Nigdy nie jest za późno aby zmienić kurs.

81

Zbieram właśnie materiały do zbliżających się wystąpień i natknąłem się na kilka ciekawych liczb dotyczących kredytów, zadłużenia i podejścia Polaków do pożyczania pieniędzy. Wygląda na to, że nieuchronnie zaczynamy podążać drogą zadłużonych po uszy narodów.

Zacznę od statystyki, która mocno mnie zaskoczyła. Od lat wiedziałem, że blisko połowa Polaków nie ma żadnych oszczędności. Wiedziałem również, że na około 31,5 mln dorosłych Polaków aż 2,4 mln nie jest w stanie terminowo regulować swoich zobowiązań. Ale dopiero wczoraj natknąłem się na informację, że już prawie 50% dorosłych Polaków (dokładnie 15,3 mln osób) korzysta z kredytów i pożyczek. Tak wygląda portret polskiego dłużnika według Biura Informacji Kredytowej:

 

kredytowy portret polakow BIK

 

Moje własne doświadczenia oraz historie ludzi, którym długi zmarnowały wiele lat życia, wyrobiły we mnie głębokie przeświadczenie, że zadłużanie się jest czymś fatalnym: długi drenują nasze kieszenie i robią z nas niewolników. Ale zawsze, dosłownie zawsze, znajduje się ktoś, kto w pewnym momencie wypowiada takie oto sakramentalne zdanie:

„Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”

To zdanie podnosi mi zwykle ciśnienie, bo od razu mam przed oczami wypełniające moją skrzynkę maile od czytelników, których fragmenty wyglądają tak:

Zwracam sie do Pana z prośbą o pomoc jest Pan dla mnie ostatnia deska ratunku a w zasadzie dla nas  i naszej rodziny. Od wielu lat jesteśmy w spirali zadłużenia która teraz osiagnęła swój punkt ostateczny tzn, wszystko co zarobimy to oddajemy za długi i to nie wystarcza zeby je spłacic grozi nam komornik ogromne odsetki i koszta parabanków i szczerze mówiąc pomimo ze sama pracuje w banku kompletnie nie wiem co robic potrzebuje pomocy profesjonalisty inaczej zginiemy.(…)

 

Witam! Mam na imię …xx…. Mam …xx… lat i ciągłe długi. Mam męża i dwójkę dzieci. Oboje z mężem pracujemy niestety nie możemy wyjść na prostą z pożyczkami. Nie mamy żadnych oszczędności. (…)Mamy kredyt pieniężny na kwotę 10.000 tys. zł. Miesięczna rata to 250 zł i kartę kredytową na kwotę 3.000 zł. Moje i męża zarobki to 3500 miesięcznie. Z miesiąca na miesiąc brakuje nam na podstawowe produkty. Proszę o pomoc. (…)

 

(…) Długi w znacznym stopniu przewyższyły zyski. Obroty z kilkudziesięciu tysięcy złotych miesięcznie spadły praktycznie do zera. Nie mieliśmy z czego żyć i z czego płacić czynszu. Zwolniliśmy wszystkich pracowników, wypowiedzieliśmy umowę najmu, wyprzedawaliśmy wszystko co się da nawet w cenach zakupu.. (…) Zaczęliśmy popadać w coraz większe kłopoty… Nasze długi rosły, dostawcy zaczęli nas ścigać i nasyłać komorników.. Ja przypłaciłam to nerwicą, mąż depresją.(…)

 

 Witaj Marcinie! Już od dawna chciałam do Ciebie napisać, ale zawsze brakowało mi odwagi! Bardzo bym chciała zabrać się za oszczędzanie, ale na razie nie mam jak! Bo jak tu oszczędzać jak ciągle brakuje nam na życie i bieżące opłaty!!!Kredyty były u nas od zawsze! Jednak kłopoty zaczęły się jak mąż założył firmę, wziął auto na leasing, kredyt startowy! Wierzyliśmy że damy radę, ale jest inaczej! Zlecenia raz są raz nie, a długi coraz większe! Wiem że masz swoje sprawy i nie liczę na nic! Po prostu chciałam się „wygadać”! (…)

To jest portret dłużnika, który znam ja. Każda z tych historii miała swój dramatyczny początek w tym samym momencie: w momencie sięgnięcia po dług.

Ale może faktycznie przesadzam? Może jestem po prostu „skażony” tymi historiami i reaguję nazbyt emocjonalnie? Cóż, moje doświadczenia biorą się z kilku obserwacji. Zauważyłem na przykład, że:

– gdy sięgamy po pożyczkę, to trudna sytuacja finansowa zmienia się w tragiczną,
– jeszcze nigdy nie spotkałem osoby zadłużonej, która nie byłaby z tego powodu zestresowana,
– radość po zakupach na kredyt trwa krótko i kończy się na długo przed tym, zanim spłacimy ostatnią ratę;
– windykatorzy dziwnym trafem nie nękają ludzi bez kredytów,
– każda osoba, która tonie w długach, planowała „pożyczać z głową”,
– każda osoba, która po latach wyszła na prostą i całkowicie pozbyła się zobowiązań, mówi tylko o jednym: o poczuciu wolności, o wielkim ciężarze, który spadł jej z barków, o wstręcie do zadłużania.

Mam jednak wrażenie, że nawet gdybym podał tysiąc argumentów i tak nie przekonam osób, które są przekonane o swoim racjonalizmie i o tym, że „wystarczy pożyczać z głową”. Pomyślałem więc, że może przemówią liczby?

 

Dwa scenariusze życia na jednym wykresie.

W mojej pracy spotykam się z różnymi rozmówcami i słuchaczami. Do jednych przemawiają obrazy i metafory, do innych głównie fakty i liczby. Dlatego chciałbym pokazać Wam kilka cyferek udowadniających jak dramatycznie odmienny może być stan naszych finansów w zależności od jednej prostej decyzji. Jestem bardzo ciekawy, co o tym myślicie.

Wyobraźcie sobie dwóch kolegów, którzy właśnie rozpoczynają pracę w jednej firmie. Mają po 30 lat, takie samo wykształcenie, takie samo doświadczenie, pracują na podobnych stanowiskach i tyle samo zarabiają: 2500 zł na rękę. Różnica między nimi polega tylko na jednym: na podejściu do kredytów.

Pierwszy stwierdził, że życie jest krótkie i trzeba z niego bardziej korzystać. Wie, że nie zarabia kokosów, ale ma stabilną pracę i jest przekonany, że jak będzie pożyczał z głową, to wszystko będzie dobrze. Nie pożycza jednak dużo. Aż 95% wszystkich wydatków pokrywa z wynagrodzenia. Brakuje mu raptem 5%, czyli 125 zł, które pokrywa co miesiąc korzystając z długu. Najpierw z karty kredytowej – dostał taką, której limit równy jest jego wynagrodzeniu. Na karcie nie płaci żadnych odsetek, bo gdy tylko dostaje wynagrodzenie, od razu spłaca cały wykorzystany limit. Dopiero po 20 miesiącach, gdy limit na karcie się kończy, musi poszukać czegoś innego. Na szczęście ma dostęp do świetnych pożyczek, których RRSO wynosi 15% w skali roku (spróbujcie znaleźć taką pozyczkę na rynku).

Drugi nie wierzy w długi. Do tego jest raczej oszczędny, choć nie wycina wydatków do kości. Kieruje się prostą zasadą: gdy tylko dostaje wynagrodzenie od razu 5% odkłada, a żyje za pozostałe 95% wynagrodzenia. Szybko do tego się przyzwyczaja i szczerze mówiąc nawet nie czuje „wypływu” tych 125 zł, bo automatycznie trafiają one na konto oszczędnościowe. Nie zna się na inwestycjach, nie ma na to czasu. Ale jak trafi fajną lokatę, to z niej korzysta. W sumie, na przestrzeni lat, wyciąga ze swoich oszczędności 3% w skali roku.

A zatem: te same warunki, te same założenia, to samo otoczenie. Pierwszy pożycza 5%, drugi odkłada 5%. Co dzieje się z ich finansami? Gdy rozmawiają o tym po 5-ciu latach od rozpoczęcia wspólnej pracy wygląda to mniej więcej tak:

Finanse osobiste po 5 latach

– Stary, jak Ty to robisz? Ja nie wydaję przecież na luksusy, ale Ty żyjesz chyba jak mnich? Jakim cudem udało Ci się odłożyć ponad 8 kawałków? Ja mam już prawie dychę do spłaty?.
– Cudem? O czym Ty mówisz. Po prostu odkładam sobie na konto. Widzisz, że żyję bardzo podobnie do Ciebie.

Miłośnik długów jest biedniejszy o: 18 646 zł

Czas płynie dalej, chłopaki pracują i wkrótce obchodzą jubileusz 10-lecia pracy. Jak teraz wyglądają ich finanse?

Finanse osobiste po 10 latach

– Przeginasz kolego. Musisz dorabiać na boku. Albo dali Ci podwyżkę i nigdy mi się nie przyznałeś?
– Zwariowałeś? Od razu bym Ci powiedział. Znamy się przecież dekadę! Przestań gadać głupoty i lepiej powiedz, czy wpadniesz w sobotę na moją 40-tkę?

Miłośnik kredytów jest biedniejszy o: 50 804 zł

A gdyby ich wspólna praca potrwała kolejnych 10 lat?

Finanse osobiste po 20 latach

Miłośnik kredytów byłby biedniejszy o: 223 141 zł. Byłby, ale nie będzie. Komornik od lat siedzi mu na pensji i zmusza do drastycznego zaciskania pasa. Nie potrafił zaoszczędzić 5% miesięcznie. Teraz musi żyć za 50% pensji – reszta idzie na spłatę długów i koszty komornicze.

Drugi ma odłożony fundusz bezpieczeństwa, żadnych długów, spokojny sen i właśnie planuje fajne wakacje.

I choć ten przykład jest przerysowany, a w obliczeniach sporo uproszczeń, to rozwierające się „nożyce długów” są faktem. Możemy dyskutować o wpływie inflacji, o podatku Belki, o faktycznym koszcie pożyczek, itp. Te nożyce w różnych sytuacjach mogą mieć inny kształt, mogą się wolniej rozwierać, ale…. stawiają Cię na przegranej pozycji.

 

Nie jest za późno aby to zmienić.

Jestem o tym całkowicie przekonany i wcale nie jestem w takim myśleniu naiwny. Opieram to na bardzo prostym przesłaniu:

„Nie zmienisz w ciągu jednego dnia sytuacji, w której się znajdujesz.
Ale jeszcze dziś możesz podjąć odważną decyzję
i zmienić kierunek, w którym podążasz.”

Wyobraź sobie, że sterujesz potężnym statkiem, który znajduje się tysiące mil morskich od miejsca, w którym chciałbyś się znaleźć. W dodatku płynie on w zupełnie przeciwnym kierunku niż Twój wymarzony port. Co możesz zrobić? Możesz oczywiście siedzieć i narzekać, że jest już za późno, że do Twojego celu jest zbyt daleko, że wszystko przepadło i nic już na to nie poradzisz. Ale możesz też puknąć się w głowę, ruszyć tyłek z miejsca, chwycić za ster i zacząć zawracać.

Jasne, że to będzie wymagało wysiłku. Jasne, że nie przefruniesz w cudowny sposób do wymarzonego miejsca. Ale jeśli podejmiesz tę jedną decyzję i zdecydujesz jednak o zawróceniu… Już jutro będziesz odrobinkę bliżej celu niż jesteś dzisiaj. Za tydzień – już 7 dni drogi do celu będzie za Tobą. Za miesiąc, za kwartał, za rok… będziesz w o wiele lepszej sytuacji niż dziś.

Tylko zmień wreszcie kurs! Nie kiedyś. Dzisiaj!

W mojej książce napisałem m.in., że nasze przekonania o pieniądzach mają ogromny wpływ na to, czy ostatecznie udaje nam się je zdobyć, czy nie. Jeśli uważamy, że pieniądze są czymś złym, albo mało istotnym, to zwykle nie udaje nam się ich zdobyć.

Ten sam mechanizm działa w przypadku długów. Jeśli uważamy, że „wystarczy pożyczać z głową” i mamy do nich luźny stosunek, to nigdy się ich nie pozbędziemy. Jeżeli masz długi i właśnie postanowiłeś zmienić swój kurs, serdecznie polecam Ci ten artykuł: Jak skutecznie pozbyć się długów? Ruszamy na wojnę z największym wrogiem.

 

Na zakończenie mam jeszcze do Was ogromną prośbę …   Moja serdeczna prośba brzmi tak: napiszcie mi w komentarzu jak rozumiecie to powiedzenie:

„Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”

Kiedy Waszym zdaniem pożyczanie ma jednak sens? Pomóżcie mi to proszę lepiej zrozumieć, bo tocząc moją wojnę z długami chcę poznać wszystkie argumenty. Tylko znając je wszystkie będę bardziej skuteczny. Co przychodzi Wam do głowy gdy słyszycie takie słowa? Napiszcie to bardzo proszę w komentarzach.

 

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze81 komentarzy

  1. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.” wydaje mi się, że może przy kredytach hipotecznych. Mało ludzi dzisiaj stać na własne mieszkanie a większość kobiet zapiera się, że nie urodzi dziecka w wynajmowanym. Ale tutaj chodzi mi bardziej o osoby, które mają duży wkład własny i tylko jakąś część biorą na kredyt. Ale nie wiem sama nie praktykowałam. W kilku książkach przeczytałam również, że niektórzy biorą kredyty na mieszkania bo bardziej im się opłaca własne oszczędności inwestować. Ja jestem wolna od kredytów mam nadzieję, że nie będę zmuszona ich brać. Nauczyłam się na błędach rodziców, którzy mieli więcej do spłacania miesięcznie niż zarabiali i widziałam ile nieprzyjemnych sytuacji to powoduje. A dzięki Pana artykułom i wywiadom w Dzień Dobry TVN nawet zaczęłam oszczędzać 😀

    • Też się spotkałem z radą: zamiast za gotówkę, kup mieszkanie na kredyt a gotówkę włóż na giełdę. Giełda rośnie długoterminowo szybciej niż oprocentowanie kredytu hipotecznego i może ma to sens. Chodź osobiście wolę spokój ducha niż takie manewry.

      Osobiescie mam kartę kredytową i kredyt odnawialny na ROR i uważam to za pożyczanie z głową:
      – karta kredytowa dla okresu bezodsetkowego w którym moje pieniądze leża na koncie oszczędnościowym i procentują. Oczywiście zawsze spłacam w 100%. Mam ją 5 lat i nigdy nie zapłaciłem nawet 1gr odsetek a historia kredytowa się buduje.
      – kredyt odnawialny mam w gruncie rzeczy na nagłe wypadki. Wyciągniecię pieniędzy w funduszu gotówkowego trwa kilka dni, zerwanie lokaty to utrata odsetek – taki kredyt to dobra opcja. Do tego zaglądam na konto na koniec każdego miesiąca – jak widzę minus to dla mnie sygnał, że jako rodzina nie mieścimy się w ustalonym budżecie.

    • Cześć Justyna,

      Zapraszam Cię serdecznie do przejścia na „Ty” 😉
      Dziękuję za komentarz i cieszę się bardzo, że artykuły i programy w TVN pomogły Co rozpocząć oszczędzanie. Takie przykłady bardzo pomagają mi nabrać jeszcze większej wiary w to, że moja działalność realnie pomaga.

      Co do kredytów hipotecznych – tej formy długu nie wrzucam do innego worka z kredytami i pożyczkami przeznaczanymi na konsumpcję. One są bardziej sensowne, ponieważ pieniądze przeznaczamy na zakup nieruchomości, która zaspokaja bardzo ważne potrzeby, a jednocześnie zachowuje a nawet zwiększa stopniowo z czasem swoją wartość.

      Ważne jest jednak, aby zaciągnąć kredyt hipoteczny na sensownych warunkach, o czym napisałem wiele artykułów na blogu.

      I przede wszystkim decyzję o zakupie mieszkania podjąć dopiero, gdy jesteśmy na to przygotowani – zarówno pod względem finansowym jak i emocjonalnym. „Nie urodzę w wynajmowanym” – to żaden argument. 🙂

  2. Marcin, ten wpis wydrukowany powinien dostać każdy Polak wchodzący w dorosłe życie 🙂
    Wykresy, jak zawsze, obrazują to najlepiej.

  3. Marcin,
    Tak jak ty jestem ogromnym przeciwnikiem wszelkich kredytów i długów i o tym także piszę na swoim blogu. Dla mnie jeśli kogoś dzisiaj nie stać na zakup samochodu, pralki czy telewizora, to tym bardziej nie widzę podstaw do decyzji, aby zaciągać kredyt, bo przecież za chwilę trzeba będzie nie tylko spłacać zakupiony produkt ale także wysokie odsetki i prowizje. Jedyny kredyt, który uznałbym za wart rozwagi to kredyt hipoteczny ale także pod wieloma warunkami.

    Dla mnie z kredytem jest jak z dzieckiem – wiele osób mówi, że posiadanie dziecka nic nie zmienia w życiu. Kredyt podcina skrzydła, rujnuje marzenia i naszą niezależność.

    • Hej Dominik,

      Dzięki za komentarz. Zawsze mnie zastanawiało jak to jest, że ktoś mówi, że nie potrafi odłożyć 100 zł miesięcznie, bo nie ma z czego. A później robi zakupy na kredyt i stać go na spłacanie raty w wysokości 200zł ?

      • Dziwne to, racja.. Z tym, że sama nie wiem jak to jest 😀 Przez rok nie umiałam odłożyć 100 zł miesięcznie… a od kiedy mam dwa koty to ich utrzymanie kosztuje spokojnie 150 zł / mies. I skąd na to pieniądze?! 😀
        Chyba będę musiała zacząć odkładać..
        Chociaż zupełnie się nie znam na kontach oszczędnościowych.. :c

  4. Witam, kredytów nie brałam, nie biorę i mam nadzieje, że nigdy nie będę zmuszona brać. Mimo iż jestem przeciwniczką wszelkich pożyczek to jednak znam ludzi którzy pożyczają z głową, a są nimi moi rodzice 🙂
    Jednak ich pożyczki są z funduszu w pracy i nie mają oprocentowania. I zwykle są brane na bardzo ważne i nagłe sprawy. Mimo to mają również spore oszczędności i żyją spokojnie. Ale wiem też że to bardzo odosobniony przypadek 🙂

    Serdecznie pozdrawiam

  5. Hej,
    Jak zwykle Marcinie bardzo dobry i rzetelny artykuł. Dziękuję w imieniu swoim i tych którym pomoże lub powstrzyma przed błędami. Na początek potrzebna nam wiedza i inne patrzenie na finanse niż tylko marketingowe tych którzy na tym zarabiają. Ty to robisz i za to dzięki. Dobrą robotę robisz, ot co 🙂

    • Tomoser,

      Dziękuję. Opieranie swojej wiedzy finansowej na przekazach marketingowych to jeden z najczęstszych błędów.

      Ostatnio natknąłem się na badanie na temat tego, co Polacy myślą o pożyczaniu. Jeden z wniosków zupełnie mnie powalił:

      „59% Polaków oczekuje od BANKÓW wsparcia w rozsądnym pożyczaniu pieniędzy”.

      Od banków??? Litości…. 🙂

  6. Witam! Kredyty dla mnie to zlo. Nigdy nie mialam zadnego. Ale ostatnio zaczelam zastanawiac sie nad kupnem sprzetu do domu na raty 0% zeby miec jakas historie kredytowa (mimo ze stac mnie na ich kupno za gotowke). Oszczednosci niech sobie pracuja na lokacie. To jest dla mnie pozyczanie z glowa.
    Pozdrawiam

    • Raty 0 % to tylko nazwa. W punkcie kredytowym bedą chcieli ci wcisnąć ubezpieczenie za 15 zł lub ostatecznie opłatę za obsługę konta ratalnego 3 zł . Kupując za gotówkę możesz negocjować cenę i wybrać najlepszą ofertę. Nie warto , bank musi zarobić !

    • Agnieszka,

      A do czego jest Ci potrzebna ta historia kredytowa?

      Planuję kilka wpisów na ten temat, dlatego dopytuję skąd u osób, które z kredytów nie korzystają bierze się ta potrzeba?

    • Zakup na raty żeby mieć historię kredytową… hmm… czyli jednak żeby miec wentyl bezpieczeństwa do rozmowy w sprawie kredytu?

  7. Tyle o nas wiemy, ile nas sprawdzono ;p Ja miałam na razie szczęście, bo nie musiałam brać kredytu hipotecznego (chociaż żeby tego nie robić musiałam się przeprowadzić, no ale niewielka to jednak cena za taki SPOKÓJ). Ale gdybym nie była w takiej sytuacji, myślę, że bym to poważnie rozważała. Bo jednak zanim uzbierasz na mieszkanie to mijają te lata, w których jest ono najbardziej potrzebne, także co do kredytu hipotecznego, nie osądzam. Jednak inne kredyty to głupota i „kredyt z głową” podchodzi pod oksymoron.

    • Hej Marta,

      Jak już pisałem powyżej, do kredytu hipotecznego mam nieco inne podejście.

      A w Twoim przypadku to nie szczęście. To świadoma decyzja. Wiele osób na Twoim miejscu pewnie by się i tak zadłużyło.

  8. Kredyty mają sens tylko wtedy kiedy finansują nasze aktywa, czyli takie składniki majątku na których zarabiamy,tzn że po opłaceniu raty kredytowej jeszcze nam coś zostaje i jesteśmy w stanie utrzymać ten przychód przez cały okres kredytowania.

    • Hej Barbara,

      Jakie konkretnie aktywa masz na myśli?

      Znów, dopytuję, bo staram się naprawdę zebrać jak najwięcej przykładów.
      Pomożesz?

    • Zgadzam się, szczególnym przykładem są kredyty w działalności gospodarczej, np. jeśli kupno jakiejś maszyny zwiększy dochody o 2400 zł miesięcznie (bo będzie można kogoś zwolnić), to warto przez jakiś czas płacić raty w wysokości nawet 2000 zł, bo po spłacie całości maszyna zostanie.

  9. Marcin ja będąc 2 lata przed trzydziestką, myśląc kiedyś, że długi to nic złego po przeczytaniu Twojej książki pół roku temu zmieniłem kierunek. Teraz nic i nikt mnie nie przekona, że pożyczki, kredyty, debety, karty używane z głową to coś dobrego – podzielam Twój pogląd: to największa zaraza dzisiejszych czasów – wszystko inne to usprawiedliwienia własnej niegospodarności… Dzięki Tobie zawróciłem ale droga do portu jeszcze daleka… Pozdrawiam Piotr

  10. Ja też bym chciał Ci podziękować – mimo iż zarabiam średnią krajową i mieszkam sam – jakoś tak zawsze brakowało pieniędzy i do tego miałem jeszcze kartę kredytową… Odkąd czytam Twoje bloga i po przeczytaniu Twojej książki, postanowiłem właśnie zmienić kierunek – Karty kredytowe wraz z kolegą pocięliśmy nożyczkami zrobiliśmy toast z tej okazji i od tamtej pory zacząłem oszczędzać – i jako fundusz bezpieczeństwa – zrobiłem sobie własną kartę kredytową – taką, żeby w razie potrzeby nie sięgać po zwykłe oszczędności ( oszczędności postanowiłem, że są nie do ruszenia na razie) – wrzuciłem na te konto od karty własny 1000 zł – i to moja poduszka bezpieczeństwa na nagłe potrzeby lub w razie nie starczy mi do końca miesiąca – uwierzcie mi, że gdy pożyczam sam od siebie dużo szybciej to spłacam.

    Pozdrawiam!

  11. Tak, ja tez jestem przeciwnikiem zadluzania sie, ale jednak, nie az tak jak Ty, Marcinie 🙂 Nie wyobrazam sobie brania kredytu na wesele, prezenty gwiazdkowe czy wyjazd wakacyjny. Ale sam mam kredyt hipoteczny, a mieszkanie wykanczalem posilkujac sie debetami. Dzieki temu moglem sprawnie przeprowadzic operacje zakupu i przeprowadzki, jak najszybciej rezygnujac z kosztownego wynajmu mieszkania. Oplacilo sie. Teraz debety powoli splacam i mam nadzieje, ze za 2-3 mies. juz ich nie bedzie. Twoj blog skutecznie mnie do tego motywuje 🙂 . Ale nie zakladam z gory, ze na pewno nigdy nie skorzystam z debetu – w sytuacji awaryjnej moze on stanowic poduszke bezpieczenstwa, choc rzezcz jasna lepiej, aby stanowily ja oszczednosci. Wiecej zamierzam napisac o tym w mojej nowej ksiazce.

    • Hej Marcin,

      Prawdziwy fundusz bezpieczeństwa to własne oszczędności.
      Przy ich braku debet to betonowe koło ratunkowe,

      Ale wiem, że o tym wiesz 😉

  12. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”

    Cześć Marcin,
    Może będę niepopularny ale ja jednak jeszcze tak drastycznie nie zmieniam drogi. I uważam, że powyższe zdanie ma sens, z naciskiem na drugą jego część. Osobiście nie mam wielkich kredytów. Posiadam kartę kredytową Wizz Air, z której cały czas korzystam. Wszystkie płatności bezgotówkowe wykonuje za jej pomocą, a na koniec okresu rozliczeniowego wszystko spłacam. Zawsze mam odłożone pieniądze na ten cel. Nigdy nie pożyczam za pomocą tej karty więcej niż posiadam, a dzięki temu zbieram punkty, które później wymieniam na darmowe loty – wg mnie nie jest to złe założenie, i twierdzenie że trzeba pożyczać z głową ma tu racjonalny sens.
    Druga sprawa to raty 0%. Owszem, jeżeli nie stać mnie kupić coś za gotówkę, to nie powieniem tego robić. Ale co jeżeli mnie stać? Nie uważasz, że kwotę, którą mogę przekazać dzisiaj sklepowi, mogę przekazać również przez najbliższe 30 miesięcy rozłożone na nieoprocentowane raty? A całą gotówkę wpłacić nawet na marne 3% do banku?
    Pozdrawiam,
    Robert

    • Robert,
      Z tymi ratami 0%: sugerowałbym sprawdzic, czy aby w sklepie, ktory to oferuje sama cena towaru nie jest czasem o min. 10% drozsza niz w innym sklepie, ktory takiej uslugi nie ma. Włos sie jeży na głowie jakie są różnice cenowe (a łatwo to porównać przez odpowiednie porównywarki w Internecie) – dla AGD przykładowo jest to nieraz 30-50% różnicy.

      Karta Wizzair – OK, podobnie inne karty dajace rabaty, paybacki itp – pod warunkiem, ze kupujemy bo potrzebujemy, a nie kupujemy „bo akurat daja rabat” pozdrawiam

      Mateusz

      • Jasne Mateusz. Bardzo dobra uwaga., z której zawsze korzystam 😉
        Dotyczy to oczywiście sprzętu elektronicznego i temu pokrewnych. Z ratami za meble już tak łatwo nie jest. Tutaj jednak wole „pomacać” towar 🙂
        Przy okazji mogę dodać, że jeszcze większe różnice są w armaturze łazienkowej.
        Pozdrawiam.

      • Ja mam kartę kredytową millenium impresja. Dają kilku procentowy payback za zakupy w supermarkecie w którym i tak kupujemy. Dostajemy zwrot na poziomie 500zł rocznie, karta oczywiście zawsze spłacana jest w okresie bezodsetkowym i zawsze mamy pokrycie na koncie oszczednosciowym lub ROR.

        Karta kredytowa to faktycznie taki taki produkt który można wykorzystać z głową. Karta + ewentualnie kredyt hipoteczny – reszta to czyste zło 😉

    • Hej Robert,

      Sam posiadam jedną kartę kredytową, z której korzystam jak ze środka płatniczego. Ostatnio wynajmowałem samochód we Włoszech i tylko karty kredytowe były tam honorowane.

      Ale 5 minut po dokonaniu transakcji przelewam środki z konta na rachunek karty. Jak środek płatniczy, to środek płatniczy.

      Co do rat 0%…. Załóżmy nawet, że faktycznie wyjdzie tyle, co za gotówkę (bardzo rzadki przypadek).

      Ile na tym zaoszczędzisz? Kupisz coś za 2000 zł. Te kwotę wpłacisz do banku, powiedzmy na 2 lata. Zarobisz kilkadziesiąt złotych w skali tych dwóch lat po podatku Belki.

      Twój czas i energia poświęcone na wypełnianie wniosków, pilnowanie terminowej obsługi takiego zobowiązania tez mają swoją cenę. Nie szkoda trochę prądu?

      Za gotówkę: płacisz i po wszystkim. Czas i „czysty umysł” mają dla mnie swoją wartość.

      • Cześć Marcin,

        W większości sklepów wniosek wypełnia się w 5 minut, a na decyzje czeka 15 minut, a dla mnie na dzień dzisiejszy nie jest to ogrom czasu 🙂 Pilnowanie terminowości też nie jest problemem – stałe zlecenie i po kłopocie.

  13. Cześć Marcinie!
    Nie jestem zwolenniczką kredytów, a zwłaszcza pożyczek…ale przytoczę moją historię. Może po to by upewnić się, że w pewnych sytuacjach pożyczka może pomóc? Mój mąż wziął pożyczkę pod zastaw mieszkania (do tej pory nie mieliśmy na nim obciążeń bo wykupiliśmy je za ułamek ceny) na rozkręcenie firmy, która miała przynosić dodatkowy dochód. Zainwestował w sprzęt, pracowników itp. Niestety musiał zawiesić tę działalność ze względu na nieopłacalność przedsięwzięcia, na szczęście bez strat i zaległości w ZUS. Pożyczka została (jeszcze 30tys. do spłaty), ale został też samochód, sporo dobrych elektronarzędzi i piwnica, którą mąż przerobił na warsztat i salę prób (syn gra na perkusji). W ramach tej działaności wyremontował też łazienkę, która łącznie z piwnicą podniosły wartość mieszkania o conajmniej 15 tysięcy. Dodam jednak, że nie czułam się z tym komfortowo i swoje oszczędności przy małej pożyczce od męża zainwestowałam w 2 złote monety (po 2430zł za sztukę). Około półtora roku później dzięki temu, że potrzebne były pieniądze na wyspecjalizowany sprzęt do innej działalności sprzedałam je bardzo korzystnie (po 6tys.za sztukę). Ta transakcja zainspirowała mnie do szukania różnych form inwestowania drobnych, dość niergularnych kwot.
    To jednak nie koniec naszych pożyczek. Nadarzyła się okazja kupna sporej działki siedliskowej z możliwością podzielenia jej na dwie. Nie mieliśmy takich oszczędności. Wzieliśmy kredyt hipoteczny tankując niemal ,,pod korek” – tzn tyle ile bank zgodził się nam udzielić, bo mieliśmy świadomość, że w przyszłości nie będziemy mogli obciążyć już mieszkania. 55% tej kwoty poszło na działkę, pozostała część na inwestycje.
    Mąż zainwestował w sprzęt do dodatkowych zleceń, ja w SL z myślą głównie o emeryturze, ale też, by jako inwestor mieć możliwość uzyskania małej, szybkiej i taniej, krótkoterminowej pożyczki w przypadku ewentualnych przejściowych problemów z płatnością raty bankowej. Dodatkowe zlecenia okazały się na tyle dochodowe, że obecnie mamy odłożone 60% wartości naszych zobowiązań w lokatach i 40% w innych inwestycjach. Nie spłaciłam jednak naszych pożyczek jak to pierwotnie planowaliśmy. Podsunęłam mianowicie mężowi myśl, żebyśmy poczekali ze spłatą, bo być może uda się nam z tych dodatkowych dochodów za rok, dwa, kupić mieszkanie w mieście akademickim z myślą o studiach syna (to już za 6-7 lat), ale też mając na uwadze ewentualne problemy z pracą w naszym obecnym miejscu zamieszaknia. Obecnie, nie spłacając jednorazowo pożyczek, ale też i nie ruszając alternatywnych inwestycji, stać nas na ok 45% małego, niezbyt zadbanego, ale w dość dobrej lokalizacji 2pok. mieszkanka. W tej decyzji (mieszkanie) pomógła też możliwość pełnego uzbrojenia naszej działki za 10% ceny zakupu. Po uzbrojeniu jej cena zyska trzykrotną wartość (a jest zainteresowanie kupnem działek w tej okolicy). Jako, że nie jest ona obciążona traktuję ją również jako zabezpieczenie. W przypadku wizji problemów finansowych podzielimy ją na dwie i jedną spróbujemy sprzedać. Czy w naszych działaniach mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu? Czas pokaże. W każdym razie staram się nabywać tego rozumu, między innym poprzez czytanie Twojego bloga i chciałabym się upewnić, że te decyzje (nie ukrywam, że w dużej mierze to ja byłam ich inicjatorem) były słuszne. Czy może jest jednak coś co robię nie tak? Co sądzisz Marcinie o takich długach? Pozdrawiam Wszystkich serdecznie, a Tobie Marcinie dodatkowo, dziękuję za inspirujące wpisy.

    • Moim zdaniem bardzo słuszne podejście, ponieważ pożyczone pieniądze aktywnie inwestujesz osiągając nieprawdopodobną stopę zwrotu w przypadku transakcji z monetami, ale również zakup działki z możliwością podziału i odsprzedaży która to pozwoli na zysk. Taka pożyczka jest jak najbardziej sensownie wykorzystana i nie widzę ciśnienia na szybką spłatę. W ten sposób wykorzystujesz dźwignię finansową na swoją korzyść, dzięki której szybciej możesz zwiększać swoją wartość netto. Powodzenia

  14. Cześć. Jeszcze parę lat temu byłem wyznawcą religii „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.” Kredyt hipoteczny traktowałem jako konieczność i dalej przy tym obstaję, ale już jak ważny jest wkład własny i jak najkrótszy okres kredytowania . A pożyczki jedną spłacałem to drugą zaciągałem, a to samochód trzeba zmienić, co by od znajomych nie odstawiać, to remont coby w domu bardziej „na bogato” wyglądało. Każda pożyczka regulowana w terminie, a kolejna na wyższą kwotę i dłuższy okres. W 2008 roku jak przyszedł kryzys obniżyli mi pensje w pracy o 30% i zrobił się dramat. Żona w ciąży, oszczędności brak, lada moment miało przyjść na świat dziecko które też generuje koszty, a nam brakowało od wypłaty do wypłaty. Wtedy radykalnie zmniejszyliśmy wydatki i jakoś przetrwaliśmy najgorszy okres. Dziś regularnie oszczędzamy, mamy fundusz bezpieczeństwa, a ostatnią pożyczkę spłacamy za parę miesięcy.
    Dla mnie dzisiaj powiedzenie „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową” jest sloganem reklamowym mającym na celu sprzedanie produktu który drenuje nas z pieniędzy. Pokusiłem się kiedyś i policzyłem ile przez swoje życie zapłaciłem odsetek dla banków i był szok! Dziesiątki tysięcy złoty!
    Polecam każdemu wyznawcy mojej poprzedniej religii zrobić taki rachunek sumienia i policzyć swój wkład w miliardowe zyski banków.
    Pozdrawiam.

  15. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”, nie ma czegoś takiego i koniec kropka, jest to po prostu bzdura i slogan mający na celu omamienie nas jacy to jesteśmy mądrzy, banki namawiają byśmy brali kredyty na „spełnienie marzeń”, po to żeby tylko banki przez lata mogły ciągnąć od nas pieniądze z odsetków z tych kredytów a swoje marzenia to spełniają bankowcy dostając gigantyczne odprawy, ja zgadzam się absolutnie z Marcinem w tej kwestii że kredyt jest czymś złym, a jak ktoś chce koniecznie pożyczać od banku pieniądze to powinna być absolutna ostateczność

  16. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”
    To moim zdaniem jak najbardziej prawda. To jak z nożem – można zabić, a można uratować życie używając go podczas operacji. Często są nieuniknione przy finansowaniu działalności gospodarczej. Gdyby nie kredyty, firmy rozwijałyby się znacznie wolniej. W zasadzie, oprócz kredytów hipotecznych dla osób fizycznych (mieszkaniowych), to chyba jedyne uzasadnione kredyty. Reszta, czyli konsumpcyjne, nie są koniecznością. Uważam, że najpierw należy zarobić, a potem dopiero kupić. Bywają jednak sytuacje, gdy zakup jest wyższej potrzeby, np. w celu profilaktyki zdrowotnej, np. filtr do wody lub Thermomix, dzięki któremu można szybciej i co najważniejsze przygotowywać posiłki samemu, unikając żywności przetworzonej. Natomiast nigdy bym nie kupił większego telewizora lub wycieczki na raty. Należy bowiem unikać kupowania czegoś, na co nie za bardzo stać. Tym bardziej, że kredyty konsumpcyjne są bardzo drogie. Funkcjonuje ustawa anty lichwiarska, ale pożyczki np. na 5 lat kosztują nadal 50% pożyczanej kwoty. Zmieniło się tylko to, że nie ma teraz opłaty manipulacyjnej, a jest obowiązkowe, bardzo drogie ubezpieczenie… Choć biorąc na kredyt w sklepie koszt pożyczki jest znacznie niższy. Nie zmienia to faktu, że według mnie należy unikać kredytów. No chyba, że ktoś jest świadomy kosztów i ryzyka z nimi związanych, a ma dużą pewność co do przyszłych przychodów i decyduje się na to, że będzie miał daną rzecz szybciej niż miałby zbierać na nią.

    Marcinie, Twój artykuł sugeruje, że ludzie nie mają głowy do pożyczania, tzn. nie są w tym temacie odpowiedzialni. W jednym z komentarzy dotyczących polis napisałeś, że argument, iż opłaty likwidacyjne są bardzo wysokie m.in. po to, aby zdyscyplinować ludzi do inwestowania, nie jest prawdziwy. Twoim zdaniem bowiem ludzie nie potrzebują w tym temacie dyscypliny, nie można ich traktować jak dzieci, że są odpowiedzialni i bez takiego bata inwestują systematycznie. Odczuwam tu jakiś dysonans, niespójność. Z jednej strony uważasz, że ludzie są nieodpowiedzialni, bo biorą pożyczki najczęściej bez głowy, z drugiej strony uważasz, że są odpowiedzialni, bo według Ciebie nie potrzebują dyscypliny z zewnątrz przy inwestowaniu. Jak to rozumieć?

    • Już od dwóch kobiet usłyszałem, że inaczej by nie potrafiły odkładać i tylko taki bat nad głową, jak stałe wpłaty w jakiejś polisie, im pozwoli coś odłożyć – smutne, ale prawdziwe.

  17. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”
    Analizę rozdzielił bym na poszczególne zdania powiedzenia. Pierwsze,
    „pożyczki i kredyty są dla ludzi” wtedy, gdy generują jakąś wartość dodaną np. Mam firmę sprzątającą potrzebuję wysokiej klasy odkurzacz wodny bo wiem ze kontrahent tego wymaga więc na nim zarobię, Chcę jeździć na taksówce więc kupię samochód. Kredyt hipoteczny daje mi nieruchomość itp. Remonty telewizory i inne zachcianki pokrywać zawsze z własnych oszczędności. Przysłowiowa koperta czy skarpeta to naprawdę są dobre sposoby na oszczędzanie.
    „Trzeba po prostu pożyczać z głową.” Nie kupię na kredyt 10 odkurzaczy bo potrzebuję jeden, a reszta nie dość że może leżeć w magazynie to jeszcze należy je spłacać i nie będą pracować. Nie kupię na kredyt samochodu marki mercedes ponieważ najzwyczajniej nie stać mnie na taki wydatek na początku. Nie kupię apartamentu w centrum Warszawy, gdyż takiego kredytu nie udźwignę.

  18. Ja jestem na początku tej drogi. Będę robił wszystko, aby kredytów nie brać za szybko. Albo przynajmniej brać je z głową…

  19. Witaj Marcinie,
    mam jeden kredyt – hipoteczny w programie „Rodzina na swoim”. Być może mając tą wiedzę, którą mam teraz po analizie Twoich artykułów, wzięłabym go na nieco innych warunkach (na mniej lat), niemniej jednak nie żałuję i uważam, że ta forma zadłużenia jest do zaakceptowania. Mieszkanie powoli, ale jednak się spłaca i jest to niewątpliwie rzecz o dużej wartości, która stanowi składnik majątku. Za wynajem płacilibyśmy porównywalną cenę co za raty i czynsz, ale w każdej chwili narażeni bylibyśmy np. na konieczność wyprowadzki, bo właściciel zdecydował się sprzedać nieruchomość itd. Jak się jest samemu, nie jest to wielki problem. Z dwójką małych dzieci sprawa wygląda już inaczej, więc ten spokój ma też swoją cenę.
    Ponadto korzystam z karty kredytowej, którą zawsze spłacam w całości i jest ona zupełnie darmowa, więc nie ponoszę z tytułu jej posiadania żadnych dodatkowych kosztów. Płacę nią także za rachunki, więc zdecydowana większość wydatków przechodzi właśnie przez kartę. Przez to właściwie wszelkie opłaty reguluję raz w miesiącu spłacając kartę, a przez cały miesiąc gotówka leży na oprocentowanym koncie lub krótkiej lokacie. Obecnie przy niskich stopach procentowych nie są to duże zyski, ale mała satysfakcja jest. Gdybym musiała regulować wszystko gotówką, musiałabym mieć do niej dostęp np. poprzez ROR, który nie jest oprocentowany.
    Jeśli jest okazja, to korzystamy także z mężem z pożyczki z zakładu pracy, która nie jest oprocentowana. Nawet jeśli nie przeznaczamy tej kwoty na żaden konkretny cel, to po prostu korzystamy z tej kwoty np. poprzez założenie lokaty. Pożyczka jest darmowa, więc odsetki to czysty zysk. Niewielki, ale jednak zysk.
    Pozdrawiam i czekam na kolejne artykuły, które zawsze czytam z wielką przyjemnością.
    Agnieszka

  20. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”

    Kiedyś byłam „dumną” przeciwniczką jakichkolwiek kredytów, ale powyższe stwierdzenie jednak trochę prawdy w sobie ma. Warunek, który został już tu wielokrotnie podniesiony to ta „głowa”, która nie może być pusta.
    Obecnie mam kredyt hipoteczny, na niewielką kwotę w EUR (ok 15 tyś). Wzięłam na remont mieszkania po dziadkach. Miałam już wtedy odłożone oszczędności, jednak zrobienie remontu byłoby jednoznaczne z zupełnym „spłukaniem się” do zera. Ze względu na fakt, iż jestem osobą samotną (nie mam żadnej rodziny) muszę mieć swoją własną „poduszkę finansową” i nie mogę stracić płynności finansowej. Pracuję w instytucji finansowej, mam dobrą pensję, raty kredytu hipotecznego dla najgorszego scenariusza wyliczyłam w ujęciu jeśli kurs EURPLN wynosiłby 6,50…
    W chwili obecnej (5 lat od zaciągnięcia kredytu) mam oszczędności, które w 100% pozwolą mi spłacić kredyt w całości (już w ciągu tego okresu dokonywałam spłat kapitału) i jeszcze prawie drugie tyle mi zostanie. Jednak w tej chwili nie nie spłacam jeszcze całości kredytu. Kredyt miałam przewalutowany po ok 4,04, czekam na niższy kurs aby się „obkupić” w EUR i wtedy trochę spłacić. Po wyższym kursie zupełnie mi się to nie opłaca. A na chwilę obecną mam wystarczającą ilość EUR i ewentualna konieczność jego zakupu nie stanowi wielkiego problemu (małe raty).
    Dodatkowo, w rok od podpisania umowy kredytu miałam problemy zdrowotne i sporo musiałam wydać na lekarzy, rehabilitację etc. Płynność finansowa pozwoliła mi bez specjalnego bólu na zapłacenie wszystkich wydatków z tym związanych.
    Nie uważam mojej decyzji dot. kredytu za złą. Zwyczajnie miałam wybór… coś za coś. Wtedy było to poczucie bezpieczeństwa w zamian za minimalne obciążenie budżetu. Myślę, że mój spokój był tego wart.
    Pozdrawiam
    M

    • Przepraszam że wtrącę swoje 3 grosze.. lub podpowiem jak kto woli.

      Jeżeli na Pani kredyt w walucie euro i jest to normalny bank proponuję założyć w tym banku konto w euro, tam pozostawić „obkupioną”walutę W miarę możliwości dokupywać euro w kantorze i wpłacać. Zakładam, że Pani oszczędności pozwalające na spłatę kredytu są w złotówkach i wstrzymuje się Pani z kupnem euro po dzisejszym kursie +/- 4,14 zł.
      Ale proszę też pamiętać że w styczniu kurs realny był 4,30 zł/€.
      Wszystko zależy od detali- czy mieszka Pani w dużym mieście gdzie przy zakupie € w kantorze przy kwotach pow. 7000zł. kurs jest negocjowalny, a spread poniżej 1%. W ostateczności pozostaje aliorkantor jako realna płaszczyzna wymiany w prawdziwym banku.
      Pani decyzja.

      To trochę tak jak np. z kartą kredytową wykorzystaną na max. Do wygenerowania wyciągu pozostało jeszcze miesiąc i nie chcę się jej spłacać zawczasu. Im większa kwota tym większy opór. Ale dług istnieje. W międzyczasie z odłożonymi do wpłaty pieniędzmi niewiele zyskamy, a zawsze coś się może wydarzyć. I kredyt utopiony zostanie.

  21. Taka dygresja.
    W ostatnią przedświąteczną sobotę przed tzw. polskim długim weekendem w marketach były tłumy ludzi robiących olbrzymie zakupy jak na wielką majówkę, a nie jeden wolny dzień.
    Ok. 90% osób w kasach płaciło kartami- ilu na kredyt, na wyrost bez pomyślunku.?
    Jakoś nie widać kryzysu finansowego w dużych i średnich miastach właśnie w takich marketach.

  22. Witam
    Jak zawsze świetny artykuł. Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową. Pierwotnie to sformułowanie brzmiało tak: Alkohol jest dla ludzi. Trzeba po prostu pić z głową. Moje odpowiedz jest taka, że alkohol i kredyty są niezdrowe 😛
    Żyjemy w kapitalizmie, a nie dłużyźnie. Ludzie którzy mają kapitał mają bonus w tym systemie gospodarczym. Pana wyliczenia są poprawne i schemat jest ok i Ja mogę go potwierdzić na swoim przykładzie.
    Obecnie moja rezerwa finansowa starczyła by na 32 miesiące spokojnego życia bez dodatkowych dochodów, albo co najmniej rok na plaży w dobrym standardzie. Myślę, że na wycieczkę dokoła świat też by stykło. To jest dopiero mega fajna sprawa. Poczucie wolności.
    Teraz staram się być inteligentnym inwestorem jeśli wiesz co mam na myśli 😉
    Tak dług jest głupi Kropka Może zajmij się od czasu do czasu czymś przyjemnym i nie depresyjnym. Np. jak być inteligentnym inwestorem 🙂

  23. Pożyczki są dla ludzi…. ale tylko dla tych którzy na nich zarabiają czyli bankierów i parabankierów. Pożyczanie z głową nie zdaje egzaminu, ponieważ ludzie działają pod wpływem emocji i sakramentalnego zdania „jakoś to będzie”.
    Ja swój statek zawróciłem 2 lata temu i widzę jak z każdym miesiącem coraz szybciej płynie do właściwego portu. Da się 🙂

  24. Kredyty z głową?
    Na pewno kredyty inwestycyjne i obrotowe w branżach, w których mamy doczynienia z sezonowością. Oczywiście nie pod korek, ale na możliwie najniżyszm poziomie i spłacane zaraz po pojawieniu się przychodu, pod który były brane. Pewnych zleceń nie zrealizowałbym gdybym nie wspomógł się kredytem. W momencie brania kredytu zawsze myślałem o tym w jaki sposób go spłacę jeśli zaraz po wzięciu nie będę osiągał przychodów. To podejście zaprocentowało w sytuacji gdy zlecenidawca zbankrutował i potencjalne zyski „wyparowały”. Wtedy nie czekając na rozwój wypadków sprzedałem część majątku firmy i natychmiast pozbyłem się kredytu. To rozwiązanie może cofnęło mnie o parę lat w rozwoju, ale zapewniło spokój ducha mnie i mojej rodzinie. Poza tym po 2 latach udało się uzyskać częściową zapłatę za fakturę.

    Leasing – to zależy. Jeżeli masz skok przychodów, który jest chwilowy, tzn. będzie tylko w tym i być może następnym roku, to leasing ma sens, bo korzystasz z szybszej amortyzacji. Jeśli przyspieszona amortyzacja nie jest potrzebna, to znika mocny argument za leasingiem.

    Sam sporadycznie korzystam z karty kredytowej. Limit mam na poziomie 1/3 dochodów osobistych (rozdzielam finanse firmowe i osobiste, z konta firmowego przelewam sobie stałą „pensję”, którą dysponuję na pokrycie wydatków domowych). Karta służy jedynie podtrzymaniu płynności w sytacji gdy zabraknie zaplanowanych środków. Zadłużenie jest spłacane w całości zaraz po kolejnym przelewie. Są to zwykle kwoty na poziomie do 200 zł i występują sporadycznie. Karta jest za darmo. Jeśli pojawią się opłaty, zostanie zamnięta. W banku dobrze o tym wiedzą dlatego co roku dostaję zwolnienie z opłat.

    Kredyt hipoteczny? To ciągle kredyt. Odsetki od każdego kredytu to zmarnowane pieniądze. Więc kredyt jedynie w takim stopniu, w jakim to konieczne. Czyli jak największy wkład własny i nadpłacamy gdy tylko możemy. I najlepiej raty malejące, szczególnie teraz przy niskich stopach procentowych.

  25. Bardzo dobrze ujęty problem, bo sytuacja obecnie wygląda własnie tak i niewiele wskazuje na to, by coś się zmieniło. Stety lub niestety w tej kwestii również bierzemy przykład z państw zachodnich.

  26. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”
    punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, jak mówią – ile osób, tyle interpretacji uwarunkowanych doświadczeniem z kredytami.
    Z obserwacji wiem, ze podejścia są różne, najprostsze:
    1. osobnik kalkulujący – jaka rata, jakie obciążenie – jaki mam budżet – co ewentualnie, jeśli nie wystarczy, wszystko przemyśli, przeliczy, wie na starcie jak to się potoczy, ale czy jest w stanie przewidzieć najbliższe 5 lat swojego życia (minimum)
    2. osobnik „na żywioł” – jakoś to będzie, już 2 spłaciłem i jakoś się działo, teraz też dam radę …
    teoretycznie 2. ma większe szanse, by się pogrążyć, ale przecież życie pisze różne scenariusze i ci kalkulujący (1), myślący mogą mieć problem, przestój, kilka miesięcy bez dochodu lub z obniżonym i co tu robić? nie da się przerzucić z innych płatności, bo też się nie kurczą, tylko rosną, rachunki = podwyżki; pożyczyć, żeby spłacić i potem oddać – to już początek spirali.
    moje doświadczenie uczy – stop kredytom – stop pożyczkom – stop zadłużaniu; szkoda, że tej mądrości nie miałam lata temu :/
    niby lepiej późno niż wcale, ale taplanie się w tym bagnie wcale nie jest przyjemne, niby widzisz wyjście, ale ono cały czas wciąga i wciąga, długa droga na suchy ląd 🙁

  27. Jestem także przeciwniczką kredytów na samochód czy telewizor, ale… Może podam swój przykład. W 2011 roku wzięty kredyt w systemie RNS. Wkład własny 20%. Przy RNS nie mogłam skredytować urządzenia mieszkania więc wzięłam kredyt gotówkowy. Aktualnie miesięczna rata kredytu hipotecznego wynosi 517 zł. Rata gotówkowego 285 zł. Czynsz 250 zł (malutkie mieszkanie), Suma zobowiązań poniżej rynkowej warszawskiej ceny wynajmu kawalerki (Bemowo). Kredyt gotówkowy nadpłacam małymi kwotami kiedy tylko mogę. Oszczędzam miesięcznie 100 zł plus kupuję 20 euro (trudniej rozmienić żeby wydać) dzieki czemu jestem na drugim kroku wychodzenia z długów czyli mam zgromadzone 2000 zł i spłacam długi. Jestem z tych którzy wolą mieć perspektywę spłaty kredytu i kiedyś własne lokum i teraz wynajmowane od banku niz wynajmowane od kogoś.

  28. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.” To cytat i złota myśl dla bankierów, czyli tych co pożyczają. Taki interes to czysty zysk w myśl zasady: „Nie urobić się a zarobić” 🙂 Dla nas szaraczków zostaje praca, oszczędzanie i modlitwa – prosta recepta na życie leżąca u podstaw całego chrześcijaństwa i innych religii. Proste i jasne a tak trudne do osiągnięcia 😉

  29. Fajna inicjatywa. Można później popełnić nowy lub uzupełniający wpis z nową definicją prawdziwego kredytu z głową!

    „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”

    Postaram się podsumować dotychczasowe odpowiedzi:

    > hipoteczny – pod wieloma warunkami. Zaspokaja podstawową potrzebę, „nabywamy” aktywo, która obiektywnie dobrze trzyma wartość, co jest ważne w dzisiejszym świecie opanowanym przez inflację.

    > inwestycyjny – tutaj nie ma się co rozpisywać. Jeśli mamy okazję inwestycyjną i szansę na wyciągnięcie dobrej stopy zwrotu to warto się posiłkować dźwignią. Każda firma tak robi (nie każda korzystnie…).

    > preferencyjny – wszelkie pożyczki z zakładów pracy, ze środków np. UE, które są oprocentowane na bardzo niski procent, poniżej inflacji typu 0-1%. Tylko ponownie nie na konsumpcję, a na coś wartościowego lub przynoszącego dochód.

    > Z kredytów preferencyjnych wydzieliłbym kredyt studencki, który jakiś czas temu opisałem u siebie na blogu. Nie dość, że oprocentowanie jest znikome, to jeszcze spłacamy go dopiero po 2-óch latach od ukończenia studiów, a pobieramy przez okres studiowania. To nie koniec. Odsetki nam zaczynają się naliczać dopiero od momentu, gdy zaczniemy spłatę! Czyli, jeśli spłacimy całość od razu po 2-óch latach od ukończenia studiów to oddajemy dokładnie tyle ile otrzymaliśmy! Wystarczy wziąć ten kredyt, wsadzić na jakąkolwiek lokatę (nawet w tym samym banku…) i cały zysk przez te parę lat zgarnąć dla siebie. Tylko tych kredytów udzielanych jest coraz mniej… niestety. Dla banku jest on w ogóle niekorzystny.
    Szczegółowe obliczenia z zysków z takiego kredytu zamieściłem tutaj:
    http://analizycornix.blogspot.com/2014/12/ile-mozna-zarobic-na-kredycie-studenckim.html

    Przy okazji należy potępić praktycznie KAŻDY kredyt konsumpcyjny. Nie stać Cię na nowe meble? To tym bardziej nie stać się na te meble + premię dla banku.

    Pozdrawiam,
    AnalizyCornix

    PS. Bardzo fajny wpis! Rozesłałem dalej. (:

  30. Kiedy kredyty mogą być „dla ludzi”? Wtedy, kiedy w jakiś sposób to, co nabywamy dzięki nim da się przeliczyć na profit z perspektywy lat czyli:
    1.Rozsądnie wzięty kredyt hipoteczny, a ja rozumiem to tak, ze suma zobowiązań za mieszkanie nie przewyższa kwoty najmu podobnego mieszkania. Moje kryterium było też takie, by miesięczna rata kredytu hipotecznego nie przekroczyła nie tylko 30% moich aktualnych zarobków ale wręcz 30% średniej krajowej na dany moment (tak by zawsze dało sie tą kwotę dość łatwo zdobyć)
    2.Kredyt gotówkowy na urządzenie mieszkania, jeśli niemożliwe było sfinansowanie tych kosztów kredytem hipotecznym po to by jak najszybciej przestać płacić za wynajem i spłacać juz swoje mieszkanie
    3. Kredyt na samochód, jeśli jest niezbędny np po to by dojeżdżać do lepiej płatnej pracy tak, że zwiększona kwota nie tylko utrzyma ten kredyt, ale tez podreperuje budżet domowy w innych kwestiach
    4. Kredyt studencki – o ile w całości paradoksalnie nie idzie na bieżące wydatki w trakcie studiów a nadwyżki pracują chociażby na lokatach
    5. Kredyt np na wyjazd zagraniczny który podniesie kwalifikacje i pozwoli zarabiać więcej
    Kredyty na niekonieczne lub niepotrzebne rzeczy sa bez sensu np wymiana dobrych mebli, gadżety, zbędna elektronika, „zabawki” typu Play Station, samochód na który nas nie stać, kosztowne wakacje itp

  31. Grzesiek J.

    Podstawowa myśl cisnąca się na usta (a w zasadzie klawiaturę) odnośnie pożyczania z głową to kredyt hipoteczny. Nie ma bata, żeby w tych czasach zaoszczędzić na własne „M” w miarę szybko.

    Ja obiecałem sobie i żonie, że kredyt gotówkowy, który właśnie wzięliśmy na upragniony remont mieszkania (syn idzie we wrześniu do szkoły i musi mieć gdzie odrabiać lekcje, obecne warunki na to nie pozwalają), będzie naszym ostatnim. Już od dawna nie kupujemy nic na raty. Wiadomo, lepiej nie brać kredytu wcale, ale jeśli już go brać, to możliwie na jak najkrótszy okres, żeby ograniczyć „niewiadomą przyszłość”. Remont mieszkania podniesie jego wartość, więc nasza finansowa rodzinna wartość netto mocno nie ucierpi.
    Własnych oszczędności mamy niewiele, bo ciągle mieliśmy „zdarzenia losowe”, które skutecznie je wyżerały nasze

    Taka moja mądrość na niedzielę: kredyt z głową to taki, który nie rujnuje Twojej wartości netto.

    Pozdrawiam i życzę wszystkim życia bez kredytów i rat! 🙂

  32. Witam.
    Bardzo fajny blog, czyta się z wielką przyjemnością. To mój pierwszy komentarz.
    Uważam, że każde obciążenie finansowe powoduje stres, niezależnie od tego na jaki cel zostało spożytkowane. Mimo,że mam oszczędności to biorę pożyczki tylko te, które nie mają żadnych kosztów czyli kwota do zapłaty jest podzielona np na 10 rat albo gdy jest zastrzeżone w umowie ze jeżeli oddam całą kwotę w ciągu 6 m-cy to nie ponoszą żadnych dodatkowych kosztów. Staje wtedy na głowie, płaczę i spłacam w terminie. Kartę kredytową spłacam w 100%.
    Jednak mając tylko takie pożyczki czuje się bardziej pokrzywdzona niż gdybym zapłaciła gotówką od razu. Muszę co miesiąc pamiętać o terminie spłaty a tak dawno bym o tym zapomniała.
    Czasy są niepewne więc nie ma czegoś takiego jak kredyt z głową.

    • Cześć Wiesia,

      Dziękuję za Twój pierwszy komentarz 🙂
      Zwróciłaś uwage na bardzo ważny, a często niedoszacowany element zadłużania się: potęzne obciążenie psychiczne. Nawet przy ratach 0% skutecznie nam ono towarzyszy.

  33. Hej!

    „Pożyczanie z głową” dla mnie:
    1. Na pierwsze mieszkanie – i tutaj raczej nie widzę innej możliwości, jeśli alternatywą jest wynajmowanie.

    2. Tylko pod inwestycje. W moim przypadku tylko jeśli mam pewność, że inwestycja przewyższy koszt kredytu. Czy to możliwe? Tak np. pożyczka pracownicza na 1% -> lokata na 4%. Może to też być zakup drugiego i kolejnego mieszkania na kredyt, jeśli jesteśmy pewni, że przychód z wynajmu przewyższy koszt kredytu (ratę).

    Mam tutaj na myśli raczej bezpieczne inwestycje, nie jako np. kredyt na zakup akcji.

    3. Raty 0% – ale takie „prawdziwe” raty 0%. Czasem zdarza się taka możliwość. W tym przypadku i tak wychodzę z założenia, że najpierw muszę mieć gotówkę na to co chcę kupić. Kupuję na raty 0%, po to tylko by resztę pieniędzy zostawić na koncie oszczędnościowym. W taki sposób spłacane raty (0%) nie stanowią żadnego obciążenia.

    4. Karta kredytowa, tylko jeśli kupuję tyle ile mam odłożonej gotówki na koncie oszczędnościowym w danym miesiącu, którą wypłacam, gdy zbliża się termin spłaty. Spłata oczywiście 100%.

    Wyszedłem z długów w październiku 2014 r. Teraz dopuszczam jedynie takie formy „kredytowania” jak opisałem powyżej. Po wyjściu z długów i ogarnięciu budżetu domowego odkładam 30% zarobków co miesiąc. To jest euforia w porównaniu do samopoczucia osoby zadłużonej.

  34. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”

    Wg mnie: Dobry zwyczaj – Nie pożyczaj 🙂

    P.S.: A jeśli już tak bardzo chcesz pożyczać, to pożyczaj komuś(na odpowiedni procent – wtedy to się opłaca), a nie od kogoś 🙂

    Nie ma za co 🙂

  35. Witam.
    Oczywiscie, ze kredyty sa dla ludzi, jak wszystko na tym swiecie 🙂
    Razem z mezem wynajmowalismy mieszkanie a takze oszczedzalismy kazdy grosz, doprowadzilo nas to do decyzji o zakupie mieszkania. zaoszczedzilismy 80% wkladu wlasnego, a brakujace 20% pozyczylismy w banku. Miesieczna rata kosztuje nas tyle samo co czynsz, ktory placilismy do tej pory, czyli kredyt w tej sytuacji jest tanszy dla nas niz dalsze placenie czynszu. Kredyt na 5 lat, ktory nie uszczuplil ani tez nie wplynal negatywnie na nasze finanse, a co najwazniejsze w dalszym ciagu mozemy odkladac taka sama kwote jak w latach poprzednich.
    Troszke pozytywnej nuty o kredytach 🙂
    pozdrawiam

  36. Dzięki Pana książce, którą dostałam w marcu wczoraj zlikwidowałam pierwszą kartę kredytową i mam odłożone 2 tys złotych.

    To prawda, że trzeba podjąć decyzję tu i dziś, nie zwlekając. Trzeba przemeblować sobie głowę oczywiście.

    Ale nic nie pobije niesamowitej świadomości, że mam na wszystko i jeszcze odkładam, zamiast wydawać bez ładu i składu.

    A wracając do zdania: „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”, to dziś wiem, że Ci co mają głowę to nie pożyczają, bo umieją odłożyć 🙂

  37. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.” – mądra myśl, ale czy nie lepiej po prostu odkładać? Pozdrawiam!

  38. Bardzo dobry wpis! Trzeba korzystać z kredytów i pożyczek z głową. Np. na remont mieszkania lub domu zamiast pożyczki, zaciągać kredyt hipoteczny. Kwota do spłaty niewielka, a oprocentowanie znacznie niższe niż przy zwykłej pożyczce.

  39. Pożyczanie z głową? To chyba jedynie kredyt hipoteczny. Kiedy ja z mężem braliśmy kredyt na dom była to najlepsza opcja – najtańsza, ponad to załapaliśmy się na RNS. Wkładem własnym była działka. Ratę kredytu płacimy niższą niż niektórzy znajomi za wynajem i zdecydowanie niższa jakbyśmy płacili czynsz za mieszkanie + rata kredytu za owo mieszkanie (były myśli czy nie lepiej zamiast domu kupić mieszkanie). Myślę też że czasami lepiej wziąć coś na kredyt („0%” ) niż naruszać oszczędności na lokacie, w a w razie konieczności spłacić dług od ręki. Ale to opcja jeśli ma się juz jakieś zgromadzone środki.

  40. Niedobrze mi się robi, kiedy słyszę, że „warto wziąć coś na kredyt, chociażby telewizor za 1000 zł, szczególnie jeśli kredyt jest 0 %” albo kiedy znajomi mówią, że „trzeba wziać kredyt, żeby pokazać, że ma się jakąś historię kredytową, że spłacamy na czas – to później dobrze w banku wygląda, kiedy bierzemy kredyt na mieszkanie”. Wnętrzności mi się przewracają, dosłownie. Po co mam się pisać na takie „okazje” i irytować, kiedy owe 0% okazuje się być schowaną w ‚darmowym’ kredycie opłatą, ot ubezpieczenie banku, które ratę podnosi o kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt zł? Po co babrać się w rozłożenie płatności i wykładać więcej, jeśli moja sytuacja pozwala mi pokryć 100% mojego wydatku dzisiaj? Owszem, ponieść dzisiaj 100% i tym samym odłożyć mniej bywa ciężki, ale w dalszym ciągu jest to lepsze, niż 2-krotna rata i ukryte opłaty. Jeśli mogę, poniosę ten koszt, to będzie moje wyrzeczenie się w bieżącym miesiącu, najwyżej nie kupię sobie czegoś innego, ale będę miała spokój.
    Fakt, sprawa ma się nieco inaczej w kwestii wydatków związanych np. z zakupem mieszkania – kto w dzisiejszych czasach ma kilkaset tysięcy w gotówce, szczególnie, że polskie społeczeństwo żyje raczej z dnia na dzień… Niemniej jednak, dla osób zdeterminowanych do kupna mieszkania, zawsze uda im się odłożyć więcej pieniędzy na wkład własny, żeby kredyt, który ostatecznie i tak zaciągną był możliwie jak najmniejszy. Takie jest moje zdanie i sama podejmuję szereg wyrzeczeń, żeby osiągnąć swój cel, jakim jest wkład własny na wymarzone mieszkanie. Nikt mnie do tego nie zmuszał, nie namawiał – sama w pełni świadomie zdecydowałam się zacisnąć pasa na tyle, na ile moje wynagrodzenie mi na to pozwoli, i skutecznie odkładam pieniądze właśnie na mieszkanie. Nie mogę mieć wszystkiego „już”, wyrzeczenia i osiąganie celu wymagają czasu, więc racjonalnie podeszłam do tematu i dałam sobie rok-dwa na ich realizację. To moja inwestycja, która w dłuższym horyzoncie czasu wyjdzie mi jedynie na dobre.

    małe p.s.
    doszłam również do wniosku, że poza ustawieniem zlecenia stałego przelewu na konto oszczędnościowe zaraz po wypłacie, jeśli pod koniec miesiąca, a przed kolejną wypłatą mam nadwyżkę środków na koncie, te „extra” pieniądze również transferuję, o ile żadna okoliczność nie nastąpi 🙂

  41. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak pozyczanie z głową. Jeżeli na coś nie mam pieniędzy to nie pożyczam, tylko tego nie kupuję, bo mnie na to nie stać, albo szukam innych możliwości by na to zarobić. Nie biorę kredytu. Twoje tabelki właśnie kończę odczuwać. Kiedyś właśnie tak się zachowywałem coś się podobało to ciach i już kredycik, na rok czy dwa, potem znów coś, i znów i tak się nagle zrobiło, że zobaczyłem, że rzeczy, na które brałem kredyty z roku na rok traciły na wartości, a zaległości z odsetkami były na tym samym poziomie i tak auto, które kupiłem za 10k w kredycie było już warte 5k, a kredyt że wszystkimi kosztami wyszedł 14k, czyli na 10k kredytu miałem realnej straty 9k!!! To była jedna z wielu rzeczy. Wtedy też uświadomiłem sobie, że po co mam mieć 90% straty i wiele wyrzeczeń, jak mogę zakupy odłożyć w czasie i nie stracić…
    Kredyty konsumpcyjne to zło!

  42. Na moim przykładzie, „…pożyczanie z głową” to tylko wymówka. I uważam, ze gdybym miał 8 lat temu ta świadomość co teraz, moja sytuacja finansowa byłaby znakomita. Bylem bogiem i mesjaszem dla samego siebie. Posiadałem prace na etacie i trzy kontrakty, ale zamiast myśleć o oszczędnościach, zastanawiałem sie czy mnie obecnie będzie stać na spłatę kredytu hipotecznego. Nikt mnie nie uświadomił, a ja po prostu juz wtedy planowałem życie na kredyt. Teraz 8 lat spłacania dwóch hipotek i po drodze wyjście z pętli zadłużenia(kilka epizodów z pożyczkami, wspólnikami itp.), wiem, że przy dobrym planowaniu bym mógł zrealizować swoje plany bez tego, a dodatkowo posiadając komfort psychiczny nie mając nad sobą bata w postaci stałych kosztów miesięcznych z tytułu kredytów , pożyczek itp.

  43. Bardzo ciekawy wpis 🙂
    Wie Pan może gdzie odkładać pieniądze? Mam konto w pko bp,a nie chcę by bank mnie naciągnął.
    Nie wiem czy założyć jakieś konto ‚ dla dziecka ‚ i tam odkładać te 100 zł czy na oszczędnościowe.. 😡

  44. Witaj Marcinie

    Ja osobiście wychodzę zawsze z przekonania, że kredyty są po to, żeby przyspieszyć sobie zdobycie celu. Chodzi o to, że jeśli chcesz w coś zainwestować, co ma Ci później przynieść spokojne życie, zrób to. Nie uznaję brania kredytów na pralkę, lodówkę, telefon itd. Kredytów konsumpcyjnych nie uznaję, uznaję za to kredyty inwestycyjne. Odkładając pieniądze x lat na jakąś inwestycję, możesz nie doczekać momentu jej realizacji. Jeśli wyliczysz sobie, że te 100 zł miesięcznie pozwoli Ci na zaciągnięcie jakiegoś kredytu, który po spłaceniu da Ci kolejne 100 zł miesięcznego zysku, zrób to:) W sumie o tym to ja bym się chętnie rozpisał bardziej, bo pewnie chaotycznie to tłumaczę. W każdym razie uważam, że „pożyczanie z głową” istnieje, ale kredyt ma być pomocą w dojściu do celu, a nie do osiągnięcia końcowego efektu:) Jakbyś chciał na ten temat jakieś rozwinięcie, daj znać, postaram się rozwinąć:)

  45. Ja patrzę na kredyty inaczej niż przeciętna Kowalska, bo prowadzę firmę i faktycznie jak każdy przedsiębiorca w Polsce mam non stop do czynienia z kredytem.
    Każdy, kto ma jakiekolwiek abonamenty, odroczone terminy płatności za usługi – faktycznie pożycza cudze pieniądze, nawet zwykły abonament na telefon to pożyczka. Między firmami jest tego więcej, większość regularnych wydatków to jakiś „kredyt” – czyli odroczenie terminu zapłaty za usługi. Nawet księgowi dają fv z odroczonym terminem płatności; w praktyce wszyscy wzajemnie się finansują. I gdy pojawia się w tej sieci osoba, która nie umie pożyczać z głową, cierpią wszyscy inni, bo kupuje usługi i towary od innych i nie płaci za nie w terminie (jeśli w ogóle zapłaci), albo taka osoba jest po drugiej stronie -= pożyczkodawca nieprzewidujący problemów z płatnościami…
    Gdy słyszę „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.” stają mi przed oczyma ‚niedorobieni’ przedsiębiorcy z obu stron. Tacy, którym w pewnym momencie zabrakło tego „pożyczania z głową”.

  46. Zasadniczo zgadzam się z autorem, poza dwoma wyjątkami. Pierwszy to wymieniany już kredyt hipoteczny. Drugi to używanie karty kredytowej do „zarządzania płynnością”, czyli do pokrycia niespodziewanego nieplanowanego wydatku bez naruszania ulokowanych czy zainwestowanych oszczędności (i oczywiście spłacenie tego nieplanowanego wydatku kartą zaraz po wypłacie).

  47. Witaj Marcinie,
    „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.” Pewnie, że z głową, wystarczy mieć swój fundusz awaryjny i z niego można sobie pożyczyć z przyrzeczeniem oddania w ustalonych przez siebie ratach:)
    Pozdrawiam

  48. „Pożyczki i kredyty są dla ludzi. Trzeba po prostu pożyczać z głową.”
    Marcin, wiem, że wspomniałeś już, że hipoteki nie wrzucasz do jednego worka z innymi, ale to wciąż jest KREDYT. Więc nie możesz go ot tak wykluczyć ze swoich rozważań. Kredyt to kredyt. Z tym, że hipoteka może być pożyczką „z głową”.
    Co do innych rodzajów pożyczek, tu trzeba być bardzo ostrożnym. Bardzo przerysowany przykład osobnika żyjącego co miesiąc ponad stan to przykład pożyczania bez głowy.
    Podam pewien przykład: kuszące w kilku sklepach „50 rat 0%”. Znany chwyt i nawet jeśli naprawdę są to raty 0% to uwiązują nas nas ponad 4 lata na spłatę! A ponieważ to sklep ze sprzętem RTV czy AGD to są to dość niskie kwoty całkowite. Jak dla mnie koszt zakupu nowego TV/laptopa/pralki spłacany przez 4 lata to proszenie się o kłopoty, jak np awaria tego sprzętu po okresie (zazwyczaj) dwuletniej gwarancji. I co wtedy? Nowy sprzęt na kolejne 50 rat, podczas gdy z poprzedniego wciąż spłacamy np 18 rat? Raczej nie…
    A z drugiej strony, gdy potrzebowałem nowego laptopa sięgnąłem po kartę kredytową. Mając świadomość jak ona działa i będąc wyposażonym w 52-dniowy okres bezodsetkowy kupuję laptopa i spłacam go z trzech pensji (bieżącej, z kolejnego miesiąca i z drugiego z kolei miesiąca). Zero odsetek, sprzęt spłacony szybko, w okresie gwarancyjnym etc.
    Drugi przykład, nieco świeższy bo z grudnia. Idą święta. Po świętach wiem, że dostanę premię z okazji 5 lat pracy w firmie (wiem, bo mam ją zapisaną w regulaminie wynagrodzenia). Postanawiam ją przeznaczyć na prezent dla najbliższych w postaci biletów na nienajtańszy koncert. I znów: karta kredytowa, okres bezodsetkowy, spłata po otrzymaniu premii.
    I drobna ciekawostka: właśnie rozglądam się za ubezpieczeniem samochodu. U najtańszego ubezpieczyciela (póki co 😉 ) płatność w dwóch ratach kosztuje o prawie 200 złotych więcej niż płatność jednorazowa. Sprawdziłem, że gdybym zapłacił jednorazowo kwotę ubezpieczenia kartą kredytową i potem całość tej kwoty rozbił na 6-miesięczne raty, to odsetki za cały ten okres wyniosą mnie mniej niż 50zł. Gdybym (teoretycznie) tak chciał zrobić to chyba jest to bardziej opłacalne żeby skorzystać z ratalnej spłaty karty niż bezpośrednio u ubezpieczyciela? Oczywiście wiem, że to stały wydatek i powinienem być na niego gotowy dużo wcześniej – ale teraz nie o tym mowa.

    Pożyczanie z głową jest po to, by sobie życie ułatwić. Ale musi być to w pełni świadome, okazyjne i bez skutków ubocznych (typu długoterminowe spłaty). Podobnie z alkoholem: jeśli wypijesz piwko ze znajomymi w piątek to raczej nic się nie stanie. Ale jeśli po paru piwkach wsiądziesz do auta (czyt: źle spożytkujesz kredyt) albo zaczniesz pić codziennie (czyt: żyjesz na kredyt) to skończy się to źle: możliwą utratą pracy, znajomych, więzieniem (czyt: utratą pensji, znajomych, komornikiem).

    PS. I podstawa: nie korzystanie z parabanków 😉

  49. Cześć Marcinie,
    Bardzo fajny blog, czytam regularnie tylko rzadko komentuję 🙂
    Sama nie mam kredytów (poza hipotecznym), bo chyba trochę się ich boję, ale tak sobie myśle, że jakbym miała pożyczać z głową to chyba tylko na 0% (np. zakup sprzętu czy mebli do domu) no i nie więcej niż jedne raty jednocześnie.
    Aha kiedyś słyszałam że lepiej jest kupić coś na raty i potem je spłacać niż wcześniej odkładać, bo na spłatę raty pieniądze zawsze znajdziesz a na odłożenie już niekoniecznie.
    Ale to nie moje teorie 🙂

  50. Witam, tu Ula (czytelniczka i słuchaczka od roku) – świeżo skończyłam studia, zaczynam pracę, moje dochody, z punktu widzenia życia studenckiego, SKACZĄ POD SUFIT (strasznie boję się tego przejścia – czy mi nie odwali i nie stanę się Barbie…mój partner – w duszy KEN – raczej nie pomoże). Od kilku miesięcy myślę o tej zmianie i planuję jak nie zaprzepaścić potencjału..
    Jedyny kredyt jaki mam – STUDENCKI. Bank wezwie mnie do spłaty za 2 lata, do tego czasu odsetki nie są w ogóle naliczane. Warto spłacać wcześniej? (kredyt zużywałam na bieżąco, nie mam w tej chwili oszczędności) A może nie spłacać kredytu tylko zbierać na lokacie? Z jednej strony korci mnie bezodsetkowa spłata „malutkiej żelaznej kuli”JUŻ TERAZ ZARAZ , z drugiej nie chciałabym utracić potencjału – za 2 lata „w razie czego” nie dostanę od ręki kredytu 12 tys, na 2% do spłaty w 4 lata.. A może właśnie słowa” boję się czy mi nie odwali” powinny być czerwoną lampką – „SPŁACAJ PÓKIŚ OGARNIĘTA” ?

    W SKRÓCIE – Czy opłaca się spłacać wcześniej kredyt studencki ?

Odpowiedz