Pieniądze w związku. Jak rozmawiać o finansach z partnerem?

33

Ty pochodzisz z rodziny, w której zawsze dbało się o finanse. Ale Twoja „druga połowa” myśli jedynie o tym skąd tu pożyczyć kolejne pieniądze. Namawiasz do rozsądnego oszczędzania, lecz w odpowiedzi słyszysz beztroskie: „Kochanie, żyje się raz!”. A może po prostu nie wiesz, co robi z pieniędzmi Twoja partnerka lub partner? Finanse w związku to prawdziwe pole minowe. Jak sobie z tym radzić?

Nie mam co do tego najmniejszych złudzeń: jeśli żyje się w związku, to decyzje finansowe trzeba podejmować wspólnie. Nie chodzi mi oczywiście o jałowe debaty przy najmniejszym zakupie, bo to byłby prawdziwy koszmar. Ale gdy jedna strona dba o finanse, a druga ma to po prostu w nosie, to wcześniej czy później ktoś wdepnie na minę…

Wartość prawdy i uczciwości w sprawach finansowych

Do tej publikacji zainspirował mnie Tomek, który przysłał mi taką wiadomość:

„Hej Marcin,

kilka razy już w różnych sprawach chciałem się odezwać, napisać, że to, co robisz jest i dla mnie ważne i potrzebne, czasem skrobnąłem jakiś komentarz pod postem, ale nie potrafiłem niestety siąść i sklecić porządnego maila. Wreszcie… voila! Oto i okazja: mogę powiedzieć śmiało, że jestem wolny od długów – także dzięki Tobie!

Moja historia nie jest szczególnie porywająca i dramatyczna, jakkolwiek moje zachowanie w pewnych etapach mojego życia można śmiało nazwać „dramatycznym”. Bez wchodzenia w szczegóły – mam 31 lat, a w swoim „dorosłym” życiu przez kłamstwa, głupotę oraz ignorancję nabawiłem się przeszło 12 tysięcy złotych długów. Nadmienię tylko, że były to klasyki (kredytówka i limity).

Piszę, bo chciałbym mocno podkreślić wartość prawdy i uczciwości w sprawach finansowych. Zwłaszcza, gdy ma się własną Rodzinę… Mój problem bowiem nie leżał w zbyt małych zarobkach, ale w tym, że niestety notorycznie okłamywałem Żonę i wydawałem nasze pieniądze za jej plecami. Zdobycie się na wyznanie prawdy, że mam długi było NAJTRUDNIEJSZYM momentem w całej historii mojego wychodzenia z tych długów.

Od tego momentu wszystko obróciło się o 180 stopni. Dotychczas próbowałem sam, jednak mając „potajemne konta i karty” – rzecz oczywista – moje wysiłki spełzały na niczym. Dopiero przyznanie się do wszystkiego i wspólne stawienie czoła sytuacji pozwoliło w krótkim czasie wyjść na prostą. Dziś już jesteśmy bez długów!!!

Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem. I jest tak także dzięki Twoim radom, dzięki temu, co tworzysz na blogu. Bardzo Ci za to dziękuję. Wiem, że czasem publikujesz różne maile Czytelników. Chciałbym zainspirować Cię do napisania / powiedzenia kilku słów na temat prawdy i uczciwości w finansach w Rodzinie.

Moja Żona okazała się być jeszcze wspanialsza niż myślałem. Naprawdę bałem się jak to będzie, kiedy powiem jak bardzo ją oszukałem… A było… Trudno mi znaleźć słowa. Jest po prostu mądrzejsza, niż ja. Wierzę, że jest jeszcze kilku podobnych do mnie gagatków na tym świecie. Może warto im trochę pomóc w zdobyciu się na wyznanie prawdy”.

Historia Tomka skończyła się „happy-endem”, bo w porę oprzytomniał i zaczął bardzo rozsądnie działać. Jestem niezwykle szczęśliwy z jego sukcesu i z całych sił mu pogratulowałem, dziękując jednocześnie, że zechciał się tą historią podzielić z Wami.

Niestety, wiele osób zbyt długo ciągnie takie sytuacje, przez co problemy finansowe szybko przekładają się na problemy rodzinne. Nieporozumienia, kłótnie, awantury, stres, rozczarowanie… W wielu przypadkach rozstanie. Co robić, by było inaczej?

Finanse w związku. Trochę już o tym pisałem…

Trudno o coś ważniejszego, niż nasze relacje z najbliższą osobą. A – co tu dużo kryć – pieniądze mają na te relacje ogromny wpływ. Dlatego trochę już na ten temat opublikowałem, dzieląc się własnymi przemyśleniami i konkretnymi radami:

1. Ona, on i pieniądze – walentynkowy podcast o wspólnych finansach
2. Miłość i pieniądze. Na ile ufać żonie lub mężowi?

Jednak moje przemyślenia to raptem kilka wpisów. A przecież:

Razem wiemy o wiele więcej!

Mail od Tomka po raz kolejny otworzył mi oczy, jak bardzo ważny jest temat finansów w związku. Pomyślałem, że pora na kolejny wpis w tym temacie. Po chwili doszedłem jednak do wniosku, że przecież każdy z nas żyje w innym związku, z inną osobą, a to, co działa u jednych, niekoniecznie zadziała u innych.

Dlatego właśnie postanowiłem, że najlepiej będzie zaprosić Was do wspólnej rozmowy, w której podzielimy się tym, co działa w naszym przypadku. Dajcie więc znać w komentarzach:

– jakie trudności napotykacie we wspólnym dbaniu o finanse?
– jak próbowaliście sobie z tym radzić?
– co w Waszym przypadku najlepiej się sprawdza?

Z góry Wam za to dziękuję, bo wiem, że każdy taki komentarz może pomóc jakiejś parze w skutecznej nawigacji po polu minowym wspólnych finansów 😊

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze33 komentarze

  1. Współczesne relacje w związkach są dość skomplikowane, ponieważ role finansowe nie są określone tak dokładnie jak kiedyś, kiedy mąż zarabiał, zaś żona dbała o sprawy domowe. Dlatego tym bardziej powinniśmy zacząć rozmawiać o pieniądzach ze swoim mężem/chłopakiem/narzeczonym i najlepiej zacząć takie dyskusje jak najwcześniej.

    Często jest tak, że na początkowym etapie znajomości unikamy poruszania trudnych tematów. Myślimy sobie, że miłość, która na nas spadła zwycięży wszystko, że tylko ona się liczy i dyskusje na temat finansów odkładamy na później. Zgodzę się, że miłość powinna być zawsze na pierwszym miejscy, ale uregulowanie spraw związanych z pieniędzmi jest sprawą fundamentalną, jeśli nie chcemy, aby nasz związek prędzej czy później się rozpadł.

    Oczywiście pierwszych kilka randek to może nie jest jeszcze odpowiedni moment na szczere rozmowy o pieniądzach. Jednak już na tym etapie możemy zbierać informacje o tym jakie podejście do finansów ma wybranek naszego serca. Możemy przysłuchiwać się temu, co nasz partner mówi o pieniądzach oraz obserwować, jak się z nimi obchodzi.

    Na późniejszym etapie znajomości wspólna, szczera rozmowa jest już jednak niezbędna, aby móc zbudować silny związek.

    • Hej Wojtek,

      myślę, że grono kobiet tęskniących za dawnym podziałem ról jest coraz węższe (mam wrażenie, że wielu facetów nie docenia “dbania o sprawy domowe” nazywając to nawet “siedzeniem w domu” – a to zwykle harówka cięższa niż praca na etacie).

      Zwracasz uwagę na bardzo ważny element – czyli zrozumienie podejścia naszego partnera do pieniędzy już na początku związku. Pieniądze są na tyle trudnym tematem, że jeśli udaje się dojść do porozumienia w tej sprawie, to inne tematy to pikuś 🙂

  2. U nas jest prosto. ja mam taką chęć więc to ja zajmuję się finansami. Małżonka dzięki temu wie, że sytuacja jest pod kontrolą i nie musi się martwić, że pewnego dnia pieniędzy zabraknie. Jeżeli mamy “gorszy” miesiąc, to mówię o tym małżonce i stara się w kolejnym miesiącu wydać mniej. Pełna szczerość i przejrzystość. Mam to szczęście, że moja małżonka nie lubi wydawać pieniędzy na rzeczy, które zbywają, tylko na potrzeby: potrzebna kurtka – kupujemy, potrzebne buty – kupujemy, ale mam ochotę na trzeci zegarek – nie kupujemy 🙂 Moim zdaniem dobrze sprawdza się rozwiązanie, w którym jedna osoba zarządza finansami i na bieżąco informuje drugą osobę o stanie budżetu domowego. Ale wszystko musi być oparte o szczerość i wspólne dobro, a to już często jest kwestia jakości małżeństwa/partnerstwa, a nie finansów 🙂

    • Hej Mateusz – gratuluję, bo zdaje się, że znaleźliście receptę, która sprawdza się dobrze w Waszej sytuacji 🙂

      Dodałbym może tylko, że dobrze by było, aby żona nie “abdykowała” i nie liczyła tylko na Ciebie (domyślam się, że kluczowe decyzje podejmujecie wspólnie) i miała równie istotny głos we wszystkich decyzjach oraz pełny dostęp do wspólnych pieniędzy.

    • Nie chcę się odnosić do komentarza jako takiego. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na częsty obecnie błąd językowy. Mianowicie “małżonką” nie nazywamy nigdy swojej żony. Jednak możemy powiedzieć “Co u Twojej małżonki?”.

    • W moim związku jest podobnie, z tym, że to ja zajmuję się prowadzeniem budżetu, mąż woli zarabiać pieniądze niż gapić się w tabelki Excela. Planujemy budżet razem na początku miesiąca, a le później to ja zajmuję się zbieraniem danych i informowaniem męża gdzie jesteśmy z budżetem.

      Ile związków, tyle sposobów podejścia do tematu.

  3. Cieszę się niezmiernie, że przyszło mi żyć w związku, w którym oboje mamy rozsądne podejście do finansów i podobne zarobki, wiele tu ułatwia 🙂

    Natomiast nie zgodzę się z komentarzem wyżej, że dobra jest sytuacja, gdzie jedna strona zarządza finansami i tylko informuje drugą. Moim zdaniem każdy powinien mieć wiedzę jak zarządzać pieniędzmi. Czyli samemu posiadać jakieś choćby drobne oszczędności, ogarniać lokaty przelewy jakieś drobne sprawy… Żeby nie skończyło się na tym “nie chcę mi się tym interesować, to męska sprawa”. Niestety problem ten dotyczy zwłaszcza kobiet i prowadzi do uzależnienia od faceta. Wszystko jest pięknie dopóki jest miłość, szczerość i zaufanie. Życie jednak to nie bajka i różnie może być, trzeba się zabezpieczać. Mimo że oczywiście nikt nie zakładania rozstania, to w przyszłości jednej stronie może być dużo ciężej, jeśli za wczasu nie zadbała o chociaż minimalną finansową niezależność.

    • Zgodzę się – to nie powinno być “jedno się zajmuje, a drugie jest na bieżąco informowane”, a raczej “wspólnie staramy się trzymać nad tym pieczę”. Właśnie staram się nakłonić męża do większego zaangażowania, więc wiem, jakie to trudne. On chyba najbardziej nie lubi tego etapu planowania wydatków na początku miesiąca. Mamy też oboje dość nieregularną pracę, a co za tym idzie – zmienne przychody. Jednak systematyczność pozwala jakoś tym sterować, a każdy kolejny arkusz budżetu miesięcznego wspomaga proces planowania na przyszły miesiąc.

    • Hej Ann,

      często w związkach jest tak, że ktoś lubi cyfry, a ktoś nie. Jednak osoba to “nerd”, a druga “free spirit”.

      Myślę, że można to załatwić tak:

      (1) kto lubi cyfry – może planować, informować, monitorować, alarmować, itp.
      (2) kto nie lubi cyfr – nie musi tego robić, ale powinien dokładnie orientować się w sytuacji finansowej rodziny, mieć dostęp do wspólnych pieniędzy i mieć równoznaczny wpływ na wspólne decyzje finansowe.

      To, o czym piszesz (poleganie w całości na drugiej połowie) może okazać się zgubne nie tylko w przypadku rozstania, ale również np. w sytuacji śmierci drugiej osoby. Zwracasz uwagę na bardzo ważną sprawę.

  4. W rodzinie,gdzie nikt się nie okłamuje i panuje zgoda model: jedna osoba zajmuje się finansami, a druga nie – w zasadzie jest możliwy i dobry. Gorzej w sytuacji, gdy coś się stanie: np. osoba dbająca o finanse umrze. Nagle może się okazać, że małżonek nie może korzystać z pieniędzy, (bo nie zna haseł, nie wie, gdzie są oszczędności, nawet w którym banku), nie wiem, jak zarządzać finansami, gubi się w tym etc.
    Inną sytuacją jest też rozwód, który może przyjść nagle… i osoba bez pracy, bez oszczędności jest w okropnej sytuacji.
    Nie mówiąc o najgorszym możliwym scenariuszu, gdzie jedna strona robi długi o których nikomu nie mówi i nagle umiera. Znam to z obserwacji – w mojej rodzinie zmarł wujek – przedsiębiorca. Rodzina przez prawie dekadę spłacała długi, dowiadując się co chwilę o nowych długach, często poprzez zajęcia komornicze. Wdowa musiała pojechać za granicę i odpracować beztroskę męża, a córka stawiała firmę na nogi. Wreszcie po 15 latach od tej sytuacji można powiedzieć, że ich sytuacja jest dobra.

  5. Przede wszystkim w związku nie może być żadnych tajemnic, nawet tych finansowych. A wiem że w wielu związkach takie tajemnice są i potem wychodzą takie kwiatki że dziadek po śmierci zostawił dług do spłaty w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych.

  6. u nas model dopiero się tworzy i wszystko jest bardzo elastyczne. ja bardziej interesuję się tematem zarządzania pieniędzmi, zatem mąż przejął prawie w całości mój system, który dopasowaliśmy lekko do naszych potrzeb. pozostaje nam jednak nadal kilka kwestii do rozwiązania:
    po pierwsze, nie chcę sama zajmować się tematem finansów i ponosić za to pełną odpowiedzialność. raz, że nie czuję się dość kompetentna, a dwa, że skoro zarabiamy oboje to oboje powinniśmy podejmować te decyzje. jednak, jak już wspomniałam, mój mąż nie interesuje się szczególnie tematyką finansów, zatem trudno z nim rozważać kwestę, który fundusz inwestycyjny wybrać albo czy inwestujemy w złoto, fundusze czy cokolwiek innego etc.
    po drugie, korzystam z aplikacji do budżetowania i rejestrowania wydatków, ale nie zawsze wiem, kiedy mąż kupi coś za gotówkę i na koniec miesiąca pojawia się nieścisłość.

    pozdrawiam 🙂

    • Hej Sylwia,

      w podcaście trochę opowiadam o takich sytuacjach.

      Pełna zgoda – nie powinnaś wszystkiego robić sama i warto męża zaangażować. Podrzuć mu podcast o wspólnych finansach – może będzie mu łatwiej 🙂

      • Podrzucać można, ale cały w tym ambaras żeby itd. Wszystko ładnie opisane, szczęśliwe rodziny. A co jeśli usłyszycie: nie będę niczego czytać, a Ty nie będziesz mnie ograniczać. Też pracuję i chyba mam prawo czasem sobie “coś” kupić. A potem wyparowuje Wam pół bańki z wspólnego konta niekoniecznie na wspólny cel.

        • Joe,
          w takiej sytuacji to nie finanse są problemem. Warto rozważyć terapię małżeńską, bo problem jest znacznie ważniejszy, niż finansowy.

        • Krzysztof A.

          To już jest bardzo poważny sygnał ostrzegawczy, szczególnie jeśli chociaż część z tych wyparowanych pieniędzy nie była wypracowana przez osobę wydającą. Może zabrzmi to brutalnie, ale jeśli rozmowy nie przynoszą skutku to warto przemyśleć czy ten związek ma rację bytu. Ktoś może powiedzieć “miłość ważniejsza niż pieniądze”, ale jeśli Twoim celem jest zgromadzenie jakichś oszczędności, np. po to żeby nie musieć tyle pracować, albo zwyczajnie czuć się bezpieczniej finansowo, to druga strona nawet jeśli ma inne cele, powinna to uszanować. Zwykło się postrzegać, że cele związane z wydawaniem pieniędzy są ważniejsze niż te związane z oszczędzaniem, gdyż to drugie ma przyklejoną niesłusznie łatkę “odmawiania sobie życia”, ale jeśli rozmowy nie przynoszą skutku, to czy naprawdę chcesz być z osobą, która nie dość że ma gdzieś Twoje cele, to jeszcze aktywnie je podkopuje? Bo jak dla mnie takie zachowanie to jest brak podstawowego szacunku dla drugiej osoby.

          • Dodam do powyższych opini że właśnie kończę etap życia związany z małżeństwem. Pomogłem żonie spłacić komornika i dlugi teściowej. Tylko dzięki temu że chciałem stworzyć poduszkę finansową i zbudować dom o którym marzyliśmy, słyszałem że jestem dusigroszem. O terapii małżeńskiej nie było mowy – słyszałem: “Nie będę się nikomu spowiadac z problemów”. Na szczęście ten etap mam za sobą i każdemu kto ma podobny problem życzę jak najszybszego wyjścia z tego i spokoju wewnętrznego”.

  7. Na razie działamy w modelu w pełni rozdzielonych finansów, z wyjątkiem odkładania na wspólne wyjazdy i różne drobiazgi (na “grubsze” wspólne oszczędności jeszcze trochę za wcześnie) 🙂 Temat wyszedł dość szybko i naturalnie, okazało się że poglądy mamy podobne pomimo znacząco różnych zarobków (w szczególności niechęć do zapożyczania się). Użycie wielokrotnie podawanych przez Ciebie argumentów za oszczędzaniem wystarczyło żeby wyeliminować zgrzyt pod tytułem “ale ja się na tym nie znam, to pewnie trudne”. Dość rzec, że uśmiech na Jej twarzy kiedy jedno z marzeń zmieniło się z “pewnie nigdy nie będzie mnie na to stać” do “czy to naprawdę uda się za kilka lat?” “dokładnie tak” był absolutnie wart tych kilku rozmów kiedy cierpliwie tłumaczyłem “nie, to nie jest wcale trudne, spróbuj” 🙂
    Niezależnie od tego wprowadzałem w tematykę buforów bezpieczeństwa i po co je gromadzić (awaryjny już jest, teraz pracujemy nad Jej poduszką). Tutaj występuje jedyny z mojego punktu widzenia problem, gdyż postawiłbym to znacznie wyżej na liście priorytetów, ale pozostaje mi uzbroić się w cierpliwość i dalej łagodnie tłumaczyć tak jak do tej pory – lepiej niech zmiana przyjdzie nieco później, ale nie będzie wymuszona, w końcu związek to sztuka kompromisu, a i tak w krótkim okresie nastąpiła duża zmiana na plus 🙂
    Cóż powiedzieć w podsumowaniu – szczera rozmowa bez tajemnic i traktowania pieniędzy jako tabu, jasne określenie celów i odrobina elastyczności kluczem do porozumienia 🙂
    Ponieważ nie piszę o sobie, tym razem anonimizuję się nieco bardziej, żeby nie zdradzać zbyt wielu szczegółów osobom postronnym 😉

  8. Szczerość, uczciwość to piękne słowa. I nie inaczej powinno być w związku dwojga ludzi. Czasami jednak bywa tak tylko jednostronnie. Wyobraźcie sobie taką sytuację: Widzicie, że Wasze finanse nie mają się najlepiej, że pieniądze przeciekają Wam przez palce i nawet nie wiadomo kiedy i na co. Korzystacie z rad takich ludzi jak Marcin Iwuć czy Michał Szafrański, jesteście pełni pozytywnej energii, gotowi do walki, ale już na starcie okazuje się, że partner ma gdzieś Wasz zapał, bo nie wierzy w sukces, bo jemu tak wygodnie mimo prób wyjaśnienia, tłumaczeń.
    Nie poddajecie się i próbujecie sami. Osiągacie małe sukcesy, ale radość przeżywacie samotnie, bo partner(ka) zaledwie je akceptuje chwilą milczenia.
    Żadnego wsparcia, chęci zrozumienia. Za to pojawiające się podejrzenia, oskarżenia – co robicie z naszymi pieniędzmi. A fundusz bezpieczeństwa to wspaniały start do remontu, wyjazdu i tego typu przyjemności.
    I kiedy wydaje się, że co nieco ogarniasz Wasze finanse, rozważnie planujesz wydatki, oszczędzasz, druga połówka postanawia zaszaleć i wydać pół pensji na własne przyjemności. Bo przecież coś się od życia należy, przecież też ciężko pracuje i chyba może sobie “coś” kupić.
    Powiem Wam już mi się nie chce, mam to gdzieś, niech się dzieje co chce.
    Powodzenia.

    • Może warto zmienić tutaj podejście do wspólnych pieniędzy? U mnie sprawdzało się podejście gdzie obydwoje mamy swoje konto prywatne i jedno konto wspólne (z dwoma kartami). Na konto wspólne ustalaliśmy jaką kwotę przelewamy co miesiąc aby starczyło na podstawowe potrzeby – czynsz, rachunki, jedzenie, chemia itp.. Resztę każdy zostawiał na swoim koncie na swoje prywatne wydatki. Dzięki temu mogłem sobie odkładać pieniądze na różne okazje. Z czasem jak już bardziej przekonałem moją drugą połowe do wspólnego zarządzania budżetem, odkładaniem i nie przekraczaniem go. Do konta wspólnego zaczęliśmy przelewać większą kwotę pieniędzy, która starcza teraz na wszystkie nasze potrzeby (ciuchy, lekarze, wyposażenie domu, opłaty za studia inne abonamenty) oraz wspólnie z tego konta odkładamy fundusz awaryjny, bezpieczeństwa i fundusz wycieczkowy, emerytalny itp.. Poza tym kontem wspólnym dalej mamy swoje pieniądze, na kontach prywatnych, które mają starczyć na nasze prywatne cele. Ja np. większość pieniędzy, które mi zostają i tak odkładam.
      W każdym razie u nas ten proces też trochę trwał. Też na początku przez ponad rok prowadziłem budżet sam i bardzo często się coś nie zgadzało, jednak po tym czasie jak druga połowa zobaczyła jak dobrze sobie radzę z finansami postanowiła się dołączyć i wspólnie ten budżet planować.
      Myślę, że takie podejście w pewnym sensie rozwiąże Twój problem gdzie druga osoba wydaje pół pensji na własne przyjemności (oczywiście z prywatnych pieniędzy), a Ty będziesz mógł spokojnie realizować swoje cele. Może tak jak w moim przypadku, efekt, który zobaczy druga połowa po jakimś czasie będzie dla niej bodźcem, który pchnie ją w stronę dbania o finanse 🙂
      Powodzenia i nie poddawaj się!

  9. U nas przez długi czas “jakoś to było” 🙂 Co prawda większość dużych zakupów konsultowaliśmy wspólnie, ale jednak nie mieliśmy pełnej świadomości kto, ile i na co wydał.

    Jakiś czas temu wspólnie wkręciliśmy się w temat zarządzania finansami osobistymi, zaczęliśmy czytać blogi tematyczne, spisywać wydatki, prowadzić budżet. Nawet zaczęliśmy pisać swoją aplikację do budżetowania i idzie całkiem nieźle ;-). Z punktu widzenia czasu mogę stwierdzić że jest dużo lepiej – głównie pod tym względem że mamy pełną i co najważniejsze wspólną kontrolę nad finansami. Wprowadziliśmy rachunki celowe, na które odkładamy co miesiąc odpowiednie kwoty, tak aby nie mieć problemów z grubszymi jednorazowymi wydatkami typu wyjazdy wakacyjne czy ubezpieczenie samochodu. Wspólnie planujemy co i kiedy musimy kupić, a jak zaczynamy się nad tym wspólnie zastanawiać to często dochodzimy do wniosków że jakieś zakupy to tylko kaprys i nie jest nam to do niczego potrzebne.

    Reasumując, nawet jeśli tylko jedna strona związku “lubi liczby” ja osobiście polecam aby obie strony były w pełni świadome tego jaki jest rodzinny stan finansów. To zdecydowanie poprawia samopoczucie i pomaga uniknąć konfliktów.

  10. Mam 40 lat ale jestem dopiero 2 lata po ślubie, ktory sfinalizowalismy po 3 latach znajomosci…. W zwiazku z tym mam za soba całkiem niezły bagaż doświadczeń typu zwiazek…I powiem jedno : widziały gały co brały…..
    Zanim poznałem obecną żonę, byłem 3 razy zareczony, raz wpłaciłem zaliczke na wesele. Doznałem w relacji zdarzeń takich jak: wracam do domu a dom pusty, otwieram garaż samochodu ni ma, 15k na karcie kredytowej puszczone przez szanowna narzeczona przez 3 weeki na bzdury, no bo Misio przeciez tyle zarabia, budowa w toku a narzeczona ma to kompletnie gdzieś i tylko shopping w głowie, kolejna to w wieku 33 lat, po 3 latach bycia razem, poczuła 2gą młodość i zaczęła z koleżankami(bo te wyczuły ze sa pieniadze) szlajać sie po imprezach, z wiadomym skutkiem……..itp itd, mógłbym napisać ksiazke która pewnie stałaby sie bestsellerem…..
    serio to z perspektywy czasu sam sie zastanawiam jak ja to wszystko wytrzymałem…
    90% moich kolegów – równieśników którzy ożenili sie w wieku 20-25 dziś jest po rozwodach….To o czyms świadczy.
    Aż w końcu poznałem moja zonę i wiecie co? Zrozumiałem że w życiu trzeba po prostu trafić na te osobe która bedzie do nas pasować, ze 2 polowki jablka to nie bajka. Więc z finansami u nas nie ma żadnego problemu, pomimo faktu ze ja miesiecznie zarabiam 20k, a zona 2k…..ma pelny dostep do konta, bo mamy tylko jedno, wspolne….Moje, twoje, nasze? Nie. Wszystko mamy wspolne. Teksty typu ”rozwód może się zdarzyć” ? Jasne, wszystko sie moze zdarzyc jeśli zadałes sie z niewlascią osoba i w porę nie wyskoczyłeś z pociągu. Dbanie o relację, o partnera, zdobywanie go pomimo upływu czasu na nowo. Zwiazek to nie martwa forma, tylko zywa struktora ktora musimy pielegnowac codziennie….Czasy mamy jakie mamy, wzorce podobne – rob co chcesz, liczy sie wyglad, pieniadz, pozerstwo, seks na wyciagniecie reki- wiec i ludzie slabi…..
    Od pieciu lat jestem bardzo szczęsliwym czlowiekiem.I osobiscie i w finansach.Zona była motorem dzieki ktoremu dokonczylismy budowe, a za rok o tej porze kredyt bedzie wspomnieniem, tez dzieki wsparciu mojej zony. Ja mam tendencje do wydawania , ona wrecz przeciwnie.Razem swietnie sie uzupelniamy.Aha, i nie lubimy tzw. shoppingu. Przez 5 lat bylismy w tzw. galerii moze z 5 razy, bo zakupy w tym wydaniu meczą nas niesamowicie, ale dobrych butów trekkingowych sobie nie odmówimy 😉

    • Plastic Tofu

      To jest chyba najlepszy wpis do tego odcinka bloga, szczególnie stwierdzenie o 2 połowkach jabłka. Też nie wyobrażam sobie innego podejścia do finansów niż całkowity wspólny dostęp do konta. Prawda jest taka, że ja zajmuję się inwestycjami, a żona codziennymi finansami i szczerze nie mam pojęcia co, jak i kiedy płaci. Wszystko jest zapłacone i na czas więc moje wtrącanie się w te sprawy naruszyłoby tylko domowy porządek. Dzięki podziałowi obowiązków, każdy jest zadowolony, wiedzie nam się nienajgorzej finansowo a wkrótce obchodzić będziemy 28 rocznicę ślubu.

  11. Tak Marcin to co napisałeś jest bardzo ważne. Żyjąc w związku trzeba się liczyć z tym, że już nie jesteśmy sami i tutaj ważne jest partnerstwo. W sferze finansów warto grać w otwarte karty i razem tworzyć budżet domowy. Nawet jeśli mamy oddzielne pieniądze tak jak jet to u mnie to mamy wspólne cele i wiemy doskonale do czego dążymy. Partnerstwo jest ważne w pieniądzach ale nie tylko, bo uważam, że w każdym elemencie. Jeśli nie ma partnerstwa, to brakuje harmonii i wówczas wszystko jest trudniejsze lub nawet niemożliwe…

    Pozdrawiam,
    Marcin Gurtowski

  12. Fundamentem dbania o finanse w małżeństwie jest pełna rozdzielność majątkowa(intercyza). Mąż ma swoje konto ze swoimi pieniędzmi (żona nie ma dostępu) i na odwrót. Dodatkowo oboje mają wspólne konto(oboje mają dostęp) na które przelewają pieniądze na WSPÓLNE wydatki(dziecko, rachunki, wczasy, itp itd). Chroni to oboje małżonków przed finansowo niezdrowymi zachowaniami swojej drugiej połówki. Jeśli ktoś ma ochotę przehulać pieniądze na ciuchy, kosmetyki, nową konsolę albo sportowy samochód to proszę bardzo, ma od tego swoje pieniądze.

    Przy obecnej statystyce rozwodów “klasyczny” model to albo ignorancja(ktoś nie zna faktów), albo lekkomyślność(podejmowanie dużego ryzyka niepotrzebnie).

    HappyMan jest tu dla mnie antyprzykładem jak dbać o finanse osobiste.

    Rozumiem że wiele osób będzie miało inną opinię niż powyższa ale dziwię się że autor bloga nawet nie napomknął o intercyzie jako narzędziu pomagającym dbać o finanse osobiste.

    • To po co z kimś się żenić? Jeśli druga półowka narobi długów we “wspólnym celu” np. remontujac mieszkanie w którym żyjecie, to później i tak za te długi bedziecie odpowiadać wspólnie.

      • Cieszę się że do dyskusji włączył się prawnik.

        Czy przy formalnej(potwierdzonej notarialnie) intercyzie osoba nie jest chroniona przed długami małżonka/małżonki? Takie było moje zrozumienie mocy prawnej intercyzy.

        Co do pytania “po co się żenić” to o ile mi wiadomo jest kilka innych aspektów życia które reguluje małżeństwo, np dziedziczenie w przypadku śmierci albo np możliwość decyzji o ryzykownej operacji jeśli małżonek/małżonka nie jest w stanie podjąć decyzji.

        Pewnie są inne kwestie o których szarzy ludzie nie mają pojęcia a prawnicy tak. Ale myślę że możemy poprzestać na finansowym aspekcie z racji bloga na którym komentujemy.

  13. Intercyza intercyzie też nierówna. Np. niektórzy decydują się dopiero po małżeństwie i wtedy długów zaciągniętych przed jej podpisaniem nie unikniesz.
    Rozdzielność majątkowa nie sprawia, że w jakiś magiczny sposób wszystkie przepisy dotyczące małżeńskich stosunków majątkowych stają się martwe.
    Przede wszystkim, małżonkowie wspólnymi siłami powinni – w zakresie swoich możliwości – troszczyć się o dobro założonej przez siebie rodziny. Równie solidarna odpowiedzialność dotyczy zobowiązań w związku z zaspokajaniem pośrednich rodzinnych potrzeb, jak np. opłacania czynszu za wynajmowane mieszkanie.
    Wyobrać sobie sytuację:
    Umawiacie sie, że ty robisz zakupy a żona opłaca faktury. Jednak ona traci prace i przestaje regulować należności za faktury. Za długi odpowiecie razem, bo ona bez problemu udowodni, że rachunki za prąd, gaz, wodę czy czynsz były zwiazane z zaspokajaniem potrzeb rodzinnych.
    Temat rzeka ale może jeszcze 1 przykład: żona ma działkę, a ty 2 mieszkania. Zawsze marzył ci sie dom, więc na pewnym etapie stwierdzasz, że sprzedasz 1 mieszkanie i za te pieniadze wybudujesz wspólny dom na działce. Jeśli się rozejdziecie zganij czyj będzie dom? Próby dochodzenia rozliczenia nakładów są skomplikowane.
    Widzę, że zaciekawił cię temat a Marcin omawiał już kiedyś podobne zagadnienia, zatem pozwól że najpierw odeślę cię tam:
    https://marciniwuc.com/intercyza-a-wspolnosc-malzenska/
    Najlepiej jak jesteś paranoikiem to żyj w związku nieformalnym, co i tak się skomplikuje wraz z pojawieniem się potomstwa 🙂

  14. Przede wszystkim uważam, że wybór partnera to jest jedna z najważniejszych spraw w życiu, o ile nie najważniejsza. Fundamentem małżeństwa są miłość, szacunek, zaufanie, uczucia, ale jednak małżeństwo to jednocześnie na tyle poważna decyzja, że trzeba do niej podejść trochę pragmatycznie;) Przed podjęciem tego kroku trzeba poważnie pogadać o wielu aspektach, nie tylko o finansach;)
    Ja już długo przed ślubem wiedziałam jakie jest podejście mojego męża do finansów – i na szczęście baardzo podobne do mojego i nie wyobrażam sobie związku, w którym bylibysmy skrajnie różni. Obydwoje uwielbiamy excela i spisywanie wydatków :), często też porównujemy swoje pliki i myslimy co jeszcze możemy usprawnić, więc jest pełen wgląd do finansów drugiej strony.
    Jesteśmy w dośc komfortowej sytuacji, bo oszczedzamy średnio 13 tys. miesięcznie.
    Konta mamy osobne, ze wzgledów praktycznych, bo trochę nie wyobrażam sobie kontrolowac wydatków, jesli 2 osoby wydawałyby z niego pieniądze. Jak to Marcinie wygląda u Was? Zbieracie paragony i wspólnie spisujecie? My obecnie mamy aplikacje na telefonie, każdy spisuje swoje wydatki.
    Oszczędności są więc na osobnych kontach, ale i tak idą na wspólny cel, którym jest budowa domu. Mój mąż zarabia trochę więcej, więc i jego wkład jest większy, ale absolutnie się z tego nie rozliczamy, bo przecież pomimo osobnych kont, gramy do jednej bramki, więc pieniądze sa wspólne.

Odpowiedz