W gospodarczej historii świata występują zdarzenia, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo odległe i niezbyt istotne. Ale, podobnie jak mały kamyk w pewnych warunkach powoduje ogromną lawinę, tak pojedynczy incydent może wywołać całą sekwencję fatalnych zdarzeń. W 2008 roku „kamykiem” był upadek banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Biorąc pod uwagę obecną sytuację w Unii Europejskiej, rysujący się na horyzoncie Brexit jest bardzo poważnym kandydatem do tytułu kolejnego „czarnego łabędzia”, o którym długo będziemy pamiętać.

W tym tygodniu nie uciekniemy od tego tematu i wszystkie media będą go drążyć. Pomyślałem więc, że przyda się “mała ściąga”, która pomoże lepiej zrozumieć prasowe i telewizyjne doniesienia. W tym artykule przeczytasz:

  • Skąd wziął się ten cały Brexit i co będzie dalej?
  • Dlaczego rynki finansowe tak bardzo panikują?
  • Co to oznacza dla nas i Polski?

Czym jest i skąd wziął się ten cały Brexit?

Zacznę od tego, że Brexit – czyli proces wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej – jeszcze się nie rozpoczął i ciągle są (nikłe?) szanse, że ostatecznie do niego nie dojdzie. Póki co mamy wyniki referendum, w którym 51,9% głosujących obywateli (przy frekwencji 72%) opowiedziało się za wyjściem z Unii Europejskiej. Warto podkreślić, że referendum miało charakter „doradczy” – jego wyniki nie są prawnie wiążące i brytyjski parlament może podjąć decyzję o pozostaniu w UE. Dziś jednak trudno obstawiać taki scenariusz. W każdym razie od referendum do faktycznego wyjścia z Unii droga jeszcze daleka, choć wiele wskazuje na to, że Wielka Brytania za chwilę faktycznie zacznie nią kroczyć.

A dlaczego w ogóle odbyło się to całe referendum? Wielu komentatorów wskazuje, że był to ogromny polityczny błąd Davida Camerona. Zdawał sobie sprawę, że w Wielkiej Brytanii rośnie liczba eurosceptyków (również w szeregach jego macierzystej partii), a że dobrze mu się premierowało i chciał robić to nadal po wyborach w 2015 roku, postanowił grać na tych nastrojach. Udało się – premierem pozostał. Pokazał siebie jako twardego negocjatora, domagającego się gruntownych reform UE, dających Wielkiej Brytanii większą niezależność od Unii. Zbliżające się referendum miało wzmacniać jego pozycję negocjacyjną i pomóc osiągnąć te cele. Tyle tylko, że wynik referendum miał być zupełnie inny. Tymczasem nasilona kampania eurosceptyków, w dużej mierze oparta na niechęci do imigrantów, trafiła na podatny grunt, i…David Cameron musiał powiedzieć „Ups!” i do października pożegna się ze stanowiskiem, o które tak zawzięcie wojował. Plan był chytry, ale miał luki.

Co będzie dalej?

Wyjście Wielkiej Brytanii z UE, o ile do niego faktycznie dojdzie, odbywać się będzie na podstawie Art. 50 Traktatu z Lizbony. Nikt tego jeszcze nie testował, więc niewiadomych jest mnóstwo (jak dotąd jedynie zależna od Danii Grenlandia wycofała się z EWG – prekursora Unii – ale to było w roku 1985, w oparciu o inne przepisy). Krok po kroku powinno wyglądać to tak:

  1. Najpierw rząd brytyjski oficjalnie notyfikuje Radę Europejską (szefowie państw i rządów krajów UE), że chce uruchomić Art.50 Traktatu.
  2. Rozpoczynają się negocjacje, w wyniku których podpisana zostaje umowa określająca warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z UE. Do tego czasu wiążące są wszystkie obecne umowy i traktaty pomiędzy Wielką Brytanią i UE.
  3. Jeżeli negocjacje nie przyniosą skutku w postaci umowy, to Wielka Brytania przestanie być członkiem UE w ciągu 2 lat od momentu poinformowania Rady Europejskiej.

Ile to potrwa? Prawdopodobnie długo. Po pierwsze: rząd brytyjski może zwlekać z notyfikacją Rady Europejskiej, bo to jest bilet w jedną stronę. Oznacza początek 2-letniego okresu do wyjścia, a ciężko się negocjuje pod presją czasu. W dodatku, gdy Rada obraduje na temat warunków wyjścia, przedstawiciele Wielkiej Brytanii w takich obradach nie biorą udziału. Słowem – kiepska to sytuacja, więc sama notyfikacja może być opóźniana. Po drugie, jeśli 2-letni okres negocjacji nie przyniesie efektów, może on być przedłużony (choć wymaga to jednomyślnej decyzji całej Rady Europejskiej).

Wszystko to może więc potrwać grubo ponad dwa lata, a w tym czasie bardzo wiele może się przecież wydarzyć. Skąd zatem taka nerwowość wśród inwestorów?

Jakie będą skutki Brexitu?

Zacznijmy od korzyści, na które przed referendum wskazywali zwolennicy Brexitu:

  • Wielka Brytania będzie mogła sama decydować o swoich sprawach, zamiast realizować nakazy z Brukseli. Szczególnie, że Komisja Europejska, nie będąca nawet organem wybieranym w demokratycznych wyborach, ma monopol na kształtowanie prawa w UE, a niektóre z jej regulacji są automatycznie wiążące w krajach członkowskich. Tylko poza UE Wielka Brytania będzie w pełni niepodległa.
  • Wielka Brytania rocznie dopłaca netto do budżetu UE około 7mld funtów. Po wystąpieniu z Unii ten haracz zniknie.
  • Swoboda przepływu ludzi w ramach Europejskiego Systemu Gospodarczego skutkuje napływem ogromnych rzesz imigrantów z innych krajów Unii (największa ich grupa pochodzi z Polski), którzy zabierają Brytyjczykom miejsca pracy i korzystają z zabezpieczenia społecznego. Po wyjściu z Unii zamknie się granice, wprowadzi wizy dla wybranych i problem będzie można rozwiązać.
  • Nie trzeba będzie ratować innych gospodarek UE, takich jak Grecja.
  • Nie trzeba będzie przejmować się wspólną polityką rolną czy polityką ograniczająca połowy.
  • A poza tym UE jest zbiurokratyzowana, nieefektywna i ciągle nękana kolejnymi kryzysami, jak choćby zalew imigrantów z Syrii i innych państw muzułmańskich. Nie ma co dalej siedzieć w tym stetryczałym klubie.

Skoro z Brexitu wynika tyle korzyści, dlaczego po referendum wartość funta względem dolara spadła do najniższego poziomu od ponad 30 lat? Bo wszystkie powyższe „plusy” najwyraźniej nie zrekompensują potencjalnych minusów:

  • UE jest najważniejszym partnerem handlowym Wielkiej Brytanii, odpowiadającym za połowę brytyjskiego importu i eksportu. Pozwala na to brak barier handlowych dzięki swobodzie przepływu towarów i usług. Po wyjściu z UE warunki wymiany handlowej ulegną pogorszeniu, a jej wielkość ulegnie zmniejszeniu. Ekonomiści z London School of Econimics szacują, że w optymistycznym scenariusz Wielka Brytania straci na tym 18 mld funtów rocznie, a w pesymistycznym 50 mld funtów rocznie (czyli zdecydowanie więcej niż 7 mld funtów zaoszczędzonych na niepłaceniu do unijnej kasy).
  • Dla konsumentów – wzrosną ceny importowanych z UE towarów, dla biznesów – znacznie trudniejszy i bardziej kosztowny stanie się eksport (cła, kontrole graniczne, różnice w przepisach, niemożność skorzystania z preferencyjnych warunków handlowych, jakie UE negocjuje z innymi państwami, jak USA czy Japonia).
  • Wielka Brytania jest krajem, w którym do tej pory niezwykle chętnie inwestowały zagraniczne firmy. Napływ takich inwestycji (tzw. FDI – foreign direct investments) zostanie poważnie ograniczony, gdyż zagraniczne firmy produkujące w Wielkiej Brytanii nie będą już mogły swobodnie sprzedawać swoich towarów i usług w całej Unii, zaś brytyjska waluta może okazać się mniej stabilna. Spadek tych inwestycji to kolejny cios dla gospodarki.
  • Spadek wymiany handlowej i inwestycji oznacza również mniejszą liczbę miejsc pracy. Niepewność co do możliwości zatrudnienia, oznaczać będzie mniejszą skłonność do konsumpcji, co również odbije się na wzroście PKB.
  • Imigranci, na których zwala się winę za liczne problemy, wykonują wiele prac, na które sami Brytyjczycy się nie decydują. Płacą więcej podatków i składek niż pobierają zasiłków, poprawiając tym samym stan brytyjskich finansów publicznych. Zamknięcie przed nimi granic niczego nie rozwiązuje, a tylko pogłębi problemy fiskalne.
  • Londyńskie City straci swój status finansowej stolicy Europy (8% brytyjskiego PKB), a wiele giełd, banków i funduszy przeniesie się zapewne do Luksemburga lub Frankfurtu.
  • Brexit może oznaczać również koniec Zjednoczonego Królestwa. Szkocja oraz Irlandia Północna głosowały za pozostaniem w Unii. Już dobiegają stamtąd głosy, że w Szkocji może odbyć się kolejne referendum w sprawie oderwania od Wielkiej Brytanii, zaś Irlandia Północna analizuje możliwość przyłączenia się do pozostającej w Unii Irlandii.

Oczywiście z podobnych przyczyn na Brexicie ucierpi też sama Unia:

  • Spadek wymiany handlowej uderza zawsze w obydwie strony. Unijny PKB będzie niższy, co w czasach gospodarczej mizerii jest wielkim problemem.
  • Zmaleje składka do unijnego budżetu, więc do podziału będzie znacznie mniej środków.
  • Po wyjściu Wielkiej Brytanii może rozpocząć się efekt domina. Nogami już przebierają Francuzi, coś tam przebąkują Holendrzy i Duńczycy, a już na pewno Grecy. W ten sposób za jakiś czas, Unia, jaką znamy, będzie być może już tylko wspomnieniem.
  • Skoro eurosceptyczni populiści wygrali w Wielkiej Brytanii, to bardziej prawdopodobne wydaje się zwycięstwo Donalda Trumpa za 4 miesiące w USA. A to może otworzyć zupełnie inny rozdział w historii świata.

To głównie takiego scenariusza obawiają się inwestorzy, którzy na wieść o wynikach referendum zareagowali niezwykle nerwowo.

Co to wszystko oznacza dla Polski?

Zacznę od tego, że w piątek złoty był drugą po funcie brytyjskim walutą świata, która najmocniej traciła na wartości. W jaki sposób Brexit wpływa na nasz kraj i na nas?

  • Istnieje ryzyko powstania „Unii dwóch prędkości”, w której grupa najsilniejszych państw w odpowiedzi na Brexit pogłębi integrację i współpracę. Istnieje bardzo duże ryzyko, że Polska znajdzie się poza tą grupą.
  • Nie jesteśmy w strefie euro, a polityka naszego obecnego rządu względem Unii jest zbliżona do brytyjskiej. Wielka Brytania domagała się Unii mniej zintegrowanej politycznie, dlatego m.in. minister Waszczykowski właśnie Wielką Brytanię wskazał jako naszego głównego sojusznika. Teraz ten sojusznik powiedział Unii „Good bye”, co stawia nas w trudnej sytuacji.
  • Spadek do europejskiej drugiej (trzeciej?) ligi to dla nas ogromny problem, bo już w kolejnej perspektywie budżetowej zmniejszyć może się znacznie strumień unijnych środków płynący do Polski . Netto dostajemy z unijnego budżetu najwięcej pieniędzy ze wszystkich krajów członkowskich. Przez pierwszych 10 lat naszego członkostwa otrzymaliśmy na czysto ponad 50 mld EUR (Źródło: Money.pl)

Srodki netto z Unii Europejskiej

  • Mniejsze środki unijne, to zdecydowanie gorsze perspektywy dla Polski, niższy wzrost PKB, większe bezrobocie, spadek dochodów, itd.
  • To również dalsze pogorszenie stanu naszych finansów publicznych. Właśnie pobiliśmy rekord w szybkości przyrostu naszego długu – od początku tego roku zadłużenie Skarbu Państwa wzrosło o 47 miliardów złotych i wynosi teraz 881 mld złotych (więcej niż przed zagarnięciem pieniędzy z OFE przez PO w celu zmniejszenia zadłużenia).
  • Gwałtowne osłabienie się złotego oraz wzrost rentowności Polskich obligacji dodatkowo utrudnią obsługę obecnego zadłużenia. To może się jeszcze pogorszyć po 1 lipca, kiedy agencja Fitch ogłosi kolejny rating.
  • W górę wystrzelił też frank szwajcarski (przejściowo nawet do 4,20zł). To obciąża dodatkowo budżety 550 000 rodzin, które ponownie więcej przeznaczą na raty i dodatkowo zmniejszą konsumpcję i spowoduje również gwałtowny wzrost kosztów ewentualnej ustawy w sprawie frankowiczów, zwiększając zagrożenie dla naszego systemu bankowego.
  • Spadek notowań złotego zwiększa opłacalność naszego eksportu i zwiększa naszą zewnętrzną konkurencyjność. Nie będzie to jednak w stanie zrekompensować negatywnych skutków.
  • Komplikuje się sytuacja 850 tys. Polaków przebywających w Wielkiej Brytanii. Część może stracić zabezpieczenie socjalne, a Ci, którzy w momencie wyjścia Wielkiej Brytanii z UE będą przebywać tam krócej niż 5 lat, będą zmuszeni na nowo ubiegać się o prawo pobytu i pracy. Czy po Brexicie je otrzymają?…

Co zatem Brexit może oznaczać dla Ciebie?

Że będziesz żył w biedniejszym, bardziej zadłużonym, wolniej się rozwijającym i posiadającym mniejsze znaczenie kraju. Być może nie odczujesz tego dziś, może nie odczujesz tego za rok. Ale za 5 lat nie będziesz już miał żadnych złudzeń. Wstępując do Unii Europejskiej otrzymaliśmy ogromną rozwojową szansę, z której – jak pokazuje absorpcja środków Unijnych – potrafiliśmy nieźle korzystać. Ta wielka szansa nam teraz ucieka.

Unia Europejska ma wiele wad i zdecydowanie wymaga reform. Boli mnie jednak obserwacja, jak racjonalne argumenty są bardzo skutecznie zagłuszane w wielu krajach przez populistów. Rządzić, rządzić, za wszelką cenę rządzić! Biedniejszym krajem, biedniejszym narodem, ale jednak rządzić! To smutne.

A może jednak w obliczu Brexitu Unia obudzi się z tego letargu? Może najbliższe miesiące przyniosą konstruktywne rozmowy i odważne decyzje? Z natury jestem optymistą, więc mam w sobie jeszcze trochę takiej nadziei 🙂 A jak Wy odbieracie ten cały Brexit?