Pewnego deszczowego wieczoru moi chłopcy zaczęli grać z tatą w grę planszową „Eurobiznes”. Czując, że to świetna zabawa, ich 4,5 letnia siostra postanowiła, że też do nich dołączy. Nie wiem, na ile rozumiała tę grę, a na ile dyskretna pomoc taty okazała się na tyle skuteczna, że Łucja dorobiła się między innymi aktu własności elektrowni. Ze względu na późną porę, po kilkunastu minutach zabawy stwierdziła, że jest zmęczona i poszła spać. Chłopcy z tatą kontynuowali dalej grę. Nagle Paweł stanął na polu elektrowni Łucji, więc zgodnie z opisem na akcie własności, powinien wnieść do niej odpowiednią opłatę. Chcąc nie chcąc zapłacił, ale zdziwiony stwierdził: „To ona śpi, a zarabia?” Na to ja odzywam się z kanapy: „To dochód pasywny – jest właścicielką, to należy jej się zapłata”. W ten oto sposób, bez jakichś sztucznych sytuacji, chłopcy poznali jedno z ważniejszych źródeł dochodu 🙂

Przeczytaj cykl poświęcony Edukacji finansowej dzieci. Znajdziesz w nim sprawdzone sposoby i pomysły na przygotowanie dzieci do świetnego radzenia sobie w świecie finansów. Oto lista artykułów z tego cyklu:

Patrząc, jak wciągnęli się w tą grę („Mama, to jest lepsze od tabletu”), jak podoba im się myślenie strategiczne i reagowanie na aktualną sytuację biznesową, zaczęłam myśleć o pójściu o krok dalej w naszej edukacji finansowej. Po ponad pół roku funkcjonowania Banku Taty, a właściwie Mamy, zastanawiam się nad tym, czy nie spróbować z domową giełdą. Pomysły do tego, jak wprowadzić ten dość trudny temat, zaczerpnęłam z 2 książek, które już były omawiane w cyklu o edukacji finansowej dzieci. Są to „Bank Taty. Jak nauczyć dziecko odpowiedzialności finansowej” oraz David’a Owen’a oraz „Kapitalizm dla nastolatków” Karla Hessa. 

Jeśli również chcielibyście wprowadzić dzieci w świat transakcji giełdowych, zapraszam do lektury.

Jak w prosty sposób opowiedzieć dzieciom o giełdzie

Wiecie, że to, co się dzieje na giełdzie, nie jest łatwe do zrozumienia nawet dla wielu dorosłych. Jak zatem wyjaśnić dzieciom, czym właściwie są akcje i co z nimi można robić? Proponuję skorzystać ze sposobu, jaki podaje Karl Hess. Stara się on przede wszystkim pokazać podstawowe zależności, jakie zachodzą na giełdzie. Możecie spróbować do swoich dzieci przemówić mniej więcej tak:

Jeśli masz swoje pieniądze, to możesz zainwestować je w czyjś biznes. Wiele firm sprzedaje akcje, czyli …. kawałki papieru. Tak naprawdę kupujemy jednak kawałek firmy, stajemy się jej „współwłaścicielami”. Ze sprzedaży akcji firma ma kapitał, dzięki któremu może się rozwinąć….. ale nie ma takiej gwarancji. Jeśli jej się nie powiedzie, to jej akcje nic nie będą warte – innymi słowy stracimy. Jeżeli jednak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to możemy liczyć na zyski z naszych inwestycji.

Gdy firma wykorzysta wszystkie pieniądze pochodzące ze sprzedaży akcji, to akcje i tak ciągle znajdują się w obiegu na specjalnym rynku zwanym giełdą. Jeśli jest duże zainteresowanie kupnem akcji jakiejś firmy, ich cena rośnie. Natomiast gdy nie ma zbyt wielu chętnych do kupna, cena spada.

Zdarza się też tak, że ceny akcji idą znacząco w górę, bo można się spodziewać, że firma zarobi dużo w przyszłości. Gdy tak się faktycznie stanie, firma może podzielić się zyskiem z posiadaczami akcji. Nazywamy to płaceniem dywidend.

Znasz firmę Ford, która produkuje samochody? Ktoś, kto wydał kiedyś kilkaset dolarów na jej akcje, może być dziś bardzo bogatym człowiekiem w wyniku wzrostu cen tych akcji i płynących z nich dywidend.

Kupowanie i sprzedawanie akcji wiąże się z ryzykiem, bo nie mamy pewności, co będzie się działo na rynku akcji, czyli giełdzie. Niektórzy przyrównują to do kupowania losu na loterii. Nie jest to jednak do końca prawda, bo kupując akcje nie zdajemy się wyłącznie na ślepy los, ale mamy możliwość zapoznania się z aktualną sytuacją firmy i sytuacją gospodarczą w kraju czy na świecie. Widzimy też, jak się zachowują inni uczestnicy giełdy.  Analiza tych sytuacji to już podstawa do tego, żeby podjąć decyzję, czy kupić czy sprzedać.

Giełda w praktyce

Jednym ze sposobów, aby dziecko zapoznało się z giełdą nie tylko w teorii, ale i w praktyce, jest obserwacja… dwóch zupełnie różnych firm. Pierwsza firma powinna być solidna, o długiej tradycji, obecna od wielu lat na giełdzie. Prawdopodobnie na jej akcjach się zbyt wiele nie zarobi, ale na podstawie rocznych sprawozdań będzie można się dowiedzieć, w jaki sposób prowadzi ona swoje interesy. Druga firma powinna być nowa, co wiąże się z większym ryzykiem. Śledzenie losów tej firmy może być jednak ciekawe, bo pozwala zorientować się, co zdecydowało o jej sukcesie albo o porażce.

Można też bez konieczności inwestowania pieniędzy wybrać jedną firmę z giełdy i obserwować przez określony czas, jak sobie radzi. To trochę tak jak kibicowanie swojej ulubionej drużynie. Będą emocje, więc dzieci powinny się też czegoś nauczyć.

Są też pewnie gry komputerowe symulujące giełdę. Jednak dopiero inwestowanie swoich pieniędzy może dzieci czegoś o giełdzie skutecznie nauczyć, bo na swojej kieszeni odczują trafność podejmowanych decyzji. Tylko jak dzieci mają inwestować pieniądze, skoro zgodnie z prawem jeszcze nie mogą? Poza tym opłaty giełdowe przy tak niskim kapitale, jakim dysponuje dziecko, byłyby horrendalne. Co zatem zrobić?

Otwórz domową giełdę

Ci z Was, którzy czytali mój pierwszy wpis o Banku Taty i zdecydowali się założyć swój domowy bank wiedzą, że nie jest to takie skomplikowane. David Owen zapewnia, że z giełdą poszło mu nawet łatwiej niż z bankiem. Zarówno bank, jak i giełda były w domu Davida okazją do popełniania błędów w kontrolowanym środowisku. Po co? Bo jest to jeden z najlepszych sposobów na naukę, skłania do przemyśleń i konkretnych wniosków. W przypadku zabawy w giełdę dzieci mają możliwość obserwowania samych siebie w sytuacjach, w których trzeba wyważyć różnicę między korzyścią a ryzykiem.

Domowa giełda ma być bardzo podobna do prawdziwej giełdy. Nie musimy zatem wymyślać jakichś fikcyjnych spółek czy cen akcji, bo byłoby to dla nas jako właścicieli giełdy ogromne utrudnienie. Po prostu ze spółek dostępnych na prawdziwej giełdzie wybieramy kilka tych, które są dzieciom znane (a przynajmniej ich produkty). Wiecie, jakie firmy wybrał David dla swoich dzieci na początek i jak to uzasadnił? Były to: Intel (mikroprocesory w ich komputerach), Microsoft (oprogramowanie w ich komputerach), Nokię (ich telefony), AOL (komunikator internetowy, za pomocą którego kontaktują się z przyjaciółmi), McDonald’s (wiadomo) i GAP (ich ubrania).

Część z Was może się teraz zastanawia, czy dzieci David’a miały tak duże kieszonkowe, że stać ich było, żeby inwestować? Ceny papierów wartościowych na domowej giełdzie były takie same jak na prawdziwej… z jedną różnicą. Ich wartość była denominowana w centach, a nie w dolarach. Uważam, że to świetny pomysł, bo dzięki temu ceny akcji odpowiadają możliwościom finansowym dziecka, a jednocześnie jest nawiązanie do prawdziwej giełdy. Jednak najważniejsze jest to, że dzięki jednakowemu kursowi dzieci mogą same sprawdzić w gazecie, internecie czy TV, jak się mają ich inwestycje. Muszą tylko pamiętać, żeby jednostkę walutową zamienić na centy/grosze 🙂

Wyjaśnij dziecku reguły gry

OK, mamy za sobą krótką pogadankę o giełdzie i o tym, co się na niej dzieje. Wybraliśmy kilka firm z tych, które mamy okazję obserwować na prawdziwej giełdzie. Przyrównując do gry planszowej, jesteśmy na etapie rozłożenia planszy i rzucenia okiem na to, co się na niej znajduje i co oprócz niej mamy do dyspozycji. Jak się domyślacie, to za mało, żeby nasze dzieci rozpoczęły granie na giełdzie. Musimy im wyjaśnić reguły gry. Znów na przykładzie Davida zwrócę Wam uwagę na to, co jest ważne i o czym trzeba dziecko poinformować.

  1. Załóż konta w firmie brokerskiej Tata/Mama & Spółka – chodzi o to, żeby z dodatkowych pieniędzy (poza kieszonkowym) wykupić dzieciom na początek portfel akcji składający się z tych wszystkich firm, które wcześniej wybraliśmy. Powiedzcie też dzieciom, ile ten portfel jest wart na dzień dzisiejszy.
  1. Wyjaśnij, co dzieci mogą robić ze swoim portfelem akcji – czyli:
    – zlikwidować konta w każdej chwili i wycofać wszystkie swoje pieniądze
    – sprzedać wszystkie lub tylko część akcji danej firmy i kupić akcje innej
    – dokupić akcje wybranej firmy za pieniądze, które dołożą z kieszonkowego
    – nic nie robić.
    Nie zapomnijcie powiedzieć, że konsekwencje tych decyzji, czyli zyski i straty, będą ich.
  1. Określ sposób zarabiania – tak jak wspomniane było wcześniej, najwygodniej jest, gdy ceny są takie same jak na prawdziwej giełdzie, ale podane w groszach. U Davida rachunki w Tata & Spółka służyły nie tylko do transakcji akcjami. Były to też tak zwane rachunki wkładów, coś podobnego do rachunków oszczędnościowych, ale z korzystniejszym oprocentowaniem. Dzieci mogły więc zdeponować tam dodatkowe pieniądze i zdecydować, czy warto je trzymać na bezpiecznym procencie, czy zaryzykować i zarobić więcej.
  1. Ustal, w co można inwestować – oprócz wybranych firm, możecie tak jak David pozwolić dzieciom na dowolne przedsięwzięcia, których notowania są powszechnie dostępne. Mam tu na myśli fundusze inwestycyjne, obligacje, ropę naftową czy po prostu akcje innych firm, które nie znalazły się w początkowym portfelu. Jeśli decydujecie się na to, zapewnijcie dziecko, że pomożecie mu objaśnić wszystkie niejasności.
  1. Podaj zasady obsługi konta– ważne, żeby zapewnić dziecku możliwość sprzedawania czy kupowania akcji w każdy dzień roboczy. Chodzi przecież o to, żeby nauczyło się sprawnie reagować na zmieniającą się sytuację gospodarczą i żeby widziało sens inwestowania. Jeśli będziecie danego dnia poza domem, dziecko może Wam wysłać smsa lub zapisać na kartce informację, jaką transakcję chce dokonać i po jakiej cenie, a Wy później wprowadzicie to do swojego systemu. Możecie też dawać dzieciom rady dotyczące ich inwestycji, jeśli tylko będą o to prosiły, ale przypominajcie im, że są to ostatecznie ich decyzje.
  1. Wskaż sposób sprawdzania aktualnych notowań – poinformujcie dzieci, gdzie mogą sprawdzić, ile na dany dzień warte są ich inwestycje. Podajcie najlepiej kilka źródeł, skąd mogą czerpać informacje o aktualnych cenach akcji – w internecie, w TV czy w prasie. Przypomnijcie im jeszcze, że ich ceny nie są w zł, ale w gr.
  1. Zapewnij sprawdzanie stanu konta – daj dzieciom możliwość podglądu aktualnej wartości ich portfela w miejscu, gdzie będziecie go prowadzić lub róbcie regularne i na życzenie wydruki z konta.

Jak widzicie, pomysły są. Przyznam się Wam jednak, że sama nie inwestuję na giełdzie, nie mam więc wyczucia, jakie firmy mogłabym zaproponować swoim 8 letnim chłopcom. Czy macie jakieś typy, z których mogłabym skorzystać?

I czy w ogóle taka zabawa Waszym zdaniem ma sens? Będę wdzięczna za Wasze komentarze.

Ania Sadowska

Ania Sadowska rodzinkaAnna Sadowska (www.aniasadowska.com) – tworzy cykl o edukacji finansowej dzieci. Prywatnie mama Łucji, Pawła i Sebastiana.
Szuka sprawdzonych metod, które pomagają wykształcić u dzieci i młodzieży właściwe podejście do pieniędzy. Podpowiada rodzicom, co jest istotne, aby w dorosłym życiu ich dzieci mogły odnaleźć się w kwestiach związanych z finansami i sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem.Od kilkunastu lat pracuje w międzynarodowej korporacji, zdobywając doświadczenie w działach zakupów, rachunkowości i kontroli wewnętrznej.

Poprzednie artykuły z tej serii:

1. Czego nauczyć dzieci o pieniądzach? (Marcin Iwuć)
2. Edukacja finansowa dzieci – podsumowanie pierwszego kwartału (Marcin Iwuć)
3. Kieszonkowe dla dzieci – wady, zalety, i…złoty środek?(Marcin Iwuć)
4. Edukacja finansowa dzieci. Bank taty. (Anna Sadowska)
5. Jak nauczyć dziecko finansów? Case study. (Anna Sadowska)
6. Edukacja finansowa dzieci – jak to się robi w Kanadzie?(Anna Sadowska)
7. Pieniądze nie rosną na drzewach – czyli uczymy dzieci finansów (Anna Sadowska)
8. Czy kapitalizm jest dobry dla dzieci? (Anna Sadowska)
9. Jak nauczyć dzieci postępowania z pieniędzmi i… nie popsuć ich? (Ania Sadowska)
10. Finansowa edukacja Twoich nastolatków – zobacz, czy ogarniesz (Ania Sadowska)