Przeczytałem kiedyś, że cel, który nie jest na papierze, to tylko pobożne życzenie. Wyjątkowo nie będę dziś pisał jednak o celach finansowych. Ten wpis będzie o czymś znacznie ważniejszym: o realizacji marzeń.

– Marcin, robisz tyle ciekawych rzeczy, dlaczego tak rzadko piszesz o tym na blogu? – przedwczoraj spytała mnie koleżanka, która kibicuje mojemu blogowi od początku jego powstania.
– Bo to jest blog o finansach, a nie o mnie – odpowiedziałem.
Ale to bez sensu. Jako Twoja Czytelniczka, chciałabym częściej usłyszeć, co się u Ciebie dzieje. Popatrz na innych blogerów – cały czas piszą o sobie, nawet o byle bzdurach. Dzięki temu mam wrażenie, że lepiej ich znam– cisnęła mnie dalej. I tak cisnęła, cisnęła, a ja się nie poddawałem, podając przykłady, że jednak czasami coś tam o sobie piszę. I wtedy pojechała po bandzie. Trzymając w ręku telefon przeczytała misję mojego bloga:

Uzbroić 15 milionów Polaków w wiedzę i narzędzia, które skutecznie pomogą im zadbać o własne finanse, by mogli się bogacić i realizować swoje pasje.

Skąd ktoś ma wiedzieć, czy robisz to, o czym piszesz?

– A skąd ktoś ma wiedzieć, czy robisz to, o czym piszesz? Okej – piszesz w kółko o pieniądzach, o tych swoich budżecikach i inwestycjach. Ale gdzie miejsce na Twoje pasje inne niż praca? Może po prostu jesteś pracoholikiem albo dusigroszem, nastawionym na zarobienie jak największych pieniędzy w krótkim czasie, kosztem np. swojej rodziny? Może to całe Twoje namawianie do realizacji marzeń i pasji to tylko taka poza? – wkurzała mnie dalej.

Jak się zapewne domyślacie – sądząc po tytule artykułu – osiągnęła swój cel (gratuluję Ania!) Pomyślałem, że może faktycznie coś w tym jest. Kiedy wiemy ciut więcej o innych ludziach, to mamy z nimi bliższą relację. Z drugiej strony, mój blog ma pomagać ludziom w dbaniu o finanse, a nie być miejscem, w którym opowiadam o sobie.  To nie mój klimat. Czy da się to jakoś pogodzić?

Po głębokim zastanowieniu doszedłem do wniosku, że tak, ale tylko pod jednym warunkiem: to, o czym napiszę, będzie dodatkową inspiracją dla moich Czytelników do dbania o finanse. Dlatego ten nietypowy wpis będę przeplatał zdjęciami sprzed dwóch tygodni, gdy „odhaczyłem” kolejny punkt z mojej „bucket listy”.

Napełnianie balonu powietrzem

Czasza balonu

Po co właściwie ta kasa?

Powód, dla którego w mojej rodzinie dbamy o finanse, można streścić jednym zdaniem:

Zamiast wydawać pieniądze na pierdoły, świadomie przeznaczamy je na realizację marzeń i pasji.

To właśnie dlatego prowadzimy budżet, kontrolujemy wydatki, odkładamy na edukację dzieci i naszą przyszłą emeryturę, staramy się cały czas zwiększać zarobki. Nie czekamy jednak z realizacją pasji „na emeryturę”. Zawsze zaskakuje mnie, gdy:

Ludzie tworzą taką fałszywą alternatywę

– Póki jestem młody, to nie oszczędzam, tylko cieszę się życiem. Co mi da to całe oszczędzanie? W przyszłości będę stary i niedołężny, więc co zrobię z tymi pieniędzmi? Kupię sobie droższą laskę na 70-tkę?

Takie osoby popełniają ogromny błąd. Nie rozumieją, jak szybko akumulują się skutki naszych decyzji w czasie. Decyzje pozytywne powodują, że stan naszych finansów poprawia się coraz szybciej i wiele celów osiągamy znacznie wcześniej, niż zakładaliśmy na początku. To samo działa jednak w drugą stronę. Błędne decyzje finansowe, w tym życie na kredyt lub bez oszczędności, pogarszają naszą  sytuację znacznie wcześniej, niż sądziliśmy.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Znam przynajmniej kilka osób, które z pobłażaniem patrzyły na moją walkę z długami 10 lat temu. Dziś ja robię to, co kocham i realizuję swoje pasje. Oni – ciągle bez oszczędności – zmienili się z uśmiechniętych i gotowych do podbijania świata buntowników, w korporacyjnych urzędników, drżących ze strachu o swoje posady. Minęło 10 lat, a mam wrażenie, jakbym rozmawiał z emerytami.

Na szczęście, nigdy nie jest za późno, by zmienić kierunek. Owszem – osiągnięcie celów wymaga czasu i zwykle zajmuje kilka lat.  Jednak na samą zmianę kierunku wystarczy dosłownie minuta.

I właśnie wszystkim sceptykom, którzy obawiają się, że oszczędzanie oznacza rezygnację ze swoich pasji, dedykuje dzisiejszy wpis.

Podnoszenie balonu

Widok z balonu 1

Koncepcja „bucket-listy”

Bardzo lubię swoją pracę i łatwo mi się w niej zatracić. Jeśli dodamy do tego różnego rodzaju obowiązki rodzinne, okazuje się, że na inne marzenia czasu (a często również pieniędzy) zostaje mało. To chyba odwieczny dylemat, z którym zmaga się każdy z nas.

Zastanawiam się, czy też tak mieliście. Otóż będąc dzieciakiem marzyłem o bardzo wielu rzeczach. Co chwilę porywał mnie jakiś nowy pomysł. Gdy zobaczyłem szybowiec na niebie, chciałem nim polecieć. Gdy zobaczyłem ubłoconego jeepa, marzyłem o rajdzie terenowym. Gdy zobaczyłem zdjęcie lub film z jakiegoś pięknego miejsca, pragnąłem, tam pojechać. Niemal wszystko wzbudzało mój entuzjazm i przyprawiało o szybsze bicie serca. Zawsze sobie obiecywałem, że kiedy już będę dorosły, to zrealizuję te wszystkie marzenia.

Gdy jednak stałem się już „dorosłym czowiekiem”, okazało się, że sprawa nie jest taka prosta. To wszystko kosztuje, nie ma na to czasu, w dodatku na głowie jest mnóstwo innych obowiązków, o które musimy zadbać w pierwszej kolejności. Efekt jest taki, że stopniowo rezygnujemy z niektórych marzeń, albo wmawiamy sobie coś w rodzaju: Eeee, to nie dla mnie. Co tam jakiś lot balonem. To niebezpieczne, drogie, pewnie nie pokrywa tego ubezpieczenie….  Krok po kroku skracamy naszą listę marzeń, a wkrótce zupełnie o niej zapominamy. Najsmutniejsze są chyba te sytuacje, w których przez kawał życia mówimy sobie: jestem na to za młody, a potem nagle zaczynamy powtarzać: jestem już na to za stary.

Obiecałem sobie, że nigdy nie zrezygnuję z moich dziecinnych marzeń. Większość z nich cały czas wywołuje to przyjemne uczucie ekscytacji i szybsze bicie serca. Wiem, że jest praca, że są obowiązki, że wiele z tych marzeń sporo kosztuje. Ale wiem również, że mam tylko jedno życie i jedną jedyną szansę na realizację tych marzeń.

Marcin w balonie

Widok z balonu 2

Lista 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią

Właśnie dlatego zrobiłem sobie listę „100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią”. To tylko robocza nazwa, bo faktyczna liczba „wyzwań” co jakiś czas się zmienia. W każdym razie zapisuję tam różne rzeczy, które chciałbym zrealizować. Dwa tygodnie temu odhaczyłem kolejne „dziecięce marzenie” z tej listy, z którego zdjęcia możecie zobaczyć w tym wpisie.

Korzystając z końcówki wakacji, postanowiłem też swoją listę nieco odświeżyć i pomyślałem, że świetnym pomysłem będzie skorzystanie z Waszej pomocy.

Poniżej pokazuję, jak moja lista wygląda teraz – łącznie z tymi marzeniami, które udało mi się już zrealizować. Muszę przyznać, że bardzo lubię ten moment, w którym przenoszę kolejne punkty z lewej kolumny do prawej.

Ta lista dodaje mi często energii do działania oraz pomaga w oderwaniu się od codziennej rutyny. Przydaje się również bardzo wtedy, gdy mam ochotę „poluzować” sobie dbanie o finanse. Gdy widzę, ile dzięki świadomemu podejściu do finansów już mogłem zrealizować oraz ile jeszcze atrakcji przede mną, zupełnie inaczej patrzę na różne „atrakcyjne promocje”. Zdecydowanie lepiej pracuje mi się również ze świadomością, że wysilam się po to, by zrealizować kolejne świetne marzenie, a nie tylko po to, aby dopisać kolejną kwotę na moim rachunku.

U mnie świetnie się to sprawdza i zachęcam Was mocno, do wypróbowania takiej listy na własnej skórze. Być może przypomnicie sobie o kilku marzeniach, które o mało Wam „nie uciekły”? ?

A teraz już czas na pokazanie obiecanej listy. Podzieliłem ją sobie na 3 kategorie, by łatwiej było mi „wyciągać” kolejne marzenie do realizacji:
1. Przygody, atrakcje i ciekawostki
2. Niesamowite miejsca do odwiedzenia
3. Niesienie radości i pomocy innym.

Widok z balonu 3 - cień balonu

Przygody, atrakcje i ciekawostki

Tak dziś wygląda lista rzeczy, które jeszcze chodzą mi po głowie. Po prawej stronie zapisuję natomiast te, które udało mi się już zrealizować. Będę Ci bardzo wdzięczny za podsunięcie kolejnych pomysłów. Może robiłeś coś bardzo fajnego, co było dla Ciebie taką inwestycją we wspomnienia i podpowiesz mi, co warto tu jeszcze dopisać?

Oczywiście nie wszystko mi „podpasuje” – jak pewnie za chwilę się zorientujesz, najbardziej kręcą mnie tematy „lotniczo-podróżnicze”. Ale o większości ciekawych rzeczy zapewne nawet jeszcze nie słyszałem. Podpowiesz coś?

Obecna lista wygląda tak:100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią Lista nr 1

Niesamowite miejsca do odwiedzenia

Uwielbiam podróże, ponieważ mnie rozwijają i ubogacają. Pozwalają mi również bardziej docenić Polskę i lepiej rozumieć ludzi. Do dziś odwiedziłem w sumie 33 kraje. W niektórych byłem jednak dosłownie przez chwilę, więc nawet ich nie wymieniam na swojej liście.

W podróżach najbardziej lubię przyrodę, dlatego decydując, dokąd pojadę następnym razem, sprawdzam dokładnie, czy można odwiedzić tam jakiś piękny park narodowy.

Moja obecna lista wygląda dziś tak:

100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią Lista nr 2

Niesienie radości i pomocy innym

A to lista spraw, których nie zakwalifikowałem do żadnej innej kategorii. To rzeczy, które są dla mnie ważne dlatego, że sprawiają radość moim najbliższym, albo po prostu wiążą się z robieniem czegoś dobrego i pożytecznego:

100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią Lista nr 3

Wiem, wiem… To nietypowy wpis, jak na blog o finansach osobistych. Jeżeli jednak jesteś ze mną na tym blogu już od jakiegoś czasu, to dobrze wiesz, że w dbaniu o finanse osobiste chodzi o znacznie więcej niż o pieniądze.

Mam nadzieję, że ten artykuł zainspiruje również Ciebie do konsekwentnej realizacji własnych marzeń i pasji. A jeśli masz dla mnie podpowiedź, co warto zrobić lub gdzie pojechać, by jeszcze pełniej cieszyć się życiem, to będę Ci za nią bardzo wdzięczny. Za jakiś czas dam znać, jak idzie realizacja kolejnych punktów z mojej listy.

Może Cię zainteresować