Nie chce Ci się działać? To poznaj tę historię!

34

Platon powiedział kiedyś: „Bądź życzliwy, ponieważ każdy, kogo spotykasz, toczy ciężką bitwę”. Niektóre bitwy są prostsze, inne trudniejsze, a jeszcze inne są tak trudne, że wiele osób na samą myśl o nich rzuciłoby rękawice. Właśnie o takiej bitwie opowiada mój gość – Marcin Świerczyński. 

Marcin jest z zawodu programistą i architektem oprogramowania. Od 8 lat prowadzi własną działalność gospodarczą, w ramach której świadczy usługi IT dla klientów z całego świata, a w wolnym czasie prowadzi Śląską grupę programistów języka Java – Silesia JUG – oraz organizuje eventy. Po tym wstępie wiele osób pewnie zakłada, że mój gość miał w życiu uprzywilejowany start…

Tymczasem Marcin osiągnął to wszystko, walcząc ze straszną chorobą, na którą nie ma skutecznego leku.  Zapraszam Cię do wysłuchania rozmowy, która – mam wielką nadzieję – wyleczy sporo osób z nawyku narzekania:

Poniżej znajdziesz transkrypcję rozmowy.  

Cześć, Marcinie!

Cześć!

Jestem bardzo szczęśliwy, że udało nam się spotkać i nagrać tę rozmowę. Zabieraliśmy się do tego już kilka miesięcy, ale co chwilę coś nam wyskakiwało, więc nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że do tej rozmowy doszło, i dziękuję Ci, że przyjąłeś moje zaproszenie.

To ja Ci dziękuję za zaproszenie. Bardzo mi miło, że tutaj jestem.

Powiedz, proszę, kilka słów o tym, kim i skąd jesteś oraz czym się zajmujesz.

Mieszkam obecnie w Katowicach. Jestem programistą – architektem oprogramowania. Miałem kilka epizodów jako menedżer w IT. Od ponad ośmiu lat prowadzę swoją firmę, w ramach której świadczę usługi IT dla klientów z całego świata – m.in. z Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych, Australii i Singapuru. Od pięciu lat prowadzę śląską grupę programistów języka Java – Silesia JUG. Pomagam również w organizacji różnych lokalnych eventów związanych z szeroko pojętym IT i programowaniem.

Moglibyśmy powiedzieć: kolejny człowiek sukcesu, który w świetnej branży rozwija siebie i swoją firmę, a czas wolny również poświęca na rozwijanie swoich pasji. Jest jednak pewna zasadnicza różnica, bo kiedy pierwszy raz skontaktowałeś się ze mną w sprawach inwestycyjnych, to już wiedziałem, że będę chciał nagrać z Tobą wywiad, dlatego że znakomicie radzisz sobie zawodowo, borykając się jednocześnie z bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi. Czy powiesz o tym coś więcej?

Od urodzenia choruję na zanik mięśni. Objawia się to tym, że jestem mocno niesamodzielny. Nie jestem w stanie samodzielnie zjeść posiłku czy nawet unieść kubka z herbatą. Właściwie jedyne, co jestem w stanie zrobić, to korzystać z komputera.

Powiedz troszkę więcej o tych realiach. Chciałbym, żeby ta nasza rozmowa, po której ja czuję się bardzo zainspirowany, dała też siłę takim osobom, które być może niepotrzebnie same siebie ograniczają, wmawiając sobie, że ich życie jest za trudne, że wyzwania, które przed nimi stoją, są nie do przeskoczenia. Chciałbym dać im najlepszy dowód na to, że osoby w znacznie trudniejszej sytuacji, są w stanie świetnie sobie radzić, jeżeli dobrze sobie to wszystko w głowie poukładają. Stąd moje pytanie do Ciebie realia życia z taką chorobą.

Cały czas potrzebuję, żeby ktoś był obok i pomagał mi właściwie w większości czynności życiowych. Każdy dzień zaczynam od różnego rodzaju zabiegów, które pomagają utrzymać mi się w takiej formie, w jakiej jestem. Rano zajmuje to ok. dwóch godzin, czyli żeby zacząć pracę o 9 czy przed 9, muszę wstać o 6. Praca to jest ten czas, który pozwala mi faktycznie zniknąć, zanurzyć się w niej, aż do momentu, w którym prawdopodobnie będę potrzebował inhalacji, bo mam też problemy z oddychaniem – to jest moment na przerwę. Prawdę mówiąc, po pracy wszystkie zabiegi zaczynają się od nowa. Łącznie zajmują ok. pięciu godzin dziennie. Staram się wykorzystywać ten czas tak, żeby równolegle robić coś innego, czyli np. czytać książkę albo kiedy się nie da – bo są takie sytuacje, że nie jestem w stanie tego robić – słuchać podcastów albo audiobooków.

Czyli w trakcie tych zabiegów starasz się wykorzystać mimo wszystko każdą chwilę, każdą sekundę. I pomimo że cierpisz na zanik mięśni i potrzebujesz pomocy innych osób w codziennym funkcjonowaniu, masz uporządkowane finanse: zarabiasz, oszczędzasz. Dokonałeś rzeczy, które dla wielu osób wydają się zbyt trudne. Często spotykam się z takimi sytuacjami, w których ktoś mówi, że w Polsce nie da się dobrze zarabiać, przeżyć za takie groszowe pensje. Słyszę, że jest bardzo ciężko i trzeba stąd uciekać. Co możesz powiedzieć takim osobom, które mówią, że jest trudno, a są w pełni zdrowe, mogą robić wszystko?

Nie chcę wyrokować, bo nie jestem w sytuacji tych osób, ale myślę, że dużo tracą. Bo praca to nie są tylko pieniądze, to jest przede wszystkim satysfakcja i możliwość spełniania samego siebie, to masa zalet, po które trzeba tylko sięgnąć.

Skąd pojawił się u Ciebie pomysł, żeby pracować w IT? Kiedy to nastąpiło?

To był dość naturalny wybór, ponieważ bardzo szybko zdałem sobie sprawę ze swych ograniczeń – z tego, że pewnie nie będę w stanie wykonywać większości zawodów. Nie chciałem być nigdy strażakiem ani policjantem, ale zawsze mnie ciągnęło do komputerów i elektroniki, więc okazał się to naturalny wybór. Zacząłem programować, mając sześć albo siedem lat. Swoje pierwsze pieniądze zarobiłem w wieku 15 lat, były to wtedy strony internetowe. I tak to już jest od 30 lat.

Jak krok po kroku wyglądała Twoja kariera zawodowa?

Na studiach wraz z kolegą założyliśmy firmę. Ale dość szybko z tego zrezygnowałem, bo okazało się, że projekty, które może dostarczać taka mała, dwuosobowa firma, są dość skromne. Klienci o dużych ambicjach nie powierzali zleceń dwóm studentom. I to skłoniło mnie do decyzji o szukaniu pracy gdzie indziej. Zatrudniłem się zdalnie w firmie w Katowicach – to praktycznie była taka pierwsza, pełnoprawna praca, wtedy jeszcze bez działalności. W tamtych czasach było znacznie trudniej niż dziś znaleźć zdalną pracę. Jestem wdzięczny, że mi zaufano i dano możliwość pokazania, że to faktycznie działa.

Kiedy szukałem pierwszej pracy, złożyłem kilkaset CV w przeróżnych miejscach. Ktoś się w końcu odezwał. Znałem technologię, która była dość niszowa, więc zdecydowali się na takie warunki, jakie były. Była to firma niemiecka, jeszcze przez pośrednika w Polsce. Kiedy okazało się, że to wszystko fajnie działa, zdecydowałem się założyć działalność i podjąć współpracę bezpośrednio z tym niemieckim kontrahentem. Dziś mam ten komfort, że mogę wybierać sobie to, co mi się najbardziej podoba, więc jest dużo łatwiej.

Jak na co dzień wygląda prowadzenie własnego biznesu przy twoim stanie zdrowia?

Generalnie wszystko odbywa się zdalnie. Ja pracuję od ponad 20 lat. W biurze byłem kilka razy, tylko gościnnie. Przemieszczanie się, umawianie się na konkretną godzinę, zwłaszcza gdy pogoda nie sprzyja, jest mocno utrudnione. Poza tym wymaga też zaangażowania osób trzecich, które musiałyby mi cały czas pomagać.

Kiedy przyszło Ci do głowy, że chcesz otworzyć swoją firmę, zostać szefem, zatrudniać ludzi? Jak to wyglądało na początku i czy nie przerażała Cię ta wizja Twojej sytuacji?

Szczerze mówiąc, zupełnie nie. Zawsze mogłem liczyć na pomoc najbliższych, co na pewno w tej decyzji było bardzo istotne. Poza tym co mogło pójść nie tak? Moja działalność wiąże się z tym, że kapitał jest przede wszystkim w głowie. Nie wiązało się to z wielkimi inwestycjami, bo myślę, że większość osób ma w domu komputer, i to wystarczy. Kwestia założenia działalności, i tyle.

Z tego, co mówisz, to wydaje się bardzo proste. Tymczasem jest tak wiele osób, które negocjują same ze sobą, obawiając się wielu rzeczy. Często powstrzymuje je strach przed działaniem. Ty patrzysz na to zupełnie inaczej. Jak to u Ciebie wygląda, skąd w ogóle bierzesz do tego siłę i nastawienie?

Ja generalnie lubię pracować. To mi sprawia przyjemność. Ale mam też swoje systemy, bo to nie jest tak, że zawsze mi się chce.

Jakie to są systemy?

Jedną z porad, jakie stosuję, jest skupienie się na procesie, a nie na efektach. Nie myślę o tym, że chcę przeczytać książkę, tylko o tym, że chciałbym czytać przynajmniej 30 minut dziennie. Trudno mi wtedy znaleźć wymówkę, żeby tego nie zrobić. I jak już się zacznie czytać, to z tych 30 minut robi się dużo, dużo więcej.

Sporo czasu spędzam też na planowaniu zadań.

Jak to robisz? Stosujesz jakieś metody? Wzorujesz się na jakichś konkretnych autorach? Przeciętny pracownik, który jest zatrudniony na etacie i przepracowuje osiem godzin, efektywnie działa przez trzy. A Ty ze swojej doby musisz poświęcić jeszcze pięć godzin na zabiegi, więc musisz naprawdę dobrze wykorzystywać każdą sekundę pozostałego czasu. Chciałbym zatem, żebyś podpowiedział, czym się tu kierujesz.

Na pewno planuję tydzień, kwartał oraz rok. Na przykład planuję, jakie szkolenia zrobię albo jakie książki przeczytam. To na pewno dużo mi daje, bo dzięki temu widzę, czy zmierzam w odpowiednim kierunku. Chcę uniknąć sytuacji takiego błądzenia jak we mgle.

Sporo czasu też spędzam na retrospektywie. Zastanawiam się, co poszło dobrze, a co gorzej. Jest to technika zaczerpnięta z procesu wytwarzania oprogramowania, więc w sposób naturalny przyszło mi wdrożenie jej do swojego życia.

Bardzo dużo dał mi także kurs on-line „Produktywność krok po kroku” Piotra Nabielca. Jest to trzydziestodniowy kurs, w którym uczysz się, jak zarządzać sobą. Był to dla mnie przełomowy moment. Potem te techniki dopasowywałem odpowiednio do swoich potrzeb.

Poza tym, że masz takie niezwykłe i unikalne podejście do życia, to także Twoje podejście do finansów jest bardzo zdroworozsądkowe. Wiem, że uzbierałeś pieniądze, odkładając je z pracy, na to, żeby kupić sobie mieszkanie bez kredytu. Podpowiedz, jakimi zasadami finansowymi się kierujesz. Myślę, że usłyszeć rady finansowe od kogoś, kto świetnie sobie radzi finansowo, i to w Twojej sytuacji, jest bardzo, bardzo cenne.

Jeżeli chodzi o finanse, to rodzice zaszczepili we mnie taką bardzo prostą zasadę: mianowicie żeby wydawać mniej, niż się zarabia. To ciągnie za sobą całą masę konsekwencji, np. brak kredytów. To jest chyba clou sprawy.

Najprostsza i najbardziej prawdziwa ze wszystkich porad: wydawaj mniej, niż zarabiasz.

Generalnie staram się rozsądnie podchodzić do finansów. Raczej nie podejmuję pochopnych decyzji finansowych. Nie wydaję pieniędzy na bardzo ulotne rzeczy albo zachcianki. Budżet domowy prowadzę od niedawna. W Twoich materiałach znalazłem informację na ten temat i zacząłem używać narzędzia OneNote. Muszę powiedzieć, że to też było dla mnie pomocne. Tych luk, przez które przeciekały pieniądze, nie było bardzo dużo, ale mimo to udało się je zlokalizować. I ja raczej ostrożnie podchodzę do pieniędzy – nie wierzę w jakieś kosmiczne okazje, tylko staram się kierować zdrowym rozsądkiem. Z drugiej zaś strony nie optymalizuję bardzo niewielkich detali – bardziej skłaniam się ku regule Pareto i optymalizuję te 20%, które prowadzą do 80% efektów.

Największy błąd finansowy, jaki w życiu popełniłeś?

Jak byłem na studiach, to zainwestowałem astronomiczną dla mnie wtedy kwotę 10 tys. zł w produkt, który nazywał się „czarne złoto”. Była to inwestycja w ropę z gwarancją kapitału. Po pięciu latach okazało się, że nic nie udało im się zarobić na tych środkach. Gwarancja kapitału faktycznie była, ale pomniejszona o koszty operacyjne – 2%. Ta lekcja nauczyła mnie, żeby bliżej nie przyjaźnić się z tymi towarzystwami funduszy inwestycyjnych.

Czy było to w formie jakiejś polisy, czy był to fundusz?

To nie była polisa. To była stricte inwestycja.

Czyli lekcja polegała na tym, że jeżeli coś na papierze jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, to prawdopodobnie prawdziwe nie jest i tej gwarancji kapitału można się co najwyżej na wyjściu spodziewać.

Pamiętam, że gdy pytałem Cię, skąd bierzesz siłę i dlaczego nie narzekasz, jak wielu ludzi, powiedziałeś, że akceptujesz rzeczywistość i wyciskasz z życia jak najwięcej. Patrząc na osoby, które nie muszą pokonywać takich trudności – mają zdrowie, ale nie chce im się pracować – czy masz pomysł na to, co można im podpowiedzieć, żeby chciały ruszyć z miejsca i nie spowalniały samych siebie?

Myślę, że istotą jest tu skupienie się na własnych zaletach, a nie na wadach. Czyli szukanie tego, co jest pozytywne, a nie odwrotnie. Takimi narzędziami, które mi pomogły w tym zakresie, był StrengthsFinderFRIS – dwa psychotesty, które wskazują na mocne strony i cechy osobowości. Myślę, że jeśli ktoś miałby motywację, żeby podjąć ten temat, to dobrze byłoby od tego zacząć. I mając już pełną wiedzę o samym sobie, faktycznie zacząć od tego, w czym jest się mocnym. Ważne, żeby przede wszystkim zainwestować w siebie: w kursy, szkolenia, książki – moim zdaniem są to inwestycje najpotrzebniejsze i najlepsze, bo to, czego się nauczyło, już się nie straci.

Czy są jeszcze jakieś rady, którymi mógłbyś się z nami podzielić, a które wynikają z Twoich doświadczeń ze zmaganiem się z chorobą, z pracą i z życiem? Jesteś dla mnie takim tytanem, praktykiem, który pokazuje wszystkim tym, którzy twierdzą, że coś jest za trudne lub niemożliwe, że to jest często stan umysłu i jeżeli naprawdę na czymś nam zależy, to nawet w bardzo trudnej sytuacji jesteśmy w stanie robić postępy.

Myślę, że najważniejsze to po prostu zrobić pierwszy krok. Nie zastanawiać się za bardzo: co będzie, jak to będzie, i co jak się nie uda. Oczywiście trzeba przeprowadzić rozsądną analizę i mierzyć siły na zamiary, ale zbytnio tego nie roztrząsać. Bo jak się próbuje wystartować z czymś pewnym na 100%, to często w ogóle się nie startuje. Po prostu: trzeba zrobić pierwszy krok. Niech to będzie wystarczająco dobre, niekoniecznie perfekcyjne, i to dalej już jakoś pójdzie.

Czy możesz nam zdradzić, w jaki sposób motywujesz się do pracy i do działania?

Na pewno plan pomaga mi utrzymywać tempo, bo nie tracę go na zastanawianie się, co powinienem robić, tylko mam wszystko przygotowane. Na tablecie mam listę podcastów, posortowaną w kolejności, w której chcę ich posłuchać, naciskam tylko play i nie muszę zastanawiać się nad tym, co dalej. Podobnie jest z planowaniem kwartalnym, o którym wspominałem. Pozwala mi ono brać książki z kupki do przeczytania, jedna po drugiej. I to się też tyczy codziennej pracy. Staram się przynajmniej wieczorem wiedzieć, co będę robił następnego dnia, żeby nie tracić rano cennych minut na zastanawianie się. Myślę, że w moim wypadku bardzo pomocne jest flow, ponieważ najtrudniej jest się rozpędzić. Później, jak już zaczniesz coś robić, i widzisz, że to przynosi efekty, to już się samo dzieje.

A zdarzają ci się takie dni, w których myślisz sobie: Mam tego wszystkiego dość. Nic mi się nie chce. Rzucam to w cholerę, obrażam się na cały świat i nie robię?

Rzadko. Tak całkiem to chyba nigdy. Ja mam bardzo mało wolnego czasu na tzw. przyjemności. Jak mam taki dzień, to robię sobie coś przyjemnego dla siebie, np. czytam książkę – beletrystykę albo literaturę faktu – albo oglądam serial, i to mija. Następnego dnia już jest OK.

Jak wyglądają twoje plany, marzenia i jak podchodzisz do ich realizacji?

Rzecz, na której bardzo, bardzo mi zależy, to to, żeby poprawić komfort oddechowy, bo to są problemy, które najbardziej mi doskwierają. Ale czy to jest marzenie? Ciężko stwierdzić. To jest bardziej życzenie. A z takich bardziej przyziemnych rzeczy, to od jakiegoś czasu chodzi za mną kupno mieszkania nad morzem, bo ze względu na klimat tam się dużo lepiej czuję. Więc tam bym widział miejsce dla siebie.

Jakie są twoje plany, jeżeli chodzi o Twoją firmę? W którym kierunku idziesz z jej rozwojem, nad czym pracujecie?

Teraz współpracuję nad bardzo ciekawym projektem. Jest to narzędzie służące do wykrywania prania brudnych pieniędzy, handlu narkotykami, szeroko pojętego terroryzmu. Do tego zaprzęgnięte jest AI, czyli sztuczna inteligencja.

Czyli swoją pracą dołożysz swój kamyczek do tego, żeby ten świat był trochę bezpieczniejszy i żeby przestępcom było zdecydowanie trudniej robić to, co robią.

Ja jestem tam trybikiem w maszynie. Odkąd mogę sobie pozwolić na ten komfort wybierania produktów, nad którymi pracuję, to zawsze istotne dla mnie było, żeby był to tzw. good cause, czyli żeby miało to jakiś większy sens.

Czy masz jakieś swoje zasady życiowe, którymi się kierujesz?

Uważam, że trzeba pomagać – człowiek ma obowiązek pomóc słabszym w taki sposób, w jaki potrafi. Bardzo ważne jest dla mnie tzw. gentlemen’s agreement, czyli  dotrzymywanie słowa. Zawsze dostarczam – i to bezwarunkowo – w takim znaczeniu, że jeżeli obiecuję, że coś zrobię, to zawsze to robię. Dlatego czasem te obietnice są bardziej zachowawcze, ale to daje gwarancję, że one zostaną spełnione.

Powiedziałeś o znaczeniu pomocy w Twoim życiu. Ktoś nieopatrznie mógłby pomyśleć, że chodzi o to, że jesteś osobą, która też potrzebuje pomocy, ale wiem, że sam również starasz się jej udzielać. W jaki sposób starasz się realizować tę myśl, że bardzo ważne w życiu jest pomaganie?

Ja skupiłem się głównie na zagadnieniach związanych z ekologią, bo wydaje mi się, że jak dalej tak będziemy traktować Ziemię, to problemy finansowe będą najmniejszymi problemami, które mogą nas spotkać. Ponadto staram się dbać o to, aby wywierać jak najmniej niekorzystny wpływ na środowisko, a realizuję to poprzez cztery główne elementy: oszczędzanie wody, niekupowanie wody w butelkach plastikowych, niemarnowanie jedzenia, ograniczanie spożycia mięsa.

Marcinie, nie wiem, czy mogę Cię o to zapytać, ale czy możesz powiedzieć, jakie są rokowania przy takiej chorobie, która Cię spotkała, jak dalej ona może się rozwijać w Twoim przypadku.

Choroba jest postępująca, rozwija się powoli. Tempo nie jest zawrotne, ale gdy pomyślę, jak czułem się pięć lat temu, to zdecydowanie było wtedy lepiej niż dziś. Do niedawna nie było na to lekarstwa, jakiś czas temu się ono pojawiło, ale dalej ten temat jest dość śliski.

W jakim stopniu taka perspektywa – że twój stan zdrowia nie będzie się poprawiał, że musisz wykorzystać jak najlepiej tę niewielką ilość czasu i tej sprawności, którą masz dzisiaj – wpływa na Twoje podejście do życia i do pracy?

Tak naprawdę wszyscy mamy relatywnie niewiele czasu. Więc nie wpływa. Zupełnie nie myślę tymi kategoriami.

Czy jest takie motto życiowe, czy przesłanie, które Ci towarzyszy, a które mógłbyś nam zostawić po tej rozmowie?

To pewnie zabrzmi banalnie, ale: per aspera ad astra – przez ciernie do gwiazd.

Marcin, bardzo serdecznie dziękuję Ci za dzisiejszą rozmowę, za poświęcony czas, za inspirację – nie tylko tę, którą dzielisz się dzisiaj, ale też tę, którą ja mógłbym czerpać z naszych rozmów. Z całej siły trzymam za ciebie kciuki. Życzę Ci, żeby twój biznes świetnie się rozwijał. Do usłyszenia i do widzenia wkrótce. Wszystkiego dobrego, cześć!

Dziękuję ci bardzo.

 

Jestem bardzo ciekaw, jak Ci się podobała ta rozmowa i do czego Cię dziś zainspirowała. Daj, proszę, znać w komentarzu.

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię moja książka o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu- prosto i merytorycznie – tłumaczę w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 19 222 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze34 komentarze

  1. Agnieszka_Figiel

    Osoby głęboko niepełnosprawne mają ułatwiony start i późniejszą ścieżkę zawodową ze względu na szeroką pomoc państwa. Renta, zapomogi, ułatwienia i dotacje dla pracodawców ich zatrudniających. Niektórzy pracodawcy wprost wymagają orzeczenia o niepełnosprawności.
    On pewnie jest orendownikiem całkowitej eliminacji gotówki, biometrii behawioralnej, kamer… to w związku z prowadzonym przez niego ostatnim projektem.

    • Agnieszko,

      nie wiem, na czym opierasz swoją wypowiedź… Mam wielką nadzieję, że ani Ty ani nikt z Twojej rodziny nie musi zmagać się z niepełnosprawnością.
      Mam wrażenie, że pierwsza część Twojej wypowiedzi wynikać może niestety z głębokiej nieznajomości realiów życia osób niepełnosprawnych…

      Z kolei druga część… Może zapytaj po prostu mojego rozmówcę o opinię, zanim wydasz taki osąd?

      Wybacz, ale ręce mi opadły po lekturze Twojego komentarza… Cóż, życie nie przestanie mnie chyba zaskakiwać…
      Mam wielką nadzieję, że inne osoby – podobnie jak ja – odnajdą jednak w tej rozmowie po prostu siłę do przezwyciężania własnych słabości i do radzenia sobie z trudnościami.

    • Trawa bardziej zielona u sąsiada? A gdyby tak zamiast goryczy wykazać się empatią i zachować takie komentarze dla siebie?

    • Też odniosłem wrażenie, że Pan Marcin najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy do czego ten jego projekt z którego jest dumny tak naprawdę służy.

    • Jestem osobą z niepełnosprawnością. Owszem, pracodawca otrzymuje dotację z pfronu, ale nie jest to 100% mojej pensji, tylko znacznie mniej. Mówisz o zapomogach..moi rodzice przez 18 lat mojego życia co miesiąc otrzymywali tzw. zasiłek opiekuńczy w zawrotnej wysokości 153zł miesięcznie. Z pomocą tych 153zł co miesiąc musieli opłacać środki ortopedyczne, zabiegi, rehabilitację które ułatwiły doprowadzenie mnie do obecnego stanu.
      Nie wiem o jakiej szerokiej pomocy państwa mówisz..
      Prosta zasada- nie wypowiadajmy się na tematy, w których nie posiadamy bladego pojęcia..

    • Bartłomiej

      Przyznaję – jeden z najciekawszych komentarzy, jaki czytałem kiedykolwiek – moim zdaniem bije wypowiedzi polityków, celebrytów o kilka długości w kategorii “nie znam się, to się wypowiem”, bo mimo pewnych błędów wygląda na przemyślany.
      Różne słowa przychodzą mi do głowy (zdecydowanie nie wypada ich używać), więc napiszę tylko, że myślenie na pewno ma u Ciebie wielką, niezagospodarowaną dotychczas przyszłość, Agnieszko:)
      Pozdrowienia dla Marcina – ograniczenia tak naprawdę funkcjonują tylko w naszych głowach.

    • Ułatwiony?????? Wypowiem się w imieniu mojej siostry która ma córkę niepełnosprawną. To co robi dla nich Państwo, wszelkie zapomogi, świadczenia są niczym w skali do tego, z czym muszą sobie radzić…. Ogromne pieniądze idą nie tylko na leki ale również wizyty u specjalistów oraz rehabilitacje, które jeśli nawet byłby “organizowane” przez Państwo, miałby miejsce za kilka bo w kolejce trzeba swoje odstać.

      Mam wrażenie że osoby które wypowiadają takie opinie nigdy nie zetknęły się z niepełnosprawnością i kompletnie nie wiedzą jak ogromne jest to poświęcenie zarówno ze strony rodziców jak i samego dziecka, które nie żyje tak, jak jego rówieśnicy.

    • Zakladam Agnieszko ze zamienialabys swoje zdrowie zeby ulatwic sobie sciezke zawodowa. Polecam podcast ktorego autorem jest Nick Vujicic. Nick urodzil sie bez rak i nog. W wieku 10 lat probowal popelnic samobojstwo z tego wzgledu- moze perspektywa latwiejszego startu zawodowego nie wystarczy niezaleznie w jakim kraju zyjemy.

    • Do autorki komentarza wszechczasów:

      Rozumiem, że sama już jesteś beneficjentką tej jakże lukratywnej państwowej pomocy ze względu na swoją głęboką niepełnosprawność mentalną, o czym niezbicie świadczyć musi fakt używania słów, których się nie rozumie. Cóż za Figiel losu!

      Do Bohatera tego wywiadu:

      Gratuluję mocy w niemocy i sukcesu zawodowego.
      Dziękuję za inspirującego kopa oraz za zwrócenie uwagi na kilka niezmiernie istotnych kwestii:
      – złudna kontrola nad danym nam do dyspozycji czasem – nikt jej nie ma, żyjmy więc jak “there is no tomorrow”
      -co jest powodem a co wymówką
      -znalezienie swojego miejsca w życiu takim, jakie nam zostało dane.
      Życzę Ci zdrowia i wynalezienia skutecznego leku na Twoją chorobę.

      Marcinie Iwuciu! Ty to potrafisz wyszukać prawdziwą perełkę.
      PS. Książka się czyta, recenzja na LC będzie, jak się przeczyta 😉

    • To może spróbuj zostać taką niepełnosprawną osobą, skocz na główkę do płytkiej wody żeby uszkodzić kręgosłup lub coś w tym stylu, wtedy też będziesz korzystała z tych wspaniałych ułatwień i przywilejów 😀

  2. “Tak naprawdę wszyscy mamy relatywnie niewiele czasu.” To najbardziej motywujące i chyba najbardziej poruszające z całej Waszej rozmowy.
    Dzięki za linki do StrengthsFinder i FRIS, z ciekawością poczytam. I życzę powodzenia!

    • Mnie te słowa Marcina też bardzo poruszyły…
      Z jeszcze większą świadomością staram się inwestować swój czas w obszary życia, które są dla mnie naprawdę ważne.

  3. Mega inspirujący wywiad. Bardzo dziękuję Marcinom 🙂

    PS. Ja jestem w szoku, że ktoś może myśleć, że osoby niepełnosprawne mają łatwiej w życiu…. Chyba nie będę więcej takiego toku rozumowania komentowała… bo nawet nie wiem jak.

  4. Warto co jakiś czas przeczytać taki wywiad aby uzmysłowić sobie, że jeśli mamy pełne zdrowie to problemy stwarzamy sobie tylko my sami.
    Jest to motywujące i zachęca do działania. Przynajmniej dla mnie.

    I podziwiam takich ludzi, bo oprócz zmagania się z problemami zdrowotnymi potrafią się rozwijać i cieszyć z życia oraz wykorzystywać pozostały czas na realizowanie siebie i swoich marzeń.
    Bo z pewnością łatwo nie mają w naszym kraju jeśli chodzi o pomoc i opiekę od Państwa.

    Dzięki Marcin za wywiad. Przydał się 🙂

  5. Wywiad pojawił się w idealnym dla mnie momencie. Przy zredukowanej ilości do pracy niemalże do zera, dni przepływają mi przez place. Zamiast zabrać się do działania, myślałam tylko o tym jak bardzo do wszystkiego się nie nadaję. Dziękuję za dostarczenie ogromnej chęci do planowania, zamiast narzekania 😉 Marcinowi przesyłam mnóstwo dobrej energii, aby spełniły się Jego życzenia 🙂

  6. Mam właśnie taki dzień, który opisałeś w jednym ze swoich pytań, że “Mam tego wszystkiego dość. Nic mi się nie chce. Rzucam to w cholerę, obrażam się na cały świat i nie robię”. Po lekturze wywiadu jest mi po prostu głupio, ale to tak bardzo bardzo mocno!

    Jestem w szoku (pozytywnie), że Pan Marcin tak doskonale odnalazł swoje miejsce na świecie, codziennie znajduje w sobie siły i chęć do pracy. Kciukasy za mieszkanie nad morzem i lepszy oddech!

  7. Witam wszystkich:):),

    Pierwsza moja osobista reakcja na ten Wywiad – wzruszenie.

    Pierwsze skojarzenie, które mnie swego czasu motywowało i mobilizowało, to film pt:

    “Jeniec – Tak Daleko Jak Nogi Poniosą”.

    Po dobrnięciu do końca WYWIADU , kolejne myśli –

    Merytoryczne i motywujące odpowiedzi, jak i dociekliwe pytania.

    Takie Osoby , jak Pan Marcin Świerczyński , są dla mnie godne OLBRZYMIEGO- SZCZEREGO- PODZIWU.

    Moje problemy to “pikuś”:):)

    Rozwój techniki , jako SZANSA dla wszystkich: zdrowych i chorych.

    Olbrzymia Wartość człowieka chorego ,czynnego zawodowo.

    Świetny!!!!! kontrast celem wzbudzenia MOTYWACJI.

    Kunszt Marcina Iwuć w dziedzinie-sposobie – metodzie- sterowania społecznego w zakresie motywacji społeczno-ekonomicznych.

    Przesłanie: RÓWNAJ W GÓRĘ.

    Wniosek-refleksja:

    “Jeśli chcesz coś osiągnąć , znajdziesz SPOSÓB, jeśli nie chcesz, znajdziesz WYMÓWKĘ.

    To chyba tyle na razie, żeby się nie rozpisywać:):).

    Ogromne dzięki za Wywiad :):). Dalszej wytrwałości w działaniach obydwu Panom Marcinom życzę:):)

    Pozdrawiam wszystkich Ula

  8. Rozmowa świetna, jednak cel przestrzelony. Jak Pan napisał, ma ona „wyleczyć sporo osób z nawyku narzekania”. Czy to możliwe? NIE!
    Mamy tu bowiem tzw. DOWÓD ANEGDOTYCZNY – prawdziwy, robiący wrażenie, tylko nie mający wielkiego znaczenia dla sytuacji ogólnej. JEDNEMU chłopakowi udało się, pomimo ciężkiej choroby, odnieść sukces – świetnie, gratuluję mu.
    Tylko czy to coś zmienia w sytuacji milionów ludzi, którzy wyjechali z Polski, odkąd wstąpiliśmy do UE? Nie! Czy to oznacza, że ludzie klepiący biedę na płacy minimalnej sami sobie są winni? Nie! A może narzekający na swój los nie mają racji i powinni przestać? Nie.
    Kiedy pracujemy na statystyce i milionach przypadków, zawsze może się znaleźć wyjątek przeczący regule, ale on tej reguły nie obala. A reguła jest taka, że znakomita większość narzekających w Polsce ma po prostu rację. Jesteśmy biednym krajem biednych ludzi, w dodatku źle zorganizowanym – ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Złą organizację mamy okazję widzieć w ciągu ostatnich siedmiu miesięcy, oczywiście w związku z epidemią.
    Oczywiście narzekanie nie wyklucza działania mającego na celu poprawienie sytuacji. Jeśli jednak ktoś ma w danym momencie potrzebę narzekania, to nie ma sensu na siłę go od tego powstrzymywać – będzie z tego tylko dodatkowy stres.
    Pozdrawiam.

  9. Bardzo inspirujący wywiad! Poczułam się mocno zmotywowana do realizacji swoich planów. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia!

  10. Ciekawy wywiad. Pan Marcin to pozytywny, normalny człowiek. Widać, że dostosował się do sytuacji, a niepełnosprawność, chociaż w dużej mierze wpływa na jego życie to nie definiuje go. Dla mnie, z perspektywy osoby nie borykającej się z niepełnosprawnością jest jednak wyjątkowo inspirujący właśnie przez to normalne podejście do życia przy trudniejszych warunkach.

  11. @Marcin

    Pierwsza sprawa jest jak można stwierdzić że osoba z taką niepełnosprawnością ma ułatwione życie jak to zrobiła Agnieszka…
    Wiesz jak lubię spacerować brzegiem morza , po górach czy jeździć na rowerze nawet jak nie mam nic poza tym… Ten czlowiek raczej tego nie może… Szkoda nawet komentować

    Druga sprawa dotyczy książki ,Marcin super się czyta ,jeszcze troszkę zostało 😉 Mam pytanie /problem w jaki sposób mogę zastąpić te 50% ulokowane w nieruchomości w portfelu długoterminowym ?! Nie chcę wchodzić w szczegóły czy nie lubię, nie chce, nie jestem przekonany czy po prostu nie mogę w tej chwili zainwestować w nieruchomości — chcialbym się skupić na tym w jaki sposób to zastąpić ?! Może proporcjonalnie rozłożyć taka kwotę na pozostałe aktywa w tym portfelu opisane jako pozostałe 50% (akcje, obligacje, złoto itd) ??

  12. Dziękuję za tą rozmowę i przypomnienie mi jak wiele mogę, i za jak wiele mogę być wdzięczna.

  13. Wielkie dzięki za inspirującą rozmowę – będę sobie ją puszczał od czasu do czasu, aby docenić to co mam bo w “bieżączce” umyka…

  14. Wspaniałe świadectwo tego, że w każdej sytuacji, nawet najcięższej warto wyciskać z życia jak najwiecej, według swoich możliwości. Postawa Marcina mnie i wzruszyła i zainspirowała. Pełna zgoda. Po prostu róbmy to co trzeba, krok po kroczku, najlepiej jak potrafimy, a będzie dobrze. Nie oczekujmy natychmiastowych efektów, które same przyjdą, ale skupiajmy się bardziej na optymalizacji samej metody działania. Bo jak mawiał klasyk, szczęście to droga a nie cel. Pozdrawiam wszystkich

  15. Wspaniały wywiad, świetny człowiek, niskie ukłony!

    Przy okazji – podczytuję blog już dłuuugo, a chyba jeszcze nic nie skomentowałam. Więc teraz napiszę, że jesteś, Marcinie, taką ciepłą, sympatyczną osobą i życzliwie nastawioną do ludzi, że miło się tu wraca, choć mam wrażenie, że żyję w trochę innym świecie, niż zazwyczaj tu opisujesz i chyba nie do końca jestem “targetem” 😉
    I bardzo cenię to, że potrafisz przyznać się do popełnionych kiedyś błędów i – nie wzbudzając zazdrości, przynajmniej u mnie – opowiedzieć, jak sobie z nimi poradziłeś. 🙂 ozdrawiam serdecznie

  16. Jakiś czas temu musiałem zostawić córke która nie skończyła jeszcze roku wraz żoną na onkologii na badania. Nie da się opisać słowami uczuć które towarzyszą człowiekowi w takim momencie. Kiedy nie możesz nawet przytulić najbliższych Ci osób tylko przez szybę możesz pomachać ze względu na aktualną sytuację. Kiedy widzisz jak obok po korytarzu przechadzają się dzieci w wieku kilku lat z ranami po operacji na głowie, z brakiem włosów i kolorytu skóry. Nawet najtwardszy facet w tym momencie mięknie i ze łzami w oczach wychodzi mając nadzieje że będzie dobrze choć nie wie co przyniesie następny dzień.

    Łatwiej się żyje kiedy nie musimy się zmagać z takimi sytuacjami albo nie widzimy ludzi dla których tak jak dla Marcina każdy dzień jest walką. Życie niestety nie jest sprawiedliwe, nigdy nie było i nie będzie i czym szybciej sobie to uświadomimy tym lepiej dla nas i dla naszych bliskich dlatego zamiast siedzieć z założonymi rękami i narzekać warto pamiętać że jutro możemy już nie mieć okazji bo nasze życie może się całkowicie zmienić.

    Myślę że pięknym choć smutnym podsumowaniem wywiadu jak i tego jakie jest życie są słowa z piosenki 44 dni Luxtorpedy:

    “A kiedy syn zapytam mnie: “Dlaczego jego brat
    Musiał odejść zanim przyszedł na świat?”
    Synu mój, człowiek może żyć pięknie 44 dni
    Albo się zmagać przez wiele długich lat.
    Zapytał mnie jeszcze raz: “Czy sprawiedliwe to jest,
    że na ludzi dobrych i złych tak samo pada deszcz?”
    Synu mój, ufaj, że właśnie tak ma być.
    Lepiej się naucz już teraz jak bez odpowiedzi żyć!
    Lepiej się naucz już teraz jak bez odpowiedzi żyć!
    Bez odpowiedzi żyć!”

    Pracujmy nad sobą, pomagajmy sobie i bądźmy wdzięczni za to co mamy bo wiele osób oddałoby wiele aby być w miejscu w którym my jesteśmy i mamy szanse której oni nigdy mieć nie będą.

Odpowiedz