FBO 060: Psychologiczne pułapki w inwestowaniu. Jak się przed nimi ustrzec? (+konkurs)

36

Kto jest największym wrogiem naszych inwestycji? Nasz własny mózg! Plus oczywiście różnego rodzaju hormony, pod wpływem których chcąc inwestować pieniądze na zmianę jesteśmy chciwi, a po chwili przerażeni. Efekt jest taki, że podejmujemy błędne, emocjonalne decyzje. Teoretycznie wszystko powinno dać się sprowadzić do liczb, ale…  Gdyby w inwestowaniu chodziło tylko o liczby, najlepszymi inwestorami byliby profesorowie matematyki. Zapraszam Was bardzo serdecznie na spotkanie z innym profesorem, który pomaga zrozumieć, jak ważna w inwestowaniu jest psychologia.

Myślisz o inwestowaniu pieniędzy, ale się boisz? A może uciekałeś już kiedyś w panice z rynku, w obawie o wielkie straty, tylko po to, by potem obserwować spektakularne odbicie? Być może patrzyłeś, jak rosną ceny jakiejś inwestycji i zadawałeś sobie pytanie: dlaczego ja na tym nie zarabiam?

Wielokrotnie pisałem na blogu, że w finansach osobistych wiedza to raptem 20% sukcesu, a cała reszta to działanie i zdrowy rozsądek. Problem w tym, że o ten zdrowy rozsądek może być czasem szalenie trudno. Zapraszam Was bardzo serdecznie do wysłuchania podcastu, który wprowadzi Was w świat finansów behawioralnych.

W 60. odcinku podcastu FBO usłyszysz m.in.:

  1. Czym są finanse behawioralne?
  2. Jakie błędy popełniają inwestorzy?
  3. Kim jest prof. Piotr Zielonka?
  4. Jak można definiować ryzyko?
  5. Czym różni się behawioralne podejście od podejścia, że inwestorzy działają racjonalnie?
  6. Co ma wspólnego szczupła sylwetka z inwestowaniem?
  7. Jakie wyróżniamy typy inwestorów?
  8. Co kieruje inwestorami?
  9. W jakie wpadamy pułapki?
  10. Jaki jest wpływ psychologii na inwestowanie?
  11. Co to jest teoria perspektywy?
  12. Jaka jest “historia” ryzyka?
  13. Na czym polega paradoks petersburski?
  14. Jak różni się nasze podejście do zysków, względem podejścia do strat?
  15. Z jakimi błędami możemy spotkać się rozpoczynając inwestowanie?
  16. Jakie błędy poznawcze i błędy decyzyjne może popełnić inwestor?
  17. Jak ustrzec się przed omawianymi błędami?
  18. Czym różni się strategia Momentum od strategii Kontrarian?
  19. Jak można wykorzystać odkrycia psychologii behawioralnej w codziennym życiu?
  20. Co to jest księgowanie mentalne?
  21. Co znajdziemy w książkach prof. Piotra Zielonki?
  22. Co należy zrobić, aby otrzymać jedną z książek z autografem profesora? 😉

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tej rozmowy i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

Wolisz przeczytać? Proszę bardzo 🙂

Pełny tekst odcinka  znajdziesz poniżej. Pobierz pdf lub czytaj od razu, przewijając dalej:

Pobierz spisaną treść:
FBO 060: Psychologiczne pułapki w inwestowaniu. Jak się przed nimi ustrzec? – rozmowa z prof. Piotrem Zielonką.pdf

Przejdź do komentarzy

Pełna treść rozmowy

Cześć! Nazywam się Marcin Iwuć i witam Was bardzo serdecznie w 60. odcinku podcastu Finanse Bardzo Osobiste.

Dzisiaj przygotowałem dla Was coś bardzo, bardzo ciekawego – a mianowicie odcinek poświęcony finansom behawioralnym. Pierwszy raz zetknąłem się z tym pojęciem w 2008 roku, przygotowując się do trzeciego egzaminu, po którym uzyskałem tytuł CFA czyli Chartered Financial Analyst. Do tamtego momentu byłem przekonany, że wystarczy trochę matematyki, trochę mądrego śledzenia danych ekonomicznych, i sukces w inwestowaniu mam gwarantowany. Dopiero zagłębienie się w temat finansów behawioralnych czy szeroko pojętej psychologii inwestowania otworzyło mi oczy, jak wielkie znaczenie w osiągnięciu finansowego sukcesu ma to, co dzieje się w naszych głowach.

I wcale nie chodzi mi o żadne „magiczne prawa przyciągania pieniądza”, promowane przez Amerykańskich guru sukcesu, tylko o naukowo stwierdzone przez laureatów Nagrody Nobla, świetnie przebadane i zweryfikowane zjawiska, związane bezpośrednio z funkcjonowaniem naszego mózgu. W ich wyniku jesteśmy podatni na wiele błędów poznawczych, a co za tym idzie, łatwo wpadamy w „pułapki myślenia” powodujące, że podejmujemy błędne decyzje.

Zanim przedstawię dzisiejszego gościa – jeszcze tylko jedna ważna informacja. Mam dla prezent – a mianowicie książkę pt. „ Giełda i psychologia. Behawioralne aspekty inwestowania.” Na końcu podcastu powiem, jak można ją zdobyć, a warto się postarać, bo ten unikalny egzemplarz opatrzony będzie autografem mojego szanownego gościa. A kim jest ów gość?

To Piotr Zielonka,  profesor nadzwyczajny w Zakładzie Ekonofizyki i Zastosowań Fizyki SGGW, który prowadzi badania naukowe w zakresie ekonomii behawioralnej, psychologii ryzyka oraz psychologii inwestowania. Poza wspomnianą już książką „Giełda i psychologia. Behawioralne aspekty inwestowania.” profesor Zielonka jest również współautorem książki “Large Risks with Low Probabilities” (“Wielkie ryzyka z małym prawdopodobieństwem”), wydanej w 2017 roku w Londynie.

Jest także współtwórcą i kierownikiem studiów podyplomowych „Psychologia Biznesu dla Menedżerów” na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Współpracuje z Bucknell University i University of Idaho w USA oraz University of Donja Gorica w Czarnogórze.

Zapraszam Was bardzo serdecznie do wysłuchania naszej rozmowy.

Kim jest prof. Piotr Zielonka?

Dzień dobry, Piotrze! Dziękuję serdecznie, że przyjąłeś zaproszenie do mojej audycji. Powiedz coś więcej o tym, kim jesteś i czym się zajmujesz.

Zajmuję się naukami przyrodniczymi, a ściślej – biofizyką. Od wielu lat pracuję w Katedrze Fizyki SGGW. Zatrudniał mnie tam znakomity uczony – prof. Krzysztof Dołowy, który swego czasu wytłumaczył mi, czym jest nauka, czym różnią się nauki przyrodnicze od innych dziedzin wiedzy. Do dziś bardzo dużą wagę przywiązuję do terminu „falsyfikacja”. Właściwie można powiedzieć, że rolą uczonego jest to, żeby próbować odrzucić hipotezy, które rodzą mu się w głowie, a nie szukać dla nich potwierdzenia. To jedna z najważniejszych cech nauki – oprócz prawidłowo przeprowadzonego eksperymentu. A jakiś czas temu napotkałem na swojej drodze drugiego mentora – prof. Tadeusza Tyszkę, który z kolei reprezentuje nauki społeczne i który intelektualnie uwiódł mnie w stronę ekonomii behawioralnej czy, jak kto woli, psychologii ekonomicznej.

Czy codzienna praca naukowca to siedzenie w książkach, w papierach, człowiek zakopuje się, sprawdza różne teorie, weryfikuje, falsyfikuje?

Praca naukowca, który reprezentuje dziedziny przyrodnicze, polega głównie na eksperymentowaniu, czasem na obserwowaniu pewnych zjawisk, ale podkreśliłbym tu szczególną rolę eksperymentu jako najważniejszego elementu nauki. Jeśli chodzi o nauki społeczne, to istnieją takie dziedziny, gdzie eksperyment odgrywa coraz większą rolę – i ekonomia behawioralna zdecydowanie do nich należy. Natomiast oprócz prowadzenia eksperymentów i obserwacji rola naukowca polega na tym, żeby siedzieć na krześle i pisać, a co najważniejsze – poprawiać napisany już tekst, żeby jak najlepiej odzwierciedlał istotę odkrycia i był jak najlepiej przyswajalny przez czytelników.

Finanse behawioralne

Przejdźmy do tematu naszej rozmowy, czyli do finansów behawioralnych, do ekonomii behawioralnej. Co skłoniło cię do zajęcia się tą właśnie dziedziną?

Zacząłem od inwestowania bez posiadania jakiejkolwiek istotnej wiedzy w tym zakresie, pewnie tak jak większość naszych słuchaczy. Po licznych porażkach postanowiłem zacząć przynajmniej zgłębiać istotę rzeczy. Inwestowanie jest taką niewdzięczną dziedziną, gdzie nabywanie wiedzy nie gwarantuje osiągnięcia sukcesu. Liczba ryzykownych czynników wokół nas jest tak duża, że nawet gdybyśmy byli ekspertami i znali przeróżne modele – nie tylko behawioralne, ale także należące do klasycznych finansów – i próbowali się nimi posługiwać, naprawdę nie dałoby to żadnej gwarancji na sukces. Owszem, będziemy mądrzejszymi ludźmi, ale wcale nie jestem pewien, czy byśmy lepiej inwestowali.

No właśnie, bo stawiając obok siebie prawnika i inwestora, ten pierwszy, poświęcając czas na zgłębianie nowych przepisów, interpretacji itp., z roku na rok ma coraz większe szanse na sukces w swojej branży, w przypadku inwestora tak nie jest. Ta zależność między wiedzą a wynikiem inwestycyjnym niestety nie zachodzi.

Wyjaśnienia przyczynowo-skutkowe są tylko niewielką częścią tego, co widzimy. A zatem warto być mądrzejszym człowiekiem i wiedzieć coraz więcej na temat dziedziny, którą się zajmujemy. Ale ze względu na immanentne ryzyko wpisane w nią nie jesteśmy w stanie zagwarantować sobie sukcesu, może lekko zwiększymy prawdopodobieństwo jego osiągnięcia, ale podkreśliłbym: lekko.

Definicja ryzyka

W książce Howarda Marksa o cyklach rynkowych był taki ciekawy cytat o ryzyku. Oznacza ono, że mogło wydarzyć się więcej rzeczy, niż w praktyce się wydarzyło. I że my zwykle patrzymy liniowo na rzeczywistość, a możliwych scenariuszy było znacznie więcej.

Tak jest. Naukowcy reprezentujący nurt behawioralny w ekonomii starali się odkryć jak najwięcej powtarzalnych efektów w zachowaniach inwestorów, które po pierwsze wyjaśnią to, co dzieje się na giełdzie, a po drugie być może pomogą osiągnąć lepsze wyniki.

Racjonalny inwestor vs Homo oeconomicus

Pamiętam, że zaczynając swoją przygodę z inwestowaniem, byłem przekonany, że wystarczy trochę znać matematykę, trochę pośledzić dane ekonomiczne i wtedy już będzie wiadomo, co robić. Ale im dłużej inwestuję i im dłużej zajmuję się tym tematem, tym więcej mam pokory dla rynku i tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo ważne są emocje i psychologia. Czym różni się takie behawioralne podejście do inwestowania od założenia, że inwestorzy działają racjonalnie?

Właściwie warto skupić się na dwóch pojęciach: racjonalny inwestor i homo oeconomicus. Otóż racjonalność oznacza maksymalizowanie własnej oczekiwanej użyteczności, czyli realizowanie dalekosiężnych celów poprzez krótkoterminowe decyzje.

Czyli działamy we własnym dobrze pojętym interesie.

Tak, co wcale nie jest takie częste – i w inwestowaniu, i w biznesie, i w życiu codziennym. Na co dzień podejmujemy decyzje, które są sprzeczne z naszymi długoterminowymi celami, choćby problem zachowania szczupłej sylwetki i decyzji odnośnie do tego, co zjemy na kolację i czy w ogóle ją zjemy.

Czyli mniej jeść i więcej się ruszać, a jednak tak trudno to zrobić. Tak samo każdy wie, że musi oszczędzać, a i tak te oszczędności są bardzo niskie. Jest szereg decyzji, które powinny były zapaść, ale nie zapadają.

Oczywiście. I ludzie mogą sobie wyznaczać długoterminowy cel w postaci zrzucenia 10 kg, a w momencie gdy widzą swój ulubiony deser podany na bankiecie, potrafią na 10 minut zawiesić dietę, skonsumować deser i potem znowu do niej powrócić. To jest melancholia życia codziennego. A jeśli chodzi o kontynuowanie wątku racjonalności, to racjonalny inwestor, decydent to taki, który swoje opinie opiera wyłącznie na faktach, nie bierze pod uwagę stereotypów, zabobonów, wystrzega się silnych emocji, a jeśli zawęzilibyśmy to do homo oeconomicus, to ten ostatni typ decydenta czy inwestora maksymalizuje wyłącznie dobra ekonomiczne. Czyli woli mieć więcej pieniędzy niż mniej i temu celowi podporządkowuje swoje decyzje.

Tyle teoria, ale chyba nikt jeszcze takiego człowieka w życiu nie spotkał.

Tak, to jest teoria, wykładnia pewnych modeli normatywnych. W ekonomii natomiast od strony opisowej wygląda to nieco inaczej albo zupełnie inaczej.

Czyli rozwój ekonomii behawioralnej sprawił, że uczłowieczyliśmy tego naszego homo oeconomicusa, zbliżyliśmy go do tego, jak naprawdę działa i postępuje człowiek.

Myślę, że bardzo dużą zasługą badań w tej dziedzinie jest lepsze poznanie inwestorów odnośnie do tych skłonności poznawczych i ich preferencji, a co za tym idzie – lepsze poznanie człowieka: co nami kieruje, w jakie pułapki wpadamy, czego próbujemy się wystrzegać i jak to nam nie wychodzi.

Co to jest teoria perspektywy?

Tę naszą rozmowę chciałbym poprowadzić w kierunku inwestycji i wpływu psychologii na inwestycje. Jednym z bardzo ważnych pojęć ekonomii behawioralnej jest teoria perspektywy. Proszę, opowiedz, co to jest.

Myślę, że teoria perspektywy jest jedną z ważniejszych teorii nauk społecznych. Teoria zaproponowana przez dwóch wybitnych badaczy, opublikowana w poprzednim stuleciu, dokładnie w 1979 r. przez Amosa Tverskiego i Daniela Kahnemana – ten pierwszy zmarł wiele lat temu, a ten drugi w 2002 r. otrzymał Nagrodę Nobla z ekonomii. Teoria ta, po pierwsze, pozwala na skwantyfikowanie ludzkich zachowań. W świecie społecznym jest naprawdę niewiele takich teorii, które umożliwiają zmianę ludzkiego zachowania na liczby, a co za tym idzie – dokonywanie prób tego, jak zachowamy się w określonych warunkach.

Ta teoria ma w tym zakresie spore sukcesy. Składa się z dwóch części. Ja może zrobię taką „wycieczkę” wstecz i przedstawię w kilku zdaniach najkrótszą historię ryzyka. Wszystko zaczęło się od francuskiego uczonego, filozofa Blaise’a Pascala, który zaproponował pierwszą, jak się wydaje, miarę ryzyka, która do dziś jest używana i nazywa się wartością oczekiwaną. I to, co jest niezwykłe w tej jego propozycji, to pomnożenie dwóch konstruktów, wydawałoby się: bardzo odległych, przez siebie. Te konstrukty to wartość wypłaty oraz prawdopodobieństwo jej uzyskania. On pomyślał sobie, że loteria, której ludzie nie potrafili wcześniej wyceniać, może tak właśnie być przedstawiana. Wartość loterii to tak naprawdę wartość wypłaty razy prawdopodobieństwo jej uzyskania. Dzisiaj wydaje się to oczywiste.

Paradoks petersburski

Natomiast kilkadziesiąt lat później, po tym jak Pascal zaproponował tę miarę ryzyka, okazało się, że ona w niektórych przypadkach jest nieskuteczna, że ludzie inaczej postępują, niż chciałby Pascal. Sławny zaczął być paradoks, zwany potem paradoksem petersburskim, polegający na wycenie pewnej gry, a właściwie rzutu monetą, gdzie wraz z kolejnym pojawianiem się jednej strony monety, dajmy na to: orłów, wartość wygranej ulega podwojeniu. Czyli w krótkiej serii, jeśli ktoś ma potężne szczęście i uzyska 7–10 orłów z rzędu może stać się niemal nieskończenie bogaty w kategoriach naszego codziennego życia. Jak się okazało, wartość oczekiwana takiej gry wynosi plus nieskończoność. Tymczasem ludzie nie byli w stanie płacić w owym czasie więcej niż kilka dukatów, a dzisiaj dolarów czy złotych.

Wyjaśnienie tego problemu należało do innego uczonego – do Daniela Bernoullego, który pokazał, że ludzie w sposób nieliniowy traktują wypłaty, pieniądze, że od strony zysków funkcja, która opisuje wypłaty, ma kształt wklęsły. Czyli jak sięgniemy pamięcią i przypomnimy sobie pierwszy zarobiony przez nas milion złotych, to pamiętamy, jak cieszyliśmy się z niego, a potem gdy na koncie zobaczyliśmy dwa miliony złotych, to radość była większa niż z powodu pierwszego miliona, ale nie dwa razy większa. A potem trzeci, czwarty czy jedenasty milion. I różnica pomiędzy dwunastym i trzynastym milionem była prawie żadna, a pomiędzy pierwszym a zerem – ogromna. I to jest wprowadzenie do teorii perspektywy.

Kahneman i Tversky w serii badań eksperymentalnych potwierdzili taki właśnie kształt funkcji użyteczności dla zysków i zrobili całą serię eksperymentów dla strat. Okazało się, że krzywa użyteczności, którą nazwali krzywą wartości, ma kształt niesymetrycznej litery „S”, czyli kolejne zyski cieszą coraz mniej, a właściwie ich przyrosty. Analogicznie jest ze stratami. Czyli jeśli kupiliśmy komplet sześciu kieliszków do wina, pudełko spadło nam na podłogę, po zajrzeniu do niego zobaczyliśmy, że pierwszy z brzegu kieliszek jest zbity, to odczuliśmy stratę. Ale gdy okaże się, że wszystkie kieliszki zbiliśmy, to martwimy się bardziej, ale nie aż sześć razy bardziej.

Kolejna cecha tej krzywej to bardzo duża stromość po stronie strat. Oznacza ona awersję do strat. Gdyby ktoś nam zaproponował udział w loterii, gdzie możemy zyskać lub stracić 100 zł z prawdopodobieństwem ½, to prawie nikt nie chce w taką loterię wchodzić. Żeby ona stawała się w miarę atrakcyjna, wartość wypłaty musi być co najmniej dwu-, trzykrotnie większa niż potencjalna strata. Czyli gdyby ktoś nam zaproponował 300 zł, gdy wypadnie orzeł, versus minus 100 zł, gdy wypadnie reszka, to zaczynamy zastanawiać się, czy to jest atrakcyjne. Kahneman i Tversky wykazali, że straty bolą mniej więcej 2,5 razy bardziej, niż zyski cieszą.

Zyski cieszą znacznie mniej, niż bolą straty

Te zyski cieszą nas znacznie mniej, niż bolą straty. Jednak wolimy bardziej unikać strat, niż gonić z takim samym prawdopodobieństwem za zyskiem.

I kolejna ważna sprawa związana z teorią perspektywy, a nieco pomijana w literaturze, to teoria punktu odniesienia. Chciałbym skupić się na roli punktu, który rozgranicza rzeczywiste zyski od rzeczywistych strat, ale także potencjalne zyski od potencjalnych strat. To, gdzie umiejscowimy sobie albo komuś punkt odniesienia, ma ogromne znaczenie, bo on nie jest ustawiony arbitralnie. Dam przykład: jeśli komuś obiecamy podwyżkę w wysokości 1000 zł i zapewnimy go, że naprawdę ją otrzyma wkrótce, a gdy przyjdzie stosowny czas, damy mu podwyżkę w wysokości 500 zł zamiast 1000 zł, to ta osoba może poczuć się stratna. Może nie poczuć, że dostała podwyżkę, tylko że dostała obniżkę względem tego, co było jej obiecane. Punkt referencyjny mógł się przesunąć w miejsce 1000 zł i wszystko, co poniżej, traktowane jest dla beneficjenta jako strata.

Wszystko, co powiedziałem, dotyczyło bardzo obszernej części teorii perspektywy, a jest jeszcze druga. To, co teraz powiedziałem, to jest to, co Pascal oznaczył jako wartość wypłaty, Bernoulli – jako użyteczność wypłaty, a zostało nam jeszcze prawdopodobieństwo. Prawdopodobieństwo przez Bernoullego było nietknięte. On twierdził, że ludzie nieliniowo zmieniają tylko wartość wypłat, ale prawdopodobieństwo pozostawiają w spokoju, a wielkim odkryciem Kahnemana i Tverskiego było zauważenie, że nic z tego, że ludzie nie tylko w sposób nieliniowy traktują wypłaty, ale także prawdopodobieństwo. Żeby sprowadzić to do jednej obserwacji, mamy skłonność do zawyżania bardzo małych prawdopodobieństw i zaniżania bardzo dużych. Więc jeśli ten oryginalny wzór Pascala oznaczający wartość oczekiwaną przekształcimy według tego, co odkryli Kahneman i Tversky, to zauważamy, że ani wypłaty nie są brane do naszego procesu podejmowania decyzji takimi, jakie są, tylko są zniekształcone, ani prawdopodobieństwo nie jest brane jako czyste wartości, tylko także je zniekształcamy.

Błędy początkującego inwestora

Finanse behawioralne kojarzą mi się z długą listą błędów, które popełniamy. Załóżmy, że któryś z naszych czytelników planuje rozpoczęcie przygody z inwestowaniem. Co czeka go z takiego psychologicznego puntu widzenia? Jakie błędy może po drodze popełnić?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto na samym początku dokonać uporządkowania. Dobrze byłoby podzielić pułapki czy błędy popełniane przez inwestorów na dwie kategorie. Pierwsza to błędy poznawcze, które oznaczają niewłaściwe, dalekie od rzeczywistości opinie i sądy, którymi posługują się inwestorzy, a druga kategoria to błędy motywacyjne, błędy preferencji, wyborów. Dopiero wtedy warto przyjrzeć im się bliżej – kiedy mamy w głowie zrobione to rozróżnienie. Przykładów błędów jest bardzo dużo, dam ich kilka.

Człowiek po bliższym przyjrzeniu się dziesiątkom błędów poznawczych i motywacyjnych właściwie jest w stanie wykrywać je w życiu codziennym co godzinę. U siebie i u innych. Wiedza o nich niekoniecznie bardzo pomaga w ich unikaniu, natomiast o wiele w dostrzeganiu ich u innych i komentowaniu tego, co robią inni, pod kątem poprawy sposobu podejmowania decyzji.

Efekt status quo

Omówmy sobie kilka nich. Zacznijmy od efektu status quo.

Efekt status quo to efekt, który pokazuje, że ludzie nadmiernie mocno przywiązani są do bieżącej sytuacji, są niechętni wszelkiego rodzaju zmianom. Efekt ten wynika bezpośrednio z teorii perspektywy, z naszej silnej awersji do strat. Bo jeśli zmiana wiąże się z ryzykiem, to potencjalna korzyść z takiej zmiany musi być wielokrotnie większa niż potencjalna strata. I najlepiej, żeby prawdopodobieństwo tej korzyści było wielokrotnie większe niż prawdopodobieństwo straty. Dopiero wtedy jesteśmy skłonni rozważać akceptacje zmiany, wejście w start-up, rozpoczęcie nowego projektu. Jeśli te warunki są niespełnione, a zmiana oznacza ryzyko, ludzie niechętni są podejmowaniu tego typu wyzwań.

Efekt status quo oznacza też przywiązanie do bieżącej sytuacji w takich sprawach, gdzie zmiana wymaga jakiegoś wysiłku. Jeśli status quo oznacza zgodę na transplantację organów po śmierci decydenta, to bardzo rzadko występuje z jakąś aktywnością, aby tę sytuację zmienić. Natomiast jeśli status quo jest odwrotny, czyli bez podjęcia aktywności nie jest wyrażona zgoda na transplantację organów, to większość osób pozostaje w tej sytuacji, bo nie chce im się niczego zrobić, aby tę sytuację zmienić. Jeśli cokolwiek trzeba zrobić, włożyć jakiś wysiłek w sytuację, która dla większości ludzi jest obojętna, to raczej tego wysiłku nie włożą.

Czyli właśnie dlatego w niektórych krajach zgody na przeszczep są na wysokim poziomie, a wynika to tylko z jednego faktu: że tam, aby organy nie były pobrane do przeszczepu, trzeba wyrazić aktywny sprzeciw, a nie aktywną zgodę. Od razu przypomina mi się projekt ustawy o pracowniczych planach kapitałowych, Ministerstwo Finansów tam też zakłada, że wszyscy będą do nich zapisywani. I jeśli nie chcą w nich uczestniczyć, to muszą się aktywnie wypisać – i to na pewno podniesie statystycznie stopę uczestnictwa w takim programie.

Efekt utopionych kosztów

Kolejny efekt, który warto poruszyć, to efekt utopionych kosztów.

Wyjaśnienie tego efektu jest znakomite w oparciu o teorię perspektywy. Można wykazać, że człowiek podejmuje zupełnie inne decyzje, jeśli ma odzyskać pieniądze, które niemalże stracił, niż gdy ma te same pieniądze zarobić. Im więcej pieniędzy, wysiłku, czasu, zaangażowania wymagał jakiś projekt, tym trudniej się z niego wycofać i tym bardziej ryzykowne decyzje będziemy podejmować, żeby wyjść na zero, jeśli ten projekt przynosił straty. Natomiast gdy rozpoczynamy nowy projekt, a szczególnie gdy miał się on dobrze, jesteśmy bardzo konserwatywni, jeśli chodzi o stosunek do ryzyka i raczej wykazujemy się awersją do niepewności.

Czy w przypadku inwestowania można odnieść to do sytuacji, w której mamy w portfelu jakąś akcję, która traci na wartości, my ją uporczywie nie tylko trzymamy, ale też dokupujemy potem jeszcze, licząc na to, że się odkujemy, że uda nam się tę stratę odrobić?

Poruszyłeś dwa efekty – dokupowania akcji przynoszących stratę. To jest przesuwanie średniej w kierunku bieżącej sytuacji, czyli po to, abyśmy lepiej czuli się z tym, co już zakupiliśmy. Natomiast takie dokupowanie ma sens tylko w jednym przypadku: kiedy jesteśmy przekonani albo sądzimy, że z dużym prawdopodobieństwem cena akcji wzrośnie. W ogóle taka złota reguła inwestowania polega na tym, żeby kupować wyłącznie te akcje, których cena wzrośnie, i nie dotykać tych, których cena spadnie.

Tylko nikt nie wie, jak odróżnić jedne od drugich.

Ale jeśli miałoby się to odbywać w jednym zaleceniu, to tak by to wyglądało. Więc efekt utopionych kosztów stanowi pewnego rodzaju składową szerszego efektu, który nazywa się efektem dyspozycji. Po stronie zysków wygląda on w sposób przeciwny, czyli inwestor, który osiąga zyski na akcji, w jakimś momencie zada sobie pytanie, czy warto trzymać te akcje, czy sprzedać – raczej będzie skłonny do sprzedania akcji po zysku.

Efekt “na koszt firmy”

Czyli zachowujemy się przeciwnie do starej, giełdowej reguły: tnij straty, pozwól zyskom rosnąć. A house money effect?

Jest to tzw. efekt na koszt firmy. To jest bardzo ciekawa przypadłość ludzkiego umysłu, odkryta w kasynach. Okazuje się, że gracze, którzy stykają się z dosyć dużą wygraną, nie traktują tych pieniędzy jako swoje własne przez chwilę dłuższą lub krótszą, czują, że grają tymi pieniędzmi na koszt firmy, szczególnie gdy dostaną żetony i nie cashują ich natychmiast. Czyli grają otrzymanymi żetonami. Te żetony traktują jako pewnego rodzaju metaforę, jako nierzeczywiste pieniądze, tylko jako środki przeznaczone na dalszą grę. Mówiąc bardziej obrazowo: gdyby wysoką wygraną traktowali tak, jak pieniądze idące z ich ciężkiej pracy, ich stosunek do ryzyka byłby zupełnie inny. Wykazywaliby awersję do niego. Natomiast jeśli te pieniądze łatwo przyszły, to mogą łatwo pójść. I traktują je przez jakiś czas jako nie swoje pieniądze – jako pieniądze, które dostali w prezencie po to, żeby nimi grać.

Ten efekt ma swoje przełożenia na wiele różnych dziedzin ludzkiej aktywności, nie tylko na hazard. Jeśli bez większego wysiłku wygramy na loterii bardzo dużą kwotę, to wbrew temu, co nam się wydaje, jesteśmy skłonni, aby ją szybko roztrwonić. Ludzie, którzy wygrali potężne pieniądze, bardzo szybko adaptują się do tego faktu. To jest obok punktu referencyjnego, który jest nieco zaniedbywany w ekonomii behawioralnej, a szczególnie jego umiejscowienie i związany z tym stosunek do ryzyka.

Drugą taką koncepcją, o której dużo się mówi, jest adaptacja. Ludzie zupełnie inaczej zachowują się wtedy, kiedy zaadaptowali się do zysku lub do straty, niż wtedy, kiedy ta adaptacja nie występuje. Okazuje się, że ludzie bardzo szybko i zgrabnie adaptują się do zysków i opornie przychodzi im adaptacja do strat. Wygrana na loterii po roku uznawana jest za coś oczywistego i pieniądze, które z niej pochodzą, traktowane są jako własne.

Efekt Krugera-Dunninga

I jeszcze jeden efekt, który szczególnie lubię, bo zawsze mam wrażenie, że im więcej czytam i się uczę, tym mniej wiem albo tym bardziej wiem, jak mało wiem – efekt Krugera-Dunninga.

Polega on na tym, że ludzie, którzy charakteryzują się niewielką wiedzą w danej dziedzinie, mają skłonność do przeceniania tej wiedzy, i z drugiej strony – eksperci, czyli osoby, które mają potężną wiedzę w danej dziedzinie, nie doceniają jej, nie doszacowują. Ten efekt, wydawałoby się, jest taki elegancki, bo pokazuje, że prawdziwy ekspert najczęściej nie doszacowuje tego, co wie, a dyletanci swoją wiedzę cenią zbyt mocno w porównaniu do jej rzeczywistej wartości.

Z efektem tym wiąże się pewien metodologiczny problem. Otóż wyobraźmy sobie, że mamy skalę od zera do stu. Prosimy nawet przypadkowo poznanych ludzi czy ludzi, którzy reprezentują jakąś dziedzinę, aby na tej skali ocenili swoje umiejętności, kompetencje w tej dziedzinie. A następnie robimy test, który rzeczywiście te kompetencje sprawdza. Osoby, które wypadły w tym teście słabo i zdobyły pojedyncze punkty, mają niewiele miejsca na to, żeby nie docenić swojej własnej wiedzy, bo już są w okolicach zero. Nie mogą więc powiedzieć, że moja wiedza jest 20 punktów procentowych niższa niż rzeczywista, bo przebiliby zero. A osoby, które są bardzo dobre i mają 99 lub 100 punktów w tym teście, nie mają miejsca, żeby przecenić swoje umiejętności. Mogą je albo wykalibrować właściwie, albo ich nie docenić.

Efekt nadmiernej pewności siebie

I stąd do kolejnego efektu: efektu pewności siebie.

Nadmiernej pewności siebie! Bo ludzie mają wrażenie, że projekt, który prowadzą, skończą szybciej, niż rzeczywiście on jest kończony, czyli że jakaś aktywność zajmie im mniej czasu, niż naprawdę zawiera, że prognozują w sposób poprawny, że należy bronić hipotez, które pojawiają się w ich głowach, zamiast falsyfikować. Należałoby próbować zaprzeczyć pomysłom, które rodzą się w naszych głowach, a fakty sprawdzać u źródeł.

Jak unikać błędów w inwestowaniu?

Czy istnieją jakieś sposoby, by nie popełniać takich błędów i ustrzec się przed nimi?

Tym sposobem jest grupowe podejmowanie decyzji oparte na systematyczności. Łatwiej nam jest dostrzec błędy podejmowania decyzji u innej osoby w zespole niż u siebie samego. Na tym polega ogromna korzyść działania w dobrze zorganizowanym zespole. Czyli jeśli przyglądamy się sądom, które wyrażane są przez innych członków zespołu, częściej dostrzeżemy błędy poznawcze niż u samego siebie. Podobnie rzecz ma się z dziedziną motywacyjną. Jeśli ktoś wpadnie w pułapkę utopionych kosztów, to ona najczęściej rozpoznawana jest przez jego partnera w biznesie czy w życiu osobistym niż przez niego samego.

Czyli szukać pomocy ze strony kompetentnych, odpowiednio do tego przygotowanych osób, aby te decyzje zoptymalizować.

Strategia Momentum vs strategia Kontrarian

Chciałbym, abyśmy przeszli do omawiania jeszcze jednego bardzo ciekawego tematu związanego z inwestowaniem. Na czym polega strategia momentum i strategia kontrariańska i czy da się je jakoś rozsądnie pogodzić?

Ludzie w przeróżnych obszarach swojego życia starają się prognozować, odgadywać przyszłość. Jak wiemy, nie jest to łatwe zajęcie. Choćby nie wiem jak trudne było to zajęcie, to i tak nie zrezygnujemy z tego, żeby próbować starać się odgadnąć, co będzie jutro, za miesiąc i za rok. Zaobserwowano, że ludzie posługują się jedną strategią szczególnie uporczywie. Nosi ona nazwę momentum. Polega na tym, żeby prognozować, że dalej będzie tak jak ostatnio, czyli że nic się nie zmieni albo prawie nic. I postępują tak nie tylko ludzie, ale i zwierzęta. Mamy strategie do tego, żeby prognozować kontynuacje istniejącego trendu. Bardzo łatwo obserwujemy i jesteśmy w stanie rozpoznać trend, z którym mamy do czynienia, a następnie prognozujemy, że on jeszcze przez jakiś czas się utrzyma. Ta strategia jest powszechna na rynku papierów wartościowych, na wszelkiego rodzaju giełdach. Nie tylko na rynkach kapitałowych, ale także na walutowych.

Natomiast odniósłbym się jeszcze raz do sytuacji w kasynie. Otóż kasyno jest dosyć ciekawym miejscem, ponieważ ludzie próbują tam odgadnąć, na jakie pole wypadnie kulka w kolejnym rzucie – jeśli grają np. w ruletkę amerykańską i jednocześnie próbują zmierzyć się z niebywale dużym ryzykiem, bo tam wszystko zależy od przypadku. I kasyno jest jednym z niewielu miejsc w otaczającym nas świecie, gdzie mamy do czynienia z czystym ryzykiem. Możemy powiedzieć, ile wygramy albo przegramy i z jakim prawdopodobieństwem to się zdarzy. Dostojewski wielokrotnie opisywał swoje własne przeżycia w kasynie, kiedy kulka n razy z rzędu wypadała na pole tego samego koloru, dajmy na to: sześć razy na pole czerwone. On był przekonany, że najwyższy czas, żeby upadła wreszcie na czarne. Czyli nie reprezentował strategii momentum, tylko strategię przeciwną – kontrarian. Ale to są unikatowe sytuacje.

Ludzie w kasynie reprezentują strategię momentum odnośnie do własnego szczęścia lub pecha. Mówią: „Dzisiaj mam szczęście od godziny, więc jeszcze przez jakiś czas będę je miał”. Ale jeśli chodzi o rzeczywistość, którą tam spotykają, w sposób ewidentnie wyjątkowy reprezentują strategię kontrarian. Dlaczego tak się dzieje? Kiedy tak naprawdę prognozujemy kontynuację trendu, a kiedy jego odwrócenie? Okazuje się, że kontynuacja jest niemal wszędzie, a dokładnie – wszędzie tam, gdzie wydaje nam się, że rzeczywistość ma charakter przyczynowo-skutkowy, gdzie jest jakoś zdeterminowana. Jeśli nam się tak wydaje, to mówimy: „Będzie tak, jak było dotychczas”. A jeśli w tych wyjątkowych sytuacjach wydaje nam się – bez względu na rzeczywisty stan – że mamy do czynienia z czystą albo w miarę czystą losowością, wtedy jesteśmy skłonni prognozować odwrócenie trendu. Oczywiście każdy w miarę rozsądny człowiek wie, że w ruletce styka się z czystą losowością. Stąd tak silne przekonanie, że niemal w każdym momencie nastąpi odwrócenie trwającego już trendu.

Ja jeszcze podkreślę, że podobnie jak wnioskowanie o kontynuacji trendu na podstawie niepewnych przesłanek, tak i wnioskowanie o jego odwróceniu jest błędem poznawczym. Czyli jeśli mamy do czynienia ze zdarzeniami niezależnymi, takimi jak wypadnięcie kulki na poszczególne pola w ruletce, to trzeba niestety przyjąć, że kulka bardzo słabo pamięta, na którym polu była poprzednio, w związku z tym prognozowanie w oparciu o przeszłość nie ma żadnego sensu.

Tak samo jak w rzucie monetą. Jak symetryczną monetą wyrzucimy 10 orłów, to w 11. rzucie prawdopodobieństwo jest i tak pół na pół.

Czyli reasumując, strategia momentum, o ile oparta jest na właściwych przesłankach, może mieć jakiś sens, natomiast w przypadku zdarzeń niezależnych strategia kontrarian sensu żadnego nie ma.

Jak można wykorzystać odkrycia ekonomii behawioralnej w codziennym życiu?

Nawiązałbym do punktu odniesienia, o którym wspominałem. Otóż punkt odniesienia, który rozgranicza straty i zyski nawet potencjalne, może być przesuwany przez nas samych. Co to oznacza? Jeśli nasze aspiracje czy cele ustawimy zbyt wysoko, każda próba, która kończy się niepowodzeniem, kiedy osiągamy nieco mniej, niż zakładaliśmy, rodzi frustrację i czujemy się stratni. Natomiast jeśli ustawimy je zbyt nisko, będziemy czuć, że osiągamy zyski, natomiast będziemy słabo motywowani do działania. Ustawienie tych punktów w rozsądnych miejscach ma więc swój sens.

Księgowanie mentalne

Jeśli chodzi o konkretne zjawisko, które ma szczególnie duże przełożenie na życie codzienne, to jest nim księgowanie mentalne. Przechodzę tu do ostatniego laureata Nagrody Nobla z ekonomii, do Richarda Thalera, który jest autorem tej koncepcji – on pokazał cztery proste schematy, które mogą być wykorzystywane w biznesie i w życiu codziennym, a które naprawdę pomagają czuć się w sytuacji, która nas spotyka, ale także motywować nas i innych do działania. Otóż okazuje się, że te schematy oparte są w swojej genezie na teorii perspektywy, o której już mówiliśmy, a sprowadzają się do prostych wytycznych.

Po pierwsze: segreguj zyski. Czyli jeśli masz komuś dać nagrodę w wysokości 2 tys. zł i ten ktoś o tym nie wie, daj dwa razy po tysiąc. Będzie się bardziej cieszyć. Jeśli masz komuś obniżyć pensję w dwóch krokach o 500 zł, lepiej zrób to naraz i obniż o 1000 zł, będzie mniej bolało. Kolejna rzecz: łącz duże zyski z małymi stratami. Czyli agreguj takie rzeczy. Jeśli jest duży zysk i od niego odejmiesz małą stratę, beneficjent dalej będzie czuł, że zyskuje. Ta strata zostanie wchłonięta przez zysk. I ostatni postulat: rozdzielaj duże straty od małych zysków. Zawsze to lepiej, jeśli oprócz straty ktoś poczuje, że cokolwiek zyskuje.

Czyli takie triki na własnym mózgu, które pomagają nam łatwiej pewne rzeczy zaakceptować i lepiej się z nimi czuć.

Mój kolega, o którym często wspominam co kilka lat, kupuje samochód i przeznacza sobie pewne pieniądze na jego zakup, dajmy na to 100 tys. zł. Następnie szuka okazji i kupuje samochód za 70 tys. i czuje się z tym świetnie. Bo nie dość, że kupił samochód, to jeszcze zyskał 30 tys., bo to były już pieniądze stracone. Więc takie zabiegi księgowania mentalnego mają sens.

Ja coraz bardziej odkrywam to, jak bardzo ważne są finanse behawioralne w kontekście inwestowania. Jesteś autorem książki Giełda i psychologia. Behawioralne aspekty inwestowania na rynku papierów wartościowych. Powiedz w paru słowach, co w niej znajdziemy.

Znajdziemy w niej rozszerzenie tematów, które tu poruszaliśmy. Zastosowanie wielu odkryć ekonomii behawioralnej ma zastosowanie nie tylko w inwestowaniu, ale także w zarządzaniu. Przeniesienie takich bardzo mocnych, empirycznych odkryć na inne obszary biznesu poza inwestowaniem po pierwsze jest wielce prawdopodobne, że nastąpi, po drugie wydaje się mocno korzystne.

Na zakończenie naszej rozmowy mam dla Was niespodziankę. Jedna z osób otrzyma w prezencie od Piotra właśnie tę książkę z jego autografem. W zakończeniu opowiem dokładnie, co trzeba zrobić, aby ją otrzymać.

Piotrze, dziękuję ci bardzo serdecznie za poświęcony czas i przybliżenie tej trudnej, ale piekielnie ważnej dziedziny, jeśli chodzi o inwestowanie i podejmowanie decyzji w życiu. Niezwykle ciekawe są te elementy w inwestowaniu i niezwykle fascynujące są finanse behawioralne. Więc dziękuję ci serdecznie jeszcze raz. Moim gościem był prof. Piotr Zielonka.

Bardzo dziękuję.

No, to jestem bardzo ciekawy Waszych wrażeń po wysłuchaniu dzisiejszego odcinka. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zetknąłem się z elementami finansów behawioralnych poczułem się jak człowiek, którego ktoś zaprowadził na szczyt wielkiej góry i ściągnął z oczu ciemną przepaskę. Oto otworzył się przede mną zupełnie nowy, nieznany świat. Z jednej strony trochę przerażający – jak wszystko, co nowe, a z drugiej strony niezwykle fascynujący i dający poczucie, że to jest właśnie ten brakujący element, którego poznanie pomoże mi w lepszym, mądrym i bardziej świadomym inwestowaniu. Ale nie tylko w inwestowaniu – im bardziej zagłębiam się w tę tematykę, tym bardziej okazuje się ona przydatna.

Konkurs – książka z autografem prof. Zielonki

A teraz zgodnie z obietnicą – podpowiem co zrobić, aby otrzymać egzemplarz książki “Giełda i psychologia. Behawioralne aspekty inwestowania na rynku papierów wartościowych” z autografem profesora Zielonki?

Wystarczy zostawić na blogu krótki komentarz z nazwą dowolnego błędu poznawczego, czy tzw. pułapki myślenia, o którym usłyszeliście w tej audycji lub znacie go z dowolnego innego źródła oraz przykładem, na czym polega.

Spośród Waszych komentarzy wybiorę jeden i ta osoba otrzyma podwójną przesyłkę. Podwójną – bo do pakietu dorzucę jeszcze egzemplarz mojej książki z autografem, pt. „Jak zadbać o własne finanse?”. Bardzo serdecznie zapraszam Was do udziału w tym mini konkursie – być może nie jest banalny – ale wiem, że mam ambitnych i mądrych słuchaczy, więc nie boję się ogłaszania ambitnych konkursów.

Konkurs trwa do 7 listopada 2018 r.

WYNIKI KONKURSU

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie. Wybór nie był łatwy, a poziom wyrównany.

Miło mi poinformować, że zwycięzcą konkursu został:
PlasticTofulink do komentarza

Gratuluję zwycięstwa. Szczegóły przekazania nagrody ustalimy mailowo.

A na zakończenie – tradycyjnie już pragnę bardzo serdecznie podziękować za każdą ocenę i recenzję, jakie zostawiacie w aplikacji iTunes. Każda recenzja dodaje mi skrzydeł i sprawia, że z jeszcze większym zaangażowaniem i radością wykonuję swoja pracę, a jednocześnie pozwala mi dotrzeć do kolejnych  słuchaczy, bo to po prostu zwiększa widoczność i popularność mojego podcastu w serwisie iTunes. Dlatego – jeśli lubisz mój podcast – poświęć minutę i napisz choć kilka słów – bardzo mi tym pomożesz.

A dzisiaj szczególne podziękowania za niezwykle miła recenzję od Słuchacza, który podpisał się  T.M.7.3.:

podcast Finanse Bardzo Osobiste - opinia tm73

Ale to miłe. Bardzo miłe. Dziękuję Ci T.M. 7.3. – to brzmi prawie jak R2D2 z gwiezdnych wojen 😊 Nawet nie wiesz, o ile lepszy jest dzisiaj mój dzień, po przeczytaniu Twojej recenzji. Pozdrawiam Cię z całych sił.

I to tyle na dziś. Czekam na Wasze komentarze na blogu, dziękuję za wspólnie spędzone chwile i do usłyszenia w kolejnym odcinku FBO. Trzymajcie się, Cześć!

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze36 komentarzy

  1. O moich bledach poznawczych moglbym napisac elaborat – wymienie tylko pare: kiedy zauwazam jakis trend np ceny mieszkan rosna to rozwazam zakup mieszkania jako inwestycje ale potem sobie tlumacze ze pewnie niedlugo stanieja /wroze zmiane trendu/, kiedy w pracy bylem umowiony na podwyzke ok 1000 pln, otrzymawszy finalnie 800 PLN czulem sie niemal jak okradziony , no i oczywiscie staram sie zawsze unikac strat- jesli da sie cos w glowie zaksiegowac jako koszt to swietnie – nigdy nie moglem pogodzic sie ze strata. a to czasami motywowalo mnie to wydawania niepotrzebnie pieniedzy.

  2. Jeśli Marcinie tak Cię ten temat interesuje, to pewnie czytałeś już Jason Zweig – “Twój mózg, Twoje pieniądze”? Jeśli nie, to baaardzo polecam. Niewiele jest książek dot. inwestowania, w których tyle fragmentów mam w Kindlu zaznaczonych jako “złote myśli” i do ponownego przeczytania / zastanowienia się nad nimi.

    • Dzięki Kamil – wrzucam na swoją listę lektur. Bardzo podobają mi się komentarze Jasona Zweig’a do książki “Inteligentny Inwestor” Grahama, więc zapowiada się super lektura! 🙂

  3. Efekt „House Money” występuje nie tylko w kasynie. Niespodziewana premia to też jakby „nie moje pieniądze” dużo łatwiej ją wydać niż taką samą kwotę z pensji. Sprawdziłam wielokrotnie 😀 Co więcej , występuje jeszcze jedno zjawisko- nie wiem czy ma naukową nazwę, ja to nazywam cudownym rozmnożeniem premii. 1000 zł takiej niespodziewanej premii to często 1500 albo nawet 3000 wydane na upragnione zakupy. Z moch obserwacji występuje silniej, kiedy płacisz kartą kredytową.

  4. Strategia Kontrarian – dziękuję za uświadomienie mi nazwy tego zjawiska! Obserwując giełdy i czytając komentarze mam wrażenie, że podświadomie wielu inwestorów jednak zdaje sobie sprawę z tego, że giełdy nie różnią się bardzo od kasyna jeśli chodzi o losowość. Przez około dwa ostatnie lata wielu inwestorów podjęło decyzję o wycofaniu się z akcji obstawiając, że hossa na giełdach (szczególnie w USA) ma się ku końcowi. Zupełnie jak Dostojewski obstawiający czarne w czasie czerwonej serii. Jestem pewna, że wielu cierpi teraz patrząc na zyski, które teoretycznie mogliby zrealizować inaczej wybierając czas tej operacji. I równie pewna, że odetchną z ulgą, gdy rynek się wreszcie załamie i będą w stanie policzyć straty, których uniknęli.

  5. Z praktyki i patrzenia na siebie widzę dwa poważne błędy które cały czas występują:
    1. Efekt status quo – kiedy chcemy pozostać w stanie który teraz jest. Przykładowo kupując GetBack chcemy w nim zostać z wiarą do tego, że się odbije, że będzie dobrze itp. Jedyna możliwość jak uniknąć w moim przypadku tego błędu to zapisanie na kartce lub w innej formie, ale samodzielnie scenariusza wyjścia z inwestycji zapisuje np: jeśli GetBack straci 5% od ceny po której kupowałem to nie patrząc na nic sprzedaję. W ten sposob trzymam się planu jak komputer i nie dopuszczam kolejnych błędów behawioralnych do zaistnienia.
    2. i kochany, ale tak trudny efekt perspektywy. 🙂 W przypadku efektu perspektywy mam specjalną kartkę mówiącą o efekcie perspektywy. Przed każdą decyzją czytam o tym efekcie, aby wykształcić w sobie inne zachowanie i nawyk. Szczególny problem jest wtedy kiedy zysk nie jest przed nas tak dobrze, prawidłowo odczuwany. Dlatego przy otwarciu pozycji warto również na kartce zapisać sobie w jakim przypadku inwestycję zamknięmy przy scenariuszu pozytywnym i negatywnym. Wtedy odrzucamy od siebie te podtawowe błędy behawioralne. Zaczynamy zachowywać się bardziej jak komputer. 🙂

    Dlatego na wszystkie błędy poznawcze warto opracować swoją strategię jak się ich wystrzegać. Samo ich rozumienie i poznanie nie jest tak bardzo ważne. Te błędy będziemy popełniali o ile tylko nie zaczniemy stosować metod wystrzegających nas przed tymi błędami.

  6. “Giełda (oraz każde obarczone ryzykiem inwestowanie oraz gry) tak sie ma, że jednemu zabierze a drugiemu da”.
    Ponadto często dziala stare powiedzenie w wielu rodzajach inwestowania (lokowania kapitału): “duży może więcej”, czyli manipulacja jest częsta.

  7. Krzysztof A.

    Opisany w podcaście, choć nienazwany został też błąd potwierdzenia, polegający na tym, że szukamy faktów które potwierdzają nasze przekonania, lub nawet podciągamy fakty zupełnie niezwiązane. Ciekawe i nieco niepokojące jest, że sposób działania mediów społecznościowych bardzo nam to ułatwia poprzez podsuwanie kolejnych materiałów zgodnych z naszymi poglądami (oraz coraz bardziej ekstremalnych – nie mogę teraz tego niestety znaleźć, ale ktoś opisywał eksperyment, w którym stworzone zostały dwa konta na Youtube i na każdym z nich udało się “wyhodować” rekomendacje z bardzo ekstremalnych stron spektrum politycznego).

    Innym ciekawym błędem poznawczym jest też efekt zakotwiczenia – on z kolei polega na tym, że samo zobaczenie liczby, nawet zupełnie niezwiązanej z niczym, ba, nawet wylosowanej, może spowodować że w sytuacji niewiedzy będziemy zgadywać w pobliżu tej liczby. W “Pułapkach Myślenia” opisane to było chyba na przykładzie osób, które miały zgadywać ile jest Państw członkowskich ONZ po zakręceniu kołem fortuny (mogę przekręcać dokładny przebieg, gdyż nie mam niestety książki pod ręką) – osoby, którym wypadła liczba rzędu 20 średnio podawały znacznie niższą liczbę państw niż osoby którym wypadła liczba rzędu 70. Efekt ten może też wpływać na nasze decyzje zakupowe czy inwestycyjne, przykładowo patrząc na mieszkanie za 500 tys. zł nawet nie pomyślimy o tym, że może ono być obiektywnie warte 200 tys. zł (nie wspomnę nawet o próbie zaproponowania takiej kwoty sprzedającemu, bo tu już wchodzimy w sferę niemal niemożliwych negocjacji 😉 ).

    Jeszcze kolejnym zjawiskiem, którego nazwy niestety nie pamiętam, jest to, że doświadczenia oceniamy przez pryzmat ich zakończenia oraz dość szybko zaczynamy je uwzględniać wobec sytuacji poprzedniej. Przykładem tego, również z “Pułapek Myślenia” był eksperyment, którego uczestnicy mieli trzymać rękę w zimnej wodzie. Mieli oni wybrać, czy wolą trzymać rękę przez 10 sekund w wodzie o temperaturze 10 stopni i potem 5 sekund w wodzie o temperaturze 20 stopni czy też po prostu zakończyć po 10 sekundach. Większość wybierała opcję pierwszą, mimo tego że było to dłuższe nieprzyjemne doświadczenie ORAZ oceniali je jako mniej nieprzyjemne niż osoby, które wybrały opcję drugą.

    To tyle z pamięci, temat uwielbiam więc mógłbym o nim dyskutować dłuuuuugo 😉

  8. Dzień dobry, bardzo dziękuję za odcinek i poruszenie ciekawego tematu!

    Pozwolę sobie przytoczyć przykład związany z teorią perspektywy oraz z teorią punktu odniesienia (lekko z przemrużeniem oka na autoprzykładzie) -> chciałbym wygrać książkę w konkursie (potencjalny zysk), ale muszę poświęcić czas, żeby zastanowić się nad ciekawym objaśnieniem jakiegoś błędu poznawczego (strata), ponadto uwzględniając termin konkursu, mogę ustalić, że jest małe prawdopodobieństwo wybrania właśnie mnie ze względu na dużą liczbę komentarzy (kontekst).

    W moim rozumieniu błędem jest tutaj porównywania potencjalnego zysku z otrzymania książki, do potencjalnej straty czasu w sytuacji dużego zainteresowania. Jednak tutaj nie uwzględnione byłoby to, że czas poświęcam na myślenie (zysk x1 niezależny od wyniku), mogę wykorzystać wnioski z myślenia w praktyce (zysk x2), i niezależnie od rezultatu konkursu mogę zainspirować do przemyśleń innych, którzy komentarz przeczytają (zysk x3).

    Wnioski:
    1) Bardzo ciekawa konstrukcja konkursu!
    2) Warto rozważyć wzięcie udziału w tego typu przedsięwzięciach ze względu na argumenty przedstawione powyżej 🙂

  9. Witam Panie Marcinie
    Ja swoja przygodę z inwestowaniem zaczęłam jakiś rok temu. Przeczytałam i usłyszałam trochę o Day trading i postanowiłam spróbować. W pierwszym miesiącu wszystko szło w miarę dobrze aż pewnego dnia dotknął mnie efekt Utopionych Kosztów . Ceny akcji spadały ja za wszelka cenę próbowałam je utrzymać i jeszcze dokupić bo przecież zapewne się odbija.
    To na jakiś czas ostudziło moje chęci inwestycyjne i pokazało mi ze nie można iść na skróty. Teraz jestem na etapie doszkalania finansowego z postanowieniem na następny rok o otwarciu rachunku maklerskiego. Nadal szukam storn internetowych o tej tematyce(takiej jak pana), czytam książki oraz zaglądam na strony poświęcone rynkom finansowym. Postanowiłam zrozumieć jak otworzyć drzwi a nie jak rozbić głową ścianę. Dałam sobie czas.
    Pozdrawiam Natalia

  10. Hej Marcin. Taka sugestia z mojej strony odnośnie. Fajnie było by gdybyś link do transkrypcji podcastu w formacie pdf wrzucał gdzieś wyżej, żeby nie trzeba było się przebijać przez całą treść rozmowy. Ułatwiło by to pobieranie spisanej treści, żeby zapisać sobie ją na komputerze czy telefonie, bez przewijania całości tekstu.

    Pozdrawiam 🙂

  11. Miałem podczas studiów postanowienie że nie będę pił alkoholu przez miesiąc.
    Studia na politechnice wiec wyzwanie przeogromne, dziwię sie do dziś że za to Nobla nie dają.
    Przychodzi 23 dzień miesiąca bez alkoholu, ja juz bez włosów, dzwoni przyjaciel, późniejszy świadek na ślubie, że jest impreza, ale on nie namawia do picia tylko bym z nim poszedł więc idę.
    Oczywiscie nie idę z pustymi rękami jak jakiś prostak. Biorę 0.7. Przed wejściem dostaje od przyjaciela pytanie – poważnie nie bedziesz pił? Może zrzucimy odpowiedzialność na los. Rzucimy monetą. Jak wypadnie orzeł to pijesz, jak reszka to nie pije. Ja już bez włosów, 0.7 w kieszeni, mówię dobra rzucamy.
    Wypadła 9 razy z rzędu reszka- jak tu nie wierzyć w los. Jednak rzucilismy jeszcze raz. Wypadł orzeł. Los tak chcial.
    Do przeczytania tego materiału myślałem że zlamalem rachunek prawdopodobieństwa gdzieś kolo 7 rzutu, reszta to juz cud. Niestety podsumowując, mam słabą silną wolę bo rachunek nadal wynosil tyle samo co przy pierwszym rzucie.
    Picia nie żałuję, jak to powiedzial jeden mądry- nie ważne na ilu imprezach nie byłeś, ważne ze byłeś na tej co była ONA

  12. FOMO (Fear Of Missing Out) – strach przed tym, że coś nas omija. Nie wiem czy mieści się to w definicji błędu poznawczego ale jest aspekt bardzo ważny równiez w inwestowaniu. Najłatwiej dostrzec go podczas banki spekulacyjnej. Boimy się że jeśli nie wejdziemy w produkt to ominie nas niezwykła szansa.

    Jednakże trochę mniej widoczny ale równie groźny może być w przemyślanych inwestycjach. Weźmy na przykład mnogość opcji inwestycyjnych. Jest ich tyle, że trudno zweryfikować czy strategia ktróra wybierzemy będzie optymalna. A ktoś, kto ma FOMO, będzie chciał znaleźć tą najlepszą, żeby wiedzieć że nic go nie omija. To z kolei prowadzi do paraliżu decyzyjnego.

    FOMO, ma też aspekt psychologiczny poza tematem inwestowania. Na przykład, gdy jednocześnie chcemy odpocząć w domu, ale też trochę pójsc na spotkanie ze znajomymi, wybrać z kim i gdzie pojechać na wakacje, jakie zajęcia dodatkowe wybrać itd. Wydaje mi się, że ma to związek nie tyle z samooceną, co z niemierzalnoscia niektórych naszych wyborów. Tzn, nie da się jednoznacznie stwierdzić czy nasz wybór był obiektywnie najlepszy – takie piekło perfekcjonisty.

  13. Hej Marcin, dziękuję za bardzo fajny odcinek.

    odnośnie własnych doświadczeń to rozważam cały czas zakup akcji korporacji w której jestem pracownikiem. Tak się składa, że ciągle cykam się z rozpoczęciem inwestowania i gdy już prawie, prawie byłem zdecydowany na zakup akcji to dałem sobie żółte światło żeby przemyśleć sprawę podczas urlopu. I tak oto 28.09. rozpocząłem długo wyczekiwany czas urlopu – polecam Maltę, to fantastyczna wyspa żeby odpocząc. Wracając do meritum w trakcie mojego urlopu firma zmieniła CEO. Akcja rozegrała się na dystansie jednego weekendu – w piątek wychodząc z pracy kurs akcji wynosił 11.29 USD natomiast po zmianie CEO na przestrzeni kilku dni kurs wzrósł do 13.61USD (+20%!). Ciągle żałuję mojego niezdecydowania.

    Obecnie kurs wrócił do swojego poziomu sprzed miesiąca. I teraz już zacznę kupować, albo i odłożę to do poniedziałku 🙂

    pozdrawiam serdecznie,
    Karol
    PS: czekam na więcej wspisów dotyczących inwestowania własnych pieniędzy.

    • Hmm…, chyba lepiej nie kupować akcji firmy, w której się pracuje. Dwa jajka w tym samym koszyku. Taka pierwsza moja myśl.

      Panowie, dzięki za świetna rozmowę!

      Właśnie dowiedziałam się, że mój komentarz to spam, no ładnie. Spróbuję później wysłać.

      • Bardzo często zakup akcji (czasami opcji) firmy w której się pracuję jest możliwy poprzez specjalne programy, premię itp, na preferencyjnych warunkach i zazwyczaj jest to bardzo opłacalne. Dla pracodawcy jest to też dobry sposób na zatrzymanie pracownika. Np w ramach premii dostajesz opcje na akcje firmy, które możesz zrealizować za dwa lata, w następnym roku dostajesz kolejne opcje które możesz zrealizować za kolejne dwa lata, itd…

  14. Drogi Marcinie,
    świetny podcast! skończyłam ekonomię i właśnie zagadnienia, które były dla mnie w czasie studiów najbardziej interesujące, dotyczyły ekonomii behawioralnej, tego, w jaki sposób nasz mózg podejmuje decyzje i radzi sobie z pojawiającymi się problemami na gruncie inwestowania i zarządzania swoim majątkiem.

    moim “ulubionym” błędem poznawczym jest ten dotyczący tego, jak nasz mózg “wycenia” aktywa, które znajduje. przeczytałam o nim w książce wspominanego tu pana Kahnemana “Pułapki myślenia. o myśleniu szybkim i wolnym”. wyjaśnił on go na podstawie przeprowadzonego eksperymentu: respondentów podzielono na 2 grupy, każdej pokazano zestaw porcelany i poproszono o podanie kwoty, za której by ją kupili. pierwszy zestaw to były (liczb dokładnych nie pamiętam, ale podam takie, żeby się zgadzało z przekazem eksperymentu 😉 ): 4 filiżanki, 4 talerzyki i 4 podstawki, a drugi to 5 filiżanek, 4 talerzyki i 6 podstawek. okazało się, że gdy każdy widział i wyceniał tylko jeden zestaw, drożej wyceniany był komplet mniejszy, natomiast gdy respondenci zobaczyli i porównali oba, byli skłonni zapłacić więcej za zastaw o większej ilości elementów. Kiedy czytałam ten fragment złapałam się na tym, że najpewniej zrobiłabym dokładnie to samo, co większość respondentów, bo większy zestaw wydawałby mi się niekompletny, w odróżnieniu od mniejszego.

    pozdrawiam serdecznie i oby więcej takich treści na blogu :)!

  15. Miałem w przeszłości okazję już słuchać wykładu Pana Piotra i do tej pory wspominam go z uśmiechem ale jednocześnie przyznaję, że wciąż pamiętam z jak szeroko rozdziawionymi buziami siedzieliśmy. A wszyscy dorośli, na stanowiskach … 🙂

    Fajnie mieć świadomość, że takie błędy właściwie non-stop popełniamy. Wyciągać z tego wnioski.
    Słuchałem Waszej rozmowy i analizowałem w tle moją “strategię” minimalizowania strat na akcjach Czerwonej Torebki 🙂 Kupiłem za drogo, trzymałem za długo. Potem dokupowałem przesuwając średnią (ale czy wierzyłem, że kurs wzrośnie? Tak naprawdę chyba nie) a na końcu sprzedałem na jednej sesji razem z akcjami PKO, na których miałem spory zysk aby razem tak bardzo nie bolało 🙂

    Oj Panowie, czuję jakbyście o mnie mówili 🙂

    Pozdrawiam
    Mam nadzieję, że odrobinę mądrzejszy 🙂
    Funboy

  16. Dzieki za podcast, tematy chociaz dobrze mi znane, z przyjemnoscia wysluchalem.

    Odniose sie do kwestii strategii opartych na momentum. Otoz, przy tzw. strategiach podazania za trendem (trend following), czyli wlasnie momentum, absolutnie nie chodzi o przewidywanie czegokolwiek. Reaguje sie tylko na zmiany cen, co moze byc przyczynkiem do zajecia pozycji na rynku. Strategie tego typu swoja przewage czerpia przede wszystkim na zarzadzaniu ryzykiem, na poziomie konkretnej pozycji jak i na poziomie calego portfela. Temat rzeka, dobrze udokumentowany w literaturze i poparty wieloma wynikami konkretnych inwestorow/funduszy.

    Jeszcze raz podkresle: niczego sie nie *przewiduje* (nie wiadomo nigdy czy otwierana pozycja bedzie zyskowna), a sama technika wejscia w rynek jest w gruncie rzeczy najmniej istotna w tym podejsciu.

    Co wiecej, techniki takie sa dosc latwo replikowalne w porownaniu do np. strategii opartych na analizie fundamentalnej. Z tego chociazby powodu, o ktorym wspominal Pan Profesor — decyzje oparte na momentym moga byc oparte na systematycznosci. Sa fundusze dzialajace od dekad, w pelni zalgorytmizowane, ktore czerpia z tej ideii.

    Sam mialem przyjemnosc niedawno przeprowadzic wywiad z czlowiekiem, ktory na rynkach finansowych spedzil 4 dekady, kierujac sie wlasnie podejsciem podazania za trendem. Zainteresowanych odsylam pod niniejszy link.

    Pozdrawiam! 🙂

  17. Efekt utopionych kosztów… skąd ja to znam? 😉

    Pamiętam swój debiut na GPW. Jako student wydziału ekonomii UMCS przypadkiem trafiłem na konferencję poświęconą programowi Akcjonariatu Obywatelskiego, na której wśród prelegentów byli m.in. Aleksander Grad i Ludwik Sobolewski. Wysłuchałem pięknych wizji, przestudiowałem materiały z teczki dla słuchacza. Na własną rękę prześwietliłem niedawny debiut giełdowy PZU oraz sprawozdania finansowe i prospekt emisyjny Tauronu (to było tuż przed debiutem giełdowym). W efekcie uwierzyłem, że właśnie potknąłem się o górę pieniędzy, którą wystarczy podnieść z ziemi! Na tym nie da się stracić – przez pierwsze tygodnie kurs będzie objęty mechanizmem stabilizacji. Może podążać wyłącznie na północ!

    Założyłem konto maklerskie, zebrałem zaskórniaki, zainwestowałem w TPE i czekałem na wzrosty. Pierwsza sesja – na czerwono. Kolejne też, lub co najwyżej w okolicach zera. Więc czekałem tydzień, miesiąc, rok… Ostatecznie wyszedłem niemal 40% na minusie.

    Najgorsze jest to, że przed dalszymi stratami nie uchronił mnie rozsądek. Po prostu, po kilku latach czekania potrzebowałem tych pieniędzy.

  18. Super gość, byłem na TEDxKoszalin ostatnio i był on jednym z prelegentów! Warto obejrzeć jego wystąpienie, jak tylko się pojawi on-line.
    Dzięki za kolejny ciekawy temat i takich gości!

  19. Znakomity odcinek ukazujący, że finanse to nie tylko chłodna kalkulacja, ale też potężna dawka emocji. I jeśli te emocje lepiej poznamy to tym samym możemy w jakiś sposób wpływać na swoje wyniki inwestycyjne.

    Jeśli chodzi o efekt wspomniany w podcascie to jednam z zapamiętanych przeze mnie jest efekt Dunninga-Krugera, który można odnieść nie tylko do finansów 🙂
    Polega on na tym, że osoby z pobieżną wiedzą czy zdolnościami w danej dziecinie lubią tę wiedzę czy zdolności przeceniać – przykłady możemy oserwować niestety na drogach w postaci wypadków drogowych spowodowanych brawurą lub też w inwestycjach na przykład w kryptowaluty, gdzie osoby, które przeczytały jeden wpis na temat bitcoina zakładają, że posiadają na tyle wysoką wiedzę, że mogą inwestować i zachęcać innych do tej inwestycji. Wiadomo jak to się kończy.

  20. Plastic Tofu

    Efekt Krugera-Dunninga jak na dłoni widać na emigracji. Gdzie ludzie rzuceni są na głęboką wodę nowych realiów, przepisów, praw i zwykłych zasad współżycia społecznego, różniących się od tych w ojczyźnie często podchodzą z niespotykanym wcześniej bravado do nowych wyzwań. Czasem brak znajomości przepisów czy realiów, a przede wszystkim ograniczeń prowadzi do wielkich rzeczy, a czasami kończy się lekcją życia, lżejszym portfelem i naszarpniętym ego.
    Rynki finansowe po okresie wieloletniej hossy przyciągają wielu niedzielnych inwestorów, którzy po przeczytaniu książki lub dwóch i kilku wieczorach spędzonych na youtubie, ruszają z dwoma czy trzema tygodniówkami w ręku na podbój Wall Street.

    Siedziałem w biurze wczesnym popołudniem kiedy w drzwiach pojawiła się Pani w średnim wieku zatopiona całkowicie w największym modelu Samsunga. Pani poprosiła o poradę w kwestii podatków. Progi podatkowe, odliczenia, rodzaj działalności, typowy standard gdy ktoś zaczyna nowy rozdział życia. W paru słowach nakreśliłem system podatkowy, a że moje słowa padały na żyzny grunt utwiedzało mnie padające od czasu do czasu “mhm” albo “tak, tak”. Na ogół nie jestem wielkim fanem telefonów podczas spotkań biznesowych, ale Pani była tak zafascynowana małym ekranem, że nie miałem sumienia przerywać jej sesji. Po kilku minutach jej entuzjazm zaczął być zaraźliwy i zapytałem co tak zajmuje jej uwagę?
    Pani chyba po raz pierwszy podniosła oczy z nad małego ekranu i z radosnym uśmiechem odpowiedziała:
    – Kilka dni temu kolega pokazał mi jak można zarabiać na forexie. Założyłam konto treningowe idzie mi fantastycznie i od przyszłego tygodnia chcę już grać na poważnie.
    – Swietnie – odpowiedziałem szczerze gdyż wielu ludzi na obczyźnie wykonuje proste prace i rynki finansowe są drogą do lepszego życia, a także często prowadzą do wiedzy, kapitału i odwagi aby poprawić swój status społeczny. – To jakie są Pani plany?
    – Oj chciałam zacząć bardzo ostrożnie – Pani po raz drugi spojrzała na mnie i w oczach miała te ogniki, które mamy jak zaczynamy nowy, ekscytujący etap naszego życia. – Chciałam zainwestować 3000 i liczę, że zarobię jakieś trzy stówki.
    – 10% to bardzo dobry cel na początek – odparłem drukując dokumenty co zostało odebrane jako brak euforii dla forexowego pomysłu.
    – Tak, wiem że to niedużo, ale mam pracę i chciałam to robić w wolnym czasie. Jat będzie mi szło tak dobrze jak na tym treningowym koncie to pewnie zyski będą większe – jej głos pełen był wiary – ale na razie trzysta dolarów na tydzień mi wystarczy.
    Słowo honoru ja i drukarka zatrzymaliśmy się wpół słowa.
    – Ależ to jest 500% rocznie? – Mój głos był pomieszaniem ostrzeżenia z niedowierzaniem.
    – Tak – Pani konfidencjalnie pochyliła się nad biurkiem – kolega pokazał mi jak lewarować kasę. – Ostatnie słowo poparte było skinieniem głowy, które towarzyszy największym sekretom.

    Niestety nie jestem doradcą giełdowym, ani mordercą marzeń. Ugryzłem się w język. Odradzanie jej byłoby nielegalne, mimo iż zdawałem sobie sprawę iż zrobienie 500% w ciągu roku wrzuciłoby jej selfie na pierwszą stronę Wall Street Journal.
    – Może powinna Pani zasięgnąć rady profesjonalisty? – Zasugerowałem ostrożnie.
    – Ach panie – Pani żachnęła się – oni chcą, żebym wkładała pieniądze w jakieś bondy albo fundusze. Kto ma na to czas?

    Tym samym nasze spotkanie dobiegło końca. Pożyczyłem Pani szczęścia na inwestycyjnej drodze czując w kościach, że gdzieś tam Kruger z Duningiem klepią się po plecach.

  21. Moim ulubionym błędem poznawczym jest paradoks hazardzisty. Nosi on również nazwę Złudzenie Monte Carlo. Nazwa pochodzi od niebywałego zdarzenia, które miało miejsce w Kasynie Monte Carlo w 1913 roku:

    “Dwadzieścia sześć razy z rzędu w ruletce wypadł kolor czarny, a zdecydowana większość graczy obstawiała kolor czerwony wierząc, że „w końcu musi się skończyć ta czarna seria”. W tym dniu kasyno zakończyło dzień z milionami franków zysku .”

    Zawsze lubię przytaczać ten przykład, kiedy ktoś uważa, że poszczególne serie w ruletce czy innej grze tego typu są zdarzeniami w jakikolwiek sposób zależnymi. Nasza intuicja często płata nam figle, a kasyna tylko na to czekają i zacierają ręce :).

  22. Kontrarian
    Jeden z najczęstszych czynników w moim życie. Niezależnie od tego, czy gram na giełdzie, wysyłam od święta Los w lotto, czy gran w grę.
    1. Jeśli dana akcja za bardzo spadnie lub wzrośnie spodziewam się zmiany i zajmuje długie ,bądź krótkie pozycje
    2. Jeśli w ciągu dnia miałem pecha i nagle wydarzy się coś dobrego, jest skłonny stwierdzi, ze pech się odwrócił i czas wykorzystać szczęście.
    3. Kiedy gram w grę polegająca na szczęściu, to po czasie dobrej karty spodziewam się odwrócenia trendu i zaczynam grać bardzo ostrożnie.

  23. Efekt utopionych kosztów. jakiś czas temu kupiłam akcje banku p. Leszka. Wartość księgowa wyższa niż cena akcji na giełdzie, fajny pomysł, nowoczesny bank. Chwilę potem wyskoczyły “trupy z szafy” i afera Getback. Kurs spadł do 2-3 zł. Policzyłam sobie, że żeby dojść do 16-20 zł za które kupiłam – akcje musiałyby wzrosnąć o jakieś … 1000%. Ale jak kupię teraz po te marne 2-3 złote, to uśrednię sobie cenę i znacznie łatwiej będzie mi odrobić straty.

    Więc ten podcast był w najlepszym momencie – teraz już wiem skąd taki pomysł kołatał mi się po głowie, a mój jakiś drugi wewnętrzny głos ciągle walczył i mówił “nie idź tą drogą”.

    Bardzo ciekawy podcast. Fajnie byłoby gdyby pojawiły się kolejne z tej serii.

  24. Kontrarian
    Chyba najczęstsze zjawisko w moim życiu, niezależnie od tego czy gram na giełdzie, kupuję od czasu do czasu kupon Lotto czy mam szczęście w jakiejś grze.
    1. Jeśli dana akcja za bardzo spadnie lub wzrośnie podejrzewam że zaraz odwróci się trend.
    2. Jeśli miałem potęga w ciągu dnia i nagle wydarzy się coś dobrego to podejrzewam , ze pechowy czas już się zakończył i nadszedł czas na szczęście..
    3. Podczas gry, kursy za dobrze mi idzie i jest to gra losowa typu karty, pi dłuższej chwili, gran bardzo ostrożnie by nie stracić przez odwrócenie trendu całej wygranej.
    Jeszcze mogę podać przykład, że w związku z ostatnim pechem, postanowiłem wziąć udział w konkursie licząc na odwrócenie trendu i może jednak w końcu coś się uda

  25. Moim zdaniem jednym z ciekawszych przykładów zachowań, który wpisuje się w definicję błędu poznawczego jest racjonalizacja wykuta przez Zygmunta Freuda i nazywana przez niego samego efektem słodkich cytryn i kwaśnych winogron. Racjonalizacja zakupu polega na przekonywaniu samego siebie o wyższej niż rzeczywista wartości jakiegoś przedmiotu czy zdarzenia jeżeli dotyczy nas samych, przy jednoczesnym umniejszaniu wartości innych przedmiotów czy zdarzeń które nas nie dotyczą. Jako przykład warto tutaj wskazać sytuację, w której po zakupie samochodu czy akcji spółki na giełdzie, subiektywnie wydaje nam się, że był to najlepszy zakup możliwy, a przy tym inne marki samochodów czy akcje innych spółek są przecenianie, “chowają się” w porównaniu do naszego zakupu i w ogóle ludzie, którzy wybrali coś innego z pewnością wybrali coś gorszego.

  26. Pewną pułapką związaną z inwestowaniem mogą być zachowania stadne. Mam na myśli, że bywają czasy, gdy giełda idzie w górę (lub określony typ instrumentu np. fundusze Arka swego czasu, oj dawno to już było). W mediach jest o tym głośno, mówi się powszechnie, że “na tym można zarobić”. “Inwestować” zaczynają ludzie, którzy wcześniej nic nie mieli wspólnego z giełdą/funduszami. Kupują myśląc, że cena wciąż idzie w górę (bo takie są sygnały zewsząd), może się to na nich srogo zemścić. Kiedyś musi to łupnąć, a wtedy taki debiutant nabierze awersji w ogóle do giełdy i nie będzie w przyszłości z nią chciał z nią nic wspólnego, do tego będzie rozsiewał dookoła twierdzenia, że giełda to czysta ruletka. Mówię tu o typach ludzi, którzy mają mało wiedzę, ale połasili się na łatwy zysk. Stąd też użycie przeze mnie cudzysłowu przy słowie “inwestować” (parę zdań wcześniej).
    Arka mi przyszła na myśl, bo mój ówczesny kolega w to wszedł, zarobił, ale potem stracił nie realizując zysku. Na szczęście nie miałam wtedy pieniędzy na zakup, ani wiedzy, ani doświadczenia. Na szczęście zaczęłam swoją przygodę z giełdą prawię 10 lat później.

  27. Moja żona założyła konto IKE w formie rachunku maklerskiego. Kupiła na nim akcje, które spadły (obecnie jest na stracie) i nadal ich w ramach tego konta nie sprzedała.
    Gdyby założyła inny rodzaj konta, gdzie nie wybiera sama spółek, tylko byłyby to jakieś fundusze inwestycyjne, to może strata nie nastąpiłaby lub byłaby mniejsza. W każdym razie na moją żonę działa efekt kontroli – ma awersję do instrumentów złożonych, których nie rozumie, woli kupować akcje samodzielnie.
    Kupno akcji jest ok, pod warunkiem że śledzi się spółki na bieżąco i ustawia stop lossy. Więc braki w wiedzy lub niestosowanie wiedzy w praktyce.
    Tak więc sytuację można podsumować – efekt utopionych kosztów i poczucie kontroli. I nie, nie mam pretensji do mojej żony, ponieważ sam mam podobny skład portfela na swoim rachunku maklerskim (zwykłym, nie IKE). Chyba źle rozłożyliśmy jajka w naszych koszykach. Pozdrawiam 🙂

  28. Jest już po konkursie, ale kilka słów od siebie chętnie dodam. Mnie najbliższa (jeśli chodzi o błędy poznawcze w inwestowaniu) jest nadmierna pewność siebie. W jej efekcie przygoda z Forex po sukcesach na giełdzie z akcjami okazała się porażką. Ponieważ właśnie to giełda nauczyła mnie pokory w docenianiu, lub bardziej niedocenianiu swojej wiedzy, dlatego porażka nie była bolesna w sensie materialnym, ale bolała w sensie wystawienia ego na surową samoocenę.

    Uznałem jednak w perspektywie spojrzenia na inwestowanie tego typu, że zasoby niematerialne, jakimi jest stres i czas są dla mnie zbyt cenne, żebym je inwestował w ten sposób. Dlatego odszedłem od samodzielnych inwestycji na giełdzie. Z kolei doświadczenia jakie mam np. z funduszami inwestycyjnymi są ogólnie mówiąc różne, nawet jeśli sumarycznie to są plusy kwotowe.

    Co do samych błędów poznawczych. Wrażenie robi szczególnie ilustracja przedstawiająca 188 takich błędów przygotowana przez designhacks na podstawie listy dostępnej na Wikipedii.

    W dobry i przystępny sposób o ekonomii behawioralnej pisze Julia Kołodko na blogu http://www.juliakolodko.com. Polecam.

  29. Plastic Tofu

    Chciałem serdecznie podziękować za wybranie mojego postu jako zwycięzcy konkursu.
    Jestem mile zaskoczony gdyż wiele jest tu wartościowych wpisów, a szczególnie Tomasza o miesiącu bez alkoholu, który jest perfekcyjny poznawczo, literacko i komediowo.

    W Chicago spadł pierwszy śnieg co oznacza sezon obdarowywania za rozpoczęty, z tym wiąże się moja prośba. Chciałbym aby te książki w moim imieniu były darowane bibliotece szkoły, którą ukończyłem. Wierzę, że wiedza ta pomoże jeszcze bardziej młodym ludziom wchodzącym w życie. Czy będzie to szkoła podstawowa, czy średnia? Tę decyzję pozostawiam autorom po jej podjęciu z przyjemnością podam nazwę i adres szkoły oraz rozumie się samo przez się iż wszelkie dodatkowe koszty związane z przekazaniem tych nagród pokryję z własnej kieszeni.

    Jeszcze raz dziękuję.

  30. Świetny podcast! Bardzo interesujący temat, popchnął mnie do szukania dalszych informacji na temat ekonomii behawioralnej.

    Sama jestem dość ostrożnym inwestorem, ale obracam się w towarzystwie osób o dużo większym apetycie na ryzyko jeśli chodzi o inwestowanie – opisane przez Was mechanizmy widziałam nie raz, nie dwa, a czasem sama
    nieświadomie im uległam.

    Z niecierpliwością czekam na Twoją książkę!

Odpowiedz