Gdy spotykam znajomych, których nie widziałem przynajmniej od roku, zachodzi ciekawe zjawisko. Po zwyczajowym: Cześć Marcin, co u Ciebie słychać?, zwykle słyszę kolejne pytanie: Jak sobie radzisz bez pracy? Wywołuje to u mnie duże rozbawienie, bo pracy mam więcej niż kiedykolwiek. Nim jednak zdążę to wytłumaczyć, już pada kolejne stwierdzenie: Też nie zamierzam pracować do końca życia dla kogoś. Za jakiś czas rzucę etat i pójdę na swoje.

Niedługo miną dwa lata mojego życia poza korporacją i dzisiaj wiem, że była to znakomita decyzja. Mój biznes się rozwija, przychody rosną a projekty na horyzoncie są bardzo ciekawe. Daje mi to mnóstwo satysfakcji, pozytywnej energii i radości z działania.

Zauważyłem jednak, że wiele osób pracujących na etatach, dostrzega tylko jasne strony takiej decyzji. W różnych książkach i artykułach przytacza się przykłady wielkich sukcesów i kończy wnioskiem: Własny biznes – to jest to! O ile zgadzam się z tą konkluzją, o tyle w takich opisach brakuje mi pokazania ceny, którą za własną działalność trzeba zapłacić. Nie ma tam również historii osób, którym jednak się nie powiodło.

To może prowadzić osoby znużone pracą na etacie do zbyt pochopnych decyzji. Dlatego postanowiłem krótko opisać, jak wyglądają realia. Co mogę poradzić tym z Was, którzy myślą o zamianie etatu na własny biznes? Czy warto się zdecydować na taki krok? Oto kilka przemyśleń po roku pracy na własny rachunek.

Nie uciekaj!

Dla obserwatora z zewnątrz taki przeskok na swoje może wydawać się spontaniczną, szaloną decyzją. Ale w rzeczywistości tak nie jest. Zarówno w moim przypadku, jak również w przypadku znanych mi osób, które po okresie pracy w korporacji rozwijają z sukcesami własną działalność, sam moment rezygnacji z etatu poprzedzony był odpowiednimi przygotowaniami. Zanim napiszę jakimi, zacznę od sprawy ważniejszej.

Przede wszystkim taka decyzja nie może być wyłącznie wynikiem „ucieczki od czegoś”. Motywacje w rodzaju:
– nie cierpię mojego szefa,
– moja praca jest nudna,
– jestem sfrustrowany,
– jestem przepracowany,
– potrzebuję większej ilości wolnego czasu,

to żadne powody do „pójścia na swoje”. Z całą pewnością są to syndromy wskazujące na konieczność wprowadzenia zmian w sposobie pracy, a może nawet zmiany samej pracy. Ale to zdecydowanie zbyt mało, by myśleć o własnym biznesie.

Jeśli myślisz o pracy na własny rachunek, musisz czuć „pęd do czegoś”. Twoją najważniejszą motywacją powinno być pragnienie zrealizowania ważnego dla Ciebie marzenia, osiągnięcia ważnego celu, realizacji ambitnego projektu, na którym będziesz w stanie zarobić.

Nie zrezygnowałem z pracy dlatego, że nie mogłem w niej wytrzymać. Przeciwnie. Pracowałem ze świetnymi ludźmi i lubiłem to, co robiłem. Jednak chęć całkowitego poświęcenia się mojej pasji, jaką jest promowanie wiedzy o finansach osobistych, była znacznie silniejsza niż komfort ciepłego etatu.

Nie rzucaj pracy!

Nawet jeżeli masz jasny cel i pomysł na własną działalność, nie zaczynaj od rzucenia pracy. Zanim pójdziesz do szefa z wypowiedzeniem, przygotuj się do ogromnych zmian, jakie nastąpią w Twoim życiu. Paradoksalnie, Twoja obecna praca może być największym sprzymierzeńcem w realizacji marzenia o własnej firmie.

Oto kilka spraw, które warto załatwić przed przysłowiowym „rzuceniem papierami”:

  1. Spłać długi konsumenckie – na moim blogu to raczej nie wymaga komentarza. Jeżeli to jednak Twój pierwszy artykuł u mnie, koniecznie zajrzyj tutaj. Jeśli zamiast koncentrować się na rozwijaniu biznesu, będziesz zmuszony myśleć skąd wysupłać pieniądze na spłatę rat, to będzie Ci bardzo trudno. Dlatego zepnij się w obecnej pracy i pozbądź się głupich długów ze swojego życia..
  1. Zbuduj (duży) fundusz bezpieczeństwa. Powtarzam to jak mantrę i opisałem tutaj. Każdy powinien mieć odłożone pieniądze, a przy przejściu do pracy na własny rachunek ta kwota powinna być nawet większa, niż standardowe 6-miesięczne wydatki. Rozpoczynając własną działalność miałem oszczędności na poziomie zapewniającym mi utrzymanie przez ponad rok. Dlaczego? Aby nie musieć się martwić jak opłacę rachunki, albo jak przetrwam okres od wystawienia faktury do wpływu zapłaty na moje konto.
  1. Każdego ranka pracuj nad swoim biznesem – przynajmniej przez kilka miesięcy przed rezygnacją z etatu. To bardzo ważne z kilku powodów. Po pierwsze – pozwoli zweryfikować czy Twój pomysł ma szansę powodzenia. Po drugie – będzie to dobry test Twojej determinacji, który wykaże, czy masz wystarczająco dużo zacięcia aby realizować swój sen o biznesie. Moim zdaniem przed rezygnacją z etatu powinieneś już generować chociaż niewielkie przychody z Twojej nowej działalności, albo przynajmniej mieć jakiś portfel zamówień. A dlaczego robić to rano? Bo wieczorem będziesz wracał zmęczony z pracy na etacie i będzie Ci bardzo trudno zmusić się do dodatkowego wysiłku. W dodatku fakt, że będziesz się zmuszać, szybko pozbawi Cię radości z pracy nad takim projektem. Natomiast rano wstajesz wypoczęty, pełen energii i zaczynasz dzień od najważniejszej rzeczy. W ten sposób szybko robisz postępy. Ja zaczynałem o 5:30 i pracowałem do 7:00. Takie 1,5 godziny po dobrym wypoczynku było znacznie bardziej efektywne niż 3 godziny wieczorem. Jadąc do pracy na etacie wiedziałem, że w tym dniu kolejny krok w stronę mojego biznesu już wykonałem.
  1. Zapewnij akceptację i wsparcie „drugiej połowy”. Musisz doprowadzić do sytuacji, w której Twoja żona czy mąż (partnerka/partner) będzie całkowicie po Twojej stronie. Decyzja o porzuceniu pracy wiąże się ze stresem, a po drodze będziesz się zmagać z wieloma trudnymi sytuacjami. Nie możesz poświęcać wtedy dodatkowej energii na tłumaczenie mężowi czy żonie dlaczego rzuciłeś bezpieczny etat. Tę sprawę musicie przegadać zdecydowanie wcześniej. A jeśli nie potrafisz przekonać żony czy męża? Pokaż swój plan na konkretnych liczbach. Nie masz konkretnych liczb? Aha, to podziękuj mężowi lub żonie, bo wyciąga Cię z kłopotów zanim w nie wpadniesz.
  1. Dokładnie wszystko policz. Musisz mieć pełną jasność i znać precyzyjne odpowiedzi na takie pytania:

– Ile potrzebujemy pieniędzy aby przeżyć kolejny rok?

– Jaką część domowego budżetu będziemy pokrywać z zarobków partnera, a ile trzeba będzie pokrywać z oszczędności?

– Jakie dodatkowe wydatki będę musiał pokryć w związku z uruchomieniem własnej działalności (ZUS, księgowość, materiały biurowe, opłaty bankowe, biuro, itp…)?

– Po ilu miesiącach wyczerpią się oszczędności, jeśli nie uda Ci się wygenerować dochodów?

– Co wtedy zrobisz? (powrót do innej pracy?)

Udzielając odpowiedzi bądź realistą. Żadnego upiększania rzeczywistości. Im bardziej realistyczny będzie Twój plan, tym większe będą Twoje szanse na sukces.

  1. Przygotuj się do rozstania z pracodawcą w przyjaźni. O ile to tylko możliwe – przygotuj swoje odejście w taki sposób, aby nie antagonizować dotychczasowego pracodawcy. Poinformuj go wcześniej, wyjaśnij powody i zaplanuj odejście w sposób, który nie wywoła większych problemów. Zakończ otwarte projekty, przygotuj listę spraw, które po Twoim odejściu należy przejąć. Świat jest mały i wkrótce możesz spotkać swojego pracodawcę w zupełnie innych okolicznościach.

Dopiero gdy przerobisz powyższe punkty, będziesz w miarę gotowy do „pójścia na swoje”. Oczywiście nie gwarantują one powodzenia, bo to zależy od Twoich pomysłów na biznes. Jednak zdecydowanie ułatwiają rozpoczęcie działalności i przetrwanie pierwszych miesięcy po odejściu z etatu.

Jak przetrwać pierwsze miesiące?

Opowiem Wam jeszcze o kilku rzeczach, które trochę mnie zaskoczyły po zakończeniu pracy na etacie:

  1. Poczujesz się jak ptak wypuszczony z klatki. To wcale nie jest do końca przyjemne.

Pierwsze tygodnie są naprawdę ciekawe. Z jednej strony bardzo się cieszysz, z drugiej czujesz się trochę jak ptak wypuszczony po wielu latach z klatki. Przed Tobą cały świat, możesz polecieć, gdzie chcesz, ale to jednak trochę przeraża. Pojawia się wielkie pytanie: czy moje skrzydła są wystarczająco silne, aby mnie unieść? Nikt nie wyznacza Ci teraz drogi i sam musisz wybrać właściwy kierunek. W dodatku pojawiają się myśli: Jak nie pracuję, to nie zarabiam. Muszę działać, bo nikt nie przeleje mi wynagrodzenia za sam „upływ czasu”. Ta mieszanka radości, przerażenia i presji czasu daje potężnego kopa do działania.

  1. Zaciera się granica między czasem pracy i czasem wolnym od pracy.

Wracałeś do tej pory z pracy, siadałeś na fotel i mówiłeś: miałem ciężki dzień, muszę teraz nieco odpocząć, a potem robiłeś sobie dwie godzinki luzu? Zapomnij o tym – to już historia. W pierwszych tygodniach od razu usłyszysz od swojej drugiej połowy: Rozumiem Cię kochanie, ale walnij sobie kawkę i do roboty. Twój biznes jeszcze nie hula jak należy. 😉 Będziesz pracować więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Twoje 10 godzin w korpo to dużo? Witaj w świecie, w którym normalny dzień pracy ma godzin przynajmniej 12. Godziny przestają mieć znaczenie. Liczy się tylko jedno: ile danego dnia zrobiłeś i ile udało Ci się osiągnąć? Na szczęście pracuje się z takim zaangażowaniem, że nie dostrzegasz upływu czasu. Dlatego warto nastawiać sobie budzik i robić obowiązkowe przerwy. Bez tego szybko wyczerpią Ci się baterie.

Dopiero po kilku miesiącach udało mi się złapać pewien rytm pracy, który pozwala na odpoczynek, sport, spotkania z innymi. Pierwsze tygodnie to była „jazda bez trzymanki”.

  1. I tak będziesz robić rzeczy, za którymi nie przepadasz.

Narzekasz, że ktoś każe robić Ci w pracy bzdurne rzeczy? Nie uciekniesz od tego. Cóż, na własnym rachunku zdecydowanie będziesz mógł więcej czasu poświęcić na pracę nad tym, co sprawia Ci ogromną przyjemność. Ale to nie oznacza, że będą to tylko przyjemne sprawy. Księgowość, rozliczenia, negocjowanie umów, przygotowywanie ofert, odpowiadanie na zapytania o współpracę, spotkania biznesowe, z których biznesu raczej nie będzie… Takie rzeczy są również częścią własnego biznesu. Będziesz miał dużo czasu na robienie tego, co kochasz. Ale część tego czasu i tak trzeba poświęcać na rzeczy, które z pasją niewiele mają wspólnego.

  1. Częściej niż do tej pory będziesz musiał mówić: „Nie”.

Wśród zleceń i propozycji współpracy, które otrzymasz, pojawią się takie, których z punktu widzenia rozwoju Twojego biznesu w długim terminie robić nie warto. Problem w tym, że często są one bardzo kuszące pod względem finansowym, a Ty na początku czujesz ogromną potrzebę zarabiania. Nie popełnij tego błędu. Mów „nie” w każdej sytuacji, w której masz wątpliwości.

  1. Będziesz musiał bardzo mądrze zarządzać własnym czasem.

To teraz Twój najcenniejszy zasób. Jeżeli do tej pory wystarczyły Ci proste metody organizacji, to teraz musisz się wspiąć na wyżyny efektywności. Musisz pilnować tego, aby nikt nie przeszkadzał Ci w realizacji najważniejszych zadań, a to wymaga brutalnej priorytetyzacji. Brutalnej – bo oznacza ona rezygnację z robienia rzeczy dobrych, w celu robienia rzeczy bardzo dobrych. To jest naprawdę trudne i sam popełniłem tu sporo błędów. Dopiero po wdrożeniu metodologii GTD (Getting Things Done) i przerzuceniu planowania do Nozbe – ogarnąłem rzeczywistość i czuję wreszcie, że czas działa teraz na moją korzyść. Kiedyś napiszę o tym więcej.

Wszystko ma swoją cenę

Jak zatem widzisz, rozkręcanie własnej działalności wcale nie jest aż tak romantyczne. Trzeba się do tego dobrze przygotować i na pewno nie warto zaczynać od rzucenia pracy. Napisałem o tym, bo wiele osób twierdzi, że taki ruch wymaga przede wszystkim dużej odwagi. Patrzą na moją decyzję, jak na „skok wiary”. A ja odszedłem po miesiącach przygotowań. Miałem napisaną książkę, całkiem popularny blog, zamówienia na kilka szkoleń, oszczędności na ponad rok życia. Czego więc miałem się bać? Pewnie, że było trochę emocji i niepewności. Ale wcale nie aż tak dużo, jak mogłoby się wydawać.

Jeżeli więc myślisz o przejściu na swoje, po prostu zacznij przygotowania. Nie rezygnuj ze swojego marzenia w obawie przed niepowodzeniem. Jeżeli dobrze się przygotujesz, Twój lęk będzie dużo mniejszy. Praca na własny rachunek ma swoją cenę – co jasno dziś pokazałem. Ale swoją cenę ma również marzenie, którego nigdy nie zrealizujesz. Z perspektywy czasu ten drugi koszt może okazać się bardziej bolesny.

A czy Wy myśleliście kiedyś o pójściu na swoje? Chodziło Wam po głowie aby pracować na własny rachunek? Co Was przed tym powstrzymuje? A może prowadzicie własną działalność i macie własne rady dla tych, którzy dopiero o tym myślą? Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii, pytań i przemyśleń. Zapraszam do komentowania 😉

Może Cię zainteresować