Platon powiedział kiedyś: „Bądź życzliwy, ponieważ każdy, kogo spotykasz, toczy ciężką bitwę”. Niektóre bitwy są prostsze, inne trudniejsze, a jeszcze inne są tak trudne, że wiele osób na samą myśl o nich rzuciłoby rękawice. Właśnie o takiej bitwie opowiada mój gość – Marcin Świerczyński. 

Marcin jest z zawodu programistą i architektem oprogramowania. Od 8 lat prowadzi własną działalność gospodarczą, w ramach której świadczy usługi IT dla klientów z całego świata, a w wolnym czasie prowadzi Śląską grupę programistów języka Java – Silesia JUG – oraz organizuje eventy. Po tym wstępie wiele osób pewnie zakłada, że mój gość miał w życiu uprzywilejowany start…

Tymczasem Marcin osiągnął to wszystko, walcząc ze straszną chorobą, na którą nie ma skutecznego leku.  Zapraszam Cię do wysłuchania rozmowy, która – mam wielką nadzieję – wyleczy sporo osób z nawyku narzekania:


Poniżej znajdziesz transkrypcję rozmowy.  

Cześć, Marcinie!

Cześć!

Jestem bardzo szczęśliwy, że udało nam się spotkać i nagrać tę rozmowę. Zabieraliśmy się do tego już kilka miesięcy, ale co chwilę coś nam wyskakiwało, więc nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że do tej rozmowy doszło, i dziękuję Ci, że przyjąłeś moje zaproszenie.

To ja Ci dziękuję za zaproszenie. Bardzo mi miło, że tutaj jestem.

Powiedz, proszę, kilka słów o tym, kim i skąd jesteś oraz czym się zajmujesz.

Mieszkam obecnie w Katowicach. Jestem programistą – architektem oprogramowania. Miałem kilka epizodów jako menedżer w IT. Od ponad ośmiu lat prowadzę swoją firmę, w ramach której świadczę usługi IT dla klientów z całego świata – m.in. z Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych, Australii i Singapuru. Od pięciu lat prowadzę śląską grupę programistów języka Java – Silesia JUG. Pomagam również w organizacji różnych lokalnych eventów związanych z szeroko pojętym IT i programowaniem.

Moglibyśmy powiedzieć: kolejny człowiek sukcesu, który w świetnej branży rozwija siebie i swoją firmę, a czas wolny również poświęca na rozwijanie swoich pasji. Jest jednak pewna zasadnicza różnica, bo kiedy pierwszy raz skontaktowałeś się ze mną w sprawach inwestycyjnych, to już wiedziałem, że będę chciał nagrać z Tobą wywiad, dlatego że znakomicie radzisz sobie zawodowo, borykając się jednocześnie z bardzo poważnymi problemami zdrowotnymi. Czy powiesz o tym coś więcej?

Od urodzenia choruję na zanik mięśni. Objawia się to tym, że jestem mocno niesamodzielny. Nie jestem w stanie samodzielnie zjeść posiłku czy nawet unieść kubka z herbatą. Właściwie jedyne, co jestem w stanie zrobić, to korzystać z komputera.

Powiedz troszkę więcej o tych realiach. Chciałbym, żeby ta nasza rozmowa, po której ja czuję się bardzo zainspirowany, dała też siłę takim osobom, które być może niepotrzebnie same siebie ograniczają, wmawiając sobie, że ich życie jest za trudne, że wyzwania, które przed nimi stoją, są nie do przeskoczenia. Chciałbym dać im najlepszy dowód na to, że osoby w znacznie trudniejszej sytuacji, są w stanie świetnie sobie radzić, jeżeli dobrze sobie to wszystko w głowie poukładają. Stąd moje pytanie do Ciebie realia życia z taką chorobą.

Cały czas potrzebuję, żeby ktoś był obok i pomagał mi właściwie w większości czynności życiowych. Każdy dzień zaczynam od różnego rodzaju zabiegów, które pomagają utrzymać mi się w takiej formie, w jakiej jestem. Rano zajmuje to ok. dwóch godzin, czyli żeby zacząć pracę o 9 czy przed 9, muszę wstać o 6. Praca to jest ten czas, który pozwala mi faktycznie zniknąć, zanurzyć się w niej, aż do momentu, w którym prawdopodobnie będę potrzebował inhalacji, bo mam też problemy z oddychaniem – to jest moment na przerwę. Prawdę mówiąc, po pracy wszystkie zabiegi zaczynają się od nowa. Łącznie zajmują ok. pięciu godzin dziennie. Staram się wykorzystywać ten czas tak, żeby równolegle robić coś innego, czyli np. czytać książkę albo kiedy się nie da – bo są takie sytuacje, że nie jestem w stanie tego robić – słuchać podcastów albo audiobooków.

Czyli w trakcie tych zabiegów starasz się wykorzystać mimo wszystko każdą chwilę, każdą sekundę. I pomimo że cierpisz na zanik mięśni i potrzebujesz pomocy innych osób w codziennym funkcjonowaniu, masz uporządkowane finanse: zarabiasz, oszczędzasz. Dokonałeś rzeczy, które dla wielu osób wydają się zbyt trudne. Często spotykam się z takimi sytuacjami, w których ktoś mówi, że w Polsce nie da się dobrze zarabiać, przeżyć za takie groszowe pensje. Słyszę, że jest bardzo ciężko i trzeba stąd uciekać. Co możesz powiedzieć takim osobom, które mówią, że jest trudno, a są w pełni zdrowe, mogą robić wszystko?

Nie chcę wyrokować, bo nie jestem w sytuacji tych osób, ale myślę, że dużo tracą. Bo praca to nie są tylko pieniądze, to jest przede wszystkim satysfakcja i możliwość spełniania samego siebie, to masa zalet, po które trzeba tylko sięgnąć.

Skąd pojawił się u Ciebie pomysł, żeby pracować w IT? Kiedy to nastąpiło?

To był dość naturalny wybór, ponieważ bardzo szybko zdałem sobie sprawę ze swych ograniczeń – z tego, że pewnie nie będę w stanie wykonywać większości zawodów. Nie chciałem być nigdy strażakiem ani policjantem, ale zawsze mnie ciągnęło do komputerów i elektroniki, więc okazał się to naturalny wybór. Zacząłem programować, mając sześć albo siedem lat. Swoje pierwsze pieniądze zarobiłem w wieku 15 lat, były to wtedy strony internetowe. I tak to już jest od 30 lat.

Jak krok po kroku wyglądała Twoja kariera zawodowa?

Na studiach wraz z kolegą założyliśmy firmę. Ale dość szybko z tego zrezygnowałem, bo okazało się, że projekty, które może dostarczać taka mała, dwuosobowa firma, są dość skromne. Klienci o dużych ambicjach nie powierzali zleceń dwóm studentom. I to skłoniło mnie do decyzji o szukaniu pracy gdzie indziej. Zatrudniłem się zdalnie w firmie w Katowicach – to praktycznie była taka pierwsza, pełnoprawna praca, wtedy jeszcze bez działalności. W tamtych czasach było znacznie trudniej niż dziś znaleźć zdalną pracę. Jestem wdzięczny, że mi zaufano i dano możliwość pokazania, że to faktycznie działa.

Kiedy szukałem pierwszej pracy, złożyłem kilkaset CV w przeróżnych miejscach. Ktoś się w końcu odezwał. Znałem technologię, która była dość niszowa, więc zdecydowali się na takie warunki, jakie były. Była to firma niemiecka, jeszcze przez pośrednika w Polsce. Kiedy okazało się, że to wszystko fajnie działa, zdecydowałem się założyć działalność i podjąć współpracę bezpośrednio z tym niemieckim kontrahentem. Dziś mam ten komfort, że mogę wybierać sobie to, co mi się najbardziej podoba, więc jest dużo łatwiej.

Jak na co dzień wygląda prowadzenie własnego biznesu przy twoim stanie zdrowia?

Generalnie wszystko odbywa się zdalnie. Ja pracuję od ponad 20 lat. W biurze byłem kilka razy, tylko gościnnie. Przemieszczanie się, umawianie się na konkretną godzinę, zwłaszcza gdy pogoda nie sprzyja, jest mocno utrudnione. Poza tym wymaga też zaangażowania osób trzecich, które musiałyby mi cały czas pomagać.

Kiedy przyszło Ci do głowy, że chcesz otworzyć swoją firmę, zostać szefem, zatrudniać ludzi? Jak to wyglądało na początku i czy nie przerażała Cię ta wizja Twojej sytuacji?

Szczerze mówiąc, zupełnie nie. Zawsze mogłem liczyć na pomoc najbliższych, co na pewno w tej decyzji było bardzo istotne. Poza tym co mogło pójść nie tak? Moja działalność wiąże się z tym, że kapitał jest przede wszystkim w głowie. Nie wiązało się to z wielkimi inwestycjami, bo myślę, że większość osób ma w domu komputer, i to wystarczy. Kwestia założenia działalności, i tyle.

Z tego, co mówisz, to wydaje się bardzo proste. Tymczasem jest tak wiele osób, które negocjują same ze sobą, obawiając się wielu rzeczy. Często powstrzymuje je strach przed działaniem. Ty patrzysz na to zupełnie inaczej. Jak to u Ciebie wygląda, skąd w ogóle bierzesz do tego siłę i nastawienie?

Ja generalnie lubię pracować. To mi sprawia przyjemność. Ale mam też swoje systemy, bo to nie jest tak, że zawsze mi się chce.

Jakie to są systemy?

Jedną z porad, jakie stosuję, jest skupienie się na procesie, a nie na efektach. Nie myślę o tym, że chcę przeczytać książkę, tylko o tym, że chciałbym czytać przynajmniej 30 minut dziennie. Trudno mi wtedy znaleźć wymówkę, żeby tego nie zrobić. I jak już się zacznie czytać, to z tych 30 minut robi się dużo, dużo więcej.

Sporo czasu spędzam też na planowaniu zadań.

Jak to robisz? Stosujesz jakieś metody? Wzorujesz się na jakichś konkretnych autorach? Przeciętny pracownik, który jest zatrudniony na etacie i przepracowuje osiem godzin, efektywnie działa przez trzy. A Ty ze swojej doby musisz poświęcić jeszcze pięć godzin na zabiegi, więc musisz naprawdę dobrze wykorzystywać każdą sekundę pozostałego czasu. Chciałbym zatem, żebyś podpowiedział, czym się tu kierujesz.

Na pewno planuję tydzień, kwartał oraz rok. Na przykład planuję, jakie szkolenia zrobię albo jakie książki przeczytam. To na pewno dużo mi daje, bo dzięki temu widzę, czy zmierzam w odpowiednim kierunku. Chcę uniknąć sytuacji takiego błądzenia jak we mgle.

Sporo czasu też spędzam na retrospektywie. Zastanawiam się, co poszło dobrze, a co gorzej. Jest to technika zaczerpnięta z procesu wytwarzania oprogramowania, więc w sposób naturalny przyszło mi wdrożenie jej do swojego życia.

Bardzo dużo dał mi także kurs on-line „Produktywność krok po kroku” Piotra Nabielca. Jest to trzydziestodniowy kurs, w którym uczysz się, jak zarządzać sobą. Był to dla mnie przełomowy moment. Potem te techniki dopasowywałem odpowiednio do swoich potrzeb.

Poza tym, że masz takie niezwykłe i unikalne podejście do życia, to także Twoje podejście do finansów jest bardzo zdroworozsądkowe. Wiem, że uzbierałeś pieniądze, odkładając je z pracy, na to, żeby kupić sobie mieszkanie bez kredytu. Podpowiedz, jakimi zasadami finansowymi się kierujesz. Myślę, że usłyszeć rady finansowe od kogoś, kto świetnie sobie radzi finansowo, i to w Twojej sytuacji, jest bardzo, bardzo cenne.

Jeżeli chodzi o finanse, to rodzice zaszczepili we mnie taką bardzo prostą zasadę: mianowicie żeby wydawać mniej, niż się zarabia. To ciągnie za sobą całą masę konsekwencji, np. brak kredytów. To jest chyba clou sprawy.

Najprostsza i najbardziej prawdziwa ze wszystkich porad: wydawaj mniej, niż zarabiasz.

Generalnie staram się rozsądnie podchodzić do finansów. Raczej nie podejmuję pochopnych decyzji finansowych. Nie wydaję pieniędzy na bardzo ulotne rzeczy albo zachcianki. Budżet domowy prowadzę od niedawna. W Twoich materiałach znalazłem informację na ten temat i zacząłem używać narzędzia OneNote. Muszę powiedzieć, że to też było dla mnie pomocne. Tych luk, przez które przeciekały pieniądze, nie było bardzo dużo, ale mimo to udało się je zlokalizować. I ja raczej ostrożnie podchodzę do pieniędzy – nie wierzę w jakieś kosmiczne okazje, tylko staram się kierować zdrowym rozsądkiem. Z drugiej zaś strony nie optymalizuję bardzo niewielkich detali – bardziej skłaniam się ku regule Pareto i optymalizuję te 20%, które prowadzą do 80% efektów.

Największy błąd finansowy, jaki w życiu popełniłeś?

Jak byłem na studiach, to zainwestowałem astronomiczną dla mnie wtedy kwotę 10 tys. zł w produkt, który nazywał się „czarne złoto”. Była to inwestycja w ropę z gwarancją kapitału. Po pięciu latach okazało się, że nic nie udało im się zarobić na tych środkach. Gwarancja kapitału faktycznie była, ale pomniejszona o koszty operacyjne – 2%. Ta lekcja nauczyła mnie, żeby bliżej nie przyjaźnić się z tymi towarzystwami funduszy inwestycyjnych.

Czy było to w formie jakiejś polisy, czy był to fundusz?

To nie była polisa. To była stricte inwestycja.

Czyli lekcja polegała na tym, że jeżeli coś na papierze jest zbyt piękne, żeby było prawdziwe, to prawdopodobnie prawdziwe nie jest i tej gwarancji kapitału można się co najwyżej na wyjściu spodziewać.

Pamiętam, że gdy pytałem Cię, skąd bierzesz siłę i dlaczego nie narzekasz, jak wielu ludzi, powiedziałeś, że akceptujesz rzeczywistość i wyciskasz z życia jak najwięcej. Patrząc na osoby, które nie muszą pokonywać takich trudności – mają zdrowie, ale nie chce im się pracować – czy masz pomysł na to, co można im podpowiedzieć, żeby chciały ruszyć z miejsca i nie spowalniały samych siebie?

Myślę, że istotą jest tu skupienie się na własnych zaletach, a nie na wadach. Czyli szukanie tego, co jest pozytywne, a nie odwrotnie. Takimi narzędziami, które mi pomogły w tym zakresie, był StrengthsFinderFRIS – dwa psychotesty, które wskazują na mocne strony i cechy osobowości. Myślę, że jeśli ktoś miałby motywację, żeby podjąć ten temat, to dobrze byłoby od tego zacząć. I mając już pełną wiedzę o samym sobie, faktycznie zacząć od tego, w czym jest się mocnym. Ważne, żeby przede wszystkim zainwestować w siebie: w kursy, szkolenia, książki – moim zdaniem są to inwestycje najpotrzebniejsze i najlepsze, bo to, czego się nauczyło, już się nie straci.

Czy są jeszcze jakieś rady, którymi mógłbyś się z nami podzielić, a które wynikają z Twoich doświadczeń ze zmaganiem się z chorobą, z pracą i z życiem? Jesteś dla mnie takim tytanem, praktykiem, który pokazuje wszystkim tym, którzy twierdzą, że coś jest za trudne lub niemożliwe, że to jest często stan umysłu i jeżeli naprawdę na czymś nam zależy, to nawet w bardzo trudnej sytuacji jesteśmy w stanie robić postępy.

Myślę, że najważniejsze to po prostu zrobić pierwszy krok. Nie zastanawiać się za bardzo: co będzie, jak to będzie, i co jak się nie uda. Oczywiście trzeba przeprowadzić rozsądną analizę i mierzyć siły na zamiary, ale zbytnio tego nie roztrząsać. Bo jak się próbuje wystartować z czymś pewnym na 100%, to często w ogóle się nie startuje. Po prostu: trzeba zrobić pierwszy krok. Niech to będzie wystarczająco dobre, niekoniecznie perfekcyjne, i to dalej już jakoś pójdzie.

Czy możesz nam zdradzić, w jaki sposób motywujesz się do pracy i do działania?

Na pewno plan pomaga mi utrzymywać tempo, bo nie tracę go na zastanawianie się, co powinienem robić, tylko mam wszystko przygotowane. Na tablecie mam listę podcastów, posortowaną w kolejności, w której chcę ich posłuchać, naciskam tylko play i nie muszę zastanawiać się nad tym, co dalej. Podobnie jest z planowaniem kwartalnym, o którym wspominałem. Pozwala mi ono brać książki z kupki do przeczytania, jedna po drugiej. I to się też tyczy codziennej pracy. Staram się przynajmniej wieczorem wiedzieć, co będę robił następnego dnia, żeby nie tracić rano cennych minut na zastanawianie się. Myślę, że w moim wypadku bardzo pomocne jest flow, ponieważ najtrudniej jest się rozpędzić. Później, jak już zaczniesz coś robić, i widzisz, że to przynosi efekty, to już się samo dzieje.

A zdarzają ci się takie dni, w których myślisz sobie: Mam tego wszystkiego dość. Nic mi się nie chce. Rzucam to w cholerę, obrażam się na cały świat i nie robię?

Rzadko. Tak całkiem to chyba nigdy. Ja mam bardzo mało wolnego czasu na tzw. przyjemności. Jak mam taki dzień, to robię sobie coś przyjemnego dla siebie, np. czytam książkę – beletrystykę albo literaturę faktu – albo oglądam serial, i to mija. Następnego dnia już jest OK.

Jak wyglądają twoje plany, marzenia i jak podchodzisz do ich realizacji?

Rzecz, na której bardzo, bardzo mi zależy, to to, żeby poprawić komfort oddechowy, bo to są problemy, które najbardziej mi doskwierają. Ale czy to jest marzenie? Ciężko stwierdzić. To jest bardziej życzenie. A z takich bardziej przyziemnych rzeczy, to od jakiegoś czasu chodzi za mną kupno mieszkania nad morzem, bo ze względu na klimat tam się dużo lepiej czuję. Więc tam bym widział miejsce dla siebie.

Jakie są twoje plany, jeżeli chodzi o Twoją firmę? W którym kierunku idziesz z jej rozwojem, nad czym pracujecie?

Teraz współpracuję nad bardzo ciekawym projektem. Jest to narzędzie służące do wykrywania prania brudnych pieniędzy, handlu narkotykami, szeroko pojętego terroryzmu. Do tego zaprzęgnięte jest AI, czyli sztuczna inteligencja.

Czyli swoją pracą dołożysz swój kamyczek do tego, żeby ten świat był trochę bezpieczniejszy i żeby przestępcom było zdecydowanie trudniej robić to, co robią.

Ja jestem tam trybikiem w maszynie. Odkąd mogę sobie pozwolić na ten komfort wybierania produktów, nad którymi pracuję, to zawsze istotne dla mnie było, żeby był to tzw. good cause, czyli żeby miało to jakiś większy sens.

Czy masz jakieś swoje zasady życiowe, którymi się kierujesz?

Uważam, że trzeba pomagać – człowiek ma obowiązek pomóc słabszym w taki sposób, w jaki potrafi. Bardzo ważne jest dla mnie tzw. gentlemen’s agreement, czyli  dotrzymywanie słowa. Zawsze dostarczam – i to bezwarunkowo – w takim znaczeniu, że jeżeli obiecuję, że coś zrobię, to zawsze to robię. Dlatego czasem te obietnice są bardziej zachowawcze, ale to daje gwarancję, że one zostaną spełnione.

Powiedziałeś o znaczeniu pomocy w Twoim życiu. Ktoś nieopatrznie mógłby pomyśleć, że chodzi o to, że jesteś osobą, która też potrzebuje pomocy, ale wiem, że sam również starasz się jej udzielać. W jaki sposób starasz się realizować tę myśl, że bardzo ważne w życiu jest pomaganie?

Ja skupiłem się głównie na zagadnieniach związanych z ekologią, bo wydaje mi się, że jak dalej tak będziemy traktować Ziemię, to problemy finansowe będą najmniejszymi problemami, które mogą nas spotkać. Ponadto staram się dbać o to, aby wywierać jak najmniej niekorzystny wpływ na środowisko, a realizuję to poprzez cztery główne elementy: oszczędzanie wody, niekupowanie wody w butelkach plastikowych, niemarnowanie jedzenia, ograniczanie spożycia mięsa.

Marcinie, nie wiem, czy mogę Cię o to zapytać, ale czy możesz powiedzieć, jakie są rokowania przy takiej chorobie, która Cię spotkała, jak dalej ona może się rozwijać w Twoim przypadku.

Choroba jest postępująca, rozwija się powoli. Tempo nie jest zawrotne, ale gdy pomyślę, jak czułem się pięć lat temu, to zdecydowanie było wtedy lepiej niż dziś. Do niedawna nie było na to lekarstwa, jakiś czas temu się ono pojawiło, ale dalej ten temat jest dość śliski.

W jakim stopniu taka perspektywa – że twój stan zdrowia nie będzie się poprawiał, że musisz wykorzystać jak najlepiej tę niewielką ilość czasu i tej sprawności, którą masz dzisiaj – wpływa na Twoje podejście do życia i do pracy?

Tak naprawdę wszyscy mamy relatywnie niewiele czasu. Więc nie wpływa. Zupełnie nie myślę tymi kategoriami.

Czy jest takie motto życiowe, czy przesłanie, które Ci towarzyszy, a które mógłbyś nam zostawić po tej rozmowie?

To pewnie zabrzmi banalnie, ale: per aspera ad astra – przez ciernie do gwiazd.

Marcin, bardzo serdecznie dziękuję Ci za dzisiejszą rozmowę, za poświęcony czas, za inspirację – nie tylko tę, którą dzielisz się dzisiaj, ale też tę, którą ja mógłbym czerpać z naszych rozmów. Z całej siły trzymam za ciebie kciuki. Życzę Ci, żeby twój biznes świetnie się rozwijał. Do usłyszenia i do widzenia wkrótce. Wszystkiego dobrego, cześć!

Dziękuję ci bardzo.

 

Jestem bardzo ciekaw, jak Ci się podobała ta rozmowa i do czego Cię dziś zainspirowała. Daj, proszę, znać w komentarzu.