Finanse osobiste według Kena i Barbie

42

Młodzi, zdolni i pracowici. Zarabiają przyzwoicie, mieszkają w dobrych dzielnicach i wożą się po mieście świetnymi samochodami. Oto Ken i Barbie. Patrząc na nich, możesz pomyśleć, że mają życie jak z bajki. Kiedy jednak wyjdziesz poza ich media społecznościowe i zajrzysz pod plastikową fasadę, okazuje się, że na ten cały luksus tak naprawdę ich nie stać. Dziś opowiem, jak nie zmienić się w plastikową figurkę z korporacyjnych reklam. 

Dzisiejszy artykuł jest przypomnieniem tekstu, który napisałem 7 lat temu. Codziennie docierają do mnie liczne historie osób, którym tamten zimny prysznic pomógł obudzić się z konsumpcyjnego amoku. I właśnie dlatego postanowiłem wrócić do tematu oraz przypomnieć, że nie warto być Kenem i Barbie. Ten artykuł rozbawi Cię lub trochę wkurzy, ale obiecuję, że będzie to zdrowe wkurzenie 🙂 

Kim są Ken i Barbie?

„Fenicjanie wymyślili pieniądze, tylko… Dlaczego tak mało?” Ta myśl często pojawia się w głowach Kena i Barbie – dumnych przedstawicieli klasy średniej z aspiracjami na więcej. Są zdolni, pracowici i dążą do zawodowego sukcesu. Mieszkają w dużych miastach, pracują w prężnych firmach, mają przyzwoite zarobki. Po mieście jeżdżą luksusowymi samochodami i mieszkają w dobrych dzielnicach. Przynajmniej dwa razy w roku wyruszają na egzotyczne wakacje, a zimą na narty w Alpy lub Dolomity. Bardzo dbają o wygląd, kupują tylko markowe ubrania, a swój społeczny status podkreślają drogim zegarkiem lub torebką. Czym różnią się od tysięcy osób żyjących podobnie? Tym, że akurat ich na to nie stać – ale jeszcze tego nie zrozumieli…

ken i barbie
źródło zdjęcia: https://www.humbi.pl/

Im dłużej mieszkam w Warszawie, im więcej poznaję nowych osób, tym bardziej jestem zdumiony liczebnością Kenów i Barbie. Wiem, że określenie „Ken i Barbie” jest wkurzające, ale naprawdę ręce mi opadają, gdy obserwuję niektóre sytuacje. 

Jak to w ogóle możliwe, że facet, który od czterech lat zarabia ponad 15 tysięcy miesięcznie, jeździ do pracy nowym BMW i mieszka w odpicowanej kawalerce w Śródmieściu, tonie w długach i drży jak dziecko, gdy w pracy pojawia się groźba zwolnień? Albo, że niesamowicie zdolna dziewczyna, świetna finansistka, zarabiająca kilka średnich krajowych plus roczny bonus, nie odłożyła przez 8 lat nawet drobnego funduszu bezpieczeństwa i od bankructwa dzielą ją dwa miesiące bez pensji? Na zewnątrz piękna fasada, budząca podziw, a nawet zazdrość. A pod spodem? Żadnych oszczędności, czyli bieda, aż piszczy! 

barbie

Współczesne niewolnictwo w markowych ubraniach 

Takie życie w otoczeniu błyskotek i pozornego luksusu, to droga donikąd. Ba, to nawet nie jest życie, tylko forma współczesnego niewolnictwa, która tym się różni od harowania na plantacji bawełny, że Kena i Barbie nikt nie porywa i nie przywozi w kajdanach z Afryki. Nie musi, bo sami pokornie pakują się w łapy swych „panów” – czyli łaskawych pożyczkodawców. To właśnie dla nich ruszają co rano do pracy, by w pocie czoła harować na spłatę rat. A wiesz, co jest najgorsze? Że ich ciężko zarobione pieniądze i dodatkowe środki z kredytów są przeznaczane na bzdury!

ken i barbie

Dlaczego tak jest? 

Co musi mieć w głowie Ken i Barbie, że na własne życzenie pakują się w takie bagno? Dlaczego zachowują się jak niemowlę leżące w brudnym pampersie z błogą minką zdające się mówić: „wiem, że trochę śmierdzi, ale przynajmniej jest miło i ciepło”? 

Oto trzy najciekawsze wyjaśnienia, na jakie się dotąd natknąłem: 

Jeśli chcesz być bogaty, powinieneś już dziś postępować tak, jak ludzie bogaci. 

Przyznaj sam, że to prawdziwa perełka. Zdanie zaczerpnięte żywcem z poradnika motywacyjnego albo szkolenia „Jak szybko zostać milionerem”. Wyrwane z kontekstu służy jako usprawiedliwienie bezmyślnego szastania pieniędzmi. To niesamowite, jak bardzo potrafimy zapętlić się w naszym myśleniu. Jasne, że warto już dziś postępować, jak ludzie bogaci, ale nie bierzmy się za to od d…py strony!  

finanse osobiste

Bogaci właśnie dlatego są bogaci, że zamiast wydawać pieniądze na bzdury, trzymają się z dala od długów konsumenckich, potrafią oszczędzać i konsekwentnie inwestują: w siebie, w aktywa finansowe, w nieruchomości, w biznesy. Owszem, kupują świecidełka i luksusowe przedmioty, ale za ułamek swych oszczędności, a nie na limit z karty kredytowej! Gdy słyszę od zadłużonego po uszy kolegi, że jedzie na partyjkę golfa z równie „zamożnym” przyjacielem, to aż chce mi się krzyknąć: „Ken, obudź się! Co Ty chłopie wyrabiasz?”. Jest tylko jeden sposób, by działając w ten sposób szybko zostać milionerem: wcześniej trzeba być miliarderem.

Żyjąc na pewnym poziomie, obracasz się w środowisku ludzi sukcesu, którzy pomogą Ci w szybszym rozwoju kariery. 

Brzmi całkiem sensownie, ale nie wtedy, gdy ma stanowić wymówkę dla kolejnego zbędnego zakupu. Bo co to znaczy „na pewnym poziomie?”. Naprawdę trzeba mieszkać w najlepszym apartamentowcu, aby rozwijać się zawodowo? I czym jest owo środowisko ludzi sukcesu? Zazwyczaj są oni równie spłukani co Ken i Barbie, więc harują po 12 godzin na dobę, by spłacić kolejną ratę. Cały chytry plan obracania się w środowisku bierze w łeb, bo środowisko jest wymęczone i nie ma ochoty na żadne spotkania. To pewnie dlatego sąsiedzi w apartamentowcach prawie w ogóle się nie znają.

finanse osobiste

Szybciej, sensowniej i taniej można rozwinąć swoją karierę, gdy nie ma się długów, zaś na koncie spokojnie procentuje nasz fundusz bezpieczeństwa. Nie mamy wówczas problemów z zaśnięciem, jesteśmy zrelaksowani i kreatywni. Zamiast martwić się o zbyt dużą ratę, poświęcamy czas i energię na rozwój i nasze pasje. Dobrze rozumiem znaczenie dbania o sieć kontaktów w biznesie, lecz nie można tym tłumaczyć głupich decyzji finansowych.

W markowych ciuchach i luksusowym aucie jesteś bardziej pewny siebie i budzisz większy szacunek u innych. 

Ten argument totalnie rozkłada mnie na łopatki. Uwaga! Ważna wiadomość dla Kena lub Barbie: jeżeli musisz siedzieć w wypasionej bryce, aby być pewnym siebie, to masz znacznie poważniejsze problemy, niż te związane z finansami. Jasne, że chodzenie w starych łachmanach i jeżdżenie rozwalającym się Oplem nie poprawi Ci samopoczucia. Ale czy na pewno potrzebujesz nowiutkiego auta w kredycie 50/50, które straci 20% na wartości zaraz po wyjechaniu z salonu? Czy naprawdę uważasz, że wzbudzisz więcej szacunku, bo spacerujesz z torebką Louis Vuitton? 

finanse osobiste

Muszę Cię rozczarować: ludzi zupełnie to nie obchodzi. Jeżeli będą Cię szanować, to z całą pewnością nie z powodu auta czy tej torebki. Powiem Ci więcej: nie musisz aż tak się przejmować opinią innych. Większość z nich w ogóle o Tobie nie myśli, a jeśli już, to przejmują się raczej Twoją opinią o nich samych.

Nie daj się omamić jak Ken i Barbie

Wiem, że nie jest łatwo, bo 10 lat temu sami żyliśmy z żoną w podobny sposób. O własnej głupocie sprzed lat opowiedziałem ze szczegółami w filmie 5 bolesnych finansowych błędów, które popełniłem. Wystarczy przecież włączyć TV albo odpalić Internet, a od razu szprycują nas reklamami pokazującymi szczęśliwych ludzi na zakupach. Kolorowe magazyny to 70% reklam i artykułów dyktujących nam, jak być trendy albo cool. Faceci są przystojni i dobrze zbudowani, kobiety zgrabne i piękne, a wszyscy wyglądają jak ludzie sukcesu, więc chcemy być tacy sami. 

Jednak nasze życie to nie reklama ani serial. Jak powiedział kiedyś Bill Gates: „W prawdziwym życiu trzeba w pewnym momencie wyjść z kafejki i pójść do pracy”. Absolutnie nie mam nic przeciwko kupowaniu markowych ubrań, drogich zegarków, luksusowych samochodów czy apartamentów w najlepszych dzielnicach. Sam chętnie kupię sobie samolot, gdy tylko będzie mnie na to stać. Jednak pewne rzeczy trzeba robić w odpowiedniej kolejności. Zadłużanie się po uszy, by kupić „symbole statusu” to prosta droga do finansowej katastrofy. 

Jak zrobić finansowe porządki?

Przykład Kena i Barbie odnosi się do określonej grupy osób, ale zastanów się trochę, czy sam nie wydajesz czasami bezmyślnie pieniędzy? Jeżeli tak, to pora wziąć się za finansowe porządki. 

Polecam Ci prostą metodę 10 kroków, które wykonane jeden po drugim świetnie pomagają w osiągnięciu finansowego bezpieczeństwa:

  • Krok1: Poznaj wartość swojego majątku zsumuj aktywa, odejmij długi, a dowiesz się, ile naprawdę uzbierałeś w ciągu swojego życia. 
  • Krok 2: Przygotuj domowy budżet – to Ty powinieneś przejąć kontrolę i pokazywać pieniądzom, dokąd mają pójść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły. 
  • Krok 3: Odłóż 2000 zł – to pierwsza linia obrony przed nagłymi wydatkami! 
  • Krok 4: Pozbądź się kredytów i pożyczek konsumenckich – one najbardziej drenują Twój portfel. 
  • Krok 5: Zbuduj fundusz bezpieczeństwa – odłóż kwotę w wysokości 6-miesięcznych wydatków, która pozwoli Ci wreszcie poczuć się bezpiecznie. 
  • Krok 6: Zafunduj sobie nagrodę – po zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa odłóż środki na spełnienie fajnego marzenia. 
  • Krok 7: Otwórz konto emerytalne – na pewno przejdziesz na emeryturę, a bez własnych oszczędności będziesz biedny jak mysz kościelna – musisz odkładać kilka stówek co miesiąc. 
  • Krok 8: Przygotuj środki na studia dzieci – choć oficjalnie są darmowe, w praktyce sporo kosztują. 
  • Krok 9: Nadpłać kredyt hipoteczny – przynajmniej jedną ratę w roku, by pozbyć się go szybciej. 
  • Krok 10: Ciesz się życiem, inwestuj i pomagaj innym – wszystko, co zostanie po zasileniu poprzednich kroków, możesz teraz wydawać – na co tylko chcesz. 

Ale dopiero na tym etapie jest miejsce na zakup „symboli statusu”, bo dopiero teraz faktycznie masz jakiś sensowny finansowy status. Jeżeli zamiast tego będziesz przeznaczać wszystkie zarobki na konsumpcję, to nie ma opcji: do końca życia będziesz biedny. A szkoda by było, bo naprawdę wystarczy trochę zdrowego rozsądku i zaangażowania, a można całkowicie odmienić swoją sytuację finansową.

CHCESZ ZACZĄĆ INWESTOWAĆ NA POWAŻNIE?

Jeżeli szukasz praktycznego przewodnika, który wyprowadzi Cię z inwestycyjnych krzaków i pomoże zbudować własny portfel od podstaw, polecam Ci moją książkę „Finansowa Forteca”.

Dowiedz się więcej

ken i barbie

A wiesz, po czym poznasz, że jesteś na dobrej drodze? Po tym, że Ken i Barbie będą się z Ciebie śmiać i żartować sobie z Twojego oszczędzania i zdrowego podejścia do pieniędzy. Choć piszę ten artykuł ze sporą dawką humoru, nie myśl, że kieruje mną poczucie wyższości nad Kenem i Barbie. Wręcz przeciwnie! Sam tak się kiedyś zachowywałem, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że do pewnego stopnia to jest historia oparta na faktach i moim własnym doświadczeniu. Jednym zdaniem – trochę nabijam się tutaj z samego siebie. 

Niektóre osoby ta historia bawi, innych trochę drażni. Ale to chyba dobrze – bo czasem wzbudzenie emocji to jedyny skuteczny sposób, aby się przebić z ważnym przekazem. Daj koniecznie znać, co myślisz o Kenie i Barbie i co wyciągnąłeś z tej historii dla siebie.

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię moja książka o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu- prosto i merytorycznie – tłumaczę w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 19 222 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze42 komentarze

  1. A ja mimo wszystko im zazdroszczę i chciałbym być takim Kenem. Bo oni wydają co prawda wszystko co mają, ale żyją na przyzwoitym poziomie. Są niewolnikami? Ja też jestem niewolnikiem (podobnie jak miliony Polaków) bo mało zarabiam i też drżę na wieść o możliwych zwolnieniach, bo to dla mnie ekonomiczna śmierć.

    Oni MOGĄ zmienić się w ludzi z kasą i oszczędnościami (w sumie bez żadnego wysiłku), jeśli tylko zaprzestaną nadmiernie ekstrawanckich wydatków. Ja (i miliony Polaków) nie mamy takiej możliwości, takiej szansy. Często musimy każdy grosz oglądać ze wszystkich stron zanim go wydamy.

    To ja już wolę być tym zniewolonym Kenem, przynajmniej pokorzystałbym z życia.

    • “Oni MOGĄ zmienić się w ludzi z kasą i oszczędnościami (w sumie bez żadnego wysiłku), jeśli tylko zaprzestaną nadmiernie ekstrawanckich wydatków. ”

      Nie wiem, czy słowo “tyko” tutaj pasuje. Jeśli ktoś całe życie żyje rozrzutnie i w takim samym towarzystwie, to nie zmieni się z dnia na dzień. Często ktoś z tych milionów Polaków szybciej zmieni pracę i podwyższy zarobki na zadowalające, niż taka lalka zmieni swoje zachowanie.

    • Tomek, polecam Ci książkę Marcina Iwucia. Taki gość, który pokaże Ci jak zadbać o swoje finanse i by nie marzyć o byciu Kenem tylko patrzeć na fakty, zwiększać przychody, budować oszczędności i ciężko pracować by poprawić swoją sytuację. Od gadania nic nie zmienisz. Ja z żoną dzięki Marcinowi zrobiłem poduchę, spłaciliśmy konsumpcyjne kredyty, wzięliśmy się za dodatkową pracę by nadpłacać kredyt hipoteczny (kasa bierze się z pracy lub złodziejstwa z nieba nie spada) i teraz zaczynamy inwestowanie maluteńkimi kroczkami. Potraktuj książkę Marina jak dobre studia podyplomowe i daj sobie szansę! Nie warto żyć marzeniami utopijnymi, tylko marzeniami które możesz spełniać.
      Sorry jak brzmi trochę jak z amerykańskich poradników, daj szansę sobie i ciężko pracuj!

    • Nie wiem czy oby na pewno chciałbyś być Kenem,który wykorzystuje na maxa limity na kartach kredytowych ,debet w koncie ,potrafi zapożyczyć sieci innych …człowiekiem ,który zanim się ogarnie finansowo czeka go wiele chudych lat by pospłacać wszystkie długi i nauczyć się żyć inaczej, na ! Zrozumieć na czym polega świadome życie finansowe. To wcale nie łatwe dla ludzi ,którzy żyli głównie swoim wizerunkiem .

    • Tomek masz rację..
      Też zarabiam oscylację wokół 2 tysięcy i też, podobnie jak Ty, czuję się niewolnikiem ( osoby zarabiające kilka tysięcy z Warszawy tego nie zrozumieją).
      A my zastanawiamy się, jakie wydatki wyciąć?
      Pewnie, że popełniamy błędy finansowe , zastanawiając się , czy nie za drogie i nie za dużo ubranek dla dzieci kupiliśmy ( czy można było taniej?).
      Człowiek nie chce wydawać na zabawki dla dziecka, ale chce też czasem sprawić dziecku radość , gdy widzi tą malutką istotkę..
      A teraz jeszcze czas pandemii.. wielu z nad drży o pracę.. A dyrektorzy nie chcą zatrudniać- wolą żeby jeden pracownik wykonał maximum pracy, pozostając po godzinach, jeśli się nie wyrobi 🙁

      Ale uwielbiam blog Marcina ( czytam jako jednego / mam malutkie dziecko).
      A książka o fortecy leży na stole i powoli czytam .. bo dziecko ..
      Marcinie, jesteś świetny!
      Doceniamy to, co robisz!
      Blog jest super!
      Nie zmieniaj się!
      Pozdrawiam 🙂

  2. Świetny artykuł. W pewnym momencie wielu ludzi się gubi przez takie zachowania. Trzeba się opamiętać🙂 a nie jest to łatwe w instagramowych czasach świetności🙂

  3. Ja kupiłem nowiutkie auto w kredycie i spokojnie je spłacam. Nie wiem dlaczego autor bloga wyzywa mnie od niewolników – chyba świadczy to o jakiś jego życiowych problemach. Kredyt to narzędzie, które stosowane z umiarem ułatwia życie.
    Natomiast autor chętnie przejaskrawia i sprowadza całość do absurdu, przez co ten wpis jest niepoważny. Ale rozumiem ze jakoś na te swoje książki trzeba naganiać.

    • Jeśli na coś tak prozaicznego jak nowy samochód musisz brać kredyt to współczuję Tobie i Twoim finansom.

    • Janku, artykuł jest bardzo mądry.
      Clue Marcina to to, żeby nie harować przez całe życie i liczyć na emeryturę tylko, żeby żyć tak, aby stać się finansowo wolnym człowiekiem wcześniej niż mając 67 lat ( pytanie czy ludzie w Polsce w momencie przejścia na emeryturę stają się wolni. No właśnie….)
      Żeby jednak to osiągnąć trzeba wydawać dużo mniej niż się zarabia, opanować zachcianki, które nawet potrafimy racjonalizować (‘no, przecież przyda mi sie nowy samochód z salonu’, ‘ciężko pracuję, zasługuję na drogie, egzotyczne wakacje’)
      Marcin po prostu uczy, że takie podejście to droga donikąd – czytaj: pracy do 67 roku życia i bycia więźniem systemu, bo kredyt jeden, drugi, trzeci, więc nie mogę stracić pracy, więc muszę być miły dla szefa i tak dalej i tak dalej.
      Gdzieś przeczytałam fajne zdanie: ‘Są 2 rodzaje bólu. Jeden to ból związany z dyscypliną, drugi to ten związany z żalem.’ Wiadomo, że dyscyplina finansowa i odmawianie sobie zachcianek to wyrzeczenie Oczywiście, ale w perspektywie długofalowej (podkreślam, długofalowej) przynosi fenomenalne profity

    • Janek, autor ma całkowitą rację. Jesteś niewolnikiem. Gdyby Cię było stać na to auto, kupiłbyś je za gotówkę . Spłacając auto przez 2-5 lat jesteś niewolnikiem banku. Sytuacje życiowe są różne. Możesz stracić pracę lub pilnie potrzebować grubej kasy na leczenie.

    • Zupełnie nie rozumiem tego hejtowania Janka przez większość komentujących. Jak sam zauważył kredyt to tylko narzędzie. Narzędzie dzięki któremu już dziś może mieć to na co musiałby odkładać np. 5 lat. Po co ma się męczyć przez 5 lat w starym aucie które w każdym momencie może mu się zepsuć? Mieszkania to jeszcze lepszy przykład. Ciekaw jestem ile z hejtujących osób oszczędzało np. 20 lat żeby kupić własne lokum za gotówkę jednocześnie płacąc za wynajem. Zapewne niewiele i słusznie bo to się zupełnie nie opłaca.
      Jeśli ktoś mimo raty kredytowej może jeszcze część przychodów odłożyć na nieprzewidziane wypadki to nie ma powodów dla których z góry ma odrzucić kredyt.

      • Kredyt na mieszkanie a ten na samochód to zupełnie różne sprawy, bez problemu można kupić samochód w dobrym stanie na który mamy pieniądze a mieszkanie w wynajętym lokalu przez 20 lat nie jest komfortowe ani opłacalne, warto rozróżniać wydatki i nie traktować każdego tak samo

      • Ale kredyt na samochód jest czymś innym niż kredyt na mieszkanie. Marcin nie raz pisał, że mądrze zaciągnięty kredyt hipoteczny jest ok. Tu chodzi tylko o kredyty konsumenckie na zachcianki. Zgadzam się, że fajnie jest jeździć nowym samochodem dziś, a nie za 5 lat, dlatego każdy musi sam wybrać co dla niego jest dobre i bezpieczne.

      • Kredyt jest zobowiązanie długoterminowym, a życie bywa bardzo przewrotne… Skoro na byle auto musisz brać kredyt, to Cię na nie nie stać i tyle.

        Niestety, większość ludzi tego nie rozumie.

        Dla mnie pieniądze same w sobie nie mają wartości – dopiero spokój jaki zapewniają ją ma. Na początku swojej kariery zawodowej wzięliśmy z żoną kredyt na mieszkanie. Przy łącznych zarobkach na poziomie 4 średnich krajowych rata wynosiła pół średniej krajowej (nie chcieliśmy więcej, gdyby różne rzeczy się posypały). Po pół roku z różnych względów zarabialiśmy łącznie poniżej średniej krajowej i uratowała nas poduszka finansowa. Dopiero takie sytuacje uczą, że nie ma nic pewnego.
        Teraz mamy kilka biznesów, siedmiocyfrowe oszczędności a i tak jeżdżę 10 letnim autem, bo jest wygodne i się nie psuje:) zamiast auta za 200k wolę dołożyć do domu nad morzem i pracować zdalnie – kwestia priorytetów…

  4. Odnośnie samochodu. Marcin co proponujesz aby było sensowne. Założymy scenariusz, że masz auto 15 letnie – co 2/3 ms musisz do niego dokładać po 200/600 zł bo co chwila coś sie sypie.

    Masz trochę gotówki w okolicach 10/20k – czy proponował byś np. wzięcie w leasing nowszego auta za powiedzmy 50k – które powinno być mniej zawodne, młodsze i pewnie trochę nim sie uda pojeździć plus płacić 2/3 lata raty.
    Czy jednak kupić auto za te 10/20k. Czy może jeszcze dalej naprawiać auto obecne i jeździć im z takim trochę wentylem, że może sie coś popsuć. Nie biorę pod uwagę najmu długoterminowego, który jest nieopłacalny.

    • Samochody to odrębny temat. Przede wszystkim trzeba się na nich znać albo zapłacić za doradę komuś kto się zna.

      Matematyka musi się zgadzać.

      Kupujesz samochód za 50k z czego 30k jest w kredycie. Rozkładasz kredyt na 3 lata. RRSO dzisiaj realnie to 10%. Czyli rata miesięczna wyjdzie w granicach 970-1000 zł Czyli łącznie spłacisz 35 tysięcy zł.
      Za 3 lata masz trzyletni samochód i spłacony kredyt. Z początkowej wartości samochód w 3 lata traci około 40-50% Czyli będzie wart 25-30 tys. zł.
      Podsumowanie. Po trzech latach masz samochód o wartości 25 tys i żadnych oszczędności. Nie licząc kosztów przeglądów w ASO, obsługi, kosztów ubezpieczenia AC.

      • Miałem na myśli samochód używany, więc pewnie utrata wartości była by jednak ciut mniejsza.
        Ok, to co byś proponował w takiej sytuacji?

        • Sam musisz podjąć decyzję. Ja eksploatowałem kiedyś 19-sto letni samochód i odkładałem jednocześnie żeby kupić nowszy i bezpieczniejszy. Kupiłem bez kredytu żadnego. Więc wiesz już po której stronie barykady jestem. Zawsze gratem!
          Jeszcze pozostaje kolejna rzecz – jakim procentem Twojego mienia ma być samochód. Bo jeżeli samochód stanowi lub miałby stanowić 90% majątku to trochę słabo. Wydaje mi się, że najrozsądniej jest jak wartość samochodu to 6 zsumowanych pensji netto. Powoduje to, że nie kupisz samochodu na który w dłuższej perspektywie Cię nie stać.
          Należy pamiętać że utrzymanie używanego auta klasy premium kosztuje bardzo dużo. Takie BMW E60 na przykład mimo 15-20 lat na karku wcale nie jest mniej skomplikowane niż w dniu debiutu.

          • Łukasz, chyba chodzi Ci o to na co maksymalnie powinno nas stać. Dave Ramsey uważa, że wartość czegokolwiek z kołami nie może przekraczać 50% naszych rocznych dochodów. W przeciwnym razie szybko awansujemy do kategorii Kena i Barbie. Dla tych co mają bardzo wysokie pobory to nawet 3-miesięczne dochody może być dużo gdy za miesięczną pensję mogą kupić sobie porządny nowy lub prawie nowy (jeszcze na gwarancji) samochód, którym można pojeździć spokojnie przez kolejne 7-8 lat.

    • Marcin Kluczek

      Ciężko coś zaproponować, bo nie ma jednego dobrego rozwiązania dla wszystkich,

      O jakich samochodach myślisz? Ile lat chcesz go użytkować? Ile kilometrów w tym czasie przejedzie?

        • Marcin Kluczek

          Sporo opcji

          1. dobić 15-letnie auto wymagające wkładu 200-600 co 2/3 miesiące
          2. kupić nowsze za 10-20
          3. leasing na 3 letni kompakt

          dorzucę kolejną – zakładam, że auto kosztuje 50 tysięcy
          4. kredyt na firmę na 3-letnie auto. Ma to swoje plusy. Wrzucasz 25 tysięcy jako wkład własny, a za chwilę odpisujesz pół VATu od faktury, czyli ~4,5 tysiąca. Wydałeś 20,5 tysiąca, masz auto, 30 odpisów od przychodu po 1500 złotych i kredyt na 25 tysięcy, od którego odsetki wrzucisz w koszty.

          Co wybrać? To zależy od tego jaka jest Twoja sytuacja finansowa. Jeśli wszystko masz poukładane, poduszka jest solidna, dochód wygląda na pewien, a samochód jest Ci naprawdę potrzebny, to ja bym zastanawiał się między opcjami 3 i 4.

          Ale jeżeli w finansach nie ma pełnej jasności – patrz wpis wyżej – to myślę, że męczyłbym 15-latka. Nie tak dawno zajechałem 18-letni samochód i uznałem, że to już dla niego za dużo, więc sprzedałem w cenie adekwatnej do stanu. Wziąłem leasing na nowy tani miejski samochód – 42 tysiące brutto. Mniejszy i mniej wygodny, ale się nie psuje, serwis mam w pakiecie wliczonym w cenę za “grosze”, a polisy dealerskie bywają zaskakująco tanie. Niechcący dodałem opcję numer 5 🙂

          • Przypominam, że istnieją kredyty i leasingi z oprocentowaniem zero, więc nie hejtujmy od razu tych, którzy korzystają z tych narzędzi do zakupu nowego auta.

    • Jeżeli masz możliwość wzięcia nowego samochodu w leasing (czyli zakładamy że masz dg lub firmę) vs 15-letnie które się sypie osobiście bym wziął leasing – oczywiście po sprawdzeniu czy mnie na to stać.
      Stare jak cos możesz sprzedać i mieć na wkład własny ale jak weźmiesz leasing to musisz go niestety płacić i przez min. 24 miesiące nie ma opcji wcześniejszej spłaty aby się go pozbyć. Z drugiej strony samochód w leasingu to koszt który obniża podatki w twojej firmie więc jak uwzględnisz korzyści podatkowe to okaże się że samochód kosztujący 50 tyś brutto po spłaceniu leasingu kosztował cię ok 40 .Do tego jest nowy i na gwarancji więc teoretycznie nie musisz do niego dopłacać, ale… jest nowy więc musisz zapłacić pełne ubezpieczenie AC więc musisz wyskoczyć z kasy…

      więc jak widzisz jest wiele do przeanalizowania.

      Jak zawsze analiza sytuacji ekonomicznej i tego gdzie jesteś w życiu.
      Kalkulator do ręki, analiza swot i zaraz będziesz wiedział.

  5. Niestety ja też tak żyłam z mężem. Nagłe przebudzenie się z kredytem hipotecznym + około 150 tys z kredytem gotówkowym. Kredyt gotówkowy zaciągany na remonty nowego mieszkania + samochód + wakacje. Aktualnie śmiać mi się chcę z tego co wtedy robiliśmy. Dwa lata temu postanowiliśmy to zmienić i od tego czasu żyjemy mega świadomie. Kredytu gotówkowego zostało już 30 tys dzięki nadpłacaniu, planujemy go spłacić do zera w ciągu kilku miesięcy. Odłożyliśmy też poduszkę finansową. Bardzo przykro było zacząć oszczędzać a nie wydawać jednak teraz tak już weszło nam to w nawyk ze nie widzę innej drogi. Dużo mnie to nauczyło 🙂

  6. Kredyt narzędziem do stosowania z umiarem – a co powiesz na zebranie oszczędności żeby nie musieć brać kredytu (i płacić bankom za jego udzielenie)? To lepsza choć wolniejsza opcja.

  7. Z poziomu świadomości Kena/Barbie najszybciej wyrasta się gdy przyjdzie mniejszy lub większy problem ze spłatą bieżących zobowiązań/stałych wydatków. Jak mnie taki moment dopadł, to wyszedłem z tego. Okres „postu” był cenny, dlatego że zobaczyłem, że wiele rzeczy w życiu jest niepotrzebnych. Co więcej, lepiej nie mieć jakiejś rzeczy niż ją mieć w pakiecie ze stresem związanym z wiszącymi nad głową non-stop zobowiązaniami.

  8. Wciaz niezmiennie mnie fascynuje, ze trzeba tworzyc takie wpisy/artykuly i tlumaczyc tak banalne rzeczy jak poduszka finansowa, proste zasady oszczedzania typu wydawaj mniej niz zarabiasz. Niby proste, a wystarczy troche porozmawiac z ludzmi i az wlos sie jezy ile osob ma z tym problem.

  9. Skoro na początku napisał Pan o niewłaściwych sposobach dodawania sobie pewności siebie, to konsekwentnie na liście „10 kroków” powinien być jeszcze jeden: „Naucz się olewać zdanie innych na twój temat”. Część ludzi niepotrzebnie wydaje pieniądze, bo popada w „wyścig zbrojeń”, choć faktycznie danego sprzętu czy ubrania nie potrzebuje (stare jeszcze dobre).
    Poza tym PEŁNA ZGODA.
    Pozdrawiam.

  10. Kilka osób się chyba zdenerwowało ale to tylko dobrze dla nich, może to zmusić do przymysleniabswojego postepowania, ja trafiłem na blog fbo na samym początku swojej kariery zawodowej i bardzo się cieszę bo dzięki temu mam dużo więcej świadomości finansowej, w domu, szkole, uczelni nikt nie uczy jak postępować z pieniędzmi. Nie uważam żeby takie wpisy miały jakoś nakręcać sprzedaż książek, uważam że każdy powinien się dokształcać i czytać o finansach czy to z książek M.Iwuc czy z innych. Pozdrawiam i niedowiarkom mowie ze metody zawarte na blogu przy odrobinie wysiłku naprawdę działają!!

  11. Witam,

    W moim odbiorze taki Ken i Barbie symbolizują dziecinną naiwność .
    Dłuższą chwilę zastanawiałam się jak można taki przykład skomentować….
    Doszłam do wniosku, że jest wiele możliwych aspektów , które mają ogromny wpływ na bycie Kenem czy Barbie . Doprawdy można by o tym, całkiem sporą książkę napisać , a w niej roztrząsać różne kwestie pod każdym możliwym kątem i wyszło by takie Studium przypadku……
    Ale ja książki pisać nie zamierzam:):).
    Nawet przebiegło mi przez myśl, że następny temat będzie typu ” Zwierzenia Kena i Barbie”.

    Chyba nie będę bardzo odkrywcza, jeśli dodam, że zanim dziecku da się nową zabawkę , dobrze byłoby pokazać jak może nią się bawić.
    Być może też ,nie przesadzę, stwiedzając, że wszelakie narzędzia , również te finansowe, wymagają wiedzy i doświadczenia w ich użytkowaniu.
    Zatem pozostaje mi dołączyć do tych , którzy podobnie jak ja chcą się czegoś nauczyć i zdobytą wiedzę wykorzystać z pożytkiem dla siebie.
    Ja , zamiast zajmować się Kenem i Barbie, wolę sprawić sobie prezent w postaci książki o finansach.

    pozdrawiam Ula

  12. Witaj Marcin,

    Chciałam tylko powiedzieć, że zobaczyłam Twojego maila z nowym artykułem w trakcie przeglądania stron z kosmetykami (lista do kupie rosła z każdą minutą). Dziękuję Ci, bo właśnie zrozumiałam, że zbaczam ze swojej ścieżki. Dzięki Twojej książce o finansach osobistych i poznaniu 10 kroków już po 2 miesiącach widzę ogromne zmiany. Nadpłaciłam 3 raty za laptopa (tak, to był świetny pomysł brać go na raty) i rozplanowałam cele finansowe. Prowadzę też budżet, który skutecznie zniechęca mnie do wydawania na głupoty. Co więcej, prawie całą premię otrzymaną w ubiegłym miesiącu odłożyłam na subkonto, a wcześniej pewnie wydałabym zaraz te pieniądze. Cieszę się bardzo, że trafiłam na tego bloga i Twój podcast. Ta wiedza naprawdę odmienia życie i wyzwala poczucie sprawczości w człowieku 🙂

  13. Bardzo dobry artykuł. Szkoda tylko, że nie uczą tego już we wczesnych latach szkolnych. Życie ponad stan to krok do nikąd. Najgorsze jest to, że ludzie nie widzą nic złego w braniu kolejnych i kolejnych kredytów np. hipotecznych podczas gdy mieszkanie, w którym mieszkają nie zostało jeszcze nawet w 70% spłacone …..

  14. Przemysław

    Marcin, ( blogowicze),

    fajna robota – jednak jeśli mogę coś zasugerować ; tzn. temat artykułu / wtorku.
    Jak już wiadomo, nie ma w szkołach edukacji finansowej i produkujemy jako społeczeństwo, finansowych matołków którzy zakładają swoje rodziny. Oczywiście często nie jest to wina tych młodych osób, nie mają skąd czerpać wzorców.
    Może warto zrobić wpis – pt. pierwsze kroki samodzielnego życia lub życia w rodzinie. Jakie podjąć decyzje, jakie wydatki odłożyć – co jest absolutnie zbędne.

    Mi przychodzi na myśl oprócz standardowych kroków w postaci FA i FB wkład na mieszkanie i może warto kupić coś mniejszego i nie koniecznie nowego – za kilka lat być może będziesz tyle zarabiał że szybko to nadpłacisz i kupisz coś większego. Może to że warto poszukać niższego abonamentu tele ( wiele osób nie ma świadomości że telefon za 1 zł nie kosztuje 1 zł ) i może warto omówić kilka przykładów pułapek które kuszą nas dookoła “szczęściem posiadania” ?

    Piszę to gdyż często rozmawiam z młodymi osobami które finansowo są zupełnie nie opierzone – a jednak życie rzuca ich na szerokie wody finansów. Co gorsze – konsumpcyjny marketing nastawia ich że “im się to od życia należy”.

    Co sądzicie ?

  15. Młodych zdolnych to jeszcze mogę zrozumieć.Otrząsną się,zrozumieją i się odbiją od dna ale jak wytłumaczyć wydatek w Polsce 26mld rocznie na papierosy.Głównie ludzie młodzi i osoby zarabiające poniżej średniej krajowej.Wystarczy nie palić i zostaje w budżecie domowym 500 zł,rocznie 6 tysięcy .Często zakupom tytoniowym dotyczy alkohol.Jak to wytłumaczyć?

  16. Hej,
    Sądze ze problem nie tyle leży w braku edukacji co w bombardowaniu potencjalnych konsumentów propagandą oparta na złudzeniach . Podaje się takie treści które kładą wartość na tzw. Musze mieć. Kompletnie pomijana jest cena jaką musze zapłacić. I nie ma w tym nic dziwnego w myśl zasady ze zawsze znajdzie się taki głupi który kupi. Z takiego założenia wychodzą marketingowcy moim zdaniem. Im więcej kupujących tym większy zysk sprzedawcy . Bazują oczywiście na niezaspokojonych ludzkich potrzebach . Bo któż z pustka w kieszeni nie marzy o tym żeby mieć czy posiadac? Dzisiejsza iluzoryczna recepta na bogactwo to kredyt. Czy są jeszcze ludzie którzy wiedzą że kredyt to dług i to w dodatku dług oprocentowany? Ja nie wierzę że ludzie masowo są matematycznymi analfabetami i ze nie znają działań na liczbach ujemnych których dodawanie zwiększa wartość ale zawsze ze znakiem minus. Dlatego nie w braku wykształcenia upatruje przyczyny lecz w intensywnych działaniach sprzedawców marzeń . W działaniach ukierunkowanych na bezlitosne operacje na otwartych mózg ach w całkowitym znieczuleniu . I ta kwestie trzeba rozpakować i przyjrzeć się poszczególnym elementom. Poznany mechanizm sprawia że zaczyna się rozumieć o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Życie można porównać do gry w szachy.
    Miłego dnia
    Ula

  17. Ulu,
    Podoba mi się Twój komentarz.

    Ja z doświadczenia wiem, że pierwszym krokiem, który zawsze warto wykonać kiedy nie zostają z zarobków oszczędności i krokiem jednocześnie będącym momentem przełomowym, wyzwalającym mnóstwo refleksji, również nad mechanizmami rządzącymi wydawaniem pieniędzy, jest rozpoczęcie i systematyczne prowadzenie budżetu domowego. Widzisz wówczas, jakie są skutki własnego działania, szukasz przyczyny niepowodzeń. Wtedy też często przychodzi refleksja, że zwykle jesteśmy wkręcani w zakupy, że sami bezmyślnie dajemy się ponieść wyobraźni, emocjom, itd.

Odpowiedz