Jak mieć więcej pieniędzy? – prolog

33

Nie ma co kryć – z pieniędzmi jest dużo łatwiej. Łatwiej opłacić rachunki, łatwiej zadbać o zdrowie, łatwiej wykształcić dzieci, łatwiej robić to, co się kocha, łatwiej nie mieć zmartwień, łatwiej podróżować, łatwiej realizować marzenia i pasje… A zatem: co dokładnie robić, jak działać dzień po dniu, aby w uczciwy i bezpieczny sposób mieć więcej pieniędzy? Postanowiłem udostępnić moje wszystkie sposoby i narzędzia – mój cały system dbania o finanse – aby pomóc w skuteczniejszej realizacji Waszych celów.

Przeszedłem długa drogę. 10 lat temu byłem w finansowym dołku. Miałem 32 lata i z powodu własnej ignorancji, głupich błędów oraz słuchania fatalnych porad “pseudo-ekspertów” – dorobiłem się grubo ponad 2 mln złotych długów hipotecznych (3 kredyty, w tym jeden w CHF). W portfelu dumnie nosiłem 4 karty kredytowe i miałem limit zadłużenia w rachunku bankowym, co oznaczało ponad 30 000 zł dodatkowego zadłużenia “na konsumpcję”. Beznadziejnie się wtedy czułem, o czym dokładnie opowiedziałem Wam już w podcaście i wpisie pt. 5 bolesnych błędów finansowych, które popełniłem.

Krok po kroku – do przodu!

Krok po kroku wyszliśmy z żoną z tego bagna. Okazało się, że sposoby dbania o własne finanse są proste, o ile dobrze się je pozna i konsekwentnie stosuje. Aby podzielić się tymi sposobami z jak największą liczbą osób, które – podobnie, jak kiedyś ja – mają trudności finansowe – uruchomiłem ten blog. Chwilę później – w marcu 2014 roku – w księgarniach ukazała się moja książka Jak zadbać o własne finanse? (jej recenzje możecie przeczytać np. tutaj). To wszystko było jednak dość dawno – dokładnie 5 lat temu.

Od tego czasu w moim życiu wydarzyło się mnóstwo wspaniałych rzeczy, a ja zostawiłem pracę na etacie i całkowicie poświęciłem się zawodowo pomaganiu Wam w dbaniu o własne finanse. Nie poprzestałem oczywiście na tym, co już wiem. Cały czas z wielka pasją zdobywam nową wiedzę, śledzę badania i udoskonalałem mój własny system zarządzania finansami. Celowo używam tu słowa system –  bo jest to bardzo konkretny zestaw narzędzi, źródeł wiedzy i sposobów działania – które bardzo skutecznie pomagają z roku na rok powiększać wartość netto naszej rodziny. Jaki jest efekt? 10 lat od zaliczenia dołka mamy 3 mieszkania w Warszawie (w tym tylko jedno na kredyt na 40% wartości), odłożone środki na edukację dzieci, spore oszczędności emerytalne, wielką finansową poduchę bezpieczeństwa i przede wszystkim – pieniądze na realizację naszych marzeń i pasji.

Co również jest bardzo ważne – ten system pozwala na bogacenie się w sposób zgodny z naszymi wartościami: uczciwie, spokojnie i bezpiecznie – tak, aby po drodze robić dobre i wartościowe rzeczy, pomagać innym oraz mieć czas na cieszenie się życiem.

Świetnie to wszystko działa w praktyce, dlatego postanowiłem przygotować kurs online, który da możliwość skorzystania z tego również innym osobom.

Kurs JMWP – czyli Jak Mieć Więcej Pieniędzy?

W finansach osobistych wiedza to raptem 20% procent sukcesu. Cała reszta to działanie i zdrowy rozsądek. W ciągu blisko 6 lat prowadzenia bloga zamieściłem na nim 349 publikacji, w tym 73 podcasty. To ogromna dawka wiedzy. Wielu osobom wystarczy to w zupełności, by wprowadzić w swoim życiu pozytywne zmiany. Wspaniałe maile, które od Was otrzymuję, a także podcasty z Waszymi “zwycięskimi historiami”, są na to najlepszym dowodem i najpiękniejszym podziękowaniem:

Blog, książka, podcast, a od tego roku również #wtorekzfinansami – to sporo materiałów. Ale im więcej osób dociera do tych treści, tym więcej otrzymuję dodatkowych pytań i próśb o radę. Uświadomiłem sobie, że nadszedł najwyższy czas, by udostępnić nie tylko poszczególne “taktyki” dbania o własne finanse – ale pełną strategię – czyli mój kompletny system.

No dobra – wiem, że jak piszę “kompletny system” – brzmi to zabawnie. Sam śmieję się trochę z siebie, kiedy to czytam. To niczym amerykański “tajemniczy klucz do sukcesu” 🙂  Ale spokojnie – nie u mnie takie cuda! Żadnych tricków ani sztuczek – tylko 100% zdrowego rozsądku i przetestowanych metod działania – dokładnie tak, jak we wszystkich moich dotychczasowych materiałach.

Chodzi po prostu o to, że w tym kursie – oprócz wiedzy – czyli wyjaśnienia co i jak działa – będzie mnóstwo narzędzi pomagających natychmiast wdrożyć tę wiedzę w życie. Od narzędzi do wyznaczania celów finansowych, przez wprowadzanie w życie konkretnych nawyków finansowych, aż po szczegółowe plany tygodnia i narzędzia do monitorowania postępów. Tak jak wspomniałem – chcę udostępnić w kursie wszystko, z czego korzystam, co jest sprawdzone i co działa.

Zdecyduj, co dokładnie znajdzie się w kursie “Jak mieć więcej pieniędzy?”(JMWP)

Napisałem tych kilka akapitów wstępu, aby dać Ci nieco lepsze pojęcie, co też mi chodzi po głowie. Jednak przygotowane materiały mają być przede wszystkim pomocne dla Ciebie i skutecznie Tobie pomagać.   

To ma być coś takiego, że gdy Twoja siostra, Twój dorosły syn, Twoja przyjaciółka – lub inna bliska dla Ciebie osoba zobaczy, jak świetnie radzisz sobie finansowo i zapyta, jak Ty to robisz, to w odpowiedzi usłyszy od Ciebie:

Przejdź sobie kurs Marcina. Tam masz podane wszystko, jak na tacy. Dokładny program działania: dzień po dniu i miesiąc po miesiącu.

Aby tak jednak się stało, bardzo potrzebuję dziś Twojej pomocy.

Zależy mi bardzo na Twojej pomocy

Ostatnich kilka dni spędziłem zakopany po uszy w blogowej skrzynce mailowej. Wszystko po to, by przekopać się przez ponad 14 000 otrzymanych od Czytelników maili i jak najlepiej zrozumieć, co będzie największą pomocą dla różnych osób. Otworzyło mi to oczy na wiele spraw, lecz to dopiero początek bardzo dogłębnej analizy, która pomoże mi przygotować kurs wspaniale dopasowany do potrzeb.

Abym mógł zrobić kolejny krok – potrzebuję dziś Twojej podpowiedzi, w jaki sposób mogę lepiej pomóc Tobie (lub Twoim bliskim) i co Twoim zdaniem powinno znaleźć się w kursie.

Chcę zebrać jak najwięcej cennych informacji – dlatego przygotowałem krótką, w pełni anonimową ankietę, zawierającą tylko 3 pytania:

1. Co sprawia Ci największą trudność w dbaniu o finanse?
2. W czym mógłbym najbardziej Ci pomóc?
3. Co chciałbyś mi podpowiedzieć na temat kursu?

Dlaczego zadaję to pytanie w osobnym formularzu, a nie proszę Cię po prostu o komentarz pod wpisem? Bo z komentarzami jest tak, że jak ktoś inny już napisze coś, co mamy na myśli, to raczej odpuścimy sobie odpowiedź. Po co się powtarzać? Tymczasem właśnie częstotliwość powtarzania się pytań pozwoli mi naprawdę lepiej zrozumieć, które sprawy są dla Ciebie najbardziej kluczowe.

Bardzo liczę na to, że zechcesz w ten sposób mi pomóc. Kliknij po prostu poniższy przycisk:

>> TAK, podpowiem Marcinowi <<

Serdecznie Ci dziękuję i już wkrótce podzielę się kolejnymi informacjami na temat kursu 🙂

 

 

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 13 415 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze33 komentarze

  1. Tak jak w ankiecie napisałem, największy problem z finansami występuje w postaci całkowitego braku zaangażowania partnerki.
    Jest sporo kursów bardzo uporządkowanych. Ostatnio przeczytałem ‘poradnik’ w formie opowiadania, i świetnie się go czytało (W tym szaleństwie jest metoda. Powieść o zarządzaniu projektami), może warto byłoby spróbować napisać poradnik w formie powieści (taka forma prędzej do żony przemawia), a w drugiej części książki zrobić podsumowanie pod kątem ludzi analitycznych (czyli w punktach, przejrzyście posegregowane i rozplanowane).

    Robisz świetną robotę do tej pory. Powodzenia w dalszych pracach!

    • U mnie też to stanowi jeden z większych problemów, tylko nie odważyłem się prosić o pomoc w tym zakresie ;). Cieszę się więc bardzo, że Marcin pozytywnie odniósł się do Twojego pomysłu 🙂

      • To dopiero może być niezły orzech do zgryzienia i ciekawy pomysł do wprowadzenia w samym kursie 😉 Niby z partnerem/partnerką łatwo nam przychodzi rozmowa o wszystkim tylko jakoś nie o pieniądzach. Chyba podświadomie sami staramy się unikać tego tematu. Po za tym w wielu przypadkach to właśnie pieniądze stanowią zarzewie największych kłótni w związku.

    • ja po 10 latach zwiazku gdzie ja chcialem cos budowac a partnerka miala nadmiernie konsumpcyjne podejscie do zycia uznalem ze nie chce dalej “budowac” z nia przyszlosci…oczywiscie finanse to byla jedna z wielu rzeczy ktora nas dzieliła… teraz lacza nas tylko dzieci… jej dzieci.

    • Bardzo serdecznie dziękuję, Dawid 🙂 Pięknie rośnie lista odpowiedzi i już mam bardzo ciekawe wnioski (na razie 86 wypełnionych ankiet) 🙂

  2. Ankieta wypełniona. Dla mnie największym problemem jest spisywanie wydatków i brak chęci współpracy drugiej połówki 😉 a ponieważ pieniądze pochodzą jedynie z działalności, to ciężko mi ogarnąć temat, nie znając jego wydatków :)Wydaje mi się, iż fajnym pomysłem będzie ankieta po kursie, sprawdzająca, ile kursantów wprowadziło go w życie, a jeśli ktoś poległ, to dlaczego. Pozdrawiam 🙂

  3. Kochani – w 16 godzin od publikacji artykułu mamy 115 wypełnionych ankiet 🙂 Wiedziałem, że mogę na Was liczyć.

    Bardzo proszę o kolejne – to pozwoli przygotować zdecydowanie lepsze materiały w kursie dla Was. Jesteście super! 🙂

  4. Z tego co widzę – problem finansowy bardzo często występuje u osób prowadzących małe firmy. Życie na kredyt, duże obroty i wydawanie pieniędzy podczas “hossy” często wpychają nas w pułapkę przekonania o byciu bogatym. Z drugiej strony stałe wysokie koszty miesięczne, raty kredytów, brak odkładania poduszki finansowej na czas kryzysu (początkowo nie czując potrzeby, później nie mając już możliwości), nieprzewidziane wydatki itd. powoli wpychają nas w coraz większe zadłużenie.
    A do tego nasi najbliżsi nie dostrzegają naszej samotnej walki na polu finansów i problemów z wypłacalnością. Są przyzwyczajeni, że kasa zawsze jest i przecież wakacje/buty/smartfon się po prostu należą bo nie są niczym nadzwyczajnym.
    Chyba najtrudniejsze jest przyznanie się, że mamy problem – bo ten problem nie pojawia się jednego dnia, lecz nasila się latami. A potem trzeba jeszcze uświadomić to rodzinie lub partnerowi…

    Myślę, że kurs nastawiony głównie na przedsiębiorców z uwzględnieniem ich rodzin miałby największe wzięcie.

    Może jakaś forma grywalizacji?

  5. Przeczytałem już 205 waszych ankiet. Mega lektura – nie sposób się oderwać! Będę bardzo wdzięczny za każdą kolejna sugestię i podpowiedź. Bardzo otwiera mi oczy na Wasze potrzeby 🙂

  6. Ankieta wypełniona!
    Moim zdaniem to co może sprawiać największą trudność w dbaniu o własne finanse są… nasze własne PRZEKONANIA dot. finansów osobistych, pozostałe rzeczy “techniczne” da się ogarnąć 🙂
    Pozdrawiam.

  7. Wstyd nie wypełnić, sporo wyniosłem z bloga i podcastu, twardo czekam na książkę. Masz mój miecz 😉

    • Zgadzam sie z Emilem. Jestesmy Ci to winni Marcinie. Dziekujemy za ogrom wiedzy i wielkie wsparcie.

  8. Moim zdaniem historia Marcina jest nie do powtórzenia przez przeciętnego człowieka. Lub inaczej – teoretycznie jest to możliwe, ale prawdopodobieństwo sukcesu jest bliskie trafienia szóstki w lotto.
    Wystarczy spojrzeć na medianę wynagrodzeń i skonfrontować ją z fragmentem:

    “Miałem 32 lata (…) ponad 2 mln złotych długów hipotecznych (3 kredyty, w tym jeden w CHF) i ponad 30 000 zł dodatkowego zadłużenia “na konsumpcję”. (…) 10 lat od zaliczenia dołka mamy 3 mieszkania w Warszawie (w tym tylko jedno na kredyt na 40% wartości), odłożone środki na edukację dzieci, spore oszczędności emerytalne, wielką finansową poduchę bezpieczeństwa”

    Totalna abstrakcja.

    Zaraz pewnie pojawią się argumenty “inwestuj w wiedzę, mądrze pracuj, trzymaj koszty w ryzach, przecież każdy tak może”. Tylko w ten sposób dochodzimy iluzji, że każdy może zarabiać ponad średnią krajową. No nie każdy. Im więcej osób wskoczy na wysoki poziom kompetencji, tym poprzeczka wyznaczająca minimum wymagane do osiągnięcia sukcesu finansowego (nie gwarancję, tylko przejście z krainy NIEMOŻLIWE do POTENCJALNIE MOŻLIWE) będzie zawieszona jeszcze wyżej.

    Życiorys Marcina to pasmo: zdobycie unikalnych kwalifikacji w warunkach powszechnych niedoborów rynkowych > szczęśliwe znalezienie się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie > zdobycie kapitału i dostępu do dźwigni finansowej > niezależność finansowa > pełnoetatowe hobby.
    Czy można kogoś nauczyć jak wykorzystać nadarzającą się okazję? Jak najbardziej.
    Czy szkolenie zapewni przewagę nad osobą, która czystym przypadkiem pasjonuje się tematyką, w której za 5 lat będzie “ssanie” rynku? – Marcinie, jak sądzisz?

    • Zen,

      przede wszystkim – jestem zwykłym, przeciętnym człowiekiem. Nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, co robię. Pochodzę z Lubina na Dolnym Sląsku, po drodze zaliczyłem 3 lata studiów medycznych, które ze względów zdrowotnych musiałem przerwać, a potem zacząłem studiować ekonomię – mając na starcie 3 lata w plecy w stosunku do moich rówieśników…Jak zatem widzisz – nie tylko szczęście było po drodze, ale też sporo pecha – jak to w życiu.
      Dostałem dobra pracę w Warszawie i krok po kroku zarabiałem coraz więcej, ale nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, jak żyłem. Może z wyjątkiem tego, że popełniłem mnóstwo finansowych błędów. Do czasu, gdy zacząłem rozumieć, o co w tym chodzi…

      Nie ma najmniejszego sensu powtarzać mojej historii i nikogo do tego nie zamierzam zachęcać. Każdy pisze przecież własną, unikalną historię. To nie ma być kurs o powtórzeniu mojej historii – w której nie widzę niczego nadzwyczajnego. To ma być kurs o tym, jak mieć więcej pieniędzy, aby każdy mógł dzięki temu łatwiej napisać swoją własną, wymarzoną historię.

      • Ok, to może inaczej – spójrz na swoje zarobki w szczycie kariery korporacyjnej i porównaj je z przeciętnymi zarobkami w skali kraju w tym samym okresie. Sprawdź, w którym centylu zarobków się znajdowałeś. I teraz pomyśl:

        1. jakie jest prawdopodobieństwo, że przeciętny człowiek wskoczy na ten pułap? Przykładowo, jeśli Twoje zarobki mieściły się w górnych 2%, to szansa na taki zarobek wynosi 1:50. Chociaż trzeba mieć na uwadze, że w tych 2% byłyby też osoby, które miały drogę łatwiejszą niż Ty, więc tak naprawdę szanse “szaraczka” są dużo mniejsze.
        2. czy osiągnąłbyś to, co osiągnąłeś, gdybyś nie trafił na to konkretne stanowisko, które zajmowałeś?
        3. czy przez lata planowałeś, że zostaniesz Xem w instytucji Yrek, czy tylko tak jakoś się złożyło i nie miałeś nad tym kontroli?
        4. ile osób (wśród których zapewne były takie o wówczas nie gorszych kompetencjach od Twoich) musiałeś pokonać by zdobyć tę pracę?
        Z własnego doświadczenia pamiętam taki case sprzed kilku lat, gdy na niezbyt atrakcyjne choć wymagające stanowisko u mojego pracodawcy zgłosiło się w kilka dni ponad 1000 osób. Przypadek co prawda ekstremalny, ale standardem w tamtym czasie był spływ ponad ponad 100 aplikacji na każde ogłoszenie, a rozstrzał stanowisk był duży.

        Możesz uczyć ludzi jak wydobywać ropę, a na końcu i tak dorobią się ci, który mają złoże we własnym ogródku.

        • Myślę, że tu nie chodzi o to, by każdy zarabiał powyżej średniej – (bo wtedy i średnia będzie gdzie indziej), tylko o to, że nieważne ile zarabiasz, ważne ile wydajesz i to jest kluczowy temat… nie każdy kupi mieszkanie na wynajem.. nie każdy odłoży tyle, by już nie musieć pracować w wieku 40 lat…
          Ważne żeby po prostu ogarnąć temat finansów i nie być w długach. Zawsze można więcej zarabiać, ale nie zawsze to będzie kwota 5-cyfrowa. Dla mnie sukcesem będzie spłacić kredyt w 10-15 lat zamiast 20, odłożyć jakiekolwiek środki na emeryturę, na edukację dzieci, dla mnie fajnie będzie jak dorobię parę stów, na razie nie widzę możliwości wybicia się na pułapy kilkunastu tys. Sytuacja zależy od wielu czynników, fakt że Marcin dużo zarabiał, ale też i długi były ogromne.. ja zarabiam dużo mniej, ale kredytu mam ponad 100 tys, nie 2 mln… zaczynałam od wynajmowanego mieszkania, nie dostałam nic od rodziców, wiec o kupowaniu kolejnego na wynajem na razie nie mam co myśleć, ale i tak widzę różnicę, np. pomiędzy znajomymi, co wzięli prawie taki sam kredyt, ale na 30 lat, i się cieszą, ze mają niższą ratę niż ja, inni, zarabiają co najmniej 2x więcej a żadnych oszczędności i też kredyt na 20 lat… Kluczem jest wiedza, świadomość, drobne nawyki, które się sumują po kilkunastu/kilkudziesięciu latach na lepszą sytuację, nawet 2 stówy dodatkowe na emeryturze będą mnie cieszyć i (być może) uratują mój budżet wtedy i pozwolą już nie musieć dorabiać. Albo będę w stanie zapewnić dziecku chociaż kawalerkę albo kasę na wkład własny… na studia dzienne, które mi nie były dane, studiowałam i pracowałam. To nie jest iluzja, kilkanaście lat drobnych rzeczy, odkładania drobnych sum, nawyku szukania korzystnych ofert, dopasowania stylu życia do posiadanych zasobów powoduje rozjazd wyników. Ja np wracając do tematu kredytu planuję po 15 latach mieć go z głowy, w międzyczasie znacznie też zmniejszając wysokość raty. Początkowo płaciłam 960, mam już 870, mam zamiar dojść do max 500 zł. Wspomniani znajomi mają ratę ok 700, ale będą ja płacić przez 30 lat… Teraz mam “gorzej”, większa rata, mniej przyjemności, więcej gimnastyki, ale za 10 lat moja rata będzie wynosiła 0, ich dalej 700 na kolejne 15 lat…. moim zdaniem warto się ogarnąć i wyjść z matrixa.

          • Anna, fantastycznie napisane. Zgadzam się w całej rozciągłości, prawdopodobnie nie wszyscy będziemy milionerami, ale czy to oznacza, że nie mamy próbować? Że lepiej żyć od pierwszego do pierwszego, bo na pewno nie uda nam się osiągnąć takiego pułapu jak Marcin? Ja tam się cieszę z tego że z miesiąca na miesiąc nasza wartość netto rośnie i żyje nam się lepiej 🙂

        • Zen, bardzo trafne spostrzeżenia. szkoda, że Marcin nie kontynuował tego dyskursu. Kiedyś Marcin pisał, że w swojej pierwszej pracy otrzymywał 3200 zł (chyba netto, jeśli mogę się domyślać), a było to chyba z 10 lat temu. Powiem tak, do dziś 3200 zł netto to dobra pensja na etacie, a to było 10 lat temu. Średnia płaca w 2008 r. wynosiła niecałe 3100 zł brutto. To tak jakby dziś ktoś zaraz po studiach dostał pensję w wysokości ponad 7000 zł brutto. Oznacza to, że Marcin po prostu miał dużo szczęścia.

          Oczywiście zgadzam się również z tym, iż to nie wysokość pensji świadczy o tym kto jest bogatszy, bo liczą się przede wszystkim Twoje wydatki i decyzje finansowe.

    • Plastic Tofu

      “Moim zdaniem historia Marcina jest nie do powtórzenia przez przeciętnego człowieka.”
      Historia Marcina jest nie do pwtrzenia przez przeciętnego człowieka, gdyż jest nieprzeciętna, jednakże może wiele wnieść do naszego życia. Może nas mobilizować, nadać kierunek części lub całości naszego życia, poprawić finanse, czy inne aspekty życia wynikające z lepszego gospodarzenia i to jest meritum tej historii, nie zaś coś co powinniśmy odbić przez kalkę i wprowadzić w swoje życie.

      Analogicznie do tego zdania będzie obserwowanie sportu. Wielu z nas uprawia jakiś sport, piłka nożna, koszykówka czy golf i oczekiwanie, że ktoś przeciętny jest w stanie dorównać Messiemu, Jordanowi czy Tigerowi jest niepoważne, aczkolwiek ich talent przyciąga miliony ludzi na stadiony i przed telewizory, gdyż wszyscy łakniemy perfekcji, chcemy oglądać rzeczy niespotykane na codzień (przeciętne), chcemy wierzyć, że człowiek może… a wiara czyni cuda. Wiara jest tym co nas napędza, a na jej szczycie stoją idole. Idolem nie może być ktoś przeciętny, rzeczy przeciętne nie burzą w nas krwi i nie zapadają w pamięci na lata. Wiara czyni, że dążymy do czegoś trenujemy, poprawiamy swoje nawyki i stajemy się lepsi. Lepsi w finansach, w koszykówce, w szybkim czytaniu, w graniu na gitarze itd. To że nigdy nie zagramy solówki jak Slash nie jest przekreśleniem naszego życia. Wręcz w drugą strone powolne zbliżanie się do niej czyni nasze życie lepszym i radośniejszym. Nie tylko cel jest ważny, ale cała podróż.

      Błędem tego założenia jest również to że przykładasz życie innych do życia Marcina. Ludzie ścigają się ze sobą a nie z innymi gdyż każde życie jest indywidualnym zbiorem danego człowieka. Ludzie mają różne pasje. Zalóżmy, że czyta ten blog baletnica. Jeśli chce czuć się lepiej w sprawach emerytalnych, czy mieć odrobinę grubszą portmonetkę na koniec miesiąca to historia Marcina może ją zmotywować i osiągnie swój cel. Nie znaczy to, że ma rzucać balet, kupić sześć monitorów podłączonych do wszystkich giełd świata i marzyć o koncie z kilkunastoma zerami i okularach jak denka butelki od szampana od ślęczenia przed nimi. Nie. Marcin daje jej motywację do poprawienia swoich finansów ona daje mu radość gdy idzie obejrzeć balet. Tak działa społeczeństwo.

      Na koniec jedna uwaga/pytanie; Czy powiedziałbyś to swojemu dziecku? Droga Marysiu/drogi Krzysiu to (wpisz cel który uważasz) nie jest do osiągnięcia, tylko szczęście i bycie w odpowiednim czasie na odpowiednim miejscu gwarantuje sukces. Tylko plecy dzieciaku, tylko plecy. Dzieciom pokazujemy gwiazdy i idoli, mówiac że można. To ma być ich motywacja nie znaczy to, że każdy stanie się gwiazda, tylko, że będzie lepszy niż gdyby tej motywacji nie miał. Poza tym ilość dziedzin zwiększa się z każdym rokiem i możemy być gwiazdą w danej dziedzinie, poważanym ekspertem, guru. Nawet gospodarz bloga ma dziedzinę słabo medialną bo obserwowanie inwestycji w obligacje skarbowe jest tak ekscytujące jak oglądanie schnącej farby. Niezależnie, jest to częścią naszego życia i warto uczyć się na przykładzie gwiazdy. Gwiazdy mającej tysiące odwiedzin na blogu i w zanadrzu tysiące sprzedanych książek. Ile osób odwiedza blogi osób przeciętnych? Czy osoba przeciętna jest w stanie sprzedać tysiące książek? Odpowiedź jest: TAK – jak pracjue w księgarni 😉

      “Tylko w ten sposób dochodzimy iluzji, że każdy może zarabiać ponad średnią krajową.”
      Jedno słowo: Celem Marcina, który można gdzieś znaleźć jest pomoc 15 milionom ludzi. Tu mamy odpowiedź: do te 15 milionów będzie zarabiać powyżej średnie, reszta poniżej. 🙂

      • 15 milionów nie będzie zarabiać powyżej średniej, bo to zdacydowana większość aktywnych zawodowo. Ale to szczegół. Twój wpis skłania mnie do ważnej refleksji na temat sposobu inwestowania kapitału. Wiadomo, że na rynkach rozwiniętych, zwłaszcza w USA, bardzo popularne stało się inwestowanie pasywne w indeksy za pomocą niskokosztowych ETF-ów i funduszy indeksowych. Argument za tym jest taki, że większość inwestorów i funduszy nie pobija rynku, a wręcz mają wyniki gorsze od średniej, z uwagi na błędne decyzje i opłaty za zarządzanie. Tylko, czy taki sposób inwestowania, zaniechanie próby pobicia rynku, bo przecież “nie ma szans na pobicie rynku w długim terminie, rynek jest efektywny przynajmniej w wersji półsilnej i szanse na ponadprzeciętne zyski mają jedynie insiderzy”, czy przywołane kiedyś przez Marcinia z wyraźną aprobatą stwierdzenie Paula Samuelsona, że “inwestowanie powinno być nudne jak patrzenie na schnącą farbę lub rosnącą trawę”, nie jest własnie tym samym, co powiedzenie dziecku tego samego, o czym wyżej napisałeś. Przecież, analogicznie, dzięku aktywnemu inwetowaniu kapitał płynie na giełdzie do spółek, o których inwestorzy sądzą, że będą zwiększać swoje przychody i zyski. Wymusza to na zarządach spółek dbanie o jak najlepsze wyniki finansowe. Każdy nie będzie Buffetem, ale dzięki temu, że aktywni inwestorzy starają się pobić rynek dokonując selekcji papierów spółek do swoich portfeli, spółki te mają zapewne w długim terminie lepsze wyniki, niż gdyby miały w przypadku powszechnego przyjęcia się pasywnego inwestowania indeksowego. Zakładając, że 100 % inwestorów inwestowałoby pasywnie, nigdy nie zmieniłby się skład żadnego indeksu ani waga spółek w indeksie. Zarządy nie miałyby takiego ciśnienia jak teraz w zakresie dbałości o wyniki, bo inwestorzy nigdy nie nagradzaliby ani nie karali spółek, nie zmianiałaby się proporcja ich kapitalizacji względem siebie. Dodatkowo rynek miałby o wiele mniejszą płynność niż dzisiaj. Nie mówiąc o tym, że inwestorzy mieliby o wiele mniejszą wiedzę i doświadczenie w zakresie rynków finansowych. Jak zatem pogodzić, propagowane także na blogu Marcina, dążenie do samorozwoju, zwiększania swoich kompetencji, ambicji, próby osiągnięcia w życiu czegoś właśnie ponadprzeciętnego, ze zdecydowaniem się na coraz bardziej popularne dzisiaj (choć akurat nie w Polsce) pasywne inwestowanie indeksowe i zaniechanie prób pobicia rynku?

        • Plastic Tofu

          Spróbuję rozjaśnić te rzeczy od końca:
          Odnośnie blogu Marcina, rozwoju i pasywnego inwestowania. Niewątpliwie jesteś inwestorem, który szuka, czyta, kształci się i ma jakieś oczekiwania finansowe od tego typu inwestycji. Dlatego siedzisz przed ekranem komputera i krzyczysz do niego jak można polecać komuś obligacje skarbowe i dyskutować o wyższości kont oszczędnościowych, albo łapać okazje w postaci 200 złotych premii za otwarcie konta. Jak odkryłem podcast Dave’a Ramsey, robiłem dokładnie to samo. No prawie, bo krzyczałem do radia w samochodzie i jedynym efektem tego było zdobycie pewności, że mój samochód jest na tyle dźwiękochłonny, że do dzisiaj nie chodzę w połączonych bransoletkach, lub kurtce o przydługich rękawach wiązanych z tyłu. Po pewnym czasie przyszło olśnienie, że Dave jak i Marcin odnoszą się do szerokiego spektrum społeczeństwa i większość ludzi nie ma nawet podstaw zarządzania finansami, uważa giełdę za kasyno, długi paraliżują jego rozwój i co najważniejsze nauka na ten temat nie jest ich priorytetem. Nie jest to bardzo odkrywcze ani dziwne, Większość ludzi ma rodziny, pasje, inne cele i często pieniądze są opatrzone jednym celem “nie stracić”. Zresztą każdy z nas ma sporą wiedzę w kilku dziedzinach, jakąś tam orientację w kilku innych, a reszta pozostaje w sferze szczątkowej. Ci do których kierowany jest ten blog często są na początku edukacji finansowej, dopiero biorą finansowe lejce w swoje ręce i wrzucenie ich na głeboką wodę poprzez tłumaczenie im wyższości “Protective collar” nad “Iron condor” czy “Discounted cash flow valuation” firmy mogłoby ich tylko zniechęcić, albo co gorsze upewnić w przekonaniu, że rynki finansowe to vudu i zajmowanie się nimi to totalna strata czasu.
          Marcin poprzez ten blog pomaga ludziom nawigować te bądź co bądź skomplikowane dla wielu zagadnienia, ale w większości przypadków jest to nie po to aby pomnażać majątek w tempie geometrycznym, a aby mieli czas wychowywać dzieci, realizować marzenia, wyjechać do Chorwacji na tydzień lub mieć czas na posadzenie truskawek w ogródku. On jest jak mama-ptak ucząca pisklaki latać, najpierw musi nauczyć je chodzić, aby mogły się wzbić w powietrze. W Chicago jak jadę do pracy często przy autostradzie widzę siedzące na lampach jstrzębie. Siedzą samotne, ciągle zajęte polowaniem przeczesują swoim wzrokiem okolicę. Kiedy uda się zobaczyć je w locie, są dystyngowane wygląda jakby zawsze miały cel i znały drogę do niego. Trochę jak Ty. Wiesz co robisz na rynku, inwestujesz, nie boisz się strat w oczekiwaniu na zyski – taki market maker, to dzięki takim ludziom ekonomia rozwija się lepiej, a zarządy firm starają się trochę bardziej. Gdy tylko zjadę z autostrady na każdym większym trawniku, przy jakimś oczku wodnym pasie się setki gęsi kanadyjskich. Teraz nie, ale na jesień widać jak latają w przepięknych kluczach. Jedna prowadzi, a reszta podąża za nią w locie, który daleki jest od gracji, ale też prowadzi do celu. Marcin stara się tę drogę im pokazać i nie ma w tym nic złego, że większość ludzi tak podchodzi do finansów.
          W USA jest podobnie, może więcej ludzi ma zaufanie do rynków finansowych i ogólna wiedza jest na troszkę wyższym poziomie, ale spojrzenie na historję obu nacji łatwo tę różnicę tłumaczy. Mimo to nadal większość jest zdecydowanie pasywna jeśli chodzi o inwestycje. Skąd więc taka miłość do ETF-ów? Przed kryzysem obligacje, CD’s czy nawet konta oszczędnościowe dawały przyzwoity zwrot. Rynek dawał więcej ale po zdyskontowaniu ryzyka nie wyglądało już to tak różowo. Natomiast dzisiaj kiedy te same instrumenty nawet nie pokrywają inflacji, nawet ryzyko spadków nie odstrasza ludzi chcących “nie stracić”, a to wszystko dzieje się na tle 10 letniej hossy. Odpowiedź jest prosta; rynek, ale żeby było tanio i bezpiecznie i na scenie pozostaje jeden zwyciezca – fundusz indeksowy.
          Problem pobicia indeksu wywodzi się z rozdzielenia opłat, czyli zysków firmy od osiąganych rezultatów. Patrząc z boku wydaje się, że te same bolączki, które spotykały kraje socjalistyczne spotykają fundusze, gdzie klient płaci bo się należy, a nie wtedy gdy konto zaczyna puchnąć. Dlatego jak napisałeś rolę tę muszą pełnić idywidualni inwestorzy oraz grupy kapitałowe bo nawet niewielki spadek akcji uruchomić może lawinę i wyprzedaż akcji danej firmy co może odbić się na zarządzie. Stąd zawsze będą ludzie próbujący wynaleźć tę jedną jedyną spółkę na której się dorobią, albo pilnować portfolio swoich spółek i reagować na zachowania danej spółki co odzwierciedla się na rynku. Jednakże trudno tego oczekiwać od całego społeczeństwa, gdyż ono chce oberwować swoje inwestycje jak snącą farbę czy rosnącą trawę. Notabene nie jestem wielkim fanem Samuelsona, ani jego tez, ani rozwiązań, które proponował i jestem zdania, że jego wkład w ekonomię jako naukę jest mocno przeceniony, a jego persona od wielu lat korzysta z celebryckiego statusu zdobywcy Nobla i teorii znajdujących poklask wśród lewicującej publiki.

    • Zen
      Normalnie nigdy nie komentuję i nie uczestniczę w tego typu rozważaniach ale dziś zrobię wyjątek.
      Nie zgadzam się z tobą że jest to nie możliwe. Jak w każdej historii pewnie potrzebne jest trochę szczęścia ale w większości to ciężka praca itd.

      Lubię czytać blog Marcin i jestem czytelnikiem od samego początku ale nie dlatego że przekazuje mi jakąś tajemną wiedzę – jestem w szoku że jest w stanie na tej wiedzy zarabiać ponieważ zawsze uważałem że to co mówi jest oczywiste i ludzie o tym wiedzą. Niestety jest to nauczka dla mnie – nie sądź ludzi swoja miarą…
      Generalnie to jestem trochę zły na siebie bo gdybym wcześniej wpadł na pomysł aby ludziom pokazywać jak obchodzić się z finansami to pewnie teraz ja byłbym na jego miejscu , ale cóż kto pierwszy…

      Jestem przykładem ze każdy tak może: w 2007 wszedłem w życie z kredytem studenckim ( 28 tyśięcy) i pierwszą wypłatą bodajże 1800 netto.
      Po drodze były inne kredyty konsumpcyjne ( na 18 potem 35 tyś ), karty kredytowe itd. na szczęście dość szybko się opamiętałem i .
      Obecnie jestem ze spłaconym w 5,5 roku kredytem hipotecznym na 500 tyś. , mieszkaniem wartym jakieś 630 i ok 200 tyś oszczędności bez żadnych zobowiązań – oprócz kredytu 0% na telefon 🙂 oraz kawalerką którą chcę sprzedać.

      Zanim cokolwiek kupie, zainwestuję itd. najpierw uruchamiam kalkulator i liczę zawsze ile mnie to będzie kosztowało -pieniędzy, czasu, zaangażowania
      Zarządzanie finansami sprowadza się do przejrzenia raz w miesiącu przez 30 min. stanu konta, przelewów i ustanowienie takich które nie idą z automatu ( rachunki, przelewy na konta oszczędnościowe itd. idą automatycznie pierwszego dnia po wypłacie).

      Od 2007 zwiększyłem swoje zarobki ponad 8-mio krotnie inwestując w kursy i studia które pozwalają mi być dość unikalnym pracownikiem na rynku.
      Staram się nie pracować nigdzie dłużej niż 3 do 5 lat
      Przestałem oglądać telewizję i czytać bezsensownie “internet” – oprócz tego bloga 🙂
      Od 5 lat sporadycznie musiałem pracować w nadgodzinach – generalnie wychodzę z pracy po 8 chyba że muszę jechać gdzieś w delegację – kiedyś myślałem że to niemożliwe ale teraz wiem że jednak jest…

      Nie mogę powiedzieć że przyszło mi to łatwo ale jednak jest to możliwe
      Jak obserwuję swoich znajomych jak trwonią czas w pracy a później zostają po godzinach, jakie decyzje finansowe podejmują to czasami się dziwię….
      Oprócz tego mam rodzinę i nie jestem po finansach – cała wiedza którą posiadam wynika z mojej wewnętrznej potrzeby zrozumienia w co inwestuje. Jeżeli czegoś nie rozumiem to w to nie wchodzę.
      I tyle – przepraszam za przydługi wpis…
      Aha – i jestem zwykłym normalnym człowiekiem.

  9. Wypelniłam. Pierwszy raz w życiu wypełniłam ankiete na blogu, a komentuję drugi raz. Powodzenia!

  10. Ankieta wysłana 😉 Czy wiesz już kiedy zamierzasz opublikować kurs oraz jaki przewidujesz sposób dystrybucji?

  11. Uważam, że kurs powinien być przygotowany bądź podzielony (np parę różnych etapów kursu) w zależności od sytuacji “uczestnika”. Ktoś kto jest sam, zarabia minimalną krajową i jest w pętli długów będzie potrzebował innej drogi i rad do wolności finansowej niż ktoś kto ma rodzinę, przychód na poziomie kilkunastu tysięcy i po prostu nie umie utrzymać gotówki przy sobie.

    • Marcinie, czy warto jeszcze wypełnić ankietę, czy już za późno? Dopiero dziś odkryłam Twojego bloga i rozczytuje się w nim z przyjemnością.

Odpowiedz

Top
MENU