Szum morza, powiew letniej bryzy, ciepłe słoneczko, a Ty wylegujesz się na wygodnym, plażowym leżaku….

  • Daj kasę – słyszysz przy swoim uchu. Brzmi to jak próba wyłudzenia haraczu, ale to tylko Twój nastolatek zwraca się właśnie z uprzejmą „prośbą” o pieniądze.
  • A na co? – pytasz najgrzeczniej, jak potrafisz.
  • Potrzebne mi są – pada krótka odpowiedź, pod którą może się kryć wszystko.
  • Ale na co? – drążysz temat, bo to przecież Twoje pieniądze i Twoje dziecko.
  • Do jedzenia chcę coś kupić – precyzuje nasze nastoletnie maleństwo.
  • Jedzenie jest w w torbie, wybierz coś sobie.
  • Sprawdzałem tam już, ale ja bym zjadł hamburgera – wykrztusza w końcu.
  • Daj spokój, nie mam pieniędzy – kończysz rozmowę z wyrzutem, że właśnie tak Twoje dziecko traktuje Ciebie i Twoje ciężko zarobione pieniądze.

Czar wakacji pryska, bo został poruszony ten nieprzyjemny dla obu stron temat finansów. Jeśli przewidujesz taką sytuację na swoim urlopie, mam dla Ciebie dobrą wiadomość – wcale nie musi tak być. Powszechnie wiadomo, że okres dorastania jest specyficznym czasem w rodzinie, delikatnie mówiąc. Jednak Mary Hunt, autorka książki „Raising financially confident kids” znalazła sposób na to, żeby finanse nie były źródłem nieporozumień między rodzicami a dorastającymi dziećmi. W książce znajdziecie ciekawe wskazówki na edukację finansową nastolatków i młodszych dzieci. Co najważniejsze, są to sprawdzone porady, testowane na jej synach. Dzieci autorki – Jeremy i Josh – mają już około 40 lat i bardzo dobrze im się powodzi. Przeczytaj, jak jej się to udało.

Przeczytaj cykl poświęcony Edukacji finansowej dzieci. Znajdziesz w nim sprawdzone sposoby i pomysły na przygotowanie dzieci do świetnego radzenia sobie w świecie finansów. Oto lista artykułów z tego cyklu:

Wylewamy fundament

Czy wy też tak macie, że jesteście zajęci rutyną rodzicielstwa (gotowaniem, pilnowaniem pracy domowej, podwożeniem na dodatkowe zajęcia itp.) i zapominacie o przekazywaniu wartości? A może czasem po prostu nie wiecie, co warto powiedzieć dzieciom?

Mary Hunt podaje 4 fundamentalne obszary w dziedzinie finansów, którymi warto się zająć:

  1. Dawanie – rozwijamy wdzięczność zamiast postawy „wszystko mi się należy” Uczymy szacunku i wrażliwości na innych przez wsparcie ich konkretną kwotą pieniędzy.
  2. Oszczędzanie – budujemy poczucie bezpieczeństwa i pewność w osiąganiu celów
  3. Wydawanie – powinno być rozważne i zaplanowane. Nie wydajemy więcej niż mamy. To my decydujemy, czy to jest potrzeba czy zachcianka, a nie reklama.
  4. Pożyczanie – omijamy szerokim łukiem. Jeśli się nie da, to pożyczamy tylko pod zastaw lub na rzeczy, których wartość wzrośnie w przyszłości. Spłacamy każdy dług najszybciej, jak się da.

Mów o tych wartościach i stosuj je w codziennym życiu, a dzieci podłapią ten sposób myślenia. To tylko kilka prostych, ale jednocześnie mocno działających zasad. Jeśli będziesz o nich pamiętać, Twoje dziecko będzie miało na czym budować swoją finansową przyszłość.

Grunt to dobry plan

 Gdy robimy coś bez planu, zmniejszamy szanse na osiągnięcie celu. Do takiego samego wniosku doszła Mary, która razem z mężem wymyśliła prosty plan na naukę finansów, dopasowany do możliwości dzieci. Nawet jeśli ciągle masz niespłacone kredyty lub niewiele wiesz na temat pieniędzy, z powodzeniem możesz go stosować. Nie będzie to dla dzieci nic trudniejszego do zrozumienia niż nauka obsługi pralki czy zmywarki. Mary zapewnia, że rodzice też „przy okazji” więcej się uczą. Bez zbędnego przedłużania, podaję szczegóły tego planu:

  • zaczynamy z nastolatkami – Mary uważa, ze najlepszy wiek na przystąpienie dziecka do tego planu to 10-11 lat. Dziecko musi już świadomie podejmować pewne decyzje, a jednocześnie udział w planie wiąże się z pewnego rodzaju zaszczytem, o czym więcej niżej. Jeśli masz starszego nastolatka, to niech zacznie jak najprędzej.
  • przygotowujemy listę odpowiedzialności – czyli spis rzeczy czy aktywności, za które dziecko będzie odpowiedzialne i za które my już nie płacimy. Kwota pieniędzy, które od nas dostanie, musi zapewnić pokrycie tych kosztów. Zaczynamy z niewielką listą, ale docelowo w ostatnich latach szkoły średniej dziecko powinno przejąć całość wydatków, które je dotyczy. W pierwszym roku warto wrzucić na listę same zachcianki, typu wydatki na przekąski czy bilety do kina. W kolejnych latach dodajemy już na listę takie sprawy jak ubrania, fryzjera czy przybory szkolne.
  • zapewniamy miesięczne wynagrodzenie – tak, dobrze przeczytaliście, słowo „wynagrodzenie” jest istotne. To nie jest zwykłe kieszonkowe, jakie niektórzy koledzy czy koleżanki mają. To pensja, która jest dość spora jak na wiek dziecka. Przyciągniemy tym słowem zainteresowanie nastolatka oraz damy mu do zrozumienia, że traktujemy go jak dorosłego. Są to pieniądze, które i tak byśmy wydali na dziecko, żeby zapewnić mu ubranie, dojazd do szkoły czy rozwój zainteresowań – tyle, że teraz tylko ono decyduje, co konkretnie i w jaki sposób kupi. Miesięczna kwota pozwala na lepsze planowanie i jest dużo bardziej atrakcyjna dla nastolatka niż tygodniówka.
  • narzucamy obowiązkowe odliczenia – dajemy wynagrodzenie, ale wymagamy jednocześnie, żeby pewien z góry określony przez nas procent odkładać na cele dobroczynne i oszczędności. Nie wnikamy, jak będą oszczędzać i na jakie cele chcą przekazać część wynagrodzenia. Spróbuj zastosować formułę 10-10-80, czyli 10% na cele charytatywne, 10% na oszczędzanie, 80% na wydatki. Pozwoli to dziecku automatycznie przyjąć, że częścią pieniędzy trzeba się podzielić z innymi, a część zostawiamy, aby uzbierać na wymarzony cel. Jeśli tylko dziecko chce, może odkładać więcej na te cele – chłopcy Mary kupili swoje pierwsze auta za własne pieniądze.
  • pamiętamy o corocznej rewizji listy odpowiedzialności – Mary robiła to na początku każdego roku szkolnego, ale termin nie ma znaczenia. Ważne, żeby co roku (lub częściej) dziecko dostawało podwyżkę i jednocześnie dłuższą listę odpowiedzialności.
  • dorzucamy planowanie i zapisywanie wydatków – tego akurat Mary nie miała w swoim pierwotnym planie, ale uważa, że jest to dobry nawyk i ułatwi nastolatkowi wydawanie pieniędzy na sprawy, które ma na liście odpowiedzialności. Może się też zdarzyć, że źle oszacowaliście kwotę wynagrodzenia, więc taki budżet będzie mógł to potwierdzić. Jeśli tylko znajdziecie dla dziecka jakąś fajną aplikację, to powinno przynajmniej spróbować. Może Coin Keeper?
  • nie wtrącamy się – to istotna, choć dość trudna sprawa dla rodzica. Gdy już przekażemy wynagrodzenie, obowiązkowe odliczenia i listę odpowiedzialności, nasze zadanie się kończy. Nie mamy możliwości komentowania nierozważnych decyzji, bo to dziecko ma na swojej skórze poczuć ich skutki. Mary przyznaje, że jej dzieci miały na początku sporo wpadek, ale z czasem zaczęły tak dobrze zarządzać pieniędzmi, że przekroczyło to nawet jej oczekiwania.
  • nie pożyczamy pieniędzy – zaliczki na poczet przyszłego wynagrodzenia czy pożyczka na jakiś większy wydatek nie wchodzą w grę. Tworzymy w domu strefę wolną od długów. W naprawdę wyjątkowych sprawach można pożyczyć pieniądze, ale pod zastaw czegoś, co do dziecka należy.
  • określamy moment zakończenia planu – wszystko dobre się kiedyś kończy, ten plan finansowy również powinien mieć z góry określoną datę zakończenia. Pozwala to rodzicom zaplanować coroczny przyrost odpowiedzialności, natomiast dziecku daje sygnał, że to tylko forma nauki, która już w dorosłym życiu nie obowiązuje.

Najtrudniejszą część musi wykonać dorosły, żeby zaplanować listę odpowiedzialności na każdy rok i związaną z nimi kwotę wydatków. Trzeba zatem już wcześniej dość szczegółowo orientować się, ile wydajemy na poszczególne sprawy związane z dziećmi. Rodzice muszą się też powstrzymać od komentowania decyzji finansowych, bo wtedy cały plan legnie w gruzach. Dzieci Mary nie kwestionowały zasad, które im narzuciła. Potwierdza to tylko, że nawet nastolatki potrzebują granic, wśród których mogą swobodnie działać.

A jakie były rezultaty stosowania tego planu? Choć jej dzieci były zupełnie różne, w obu przypadkach synowie stali się odpowiedzialni i świetnie radzili sobie z pieniędzmi. Wcześniejsze nietrafione decyzje zmieniały się w lepsze wybory w przyszłości. Co ciekawe, Mary nie miała z nimi problemów wychowawczych, jak często się dzieje w tym wieku. Po prostu pieniądze nie były problemem, a to zaufanie, które rodzice im przekazywali razem z pieniędzmi, tworzyło fajną atmosferę w domu. Plan dobrze działał, bo chłopcy go znali i rozumieli. Ważne jest, żeby dzieciom dokładnie i prosto wyjaśnić, że od tej chwili podejmują własne decyzje za pieniądze, które im przekazujemy w ściśle określonych obszarach, ale oczekujemy od nich odpowiedzialnych zachowań. Aby podkreślić, jakim zaszczytem dla nich jest uczestnictwo w tym planie, warto  odpowiednio celebrować start programu, na przykład przez specjalny obiad czy certyfikat młodego managera :).

Mary zaczęła ze swoimi nastoletnimi dziećmi, ale uważa, że naukę finansów można zacząć już wcześniej, tylko w innym zakresie.

Przedszkolak – pokaż mu podstawy

Tak, właśnie pokaż, bo to jak postępujesz z pieniędzmi, odbiera jako naturalne zachowanie. Gdy planujesz budżet domowy czy wpisujesz kwoty z paragonów, nie zajmuj się tym, gdy zaśnie, bo nie zrozumie, że kontrolujesz wydatki. Używaj gotówki, bo zakup kartą nie pokazuje, ile tak naprawdę wydajesz na różne rzeczy. Gdy spędzasz z nim czas, wybierz park czy wycieczkę za miasto zamiast galerii handlowej. Dawaj mu nagrody w postaci uścisków i słów uznania, zamiast pieniędzy czy kolejnych zabawek. Zwracaj uwagę, ile czasu spędza przed TV i pozwól mu uczestniczyć w obowiązkach domowych, aby poczuło, że jest częścią rodziny na takich samych zasadach, jak pozostali.

Pierwsze lata podstawówki  – czas na pierwszy etap nauki o finansach

To będzie wstęp do głównej części planu, jaki jest zarezerwowany dla nastolatków. Zaczynamy ze zwykłym kieszonkowym, raz w tygodniu konkretnego dnia. Kwota według uznania rodziców, nie powiązana z obowiązkami domowymi. Jeśli chcecie, możecie skorzystać ze sposobu, jaki Mary używała do egzekwowania obowiązków domowych. Gdy coś nie było zrobione, to dzieci zobowiązane były zapłacić… mandat, czyli pewną wcześniej określoną sumę pieniędzy. Podobno działa 🙂

W tym wieku wprowadzamy też dość popularną ideę słoików – wg autorki dzieci powinny mieć z góry narzucony podział: 10% na cele charytatywne, 10% na oszczędzanie długoterminowe, 40% na oszczędzanie krótkoterminowe (czyli np. na wymarzoną zabawkę) i 40% na bieżące wydatki. W tym wieku dzieci wymagają jeszcze nadzoru, jak wydają swoje pieniądze, ale jak najczęściej powinny same o tym decydować.

Moi chłopcy są w tej grupie i rzadko wychodzą z domu z pieniędzmi, chyba że planują coś konkretnego kupić. Zdarzało się jednak czasem, że jak weszliśmy do sklepu i coś chcieli kupić, to im po prostu „pożyczałam”, a oni mi później w domu oddawali. Według Mary nie powinno się tego robić, bo to przyzwyczaja dzieci do tego, że można brakujące pieniądze od kogoś pożyczyć. A tego nie chcemy uczyć 🙂

Zresztą Mary bardzo dokładnie i ciekawie opisuje, czego i w jaki sposób nauczyć dzieci o długach. Napiszę o tym więcej w kolejnym wpisie z tego cyklu.

Ciekawa jestem, jak Wam się podoba plan Mary. Myślicie, że zadziała w Waszej rodzinie? Spróbujecie zastosować jeszcze przed urlopem?  Podzielcie się komentarzem 🙂

Pozdrawiam serdecznie

Ania

 

Ania Sadowska rodzinkaAnna Sadowska (www.aniasadowska.com) – tworzy cykl o edukacji finansowej dzieci. Prywatnie mama Łucji, Pawła i Sebastiana.
Szuka sprawdzonych metod, które pomagają wykształcić u dzieci i młodzieży właściwe podejście do pieniędzy. Podpowiada rodzicom, co jest istotne, aby w dorosłym życiu ich dzieci mogły odnaleźć się w kwestiach związanych z finansami i sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem.Od kilkunastu lat pracuje w międzynarodowej korporacji, zdobywając doświadczenie w działach zakupów, rachunkowości i kontroli wewnętrznej.