FBO 066: 5 bolesnych błędów finansowych, które popełniłem. Dzielę się z Tobą, byś mógł ich uniknąć

69

Popełniłem w życiu wiele różnych błędów i pewnie w przyszłości popełnię kolejne. Niektóre z nich wpędziły mnie w finansowe problemy, z których przez kilkanaście miesięcy nie mogłem się wykaraskać. To dawne czasy – sprzed dekady – lecz gdy przypomnę sobie moją ówczesną sytuację finansową, jeszcze dziś czuję dreszcze na plecach. Opowiem Ci o tych błędach, bo mam wielką nadzieję, że dzięki temu Ty ich nie popełnisz.

Początkowo założyłem, że nagram prosty, konkretny podcast o różnych błędach finansowych, które najczęściej przeszkadzają nam w spokojnym bogaceniu się. Im dłużej jednak pracowałem nad jego koncepcją, tym bardziej wracałem myślami do mojej kiepskiej sytuacji finansowej z przeszłości. Przypominając sobie te rzeczy postanowiłem odważyć się na nieco inny i zdecydowanie bardziej osobisty odcinek.

Zwykle unikam takich opowieści, bo – co tu dużo kryć – boję się, jak na nie zareagujecie. W końcu od pięciu lat prowadzę bardzo konkretny blog, na którym szukacie skutecznych rozwiązań i podpowiedzi. Dlatego na co dzień koncentruję się w pełni na tym, aby dostarczyć Wam po prostu świetnych, merytorycznych, praktycznych treści oraz rozwiązań pomagających w skutecznym dbaniu o finanse. Mam jednak jakieś głęboko tlące się w środku przeczucie, a może nawet  przekonanie, że ta dzisiejsza opowieść jest bardzo potrzebna. Wierzę głęboko, że to w jakiś sposób jeszcze bardziej zbliży nas do siebie, a jednocześnie pomoże Wam w uniknięciu głupich finansowych błędów.

A zatem – biorę głęboki wdech i zapraszam do wysłuchania opowieści o mojej wielkiej finansowej głupocie z przeszłości.

Po raz pierwszy możesz także obejrzeć podcast w formie wideo 🙂

Tu możesz pobrać treść tego odcinka lub kontynuować czytanie poniżej:
FBO 066: 5 bolesnych błędów finansowych, które popełniłem. Dzielę się z Tobą, byś mógł ich uniknąć.pdf

Nie zawsze byłem ekspertem od finansów osobistych

Z racji mojego zajęcia często rozmawiam z osobami, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej. Czasami gdy staram się ich trochę „docisnąć” i pomóc w podjęciu bardziej zdecydowanych działań – bo widzę, że trochę kręcą się w kółko – to sporadycznie słyszę stwierdzenie, brzmiące trochę jak zarzut:

– Łatwo Ci mówić, bo masz świetną sytuację finansową. Nie masz długów, masz duże oszczędności, inwestujesz, prowadzisz swoją firmę, zarabiasz na swojej pasji. Nasze życie nie jest aż takie proste…

Takie stwierdzenia nieuchronnie wyzwalają we mnie lawinę wspomnień sprzed nieco ponad dekady, gdy miałem na głowie trzy kredyty hipoteczne (w tym jeden w CHF), których łączna kwota wynosiła grubo ponad 2 mln złotych. Do tego dumnie nosiłem w portfelu 4 karty kredytowe i miałem limit w rachunku bankowym, co oznaczało ponad 30 000 zł dodatkowego zadłużenia na karku.

Co ciekawe, przez bardzo długi czas wcale nie miałem poczucia, że coś robię nie tak. Przeciwnie – czułem się świetnie. Trochę jak człowiek wypadający z 10 piętra. Gdy zapytasz go na wysokości drugiego piętra, co u niego słychać, odpowie:

– Jest super, czuję się świetne, a do tego sobie lecę.

Moja pierwsza karta kredytowa… I kolejne

Pamiętam, że kiedy w 2003 roku dostałem pierwszą wypłatę i kilka miesięcy później mBank zaproponował mi kartę kredytową, poczułem się jakbym otrzymał awans społeczny. Oto ja – chłopak z Lubina na Dolnym Śląsku – podbijam szturmem stolicę i jestem godny, aby korzystać z pieniędzy banku. To była taka czarna karta, chyba ze złotą rybką. Pamiętam, że od razu po wyciągnięciu jej z koperty poszedłem kupić sobie buty w Gino Rossi. Pani sprzedawczyni wzięła ode mnie kartę i powiedziała:

– Och, myślałam, że to prawdziwa czarna karta kredytowa z nieograniczonym limitem. Przed chwilą miałam takiego klienta i już myślałam, że Pan jest następny!

Spojrzałem w jej piękne, niebieskie oczy, mrugnąłem porozumiewawczo i powiedziałem zniżonym głosem:

– Jeszcze nie! Ale już nie długo wrócę do Pani z taką właśnie kartą!

Na całe szczęście druga karta kredytowa miała jednak ograniczony limit zadłużenia. Wyrobiłem ją w roku 2006, bo chciałem kupić bilety na finał mistrzostw świata w piłce nożnej w Niemczech. Moja pierwsza karta to była Visa, a ponieważ sponsorem mistrzostw był MasterCard, to wtedy jedyną możliwością była zapłata za bilet MasterCardem. Chętnych było oczywiście więcej niż biletów, więc ostatecznie nie udało mi się ich kupić, ale z nową kartą zaprzyjaźniłem się na tyle, że pozwoliłem jej uwić sobie wygodne gniazdko w moim portfelu. Od czasu do czasu musiała tylko z tego gniazdka wyskoczyć, aby spełnić którąś z moich kolejnych zachcianek, gdy złota rybka z mBanku wyczerpała już limit życzeń na dany miesiąc.

Trzecia karta – to była już czysta esencja prestiżu. W 2007 roku zaciągnąłem w ówczesnym KredytBanku mój pierwszy kredyt hipoteczny na kwotę 880 000 zł. Oczywiście – za radą wspaniałego doradcy z grupy finansowej znanego miliardera – w CHF, przy kursie około 2,50 zł za franka. Znalazłem fajny apartament na wynajem w centrum Warszawy, a książki Roberta Kiyosakiego nie pozostawiały żadnych złudzeń, jaka jest droga do bogactwa:

– Korzystaj pod kurek z pieniędzy banku i patrz, jak się bogacisz!

Co tu dużo mówić – bank nie miał wyjścia. Tak mądremu, prestiżowemu i perspektywicznemu klientowi, jak ja, od razu zaproponował też złotą kartę kredytową, a ja wspaniałomyślnie doceniłem ten hojny gest, przyjmując drogocenny dar pod swój dach. Szczególnie, że pod tym dachem trwały prace wykończeniowe i brakowało pieniędzy na część elementów, których nie uwzględniłem w moim planie inwestycji. Zatem złota karta nie tylko pomogła mi poczuć się lepiej, ale pomogła też podnieść standard wykończenia mieszkania na wynajem.

10 baniek w nieruchomościach. Ale czy na pewno?

Rok 2007 był bardzo dobry w mojej pracy, więc na początku 2008 otrzymałem solidny roczny bonus. Dzięki temu moje zaświadczenie o zarobkach za ostatnie 3 miesiące wyglądało wręcz imponująco, co natychmiast postanowiłem wykorzystać, aby zaciągnąć kolejne kredyty hipoteczne. Moja żona była wtedy w zaawansowanej ciąży z naszą drugą córeczką – Gabrysią – więc doszedłem do wniosku, że to najlepszy moment, aby naprawdę godnie zamieszkać. Poprzednie mieszkanie, w samym centrum Warszawy, przeznaczone było na wynajem, a my znaleźliśmy nowe, tym razem docelowe, wymarzone lokum na Warszawskiej Ochocie, w okolicach Parku Szczęśliwickiego. Najsensowniej byłoby tamto sprzedać, by kupić nowe, dla nas. Ale nie – to by było za proste, za logiczne. Ja poszedłem do banku, pomachałem zaświadczeniem o zarobkach i już po chwili byłem posiadaczem kolejnego pięknego mieszkania „z potencjałem”. Z potencjałem, bo trzeba je było gruntownie wyremontować. Dlatego tym razem nie bawiłem się w drobne i do kredytu na zakup, w kwocie 1 060 000 zł, po jakimś czasie dobrałem kolejny na 150 000 zł, aby mieszkanie wykończyć.

Sprawdź aktualne rankingi CZERWIEC 2019
ostatnia aktualizacja: dzisiaj


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Trzy kredyty hipoteczne to jednak nie wszystko. Moje pierwsze spotkanie z nieruchomościami miało miejsce w 2000 roku, gdy namówiłem moich rodziców, aby kupili za niemal wszystkie oszczędności mieszkanie w centrum Wrocławia – za jakieś 180 000 zł. Oczywiście wymyśliłem sobie, że będzie to świetne mieszkanie dla mnie na przyszłość, bo studiowałem wtedy we Wrocławiu. Tamto mieszkanie okazało się znakomitą lokatą kapitału, bo z 2500 zł za m2 ceny w szybkim czasie zaczęły rosnąć. Byłem więc przekonany, że potrafię wyczuć nieruchomość z potencjałem. Niemal 10 lat wzrostów na rynku nieruchomości + lektura książek Kiyosakiego + doradcy handlujący nieruchomościami – wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ceny mieszkań zawsze będą piąć się do góry.

Dlatego nie poprzestałem na trzech kredytach, tylko postanowiłem pożyczyć dodatkowe pieniądze od rodziny i kupić jeszcze jedno małe mieszkanko. Tym razem w Poznaniu, którego kompletnie nie znałem, ale doradca podpowiedział mi, że miejscówka jest super, a ja w ten sposób zdywersyfikuję swój „portfel nieruchomości”. Jeśli jesteście z Poznania, możecie sami ocenić lokalizację – to była dzielnica Jeżyce, ulica Długosza.

Pamiętam, jak wspólnie z kolegą staliśmy sobie pod bankiem, a ja mówiłem:

– No, stary, jeszcze pięć lat i jak utrzymam to tempo, to pęknie 10 baniek w nieruchomościach!

Patrzyłem się na wartość aktywów, a kredytami się nie przejmowałem, bo przecież ceny będą cały czas rosnąć.

Byłem królem świata i nic już nie mogło stanąć na mojej drodze do finansowej wolności. Pieniądze po prostu same pchały mi się w ręce. Na przykład tak znalazła się w nich czwarta karta kredytowa, tym razem z CitiBanku, na którą namówiła mnie przemiła hostessa na stacji BP. Poszedłem zatankować, a wyszedłem z kartą kredytową. Życie to była bajka.

Z dumą otwierałem przy każdej kasie portfel z czterema kartami kredytowymi:

– Taki młody, a taki zaradny! Jaką ten człowiek musi mieć imponującą zdolność kredytową.

Nigdy nie musiałem sobie niczego odmawiać

Muszę przyznać, że te plastikowe cudeńka naprawdę świetnie się sprawdzały: nigdy nie musiałem sobie niczego odmawiać. Urządzanie nowego mieszkania szło pełną parą, małe dzieci miały zawsze piękne ubranka, żona super prezenty, a ja zawsze mogłem sobie pozwolić na weekend na quadach. A wakacje? Przecież tak ciężko pracowałem, że jakikolwiek pobyt w hotelu klasy niższej niż 4 gwiazdki w ogóle nie wchodził w grę. Zasada była prosta: pracuję, zarabiam, należy mi się… Zachęcam Was do przeczytania na moim blogu wpisu: Finanse osobiste według Kena i Barbie – jest w tym artykule sporo wątków biograficznych.

Do dziś nie mam pojęcia na co rozeszła się wtedy większość pieniędzy. W pewnym momencie zacząłem podejrzewać, że chyba jednak coś jest nie tak (błyskotliwe, co?). Gdy tylko pod koniec miesiąca na konto wpływało wynagrodzenie, natychmiast szło ono na spłatę kart. Niby tak miało być, bo przecież chodziło o sprytne wykorzystanie „grace period” na karcie, ale jednak trochę to było dziwne. No bo jeśli przed chwilą miałem gotówkę na koncie, a po wyzerowaniu salda kart i spłacie rat kredytu hipotecznego moje konto znów było puste, to w końcu miałem pieniądze, czy nie?

Co więcej, „poduszka bezpieczeństwa” w formie limitu zadłużenia w rachunku bankowym coraz częściej stawała się zwykłym debetem, po który musiałem sięgać, by uregulować rachunki. Po dokonaniu opłat moje konto wykazywało po prostu ujemne saldo!  

I pewnie pomyślisz sobie:

– Eee, jak banki dawały ci tyle kredytów, to na pewno świetnie zarabiałeś!

Tak, zarabiałem dobrze, ale na pewno nie tyle, aby pozwolić sobie na tak ogromne zadłużenie. Byłem klasycznym, stuprocentowym Współczesnym Niewolnikiem, który większość zarobionych pieniędzy musiał natychmiast przekazywać bankom. Do dzisiaj z niedowierzaniem łapię się za głowę, kiedy pomyślę, jak mogłem do tego dopuścić. Jak mogłem zachowywać się w tak głupi sposób?

„DEBT FREE SCREAM” – okrzyk finansowej wolności

Pierwszy moment, w którym zaczęło do mnie docierać, że chyba warto postępować inaczej, nastąpił w dość ciekawych okolicznościach. Kupiłem sobie właśnie nowy gadżet (a jakże!): telefon komórkowy. Pobrałem aplikację do słuchania podcastów, na której było wgranych kilka przykładowych plików, w tym „The Dave Ramsey Show”, czyli audycja amerykańskiego guru od walki z długami, o którym wcześniej w ogóle nie słyszałem. Pewnego wieczoru założyłem słuchawki, włączyłem podcast i zacząłem słuchać. Facet mówił naprawdę w ciekawy i sensowny sposób, a po chwili do programu wdzwoniła się amerykańska rodzina, aby podzielić się swoim sukcesem. Opowiedzieli jak w ciągu 18 miesięcy pozbyli się 40 000 dolarów długów, zaś na zakończenie zrobili tzw. „DEBT FREE SCREAM”.

Wiecie być może, że miliony Amerykanów są zadłużone po uszy i Dave Ramsey pomaga im w pozbywaniu się długów. Prowadzi m.in. audycję radiową, do której wdzwaniają się ludzie i opowiadają, jak wyglądała ich osobista walka, co musieli zmienić, ile kosztowało ich to poświęceń. Na końcu, gdy wszystko już opowiedzą, robią tzw. odliczanie i – aby uczcić zwycięstwo nad długami – wznoszą taki oto okrzyk:

– 3… 2… 1… I’M DEBT FREE!

Wieczór, gdy po raz pierwszy tego wysłuchałem, był dla mnie ważnym momentem. Czasami trzeba, by coś „walnęło nas w głowę”, nim zaczniemy logicznie myśleć i działać. Pierwszy raz zaczęło do mnie docierać, że to, co robię, jest bardzo ryzykowne, a wręcz skrajnie głupie. I w tym miejscu chciałbym Wam powiedzieć, że wtedy po prostu zacząłem zachowywać się inaczej, ale to byłoby zbyt proste.

Ups! Chyba jestem w d….?

W marcu 2008 roku na świat przyszła moja druga córeczka, Gabrysia. Żona przebywała na urlopie macierzyńskim, a na świecie rozkręcał się na dobre wielki kryzys finansowy. Pracowałem wtedy w banku hipotecznym i od razu było wiadomo, że w 2008 nie powtórzę wyników sprzed roku, więc premia będzie o wiele niższa. W takiej sytuacji świetnie sprawdza się poduszka finansowa, o której tak często Wam przypominam. Ja w tamtym czasie za poduszkę finansową uznawałem możliwość szybkiego zaciągnięcia kolejnego kredytu.

Co się zaczęło dziać? Najpierw WIBOR zaczął gwałtownie rosnąć, przekraczając w pewnym momencie 6,5% w skali roku i wraz z nim gwałtownie zaczęły rosnąć moje raty. A gdy skończyło się jedno szaleństwo, to za chwilę w górę wystrzelił frank szwajcarski, w błyskawicznym tempie powiększając moje całkowite zadłużenie. Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami i w tym przypadku dokładnie tak było. A wcale nie był to koniec moich zmartwień.

Mniej więcej pod koniec 2008 roku mój ówczesny szef zaprosił mnie na lunch oraz szczerą rozmowę. Byłem wtedy Dyrektorem ds Finansowania Nieruchomości Komercyjnych i kierowałem świetnym zespołem odpowiedzialnym za finansowanie budowy centrów handlowych, udzielanie wielkich kredytów na zakup biurowców czy refinansowanie magazynów. To chyba m.in. codzienne funkcjonowanie w świecie, w którym wysoka dźwignia finansowa była synonimem dobrego biznesu sprawiło, że wpakowałem się w taką kabałę.

W każdym razie usłyszałem wtedy od szefa taką mniej więcej wypowiedź:

– Słuchaj Marcin, Holendrzy zakręcili nam kurek z kasą i nie będziemy już mogli finansować takich nieruchomości. Jest kryzys finansowy, więc stan uśpienia może potrwać wiele miesięcy. Mówiąc krótko: chciałbym, abyś porozmawiał ze swoim zespołem i żebyście zaczęli się rozglądać za inną pracą. Postaram się Wam oczywiście pomóc, tak, aby każdy coś znalazł, ale myślę, że tu, w banku hipotecznym, za chwilę zaczną się cięcia, dlatego od razu daję ci znać…

Pamiętam, że to było w kawiarni Mood Cafe na Mokotowie w Warszawie, przy Ogródku Jordanowskim. Słuchając jadłem jakąś kanapkę i – pewnie w reakcji na tę wiadomość – omal się nie zadławiłem.

Robiłem oczywiście dobrą minę do złej gry i starałem się nie dać niczego po sobie poznać. Podziękowałem uprzejmie szefowi za takie – bardzo „fair” podejście – bo przecież mógł nas po prostu wykopać. Starałem się trzymać fason.

Sprawdź aktualne rankingi CZERWIEC 2019
ostatnia aktualizacja: dzisiaj


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Najstraszniejsze ze wszystkich uczuć

Ale prawda była taka, że po raz pierwszy w życiu poczułem to straszne uczucie: wielki, mrożący, paraliżujący, rozchodzący się po całym ciele strach, związany z tym, że ten mój finansowy bałagan runie jak domek z kart. Miałem wtedy 32 lata, a byłem przerażony jak małe dziecko. W ciągu dosłownie kilku tygodni z pewnego siebie i będącego przekonanym o swojej nieomylności, błyskotliwości, zaradności i finansowej wiedzy faceta, zmieniłem się w zagubionego, całkowicie rozbitego i nieporadnego człowieka.

Pamiętam jak po którejś nieprzespanej nocy wszedłem o piątej rano pod prysznic. Stałem tam bardzo długo – pod strumieniem gorącej wody – a trząsłem się jakby było mi zimno. Byłem naprawdę przerażony, bo przez całą noc snułem różne scenariusze, co może się stać, jeśli nagle stracę dochód.

Kredyty hipoteczne były zaciągnięte w jednym banku, więc jeśli braknie mi na ratę któregokolwiek kredytu, to bank nam wypowie pewnie wszystkie i stracimy mieszkanie. Frank szwajcarski przekroczył wtedy barierę 3 złotych, więc byłem winny bankowi więcej, niż pożyczyłem. Do tego przypomniałem sobie jeszcze ten świstek, którego bank ode mnie wymagał, a który podrzuciłem do podpisania mojej kochanej mamie: poręczenie kredytu! Co się stanie, jeśli moja głupota doprowadzi do tego, że zagrożony będzie również majątek mojej mamy, będącej na emeryturze, na który tak ciężko pracowała przez całe życie? Mój tata zmarł w 2003 roku i mama dopiero co trochę pozbierała się po tej tragedii. Dumna opowiadała wszystkim, jak syn świetnie radzi sobie w Warszawie, a teraz ma dostać takiego strzała ode mnie? Ma mnie ratować z finansowych tarapatów? A do tego jeszcze nasze małe dzieci. Gabrysia, która dopiero skończyła roczek i 4-letnia Julka! Jak to się stało? Kiedy to się stało? Przecież wszystko miało iść jak po sznurku!

Mieliśmy piąć się z żoną po szczeblach korporacyjnej kariery, zarabiać bajońskie sumy, wysyłać dzieci do drogich prywatnych szkół, spędzać weekendy w SPA, jeździć do luksusowych kurortów, a nasze kredyty w pocie czoła mieli spłacać najemcy. No właśnie – najemcy! Kurczę, co będzie, jeśli z jakichś powodów najemcy się wyprowadzą i przestaną płacić czynsz. Co my wtedy zrobimy?

Naprawdę traciłem głowę, bo kwoty zadłużenia w stosunku do naszych zarobków były przerażające. To były dla mnie fatalne chwile. Nie życzę nikomu, by kiedykolwiek znalazł się w podobnej sytuacji. Dlatego – chociaż do dziś jest mi bardzo wstyd, że popełniłem te wszystkie błędy – postanowiłem Wam o nich więcej opowiedzieć, bo mam nadzieję, że dzięki temu nigdy nie popełnicie podobnych.  

Moja misja. Bez Ciebie to się nie uda

Kiedy robiłem sobie niedawno podsumowanie roku 2018, bardzo intensywnie myślałem też o tym, co powinienem zmienić i co powinienem poprawić w moim sposobie działania, aby w roku 2019 zdecydowanie zwiększyć swoje szanse na realizację misji, która tak bardzo mnie uskrzydla i motywuje każdego dnia do ciężkiej pracy. Jeśli słuchasz mnie po raz pierwszy, to przypomnę, że sformułowałem tę misję w następujący sposób:

Uzbroić 15 milionów Polaków w wiedzę i narzędzia,
które skutecznie pomogą im zadbać o własne finanse,
by mogli się bogacić i realizować swoje pasje.

Dlaczego 15 milionów? Bo tyle jest w przybliżeniu w Polsce gospodarstw domowych i pomyślałem sobie, że jeśli w każdym polskim domu znajdzie się choć jedna osoba, która pozna oparte na zdrowym rozsądku zasady postępowania z pieniędzmi i pomoże swojej rodzinie wprowadzić je w życie, to wkrótce będziemy narodem szczęśliwych, zamożnych ludzi, uniezależnionych od dobrej czy złej woli jakichkolwiek polityków i raz na zawsze pozbędziemy się naszych narodowych kompleksów.

I gdy tak bardzo intensywnie zastanawiałem się, co mógłbym robić lepiej, uświadomiłem sobie niezwykle ważną rzecz. Dotarło do mnie, że słuchając moich podcastów czy też czytając moje artykuły na blogu, w których staram się krok po kroku przekazywać Wam wiedzę i pokazywać konkretne narzędzia, możecie odnieść mylne wrażenie, że u mnie zawsze było tak dobrze.

Że skoro jestem finansistą, skoro pracowałem w branży inwestycyjnej, skoro od kilku lat mogę zarabiać po prostu na własnej pasji – to to wszystko dzieje się właśnie dlatego, że od początku byłem poukładany i dobrze wiedziałem, jak radzić sobie z pieniędzmi. Że nigdy nie popełniłem poważnych błędów i nigdy nie byłem w trudnej sytuacji.

Dotarło do mnie, że jeśli faktycznie tak sobie myślicie, to mam poważny problem. No bo – jeśli Wy znajdujecie się właśnie w trudnej sytuacji finansowej i z ogromnym poświęceniem walczycie, aby po prostu jakoś przetrwać kolejny miesiąc i dociągnąć od pierwszego do pierwszego – to co ja mogę wiedzieć o Waszej sytuacji? Skoro nie mam kredytów i pożyczek konsumenckich, to łatwo jest mi mówić:

– Nie zaciągaj kredytów na konsumpcję, bo to głupia, beznadziejna, fatalna decyzja finansowa!

– Jeśli jesteś zadłużony – potnij karty kredytowe, wytnij wydatki do kości i sprzedaj wszystko co możesz na Allegro, by stać się wolnym od długów człowiekiem. To jest wojna i musisz walczyć!

– Nie wydawaj bezmyślnie pieniędzy na bzdury, bo to pozbawi Cię marzeń i pasji!

I tak dalej, i tak dalej. Co z tego, że będę to powtarzał, jeśli gdzieś – w tyle Waszej głowy – będzie kołatać się myśl:

– Co Ty wiesz o mojej sytuacji? Żyjesz sobie wygodnie, na nic ci nie brakuje, podróżujesz sobie po świecie i piszesz na tym swoim blogasku o kolejnym zrealizowanym marzeniu. Najedzony głodnego nie zrozumie. I tyle!

5 bolesnych błędów finansowych, które popełniłem

Mam nadzieję, że po tym dzisiejszym odcinku nie macie już żadnych wątpliwości, że ja również popełniłem wiele finansowych błędów, z których pięć było dla mnie szczególnie bolesnych.

Po pierwsze: uwierzyłem w mit, że konsumpcja, życie na kredyt i wydawanie pieniędzy na różne bzdury to oznaka życiowego sukcesu. Myślałem, że krocząc dumnie przez galerię handlową z kilkoma torbami zakupów jestem lepszym człowiekiem. Tymczasem byłem po prostu naiwnym głupcem, który pozwolił zrobić z siebie Współczesnego Niewolnika.

Po drugie: uwierzyłem, że doradcy finansowi znają sekret szybkiego bogacenia się, którym dzielą się ze mną. Tymczasem ci, których spotkałem, znali tylko sekret na szybkie przytulenie wysokich prowizji dla siebie. Dodam tylko, że ten, który namówił mnie na kredyt we franku szwajcarskim, wcisnął mi także polisę inwestycyjną w Skandii. Gdy ją zamykałem, musiałem zapłacić 14 000 zł opłaty likwidacyjnej.  

Po trzecie: uwierzyłem w mit, że im większa dźwignia finansowa – czyli im więcej pożyczę obcego kapitału – tym szybciej będę bogaty. Tymczasem dźwignia finansowa działa w dwie strony. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli – faktycznie bogacimy się szybciej i łatwiej. Ale w życiu nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli! Jeżeli popełnimy błąd, lub nasze założenia będą zbyt optymistyczne,  to z powodu dźwigni finansowej szybciej i łatwiej pogrążymy się w finansowym piekle. Dźwignia finansowa sprawia, że skutki naszych błędnych decyzji ulegają zwielokrotnieniu.

Po czwarte: Uwierzyłem w mit, że ceny nieruchomości zawsze rosną. Wszystko jedno, co się kupi – na pewno wszystko będzie dobrze. Okazuje się jednak, że to jest bzdura. Że jeśli kupimy za drogo, że jeśli nieruchomość będzie w kiepskiej lokalizacji, to można stracić na tym pieniądze, jak na każdej innej inwestycji. Nieruchomości nie są tu żadnym wyjątkiem. Nieważne, co mówią doradcy finansowi – oni chcą prowizji, więć każda inwestycja, w którą z nimi wejdziesz, będzie opisywana jako dobra. Ale to my i tylko my ryzykujemy prawdziwe pieniądze słuchając ich podpowiedzi.

I wreszcie po piąte i najważniejsze: nie rozumiałem, że za stan moich finansów odpowiada tylko jedna osoba: ja! Nie rodzice, nie nauczyciele, nie pracodawcy, nie politycy, nie doradcy finansowi – tylko facet, którego co rano oglądam w lustrze przy myciu zębów. To on jest źródłem moich największych problemów finansowych!

To właśnie moment, w którym uświadomiłem sobie, że to ja i tylko ja jestem za wszystko odpowiedzialny, był najważniejszy w tej całej historii. Bo skoro to ja jestem odpowiedzialny, to również ja mogę to wszystko zmienić.

Wychodzenie na finansową prostą. Jak to zrobić?

Przypomniałem sobie audycję Dave’a Ramseya i zacząłem każdego dnia jej słuchać, by utrzymać motywację do działania. Potem obsesyjnie rzuciłem się na zdobywanie wiedzy z zakresu finansów osobistych. Zacząłem rozumieć, że – tak jak każdą dziedziną życia – finansami osobistymi też rządzą określone reguły. I jeśli zacznę te proste reguły stosować, to mam szansę wyjść z tego bagna. Biorąc przykład z bohaterów audycji u Dave’a Ramseya postanowiłem, że ja też chcę kiedyś głośno wykrzyknąć:

– Jestem wolny od długów! I’m debt free!

10 lat temu byliśmy na krawędzi finansowej katastrofy, ale na szczęście nie ziścił się czarny scenariusz i nie straciliśmy dochodu.  Ja znalazłem pracę w TFI. Wprawdzie początkowo tylko na umowę zastępstwa za dziewczynę, która była na urlopie macierzyńskim. Wiązało się to z tym, że moje wynagrodzenie w TFI było przez kilka miesięcy o połowę niższe niż w banku, ale otrzymywałem jeszcze przez kilka miesięcy wynagrodzenie z poprzedniej pracy, więc mieliśmy czas na złapanie oddechu. Żona wkrótce awansowała i też otrzymała podwyżkę. Dodatkowo zaczęliśmy pracować w weekendy i robić wszystko, by zwiększyć dochód.

Krok po kroku zaczęliśmy wprowadzać najważniejsze zasady, o których dziś możecie przeczytać na moim blogu:

  • Krok 1: Poznaj prawdziwą wartość swojego majątku – czyli policz wartość netto. Obliczona wartość netto uzmysłowiła mi, że nie mogę postępować jak człowiek bogaty, bo po odjęciu kwoty kredytów od wartości nieruchomości byłem gołodupcem. Czułem się bogaty, lecz wartość netto – szczególnie po uwzględnieniu kredytu we frankach – była śmiesznie niska. To pomogło mi spojrzeć na stan finansów z właściwej perspektywy. O tym, jak policzyć swoją wartość netto przeczytasz na moim blogu w artykule pt.  Wartość netto. Ile zabierzesz na wyspę marzeń?
  • Krok 2: Przygotuj domowy budżet. Okazało się, że budżet domowy jest potężnym, szalenie skutecznym narzędziem. Jak na dłoni pokazywał on wszystkie miejsca, w których pieniądze przeciekały nam przez palce. Pomógł zidentyfikować też wszystkie pierdoły, na które rozchodziły się nasze pieniądze. To pomogło nam znakomicie uszczelnić wydatki i okazało się, że jeśli dociśniemy sobie śrubę, to możemy wygenerować solidne nadwyżki w budżecie. Co jednak najważniejsze – od tej pory to my świadomie decydowaliśmy, dokąd mają iść nasze pieniądze, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły. Pierwsze budżety były proste, niedoskonałe, pełne luk. Ale po kilku miesiącach każda złotówka była pod naszą świadomą kontrolą. O skutecznym budżecie domowym przeczytasz w cyklu wpisów na blogu pt. Budżet domowy krok po kroku.
  • Kok 3: Odłóż 2000 zł. Wystarczyła chwila i ten krok był za nami. Ale teraz już wiedzieliśmy, że skoro potrafimy odłożyć 2000 zł, to bez problemu odłożymy więcej. Z tym większym zapałem rzuciliśmy sią na kolejny krok.
  • Krok 4: Pozbądź się długów konsumenckich. Wypowiedzieliśmy im bezwzględną wojnę na śmierć i życie. Wydatki wycięte do kości, wyprzedaż zbędnych rzeczy, likwidacja głupiej polisy inwestycyjnej i przeznaczenie pieniędzy na długi, a także sprzedaż nieruchomości w Poznaniu. Na tej ostatniej transakcji musiałem przełknąć stratę w wysokości około 30 tys. złotych, ale to pozwoliło nam zwrócić większość pożyczonych pieniędzy rodzinie. Potem już była Metoda Śnieżnej Kuli – limit w rachunku spłacony i zamknięty, trzy karty kredytowe pocięte i spłacone, a czwarta wyzerowana wylądowała w szufladzie jako środek płatniczy. Jeden z najlepszych artykułów, które kiedykolwiek napisałem nosi tytuł: Jak skutecznie pozbyć się długów – ruszamy na wojnę z największym wrogiem. Znajdziesz tam szczegółowy opis metody działania, która w przypadku mojej rodziny świetnie się sprawdziłą. Kilka miesięcy i byliśmy gotowi do kolejnego kroku.
  • Krok 5: Zbuduj fundusz bezpieczeństwa. Tutaj odłożyliśmy 6-krotność miesięcznych wydatków, aby już nigdy nie potrzebować kredytów i pożyczek. Byliśmy już tak rozpędzeni, że poszło o wiele szybciej niż sądziliśmy. Po raz pierwszy od długiego czasu poczuliśmy się bezpiecznie pod względem finansowym, co pozwoliło nam odłożyć pieniądze na kolejny, bardzo przyjemny tym razem krok.  
  • Krok 6: Zafunduj sobie nagrodę. Po kilkunastu miesiącach szalonej pracy przez niemal 7 dni w tygodniu, pojechaliśmy razem z żoną na tydzień do Nowego Jorku – za własne, zarobione i odłożone pieniądze, spełniając w ten sposób jedno z naszych marzeń. Po powrocie zwolniliśmy tempo, starając się teraz pracować trochę mniej, ale zdecydowanie mądrzej.
  • Zaczęliśmy odkładać na emeryturę, realizując krok 7, na edukację dzieci – realizując krok 8, a każdą nadwyżkę, każdą dodatkową oszczędność, przeznaczyliśmy na nadpłatę kredytów hipotecznych. Pamiętam, że wracałem czasem ze szkolenia, które prowadziłem oprócz regularnej pracy i mówiłem do żony: „Kochanie, wyrwałem bankowi kolejne pół metra kwadratowego naszego mieszkania”. Każdy bonus w pracy natychmiast lądował jako nadpłata w banku, a mu przeliczaliśmy to na „nasze” metry kwadratowe. Miesiąc w miesiąc byłem w banku składając dyspozycję nadpłaty. Nie ma co ukrywać, że w tamtym czasie sprzyjało nam także szczęście, bo nasze zarobki z roku na rok były wyższe. Ale – co najważniejsze – nie rozpiżaliżśmy tych pieniędzy na bzdury, tylko inwestowaliśmy i nadpłaciliśmy kredyty hipoteczne. Moja żona radziła sobie wyśmienicie w korporacjach, a ja we wrześniu 2014 postanowiłem zostawić pracę na etacie, by rozwinąć własną firmę.

Wiosną 2015 roku – 6 lat po tym, jak trząsłem się ze strachu, że wszystko runie – spłaciliśmy ostatnią złotówkę kredytu hipotecznego na nasze mieszkanie, a resztę historii znacie już z bloga. Każdy kolejny rok to teraz po prostu spokojne i konsekwentne stosowanie zasad, którymi dzielę się z Wami. Każdy rok jest lepszy i kończy się wyższą wartością netto, wyższymi przychodami i kolejnymi inwestycjami. A my – dzięki praktykowaniu tych zasad – możemy spokojnie rozwijać nasze pasje i marzenia. I to jest miejsce, w którym chciałbym, aby znalazł się każdy Czytelnik mojego bloga. Miejsce, w którym pieniądze przestają być ograniczeniem, tylko dają poczucie bezpieczeństwa, wolności oraz swobodę działania.

Co o tym wszystkim myślisz?

No dobrze. Czas już zakończyć tę moją opowieść. Przyznam się, że naprawdę mam pietra, jak zareagujecie na ten nietypowy odcinek podcastu. Od największego dołka, w którym się znalazłem, minęło dokładnie 10 lat, a mam wrażenie, jakby to było wczoraj.

Gdyby ktoś do mnie wtedy podszedł i powiedział:

– Spokojnie, za parę miesięcy pozbędziesz się długów konsumenckich, zbudujesz poduchę bezpieczeństwa, za 6 lat kredyty hipoteczne na twoje mieszkanie będą już tylko wspomnieniem, a za 10 lat pieniądze nie będą dla Ciebie żadnym problemem i będziesz mógł rozwijać z pasją swoją własną firmę.

… roześmiałbym się takiej osobie w twarz. A jednak! Pozytywne efekty trzymania się opisywanych przeze mnie na blogu zasad zaczynają się kumulować, wszystko zaczyna przyspieszać we właściwym kierunku i czas działa po  prostu na naszą korzyść.

Od 10 lat finanse osobiste i mądre, świadome inwestowanie są dla mnie obsesją. Obsesją, która przerodziła się w pasję. Każdego dnia staram się dowiedzieć czegoś nowego na ten temat , poszukać kolejnych skutecznych metod działania i tworzyć kolejne publikacje, które będą dla Was pomocne.

Zdecydowałem podzielić się z Wami tą opowieścią, bo cały sens tego, co robię, opiera się właśnie na Was.

Jeżeli jesteście gdzieś na początku drogi i nie jesteście pewni, czy to, o czym piszę, sprawdza się w praktyce, to mam nadzieję, że teraz nie macie już żadnych wątpliwości: wszystko przećwiczyłem boleśnie na własnej skórze i dobrze wiem, co to oznacza popełniać finansowe błędy.

Każdy popełnia błędy finansowe. To całkowicie normalne. Ale z tego samego powodu każdy – bez względu na to, jak wygląda dziś jego sytuacja finansowa – może zmienić kierunek, obrócić się na pięcie we właściwą stronę i zacząć spokojnie wszystko naprawiać. Czas minie i zrobi swoje. Wystarczy, abyś Ty też zrobił swoje, a wszystko będzie dobrze.

Dziękuję Ci serdecznie za wspólnie spędzony czas i życzę Ci samych udanych decyzji finansowych w przyszłości. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, trzymaj się, cześć!

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 11 245 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze69 komentarzy

    • To ja dziękuję, Magda, że znalazłaś chwilę, aby posłuchać mojej historii 🙂

      Zawsze namawiam osoby, które wygrały walkę z długami, aby zechciały opowiedzieć o tym w podcaście. I kilka takich super odcinków miałem już wielką przyjemność nagrać.

      A niedawno do mnie doszło, że chyba najwyższa pora, abym ja też podsumował swoje “przeboje” z pieniędzmi 🙂

      • A mnie aż nie chce się wierzyć, że Ty człowiek od finansów mogłeś być aż tak lekkomyślny.
        Super, że dzielisz się swoja historia z innymi, może ktoś w takiej sytuacji jak Twoja sprzed lat się opamięta i zacznie wychodzi na prostą.
        Ja od 16 -tu lat prowadzę budżet domowy i na początku kiedy było trudno pozwoliło mi to uszczelnić wydatki i nad nimi zapanować.
        Kredyt wzięłam tylko dwa razy na samochód ale wiedziałam, że w krótkim czasie , do roku czeka mnie dopływ gotówki.
        Poza tym nie żyję na kredyt. Kiedy nie było mnie stać na wakacje za granicą czy w hotelach jeździliśmy z dziećmi pod namiot i to była świetna przygoda.
        Trzeba tylko żyć nie po to aby pokazać innym jacy to jesteśmy fajni i przez tydzień być królami życia a przez resztę roku spłacać pozyczki😀

  1. Generalnie my z żoną raczej nigdy nie żyliśmy ponad stan, ale również popełnialiśmy błędy. Największymi były nieprzemyślane inwestycje i decyzje że jedna rzecz jest na pewno bardziej opłacalna od innej. Wszystko bez konkretnych wyliczeń, tylko na zasadzie “wydaje mi się”. Straciliśmy w ten sposób trochę pieniędzy, ale na szczęście od pewnego czasu nauczyliśmy się wszystko dokładnie przeliczac. Pozwala to na prawdę uniknąć wielu błędów….

    • Hek Anatol,

      mnie inwestowanie nauczyło, że warto policzyć 3 scenariusze:
      1. bazowy
      2. pesymistyczny
      3. bardzo pesymistyczny

      i wtedy przeanalizować, jak inwestycja się “zepnie”.

      W praktyce okazuje się, że:

      1. bazowy był “optymistyczny”
      2. pesymistyczny był “bazowy”
      3. bardzo pesymistyczny – był tylko “trochę pesymistyczny 🙂

  2. Miałeś szczęście, że w porę zorientowałeś się w tym w jakiej znalazłeś się sytuacji. Jeszcze parę miesięcy i sytuacja mogłaby być znacznie gorsza. To co napisałeś zapewne da wielu osobom impuls do “przejrzenia się w lustrze”. Bardzo podobają mi się tego typu wpisy bo są wiarygodne i dają ludziom rzeczywiste przykłady tego jak jakaś sytuacja wyglądała i jak udało się z niej wyjść. Pozdrawiam.

    • Tak – niewiele brakowało – to fakt. Gdyby zrealizował się czarny scenariusz, prowadziłbym pewnie bloga na zupełnie inny temat.

      A najlepsze było to, ze sam sobie zafundowałem takie “atrakcje” 🙂

      • Fuks był w tym że 

        1. Byłeś w finansach
        2. Straciłeś robote w Warszawie a tam rynek pracy łatwiejszy niz w olsztynie czy , Szczecinie czy Białej Piskiej.
        3. Ja sam zauważyłeś , oboje pracowaliście w korpo gdzie zarobiki są zdecydowanie wyższe niz w miastach , patrz punkt 2.
        4. itd itd.

  3. , szacun za to ze umiesz pokazac bledy,
    mimo wszystko wiekszosc cztelnikow tego bloga zarabia powiedzmy pewnie 2500-3500 zl miesiecznie i moze zapomniec o bajonkisch zarobkach by w pare lat nadplacic kredyty hipoteczne czy odkladac na wiele celow typu edukacja pociech czy emerytura, , aczkolwiek oczywiscie trzeba stosowac sie regul typu prowadzi budzet domowy czy nie brac kredytow na konsumpcje

    • To za ile pracujemy nie zalezy od Marcina, tylko od nas samych. Jesli pieniadze sa za niskie, byc moze trzeba zmienic prace? Wiem, ze to nie jest super proste, ale z drugiej strony mamy teraz rynek pracownika.

    • Hej Jan, dziękuję.

      Myślę, że nawet jeśli czytelnicy tego bloga zarabiają teraz tyle, ile piszesz, to wkrótce będą zarabiać więcej.

      W czerwcu 2003 roku zarabiałem 3200 zł na rękę. Każdy zaczyna z jakiegoś pułapu – ważne, co robimy z tym dalej.

      • Mimo wszystko – nie każdy ma zdolności i możliwości, aby dojść do stanowisk menedżerskich i spłacić 2 mln kredytu w 6 lat 😉

        • Nie każdy będzie też miał zdolność kredytową na tyle dużą, by zaciągnąć taki dług. Ja kredyt wzięłam na 90 tys, zarabiam też mniej, w 5 lat udało mi się go spłacić.

          • Dokładnie, sam jeszcze pół roku temu zarabiałem 2100 na rękę, moja żona 1800 i podobnie myślałem, że nie ma szans zarabiać więcej o czym ten Iwuś gada, jak ja 2 tys odkładam rok… Zmieniłem prace, zona dostała podwyżkę , do tego mam dodatkową prace w weekendy, ale niestety więcej kasy to nagle więcej wydatków, nic trzeba z tym walczyć..

        • Otóż to. Ludzie biorą kredyt na 200 tysięcy i męczą się z jego spłatą przez 20 lat. Niewielu udaje się szybko awansować i otrzymać podwyżki. Nie każdy chce lub może wyprowadzić się do dużego miasta gdzie zarobki są lepsze. Na to składa się wiele, wiele czynników, od wykształcenia począwszy, przez doświadczenie, sytuację rodzinną czy wreszcie odrobinę szczęścia.
          Marcin Iwuć mówi, że z żoną ciągle pracowali nawet w soboty i niedziele. A dzieci gdzie wtedy były? Na grzybach?
          Drogi Marcinie, ogromnie się cieszę, że udało się Wam wyjść z długów i że teraz macie spokojne głowy, ale bardzo wielu się to nie uda. Może 1 gospodarstwo na 20 podzieli Wasz szczęśliwy los. I nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że nie będą mogli.

  4. Marcinie, rewelacyjny artykuł! Naprawde fantastycznie się czyta to co napisałeś, ze wszystkie metody które nam polecasz przetestowałeś na sobie w trudnym momencie – historia jak z filmu 😉 choc nawet nie podejrzewam ile nerwów musiało Cie to doświadczenie kosztować…
    Przy okazji chciałabym CI podziękować za to co robisz. Dzięki Twojemu blogowi zupełnie zmieniłam swoje podejście do pieniędzy – kiedyś bez oszczednosci i nie majac pojecia gdzie rozchodza się moje pieniadze. Pozniej rozwod i pytanie jak poradze sobie sama i gdzies z tyłu głowy mysl ze musisz sie ogarnać. Na swoje szczescie nie mialam długów ani karty kredytowej. Półtora roku później mam odłożoną poduszkę finansową, wydatki zapisywane, budzet miesięczny tworzony, obudzona w srodku nocy powiem Ci ile wydaje na kazdą kategorię 😉 Dodatkowo zmieniłam prace i oszczedziłam w ciagu roku 18 tysiecy 🙂 A kiedys jak to ładnie ująłeś rozpizdziłabym to na niewiadomo co. 🙂 Ale zeby nie było tak rózowo to powiem ze mimo ze wycielam wiekszosc zbednych wydatkow to na podroze nie umiem 😉 Na swoja obrone dodam że kazda z nich jest planowana wczesniej i staram sie porozkladac te wydatki w czasie (lot w jednym miesiacu, hotel w kolejnym itd).
    Jeszcze raz bardzo Ci dziekuje za Twojego bloga! Robisz naprawde dobra robotę i oby tak dalej!

    • Cześć A.,

      bardzo dziękuję i cieszę się, że tak świetnie zarządzasz swoimi finansami. Dokładnie o to chodzi – niech nasze pieniądze idą tam, dokąd świadomie je wysyłamy 🙂

      A podróże… Cóż – mam do nich ogromną słabość i świetnie Cię rozumiem. Ale to w końcu “inwestycja w doświadczenia” 🙂

  5. Fantastyczny i inspirujący tekst. Nasze dochody wprawdzie nie należą do szalenie imponujących, ale niestety zdążyliśmy juz popełnić mnóstwo błędów 😉 . Korzystając z metody kuli śnieżnej wychodzimy na prostą z podniesioną głową. Takie historie dodatkowo motywują mnie do działania. Cieszę się,że udało Wam się w odpowiednim momencie “obudzić” i nie schowaliscie głowy w piasek w trudnych chwilach.

  6. Hej Marcin,
    Dla mnie bardzo inspirujące jest to jaką drogę przebyłeś w ciągu tej dekady! To tak jak w tym stwierdzeniu, że człowiek przecenia to co może zrobić w jeden dzień, ale nie docenia tego co może zrobić w pięć lat (dekadę). Dzięki za wartościowe treści 🙂

  7. Cześć Marcin !

    Trafiłem na Twojego bloga trafiłem całkiem przypadkiem (jak to często bywa) dzięki Michałowi Szafrańskiemu. Obserwuję regularnie Twojego bloga od około roku, od kilku miesięcy kiedy podróżuję po kraju słucham również na bieżąco kolejnych podcastów i przez ten czas stałem się Twoim wielkim fanem 🙂 Dotychczas nie udzielałem się w komentarzach ale tym razem musiałem … ten wpis zrobił na mnie ogromne wrażenie, za szczerość, prawdziwość SZACUN ! Kiedy go czytałem miałem cały czas przed oczami swoje ostatnie 10 lat, ciężkie chwile i wiele innych momentów, które mnie bardzo dużo nauczyły. I chociaż nie byłem w tak trudnej sytuacji jak Ty to właśnie dzięki takim ludziom jak Ty, Michał czy kilku innych fantastycznych ludzi, którzy chcą z pasji pomagać “wyciągać ludzi z trudnych sytuacji finansowych i nie tylko” na dzień dzisiejszy poza kredytem hipotecznym “w pełni kontrolowanym”, bo brałem bo gdy już poznałem zasadę 30% staję się powoli coraz bardziej wolnym człowiekiem. Posiadam poduszkę finansową, pewną fajną sumę oszczędności i właściwie zrealizowałem praktycznie cały Twój “dekalog” – 10 kroków. Teraz kiedy to przeszedłem z czystym sumieniem mogę polecać to innym, najbliższym ale jak sam doskonale wiesz … różnie bywa ze słuchaniem takich zasad … zresztą kilka lat temu sam byłem jednym z czołowych przeciwników takiej wiedzy.

    Podsumowując swój wpis pragnę Ci z całego serca podziękować za to co czynisz. Jest to fantastyczna sprawa i chociaż słów mi trochę brakuje aby wyrazić to co chcę to będę mocno trzymał kciuki za te 15 milionów ludzi “świadomych. DZIĘKUJĘ i mam nadzieję, że zobaczymy/poznamy się już niedługo jeśli będziesz działał gdzieś na południu kraju.

    • Hej Maciej,

      cieszę się bardzo, że tak dobrze idzie Ci wcielanie w życie zasad postępowania z pieniędzmi, które promuję i że już możesz odczuwać ich pozytywne efekty 🙂

      Jestem Ci również ogromnie wdzięczny, że polecasz to innym. To właśnie pomoc ze strony osób takich, jak Ty, sprawia że wierzę głęboko w realizację tej misji! Super!!!!

      Jestem przekonany, że będzie w tym roku okazja, abyśmy mogli spotkać się gdzieś osobiście. Wszystkiego dobrego!

  8. Marcin – myślę że Twój strach jest irracjonalny 🙂 Jak to zwykle ze strachem bywa 🙂 Aczkolwiek tytuł e-maila faktycznie był fajny – i sprawił że kliknęłam w link 🙂 Myślę że wększość z nas – lubi takie historie. Ja przynajmniej je uwielbiam. Gdzie ze zwykłego chłopca do bicia – stałeś się prawdziwym finansowym Rambo. Pewnie – że zwykle po drodze krew i pot się leje. Ale dzięki temu bardziej doceniamy – to, co już mamy. Gdyby było za łatwo – dalej pewnie popełnialibyśmy te same błędy. I siedzielibyśmy w tym samym kołowrotku. A na blogu – chyba każdy lubi czytać osobiste historie ich autorów. Ja je lubię. I czasami też pisze coś od serca. A w tym roku – jakby częściej 😀 Pozdrawiam i gratuluję. Twój sukces na pewno pomoże innym. I zmotywuje ich do działania. Moja historia – jest bardzo podobna do Twojej 🙂 Jednak – bez niej – nie byłabym dzisiaj tym – kim jestem

  9. Cześć Marcinie!
    Rozumiem, że nagranie tego odcinka podcastu było niełatwe, ale jest świetny i na pewno niejedną osobę zainspiruje. Niekoniecznie do samej walki z długami, czy wzięcia się za swoje finanse, ale to takie światło w tunelu: nieważne jak źle jest, można z tego wyjść. I sięgnąć dalej, niż przed kryzysem wydawało się być możliwe.
    Dzięki!

  10. Jest coś, czego Ci zazdroszczę, lecz nie są to pieniądze. Jest to cecha lub umiejętność (nie wiem), którą ma bardzo niewielu blogerów. W odniesieniu do Ciebie polega ona na tym, że nawet gdybyś napisał, że 100 zł + 100 zł = 500 zł, ludzie będą bić Ci brawo i dziękować za to, że ich uświadomiłeś i szerzysz wiedzę. Ech, gdybym ja wiedział, jak to się robi… 🙂

  11. Dzięki za ten odcinek podcastu. Gratulacje przebytej drogi i odwagi w podzieleniu się nią. Dla mnie ma to dużą wartość. Pozdrawiam!

  12. Cześć, czytając ten wpis robiłem dziwne miny. Od zaskoczonej, przerażonej po współczująca a na koniec uśmiechnięta i zadowoloną. Marcin jesteś przykładem co się może stać gdy człowiek nie chce myśleć, co będzie później i jak to będzie. Ważne było dziś i życie na kredyt. Jestem w szoku, że udało ci się z tego wyjść. Miałeś naprawdę dużo szczęścia. Stosuje twoją radę i budżet domowy jest liczony skrupulatnie. Czuje się dzięki temu spokojniejszy, pomimo że nie mam dużo pieniędzy starcza od 1 do 1. Coś się oszczedzi. Fakt że świadome planowanie wydatków bardzo pomaga. Dziękuję Tobie za tak fajne i liczne pomysły odnośnie finansów. Mam nadzieję, że za jakiś czas znowu napiszę do Ciebie i pochwale się co mi się udało w tej sferze. Pozdrawiam i czekam na kolejne tematy do czytania analizowania i wprowadzania w moje spokojne życie.

  13. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jak uczeń jest gotowy, to przychodzi nauczyciel. Dzięki za podcast. Stawia do pionu.

  14. Moim największym błędem było wzięcie “kredytu w CHF” przy kursie ok. 2,50.
    A drugi – uwierzyłem w propagandę, że złotówka będzie się w długiej perspektywie umacniać i nie przewalutowałem “kredytu” przy kursie ok. 2,00.
    Mogłem zrealizować szybki zysk, a teraz w razie konieczności sprzedaży mojego M3 zrealizuję 100.000 zł straty.
    Po 13 latach spłacania kredytu moje zadłużenie spadło do poziomu wyjściowego – tj. mam do spłaty tylko kilkanaście tys. więcej niż w chwili zaciągania “kredytu”.

    • Świetny podcast! Najlepsza wiedza to ta zdobyta na własnej skórze. Teraz dla mnie ten blog jest jeszcze lepszy;))))

  15. Panie Marcinie!
    Jest pan takim facetem jak to określono w “Epoce lodowcowej “: Z kim się taplać się w bagnie życia? Z Iwuciem od kasy.
    Oj też takie błędy popełniłam i popełnię pewnie jeszcze nie raz i nie dwa. Ale świadomość jest potrzebna i basta!
    Dzięki za systematyczne wspieranie. Też bym wprowadziła przedmiot o zarządzaniu pieniędzmi już od podstawówki.
    Pozdrawiam!

  16. Bardzo fajny odcinek:) Jesteśmy z Mężem na początku wspólnej finansowej drogi i Twoje odcinki bardzo nas inspirują i motywują do działania. Dzięki:)

  17. Marcin, dziękuję za szczerość i otwartość. Dzięki Tobie i Michałowi Szafrańskiemu moja rodzina jest dziś w stabilnej sytuacji finansowej, nie mamy długów konsumenckich, mamy 65% dużej poduszki finansowej, nadplacamy hipoteke, mąż odważył się i założył firmę, co wyniosło nas na nowy finansowy poziom. Dziękuję za to, co robisz. Realnie pomagasz ludziom!

  18. Super wpis Marcin! Bardzo Ci dziekuje. Często rozmawiam ze znajomymi i rodziną i tym jak wydajemy pieniądze i często spotykam się z niedowierzaniem, żartami albo wywracaniem oczu, że robię budżet i nie kupuje sobie spodni od pół roku bo nie mam kasy bo oszczędzam. Twoje wpisy uświadamiają mi, że jestem na dobrej drodze. Obcinanie konsumpcji jest jak zrzucanie homonta albo kajdanów. Wspaniałe uczucie kiedy rzeczy, których tak pragnąłeś jeszcze niedawno już nie są dla Ciebie ważne za to eksplorujesz obszary wartościowe i ciekawe jak choćby chodzenie po lesie zamiast po centrum handlowym. Jeszcze raz dzięki i dobra robota!

    PS: Wyobrażam sobie ten twój prysznic i zapamiętam go sobie żeby mieć przestrogę!

    • “Wspaniałe uczucie kiedy rzeczy, których tak pragnąłeś jeszcze niedawno już nie są dla Ciebie ważne”
      Dobrze powiedziane 🙂
      Sam nie mogę uwierzyć, że parę rzeczy, które tak bardzo chciałem kupić jeszcze miesiąc temu, bo były przecież tak niezbędne, dziś mnie w ogóle nie ruszają… A możliwość zapłaty za drogą naprawę z FB zamiast obciążania karty kredytowej: bezcenna.
      I m.in. za to Ci Marcinie bardzo dziękuję.
      Jak również za ten wpis. SZACUN!

  19. Och Marcin DZIĘKUJĘ! Bardzo potrzebne było mi usłyszenie Twojej historii. Wierzę, że da się wyjść z każdej finansowej sytuacji, nie ma co się załamywać i trzeba po prostu wyznaczyć cel i do niego dąrzyć. To, że sam pokonałeś taką drogę i pokazujesz swoje błędy daje mi kopa do działania. Dzięki!

  20. Marcin Kluczek

    Jednym zdaniem. “Porażka to okazja, aby zacząć od nowa w bardziej rozsądny sposób” – Henry Ford

    Miałem podobnie w zupełnie innej skali finansowej, ale tu nie chodzi o skalę, a jakąś formę rytuału przejścia lub oświecenia. Może głupio to brzmi, ale zapala się w głowie żarówka i wszystko staje się jasne. Pierwszy spłaci milion w 10 lat, drugi w tym czasie “zaledwie” 100 tysięcy, a trzeci w pocie czoła wygrzebie się z bagna wychodząc w końcu na zero. Dla każdego przypadku mogło być tak samo trudno. Dla mnie liczy się to, gdzie by człowiek był, gdyby nie podjęte działania.

    Moja historia w kilku zdaniach. Zaciągnąłem kredyt w CHF w 2008 roku przy kursie 2,07 na 100% wartości nieruchomości. Brawo ja. W połowie 2011 roku mieszkanie było warte 15% mniej, a dług był większy o jakieś 50%. Byłem przez to pod kreską o roczne dochody a noworodek drzemał w łóżeczku obok. Kilka miesięcy bez dochodu i byłoby… Sam nie wiem, co by było, ale na pewno nie byłoby dobrze.

    Na co dzień nie miałem problemów ze snem, ale czasem nie dawało mi to spokoju. Kilka lat spłacania kredytu, brak innych zobowiązań, wydatki bez wielkich szaleństw, a saldo było in minus, bardzo in minus. To było dziwne. Musiałem stanąć w prawdzie przed sobą i stwierdzić, że nawaliłem i nie tak miało być. Cały ten bajzel z frankami wynikał z braku wiedzy, radosnego braku planu i oddaniu steru innym. To był ten moment. Przyznanie się, że to moja wina. Trudno. Nauka kosztuje. Zacząłem czytać, liczyć i powoli rozumieć czym jest hipoteka, na czym polega bankowość i czym są finanse osobiste. Mogłem obwiniać wszystkich wokół, zamartwiać się i opowiadać jaki to “świat” jest niesprawiedliwy, tyle że “świat” ma w *****, co ja myślę, za to jest bardzo zainteresowany tym, co robię.

    Z perspektywy czasu cieszę się, że tak wyszło. W pewnym sensie to była okazja, aby zacząć od nowa.

  21. Ja nie jestem zaskoczona, bo czytam Cię od jakiegoś czasu. Twoje metody wdrażam w życie. Jeden hipoteczny już spłaciłam, zamknęłam kartę kredytową i aktualnie jestem osobą bez długów. Mam nawet jakieś oszczędności. Co prawda za chwilę biorę kolejny kredyt na spłatę byłego męża, ale stałam się właścicielką domu więc nie ma wyjścia. Dalej będę trzymać dyscyplinę finansową. Nie zawsze jest łatwo, jednak warto. Z domu nie wyniosłam dobrych nawyków finansowych i uczę się m.in. od Ciebie. Wszyscy powinni się uczyć. Pozdrawiam

  22. Marcin cztery lata temu trafiłem na Twój blog i to otworzyło mi oczy. Od tego czasu również nadpłacam kredyt hipoteczny i oszczędzam . Kredytu zostało jeszcze około 51000 PLN do spłaty i mam zamiar go spłacić w max 4 lata .

  23. Dzięki za ten wpis, pewnie nigdy sie nie dowiesz jaki kawał dobrej roboty robisz i ilu z tych 15mln ludzi już zmieniło na lepsze swoje życie pod Twoim wpływem ale myślę że już dziś wynik byłby imponujący 🙂 Życzę Ci oczywiscie co najmniej 15mln wiernych czytelników – oby tak dalej.

  24. Małgorzata

    Cieszę się, że kiedyś tam, kilka lat temu trafiłam na Twojego bloga. Dla mnie jesteś niezaprzeczalnie guru w tej materii, a jak posłuchałam Twojej historii, to tylko utwierdziłam się w tym przekonaniu. Marcin, rób swoje, mam nadzieję, że jeszcze wielu tu trafi i weźmie sobie to wszystko do serca, o czym piszesz i mówisz 🙂 Tak trzymaj!

    • Guru – tak właśnie mówimy o Marcinie u nas w domu 🙂 A tekst “Guru tak radzi” jest jednym z najważniejszych argumentów w dyskusjach :))

  25. Marcinie, jak widzisz – Twoje obawy były niesłuszne 🙂 Świetny odcinek, podobnie jak ten z Danutą Musiał i Elwirą Szwarc. Przyznaję, że takie przepełnione emocjami prawdziwe historie, opowiedziane od serca, na długo zostają mi w pamięci.

    Czytam i słucham Cię “od zawsze”, więc wiedziałam już, że w przeszłości nie byłeś finansowym roztropkiem i z tym większym zaciekawieniem wysłuchałam szczegółów tej historii.

    A co do Twojej ambitnej misji: uważam, że należałoby dotrzeć z Twoim przesłaniem do dzieci lub młodzieży! Ułożyć jakiś program, szkolenie z zakresu finansów osobistych i wdrożyć go w szkołach! Albo stworzyć jakąś grę komputerową lub kreskówkę, która wyjaśniałaby podstawowe zasady gospodarowania domowym budżetem. Pomyśl, ile osób uniknęłoby podobnych do Twoich błędów… I Twój cel wyedukowania 15 mln Polaków pewnie by się przybliżył 😉

    Przyłączam się do chóru Twoich wiernych fanów dziękujących za kawał dobrej roboty, jaką wykonujesz i za wiedzę, którą się z nami dzielisz. Ponieważ mieszkam na stałe we Włoszech to zagrzeję Cię do dalszego wysiłku takim okrzykiem: Bravo, avanti cosi’!

  26. To mój pierwszy podcast jakiego słuchałem zupełnie nie wiem czego mogłeś się bać. dla mnie super i będę tu zaglądać częściej.

  27. Marcin! Czapki z głów! Gratuluję wyboru tematu! Po prostu strzał w dziesiątkę!

    P.S. Chętnię przybiję piątkę + postawię Ci piwo, jak urządzisz jakiś spęd w Warszawie 😉 pozdrawiam!

  28. A możesz powiedzieć co dalej stało się z tymi mieszkaniami? To w Poznaniu sprzedałeś, a pozostałe? Dalej wynajmowałeś? Wynajmujesz do dzisiaj?

    To prawda, że wartość nieruchomości może się zmieniać w czasie, ale jeżeli są w dobrej lokalizacji i są cały czas wynajmowane, to szansa na stratę jest mniejsza. Oczywiście kredyt może wzrosnąć (stopy procentowe), ale przy założeniu dobrego biznes planu (odpowiednio wysoki zysk) wciąż powinieneś być nad kreską. Czy stawki najmu też się zmniejszają? Czy (przy założeniu dobrej lokalizacji) widmo braku najemcy jest naprawdę takie realne?

  29. Cześć Marcinie.
    Dzięki za kolejny świetny wpis. Piszesz że miałeś mieszkanie w Warszawie które postanowiłeś pozostawić na wynajem a drugie mieszkanie kupiłeś na kredyt. Mam wrażenie że żałujesz tego. Mógłbyś coś więcej napisać? Jestem w podobnej sytuacji. Mam mieszkanie w centrum dużego miasta ale za 2-3 lata chciałbym wybudować się gdzieś na przedmieściach. Początkowo uznałem że odłożę na wkład własny do kredytu hipotecznego i zrobię identycznie jak Ty. Potem jak przeprowadzę się do domku to będę mógł spłacać kredyt za kwotę pozyskaną z wynajmu. Sporo się jednak na ten temat naczytałem i spotkałem się też z opiniami że wynajem mieszkań po odliczeniu podatku, remontu co jakiś czas, przerw spowodowanych brakiem lokatorów itp to zysk roczny rzędu 3-4%. Pytanie więc czy jest sens się w to bawić z myślą że kiedyś w przyszłości będę miał dodatkowe mieszkanie czy nie lepiej się tego pozbyć, wybudować dobierając znacznie mniejszy kredyt i po paru latach być bez rzadnych kredytów.
    Pozdrawiam! 🙂

  30. Dziękuję Ci za ten podcast. Od 2-3lat sluchamy Cię, czytamy i wdrażamy w życie Twoje rady. Obecnie jesteśmy gdzieś między 5 a 6 punktem (w tym roku czeka nas nagroda za kawał dobrej roboty). Za co nagroda? Po krótce: z zadłużenia na 380tys kredytu hipotecznego, 50tys kredytu gotowkowego na wykończenie mieszkania, 3 kart kredytowych jesteśmy na poziomie 205tys kredytu hipotecznego, żadnych innych kredytów, jedna karta kredytowa (zostawiona po to aby miec możliwość realizowania tych transakcji dla których jest konieczna np. zakup biletow lotniczych), 40tys poduszki finansowej. Budżet domowy prowadzony bardzo skrupulatnie od 1,5 roku i plan na spłacenie hipoteki w ciągu najbliższych 4 lat. Dzięki Tobie mamy kontrolę nad naszymi finansami i czujemy się bezpieczniej. Naprawdę szczerze, z całego serca dziękujemy!

    • Elu, imponujący wynik. Redukcja salda zadłużenia o ok. 9k pln miesięcznie, do tego jeszcze odsetki i pewnie jakieś ubezpieczenia, a więc łącznie min. 10k pln / miesiąc przeznaczane na spłatę długów.
      Podziel się z nami, jak tego dokonałaś od strony dochodowej.

  31. Marcin, dziękuję za zaufanie i uczciwość, którymi mnie obdarzyłeś. Już skrótowo pisałeś przecież o swoich doświadczeniach, opowiadaleś swoją historię w podcaście u Michała, ale nigdy nie otworzyłeś się aż tak bardzo. Duży szacunek za to.
    Choć czytam Cię od początku, byłam nawet na pierwszym spotkaniu z Tobą w kawiarni na Ochocie, to niestety dopiero teraz zaczynam porządkować swoje finanse. Ostatnio policzyliśmy naszą wartość netto i, co ciekawe, wysokość naszego zadłużenia nie zmieniła się od dwóch lat! Cały czas wynosi tyle samo, bo mimo regularnego płacenia rat i zmniejszania się kredytów, zaciągnęliśmy nowe pożyczki u znajomych czy zadlużylismy się w zusie. Dramat! Czytałam Cię, ale mimo że teorię mam w małym palcu, w ogóle nie zmieniliśmy naszego działania… W międzyczasie urodziłam dwójkę dzieci i cały czas prześlizgujemy się z miesiąca na miesiąc łatając dziury w budżecie. To okropne… Doskonale znam ten strach obezwładniający całe ciało i to trzęsienie się. Startujemy z trochę gorszej pozycji, bo zanim zaczniemy nadpłacać długi, to musimy najpierw odzyskać płynność finansową. Ale wojna została wypowiedziana i działamy. Dziękuję za Twoją historię bez ściemy czy półprawd, bo ona dodaje mi otuchy i motywuje do walki o bezpieczeństwo finansowe mojej rodziny.

  32. Jeżeli masz wątpliwości czy opowiadać o swoich historiach, to przeczytaj niedawny artykuł w Polityce o tzw. influencerach. Jako przykład podano tam m.in. michała szafrańskiego. Autor postawił ciekawą tezę, że jego popularność i sukcesy bierze się nie tyle z tego że publikuje wartościowe merytoryczne treści, ale że bardziej uczynił z bloga swoisty reality show. To ludzi kręci i przyciąga. Zauważ że michał od początku pisał ile zarabia, ile wydaje, i w zasadzie cały czas blog kręci się wokół jego życia. A to michał kupił mustanga, a to kupił czy sprzedał mieszkanie na wynajem, a to napisał książkę – więc pisze o tym jak mu się ją pisało, jak mu się ją sprzedaje, a to michał nagrał audiobook, a to jak się to nagrywało itd itd. Nie krytykuję – tylko zwróć uwagę, że właśnie reality show najlepiej się sprzedaje.

    Przechodząc do meritum – dramatyzujesz mocno jeżeli chodzi o te dwa mieszkania na wynajem poznań i wrocław. Podajesz że wibor poszedł do góry i miałeś obawy co do zniknięcia popytu na najem. Czy nie mógłbyś tego rozwinąć – podać konkretne dane o ile wzrosła rata? Najemcy w końcu nie zniknęli, popyt jest cały czas. Tak więc ciekawi mnie czy nie lepiej było zostawić 10 lat temu te dwa mieszkania na wynajem, a nie sprzedawać ze stratą? Teraz miałbyś dwa mieszkania na wynajem, a raty by były cały czas spłacane z czynszu najmu?

  33. Bardzo dobry tekst. Te osobiste są chyba najlepsze. Jestem pełna podziwu dla wytrwałości i konsekwencji w działaniu. Często czytam Twoje teksty. Zaczęłam kurs wychodzenia z długów ale poległam w momencie kiedy byłoby dobrze znaleźć dodatkowe źródło dochodu. Ale coś wymyślę, budżet domowy prowadzę, jestem świadoma następnych kroków, tylko na razie najniższa krajowa nie daje mi pola manewru. Minimalizm we wszystkim i co miesięczne spłaty zadłużenia. Dziękuję, że działasz, powodzenia.

  34. Troche tego wszystkiego nie rozumiem. Podpowiedz troche co robic z pieniedzmi, ktorych sie jednak troche ma.
    Ja teraz mam:
    1. K. hipoteczny na jeszcze 25lat i 180k zl zostalo do splaty, rata 900 zl, zmienna ostatnie 5 lat ciagle 3,3%.
    2. AXA nowy select (polisolokata) – 1050 zl/mc skladka, 40 zl/mc oplaty, aktualnie ok. 30k zl.
    3. Ubezpieczenia, czynsz i inne wydatki na zycie 4k zl.

    4. Oszczednosci w funduszach ok. 100k zl, ktore moge w kazdym momencie wyplacic.
    5.. Oszczednosci gotowkowe 100k zl.

    Czy warto nadplacac taki kredyt?
    Czy warto zrezygnowac z tej AXY, jesli bedzie strata 17k zl?
    W co w takim razie zainwestowac, bo zastanawialem sie nad zakupem mieszkania na kredyt, ktory wyposaze z oszczednosci i wynajme?

    • Marcin Kluczek

      Cześć

      Zaciekawiła mnie ta polisolokata. Co masz na myśli pisząc o stracie? Tracisz 17k z tytułu likwidacji, czy likwidując jesteś w plecy względem wpłaconych środków?

      AXA nie ugięła się przez UOKiK i nie zmieniła płat likwidacyjnych na niższe?
      Przez ile czasu musisz jeszcze wpłacać? Po jakim czasie możesz wypłacić środki bez kar?

  35. Czesc Marcin. To prawda co mówisz. DziękiTobie i Michałowi udało mi się osiągnąć wolność finansową dużo wcześniej. Wasze treści pozwolili mi dużo wcześniej osiągnąć to co osiągnąłem. Bez waszych wpisów motywacji pewnie przez całe moje życie nie doszedł bym do tego co udało się osiągnąć w stosunkowo krótkim czasie.Robisz kawal dobrej roboty Tak trzymaj Kibicuję ci z całego serca. Wszystkich czytelników Zachęcam do wprowadzenia metod Marcina w życie to naprawdę działa. Jeszcze raz wielkie dzięki za Kawał dobrej roboty.

  36. No chłopie!
    I jak tu teraz jeszcze bardziej ciebie nie podziwiać?! Nie dość że mądrze prawisz to jeszcze sam pokazujesz, że można się wygrzebac z bagna i wyciągnąć z tego daleko idące wnioski.
    Ale największy szacunek do tego że potrafisz znaleźć w sobie odwagę do tego aby się podzielić swoimi porażkami i pokazać jak je potrafiłes przekuc w sukces!

  37. Cześć Marcin! Dzięki serdeczne za to co robisz. Udało się dzięki Twoim radom wyjść na prostą.Jeszcze tylko spłata połowy kredytu odnawialnego na koncie i powiem,że nie ważne co mam…ważne czego nie mam…długów. A to by się nie stało gdyby nie planowanie budżetu. Początki były trudne ,ale teraz to faktycznie przyjemność i spokojny sen,że
    w razie czego….pożyczę od siebie. Pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze “wytyczne” ułatwiające życie 🙂 A tak na marginesie…Wołów pozdrawia Lubin 🙂 🙂

  38. Witaj Marcin,
    Gratuluję drogi, którą przeszedłeś,
    tak jak sam mówisz to droga nas zmienia…

    czy wg Ciebie nie jesteśmy w podobnym momencie jeżeli idzie o nieruchomości:

    https://nieruchomosci.wprost.pl/budownictwo/10149211/ceny-mieszkan-najwyzsze-od-10-lat-trzy-miasta-z-dwucyfrowa-dynamika-wzrostu.html

    https://forsal.pl/artykuly/1392076,nieruchomosci-po-latach-rekordow-czas-na-dolek-oto-4-symptomy-przesilenia-na-rynku-mieszkaniowym.html

    a może warto abyś zrobił nowy podcast na ten temat

  39. Cześć Marcin,

    dzięki za ten wpis.
    Jedna rzecz nie jest dla mnie jasna – mówisz, że miałeś trzy kredyty hipoteczne i wynajmowałeś mieszkania. Pisząc o spłatach kredytów, piszesz “spłaciliśmy ostatnią złotówkę kredytu hipotecznego na nasze mieszkanie”. Czy to oznacza, że zostawiłeś sobie kredyty na mieszkaniach, które wynajmujesz? Jak z perspektywy czasu oceniasz tę decyzje?
    Doczytałem się tylko, że sprzedałeś mieszkanie w Poznaniu.

    Jeszcze raz dzięki za ten szczery wpis.

  40. Cześć Marcin!
    Dziękuję za kolejny świetny podcast. Jak już kiedyś wspominałam – spędzam z Tobą długie godziny podczas pracy :). Zmieniasz mój finansowy światopogląd- za co Ci jestem bardzo wdzięczna.

    Bardzo boję się finansowych błędów – nie chciałaby do starości łatać bolesnych strat, wolałabym cieszyć się życiem i realizować swoje pasje i marzenia.

    Mam pytanie do Ciebie, może mi pomożesz…
    Oto mój elaborat:) :
    Po sprzedaży odziedziczonego mieszkania dysponuję kwotą 500 000zł. Równocześnie mam zaciągnięty frankowy kredyt w Mbanku z czasów z przed kryzysu, który mimo, że znacznie urósł – staraliśmy się z mężem nadpłacać – zostało ufff… 80 000. Bolało! Otrzymany kapitał chcemy zainwestować (o zgrozo) :)… Normalnie wybudowałabym sobie nowy dom, ale nie po przeczytaniu Twojego bloga! Chcemy rozwinąć dodatkowy biznes i pobudować domki letniskowe pod wynajem w górach. Z racji mojej profesji, a jestem architektem i pasji, temat ten zawsze miałam z tyłu głowy i teraz mogę go łatwo zrealizować bez zaciągnięcia kredytu inwestycyjnego. Jest ryzyko zmarnowania kapitału, ale bez próby się nie przekonam.

    Z drugiej strony chcemy zmienić mieszkanie na większe. Te dwa tematy trochę kłócą się ze sobą, ale nie chcemy zostawić tematu zmiany mieszkania na „lepsze czasy” np. jak dodatkowy biznes wygeneruje zyski. Bo może być różnie.

    Jest kilka możliwości- spłacić za kapitał pierwszy kredyt (pozostałe 80 000), sprzedać stare mieszkanie, dobrać niewielki kredyt…Tylko czy opłaca się obecnie nadpłacać kredyt we frankach?

    Można też wziąć cały nowy kredyt na nowe mieszkanie, a stare mieszkanie wynająć, a z wynajmu spłacić pozostałą część kredytu.

    Patrząc na Twoją finansową filozofię jak dobrze rozumiem – punkt pierwszy jest lepszy 🙂

    Nie chcę popełnić finansowej wpadki !

    Super podcast!

  41. Swojego czasu też opublikowałem u siebie taki odcinek, w którym opowiadałem o swoich finansowych błędach. Oczywiście nie byłem w tak mocno pogmatfanej sytuacji jak ty, ale przez nie do końca przemyślane decyzje straciłem trochę kasy. BDW, przed publikacją swojego odcinka też się zastanawiałem, czy jest się czym chwalić, ale również uznałem, że może to mieć walor edukacyjny. Przecież najlepiej człowiek uczy się na błędach, a jeszcze lepiej uczyć się na błędach innych.

    To, że kiedyś byłeś zadłużony po uszy, a dziś nie jesteś to znaczy, że umiesz sobie z nimi radzić. Znasz metody, techniki itp potrzebne do walki z pożyczkami. To tak na prawdę umacnia Twoją pozycję (przynajmniej ja tak to odbieram).

    Fajnie, że opowiedziałeś nam o tym i jeszcze zrobiłeś to w taki fajny sposób. Ja nie dorastam ci do pięt (ale uczę się 🙂 )

  42. Dziękuję za odcinek 🙂 Gratuluję otwartości i dystansu do siebie. Dzięki Tobie już w młodym wieku (22 lata) wiem czego unikać i jakimi zasadami się kierować w swoich finansach. Jestem mega wdzięczny 🙂 Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedz

Top
MENU