Upał sprzyja biznesowi. Moje córki kupiły kubki jednorazowe, cytryny, wodę, lód, szklany dzbanek i właśnie szykują lemoniadę, którą zamierzają sprzedawać w parku. Zostało im jeszcze przygotowanie plakatu z ceną i ruszają na łowy. Ciekawe, czy zwinie je straż miejska zanim coś sprzedadzą. 🙂 W każdym razie ich zaangażowanie jest ogromne, a do tego uczą się liczyć, ile muszą sprzedać aby zwróciły się koszty. Opiszę Wam przy okazji, jak poszło.

A póki co zapraszam Was bardzo serdecznie do lektury kolejnego artykułu o finansowej edukacji dzieci. W ramach tego cyklu Ania Sadowska zapoznaje się z najciekawszymi książkami na ten temat, wyciąga z nich to, co najciekawsze i pomaga nam w gromadzeniu kolejnych pomysłów.  Dzisiaj spora dawka sprawdzonych sposobów na przygotowanie dzieci do radzenia sobie w finansowej dżungli. Bez przedłużania, oddaję głos Ani.

a

Edukacja finansowa dzieci: 80% sukcesu to właściwa postawa i zachowanie.

Serdecznie Wam dziękuję za pozytywne komentarze po moim debiucie na blogu. Szczerze mówiąc, spodziewałam się różnych reakcji. W końcu żeby tu wejść, wpisujecie marciniwuc.com, a wyskakuje Wam artykuł jakiejś nieznanej nikomu mamy. Wielkie dzięki również za to, że w komentarzach polecaliście ciekawe lektury, wpisy w internecie, dzieliliście się doświadczeniami i pomysłami. Chciałabym zwrócić Waszą szczególną uwagę na komentarz Marka, który poleca ciekawe narzędzie, pomocne przy obsłudze Banku Taty (lub Mamy) – First Kid Bank. Jego wadą jest to, że wymaga znajomości angielskiego, ale poza tym wygląda profesjonalnie.

Właśnie, à propos Banku – miałam go zakładać… Wróciłam z wakacji 2 tygodnie temu, pełna zapału, żeby zostać właścicielką domowej instytucji finansowej. Nawet stworzyłam w Excelu narzędzie, które miało mi pomóc w obsłudze rachunków moich 2 małych klientów (komentarz Marka o First Kid Bank pojawił się później). Ale wiecie co? Musiałam odłożyć realizację tego pomysłu do września. Moi klienci są ciągle w nastroju wakacyjnym, większą część tygodnia przebywają u babci i dziadka na wsi i ZUPEŁNIE nie interesuje ich teraz kasa.

Ania z rodzinką nad morzem

Praktyka rozpocznie się we wrześniu, a ja dalej się szkolę. Zależało mi, aby przeczytać o doświadczeniach rodzica, który wychował już dorosłe dzieci, i aby te dzieci potwierdziły, że to właśnie w domu nauczyły się odpowiednio zarządzać pieniędzmi.

Kierując się tym wyznacznikiem, wybrałam książkę Dave’a i Rachel Ramsey’ów: Smart Money Smart Kids: Raising the Next Generation to Win with Money. Kim są ci państwo? To ojciec i jego dorosła córka, którzy dzielą się przemyśleniami na temat tego, jak wychować dzieci, aby świetnie radziły sobie z pieniędzmi. Metodę poruszaną w książce uznają za skuteczną, bo zadziałała u nich w rodzinie.

Dave Ramsey – to nazwisko może być Wam znane, jeśli czytacie bloga Marcina. Jest to guru finansów osobistych w USA, który ma własny program radiowy i telewizyjny i pomaga Amerykanom wychodzić z długów. Specjalizuje się w chirurgii… finansowej, bo skutecznie reanimuje pacjentów z wysokim poziomem długów i pomaga wiązać koniec z końcem.

Rachel Cruze – urodziła się w kwietniu 1988 r., a we wrześniu tego samego roku jej rodzice ogłosili bankructwo. Jak możecie się domyślać, jej dzieciństwo nie było beztroskie, zwłaszcza że miała jeszcze starszą siostrę i młodszego brata. Obecnie pracuje razem z tatą i – jak sama o sobie mówi – specjalizuje się w profilaktyce: uczy, jak wyrabiać zdrowe nawyki finansowe.

Jeśli przeszło Wam przez myśl, że tylko jedno z trojga dzieci Dave’a załapało, co jest ważne w podejściu do pieniędzy, i że być może stało się to dopiero w dorosłym wieku, to muszę wyprowadzić Was z błędu. Podam kilka przykładów, które wskazują, że już jako nastolatki naprawdę mogli zaimponować niejednemu dorosłemu w tej kwestii:

– każde z dzieci w wieku 16 lat kupiło sobie samochód za gotówkę, przy czym od początku wiedziały one, że tylko połowę kwoty sfinansują rodzice, a żadne kredyty nie wchodzą w grę. Auta kosztowały kilkanaście tysięcy dolarów, było to ponad 10 lat temu. Skąd miały tyle gotówki? O tym przeczytacie dalej 🙂

– syn Dave’a jako nastolatek wydał swoje 10 tysięcy dolarów na pomoc humanitarną w Peru po trzęsieniu ziemi;

– kilkunastoletnia Rachel była rozchwytywaną opiekunką do dzieci, bo profesjonalnie przygotowywała się do rozmów z rodzicami, czyli klientami; jej fachowa prezentacja o sobie oraz formularze, które miały pomóc zdobyć jak najwięcej informacji o podopiecznych, dawały rodzicom poczucie bezpieczeństwa, że dzieci będą w dobrych rękach.

No dobrze, przejdźmy już do samej metody, którą Dave Ramsey stosował u swoich dzieci. Jej podstawą jest stwierdzenie, że 80% sukcesu to wyrobienie odpowiedniego zachowania i wpajanie dzieciom takich wartości, które nie pozwolą im podejmować nieodpowiedzialnych czy impulsywnych decyzji finansowych. Pozostałe 20% to wiedza, która jest niezbędna, aby zrozumieć pewne zależności. Zbyt ogólnikowo? Szczegóły są niżej.

a

1. Hej ho, do pracy by się szło…

Jakie jest najpopularniejsze źródło pieniędzy? Oczywiście praca. Dave uznał, że jeśli jego dzieci chcą mieć swoje pieniądze, to powinny czerpać z tego samego źródła. Od początku był przeciwny kieszonkowemu, które nie było od niczego uzależnione. Twierdził, że rodzi to tylko postawę roszczeniową. Zamiast tego wymyślił, że każde dziecko pozna wartość pracy i radość z zarobionych pieniędzy w sposób odpowiedni dla swojego wieku, a należy zacząć jak najwcześniej.

A) Od 3 do 5 lat – w tym przedziale wystarczą 3 prace domowe, krótkie i proste. Dave podsuwa następujące pomysły, jak dzieci mogą się wykazać: zbieranie zabawek z dywanu, wkładanie brudnych ubrań do kosza, posłanie łóżka, łączenie skarpetek po wysuszeniu, nakrywanie do stołu (z nadzorem), pomaganie w noszeniu lekkich zakupów. Zapewnia, że dzieci będą zachwycone, a ich zaangażowanie przerośnie nasze oczekiwania. Należy im płacić od razu po wykonaniu zadania, żeby zarejestrowały, że praca = kasa. W przypadku małych dzieci zarobione pieniądze najlepiej od razu z nimi wydać. I – co istotne – okazać duży entuzjazm, aby wzmocnić w dziecku radość z pracy i zarabiania. Moja córka jest w tym przedziale wiekowym, ale nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby tak wcześnie robiła coś za pieniądze.

B) Od 6 do 13 lat – w tym wieku Dave przydzielał dzieciom 5 prac, dzięki czemu mogły zarobić więcej. Na lodówce wisiała tablica z zadaniami, na której odnotowywano wykonanie danej czynności. Raz w tygodniu było to sprawdzane i odpowiednio nagradzane finansowo. Jakie prace autor uznaje za stosowne w tym wieku? Karmienie zwierząt domowych, odkurzanie, ścieranie kurzów, sortowanie prania, składanie i odkładanie na półkę wypranych ubrań, zmywanie naczyń, podlewanie kwiatów, mycie okien, sprzątanie łazienki, prace w ogrodzie, mycie samochodu. W tej grupie wiekowej są moi chłopcy i choć wcześniej miałam inne zdanie, skorzystam z rad Dave’a. Może dzięki temu już nie będę się czuła we własnym domu jak służąca 🙂

C) Od 14 lat – hmm, napiszę jedynie tyle, że dzieci Dave’a były zachęcane, żeby pracować poza domem, a nawet zakładać własny biznes. Rachel potwierdza, że wiele jej dało wyjście poza system bezpiecznego zarabiania w domu. Nie tylko dzięki temu jako nastolatka zarobiła na samochód, ale poczuła na własnej skórze, z czym się wiąże prawdziwa praca.

Wizja pracujących dzieci jest trochę trudna do przyjęcia? Dave i Rachel zgodnie zapewniają, że to jeszcze nikogo nie zabiło, a wiadomo: co cię nie zabije, to cię wzmocni. Należy spojrzeć na przyzwyczajanie do pracy tak samo jak na naukę mycia zębów – jest to po prostu konieczna umiejętność, którą każdy rodzic powinien przekazać swojemu dziecku. I zdecydowanie jest to obowiązek rodzica, a nie szkoły. Oczywiście nie powinniśmy płacić dzieciom za każdą pracę w domu, tylko za te, które były ustalone. Jest to jedyna możliwość, by stosunkowo małe dzieci odkryły zależność: praca = dochód. Nie chodzi jednak wyłącznie o czysto materialne podejście, ale również o poczucie zadowolenia z dobrze wykonanego zadania.

a

2. Nie ma i nie będzie

Brzmi jak antydoping kibiców przeciwnej drużyny piłkarskiej, ale chodzi o pieniądze 🙂 Jak to, pieniądze się kończą? Przecież wokół tyle ofert kredytów, to niemożliwe! Sęk w tym, że Dave i jego żona wręcz brzydzili się kredytami, od kiedy doprowadziły ich do bankructwa, więc to słowo w domu Ramseyów w ogóle się nie pojawiało. Zależało im na tym, żeby dzieci już od wczesnych lat zrozumiały, że jeśli wydadzą pieniądze, to po prostu nie będą ich więcej miały. Rachel do tej pory pamięta, że jako mała dziewczynka poszła z rodzicami do wesołego miasteczka i tam, na pierwszym z brzegu automacie, przegrała wszystkie swoje zaoszczędzone pieniądze. Pomimo próby wyjęczenia dodatkowych funduszy od rodziców nie dostała ani centa i resztę wycieczki wspomina jako torturę, zwłaszcza że musiała patrzeć, jak jej siostra rozsądnie wydaje swoje pieniądze. Serce Wam się łamie? Nie martwcie się. Po pierwsze, Rachel przeżyła i ma się dobrze. Po drugie, było to tak silne przeżycie, że utrwaliło w niej właściwą postawę, o którą jej rodzicom chodziło. I wreszcie po trzecie, to tylko jedna z wielu sytuacji w rodzinie Ramseyów, a oni sami dbali o to, aby zachować zdrową równowagę – nie tresować dzieci, ale wykorzystywać nadarzające się momenty, by ich czegoś świadomie nauczyć.

a

3. Świeć, świeć i jeszcze raz świeć… przykładem

Aż tak mocno trzeba świecić? Niestety tak. Czy tego chcesz, czy nie, dzieci to twój drugi cień, gumowe ucho, mocno wchłaniające gąbki. Jakkolwiek byś je nazwał, świadomie i nieświadomie obserwują Cię i naśladują. Dawanie dobrego przykładu brzmi jak odpowiedzialne i trudne zadanie? Warto potraktować to jako dodatkową motywację, by nieustannie zmieniać się na lepsze i trwać w tym, co dobre. Pamiętaj, że dzieci dobrze wyczuwają nawet takie niuanse jak impulsywne zakupy na poprawę humoru, czy prezenty kupowane im z poczucia winy, gdy spędzamy z nimi za mało czasu.

a

4. Pozwól im upaść

Tego już chyba za wiele! Przecież jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni, żeby chronić nasze dzieci. Jasne, że tak, lecz nie przesadzajmy z tym. Najwięcej uczymy się wtedy, gdy sami próbujemy. Zadaniem rodziców jest stworzenie takich warunków, aby dzieci odczuwały boleść porażki, ale żeby mogły wynieść z tego właściwą lekcję i nie popełniać dużo bardziej kosztownych błędów w przyszłości. Przypomnijcie sobie przykład z wizyty w wesołym miasteczku, który podałam wyżej – Rachel uważa, że na dłuższą metę ten krótki ból przyniósł jej wiele dobrego.

a

5. Niech się z tym prześpią

Z czym mianowicie mają spać nasze dzieci oprócz przytulanek? Z tym samym, z czym my, dorośli, powinniśmy się czasem przespać, czyli… z problemem zakupowym. No tak, ale jaki to problem może się pojawić w tak młodym wieku? Otóż taki, żeby właściwie rozróżnić, czy to potrzeba czy raczej zachcianka. Jeśli twoje dziecko dostrzegło w sklepie rzecz, którą chce mieć za wszelką cenę, zachęć je, aby decyzję, czy wydać na to pieniądze, odłożyło do następnego dnia. Gdy rano się obudzi i pomyśli o tej rzeczy, pozbędzie się emocji i świadomie podejmie decyzję, czy faktycznie warto to kupić.

a

6. Naucz sztuki kupowania

Wydaje się, że kupowanie jest takie proste – wchodzę do sklepu, widzę cenę, daję pieniądze, biorę towar i już. Faktycznie proste, ale i kosztowne. Dave radzi, żeby uczyć dzieci, jak kupować taniej poprzez negocjowanie cen czy szukanie okazji. Jeśli sam nie wiesz, jak się negocjuje, możesz przeczytać wpisy na ten temat (Wprowadzenie do negocjacji – czyli jak otrzymać więcej za mniej?, Proś o więcej, niż chcesz dostać – negocjacje cz. 2). Warto pokazywać dzieciom, jak dobrze przygotować się do zakupu poprzez zebranie informacji o tej konkretnej rzeczy. Dzięki temu ominie je szaleństwo zakupów impulsywnych.

a

7. Nie walcz z naturą dziecka

W przyrodzie możemy dokonać podziału gatunku ludzkiego na urodzonych wielbicieli zakupów i maniaków oszczędzania. To, w której grupie znajdzie się Twoje dziecko, tak naprawdę nie ma znaczenia. Jeśli od urodzenia lubi wydawać pieniądze (tak jak Dave), musisz je nauczyć, jak wydawać mądrze, a nie korygować, żeby zupełnie utraciło radość z zakupów. Gdy dziecko ma cechy drugiej grupy, czyli kolekcjonuje pieniądze jak znaczki w klaserze, ucz je, aby oszczędzało z głową.

a

8. Cel wymaga środków, czyli parę słów o oszczędzaniu

Dave przytacza wyniki badań naukowych, które wskazują, że jako dorośli ponosimy porażkę w starciu z pieniędzmi, bo w młodości nie wyrobiliśmy sobie odpowiednich nawyków. Jednym z najważniejszych nawyków jest oszczędzanie, które uczy stawiania sobie celów, cierpliwości, odroczonej gratyfikacji, mądrzejszych decyzji zakupowych – czyli samych pozytywów, które w dorosłym życiu nie wpędzają nas w długi. Radzi, żeby dosyć wcześnie mówić dzieciom o różnych metodach inwestowania, tak by osłuchały się z tematem, nawet jeśli nie wszystko od początku będzie dla nich jasne.

a

9. Wszyscy jesteśmy menedżerami, czyli parę słów o dawaniu

Jak to wszyscy, przecież ja akurat niczym nie zarządzam. Mylisz się, bo zarządzasz pieniędzmi, które według Dave’a nie są twoją własnością. Pieniądze płyną, a ty jedynie wyznaczasz im kierunek. Dzięki takiemu podejściu można uczyć dzieci hojności, bo łatwiej wydawać pieniądze, które do nas nie należą. Zarządzamy również swoim czasem i talentami, więc nawet jeśli nie chcemy lub nie mamy czym materialnym się podzielić, to pokazujmy dziecku, że zawsze możemy podarować komuś swoją uwagę lub działać w wolontariacie.

Nasze dzieci żyją w skoncentrowanym na własnym „ja” pokoleniu, które często nie dostrzega potrzeb innych osób. Warto czasem przekłuć tę bańkę mydlaną i pokazywać im inną perspektywę.

Co robił Dave? Uwaga, uwaga, pewnie niektórzy znów się złapią za głowę. Otóż wysyłał swoje nastoletnie dzieci na misje humanitarne w biedne rejony świata, na przykład do Peru.

Ta niezwykła lekcja wrażliwości sprawiała, że po powrocie dzieci zupełnie inaczej patrzyły na to, co wcześniej wydawało się oczywiste, jak choćby dostęp do wody pitnej. Granica między prawdziwą potrzebą a zachcianką też stała się wyraźniejsza. Czy opowieści lub nawet filmy dokumentalne z tych regionów miałyby taki sam efekt? Chyba nie, to trzeba po prostu przeżyć, trzeba poczuć ten kubeł zimnej wody. Jako rodzice powinniśmy stwarzać dzieciom okazje, aby mogły jak najwięcej dać z siebie innym – czy to pieniądze, czy to czas i talent.

a

10. System kopertowy – narzędzie do nauki oszczędzania i dawania

Daj dziecku 3 koperty, na jednej napisz WYDAĆ, na drugiej ZAOSZCZĘDZIĆ, a na trzeciej PODZIELIĆ SIĘ. Pozwól mu udekorować je według własnego uznania, żeby był w tym element zabawy. Następnie zachęć dziecko, aby każdy zarobek dzieliło pomiędzy te 3 koperty. System kopertowy jest niczym innym, tylko wstępem do budżetowania, a jak twierdzi Dave, odpowiedni budżet to najważniejszy klucz do tego, żeby dobrze zarządzać pieniędzmi w dorosłym życiu.

a

11. Niech się cieszą z tego, co mają

Znów brzmi szorstko? No cóż, w dzisiejszym świecie do dzieci podchodzimy z ogromną delikatnością, podczas gdy one tak naprawdę tego nie potrzebują. Może Cię zaskoczę, ale Dave jest bardzo religijną osobą, wielokrotnie odnosi się w książce do cytatów z Biblii i ostatnią rzeczą, którą pragnie, jest tyranizowanie własnych dzieci. Zależy mu mocno na tym, aby rodzice świadomie bronili dzieci przed agresywnym marketingiem, który je atakuje w różnych sytuacjach. Jak to zrobić? Oto kilka sprawdzonych przez autora sposobów:

Zawsze będzie lepsza wersja – gdy mamy w domu maniaka nowinek, trzeba mu uświadomić, że to celowa zagrywka producentów, aby klient dokonał kolejnego zakupu, który tak naprawdę niewiele wnosi; za chwilę wyjdzie jeszcze lepsza wersja.

Przerwij to u źródła – tu Rachel podaje swój przykład z czasu, gdy stała się fanką Facebooka, a zwłaszcza przeglądania zdjęć, które wrzucali jej znajomi. Kiedy dostrzegła na fotografii koleżankę z torbami pełnymi zakupów, czuła się gorsza i od razu chciała to wyrównać, pędząc do sklepu. Na szczęście w porę się zorientowała i opanowała w szale zakupów w dość prosty sposób – zlikwidowała sobie konto na FB. To samo można uczynić z innymi rzeczami (czy osobami), które zmniejszają nasze poczucie zadowolenia. Trzeba się od nich po prostu odciąć.

Mów NIE – to proste, trzyliterowe słowo, którego wielu dorosłych nie potrafi nawet wymówić 🙂 Ma ono jednak ogromne znaczenie dla kształtowania charakteru naszych dzieci, a tym samym podejmowania przez nie mądrych decyzji w przyszłości.

Na koniec ważna rzecz, którą Dave kilkakrotnie podkreśla w książce: WYLUZUJ! Jeśli chcesz uczyć dzieci finansów jego sposobem, ale boisz się, że nie dasz rady konsekwentnie stosować tylu zasad naraz, to autor zapewnia, że sam nie był perfekcyjny, a mimo to dzieci zrozumiały, co jest ważne. Nie trzymaj się też sztywno reguł, bo nie zawsze będą one właściwe do zastosowania. Korzystaj z nadarzających się okazji, żeby dziecku coś wytłumaczyć, na przykład jeśli widzisz jego zainteresowanie, gdy wpisujesz wartości z paragonów do budżetu domowego albo szukasz w internecie księgarni, w której najtaniej kupisz wymarzoną książkę. Codziennie obracamy pieniędzmi, więc takich okazji jest naprawdę wiele.

Podsumowując: możesz naprawdę łatwo zepsuć dzieci, gdy będą myślały, że wszystko im się należy, a stąd już równia pochyła do katastrofy finansowej w przyszłości. Dom to bezpieczne gniazdo, a nie hamak, w którym można się całymi dniami wylegiwać. Twoim zadaniem jako rodzica jest wychowywanie strzał zamiast bumerangów. Autor rozumie przez to dorosłe dzieci – jeśli je dobrze przygotujemy do samodzielnego radzenia sobie z pieniędzmi, to nie będą do nas wracały jak bumerang, kiedy tylko podwinie im się noga, ale trafią w swój życiowy cel jak strzała i będą się bogacić 🙂 Ja zamierzam spróbować z takim podejściem, a Wy?

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie, Ania.

Ania Sadowska rodzinkaAnna Sadowska (www.aniasadowska.com) – tworzy cykl o edukacji finansowej dzieci. Prywatnie mama Łucji, Pawła i Sebastiana.
Szuka sprawdzonych metod, które pomagają wykształcić u dzieci i młodzieży właściwe podejście do pieniędzy. Podpowiada rodzicom, co jest istotne, aby w dorosłym życiu ich dzieci mogły odnaleźć się w kwestiach związanych z finansami i sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem.Od kilkunastu lat pracuje w międzynarodowej korporacji, zdobywając doświadczenie w działach zakupów, rachunkowości i kontroli wewnętrznej.

Jak uczycie swoje dzieci finansów? W jaki sposób rozwijacie w nich inteligencję finansową? I co myślicie o metodach Dave’a i Rachel? Podzielcie się tym z nami w komentarzach.

P.S. Dla tych z Was, którzy chcieliby dokładnie zapoznać się z treścią “Smart Money, Smart Kids” podaję link afiliacyjny, z którego możecie nabyć książkę w formie papierowej, a także ebooka i audiobooka (należy wybrać właściwy prostokąt na stronach księgarni). Dziękuję, jeśli zdecydujesz się na zakup książki w ten właśnie sposób.

Przeczytaj cykl poświęcony Edukacji finansowej dzieci. Znajdziesz w nim sprawdzone sposoby i pomysły na przygotowanie dzieci do świetnego radzenia sobie w świecie finansów. Oto lista artykułów z tego cyklu: