpieczeniowej w zamian za miesięczne wypłaty. Daje nam to bezpieczeństwo, że nie zabraknie kasy jakkolwiek długo będziemy żyć. Jednakże tracimy wszystkie pieniądze jeśli opuścimy ten padół wcześnie. Ale nie do końca. Po pierwsze możemy annuity wziąć na siebie i małżonka, kiedy nas zabraknie małżonek dostaje te same pieniądze, albo 2/3, albo połówkę, zależnie od kontraktu.
        I tu dochodzimy do sedna pytania. Wiele annuities ma wbudowany “death benefit” gdzie spadkobierca otrzymuje pieniądze po śmierci właściciela. Np. Life + 10. Podpisując taki kontrakt w momencie przejścia na emeryturę. Będziemy otrzymywać pieniądze do końca naszych dni, ale gdy nasze życie zakończy się po 4 latach w wieku 69 lat wskazany spadkobierca będzie nadal otrzymywał wypłaty przez 6 lat.
        Na koniec powiem, że nie pracuję z grupowymi planami emerytalnymi więc 401k annuity, który jeszcze do tego jest relatywnie nowym pomysłem (nie pieniądze trzymane w annuities w celu oszczędzania tylko włożone w annuity w celu gwarancji stabilnych wypłat) i nie popularnym więc nie znam szczegółów jakie konkretnie plany są oferowane.

        • Marcin Kluczek

          Skomplikowany ten świat finansów w USA.

          Ktorą dziedziną się na codzienne zajmujesz?

          • Plastic Tofu

            Ubezpieczenia i podatki, indywidualne i male firmy. Wymaga to znajomości wielu dziedzin niestety nie jest to specjalistyczna wiedza, raczej taka, ktora potrzebna jest rodzinie na codzień i jak założą sobie biznes. Zaczynałem w mortgage’ach (pożyczkach na domy) i jestem akredytowanym inwestorem. Stąd trochę liznąłem wielu dziedzin, ale przez 25 lat pracy poznałem wielu ludzi i specjalistów i od nich czerpię sporo wiedzy o finansach.

          • Marcin Kluczek

            Niezły mix 🙂 Lubię takie interdysplinarne zajęcia. Na coś specjalnego jeszcze masz czas. Powodzenia.

  17. Mozna by zapytac, jezeli jest tak dobrze to dlaczego jest tak zle ?
    Bo ze jest zle to wystarczy posluchac samych Amerykanow – zreszta wybor Trumpa na prezydenta o czyms swiadczy :).
    Sadze ze glownym problemem jest brak edukacji finansowej spoleczenstwa w szkolach poczynajac od podstawowki ( tak jak w moim kraju Kanadzie ) i sytem, ktory nastawiony jest na “wycykanie” naiwnych przez agresywna reklame produktow w tym produktow finansowych / bankowych i brak efektywnej kontroli nad nim.

    Osobnym problemem jest ubozenie klasy sredniej w zwiazku z przeniesieniem wiekszosci przemyslu do krajow rozwijajacych sie z godnie z ideami neoliberalizmu z ktorych najwazniejsza jest maksymalizacja zysku za wszelka cene i w jak najkrotszym czasie.
    Cala odpowiedzialnosc za lawirowanie w tym metnym jeziorze regulacji finansowych, obiecywanych mozliwosci i twardej finansowej rzeczywistosci spoczywa na obywatelu – jesli jest w stanie nauczyc sie jak nie dac sie zjesc scammerom i banksterom i jak wykorzystac system dla wlasnej korzysci to wygrywa, wielu niestety idzie na dno.

    My sami przyjechalismy do Kanady 30 lat temu prosto z PRL i zieleni jak wiosenna trawa.
    To ze udalo sie nam nie utonac, zyc na w miare przyzwoitym poziomie i wyksztalcic dzieci ( co nie znaczy ze tylko skonczyly studia, ale rowniez ze byly w stanie zdobyc prace dajaca przyzwoite pensje ) to tylko w 50% owoc naszej pracy i ciaglej nauki o tutejszych mozliwosciach i zagrozeniach ale szczerze trzeba przyznac rowniez lutu szczescia, chociazby w zakresie zdrowia ktore do tej pory nam dopisuje.
    Oczywiscie czym bylismy bardziej swiadomi tym bardziej pracowalismy nad tym by to zdrowie utrzymac, w tej chwili 50% aktywnosci sluzy podtrzymywaniu tego zdrowia i kondycji fizycznej.
    Jako dygresja mozna powiedziec ze powazna choroba w Stanach moze byc dla calej rodziny powodem finansowej katastrofy, a prywatne ubezpieczenia zdrowotne maja ograniczony zakres i sa dosc drogie.
    Pod tym wzgledem latwej jest w Kanadzie, choc oczywiscie na specjalistow i zabiegi sie czeka i nie wszystko pokryte jest planem zdrowotnym.

    • Marcin Kluczek

      Cześć. Dzięki za relację. Cieszę się, że Wam się udało 🙂
      Jak oceniasz szansę przeciętnego młodego Amerykanina i Kanadyjczyka na zrealizowanie amerykańskiego snu?

    • Plastic Tofu

      Choroba w każdym miejscu na ziemii może być powodem finansowej katastrofy, jeśli nie masz zabezpieczenia, ale zawsze możesz kupić disability insurance, albo ją oferuje pracodawca. Ubezpieczenia prywatne kiedyś ograniczone były sumą na ogół 5 mln$ dzisiaj obamacare zniosło te ograniczenia. To czy są drogie? Nie sądzę, że odbiegają procentowo od np Polski, poza tym system jest dużo lepszy niż w większości krajów. Proszę porównać tabele z przeżywalnością po określonych chorobach. System państwowy sprawdza się fantastycznie dla mlodych i zdrowych, wierzących, że jak coś się stanie to wszystko będzie ok. A wtedy już jest za późno. Dlatego kanadyjczycy tak chętnie przyjeżdżają do USA na operacje.
      https://www.huffingtonpost.com/entry/canadian-medical-tourism_us_5949b405e4b0db570d3778ff

      Nie twierdzę, że system jest idealny, ale na tę chwilę biorąc pod uwagę ten sam status społeczny wolałbym chorować w USA niż gdzieś indziej.

  18. Piszesz to z pozycji czlowieka w jakim wieku, ciekawym ?
    Oczywiscie poki jestes mlody i powazniejsze problemy cie nie gnebia to chorowac w Stanach mozna spokojnie :).
    Moj szwagier, rowniez kanadyjczyk pracowal przez 10 lat dla Boeinga na d platnym konstruktorskim kontrakcie ( $175k/ rok ), gdy zaczal miec problemy z prostata wprowadzil nas troche w ew koszty i co pokrywal jego dosc drogi plan ubezpieczeniowy – znajac jego doswiadczenia my wolimy chorowac w Kanadzie.

    Odpowiadajac na pytanie, co rozumiesz przez american dream ?
    Bo jezeli oryginalne dojscie z pozycji pucybuta do milionera to zaden z nich nie ma wielkich szans :).
    O dobra prace dla mlodych ludzi jest niezwykle trudno, a wygrywaja tylko ci ktorzy nie tylko sa zdolni i chca sie uczyc, ale rowniez maja odpowiednia odpornosc psychiczna.
    Oczywiscie zawody humanistyczne niewiele daja od strony finansowej, dobry zawod, podpiecie sie do odpowiedniego zwiazku i bycie naprawde dobrym w tym co sie robi gwarantuje wysokie zarobki, to samo po studiach w IT, finansach, prawie, medycynie, businesie.
    Tak a’propos to tytulowy ksiegowy Jones $50 k zarobi jako sredniak pracujacy pod czyims kierownictwem, $500 k jako chartered accountant lub na samodzielnym stanowisku w duzej korporacji.
    To samo z prawnikami.
    Ale bez powaznej pracy polaczonej z polaczonej z porzadnym wyksztalceniem szanse nie sa duze.
    Skonczyly sie czasy gdy za przetaczanie beczek w browarze Molson, czy prace na tasmie w fabryce Forda mogles utrzymac rodzine na przyzwoitym poziomie.
    My te czasy jeszcze pamietamy, ale swiat poszedl zdecydowanie naprzod.

      • Plastic Tofu

        Nikt się nie zgłasza więc założę że do mnie. A’propos zapytałem bo nie chciałem monopolizować tematu, ale skoro nikt nie chce bronić stripes and stars więc…

        Mam 50 lat, pracuję w finansach stąd mity i na temat ubezpieczeń zdrowotnych nie za bardzo pokrywają się z prawdą. Najczęściej ludzie powielają zasłyszane historie np jak drogie są ubezpieczenia prywatne i jak nikogo na nie nie stać. Po pierwsze ponad połowa wszytkich amerykanów ma ubezpieczenie od pracodawcy, jedna trzecia ma plany rządowe , Zostaje jedna szósta, z tego ponad połowa jest nieubezpieczonych a reszta kupuje te “drogie” ubezpieczenia, które mają dopłaty od rządu dla mało zarabiających. Czy nadal jest ono drogie? Wspomniana w rodzinie Jonesów pani posiada nową Kię Rio, sprawdziłem u dealera spłata tego samochodu to $250 miesięcznie, rata za ubezpieczenie dla mnie czyli mężczyzny 50 lat wynosi 500$ na miesiąc bez dopłat . Każdy musi zadać sobie pytanie : czy jestem więcej warty niż 2 Kie ponieważ odpowiedzi są różne stąd grupa nieubezpieczonych.

        I jeszcze jeden drobiazg, Cały system ochrony zdrowia jest ogromny, ma swoje lepsze i gorsze strony, buchalteria osiągnęła poziomy niespotykane w innych dziedzinach, ilość nieprzyjemnych, niedokształconych ludzi pewnie nie odbiega od innych dziedzin więc zdarzają się przypadki kiedy człowiek doświadcza nie najlepszej usługi ale nie mam w zwyczaju dystutować o pojedyńczych przypadkach, gdzie coś tam, kiedyś tam zdarzyło. Pozdrowienia dla szwagra.

        American Dream to wg mnie to co jest zapisane w konstytucji – pursuit of happiness. czyli każdy ma prawo dochodzić swojego szczęścia. Np na tym blogu np zachęca się ludzi do oszczędzania gdyż American dream to byłoby spokojne życie na przedmieściach inwestycja w siebie poprzez zwiedzanie, edukację, rozwój rodziny, edukacja dzieci, ogólny rozwój w bezpieczny sposób. Czy to wygląda jak receptura od pucybuta do milionera, Nie ale dałoby ludziom szczęście, a to jest święty graal życia. A jeśli szukasz szukasz przykładów na książkowy american dream to popatrz na Jeffa Bezosa. Zaczynał w garażu, jego szósty pracownik zamiast biurka dostał drzwi z nogami bo tak było taniej, dzisiaj jest najbogatszym człowiekiem świata.

        Jedno zdanie o fabryce Forda. Większość ludzi nie czuje zmian optyki świata. Kiedyś praca na taśmie u Forda oznaczała pracę w jednej z najnowocześniejszych fabryk w rozwijającej się gałęzi przemysłu przy niewielkiej konkurencji z zagranicy. Jeśli chcemy to porównywać z dzisiejszymi realiami to musimy porównać pracę dla Google czy FB, a za to bez problemu można utrzymać rodzinę nawet w Californii.

        • “Jeśli chcemy to porównywać z dzisiejszymi realiami to musimy porównać pracę dla Google czy FB, a za to bez problemu można utrzymać rodzinę nawet w Californii.”

          Czy aby na pewno?
          “Scraping by on six figures? Tech workers feel poor in Silicon Valley’s wealth bubble”: https://www.theguardian.com/technology/2017/feb/27/silicon-aa-cost-of-living-crisis-has-americas-highest-paid-feeling-poor
          “Study: Even Apple and Google engineers can’t really afford to live near their offices”: https://www.fastcompany.com/40531163/study-even-apple-and-google-engineers-cant-really-afford-to-live-near-their-offices
          “https://www.businessinsider.com/tech-workers-cant-afford-silicon-valley-housing-prices-2018-2?IR=T”: https://www.businessinsider.com/tech-workers-cant-afford-silicon-valley-housing-prices-2018-2?IR=T
          “In Silicon Valley, 59% of tech workers can’t afford homes”: https://venturebeat.com/2018/07/31/in-silicon-valley-59-of-tech-workers-cant-afford-homes/
          “https://www.businessinsider.com/san-francisco-expensive-tech-workers-cant-buy-homes-2018-8?IR=T”: https://www.businessinsider.com/san-francisco-expensive-tech-workers-cant-buy-homes-2018-8?IR=T

          • Szkoda, że nie ma opcji edytowania komentarzy, bo wkradł się mały chaos w moim poprzednim.

          • Plastic Tofu

            Zgadzam się, że edycja by się przydała (to poparcie dla drugiego postu) bo pisząc w pracy lub na telefonie, czasami po opublikowaniu czytam własny post i myślę nienajlepiej o swojej nauczycielce od polskiego.

            Post powyżej to linki świadczące o tym, że okolice San Fran są zamieszkałe przez szczęśliwych ludzi mających typowe problemy pierwszego świata. Skupmy się na pierwszym linku i jego bohaterach. Ludzie, którzy zarabiają 1 mln na rok, albo Michael, który ma ponad 700K$ na rok nie może kupić domu, bo ktoś przebił jego ofertę? To są argumenty za niemożnością utrzymania rodziny? Ktoś kupuje bajgla i kawę za 8$ albo sok za 12$ i to jest jego zmartwieniem życiowym? Nie wiem ilu ludzi znajdziesz na tym blogu, którzy uronią łzę nad milionerami z Silicone Valley, ponieważ on nie czuje się komfortowo w swoim życiu? Ponieważ nie może kupić sobie bajgla i kawy i zrobić je w domu oszczędzając 80% ceny. To, ze ludzie czują, że należy się im więcej, że powinni być wyróżnieni w życiu to nic nowego, Popatrz na ton tych wypowiedzi wiekszość tych ludzi wypowiada się o sobie czyli pracownikach IT jako nadludziach, którzy powinni nie pracować w chmurze, ale leżąc na chmurze być dowożonym do pracy, żeby nie musieli się stykać, z resztą “zwykłych” śmiertelników.
            Dzisiaj prawie jak Michael przejechałem do pracy 20 mil i nawet przez sekundę tej drogi nie było mi go żal. Bo zanim brał pracę to mógł sprawdzić na Googlu ile w okolicy kosztują domy, czy wynajem, ile kosztuje kawa czy sok. Zreszta jak wielu polaków nareka na swoje życie bo ich nie stać na kupno mieszkania w apartamentowcu w Warszawie? Że używane BMW kosztuje więcej niż wyczekany maluch w PRL-u?
            Problemy Cali to zbyt dużo regulacji, przez co nie ma gdzie budować domów, czy autostrad, aby dojazd był znośny. Aby coraz więcej biznesów się otwierało, a nie były bombardowane regulacjami tworzącymi bariery, które podnoszą koszty. Oraz wysokie podatki, ale jak mają być mniejsze skoro San Francisco wydaje na zbieraczy ludzkich odchodów 185,000 dolarów na twarz, gdyż liberalne podejście do społeczeństwa, zawsze jest kosztem tych, którzy są praworządnymi i ciężko pracującymi obywatelami.
            A i Cali jest większe od Polski i ma minimalnie więcej mieszkańców także zawsze można się przeprowadzić.

          • Marcin Kluczek

            Rzeczywiście Michael przesadza.

            Korzystając z okazji zapytam. Jak Twoje otoczenie zapatruje się na spadek poziomu życia klasy średniej w porównaniu do np lat 60 tych? Gdzie widzicie przyczyny?

          • Plastic Tofu

            Marcin, napiszę jak ja to widzę z perespektywy historycznej, ale pół na pół oglądanej i usłyszanej, gdyż żyję tu od 1990 roku i lat 60 po prostu nie znam, a także tego co mówią moi znajomi, którzy urodzili się tutaj, często Polacy w drugim czy trzecim pokoleniu.
            Większość tych opowieści to mit. To prawda, że poziom życia wlatach 60 w USA bił na głowę Europę, która dopiero podnosiłą się po pożodze wojennej. Azja ktora przebyła jeszcze dłuższą drogę od lat 60 do dzisiaj, wtedy była jeszcze praktycznie w feudaliźmie. I tu upatruję historycznej tęsknoty, nie za przewagą USA w tej czy innej dziedzinie, wygodzie życia oraz nowym wyzwaniom (np wyścig o podbój kosmosu, najpierw porażka – sputnik Gagarin, a potem euforia gdy pierwszym na księżycu był amerykanin). Ta tesknota jest za dominacją USA, byciem lepszym tylko dlatego, że ktoś urodził się tam gdzie powiewały stars and stripes. Porównanie Oldsmobila z lat 60 i Fiata z tego okresu jest wykładnią tej tęsknoty ale…
            Popatrzmy na poziom życia dzisiaj. Gdy porównamy domy, ich powierzchnię czy wyposażenie to trudno oprzeć się wrażeniu, że żyjemy komfortowo w porównaniu do pięciu dekad do tyłu. Dom lat 60-70 to front room, trzy sypialnie, kuchnia z aneksem jadalnym i czasem wykończony basement (piwnica) oraz jedna lup półtorej łazienki (połowka to kibelek i zlew). Mówiąc o standardowych osiedlach dzisiaj to 2450 sqf vs 1300-1600 piećdziesiąt lat temu, 4 sypialnie 2,5 łazienki, living, dining i często family room. Takie rzeczy jak telewizor czy radio z magnetofonem albo gramofonem, kiedyś symbol klasy średniej, dzisiaj są dostępne za grosze nie mówiąc o rzeczach takich jak komputery pralki suszarki, czy np lodówki. Apropos’ tych ostatnich to każdy praktycznie miał lodówkę w latach 60 ale mówiąc szczerze to trudno mi przypomnieć kogoś ze znajomych, który dzisiaj nie ma lodówki lub dwóch w kuchni co jest oczywiste a oprócz tego w garażu, plus w piwnicy przerobionej na mancave, plus jakś mała na wino w kuchni czy w zabudowanym barze.
            Nie wiem jak wielu z czytających odwiedziło marinę w USA. Nie tylko w centrum Chicago, czy Miami ale w mniejszych miasteczkach są one po brzegi wypełnione nowymi łódkami – ciekawostka w Illinois aby pływać łodzią potrzeba mieć ukończone 15 lat, żadnych kursów. Nie piszę o tych, które ludzie przywożą na trailerach tylko tych większych stojących na stałe w wodzie. Naprawdę w porównaniu z większością Europy (droższe paliwo i wysokie podatki) jest to spora różnica. Piszę to by pokazać, że bogactwo w stanach rośnie, ale społeczeństwo stając się wygodniejsze i żyjąc bezpieczniej bogaci się wolniej. Również dlatego, że USA ponosi “ciężar” wielu wynalazków np: telefon, poźniej lata kładzenia kabli, póżniej telefonia komórkowa, lata stawiania wież wymyślania nowych technologii aby to pracowało ze sobą i od nowa smartfony. Jeśli Inny kraj dzisiaj chciałby to powtórzyć dzisiaj nie musi przechodzić całej procedury i w krótkim czasie jego technologia porównywalna jest z USA i to jest to co czasem kłuje amerykanów. To że inne państwa się powoli zbliżają, że powstają artykuły takie jak ten gdzie ktoś śmie nawet porównywać kraje gdzie jeszcze parę lat temu chodziły białe niedźwiedzie po ulicach a dzisiaj pisze się biedny jak amerykanin. Klasa średnia się bogaci to ich duma traci na wartości.
            Na koniec artykuł, który pokazuje fenomen zmniejszającej się klasy średniej
            http://www.aei.org/publication/yes-the-us-middle-class-is-shrinking-but-its-because-americans-are-moving-up-and-no-americans-are-not-struggling-to-afford-a-home/
            Klasa średnia zmniejsza się, gdyż coraz więcej ludzi przechodzi do klasy wyższej.

          • ‘ Porównanie Oldsmobila z lat 60 i Fiata z tego okresu jest wykładnią tej tęsknoty ale…’

            i to jest chyba kluczowe w tych porównaniach
            przed rokiem ’89 mogliśmy się porównywać do sąsiada, który miał w większości przypadków mniej więcej to co my. Niemcy i zachód były odgrodzone i tylko nieliczni i sporadycznie widzieli jak to wygląda u nich. W tv leciały stare filmy i seriale – nie było internetu.
            Teraz wychodzi nowy odcinek ulubionego serialu – nie ma go w PL telewizji to szukamy go w necie – bo chcemy mieć tak inni
            Na ‘fejsie’ i ‘insta’ widzimy kolorowe życie na pokaz naszych znajomych i influencerów

            Co do braku oszczędności w śród amerykanów to może być też kwestia wiary w siebie, w państwo, w gospodarkę
            Oni od kilku pokoleń mają sukces gospodarczy i poza kilkoma kryzysami żyje im się dobrze i dostatnio – to po co oszczędzać ? – żyjemy konsomujemy i inwestujemy – przecież żyjemy w świecie american dream i jutro też będzie dobry dzień, jutro też będzie praca, też będzie wypłata

            W PL też ciężko jest porównywać nasze pensje, drogi, poziom życia do tego z przed 30-50 lat – dużo łatwiej nam porównywać się innymi krajami jak Niemcy czy USA ale jakoś do Białorusi nie chcemy się porównywać

  19. Bardzo ciekawe 2 artykuły, mam nadzieję wyjaśniające rodakom, że proste porównywanie dochodów w różnych krajach to nie jest dobra metoda sprawdzenia jak to za granicą fajnie.
    Piszę to z perspektywy osoby, która w tym momencie ma 10 lat przepracowane za granicą. W USA pracowałem tylko na projektach, w sumie pewnie 2-3 miesiące. Chyba nie chciałbym tam mieszkać. Czynniki wpływające na to:
    – koszty ubezpieczenia zdrowotnego (mój pracodawca pokrywałby częściowo, ale nadal byłoby to 1-2k USD miesięcznie z tego co pamiętam)
    – poziom bezpieczeństwa (może to względne ale pozostałe kraje w których pracowałem dają znacznie wyższe poczucie bezpieczeństwa)
    – wydaje mi się że Polska i Europa są lepszym miejscem na wyrażanie poglądów. Stopień penetracji relacji międzyludzkich przez political correctness jest niesamowity. W wielu kwestiach wszyscy wyrażają jedne słuszne poglądy bo jest jakiś społeczny stygmat jeśli się ktoś nie zgadza z główną linią. I nie mówię tutaj o czymś co byłoby kontrowersyjne w Europie, tylko o naprawdę codziennych małych sprawach
    – o ile koszty paliwa, nieruchomości, jedzenia są relatywnie niskie (oczywiście zależy gdzie, bo na przykład nie w NYC), to nadrabiają innymi kosztami – wzmiankowane ubezpieczenie medyczne oraz same usługi medyczne (to ze masz ubezpieczenie nie znaczy ze nie płacisz kiedy idziesz to lekarza), ale również ubezpieczenie samochodu, utrzymanie domu (wszelkie usługi specjalistyczne są drogie) itp
    – zarobki nie są wcale specjalnie wysokie w porównaniu z kosztami. Gdybym pracował w USA, zarabiałbym około 140-170k USD rocznie. Niestety, byłoby to obciążone sporymi podatkami (powyżej 30% tam gdzie mialem możliwość pracować). Rozmawiałem ze znajomymi którzy tam pracują za podobne pieniądze i z tego co mówią nie zapewnia to nie wiadomo jakiego standardu życia (jeśli jedna osoba pracuje w gospodarstwie domowym). Oczywiście to nadal dużo pieniędzy i znacznie powyżej średnich rynkowych ale opcje w innych krajach są lepsze moim zdaniem.
    – to co zostawaloby mi po wszystkich wydatkach czyli moja możliwość oszczędzania nie byłaby duża (tzn moim zdaniem niższa niż w niektórych innych krajach w których mogłem pracować)
    Pracowałem/pracuję w Singapurze i na Bliskim Wschodzie, w bogatych krajach. Życie codzienne ma bardzo wysoki komfort, ale tylko jak się zarabia dużo. Na razie planujemy tu zostać bo potencjał do oszczędzania jest dużo większy niż w Polsce czy właśnie USA. Żaden z tych krajów nie jest kandydatem do tego żeby zostać tu na cale życie. Za to Polska, pomijając już kwestie sentymentalne, rodzinne itp, jest miejscem gdzie żyje się tanio i dobrze. Niestety, zarobki są niskie – co powoduje ze Polska jest super do mieszkania, do inwestowania na przyszlosc, ale nie do pracy obecnie. Przy poziomie dochodów w Polsce trudno jest zbudować zamożność – na pewno trudniej niż w USA czy w wielu innych miejscach. Ale to się zmienia, dynamika zarobków w Polsce raczej będzie wysoka, trzeba poczekać 10-15 latek. Dla mnie to już nie robi różnicy bo będę za stary żeby chciało mi się robić karierę (bardziej widzę siebie wtedy na wczesnej emeryturze), ale dla moich dzieci mam nadzieje będzie w sam raz.

  20. Marcin Kluczek

    Do Plastic Tofu

    Dzięki za komentarz. Ja to widzę mniej więcej tak, w odniesieniu do przeciętnego Amerykanina i przeciętnej rodziny. Nie sądzę, aby to był pełen obraz sytuacji i na pewno można wiele dodać, może coś odjąć.

    Stany rozpoczęły politykę socjalną w czasie news deal. Potem przyszła II WW, która przypadła na koniec kryzysu i dała olbrzymiego kopa gospodarce. Jednocześnie jedyna realna konkurencja sama się zniszczyła. Stany weszły w okres supremacji i długiej prosperity, aż do kryzysu paliwowego. W latach 80tych za Reagana zmieniły się zasady. Od tej pory dochód miał być generowany od góry i spływać w dół – wysokie podatki w dół. Rozwinęły się kredytu dla konsumentów (parytet złota już dawno nie obowiązywał, więc było co pożyczać), ograniczono regulacje. Dobrze dla rozsądnych, bardzo źle dla nierozsądnych. Firmy już wcześniej zorientowały się, że nie muszą produkować w USA, żeby sprzedawać w USA, czyli doszedł outsourcing produkcji i usług. Prosta produkcja wspierana maszynowo nie wymaga wielkich kwalifikacji, a klient chce tanio, więc zatrzymał się wzrost wynagrodzeń. Związki zawodowe dostały łupnia za Reagana, więc przestały być tak skuteczne jak kiedyś w walce o wzrost płac. Skończyło się to wszystko stagnacją płac. Nowe technologie dały masę nowych zawodów z relatywnie wysokimi zarobkami, ale za typowe prace płaci się tyle samo co w 1980+ inflacja. Poszukiwani specjaliści zarabiają bardzo dobrze.

    Ciekawe jest to co napisałeś o tęsknocie za globalną supremacją i poziomie życia. Z pewnością może być im żal, zwłaszcza że jednym z elementów zimnej wojny była gloryfikacja własnego kraju. Gdy o tym myślę, wydaje mi się, że to może w nich siedzieć jak homo sovieticus w części Polaków. Nie tak łatwo wyrzucić z głowy wizję świata jaką wbijało się do głowy przez dziesięciolecia. Poziom życia zakładam, że jest wyższy. Świat idzie do przodu, a dobra życia codziennego mają charakter deflacyjny w stosunku do funkcjonalności. Jest masa nowych technologii, które mogą się przydać: pc, smartfon, internet, ale też tona kusiedełek: tak realnie po co wymieniać telefon co 2 lata.

    Odnośnie linka, tu bym się nie zgodził. Chyba, że założymy, że klasę średnią określa linia $100,000 według dzisiejszej wartości pieniądza. Czy rodzina, najbardziej klasyczna 2+2, z dochodem $100,000 może dziś żyć na poziomie klasy średniej wg CNN i USA Today? Wychodzi na to, że niekoniecznie. To oczywiście tylko liczba i pewne moje założenia, które z pewnością możnaby doprecyzować lub przyjąć inne. Niemniej, mam na myśli to, że siła nabywcza nijak się ma do waluty, nawet jeżeli użyjemy wskaźnika inflacji, żeby wprowadzić wartość pieniądza do wspólnego mianownika. Wszytko rozbija się o ilość i jakość dóbr i usług jakie można kupić za dany dochód. Przeciętna rodzina 2+2 w 1970 roku wydawała, tu podaje z pamięci, 30-35% więcej po uwzględnieniu inflacji od rodziny w 2007 roku na: zakupy spożywcze, ubrania, sprzęt domowy, zakup i użytkowanie jednego auta. Zatem w tych kategoriach konsumpcja spadła w stosunku do zarobków. Dane zasłyszane z wykładu Elizabeth Warren jeszcze za czasów, gdy była profesorem Harvardu. Ten wykład uświadomił mi wady patrzenia na skorygowaną inflacją medianę dochodów gospodarstw domowych. Gospodarstwa mocno się zmieniły chociażby w ujęciu współczynnika ilości pracujących. Większość kobiet nie pracowała w latach 70tych. Obecnie większość pracuje. Z pamięci – współczynnik pracujących kobiet wzrósł z 30% do 70%. Mediana dochodów mężczyzn zatrudnionych na pełen etat skorygowana o inflację wykazuje niemal zerowy wzrost, zatem wzrost dochodów w gospodarstwach to efekt użycia zasobów w postaci pójścia kobiet do pracy. Podsumowując ten przy długi już wątek. 100000 dziś z dwóch dochodów – koszt opieki nad dzieckiem, gdy kobieta jest w pracy to mniej niż 100000 z jednego dochodu. Już nawet nie liczę ile razy słyszałem w Polsce, że ktoś nie może pójść do pracy, bo na opiekunkę ledwie zarobi. Reasumując koszyk się zmienia, jedno rośnie bardzo mocno: koszty housing, edukacji, opieki medycznej, coś pojawia się dodatkowo np. koszt drugiego auta i opieki nad dzieckiem, którego wcześniej nie było, coś się zmienia – podatki (Warren twierdziła że rodzina 2+2 w której kobieta zaczęła pracować płaci o kilkanaście % wyższe podatki), jednocześnie spadają koszty życia bieżącego. W sumie dodatkowe koszty i wzrosty miały wynosić ok 60% od 1970 do 2007, czyli budżet rodziny 2+2 przestawał się spinać na jednym dochodzie i nie było rewelacji na dwóch. W skrócie to nie jest porównanie jabłek z jabłkami. Za szybko wyciągnięty wniosek.

    Co do HAI. Nie analizowałem tematu od tej strony, ale wykres zaczyna się w momencie, gdy FED ustawił stopę w peaku na 16%. Potem stopa malała, więc HAI musiał iść w górę. Patrzyłbym raczej na stosunek cena domu/mediana zarobków netto. W Stanach nadal jest tak na to patrząc tanio. 250k/60 ~ 4 roczne pensje. W Polsce 4 mediany to 200k PLN. Przeciętny dom pod małym miastem to teraz 400-500 tysięcy, czyli nieco na oko 8-10 median.

    Niemniej to czy klasa średnia ma się lepiej czy gorzej, na podstawie tego czy jest w stanie kupić dom, to moim zdaniem nieco za mało, żeby wyciągać wnioski. Nawet w Polsce są tacy, którzy porwą się na dom za 8 krotność pensji, a potem na nic nie mają pieniędzy, bo wszystko poszło w kredytu i rachunki, a dziećmi opiekują się dziadkowie na emeryturze.

    • Plastic Tofu

      Nie chodzi mi tylko o samą polemikę dla polemiki więc napiszę, że wszyscy tu piszący mają rację, jak i nikt nie ma pojęcia o czym pisze gdyż robimy analizę kraju 30x Polska i 8x ludność Polski przez internet. Każdy patrzy ze swojego miejsca w życiu przykładając do amerykańskiego życia swoją miarkę. Miesza to poza tym pojęcie średniaków, jednocześnie wrzucając do jednego wora rodzinę 2+2 z NY czy LA i rodzinę z Missouri czy Wisconsin. W pierwszym przypadku to ubodzy krewni w drugim arystokracja całej wsi. Moj podatek na szeregówce na przedmieściach Chicago jest 100 razy wyższy niż na działce leśnej w Missouri, która ma trochę powyżej 20 hektarów. Mimo iż koszt kupna różnych rzeczy będzie podobny tu i tam to już koszt usług to niebo i ziemia. Nawet zwykłe wyjście do baru na drinka w dużym mieście przypomina odkurzacz w portfelu, gdzie na prowincji to bardzo przystępna cenowo rozrywka.
      Porównywanie samych liczb odsuwa w cień rodziców, dziadków, dalszą rodzinę, przyjaciół, lokalną społeczność. To czyni życie łatwiejszym, kiedy babcia zostawi dom a rodzice przypilnują dzieci. Kiedy znajomi pomogą zrobić remont w domu, czy kumpel pogrzebie pod maską samochodu. Te rzeczy są rzadkie w doświadczeniach emigranckich, ale autochtoni często korzystają z powiązań rodzinnych tak samo jak nasi rodacy w kraju nad Wisłą.
      Indywidualne spojrzenie to projekcja swojej sytuacji. Jak często wydaje nam się, że skoro my tak żyjemy to w innych miejscach na ziemi jest podobnie i pojedyńcze informacje docierające do nas raczej zaburzają nasz sposób patrzenia nie pokazując, że inne ralia są powodem takiego, a nie innego zachowania. Np oszczędności. Utyskiwanie mediów na super niskie oszczędności w USA jest brakiem zrozumienia finansów rodziny i atmosfery ciągłego bogacenia się. Mówimy ku przypomnieniu o średniej klasie i na ogół odpowiedzialnych ludziach. Ci co wydają w nadmiarze, nie mają oszczędności to zrozumiałe, ale dlaczego nie ma ich reszta? Oszczędności to pieniądze na koncie. Jak ktoś ma w materacu czy w skrzynce bankowej to na ogół nie po to aby obejmowały go statystyki. Pieniądze na koncie to grosz, który leży i nie zarabia, zresztą te same pieniądze na koncie u brokera na money market już traktowane są jako inwestycja. Dużo lepiej te pieniądze zainwestować w akcje obligacje czy nieruchy gdyż wtedy przynoszą one zysk nieporównywalny z dzisiejszym oprocentowaniem. Ale jak uczy tutejszy blog co w przypadku emergency? Mały problem to karta kredytowa, nawet jeśli przyjdzie ją spłacać przez 2-3 miesiące to nie jest opłacalne trzymać np 6 miesięcy zarobków na koncie oprocentowanym coś tam po przecinku. Duże emergency, to likwidacja inwestycji, lub linia kredytowa pod zastaw domu, lub pożyczka z planu emerytalnego, lub polisy na życie. Pamiętajmy, że mówimy o zdarzeniach losowych, a te zdarzają się rzadko, a i tak wiele z nich można zabezpieczyć ubezpieczeniem czy gwarancją. I jeszcze raz domyślam się, że popularność tego bloga nie jest duża wśród ludzi, których hobby to wyścigi na czas do limitu kolejnej karty kredytowej więc pisze o średniej klasie i odpowiedzialnych ludziach.
      Ostatni drobiazg niewidoczny w statystykach to wiek. Inaczej żyje się startując w życie gdzie wszystko jest potrzebne, a inaczej kiedy większość rzeczy jest spłaconych, potrzeby przyhamowują z różnych powodów i człowiek korzysta z życia akceptując świat taki jakim jest.
      Na koniec odnosząc się do twojego wpisu. Prosta praca została wyeksportowana, bo jest mało dochodowa, nikt jej nie chce (vide wszyscy wysyłają dzici na studia nie po to aby pracowały an linii w fabryce) i niszczy środowisko. Wyobraź sobie, że masz fabrykę, duży zakład i brakuje ci ludzi. Ktoś oferuje ci, że przejmie 30% pracy. Kogo oddajesz? Sprzedawców, inżynierów, finansistów, czy robotników z których jest najmniejszy zysk jednostkowy?
      To prawda, że więcej kobiet pracuje dlatego społeczeństwo jako takie jest bogatsze, mamy nie tylko więcej rzeczy i usług, ale wiele stało się dostępnych dla każdego. Tak jak napisałeś trudno pewne rzeczy porównywać np airbags w samochodach. Drastycznie podniósł się też poziom świadczeń socjalnych i usług oferowanych przez państwo, drogi to jeden z trudnych do przecenienia przykładów. Ilość ludzi kończąca dzisiaj studia – to głównie domena klasy średniej. Pół wieku temu przede wszystkim zamożni mieli wyższe wykształcenie, dzisiaj tylko biedni go nie mają ( nie licząc Gatesa i zuckerberga, co za nieuki). Żywność jest dużo zdowsza, piwo kojarzone tylko z Millerem czy Budweiserem nagle produkowane jest przez tysiąc plus małych browarów, Dlatego przychylam się do Twojej opinii oraz czołowej indianki stanów Pani Elizabeth Warren, że trudno jest liczyć średnią i porównywać ekonomicznie rodzinę (która dużo częśćiej składa się z jednej dorosłej osoby plus dzieci lub nie) z lat 60-tych i dzisiaj, ale zapewniam, że nikt nie cofnąłby sie 50 lat licząc na wyższy standard życia.

      • Marcin Kluczek

        Dokładnie. Wszyscy możemy jednocześnie mieć rację w pewnych kwestiach i mylić się w innych. Dlatego tak ważne jest dyskotować z ludźmi, który mają inną perspektywę. Tu zakładam, leży powód trudności w komunikacji USA – Europa na wielu polach.

        Co do klasy średniej, myślę, że za dosyć długi czas temat zostanie opracowany. Jedna z teorii historycznych mówi, że powinno się opisywać czasu, których świadkowie już odeszli. Aczkolwiek mam nieodparte wrażenie, że po prostu zbyt szybko uwierzono w to, że niemal każdy może żyć bardzo wygodnie.

        Cytując Marka Aureliusza, który jako cesarz musiał ogarnąć ogrom imperium.
        – Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą.

  21. Artykuł i dyskusja super. Różnice siły nabywczej, kultur, ambicji, możliwości. Aktualna pozostaje jednak stara zasada – wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Nie można porównywać warunków życia jeden do jeden.

  22. Bardzo fajny artykuł szczegółowo pokazujący jak wygląda finansowe życie amerykańskiego przeciętniaka, ale mam nadzieję, że nie trafi on do wielu ludzi, a zwłaszcza do tych którzy wierzą w amerykański sen i planują właśnie podróż do stanów, aby tam rozpocząć nowe życie. Powyższy artykuł mógłby im podciąć nieco skrzydła, a tak dalej będą wierzyć, że w USA można wszytsko i żyje się tam jak w bajce i właśnie tak tam będą żyć realizując swoje marzenia.

  23. Niesamowity poziom i samego artykułu, i komentarzy pod nim. Czytałem z dużą przyjemnością. Jak tak dalej pójdzie, to wartościowe materiały do czytania będą możliwe do znalezienia tylko na blogach … Co się porobiło z tzw. dziennikarstwem to dla mnie niepojęte 🙂

Odpowiedz