Edukacja finansowa dzieci – jak to się robi w Kanadzie?

18

finanse osobiste dla dzieci

Po wakacjach nasze pociechy wróciły do trybu „nauka”, więc możemy się podłączyć i dorzucić im nieco dodatkowej wiedzy. Może nie będzie ona aż tak spektakularna jak budowa dżdżownicy, ale z pewnością nieco bardziej przydatna w dorosłym życiu. 😉

Przypomnę Wam tylko, że cykl o finansowej edukacji dzieci powstaje przy mojej ścisłej współpracy z Anią Sadowską. W poszukiwaniu różnych sposobów i pomysłów na finansową edukację dzieci, Ania przedziera się dla nas przez kolejne książki na ten temat, wyciągając z nich to, co najlepsze. To nie są recenzje książek, ale „wyciskanie” z ich treści konkretnych sposobów na przekazywanie dzieciom finansowej wiedzy. W ten sposób za jakiś czas będziemy dysponować solidnym arsenałem pomysłów.

Dziś na blogu znajdziecie następujące artykuły poświęcone edukacji finansowej dzieci:

  1. Czego nauczyć dzieci o pieniądzach?
  2. Edukacja finansowa dzieci – podsumowanie pierwszego kwartału
  3. Kieszonkowe dla dzieci – wady, zalety, i…złoty środek?
  4. Edukacja finansowa dzieci. Bank taty.
  5. Jak nauczyć dziecko finansów? Case study.

A teraz oddaję już głos Ani. Zobaczcie, co znalazła dla nas tym razem.

 

Przekuwam teorię na życie codzienne.

Zaczął się wrzesień i zgodnie z planem ruszyłam z wdrożeniem pomysłów na edukację finansową moich dzieci. Rozpoczęłam od rozmowy, która miała im uświadomić zmianę dotychczasowych zasad:

– Słuchajcie chłopcy, mam dla was dobrą wiadomość. Od września będziecie dostawać wyższe kieszonkowe – 8 zł zamiast 7 zł tygodniowo.

– Ale fajnie, super!

– Tylko jest jeden warunek – musicie wykonać 4 domowe zadania, które wam wyznaczę.

– …… (cisza, miny nieswoje)

– I zaraz wam powiem, jakie to zadania. Najpierw Paweł: pierwsze – karmienie rybek 3 razy w tygodniu.

– Oooo, to lubię!

– Drugie – ścieranie kurzy raz w tygodniu.

– Ale ja nie lubię podnosić tych wszystkich rzeczy z szafek, żeby zetrzeć kurz.

– Nie martw się, pomogę ci. Trzecie – wyjmowanie naczyń ze zmywarki 2 razy w tygodniu i ostatnie zadanie – zamiatanie podłogi raz w tygodniu. A potem Sebastian tą podłogę umyje mopem. Oprócz tego Sebi ma odkurzanie raz w tygodniu, podlewanie kwiatów 3 razy w tygodniu i wyjmowanie naczyń ze zmywarki 2 razy w tygodniu. Zaraz to napiszę na kartce i przyczepię do lodówki. Jak wykonacie jakieś zadanie, to postawię wam plusa.

– To ja już idę nakarmić rybki, to dostanę 2 zł!

– Paweł, rybki masz nakarmić 3 razy w tygodniu i wypłata kieszonkowego będzie w poniedziałek, tak jak do tej pory.

– Aha, no dobra.

I jak to wyszło w praktyce? Całkiem nieźle 🙂 Musiałam ich wprawdzie delikatnie zachęcić do ścierania kurzy, odkurzania i mycia podłogi, ale jak już zaczęli, to z wielką chęcią i zaangażowaniem to wykonali. Paweł zamiatając podłogę, kazał mi odsuwać sofę, żeby również pod nią wymieść. Sebastian jak wyjmował naczynia ze zmywarki, to gratis zrobił mi porządek w szafce z talerzami i ładnie to wszystko posortował. Niektóre zadania wykonywaliśmy wspólnie i przy okazji był czas na różne rozmowy, więc dla mnie było naprawdę fajnie. Zobaczymy, jak to będzie wyglądać w kolejnych tygodniach.

Wiem, że część z Was po przeczytaniu ostatniego wpisu miała mieszane uczucia, czy uzależniać kieszonkowe od obowiązków domowych. Kiedyś byłam temu przeciwna, więc doskonale to rozumiem. Dla równowagi przedstawię dziś podejście innego guru finansów osobistych. Mieszka w Kanadzie i tam robi karierę podobną do tej, którą Dave Ramsey robi w USA (jego książkę opisywałam poprzednim razem – tutaj). Jest również mamą, mamy więc okazję poznać kobiecy punkt widzenia. O kim mowa? O Gail Vaz-Oxlade i jej książce „Money-Smart Kids. Podobny tytuł do książki Dave’a, ale została wydana kilka lat wcześniej.

 


Wspólny mianownik w podejściu dwóch guru.

Zwracałam szczególną uwagę na to, co zgodnie potwierdzają Gail i Dave. Dzięki temu nabrałam pewności, że te sprawy są istotne w edukacji finansowej dzieci. Co to takiego?

1. Dzieci powinny uczyć się o pieniądzach w domu – nie spychamy zatem odpowiedzialności na szkołę, rząd, rówieśników, dziadków, tylko podejmujemy wyzwanie. 🙂

2. Dajesz przykład – jesteś pierwszym i naturalnym nauczycielem swojego dziecka, nie zapominaj o tym.

3. Wytłumacz im zasady – Gail zachęca, żeby korzystać z nadarzających się okazji, aby dzieciom stopniowo tłumaczyć reguły rządzące finansami. Nie chodzi o jakieś skomplikowane zależności, tylko choćby takie jak: Zarobki -wydatki = oszczędności, albo: Gdy wszystko wydasz, to nie będziesz już więcej miał.

4. Daj możliwość praktyki – kieszonkowe daje dziecku możliwość bezpiecznego sprawdzenia, jak się zarządza pieniędzmi. Ważne, żeby było regularne, bo uczy wtedy planowania i stawiania celów. Podobnie jak Dave uważa, że małe dzieci powinny dostawać kieszonkowe co tydzień i najlepiej w monetach, żeby mogły coś odłożyć osobno na oszczędności i cele dobroczynne. Jeśli przeraża Was, że kieszonkowe może być sporym wydatkiem w Waszym budżecie, to zapisujcie sobie, ile wydajecie na dziecko za każdym razem, gdy coś od Was „wyjęczy”. 😉 Kwoty mogą okazać się całkiem spore.

5. Zacznij wcześnie – nie chodzi o to, żeby z samego rana budzić dzieciaki i tłuc im do głowy zasady finansowe. Po prostu: im młodsze dziecko, tym więcej mamy czasu na wyrobienie odpowiednich nawyków i zachowań, a poza tym będzie nam łatwiej je ukształtować.

6. Rozmawiaj z nimi – nie ma to jak otwarta rozmowa, która potrafi rozwiać wątpliwości. Sporo spraw, które dla nas są oczywiste, dla dzieci są totalną abstrakcją. Gail podaje przykład swojej rozmowy z nastoletnią córką. Zapytała dziewczynkę, czy wie, ile ich rocznie kosztuje drewno do kominka. Okazało się, że kwota podana przez córkę była kilkakrotnie niższa i gdy poznała prawdziwą, nie mogła uwierzyć, że to aż tyle kosztuje. Takie uświadamianie dzieciom realnych kosztów to cenna dla nich lekcja.

7. Chroń przed agresywnym marketingiem – na pewno całkowicie się nie da, ale można temu przeciwdziałać. Jak to robić?
– rób „test zawiązanych oczu” – daj dziecku do spróbowania tańszy i droższy produkt, a potem zapytaj, czy czuje różnicę;

– wprowadź raz na jakiś czas „Dzień bez zakupów”;

– pokaż na przykładach, jak opakowanie wpływa na wybór produktu;

– zakupy spożywcze rób z listą, zgodnie z budżetem – niech taki wzorzec dziecku się utrwali;

– kładź nacisk na wspólne spędzanie czasu i wspólne doświadczenia – z udanych wakacji cieszymy się znacznie bardziej, niż z rzeczy, które kupimy.

8. Na pewno sobie poradzisz – Gail wierzy, że rodzice dadzą radę, jeśli tylko będą podchodzić do tematu z luzem i wzmacniać u dzieci pozytywne zachowania.

 

Jak to się robi w Kanadzie?

A co nowego, lub innego można znaleźć u Gail? Przede wszystkim 4 słoiki. Z konfiturą i marynowanymi grzybkami? Może też, ale przede wszystkim wypełnione pieniędzmi z kieszonkowego na 4 cele:

Oszczędności, Cele dobroczynne i tu uwaga ……. – zamiast wspólnego słoika na Wydatki, są 2 osobne: na Zaplanowane wydatki oraz osobno tzw. Szalone wydatki. Po co ten podział?

Gail chce, żeby dzieci dość wcześnie zrozumiały, że jak rodzice na coś wydają pieniądze, to niekoniecznie są to sprawy, za które płacimy z radością. Wydawanie kojarzy się zwykle z czymś przyjemnym, ale do czasu, gdy MUSIMY zapłacić czynsz za mieszkanie, energię, polisę OC… To są wydatki, delikatnie mówiąc, średnio przyjemne. Mimo tego są one konieczne i pochłaniają dużą część naszych zarobków.

Autorka książki namawia, żeby wraz z kieszonkowym przerzucić na dzieci część odpowiedzialności za pewne wydatki, na przykład zakupy do szkoły. Oczywiście trzeba wtedy odpowiednio zwiększyć też kieszonkowe, a nie liczyć, że dziecko kupi sobie z dotychczasowych pieniędzy nowy zeszyt czy zapłaci za szkolną wycieczkę. Dzięki słoikowi na zaplanowane wydatki dzieci mają się nauczyć, że na konieczne wydatki nie powinno im nigdy zabraknąć pieniędzy. Gail dawała swojej 12 – letniej córce kieszonkowe na niektóre ubrania (poza odzieżą wierzchnią i butami). Podobno świetnie ją to nauczyło, żeby przestrzegać limitów na wydatki i rozróżniać potrzebę od zachcianki.

Podoba mi się to podejście, ale moi chłopcy są jeszcze za mali na takie wyzwanie.

 

Jeszcze trochę o kieszonkowym

Gail twierdzi, że nie powinniśmy uzależniać kieszonkowego od wykonywania zwykłych obowiązków domowych. Naturalne jest, że starsze dzieci szukają możliwości dorobienia, ale nie powinniśmy płacić za to, co jest ich naturalnym obowiązkiem w domu. Mogą sobie dorabiać wykonując dodatkowe prace domowe lub pracować poza domem.

Co roku powinniśmy dokonywać rewizji kwoty kieszonkowego wspólnie z dzieckiem. Jeśli chce znaczną podwyżkę – niech uzasadni. Być może jest gotowe na zajęcie się wydatkami, które dotychczas są na Twojej głowie (np. ubrania). W ten sposób stopniowo dziecko przejmuje zarządzanie ta kwotą domowego budżetu, która dotyczy jego wydatków.

Jeśli nie możesz patrzeć, jak Twoje dziecko wydaje Twoje ciężko zarobione pieniądze na dziwne rzeczy, pamiętaj o ważnej zasadzie. Jeżeli dałeś kieszonkowe – to nie są już Twoje pieniądze. Należą one do Twojego dziecka i to ono podejmuje decyzje i ponosi ich konsekwencje.

Ponadto – gdy dajesz już dziecku kieszonkowe, to nie wydawaj więcej pieniędzy na jego zachcianki. Na takie rzeczy ma teraz własne pieniądze.

 

Oszczędzanie proste jak alfabet

Wiemy, że warto oszczędzać, ale często sami tego nie robimy. Dlaczego zatem Gail przekonuje, że jest to takie proste? Autorka podaje fajną regułę ABC, która pomoże uchwycić sedno:

AAutomatic (automatyczne) : jeśli zautomatyzujemy oszczędzanie, to stanie się ono naprawdę proste.

BBury the savings (zakop głęboko oszczędności) – czyli zrób wszystko, żebyś nie miał do nich łatwego dostępu.

C – be Consistent (bądź konsekwentny) – odkładaj regularnie, a będą efekty.

Polecam przeczytanie wpisu Marcina „Skuteczne oszczędzanie dla wygodnych”. Tam jest opisany podobny sposób. Takiego sposobu powinniśmy uczyć też naszych dzieci. Należy je zachęcić, żeby zaraz po otrzymaniu kieszonkowego odkładały określoną ilość pieniędzy w formie oszczędności. Nie na końcu, ale właśnie na samym początku – gdy tylko je otrzymają.

Gail sugeruje, aby było to 10% kieszonkowego. Uważa, że powinno się dzieci namawiać do oszczędzania poprzez rozmowę i wyjaśnienie. Jeśli dziecko jednak nie oszczędza, to należy przemyśleć, czy kieszonkowe jest wystarczające. Jeżeli ewentualna podwyżka nie działa, to warto spróbować jeszcze jednego pomysłu – dokładanie określonej kwoty do planowanego przez dziecko zakupu. Jeśli dziecko chce kupić wymarzony tablet za 700 zł, to umawiamy się z nim, że jeśli uzbiera 350 zł, to dołożymy brakującą połowę. W ten sposób motywacja do oszczędzania jest bardzo wyraźna.

 

W każdym wieku inna wiedza i inne metody

Gail sugeruje w swojej książce, czego uczyć dzieci w zależności od tego, ile mają lat:

Do 3 lat: zbyt dużo jeszcze nie przekażesz, ale możesz wytłumaczyć, że to nie bankomat daje Ci pieniądze.

4-6 lat: dzieci powinny już zrozumieć, że pieniądze mogą się skończyć. Pokaż im, że robisz listę zakupów, zanim wybierzesz się do sklepu. Pozwól im zapłacić twoimi pieniędzmi za jakąś drobną rzecz.

7-10 lat: uczymy odroczonej gratyfikacji i oszczędzania. Warto też je namówić, żeby przyczyniały się do zmniejszania wydatków w pewnych kategoriach, na przykład pilnowały wyłączania świateł w pomieszczeniach, w których nie przebywają.

11-14 lat: powinniśmy już przekazywać dzieciom do ich wiadomości kwoty wydatków z naszego budżetu domowego. Niech wiedzą, jakie są koszty życia i ile zostaje nam dochodu do wydania, gdy pokryjemy konieczne wydatki. Dzieci powinny już się orientować, ile co kosztuje, żeby zrozumiały, dlaczego na nie zamawiamy co wieczór pizzy na kolację (poza aspektami zdrowotnymi 🙂 ). W tym wieku powinny już płacić z kieszonkowego za swoje hobby.

15 lat i więcej – pokaż swojemu nastolatkowi w internecie kalkulatory dotyczące oszczędzania, aby zobaczyło, jak przyrastają odsetki w zależności od kwoty i długości okresu oszczędzania. Pozwól mu opłacać niektóre rachunki domowe.

 

Bo kredyty są głupie

Jeśli podzielasz zdanie Marcina, że nie warto pakować się w jakiekolwiek kredyty konsumenckie, to przekaż to również swojemu dziecku. Wyjaśnij, jak działa dług i w jakie kłopoty może nas wpędzić. Gail twierdzi, że pożyczanie samo w sobie nie jest złe, jeśli się wie kiedy pożyczać i jak. Osobiście mam bardziej radykalne podejście, zgodne raczej z tym artykułem: Ugotujesz się jak żaba, czyli długi w naszych głowach.

To tyle jeśli chodzi o rady Kanadyjki Gail Vaz-Oxlade zawarte w książce Money-Smart Kids”. Jak się Wam podobają? Z czym się zgadzacie, a co uważacie za błąd? Jako matka trójki dzieci cały czas szukam różnych sposobów na przekazanie dzieciom zdrowego podejścia do finansów. Im więcej czytam takich książek, tym więcej znajduję pomysłów. Najcenniejsze są jednak te, które pochodzą od Was, dlatego bardzo liczę na Wasze komentarze 😉

Zarządzanie pieniędzmi to nauka umiejętności, które muszą być wprowadzone, przećwiczone i wzmocnione przez rodzica. Nikt za nas tego nie zrobi. Jest na to wiele sposobów, a im więcej będzie w nich radości i pozytywnych emocji, tym lepiej zostaną zapamiętane.

Będę dla Was szukać kolejnych metod na naukę dzieci o finansach. W kolejnym wpisie przekażę Wam również, jak działa mój domowy bank, o którym napisałam 2 miesiące temu. Serdecznie Was pozdrawiam,

Ania Sadowska

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze18 komentarzy

  1. Na pewno każdy taki wpis poszerza horyzonty i pozwala wybrać coś dla siebie. Te wpisy o edukacji są super. Ja do nich będę dokładał bagaż moich doświadczeń. O ile umiejętność gospodarowania pieniędzmi jest bardzo ważna bo stanowi podstawę, to dla mnie równie ważne jest uświadomienie dzieciom, że będą musiały kiedyś zdecydować którą drogą podążać. Będą miały do wyboru albo stać się pracownikiem albo pracodawcą. Dla mnie nie ma znaczenia którą drogę obiorą i czy będą nią kroczyć lub ją zmienią. Ważne czy wybiorą ją w zgodzie ze sobą i przekonaniem.

    Dla mnie wyzwaniem jest jak przekazać dzieciom konsekwencje wyborów od pracowników fizycznych po umysłowych i przedsiębiorców włącznie. W mojej opinii łatwiej jest dorastając stwierdzić czego w życiu nie chcesz robić niż kim chcesz zostać. Jednym słowem trzeba zjeść chleb z niejednego pieca. Pytanie tylko jako to zrobić 🙂

    • Cześć Calipso,

      Dziękuję za komentarz. Celem naszych wpisów o edukacji dzieci jest właśnie to, aby przeanalizować źródła, które zebrały najlepsze recenzje czytelników, wyciągnąć z nich te wszystkie „sposoby i pomysły”, skonsultować z czytelnikami bloga i skonfrontować z własnymi doświadczeniami. Z tych naszych lektur stopniowa zaczyna wyłaniać się spójny obraz.

      Zwracasz uwagę na bardzo ważną sprawę: pomoc dziecku w wyborze właściwej drogi życiowej. Sam ciągle się głowię, jak pomóc w tym moim córkom. Bardzo zależy mi, aby wykonywały pracę/prowadziły działalność, która będzie je pasjonować i będzie spójna z ich naturalnymi talentami. Z drugiej strony, patrząc jak szybko zmieniają się ich zainteresowania, wiem, że trzeba tu działać ostrożnie.

      Wierzę, że w odpowiednim czasie znajdę właściwy sposób.

  2. No ok, ale ja i ty mamy przed sobą parę lat zanim staniemy przed takim dylematem. Powiedzmy, że ktoś nie edukował dzieci od małego a teraz ma gimnazjalistów/licealistów i dotarło do niego, że jego dzieci o budżecie domowym lub własnych finansach wiedzą tyle co nic.

    Te wpisy o edukacji raczej są dla młodszych dzieci. Może jakieś propozycje dla starszaków 🙂

    • Ania Sadowska

      Cześć Calipso
      Może się wydawać, że w tym cyklu artykułów mówimy o młodszych dzieciach, ale jeśli na przykład Twoje dzieci nigdy nie dostawały kieszonkowego, a są już nastolatkami, to moim zdaniem nie jest za późno, żeby zaczęły. I w każdym wpisie staram się wskazać, co starsze dzieci mogą już robić lub czego się dowiedzieć o pieniądzach.

      • Moje dzieci mają 3 i 5 lat wiec nie o sobie mówiłem. Raczej myślałem o sytuacji, że mamy dziecko w wieku 14-17 lat. Dawaliśmy mu wcześniej kasę jak potrzebował albo kieszonkowe i nie bardzo nas interesowało na co dziecko te pieniądze wydało albo czy się rozeszły. Jak każdy nastolatek- FB, komórka nie opuszczająca dłoni i beztroskie szkolne życie , o ile życie szkolne można nazwać beztroskim bo nastolatki raczej zaprzeczą :).

        Gimnazjum i szkoła średnia wymagają by dzieci zaczynały się już określać by się profilowały. Humanista czy umysł ścisły, studia czy do łopaty itd. Teraz dzieciaki wybierają ścieżki którymi raczej będą kroczyć przez dłuższy czas.

        Jeśli wcześniej nie uczyliśmy dziecka finansów to jego świadomość mechaniki działania świata jest uboga. Będzie mniej świadomy zależności i konsekwencji działań i wyborów. Jeśli takie dziecko nie musiało zapracować na jakąś rzecz i nie kupiło jej za własne pieniądze to inaczej postrzega pieniądze. Na pytanie czemu nie idzie do kina odpowie, że stara mi nie dała kasy. Nie zastanowi się dlaczego nie dała tych 30 zł i dlaczego taki nastolatek jak on nie ma odłożonej własnej kasy, nawet nędznych 30 zł by iść ze znajomymi do kina.

        Aniu ja raczej myślę o takim wyzwaniu. Budzimy się z ręką w nocniku z dzieckiem które stoi u progu wyborów życiowych. Które informuje nas o wyborze jakieś tam drogi a my kwitujemy to : Boże, ty nie znajdziesz po tym pracy, z czego będziesz żyć?

        Jak zrobić kurs przyśpieszony, jak się do tego zabrać. Bo nie mamy wtedy 6-7 lat na naukę tylko może 2-3 i metody muszą być inne bo nastolatek za słoikami raczej nie przepada…

  3. Tak się zastanawiam już przy kolejnym wpisie Ani, może warto byłoby wpisać ją jako autora? Za każdym razem widnieje Marcin, a to chyba jednak ona pisze 😉

    • Hej Kasiu,
      Masz całkowitą słuszność i dziękuję za sugestię. Z automatu WordPress wrzuca mnie, bo wprowadzam tekst na blog. Ale zaraz zrobimy profil autorski dla Ani i oznaczymy odpowiednio jej artykuły. Dzięki! 😉

    • Zrobione! Teraz klikając w nazwisko Ani otrzymamy listę wszystkich przygotowanych przez nią wpisów. Już uzbierały się trzy 😉
      Kasiu, jeszcze raz dziękuję za zwrócenie na to uwagi.

  4. Cześć, ja trochę z innej beczki. Gdy pierwszy raz pisałeś o konkursie, napisaleś

    „Dziś rozpoczynam cykl sześciu artykułów edukacyjnych pt. „Rozumiem, w co inwestuję.”, w których stopniowo opiszę dla Was różne kategorie funduszy inwestycyjnych: gotówkowe, obligacji, akcji, mieszane, i inne. W artykułach postaram się Wam dokładnie wyjaśnić na czym zarabiają, od czego zależą ich wyniki, na co zwracać uwagę przy ich wybieraniu. Zrobię to po swojemu: prosto, przejrzyście i krok po kroku. Chcę, aby każdy z Was mógł to dobrze zrozumieć, bo to pomoże Wam świadomie inwestować.”

    Nigdzie nie mogę znaleźć tych sześciu artykułów. Czy mogę prosić o o linka / linki? Dziękuję!!

  5. Aniu! Twoja seria na blogu jest bardzo potrzebna. Dziękuję Wam obojgu. Mam problem co robić (co dziecko ma robić) z pieniędzmi od dziadków/cioć. W 2015 mój 6-ciolatek uzbierał już 800zł. Uważam, że to bardzo dużo. To są tylko jego pieniądze i może je wydawać na co chce.

    Zasady wprowadzone:
    Drogie zabawki kupujemy tylko po wcześniejszym uzgodnieniu.
    50% wpłacamy na konto – do wydania na wakacjach/w późniejszym czasie (uzgodnione z dzieckiem, dostępu do konta póki co nie ma).

    Problem 1: Zostaje i tak sporo, co dziecko chce wydawać na słodycze. Ponieważ już może chodzić sam do sklepu, jak tylko ma okazje, to do tego sklepu idzie i kupuje. Pracujemy nad tym, żeby kupował słodkie 1x w tyg. i był przy tym uczciwy.

    Problem 2 (pytanie do publikujących): czy wobec napływu gotówki zewnętrznej, decydować się jeszcze na dawanie kieszonkowego?
    Pozdrawiam serdecznie.

    • Ad 1
      Może ogranicz dopływ gotówki bezpośrednio do dziecka. Ustal z dziadkami/ ofiarodawcami jakiś sensowny limit odpowiadający do wieku. Chodzi o to by nie zalać dziecka kasą którą i tak nie ogarnie. To tak jak byś dostała 100 milionów. Ciężko to ogarnąć jeśli do tej pory nie obracałaś taką kasą.

      Jeśli twoi ofiarodawcy chcą dawać więcej to też im nie ograniczaj bo mogą się poczuć urażeni. Może załóż konto oszczędnościowe dla małego (o którym nie wie) i nadwyżkę ponad limit niech dziadkowie/ofiarodawcy wpłacają przez ciebie lub sami. Na pewno będzie to fajny fundusz na edukację, start w życiu lub jakieś wielkie marzenie.

      Ad 2

      Patrz ad 1. W tym przypadku nie wykluczałbym kieszonkowego a taka dodatkowa kasa się w życiu zdarza wiec niech się uczy co z niąi zrobić. Czasem od dodatkowej kasy ludzie szaleją wiec niech ma wyrobiony nawyk.

  6. To dawać to kieszonkowe czy nie? W jednym miejscu piszą dawać „to uczy gospodarowania własnym budżetem” w innym „nie dawać, to uczy dzieci automatyzmu oraz pokazuje, że pieniądze należą im się za nic”.
    W innym miejscu jest aby „nie płacić za prace domowe, bo to są obowiązki za które nie należy się inna zapłata, poza satysfakcją i dziękuję”. Chwilę dalej „płać za wykonane drobne prace”.
    Misz masz w głowie rodzica się robi… 🙂

    Ja do niedawna dawałem, jednak w ramach kary za pewne zachowanie, (szczegóły przewiny pominę), kieszonkowe zostało zawieszone do odwołania. Dzieciak pomału zaczyna wspominać o przywróceniu kieszonkowego i mam teraz dylemat. którą drogą pójść. Wznowić systematyczną „pensję” czy się stoi czy się leży tygodniówka się należy, czy może kasa za wykonaną pracę. No, ale co 9 latek może mi wykonać poza przeciętnymi obowiązkami jak wyrzucenie śmieci czy odkurzenie pokoju…?
    Poza tym rośnie mi córka i pewnie wkrótce zacznie się także domagać kieszonkowego na wzór starszego brata… Wolałbym ustalić już jedną drogę, a jak na razie nie wiem, która opcja lepsza.

  7. Drogi kolego Sebastianie nie ma takiej drogi w 100% słusznej. Sam podejmij decyzję. Tak mi się przynajmniej wydaje.

  8. Cześć Sebastian
    Wszyscy guru finansowi zgodnie twierdzą, żeby dawać kieszonkowe. Jedyna kontrowersyjna sprawa to taka, czy uzależniać to kieszonkowe od wykonania obowiązków domowych. Tu tak jak Zimorz sądzę, że powinno się samemu podjąć decyzję, zgodnie ze swoimi przekonaniami. Albo wypróbować oba podejścia i zobaczyć, które lepsze 🙂

  9. Właśnie jestem na etapie tłumaczenia mojemu synkowi, że pieniądze nie wyskakują z tej tajemniczej ściany za darmo. Na razie ma ledwo ponad dwa latka, ale tego typu wpisy są kapitalną wiedzą na przyszłość.

Odpowiedz