Finansowa edukacja Twoich nastolatków – zobacz, czy ogarniesz ;)

32

Paweł i Sebastian włóczą się z kolegami bez celu po mieście. Jeden z kolegów dostaje smsa, po chwili mówi:

  • Ej słuchajcie, bank do mnie napisał. Mam o 20% tańszą pizzę w tej pizzerii, co właśnie obok niej przechodziliśmy. Wpadniemy coś zjeść? Składamy się?
  • No jasne – odpowiada mu chór prawie-męskich głosów.

 Pizza zamówiona, chłopaki zadowoleni, że najedzą się za całkiem niezłe pieniądze. W trakcie jedzenia nagle któryś się odzywa:

  • Nie wziąłem kasy. Mogę Ci przelać na Fejsa?
  • No jasne, przelewaj. Zresztą ja już nawet nie noszę portfela, mam przecież kartę i smartfona. Właśnie, patrzcie jakiego mam fajnego miśka z banku. Zaraz zobaczycie, co on potrafi.

 Kolega podchodzi do kasjerki i zamiast wyciągnąć kartę, żeby zapłacić, zbliża do terminala płatniczego…. brelok z misiem. Chłopaki wstrzymują oddech, pewnie zaraz będzie awantura, co to za wygłupy. Ale o dziwo, misiek zapłacił 🙂

Brzmi jak science fiction? Dla mnie science fiction jest już to, że kiedyś moi ośmioletni teraz synowie będą się włóczyć z kolegami po mieście 🙂 Jednak ta cała sytuacja to rzeczywistość, która się zmienia na naszych oczach. Nie wiem, jak Wy, ale ja bym wolała, żeby ktoś wprowadził dzieci w ten nowy finansowy świat, a przy okazji wytłumaczył im, co się za tym tak naprawdę kryje. Na szczęście znalazł się jeden śmiałek – i nawet nie mieszka za oceanem, jak autorzy innych książek o edukacji finansowej dzieci, które do tej pory opisałam. Większość z Was pewnie go zna, bo jest cenionym dziennikarzem ekonomicznym i twórcą bloga „Subiektywnie o finansach”. Prywatnie tata dwunastoletniego Kuby i pięcioletniej Karolinki. Mowa o Macieju Samciku, który w tym roku wydał książkę dla młodzieży (i rodziców) pt. „Moje pierwsze kieszonkowe. Jak od małego zarabiać miliony?”

Na końcu artykułu zaprosimy Was do konkursu, w którym do wygrania będą trzy egzemplarze opisywanej dziś książki z dedykacją Macieja Samcika 😉

moje-pierwsze-kieszonkowe-jak-od-malego-zarabiac-miliony-b-iext31617743

 

 

Ten artykuł jest częścią cyklu poświęconego edukacji finansowej dzieci. W jego ramach prześwietlamy różne źródła (głównie książki) i wyciskamy z nich esencję – czyli sprawdzone sposoby i pomysły na przygotowanie dzieci do świetnego radzenia sobie w świecie finansów. Oto lista artykułów z tego cyklu:

Książka jest przeznaczona głównie dla młodzieży, ale znajdują się w niej też fragmenty, które są dla rodziców. Po co? Z jednej strony po to, żeby ich też czegoś nauczyć i odpowiedzieć na ich wątpliwości. Z drugiej strony autor pokazuje, jak wspierać dzieci na co dzień, gdy już wejdą w świat finansów. Chodzi przede wszystkim o kwestie bezpieczeństwa w bankowości elektronicznej.

Pan Samcik uczy, jak poruszać się w świecie nowoczesnej bankowości. Chce przygotować młodzież na to, na co jeszcze większość rodziców nie jest gotowa. O tej finansowej rewolucji mówił też częściowo w podcaście z Marcinem. Co ważne, pisze uczciwie o plusach i minusach nowoczesnych usług bankowych. Gdy wymienia wady, podpowiada od razu, jak się przed nimi zabezpieczyć. Przystępnie wyjaśnia mechanizmy i intencje działania banków, a nawet ….. sposób rozliczenia między bankiem a sklepem internetowym. No dobrze, to tyle tytułem wstępu, a teraz szczegóły.

Kiedy, ile, jak….. czyli kieszonkowe dylematy

Jeśli czytaliście moje poprzednie wpisy, pewnie zauważyliście, że jest wiele pomysłów na kieszonkowe. Wszyscy przekonują, że to sprawdzone rady, ale tak naprawdę na własnym dziecku trzeba przetestować, co zadziała. Co radzi pan Samcik?

  • zabierz siedmiolatka na zakupy – nie po to, żeby dźwigał siatki czy zajmował kolejkę do kasy, ale żeby uczył się dyscypliny. Oczywiście będzie się jej uczył pod warunkiem, że sami będziemy zdyscyplinowani – czyli robimy zakupy zgodnie z listą, według potrzeb, a nie zachcianek.
  • kup ośmiolatkowi skarbonkę czy portfelik – niech zrobi z nich użytek
  • daj dziesięciolatkowi plastik do ręki – tym razem nie zabawkę z plastiku, tylko prawdziwą kartę prepaid (przedpłaconą).

Pewnie część z Was ma opory przed zakładaniem dzieciom młodzieżowego konta w banku. Czy gra jest warta świeczki? Pan Samcik przekonuje, że ma to swoje zalety. Do mnie przemawiają zwłaszcza 2 argumenty:

  • możliwość kupowania przez internet – wiemy, że na ogół jest tam taniej niż w „realu”, sami coraz częściej robimy tam zakupy, więc dlaczego nasze dzieci nie miałyby też tam kupować? Dzięki temu poćwiczą nie tylko wyszukiwanie ciekawych ofert, ale też zawieranie transakcji.
  • budowanie wiarygodności płatniczej – jeśli od najmłodszych lat dziecko będzie miało konto, to ma szanse szybko zapracować na pozytywną opinię wśród banków. Przyda mu się to wtedy, gdy będzie się starało o kredyt hipoteczny. Domyślam się, że wasze dziecko dzielą od kupna mieszkania lata świetlne, ale może warto pomóc mu w ten sposób uzyskać lepsze warunki kredytu, gdy już dorośnie? Co prawda autor pokazuje też drugą stronę medalu – z historii zakupów bank dowie się, na co posiadacz konta lubi wydawać pieniądze i może kiedyś zacząć podsyłać oferty, aby wydawał jeszcze więcej.

I jedno z ważniejszych pytań – ile dawać kieszonkowego? Tu pan Samcik nie daje konkretnej odpowiedzi, ważne żeby nasz budżet domowy mógł tę kwotę zapewnić. Zaciekawiło mnie podejście, że warto ustalić niewielką kwotę podstawową, ale dorzucać do niej premie – zwłaszcza premię za oszczędność. Dzięki temu mamy szansę wykształcić odpowiednie zachowania.

A jeśli mowa o kształtowaniu właściwego podejścia do pieniędzy, to autor proponuje też zabawę w „kredyt”. Nie chodzi o udawanie, że jest się w banku i bierze kredyt czy zabawę typu „To ty jesteś kredyt, a ja jestem komornik”. Ma na myśli pożyczanie dzieciom pieniędzy, gdy chcą coś pilnie kupić, ale nie za darmo. Dzięki temu dzieci mają szansę odczuć na własnej skórze już w młodym wieku, czy warto pożyczać pieniądze, czy lepiej poczekać i samemu uskładać.

Zakładanie konta młodzieżowego – czego się można spodziewać?

 Jeśli dziecko skończyło 13 lat, może stać się posiadaczem konta młodzieżowego. Jak się pewnie domyślacie, oferta będzie inna niż dla dorosłych, dlatego pan Samcik podpowiada, na co zwrócić uwagę. Wymienia wiele kwestii, między innymi:

  • konto z rachunkiem oszczędnościowym i możliwością zakładania lokat – jeśli zależy ci, aby ułatwić dziecku oszczędzanie, sprawdź koniecznie, czy jest to w ofercie banku
  • premia za dobre wyniki w nauce – niektóre banki oferują wysokie oprocentowanie na koncie oszczędnościowym przez pewien czas, gdy dostarczymy świadectwo z dobrą średnią
  • zniżki do kin, tańsze bilety na koncerty, rabaty w sklepach – takie bonusy mogą być powiązane z kartą płatniczą Twojego dziecka. Dzięki temu zadbasz, że mniej wyda na coś, co i tak pewnie kupi.
  • nalepka zbliżeniowa lub brelok – taki gadget, który zaciekawi pewnie dziecko. W naklejce (na portfelu lub telefonie) czy w maskotce-breloku znajduje się czip, taki jak na karcie. Można zbliżyć to coś …. i zapłacone. Kto wie, może za parę lat będzie to normalne?
  • możliwość robienia przelewów, gdy nie znasz czyjegoś numeru konta– jest to wygodne dla nadawcy, bo wystarczy znać czyjś numer telefonu, mail lub nick na FB. Podanie numeru konta będzie leżało po stronie odbiorcy pieniędzy. Warto być świadomym, czy Twoje dziecko ma do tego dostęp.

Autor opisuje, jak korzystać z konta bankowego przez internet, więc nie musimy się obawiać, że zapomnimy naszemu nastolatkowi o czymś ważnym powiedzieć. Szczegółowo omawia też karty płatnicze – wspomina między innymi o kartach prepaid, możliwości wypłaty gotówki z kas sklepowych czy jaki jest limit odpowiedzialności klienta w przypadku utraty karty. Dokonuje przeglądu różnych sposobów płacenia w sieci, aby przy danej transakcji wybrać najkorzystniejszy ze swojego punktu widzenia. Ciekawe, ilu rodziców wie, że choć są wygodniejsze metody płacenia w sieci niż kartą (bo nie trzeba podawać tylu danych do płatności), to ta metoda  ma jedną ważną zaletę. W przypadku reklamacji żądamy zwrotu pieniędzy od banku jako wystawcy karty i nie musimy się martwić o dalszy przebieg reklamacji (jest to tzw. chargeback). Warto, żeby nasze dziecko było świadome tego, gdy chce kupić coś droższego w sieci. Pan Samcik pisze też, w jakich sytuacjach lepiej mieć przy sobie tylko gotówkę – między innymi wtedy, gdy spodziewamy się namolnego sprzedawcy. Ucinamy wtedy dyskusję mówiąc, że mamy przy sobie jedynie to, co widać w portfelu. 🙂

Bądź czujny!

Gdy my byliśmy młodzi, złodziej kojarzył nam się mniej więcej z taką osobą:

 

zlodziej

ale naszym dzieciom powinien kojarzyć się tak:
ninja_hacker

 

Pan Samcik podkreśla, że w dzisiejszych czasach musimy chronić przede wszystkim swoją tożsamość. Podaje elementarne zasady, dzięki którym nasze dzieci będą bezpiecznie korzystać z wygód nowoczesnej bankowości. Wyjaśnia nastolatkom, jak bank ze swojej strony zabezpiecza ich konto, a rodzicom opisuje, jak działają internetowi złodzieje. O czym między innymi twoja córka lub syn powinni pamiętać?

  • zachowanie przy bankomacie – niech dziecko zakrywa klawiaturę drugą dłonią, gdy wpisuje PIN czy zrezygnuje z pobrania pieniędzy, gdy widzi uszkodzoną szczelinę do wkładania karty
  • korzystanie z konta przez internet – aktualizuj na bieżąco program antywirusowy, nie potwierdzaj nic przelewem za 1 zł, rozważ wykupienie alertu smsowego (aby śledzić, co się dzieje na koncie)
  • kieszonkowe w smartfonie – nie instaluj aplikacji z niesprawdzonych źródeł, ustal niskie dzienne limity przelewów dokonywanych przez telefon i wyloguj się, gdy nie korzystasz z banku
  • karta płatnicza – nie ustalaj łatwego PINu i nie zapisuj go, nie dawaj nikomu swojej karty nawet na chwilę, a w razie utraty zadzwoń pod nr 828 828 828, żeby ją jak najszybciej zastrzec.

BITCOINY, BILLONY – nowa forma kieszonkowego?

Słyszeliście o cyfrowej walucie, która z powodzeniem się sprawdza między innymi w świecie gier online? To „banknot”, ale funkcjonujący w smartfonie, w wirtualnym portfelu. Nie jest tym samym, czym są pieniądze w banku. Bitcoin to najsłynniejszy pieniądz cyfrowy na świecie, którego nie emituje żaden bank. Tworzą go internauci na podstawie algorytmu. W Polsce funkcjonuje też billon (tak, 2 razy litera „l”), nad którego emisją czuwa NBP, ze stałą wartością 1 billon=1 zł. Jeśli syn/córka jest fanem gier online i nie ma konta w banku, to pieniądz cyfrowy może być formą kieszonkowego, za które dziecko kupi sobie różne akcesoria do gier. Można w ten sposób dać też tipa ulubionemu blogerowi (cokolwiek to znaczy), przelać pieniądze koledze za granicą bez prowizji za wymianę waluty czy opłacić czytanie treści w internecie.

Zainteresowanych odsyłam do książki po więcej szczegółów. A oprócz wspomnianych wyżej tematów, Wasze dzieci dowiedzą się z niej jeszcze między innymi:

  • jakie są uwarunkowania prawne dotyczące pracy dzieci w Polsce
  • gdzie w codziennych zakupach kryją się pułapki
  • jakie są proste sposoby na oszczędzanie
  • co je jeszcze czeka w erze Facebooka.

A teraz – konkurs!

I na koniec konkurs, w którym nagrodą są trzy książki z dedykacją pana Samcika! Pytanie konkursowe brzmi:

Dlaczego warto dawać dzieciom kieszonkowe?

Autorzy trzech najciekawszych  komentarzy, które zostaną opublikowane do 21 marca 2016 r , do godz. 18:00 włącznie, zostaną nagrodzeni. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone pod tym wpisem w pierwszy dzień wiosny, czyli 21 marca 2016 r o godzinie 20:00. Serdecznie zapraszamy do zabawy 😉

Dziękuję Wam serdecznie za udział w konkursie i bardzo ciekawe komentarze. Książki z dedykacją Macieja Samcika otrzymują:
1. K. za ten komentarz.
2. Janusz za ten komentarz.
3. Iga za ten komentarz.

Bardzo serdecznie gratuluję, za chwilę prześlę Wam maila z informacją o wygranej, a jeśli nie podaliście go w komentarzu, wyślijcie koniecznie informację Marcinowi za posrednictwem formularza w zakładce Kontakt.

 

A jeśli chcielibyście nabyć tę książkę, to jest ona dostępna między innymi w takich księgarniach (to są linki afiliacyjne):

 

Ania Sadowska rodzinkaAnna Sadowska – tworzy cykl o edukacji finansowej dzieci. Prywatnie mama Łucji, Pawła i Sebastiana.
Szuka sprawdzonych metod, które pomagają wykształcić u dzieci i młodzieży właściwe podejście do pieniędzy. Podpowiada rodzicom, co jest istotne, aby w dorosłym życiu ich dzieci mogły odnaleźć się w kwestiach związanych z finansami i sprawnie zarządzać swoim domowym budżetem.Od kilkunastu lat pracuje w międzynarodowej korporacji, zdobywając doświadczenie w działach zakupów, rachunkowości i kontroli wewnętrznej.

Poprzednie artykuły z tej serii:

1. Czego nauczyć dzieci o pieniądzach? (Marcin Iwuć)
2. Edukacja finansowa dzieci – podsumowanie pierwszego kwartału (Marcin Iwuć)
3. Kieszonkowe dla dzieci – wady, zalety, i…złoty środek?(Marcin Iwuć)
4. Edukacja finansowa dzieci. Bank taty. (Anna Sadowska)
5. Jak nauczyć dziecko finansów? Case study. (Anna Sadowska)
6. Edukacja finansowa dzieci – jak to się robi w Kanadzie?(Anna Sadowska)
7. Pieniądze nie rosną na drzewach – czyli uczymy dzieci finansów (Anna Sadowska)
8. Czy kapitalizm jest dobry dla dzieci? (Anna Sadowska)
9. Jak nauczyć dzieci postępowania z pieniędzmi i… nie popsuć ich? (Ania Sadowska)

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze32 komentarze

  1. Witam

    Bardzo ciekawy artykuł.

    W odpowiedzi na pytanie konkursowe:

    Kieszonkowe uczy dzieci edukacji finansowej tj. zarządzania swoim kapitałem. W dorosłym życiu takie dziecko będzie wiedziało jak posługiwać się środkami. Jeżeli w młodości nie zacznie zastanawiać się, na co może wydać część kieszonkowego a na co odłożyć, aby za kilka miesięcy kupić coś wymarzonego to w dorosłym życiu będzie żył „od 1 do 1” ze świadomością możliwości dobrania środków w banku (czytaj kredyt). Nawyki z dzieciństwa często mają swoje odpicie (z dwojoną siła) w dorosłym życiu. Najważniejszą zaletą w kieszonkowym jest świadomość finansowa, dziecko obraca prawdziwymi pieniędzmi, zna ich wartość a jeżeli dodatkowo dostaję bonusy za wykonanie konkretnych czynności domowych uświadamia sobie jak ciężko na nie zapracował. Zdaje sobie sprawę z tego, że pieniądze nie biorą się z „bankomatu” czy z kieszeni taty. Potrafi do cenić wartość pieniądza, bo sam na niego zapracował.

    Kieszonkowe jest gruntem i podstawą jeżeli chodzi o wyedukowanie swoim dzieci w dziedzinie oszczędności a przede wszystkim w „finansach osobistych” 🙂

    Pozdrawiam

  2. Sam niedawno byłem nastolatkiem i doskonale pamiętam jakie błędy finansowe popełniłem. Pierwsza kasa, pierwsze konto i zakupy w internecie. Nie szanowałem pieniędzy, ile miałem tyle wydałem. Teraz gdy kieszonkowego nie dostaję, pluję sobie w brodę, że tak głupio wydałem tamten szmal.

    Odpowiedź konkursowa:

    Kieszonkowe są przydatne dla dziecka ponieważ uczy zarządzania finansami. Warto nauczyć dzieci wartości pieniądza w domu. Wygląda to tak: Rodzice kupują słodycze w sklepie i wkładają do szafki. Potem, gdy dziecko chce coś słodkiego, to bawią się z nim w sklep. Np. czekolada kosztuje 1 zł i maluch oddaje 1 monetę na rzecz czekolady. Wiele osób może myśleć, że ten sposób jest nieodpowiedzialny i dzieci będą materialistami. Ja uważam inaczej, szacunek do pieniędzy to dobra cecha.
    Podsumowując – dawać kieszonkowe warto, ale kontrolować na co dziecko wydaje.
    Pozdrawiam
    Przemek 😉

    • Ania Sadowska

      Przemek, dzięki że podzieliłeś się swoim doświadczeniem. Pewnie niejeden nastolatek ma takie wspomnienia, ale ważne, żeby kiedyś zmienić kurs 🙂

  3. Warto dawać dzieciom kieszonkowe. To jest doskonały sposób, aby nauczyć dziecko oszczędzania, świadomości i wartości pieniądza. Jestem za tym, aby pozwolić dziecku samodzielnie decydować na co ma przeznaczyć pieniądze i czy ma wydać pierwszego dnia czy może później lub będzie oszczędzał. To doskonały sposób zobaczyć jak dziecko traktuje pieniądz i jeśli mądrze pokierujemy jego edukacją finansową, mamy prawie pewność , że , gdy dorośnie nie wciągnie się tak łatwo w pasmo zadłużania i życia na kredyt. Takie kieszonkowe doświadczenie uczy dziecko prognozowania, kreatywności, samodzielności. Każde dziecko czuje się partnerem w rodzinie 🙂

  4. Dlaczego warto dawać dzieciom kieszonkowe?
    Z tego samego powodu, dla którego warto nauczyć dzieci przechodzić przez ulicę – wprawdzie wiąże się to z pewnym ryzykiem i różnymi niebezpieczeństwami, ale mamy wszak świadomość, że umiejętność taka NA PEWNO przyda im się bardzo w przyszłości. Trzeba nauczyć dzieci przewidywania, ostrożności, cierpliwości i świadomości, że nie wszyscy wokół są nastawieni przyjaźnie (niezależnie od tego czy jest to nerwowy kierowca, czy osoba mająca chęć zdobycia pieniędzy naszego dziecka). Wszystkie dzieci będą kiedyś używały pieniędzy, tak jak wszystkie będą kiedyś przechodzić przez ulicę. Nie da się od tego uciec – więc trzeba się z tym zmierzyć. Do wyboru pozostaje tylko wiek „inicjacji” naszej pociechy 😉
    Pozdrawiam.

  5. Moim zdaniem kieszonkowe uczy dzieci planowania (nie tylko finansowego). Otrzymane pieniądze może ono wydać w sklepiku szkolnym, na wycieczce lub odłożyć na kolejne miesiące (chociażby na zbliżajace się wakacje).

    Kieszonkowe pomogą wykształcić również nawyk oszczędzania, ponieważ z miesiąca na miesiąc dzieci dowiedzą się, że za 30 zł nie kupią upragnionej zabawki. Ale gdy poczekają 2-3 miesiące i odłożą przyjemność w czasie będą mogli cieszyć się upragnionym prezentem, który (co najważniejsze) sami sobie zafundowali.

    Kieszonkowe mogą również pomóc dziecku w nauce wyznaczania celów, do czego przyda się chociażby tablica z flamastrem lub kartka z długopisem.

    Kieszonkowe mogą przyczynić się do zrozumienia wartość pieniądza oraz pozwolą znaleźć kilka minut w miesiącu na rozmowę o tym skąd mama i tata mają dla nich gotówkę i w jaki sposób można ją wydawać.

    Dlatego moim zdaniem przekazując naszym dzieciom kieszonkowe pomagamy im budować inteligencję finansową.

  6. Dlaczego warto dawać dzieciom kieszonkowe? Dlatego, że mam 27 lat i (spora!) część moich znajomych nie potrafi obchodzić się z pieniędzmi. Dostali pracę i pierwsze co robią to idą do sklepu. I nie chodzi tu o wydanie w uniesieniu pierwszej wypłaty, ale jest to normalna praktyka. Nie potrafią oszczędzać, nie wiedzą gdzie rozchodzą się ich pieniądze, nie potrafią pohamować chęci wydawania kasy – pomimo, że niby nic wielkiego nie kupują, nie stołują się 5 gwiazdkowych restauracjach pieniądze są od wypłaty do wypłaty, a oszczędności są na szczątkowym poziomie. Po prostu zachłysnęli się sytuacją kiedy mają pieniądze i wreszcie nie muszą się spowiadać rodzicom jak je wydają. Myślę, że gdyby mieli kieszonkowe i od dziecka uczyli się zarządzaniem tymi pieniędzmi, teraz ich sposób wydawania pieniędzy byłby znacznie lepszy – wydajniejszy.

    Pozdrawiam,
    K.

  7. Wróg bankowy

    Pomijając że to promocja książki. Czego każecie uczyć dzieci? Wydawać, wydwać, wydawać! Zbliżeniówka, przelewy przez Facebooka, płatności on-line, wszystko to doprowadzi do kompletnego braku poszanowania pieniądza u dziecka. Szybko wpadnie w kompletny brak kontroli wydatków przez wiele form płatności i małe kwoty pojedynczych trnasakcji. To samo tyczy się dorosłych i tu jest prosta zmowa banków i sektora handlowego. Masz kartę to nie ma większego znaczenia czy wydasz 100 zł czy 150. Piiik i zapłacone, na kwotę kupujący zwykle nie zwraca uwagi. Jak masz 100 zł w portfelu to wydasz 100 zł i ani grosza więcej. Namawiam do porzucenia płatności elektronicznych na rzecz gotówki.

    • Ania Sadowska

      Hej, to nie jest promocja książki. Jeśli spojrzysz na inne artykuły z tego cyklu, to przekonasz się, że w każdym jest jakaś książka. Celem cyklu jest przedstawienie różnych sposobów na edukację finansową dzieci. A co kto wybierze, to już zależy od jego przekonań. Też jestem fanką gotówki, ale nie chciałabym, żeby zakazano płatności elektronicznych, bo część spraw ułatwiają (na przykład opłacanie rachunków). Od kontroli wydatków jest budżet domowy 🙂

  8. Przyszłość dzieci – niewiadoma,
    Wiem to ja i moja żona,
    Jak najlepiej dla nich chcemy,
    Chociaż skromnie dziś żyjemy,

    Inwestować chcemy w dzieci,
    Taki cel nam w głowach świeci,
    Fiza, chemia, polski, mata,
    Instrumentów – pełna chata,

    Strategiczne są języki,
    I zasady fonetyki,
    Inne sprawy też są ważne,
    Dzieci mężne i rozważne,

    Lecz potrzeba jeszcze „kluczy”,
    Szkoła o nich dziś nie uczy,
    Podpowiada za to głowa,
    Czym jest mądrość finansowa,

    I szacunek do pieniądza,
    Nie konsumpcji dzika żądza,
    Bo to młodzież umieć musi,
    Nim ją wielkość świata skusi,

    Tu zaczyna się zagadka,
    Edukacja nastolatka,
    Raczej to nie pójdzie z płatka,
    Jak tu dotrzeć do gagatka?

    Mówi ojciec, mówi matka,
    A dla dziecka to czcza gadka,
    Dużo lepsze niż te mowy,
    Jest założyć bank domowy,

    Dużo lepsze niż wykłady,
    Są praktyczne zaś przykłady,
    Bez nich raczej nie da rady,
    Albo efekt będzie blady,

    Jest też pomoc – Maćka książka,
    Młodzież lubi mieć pieniążka,
    Karta, konto i procenty,
    Finansowe argumenty,

    A do tego blog Marcina,
    Gdzie też Ania – grosz swój wcina,
    Oby chlebek był z tej mąki,
    A dla żony róży pąki,

    Aby przyszłość finansowa,
    Była jak świat – kolorowa,
    Naucz dzieci kochać, żyć,
    I jak mądrze mieć i być…

  9. Dlaczego warto dawać kieszonkowe? – Zacznę od tego, że trochę mi się nie podoba to pytanie, bo jest z tezą ;-), a nie każdy musi uważać, że warto dawać dziecku kieszonkowe. Zależy to m.in. od tego, co rozumiemy pod nazwą „kieszonkowe”: regularne powierzanie dziecku stałych kwot czy nieregularne stosowne wynagradzanie dziecka np. za wyniki w nauce, wykonanie różnych praw itd. Możliwości jest o wiele więcej. Pytanie jest jednak postawione ogólnie, zatem moja odpowiedź też będzie ogólna.

    Dlaczego zatem warto dawać kieszonkowe?
    To jasne: żeby dziecko nauczyło się zarządzać pieniędzmi, czyli przede wszystkim podejmować rozsądne decyzje finansowe.
    No cóż, nie obejdzie się jednak bez „ale”. Moim zdaniem samo dawanie kieszonkowego nie wystarczy, o czym świadczą przykłady z mojego otoczenia (np. kuzynka otrzymywała kieszonkowe, ale nigdy nie nauczyła się zarządzać pieniędzmi). By nauczyć dziecko rozsądnego zarządzania pieniędzmi, konieczna jest rozmowa na temat tego, na co warto wydawać pieniądze. Rozchodzi się tu przede wszystkim o rozmowę o priorytetach, o tym, co w życiu jest ważne, o motywach oszczędzania, o tym, jakie większe wydatki czekają na dziecko, gdy zacznie być już młodym dorosłym (ten punkt przede wszystkim tyczy się nastolatków).
    Poza tym bardzo przydatna jest rozmowa o sposobach, w jaki pieniądze można wydawać i oszczędzać. Na myśli mam tu takie zagadnienia jak konto bankowe, lokata, karty do konta, bitcoiny, zakupy internetowe itp.

    Podsumowując, moim zdaniem kieszonkowe dawać warto, ale przede wszystkim wtedy, gdy z dzieckiem rozmawia się o życiowych priorytetach oraz o finansach. Wtedy, gdy dziecko już dorośnie, nie będzie musiało się boleśnie uczyć na własnych błędach (ile z nas to zna?).

  10. hej witaj, może i trochę nie na temat, a może jednak na temat… 😉

    ja mam dziecko w wieku 7 lat i już staram się wpajać pewne mechanizmy, wiedzę o pieniądzach, wydawaniu, tłumaczyć co to znaczy zarabianie, oszczędzanie (nieśmiertelna świnka, skarbonka rządzi!), wyjaśniać, że pieniądze nie piorą się „z dziury w ścianie” ale z pracy ojca, czyli mojej skromnej osoby

    nastolatek nastolatkiem, ale ja tam nie czekam na ten trudny wiek

    Pozdrawiam,

    • Ania Sadowska

      Super Remigiusz, tak trzymaj. Może okaże się, że Twój nastolatek wcale nie będzie taki trudny – przynajmniej jeśli chodzi o kwestie finansowe, skoro tak wcześnie ma z nimi do czynienia 🙂

  11. Witam,
    Na początek wyrażę swoje zdanie na temat wspomnianych w artykule nowoczesnych form płatności. Uważam je za totalną głupotę! Oto powody w skrócie:
    1. Breloczek misia jest o wiele łatwiej zgubić niż kartę schowaną w portfelu, szczególnie, że takim gadżetem dziecko na pewno się będzie chwalić, oraz wzbudzi to pewne zainteresowanie w sklepach.
    2. Powstanie płatności zbliżeniowych wykreowało nowy typ złodziei, którzy na przykład wchodzą do autobusu z terminalem i szukają tylko komu by tu nabić rachunek.
    3. Nie uważam aby proponowane na każdym kroku zniżki przy użyciu karty itp. skłaniały do racjonalnego wydawania pieniędzy. Działają jak każda promocja, skłaniają do wydania pieniędzy, mimo, że nie planujemy ich wydać akurat w takim celu.
    To tak w skrócie.

    A co do tematu kieszonkowego, to jest to bardzo skomplikowany temat, dlatego tak ciekawi mnie seria pani Ani. Każdy człowiek uczy się w inny sposób, więc tak na prawdę nie wiemy jaki skutek dadzą nasze lekcje finansowe.
    Ja nigdy nie dostawałam kieszonkowego. Czasem tylko jakieś drobne od babci ze 2 razy w roku i nic więcej. Robiłam więc na przykład gwiazdy z papieru na święta i chodziłam po sąsiadach i po sklepach i biurach w podwórku sprzedając je. Na wielkanoc też zawsze jakieś ozdoby wymyśliłam. Natomiast jak dostałam pieniądze na komunię, wcale ich sama nie trzymałam. Założyłam notes, w którym wpisałam kwotę, która się uzbierała. Będąc na zakupach z rodzicami prosiłam ich, żeby kupili mi coś, a w domu wpisywałam datę, co kupiła, i ile mi zostało, a potem prosiłam ich o podpis. (Pewnie dlatego tak polubiłam pracę jako księgowa c: )
    Mam na razie tylko 20 lat, a utrzymuję się sama od 18 roku życia, ale mogę z czystym sumieniem przyznać, że bardzo dobrze zarządzam pieniędzmi. W moim przypadku to zadziałało, ale obawiam się, że nie na każdego by to zadziałało. Najważniejsza w nauce jest praktyka i myślę, że dlatego dla wielu potrzebne jest kieszonkowe żeby móc w pełni poczuć wydawanie pieniędzy, a dzięki temu uczyć się zarządzania nimi. Jednak nic za darmo! Ponieważ łatwe pieniądze niczego nie mogą nauczyć.

    Dodam jeszcze, że nie mam jeszcze nawet w planach dzieci, ale książkę chętnie bym przeczytała z czystego zainteresowania tematem. Poza tym chyba wciąż szukam metody która w pełni odpowiadałaby moim poglądom.
    Mam nadzieję, że udało mi się nie pogubić w swoich myślach i zrozumiale je przekazać 🙂
    Pozdrawiam

    • Ania Sadowska

      Witaj Faula, dzięki za komentarz.
      Zgadzam się, że te nowoczesne metody płatności stwarzają spore ryzyko, dlatego też w tej książce dużo jest na temat bezpieczeństwa i wyboru, który póki co jako klienci jeszcze mamy (na przykład możemy zażądać od banku, żeby każda transakcja była autoryzowana PINem albo nie korzystać z tych gadgetów, które nam oferują). Cieszę się, że tak dobrze zarządzasz pieniędzmi, to prawdziwy powód do dumy!

  12. Nie bardzo wiem jak traktować ten wpis. Czy jest to reklama książki Samcika? Podajecie linki do księgarni gdzie można je kupić, ale nie podajecie nigdzie czy macie z tego prowizję?

    Obawiam się, że podstawowe zasady blogowania i jasność i czytelność informacji, jasne rozdzielanie promocji i reklamy od tekstów autorskich, zostały tu naruszone.

    Czy jest to recenzja książki, czy subiektywne poglądy autora wpisu?

    • Ania Sadowska

      Robercie, to nie jest reklama, tylko tak jak w przypadku innych wpisów szukanie sposobów na edukację finansową dzieci. Linki do księgarni są to linki afiliacyjne (na przykład przy artykule o Banku Taty było to wytłumaczone, ale faktycznie nie zaszkodziłoby, gdyby to za każdym razem powtarzać – korzystając z nich nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, natomiast Marcin może otrzymać kilka procent prowizji ze sprzedaży książki. Mam nadzieję, że jest to teraz dla Ciebie jasne. Jeśli nie, to daj znać 🙂 Marcin dba o wiarygodność i przejrzystość, co widać nawet w poprzednim jego artykule z 9 marca, a ja też bez problemu się do tego stosuję.

        • Cześć Robert,

          Przepraszam, że tak późno odpowiadam, dopiero dziś mam na to chwilę.

          1. Nie, to nie jest promocja książki – tłumaczymy to w każdym odcinku serii.

          2. Tak, to są oczywiście linki afiliacyjne – na wszystkich stronach internetowych i blogach, w których występuje tego typu BuyBox (więcej piszę o nim w zakładce narzędzia). Faktycznie nie wstawiłem tym razem standardowej informacji na ten temat – z pospiechu. Właśnie uzupełniłem tę informację – dziękuję za zwrócenie uwagi.

          3. Tak – gdy ktoś kupi książkę tą drogą zarabiam prowizję. Przy tym artykule uzbierało się już prawie 2 zł 😉 Ale każdy grosz się liczy.

          Mam nadzieję, że uzyskanie tej informacji sprawiło, że teraz już wiesz, jak traktować ten wpis?

  13. Uważam, że warto dawać dzieciom kieszonkowe ale tylko taką kwotę, która nie „rozleniwi” w poszukiwaniu możliwości zdobycia dodatkowych pieniędzy, np. poprzez znalezienie pracy na weekendy czy udzielanie korepetycji. Kieszonkowe powinny dawać dziecku poczucie stabilności. Jest to „poduszka bezpieczeństwa” – co miesiąc/tydzień ta sama suma pozwala nauczyć się zarządzać pieniędzmi a jednocześnie będzie to kwota wystarczająca na bieżące wydatki.

    Dzieci powinny wiedzieć, że mogą zawsze na nas liczyć 🙂

  14. Warto dzieciom dawać kieszonkowe ponieważ:
    – edukacja finansowa dzieci to element wychowania, którego nie znajdziemy w szkołach
    – jest to skuteczny sposób na poprawienie wyników w nauce poprzez np. premię za dobre oceny
    – pieniądz to nieodzowny element życia każdego z nas – warto wcześnie zacząć nabywać doświadczenie
    – jest to kolejny element, nad którym dziecko może pracować i zając umysł czymś sensownym i wartościowym, co przyda się z pewnością w przyszłości zamiast spędzać czas na rzeczach i zjawiskach, które są zbędne i bywają szkodliwe z perspektywy czasu.

  15. Witam,

    Dlaczego warto dawać kieszonkowe, odpowiem Wam na przykładzie mojej córki, Zosi – obecnie 6 lat.

    Kieszonkowe wprowadziliśmy jej na czwarte urodziny. 4 PLN co tydzień (wypłacane w piątek). Podział który uzgodniliśmy był taki: 50% oszczedności, 40% wydatki, 10% jałmużna, czyli 2 PLN + 1,6 PLN + 40 groszy.
    Pieniądze rozdzialaliśmy w 3 słoiki ozdobione odpowiednimi etykietami.

    Kieszonkowe było wypłacane bez warunkowo. Nie oczekiwaliśmy za to żadnej pracy. Uznaliśmy, że inne cele są ważniejsze.

    Co dało nam kieszonkowe?

    1. Spokój podczas zakupów w lokalnych sklepikach. Skończyły się prośby o jeden słodycz. Z własnych pieniędzy też ich nie kupowała:).

    2. Zauważyliśmy, że córka lubi oszczedzać i cieszy się kiedy w słoiki jest więcej pieniędzy.

    3. Nauczyła się też liczyć pieniądze, bo musiała sama sobie dokonać podziału (tutaj trzeba zadbać o odpowiednią ilość drobnych monet w domu).

    4. Pokazała nam, że czasami warto wydać zgromadzone pieniądze na przyjemność. Np. 5PLN za 2 minuty skakania na dmuchanej zjeżdzalni. (Sami byśmy za to nie zapłacili).

    5. Zosia chętnie dzieli się swoimi rzeczami. Kilka razy do kosza św. Alberta zaniosła niezła torbę słodyczy. (sama je słodycze tylko w weekend i uznała, że ma ich za dużo).

    Te słoiki towarzyszą nam już 3 lata.

    Z oszczędności córka dołożyła się:
    1. 200PLN do swojego roweru (20% wartości) – rower, zgodnie z umową, pozostaje do dyspozycji pozostałych członków rodziny, kiedy będzie już za mały dla córki

    2. 40PLN (50%) – pierwszy zestaw szachowy – namiętnie gramy praktycznie codziennie; gra rozprzestrzenila się po całej rodzinie; wsześniej nikt w domu nie grał.

    3. 200 PLN (4%) – pianino w domu.

    Wcześniej słoik z wydatkami był czyszczony do zera. Teraz stanowi już nacząca część pieniędzy znajdujących się w słoikach.

    Przez 2 pierwsze lata utrzymywalismy proporcie wiek=tygodniówka. Na szóste urodziny zrobiliśmy znaczący progress do 10 PLN.

    Te małe kwoty w zupełności wystarczyły, żeby rozpocząć edukację finansowa dzieci. Przynajmiej nam się tak wydaje.

  16. Dlaczego dawać kieszonkowe? Bo pieniądze są częścią naszego życia. Należy uczyć dzieci postępowania z nimi, tak, jak uczy się czytania książek, czy zmywania naczyń.
    Podglądając, jak dziecko postępuje z kieszonkowym, mamy możliwość chwalenia go lub korygowania, tłumaczenia co jest dobre, a co złe, ale też uczymy się my rodzice, jak się nie wtrącać.
    Mój komentarz nie wniesie już wiele nowego wobec tylu wcześniejszych wypowiedzi… choć może jedno…
    Sama dostawałam kieszonkowe od rodziców, nie było wysokie, ale dawało mi niezależność przy decyzjach na co wydać pieniądze. Gdy mi ich brakowało, miałam motywację, aby dorobić coś do kieszonkowego, co spowodowało, że w czasie całego liceum i potem studiów zawsze gdzieś dorabiałam, głównie korepetycjami. Ta sytuacja spowodowała, że nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nie pracować i nie zarabiać pieniędzy – za bardzo pokochałam niezależność, jaką dawały mi własne pieniądze. Tej niezależności nauczyłam się dzięki pierwszym kieszonkowym – moi rodzice nie robili mi wyrzutów z tego powodu, że kupiłam gumę do żucia czy jakieś dziwne kredki do rysowania, czy kolejne pisaki.
    Teraz jestem już matką dorosłych dzieci (studentów), którzy także dostają kieszonkowe i pozwalamy z mężem im na niezależność, czasami tylko doradzając co do tańszych zakupów itp. Moja córka zresztą jest mistrzynią w racjonalnym podejściu do wydatków.
    Mam nadzieję, że także mają zaszczepioną ową niezależność finansowa dzięki temu, że od wczesnego dzieciństwa (chyba mieli ok. 7 lat) dostawali swoje pieniądze, nieduże, ale własne.
    Jest jeszcze jeden aspekt owej niezależności finansowej – dotyczący roli kobiety lub raczej tego, w jakiej sposób kobieta stanowi o swoich finansach. Dzięki temu, że od zawsze miałam swoje pieniądze, a kiedy mi ich brakowało, to po prostu znalazłam sposób, aby je zarobić, to nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogłabym być uzależniona od partnera finansowo.
    Mam dorosłe dzieci i długi staż małżeński, a co za tym idzie wiele związków wśród przyjaciół i znajomych, gdzie funkcjonują różne modele postepowania z finansami. Są też takie pary, które nie wytrzymały próby czasu i się rozeszły. Niestety rozwód był trudniejszy dla pań z tych związków, gdzie były mniej samodzielne finansowo. Zatem uczmy zarówno dziewczyny jak i chłopaków, jak postępować z pieniędzmi mądrze – uczmy ich niezależności finansowej!

  17. Też czytałam tę książkę i własnie ze względu na tak szerokie omówienie kwestii związanych z płatnościami kartami, ochroną danych i in. zagadnieniami bankowymi uważam za bardzo cenne. Bo w tym nowoczesnym świecie dobrze jest umieć się poruszać i znać jego zagrożenia. Poza tym to co dla mnie osobiście było ważne: ksiązka przekazuje, że pieniądze mają służyć edukacji, a nie kontroli zachowania dziecka. Dlatego kieszonkowe powinno być za darmo. A dzięki temu, że dziecku przekaże sie też odpowiedzialność za ich wydawanie, to będzie mogło uczyć się na błędach. I to błędach, które nie zagrożą jego bezpieczeństwu. Podoba mi się też pomysł włączania dziecka w decyzje finansowe. Bo wtedy po prostu przygotowujemy je do samodzielnego życia. Pozdrawiam!

  18. Witam
    Dzięki Aniu za artykuł – książkę na pewno kupię (a może wygram :)). Przeczytałem wszystkie artykuły w twoim wydaniu – są świetne.
    Moje dzieci mają kieszonkowe ponieważ jest mnie stać na nie. Zdarza się, że czasem chcą pożyczyć pieniądze, jednak narazie stosuję metodę nie wydawaj tego czego jeszcze nie zarobiłeś. Ale dobrym pomysłem jest pożyczanie z odpowiednim oprocentowaniem, zby pokazać, ze to nie jest takie fajne :). Dodatkowo ustaliłem, że jeden z obowiązków domowych będzie płatny i muszę przyznać, że jest to duża motywacja dla nich i z miłą chęcią go wykonują :).
    I co najlepsze w tym wszystkim, że stosują zależności dochody – wydatki = oszczędności 🙂 czyli cały czas przybywa im na kontach (oczywiście jednym szybciej, drugim wolnej ale cały czas przybywa).
    Zwróciłem uwagę na jeden punkt całego artykułu, a mianowicie jest problem z dostępem do kont dla młodzieży które miały by sensowe oprocentowanie.
    Moi synowie mają konta w PKO BP w chwili obecnej 2,5% do kwoty 2500 (na początku było 4%) konto do 12 lat.
    Córka ma konto w mBank-u z kartą niestety nie może założyć lokaty ani konta oszczędnościowego ponieważ musiałaby mieć 18 lat aby mieć większe odsetki, rachunek ma oprocentowanie 0,7% – straszna lipa.
    I tutaj pomysł dla was Aniu lun Marcin aby zrobić przegląd konto dla młodzieży.

    • Ania Sadowska

      Dzięki Dawidzie za fajny pomysł przeglądu kont młodzieżowych. Zastanowimy się z Marcinem, jak się za to zabrać 🙂

  19. Kieszonkowe pozwala na naukę zarządzania finansami nawet już bardzo małych dzieci. U nas już pięciolatek ma swoje kieszonkowe które dzieli na pięć słoiczków: edukacja, prezenty, wolność finansowa, rozrywka i oszczędności. Głównym naszym celem było wyrobienie nawyku oszczędzania oraz wyeliminowanie ciągłego proszenia o jakieś gazetki i drobne zabawki. Teraz jeśli syn ma ochotę to kupuje sobie gazetkę za swoje ze słoiczka rozrywka, i to działa bo skończyło się ciągłe proszenie o ich kupno oraz kupuje je teraz bardzo rzadko. Czasami składa na jakąś większą zabawkę. Ostatnio chciał bardzo drogi zestaw klocków lego i zaproponowałam mu że mogę poprosić gości żeby zebrali się na jeden prezent i bez problemu się zgodził i czekał na niego prawie pół roku. W późniejszym czas ten temat będzie rozwijany przez konto oszczędnościowe oraz kieszonkowe będzie rosło z czasem. W planach mam zamiar dawać mu takie kieszonkowe żeby wystarczało mu również na ubrania i telefon.

  20. Aniu, Marcinie,

    przede wszystkim chciałam powiedzieć, że odwalacie kawał niezłej pracy. Cieszy, że coraz więcej jest pozycji książkowych oraz treści dotyczących finansów dzieci i ich edukacji w tym zakresie. Mam nadzieję, że już niedługo pieniądze przestaną być w Polsce tematem tabu, a osoby poruszające w rozmowach te kwestie nie będą postrzegane jako chciwe/skąpe.

    Dlaczego warto dawać dzieciom kieszonkowe?
    Ponieważ dziecko uczy się wartościowania. Wartościowania i wyznaczania swoich priorytetów. Pamiętajmy, że pieniądze są tylko środkiem, nie celem samym w sobie. Dziecko, posiadając określoną kwotę pieniędzy, nie jest w stanie zakupić wszystkich rzeczy, usług, o których marzy. Jest przez to zmuszone ustalić priorytety, ale również ustalić, co jest tak naprawdę dla niego najważniejsze. Już od najmłodszych lat będzie mogło zagłębiać się w swoje potrzeby i stawiać sobie pytanie „Co ma dla mnie największe znaczenie? Czego tak naprawdę najbardziej chcę?”. Dzięki temu będzie miało szansę rozwinąć w sobie umiejętność podejmowania decyzji, które to decyzje z wiekiem będą coraz bardziej trafne. Łatwiej będzie mogło odnaleźć siebie i wyznaczyć sobie ścieżkę, którą będzie chciało podążać w dorosłym życiu.

Odpowiedz