finanse osobiste dla dzieci

Po wakacjach nasze pociechy wróciły do trybu „nauka”, więc możemy się podłączyć i dorzucić im nieco dodatkowej wiedzy. Może nie będzie ona aż tak spektakularna jak budowa dżdżownicy, ale z pewnością nieco bardziej przydatna w dorosłym życiu. 😉

Przypomnę Wam tylko, że cykl o finansowej edukacji dzieci powstaje przy mojej ścisłej współpracy z Anią Sadowską. W poszukiwaniu różnych sposobów i pomysłów na finansową edukację dzieci, Ania przedziera się dla nas przez kolejne książki na ten temat, wyciągając z nich to, co najlepsze. To nie są recenzje książek, ale „wyciskanie” z ich treści konkretnych sposobów na przekazywanie dzieciom finansowej wiedzy. W ten sposób za jakiś czas będziemy dysponować solidnym arsenałem pomysłów.

Przeczytaj cykl poświęcony Edukacji finansowej dzieci. Znajdziesz w nim sprawdzone sposoby i pomysły na przygotowanie dzieci do świetnego radzenia sobie w świecie finansów. Oto lista artykułów z tego cyklu:

A teraz oddaję już głos Ani. Zobaczcie, co znalazła dla nas tym razem.

 

Przekuwam teorię na życie codzienne.

Zaczął się wrzesień i zgodnie z planem ruszyłam z wdrożeniem pomysłów na edukację finansową moich dzieci. Rozpoczęłam od rozmowy, która miała im uświadomić zmianę dotychczasowych zasad:

– Słuchajcie chłopcy, mam dla was dobrą wiadomość. Od września będziecie dostawać wyższe kieszonkowe – 8 zł zamiast 7 zł tygodniowo.

– Ale fajnie, super!

– Tylko jest jeden warunek – musicie wykonać 4 domowe zadania, które wam wyznaczę.

– …… (cisza, miny nieswoje)

– I zaraz wam powiem, jakie to zadania. Najpierw Paweł: pierwsze – karmienie rybek 3 razy w tygodniu.

– Oooo, to lubię!

– Drugie – ścieranie kurzy raz w tygodniu.

– Ale ja nie lubię podnosić tych wszystkich rzeczy z szafek, żeby zetrzeć kurz.

– Nie martw się, pomogę ci. Trzecie – wyjmowanie naczyń ze zmywarki 2 razy w tygodniu i ostatnie zadanie – zamiatanie podłogi raz w tygodniu. A potem Sebastian tą podłogę umyje mopem. Oprócz tego Sebi ma odkurzanie raz w tygodniu, podlewanie kwiatów 3 razy w tygodniu i wyjmowanie naczyń ze zmywarki 2 razy w tygodniu. Zaraz to napiszę na kartce i przyczepię do lodówki. Jak wykonacie jakieś zadanie, to postawię wam plusa.

– To ja już idę nakarmić rybki, to dostanę 2 zł!

– Paweł, rybki masz nakarmić 3 razy w tygodniu i wypłata kieszonkowego będzie w poniedziałek, tak jak do tej pory.

– Aha, no dobra.

I jak to wyszło w praktyce? Całkiem nieźle 🙂 Musiałam ich wprawdzie delikatnie zachęcić do ścierania kurzy, odkurzania i mycia podłogi, ale jak już zaczęli, to z wielką chęcią i zaangażowaniem to wykonali. Paweł zamiatając podłogę, kazał mi odsuwać sofę, żeby również pod nią wymieść. Sebastian jak wyjmował naczynia ze zmywarki, to gratis zrobił mi porządek w szafce z talerzami i ładnie to wszystko posortował. Niektóre zadania wykonywaliśmy wspólnie i przy okazji był czas na różne rozmowy, więc dla mnie było naprawdę fajnie. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w kolejnych tygodniach.

Wiem, że część z Was po przeczytaniu ostatniego wpisu miała mieszane uczucia, czy uzależniać kieszonkowe od obowiązków domowych. Kiedyś byłam temu przeciwna, więc doskonale to rozumiem. Dla równowagi przedstawię dziś podejście innego guru finansów osobistych. Mieszka w Kanadzie i tam robi karierę podobną do tej, którą Dave Ramsey robi w USA (jego książkę opisywałam poprzednim razem – tutaj). Jest również mamą, mamy więc okazję poznać kobiecy punkt widzenia. O kim mowa? O Gail Vaz-Oxlade i jej książce „Money-Smart Kids. Podobny tytuł do książki Dave’a, ale została wydana kilka lat wcześniej.

 


Wspólny mianownik w podejściu dwóch guru.

Zwracałam szczególną uwagę na to, co zgodnie potwierdzają Gail i Dave. Dzięki temu nabrałam pewności, że te sprawy są istotne w edukacji finansowej dzieci. Co to takiego?

1. Dzieci powinny uczyć się o pieniądzach w domu – nie spychamy zatem odpowiedzialności na szkołę, rząd, rówieśników, dziadków, tylko podejmujemy wyzwanie. 🙂

2. Dajesz przykład – jesteś pierwszym i naturalnym nauczycielem swojego dziecka, nie zapominaj o tym.

3. Wytłumacz im zasady – Gail zachęca, żeby korzystać z nadarzających się okazji, aby dzieciom stopniowo tłumaczyć reguły rządzące finansami. Nie chodzi o jakieś skomplikowane zależności, tylko choćby takie jak: Zarobki -wydatki = oszczędności, albo: Gdy wszystko wydasz, to nie będziesz już więcej miał.

4. Daj możliwość praktyki – kieszonkowe daje dziecku możliwość bezpiecznego sprawdzenia, jak się zarządza pieniędzmi. Ważne, żeby było regularne, bo uczy wtedy planowania i stawiania celów. Podobnie jak Dave uważa, że małe dzieci powinny dostawać kieszonkowe co tydzień i najlepiej w monetach, żeby mogły coś odłożyć osobno na oszczędności i cele dobroczynne. Jeśli przeraża Was, że kieszonkowe może być sporym wydatkiem w Waszym budżecie, to zapisujcie sobie, ile wydajecie na dziecko za każdym razem, gdy coś od Was „wyjęczy”. 😉 Kwoty mogą okazać się całkiem spore.

5. Zacznij wcześnie – nie chodzi o to, żeby z samego rana budzić dzieciaki i tłuc im do głowy zasady finansowe. Po prostu: im młodsze dziecko, tym więcej mamy czasu na wyrobienie odpowiednich nawyków i zachowań, a poza tym będzie nam łatwiej je ukształtować.

6. Rozmawiaj z nimi – nie ma to jak otwarta rozmowa, która potrafi rozwiać wątpliwości. Sporo spraw, które dla nas są oczywiste, dla dzieci są totalną abstrakcją. Gail podaje przykład swojej rozmowy z nastoletnią córką. Zapytała dziewczynkę, czy wie, ile ich rocznie kosztuje drewno do kominka. Okazało się, że kwota podana przez córkę była kilkakrotnie niższa i gdy poznała prawdziwą, nie mogła uwierzyć, że to aż tyle kosztuje. Takie uświadamianie dzieciom realnych kosztów to cenna dla nich lekcja.

7. Chroń przed agresywnym marketingiem – na pewno całkowicie się nie da, ale można temu przeciwdziałać. Jak to robić?
– rób „test zawiązanych oczu” – daj dziecku do spróbowania tańszy i droższy produkt, a potem zapytaj, czy czuje różnicę;

– wprowadź raz na jakiś czas „Dzień bez zakupów”;

– pokaż na przykładach, jak opakowanie wpływa na wybór produktu;

– zakupy spożywcze rób z listą, zgodnie z budżetem – niech taki wzorzec dziecku się utrwali;

– kładź nacisk na wspólne spędzanie czasu i wspólne doświadczenia – z udanych wakacji cieszymy się znacznie bardziej, niż z rzeczy, które kupimy.

8. Na pewno sobie poradzisz – Gail wierzy, że rodzice dadzą radę, jeśli tylko będą podchodzić do tematu z luzem i wzmacniać u dzieci pozytywne zachowania.

 

Jak to się robi w Kanadzie?

A co nowego, lub innego można znaleźć u Gail? Przede wszystkim 4 słoiki. Z konfiturą i marynowanymi grzybkami? Może też, ale przede wszystkim wypełnione pieniędzmi z kieszonkowego na 4 cele:

Oszczędności, Cele dobroczynne i tu uwaga ……. – zamiast wspólnego słoika na Wydatki, są 2 osobne: na Zaplanowane wydatki oraz osobno tzw. Szalone wydatki. Po co ten podział?

Gail chce, żeby dzieci dość wcześnie zrozumiały, że jak rodzice na coś wydają pieniądze, to niekoniecznie są to sprawy, za które płacimy z radością. Wydawanie kojarzy się zwykle z czymś przyjemnym, ale do czasu, gdy MUSIMY zapłacić czynsz za mieszkanie, energię, polisę OC… To są wydatki, delikatnie mówiąc, średnio przyjemne. Mimo tego są one konieczne i pochłaniają dużą część naszych zarobków.

Autorka książki namawia, żeby wraz z kieszonkowym przerzucić na dzieci część odpowiedzialności za pewne wydatki, na przykład zakupy do szkoły. Oczywiście trzeba wtedy odpowiednio zwiększyć też kieszonkowe, a nie liczyć, że dziecko kupi sobie z dotychczasowych pieniędzy nowy zeszyt czy zapłaci za szkolną wycieczkę. Dzięki słoikowi na zaplanowane wydatki dzieci mają się nauczyć, że na konieczne wydatki nie powinno im nigdy zabraknąć pieniędzy. Gail dawała swojej 12 – letniej córce kieszonkowe na niektóre ubrania (poza odzieżą wierzchnią i butami). Podobno świetnie ją to nauczyło, żeby przestrzegać limitów na wydatki i rozróżniać potrzebę od zachcianki.

Podoba mi się to podejście, ale moi chłopcy są jeszcze za mali na takie wyzwanie.

 

Jeszcze trochę o kieszonkowym

Gail twierdzi, że nie powinniśmy uzależniać kieszonkowego od wykonywania zwykłych obowiązków domowych. Naturalne jest, że starsze dzieci szukają możliwości dorobienia, ale nie powinniśmy płacić za to, co jest ich naturalnym obowiązkiem w domu. Mogą sobie dorabiać wykonując dodatkowe prace domowe lub pracować poza domem.

Co roku powinniśmy dokonywać rewizji kwoty kieszonkowego wspólnie z dzieckiem. Jeśli chce znaczną podwyżkę – niech uzasadni. Być może jest gotowe na zajęcie się wydatkami, które dotychczas są na Twojej głowie (np. ubrania). W ten sposób stopniowo dziecko przejmuje zarządzanie ta kwotą domowego budżetu, która dotyczy jego wydatków.

Jeśli nie możesz patrzeć, jak Twoje dziecko wydaje Twoje ciężko zarobione pieniądze na dziwne rzeczy, pamiętaj o ważnej zasadzie. Jeżeli dałeś kieszonkowe – to nie są już Twoje pieniądze. Należą one do Twojego dziecka i to ono podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje.

Ponadto – gdy dajesz już dziecku kieszonkowe, to nie wydawaj więcej pieniędzy na jego zachcianki. Na takie rzeczy ma teraz własne pieniądze.

 

Oszczędzanie proste jak alfabet

Wiemy, że warto oszczędzać, ale często sami tego nie robimy. Dlaczego zatem Gail przekonuje, że jest to takie proste? Autorka podaje fajną regułę ABC, która pomoże uchwycić sedno:

AAutomatic (automatyczne) : jeśli zautomatyzujemy oszczędzanie, to stanie się ono naprawdę proste.

BBury the savings (zakop głęboko oszczędności) – czyli zrób wszystko, żebyś nie miał do nich łatwego dostępu.

C – be Consistent (bądź konsekwentny) – odkładaj regularnie, a będą efekty.

Polecam przeczytanie wpisu Marcina „Skuteczne oszczędzanie dla wygodnych”. Tam jest opisany podobny sposób. Takiego sposobu powinniśmy uczyć też naszych dzieci. Należy je zachęcić, żeby zaraz po otrzymaniu kieszonkowego odkładały określoną ilość pieniędzy w formie oszczędności. Nie na końcu, ale właśnie na samym początku – gdy tylko je otrzymają.

Gail sugeruje, aby było to 10% kieszonkowego. Uważa, że powinno się dzieci namawiać do oszczędzania poprzez rozmowę i wyjaśnienie. Jeśli dziecko jednak nie oszczędza, to należy przemyśleć, czy kieszonkowe jest wystarczające. Jeżeli ewentualna podwyżka nie działa, to warto spróbować jeszcze jednego pomysłu – dokładanie określonej kwoty do planowanego przez dziecko zakupu. Jeśli dziecko chce kupić wymarzony tablet za 700 zł, to umawiamy się z nim, że jeśli uzbiera 350 zł, to dołożymy brakującą połowę. W ten sposób motywacja do oszczędzania jest bardzo wyraźna.

 

W każdym wieku inna wiedza i inne metody

Gail sugeruje w swojej książce, czego uczyć dzieci w zależności od tego, ile mają lat:

Do 3 lat: zbyt dużo jeszcze nie przekażesz, ale możesz wytłumaczyć, że to nie bankomat daje Ci pieniądze.

4-6 lat: dzieci powinny już zrozumieć, że pieniądze mogą się skończyć. Pokaż im, że robisz listę zakupów, zanim wybierzesz się do sklepu. Pozwól im zapłacić twoimi pieniędzmi za jakąś drobną rzecz.

7-10 lat: uczymy odroczonej gratyfikacji i oszczędzania. Warto też je namówić, żeby przyczyniały się do zmniejszania wydatków w pewnych kategoriach, na przykład pilnowały wyłączania świateł w pomieszczeniach, w których nie przebywają.

11-14 lat: powinniśmy już przekazywać dzieciom do ich wiadomości kwoty wydatków z naszego budżetu domowego. Niech wiedzą, jakie są koszty życia i ile zostaje nam dochodu do wydania, gdy pokryjemy konieczne wydatki. Dzieci powinny już się orientować, ile co kosztuje, żeby zrozumiały, dlaczego na nie zamawiamy co wieczór pizzy na kolację (poza aspektami zdrowotnymi 🙂 ). W tym wieku powinny już płacić z kieszonkowego za swoje hobby.

15 lat i więcej – pokaż swojemu nastolatkowi w internecie kalkulatory dotyczące oszczędzania, aby zobaczyło, jak przyrastają odsetki w zależności od kwoty i długości okresu oszczędzania. Pozwól mu opłacać niektóre rachunki domowe.

 

Bo kredyty są głupie

Jeśli podzielasz zdanie Marcina, że nie warto pakować się w jakiekolwiek kredyty konsumenckie, to przekaż to również swojemu dziecku. Wyjaśnij, jak działa dług i w jakie kłopoty może nas wpędzić. Gail twierdzi, że pożyczanie samo w sobie nie jest złe, jeśli się wie kiedy pożyczać i jak. Osobiście mam bardziej radykalne podejście, zgodne raczej z tym artykułem: Ugotujesz się jak żaba, czyli długi w naszych głowach.

To tyle jeśli chodzi o rady Kanadyjki Gail Vaz-Oxlade zawarte w książce Money-Smart Kids”. Jak się Wam podobają? Z czym się zgadzacie, a co uważacie za błąd? Jako matka trójki dzieci cały czas szukam różnych sposobów na przekazanie dzieciom zdrowego podejścia do finansów. Im więcej czytam takich książek, tym więcej znajduję pomysłów. Najcenniejsze są jednak te, które pochodzą od Was, dlatego bardzo liczę na Wasze komentarze 😉

Zarządzanie pieniędzmi to nauka umiejętności, które muszą być wprowadzone, przećwiczone i wzmocnione przez rodzica. Nikt za nas tego nie zrobi. Jest na to wiele sposobów, a im więcej będzie w nich radości i pozytywnych emocji, tym lepiej zostaną zapamiętane.

Będę dla Was szukać kolejnych metod na naukę dzieci o finansach. W kolejnym wpisie przekażę Wam również, jak działa mój domowy bank, o którym napisałam 2 miesiące temu. Serdecznie Was pozdrawiam,

Ania Sadowska

Ania Sadowska rodzinkaAnna Sadowska (www.aniasadowska.com) – tworzy cykl o edukacji finansowej dzieci. Prywatnie mama Łucji, Pawła i Sebastiana.
Szuka sprawdzonych metod, które pomagają wykształcić u dzieci i młodzieży właściwe podejście do pieniędzy. Podpowiada rodzicom, co jest istotne, aby w dorosłym życiu ich dzieci mogły odnaleźć się w kwestiach związanych z finansami i sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem.Od kilkunastu lat pracuje w międzynarodowej korporacji, zdobywając doświadczenie w działach zakupów, rachunkowości i kontroli wewnętrznej.