7 życiowych decyzji o wielkich finansowych konsekwencjach

57

Jeśli my nie przejmiemy kontroli nad naszymi pieniędzmi, to wcześniej czy później problemy finansowe przejmą kontrolę nad naszym życiem. Brak pieniędzy oznacza, że musimy z wielu rzeczy rezygnować, że nie możemy działać na miarę naszych możliwości i zamiast realizować pasje i marzenia, musimy gasić finansowe problemy. Ale to działa też w drugą stronę…

Za chwilę stanie się jasne, cóż to za 7 życiowych decyzji, ale przedtem chciałbym podzielić się z Wami bardzo miłą wiadomością.

Pękła magiczna liczba!

Spojrzałem dziś rano do Google Analytics i okazało się, że w ciągu ostatniego miesiąca mój blog odwiedziło ponad 100 tysięcy osób! 100 tysięcy osób w jeden miesiąc – to niesamowicie miła dla mnie wiadomość, bo pękła magiczna granica, która kiedyś wydawała się być całkowicie poza moim zasięgiem!

Doskonale wiem, że zawdzięczam to Wam moim słuchaczom, czytelnikom i widzom. Dlatego na wstępie chciałbym z całego serca Wam podziękować – za to, że odwiedzacie blog, że jesteście ze mną na #wtorkachzfinansami, że słuchacie podcastów, że oglądacie filmy na YouTubie i że polecacie Finanse Bardzo Osobiste swoim znajomym.

Dziękuję z całych sił, bardzo to doceniam i chcę Was zapewnić, że będę robić wszystko, aby czas spędzony ze mną był dla Was jak najlepszą inwestycją. A skoro obiecałem dbać o Wasz czas, to przejdźmy teraz do dzisiejszego tematu.

Bogaci ciągle myślą o pieniądzach?

Czasami słyszę, że ludzie bogaci ciągle myślą o pieniądzach, ale to bzdura!. O pieniądzach obsesyjnie myślą ludzie biedni, którym tych pieniędzy brakuje. Nie ma więc żadnych wątpliwości, że pieniądze mają ogromny wpływ na nasze życie. 

Ale to działa też w drugą stronę. Życiowe decyzje, które podejmujemy, mają ogromny wpływ na nasze finanse i na to, czy ostatecznie jesteśmy bogaci czy nie. Dlatego dziś chciałbym Wam opowiedzieć o życiowych decyzjach, które niosą ze sobą ogromne finansowe konsekwencje. Konsekwencje, z którymi później żyjemy przez długie lata, które decydują o jakości naszego życia, a do których bardzo często nie jesteśmy przygotowywani.

Penny wise pound stupid

Na blogach finansowych, w tym również na moim, znajdziecie różne porady dotyczące na przykład sposobów na oszczędzanie. To wdzięczny temat, bo ich wprowadzenie w życie szybko przynosi konkretne efekty. To sprawy w rodzaju „nie pij drogiej kawy na mieście”, „rzuć palenie”, „rób kanapki do pracy, by nie płacić za lunch” czy „prowadź domowy budżet”. To wszystko są jednak zagrywki taktyczne, których efekty mogą być łatwo zaprzepaszczone przez błędne decyzje znacznie większego kalibru. 

Możesz także obejrzeć na YouTube ?

Anglicy mają takie powiedzenie: „penny wise pound stupid”, które można luźno przetłumaczyć jako mądrość w sprawie groszy i głupota w sprawie złotych. Dotyczy to sytuacji, w których z ogromnym zaangażowaniem szukamy drobnych oszczędności, a jednocześnie nie dostrzegamy o wiele ważniejszych problemów, które mogą zrujnować nasze finanse. I szukając takich ważnych życiowych decyzji, stworzyłem listę tych, które moim zdaniem niosą ze sobą największe finansowe konsekwencje, a do których nie sposób przygotować się np. w szkole. Jestem szalenie ciekawy, co o tej liście myślicie? Oto ona:

1. Związek z właściwą osobą

Dla wielu sprawa nieoczywista i pozornie odległa od finansów. Tymczasem nie ma chyba większego złodzieja życiowej energii i czasu, niż związek z niewłaściwą osobą. Trwanie w toksycznych relacjach nieuchronnie prowadzi do degradacji jakości życia – również pod względem finansowym. Najbardziej spektakularnym finałem jest oczywiście rozwód i związana z nim walka o kasę. Oto, co w komentarzach na blogu pisali niektórzy Czytelnicy, gdy poruszałem kiedyś ten temat:

(…) niewłaściwa osoba nie będzie pozwalała poradzić sobie ze wszystkim a wręcz może pociągnąć Cię na dno. Kolega trafił na toksyczną kobietę, która się zadłużała, nie pracowała i była krętaczem. Kosztowało go to wiele pieniędzy.
Wight

Absolutnie powalił mnie punkt numer 1 i zgadzam się z nim w 100%, zwłaszcza z perspektywy osoby, która takiej właściwej osoby (jeszcze) nie znalazła. Spotkałam natomiast tę niewłaściwą i konsekwencje tego ponoszę od kilku lat, samodzielnie utrzymując dziecko…
Tatiana

(…) wiążąc się z osobą, która nas nie inspiruje i nie popycha np. do samodoskonalenia i rozwoju albo z kimś, kto nałogowo wpędza się (a w związku także drugą osobę) w długi – sami możemy popaść w tarapaty, albo w najlepszym przypadku żyć jałowym życiem.
Agnieszka

Na szczęście działa to również w druga stronę: związek z właściwą osobą – która nas kocha, pomaga nam się rozwijać, motywuje nas i dodaje nam skrzydeł – to prawdziwy katalizator pozytywnych zjawisk w naszym życiu. Ale jedźmy dalej.

2. Wybór wykształcenia i zawodu

Wiem, wiem, wiele osób powie tu, że w ich przypadku jest już za późno… A moim zdaniem nie jest. Za 10 lat można być już naprawdę świetnym ekspertem w innej, nowej dziedzinie, o ile nas ona pasjonuje. Moja starsza córka ma dzisiaj 14 lat. Gdy patrzę na jej przyjaciół i myślę sobie, że te małolaty za 10 lat będą lekarzami, prawnikami, neurobiologami, nauczycielami, informatykami czy w ogóle będą wykonywać zawody, które dziś jeszcze nie istnieją – wydaje się to nieprawdopodobne. A skoro działa to w przypadku dzieci, to dlaczego miałoby nie dotyczyć dorosłych?  Nie ma sensu tkwić w schyłkowej profesji, której nie lubimy, i robić to tylko dlatego, że kiedyś źle wybraliśmy. Dziś świat jest pełen możliwości. 10 lat minie tak czy siak, i tylko od nas zależy, gdzie wtedy będziemy. 

I jeszcze jedno. Pomóżcie Waszym dzieciom dokonać tu mądrych wyborów. Gdy widzę bezrobotnych absolwentów kończących egzotyczne kierunki, zadaję sobie pytanie: „Człowieku, na co Ty liczyłeś wybierając taki kierunek edukacji?”. Zobaczmy jednak punkt trzeci, który brzmi:

3. Mądry zakup mieszkania lub domu

To decyzja warta kilkaset tysięcy złotych, a często podejmowana w fatalny sposób: na podstawie emocji oraz opinii nie znających tematu członków rodziny. Gdy dodatkowo podeprzemy się tutaj źle zaciągniętym kredytem hipotecznym – szybko możemy zamienić piękny sen o przytulnym mieszkaniu w brutalny koszmar z komornikiem w roli głównej.

Bardzo ważnym elementem, który warto wziąć pod uwagę przy podejmowaniu takiej decyzji, jest lokalizacja naszego domu. I nie chodzi mi tutaj o „bliskość do centrum”, tylko o sprawę znacznie ważniejszą – o miejscowość, którą wybieramy na swój dom. Czy na pewno musisz spędzić życie w miasteczku, które się wyludnia i w którym panuje wysokie bezrobocie? Dziś do wyboru masz dowolne miasto w Unii Europejskiej, jeżeli więc w Twoim mieście jest ciężko, to pora się pakować lub rozwinąć biznes internetowy mniej zależny od lokalizacji. Co mamy dalej na naszej liście? 

4. Unikanie długów konsumenckich

Kredyty i pożyczki konsumenckie są największym, najgroźniejszym, najbardziej brutalnym wrogiem na drodze do finansowego bezpieczeństwa. W bezwzględny sposób drenują nasze portfele i z ogromną skutecznością pozbawiają nas ciężko zarobionych pieniędzy. Są jak kula u nogi, jak kamień u szyi, jak ciężki balast, który z trudem dźwigamy na własnych barkach. 

Zamiast cieszyć się finansową wolnością, co rano ruszamy do pracy by tyrać na spłatę odsetek. Część naszego cennego życia poświęcamy harując jak niewolnicy na rzecz wierzycieli. Długi to najbardziej destrukcyjne, najgorsze, najbardziej okrutne, najbardziej bezwzględne i… Mógłbym tak jeszcze długo ? Ale przejdźmy do punktu piątego!

5. Ciągły rozwój i zwiększanie dochodów

Chcesz skończyć szkołę, dostać pracę i spokojnie przepracować do emerytury? Zapomnij. To się skończyło w poprzednim stuleciu. Licząc na taki scenariusz skończysz na ulicy: albo jako człowiek strajkujący o kilkaset złotych podwyżki, albo jako człowiek bezdomny. Ciągła nauka, zdobywanie nowych umiejętności, rozwijanie sieci kontaktów i konsekwentnie negocjowanie wyższych pieniędzy za swoją coraz lepszą pracę – to właśnie skrócony przepis na skuteczne poprawianie sytuacji materialnej. Więcej informacji na ten bardzo ważny temat będzie w moim kursie online, „Jak mieć więcej pieniędzy”, a my tymczasem przejdźmy do punktu szóstego:

6. Właściwe ubezpieczenia

Na drobne finansowe perturbacje i nieprzewidziane wydatki jest fundusz bezpieczeństwa, o którym opowiadałem na #wtorkuzfinansami nr 22. Natomiast receptą na wielkie finansowe katastrofy są właściwe ubezpieczenia. Nawet jeżeli jesteś niepoprawnym optymistą, koniecznie zadbaj o kilka z nich. Ubezpieczeniowy plan minimum to: – (1) OC posiadaczy pojazdów mechanicznych, (2) Ubezpieczenie mieszkania od ognia i innych zdarzeń losowych, (3) Ubezpieczenie kosztów leczenia podczas podróży zagranicznych, (4) I w wielu, choć nie we wszystkich przypadkach: czyste ochronne ubezpieczenie na życie. A jaki jest punkt siódmy? 

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

7. Samodzielne odkładanie na emeryturę

Temat nudny jak flaki z olejem? Zbyt odległy? ZUS powinien o Ciebie zadbać? Może i tak – ale nie zadba. Dzieci też nie, bo będą wtedy miały na głowie swoje dzieci, swoje wydatki i swoje kredyty hipoteczne. A może nie warto, bo nie dożyjesz? Jeżeli tak uważasz, to zapomnij o wszystkich powyższych punktach, nabierz kredytów ile tylko się da, przygotuj dobry testament (aby rodzina nie dziedziczyła Twoich długów) i baw się do upadłego za pożyczone pieniądze. 

Wcześniej tylko przemyśl – tak na wszelki wypadek – co zrobisz gdy jednak dożyjesz – podobnie jak 80% Twoich rówieśników.

Tak właśnie wygląda moja prywatna lista życiowych decyzji o największych finansowych konsekwencjach. Jeżeli w tych sprawach nie dokonamy mądrych wyborów, to wszystkie Cafe Latte i Cappuccino, z których zrezygnujemy na mieście, niewiele nam raczej pomogą.

Gdy pierwszy raz opublikowałam tę listę na blogu w 2015 roku, wywiązała się pod tym wpisem bardzo ciekawa dyskusja. Moi Czytelnicy wskazali jeszcze kilka punktów, z których 3 dodatkowe dopisałem do tej pierwotnej listy, tworząc swoiste TOP10. Oto one:

8. Dbanie o zdrowie
9. Właściwy wybór przyjaciół i znajomych
10. Decyzja o liczbie dzieci oraz ich właściwe wychowanie

Jestem bardzo ciekawy, co myślisz o tych punktach? A może dopiszesz kolejną życiową decyzję do listy? Daj znać w komentarzu poniżej 🙂

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 12 694 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze57 komentarzy

  1. Marcin, jestem bardzo zdziwiony, że dopiero teraz pękło u Ciebie 100 tysięcy UU. Myślałem, że regularnie zaliczasz kilka razy tyle. Przy takich publikacjach! Gratuluję tak czy inaczej, ale… Oj długa droga przed nami w szerzeniu wiedzy finansowej…

    A co do samego wpisu, zgadzam się całkowicie. Ile osób ledwie liźnie temat swojego kredytu na kilkaset tysięcy złotych, który będzie z nimi przez kilkadziesiąt lat. Więcej czasu przeznacza się na szukanie wad i analizę opłacalności kupna kurtki za 200 zł.

    • Wszystkie te przemyślenia zamknięte w trzech punktach

      1. Dbaj o zdrowie i najbliższych.
      2. Wybierz mądrze pracę, partnera i znajomych.
      3. Nie zadłużaj się niepotrzebnie i gromadź oszczędności.

  2. Marcin, jeśli Google Analytics pokazuje Ci ponad 100k UU to masz już ich ok 120-130k :). Nowe wydania FF blokują domyślnie GA, a w Polce ok 25-30% użytkowników z niego właśnie korzysta. Zainstaluj sobie lokalnie jakąś analitykę i sprawdź. Zawsze to lepszy punkt wyjścia do negocjacji przy ewentualnych współpracach.
    Pozdrawiam,

  3. Przeczytałam punkt 3 i ręce mi opadły… Początek niby rozsądnie, a potem o tych “egzotycznych kierunkach” i szlag mnie trafił na powtarzanie takich wątpliwych “mądrości”… Autor widział tych absolwentów realnie czy w swojej wyobraźni jedynie?

    • Ja widziałem przez chwilę. Najpierw błąkanie się między dwiema pracami na pół etatu, a potem wyjazd do Anglii do pracy nie związanej z wykształceniem.

      Pewno takich historii jest więcej to też nie widać tych ludzi. Zresztą nikt na poczcie czy w Biedronce nie pyta czy pani po gimnazjum czy po studiach zdanych na piątkę.

    • Jak dla mnie dbanie o zdrowie znajduje się dużo wyżej, chyba na pierwszym miejscu ?choć może jestem zwichrowana bo pasjonuje się dietetyką, a mama jest dietetykiem klinicznym. Jednak widzę jak mocno finanse osobiste przenikają się że stanem zdrowotnym ilekroć jestem przepracowana i nie dopiluje diety zaraz pojawiają się problemy hormonalne i jak u kobiety wydaje mi się , się że zakupy pomogą… Przy dochodach które generuje z mężem na zakupy nieprzewidziane czasem wyparuje i 2tys w Msc, a to już jest duży kawałek chleba
      I niepotrzebne wydatki. Pojawiają się jakieś dodatkowe pseudo niezbędne sprzęty, dodatki do mieszkania raczej mniej przemyślane…
      Człowiek jak źle się czuję to przestaje myśleć racjonalnie, a to wpływa na wybory których dokonuje.
      Poza tym z każdym punktem się zgadzam i dzięki twojemu blogów i Szafrańskiego zawdzięczam swój prywatny sukces ♥️ nauczyliscie mnie wszystkiego, no prawie ?
      Z wami podejmowałam wiele z moich decyzji życiowych, a budżet stał się moja prywatną pasją.

      Ja do listy dodałbym korzystanie z usług specjalistow takich jak prawnik, księgowy, itd
      Nie zawsze wszystko można samemu załatwić, a koszty mogą być spore w razie decyzji poradzę sobie sam, nie warto robić wszystkiego samemu

  4. Super, że blog się dalej rozwija. Mi podoba się 7 rada, by samemu zbierać na emeryturę i do tego sukcesywnie zmierzamy z żoną. Przy okazji jakiś błąd wkradł się na blogu, bo jakoś dziwnie dużo błędów(brak spacji tam, gdzie być powinny w treści artykułu). Ale treść bezcenna 🙂

    • Zauważyłem, że ten błąd wkrada się nawet na komentarzu, gdy poprawnie opublikowałem tekst. Widocznie jest jakiś błąd w motywie bloga bądź gdzieś indziej 🙂

      • Andrzej Broszkiewicz

        Cześć Szymon,
        możesz podesłać zrzut ekranu z błędem wraz z informacją o systemie operacyjny oraz przeglądarce z jakiej korzystasz?
        blog.marcin.iwuc@gmail.com

        U mnie wyświetla się prawidłowo w przeglądarce Chrome oraz Firefox.

        Ktoś jeszcze zauważył podobny problem?

  5. Ciekawy wpis, natomiast nie ma co też przesadzać z tą bezdomnością, komornikami itp. Przeciętność, która zabija marzenia jest najczęstszą konsekwencją wszystkich wspomnianych przez Ciebie punktów.

    • Też o tym pomyślałam. Są zawody, w których, niestety, nawet tym, którzy tylko zawód zdobyli, zaczęli pracę i nie rozwijają się, może wieść się całkiem przyzwoicie, a już na pewno daleko im do bezdomności. Choćby lekarz, nauczyciel… Mało tam bylejakości?

      • Nie do końca. Lekarz uczy się całe życie, w wielu dziedzinach medycyny obserwujemy olbrzymi postęp i chcąc być na bieżąco trzeba regularnie doszkalać się, doczytywać, rozwijać nowe umiejętności. Co roku publikowane są nowe wytyczne, ‘a biorąc pod uwagę, że średnia życia wzrasta i siłą rzeczy pacjenci są bardziej schorowani i skomplikowani, właściwa diagnostyka i leczenie jest coraz trudniejsze.

  6. Ad. 2. Wybór wykształcenia i zawodu

    Egzotyczne kierunki to właściwie jakie?

    Sporo o tym ostatnio myślę i choć dawniej miałam to samo zdanie, które zaprezentowałeś w tym punkcie, to już nie jestem już tego taka pewna. Oczywiście, są zawody i kierunki zupełnie skazane na niską pensję i cykliczne bezrobocie, ale z jednej strony ta lista się zmienia wraz ze zmianami społecznymi, z drugiej są też zawody, które dla jednych są mrzonką, innym pozwalają się realizować ponadprzeciętnie. A społeczeństwo sięga po więcej i podczas gdy w latach 90-tych większość zadowalał kafelkarz, który równo układał płytki, tak teraz większość inwestorów szuka najpierw projektanta, czyli w zasadzie artysty.

    Podam tu przykład dwojga moich dzieci (obecnie 19 i 17 lat). Jedno i drugie ma świetny słuch muzyczny, ale choć skończyli szkołę muzyczną, zakończyli na I stopniu i nie chcieli zostać muzykami. Syn od wieku 10 lat chciał i nadal chce zostać informatykiem, właśnie zaczyna studia. Oboje mają duże zdolności do przedmiotów ścisłych, więc syn idzie prostą linią. Córka natomiast ma dodatkowo naprawdę duże zdolności plastyczne i wkłada w to dużo pracy, ciągle rozwija się z własnej inicjatywy. Dostałą się do liceum plastycznego i jednocześnie dwujęzycznego mat-fiz z dodatkowymi lekcjami programowania. Ostatecznie z własnej woli wybrała to drugie, aby zabezpieczyć sobie możliwość w obu kierunkach jeszcze po maturze.

    Teraz obserwuję jej dylematy. Z jednej strony jest rozsądna i zdaje sobie sprawę, że łatwiej sobie poradzi w życiu jako programista (z programowaniem dobrze sobie radzi), z drugiej strony wyraźnie pragnie rysować, malować, tworzyć komiksy. Planuje skończyć przynajmniej studia inżynierskie z informatyki (bo lepiej to zrobić zaraz po maturze), a dopiero potem ASP i to się wydaje praktyczne, ale czy na pewno? Czy warto robić coś wbrew sobie i poddać się strachowi, a pogrzebać lub zaniedbać pasję pod przesłankami praktycznymi?

    Jako rodzice zapewniamy dzieciom możliwości rozwoju, córka oprócz już świetnej znajomości angielskiego zaczęła uczyć się japońskiego, uczestniczyła w naprawdę dobrych warsztatach i obozach artystycznych, sama się doucza przy pomocy materiałów z internetu.

    W rodzinie obserwuję chłopaka, któremu ojciec wybijał z głowy pójście w kierunku zawodowego uprawiania sportu i efekt jest taki, że zaczął 2 kierunki studiów i żadnych nie skończył, błąka się życiowo.

    Czy są tu inne osoby z podobnymi dylematami, doświadczeniami? Marcin, może to jest temat na nowy podcast?

    • Wydaje mi się, że nie do końca o to chodzi. Mam koleżankę, która skończyła na KUL coś w rodzaju “religioznawstwa”. Teraz pracuje w Biedronce i jest niesamowicie zdołowana, bo jej edukacja uważana jest za taką samą jak kogoś kto skończył tylko gimnazjum. Pani magister od niczego.
      A jeżeli chodzi o twoją córkę to moim zdaniem skończenie obu kierunków to świetny pomysł. Przecież nikt nie zabroni jej malować, nawet jak będzie programistką. Z tego co wiem, Joanna Chmielewska była z wykształcenia architektem 🙂

    • Trafiłaś w punkt (też o tym wspomniałem w komentarzu). Jak córka ma “dryg” do programowania, to zawsze może się przekwalifikować. Z drugiej strony obecnie dziewczyny do pracy IT mogą dostać się nawet bez wiedzy i doświadczenia. Wystarczy, że się dobrze zapowiadają (sam mam w pracy koleżankę po ASP, która zrobiła tylko kurs dostarczany przez firmę w której pracuje), więc może najpierw ASP? Rada z “poranku kojota” w przypadku Twojej córki jest jak najbardziej aktualna ;).

    • Jestem ponad dekadę starsza od Twojej córki, ale widzę wiele podobieństw, programowanie, sztuka, japoński… 🙂 Ja ostatecznie skończyłam studia z informatyki, robiłam też drugi kierunek artystyczny, ale rzuciłam go kiedy zaczęłam pracę (ciągle studiując jeszcze infę). Praca programisty jest jednak, przynajmniej na ten moment, dużo pewniejsza niż artysty, a kreatywnie zawsze można realizować się w ramach hobby. Zresztą w zależności od tego, w którą stronę w IT się pójdzie, zmysł plastyczny również może okazać się przydatny. Ja nie żałuję tego, jaką ścieżkę wybrałam, chociaż czasem tęskno mi do tych czasów, kiedy studiowałam sztukę i tamtej atmosfery. Powodzenia dla córki!

    • W IT jest miejsce dla osób ze zdolnościami artystycznymi. Ktoś kto projektuje strony internetowe czy aplikacje, posiada wiedzę techniczną wzbogacona zmysłem estetycznym może realizować się w obu płaszczyznach za dobre pieniądze.

      A po pracy może wziąć kredki i malować sobie pijąc wino przy kominku 🙂

    • Akurat w przypadku tych dwóch rzeczy połączonych razem – przedmioty ścisłe/programowanie i plastyka – można w miarę łatwo znaleźć połączenie pozwalające na rozwijanie się w obu. Pierwszy z brzegu przykład – branża gier.

      Jedno nie wyklucza drugiego. Programiści ze zmysłem estetyki i umiejętnościami plastycznymi są też potrzebni.

      Dodatkowo, rozwijają się teraz całkiem nowe branże technologiczne, używające innych interfejsów dla użytkowników: AR (rozszerzona rzeczywistość), VR, – może się okazać, że jej oba kierunki zejdą się szybciej niż nam się to wydaje.

      Z całkiem innej strony – branża programistów się rozwija ale dojdziemy też do punktu przegięcia. To nie będzie tak, że to będzie stały trend. W chwili gdy aktywują się inne kraje (azja, afryka) itp może sie okazać, że tam są bardziej konkurencyjni cenowo a niezgorsi ludzie. Wtedy drugi talent możę się przydać.

      Tak czy inaczej – powodzenia dla obu dzieci!

  7. Moim zdaniem punk numer 8 powinien być wyżej ;).

    Co do numeru 2, to nie demonizowałbym egzotycznych kierunków. Jest wiele osób, które świetnie sobie radzi psychologii, turystyce i rekreacji, ochronie środowiska, wychowaniu fizycznym, czy… po ekonomii ;). Problemem nie jest kierunek, a podejście z jakim się idzie na studia. Znam osoby, które studiowały kierunek, który “kolega im wybrał” albo dlatego, że “rodzice chcieli, żebym został magistrem”. Nie znam żadnego przypadku takiej osoby pracującej w zawodzie.
    Zgadzam się natomiast z tym, że nigdy nie jest za późno na zmianę. Przy wyborze studiów i pracy wracam do sentencji z “poranku kojota” https://www.youtube.com/watch?v=vDP-IL5Sx9k. Szedłem na studia (jeden z egzotycznych kierunków przeze mnie wymienionych 😉 ) z planem i pewnym wyobrażeniem o przyszłej pracy, które zostało przez życie zweryfikowane. Nie chciałem się przekwalifikować “w zawodzie”, zatem zmieniłem zawód na IT (dalej kierując się sentencją z “poranku kojota” 😉 ). Pierwszą pracę w IT jako tester zdobyłem równo 9 lat temu. Wtedy była to najlepsza praca w moim życiu ze względu na ludzi i doświadczenie. Dalej jednak nie ta działka, w której chciałem się rozwijać i w której czułem się mocny, więc z jednej strony zdobywałem doświadczenie, a z drugiej szukałem dalej. Teraz pracuję od prawie 7 lat jako administrator sieci :).

  8. Psychologia, turystyka i rekreacja, ochrona środowiska, wychowanie fizycznye, ekonomia to są “egzotyczne” kierunki?

    • Krzysztof A.

      Wydaje mi się, że to chodziło jednak o takie cuda jak “Coaching stylu życia” (serio, jest coś takiego) 😉

        • Krzysztof A.

          Jest jednak subtelna różnica pomiędzy kimś kto jest coachem “wyrosłym naturalnie”, na skutek połączenia kompetencji merytorycznych i komunikacyjnych jak jest w przypadku Marcina, a coachem powtarzającym motywacyjne frazesy bez głębszego przemyślenia.
          Smaczku niech doda fakt, że kierunek o którym wspomniałem to kierunek magisterski (2 lata) dofinansowany przez UE w szkole turystyki i hotelarstwa. Nie mówię że dla takich kompetencji nie ma miejsca, bo jak najbardziej jest, tylko że wybrane świadomie jako uzupełnienie tego co już dana osoba potrafi, a nie jako jedyny wyuczony zawód – nie bez powodu na jednego Marcina przypada kilkudziesięciu “kołczów majków” 😉

          • Twój komentarz można trochę zastosować do każdej dziedziny:
            “Jest jednak subtelna różnica pomiędzy kimś kto jest matematykiem “wyrosłym naturalnie”, na skutek połączenia kompetencji merytorycznych i komunikacyjnych jak jest w przypadku “pana X”, a matematykiem powtarzającym książkowe wzory bez głębszego przemyślenia.”

            Jedna sprawa to poziom wiedzy, którą można zdobyć na studiach, a inną podejście ucznia do tematu. Nie odbierałbym ludziom wchodzącym w dorosłość możliwości wyboru takiego kierunku tylko dlatego, że nie mają doświadczenia zawodowego. Tak jak we wszystkim, możesz się danej umiejętności wyuczyć “jako tako” i być średniakiem, a możesz się czymś rzeczywiście interesować i wtedy edukacja pokazuje Ci kierunek rozwoju, a nie jest początkiem i końcem Twojej edukacji.

            p.s. mam wrażenie, że najgorszym podejściem jest myślenie, że edukacja kończy się wraz z dyplomem. Niestety udało mi się parę razy widzieć tego typu podejście w praktyce.

          • Krzysztof A.

            W zasadzie mogę się z Tobą zgodzić, a na pewno z tym żeby nie odbierać możliwości wyboru jakiegokolwiek kierunku – nie da się jednak ukryć że są kierunki bardziej i mniej ryzykowne pod kątem rozwoju kariery. Częściowo to wynika z ich specyfiki, mimo wszystko są kompetencje które nabierają “mocy” dopiero w połączeniu z innymi (i tutaj znowu pełna zgoda z tym co piszesz, nie można zakończyć rozwoju wraz z zakończeniem studiów), a częściowo z tego, że jednak ciągnie się za nimi opinia “kierunku ostatniej nadziei” dla tych którzy idą na studia żeby “być magistrem, bo tak trzeba”.
            Natomiat tak naprawdę wszystko sprowadza się do uczciwej odpowiedzi na pytanie “czy wiem po co wybieram ten kierunek”, a dla 18-latka (a często i dla wielu dorosłych) nie jest to wcale oczywiste. Pominę już w tym wszystkim kontrowersyjne dla wielu “czy na pewno powinienem studiować” 😉

          • “Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?”
            Adaś Miauczyński 😉

  9. Cześć Marcin.
    Pół mojego życia to historia walki z zadłużeniem. Na początku tego wieku zbankrutował firma mojego ojca, potem moja mama wpadła w pętle zadłużenia a na koniec my sami zadłużyliśmy się na ponad 60 tys złotych na leczenie by mieć dziecko (gonił nas czas, stąd nie było szans na odłożenie). Syn ma już 5 lat – także to była najlepsza inwestycja niestety opłacona długiem.

    Do tego historia mojej żony ma wiele wspólnych punktów. Zaraz po liceum poszła do pracy żeby spłacać długi rodziców. Już jako moja żona przez okres dwóch lat płaciliśmy kredyty teściów – za co cały majątek (dom) teście przepisali na siostry mojej żony 😉 w ten sposób wydziedziczając ją. Cóż zdarza się. Wiedzieli że moja żona będzie ich kochać bez względu na wszystko, siostry nie koniecznie.

    W dniu dzisiejszym jesteśmy bez długów. Mamy fundusz awaryjny oraz fundusz bezpieczeństwa na dzień dzisiejszy zabezpieczający nas na okres 6 miesięcy bez dochodów.

    I na tym mógłbym skończyć chwalenie się gdyby nie jedno ale…

    Staliśmy się bardzo oszczędni. W sumie ja zawsze byłem sknerą i minimalistą. Żonę życie wyuczyło.

    Problem w tym że mieszkamy w małej miejscowości i ludzie oceniają ludzi po tym jakim np. samochodem jeździsz.
    Nie byłoby problemu. Bo co nas obchodzi co o nas myślą ludzie gdyby nie to że jak mówi przysłowie “na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą” a my na takie wyglądamy.
    Cóż z tego że mamy sporą kwotę na koncie. Zero długów. Własne mieszkanie i trochę ziemi a nasze oszczędności rosną bardzo szybko (kilka tysięcy miesięcznie).
    Ludzie traktują nas jak biedaków. Sytuację pogarsza fakt że ja pracuję w domu (webdeveloper) a w małej mieścinie trudno komukolwiek uwierzyć że można pracować w domu. Nawet młodym nie mieści się to w głowie.
    Doświadczyliśmy już kilku ataków na nas. Choćby obmowy. Zostałem nazwany “Ferdkiem” na którego pracuje żona. Nasz syn za chwilę pójdzie do szkoły …

    Może masz/macie pomysł jak zbudować markę osobistą nie wydając na to zbyt dużej ilości pieniędzy?

    • Miej na opinie sasiadow wywalone.

      Ps mam bardzo podobna, ale jeszcze bardziej przerysowana sytuacje i calkowicie mnie to wali co sobie sasiadka mysli widzac ze ja ciagle w domu, samochod 21letni i zona ‘pracujaca na mnie’ 🙂

    • Proponuję stać się jeszcze bogatym duchowo… Przejmowanie się opinią innych to jeden z największych życiowych błędów, które nie pozwalają być szczęśliwym. A szczęście to pokochanie siebie, swojego życia i wdzięczność za to co się ma.

      Napisałeś, że jesteście wolni od długów, szybko budujecie oszczędności i masz pracę, która pozwala Ci spędzać dużo czasu w domu. Czy zdajesz sobie sprawę, że pewnie Ci wszyscy ludzie, którzy stosują te wspomniane przez Ciebie odmowy są daleko za Tobą w każdym z tych wymiarów? Zależy Ci na opinii takich właśnie ludzi?

      Myślę, że powinieneś popracować nad rozwojem osobistym i duchowym a nie nad marką osobistą.

    • Z tej historii wynika, że sporo w życiu przeszliście i serio zależy Ci żeby ludzie Cię lubili? Co innego szanowali, ale tu też nic na siłę (raczej ignorancja, a kiedy trzeba dyplomacja). Zawiści ludzi nie przeskoczysz niestety.

      • Zbig, Przemek, Lukasz musiałem coś źle napisać bo nie o to chodzi żeby mnie lubił. Czy też żebym się musiał dowartościowywać opinią innych.

        Chodzi o to żeby nikt o zdrowych zmysłach nie podniósł ręki na moją rodzinę.. Taka taktyka odstraszania. Coś w stylu zbrojenia się państw ale nie w celu agresji a uniknięcia wojny.

        Mógłbym np. kupić drogiego SUV-a. Pewnie by wystarczyło – tyle że jak pomyślę ile bym tracił na tej inwestycji …

        Jakiś pomysł?

        • Z Twojej odpowiedzi dalej wynika, że nie chcesz być szczęśliwy tu i teraz i cieszyć się tym co masz tylko pokazać się innym, że nie mają racji i że nie jest tak jak niektórzy mogą sobie o Tobie myśleć. Ale po co? Chcesz coś udowodnić innym a wcale nie musisz i nie powinieneś.

          Sztuką jest wyrwać się z tego społecznego schematu i systemu ale to jest prawidłowa droga, którą powinno się iść. Są dwie ważne zasady. Nie żyj przeszłością i nie żyj opinią innych.

        • W takim razie nie rozumiem o co Ci właściwie chodzi.
          Przeciez nikt o zdrowych zmyslach nie podniesie reki na Ciebie czy Twoja rodzine, nie wazne czy bedziesz mial BMW X5 czy cinquoczento.

          Napisales “Ludzie traktują nas jak biedaków”, mozesz tak przyklad takiego trakowania?
          Nie potrafie sobie tego wyobrazic jak to moze wygladac.

          Przemek bardzo madrze pisze, przemysl sobie o czym mowi.

        • Darek,

          w pełni się zgadzam z @Przemek i @Lukasz
          żyjesz życiem swoim czy sąsiadów? Realizujesz potrzeby swoje czy ich?

          Też jestem po sporych ‘przygodach’ z długami i powiem Ci, że mi koło dupki lata opinia sąsiada/znajomego/a nawet rodziny na temat samochodu jakim jeżdżę i ile pieniędzy odkładam zamiast ‘konsumować’.

          Po tych ‘przygodach’ z którymi się uporałem, postawiłem sobie bardzo długofalowe cele i je konsekwentnie realizuję – powiedziałem sobie, że nigdy więcej takich ‘przygód’.
          Też mam Dziecko, też mam priorytety – a jednym z głównych jest zapewnić Mu spokojne dzieciństwo, nie zastanawiając się czy mam za co kupić mu jedzenie albo za co zapłacić czynsz czy hipotekę by nie wyrzucili nas z domu… ‘nawet’ kosztem tego, że nie jeżdżę nowym suwem w leasingu lub w kredycie

          Piszesz że jesteś ‘sknerą’ – może to bardziej w Twojej głowie siedzi ta opinia niż w głowach sąsiadów. Kasą nie warto ‘szastać’ ale uważam, że warto mieć ‘swoje coś’ na które kasy nie szkoda – dla mnie takim ‘cosiem’ są wyjazdy i wakacje.

          ps
          żyjemy w czasach kredytu i konsumpcjonizmu
          jeśli podążasz inną ścieżką niż reszta to zaczynasz się różnić od sąsiadów – w momencie gdy zwracają Ci uwagę na Twoje nawyki, utwierdzają Cię w przekonaniu, że wybrałeś dobrą drogę 🙂

        • Plastic Tofu

          Wygląda, że masz spory problem wewnątrz społeczności, która nie rozumie Ciebie, Twoich motywacji i rezultatów Twoich decyzji. Jak to zmienić?
          Możesz to zrobić w sztuczny sposób. Pamiętam dawno temu na moście Gdańskim wyprzedzałem starą syrenkę i mimo, że cały samochód trząsł sie jak w malarii, a z rury leciał czarny dym w słońcu mieniła się dumnie nowiusięńka naklejka “TURBO”. Jeśli nakleisz takie “TURBO” na swoje życie będziesz żył w masce i być może w mieście będziesz kimś, ale podczas golenia będziesz odwracał głowę.
          Możesz kupić SUV jak napisałeś ale czy jesteś w stanie to udźwignąć. A historia wygląda tak: znajomi kupili samochód z wysokiej półki, używany tańszy nawet niż samochody, którymi jeździli na codzień, ale naprawdę odstający na plus od średniej w okolicy. Zrobili to aby zabłysnąć w okolicy i udało się. Teraz zostali tymi bogatymi. Jakie są tego konsekwencje? Tera każdy kto proponuje im usługi oczekuje wyższej ceny, Ich prezenty na okoliczne imprezy nagle zbladły bo przecież stać ich na więcej. Kiedy pojawia się zbiórka na jakiś cel inni oczekują od nich dużo wyższych datków. Kiedy te pozostają na tym samym poziomie gdyż oni nie zarabiają przecież więcej, a samochód tylko uszczuplił ich budżet pojawia się niesmak i powolny ostracyzm.
          Tyle negatywów. Teraz przydałoby się jakieś rozwiązanie. Tak jak sugerowali moi przedmówcy nie powinieneś martwić się opiniami innych, ale w niewielkich społecznościach te opinie są motorem życia i mogą je bardzo utrudnić Tobie i Twojej rodzinie, jak raczyłeś zauważyć. Małe społeczeństwa najczęściej mają swoje filary takie jak Pana, Wójta i Plebana. Dwa ostatnie odpadają gdyż nie jesteś wójtem i mając żonę i dzieci nie jesteś plebanem. Więc aby zostać zaproszonym do tego kółka powinieneś stać się Panem.
          Jak to zrobić? W finansach często wykorzystywane są swapy. Taki społeczny swap Ty potrzebujesz. Potrzebujesz od pozostałych członków grupy wyższej dostać ich aprobatę. Jeśli oni będą o Tobie dobrze mówić, będziesz widywany w ich towarzystwie to reszta społeczności zaaprobuje Ciebie i Twoją rodzinę nawet nie rozumiejąc tego co robisz, a nawet bedziesz jakoby na piedestale troszkę niedostępnym dla przeciętnego człowieka ale jednak naszym.
          Co możesz zaoferować w zamian? Jesteś młodym mężczyzną, znającym się na komputerach, siedzącym cały dzień w domu i mającym parę groszy. Na większości prowincji jest to książkowa definicja “King of the Jungle”. Pogadaj z księdzem w swoim kościele czy nie potrzebuje przeskoczyć z windows vista na 10, Jak nie to na pewno trzeba fundusze na nowe gromnice czy święconą wodę, gwarantuję, że to jest tańsze niż SUV. Na koniec możesz wykorzystać swoją “męskość”. Nie tak jak się to kojarzy na pierwszy rzut oka 🙂 tylko skopać jakiś przykościelny ogródek, pomalować zakrystię czy wyszlifować do połysku świeczniki. To samo w urzędzie. Idź na samą górę do wójta, czy burmistrza i pokaż mu jak można usprawnić stronę miejską czy system przyjmowania opłat za wywóz śmieci. Ostatnio dowiedziałem się jak kupić przez internet bilety na mecze hokeja jednego z zespołów. Proces nie był user friendly i był bardziej skomplikowany niż gdy krzyżacy sprzedawali bilety na Bitwę pod Grunwaldem w 1410 roku. Jednym słowem jest mnóstwo miejsca do popisu.
          To samo odnosi się do innych “Panów” w okolicy. Każdy coś tam potrzebuje i ma jakieś potrzeby. Jak je znajdziesz to możesz mieć wszystko w życiu czego zapragniesz jeśli pomożesz innym osiągnąć ich cele. Może jakaś córka potrzebuje szybką stronkę bo właśnie odkryła talent muzyczny… może ktoś nie wię, że jest apka, która pomoże mu prowadzić biznes…
          Co do zwykłych ludzi to najłatwiej przemawiają do nich pieniądze. Gdy korzystasz z czyichś usług, szczególnie u tych najbardziej krzykliwych i plotkujących daj im napiwek. Lub nawet przed pracą dołożyć pare groszy do kosztorysu aby prac była wykonana “jak dla siebie”. Oczywiście to wszystko musi być dozowane i tylko w niektórych momentach gdyż ludzie zaczną wręcz oczekiwać ekstra zarobku oraz wszystko musi to musi być w miłej i eleganckiej oprawie. Jak chcesz wygrać tę wojnę z resztą społeczeństwa “Kill them with kindness”.

    • Moim zdaniem lepiej być “Ferdkiem” niż nowobogackim w małej miejscowości. SUV będzie kłuł w oczy bardziej niż “utrzymanek żony”. Kiepska sprawa generalnie. W to, że pracujesz w domu nikt nie uwierzy (niestety). Może moglibyście angażować się czasami w jakieś akcje społeczne? Pomoc w świetlicy, czy coś w tym rodzaju. Wtedy będziesz postrzegany, jako “biedny, menda, bo tylko żona pracuje, ale nie ruszać, bo przynajmniej społeczności pomaga”.
      p.s. a może jakieś fajniejsze wakacje? oczywiście jeżeli oboje z żoną chcielibyście coś zwiedzić, zobaczyć.

    • Trochę to wygląda jakby atmosfera małej miejscowości nie pasowała do Twojego obecnego stylu życia. Może czas na przeprowadzkę do większego miasta? A co do marki osobistej to polecam vloga Miroburn i darmowe kursy na stronie akademia.pl .

    • Marcin Kluczek

      Cześć Darek,

      Moim zdaniem mądrze postępujesz nie ignorując sąsiedztwa. Całkowite olewanie opinii innych sprawdza się w większych ośrodkach, niekoniecznie w małych społecznościach. Już w kilkunastotysięcznym mieście sąsiedzi niemal się nie znają, ale na wsi i w małych miasteczkach z jedną szkoła i kościołem bycie na świeczniku potrafi nieco utrudnić życie.

      Ludzie Cię nie znają i nie wierzą, że można zarabiać siedząc w domu. Pokaż im, że można. Spróbuj sprzedać swoje usługi lokalnie. Na poważnie poszukaj klientów, nawet jeśli wydaje się na pierwszy rzut oka niedorzeczne.

      Zamów tablicę informacyjną – usługi internetowe, tworzenie stron itd. Jak lekarz, prawnik, szewc, geodeta 🙂 Wykup kilka ogłoszeń w prasie lokalnej. Te rzeczy będą Cię kosztować kilka stówek. Wszystko to na pokaz = reklama. Jeśli zaczną pytać, tłumacz, że tak zarabiasz i pomyślałeś, że może lokalnie „ktoś coś potrzebuje”. Nic nowego, a się uwiarygodnisz, bo “tylko kretyn płaciłby za tablicę, gdyby na tym nie zarabiał”. Argument typu na zdrowy chłopski rozum, a takich potrzebujesz.

      Zakręć się “na mieście”, zrób szum tam, gdzie społeczność ma swoje interesy:

      1. Szkoła – zaproponuj dyrektorowi nową stronę i że w ferie możesz poprowadzić warsztaty dla dzieci z zakresu tworzenia stron. Niech będą fajne. Poświęcisz trochę czasu, ale jeśli dzieciakom się spodoba, będą w domach opowiadać.
      2. Gmina – nowa strona? Przy okazji poznasz wójta i radnych. Tylko nie pakuj się w żadne układy. Jesteś tam w swojej sprawie i tyle.
      3. Ochotnicza straż pożarna – strażacy w małych społecznościach są bardzo cenieni. Pomóż im, a dobre słowo o Tobie szybko się rozniesie.
      4. Proboszcz – standardowo strona, nawet jeśli nikt na nią nie wejdzie, zawsze ma się czym pochwalić podczas wizytacji biskupa.
      5. Opieka medyczna itd

      Jeśli będą dociekli, mów, że rozkręcasz interes i robisz sobie reklamę za dobre słowo. Pracuj społecznie bez fuszerki, ale nie przesadzaj z perfekcjonizmem. Ma być przede wszystkim solidnie Pomyślą o Tobie w pierwszej kolejności, gdy kiedyś będą coś potrzebować.

      Upewnij się, że będziesz wymieniony jako twórca np proboszcz może Ci podziękować po kazaniu. Niech wieść się niesie, że w domu siedzi przedsiębiorca, a nie Ferdek 🙂 W ten sposób złapiesz dwie sójki za ogon. Lokalsi zrozumieją i być może zdobędziesz kilku klientów.

      Jeśli chcesz zrobić pokaz, zaproś znajomych z fajnymi autami. Lśniący, nowy Mercedes nie pozostanie niezauważony. Może nie dosłownie, ale z pewnością rozumiesz co mam na myśli. Lepsze to niż zakup SUVa. Poza tym, że go nie potrzebujesz, może zmienić Ferdka w “bogola”. Z deszczu pod rynnę. Zmieniając auto kup trochę lepsze niż przeciętne w okolicy i tyle. Najlepiej niemieckie lub japońskie, bo to stereotypowo najlepsze auta. 4-5 letni Yaris lub Corolla zrobią wystarczające wrażenie.

      Jeśli to nie pomoże, możesz mieć z czystym sumieniem wywalone.

  10. Marcin, można powiedzieć, że napisałeś 10 życiowych przykazań. Podpisuję się pod tym dwiema rękami. Masz w sobie dużo życiowej mądrości, a ona jest najlepszym doradcą w kwestiach finansowych.
    Gratuluję świetnego bloga, dyscypliny i trzymam kciuki za kolejne sukcesy na drodze edukacji finansowej!

  11. Marcin Kluczek

    Dodałbym rozsądny wybór auta, a szerzej środków transportu. Moim zdaniem to jest to największy wydatek “użytkowy” obok nieruchomości, w której mieszkamy, na którym można popłynąć nie kontrolując kosztów.

  12. Dodałbym punkt:
    WCZEŚNIE ZACZNIJ OSZCZĘDZANIE!
    Jeśli nawet ktoś się na tym nie zna, zwykłe lokaty, konta oszczędnościowe i obligacje skarbowe nie wymagają wielkiej inteligencji. A nawet magazynowanie pieniędzy w słoiku jest lepsze od nie robienia niczego, bo tworzy nawyk oszczędzania. A kilkaset złotych, do którego rodzice dołożą na nowy komputer też ma swoją realną wartość.
    Pozdrawiam.

  13. Cześć, mi brakuje tu jeszcze jednej rzeczy idealnie pasującej do “penny wise pound stupid”, a mianowicie KOSZTÓW STAŁYCH.

    Zauważyłem, że wiele osób próbuje oszczędzać małe sumy (penny wise) na drobnostkach, które nie mają aż tak dużego wpływu na budżet, np. poranna kawa czy kanapka do pracy zamiast lunchu.

    Oczywiście ma to sens, gdyż przy regularnym pozbywaniu się tych drobnych wycieków budżetowych można zaoszczędzić w skali miesiąca konkretną sumę, a ponadto po jakimś czasie człowiek się zupełnie do tego przyzwyczaja i nawet nie zauważa, że przestał wydawać pieniądze na rzeczy zbędne. Wyrabia to też zdrowe nawyki.

    Z kolei przy tym wiele osób nie zauważa, że ma bardzo wysokie jak na ich możliwości finansowe koszty stałe (pound stupid), np. wynajmuje dość drogie mieszkanie, jeździ autem, które jest kosztowne w utrzymaniu, ma abonamenty, z których nawet nie korzysta itd.

    I wtedy oszczędzanie tych zaskórniaków na kawie ma się nijak do wydanych ogromnych kwot na kosztowne koszty stałe. Dużo lepszym sposobem na oszczędzanie byłaby zmiana mieszkania na tańsze, zakup ekononicznego środka transportu albo przesiadka na komunikację miejską. Ewentualnie korzystanie z auta, gdy jest faktyczna potrzeba, a na codzień autobus.

    Wszystko zależy od konkretnych uwarunkowań i potrzeb, ale redukcja najbardziej obciążających kosztów stałych daje dużo większe oszczędności niż oszczędzanie codziennie na jednej kawie.

    Ja właśnie w ten sposób rozumiem powiedzenie “penny wise pound stupid” – jako redukcję przede wszystkim wysokich kosztów stałych, gdyż to one pożerają największą część budżetu i redukcja ich nawet o 10-20% daje efekty dużo lepsze niż codzienne odmawianie sobie drobnostek. Choć oczywiście najlepiej łączyć obie metody oszczędzania 🙂

  14. Duże emocje związane z punktem nr 2. Ale wydaje mi się że nie wszyscy go trafnie oceniają. Jedną rzeczą są osoby w pełni świadomie wybierające ten czy inny kierunek studiów – niekoniecznie egzotyczny obiektywnie, ale np. Egzotyczny dla nich – niepasujacy do ich możliwości i predyspozycji podążając za chwilowymi modami. Albo bujając w obłokach co do zajęcia po danym kierunku – idę na dziennikarstwo bo chce pracować w radiu, a najpewniej skończysz albo zaczniesz przez długi czas w mniej prestiżowych działkach. Marzenia warto mieć ale też trzeba dozę realizmu im dodać.

    Inna rzecz że fajnie się patrzy jak ludzie niszowych branż robią kariery przy jednoczesnym ciekawym zajęciu. Mamy wzrost gospodarczy, przynajmniej do niedawna jeszcze był, duże zmiany w strukturze rynku pracy, ludzi na tę chwilę stać na więcej i popyt na usługi różne rośnie. Ale w cięższych gospodarczo czasach np. kryzysu finansowego może być gorzej z popytem na korepetycje z języka mandarynskiego, masaż tai chi z poradą dietetyka, czy depilację laserowa, albo usługę wedding menegera. Warto w zanadrzu mieć zawód czy umiejętności które sprawdza się w różnych czasach, niż postawić wszystko na jedną kartę i BANZAJ świat stoi do mnie otworem…. Tylko którym ?

    Z moich doświadczeń: kolega skończył filmoznawstwo, bo lubił oglądać filmy, chciał pisać zawodowo recenzje ibz tego żyć, zajmuje się natomiast kreceniem filmów na weselach – czy studia mu się przydały w takim stopniu wartym tego nie sądzę.
    Politologia – bo chciał być politykiem… Chyba trafniej spędzić ten czas w młodzieżówce partyjnej łapiąc kontakty i budując pozycje.

  15. Punkt 1 jak dla mnie prosto w punkt. Do dzisiaj się zbieram po takim “byznesmenie” uważającym , że jest najmądrzejszy w swoich decyzjach finansowych, a budżet domowy i współpraca męża i żony jest dla frajerów. Niestety zbieram się sama z 2 dzieciaków na utrzymaniu- 1 na studiach, a drugim w gimnazjum. Boli i cierpię, ale przejdę i dam sobie i z tym radę, szkoda tylko, że tak późno tupnęłam nożka. Ech….. Partnerstwo w odpowiednim towarzystwie, to na pewno klucz do finasowej wolności!

    • Hej Monika,
      mam chyba podobnie, ale dopiero zaczęłam tupać nóżką… Chciałabym “obgadać” temat z osobą, która przez to przeszła… Mogę liczyć na jakiś kontakt z Twojej strony?

  16. Cześć,
    Fajne uporządkowanie tego, co jest ważne z perspektywy finansowej. Zgadzam się w 100% ze wszystkimi punktami! Marcin, dobra robota 🙂 Dzięki, że prowadzisz tego bloga! Miło poczytać.

    Chciałbym zauważyć, że podejście do kwestii finansów w dużej mierze siedzi w głowie człowieka. Czy ja naprawdę potrzebuję domu, czy wystarczy mi może mieszkanie na obrzeżu miasta, a resztę środków zainwestuję? Czy potrzebuję jeździć drogim autem, czy wystarczy tylko sprawnym i bezpiecznym 10 latkiem? Czy potrzebuję kupić tu i teraz TV i zaciągnąć kredyt, spłacać z odsetkami – czy mogę poczekać jakiś czas, a może wyrzucić telewizor i w tym czasie spotykać się z przyjaciółmi? Czy potrzebuje tyrać na wyższym stanowisku i się stresować, czy może wystarczy mi najniższe stanowisko i mniejszy etat, a w to miejsce uwolnionego czasu cieszyć się życiem dopóki jest zdrowie? Z podejściem minimalistycznym do życia jest znacznie łatwiej również w sferze finansów. Najlepiej wyleczyć się porównywania z innymi, nakręcania się kto ma co i gdzie był, oraz z zazdrości. Ale to wszystko siedzi sobie w głowie.

    Warto też się zastanowić, co mi dodatkowo daje szczęście np.: żona może jest trochę rozrzutna, ale jest najlepsza na świecie. Dzieciaki kosztują (nie podoba mi się podejście Kiyosakiego), ale to najlepsza inwestycja, jaką można dostać. One właśnie pozostaną kiedyś po nas i będą budować dalej świat. Zakładamy też zazwyczaj, że dożyjemy do emerytury. A co jak nie? Komu ten cały nasz znój dnia przypadnie? A nawet jeśli dożyjemy te 100 lat, co dalej? Życie nie kończy się tutaj, a dopiero zaczyna. Kogokolwiek by się nie zapytać rano, gdzie pędzi każdy jest w stanie szybko odpowiedzieć z łatwością. Ale jakby zapytać dokąd zmierza w życiu, po co to wszystko? Hmmm…..
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

  17. To moj pierwszy komentarz na blogu w tym roku;;)
    Gratulacje Marcin za 100 tysiecy osób na blogu ;P
    Robisz dobrą robotę dzieląc się swoją wiedzą.

    Zgadzam sie oczywiście ze wszystkimi punktami w 100 %

    Kilka punktów z tej listy niestety też mnie dotyczy. I to co mówisz o długach to czysta prawda, rujnują życie, są kulą u nogi i nie daja spokoju psychicznego…Przez niewiedze wpadłem w pewnym momencie w spirale która wymkneła sie spod kontroli…. Trzeba edukować się nieustannie aby nie dać sie bankom i innym instytucjom , które tylko czekaja aby zabrac nam ciezko zarobione pieniądze.
    Obecnie jestem w trakcie spłacania każdego miesiąca patrząc z duma jak maleje;D

    Właściwa osoba przy boku to kolejna decyzja albo nas mobilizujaca i ciągnąca w góre albo w dół. Warto wybrać ją właściwie , tak samo jak przyjaciół i ogólnie całe otoczenie.

    O kredycie hipotecznem sie nie wypowiem bo nie znam się na tym. To decyzja na cała reszeę życia wiec musi byc trafiona i rozsądna.

    Natomiast o dbaniu o zdrowie mogę się wypowiedzieć gdyż kilka lat temu podjałem taką decyzje aby zacząć trenować.
    Trenuje do dzis i widzę jakie zmiany w tych latach u mnie zaszły i co ja dzieki temu osiągnąłęm.

    Zawód i wykształcenie wybrałem sam ponieważ był na topie w tamtych czasach i bardzo interesowałem się tym. Jarało mnie to kiedy siadałem do napraw sprzętów , projektowania układów i analizy rynku.

    Życie zweryfikowało , że tak kolorowo jak mi obiecywano nie jest dlatego przekwalifikowuje sie na zupełnie inny kierunek.

    I na koniec ZUS … Przeraża mnie jak któś do mnie mówi , że pójdzie na emeryture i ZUS bedzie mu ją wypłacał. Zeby byc aż tak ślepym i dosłownie “głupim ” to już nie rozumiem tego.
    Albo sam zadbasz o swoją emeryture albo nikt za ciebie tego nie zrobi.
    Za 1/3 obecnego wynagrodzenia nawet na leki nie wystarczy w tym wieku.
    Chyba , że ktoś zarabia naprawdę dużo przez bardzo długi czas ale to naprawdę mniejszość ludzi w Polsce jest.
    Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedz

Top
MENU