Podobno dobry cel to połowa sukcesu. Ale połowa to ciągle tylko połowa. Za 50% efektów nikt nam nie zapłaci a realizacja marzeń na tak niskim poziomie raczej nikogo nie uszczęśliwi. Co zatem robić, aby skutecznie pokonać całą drogę i dotrzeć tam, gdzie faktycznie pragniemy się znaleźć?

Pięć lat temu, w czasie podróży po Wietnamie, natknąłem się na powiedzenie, którego autorem podobno jest Michał Anioł:

Największym zagrożeniem dla większości z nas nie jest to, że nasz cel jest zbyt wysoki i nie zdołamy go osiągnąć, ale że jest on zbyt niski i nam się to uda.

To zdanie “męczyło mnie” na tyle skutecznie, że zaledwie kilka tygodni później złożyłem wypowiedzenie umowy o pracę i rozpocząłem przygodę z własną firmą. Postanowiłem też wtedy, że przygotuję bardziej odważną listę moich marzeń, a potem jedno po drugim będę je realizować. Obiecałem sobie po prostu, że – skoro mam do dyspozycji tylko jedno życie – to zrobię wszystko, aby to życie wyglądało tak, jak je sobie wymarzyłem.

Ten artykuł możesz również obejrzeć jako film na YouTubie:

Twardo stąpający po ziemi realista

Myślę, że znacie mnie już jednak na tyle, aby wiedzieć, że nie jestem bujającym w obłokach marzycielem, tylko twardo stąpającym po ziemi realistą. Nie wierzę w to, że marzenia same się spełniają, tylko w to, że trzeba odważnie wyciągnąć po nie rękę i samemu je sobie “zrealizować”. Dlatego – podobnie jak w przypadku dbania o własne finanse – cały czas szukam skutecznych sposobów i metod, które pomagają takie rzeczy osiągać. Większość z nich czerpię z tzw. esencjalizmu, ale dziś chciałbym opowiedzieć Wam o jednej z metod realizacji celów, na którą natknąłem się pod koniec ubiegłego roku. Nazywa się ona “12-tygodniowy rok”. Najpierw jednak chciałbym pokazać Wam pewnego kolosa.

Kolos większy od Titanica

Wiele z moich marzeń świetnie znacie, bo od czasu do czasu wspominam o nich na blogu. Jednym z największych jest oczywiście rozwój mojej firmy w taki sposób, aby skutecznie pomagała Wam w dbaniu o własne finanse, abyście – zamiast martwić się o brak pieniędzy – mogli poświęcać czas i energię na realizację własnych marzeń i pasji.

Ale poza tymi wielkimi marzeniami, mam jeszcze całą serię mniejszych. Trafiły one na moją listę 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Są tam różne przygody i doświadczenia, dzięki którym życie jest po prostu ciekawsze i bardziej kolorowe. I po ostatniej majówce mogłem zaznaczyć kolejny element na mojej liście jako “zrealizowany”. Tym razem chodziło o kilkudniowy rejs wielkim statkiem wycieczkowym – od tak, żeby zobaczyć, jak to jest. Nie będę zabierał czasu opowieściami o szczegółach, ale chcę pokazać Wam tylko zdjęcie tego kolosa. Ma on 15 pięter dla pasażerów i 4 dla załogi,  293 metry długości, 32 metry szerokości, 89 600 ton wyporności, a wygląda tak:

Statek - 15 pokładów

Pokazuję Wam takie ciekawostki z bardzo prostego powodu. Wiele osób uważa, że dbanie o własne finanse oznacza nudne życie w skrajnej ascezie, pełne wyrzeczeń i rezygnacji z przyjemności. Tymczasem dbanie o finanse prowadzi do czegoś zupełnie innego. Prowadzi do sytuacji, w której mamy wystarczająco dużo pieniędzy, aby z przyjemnością i bez stresu związanego z długami realizować swoje większe i mniejsze marzenia.

No właśnie. Aby cokolwiek zrealizować – czy to marzenie, czy jakiś ważny cel biznesowy –  musimy po prostu działać skutecznie. Zobaczmy zatem na czym polega idea 12-tygodniowego roku.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

12-tygodniowy rok – najważniejsze zasady

O 12-tygodniowym roku wspomniałem na jednym z #wtorkówzfinansami. W komentarzach poprosiliście, abym powiedział o tym więcej, dlatego dziś bardzo chętnie tę prośbę spełnię. Cały system działania w oparciu o 12-tygodniowy rok opisany jest w książce o tym samym tytule, która przykuła moją uwagę taką oto obietnicą zawartą na okładce:  

Osiągnij w 12 tygodni więcej niż inni w 12 miesięcy.

Okładka książki 12-tygodniowy rok

Dla Twojej wygody podaję też kilka miejsc, w których możesz tę książkę zamówić przez internet. (Uprzejmie Cię informuję, że są to tzw. linki afiliacyjne – korzystając z nich nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, natomiast ja mogę otrzymać kilka procent prowizji ze sprzedaży książki. Dlatego dziękuję Ci, jeśli wybrałeś zakup tą drogą ).

Musicie przyznać, że to – delikatnie mówiąc – odważne stwierdzenie, zatem podszedłem do tematu ze sporym sceptycyzmem. Bardzo lubię czytać o efektywnym działaniu, zatem spora część treści była mi już znana. Wyciągnąłem z niej jednak bardzo ciekawe podejście, które postanowiłem przetestować: zmianę perspektywy z rocznej na 12-tygodniową.

Zmiana perspektywy z rocznej na 12-tygodniową

Większość firm a także wiele osób pracuje w oparciu o roczne cele. Tymczasem – zdaniem autorów książki – o ile posiadanie rocznych celów jest o niebo lepsze niż ich brak, to takie “urocznione myślenie” – czyli ocenianie swoich postępów na bazie roku, jest mało efektywne. Dlaczego?

Leniwe pierwsze miesiące roku

Głównym powodem jest to, że przy 12-miesięcznej perspektywie w pierwszych miesiącach danego roku jesteśmy rozluźnieni i święcie przekonani, że mamy ciągle mnóstwo czasu na zrealizowanie planów. Jeśli wyznaczyliśmy sobie jakiś cel na ten rok a po zakończeniu stycznia widzimy, że nie zrobiliśmy jeszcze niczego, aby ten cel osiągnąć, mówimy sobie: Spokojnie, mam jeszcze 11 miesięcy – to szmat czasu! Jeśli w marcu ciągle nie widać postępów, to znowu sobie powiemy – Luz, przede mną jeszcze 9 miesięcy, na pewno dam radę! W maju obiecujemy sobie, że nadrobimy latem. Na wakacjach dajemy słowo, że od września to już na pewno ruszymy z kopyta. I w ten oto sposób większa część roku upływa pod znakiem nikłych postępów. Brakuje nam poczucia, że sprawa jest pilna i że każdy dzień ma ogromne znaczenie.

Magia ostatnich miesięcy roku

Za to pod koniec roku – w wielu firmach zaczynają dziać się cuda! Widmo zbliżającego się deadline’u sprawia, że wszyscy nagle rzucają się do pracy. Sprzedawcy wykonują setki telefonów dziennie, dopychają kolanem transakcje, których nie mogli ukończyć przez wiele miesięcy. Inne działy wyrabiają nadgodziny, by zakończyć różne projekty – itd. Zbliżający się koniec roku sprawia, że firmy i ludzie zaczynają działać bardzo efektywnie. To, co jest nieważne, zostaje odstawione na bok, szefowie rozliczają podwładnych z wyników, jak nigdy dotąd i wszyscy są skoncentrowani na realizacji celu. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy firmy są w stanie osiągnąć więcej, niż w ciągu poprzednich dziesięciu miesięcy! Zbliżający się deadline – 31 grudnia – czyni cuda.

Ponadto zbliżający się koniec roku wywołuje coś jeszcze: ekscytację związaną ze zbliżaniem się nowego roku. Bez względu na to, jak poszło ci w tym roku, w kolejnym możesz zacząć od nowa i poradzić sobie jeszcze lepiej! Za chwilę otworzysz zupełnie nowy rozdział, bogatszy o doświadczenia z poprzedniego. To dlatego w wielu firmach końcówka roku jest bardzo efektywna i jednocześnie bardzo ekscytująca.

I główna idea książki opiera się na prostym przesłaniu: Czyż nie byłoby super, gdybyśmy z taką energią, skupieniem i zaangażowaniem jak w ciągu ostatnich tygodni roku potrafili działać przez okrągły rok?

Cel vs Działanie

Jeszcze jeden cytat z książki przychodzi mi do głowy, który świetnie obrazuje jak wielką rolę odgrywa planowanie działań i regularny pomiar wykonania planu:

Jeśli nie wiesz co przyniesie przyszłość, przyjrzyj się swoim działaniom. One są najlepszą prognozą przyszłych wydarzeń.

Jak skrócić rok do 12 tygodni? 

W książce jest mnóstwo porad, jak przemodelować swój system wyznaczania i realizacji celów w taki sposób, aby “skrócić rok” do 12 tygodni i dzięki temu działać o wiele skuteczniej. Ja wyłapałem m.in. takie porady:

✅ Wykorzystaj znaną ze sportu zasadę periodyzacji.

✅ Zamiast celów na 12 miesięcy wyznacz cele na 12 tygodni. Każdy 13 tydzień poświęć na podsumowanie, wnioski i przygotowanie celów na kolejny 12 tygodniowy rok.

✅ 12-tygodniowe cele są bardziej konkretne, bardziej “namacalne”, bardziej realne a Ty zdecydowanie bardziej zaangażowany w ich realizację.

✅ Po wyznaczeniu celów przetłumacz je na konkretne działania. Przygotuj listę konkretnych czynności, które doprowadzą Cię do sytuacji, w której za 12 tygodni będziesz mógł stwierdzić: osiągnąłem mój cel!  Przykład:
CEL: Schudnąć 10 kg w ciągu 3 miesięcy czyli do [data] będę ważył X kg
DZIAŁANIA:
1. Wykonać 3 sesje kardio na siłowni przez co najmniej 20 min.
2. W ciągu dnia zjeść nie więcej niż 1200 kalorii.
3. Wypijaj min. 6 szklanek wody dziennie.

✅ W każdym tygodniu zaplanuj wykonanie konkretnych czynności z powyższej listy

✅ Pod koniec każdego tygodnia zmierz, ile faktycznie zrobiłeś. Taka tygodniowa karta wyników potrafi naprawdę otworzyć oczy.

✅ Mając listę konkretnych działań na dany tydzień, o wiele łatwiej podejmować decyzję w ciągu dnia: czym należy zająć się w pierwszej kolejności, co przełożyć oraz z czego całkowicie zrezygnować.

Konkretny przykład

Na początku roku zaplanowałem wprowadzenie spotkań z Wami podczas transmisji na żywo. Zależało mi, by mieć z Wami bliższy kontakt niż tylko za pośrednictwem blogowego tekstu.

CEL: W każdy wtorek o 19:30 poprowadzić #wtorekzfinansami

DZIAŁANIA:
1. Zaplanować tematy LIVE-ów miesiąc do przodu.
2. W środę przygotować opis kolejnego wtorku, okładkę nowego odcinka na FB.
3. Zebrać materiały oraz dane do odcinka.
4. W poniedziałek opublikować posta na FB z opisem odcinka.
5. We wtorek ok. południa skonfigurować i przetestować aplikację do transmitowania wideo na FB.
6. Po nagraniu opublikować odcinek na YouTube.

Wiele zawartych w książce rozwiązań z pewnością jest znanych osobom, które interesują się technikami zwiększania efektywności pracy, dlatego nie będę ich tutaj wszystkich  przytaczał. Znajdziecie tam rozdziały o wyznaczaniu swojej wizji, o odpowiednim mierzeniu postępów, o wycinaniu zbędnych czynności, itp.

Jeśli jednak chcesz poznać dokładnie metodologię z książki opisaną od A do Z polecam Ci bardzo dobry artykuł Dominika Juszczyka “Planowanie na 12 tygodni zamiast 12 miesięcy – niech każdy tydzień się liczy”.

Dla mnie nowością była jednak przede wszystkim ta zmiana optyki.

Zmiana optyki

Zamiast koncentrować się na odległych celach za 12 miesięcy, skupiam się teraz na celach na najbliższe 12 tygodni. Oczywiście mam swoje cele długoterminowe i roczne, ale one wyznaczają jedynie ogólny kierunek – niczym Gwiazda Polarna na niebie. Natomiast to, co codziennie wyciąga mnie teraz skutecznie z łóżka, to cele na najbliższych 12 tygodni.  W takim ujęciu każdy tydzień, a nawet każdy dzień pracy się liczy i ma ogromne znaczenie.

Jak moje wrażenia po pierwszym 12-tygodniowym roku?

Mój pierwszy 12-tygodniowy rok skończył się wraz z końcem marca. Jak z każdą nową rzeczą, którą wprowadza się w praktyce, był on daleki od doskonałości, ale wyniki mogę podsumować w taki sposób:

  • po pierwsze – zrealizowałem znacznie więcej zakładanych celów, niż miało to miejsce w jakimkolwiek podobnym okresie w poprzednich latach;
  • po drugie – faktycznie pracowałem w tym czasie w ogromnym skupieniu;
  • po trzecie – już po pierwszych 12 tygodniach tego roku stało się jasne, że muszę dokonać konkretnych zmian w swoim działaniu – ale to opisałem już dla Was na blogu we wpisie zatytułowanym: “W maju ostra zmiana blogowego rozkładu jazdy

Jak dla mnie dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące. Dlatego postanowiłem podzielić się z Tobą takim podejściem do planowania i skutecznego działania. Daj proszę znać w komentarzu, co o tym myślisz. Miłego dnia! 🙂

Może Cię zainteresować

1. Jedna rzecz. Najważniejsza
2. Jak robić mniej, ale osiągać więcej?