FBO 005: Kredyt hipoteczny i syndrom sztokholmski. Odpowiedzi na Wasze pytania.

80

Kredyt hipoteczny to jedno z największych finansowych zobowiązań, jakie bierzemy na swoje barki. Nasza wielka miłość do niego z czasem bardzo się zmienia. Najpierw pragniemy go mieć jak najszybciej i jak najwięcej, później przyzwyczajamy się do niego, a po latach mamy go szczerze dość i marzymy o dniu, w którym wreszcie przestanie drenować nasz portfel. Typowe „love story z niewłaściwym partnerem” – od fatalnego zauroczenia aż do nienawiści i pragnienia ucieczki ku wolności. 😉

Bardzo wiele z Waszych pytań, które docierają do mnie w formie komentarzy i maili, dotyczy właśnie kredytu hipotecznego. Dlatego przygotowałem dla Was odcinek podcastu, w którym:

– dokładnie opowiadam o moim podejściu do kredytu hipotecznego,
– pokazuję kiedy jest najlepszy czas na zaciągnięcie takiego kredytu,
– przedstawiam warunki, na jakich warto zaciągnąć kredyt hipoteczny,
– tłumaczę dlaczego właśnie takie warunki mają sens,
– odpowiadam czy warto nadpłacać kredyt hipoteczny i kiedy najlepiej to zrobić.

Dzisiejszy podcast jest uzupełnieniem i dobrym wprowadzeniem do kilku artykułów o kredycie hipotecznym, które już ukazały się na blogu. Stanowią one nie tylko kompendium przydatnej wiedzy, ale przede wszystkim materiał do przemyśleń i głębokiego zastanowienia się:

Kredyt hipoteczny – dlaczego 30 lat to kiepski pomysł?

Czy warto nadpłacać kredyt hipoteczny?

Praktyczny przewodnik po kredycie hipotecznym.

Czy własne mieszkanie to dobra inwestycja?

Lepiej kupić czy wynająć mieszkanie?

 

Jak zwykle zapraszam Was bardzo serdecznie do podzielenia się ze mną Waszą opinią w komentarzu. A jeśli macie dodatkowe pytania z przyjemnością postaram się na nie odpowiedzieć. Mam ogromną nadzieję, że dla wielu z Was dzisiejszy odcinek będzie pomocny.

 

Skąd pobrać podcast?

Dzisiejszy odcinek znajdziecie na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny:

za pośrednictwem iTunes

za pośrednictwem aplikacji Stitcher

poprzez RSS

 

Oceń proszę mój podcast

Będę Ci bardzo wdzięczny jeśli zechcesz ocenić mój podcast w aplikacji iTunes. Zajmie Ci to kilkanaście sekund, a mi bardzo pomoże dotrzeć z podcastem do szerszego grona odbiorców:

Oceń podcast w iTunes

A jeśli wolisz poczytać, to tutaj znajdziesz spisaną treść dzisiejszego odcinka podcastu:

Pobierz spisaną treść FBO 005

 

Serdecznie Cię pozdrawiam 😉

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze80 komentarzy

    • Cześć MateuszW,
      Dziękuję za komentarz. Dodać można jeszcze sporo, ale wtedy podcast byłby zbyt długi. 😉 Myślę, że po wysłuchaniu tego podcastu wielu osobom łatwiej będzie odnieść się do informacji o kredytach hipotecznych. Serdecznie pozdrawiam.

  1. Nie słuchałem jeszcze podcastu. Może o tym mówisz. Skąd brałeś pytania? Gdzieś je można było zadawać? Czy może przejrzałeś komentarze z wpisów? Czy planujesz w przyszłości podcasty – odpowiedzi na pytania czytelników? 🙂
    pozdrawiam

  2. no niestety ale też się muszę zgodzić… 😀 tekst bardzo dobry, trzeba odrobić jeśli planujemy jakieś poważne finansowe działania, a szczególnie tego typu

    • Hej natek,
      Jakby nie było to kilkaset tysięcy na kilkadziesiąt lat. Co ja robiłem 30 lat temu? Czytałem „Nasza mama czarodziejka” jako obowiązkową lekturę (przypomniało mi się, bo właśnie przerabia to moja najmłodsza córka). 😉

      I pomyśleć że już wtedy mógłbym spłacać ratę 🙂

  3. I zupełnie dla mnie na czasie. Ale musze powiedzieć, że planując zaciągnięcie kredytu hipotecznego spełniłam całkiem świadomie warunki 30 -20-20 🙂
    Pozdrawiam i dziękuję

  4. hej.

    z uwagą wysłuchałem podcastu, zabrakło mi jednej rzeczy, która wydaje się istotna. Mianowicie mam 24 lata, zarabiam 3000, umowa na czas nieokreślony, drugi rok wynajmuję mieszkanie za 600zł+opłaty. Zaczyna mnie boleć, że co miesiąc wyrzucam taką kwotę. Fakt że mam oszczędności, daje mi to poczucie bezpieczeństwa, ale lokaty spadają na twarz, gpw idzie w bok, a nasza waluta przypomina karuzelę (tylko bez trzymanki). Znalazłem mieszkanie na 150000, cenę zbiłem do 125000, 25000 wkładu własnego. Marżę dostałem 1,4%+wibor6m, rata 707 zł+czynsz 300 zł. Kredyt na 15 lat. Nieruchomość 30m, ale w ścisłym centrum jednego z większych miast w PL. Niebawem finalizuję kredyt. Trochę ryzykuję, bo wrzucam w nie wszystkie oszczędności (wkład własny, prowizje, opłaty, podatki, drobny remont i urządzenie), do tego na początku będę miał 10000 kredytu, po pierwszej racie już 99600 i zaczynam płacić sobie. Dużo lepsze dla mnie niż wynajmować od kogoś. A jak coś mi się zmieni w życiu zawsze mogę je wynająć… komuś 🙂 To małe kwoty, ale realne dla mnie do opanowania.

    pozdro

    • Hej Sebastian,

      Podjąłeś świadomą decyzję po 2 latach wynajmowania. Zadbałeś o solidny wkład własny, wziąłeś kredyt na 15 lat, decyzja jest przemyślana.

      Właśnie o to chodzi. Nie jestem zwolennikiem wynajmowania przez całe życie – o czym starałem się jasno w podcaście powiedzieć.

      Odbuduj tylko jak najszybciej fundusz bezpieczeństwa, o którym piszę tutaj: Fundusz bezpieczeństwa, czyli optymizm pragmatyczny.

  5. Marcin, ten odcinek Twojego podcastu powinien być obowiązkowo puszczany przed podpisaniem umowy kredytowej. Jak patrzę jakie znajomi podejmują decyzje finansowe to ręce opadają. Niestety ale presja mediów sponsorowanych przez deweloperów, presja rodziny powoduje, że młodzi ludzie (25-30 lat) biorą po 400 – 500 tys kredytu na 30 lat myśląc, że to rewelacyjna decyzja finansowa. Może te ostatnie zawirowania z frankiem czegoś ludzi wreszczie nauczą…

    • Hej Józef,

      Moim zdaniem przydałby się obowiązkowy przedmiot w szkole: „Finanse osobiste”. Młodzi ludzie powinni wychodzić ze szkoły z umiejętnością policzenia ile kosztuje kredyt i jak podchodzić do reklam.

      Zapewne przydałoby im się to bardziej niż znajomość anatomii pantofelka 😉

  6. Marcin super podcast! Szkoda, że dopiero parę lat po „kredytowym boomie” w sieci można znaleźć wiele informacji dotyczących kredytów hipotecznych. Chodzi mi głównie o blogi finansowe, które w dostępny sposób tłumaczą zagrożenia, podają „plusy i minusy”. Zdaje sobie sprawę, że kredyt biorą ludzie dorośli, którzy powinni brać odpowiedzialność za swoje życie….ale każdy w życiu pewnie coś głupiego zrobił/kupił/wziął kredyt konsumencki na jakąś rozrywkę. Tylko, że w przypadku takich mniejszych potknięć, człowiek szybko może wstać, oddać długi i żyć w wolności. Z kredytem na mieszkanie już tak łatwo rozstać się nie można. Dzięki Bogu, mimo, że łatwo ulegam wpływom, kredytu nie wzięłam, co okazało się zbawienne, bo po długim okresie stabilizacji, przyszła choroba, konieczność zmiany pracy i nie miałabym po prostu z czego spłacać. O oszczędzaniu też nie myślałam, w końcu człowiek młody, całe życie przed nim i przecież nic złego się nie wydarzy, prawda? 🙂 A prawda była taka, że jednak choroba (czy inne kłopoty) na wiek nie patrzą…

    Mam znajomych, którym kredyt hipoteczny dosłownie niszczy życie/ich plany.

    I tu moje pytanie: czy pisałeś kiedyś na blogu, co zrobić kiedy dopadnie człowieka czarny scenariusz, czyli ktoś nagle zdaje sobie sprawę, że wziął kredyt mieszkaniowy, na który go nie stać (czyli ledwo spłaca ratę, nie ma poduszki bezpieczeństwa, je chlebek z masłem i pogrąża się w depresji)? Czy jedyna opcja to sprzedanie mieszkania z kredytem? I jak to wygląda?

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że edukacja finansowa wejdzie kiedyś do szkół!

    • Cześć Kinga,

      Dziękuję za komentarz i podzielenie się z nami przykładem sytuacji, w której kredyt hipoteczny byłby gwoździem do „finansowej trumny”.
      Cieszę się bardzo, że udało Ci się takiej sytuacji uniknąć.

      Co zrobić gdy mamy jednak na głowie zbyt duży kredyt?
      Sprzedanie mieszkania, o ile jego wartość pozwala na spłatę całego kredytu i pokrycie kosztów transakcyjnych, to oczywiście jedno z rozwiązań.

      Jest jeszcze inne, które wymaga wysiłku i kreatywności, ale na dłuższą metę jest mniej bolesne: to zwiększenie za wszelką cenę swoich dochodów. Taka „ucieczka do przodu” potrafi skutecznie odmienić życie.

      Kilka informacji na ten temat można znaleźć tutaj:

      Jak zwiększyć swoje zarobki?

      Jak pracować by zarobić więcej?

      To może wydawać się bardzo trudne, ale w praktyce jest znacznie łatwiejszej od życia w cichej desperacji od pierwszego do pierwszego. Żyć tak przez 30 lat? Za nic.

      • Trzecia opcja to wynajęcie naszego zadłużonego mieszkania komuś kogo stać. Można też na tym troszkę zarobić i w ten sposób zwiększyć swoje dochody, realizując opcję 2 🙂 Sprzedaż ma sens tylko gdy można na tym zarobić.

  7. Witam,
    Generalnie bardzo fajny podcast 🙂
    Nie zgodze się jednak ze stwierdzeniem, że nadpłata kredytu hipotecznego, jest równoznaczna z inwestycją oprocentowaną w wysokości oprocentowania kredytu hipotecznego. Dla przykładu łączny koszt kredytu hipotecznego w wysokości 300.000 zł, na okres 30 lat, oprocentowanego na 4%, z ratą równą 1.432,25 zł miesięcznie wynosi 215.608,30 zł. Natomiast łączny zysk inwestycji regularnej w wysokości 1.432,25 zł miesięcznie oprocentowanej na 4%, w okresie 30 lat, to 469.081,87 zł 🙂 Różnica wynika z działania procentu składanego. W przypadku inwestycji 4% zysku naliczane jest każdego kolejnego roku od coraz większej kwoty (suma wpłat plus zysk), natomiast w przypadku kredytu od coraz niższej kwoty kredytu pozostałego do spłaty..
    Pozdrawiam!

    • Cześć Wojtku,

      Fajnie, że przytoczyłeś ten przykład. 🙂

      To chętnie wykorzystywany sposób prezentacji obliczeń przez firmy pośredniczące w sprzedaży kredytów. Udaje im się wtedy sprzedać nie tylko kredyt, ale dodatkowo jeszcze polisę inwestycyjną.

      To się wydaje łudząco logiczne, ale… tak nie jest. Zanim odpowiem dlaczego -przytoczę Ci anegdotę. Jak moje dzieci były młodsze, przekonywałem je, że mam 11 palców u rąk. Najpierw odliczałem na jednej ręce: 10,9,8,7,6… a potem mówiłem: „plus pięć palców u drugiej ręki i mamy 11”.
      To taka sama „magia”. Niby obliczenia są OK, ale… wnioski niestety błędne.

      Porównujesz odsetki od 300 000 zł kapitału spłacanego do banku,z odsetkami od łącznych wpłat w wysokości 515 610 zł (360 wpłat po 1432,25 zł).

      Gdyby takie porównywanie miało sens, moglibyśmy dojść do ciekawych wniosków:

      Jeśli zaciągniesz kredyt na 300 000 zł na 4% na 30 lat, to, jak słusznie zauważyłeś, zapłacisz w sumie 215 608,30 zł odsetek, spłacając raty w kwocie1432,25 zł.
      Jeśli będziesz inwestować 1,432.25 zł przez 30 lat na stopę zwrotu (Uwaga!) 3%, to według takich obliczeń zarobisz odsetki w wysokości: 319014,90 zł.

      Czyli? Mamy przepis na bogactwo! Wystarczy pożyczać na 4% i inwestować na 3%, prawda?
      Niestety, życie nie jest aż tak piękne.

      Moje porównanie spłaty do inwestycji wynika z takiego podejścia:

      Kiedy nadpłacam 1000 zł kredytu oprocentowanego 4% w skali roku, to zapłacę 40 zł mniej odsetek rocznie. Te 40 zł zostaje w mojej kieszeni – czyli mogę je zainwestować. Nie tylko nie płacę przez wszystkie lata odsetek od 1000 zł, ale zaoszczędzone pieniądze inwestuję. Zatem NIEZAPŁACONE ODSETKI również dla mnie pracują w przyszłości.
      Aby zachować porównywalność z inwestycją właśnie takie założenie należy przyjąć.

      Bez właściwie ustawionych założeń porównujemy jabłka z arbuzami i dziwimy się, że są takie różnice 🙂

      Ale tego doradcy kredytowi nam nie pokazują. Wolą pokazać, że opłaca się pożyczyć na 4% aby zainwestować na 3%. Jeszcze raz dziękuję Ci za przytoczenie tego przykładu, bo już prawie o nim zapomniałem, a to chętnie stosowana „sztuczka”.

      • Kolejny dowód na to, że kredyt trzeba policzyć samemu, według własnych możliwości i planów, a dopiero później wybierać się do banku i nie słuchać ich sprzedawców. Tyle bezpłatnej i cennej wiedzy jest dostępne w internecie bezpłatnie – m.in. u Ciebie Marcinie – że aż dziwne, że ludzie się decydują na 30 letnią niewolę nie wiedząc o co chodzi i co jest dla nich korzystniejsze. Uff. Sądząc po komentarzach chociaż odrobina z nas została solidnie uświadomiona 🙂

    • A ja sie zgodze. Zrobilem dokladnie tak jak radzi Marcin. Nadplacilem 20% kwoty kredytu. Panie w banku nie mogly wyjsc ze zdziwienia. Kredyt zlotowy na 2,85%. Tylko trzeba uwazac na kary, ja nie moglem nadplacic wiecej bo wtedy kara 2% wynikajaca z umowy.

  8. Super podcast. Najbardziej podoba mi się odpowiedź na ostatnie pytanie. Gdzie osoba ma 300 000 i pyta czy pozbyć się kredytu. Byłem dokładnie w takiej samej sytuacji i przyznam, że psychologiczny aspekt komfortu posiadanej gotówki jest ogromny.

    Odpowiedź o utrzymaniu zwrotu z inwestycji na poziomie oprocentowania kredytu + 19% belki przez wiele lat bardzo dobitnie pokazuje jak emocje mogą przysłonić osąd.

    Mimo, że ja o spłacie kredytu decyzję podjąłem już jakiś czas temu twój przykład strasznie mi się spodobał. Ja po prostu policzyłem ile musiałbym mieć na lokacie by z odsetek co miesiąc wyszło tyle by pokryć ratę. Kwota na lokacie musiała by być wyższa, wiesz wniosek był oczywisty.

    • Cześć Calipso,

      Właśnie – zwracasz uwagę na bardzo ważna sprawę: aspekt psychologiczny. Poczucie odzyskanej wolności po pozbyciu się kredytu hipotecznego jest po prostu bezcenne. Wystarczy zapytać osoby, które kredyt maja już za sobą. 😉

  9. Cześć Marcin, w sumie nie odsłuchałam jeszcze tego odcinka podcastu, może nie powinnam (dla własnego spokoju) ponieważ mam kredyt hipoteczny i to we frankach! Mam inne pytanie, czy jesteś w stanie zaproponować jakieś rozwiązanie dla osób, takich jak ja, którzy posiadają kredyt i chcą go nadpłacać. Czy zbierać co miesiąc określoną kwotę z własnego budżetu, założyć np. lokatę progresywną a za rok zrobić jedną dużą nadpłatę kredytu? Czy jednak robić nadpłaty co miesiąc? Jak to przeanalizować, co się bardziej opłaca? Pozdrawiam

    • Cześć Agnieszka,

      Moim zdaniem zdecydowanie najlepiej nadpłacać co miesiąc niż czekać na uzbieranie większej kwoty. I nie wynika to z matematycznych obliczeń. Finanse osobiste to nie tylko matematyka, ale również emocje. Nadpłacając systematycznie ma się znacznie większą motywację do pozbywania się długu, bo z miesiąca na miesiąc widać wyraźne postępy.

      Nawet jeśli jakimś cudem na lokacie uzbieramy odrobinę więcej pieniędzy, to nie ma znaczenia. Różnice będą minimalne, a może się okazać, że za taką odłożoną sumkę przyjdzie nam ochota kupić nową szafkę do kuchni, sofę, większy telewizor, albo pojechać na zasłużone wakacje… Wiesz, jak to działa w praktyce. 🙂

  10. Ja stosuję trochę inną logikę dotyczącą nadpłacania kredytu niż przedstawiona w podcaście.
    Otóż, ponieważ mam kredyt w CHF, i stanowi ponad 100% wartości mieszkania, to tę część kredytu, która przekracza 80% wartości mieszkania traktuję jak zobowiązanie konsumenckie – do natychmiastowej nadpłaty, bez odkładania na edukację dzieci i na emeryturę.
    Póki co mam polisę na życie z częścią kapitałową, mąż tak samo.
    Nie pokrywa ona w pełni naszych potrzeb, ale póki co ważniejsze wg nas jest nadpłacenie kredytu i trzymanie go do 80% wartości mieszkania.
    Potem zaczniemy odkładać na emeryturę we własnym zakresie (dopełnienie do kwoty, którą zamierzamy zebrać) oraz na edukację dzieci. Do studiów mają jeszcze paręnaście lat, więc nie jest to sprawa pilna.
    Co do nadpłat kredytu, to przeznaczamy w budżecie stałą równą kwotę – ok. 150% przeciętnej raty – na spłatę kredytu. Po pobraniu przez bank raty planowej, resztą kwoty nadpłacamy zaraz następnego dnia kredyt. Dodatkowo przeznaczamy na ten cel środki w ramach odkładanych w lepszych miesiącach oszczędności (nasze dochody nie są stałe, jedne miesiące są lepsze, inne gorsze; w tych lepszych odkładamy 20% dochodu na polisy, odbudowywanie funduszu awaryjnego jeśli jest nadszarpnięty i reszta na nadpłatę kredytu) oraz dodatkowe kwoty, np. ostatnio nadpłaciliśmy kwotą zbieraną systematycznie co miesiąc na rozliczenia wody i czynszu – okazało się, że do wspólnoty nic nie musimy dopłacić, więc cała zebrana kwota zasiliła konto kredytu.
    Bardzo miło się patrzy, jak kwota kredytu maleje – nawet jeśli maleje tylko w CHF, bo jak tylko kurs spadnie lub ustabilizuje się, to będzie to odczuwalne i w złotówkach.

    • Cześć Lesza,

      Dziękuję za komentarz. Kredyty w CHF to dodatkowa „atrakcja” w tej całej historii. 🙂

      Nie mam oczywiście monopolu na „jedyną słuszną metodę” i jestem otwarty na wszelkie inne. Twoje podejście jest bardzo sensowne. Jeśli ta metoda się sprawdza i jesteś zadowolona, w dodatku widzisz postępy i masz motywację – to jest najważniejsze i tego się zdecydowanie trzymaj.

      Jedyna sprawa, której przyjrzałbym się będąc na Twoim miejscu, to opłaty jakie ponosisz odkładając nadwyżki dochodu na polisy. Przejrzyj ich wysokość i policz ile to Was rocznie kosztuje. Szczegóły znajdziesz w Tabeli Limitów i Opłat oraz w Ogólnych Warunkach Ubezpieczeń.

      Gratuluję zdrowego rozsądku w podejściu do własnych finansów. Wszystkiego dobrego.

  11. Cześć Marcinie,

    kolejny świetny podcast. Bardzo przyjemnie się Ciebie słucha, choć czasem prawda, która wynika z Twoich wypowiedzi, jest finansowo bolesna. Mam kredyt na 30 lat i pewnie mając tą wiedzę co teraz podczas podpisywania umowy, pewnie wzięłabym na krótszy czas. Jest to kredyt w „Rodzinie na swoim”, więc na początku, gdy rata odsetkowa jest najwyższa, płacę jej „tylko” połowę. Przez 8 lat to całkiem spora oszczędność, chociaż w sumie haracz dla banku jest ogromny. Postaram się pójść za Twoimi radami i skrócić czas spłaty poprzez nadpłaty. W tym momencie jest to niemożliwe, bo wg Twoich założeń po funduszu bezpieczeństwa trzeba się jeszcze skupić na odkładaniu na edukację dzieci i emeryturę, a kredyt w następnej kolejności. Póki co nie ma z czego zaspokoić tych wszystkich potrzeb, ale pomału mam nadzieję, że się uda. Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za to, że dzielisz się z nami swoim doświadczeniem.

    • Hej Agnieszka,

      Skoro masz dopłaty na połowę odsetek, to jest to zdecydowanie korzystne. Jak minie 8 lat przyjdzie czas na dalsze decyzje, a teraz – po prostu realizuj inne cele – dokładnie tak, jak napisałaś. 🙂

  12. Ciekawy podkast, odsłuchałam z pzyjemnością, szkoda, że Cie nie było kiedy brałam kredyt… A teraz dwoje dzieci, nauczycielom płacą ile płacą, no i ciężko zacząć nadpłacać, bo i budżet nie chce się dopiąć.
    Dostrzegłam tylko drobną nieścisłość. Rozumiem, że chwytliwy tytuł zachęca do odsłuchania – większość ludzi zna określenie „syndrom sztokholmski”. Nie on jednak tłumaczy nagłą miłość do kredytu. Ten mechanizm polegający na zachwalaniu kamienia ciążącego u szyi to typowy dysonans poznawczy, który opisał Leon Festinger. W skrócie: osoby biorące kredyt doświadczają nieprzyjemnego stanu: lęku, bo pakują się w coś długoletniego, co kosztuje ich kupę kasy, ryzykownego itd, stresu, niepewności, być może jeszcze obawy, że ktoś im sprzątnie sprzed nosa to wymarzone mieszkanie. Jasne, że racjonalniej byłoby odczekać te 5-10 lat i oszczędzić. Ale, nawiasem mówiąc, mamy problem z odraczaniem gratyfikacji, i ciężko jest poczekać tyle czasu, no i nie postępujemy racjonalnie. Czyli jesteśmy skazanie na życie z nieprzyjemnym poczuciem (że przepłąciliśmy, że w złym momencie, że nie akie mieszkanie, że trzeba jednak było wynajmować) przez 20 – 30 lat. Nasz oraganizm mobilizuje się, żeby zredukować dysonans (moje postępowanie – branie kredytu – nie jest racjonalne, więc postępuję niezbyt rozsądnie zadłużając się). No i częsta reakcja to właśnie zracjonalizowanie sobie swojego zachowania, pokochanie wręcz tego kredytu. Może się to manifestować np. chwaleniem banku, polecaniem tego właśnie kredytu i doradcy znajomym, przekonywaniu siebie i otoczenia, że to był idealny moment bo inaczej…, itp, itd. A już jak się uda przekoanć kogoś, żeby wziął podobny kredyt, wtedy jest już najmilej. Jeżeli ktoś inny podjął taką samą decyzję, to przecież znaczy, że i ja dobrze zrobiłem, prawda?
    To psychologia społeczna, polecam.

    • Cześć Ela,

      Bardzo dziękuję za komentarz.

      Myślę, że to trochę zależy od konkretnej sytuacji. Czasem jest to dysonans poznawczy, czasem syndrom sztokholmski, a innym razem zwykła ignorancja lub brak zdrowego rozsądku.

      A swoją drogą – coraz bardziej wciągają mnie aspekty psychologiczne w finansach. Szczególnie psychologia behawioralna 😉

  13. Witaj Marcinie
    Mam kredyt na mieszkanie na wynajem, powiedzmy że do spłacenia jest 120000zł. Najem pokrywa ratę i jeszcze coś zostaje. Czy mając te pieniądze spłaciłbyś ten kredyt czy inwestował gotówkę w kolejne mieszkanie na wynajem? Pytam bo taki kredyt hipoteczny na mieszkanie na wynajem to można bardziej traktować jako kredyt inwestycyjny niż konsumpcyjny i ciekawi mnie Twoje zdanie na temat tych kredytów. Czy lepiej też się ich jak najszybciej pozbywać czy jednak niekoniecznie. Jak go spłacę to będę spał spokojniej, jak kupię kolejne mieszkanie to szybciej z kolei osiągnę niezależność finansową. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

    • Cześć Marku,

      Poruszyłeś ciekawy temat, za który za jakiś czas zdecydowanie powinienem się zabrać na blogu. Faktycznie – kredyt na mieszkanie, które nabywamy w celach inwestycyjnych, można traktować trochę inaczej i nie trzeba się za wszelką cenę spieszyć z jego nadpłatą.

      Warto jednak być przygotowanym na okresy, w których nie będzie dochodów z najmu (rotacja najemców, konieczność odświeżenia mieszkania, itp.) i przede wszystkim nie przesadzić z liczbą nieruchomości oraz poziomem LTV. Ale to naprawdę temat na dłuższy wpis dotyczący inwestycji z wykorzystaniem dźwigni finansowej bo tym de facto jest kredytowany zakup nieruchomości na wynajem).

      To, co powiedziałem w podcaście, dotyczy mieszkania czy domu, w którym mieszkamy.

  14. cześć Marcinie:-)
    czy rekomendowałbyś znaczącą nadpłatę (nie spłatę całkowitą) kredytu hipotecznego zaciągniętego w 2006 r. w CHF? Mogłabym przeznaczyć na to +/- 100 tys. zł ze zgromadzonych oszczędności jednak czy ma to sens w obliczu takiej ceny CHF? (Jednak czekanie na niższą cenę franka to trochę jak czekanie na Godota – kredyt zaciągaliśmy za ok 2.5 PLN/CHF). Kredyt (kapitał) wynosi obecnie tyle, ile w dniu zaciągania (oczywiście licząc w PLN czym jakoś specjalnie się nie przejmuję – nadpłacając go w 1/5 wysokości nie zrealizowałabym całej tej straty wynikającej z drogiego franka, a jedynie 1.5). Oprocentowanie mojego kredytu w tej chwili to 0%. Wcześniej już trochę go nadpłacaliśmy, jakieś 12 tys. CHF kapitału wpłaciliśmy dodatkowo w ciągu ostatnich 3 latach, przy typowym dla tamtych lat kursach CHF (3,3-3,6).
    Ciekawa jestem Twojej opinie. Bo ja uważam, choć bardzo mnie coś takiego korci, że nie warto mimo wszystko – nie przy tej cenie franka.

      • No właśnie, właśnie… Ile frank będzie kosztował, to najważniejsze pytanie na które rzecz jasna nikt nie zna odpowiedzi (można jedynie…spekulować).
        Tak, podlinkowany artykuł czytałam oczywiście, wiem, nadpłacać, ale tam piszesz o systematycznym nadpłacaniu małych kwot, a ja tu mówię o jednorazowym strzale za stówkę:-)
        PS dzięki za blog, książkę, którą już przeczytałam, i choć od lat stosuję zawarte tam zasady (no, 80%) to jednak mimo wszystko otworzyła mi oczy na kilka rzeczy, i za ten podcast. Poza tym, jesteś fajnym i miłym gościem, co jest bardzo ważne dla mnie:-)

  15. Witam,

    ja z innej beczki. Może byś opisał nam co oznacza w prawdzie rozumiane przez wszystkich słowo „czynsz” ? Przeczytałam, że połowa polaków nie wie za co płaci. Przeczytałam gdzieś w odmętach sieci, że są to m.in. koszty związane z wodą, prądem i gazem. Wydaje mi się to dziwne bo przecież rachunki płaci się za to osobno? Jak to jest, że mamy swoje mieszkania a dalej musimy płacić ten haracz? Komu więc płacimy? Wynajemcy? Spółdzielni?

    Te pytania mnie nurtuje. Jestem jeszcze studentką i mieszkam w akademiku ale zawsze zachodzę w głowę nad tą kwestią a mętne i niezrozumiałe tłumaczenia jakoś do mnie nie docierają.

    Liczę na Ciebie 😉

    • Karolina,

      z czynszem jest różnie i zależy od spółdzielni – i jego wysokość i to, co jest w nim zawarte. Ja w mieszkaniu, w którym mieszkam mam ogrzewanie w czynszu i nie płacę za nie nic. Ciepła i zimna woda oraz prąd to dodatkowe koszty. Z kolei w mieszkaniu, które wynajmuje na lokal pod działalność mam zimną wodę w czynszu, za ciepłą i ogrzewanie płacę rachunki. Więc ciężko powiedzieć jaka jest jedyna prawda, bo to zależy od spółdzielni :).

      Nie wiem też, co rozumiesz pod słowem „haracz”. Czynsz?

      Proszę mnie poprawić, jeśli użyłam jakichś uproszczeń/przekłamań :D.

    • Czynsz płacisz do spółdzielni lub wspólnoty mieszkaniowej.
      Obejmuje opłaty za wywóz śmieci, opłaty i przedpłaty za wodę i ścieki, fundusz remontowy, utrzymanie domofonu, opłaty za utrzymanie osiedla w czystości, etc,. ogrzewanie lokalu. U mnie w spółdzielni dodatkowo opłata ryczałtowa za gaz. Wcześniej jeszcze była opłata za dostarczanie sygnału TV analogowej.

      Poza czynszem płacisz jeszcze rachunki za prąd, i gaz (o ile masz licznik i nie płacisz ryczałtem do spółdzielni).

    • Grzesiek J.

      @Karolina

      Potocznie czynszem określa się to co płaci się do spółdzielni/zarządcy, czyli fundusz remontowy, wodę, C.O. jeśli jest, itd. Ale to „wersja potoczna”

      „Encyklopedycznie” czynsz to opłata z tytułu najmu/dzierżawy. Więc jeśli ktoś ma mieszkanie własnościowe, to tak naprawdę nie płaci czynszu. Na własnym przykładzie: mam własnościowe mieszkanie we wspólnocie mieszkaniowej. Do zarządcy odprowadzam opłatę w której jest:
      1. Koszty stałego zarządu (wynagrodzenie administratora, składka na potencjalne drobne awarie itp).
      2. Zaliczka na centralne ogrzewanie
      3. Opłata za wodę
      4. Fundusz remontowy.
      I tyle. Konkretne koszty. Nikomu nie płacę za sam fakt tego że tam mieszkam (oczywiście poza podatkiem od nieruchomości ale to inna materia).

      Mówiąc o tym że prąd i gaz są w czynszu, to moglibyśmy powiedzieć, że posiadacze domów też płacą „czynsz” 🙂

      Podsumowując, tak „encyklopedycznie” (zresztą można spojrzeć na wikipedię) czynsz to jest kwota, jaką płaci najmujący właścicielowi mieszkania. To, że do tej opłaty dodaje się elementy związane z mediami itp. to jest kwestia indywidualnego umówienia, ale tak na czysto to media nie są czynszem, bardziej bym to nazwał „opłatami eksploatacyjnymi”.

  16. Z zainteresowaniem wysluchalam dzisiejszego odcinka. Twój blog jest dla mnie ogromną motywacja aby uporządkować domowe finanse i zapewnić bezpieczną przyszłość moim dzieciom. Jestem Ci wdzięczna że mogę czerpać z Twojej wiedzy. Mam nadzieje ze zwyciężysz w konkursie na blog roku.

  17. Cześć Marcinie,

    Bardzo dobry i potrzebny podcast. Cieszę się, czytając komentarze, że jest więcej osób o podobnym podejściu do zadłużania się (także na mieszkanie). Moja drobna sugestia jest jedynie taka, aby na próbę, przed zaciągnięciem kredytu, spróbować odkładać równowartość raty przez 6 m-cy lub nawet rok. Aczkolwiek nawet 3 m-ce dla wielu osób mogą okazać się wystarczające do przekonania się, że warto jeszcze z kredytem poczekać.:-)

    Pozdrawiam serdecznie,
    Tomek

  18. Świetny podcast. Marcin dzięki min Twojemu blogowi nabrałem rozwagi jeżeli chodzi o temat kredytu hipotecznego. Tylko może wręcz zaczęło działać to w drugą stroną i mimo posiadania sporej kwoty na wkład własny + opłaty i remont cały czas wydaje mi się, że to za mało. Najlepiej byłoby jednak zebrać całość i kupić za gotówkę ale mamy dosyć mieszkania kątem i w wynajmowanych mieszkaniach i przeprowadzek.
    W chwili obecnej z partnerką poszukujemy dogodnego lokum, planujemy zaciągnąć kredyt na ok 100K na 10 lat z opcją wcześniejszej spłaty.

    A co do młodych chcących zaciągać kredyt to jest fakt. Sam kilka ładnych lat temu przy oszczędnościach rzędu 10K chciałem zakupić mieszkanie za 200K. Przy pierwszych wyliczeniach zdolności rata wyszła mi ok 900 PLN w kredycie na 30 lat. Po późniejszym dokładnym przeliczeniu okazało się, że rata wynosiłaby 1600 PLN co skutecznie mnie ostudziło i sprowadziło na ziemię. Ale dzięki temu zabrałem się za budowanie kapitału pod wkład własny.
    Teraz widzę doskonale, że kredyt na 30 lat to drugie tyle ile żyję. A spłacać rety do 60 to coś nierealnego.

    Rada dla „młodszych” nie napalajcie się, przemęczcie się kilka lat i zbierajcie fundusze na wkład własny. Potem sami sobie podziękujecie.

  19. Odkładamy ile możemy – zdaję sobie sprawę, że taki kredyt to towarzysz na lata… Lepiej trochę się faktycznie pomęczyć…
    Dziękujemy za rady!

  20. Grzesiek J.

    Marcinie, dzięki za tę audycję, starczyło na ok 5km biegania 🙂
    Ja jestem w trakcie spłaty kredytu hipotecznego, parę grzechów przy jego braniu popełniłem (kredyt na 105% wartości, na szczęście w PLN) ale przynajmniej zmieściłem się w zasadzie 30% dochodów i 20 lat :). Odnośnie nadpłacania: ja wpłacam cały czas tę samą kwotę, mimo że spadły stopy procentowe. Przez to buduję sobie leciutką nadwyżkę i nawet jak stopy procentowe pójdą do góry, to nie będę musiał od razu więcej przelewać na konto kredytu hipotecznego.

    Pozdrawiam Cię i wszystkich słuchaczy/czytelników Twojego bloga.

  21. Witaj Marcinie!
    Ten podcast dla wielu potencjalnych kredytobiorców powinien szeroko otworzyć oczy na kredyty, a także nie słuchać bankowców, którzy głównie chcą zadowolić swojego pracodawcę /kredyt na 30 lat!/. Wiadomo, że na odsetkach wtedy więcej zarobią.
    Wiedza nabyta z podcastu jest bezcenna.
    Osobiście omijałem branie kredytów-najpierw dzięki intuicji w latach młodości, a potem zacząłem edukować się w zakresie finansów.
    Jak zwykle-zdrowy rozsądek winien być zawsze przy wszelkich decyzjach finansowych.
    Wszystkim wchodzącym w życie dorosłe życzę zapału do edukacji finansowej, w tym do korzystania z porad dobrych blogerów, zajmujących się finansami. Ukłon w Twoją stronę.
    Pozdrawiam
    Czesław

  22. Rozwijając myśl, że 3/4 osób, których nie stać na zakup mieszkania by go nie kupiło, należało by dodać, że o 3/4 zmniejszył by się popyt na kredyty i mieszkania, a to przełożyłoby się na obniżenie cen. Wszystko to z korzyścią dla późniejszych kredytobiorców.

  23. A ja mam pytanie z innej beczki ale pośrednio związane z tematem. Bloga śledzę od paru dni, ale zapoznałem się z paroma wpisami i rozumiem, że jesteś przeciwny wszelkim kredytom innym niż hipoteczny. I teraz jak to jest ze zdolnością kredytową i jej wyrabianiem. Kiedyś nasłuchaliśmy się z żoną jakim problemem jest wzięcie kredytu mieszkaniowego czy na samochód jeśli w BIKu jest biała plama. I dlatego podobno warto kupować nawet tanie rzeczy na kredyt żeby pokazywać że jest się w stanie go spłacać. Wielu moich znajomych tak robi mając już wcześniej odłożone pieniądze na całą spłatę. Ale czy to w ogóle prawda, szczególnie w kontekście przyszłego kredytu hipotecznego? Jakiś czas temu usłyszałem od pewnej osoby że ktoś mi nagadał głupot.
    Zarabiamy z żoną wystarczająco, żeby trochę odłożyć, ale nie szalejemy. Jeśli chodzi o domowy budżet to mamy sprawę opanowaną i pod kontrolą. Ja nigdy nie brałem żadnego kredytu, żona miała perypetie z kredytami konsumenckimi ponad 6 lat temu, więc śladu po tym nie ma. Jeśli decydujemy się na jakieś większe zakupy to kupujemy wszystko za gotówkę, bo nas stać, a ja uważam że lepiej kupić za gotówkę i wynegocjować rabat lub nabyć w tańszym sklepie niż brać kredyt 50 rat 0% i dopłacać za ubezpieczenie parę stówek. Czy jest prawdą że bez takiego ubezpieczenia w popularnych sklepach z elektroniką dostaje się automatycznie odpowiedź negatywną? Obecnie zastanawiamy się nad aparatem za 3-4k.

    Świetny blog, podcasta przeczytałem niestety tylko w PDFie. Swoją drogą czy da się ściągnąć ten mp3 na dysk, niestety jedyna pora dnia kiedy mogę czegoś posłuchać to droga samochodem do pracy. Obecnie sami się zastanawiamy nad kupnem mieszkania w stolicy, ponieważ dojazdy do pracy zajmują nam 1-1,5h w jedną stronę. Do tego niezbyt przyjemne warunki mieszkaniowe, kosmiczne koszty dojazdu ogrzewania i brak kontaktu ze znajomymi sprawiają że mamy parcie na powrót do miasta. Ale patrząc realnie zostalibyśmy bez grosza biorąc na siebie zbyt duży ciężar kredytu. Mieścilibyśmy się w Twoim schemacie 30-20-20 ale ledwo. W dodatku nasze umowy kończą się w przeciągu roku…

  24. Cześć Marcin
    Gratuluje ciekawego podcasta.
    Zaciągałem kredyt na kupno mieszkania w 2008 r. na 30 lat. Od roku pracowaliśmy z moją żoną mieliśmy trochę oszczędności i nie zastanawialiśmy się co będzie za 10, 20 czy 30 lat. Niestety całe oszczędności poszły na remont mieszkania, dodatkowo kredyt na wykończenie, sprzęt na raty „0 procent”, pracowaliśmy tylko na spłaty rat. Na szczęść w pracy było coraz lepiej, rat coraz mniej i po pięciu latach zaczęliśmy wychodzić na prostą. Dzisiaj wiemy że w tedy nie było nas stać na taki kredyt, ale niestety jeszcze wtedy nie było Twojego bloga;). Ja podchodzę do tego jeszcze bardziej rygorystycznie, moja zasada to 30, 15 , 20. Jeżeli nie stać mnie na ratę kredytu 15 letniego to nie jest to kredyt dla mnie lub nieruchomość jest po prostu dla mnie za droga. Sam nadpłacam kredyt tak aby spłacić go w ciągu max 15 lat. Niestety moje dochody są różne w zależności od prowizji, i co miesiąc muszę wyliczyć ile nadpłacić. Ma to swoją wadę, jak zauważyłeś, w postaci ciągłej pokusy żeby może wyskoczyć gdzieś na weekend zamiast nadpłacać:), ale na razie dajemy radę.
    Gratuluje świetnego bloga, dzięki Twojej pracy może chociaż parę osób zastanowi się jeszcze raz, nim zadłuży się ponad swoje możliwość.

    Pozdrawiam Sławek

  25. Kredyt brany rok temu i zastosowana została zasada 30-20-20 🙂
    Ważne dla nas i dla każdego powinna być też zasada – przeżyj bez kwoty, którą planujesz płacić na kredyt najdłużej jak się da. U nas było to ponad 5 lat, dzięki temu braliśmy kredyt już nie na wybudowanie domu, ale na jego wykończenie. Zaowocowało to niskimi marżami od banku (a i tak musieliśmy wziąć więcej niż chcieliśmy, bo się przeliczniki zmieniły, jak braliśmy kredyt i coś, co wcześniej nie było brane pod uwagę, musiało być wliczone)…
    Teraz będę się stosowała do innej zasady i podobnie jak Sławek, chcemy spłacić kredyt nie w 20, ale najszybciej jak się da (to maks jest ustawione na 15 lat). Mając raty malejące, chcemy nadal co miesiąc odkładać tyle samo (czyli sobie nie zmniejszać rat), a zebraną kwotę nadpłacać na razie pewnie raz na rok, później częściej, kredyt w banku. Po dojściu do spłaty połowy planujemy na pewno zmniejszyć czas spłaty.
    Plany planami, ale jak widać, dotychczas zasady, które zasugerowałeś sprawdziły się i pewnie (jak nie pojawią się niespodzianki zyciowe) plany będą konsekwentnie realizowane, czego życzę każdemu kredytobiorcy 🙂

  26. Mam pytanie w aspekcie ostatnich zmian w liborze CHF. Bank w pierwszej racie z nowym oprocentowaniem mimo podniesienia kwoty kapitalu i obnizeniu oprocentowania sumarycznie zmniejszyl mi rate. Czy to prawidlowe ?Mam miec raty rowne. Zastanawiam sie czy to nie zabieg majacy na celu ograniczenie wielkosci splacanego kapitalu dla wlasnej korzysci ?

    • Grzesiek J.

      @Michał – to normalnie że masz niższą ratę. Ja mam kredyt w PLN, również raty równe. Jak spada oprocentowanie kredytu, spada wysokość raty i to jest normalne, bo masz mniej odsetek do spłacenia. Rata równa oznacza, że co miesiąc masz tą samą wysokość raty (kapitał+odsetki) przy założeniu tego samego oprocentowania. Jak maleje oprocentowanie – wysokość raty spadnie.

  27. Użyteczny wpis! Niestety mało osób tak naprawdę rozważa poważnie swoje możliwości finansowe przy zaciąganiu kredytu…. Chcą po prostu iść do banku i go dostać!

  28. Mentalność Polskich klientów biorących kredyt w zdecydowanej większości wygląda tak że cieszą się bo dostali kredyt, ale już nie analizują umowy i innych rzeczy, a jak za jakiś czas jest coś nie tak to dopiero wtedy zaczyna się płacz.

  29. W poszukiwaniu informacji na temat budżetu domowego oraz kredytu hipotecznego trafiłam na Twój blog. Muszę przyznać, że każdy wpis jest bardzo ciekawy i od kilku dni czytam starsze artykuły żeby nadrobić „zaległości” i śledzić na bieżąco wpisy. Mam 26lat wraz z mężem zastanawiamy się nad kredytem hipotecznym. Na razie mieszkamy z rodzicami w domu i jest to rozwiązanie tymczasowe pozwalające odłożyć nam środki na wkład własny w przyszłe mieszkanie. Obawiałam się tej decyzji, ale nie mamy na co narzekać. Dokładamy się do budżetu domowego określoną sumę i nie wyrzucamy pieniędzy w błoto wynajmując osobne mieszkanie. Moim zdaniem jest to dobre rozwiązanie dla młodych ludzi, jeśli warunki mieszkaniowe oraz międzyludzkie na to pozwalają;) Zgromadziliśmy 50tys. Mieszkanie jakie nas interesuje warte jest 170tys. Zgodnie z zasadami podanymi przez Ciebie procentowy wkład własny już mamy. Nasz wspólny dochód miesięczny 4500zł. Z obliczeń, że rata powinna być maksymalnie 30% dochodu miesięcznego czyli rata byłaby maksymalnie 1350zł. Ciężko jest mi określić ile wydamy na życie będąc na swoim. Rachunki, jedzenie(teraz mamy wspólna kuchnię). Jedne koszty nam wzrosną, a inne zmaleją. Np. skróci się mój dojazd do pracy teraz wydaję 400zł na paliwo miesięcznie, kupując mieszkanie będę wydawać 100zl. W niedalekiej przyszłości chcemy powiększyć rodzinę i zastanawiamy się czy lepiej teraz starać się o kredyt czy poczekać jeszcze i zwiększyć sumę wkładu własnego? Z jednej strony chcielibyśmy mieć już swój kąt z drugiej odkładając w obecnej chwili zmniejszamy kwotę przyszłego kredytu. Jeśli teraz weźmiemy kredyt to będziemy mieć już mieszkanie i lata spłaty kredytu zaczną tykać. W wieku 46lat mieszkanie byłoby spłacone. Na razie mamy dużo pytań i wątpliwości. Kredyt hipoteczny jest dla nas ważną decyzją. Będzie nam towarzyszył przez dobry kawał życia. Chcemy zrobić to mądrze.

  30. Cześć Marcin, marzymy z chłopakiem o własnym mieszkaniu już od dawna. Razem zebraliśmy około 40 tys zł wkłady własnego, ale chcielibyśmy zaoszczędzić jeszcze trochę i przed 30-stką zacząć się starać o kredyt. Zastanawiam się, czy kredyt dla młodych, o którym tak teraz głośno, to rzeczywiście sprawa, na którą warto się skusić, czy posiada on jakieś haczyki, ukryte w marketingowej otoczce.

  31. Cześć Marcin, marzymy z chłopakiem o własnym mieszkaniu już od dawna. Razem zebraliśmy około 40 tys zł wkłady własnego, ale chcielibyśmy zaoszczędzić jeszcze trochę i przed 30-stką zacząć się starać o kredyt. Zastanawiam się, czy kredyt dla młodych, o którym tak teraz głośno, to rzeczywiście sprawa, na którą warto się skusić, czy posiada on jakieś haczyki, ukryte w marketingowej otoczce.

  32. Dobry i potrzebny postcast, Marcinie! Twoje zasady: 20% wkładu własnego, max 20 letni kredyt , rata nie więcej niż 30% zarobków- podsiadanie funduszu bezpieczeństwa- podpisuję się pod tym dwiema rękami. Zgadzam się, że młodzi czasem zbyt szybko decydują się na mieszkanie na kredyt zamiast wynajmować. Może to Ciebie zdziwi , ale pracuje jako doradca finansowy i takie dylematy widzę na co dzień. Widzę wahania pomiędzy strachem przez kredytem a chęcią posiadania wymarzonego mieszkania. A to jedna z najważniejszych potrzeb.

    Co do nadpłat dodałabym jeszcze informację, że przy kalkulacji opłacalności trzeba wziąć pod uwagę w jakim momencie kredytu jesteśmy. Harmonogram jest tak skonstruowany, że najwięcej odsetek bank pobiera na początku, np. kredyt na 25 lat , 200 000 zł oprocentowanie 4% w pierwszych 3 latach zapłacimy 23 151zł odsetek. Natomiast w ostatnich pięciu latach oddajemy niemalże sam kapitał. Nadpłaty najbardziej opłacają się na początku kredytu. I nie nadpłacać kredytu kosztem funduszu bezpieczeństwa, bo nawet przy niewielkim zadłużeniu bank wciąż ma hipotekę i bankowy tytuł egzekucyjny w ręku.

  33. Witam!
    Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że własne mieszkanie jest dużo droższe niż to które wynajmujemy. Ja wynajmowałem 2 mieszkania w Warszawie i za każdym razem wszelkie koszty związane z użytkowaniem mieszkania sam ponosiłem, a nie właściciel. Sam musiałem malować mieszkanie, a także płaciłem każdy rachunek, czynsz, a także podatek roczny, a jak pralka się zepsuła to usłyszałem, że albo ją sobie naprawię na własny koszt, albo mogę kupić nową (też oczywiście za swoje pieniądze). Być może miałem pecha, że trafiłem na takich właścicieli, ale wyszli oni z założenia, że na czas wynajmu, ja jestem „zarządcą” nieruchomości i mam z tego tytułu wszelkie udogodnienia, ale też i koszty…
    Pozdrawiam

  34. Cześć Marcinie,
    W nawiązaniu do podcastu mam pytanie 🙂 choć jest to bardziej pytanie w zakresie nadpłacania czy wcześniejszego spłacenia pożyczki (może niekoniecznie kredytu hipotecznego).

    Casus: Mając 35.000 gotówki i dwie nieoprocentowane pożyczki w rodzinie na 22.000 (inne zobowiązania to „tylko” kredyt hipoteczny 🙂 ) co lepiej zrobić:
    1. Czy lepiej zostawić sobie te pieniądze na funduszu bezpieczeństwa, który jest dopiero w budowie i co miesiąc spłacać rodzinę (te 22.000)?
    Czy jednak lepiej spłacić te pożyczki, różnicę (13.000) na fundusz bezpieczeństwa a później co miesiąc wpłacać na fundusz bezpieczeństwa (ze środków, które co miesiąc szłyby na spłacanie rodziny)?
    „Znając już Ciebie” domyślam się odpowiedzi ale może mnie zaskoczysz 😉
    Z góry dzięki.

    • Hej endru098,

      Ja na Twoim miejscu spłaciłbym pożyczki. Dlaczego?
      1) Długi zawsze kładą się cieniem na relacjach w rodzinie. Nikt wprost Ci tego nie powie, ale swoje pomyśli. Po co byc czyimś dłuznikiem?
      2) Po spłaceniu długów Twój fundusz bezpieczeństea będzie mały. To będzie bardzo Cię męczyć i zrobisz wszystko, by szybko go odbudować.
      3) Czy mając dziś 13 000 gotówki i 0 zł długów, pożyczyłbyś od rodziny 22 000 zł żeby zwiększyć swój fundusz bezpieczeństwa?
      4) Skoro zostnie już tylko kredyt hipoteczny – to jesteś „debt free”! Pisz – to dobry moment na nasz podcast. 😉

      Serdecznie Cię pozdrawiam!

      • Tak mysłałem … 🙂 I też tak planowałem zrobić ale kusiło mnie aby jednak postąpić wbrew „Naszej” logice ;).
        Tak jak kiedyś pisałem niektóre wpisy czytałem po kilkanaście razy więc podstawy (tak myślę przynajmniej) mam już opanowane. 🙂

        Podsumowując po roku (w czerwcu minie rok) mogę napisać z czystym sumieniem, że odmieniłeś nasze (mojej rodziny) życie o 180 stopni. 🙂 Jeszcze raz dzięki.

        PS. nie tylko moje życie; zaraziłem na poważnie jeszcze conajmniej jedną osobę. Po kilku miesiącach też „Mamy” efekty. Pierwszy raz pojawiły się u niej oszczędności a wcześniej ubywały tylko oszczędności. 🙂

        Co do podcastu numer telefonu znasz 😉

        Pozdrawiam

      • „4) Skoro zostnie już tylko kredyt hipoteczny – to jesteś „debt free”! ”
        W ogóle o tym nie pomyślałem (o debt free) ale faktycznie tak będzie;
        świetna bliska, perspektywa. 🙂
        Teraz już z samą świadomością tego czuje się bardzo dobrze, a co będzie jak już to osiągnę. 🙂

  35. Panie Marcinie,
    bardzo sobie cenię Pana wpisy i zawsze czytam je z uwagą jednak szkoda że nie pisze Pan nic nowego a tylko wraca do starych podkastów.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Dorota z Poznania

    • Częstotliwość nowych publikacji jest cały czas taka sama. Na Facebooku regularnie przypominam jednak archiwalne wpisy i podcasty, ponieważ wielu nowych czytelników nie miało okazji się z nimi zapoznać.

  36. 120 tysięcy oddać bankowi w ciągu tego samego czasu co odkładać 60 tysięcy czasu?! Spojrzę na mój kredyt i zobaczmy… Rata 1200 zł. Czyli 120 tysięcy to 100 miesięcy – ponad 8 lat. Zakładając, że przed wzięciem kredytu będę odkładał wysokość raty to 60 tysięcy odłożę w ponad 4 lata(!). A w tym czasie muszę jeszcze ponosić koszty najmu mieszkania (bo gdzieś trzeba mieszkać). A jak bardzo może się zmienić się rynek nieruchomości w tym czasie? Cóż, sięgnę do przykładu z jednej ze stolic w Europie, który ostatnio zaobserwowałem, aczkolwiek będę mówił o okresie niecałych 7 lat. W drugiej połowie 2009 roku myślałem o zakupie mieszkania 2- bądź 3- pokojowego w relatywnie bliskiej centrum dzielnicy. Koszt wynosił wtedy ~160 tysięcy. Waluta nieistotna 😉 Nie kupiłem… Będąc w lutym 2016 w tym mieście spojrzałem na ogłoszenia w biurze nieruchomości (taki mój konik). Oczom nie wierzyłem czytając, że takie same mieszkania jakim się przyglądałem te kilka lat temu są teraz wyceniane na 400-450 tysięcy! Wiem, że to dłuższy okres niż 4 lata, ale jeśli nawet nieruchomości podczas tych 4 lat gdy pójdą w górę o 10% to wtedy nasz wkład własny z miejsca podskoczy o 6 tysięcy, czyli odkładając 1200 odkładamy kolejne 5 miesięcy…
    I jeszcze jedna rzecz, wspominasz że wynajem jest zbliżony do raty kredytowej i radzisz przed wzięciem kredytu zrobić test odkładając wysokość raty z każdej pensji. Nie bierzesz tylko pod uwagę, że podczas posiadania kredytu nie mamy na głowie kosztów wynajmu, które w dużych miastach są zbliżone do raty kredytu. Co oznacza, że jeśli najem pochłania nam 30% przychodów, to Twój test pochłonie nam 60%…

  37. Wysłuchałam do końca, książka, też przeczytana od dechy do dechy, jesteśmy na etapie kredytu hipotecznego i z jednej strony dobrze wiem, że im więcej wkładu własnego tym lepiej, a z drugiej już tak bardzo korci, żeby się wyprowadzić, że ciężko to opisać 😀
    BZWBK zaproponował nam zaciągnięcie kredytu już przy 10% wkładu własnego, korci strasznie.. 🙂

  38. Cześć,

    Ostatnimi czasy skusiłem się razem z dziewczyną na kupno mieszkania.
    Przez 3 lata mojej pracy zawodowej mieszkałem w wynajmowanych pokojach, a ostatnie niecałe 2 lata spędziłem w kawalerce razem z dziewczyną. Łączny koszt wynajmowanego mieszkania to było 1600zł – 30m2.
    Zaoszczędzone pieniądze pozwoliły nam na zakup rocznego, urządzonego 63m2 mieszkania z dwoma miejscami garażowymi(stoją puste), gdzie rata kredytu wraz z czynszem i użytkowaniem wieczystym wynosi 1900zł miesięcznie. Kredyt na 20 lat, zaciągnięty na preferencyjnych warunkach, marża 1,3%, brak prowizji i innych kosztownych rzeczy. Czas dojazdu do pracy na porównywalnym poziomie.
    Mimo wszystko, ciągle się zastanawiam, czy nie można było czegoś zrobić lepiej.

    Pozdrawiam

Odpowiedz