Czy kapitalizm jest dobry dla dzieci?

41

Mój (znacznie młodszy) kolega uznał niedawno, że kapitalizm to przeżytek, a nasze dzieci będą się o nim uczyć co najwyżej na lekcjach historii. Wszystkim powinno zając się państwo, bo tylko wtedy będzie porządek. Odpowiedziałem mu, że gdyby sam zechciał zajrzeć na karty niedawnej historii, dowiedziałby się, że w Polsce już tak było. Co więcej, wciąż może niemal „na żywo” oglądać działanie podobnych eksperymentów w praktyce: w Korei Północnej, na Kubie czy w Wenezueli.

Wolny obrót towarami i usługami, wolna przedsiębiorczość, wolna konkurencja, prywatna własność środków produkcji – na tym opiera się kapitalizm. Niestety, jego nieodzowną cechą jest również podział na dwie podstawowe klasy społeczne: przedsiębiorców (kapitalistów) i pracowników (których Marks nazwał proletariatem). Ci pierwsi potrafią być chciwi nad miarę, Ci drudzy zbyt roszczeniowi, a bez mądrej równowagi wszystko potrafi się pięknie „wyłożyć”.

Ale nie o tym jest ten artykuł… 🙂

Do takiego wstępu zainspirowała mnie Ania Sadowska, którą doskonale znacie z naszego cyklu o finansowej edukacji dzieci. Na dole wpisu znajdziecie linki do wszystkich artykułów z tej serii, a ja już oddaję głos naszej autorce.

 

Czy dzieci mogą być przedsiębiorcami?

Poznaliście już trochę moje dzieci, więc dziś chciałabym Wam przedstawić jeszcze kogoś – mojego brata. Ma na imię Tomek, jest 2 lata młodszy ode mnie i od wielu lat jest swoim szefem w firmie z branży informatycznej. Po co o nim wspominam, gdy piszę o edukacji finansowej dzieci? Dlatego, że jest świetnym przykładem, jak od najmłodszych lat rozwijać swoje pasje, które w przyszłości zaowocują ciekawą pracą i niezłymi zarobkami. Czyż nie chcielibyśmy czegoś podobnego dla naszych dzieci?

Tomek już w podstawówce zaczął się interesować komputerami i programowaniem. W dzisiejszych czasach może to nic specjalnego, bo wiele dzieci ma takie zainteresowania, ale ponad 20 lat temu nie było to takie powszechne. Kupował „Bajtka” i specjalistyczne książki, żeby choć trochę poznać tajniki programowania. Jako nastolatek zaczął tworzyć swoje programy komputerowe i założył na osiedlu sieć internetową. Na swoją pasję poświęcał wiele czasu, ciągle się szkoląc i inwestując w sprzęt. Obecnie jego firma działa nie tylko na polskim rynku, ale bierze też udział w międzynarodowych projektach. Nie muszę chyba dodawać, że mój brat robi to, co kocha.

 A co jeśli Wasze dziecko nie ma głowy do informatyki? Czy skazane jest na porażkę i niskie zarobki? Oczywiście, że nie! Spójrzcie tylko na tego pomysłowego 17-latka, który odnawiając stare buty sportowe zarabia 3 tys. dolarów tygodniowo:

Można też zacząć jak siostrzenica mojego męża, 16- letnia Karolina. Od dłuższego czasu prowadzi blog, przez który nawiązała współpracę z trzema firmami z branży odzieżowej. Poprzez promowanie na blogu ubrań danej firmy, może wybierać rzeczy dla siebie do określonej kwoty. Blogerzy określają żartobliwie takie rzeczy „darami losu”, ale… Nowe ciuchy dla nastolatki – bezcenne 🙂

Z takich przykładów przedsiębiorczości na pewno byłby dumny Karl Hess, który kilkadziesiąt lat temu wydał książkę „Capitalism For Kids: Growing Up To Be Your Own Boss„. W Polsce w 2011 roku wznowiono wydanie tej książki pt. „Kapitalizm dla nastolatków – czyli jak zostać młodym przedsiębiorcą”.

Chcielibyście, żeby Wasze dzieci też wykorzystały swoje pomysły i zaangażowanie, aby mieć lepszą przyszłość? Jeśli tak, to koniecznie podsuńcie im tę książkę. Tak, nie pomyliłam się – nie sobie, lecz im. Jeśli macie już skończone 18 lat, to raczej nie powinniście jej czytać, bo autor kieruje swoje słowa właśnie do dzieci i młodzieży (poza ostatnim rozdziałem). Nie oznacza to, że została ona napisana infantylnie. Wręcz przeciwnie – Karl odnosi się do swojego niepełnoletniego czytelnika z szacunkiem, po partnersku, ale jednocześnie z pozycji kogoś bardziej doświadczonego. A ja dla Was – dorosłych, przedstawiam niżej najistotniejsze sprawy poruszane w tej książce.

 

Bez pieniędzy ani rusz

Wbrew pozorom, Karl nie namawia młodzieży, żeby ich głównym celem życiowym była maksymalizacja zysku. Wyjaśnia jedynie, że w dzisiejszych czasach płacimy za wszystko pieniędzmi, więc warto je zdobywać. Ważne jednak, żeby przy tym nie utracić poczucia własnej wartości i szacunku do samego siebie. Promuje zdobywanie pieniędzy przez robienie rzeczy pożytecznych – czyli takich, za które inni chętnie zapłacą. Autor życzy również młodym, żeby nigdy nie musieli robić tego, co ich nudzi lub czego nie cierpią, aby zarobić pieniądze.

 

Bez przedsiębiorców nie ma rozwoju

Często przedsiębiorcy postrzegani są jako egoiści, którzy bogacą się kosztem innych. Karl pokazuje inny punkt widzenia – według niego są niezbędni, żeby wynalazki czy nowoczesne rozwiązania mogły ułatwiać nam życie i rozwijać gospodarkę. A dlaczego? Bo widzą, że tym wynalazkiem mogą wypełnić konkretną potrzebę, jeśli odpowiednio go przystosują i podejmą ryzyko niepowodzenia. Podaje przykład Euklidesa, który dowiódł jak konstruować i mierzyć figury geometryczne. Gdyby nie znaleźli się ludzie, którzy zastosowali jego rozwiązania w codziennym życiu, to budownictwo czy żeglarstwo nie rozwijałaby się tak szybko.

 

Zainwestuj dobrze swój najcenniejszy majątek

Co zdaniem Karla jest najcenniejsze? Czas. Decyzje, jak go spędzić, są najważniejszymi decyzjami, jakie codziennie podejmujemy. „Budżet” czasowy jest sztywny, bo nie możemy pożyczyć dodatkowej ilości godzin. Zwraca uwagę, że każda godzina spędzona na wykonaniu jednej czynności, to jednocześnie czas zabrany na wykonanie innej. Autor zdaje sobie sprawę, że nawet wielu dorosłych utożsamia młody wiek z zabawą. Twierdzi jednak, że im szybciej młodzi zaczną planować odpowiedzialnie spędzanie swojego czasu, tym bardziej pewne, że ich życie nie „przecieknie” im przez palce. Namawia młodzież, żeby przez kilka tygodni sprawdzali, jak spędzają swój czas i po prostu zapisywali to sobie. Na koniec niech uczciwie ocenią, czy wartościowo go spędzili. Karl przekonuje, że jeśli młodzi nie nauczą się dobrze gospodarować swoim czasem, to w przyszłości będą mieli problemy z gospodarowaniem swoimi pieniędzmi. Autor marzy, żeby każdy dorosły człowiek był indywidualnością, a nie kukłą poruszaną przez innych. Inwestycja w siebie jest najlepsza, bo wypłacanie dywidendy mamy zapewnione przez całe życie.

 

Zacznij inwestować pieniądze

 Czego młodzi dowiedzą się jeszcze od Karla? Otóż tego, że mogą inwestować na 2 sposoby:

1. Mniej ryzykowny – oszczędzać. Dzięki temu inwestują w swoją przyszłość.

2. Bardziej ryzykowny – zainwestować w czyjś biznes poprzez kupno akcji.

Nawet mając niewielkie kwoty, mogą kupować akcje i poznawać rynek. Namawia, żeby na początek kupić jedną lub kilka akcji solidnej firmy oraz tyle samo nowej, która dopiero debiutuje. Pozwoli to zdobywać doświadczenia, a dzięki temu w przyszłości przygotować się do inwestowania większych pieniędzy.

 

Naucz się dobrze czytać i pisać, a osiągniesz sukces

 No cóż, to może brzmi radykalnie, ale autor wspiera się wynikami badań na próbie prawie 500 wielkich i 6000 małych firm, które stwierdziły, że w biznesie najważniejszy jest wysoki poziom wysłowienia. Zatem jeśli wasze dziecko czyta ze zrozumieniem i potrafi jasno wyrażać swoje myśli w mowie i w piśmie, to może osiągnąć wiele 🙂 Karl twierdzi, że to dużo ważniejsze niż konkretne umiejętności zawodowe, które zawsze można wyćwiczyć w późniejszym wieku. Proroczo oznajmia, że niemal wszystko będzie w przyszłości zautomatyzowane, ale dla ludzi zawsze pozostanie praca twórcza, wymagająca samodzielnego myślenia. Warto zatem stawiać na ogólny rozwój, żeby w dowolnym momencie można się było łatwo przekwalifikować.

 

Raaaazem, czyli parę słów o firmie rodzinnej

 Chcielibyście wykonywać taką pracę, którą można robić w domu (lub gdzieś w pobliżu) i jednocześnie przebywać z innymi członkami rodziny? Karl przytacza przykłady takich firm, między innymi przedsiębiorstwa produkującego bawełniane ubrania, sprzedawane na cały świat. Interes został założony przez dwie rodziny, które chciały cały dzień być ze swoimi dziećmi, ucząc ich przedmiotów szkolnych i prowadzenia firmy.

 Nie każdy rodzinny biznes musi tak wyglądać – może to być jakaś wspólna praca dodatkowa. Dla tych, którzy nie mają pomysłów, Karl podaje przykłady: rodzinny wyrób drewnianych zabawek, wspólne pomalowanie czyjegoś domu, domowe wypieki. Jeśli już teraz prowadzisz firmę, możesz skorzystać ze wsparcia własnych dzieci między innymi w następujących pracach:

– odpowiadanie na telefony, przyjmowanie zleceń

– pomoc przy odbiorze i liczeniu towaru

– robienie ogłoszeń reklamowych, zaprojektowanie ulotek czy papieru listowego

– omawianie z nimi niektórych problemów – ich twórcze spojrzenie na sprawę może być naprawdę interesujące.

.

OK, założę własny biznes… Ale JAK się do tego zabrać?

Przede wszystkim Karl podaje konkretne i liczne przykłady dzieci i nastolatków, które założyły swoje firmy – od producentów zwierzątek z gałganków i ręcznie tkanych szalików, przez magików na dziecięcych przyjęciach urodzinowych, aż po wydawcę czasopisma. Autor wskazuje młodym, na co mają zwrócić uwagę i od czego zacząć zakładanie swojej firmy, jeśli tylko znajdą coś zgodnego ze swoimi zainteresowaniami.

Zwraca uwagę na dokładne oszacowanie kosztów, podpowiada jak zbadać rynek, stworzyć atrakcyjną ofertę i zareklamować się. Ale to nie wszystko. Wyjaśnia, że przedsiębiorca musi cały czas myśleć, aby rozwijać swoją działalność i utrzymać się na rynku. Konieczne jest ciągłe szukanie nowych klientów (zwłaszcza poza miejscami powszechnie znanymi), wzbogacanie oferty o dodatkowe usługi oraz kształtowanie rzetelnej reputacji.

 

Mądre słowa, czyli rady doświadczonych w biznesie

Karl nie tylko przedstawia swój punkt widzenia, ale również cytuje osoby, które osiągnęły sukces w świecie biznesu. Chce przez te przykłady dać młodym do zrozumienia, jak wiele jest dróg do osiągnięcia sukcesu, ale pewne kwestie są wspólne, bo powtarzają się w wypowiedziach. To, co zwróciło moją uwagę, to często przytaczane takie cechy jak wytrwałość, pracowitość, pasja, podążanie za marzeniami, twórcze podejście, zaangażowanie. Warto stawiać sobie cele i nie zapominać o pozytywnym nastawieniu. Szkolna edukacja nie wystarczy do osiągnięcia sukcesu, trzeba odpowiednio ukształtować charakter i uczestniczyć w różnych aktywnościach. Ważne jest, aby mieć odwagę i działać, a nie tylko planować. Zdecydowana większość cytowanych ludzi zaczynała pracować już bardzo wcześnie.

Część z nich daje też rady rodzicom: nakładajcie na dzieci obowiązki domowe, nauczcie wartości pieniądza, budujcie ich pewność siebie, wpajajcie etyczne zachowania, dawajcie im okazje do samodzielnego myślenia i prawo do popełniania błędów. Mówią tak na podstawie własnych doświadczeń, więc chyba warto im zaufać.

 

Jaka jest rola rodzica?

Ostatni rozdział jest napisany do rodziców, bo Karl zdaje sobie sprawę, że mają oni ogromny wpływ na swoje dzieci. Na rodzicach spoczywa odpowiedzialność za to, czy zachęcimy czy zniechęcimy dzieci do podejmowania wyzwań i szukania swojego miejsca w świecie, również w sferze zawodowej. Przykład z domu jest ważniejszy niż jakakolwiek szkoła (o tym jest napisane chyba w każdej książce na temat edukacji finansowej dzieci), a najtańszy opiekun do dzieci, czyli Pan Telewizor, jest przyczyną bierności wśród młodych, dlatego należy go mocno ograniczyć.

A propos TV – niedawno moi chłopcy oglądali bajkę Max i Ruby, w której króliki postanowiły zarobić pieniądze. Ruby zgodnie z amerykańskim zwyczajem wystawiła przed domem kram z lemoniadą, który cieszył się powodzeniem. Max spróbował inaczej – wystawił na sprzedaż tort z błota i patyków, który niestety nie zainteresował innych. Oglądając tę bajkę, mój Sebastian wykrzyknął, że on przecież mógłby piec i sprzedawać ciastka. A dlaczego akurat to? Bo lubi gotować. Od razu wyobraziłam sobie Pawła jako speca od sprzedaży i skarbnika w jednym, bo jest otwarty do ludzi i lubi przeliczać pieniądze. Ciastka można by było piec w domu, w weekendy. Musimy chyba spróbować 🙂

Kolejna książka i kolejna kopalnia pomysłów. Okazuje się, że wiedza o tym, jak przygotować nasze dzieci do radzenia sobie w świecie finansów, jest na wyciągnięcie ręki.

A co Wy myślicie o wyrabianiu w dzieciach takich postaw?  Jak jest u Was? Czy Wasze dzieci przejawiają oznaki przedsiębiorczości? Dajcie znać w komentarzach i podzielcie się dobra radą 🙂

Ania Sadowska rodzinkaAnna Sadowska – tworzy cykl o edukacji finansowej dzieci. Prywatnie mama Łucji, Pawła i Sebastiana.
Szuka sprawdzonych metod, które pomagają wykształcić u dzieci i młodzieży właściwe podejście do pieniędzy. Podpowiada rodzicom, co jest istotne, aby w dorosłym życiu ich dzieci mogły odnaleźć się w kwestiach związanych z finansami i sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem.Od kilkunastu lat pracuje w międzynarodowej korporacji, zdobywając doświadczenie w działach zakupów, rachunkowości i kontroli wewnętrznej.

 

Poprzednie artykuły z tej serii:

 

1. Czego nauczyć dzieci o pieniądzach? (Marcin Iwuć)
2. Edukacja finansowa dzieci – podsumowanie pierwszego kwartału (Marcin Iwuć)
3. Kieszonkowe dla dzieci – wady, zalety, i…złoty środek?(Marcin Iwuć)
4. Edukacja finansowa dzieci. Bank taty. (Anna Sadowska)
5. Jak nauczyć dziecko finansów? Case study. (Anna Sadowska)
6. Edukacja finansowa dzieci – jak to się robi w Kanadzie?(Anna Sadowska)
7. Pieniądze nie rosną na drzewach – czyli uczymy dzieci finansów (Anna Sadowska)

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 6 974 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze41 komentarzy

  1. Witam. Bardzo interesujący wpis. Faktycznie można zauważyć, że coraz więcej młodych zakłada swoje własne biznesy i to już jako bardzo młodzi ludzie. Starają się oni w ten sposób spełniać swoje własne marzenia i nie zawsze mogą liczyć na wsparcie bliskich, co uważam za największy błąd wychowawczy. Moim zdaniem, każdy musi przeżyć życie na własnej skórze, a rodzice powinni tylko dawać dobre rady i wspierać swoje dzieci w podjętych przez nich decyzjach, bez względu na to by się działo. Pozdrawiam.

    • Cześć Marcin,

      Wielu rodziców stara się skierować dziecko na takie tory, które zapewniały sukces w ich czasach: dobra szkoła, studia, pewna praca. Świat jednak się zmienił i dawny przepis na sukces może okazać się przepisem co najwyżej na bardzo przeciętną egzystencję. A szkoda ich talentu!

    • Ania Sadowska

      Marcinie, zgadzam się w pełni, że wsparcie rodziców jest bardzo ważne. Dzięki temu dzieci chętniej podejmują jakieś inicjatywy, a nie zniechęcają się na wstępie 🙂

  2. Zaciekawiła mnie ta książka. Na razie moje dzieci są zbyt małe, by ja przeczytać. Więc póki co , ćwiczymy podstawy. Generalnie ze wszystkim w artykule się zgadzam. Nie ma jak przykład rodziców i ich mądra postawa wychowawcza. Bo oprócz edukacji finansowej dzieci w domu mają szansę nauczyć się radzenia z emocjami. I rozwinąć wiarę w siebie. A to bardzo przydaje się w prowadzeniu własnego biznesu. O życiu nie wspominając ☺

    • Hej Ania,
      Zdecydowanie zgadzam się z tą wiarą w siebie. Moim zdaniem – to jeden z najcenniejszych wychowawczych prezentów, jakie można dostać od rodziców.

    • Ania Sadowska

      Aniu, była kiedyś taka kampania społeczna „Słowa mają moc”. Gdyby tylko rodzice pamiętali, żeby używać ich częściej, to wyrosłoby nam całkiem fajne nowe pokolenie 🙂 Powodzenia w ćwiczeniu podstaw!

  3. Bardzo mądre podejście. Wyznaję zasadę, że rodzice powinni wspierać swoje pociechy w realizacji własnych marzeń, pomysłów czy zabaw. Nie warto wybierać na siłę hobby dla dziecka, mówiąc np: że balet czy szydełkowanie to czynności tylko dla dziewczynek. Bo w ten sposób zniszczymy kreatywność dziecka.

    Czy będzie z tego w przyszłości biznes? Czy będą z tego pieniądze? Nie ma to dla mnie znaczenia. Ważne, aby moje dzieci czuły, że mają w rodzicach oparcie i że doceniamy ich pomysły i aktywności.

    • Ania Sadowska

      Dominiku, Steve Jobs powiedział kiedyś „Bezcenna okazała się większość tego, z czym zetknąłem się, idąc za głosem serca i wrodzoną ciekawością”. Podaje przykład swojego kursu kaligrafii, który nie przypuszczał, że kiedykolwiek mu się do czegoś przyda. A jednak – gdy zaprojektował swój pierwszy komputer, był to pierwszy na świecie z piękną czcionką. I Windows skopiował to z Maca 🙂

  4. Trzeba tylko pamiętać, że w Polsce dziecko pomagające rodzicowi – przedsiębiorcy jest dla ZUS osobą współpracującą i trzeba za nią odprowadzać pełną składkę, co może zniechęcić do korzystania z pomocy dzieci w firmie. Niestety.

    • Hej Zuzanna,

      Moim zdaniem to żadna przeszkoda. Jeszcze nie słyszałem, aby ZUS kazał zapłacić komuś składkę za to, że uczy swojego dziecka przedsiębiorczości.
      Zawsze można znaleźć bardziej lub mniej realny powód, by czegoś nie robić.
      Niech ZUS robi swoje, a my róbmy swoje.

      • Nie miałam intencji podsuwać komukolwiek wymowki :p jednak z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z niektórych, często absurdalnych, obowiązków, np. zgłaszanie darowizny, od rodziców, gdy wspierają dziecko na studiach, przelewów z konta partnera/narzeczonego itp. PS Sama pracuję w firmie rodzinnej i może jestem przeczulona na sprawy z tym związane
        PPS Komentarz wyżej był moim pierwszym komentarzem na jakimkolwiek blogu 🙂 Dziękuję Ci Marcinie za te wszystkie „milcząco” przeze mnie przeczytane posty i za to, że prowokujesz do bardzo wartościowych dyskusji

    • Znajomy , który chciał się zatrudnić u ojca, a nie chciał być osobą współpracującą, po prostu zmienił swój adres zameldowania na adres siostry, bo problem dot. sytuacji, w której to „dziecko” jest we wspólnym gospodarstwie domowym z rodzicem u którego chce się zatrudnić.

  5. Aniu,
    uwielbiam Twoje prześwietlenie książek! Kolejna ciekawa lektura 🙂

    Jeśli chodzi o biznes rodzinny, to zastanawia mnie czy to w ogóle jest w Polsce możliwe? Na przykład przywołane przez Ciebie pieczenie i sprzedawanie ciasteczek. Nie przyczepi się do tego US? No i co z pracą nieletnich? 😛

    • Moje córki sprzedawały latem lemoniadę w parku (pamiętacie falę upałów?). Zarobiły w 3 dni 58 złotych. łapią się na kwotę wolną od podatku 🙂

      • Marcin,
        ale musiałeś to gdzieś zgłaszać?
        Bo to jest świetny pomysł dla dzieciaków (czy nastolatków), żeby pokazać im, jak to jest zarabiać pieniądze 🙂 Ale niestety wydaje mi się, że w Polsce czasami mamy tak dużo absurdów, że lepiej dmuchać na zimne, żeby potem nie mieć nieprzyjemności…

            • Nie wiem czy ludzie (przede wszystkim przedsiębiorcy), którzy mieli problemy z US się z Tobą zgodzą 🙂

              Dobra, nie szukam dziury w całym, Może faktycznie to by już było abstrakcyjne, gdyby urzędnicy się do czegoś takiego przyczepili, ale…
              nie nierealne…

              No i nie przesadzaj Marcin z tym zamarzaniem, bo jak się intensywnie dmucha to się człowiek rozgrzewa 😛

      • Mój dziewięcioletni syn zarobił wczoraj swoje pierwsze w życiu pieniądze 🙂
        Byliśmy na wycieczce w Rijksmuseum w Amsterdamie. Pod budynkiem muzeum, gdzie przechodzi mnóstwo ludzi, wyjął skrzypce i grał kilka minut (max 10). Dłużej nie dał rady grać bo za zimno. Zarobek – 17,5 euro, tyle ile kosztuje bilet do muzeum (cena dla osoby dorosłej, dzieci wchodzą za free).

    • Ania Sadowska

      Dzięki Oszczędnicka 🙂 Niestety właśnie u nas w kraju jest spory strach przed ZUSem czy US i to może po części studzić zapał rodziców, nawet jeśli chcą wspierać swoje dzieci. Mam nadzieję jednak, że sporo osób będzie robić swoje, a system nie okaże się aż tak bezduszny 🙂

      • Też mam taką nadzieję 🙂 Fajnie masz, że Twoje dzieciaki już takie duże i możesz wprowadzać te wszystkie ciekawe pomysły z książek, które recenzujesz 🙂

  6. Andrzej Broszkiewicz

    Cześć Aniu, bardzo interesujący temat. Tak ciekawie opisałaś książkę polecaną dla dzieci i młodzieży, że sam nabrałem ochoty na jej przeczytanie. Dziękuję 🙂

    • Ania Sadowska

      Dziękuję serdecznie Andrzeju! Książka jest naprawdę interesująca, moim zdaniem nawet dorośli sporo mogliby się z niej nauczyć 🙂

  7. Mam dwójkę dzieci, które różnią się od siebie jak ogień i woda. Jedno ma predyspozycje do bycia przedsiębiorcą, drugie niekoniecznie. Podrzucę im tę książkę. Uważam, że powinno się edukować i zachęcać dzieci do przedsiębiorczości, ale nie na siłę. Zwykli pracownicy tez są bardzo potrzebni 😉

    • Ania Sadowska

      Ciekawe, czy im obojgu się spodoba. Daj znać w komentarzu, jakie są ich wrażenia po przeczytaniu.

  8. Cześć Aniu,

    kolejna świetna analiza. Za jakiś czas na pewno sięgnę po ta książkę, bo wygląda bardzo interesująco. Moje dzieci są jeszcze malutkie, ale starszemu już staramy się tłumaczyć, że wszystko kosztuje, a do pracy chodzi się po to (między innymi), żeby zarabiać pieniądze, które nie wypływają nieograniczonym strumieniem z otworu w bankomacie. Choć ma dopiero 3,5 roku, to wygląda na to, że nie jest to tylko nasza czcza gadanina, ale coś w tym małym łebku kiełkuje. Marzy mi się wychowanie świadomych konsumentów znających wartość pracy i pieniędzy. Ten cykl na pewno pomoże. Trzymam kciuki za dalszy ciąg i życzę powodzenia w budowaniu przedsiębiorczości u Twoich dzieci 🙂

    • Ania Sadowska

      Dzięki Agnieszko. Jestem pewna, że osiągniesz swój cel wychowawczy, jeśli już teraz z takim zaangażowaniem podchodzisz to tematu.

  9. Jak kiedyś zapytałam moje dzieci skad się biorą pieniądze to młodszy synek stwierdził że Pan Jezus i Pan Bóg wszystko stworzyli czyli pieniążki też:)
    A starsza córka bez namysłu, że z bankomatu a dopiero potem wywiązała się szersza dyskusja skąd mamy pieniądze i wytłumaczyłam im konkretniej. Trzeba z dziećmi dużo rozmawiać na każdym etapie ich rozwoju. Moje dzieci teraz już lubią mieć pieniądze w skarbonce, wolą uzbierać na coś konkretnego niż tylko je na bieżąco wydawać, widzę dużą zmianę między tym co było kiedyś a jest teraz a to dzięki Tobie Marcinie;) Przedsiębiorczość narazie przejawiają w sprzedawaniu na Flomarkach swoich zabawek z których wyrośli albo się znudziły to uczy je też, że aby je móc sprzedać muszą je szanować, mieć kompletne itp. Pozdrawiam serdecznie ze Schwardzwaldu!

    • Ania Sadowska

      Szkoda, że u nas idea pchlich targów nie jest zbyt popularna. Na pewno to świetna okazja, żeby spróbować przedsiębiorczości już w młodym wieku. Pozdrowienia z zaśnieżonej Łodzi!

  10. Witam.
    Chciałbym się odnieść do tytułu. Bo uważam ze kapitalizm dla dziecka dobry jest od jakiegos wieku (przeliczanie rzeczy na pieniądze) Mam 4,5 latka i moim zdaniem jest trochę za wszesnie dla niego. Ale zastanawiam się jaki wiek jest odpowiedni aby dziecka uczyc kapitalizmu? Jakie są wasze doświadczenia?

    • Ania Sadowska

      Witam Romanie
      Według mnie warto podejść do kapitalizmu tak, jak zrobił to Karl – wytłumaczyć dzieciom, ze pieniądze są istotne, ale nie są sensem życia. Nie chodzi o przeliczanie wszystkiego na pieniądze, ale stopniowe wprowadzanie tego tematu. Moja córka (też prawie 4,5 roku) poszła właśnie dziś z mężem na pierwsze zakupy za swoje pieniądze, które dostała od cioci. Była dumna, ze mogła wczuć się w rolę dorosłego, wybrać coś i sama zapłacić za zakupy. 

  11. Ja już od małego jeżdziłem do rodziny na wieś gdzie przynajmniej przez miesiac pracowałem przy zbiorach owoców ,w siepniu miałem tyle kasy że mogłem szaleć ,z resztą do tej pory mam taką możliwość a jestem po 40 i czasami popracuję na łonie pieknej natury jakiej w mieście nie uświadczysz ,moja córka włąsnie też tak zarobiłą pierwsze swoje pieniadze, ma 7 lat i już sie pyta kiedy wakacje bo chce w sadzie popracować i zarobić kase 🙂

  12. Uwielbiam cytaty, znalazłam kolejny, który już sobie zapisałam „każda godzina spędzona na wykonaniu jednej czynności, to jednocześnie czas zabrany na wykonanie innej” – najprawdziwsza prawda.
    Mam dwójkę nastolatków, oboje wiedzą co chcą w życiu robić a ja mam nadzieję, że im się to nie zmieni 😉
    Gdy byli mali próbowali różnych rzeczy, m.in.: muzycznych – jedno śpiewu, drugie gry na perkusji, oboje taekwondo, koszykówki i tańca. Do wszystkich tych rzeczy byli namawiani przeze mnie. Dziś wiem, że to był błąd bowiem z tych wszystkich rzeczy pozostał tylko śpiew w chórku szkolnym. Dziś robią to co chcą a ja jestem szczęśliwa, że robią to z chęcią i z pasją.

    • Właśnie odebrałam książkę „Kapitalizm dla nastolatków czyli …”. Mam więc lekturę na dzisiejszy wieczór a dzieciaki na ferie 🙂

      • Ania Sadowska

        Życzę przyjemnej lektury i daj znać w komentarzu, czy podobała się Tobie i dzieciom. Dla mnie to też było okrywcze, że „każda godzina spędzona na wykonaniu jednej czynności, to jednocześnie czas zabrany na wykonanie innej” – niby oczywiste, a jednak pozwala lepiej się zastanowić nad „wydawaniem” swoich jednostek czasowych w ciągu dnia 🙂

  13. Różnica pomiędzy kapitalizmem a komuną jest taka, że teraz kurczaka myją chemikaliami, żeby nie śmierdział i dobrze wyglądał, i robi się za zamkniętymi drzwiami a kiedyś, robiło się przy klientach. Kiedyś nie wyrzucało się na bruk, teraz tak. Kiedyś w jednym zakładzie człowiek pracował do emerytury i nie narzekał na brak pieniędzy, teraz pracujemy za marne grosze na umowach śmieciowych i jesteśmy zwalniani jak tylko pokażemy odrobinę słabości czy niekompetencji…

    Teraz jest faktycznie super i oby tak dalej.

    • Bzdura. Sami się godzimy na takie warunki. boimy się zmian i ryzyka. Tymczasem podnoszenie własnych kwalifikacji i zmiana pracy dla młodych jest oczywista. Jeśli jest szansa zarabiać więcej to trzeba z niej korzystać. Dlatego młodzi zarabiają lepiej niż ludzie „starej daty” którzy oczekują że praca „się należy”.

  14. Edukacja finansowa dzieci jest bardzo ważna. Niestety żadne szkolne zajęcia z przedsiębiorczości nie nauczą naszych dzieci zarządzania pieniędzmi. Na rodzicach spoczywa ogromna odpowiedzialność edukacji w tym zakresie. W końcu dzieci to nasza przyszłość.

Odpowiedz