Wyjaśnij dziecku działanie giełdy – prosty poradnik

25

Pewnego deszczowego wieczoru moi chłopcy zaczęli grać z tatą w grę planszową „Eurobiznes”. Czując, że to świetna zabawa, ich 4,5 letnia siostra postanowiła, że też do nich dołączy. Nie wiem, na ile rozumiała tę grę, a na ile dyskretna pomoc taty okazała się na tyle skuteczna, że Łucja dorobiła się między innymi aktu własności elektrowni. Ze względu na późną porę, po kilkunastu minutach zabawy stwierdziła, że jest zmęczona i poszła spać. Chłopcy z tatą kontynuowali dalej grę. Nagle Paweł stanął na polu elektrowni Łucji, więc zgodnie z opisem na akcie własności, powinien wnieść do niej odpowiednią opłatę. Chcąc nie chcąc zapłacił, ale zdziwiony stwierdził: „To ona śpi, a zarabia?” Na to ja odzywam się z kanapy: „To dochód pasywny – jest właścicielką, to należy jej się zapłata”. W ten oto sposób, bez jakichś sztucznych sytuacji, chłopcy poznali jedno z ważniejszych źródeł dochodu 🙂

Ten artykuł jest częścią cyklu poświęconego edukacji finansowej dzieci. W jego ramach prześwietlamy różne źródła (głównie książki) i wyciskamy z nich esencję – czyli sprawdzone sposoby i pomysły na przygotowanie dzieci do świetnego radzenia sobie w świecie finansów. Oto lista artykułów z tego cyklu:

Patrząc, jak wciągnęli się w tą grę („Mama, to jest lepsze od tabletu”), jak podoba im się myślenie strategiczne i reagowanie na aktualną sytuację biznesową, zaczęłam myśleć o pójściu o krok dalej w naszej edukacji finansowej. Po ponad pół roku funkcjonowania Banku Taty, a właściwie Mamy, zastanawiam się nad tym, czy nie spróbować z domową giełdą. Pomysły do tego, jak wprowadzić ten dość trudny temat, zaczerpnęłam z 2 książek, które już były omawiane w cyklu o edukacji finansowej dzieci. Są to „Bank Taty. Jak nauczyć dziecko odpowiedzialności finansowej” oraz David’a Owen’a oraz „Kapitalizm dla nastolatków” Karla Hessa. 

Jeśli również chcielibyście wprowadzić dzieci w świat transakcji giełdowych, zapraszam do lektury.

Jak w prosty sposób opowiedzieć dzieciom o giełdzie

Wiecie, że to, co się dzieje na giełdzie, nie jest łatwe do zrozumienia nawet dla wielu dorosłych. Jak zatem wyjaśnić dzieciom, czym właściwie są akcje i co z nimi można robić? Proponuję skorzystać ze sposobu, jaki podaje Karl Hess. Stara się on przede wszystkim pokazać podstawowe zależności, jakie zachodzą na giełdzie. Możecie spróbować do swoich dzieci przemówić mniej więcej tak:

Jeśli masz swoje pieniądze, to możesz zainwestować je w czyjś biznes. Wiele firm sprzedaje akcje, czyli …. kawałki papieru. Tak naprawdę kupujemy jednak kawałek firmy, stajemy się jej „współwłaścicielami”. Ze sprzedaży akcji firma ma kapitał, dzięki któremu może się rozwinąć….. ale nie ma takiej gwarancji. Jeśli jej się nie powiedzie, to jej akcje nic nie będą warte – innymi słowy stracimy. Jeżeli jednak wszystko pójdzie zgodnie z planem, to możemy liczyć na zyski z naszych inwestycji.

Gdy firma wykorzysta wszystkie pieniądze pochodzące ze sprzedaży akcji, to akcje i tak ciągle znajdują się w obiegu na specjalnym rynku zwanym giełdą. Jeśli jest duże zainteresowanie kupnem akcji jakiejś firmy, ich cena rośnie. Natomiast gdy nie ma zbyt wielu chętnych do kupna, cena spada.

Zdarza się też tak, że ceny akcji idą znacząco w górę, bo można się spodziewać, że firma zarobi dużo w przyszłości. Gdy tak się faktycznie stanie, firma może podzielić się zyskiem z posiadaczami akcji. Nazywamy to płaceniem dywidend.

Znasz firmę Ford, która produkuje samochody? Ktoś, kto wydał kiedyś kilkaset dolarów na jej akcje, może być dziś bardzo bogatym człowiekiem w wyniku wzrostu cen tych akcji i płynących z nich dywidend.

Kupowanie i sprzedawanie akcji wiąże się z ryzykiem, bo nie mamy pewności, co będzie się działo na rynku akcji, czyli giełdzie. Niektórzy przyrównują to do kupowania losu na loterii. Nie jest to jednak do końca prawda, bo kupując akcje nie zdajemy się wyłącznie na ślepy los, ale mamy możliwość zapoznania się z aktualną sytuacją firmy i sytuacją gospodarczą w kraju czy na świecie. Widzimy też, jak się zachowują inni uczestnicy giełdy.  Analiza tych sytuacji to już podstawa do tego, żeby podjąć decyzję, czy kupić czy sprzedać.

Giełda w praktyce

Jednym ze sposobów, aby dziecko zapoznało się z giełdą nie tylko w teorii, ale i w praktyce, jest obserwacja… dwóch zupełnie różnych firm. Pierwsza firma powinna być solidna, o długiej tradycji, obecna od wielu lat na giełdzie. Prawdopodobnie na jej akcjach się zbyt wiele nie zarobi, ale na podstawie rocznych sprawozdań będzie można się dowiedzieć, w jaki sposób prowadzi ona swoje interesy. Druga firma powinna być nowa, co wiąże się z większym ryzykiem. Śledzenie losów tej firmy może być jednak ciekawe, bo pozwala zorientować się, co zdecydowało o jej sukcesie albo o porażce.

Można też bez konieczności inwestowania pieniędzy wybrać jedną firmę z giełdy i obserwować przez określony czas, jak sobie radzi. To trochę tak jak kibicowanie swojej ulubionej drużynie. Będą emocje, więc dzieci powinny się też czegoś nauczyć.

Są też pewnie gry komputerowe symulujące giełdę. Jednak dopiero inwestowanie swoich pieniędzy może dzieci czegoś o giełdzie skutecznie nauczyć, bo na swojej kieszeni odczują trafność podejmowanych decyzji. Tylko jak dzieci mają inwestować pieniądze, skoro zgodnie z prawem jeszcze nie mogą? Poza tym opłaty giełdowe przy tak niskim kapitale, jakim dysponuje dziecko, byłyby horrendalne. Co zatem zrobić?

Otwórz domową giełdę

Ci z Was, którzy czytali mój pierwszy wpis o Banku Taty i zdecydowali się założyć swój domowy bank wiedzą, że nie jest to takie skomplikowane. David Owen zapewnia, że z giełdą poszło mu nawet łatwiej niż z bankiem. Zarówno bank, jak i giełda były w domu Davida okazją do popełniania błędów w kontrolowanym środowisku. Po co? Bo jest to jeden z najlepszych sposobów na naukę, skłania do przemyśleń i konkretnych wniosków. W przypadku zabawy w giełdę dzieci mają możliwość obserwowania samych siebie w sytuacjach, w których trzeba wyważyć różnicę między korzyścią a ryzykiem.

Domowa giełda ma być bardzo podobna do prawdziwej giełdy. Nie musimy zatem wymyślać jakichś fikcyjnych spółek czy cen akcji, bo byłoby to dla nas jako właścicieli giełdy ogromne utrudnienie. Po prostu ze spółek dostępnych na prawdziwej giełdzie wybieramy kilka tych, które są dzieciom znane (a przynajmniej ich produkty). Wiecie, jakie firmy wybrał David dla swoich dzieci na początek i jak to uzasadnił? Były to: Intel (mikroprocesory w ich komputerach), Microsoft (oprogramowanie w ich komputerach), Nokię (ich telefony), AOL (komunikator internetowy, za pomocą którego kontaktują się z przyjaciółmi), McDonald’s (wiadomo) i GAP (ich ubrania).

Część z Was może się teraz zastanawia, czy dzieci David’a miały tak duże kieszonkowe, że stać ich było, żeby inwestować? Ceny papierów wartościowych na domowej giełdzie były takie same jak na prawdziwej… z jedną różnicą. Ich wartość była denominowana w centach, a nie w dolarach. Uważam, że to świetny pomysł, bo dzięki temu ceny akcji odpowiadają możliwościom finansowym dziecka, a jednocześnie jest nawiązanie do prawdziwej giełdy. Jednak najważniejsze jest to, że dzięki jednakowemu kursowi dzieci mogą same sprawdzić w gazecie, internecie czy TV, jak się mają ich inwestycje. Muszą tylko pamiętać, żeby jednostkę walutową zamienić na centy/grosze 🙂

Wyjaśnij dziecku reguły gry

OK, mamy za sobą krótką pogadankę o giełdzie i o tym, co się na niej dzieje. Wybraliśmy kilka firm z tych, które mamy okazję obserwować na prawdziwej giełdzie. Przyrównując do gry planszowej, jesteśmy na etapie rozłożenia planszy i rzucenia okiem na to, co się na niej znajduje i co oprócz niej mamy do dyspozycji. Jak się domyślacie, to za mało, żeby nasze dzieci rozpoczęły granie na giełdzie. Musimy im wyjaśnić reguły gry. Znów na przykładzie Davida zwrócę Wam uwagę na to, co jest ważne i o czym trzeba dziecko poinformować.

  1. Załóż konta w firmie brokerskiej Tata/Mama & Spółka – chodzi o to, żeby z dodatkowych pieniędzy (poza kieszonkowym) wykupić dzieciom na początek portfel akcji składający się z tych wszystkich firm, które wcześniej wybraliśmy. Powiedzcie też dzieciom, ile ten portfel jest wart na dzień dzisiejszy.
  1. Wyjaśnij, co dzieci mogą robić ze swoim portfelem akcji – czyli:
    – zlikwidować konta w każdej chwili i wycofać wszystkie swoje pieniądze
    – sprzedać wszystkie lub tylko część akcji danej firmy i kupić akcje innej
    – dokupić akcje wybranej firmy za pieniądze, które dołożą z kieszonkowego
    – nic nie robić.
    Nie zapomnijcie powiedzieć, że konsekwencje tych decyzji, czyli zyski i straty, będą ich.
  1. Określ sposób zarabiania – tak jak wspomniane było wcześniej, najwygodniej jest, gdy ceny są takie same jak na prawdziwej giełdzie, ale podane w groszach. U Davida rachunki w Tata & Spółka służyły nie tylko do transakcji akcjami. Były to też tak zwane rachunki wkładów, coś podobnego do rachunków oszczędnościowych, ale z korzystniejszym oprocentowaniem. Dzieci mogły więc zdeponować tam dodatkowe pieniądze i zdecydować, czy warto je trzymać na bezpiecznym procencie, czy zaryzykować i zarobić więcej.
  1. Ustal, w co można inwestować – oprócz wybranych firm, możecie tak jak David pozwolić dzieciom na dowolne przedsięwzięcia, których notowania są powszechnie dostępne. Mam tu na myśli fundusze inwestycyjne, obligacje, ropę naftową czy po prostu akcje innych firm, które nie znalazły się w początkowym portfelu. Jeśli decydujecie się na to, zapewnijcie dziecko, że pomożecie mu objaśnić wszystkie niejasności.
  1. Podaj zasady obsługi konta– ważne, żeby zapewnić dziecku możliwość sprzedawania czy kupowania akcji w każdy dzień roboczy. Chodzi przecież o to, żeby nauczyło się sprawnie reagować na zmieniającą się sytuację gospodarczą i żeby widziało sens inwestowania. Jeśli będziecie danego dnia poza domem, dziecko może Wam wysłać smsa lub zapisać na kartce informację, jaką transakcję chce dokonać i po jakiej cenie, a Wy później wprowadzicie to do swojego systemu. Możecie też dawać dzieciom rady dotyczące ich inwestycji, jeśli tylko będą o to prosiły, ale przypominajcie im, że są to ostatecznie ich decyzje.
  1. Wskaż sposób sprawdzania aktualnych notowań – poinformujcie dzieci, gdzie mogą sprawdzić, ile na dany dzień warte są ich inwestycje. Podajcie najlepiej kilka źródeł, skąd mogą czerpać informacje o aktualnych cenach akcji – w internecie, w TV czy w prasie. Przypomnijcie im jeszcze, że ich ceny nie są w zł, ale w gr.
  1. Zapewnij sprawdzanie stanu konta – daj dzieciom możliwość podglądu aktualnej wartości ich portfela w miejscu, gdzie będziecie go prowadzić lub róbcie regularne i na życzenie wydruki z konta.

Jak widzicie, pomysły są. Przyznam się Wam jednak, że sama nie inwestuję na giełdzie, nie mam więc wyczucia, jakie firmy mogłabym zaproponować swoim 8 letnim chłopcom. Czy macie jakieś typy, z których mogłabym skorzystać?

I czy w ogóle taka zabawa Waszym zdaniem ma sens? Będę wdzięczna za Wasze komentarze.

Ania Sadowska

Ania Sadowska rodzinkaAnna Sadowska – tworzy cykl o edukacji finansowej dzieci. Prywatnie mama Łucji, Pawła i Sebastiana.
Szuka sprawdzonych metod, które pomagają wykształcić u dzieci i młodzieży właściwe podejście do pieniędzy. Podpowiada rodzicom, co jest istotne, aby w dorosłym życiu ich dzieci mogły odnaleźć się w kwestiach związanych z finansami i sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem.Od kilkunastu lat pracuje w międzynarodowej korporacji, zdobywając doświadczenie w działach zakupów, rachunkowości i kontroli wewnętrznej.

Poprzednie artykuły z tej serii:

1. Czego nauczyć dzieci o pieniądzach? (Marcin Iwuć)
2. Edukacja finansowa dzieci – podsumowanie pierwszego kwartału (Marcin Iwuć)
3. Kieszonkowe dla dzieci – wady, zalety, i…złoty środek?(Marcin Iwuć)
4. Edukacja finansowa dzieci. Bank taty. (Anna Sadowska)
5. Jak nauczyć dziecko finansów? Case study. (Anna Sadowska)
6. Edukacja finansowa dzieci – jak to się robi w Kanadzie?(Anna Sadowska)
7. Pieniądze nie rosną na drzewach – czyli uczymy dzieci finansów (Anna Sadowska)
8. Czy kapitalizm jest dobry dla dzieci? (Anna Sadowska)
9. Jak nauczyć dzieci postępowania z pieniędzmi i… nie popsuć ich? (Ania Sadowska)
10. Finansowa edukacja Twoich nastolatków – zobacz, czy ogarniesz (Ania Sadowska)

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze25 komentarzy

  1. Dzień dobry. jeśli chodzi o propozycje dla dzieci to:
    – AmRest / Sfinks (głównie kojarzone z jedzeniem na mieście)
    – Orlen / Lotos (głównie paliwa)
    – PGNiG (gaz )
    – KGHM (miedź)
    – JSW / Bogdanka (węgiel)
    – Rainbow / Orbis (operatorzy wycieczek czy „pośrednicy”)
    – Kania (wędliny)
    – Asseco (oprogramowanie)
    – CD Projekt / CI Games (gry komputerowe)
    – LLC / Archicom (deweloperzy mieszkaniowi)
    – Wawel (słodycze)
    – PZU (ubezpieczenia)
    – WBK / ING / MBK / PKO / PEO(ogólnie – banki)
    – Budimex ? (budownictwo ogólnie bym dał, inwestycyjne, nie mieszkaniowe, ale z głowy nie pamiętam)

    Wpis powstał na telefonie, podczas jazdy pociągiem, więc może mieć braki, ale zarys branż czy celów jest chyba dość jasny. Myślę, że w stosunkowo prosty sposób można wyjaśnić te „sektory” albo dzieci na logikę to wezmą (np. Wawel).

    Może bym dodał jeszcze firmę z zabawkami, ale nie kojarzę czy są jakieś notowane.

    Ps. To mój pierwszy komentarz, choć bloga czytam częściej 😉

    Pozdrawiam

    • Cześć,

      a dlaczego akcje tych spółek?
      (uważasz, że ich przyszły potencjał rozwoju nie jest już odzwierciedlony w cenie akcji?)

  2. Moja pierwsza przygoda z edukacją finansową rozpoczęła się w wieku 14-15 lat i to właśnie od giełdy. W ramach licealnego kółka ekonomicznego inwestowaliśmy realne pieniądze w akcje na giełdzie i poznawaliśmy „tajną wiedzę” z meandrów kapitalizmu :-). To były bardzo interesujące i pouczające zajęcia, które pamiętam do dzisiaj.

    Do Twoich punktów dołożyłbym jeszcze dwa. Po pierwsze warto wspomnieć o dywersyfikacji. Dzieci powinny się dowiedzieć, że nie warto lokować oszczędności w jeden instrument, bo w przypadku problemów finansowych spółki możemy stracić nawet 100% kapitału.
    Po drugie – myślę, że warto uwypuklić zależność między zyskiem a ryzykiem. Na giełdzie mamy dostęp do kilkuset akcji i to my decydujemy o jaki zarobek będziemy walczyć 🙂

    Nauka inwestowania na giełdzie to świetny pomysł, ale zastanawiam się kiedy byłby odpowiedni okres na rozpoczęcie edukacji w tym zakresie. W jakim wieku warto rozpocząć pierwsze lekcje?

    • Ania Sadowska

      Masz rację Dominiku, to ważne kwestie, na pewno warto o nich powiedzieć dziecku, zanim zacznie inwestować. Dzięki!

  3. Nie moge sie doczekac, kiedy moje dzieciaki dorosną do wieku kiedy nauczą się chociaż dodawać 😉 O drazu wtedy zrobimy im taką giełdę;)
    Do listy powyżej dodałbym jeszcze:
    Amica (AGD) i
    Medicalgorithmics (z branzy urzadzeń medycznych)
    ktore to z jednej strony odniosły juz spore sukcesy (w przypadku tej drugiej firmy wrecz spektakularny), a z drugiej jest juz on w cenie akcji. Czyli dobre ale drogie.

    • Ania Sadowska

      Mateusz, ani się obejrzysz, a Twoje dzieci będą już mogły bawić się w giełdę 🙂
      Dzięki za Twoje typy firm. Nawet chyba mamy w domu jakiś sprzęt firmy Amica.

      • ” Nawet chyba mamy w domu jakiś sprzęt firmy Amica.”
        O, widzisz! nie pomyślałem o tym, że to wszystko będzie bardziej namacalne dla dziecka jak bedziemy kupować akcje firmy której konkretny produkt posiadamy w domu, a nie jakiś (z całym szacunkiem) Apator, czy inny Kopex 😉 W związku z tym wywaliłbym też z listy proponowany uprzednio Medicalgorithmics, a rozważył choćby przewijające się w wielu domach:
        Wawel, Żywiec, Dębica czy Wojas ( o ile biznesowo OK, bo w sumie nie sprawdzałem 😉 )

        Moje wspomnienia z dzieciństwa dotyczące giełdy były takie, że te nazwy tych kilku firm które wówczas notowano to była totalna abstrakcja. I tak się do tego przyzwyczaiłem, że widząc kiedyś na wystawie garnitur „Próchnika” stwierdziłem „O, nazywają się tak samo, jak ta firma z giełdy!” 😉 I długo nie mogłem też uwierzyć, że „Kable” produkowały po prostu kable… 😉

        • Ania Sadowska

          🙂 To prawda, że często dorosłym się wydaje, że niektóre sprawy są oczywiste, ale dla dzieci niekoniecznie.

  4. Cześć.
    Często czytam tego bloga, ale dopiero dzisiaj piszę swój pierwszy komentarz. Pod wpływem tego artykułu zacząłem zastanawiać się, czy są może jakieś programy komputerowe/na telefon ewentualnie strony internetowe, które pozwalają na zautomatyzowanie „banku taty” lub takiej giełdy?
    Czy w ogóle wprowadzanie takich danych do komputera i dawanie dzieciom tak naprawdę dostępu przez cały czas (do komputera oczywiście) to dobry pomysł?
    Bardziej zastanawiam się oczywiście ze swojego punktu widzenia. Jestem programistą, mój syn dorasta (chociaż teraz jest jeszcze zbyt młody) i naturalne wydało mi się napisanie strony internetowej „banku taty” dla niego w przyszłości. Ale pomyślałem, czy nie warto byłoby zrobić tego i udostępnić publicznie, aby każdy mógł założyć sobie taki bank i umożliwić logowanie swoim klientom (dzieciom). Co o tym myślicie?

    • Moim zdaniem rewelacyjny pomysł! Tylko jak chciałbyś to rozwiązać i przygotować? Na rynku jest sporo różnych symulatorów giełd – może nie nadają się one do nauki dzieci, ale już nastolatki na pewno dadzą radę opanować. A wypłatę mogą dostać „prawdziwą” tylko przeliczoną w grosze (zgodnie z sugestią Ani).

      • Nie wiem właśnie. To tylko taki szybki pomysł. I o ile jest masa narzędzi giełdowych, to z czymś takim jak „bank taty” jeszcze się nie spotkałem. Chociaż nie do końca wiem, jak ten „bank taty” działa (musiałbym pewnie książkę przeczytać 🙂 ), ale myślałem o symulatorze zwykłego konta, jakieś lokaty, fundusze i może giełda. A dane mogłoby w czasie rzeczywistym czytać z prawdziwej giełdy (musiałbym się jeszcze upewnić, czy jest taka techniczna możliwość).
        No i przede wszystkim wszystko uproszczone, tak do nauki dla dzieci.
        A może ktoś zna już takie narzędzia i nie warto tego robić?

      • Oczywiście tata konfigurowałby w tym wypadku jakie są dostępne opcje, oprocentowanie rachunków, lokat, itd. Także mógłby dostosować poziom do własnej rodziny.

        • Ania Sadowska

          Hej Jarek, dzięki za pierwszy komentarz!
          Zgadzam się z Michałem, że pomysł jest super. Ja korzystam z First Kid Bank. Funkcjonalność jest ok, ale niestety w języku angielskim, nawet waluty nie można wybrać PLN. Marzy mi się, żeby na rynku polskim powstał jakiś tego typu produkt. Gdyby obejmował jeszcze zabawę w giełdę, byłoby idealnie. Czekamy zatem na Twój produkt, trzymam kciuki, żeby się udało 🙂

  5. W gimnazjum brałam udział w jakiejś ogólnopolskiej giełdzie zabawowej. Zabawa była obowiązkowa, nikt się na niczym nie znał, nikt nam nawet nie wyjaśnił czym jest giełda. Szkoda, bo mogliśmy się wiele nauczyć. Fajny poradnik i kilka dobrych pomysłów, szkoda, że moi nauczyciele wiele lat temu z tego nie skorzystali 😉

    • Ania Sadowska

      Hej Dagmara, dzięki za komentarz. Fajnie by było, gdyby jacyś nauczyciele zechcieli z tego skorzystać 🙂

  6. Witam.
    Gratuluje kolejnego udanego artykułu. Z wielką przyjemnością czytam blog I zawarte w nim artykuły.

    Co do wpisu o giełdzie, Bardzo ciekawie przedstawione I zaproponowane. Sam nigdy na giełdzie nie grałem ale to może być idealny sposób by poznac te zagadnienie a co najważniejsze pomóc swoim dzieciom nad zrozumieniem tego.

    Co do strony technicznej czyli jakiejś pomocy w postaci strony internetowej czy aplikacji przychodzi mi na myśl program „Microsoft Money ”
    Co prawda jest on stworzony do prowadzenia budżetu domowego ale możliwość dodawania kont bankowych dałoby możliwość pracy nad akcjami giełdowymi.

    Moje dzieci znaja ten program wiec od tego zaczne I zobaczę jak to się rozwinie.

    Pozdrawiam wszystkich serdecznie

    Pawel

    • Ania Sadowska

      Dziękuję Paweł za miłe słowa 🙂 Niezły pomysł z tym Microsoft Money. Ja przymierzam się, żeby tam zacząć prowadzić swój budżet domowy. Miesiąc temu popsuł mi się plik w Excelu, w którym miałam zapisany budżet i utraciłam wszystkie dane, więc uznałam to za znak, że czas coś zmienić 🙂 Daj znać, jak Ci idzie w tym programie z dziećmi.

  7. Witajcie

    Czytałem jakieś wcześniejsze artykuły tego cyklu i podoba mi się pomysł aby uczyć dzieciaki gospodarowania finansami. Moje chyba są jeszcze za małe.
    Starałem się przeczytać ten artykuł ( przyznaję), żeby samemu zrozumieć zasady giełdy, ale nie dotarłem do końca. Strasznie to skomplikowane dla mnie, to jak wytłumaczyć mam dziecku? Chyba dam sobie spokój z giełdą. 🙁

  8. Eurobiznes chyba zawsze będzie ponadczasowy. Pamiętam jak ja zaczynałam z nim przygodę wiele lat temu. Kredyt hipoteczny? Ach…to zastawanie. To wtedy moja karta ,,leżała do góry brzuchem” i nie mogłam nic robić. Ale…ale dlaczego to tak dziwnie działa? I czemu mam mniejszą wartość? Fakt faktem, takie rzeczy pokazują poprzez dobrą zabawę kawałek realnego, funkcjonującego świata w przyjemniejszy sposób. Bo takie czytanie z podręczników za czasów liceum było nudne, żmudne i pisane nieciekawym, wręcz usypiającym językiem. A fe. http://papug.pl/twoje-dziecko-nie-lubi-szkoly-nie-musi-tam-chodzic/ Także jestem pewna, że i moje (przyszłe) pociechy będą chętnie w to ze mną grać. A eurobiznes leży gdzieś na strychu. Pudełko praktycznie się rozpada, ale nie chciałabym nowego.

Odpowiedz