Jak uśmiercić firmę. 10 najczęstszych błędów początkującego przedsiębiorcy – (anty) poradnik

18

Błędów nie popełnia tylko ten, kto niczego nie robi. Cała sztuka polega jednak na tym, aby wyciągać z nich dobre wnioski i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości. Dziś – trochę w klimacie Halloween – mamy dla Was artykuł Justyny o uśmiercaniu młodego biznesu.

Avatar Justyna SekułaCześć! Nazywam się Justyna Sekuła. Z wykształcenia jestem socjologiem, z zawodu marketingowcem, z zamiłowania Przewodnikiem Beskidzkim. W zespole FBO wspieram Marcina w kwestiach rozwoju bloga – dbam o kreatywny aspekt naszych działań 🙂 Na co dzień prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą, szukając Złotego Środka pomiędzy bujaniem w obłokach pomysłów i twardym stąpaniem po ziemi. Możesz mnie spotkać również na www.withlove.pl – blogu o górach i wędrówkach w nieznane.

Mam w swojej głowie „cmentarz”, symboliczne miejsce końców. Chowam na nim to, co przestało istnieć. Przeszłość, która nie należy już do mnie, ale o której chcę pamiętać – ze spokojną zadumą, bez roztrząsania, co mogłabym zrobić inaczej. Postawiłam tam nawet tabliczkę:

Nie żałuj, nigdy nie żałuj, że mogłeś coś zrobić w życiu, a tego nie zrobiłeś. Nie zrobiłeś, bo nie mogłeś. --Stanisław Lem, Szpital Przemienienia Click To Tweet

To miejsce, które uczy mnie wiele przez pryzmat dotychczasowych doświadczeń. Bywam tam regularnie. Zapalam znicze i milknę, celebrując swoje małe oświecenia – z każdym rokiem nieco bardziej spektakularne. Przywilejem starzenia się jest przychodząca wraz z dojrzałością mądrość. Kiedy człowiek zacznie robić interesy z przemijaniem, o wiele łatwiej zaakceptować, że tracąc coś – zyskuje.

Jest na tym cmentarzu miejsce, które jako przedsiębiorca odwiedzam bardzo często.

Moja Pierwsza Firma (2012-2014)

Wiodłam radosne życie Wolnego Strzelca, kiedy pewnego dnia znajomy poinformował mnie, że mój Urząd Pracy organizuje dofinansowania na start działalności gospodarczych. Nie zastanawiałam się zbyt długo. Wymiana sprzętu na lepszy, możliwość wystawiania faktur VAT dla klientów biznesowych, nowe możliwości, które się przede mną otwierały – jawiły mi się wtedy jako strzał w dziesiątkę. Był tylko jeden problem: kompletnie nie byłam na to gotowa. Wiem to dzisiaj, patrząc z pobłażaniem na 23-letnią siebie – pełną werwy i zapału, dla której nie było rzeczy niemożliwych.

Mam do tego momentu w życiu ogromny sentyment – tym większy, że piszę o tym dzisiaj na laptopie, z którym wtedy startowałam. Spoglądam na klawisze, w które stukam i jestem świadoma tego, że przyjęły w tych latach wszystko: historię sukcesów i porażek, uśmiechów i łez, fantastycznych współprac i tych, które szybko wyparłam z pamięci. Pamiętają również dzień, w którym przez Internet zamykałam pierwszą firmę – jak pewnie wielu przedsiębiorców docierających do momentu przejścia na „wysoki ZUS” i dochodzących do wniosku, że jest to kompletnie pozbawione sensu.

Własna firma – co warto wiedzieć zanim zaczniesz

„Co poszło nie tak?” Myślałam o tym sporo, zakładając swoją drugą firmę – w marcu 2017 r. przeszłam na umowę B2B, pracując wtedy jeszcze na etacie. Dokładnie rok temu, nękana potrzebą większej wolności, wróciłam „na swoje”. Pierwszym, co zrobiłam, było spisanie błędów, które popełniłam. Często do tej listy wracam, czasami ją uzupełniam, dopisuję nowe wnioski. Jeżeli miałabym sprowadzić wszystkie do jednego, prostego sformułowania, powiedziałabym, że do współpracy z gorącym, porywczym sercem, zaprosiłam też chłodną, kalkulującą głowę. Ale co to w ogóle znaczy?

Jak uśmiercić własną działalność?

Pomyślałam, że zamiast sporządzać listę „sprawdzonych sposobów na…”, opowiem Ci o tym, jak uśmiercić młodą firmę. Jak niepostrzeżenie zaniedbać ją, upuścić ze śliskiego kocyka albo zamknąć w beczce – dramatyczne okoliczności pozostawiam już Twojej wyobraźni.

1. Nie zastanawiaj się, ile musisz zarobić

Poświęć czas na sprawy większej wagi: jak będzie się nazywała Twoja firma, jak będą wyglądały Twoje wizytówki, co napiszesz w dziale „O mnie” na swojej stronie internetowej. Bycie swoim własnym marketingowcem jest o wiele bardziej przyjemne, niż bycie swoim własnym strategiem. Posiadanie własnej firmy to same przyjemności – przecież widziałeś na Instagramie.

2. Znajdź kiepskie biuro rachunkowe

Nie trać czasu na poszukiwanie dobrej księgowej/księgowego. Zadbaj o to, byś w ogóle nie dowiedział się o tym, że istnieje coś takiego jak „doradztwo gospodarcze”. Wystarczy, że będziesz dostarczał faktury na czas, a reszta się jakoś sama ułoży. No dobrze, może to biuro rachunkowe nie jest rewelacyjne, ale jest tanie. Zaoszczędzoną kasę wydaj na firmową pieczątkę.

3. Nie interesuj się, jak wycenić koszty swojej pracy

Praca to praca – siadasz, robisz i gotowe. Nie zajmuje Ci to wiele czasu, niech będzie taniej. Zajmuje Ci trochę więcej czasu, niech będzie trochę drożej. Ale nie za wiele. ZUS, VAT, PIT, abonament za telefon, Internet, koszty biura rachunkowego – to nie jest ważne. Tak samo, jak doświadczenia zbierane latami, licencje na legalne oprogramowanie i sprzęt, na którym pracujesz.

4. Negocjuj sam ze sobą

Wprawdzie mógłbyś na czymś zarobić więcej, ale po co. Jeszcze ktoś się rozmyśli, jeśli podasz wyższą kwotę. A tak, mimo tego, że ktoś miał duży budżet na to, by z Tobą współpracować, może zapłacić Ci mniej i jest z tego powodu szczęśliwy. Przecież nie jesteś jeszcze aż tak dobry w tym, co robisz. Jeszcze musisz się sporo nauczyć. Tak, za parę lat na pewno już będziesz bogaty. Ale jeszcze nie teraz.

5. Połącz konto prywatne i firmowe

No przecież wiesz, że osobne konto firmowe nie jest wymagane przy prowadzeniu własnej działalności gospodarczej. Spokojnie możesz połączyć je z kontem prywatnym. Dzięki temu wszystkie pieniądze będziesz miał w jednym miejscu. Pracujesz sam na siebie. Robienie sobie co miesiąc wypłaty? Nie po to uciekłeś z etatu, by znowu czuć się niewolnikiem systemu. Aha, jeszcze jedno! Olej budżet firmowy.

6. Nie badaj rynku, na którym chcesz działać

Wierz, że każdy Twój pomysł jest genialny. Jeżeli Tobie się coś podoba, przecież musi się spodobać innym. Bądź wizjonerem – wymyślaj rzeczy wspaniałe, nawet jeżeli ostatecznie nikt nie będzie chciał Ci za nie zapłacić. Będzie do portfolio. W końcu jesteś swoim własnym szefem i możesz robić w swojej firmie, co tylko zechcesz.

7. Nie rozwijaj swoich umiejętności

Przecież to jak z jazdą na rowerze – tego się nie zapomina. Fakt, świat wokół Ciebie się zmienia, ale możesz jechać przez niego bez trzymanki. Szkoda czasu na rozwijanie dodatkowych umiejętności. Masz jeszcze wiele rzeczy do wymyślenia, no i ta strona internetowa jednak nie jest idealna. Zamiast iść na jakiś ciekawy kurs, spędź kilka miesięcy na ulepszaniu jej.

8. Nie szukaj inspiracji

Zamknij się w swojej skorupie. Jeszcze się okaże, że kiedy z niej wyjdziesz, trafisz na kogoś, kto robi to samo, co Ty. Albo – co gorsze – robi to lepiej! Tak, tego byś nie zniósł. Rób swoje i nie patrz na innych. To Twoja firma i Twój świat, masz prawo urządzić go sobie tak, jak zechcesz. Nie szukaj mentorów, przewodników, autorytetów. To opcja dla słabych.

9. Współpracuj z najmniejszymi

Najlepiej takimi, którzy nie mają zbyt wielkich wymagań. Których łatwo zadowolić. Tak, współpracuj z najmniejszymi – wtedy sam będziesz mógł poczuć się kimś! Nie zawieszaj poprzeczki zbyt wysoko. Jeszcze okaże się, że wcale nie potrafisz tam doskoczyć. A taki nieudany skok byłby bolesny dla Twojej dumy. I co najważniejsze, przecież niczego by Cię nie nauczył. Nie musisz znać swoich ograniczeń.

10. Wyważaj otwarte drzwi

Sam szukaj rozwiązań. Nie przejmuj się tym, że przed Tobą tę samą drogę przeszło tysiące innych ludzi i mogliby Ci o tym opowiedzieć. To ich sposoby, miej swoje własne. Nie pytaj ich o radę, nie bądź ciekawy ich doświadczeń, nie drąż, co sami zrobiliby dzisiaj inaczej. Kiedy będziesz zamykał swoją firmę, ciesz się, że zyskałeś – jesteś mądrzejszy, choć bez grosza przy duszy.

Failure Stories

Trafiłam jakiś czas temu na stronę konferencji, w której agendzie był czas na Failure Stories – historie porażek. Bardzo mi się to spodobało. Współczesny świat promuje historie sukcesu, a zamiata pod dywan wszelkie niepowodzenia, które są ich nieodłączną składową.

Bez uśmiercenia swojej pierwszej działalności gospodarczej, nie byłabym w stanie z tak dużą rozwagą prowadzić aktualnej. Jest pewnie jeszcze wiele fuck-upów, których nie popełniłam wtedy, a które na mnie czekają. Jest mnóstwo rzeczy, których jeszcze nie umiem, a których muszę się nauczyć. Jest też wiele białych plam na mapie – miejsc „nie wiem”, które czekają na odkrycie. Dzisiaj wierzę jednak bardziej w moc pytań, które przynoszą odpowiedzi.

Dlatego jestem ogromnie ciekawa: które błędy Was, jako przedsiębiorców, nauczyły najwięcej?

Komentarze czekają na Wasze Failure Stories! 🙂

Może Cię zainteresować

Jak rzucić etat i przejść na swoje?

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze18 komentarzy

  1. Droga do sukcesu zawsze składa się z porażek. Najważniejsze żeby umieć uczyć się na błędach (idealnie byłoby na czyichś) i wyciągać z nich wnioski.

    Aczkolwiek wszystkie wymienione punkty są bardzo trafne i takie “życiowe”. Często zakładamy działalność żeby robić to co lubimy, zająć się swoją pasją, ignorując szereg rzeczy “pobocznych” którymi przyjdzie się zająć i które nie są już takie pasjonujące.

    Tak czy inaczej, każda taka porażka to cenna nauka, może przy kolejnej próbie będzie lepiej 🙂

    • Paweł Tkaczyk miał swego czasu świetny artykuł w temacie, właśnie o tym, że “jeżeli kochasz piec ciasta, to zatrudnij się u kogoś, u kogo będziesz mógł TYLKO piec ciasta”. Rzeczy pobocznych i mało pasjonujących jest całe mnóstwo – kiedy startowałam pierwszy raz z DG zupełnie nie byłam tego świadoma. Zdecydowanie, każde kolejne próby są lepsze! 🙂

  2. Największą porażką jest ucisk fiskalny….to z kolei prowadzi do kombinowania co tu robic zeby az tyle/wogole nie placic.Znam wiele osob ktore spokojnie legalnie dorobilyby sobie na swoim te 2 tysie pln, niewiele ktos powie ale od czegos trzeba zaczac, ale w obliczu ZUS i fiskusa to nie ma sensu wiec daja sobie spokuj….

    • Rozumiem, to frustrujące i też miałam okres w swoim życiu, gdy nic, tylko na to narzekałam. Ale cóż – jest, jak jest. To już lepiej pokminić, co można zrobić w obrębie tego, na co rzeczywiście mamy jakiś wpływ 🙂

    • No niestety, to właśnie najbardziej odstrasza. Mógłbyś obie spokojnie siedzieć na swoim i zarobić te 2 tyś zł, ale nawet jakbyś chciał to niestety Ci się to nie uda bo ponad 1200 zł miesięcznie zabierze od Ciebie ZUS. A jeszcze bardziej boli to, że te składki z roku na rok są co raz większe 🙁

  3. Niedługo minie rok odkąd przeszłam na “swoje” i w tym czasie podsumowań artykuł jest dla mnie sporą inspiracją do przemyśleń.
    Tym bardziej, że niektóre punkty są bardzo o mnie!

    • Ela, powodzenia zatem na dalszej drodze! 🙂 Myślę, że tą listę dałoby się jeszcze rozbudować o wiele więcej punktów, ale nie chciałam z tego robić elaboratu. Podsumowania, o których piszesz, są mega ważne i to też, czego się nauczyłam dopiero za drugim razem. Odkąd planuję ogólnie dany rok i bardziej w szczegółach kwartalnie to też o wiele łatwiej mi się funkcjonuje. A Ty masz jakieś swoje sprawdzone tipy? 🙂

  4. Moim zdaniem brakuje tu „porady zerowej”:
    NIE ZASTANAWIAJ SIĘ CZY SIĘ NADAJESZ NA PRZEDSIĘBIORCĘ.
    Wbrew twierdzeniom liberałów gospodarczych, większość ludzi chce iść do pracy, popracować określoną ilość godzin, iść do domu i dostać stałą wypłatę w określonym dniu – czyli potrzebują etatu. Aktywniejsi z nich biorą „fuchy” po godzinach, albo uczą się oszczędzać i inwestować, by raz na jakiś czas samemu sobie wypłacić premię w postaci odsetek (ja tak robię). Jednak podstawowym błędem jest zabieranie się za działalność gospodarczą, kiedy się do tego nie nadajemy.
    Pozdrawiam.

    • Dziękuję Ci Ppp za ten wpis – moim zdaniem trafiony w dziesiątkę! Jeśli np jest dla kogoś bardzo ważne poczucie bezpieczeństwa – ma np wiele zobowiązań względem rodziny, również czasowych, powinien przeczytać na samym początku Twoją wypowiedź.

    • To ważna i ciekawa kwestia, Ppp, dzięki, że ją poruszyłeś! Co dla Ciebie znaczy “nadawać się na przedsiębiorcę”? Czy jest jakiś zestaw cech, który sprawia, że można ocenić, czy się w tym człowiek sprawdzi, czy może w ogóle powinien sobie odpuścić? Wydaje mi się, że pomiędzy “nie nadawać się” a “nadawać się” jest sporo miejsca na wszystko to, co pomiędzy. Trochę jak z uczniami w szkole – wszyscy funkcjonują w obrębie tego samego systemu, ale różnie się w nim odnajdują. Niektórzy mają pewne naturalne predyspozycje do uczenia się i “ogarniania” i idzie im świetnie, inni muszą się trochę bardziej wysilić, ale są w stanie przeskoczyć wiele różnych ograniczeń. Myślę, że w przedsiębiorczości jest podobnie – można mieć naturalne predyspozycje, czy dobre zaplecze (jeżeli np. pochodzi się z przedsiębiorczej rodziny i się to chłonęło od dziecka), ale wydaje mi się, że jest zbiór pewnych zasad, których zwyczajnie można się też nauczyć. Co myślisz?

      • Proponuję doprecyzować przez kogo rozumiemy przedsiębiorcę, bo jest różnica między przykładowym cukiernikiem z komentarza powyżej, który kocha piec ciasta i otwiera cukiernię, w której sprzedaje własne wypieki, a cukiernikiem, który buduje sieć cukierni i sam już nie piecze tylko projektuje firmę i nią zarządza. Moim zdaniem w pierwszym przypadku najważniejsze będzie jakim jest ta osoba cukiernikiem, z w drugim jakim jest przedsiębiorcą. Smrek by przetrwać musi poradzić sobie z brakiem światła gdy jest mały, a z halnymi gdy wyrośnie na potężne drzewo.

        Kto nadaje się na przedsiębiorcę? Można rozważać tak samo jak: kto nadaje się na cukiernika, kto na muzyka, pisarza? Można spisywać listy cech osoby, która się nadaje i sprawdzać chętnych. Można też pozwolić ludziom działać i zgodnie z zasadą „po owocach ich poznacie” patrzyć, czyja firma się rozwija, czyje ciasta się sprzedają, na czyje koncerty ludzie chodzą, czyje książki czytają.
        Przy okazji dostaniemy odpowiedź na pytanie na ile o sukcesie w danej dziedzinie zadecydowały predyspozycje, a na ile nauczenie się zasad.
        Skłaniam się ku teorii, że predyspozycje odróżniają artystę od rzemieślnika, a najwybitniejsi w swojej dziedzinie połączyli talent z nauką i ciężką pracą. Im niżej tym mniej talentu nadrobionego ciężką pracą, albo mniej pracy nadrobionej talentem, aż dochodzimy do poziomu poniżej, którego nic się nie osiągnie.

        Czyż właśnie nie na tym polega różnica pomiędzy przedsiębiorczością a szkołą (rozumiem, że chodziło o podstawową, obowiązkową), że przedsiębiorczość nie jest obowiązkowa, ci którzy nie chcę nie są do niej zmuszani, a ci, którzy sobie nie radzą z niej wypadają?

        Dziękuję za ten wartościowy tekst. Punkty 7 i 8 dotyczą nie tylko początkujących, ale jeszcze bardziej zagrożonych popadnięciem w rutynę dinozaurów takich jak ja, których firmy pamiętają czasy, gdy nie było „małego ZUS-u”, istniała Chatka na Obnodze (Grandysowej Czubie), a na Jaworzu oddali do użytku wieżę widokową.

        • Dzięki, Henryku, za wartościowy komentarz! Szalenie podoba mi się metafora ze smrekiem – jest bardzo obrazowa i myślę, że zostanie już w mojej głowie na zawsze. Jestem bardzo ciekawa tego typu refleksji z perspektywy „dinozaura”. Inaczej się myśli o życiu z perspektywy nastolatka, który dopiero co „wyrósł”, a pewnie inaczej z perspektywy dojrzałego człowieka. Jeżeli będziesz miał ochotę się tym podzielić, przeczytam z ciekawością! 🙂

  5. Wydaje mi się że brakuje tutaj bardzo ważnego punktu:

    Nie zdobywaj doświadczenia w branży w której chcesz prowadzić DG tylko idź na żywioł i bez żadnego doświadczenia w danym temacie otwieraj DG. Przykład – chcesz mieć restaurację chociaż nigdy nie miałeś do czynienia z tą branżą? Nic straconego, nawet nie myśl o tym żeby się zatrudnić w jakiejś restauracji na jakiś czas żeby zobaczyć jak to działa od środka. Szkoda czasu! Idź na żywioł – najlepiej weź kredyt, wydaj wszystkie oszczędności przecież musi się udać, nie ma innej opcji. Co z tego że nie masz doświadczenia – zatrudnisz przecież osoby z doświadczeniem.

    Jakoś właśnie wydaje mi się że często na biznes porywają się osoby które nie mają pojęcia w danej branży. Osoby z doświadczeniem często muszą przyznać się do porażki, a takie bez doświadczenia? To jak jakby ktoś kto nie umie jeździć rowerem zapisał się na udział w wyścigu kolarskim 😉

  6. Jeśli chodzi o nadawanie się do działalności gospodarczej bądź nie nadawanie, to myślę że każdy się nadaje tylko jedne osoby bardziej inne mniej.
    każdy pracownik może poza budżetówką musi zarobić na swoje stanowisko, nie ma innej możliwości, chyba że w którejś z Waszych firm jest inaczej. Dawniej był rolnik, Kowal, piekarz i jakoś nikt nie zastanawiał się czy nadaje się do nawożenia pola czy zbierania kapusty. Jak ktoś był młody i chciał umieć to Co kowal to szedł szkolić się do kowala, a potem jak kowal był stary albo i trochę wcześniej sam zostawał kowalem. Każdy miał jakieś swoje miejsce na świecie i wykonywał to co umiał. Jeśli zarabiasz dla swojego szefa 5, 10 czy 20000 zł , to i dla siebie potrafiłbyś zarobić 2-3tys.

    • Kowal szedł się szkolić się do kowala – myślę, że to kluczowe! Dzisiaj myślę sobie, że wiele razy wmyślałam koło na nowo, co było totalnie bez sensu, wystarczyło kogoś o coś zapytać albo popodglądać, jak działa. Szczęście, że dzisiaj w Internecie jest mnóstwo fantastycznych miejsc, z których można czerpać wiedzę 🙂

    • Andrzej Broszkiewicz

      Grzegorz, co konkretnie nie działa? Możesz opisać jakie kroki wykonujesz i na jakim etapie się zatrzymujesz?

Odpowiedz