Ile tracisz oszczędzając?

49

“Oszczędzanie pieniędzy nie ma sensu! Przecież żyje się tylko raz! Po co odkładać pieniądze, żeby zżarła je inflacja? Albo zabrało je państwo? A może dać je do dyspozycji banksterom, którzy będą obracać moimi pieniędzmi, aż się skończą? Niedoczekanie. Lepiej wydać wszystko już dziś i cieszyć się chwilą. Bo niby kiedy mam cieszyć się pieniędzmi? – jak będę stary i niedołężny?”… 

Inspiracją do przygotowania dzisiejszego materiału była moja…. skrzynka mailowa. Zwykle cytuję Wam wiadomości, w których czytelnicy i widzowie opisują swoją zwycięska wojnę z długami, przedstawiają zmagania, finansowe sukcesy i rosnące oszczędności. Od czasu do czasu trafiają tam jednak maile z obozu nieprzekonanych, dla których dbanie o finanse to przejaw naiwności, skąpstwa czy – jak niektórzy z nich piszą – zwykłej głupoty. 

I tak wielu nie przekonam

Wiem, że nie przekonam ludzi głęboko okopanych w swoich poglądach. Ale być może uda mi się dziś dotrzeć do tych, którzy są na granicy? A tym wszystkim z Was, którzy nie mają żadnych wątpliwości, że oszczędzanie pieniędzy ma jak najbardziej sens, być może dostarczę kilku argumentów do rozmów z nieprzekonanymi członkami Waszych rodzin.

Powodów, dla których ludzie nie oszczędzają pieniędzy, jest bardzo dużo. Sami na pewno słyszeliście ich mnóstwo, więc jeśli jakieś powtarzają się szczególnie często –  dajcie o nich znać w komentarzu. Niektóre powody są w pełni obiektywne: ktoś ma na utrzymaniu niepełnosprawne dziecko, ktoś inny walczy z przewlekłą chorobą i niemal wszystkie pieniądze wydaje na leki. Ktoś opiekuje się starszymi rodzicami bez środków do życia i mieszkając z nimi w maleńkiej miejscowości nie może się wyrwać nawet na chwilę. A jeszcze ktoś inny opiekuje się uzależnionym od narkotyków bratem, płacąc za jego leczenie. To są wszystko historie, o których również piszecie. Takie sytuacje oczywiście się zdarzają i z nimi nie ma co dyskutować.

 Jeżeli jednak jesteś zdrowym człowiekiem, który jest sprawny fizycznie, ma głowę na karku i mimo wszystko nie oszczędzasz pieniędzy – to popełniasz fatalny błąd. Jakie są powody, dla których ludzie nie oszczędzają? Oto lista tych, które wyszperałem z maili: 

Możesz także obejrzeć na YouTube ?

Powody dla których nie oszczędzamy (wymówki?)

  1. Za mało zarabiam
  2. Żeby oszczędzać, trzeba mieć pieniądze
  3. Koszty życia są za wysokie
  4. Muszę zapewnić dzieciom godne życie
  5. W Polsce nie ma szans na godne zarobki
  6. Płacę podatki, więc państwo powinno
    o mnie zadbać
  7. Większość ludzi nie oszczędza
  8. Nie chcę zostawiać przyjemności na przyszłość (FOMO)
  9. Nie mam wiedzy
  10. Pieniądze szczęścia nie dają
  11. Nie chcę być dusigroszem
  12. Nie jestem jakimś tam…

Jak widzicie, w nawiasie napisałem, że są to nie tyle powody, co zwykłe wymówki. Gdy rozmawiam czasem z osobami, które jak z rękawa sypią kolejnymi wymówkami, przypomina mi się taka historyjka:

Co mówią osoby, które sypią wymówkami jak z rękawa - dlaczego nie oszczędzam.

Za chwilę napiszę, co myślę, o każdej z powyższych wymówek, ale najpierw podzielę się z Wami krótką refleksją. Henry Ford powiedział kiedyś: 

Jeżeli myślisz, że coś możesz lub czegoś nie możesz, za każdym razem masz rację.

Innymi słowy – jeśli wmówisz sobie, że nie da się oszczędzać, to oczywiście będziesz miał rację i w Twoim przypadku się nie da. Właśnie dlatego warto zwalczać w sobie tego typu przekonania i wymówki, bo wyrządzają nam one ogromną krzywdę. Co z tego, że będziesz mieć rację, jeśli nie będziesz mieć pieniędzy?

Ważne pytanie, które trzeba sobie zadawać

Załóżmy jednak, że trwasz twardo przy swoim i część powyższych wymówek dotyczy również Ciebie. OK. Ja mówię, że warto oszczędzać, Ty na to, że się nie da – gratuluję – wygrałeś nasz spór. I co dzieje się dalej? 

To krótkie pytanie – „I co dzieje się dalej?” jest bardzo ważne! Musimy je sobie zadawać, gdy zmagamy się ze swoimi przekonaniami, ponieważ ono pomaga nam przemyśleć konsekwencje wyższego rzędu. Co mam na myśli? 

Gdy zapytam „Czy chciałbyś, aby niebo ZAWSZE było bezchmurne?” w pierwszym odruchu odpowiesz zapewne: „TAK! – przecież piękna pogoda jest super. Niech trwa!” Gdy jednak zadasz sobie pytanie „I co dzieje się dalej?”, zaczynają dochodzić do Ciebie inne – bardziej odległe konsekwencje tej odpowiedzi: susze, niskie plony, głód, pożary, zamiana lasów w pustynie, itp.

Dlatego tak bardzo ważne jest, by nie zatrzymywać się na pierwszej, odruchowej odpowiedzi, która przychodzi nam do głowy, tylko solidnie przeanalizować ten temat, rozważając bardziej odległe konsekwencje naszych decyzji. Nie oszczędzasz, bo masz dobrą wymówkę? I co dzieje się dalej? Jak to wpłynie na Twoje życie? 

Dzisiejszy temat brzmi: „Ile tracisz oszczędzając?” I wiesz, co jedynie tracisz? Marne poczucie komfortu wynikające z posiadania wymówek. O ile jesteś zdrowy, sprawny i masz głowę na karku – te wymówki są bez sensu. Zobacz dlaczego.

Dlaczego nie oszczędzamy? – lista

1. Za mało zarabiam

Przede wszystkim w 9 na 10 przypadków, z którymi miałem do czynienia, problem braku oszczędności nie wynikał ze zbyt niskich zarobków, tylko ze zbyt wysokich wydatków. Według badania budżetów gospodarstw domowych przeprowadzanego przez GUS przeciętne miesięczne wydatki na 1 osobę w gospodarstwach domowych w Polsce osiągnęły w 2018 r. wartość 1187 zł. Ile wynosi ta kwota w Twoim domu? Nie jestem szalonym minimalistą i nie namawiam Cię do ascezy, tylko do przyjrzenia się wydatkom, by pieniądze nie przeciekały Ci przez palce. 

Jeżeli faktycznie za mało zarabiasz – to na co czekasz? Od dzisiaj przynajmniej 3 godziny każdego dnia powinieneś poświęcać na zdobywanie wiedzy na temat tego, jak zwiększyć swoje zarobki. Nikt nie zrobi za Ciebie pompek. Nikt za Ciebie nie schudnie, nikt nie zadba za Ciebie o zdrowie i nikt nie zwiększy Twoich zarobków. Chyba, że zadowala Cię płaca minimalna. 

2. Żeby oszczędzać, trzeba mieć pieniądze

W takim układzie to stwierdzenie jest bez sensu. Żeby oszczędzać, trzeba zarabiać pieniądze i wydawać mniej niż się zarabia. Żeby mieć pieniądze – to trzeba oszczędzać! W takiej konfiguracji lepiej oddaje to rzeczywistość.

3. Koszty życia są za wysokie

To musisz je ograniczyć i z części z nich zrezygnować. Niektóre koszty życia oczywiście rosną i będą rosnąć nadal, dlatego też Twoim nieprzerwanym zadaniem jest ciągły rozwój i zwiększanie zarobków. Do tego – nie myl zachcianek z potrzebami. Sporo rzeczy, na które wydajemy pieniądze, to nie „koszty życia”, tylko koszty naszego „chcę tu i teraz”, „należy mi się”, „zasłużyłem” itp.

4. Muszę zapewnić dzieciom godne życie

Oj – to jest już wytoczenie ciężkich dział, bo dzieci budzą ogromne emocje i wiele osób mówi: „No, na czym, jak na czym, ale na dzieciach oszczędzać nie będę”. A dlaczego nie? 

Czy naprawdę chcesz wpoić dziecku, że ma budować poczucie własnej wartości w oparciu o telefon czy tablet, który posiada? Masz doskonałą okazję, by wyjaśnić mu, dlaczego odkładasz pieniądze na przyszłość i dlaczego mają one większe znaczenie, niż kolejna zabawka czy ciuch. 

Godność człowieka nie wynika z tego, co posiada – dlatego nie mieszaj tych pojęć, bo nieświadomie wyrządzisz dziecku krzywdę. Chcesz zapewnić dziecku godne życie? Odłóż pieniądze na jego przyszłość.

5. W Polsce nie ma szans na godne zarobki

Bzdura! W 2018 roku ponad 863 tys. osób płacących PIT wpadło w drugi próg podatkowy, co – po uwzględnieniu sposobu liczenia podatków oznacza, że osoby te zarabiały co najmniej 9100 zł brutto miesięcznie. Co najmniej tyle – czyli ogromna ich liczba zarabiała więcej. Gdyby wszystkie te osoby wprowadziły się do jednego miasta, byłoby to drugie największe miasto w Polsce – zaraz po Warszawie! Jeżeli 863 tys. osób w Polsce jest w stanie coś osiągnąć, to mówienie, że “nie ma szans” delikatnie mówiąc jest nieprawdziwe.

6. Płacę podatki, więc państwo powinno o mnie zadbać

Ale nie zadba, więc pora się obudzić, stawić czoła rzeczywistości i przestać śnić na jawie. 

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

7. Większość ludzi nie oszczędza

Tu jest podwójny błąd. Po pierwsze: to, że większość ludzi coś robi lub nie, nie jest argumentem potwierdzającym tezę, czy coś jest możliwe. Większość ludzi nie zna angielskiego, ale każdy może się go nauczyć. Po drugie – to jest już w zasadzie nieaktualne, bo coraz więcej badań pokazuje, że liczba oszczędzających Polaków przekroczyła 50%, więc pora odświeżyć dane. Ale najlepiej nie patrzeć się na „większość” – tylko na najlepszych ludzi w Twojej branży – niech oni będą dla Ciebie benchmarkiem pokazującym, co da się osiągnąć i ile zarobić.

8. Nie chcę zostawiać przyjemności na przyszłość (FOMO)

Ależ nie musisz. Większość przyjemności nie ma nic wspólnego z dużymi wydatkami. Powiem Ci więcej – jeśli nauczysz się oszczędzać i mądrze gospodarować pieniędzmi, będzie Cię stać na wiele wspaniałych przyjemności, o których ludzie bez oszczędności lub zadłużeni mogą jedynie pomarzyć. 

Fajna sprawa związana z bogaceniem się polega na tym, że nie przebiega ono w sposób liniowy, tylko coraz bardziej przyspiesza. Najpierw masz odłożoną stówę, potem pięć stów, potem tysiąc, potem pięć tysięcy, 10, 20, 50, zaczynasz być coraz bardziej pewny siebie, odważniej negocjujesz i zwiększasz zarobki, oprócz pracy pojawiają się dochody z inwestycji pojawiają się nowe możliwości, z których bez odłożonych pieniędzy nie mógłbyś skorzystać i tak dalej i tak dalej. 

To samonapędzająca się pętla pozytywnego sprzężenia zwrotnego i powodująca wzrost wykładniczy. By jednak to zadziałało – musisz postępować konsekwentnie przez wystarczająco długi czas. Dlatego nie narzekaj, że po dwóch latach oszczędzania nie jesteś na liście najbogatszych Polaków. Spokojnie – przyjemności Cię nie ominą, gdy będziesz oszczędzać. Przeciwnie – będziesz mógł żyć pełnią życia, zamiast martwić się o to, skąd weźmiesz pieniądze na spłatę rat.

9. Nie mam wiedzy

To zapraszam na blog! Wiedza to 20% sukcesu, reszta to zdrowy rozsądek i działanie.

10. Pieniądze szczęścia nie dają

…mówią Ci, co pieniędzy nie mają. Według badań pieniądze dają szczęście do pewnego poziomu, pozwalającego zaspokoić najważniejsze potrzeby. Przede wszystkim jednak pozwalają nam w realizacji marzeń i pasji, a to czyni człowieka szczęśliwszym. Z odłożonymi pieniędzmi po prostu jest znacznie łatwiej o fajne, szczęśliwe życie.

11. Nie chcę być dusigroszem

To znakomicie! Odłożone oszczędności pozwolą Ci na większą hojność i pomoc innym. Będziesz mógł działać na większą skalę. Dlatego – oszczędzaj!

12. Nie jestem jakimś tam gołodupcem

I wreszcie cytat z jednego z maili, którego pewnie bym nie pokazywał, gdyby nie śmieszny zbieg okoliczności. Po przeczytaniu zdania „nie oszczędzam, bo nie chcę być jakimś tam gołodupcem”, aż zajrzałem na definicję tego słowa w obawie, że coś źle zrozumiałem. Wpisałem w Googlu „ sjp pwn gołodupiec” i otrzymałem taką oto definicję:

Definicja, kto to jest gołodupiec.

I w normalnych warunkach nie przytaczałbym w ogóle tego punktu, ale zobaczcie, jak pięknie kontekstowo algorytm Google’a dopasował pod to hasło reklamy:

Reklamy pożyczki, które gonią osoby, które nie mają pieniędzy.

Nawet algorytmy wiedzą, jaki los czeka tych, którzy nie oszczędzają 😉

A zatem, ile tracisz oszczędzając?

Trochę wygody, trochę poczucia komfortu i całą serię bezużytecznych wymówek.  A co zyskujesz? Musiałbym gadać przez kolejną godzinę, by wymienić choćby te najbardziej podstawowe korzyści płynące z posiadania oszczędności. Ale myślę, że masz wystarczająco dużo wyobraźni, by samodzielnie je wypunktować. Swoją drogą, to byłoby świetne ćwiczenie, które pomogłoby zrównoważyć powyższe wymówki, jeżeli Ciebie dotyczą.

Wiem, że kiedy ktoś tak – jak ja – trochę prześmiewczo wymienia te punkty jednym tchem i zbywa je krótkim zdaniem, to może być wkurzające. Ale uwierz mi – jeśli takie lub podobne wymówki cały czas brzęczą Ci w głowie – to musisz zmienić tę płytę! One będą Ci tylko przeszkadzać.

I nie mówię tego, aby przekonać Cię, że mam rację. Mówię to, aby pomóc Ci ruszyć z miejsca, aby pomóc Ci zacząć oszczędzać lub – jeśli oszczędzasz za mało – to ostro przyspieszyć. Mam wielką nadzieję, że zatrzymasz się na chwilę, zastanowisz nad konsekwencjami wyższego rzędu i zaczniesz budować swoje oszczędności!

A jakie Ty masz (lub znasz) wymówki, które przeszkadzają oszczędzać? Daj znać w komentarzach 🙂

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 12 694 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze49 komentarzy

  1. Marcin, jak zwykle super odcinek. Dzięki.

    Tak się jeszcze zacząłem zastanawiać nad argumentem:
    “nie oszczędzam, bo nie chcę być jakimś tam gołodupcem”

    Z której strony bym na to nie patrzył, wychodzi mi, że pomijając śmieszność tego argumentu, dodatkowo jest on logicznie sprzeczny, bo gołodupcem można szybko zostać właśnie nie oszczędzając 🙂

    Swoją drogą pocieszający jest fakt, który przytoczyłeś, że 50% Polaków oszczędza. Ciekawy jestem w jakim stopniu wzrost wynika z rosnącej świadomości finansowej, a w jakim z tego, że polskie społeczeństwo mimo wszystko się bogaci…

    • Właśnie ta niedorzeczność sprawiła, że zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem to słowo nie ma większej liczby znaczeń. Gdy zobaczyłem stronę z definicją pełną reklam Providenta, nie mogłem się oprzeć, by o tym nie wspomnieć na #wtorkuzfinansami 🙂

      • W wymówce zabrakło dwóch słów. Powinno być “Nie chcę być postrzegany jako gołodupiec”, więc wydaję na zbytki, kreuję wrażenie, że mam pieniądze jak niektórzy piosenkarze, którzy już zdążyli zbankrutować. Oczywiście nie krytykuję osób chodzących w najdroższych ciuchach, jeśli jest to rozsądna część ich budżetu, a nie, że koszulka jest równowartością 3 dniówek (albo tygodnia pracy), czy telefon równowartością 2-3 miesięcy pracy? A, że tzw “wszsycy mają”, czy jak ci tzw “wszyscy” będą głodować na emeryturze to też warto?

        Kiedyś próbowałem się zastanowić na co nas stać, jak ustawić sobie rozsądne proporcje wydatków. Wstępny pomysł to zakwaterowanie – ok 5 krotność rocznych zarobków, samochód – około roczne zarobki (wartość nowego), wakacje 1 miesięczne zarobki (od osoby). Marcinie, może masz jakieś swoje przemyślenia, kalkulacje w tej kwestii? Myślę, że przy temacie oszczędzania pokazanie realnie na co nas stać bez wpadania w spiralę zadłużenia byłoby sensowne.
        Można kupić 5-7 letni samochód np Bawarskiego producenta z górnej półki, z przebiegiem nieokreślonym za niewielkie pieniądze i potem płakać jak elektronika padnie lub coś innego bo nie stać na naprawę. Można za te same pieniądze kupić coś nowszego z niższej półki, może jeszcze z gwarancją, a może i fabrycznie nowego, do czego części są w rozsądnych cenach.

        • Zakwaterowanie – 5 krotność rocznych zarobków – tyle mnie akurat wyszedł dom (1mln pln przy zarobkach 18-20 tysiecy / mc więc możemy to przyjąć za rozsadne.
          Samochód – około roczne zarobki – tu akurat bym tyle nie wydał na samochód. Fura za 240 tysi pln – wydaje mi sie ze mnie na nią po prostu nie stać. Sprowadziłem ze stanów roczniaka z przebiegiem 5 tysi km za 120k pln, więc mam za w miare rozsądne pieniądze (rozsadne w stosunku do zarobków) auto za które w salonie dałbym 200k pln….A którego za te 200k pln bym nie kupił…..
          Wakacje za 1miesieczne zarobki – 20k na wakacje- no tyle kosztuje dobry wyjazd rodzinny. Ale co kto lubi.My lubimy Tatry , Mazury i Bałtyk, gdzie w 100% realizujemy nasze wakacyje potrzeby za kwotę o wiele mniejszą. Z drugiej strony jako posiadacz jachtu motorowego przepalić 100 litrów benzyny na całodzienne wypłynięcie na Bałtyk na ryby to dla mnie drobiazg…..A gdy ustabilizuje się pogoda potrafę tak pływać przez tydzień codziennie…..

          • Weź pod uwagę, że Twoja baza jest dość wysoka. Mi bardziej chodziło o osoby zarabiające w okolicy średniej krajowej czy tam mediany. Niemniej cieszę się, że mniej więcej trafiłem i potwierdzasz moje obserwacje i przemyślenia. Też lubię Mazury, ale z perspektywy żagla. Nad Bałtykiem dawno nie byłem, ale to już kwestia miejsca zamieszkania i z mojej obecnej perspektywy to nie jest rozsądne. Zamiast Tatr, wolę Karkonosze – mniej oblegane.
            Fura za roczne zarobki to tylko 60k dla przeciętnego zjadacza w Polsce (załóżmy średnią 5k miesięcznie, a jest zbliżona). Wspomniałem też, że wartość jako nowa, czyli jak sam wspomniałeś salonowy nowy za 200k przy zarobkach 216-240k – to nawet się bardzo nie pomyliłem. Uważam, że zrobiłeś rozsądny krok z zakupem rocznego w cenie połowy nowego (około, nie będę się o 10% kłócił). Nie mam na myśli samego zakupu, ale później jego utrzymania. Kiedyś marzyła mi się Toyota, taki model na rynek amerykański, w coupe… do czasu kiedy nie pogadałem z jednym właścicielem odnośnie dostępności części.
            W założeniu moje rozważania były odnośnie właśnie rozsądnych proporcji. Oczywiście byt kształtuje świadomość, więc podejrzewam, że miałoby sens wprowadzenie jakichś bardziej zaawansowanych formuł.
            Niemniej jednak liczę, że za jakiś czas może Marcin odniesie się do tego problemu w bardziej ustrukturyzowany sposób.

          • “Fura za roczne zarobki to tylko 60k dla przeciętnego zjadacza w Polsce (załóżmy średnią 5k miesięcznie, a jest zbliżona).”

            Tyle, że średnia to 5 tys brutto. Samochodu nie kupuje się za brutto tylko za pieniądze, które dostaliśmy do ręki. W tej sytuacji roczne zarobki do wydania to jakieś 40 tys zł.

            Ale nawet jeśli ktoś zarabia do ręki 60 tys rocznie i tyle wydaje na samochód, to myślę, że to bardzo niefrasobliwe podejście. Już dużo mądrzejsze jest wydanie na samochód 240 tys zł rocznych zarobków. Dlaczego? Bo jeśli ktoś mało zarabia, to więcej procentowo wydaje na utrzymanie. Każdy tysiąc wydany na zbytki jest trudniejszy do uzbierania i odzyskania.

            Osobiście przy 12-14k netto, na mieszkanie wydałem trzykrotność rocznych zarobków, a na samochód 50% miesięcznych.

            No i generalnie jeśli chodzi o komfort i niezawodność, to lepiej jednak kupić 5-7 latka uznanego producenta klasy premium niż nowy szrot z salonu.

        • Mój kolega z pracy kupuje zawsze nowe, my kupujemy używane, ale sprawdzone, w miarę możliwości znane sobie już auta od znajomych. Przeliczałam wiele razy w kosztach nominalnych zakupu i sprzedaży. Wydajemy znacznie mniej, nie mówiąc już o tym, że my kupujemy za gotówkę, on na kredyt,a le to jest dodatkowa strata, którą tu pomijam. Nie każdą markę warto kupić, gdy auto jest już starsze, nigdy nie kupujemy od handlarza. Sprawdzenie w CEPiK i w warsztacie to oczywiście podstawy. Zanim kupiłam auto dużo czytałam i naprawdę sporo wiem o tym, co ma w środku.

    • Marcinie, w jaki sposób obliczasz to, że wpadniecie w drugi próg podatkowy następuje przy zarobkach 9100 zł brutto miesięcznie? Drugi próg jest przy 85.500 zł rocznie.

  2. Oszczędzanie jest po prostu fajne, osobiście robiłem to już jakiś czas temu, zanim trafiłem na Twojego bloga – Marcinie- bez jakiegoś większego planu czy założeń, że dziś czy jutro muszę odłożyć 2 czy 5 złotych bo tak sobie postanowiłem…

    chciałem się po prostu sprawdzić siebie i to , co z tego wyniknie… Kupiłem w swoim “wiejskim” markecie 2 nieotwieralne puszki-skarbonki, jedną ustawiłem w komodzie, drugą wrzuciłem do schowka auta, którym dojeżdżam do pracy. wrzucałem tam same monety, o różnych nominałach… np. gdy w portfelu było ich za dużo i nie mogłem zapiąć guzika od monet. Później zrobiłem trochę porządku – w piwnicy, pozbierałem puszki, zamiast wynieść przed płot gdzie zabiorą je panowie z przedsiębiorstwa komunalnego, zabrałem je sam, do garażu, gdzie po uzbieraniu 120 litrowego worka po prostu sprzedałem je w skupie. ( 7kgx4zł=28zł), kolejny porządek to butelki po piwie… zebrało się ich 24 (24×0,50gr=12zł). Kolejna sobota i znów przyjemne z pożytecznym jakieś kawałki metalu, zardzewiała stara rurka, kilka wymienionych części samochodowych+ rzeczy zupełnie nie przydatne które zawadzały w garażu i małym warsztacie-amatora. efekt: 250 kg metalu wywiezionego na złom (250kgx0,50=12,50zł

    i tak oto do puszki trafiło 52,50zł, które zazwyczaj wylądowałyby przed bramą, zabrane przez śmieciarke…

    Ponadto pracuje w delegacji, zazwyczaj do godz. 16.00, mam swój samochód i trochę czasu wolnego, zacząłem się rozglądać za dodatkowym zajęciem, dla zabicia czasu, zaczęło się od pomocy znajomemu, za 8zł/h by po roku robić to już za 14zł. Mam tu na myśli usługi wykończeniowe, głównie układanie glazury. po 2 latach praktyki raz po raz, przyszedł czas próby, za namową tego samego kolegi i z jego pomocą zrealizowałem swoje pierwsze zlecenie… 450zł zarobku układając płytki w kotłowni, w domu w stanie deweloperskim… Przypomniało mi się też, że 2 lata wstecz założyłem “skarbonki” razem z narzeczoną otworzyliśmy je… okazało się, że przez niecałe 2 lata w skarbonkach było jakieś 850zł… mało??? dużo??? hm… Myślę, że to jest pojęcie względne… Dla mnie – kwota ta była bardzo dużym, pozytywnym zaskoczeniem… Bo początkowo nie zakładałem żadnego czasu odkładania, ani też jak mówiłem nie ustalałem kwot. Gdybym nie kupił tychże skarbonek, które kosztowały podajże 6zł, pewnie w życiu nie odłożyłbym tych pieniędzy, bo poszłyby na bieżące wydatki… A już za kwotę ponad 1000 zł można kupić coś konkretnego, lub pomyśleć nad jakimiś inwestycjami, pierwszymi, małymi inwestycjami…

    W między czasie trafiłem na blog i okazał się bardzo ciekawą lekturą, a także lekcją… Nigdy nie pomyślałbym np. “poduszce bezpieczeństwa” a właśnie teraz staram się ją uzbierać, część dopracowanych po godzinach pieniędzy zasila domowy budżet, a część stanowi zastrzyk do poduszki bezpieczeństwa. No i oczywiście wiecie… kupiłem kolejną puszkę, którą wożę w aucie, w schowku 😉 złapałem się na tym, że coraz częściej coś do niej wrzucam 😉

    Zaczęło mi się nawet podobać to “moje” oszczędzanie bez przymusu 🙂

    Pozdrawiam i dziękuję za Twój blog Marcinie i za posty które zamieszczasz

    • Hej! Szacunek za determinację. Jedyne co bym zmienił, to puszkę zostawił symbolicznie, a każda złotówkę przelewał na konto oszczędnościowe, aby pieniądze dodatkowo pracowały:)

  3. Super wymówki, które staram się odrzucać od lat. I dzięki temu udaje się oszczędzać, jak mnie uczysz tego już długi czas. Z góry dzięki 🙂 I świetne info o tej reklamie i algorytmach Google 🙂

  4. Jestem kobietą i to, co mogłabym zaoszczędzić wydaję na ciuchy.

    A dlaczego? Pewnie coś mi rekompensuję – jestem sama to przynajmniej wyglądać chcę ładnie. Mam koleżanki w niekoniecznie fajnych związkach, które też mają tak samo radzą sobie z dowartościowaniem siebie.

    Nawiązując też do poprzedniego artykułu Marcina – zdrowe i fajne związki sprzyjają oszczędzaniu.

    • Ewelina – miałam tak samo.
      W pewnym momencie zrozumiałam że lepiej mieć pieniądze na koncie niż kolejną “szmatkę”
      Można się dowartościować w zupełnie inny sposób. Ciuchy dają tylko chwilową radość.
      Pracuje obecnie nad swoją garderobą i owszem – dalej lubię zakupy itd, ale bardzo mi się zmieniły priorytety odnośnie posiadania takiej ilości ubrań oraz dodatków jakie miałam.
      Zbudowałam fundusz awaryjny, jestem na ostatniej prostej w budowaniu poduszki finansowej – i żadna szmatka mnie tak nie cieszyła i nie dawała satysfakcji – jak poczucie niezależności i pewnego rodzaju bezpieczeństwa.
      Polecam ! 🙂

    • Hej Ewelina,

      masz już z pewnością imponującą garderobę 🙂 Wprowadziłbym na Twoim miejscu prostę zasadę: ciuch za ciuch.

      Zanim kupisz jaką rzecz, najpierw musisz zrobić dla niej miejsce w szafie – wyrzucając/sprzedając inna rzecz. Zwykle szkoda nam pozbyć się fajnych rzeczy, więc ta zasada skutecznie ogranicza kupowanie nowych. Poza tym – łatwiej o utrzymanie porządku 🙂

      • Wciąż nie mam w co się ubrać 😉

        Bardzo dziękuję za rady – niektóre już mam wprowadzone w życie (dziewczyny polecam Vinted do sprzedaży używanych ubrań).

        Sylwia – masz rację to cieszy i satysfakcjonuje – pieniądz przyciąga pieniądz!

        • Trochę rozumiem Ewelinę – jestem sama to przynajmniej wyglądać chcę ładnie – jest sama , czyli w domysle szuka partnera. Zeby znaleźć partnera musi go czyms przyciągnąć.A że największym atutem kobiety jest jej uroda, przeto Ewelina poprzez ubrania uwydatnia tę urodę i wygląda ładnie. Można by to podpiąc nawet pod cos w rodzaju inwestycji….
          Ja nie przykładam uwagi do swojego ubioru. Generalnie jestem typem który marynarke i krawat ubiera tylko z okazji typu ślub, chrzciny, komunia itp. Moim ulubionym ciuchem na codzień są bojówki M-65 i polar.Jest mi ciepło i wygodnie więc jest ok. Wielokrotnie jesdnak doświadczyłem i doświadczam oceniania mnie poprzez ubranie , gdy cos załatwiam np. w banku czy urzedzie. A juz rekordy w zlewaniu mnie jako klienta czynia panie ze sklepów typu Apart itp gdzie dosc czesto kupuje cos swojej żonie. Po prostu wchodze do sklepu i tak jakby mnie nie było, totalny zlew, wynikający z błędnej oceny sprzedawczyn: trampki i bojówki, biedak, nic nie kupi…. A wartości mojego zegarka nie sa w stanie ocenić gdyz są po prostu za głupie na to. Więc często po paru minutach mowie na glos że dobrze by było gdyby mnie któraś z łaskawych pań tu pracujących zechciała obsłuzyć…Potem zdziwko że mam rabat z tytułu posiadania platynowego statusu, usmiechy, miłe słówka itp……Reasumując: nie wyglądam modnie tylko wygodnie tak jak lubię ponieważ moge sobie na to pozwolić….i za to lubie pieniadze….

  5. Witaj Marcinie,

    Znów wspaniały, wartyściowy wpis – dziękuję!

    Z powyższej listy zdecydowanie najczęściej przewijają się trzy pierwsze odpowiedzi. Przynajmniej wśród osób, które ja miałam okazję zapytać. I to bez znaczenia, czy pytałam w czasach rynku pracodawcy, czy obecnie, kiedy na każdym rogu szukają ludzi do pracy i możliwości dodatkowego zarobkowania są przeogromne.

    Na fakt, że oszczędza coraz więcej Polaków bezspornie mają wpływ rosnące dochody. Jestem jednak przekonana, że Ty również dołożyłeś swoją cegiełkę 🙂

    • Małgorzata

      Bardzo fajny wpis, a mimowolny żart z gołodupcem doskonale spuentowany przez algorytm.

      Najtrudniejsze w oszczędzaniu wydaje mi się to samo co w odchudzaniu czy bieganiu, albo rzucaniu palenia: konsekwencją i zmiana nawyków. A najczęściej myślenia o zmianie: ta zmianą nie jest karą tylko nagrodą! 🙂

  6. Marcin Kluczek

    1. Za mało zarabiam – spytaj rodziców i dziadków ile zarabiali w Twoim wieku i powiedz im prosto w oczy, że mało zarabiasz.
    2. Żeby oszczędzać, trzeba mieć pieniądze – pensja doszła na czas? No to masz!
    3. Koszty życia są za wysokie – i będą jeszcze wyższe. Jeśli dziś jesteś spłukany, jutro będziesz pod kreską.
    4. Muszę zapewnić dzieciom godne życie – masz rację, ale żeby zapewnić im bezpieczeństwo, edukację i dobry start będziesz potrzebował dużo oszczędności. Poza oszczędzaniem nie zapomnij nauczyć ich zarabiać 
    5. W Polsce nie ma szans na godne zarobki – a 532 tysiące zarejestrowanych nowych aut w 2018 roku kupili pracujący za minimalną krajową?
    6. Płacę podatki, więc państwo powinno o mnie zadbać – infrastruktura, policja, staż pożarna, administracja, edukacja, służba zdrowia, może nawet jakaś głodowa emerytura itd.Wszystko w cenie. O więcej zadbasz sam, dasz radę.
    7. Większość ludzi nie oszczędza – ale Ty jesteś sprytniejszy niż większość, nieprawdaż? 🙂
    8. Nie chcę zostawiać przyjemności na przyszłość (FOMO) – oszczędzanie jest jak kupowanie na promocji. Nie kupisz dziś, ale jutro kupisz 3 w cenie 2. Kupujesz czasem na promocjach, prawda?
    9. Nie mam wiedzy – jeżeli umiesz odłożyć 5% z każdej otrzymanej złotówki, to masz znasz już teoretyczne podstawy  Za rok będziesz miał odłożone ponad pół pensji. To proste!
    10. Pieniądze szczęścia nie dają – próbowałeś? Daj znać jak to jest mieć 20000 na koncie.
    11. Nie chcę być dusigroszem – więc oszczędzaj inwestycyjnie, będziesz inwestorem.
    12. Nie jestem jakimś tam… – ta, jasne…

  7. Problem chyba jest w braku edukacji społeczeństwa.
    Teraz jest gorący okres dot PPK (pracowniczych planów kapitałowych), za miesiąc nasi pracodawcy podpiszą umowę z operatorem, ale co usłyszałam na jednym z serii spotkań z przedstawicielami jest bliskie dzisiejszemu tematowi – otóż Pan z TFI należącego do jednego z najstarszych polskich banków powiedział, że PPK tak do końca, nie mają na celu zbierać pieniędzy na emeryturę, ale wzorem brytyjczyków główne założenie PPK jest takie, aby nauczyć i przyzwyczaić Polaków do oszczędności.
    Dla jasności nie promuję PPK, bo każdy swój rozum ma i sam podejmuje decyzję, czy chce należeć do PPK, czy nie.

  8. Oszczędzanie jest ok pod warunkiem że mamy w tym jakiś konkretny cel, oszczędzanie dla samego oszczedzania czy ze strachu przed przyszłościa jest bez sensu…. Ja osobiście oszczędzam teraz na ostatni rzut spłaty kredytu, zostało 75tysiecy pln, 5 lat temu ta suma wynosiła 500tyś pln…..
    Pracowałem kiedyś z gościem, który oszczedzał bez konkretnego celu…Przez 4 lata wspołnej znajomości odłozył 800k pln….nie wydawał nic, utrzymywali się z zarobków żony, mieli 1 dziecko. Kiedyś wracając razem do domu powiedział mi jedno: zazdroszcze ci, tego że masz jakies pasje, ze wydajesz na nie pieniadze zamiast odkładać, ale widze po tym jak nieustannie mi opowiadasz o tym co robisz jaką sprawia ci to radośc.Ja czegoś takiego nie mam (w domyśle- pasji)….W jego oczach i głosie poczułem nic wiecej jak smutek…..I teraz drodzy Państwo pomyslcie nad paradoksem sytuacji: 800k w gotówce na koncie, kasa jakiej 99% z was nigdy nie odłoży i….pustka, poczucie niespełnienia, nicości….zostały mu suma sumarum tylko te pieniadze……
    Po jego odejściu na własna prośbę dowiedziałem się, że pół roku później władował całe 800k w dosłownie ruderę w Gdyni, ale na “prestiżowej dzielnicy“. Chodził potem i szukał jakis dekarzy bo mu tam dach z papy przeciekał…Przy czym dekarze mieli byc tani, bo po rzuceniu roboty którą robiliśmy razem jego zarobki spadły miesiecznie tak jakoś o 500%……Co ciekawe rzucił robotę na “polecenie“ żony. W momencie złożenia rezygnacji project manager aby go zatrzymać zaproponowął mu 25k miesiecznie, a to było 8 lat temu….Kolo odmówił bo żona zagroziła rozwodem jesli nie rzuci roboty ( głownie chodziło tu o wyjazdy , maksymalnie miesieczne) Gdzieś tam Marcin napisał że ważne w finansach jest jak lokujemy uczucia……Mój kolega jest tego przykładem…..od dużych pieniedzy do tanich roboli którzy położa papę………….

    • Myślę, że tu problem był nie w oszczędzaniu a podejściu do życia. Brak pasji wydaję mi się być kwestią człowieka. Moim zdaniem nie trzeba mieć nawet pasji. Oszczędności pozwolą dużo przed emeryturą zakończyć pracę i np. zwiedzać cały świat, albo tylko leżeć na jednej plaży w Tajlandii i nic nie robić. Albo spędzać czas z rodziną, nie musząc pracować. Albo nie robić nic tylko chodzić codziennie na grzyby. Jeśli nie ma się pasji, celem może być chociaż bycie rentierem i zapewnienie przyszłym pokoleniem komfortu niepracowania. Może przyszłe pokolenia będą miały pasję:) Kwestia człowieka, nie oszczędzania. Myślę, że cel na oszczędzanie można znaleźć bardzo łatwo.

    • Nie zgadzam się. Oszczędzać nalezy własnie bez żadnego celu, dla samego oszczędzania. Tylko wtedy mozna to robić konsekwentnie, gdyż przyjemność czerpie się z samego procesu budowy kapitału – jest to motywacja autonomiczna. Gdy oszczędza się na jakiś cel, motywacja autonomiczna zanika, pojawia się motywacja czysto zewnętrzna (oszczędzam nie dla samego oszczędzania, ale po coś), co powoduje, że oszczędzanie nie sprawia już radości i łatwo je porzucić (nie oszczędzam już, bo tak lubię, bo sprawia mi to przyjemność teraz, ale po to, by w przyszłości zrobić/osiągnąć coś tam, coś tam, bo mam taki obowiązek, muszę myć odpowiedzialny itp. nudy).

  9. Kurcze, jak ja zazdroszczę komuś kogo stać nawet na “rudere w Gdyni” – mnie nawet nie stać na wynajem…

  10. Jeśli chodzi o kwestię argumentów dla innych, to trzeba pamiętać, że ludzie mający problemy z pieniędzmi często NIE CHCĄ o tym rozmawiać. Mam kolegę, któremu by się wiedza bardzo przydała, ale skoro on nie chce i twierdzi, że to to nie interesuje, to bił go przecież nie będę.
    Pozdrawiam.

  11. Świetny artykuł! A czy tych osób zarabiających ponad 9100 zł brutto nie jest w Polsce więcej niż 863 tysięcy? Bo przecież przedsiębiorcy często rozliczają się wg podatku liniowego (19%) i chyba w związku z tym nie wpadają w drugi próg? A duża część z nich na pewno zarabia ponad 9100 zł. Próbowałam znaleźć statystyki, ale nie bardzo mi wyszło – Marcin, pomożesz? 🙂

  12. ja bym dopisał jeszcze 2 z którymi się spotkałem
    1. Pieniędzy do grobu nie zabierzesz.
    2. Zostaniesz sam ze swoimi pieniędzmi.

    • 1. Pieniędzy do grobu nie zabierzesz.
      2. Zostaniesz sam ze swoimi pieniędzmi.
      Dlatego z oszczedzaniem tak jak ze wszystkim, nalezy zachować złoty srodek – umiar, aby nie okazało się że życie nam przeleciało, nie zrobiliśmy w nim nic , nie mamy żadnych fajnych wspomnień no ale mamy pieniadze na koncie…..i odwrotnie, szalelismy jak mało kto, ale niestety wszystko roztrwonilismy i puk puk opieka społeczna…..

  13. Marcinie,
    czytam Twojego bloga od pewnego czasu i jest on dla mnie doskonałą inspiracja do działania w kwestiach finansowych.
    Moje osobiste doświadczenia skłoniły mnie do różnych tych przemyśleń związanych z oszczędzaniem, ale głównie zrozumiałam, że dopóki się nie zacznie realnie oszczędzać i nie zobaczy konkretnej odłożonej kasy często trudno uwierzyć ile możemy osiągnąć (dlatego najważniejsze to po prostu zacząć to robić systematycznie a nie tylko o tym mówić lub czytać).
    Oraz to, że poczucie bezpieczeństwa dają nam nie rzeczy, tylko właśnie: odpowiednio wysoka poduszka finansowa, brak zadłużenia, znajomość podstaw ekonomii i.t.d, .

    Natomiast chciałam podzielić się z Tobą pewną refleksją , która mnie osobiście dotyka i martwi.
    Jest to fakt, że tak mało kobiet w Polsce interesuje się kwestiami finansowymi i oszczędzaniem.
    Widzę to wśród moich koleżanek, współpracowniczek oraz kobiet w rodzinie.
    Jest to trudny temat, gdyż jako kobiety i tak z pewnych względów mamy “pod górkę” np: urlopy macierzyńskie i wychowawcze, wiek emerytalny i tym podobne . A jednak z niewiadomych względów znam bardzo niewiele Pań, które byłyby żywo zainteresowane finansami, oszczędzaniem, o inwestowaniu nie wspominając…

    Dlatego uważam, że robisz świetną robotę i cieszę się , że są miejsca z których można czerpać fachową wiedzę z odpowiednią dawką humoru w dodatku w sposób przystępny nawet dla blondynki 🙂

    Pozdrawiam serdecznie

  14. Hej Marcin, dzięki za kolejny super wpis. Cykliczne poruszanie tego tematu wprost jest chyba niezbędne, aby pomóc większej ilości osób osiągnąć niezależność finansową.
    Zabrakło mi tylko w tym wpisie rozprawienia się z argumentem: „nie odkładam pieniędzy, bo nie chcę, żeby zjadła je inflacja”, który wcześniej gdzieś chyba przytaczałeś.

  15. Odniosę się do DYLEMATU, czy mając oszczędności na rok życia i kredyt konsumencki przeznaczyć te oszczędności w pierwszej kolejności na spłatę kredytu … ja bym tych oszczędności nie ruszała.

    Uważam, że logika i oprocentowanie kredytu mają drugorzędne znaczenie.

    Bezpieczniejsza w razie zdarzeń losowych jest sytuacja osoby, która ma 50 tys oszczędności i 50 tys kredytu, niż osoby, która ma zero oszczędności i zero zobowiązań.

    Warto ustalić próg oszczędności, których się nie rusza nawet na nadpłatę kredytu, również konsumenckiego.

    Sytuacje z życia

    1) Młoda osoba zgłasza się po kredyt gotówkowy, potrzebuje ok. 50 tys zł na operację i rehabilitację, którą chce przeprowadzić prywatnie, żeby wrócić do zdrowia i do pracy, Na NFZ musiałaby czekać 2 lata ….
    Pani nie ma oszczędności i nie ma polisy zdrowotnej, która pomogłaby sfinansować leczenie.
    O kredycie pomyślała, gdy upłynęło już ponad 30 dni zwolnienia lekarskiego, a wtedy na ratowanie zdrowia kredytem jest już za późno.

    Zanim więc oszczędności zostaną przeznaczone na pozbycie się kredytów warto mieć w tyle głowy, że w razie nagłych zdarzeń powrót do zdrowia kosztuje, a zdolność kredytowa jest ściśle ze zdrowiem związana.

    2) Młode małżeństwo, kilka lat temu kredyt hipoteczny zaciągnięty na 30 lat.
    Dzięki dobrym zarobkom i oszczędzaniu zgromadzili kilkadziesiąt tysięcy złotych, które przeznaczyli na nadpłatę kredytu hipotecznego.
    Po 6 latach trafia się okazja inwestycyjna, sąsiad sprzedaje kawalerkę.
    Potrzebny nowy kredyt hipoteczny, ale rodzina się powiększyła o 2 osoby, a dochód z działalności gospodarczej wygląda na papierze inaczej. Plany trzeba było “odpuścić”.

    Gdyby nie spieszyli się z nadpłatą pierwszego kredytu i zostawili zgromadzone oszczędności mogliby skorzystać z okazji i kupić sąsiadujące mieszkanie, bo potrzebowaliby wtedy znacznie mniejszego kredytu.

    • Pozwoli Pani, że się nie zgodzę z Pani oceną.
      Jest podwyższone ryzyko, ale jedynie w miesiącu spłaty kredytu kiedy to jesteśmy na “0”. Nikt nie powiedział, że trzeba od razu spłacać całość pozbywając się wszystkich oszczędności. Do osoby spłacającej należy ocena ryzyka i zabezpieczenie się przed nim. Można poczekać miesiąc, 2, 3… aż odłożna będzie trochę większa suma. Poza tym już miesiąc po spłacie kredytu oszczędności będą rosły dodatkowo o ratę, której już nie trzeba płacić. Zawsze na czas kiedy spodziewamy się, że będziemy w okolicach “0” lub pod kreską można wykupić ubezpieczenie (trzeba tylko pamiętać o okresach karencji).

      Co do przykładów wskazanych przez Panią:

      1) Jeśli jest ten kredyt to pewnie na coś został przeznaczony. Jeśli na podwyższenie stanu majątku to można rozważyć sprzedaż tej rzeczy. W długim terminie spłata kredytu będzie dobrym rozwiązaniem, chwilowo może pdnosić pewne ryzyka, ale przed nimi możemy próbować się zabezpieczyć.

      2) Okazja pojawi się wtedy kiedy będą gotowi żeby z niej skorzystać. Tzw. okazja w mojej intrpretacji jest to tylko zewnętrznie wywołana potrzeba zakupu czegoś, tylko dlatego, że jest to dostępne na rynku. Prawdziwa okazja będzie wtedy, kiedy osoby z Pani przykładu będą gotowe na zakup kawalerki i będą miały business plan.

      Oszczędzać warto, żeby mieć wkład własny do potencjalnych inwestycji. Kredytem finansować tylko zwiększenie przychodów/ograniczeni kosztów (oczywiście tak żeby to miało sens i końcowy bilans był na plus).

      • W kwestii 2go punktu z opisu p. Bożeny:
        Dzisiejsze społeczeństwo “przecietniaków“, “szarych Kowalskich“czyli tzw. zwykłych ludzi zostało omamione amerykańskim snem o wzbogaceniu się ….na kredyt 🙂 Zasługa w tym oczywiście sektora bankowego i wszystkich tzw. doradców finansowych , w ktorych interesie jest powielanie i utrwalanie tego typu bzdur, gdyż z tych kredytów czerpia bardzo duże profity. Dodatkowo ludzie sami naczytali się Kiosakiego i chcą american dream tu i teraz, a że nic nie mają, to chcę tego na kredyt…..
        Pokażcie mi chociaż 1 osobe ktora zaczynajać od 0 , stala sie milionerem poprzez kredyty…..
        Znam wielu ludzi z branzy nieruchomości, mających po 5-10 – 15 mieszkań. Ten od 15 był 20 lat w USA w latach 1975-1995. Po powrocie miał ziela $ tyle, że kupił we Wrocku te mieszkania….Ale to były inne czasu przed transformacją i inna siła $, to sie nie wróci….Ci od 5 mieszkań : 2 w spadku po dziadkach i rodzicach z jej strony, 2 w spadku po dziadkach i rodzicach z jego strony, 1 kupione wspólnie …na kredyt , który dalej spłacają….Wot cwaniaki….Bogactwo nie bierze się z kredytów, ani nawet z cięzkiej pracy.Na bogactwo pracuja pokolenia…….
        Te wszystkie przykłady jakie to okazje były że mając kredyt i odłożona gotówke zamiast spłacic kredyt ludzie zapakowali się w kolejna nieruchomośc …też na kredyt i bedą teraz kosic szmal to utopia…..
        10 lat temu zaczynałem budowę domu. Nie miałem żadnych kredytów, dodatkowo mieszkanie w którym nie mieszkałem, bo razem z narzeczona mieszkaliśmy w jej rodzinnym domu w pokoiku na poddaszu.Więc miałem 2 możliwości odnośnie mieszkania: sprzedać i kasę dołozyć do budowy domu lub wynająć i “kosić szmal~. Sprzedałem za 200k, kasę władowałem w dom. Gdybym wynajął, zakładając 100% optymistyczny scenariusz ciągłości wynajmu przez 10 lat, zero usterek itp(utopia oczywiście) to przez 10 lat zarobilbym może 100k. – mała miejscowośc) Tylko że kredytu wziałbym 200k więcej…..Więc dziś kiedy nie mam juz kredytu, miałbym go jeszcze 100k….o odsetkach nawet nie wspominam …No i mieszkanie do kompletnego remontu po 10 latach które dodatkowo straciło na wartości tak, że dziś sprzedałbym je może za max 150…..A tak to jestem dzis na 0 z kredytami, zarobki mam bardzo fajne, bo p zarabiam ok. 80 tysiecy wiecej w skali roku niz 10 lat temu, wiec na mieszkanie pod wynajem moge sobie odłozyc w ciagu 2 lat, i kupic takie jakie najbardziej bedzie mi pasować i w optymalnej pod wzgledem opłacalnosci dzielnicy…. I nie na kredyt… a potem moze kolejne, i kolejne…..i bede juz w wieku kiedy przestane pracowac i przyjdzie taki moment ze wszystko przekaże swojemu synowi….Bo bogactwo bierze sie z pracy wielu pokolen……

        • Bez przesady, nic mi nie wiadomo, aby Jennifer Lopez albo Rihanna odziedziczyły spadek. A budowanie majątku pokoleniami jest bez sensu – całe życie robisz i robisz, a frukty i tak weźmie kto inny. Kiepska perspektywa. Sensowne wzbogacenie się musi być w miarę szybkie – dobrze pisze o tym MJ deMarco w “Fastlane Milionera”. Kiedyś czytałem o jakimś traderze, który pierwszy kapitał – zaledwie 3000 $ – wypłacił z rachunku karty kredytowej. Dziś jest milionerem. Więc bez przesady, nie ma co siać takiego defetyzmu….

          • Piotrze, ja napisałem o średniej klasie, do której sam siebie zaliczam…Od zera doszedłem do poziomu gdzie obecnie 1mln pln zarabiam w ciagu 4 lat…Co wcale nie jest duzo bo to tylko 20 tys miesiecznie, ale to już stwarza możliwości budowy “bogactwa“w ciagu kolejnych powiedzmy 15 lat , potem bede juz dziadkiem …. Natomiast wiekszość ludzi którzy pracuja za tzw. srednia krajową 3000 pln na łapę to moga o inwestycjach pomarzyć, celebrytów ogladaja w TV a ksiązki typy Szybki milioner kwituja usmiechem….Ale też chca (być bogaci) i ktos im wcisnął kit że moga….na kredyt……
            “Sensowne wzbogacenie musi byc w miare szybkie“ – nie no Nobel sie należy, eeheheehehe.
            Naczytałeś się, poogladałeś celebrytów to teraz powiedz bez ściemy co osiagnąłeś i jak szybko i z jakim kapitałem poczatkowym….Masz na koncie chociaż te 10 milionów?
            Jest Polak, informatyk, geniusz w sumie, który pracuje dla Elego Muzga, robia cos razem przy statkach kosmicznych. Zarabia pewnie krocie…..ale to jest talent 1 na….tu wstaw co ci pasuje…i takie samorodne talenty ( do finansów, informatyki, mechaniki czegokolwiek) w rozwazaniach ogólnych pomijamy, ponieważ my jesteśmy zwykłymi ludzmi bez takich talentów….Na koniec opowiastka która ma jednak w sobie drugie dno: Milioner zapytany jak sie wzbogacił mówi: kupiłem ołowek za 1 centa, zatemperowałem i sprzedałem za 10 centów. Za pieniadze ze sprzedazy kupiłem 10 ołówków, zatemperowałem i sprzedałem i tak dalej. Po czym doszedłem do wniosku, że wzbogacenie się w ten sposób zajmie zbyt dużo czasu więc….pierwszy milion wziałem od ojca…..

        • “Od zera doszedłem do poziomu gdzie obecnie 1mln pln zarabiam w ciagu 4 lat” No faktycznie sam od zera doszedłeś do wszystkiego skoro jak sam piszesz miałeś mieszkanie na wynajem i mieszkałeś sobie u teściów podczas budowy domu na ich koszt 🙂

          • Coś czytałes ale chyba bez zrozumienia: dom zaczałem budować w wieku 30 lat, mieszkanie kupiłem wcześniej , w wieku 26 lat po roku! spedzonym na morzu. Mieszkanie kosztowało 80 tyś – 60m2. Kupiłem je za gotówke bo tyle zarobiłem przez rok cięzkiej pracy 7 dni w tygodniu. Narzeczona poznałem później, mieszkalismy razem w moim mieszkaniu az powstał plan domu. Więc szybka analiza tematu: my do teściów, mieszkanie na sprzedaż (nie wynajmowałem nawet 1 dnia – czytaj ze zrozumiemniem) a kasa ze sprzedaży poszła w dom.Mieszkanie kupione przed wejsciem do uni za 80, sprzedane po wejsciu do uni i nakreceniu banki na nieruchomosciach za 200k….Ale to sie nie wroci…..
            Tak że wszystko co mam zawdzieczam sobie. Ale jeśli uważasz inaczej, weź kredyt, kup mieszkanie pod wynajem, może zostaniesz milionerem……Aha w kwestii zarobków: 250 tys w mojej branzy to nic szczegolnego. Jeszcze 1.5 roku, kurs kwalifikacyjny i zostane kapitanem a kasa wzrosnie do 500E dziennie, co daje jedyne 15 tyś euro za miesiąc pracy.Średnio w roku pracuje sie 6 miesiecy, więc te 90tyś euro to bedzie calkiem, calkiem…..No ale WSM w Gdyni była otwarta dla każdego. Trzeba się było uczyć……..

  16. No dobra. Ale jaka rada dla kogoś, kto tak się zadłużył, że jego dochody wystarczają tylko na pokrycie płatności i spłatę kredytów, brakuje nawet na jedzenie? Tak, da się to zrobić.
    Poza oczywistym: znaleźć lepszą lub dodatkową pracę. Oczywiście staram się to zrobić, ale nie jest to takie proste.

  17. Temat rzeka zwłaszcza teraz jak się zrobilo głosno o inwestowaniu i oszczedzaniu w ppk. Jak sie ludzie zaczeli zastanawiac – faktycznie, jak wyżyjemy za ten 1200 zł… to sa stawki o jakich lepiej nie myslec bo robi sie słabo. A samo oszczedzanie zalezy od indywidualnego portfela zyskow, bo niestety ale swiat jest tak urządzony ze nie kazdego stac na swoj biznes czy inwestycje w giełde

Odpowiedz

Top
MENU