Młodzi, zdolni i pracowici. Zarabiają przyzwoicie, mieszkają w dobrych dzielnicach i wożą się po mieście świetnymi samochodami. Oto Ken i Barbie. Patrząc na nich, możesz pomyśleć, że mają życie jak z bajki. Kiedy jednak wyjdziesz poza ich media społecznościowe i zajrzysz pod plastikową fasadę, okazuje się, że na ten cały luksus tak naprawdę ich nie stać. Dziś opowiem, jak nie zmienić się w plastikową figurkę z korporacyjnych reklam. 

Dzisiejszy artykuł jest przypomnieniem tekstu, który napisałem 7 lat temu. Codziennie docierają do mnie liczne historie osób, którym tamten zimny prysznic pomógł obudzić się z konsumpcyjnego amoku. I właśnie dlatego postanowiłem wrócić do tematu oraz przypomnieć, że nie warto być Kenem i Barbie. Ten artykuł rozbawi Cię lub trochę wkurzy, ale obiecuję, że będzie to zdrowe wkurzenie 🙂 

Kim są Ken i Barbie?

„Fenicjanie wymyślili pieniądze, tylko… Dlaczego tak mało?” Ta myśl często pojawia się w głowach Kena i Barbie – dumnych przedstawicieli klasy średniej z aspiracjami na więcej. Są zdolni, pracowici i dążą do zawodowego sukcesu. Mieszkają w dużych miastach, pracują w prężnych firmach, mają przyzwoite zarobki. Po mieście jeżdżą luksusowymi samochodami i mieszkają w dobrych dzielnicach. Przynajmniej dwa razy w roku wyruszają na egzotyczne wakacje, a zimą na narty w Alpy lub Dolomity. Bardzo dbają o wygląd, kupują tylko markowe ubrania, a swój społeczny status podkreślają drogim zegarkiem lub torebką. Czym różnią się od tysięcy osób żyjących podobnie? Tym, że akurat ich na to nie stać – ale jeszcze tego nie zrozumieli…

ken i barbie
źródło zdjęcia: https://www.humbi.pl/

Im dłużej mieszkam w Warszawie, im więcej poznaję nowych osób, tym bardziej jestem zdumiony liczebnością Kenów i Barbie. Wiem, że określenie „Ken i Barbie” jest wkurzające, ale naprawdę ręce mi opadają, gdy obserwuję niektóre sytuacje. 

Jak to w ogóle możliwe, że facet, który od czterech lat zarabia ponad 15 tysięcy miesięcznie, jeździ do pracy nowym BMW i mieszka w odpicowanej kawalerce w Śródmieściu, tonie w długach i drży jak dziecko, gdy w pracy pojawia się groźba zwolnień? Albo, że niesamowicie zdolna dziewczyna, świetna finansistka, zarabiająca kilka średnich krajowych plus roczny bonus, nie odłożyła przez 8 lat nawet drobnego funduszu bezpieczeństwa i od bankructwa dzielą ją dwa miesiące bez pensji? Na zewnątrz piękna fasada, budząca podziw, a nawet zazdrość. A pod spodem? Żadnych oszczędności, czyli bieda, aż piszczy! 

barbie

Współczesne niewolnictwo w markowych ubraniach 

Takie życie w otoczeniu błyskotek i pozornego luksusu, to droga donikąd. Ba, to nawet nie jest życie, tylko forma współczesnego niewolnictwa, która tym się różni od harowania na plantacji bawełny, że Kena i Barbie nikt nie porywa i nie przywozi w kajdanach z Afryki. Nie musi, bo sami pokornie pakują się w łapy swych „panów” – czyli łaskawych pożyczkodawców. To właśnie dla nich ruszają co rano do pracy, by w pocie czoła harować na spłatę rat. A wiesz, co jest najgorsze? Że ich ciężko zarobione pieniądze i dodatkowe środki z kredytów są przeznaczane na bzdury!

ken i barbie

Dlaczego tak jest? 

Co musi mieć w głowie Ken i Barbie, że na własne życzenie pakują się w takie bagno? Dlaczego zachowują się jak niemowlę leżące w brudnym pampersie z błogą minką zdające się mówić: „wiem, że trochę śmierdzi, ale przynajmniej jest miło i ciepło”? 

Oto trzy najciekawsze wyjaśnienia, na jakie się dotąd natknąłem: 

Jeśli chcesz być bogaty, powinieneś już dziś postępować tak, jak ludzie bogaci. 

Przyznaj sam, że to prawdziwa perełka. Zdanie zaczerpnięte żywcem z poradnika motywacyjnego albo szkolenia „Jak szybko zostać milionerem”. Wyrwane z kontekstu służy jako usprawiedliwienie bezmyślnego szastania pieniędzmi. To niesamowite, jak bardzo potrafimy zapętlić się w naszym myśleniu. Jasne, że warto już dziś postępować, jak ludzie bogaci, ale nie bierzmy się za to od d…py strony!  

finanse osobiste

Bogaci właśnie dlatego są bogaci, że zamiast wydawać pieniądze na bzdury, trzymają się z dala od długów konsumenckich, potrafią oszczędzać i konsekwentnie inwestują: w siebie, w aktywa finansowe, w nieruchomości, w biznesy. Owszem, kupują świecidełka i luksusowe przedmioty, ale za ułamek swych oszczędności, a nie na limit z karty kredytowej! Gdy słyszę od zadłużonego po uszy kolegi, że jedzie na partyjkę golfa z równie „zamożnym” przyjacielem, to aż chce mi się krzyknąć: „Ken, obudź się! Co Ty chłopie wyrabiasz?”. Jest tylko jeden sposób, by działając w ten sposób szybko zostać milionerem: wcześniej trzeba być miliarderem.

Żyjąc na pewnym poziomie, obracasz się w środowisku ludzi sukcesu, którzy pomogą Ci w szybszym rozwoju kariery. 

Brzmi całkiem sensownie, ale nie wtedy, gdy ma stanowić wymówkę dla kolejnego zbędnego zakupu. Bo co to znaczy „na pewnym poziomie?”. Naprawdę trzeba mieszkać w najlepszym apartamentowcu, aby rozwijać się zawodowo? I czym jest owo środowisko ludzi sukcesu? Zazwyczaj są oni równie spłukani co Ken i Barbie, więc harują po 12 godzin na dobę, by spłacić kolejną ratę. Cały chytry plan obracania się w środowisku bierze w łeb, bo środowisko jest wymęczone i nie ma ochoty na żadne spotkania. To pewnie dlatego sąsiedzi w apartamentowcach prawie w ogóle się nie znają.

finanse osobiste

Szybciej, sensowniej i taniej można rozwinąć swoją karierę, gdy nie ma się długów, zaś na koncie spokojnie procentuje nasz fundusz bezpieczeństwa. Nie mamy wówczas problemów z zaśnięciem, jesteśmy zrelaksowani i kreatywni. Zamiast martwić się o zbyt dużą ratę, poświęcamy czas i energię na rozwój i nasze pasje. Dobrze rozumiem znaczenie dbania o sieć kontaktów w biznesie, lecz nie można tym tłumaczyć głupich decyzji finansowych.

W markowych ciuchach i luksusowym aucie jesteś bardziej pewny siebie i budzisz większy szacunek u innych. 

Ten argument totalnie rozkłada mnie na łopatki. Uwaga! Ważna wiadomość dla Kena lub Barbie: jeżeli musisz siedzieć w wypasionej bryce, aby być pewnym siebie, to masz znacznie poważniejsze problemy, niż te związane z finansami. Jasne, że chodzenie w starych łachmanach i jeżdżenie rozwalającym się Oplem nie poprawi Ci samopoczucia. Ale czy na pewno potrzebujesz nowiutkiego auta w kredycie 50/50, które straci 20% na wartości zaraz po wyjechaniu z salonu? Czy naprawdę uważasz, że wzbudzisz więcej szacunku, bo spacerujesz z torebką Louis Vuitton? 

finanse osobiste

Muszę Cię rozczarować: ludzi zupełnie to nie obchodzi. Jeżeli będą Cię szanować, to z całą pewnością nie z powodu auta czy tej torebki. Powiem Ci więcej: nie musisz aż tak się przejmować opinią innych. Większość z nich w ogóle o Tobie nie myśli, a jeśli już, to przejmują się raczej Twoją opinią o nich samych.

Nie daj się omamić jak Ken i Barbie

Wiem, że nie jest łatwo, bo 10 lat temu sami żyliśmy z żoną w podobny sposób. O własnej głupocie sprzed lat opowiedziałem ze szczegółami w filmie 5 bolesnych finansowych błędów, które popełniłem. Wystarczy przecież włączyć TV albo odpalić Internet, a od razu szprycują nas reklamami pokazującymi szczęśliwych ludzi na zakupach. Kolorowe magazyny to 70% reklam i artykułów dyktujących nam, jak być trendy albo cool. Faceci są przystojni i dobrze zbudowani, kobiety zgrabne i piękne, a wszyscy wyglądają jak ludzie sukcesu, więc chcemy być tacy sami. 

Jednak nasze życie to nie reklama ani serial. Jak powiedział kiedyś Bill Gates: „W prawdziwym życiu trzeba w pewnym momencie wyjść z kafejki i pójść do pracy”. Absolutnie nie mam nic przeciwko kupowaniu markowych ubrań, drogich zegarków, luksusowych samochodów czy apartamentów w najlepszych dzielnicach. Sam chętnie kupię sobie samolot, gdy tylko będzie mnie na to stać. Jednak pewne rzeczy trzeba robić w odpowiedniej kolejności. Zadłużanie się po uszy, by kupić „symbole statusu” to prosta droga do finansowej katastrofy. 

Jak zrobić finansowe porządki?

Przykład Kena i Barbie odnosi się do określonej grupy osób, ale zastanów się trochę, czy sam nie wydajesz czasami bezmyślnie pieniędzy? Jeżeli tak, to pora wziąć się za finansowe porządki. 

Polecam Ci prostą metodę 10 kroków, które wykonane jeden po drugim świetnie pomagają w osiągnięciu finansowego bezpieczeństwa:

  • Krok1: Poznaj wartość swojego majątku zsumuj aktywa, odejmij długi, a dowiesz się, ile naprawdę uzbierałeś w ciągu swojego życia. 
  • Krok 2: Przygotuj domowy budżet – to Ty powinieneś przejąć kontrolę i pokazywać pieniądzom, dokąd mają pójść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły. 
  • Krok 3: Odłóż 2000 zł – to pierwsza linia obrony przed nagłymi wydatkami! 
  • Krok 4: Pozbądź się kredytów i pożyczek konsumenckich – one najbardziej drenują Twój portfel. 
  • Krok 5: Zbuduj fundusz bezpieczeństwa – odłóż kwotę w wysokości 6-miesięcznych wydatków, która pozwoli Ci wreszcie poczuć się bezpiecznie. 
  • Krok 6: Zafunduj sobie nagrodę – po zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa odłóż środki na spełnienie fajnego marzenia. 
  • Krok 7: Otwórz konto emerytalne – na pewno przejdziesz na emeryturę, a bez własnych oszczędności będziesz biedny jak mysz kościelna – musisz odkładać kilka stówek co miesiąc. 
  • Krok 8: Przygotuj środki na studia dzieci – choć oficjalnie są darmowe, w praktyce sporo kosztują. 
  • Krok 9: Nadpłać kredyt hipoteczny – przynajmniej jedną ratę w roku, by pozbyć się go szybciej. 
  • Krok 10: Ciesz się życiem, inwestuj i pomagaj innym – wszystko, co zostanie po zasileniu poprzednich kroków, możesz teraz wydawać – na co tylko chcesz. 

Ale dopiero na tym etapie jest miejsce na zakup „symboli statusu”, bo dopiero teraz faktycznie masz jakiś sensowny finansowy status. Jeżeli zamiast tego będziesz przeznaczać wszystkie zarobki na konsumpcję, to nie ma opcji: do końca życia będziesz biedny. A szkoda by było, bo naprawdę wystarczy trochę zdrowego rozsądku i zaangażowania, a można całkowicie odmienić swoją sytuację finansową.

CHCESZ ZACZĄĆ INWESTOWAĆ NA POWAŻNIE?

Jeżeli szukasz praktycznego przewodnika, który wyprowadzi Cię z inwestycyjnych krzaków i pomoże zbudować własny portfel od podstaw, polecam Ci moją książkę „Finansowa Forteca”.

Dowiedz się więcej

ken i barbie

A wiesz, po czym poznasz, że jesteś na dobrej drodze? Po tym, że Ken i Barbie będą się z Ciebie śmiać i żartować sobie z Twojego oszczędzania i zdrowego podejścia do pieniędzy. Choć piszę ten artykuł ze sporą dawką humoru, nie myśl, że kieruje mną poczucie wyższości nad Kenem i Barbie. Wręcz przeciwnie! Sam tak się kiedyś zachowywałem, dlatego śmiało mogę powiedzieć, że do pewnego stopnia to jest historia oparta na faktach i moim własnym doświadczeniu. Jednym zdaniem – trochę nabijam się tutaj z samego siebie. 

Niektóre osoby ta historia bawi, innych trochę drażni. Ale to chyba dobrze – bo czasem wzbudzenie emocji to jedyny skuteczny sposób, aby się przebić z ważnym przekazem. Daj koniecznie znać, co myślisz o Kenie i Barbie i co wyciągnąłeś z tej historii dla siebie.