Lepiej kupić czy wynająć mieszkanie?

60

Dla większości z nas zakup mieszkania lub domu jest „inwestycją życia”, na którą wydajemy najwięcej pieniędzy. Własna nieruchomość stanowi zwykle największy i najważniejszy składnik naszego majątku. W domu przeżywamy wspaniałe rodzinne chwile, tutaj dorastają nasze dzieci, to w nim obchodzimy święta i ważne rodzinne uroczystości. Jest to miejsce bardzo wyjątkowe, nasz prywatny azyl, w którym szukamy odpoczynku od świata. Właśnie dlatego na decyzję o zakupie mieszkania czy domu ogromny wpływ mają emocje, które w przypadku decyzji finansowych bywają raczej złym doradcą.

Tymczasem konsekwencje finansowe zakupu nieruchomości są bardzo poważne i mają wpływ na nasze życie przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt następnych lat. Właśnie dlatego jest bardzo ważne, aby decyzję gruntownie przemyśleć. Dzisiaj postaram się pomóc w odpowiedzi na pytanie czy lepiej jest kupić, czy może wynająć mieszkanie dla Ciebie i Twojej rodziny. Najpierw przyjrzymy się argumentom „miękkim”, a później sprawdzimy co mówią na ten temat „twarde wyliczenia”. Na końcu artykułu znajdziesz również arkusz excel, który pomoże Ci w dokonaniu własnych kalkulacji.

Zacznijmy od najczęściej przytaczanych argumentów ZA  KUPNEM własnego mieszkania. Nie będę na razie ich komentował ani oceniał, po prostu przedstawię te, z którymi najczęściej się spotykam:

1. Mamy swoje wymarzone „własne miejsce na ziemi”.
2. Kupione mieszkanie możemy w pełni dostosować do własnych potrzeb i urządzić je w sposób, który najbardziej nam odpowiada. W przypadku najmu nie mamy takiej swobody.
3. Ceny mieszkań w długim okresie rosną, zatem zakup własnego mieszkania jest dobrą inwestycją.
4. Ze względu na wzrost cen za jakiś czas w ogóle nie byłoby nas stać na mieszkanie i bylibyśmy skazani na bycie najemcą.
5. Nawet jeśli kupujemy na kredyt, to po jakimś czasie spłacimy go i zostaniemy z nieruchomością, która w 100% należy do nas. W przypadku najmu nie zostanie nam nic.
6. Choć kredyty hipoteczne zaciąga się na 20-30 lat, to zwykle spłacane są one szybciej, bo poprawiają się nasze dochody zaś inflacja sprawia, że kwota zaciągniętego kredytu jest relatywnie coraz „niższa”.
7. Rata kredytu wynosi praktycznie tyle, co czynsz najmu. Czynsz to pieniądze „wyrzucane przez okno”, zaś spłata raty buduje nasz przyszły kapitał.
8. 
Kredyt hipoteczny „zmusza” nas do automatycznego oszczędzania – z każdą spłaconą ratą odkładamy trochę środków na przyszłość. Bez tego przymusu wydalibyśmy wszystko na bieżącą konsumpcję.
9. Kupując za gotówkę lokujemy pieniądze w bezpieczny sposób i nie narażamy pieniędzy na zawirowania na giełdzie czy spadek oprocentowania lokat.
10. W okresach wysokiej inflacji nieruchomości świetnie chronią wartość zainwestowanych środków. W dodatku kredyt, który zaciągnęliśmy, jest coraz mniej wart. W tym samym czasie czynsze najmu idą w górę i za wynajęcie musimy płacić więcej.
11. Chcemy zostawić coś wartościowego w spadku dla naszych dzieci.
12. Mając własne mieszkanie możemy na starość skorzystać z „odwróconej hipoteki” i powiększyć naszą emeryturę.
13. Bierzemy przykład z ludzi bogatych. Oni nie wynajmują swoich mieszkań i domów. Oni je kupują.
14. We własnym mieszkaniu możemy spokojnie się zameldować i bez problemu zapewnić dzieciom dostęp do publicznej szkoły. Wynajmujący zazwyczaj nie godzą się na zameldowanie.
15. Bardzo trudno jest wynająć mieszkanie rodzinie z małymi dziećmi albo kobiecie w ciąży. Ze względu na prawo lokatorskie nikt nie chce przyjąć takich najemców.
16. Dzieci potrzebują stabilności i poczucia bezpieczeństwa. Częste przeprowadzki mogą to zakłócić.
17. Nie chcemy użerać się z wynajmującymi i co roku dyskutować na temat kolejnej podwyżki czynszu. To poniżające.
18. Wynajmujący zawsze będzie próbował przerzucić na nas wzrost wszelkich opłat.

Co na to zwolennicy najmu? Okazuje się, że argumenty ZA WYNAJĘCIEM są również bardzo liczne:

1. Możemy zamieszkać w lepszej dzielnicy, w której na kupno mieszkania nie byłoby nas stać. Na wynajem wystarczy.
2. Możemy wynająć nieco większe mieszkanie niż moglibyśmy kupić. Zatem nasz komfort życia będzie większy.
3. Wynajmując mieszkanie zachowujemy pełną mobilność. Możemy się przeprowadzić w dowolnym momencie, na przykład zmieniając pracę lub mając inny pomysł na życie.
4. Płacimy jedynie czynsz najmu i media, a reszta nas nie obchodzi. Nie ponosimy kosztów poważnych napraw, nie płacimy za ubezpieczenia, za podatek od nieruchomości, itp.
5. Gdy coś nam się nie podoba – zmieniamy mieszkanie i nic nas nie obchodzi.
6. Nie wiążemy sobie pętli na szyi w postaci 30-to czy 20-to letniego kredytu. Nie musimy płacić monstrualnych odsetek (kilkanaście a nawet kilkadziesiąt tysięcy rocznie).
7. Zamiast spłacać odsetki do banku możemy zaoszczędzone pieniądze zainwestować, albo przeznaczyć na realizację marzeń – na przykład na podróże czy rozkręcenie własnego biznesu.
8. Nie musimy kurczowo trzymać się pracy, bo nie jesteśmy niewolnikami rat.  Jeśli na jakiś czas stracimy zarobki, to po prostu przeprowadzimy się do mniejszego mieszkania i będziemy płacić niższy czynsz.
9. Możemy podróżować po całym świecie nie martwiąc się o to, czy ktoś dba o nasze mieszkanie.
10. Nie mamy zobowiązań finansowych i czujemy się wolni.

Jak widzisz w każdym z powyższych argumentów, zarówno za opcją kupna jak i za opcją najmu, jest sporo racji. Znów okazuje się, że to są „finanse bardzo osobiste” i każdy z nas zupełnie inaczej odczytuje powyższe argumenty. Zależy to od etapu naszego życia, od potrzeby poczucia komfortu, od naszych dotychczasowych doświadczeń… To sprawy całkowicie subiektywne.

Tym niemniej przed podjęciem decyzji warto jest również spojrzeć na liczby, które być może nie wpłyną na przekonania, ale z całą pewnością pomogą podjąć tę ważną decyzję w sposób zdecydowanie bardziej świadomy.

Na końcu tego artykułu zamieściłem do pobrania arkusz, z którego pomocą będziesz mógł dokonać własnych obliczeń. Wystarczy, że wprowadzisz swoje własne założenia. Zanim opiszę co ten arkusz dokładnie przentuje, przedstawię Ci wnioski z kilku przeliczonych przeze mnie scenariuszy oraz moją prywatną opinię.

Ogólne wnioski z kilku obliczeń dokonanych na całkiem rozsądnych założeniach są takie:

  • Zakup własnego mieszkania ma ekonomiczny sens szczególnie wtedy, gdy planujemy w nim mieszkać przez długi okres. Na okresy krótsze najem zazwyczaj prezentuje się bardziej korzystnie. Im dłużej planujemy jednak mieszkać w naszym mieszkaniu, tym bardziej szala przechyla się na stronę kupna.
  • Decydujące znaczenie ma fakt, że na końcu rozważanego okresu posiadamy mieszkanie o określonej wartości, istotnie większej niż pozostały do spłaty kredyt.  Mieszkanie możemy wówczas spieniężyć. W większości przypadków założyłem, że ceny nieruchomości w długim okresie będą rosły w tempie inflacji, co moim zdaniem jest założeniem racjonalnym. Oczywiście po drodze ceny będą się wahać, bo rynek nieruchomości jest cykliczny jak każdy inny. Założyłem również, że w tempie inflacji będą również rosły czynsze najmu.
  • Im niższy kredyt, tym bardziej korzystnie przedstawia się posiadanie własnego mieszkania w porównaniu z najmem. Najlepiej prezentuje się oczywiście zakup za gotówkę, bo wówczas nie musimy w ogóle płacić rat kredytowych i roczne przepływy z tytułu posiadania nieruchomości są zdecydowanie dodatnie w porównaniu z najmem.
  • Oczywiście robiąc założenia, że ceny nieruchomości będą spadać, czynsze nie będą rosły, a zakup sfinansujemy wysokim kredytem na długi okres, to najem okaże się bardziej korzystny. Jednak we wszystkich scenariuszach, w których bardziej korzystny jest najem, musimy pamiętać o bardzo ważnej sprawie. Otóż najem będzie faktycznie bardziej korzystny wtedy, gdy całość, lub znaczącą większość zaoszczędzonych pieniędzy będziemy INWESTOWAĆ, a nie KONSUMOWAĆ. Właśnie tutaj tkwi źródło niepowodzeń wielu osób, które od kilku czy kilkunastu lat wynajmują od kogoś mieszkania: zamiast oszczędzać i inwestować, po prostu więcej konsumują. Efekt jest taki, że ich stan majątkowy „stoi w miejscu”, podczas gdy właściciele mieszkań z każdym rokiem są odrobinę bogatsi – przynajmniej o kwotę spłaconego kapitału.

Jakie jest moje osobiste zdanie na temat zakupu mieszkania na potrzeby własnej rodziny?

Przede wszystkim własnego mieszkania nie traktuję jak inwestycji. Jest to po prostu miejsce do wygodnego i przyjemnego spędzania czasu, a nie „narzędzie do bogacenia się”. Prawda jest taka, że kredyt i utrzymanie mieszkania sporo kosztują, jednak jest to cena, którą świadomie płacimy za przywilej posiadania własnego „miejsca na ziemi”. Jest to po prostu spójne z naszymi potrzebami, marzeniami, z osobowością. Zamierzamy mieszkać tu jeszcze bardzo długo, więc przede wszystkim staramy się jak najszybciej pozbyć kredytu hipotecznego (aktualizacja: kredyt spłacony w maju 2015! 🙂 )

Jeżeli ktoś ma podobne potrzeby i udało się mu znaleźć wymarzoną nieruchomość, w której jego rodzina będzie dobrze się czuła, to moim zdaniem warto rozważyć zakup. Szczególnie, gdy w danym mieszkaniu planujemy mieszkać długo, przynajmniej przez 10 lat. Aby to całe przedsięwzięcie miało jednak finansowy sens, możemy kupić mieszkanie dopiero wtedy, gdy będzie nas na to stać. Optymalnie moim zdaniem byłoby kupić za gotówkę. Ale jeśli nie mamy takich środków, to określenie „stać mnie” oznacza zakup nieruchomości pod następującymi warunkami:

  1. Mamy odłożony fundusz bezpieczeństwa w wysokości co najmniej 6-miesięcznych wydatków i tego funduszu nie wykorzystamy na zakup, ani na urządzenie mieszkania.
  2. Wpłacamy co najmniej 20% wkładu własnego.
  3. Zaciągamy kredyt maksymalnie na 20 lat . Wydłużanie okresu kredytowania powyżej 20 lat mija się z celem, gdyż kwota raty jest tylko nieznacznie niższa, zaś łączne koszty odsetkowe są zdecydowanie wyższe. Przez pierwsze rata spłacamy prawie wyłącznie odsetki: bank zarabia, nasz kredyt nie maleje.
  4. Rata kredytu hipotecznego to maksymalnie 30% naszych dochodów netto. Zaciągnięcie kredytu o większej wartości stanowi zbyt duże zagrożenie dla naszego domowego budżetu i finansowego bezpieczeństwa naszej rodziny.

Jeżeli nie jesteśmy w stanie spełnić powyższych warunków, to najzwyczajniej w świecie nie stać nas jeszcze na zakup mieszkania i rozsądniej jest wtedy po prostu wynajmować.  Powinniśmy skupić się w tym czasie na zgromadzeniu oszczędności, odłożeniu wkładu własnego oraz na powiększeniu dochodów. Jeśli dokonamy zakupu bez odpowiedniego przygotowania, to nasze wymarzone mieszkanie stanie się prawdziwą udręką, a nie spełnionym marzeniem.

Przed opisaniem załączonego pliku mam jeszcze do Ciebie ogromną prośbę: bardzo Cię proszę poleć ten artykuł swoim znajomym, którym być może przyda się szersze spojrzenie na sprawę zakupu własnego mieszkania. Udostępnij go na Facebooku – to bardzo pomaga mi w dotarciu do większej liczby osób, dla których finanse osobiste są ważne. Z góry dziękuję!

A teraz już plik. Działa on w taki sposób, że w polach oznaczonych żółtym kolorem możesz wprowadzić swoje własne dane, które dotyczą Twojej indywidualnej sytuacji. Innych pól w miarę możliwości nie zmieniaj, bo „rozjadą się” formuły 😉 Do większości kluczowych komórek załączony jest komentarz. Komórki takie rozpoznasz po zamieszczonym w rogu czerwonym trójkąciku. Po najechaniu na taką komórkę rozwinie się stosowny komentarz z objaśnieniami:

Komentarz

W tej chwili plik prezentuje obliczenia dla przypadku mieszkania o powierzchni 55 m2 i z ceną zakupu 6000 zł/m2, kupowanego na rynku wtórnym w stanie wymagającym niewielkiego remontu i dostosowania do własnych potrzeb. Na zakup zaciągamy 30-letni kredyt z obowiązkowym wkładem własnym w wysokości 5% (najpopularniejszy obecnie sposób kredytowania). Komplet wstępnych założeń wygląda tak:

Zalozenia

Pamiętaj, że wszystkie założenia w komórkach zaznaczonych na żółto możesz zmienić, a arkusz wszystko przeliczy.

Opłacalność zakupu mieszkania versus jego wynajmowanie oceniałem patrząc się na dwa elementy:

1)      Przepływy pieniężne w każdym roku – czyli ile wypływa nam z kieszeni z tytułu najmu, a ile wypływa z tytułu kupna i utrzymania mieszkania, a na koniec ile wpływa z tytułu sprzedaży mieszkania.

Na przykład przy założeniach opisanych powyżej, gdy po 10 latach sprzedajemy mieszkanie i oddajemy pozostały do spłaty kredyt, nasze przepływy pieniężne wyglądałyby tak:

Przeplywy

2)      NPV – (Net Present Value) – bez wnikania w szczegóły obliczeń, zasada interpretacji jest taka:

Jeżeli wartość jest DODATNIA, to bardziej opłaca się KUPIĆ.
Im wyższa jest wartość, tym bardziej opłacalny jest zakup.

Jeżeli wartość jest UJEMNA, to bardziej opłaca się WYNAJĄĆ.
Im niższa jest wartość, tym bardziej opłacalny jest najem.

W arkuszu prezentuje się to w następujący sposób:

NPV

Dla zawansowanych: liczymy tutaj zwykłe NPV dyskontując przepływy pieniężne stopą zwrotu przy której inwestujemy nadwyżki finansowe (koszt alternatywny)

Pobierz arkusz: Kupic czy wynajac_finanse bardzo osobiste_blog

Życzę przyjemnej „zabawy” arkuszem i wierzę, że już po kilku minutach ćwiczenia świetnie z nim sobie poradzisz. W razie jakichkolwiek pytań, serdecznie zapraszam do umieszczenia ich w komentarzach.

Oczywiście jestem również bardzo ciekawy Twojej opinii: Lepiej jest kupić czy wynająć mieszkanie? Jakie są ZA i PRZECIW, których być może nie dostrzegamy?

Dziękuję za czas, który poświęciłeś na lekturę i jeszcze raz uprzejma prośba o polecenie artykułu. Zapraszam Cię również do zapisania się na powiadomienia o nowych artykułach.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze60 komentarzy

  1. wpisalem dane odnosnie mieszkania ktore wynajmuje
    i podobnego ktore moglbym kupic
    wychodzi w kazdym okresie czasu wynajem (nie rozważam kredytu!!!)
    dopiero po mocnym zjechaniu z ceny mieszkania i kosztow remontu (a wynajmuje mieszkanie o dosc dobrym standardzie) kwoty sie wyrownaly z niewielka przewaga wynajmu

    wniosek
    albo rewelacyjnie wynajmuje
    albo ceny mieszkan nadaja sie tylko dla kredyciarzy
    bo oplacalnosci w kupnie jakos nie widac

    • Witaj, dziękuję za komentarz.

      Możliwość zmiany większości założeń w arkuszu pozwala swobodnie dopasować go do konkretnej sytuacji.

      Co do ceny mieszkań – cóż, nawet po kilku latach spadków ciągle są dość wysokie w stosunku do siły nabywczej Polaków, jednak przestrzeni do dalszych spadków raczej nie widać. Prawda jest taka, że mieszkania zawsze były dobrem niemal luksusowym, były drogie w stosunku do dochodów i trzeba było na nie dość długo pracować. Tak jest zresztą nie tylko w Polsce.

      Kwota płaconego czynszu ma duży wpływ na wynik (sprawdź sobie przeliczenia podnosząc czynsz najmu np. o 30%). Być może faktycznie bardzo korzystnie wynajmujesz?

      • fakt
        jestem handlowcem zyje z handlu
        moja praca jest wyszukiwanie najlepszych ofert
        nie bylbym soba gdybym przeplacal

      • Marcin,

        Dlaczego nie widzisz przestrzeni do spadków cen mieszkań? Managerowie GANTa też nie widzieli 🙂

        Moim zdaniem przestrzeń do spadków cen mieszkań jest bardzo duża. Choćby biorąc pod uwagę demografię. Mieszkam na Mokotowie, wokół mnie są grube tysiące mieszkań, które w ciągu następnych 10 lat będą się wyludniać (powojenny wyż demograficzny). Za 20 lat będą „puste” całe bloki (oczywiście, że nie będą, pewnie do części wprowadzą się wnuki część zostanie wynajęta). Jednak spora cześć tych mieszkań trafi na rynek wtórny, mieszkania te są w standardzie a la 68 rok. Jak myślisz czy nabywcy (w drodze spadku) będą je remontować i doprowadzać do wersji co najmniej „do zamieszkania dla rozpieszczonego 19 latka studenta” czy może pchać w rynek, żeby jak najszybciej się sprzedały? Jakie spowoduje to ruchy na rynku wtórnym? Pójdzie w górę? 🙂 To samo co na Mokotowie będzie się działo w Śródmieściu, Żoliborzu, Powiślu czy Saskiej Kępie i to tylko, żeby pokazać te najdroższe dzielnice. Skoro będzie spadało na Mokotowie czy Żoliborzu to co myślisz o tym jak zachowają się ceny w innych „gorszych” (w cudzysłowu oczywiście) dzielnicach? Rosnąć będą?

        Pozdrawiam
        P.S. Cieszę się, że trafiłem na Twojego bloga, sporo ciekawych informacji i część zamierzam zastosować w swoim życiu.

        • Dokładnie. Ciekawe, że autor bloga nie ustosunkował się do Twojego bardzo trafnego komentarza. Jego „przestrzeni do dalszych spadków raczej nie widać” brzmi jak wyjęte z całej masy sponsorowanych przez deweloperów artykułów, które mają nagonić jak najwięcej klientów na przewartościowane, surowe metry kwadratowe. Ja nie muszę posiłkować się żadnym formularzem żeby wiedzieć, że bardziej opłaca się kupić mieszkanie gdy na rynku nie ma bańki cenowej. Nie trzeba być wielkim filozofem, aby na podstawie prognoz demograficznych w przybliżeniu przewidzieć co będzie się działo z cenami mieszkań za kilka lat. Autor bloga, mający się za specjalistę, powinien moim zdaniem doinformować czytelników, że nieruchomość najlepiej kupić gdy na runku jest dołek a stopy procentowe są wysokie (teraz przypomnę, mamy rekordowe minima). Szkoda że tak fundamentalnych informacji w tym artykule zabrakło. Pozdrawiam. Marcin

          • Cześć Marcinie,

            Dziękuję za komentarz. „Nie trzeba być wielkim filozofem, aby na podstawie prognoz demograficznych w przybliżeniu przewidzieć co będzie się działo z cenami mieszkań za kilka lat.”

            Zatem co Twoim zdaniem będzie się działo? Podziel się prosze swoją opinią, bo tego zabrakło w Twoim komentarzu.Może dopytam:

            Będzie Twoim zdaniem taniej niż dziś ze względu na demografię? O ile taniej?
            Pewnie, że lepiej kupować w dołku. Nie tylko mieszkania. A wiesz może, kiedy ten dołek będzie?
            Podziel się z nami tą wiedzą, skoro to Twoim zdaniem tak oczywiste…

            Czas pokaże, co się stanie. Proponuję jednak, abyśmy w roku 2020 wspólnie odnieśli się do tego komentarza i zobaczymy czy mieszkania będą tańsze, czy jednak droższe niż dzisiaj. Co Ty na to? 🙂
            Serdecznie pozdrawiam.

            • Witam Autora,

              O ile będzie taniej? Kiedy będzie dołek? To oczywiście wróżenie z fusów. Tego nie wie nikt i traktuję te pytania jako małą prowokację 🙂

              Czy jednak analizując opłacalność zakupu nieruchomości nie powinniśmy wziąć pod uwagę aktualnej sytuacji gospodarczo-finansowo-demograficznej? Może warto poszukać jakiegoś „złotego środka”? Wynajmować przez jakiś czas, aby kupić własne mieszkanie po cenie bardziej dostosowanej do polskich realiów? Take rozwiązanie nie zostało wzięte pod uwagę w Twoim wpisie.

              Ceną zawsze rządzi podaż i popyt. A popyt będzie malał. Za 2 lata konieczny będzie 20% wkład własny. Przy cenie mieszkania 500.000 zł odłożyć trzeba 100.000 + koszty zakupu, wykończenie. To na prawdę sporo. Dodatkowo, ostatnie zawirowania „frankowe” mogą podziałać jako przestroga i zniechęcić wielu do zbytniego zadłużania się. To co dziś przeżywają „frankowicze” dopadnie (prędzej czy później) „złotówkowiczów” gdy wzrosną rekordowo dziś niskie stopy procentowe. I ta nieszczęsna demografia…

              http://www.biznes.newseria.pl/komunikaty/problemy_spoleczne/eksperci_alarmuja_,b952673749

              Na prawdę uważasz, że cena metra np. w Warszawie utrzyma się na poziomie dwóch średnich pensji w regionie? To możliwe było tylko w czasie „supertaniego” kredytu dostępnego dla wszystkich. A jaki on był supertani to właśnie się „frankowicze” przekonali 🙂

              Z ostatnim akapitem Twojego komentarza jak najbardziej się zgadzam, zobaczymy co przyniesie czas. Nastawiam sobie przypomnienie w telefonie na 2020 rok, aby wrócić do Twojego wpisu i komentarza 🙂
              Tak, moim zdaniem będzie taniej, a przynajmniej bardziej opłacalnie.

              Pozdrawiam Autora i czytelników
              MarcinG.

  2. wyliczam, podstawiam i co widzę… wynajem! muszę usiąść i poważnie pomyśleć, bo jednak na miękko wychodzi mi zakup. Nie wyobrażam sobie mieszkania 30 lat „nie u siebie”.

    • Hej Paulina.

      Obliczenia to tylko jeden z elementów decyzji o zakupie. Nawet jeśli wychodzi Ci z obliczeń, że przy określonych założeniach najem jest pod względem finansowym bardziej opłacalny, wcale nie znaczy, że kupno jest złym pomysłem. Pamiętaj że w arkuszu zakładamy m.in., że każdą złotówkę, którą zaoszczędzimy wynajmując, będziemy inwestować. Osobiście nie znam żadnej aż tak konsekwentnej osoby;)

      Poza tym warto pamiętać, że to musi być decyzja dostosowana do Twoich potrzeb i osobowości – jeżeli nie wyobrażasz sobie wieloletniego wynajmowania, to kupuj. Najważniejsze, aby „nie zakredytować się pod kurek”, bo wtedy faktycznie konsekwencje finansowe są przykre.

      Można to porównać do zakupu samochodu. Najbardziej opłaca się mieć jak najmniejszy, który możliwie mało pali – wtedy będzie najbardziej korzystnie pod względem finansowym. Tylko co nam po 2-drzwiowej Toyocie Yaris, gdy potrzebujemy dużego auta rodzinnego?

      W naszym przypadku najem również byłby bardziej korzystny, jednak u siebie mieszka nam się tak miło, że nie wyobrażamy sobie mieszkania gdzie indziej i świadomie płacimy cenę tego „luksusu”.

      Arkusz ma pomóc podjąć Ci decyzję bardziej świadomie, być może przemyśleć wielkość samej inwestycji czy kwotę kredytu, jednak decyzję musisz podjąć w oparciu o wszystkie elementy, również te „miękkie”. Już taki urok finansów osobistych, że matematyka to nie wszystko.

      Wszystkiego dobrego!

  3. Gdyby nie to, że mieszkam w domu z wielkiej płyty i miałem szansę na wykup mieszkania na własność za niewielkie pieniądze – to nie zdecydowałbym się na zakup mieszkania. Wynajem jest bezpieczniejszy finansowo .Nie chodzi tylko o koszta zakupu, ale także o możliwość zmiany miejsca zamieszkania w związku ze zmianą pracy czy też późniejszą przeprowadzką w pogoni za dorosłymi dziećmi 🙂 Wynająć jest łatwo, sprzedać (zwłaszcza bez straty) myślę coraz trudniej (przynajmniej w mojej okolicy).
    Fajny arkusz przedstawiłeś – praktyczne narzędzie ,aby przekonac samego siebie czy warto kupować. Mam wrażenie, że paru moich znajomych nie przeliczało swoich możliwości finansowych , kierując sie jedynie emocjami („aby mieszkać na swoim”) i teraz mają 30-letni kłopot. Szkoda, że nie przeczytali Twoich czterech warunków z hasła „czy mnie na to stać”.
    Na obecnym etapie życia – z małymi dziećmi, będąc zabieganym w pracy i jednocześnie dość młodym aby korzystać z radości życia nie miałbym nawet czasu korzystać z uroków własnego domu z ogrodem. Do pracy mam 10 minut piechotą, nie martwie się cieknącym dachem czy awarią ogrzewania(bo spółdzielnia zazwyczaj jest szybko motywowana do działania przez sąsiadów),nadwyżki finansowe odkładam na późniejszy mały (dwuosobowy) domek na wcześniejszej pół-emeryturze (tak gdzieś po pięćdziesiątce), aby jeszcze mieć siłę pogrzebać w ziemi i hodować rasowe pieski (to akurat marzenie mojej żony 🙂 ).
    Dla wszystkich zainteresowanych własnym mieszkaniem polecam lekturę bloga http://wdomachzbetonu.blogspot.com/ Myslę, że nie zrobi to dla Ciebie, Marcinie konkurencji – a poszerzy przedstawiony tu temat.

    • Cześć Seba,

      Pogoń za dorosłymi dziećmi? Naprawdę dobre 😉

      Powiem Ci, że z tym najmem to różnie bywa. Czasami mam wrażenie, że Ci którzy od wielu lat wynajmują, mówią” szkoda, że nie kupiłem”. Z kolei Ci, którzy kupili (szczególnie na kredyt) mówią: „szkoda, że nie wynająłem”. I bądź tu człowieku mądry…

      To, co dla Ciebie oznacza większe bezpieczeństwo i swobodę (najem), dla innych osób oznacza zagrożenie częstymi przeprowadzkami i poczucie bycia „bezdomnym”. Emocje są mega ważne w finansach osobistych.

      Podoba mi się, że jak zwykle dobrze wiesz, czego chcesz i jak to osiągnąć. Twoja konsekwencja zawsze była dla mnie inspirująca. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia w realizacji Twoich marzeń. I jak zwykle serdecznie dziękuję za cenny komentarz.

  4. Ciekawy arkusz. Nie wiem tylko po co zaciemniać obraz wpisywaniem kosztów energii elektrycznej. Za media musimy płacić bez względu na to czy mieszkamy we własnym mieszkaniu czy je wynajmujemy. Myślę, że kwestię rachunków można więc pominąć. Mnie o dziwo arkusz wyliczył, że mieszkanie lepiej kupić niż wynająć.

    • Witaj Olu, dziękuję za komentarz.

      Jeśli chodzi o koszty energii to można je albo pominąć, jak proponujesz, albo uwzględnić w obu przypadkach (najem i kupno).

      Specjalnie tak ułożyłem arkusz, aby pozwalał na sprawdzanie różnych przypadków. Widziałem już umowy najmu, w których najemca płacił większy czynsz, a koszty energii pokrywał wynajmujący. Stąd w arkuszu miejsce na wprowadzenie różnych scenariuszy.

      Jesteś zaskoczona, że zakup okazał się korzystniejszy? To wcale nie taki rzadki przypadek. Arkusz będzie dawał takie wyniki, jakie wynikają z konkretnych założeń. Na przykład wysokie czynsze najmu w danej okolicy mogą sprawić, że zakup będzie bardziej opłacalny, itp.

      Serdecznie pozdrawiam!

  5. Według mnie to zależy od tego jak długo zamierzamy mieszkać bo jak na krótko to lepiej wynająć a na dłużej to kupić bo w pewnym momencie przy wynajmie zauważymy że zapłaciliśmy za to tyle samo co zamieszkanie a ono i tak nie jest nasze.



    • Witaj Janusz,
      Dziękuję za komentarz. Faktycznie, zwykle im dłużej zamierzamy mieszkać w danym mieszkaniu tym bardziej atrakcyjnie wygląda opcja kupna. Warto jednak sprawdzić również inne założenia niż sam okres zamieszkania, aby podjąć decyzje całkiem świadomie.

    • Owszem, na przykład po 20 latach wynajmowania wydasz sumę, za którą mógłbyś kupić mieszkanie. Jednak potrzebowałbyś jeszcze gdzieś pomieszkać za darmo do czasu, gdy tę sumę zbierzesz, czyli przez 20 lat. Przyjmujemy odkładanie comiesięczne, bo gdybyś dysponował całą sumą od razu, to chcąc opłacić najem jednorazowo za 20 lat z góry, z pewnością otrzymałbyś potężny rabat 🙂

  6. Witam
    dzisiaj zostalismy uderzeni nową wstrzasającą wiadomością :w tvn dzien dobry ,ryszard petru poinformowal ze w 2013 urodzilo sie najmniej dzieci od 1945roku i dodal ze Polska sie starzeje w sumie mnie to nie dziwi bo kazdy widzi jak jest ale przeciez rzadzi platforma obywatelska czyli obywatel powinien byc piorytetem a dobrze wiemy ze to brednie wiec ogolnie zakup mieszkania zwlaszcza na kredyt wydaje sie niezbyt trafionym pomyslem pracowac w Polsce na rzesze emerytow i byc oblożonym takimi podatkami hmmm… i nic za to nie dostawac to rozbój!W GB statystyczna rodzina to 3 dzieci.Starość może nie być zaciekawa w PL.Mieszkan moze okazac sie ze jest za duzo bo nie ma chetnych zeby w PL pracować przy takich obciążeniach emerytalnych i zerowym wsparciu rodziny.Sam sie zastanawiam czy sprzedac drugie mieszkanie w PL czy wynajmować wg. mnie mieszkania są przewartościowane co o tym sądzisz Marcin?

    • Hej Egon,

      Jedna z moich podstawowych zasad przy inwestowaniu w cokolwiek brzmi: „nie uogólniać”.

      Szczególnie w przypadku mieszkań warto o tym pamiętać. Zakup nieruchomości w wyludniającym się miasteczku jest pod względem inwestycyjnym zupełnie inną decyzją niż kupno nieruchomości w centrum dynamicznie rozwijającego się miasta. Demografia w całym kraju jest tutaj mniej istotna.

      Problemy, na które zwracasz uwagę, jak pogarszająca się demografia czy trudna sytuacja systemu emerytalnego są oczywiście bardzo ważne. O moim spojrzeniu na emerytury pisałem już w artykule „Dobre wieści o naszych emeryturach„.

      Jeśli chodzi o demografię, trudna sytuacja dotyczy wielu Państw, w których mimo wszystko większości obywateli żyje się dobrze. Skrajnym przypadkiem jest Japonia, ale również w Niemczech, gdzie gospodarka notuje obecnie świetne wyniki a bezrobocie spadło poniżej 7%, struktura demograficzna jest mniej korzystna niż w Polsce. Wielka Brytania faktycznie odnotowuje największą liczbę urodzeń od lat 70-tych i tam sytuacja demograficzna poprawia się. Kierując się jednak wyłącznie tym wskaźnikiem powinniśmy teoretycznie wybrać życie w krajach takich jak Indie, Uganda czy Etiopia – tam liczba urodzeń jest jeszcze wyższa 😉

      Moim zdaniem Polska, pomimo licznych kłopotów, jest atrakcyjnym miejscem do życia i pracy. Pomimo tak popularnego w naszym kraju narzekania, ta atrakcyjność rośnie i z roku na rok coraz większa liczba osób korzysta z tego.

      Czy uważam, że mieszkania są przewartościowane? Również tutaj trzymam się zasady: „nie uogólniać”. Niektóre pewnie są przewartościowane, choć znacznie mniej niż 5 lat temu. Jednak wiele nieruchomości jest już wycenianych naprawdę atrakcyjnie i można znaleźć ciekawe okazje. Rynek mieszkaniowy jest cykliczny i moim zdaniem okres spadków cen mamy na jakiś czas za sobą. Ostatecznie jednak to wybór konkretnej nieruchomości zadecyduje o tym czy zarobimy, czy będziemy „w plecy”.

  7. Dzięki Marcin za profesjonalne podejście do sprawy
    Ja też jestem życiowym optymistą ale zawsze mam włączone czuwanie aby nie przedobrzyć.
    Pozdrawiam

  8. Cześć,
    wyliczenia z arkusza podpowiadają mi, że dobrze postąpiłam kupując mieszkanie. Cieszy mnie to, ponieważ do niedawna miałam wątpliwości. Jeszcze 2 lata temu byłam po drugiej stronie, jako wynajmujący. W zasadzie tak spędziłam większość życia, moi rodzice nigdy nie posiadali mieszkania. Żyliśmy jak nomadzi i cieszę się, że obecnie mam swój kąt. Jednak lektura Twojego bloga oraz Michała Szafrańskiego, a także literatura o podobnej tematyce uświadomiły mi pewien aspekt. Jeżeli będę tak sobie spokojnie spłacać kredyt przez 35 lat (taki bank był hojny)to w 2047 r. okaże się, że zapłaciłam za mieszkanie więcej niż jest warte. A ponieważ jest to wielka płyta, to wartość ta może nieoczekiwanie spaść po tym okresie. Nie mam złudzeń i wiem, że de facto nie jest to inwestycja. Stąd już teraz założyłam plan 5-letni. Na początek, jeszcze w tym roku zamierzam negocjować z bankiem nowe warunku co do marży. Już wcześniej podjęłam kroki w celu zwiększenia zdolności kredytowej (i udało się:)), ponadto zamierzam zlecić wycenę mieszkania, ponieważ bank wziął pod uwagę wyłącznie cenę zakupu, która była o wiele niższa niż rynkowa. Pozwoli mi to starać się o obniżenie ubezpieczenia za niski, właściwie zerowy wkład własny. Miałam farta przy negocjacjach z poprzednim właścicielem, któremu śpieszyło się do gotówki. I tutaj jest mój największy atut. Zdążyłam się trochę zadomowić, nieco urządziłam i czuję się dobrze w „swoim” mieszkaniu, jednak doświadczenia życiowe pozwolą mi szybko pogodzić się z ewentualną stratą tej bazy. Zamierzam bowiem za 5 lat doprowadzić do sprzedaży mieszkania w cenie rynkowej, co pozwoli mi zarobić wg wstępnych szacunków ok. 100 tys. Może rzeczywistość zweryfikuje tę kwotę do mniejszej, ale i tak będę mogła na tym zyskać. A co potem? Znajdę następną nieruchomość, która będzie wymarzonym gniazdkiem, ale wybiorę ją z większą uwagą. No i mam szansę zmniejszyć swój dług wykorzystując zysk ze sprzedaży obecnego mieszkania + oszczędności zebrane przez te 5 lat. Dzięki racjonalnemu zarządzaniu budżetem domowym, mogę na ten cel odkładać 1500 zł/m-c.
    Nie wiem, czy to taki świetny plan jaki mi się obecnie wydaje, ale mam 5 lat na weryfikację i przygotowania.
    Nie doszłabym jednak do tych wniosków bez ludzi jak ty czy autor bloga http://www.jakoszczedzacpieniadze.pl i paru innych. Dzięki wielkie za tę pracę w uświadamianie i edukację takich ludzi jak ja.
    Rzadko piszę komentarze, najchętniej czytam i analizuję i przy tym zdecydowanie pozostanę…no może parę razy jeszcze się odezwę 😉 Tymczasem życzę powodzenia w dalszej pracy nad blogiem i jakbyś miał Marcinie jakieś uwagi w związku z moim planem 5-letnim, to proszę, nie krępuj się, by skrytykować, bądź dodać parę poprawek. Zauważyłam, że jesteś konstruktywnym człowiekem, stąd pewnie krępować się nie będziesz ;)I tak trzymaj!

  9. Karina,

    Bardzo dziękuję za komentarz i miłe słowa.

    Jak dla mnie – plan wygląda bardzo sensownie. Oczywiście największą zagadką jest cena, za jaką uda Ci się sprzedać obecne mieszkanie, ale na to wpływu nie mamy, więc nie ma co nad tym zbyt długo główkować.

    Jestem głęboko przekonany, że doskonale sobie poradzisz. Działasz świadomie, masz jasny cel i jesteś konsekwentna. W dodatku odpowiedzialnie zarządzasz swoimi pieniędzmi i potrafisz odłożyć bardzo ładną sumkę w każdym miesiącu.

    No i oczywiście najważniejsze:
    „A co potem? Znajdę następną nieruchomość, która będzie wymarzonym gniazdkiem, ale wybiorę ją z większą uwagą.”
    To zdanie pokazuje, że wyciągasz wnioski i bardzo trzeźwo myślisz.
    Świat nie ma ograniczeń przed osobami, które działają w ten sposób 😉

    Ogromny szacunek dla Ciebie.
    I proszę – dziel się swoimi komentarzami jak najczęściej – ludzie jak Ty są inspiracją dla innych.

  10. Uważam że lepiej sobie spłacać koniec końców można później sprzedać a najmując nic nie masz. Znalazłem fajne mieszkanie do generalnego remontu trochę więcej wymaga pracy, ale taniej wyjdzie. Dogadałem się z właścicielem i nawet trochę z ceny zszedł teraz kredyt w skoku Chmielewskiego załatwiam bo jak wiadomo aż tyle gotówki nie posiadam. Najważniejsze że nikt się nie będzie wtrącał w to jak mam urządzone i co robię na swoim.

    • Przy całej mojej sympatii do Skoków, to jednak pełną nazwę konkretnego Skoku wymieniają tylko płatni internetowi naganiacze. Plus oczywiście warunkowanie klienta memami „najmując nic nie masz” oraz „być na swoim”.

  11. Bardzo mi się podoba strona, a arkusz dla ludzi z dylematami super, ja już swoją decyzję podjęłam, ale nieustająco szukam poparcia, że podjęta decyzja jest tą właściwą. Może dlatego, że nie mam odpowiedniego zaplecza o którym piszesz i wiem, że pierwsze lata na swoim i w swoim domu będą ciężkie… czasami jednak nie jesteśmy w stanie odłożyć tyle by zgromadzić wystarczający kapitał i wiemy, że odłożenie decyzji w czasie wcale nie przybliży nas do tego celu.
    Dla nas impulsem do działania był sygnał, że właściciel dotychczas wynajmowanego mieszkania będzie go potrzebował dla siebie, córka dostała się do pańswtowego przedszkola, a dotychczas prywatny żłobek był dość istotną pozycją w naszym budżecie, oraz fakt, że od nowego roku kwota wkładu własnego wzrośnie do 10%… suma tych wszystkich zdarzeń wpłyneła na decyzję o zakupie własnego miejsca na ziemi… poki co są fundamenty ale już za rok będzie 92 m do mieszkania, dbania i urządzania

  12. Marcin,
    bardzo ciekawy wpis, czytam go już nie pierwszy raz.
    Stoję sama przez dylematem. Mieszkam w Warszawie 2 lata, od niedawna sama – zdecydowałam, że nie chcę już dzielić mieszkania z nikim. Koszt wynajmu to ok. 1550 PLN. Ponieważ obecnie właściwie spłacam kredyt właściciela wynajmowanego mieszkania, postanowiłam rozejrzeć się za własnym M. Mam w tym momencie 16,5% wkładu własnego na zakup nieruchomości, którą jestem zainteresowana. Rata nie przekroczy 30% moich podstawowych dochodów, ale jeśli zdecyduję się na kredyt na 30 lat. Mieszkania, którymi jestem zainteresowana to rynek wtórny, rok budowy ok. 2007, garaż, strzeżone osiedle. Wynajmowane mieszkanie znajduje się w bloku lata 70te, wielka płyta. Czy uważasz, że powinnam zagryźć zęby i dalej wynajmować do momentu, aż odłożę brakujące do 20% 10 tys. PLN. A może dobrym rozwiązaniem jest nadpłacić tę kwotę dość szybko (pierwsze 2-3 lata), skorzystać z kredytu, gdzie częściowe nadpłaty nie są obciążone prowizją. Dodam tylko, że właściwie 100%-120% wysokości czynszu dodatkowo zamrażam odkładając na wkład własny właśnie, przez co mam czasami wrażenie, że niewiele konsumuję, co wpływa również na jakość mojego życia 🙂 Ubezpieczenie niskiego wkładu w jednym z analizowanych przeze mnie banków dla mnie to 450 PLN. Być może jestem w gorącej wodzie kąpana. Z góry dziękuję za odpowiedź.

  13. Marcin,

    podniosłeś bardzo ważną kwestię w swoich analizach. Chodzi o naszą skłonność do konsumowania nadwyżek finansowych. Ja mam kredyt na dom ze stosunkowo wysoką ratą kredytową. Co miesiąc muszę rezygnować z jakiś swoich zachcianek, aby tę ratę spłacać. Czasem się wkurzam. Ale w takim momentach myślę, że przynajmniej za te 20 kilka lat dom będzie moją własnością, będzie stanowił mój majątek. Może uratuje mi życie, gdy emerytury okażą się głodowe, a zapewne takie będą. Nie wiem, ile pieniędzy wydałabym bez sensu idąc za głosem: muszę to mieć. I nie miałabym nic – ani domu ani oszczędności. A tak nie zastanawiając się wiele najpierw spłacam kredyt, potem zadeklarowane składki inwestycyjne, potem rachunki, a na końcu muszę żyć z tego co zostanie, beż używania kart kredytowych i limitów w rachunkach. Z doświadczenia wiem, że bardzo łatwo jest wykorzystać limity, ale bardzo trudno je potem spłacić.

    Pozdrawiam.

  14. Witam

    Ten artykuł okazał się mocno-pomocny w mojej sytuacji.
    Pracujemy z mężem we własnej firmie, dwoje dzieci, pies, brak kredytów. Wynajem od 15 lat! od 5 lat zdolność kredytowa. Było całkiem nieźle, ale człowiek coraz starszy i potrzeba wicia gniazda pojawiła się wraz z problemami z właścicielem obecnie wynajmowanego lokum. Kredyt na mieszkanie z rynku wtórnego kontra kolejny wynajem…różnica w budżecie kilkaset złotych, wyzerowane oszczędności na min.6 mies, w planach kolejna firma…trudny wybór.
    Regularnie odkładane pieniądze + perspektywa kolejnych przychodów, zminimalizowane wydatki w ciągu roku (dziecko do przedszkola, odchodzi koszt niani…niemały).
    Dotychczas wystrzegaliśmy się kredytów jak ognia, zakupy na kredyt nie wchodziły w grę, komfort z tym związany bezcenny!
    Pomógł mi Pański kalkulator i wskazówki w procentach 🙂
    Zniechęca bank traktujący nas jak petenta, nie partnera…ale cóż, nie można mieć wszystkiego.
    Dziękuję za wskazówki i bardzo pomocne komentarze.

    • P.S. Oczywiście przy kredycie trzeba powściągnąć „przejadanie” nadwyżek. I jest to bardzo istotny aspekt całej sprawy. Zaznaczam, bardzo trudny w życiu codziennym, szczególnie gdy posiada się dzieci. Możliwy jednak do ogarnięcia, gdy człowiek miał czas na zrealizowanie pewnych potrzeb przed zaciągnięciem kredytu i posiada plan kilkuletni, wyznaczający priorytety.

  15. Bardzo długo miałam niemalże identyczne podejście do wynajmu, jak zostało przedstawione u Ciebie, czyli brak zobowiązań finansowych, wolność, możliwość zamieszkania w dowolnym miejscu. Oczywiście wszystko do czas. Teraz, kiedy na karku mam już ponad 30lat, a w najbliższej przyszłości planuję wyjść za mąż, poważnie myślimy o zakupie czegoś „swojego”. Dziękuję za ten artykuł. Naprawdę pomogłeś mi w podjęciu decyzji. Pozdrawiam serdecznie.

  16. Witam,

    a ja czegoś zupełnie nie rozumiem a mianowicie jak może opłacać się wynajem? Czasami doradzasz Marcinie, aby wpierw odłożyć sobie „6 m-czną poduszkę bezpieczeństwa” oraz min. 20% wkładu własnego i dopiero wówczas zainteresować się zakupem. Rozumiem, że taka poduszka jest potrzebna ale czy konieczna gdy planujemy zakup mieszkania? Przecież odkładać możemy już „na swoim” nie tracąc czasu ani pieniędzy na wynajem. Przecież nieprzewidziane wypadki mogą zdarzyć się w jednej jak i drugiej sytuacji. Ceny najmu potrafią być wyższe od raty kredytu (bazuję na cenach w Trójmieście). Nie mówię tu o „wolnych duchach” które to cenią sobie „wolność” która jak dla mnie jest tylko wymówką od podjęcia zobowiązania. Ja nigdy nie wynajmowałam. Miałam to szczęście, że mogłam odkładać pieniądze mieszkając u rodziny. Gdy chciałam się wyprowadzić jedyna słuszna dla mnie droga to kupno mieszkania. W moim wypadku małe, ciasne ale za 20 lat własne. Jak dla mnie każdy miesiąc wynajmu oddala nas od naszego własnego mieszkania.

    Lekturę bloga zaczęłam od początku i czytam jak w amoku a mój mąż dostaje w nocy po oczach więc nie przedłużając dziękuję Ci za kawał dobrej roboty i proszę o odpowiedź.

    • Cześć Olu,
      Dziękuję za pytanie i cieszę się ogromnie, że blog się Wam przydaje.
      Odpowiadając na Twoje pytanie – masz rację, że rata kredytu może być zbliżona do ceny najmu mieszkania. Ale to nie może być podstawą do rezygnacji ze zbudowania poduszki bezpieczeństwa przed kupnem mieszkania na kredyt. Dlaczego?
      Sytuacja 1: Wynajmujesz i płacisz powiedzmy 2000 zł czynszu. Nagle tracisz pracę. Co robisz? Możesz wyprowadzić się mniejszego mieszkania, wynająć pokój, czy wręcz wprowadzić się do rodziny. Zamiast płacić 2000 zł płacisz np. połowę, albo nic. W ten sposób możesz przetrwac wiele miesięcy.

      Sytuacja 2: Płacisz ratę kredytu hipotecznego 2000 zł. Nagle tracisz pracę. Co się dzieje? Spóźniasz się z płatnością raty, bank zaczyna naliczać karne odsetki i wysyłać drogie monity, z każdym miesiącem robi się groźniej, Twój dług zaczyna niebezpiecznie przyrastać, pojawia się stres, nieracjonalne zachowania, itp. Wielokrotnie byłem świadkiem takiego scenariusza.

      Właśnie dlatego przed wzięciem kredytu trzeba zbudować poduszkę bezpieczeństwa, aby w razie spadku dochodów nie mieć problemów z obsługa raty. Kredyt daje zdecydowanie niższą elastyczność. W takiej sytuacji najem jest dobrą decyzją. Do zakupu mieszkania trzeba dobrze się przygotować – również pod względem finansowym.

      Serdecznie pozdrawiam.

      • Witam, W 100% zgodzę się tą poduszką. I to nie tylko na etapie zakupu mieszkania. Moim zdaniem każda osoba powinna posiadać taka poduszkę, która w razie braku dochodów pozwoli się jej utrzymać przez pewien okres czasu (np.: 6 miesięcy), aż do znalezienia nowej pracy. Pozwala to na zabezpieczenie przed ewentualnymi zawirowaniami w naszych finansach.

  17. Witam serdecznie
    Przeczytałam ten artykół, ale nadal mam wątpliwości czy kupić czy wynająć mieszkanie, bo nie wiem czy ja będę tam krótko czy długo ( Wadowicach), ale zakładam, że chce na stale. I wiekszej mierze przystaje przy kupnie mieszkania. jednak musze liczyc sie z tym że ….. w gorszej dzielnicy aczkolwiek nie powiedziano że musi byc to gorsza dzielnica, mnie zależy na dobrej lokalizacji, żeby było blisko do wszystkiego. W kredyt hipoteczny w to bawić sie nie bede sam pan powiedział że to pętla na szyji. jednakowoż pan wyjasnil iz jak i kupno czy wynajem mieszkania są plusy i minusy, ale mam mieszane uczucia, nie ja nie podchodze do tego emocjonalnie (chyba). Muszę podjąć decyzje czy inwestować pieniądze czy tracić bez powrotnie. Ńie czy kupie czy wynajmie mieszkanie to i tak trace. Jeszcze myslalam żeby gdzieś na chwile sie zatrzymać żeby zobaczyc jak sie np Wadowicach żyje, ale to strata czasu i pieniedzy, to musi byc decyzja pewna. A poza tym Wadowicach dobre są warunki socjalne, wramach kryzysu chwilowego.

  18. Chciałbym serdecznie podziękować za ten artykuł i świetnie skonstruowany arkusz z wyliczeniami. Rzuca to zupełnie inne światło na wyliczenia opłaty najmu i raty kredytu. W końcu jestem spokojny wyłamując się ze schematu, że „na swoim najlepiej” 🙂

  19. Bardzo fajny, wyczerpujący post. Zgadzam się z tym, że wynajem to konsumowanie, a kupno to inwestowanie, ale ja bym tu dołożyła ujęcie filozoficzne 😛 E. Fromma. Mianowicie naeży odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy mieć czy być. Ja osobiście wolę BYĆ. Nie chcę martwić się spłata kredytu, zkaładać sobie sama kieratu i zamykac się w złotej klatce. olę żyć tu i teraz, konsumując, a nie goniąc za posiadaniem na własność. Dlatego wybieram wynajem (pisałam o tym na swoim blogu, przy okazji pozwolę sobie zaprosić https://juznaswoim.wordpress.com/2015/03/24/czy-warto-obawiac-sie-kredytu/). Jestem świadoma, że jestem w mniejszości, ale trudno. Co gorsza partner życiowy nie podziela mojego stanowiska, choć na kupno mieszkania go nie stać, także wynajmuję sama.

    • Osobiscie również stoję przed decyzją kupić? ,cz wynajmować?.Kupić =wkład własny:) tego nie posiadam jest jeszcze MDM hmm tylko,że spłacam kredyt góra rok czasu.Mieszkam z żoną z jej rodzicami,ale wiadomo jak to jest z teściami dlatego mysle w obecnej sytuacji o wynajmowaniu ,a w tym czasie jak się uda ,a udac się powinno z naszych wynagrodzeń odkładac na wkład własny.Mieszkając z tesciami można odkładac ,ale mieszkanie razem jest trudne i pozostaje wynajmowanie wiem,że to nie jest dobre pchac komus kasę,ale innego wyjscia nie widzę .

  20. Dla osób, które lubią mieć swoje miejsce, otaczać się osobistymi przedmiotami z pewnością lepiej kupić bo da to im swego rodzaju poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji.

  21. Po odpowiedziach do użytkowników mam wrażenie ,że jednak Pan Marcin bardziej namawia na zakup mieszkania tylko ,że w ogromnej ilości przypadków osób chcących kupić mieszkanie jest to sprzeczne biorąc pod uwagę warunki o jakich Pan napisał że trzeba spełnić.W sumie z tych warunków wychodzi ,że mnie też nie stać na kredyt czyli tak naprawdę nie mam nad czym się zastanawiać jestem skazana na wynajem i również duża część Polaków .Wychodzi,że przy przeciętnej racie kredytu 2000 zł należy mieć co najmniej 6500 tyś zł zarobków.Szczerze wśród mojej ogromnej liczby znajomych może mam kilkoro którzy osiągają taki przychód .A zawsze mi się wydawało ,że nie obracam się w środowisku ludzi bogatych ale też nie biednych po prostu żyjących przeciętnie ,a jednak wychodzi ,że praktycznie wszyscy moi znajomi zaciągnęli kredyt ponad stan czyli każdy z nich powinien wynajmować .Więc tak naprawdę debata i zastanawianie się jest kompletnie nie potrzebne bo rozwiązanie to -WYNAJEM tylko z drugiej strony patrząc na artykuł i argumenty przeciw to też nie do końca dobre rozwiązanie czyli takie osoby jak ja wychodzi ,że są w sytuacji patowej i myślę ,że ogromna część Polaków bo przeciętne zarobki w rodzinie to 5000 tyś zł .

    • Cześć Małgosiu,
      Dziękuję za pytanie i zapraszam do przejścia na „Ty”.

      To, że wiele osób zaciąga kredyty „ponad stan” nie jest dla mnie argumentem za tym, zby również tak robić. Postępowanie w taki sposób jak słabo radząca sobie z finansami „większość” to właśnie przepis na kiepski stan finasów.
      Jeśli przeciętne zarobki w rodzinie to 5000 zł, to 30% daje nam ratę 1500 zł. Pozwala to na kredyt 20-letni (oprocentowanie 4%) w wyskości 247 tys zł. To Twoim zdaniem „mały” kredyt dla takiej rodziny?
      Branie na wyścigi kredytów hipotecznych „ponad stan” sprawia, że mieszkania są drogie. Koło się zamyka – korzystają banki i deweloperzy, a ludzie spłacają długi ponad siły. Nie ma sensu grać w tę grę.

  22. Witam wszystkich.
    Wyz i niz demograficzny widze zakladacie i dobrze. Zapomnieliscie o emigracji. Troche ludzi wyjechalo i kupuje domy w innych krajach-Anglia, Irlandia, Norwegia. Oni nie wroca do ojczyzny. Jesli nie wroca bedzie mniej ludnosci, mniej chetnych na mieszkania( osobiscienie polecam kupowac mieszkania) co za tym idzie cena tez bedzie nizsza.

    Pozdrawiam

  23. Ludzi, szczególnie młodych przeraża wizja kupna mieszkania i związania się kredytem hipotecznym z drugą osobą na połowę życia. My kupiliśmy mieszkanie Panoramiki w Łodzi i mimo, że ceny wcale nie były wysokie, to też ledwo daliśmy radę… wiadomo jak jest z pracą na rynku, niczego nie można być dziś pewnym, a gdy wisi nad głową kredyt, to lekko nie jest.

  24. Cześć Marcin 🙂
    Bardzo spodobał mi się Twój post oraz cały blog, będę regularną czytelniczką 🙂
    Mam pytanie odnośnie zakupu mieszkania, jeśli znalazłbyś chwilkę czasu by odpowiedzieć, to będę bardzo wdzięczna 🙂
    Wraz z mężem wynajmujemy mieszkanie w Krakowie (mamy 27 i 29 lat). Nasz dochód miesięczny to 10 tys zł netto. Za wynajem i rachunki płacimy 1700 zł. Miesięcznie odkładamy 6,5 tys zł. Zaoszczędziliśmy już około 110 tys zł w półtora roku. Pieniądze trzymamy na lokatach oprocentowanych najlepiej jak uda się nam znaleźć w różnych bankach.

    Nasi rodzice i teściowie usilnie namawiają nas na kredyt, bo mamy umowy na czas nieokreślony, prace z perspektywami w korporacjach i „po co mamy komuś płacić za wynajem jak możemy sobie płacić ratę”. Chcą nas też wspomóc 100 tys zł. My do kredytu mamy awersję, bo stwierdziliśmy, że kupimy za gotówkę. Przy moich obliczeniach, z naszymi oszczędnościami plus pieniędzmi od rodziców za półtora roku moglibyśmy już kupować mieszkanie w Krk za gotówkę.

    Co o tym sądzisz? Czy nie lepiej poczekać te półtora roku czy pakowac się teraz w kredyt na X lat? Teściowie namawiają nas na skorzystanie z MdM, ale nie wiem czy w naszym wypadku w ogólnym rozrachunku nie opłaciłoby się lepiej nie korzystać z pomocy i kupić za cash.

  25. Marcinie, bardzo dobry artykuł. Sama wynajmuję z mężem mieszkanie (za granicą) i obserwuję, że tu jednak dużo osób wynajmuje mieszkania (w dużych miastach nawet powyżej 50% mieszkańców). Wiadomo, że często są to względy ekonomiczne, niektórych nie stać jeszcze na zakup, a czasem tak jak u nas – jest nadal niewiadoma gdzie się udamy za te X lat. Wiemy, że pozostaniemy w Beneluxie, ale jeśli mąż otrzyma super propozycję pracy to spakujemy się i przeniesiemy się dalej. Dla nas jest to w pewnym sensie plus. Z resztą odnoszę wrażenie, że wynajem w Polsce ma trochę złą opinię i to niepotrzebnie. Pozdrawiam!

  26. Ciekawy artykuł. Bardzo lubię czytać Pańskiego bloga – analiza uwzględniająca wiele aspektów, poparta wiedzą ekonomiczną i doświadczeniem. Super. Czekam na kolejne wpisy 🙂 Pozdrawiam serdecznie

  27. Wydaje mi się, że za granicą (zachodnią) stosunek cen wynajmu do kupna jest jednak korzystniejszy. (To znaczy wiem, że w niektórych krajach UE tak jest). Dodatkowo procent przychodów przeznaczanych na opłaty związane z mieszkaniem jest dużo niższy niż u nas w kraju.

    Nie zgadzam się z dwoma pierwszymi punktami przemawiającymi na korzyść wynajmu 🙂 Często koszt wynajmu jest porównywalny, albo nawet wyższy niż koszt kredytu i czynszu własnego mieszkania. A przynajmniej tak wynika z moich doświadczeń. Na przykład w moim mieście (ok 80 tys mieszkańców) wynajęcie mieszkania kosztuje więcej niż spłacanie kredytu (porównywalnego metrażu), nie mówiąc już o tragicznym stanie oferowanych lokali…

    Btw. Świetny arkusz do obliczeń! 🙂

  28. Cześć,

    To mój pierwszy komentarz na Twoim blogu, więc korzystając z okazji -Dziękuję za to że stworzyłeś takiego bloga- pomógł mi poukładac kilka rzeczy w głowie tych finansowych i nie tylko.
    Czytam Twojego bloga od czasu Twojego podcastu z Michałem Szafrańskim, więc juz tochę czasu uplyneło 😉
    Co do zakupu okazuje się że przy moich kosztach wynajmu nieopłaca mi sie kupowac poki co mieszkania 😉
    Przyznam że od jakiegos czasu miałam jakiegos „kaca” mieszkaniowego typu – „wszyscy moi znajomi spłacają już średnio od 3-4 lat kredyt hipoteczny a ja wciąż wynajmuję … moze w końcu czas „dorosnąć i wziąć kredyt””
    Dziękuje za exe’la – taki finansowy kubeł zimnej wody dobrze mi zrobił 🙂
    Pozdrawiam
    Marzena

  29. Według mnie zawsze ale to zawsze ostatecznym powodem są pieniądze lub ich brak. Gdybym tylko mógł to bym się od razu zdecydował na coś swojego. Patrzyłem na kawalerki wrocławskie i niestety to nie jest jeszcze mój etap… Niestety w dzisiejszych czasach ciężko ze stabilizacją.

  30. hmm z perspektywy młodego człowieka nie opłaca kupować się mieszkania. Dzisiaj pracujemy tam gdzie jest praca. Raz na południu raz na północy, a kupno mieszkania na kredyt to strzał w kolano i zniewolenie się.

    • Niekoniecznie. Kupiłam mieszkanie i tak się złożyło, że po pół roku się z niego wyprowadziłam. Jest wynajęte, co miesiąc wynajem generuje ratę kredytu + czynsz + 300 zł nadwyżki. Czysty zysk.

  31. Hej!
    Jako osoba wynajmująca mieszkanie od czterech lat, brakuje mi jednego argumentu. Nigdy nie wiesz od kogo to mieszkanie wynajmiesz. Widziałam już wiele – właścicieli mieszkań, którzy chcieli o 22:30 bez umówienia się sprawdzać liczniki.
    Przykładowo mam spinę z właścicielem mieszkania, który nie odbierał ode mnie telefonów/maili, kiedy informowałam o tym, że na szerokości całych dwóch ścian pojawił się grzyb (najprawdopodobniej uszkodzenie dachu całego budynku). Wyprowadziłam się po kilku miesiącach wdychania tego paskudztwa, korzystając z możliwości natychmiastowego wypowiedzenia umowy w sytuacji zagrożenia zdrowia. Kaucji nie dostałam po dziś dzień i muszę iść telepać się po prawnikach. Wynajmowanie to często duża niewygoda w postaci braku stałego miejsca. Dużo czynników musi się zgrać, żeby chcieć mieszkanie wynajmować na dłużej. Właściciele i ich podejście jest czasami kluczowym aspektem, a z tym, naprawdę bywa różnie i bynajmniej nie są to rzeczy, które zapisuje się w umowie.
    Dziękuję za ten artykuł.

    • Witaj,
      Rozwiązaniem może być Fundusz Mieszkań na Wynajem – pewny Właściciel i wszystko co się popsuje naprawią.
      Miłego dnia 🙂

  32. Z wynajmem jest jeden problem. Potrzebujesz kawalerki albo mieszkania dwupokojowego? Wybór ogromny, można przebierać w ofertach. Potrzebujesz mieszkania dla dużej rodziny? To już gorzej, bo takich ofert po prostu nie ma, a większe mieszkania często są w standardzie lux – apartamenty, a więc cenowo poza zasięgiem. Masz zwierzaki? Połowa ofert odpada, bo właściciel się nie zgadza. Więc w praktyce duża rodzina ze zwierzakami może oferty mieszkań dla siebie policzyć na palcach jednej ręki. Te odpowiednio cenowe – na palcach jednej ręki u drwala 😉

  33. A jak wygląda ocena sytuacji, w której mając część gotówki, 30-40% wartości mieszkania/ń, chciałbym kupić mieszkanie/a, wspomagając się kredytem, następnie je komuś wynajmować, a samemu mieszkać w mieszkaniu wynajmowanym od kogoś. Opcja taka nie wiąże mnie z mieszkaniem, pozwala co najmniej zbilansować kredyt, a jestem „ruchomy” w położeniu geograficznym lokalnym i globalnym.
    Z góry dziękuję za komentarz 🙂

  34. Wynajem jest tańszy bo nikt nie jest taką hieną jak banki …Jak można żądać przy pożyczce 150 000 spłaty 320 000 i jeszcze zgarnąć prowizję za udzielenie kredytu…tak na Zachodzie ludzie żyją na kredyt ale na innych warunkach… wolę mieszkać wolny w namiocie czy przyczepie jak zostać niewolnikiem … za 10 lat może znowu będziemy republiką Rosji więc marnować życie by ktos pływał jachtem po Karaibach…chore…

Odpowiedz