12-tygodniowy rok – skuteczny przepis na realizację celów

20

Podobno dobry cel to połowa sukcesu. Ale połowa to ciągle tylko połowa. Za 50% efektów nikt nam nie zapłaci a realizacja marzeń na tak niskim poziomie raczej nikogo nie uszczęśliwi. Co zatem robić, aby skutecznie pokonać całą drogę i dotrzeć tam, gdzie faktycznie pragniemy się znaleźć?

Pięć lat temu, w czasie podróży po Wietnamie, natknąłem się na powiedzenie, którego autorem podobno jest Michał Anioł:

Największym zagrożeniem dla większości z nas nie jest to, że nasz cel jest zbyt wysoki i nie zdołamy go osiągnąć, ale że jest on zbyt niski i nam się to uda.

To zdanie “męczyło mnie” na tyle skutecznie, że zaledwie kilka tygodni później złożyłem wypowiedzenie umowy o pracę i rozpocząłem przygodę z własną firmą. Postanowiłem też wtedy, że przygotuję bardziej odważną listę moich marzeń, a potem jedno po drugim będę je realizować. Obiecałem sobie po prostu, że – skoro mam do dyspozycji tylko jedno życie – to zrobię wszystko, aby to życie wyglądało tak, jak je sobie wymarzyłem.

Ten artykuł możesz również obejrzeć jako film na YouTubie:

Twardo stąpający po ziemi realista

Myślę, że znacie mnie już jednak na tyle, aby wiedzieć, że nie jestem bujającym w obłokach marzycielem, tylko twardo stąpającym po ziemi realistą. Nie wierzę w to, że marzenia same się spełniają, tylko w to, że trzeba odważnie wyciągnąć po nie rękę i samemu je sobie “zrealizować”. Dlatego – podobnie jak w przypadku dbania o własne finanse – cały czas szukam skutecznych sposobów i metod, które pomagają takie rzeczy osiągać. Większość z nich czerpię z tzw. esencjalizmu, ale dziś chciałbym opowiedzieć Wam o jednej z metod realizacji celów, na którą natknąłem się pod koniec ubiegłego roku. Nazywa się ona “12-tygodniowy rok”. Najpierw jednak chciałbym pokazać Wam pewnego kolosa.

Kolos większy od Titanica

Wiele z moich marzeń świetnie znacie, bo od czasu do czasu wspominam o nich na blogu. Jednym z największych jest oczywiście rozwój mojej firmy w taki sposób, aby skutecznie pomagała Wam w dbaniu o własne finanse, abyście – zamiast martwić się o brak pieniędzy – mogli poświęcać czas i energię na realizację własnych marzeń i pasji.

Ale poza tymi wielkimi marzeniami, mam jeszcze całą serię mniejszych. Trafiły one na moją listę 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Są tam różne przygody i doświadczenia, dzięki którym życie jest po prostu ciekawsze i bardziej kolorowe. I po ostatniej majówce mogłem zaznaczyć kolejny element na mojej liście jako “zrealizowany”. Tym razem chodziło o kilkudniowy rejs wielkim statkiem wycieczkowym – od tak, żeby zobaczyć, jak to jest. Nie będę zabierał czasu opowieściami o szczegółach, ale chcę pokazać Wam tylko zdjęcie tego kolosa. Ma on 15 pięter dla pasażerów i 4 dla załogi,  293 metry długości, 32 metry szerokości, 89 600 ton wyporności, a wygląda tak:

Statek - 15 pokładów

Pokazuję Wam takie ciekawostki z bardzo prostego powodu. Wiele osób uważa, że dbanie o własne finanse oznacza nudne życie w skrajnej ascezie, pełne wyrzeczeń i rezygnacji z przyjemności. Tymczasem dbanie o finanse prowadzi do czegoś zupełnie innego. Prowadzi do sytuacji, w której mamy wystarczająco dużo pieniędzy, aby z przyjemnością i bez stresu związanego z długami realizować swoje większe i mniejsze marzenia.

No właśnie. Aby cokolwiek zrealizować – czy to marzenie, czy jakiś ważny cel biznesowy –  musimy po prostu działać skutecznie. Zobaczmy zatem na czym polega idea 12-tygodniowego roku.

Sprawdź aktualne rankingi LIPIEC 2019
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

12-tygodniowy rok – najważniejsze zasady

O 12-tygodniowym roku wspomniałem na jednym z #wtorkówzfinansami. W komentarzach poprosiliście, abym powiedział o tym więcej, dlatego dziś bardzo chętnie tę prośbę spełnię. Cały system działania w oparciu o 12-tygodniowy rok opisany jest w książce o tym samym tytule, która przykuła moją uwagę taką oto obietnicą zawartą na okładce:  

Osiągnij w 12 tygodni więcej niż inni w 12 miesięcy.

Okładka książki 12-tygodniowy rok

Dla Twojej wygody podaję też kilka miejsc, w których możesz tę książkę zamówić przez internet. (Uprzejmie Cię informuję, że są to tzw. linki afiliacyjne – korzystając z nich nie ponosisz żadnych dodatkowych kosztów, natomiast ja mogę otrzymać kilka procent prowizji ze sprzedaży książki. Dlatego dziękuję Ci, jeśli wybrałeś zakup tą drogą ).

Musicie przyznać, że to – delikatnie mówiąc – odważne stwierdzenie, zatem podszedłem do tematu ze sporym sceptycyzmem. Bardzo lubię czytać o efektywnym działaniu, zatem spora część treści była mi już znana. Wyciągnąłem z niej jednak bardzo ciekawe podejście, które postanowiłem przetestować: zmianę perspektywy z rocznej na 12-tygodniową.

Zmiana perspektywy z rocznej na 12-tygodniową

Większość firm a także wiele osób pracuje w oparciu o roczne cele. Tymczasem – zdaniem autorów książki – o ile posiadanie rocznych celów jest o niebo lepsze niż ich brak, to takie “urocznione myślenie” – czyli ocenianie swoich postępów na bazie roku, jest mało efektywne. Dlaczego?

Leniwe pierwsze miesiące roku

Głównym powodem jest to, że przy 12-miesięcznej perspektywie w pierwszych miesiącach danego roku jesteśmy rozluźnieni i święcie przekonani, że mamy ciągle mnóstwo czasu na zrealizowanie planów. Jeśli wyznaczyliśmy sobie jakiś cel na ten rok a po zakończeniu stycznia widzimy, że nie zrobiliśmy jeszcze niczego, aby ten cel osiągnąć, mówimy sobie: Spokojnie, mam jeszcze 11 miesięcy – to szmat czasu! Jeśli w marcu ciągle nie widać postępów, to znowu sobie powiemy – Luz, przede mną jeszcze 9 miesięcy, na pewno dam radę! W maju obiecujemy sobie, że nadrobimy latem. Na wakacjach dajemy słowo, że od września to już na pewno ruszymy z kopyta. I w ten oto sposób większa część roku upływa pod znakiem nikłych postępów. Brakuje nam poczucia, że sprawa jest pilna i że każdy dzień ma ogromne znaczenie.

Magia ostatnich miesięcy roku

Za to pod koniec roku – w wielu firmach zaczynają dziać się cuda! Widmo zbliżającego się deadline’u sprawia, że wszyscy nagle rzucają się do pracy. Sprzedawcy wykonują setki telefonów dziennie, dopychają kolanem transakcje, których nie mogli ukończyć przez wiele miesięcy. Inne działy wyrabiają nadgodziny, by zakończyć różne projekty – itd. Zbliżający się koniec roku sprawia, że firmy i ludzie zaczynają działać bardzo efektywnie. To, co jest nieważne, zostaje odstawione na bok, szefowie rozliczają podwładnych z wyników, jak nigdy dotąd i wszyscy są skoncentrowani na realizacji celu. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy firmy są w stanie osiągnąć więcej, niż w ciągu poprzednich dziesięciu miesięcy! Zbliżający się deadline – 31 grudnia – czyni cuda.

Ponadto zbliżający się koniec roku wywołuje coś jeszcze: ekscytację związaną ze zbliżaniem się nowego roku. Bez względu na to, jak poszło ci w tym roku, w kolejnym możesz zacząć od nowa i poradzić sobie jeszcze lepiej! Za chwilę otworzysz zupełnie nowy rozdział, bogatszy o doświadczenia z poprzedniego. To dlatego w wielu firmach końcówka roku jest bardzo efektywna i jednocześnie bardzo ekscytująca.

I główna idea książki opiera się na prostym przesłaniu: Czyż nie byłoby super, gdybyśmy z taką energią, skupieniem i zaangażowaniem jak w ciągu ostatnich tygodni roku potrafili działać przez okrągły rok?

Cel vs Działanie

Jeszcze jeden cytat z książki przychodzi mi do głowy, który świetnie obrazuje jak wielką rolę odgrywa planowanie działań i regularny pomiar wykonania planu:

Jeśli nie wiesz co przyniesie przyszłość, przyjrzyj się swoim działaniom. One są najlepszą prognozą przyszłych wydarzeń.

Jak skrócić rok do 12 tygodni? 

W książce jest mnóstwo porad, jak przemodelować swój system wyznaczania i realizacji celów w taki sposób, aby “skrócić rok” do 12 tygodni i dzięki temu działać o wiele skuteczniej. Ja wyłapałem m.in. takie porady:

✅ Wykorzystaj znaną ze sportu zasadę periodyzacji.

✅ Zamiast celów na 12 miesięcy wyznacz cele na 12 tygodni. Każdy 13 tydzień poświęć na podsumowanie, wnioski i przygotowanie celów na kolejny 12 tygodniowy rok.

✅ 12-tygodniowe cele są bardziej konkretne, bardziej “namacalne”, bardziej realne a Ty zdecydowanie bardziej zaangażowany w ich realizację.

✅ Po wyznaczeniu celów przetłumacz je na konkretne działania. Przygotuj listę konkretnych czynności, które doprowadzą Cię do sytuacji, w której za 12 tygodni będziesz mógł stwierdzić: osiągnąłem mój cel!  Przykład:
CEL: Schudnąć 10 kg w ciągu 3 miesięcy czyli do [data]będę ważył X kg
DZIAŁANIA:
1. Wykonać 3 sesje kardio na siłowni przez co najmniej 20 min.
2. W ciągu dnia zjeść nie więcej niż 1200 kalorii.
3. Wypijaj min. 6 szklanek wody dziennie.

✅ W każdym tygodniu zaplanuj wykonanie konkretnych czynności z powyższej listy

✅ Pod koniec każdego tygodnia zmierz, ile faktycznie zrobiłeś. Taka tygodniowa karta wyników potrafi naprawdę otworzyć oczy.

✅ Mając listę konkretnych działań na dany tydzień, o wiele łatwiej podejmować decyzję w ciągu dnia: czym należy zająć się w pierwszej kolejności, co przełożyć oraz z czego całkowicie zrezygnować.

Konkretny przykład

Na początku roku zaplanowałem wprowadzenie spotkań z Wami podczas transmisji na żywo. Zależało mi, by mieć z Wami bliższy kontakt niż tylko za pośrednictwem blogowego tekstu.

CEL: W każdy wtorek o 19:30 poprowadzić #wtorekzfinansami

DZIAŁANIA:
1. Zaplanować tematy LIVE-ów miesiąc do przodu.
2. W środę przygotować opis kolejnego wtorku, okładkę nowego odcinka na FB.
3. Zebrać materiały oraz dane do odcinka.
4. W poniedziałek opublikować posta na FB z opisem odcinka.
5. We wtorek ok. południa skonfigurować i przetestować aplikację do transmitowania wideo na FB.
6. Po nagraniu opublikować odcinek na YouTube.

Wiele zawartych w książce rozwiązań z pewnością jest znanych osobom, które interesują się technikami zwiększania efektywności pracy, dlatego nie będę ich tutaj wszystkich  przytaczał. Znajdziecie tam rozdziały o wyznaczaniu swojej wizji, o odpowiednim mierzeniu postępów, o wycinaniu zbędnych czynności, itp.

Jeśli jednak chcesz poznać dokładnie metodologię z książki opisaną od A do Z polecam Ci bardzo dobry artykuł Dominika Juszczyka “Planowanie na 12 tygodni zamiast 12 miesięcy – niech każdy tydzień się liczy”.

Dla mnie nowością była jednak przede wszystkim ta zmiana optyki.

Zmiana optyki

Zamiast koncentrować się na odległych celach za 12 miesięcy, skupiam się teraz na celach na najbliższe 12 tygodni. Oczywiście mam swoje cele długoterminowe i roczne, ale one wyznaczają jedynie ogólny kierunek – niczym Gwiazda Polarna na niebie. Natomiast to, co codziennie wyciąga mnie teraz skutecznie z łóżka, to cele na najbliższych 12 tygodni.  W takim ujęciu każdy tydzień, a nawet każdy dzień pracy się liczy i ma ogromne znaczenie.

Jak moje wrażenia po pierwszym 12-tygodniowym roku?

Mój pierwszy 12-tygodniowy rok skończył się wraz z końcem marca. Jak z każdą nową rzeczą, którą wprowadza się w praktyce, był on daleki od doskonałości, ale wyniki mogę podsumować w taki sposób:

  • po pierwsze – zrealizowałem znacznie więcej zakładanych celów, niż miało to miejsce w jakimkolwiek podobnym okresie w poprzednich latach;
  • po drugie – faktycznie pracowałem w tym czasie w ogromnym skupieniu;
  • po trzecie – już po pierwszych 12 tygodniach tego roku stało się jasne, że muszę dokonać konkretnych zmian w swoim działaniu – ale to opisałem już dla Was na blogu we wpisie zatytułowanym: “W maju ostra zmiana blogowego rozkładu jazdy

Jak dla mnie dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące. Dlatego postanowiłem podzielić się z Tobą takim podejściem do planowania i skutecznego działania. Daj proszę znać w komentarzu, co o tym myślisz. Miłego dnia! 🙂

Może Cię zainteresować

1. Jedna rzecz. Najważniejsza
2. Jak robić mniej, ale osiągać więcej?

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 11 347 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze20 komentarzy

  1. Podoba mi się ta strategia 🙂
    Tak się składa, że akurat przygotowuję się do półmaratonu w czerwcu i maratonu w październiku. Wychodzi na to, że nieświadomie zastosowałam strategię (prawie) 12 tygodniu, bo akurat plan na półmaraton rozpisałam w marcu i ma on 11 tygodniu.Póki co za mną już 7 tygodni zrealizowanych w 100% (bardzo przyjemnie je się odhacza:)), zostały niecałe 4 i teraz wręcz głupio byłoby nie zrealizować planu w pełni, skoro już tak niewiele zostało (plus dochodzi ekscytacja samym biegiem). Biegam już od dawna, ale faktycznie dopiero porządnie rozpisany plan z datami pomaga mi w regularnych treningach, niezależnie od pogody i nastroju.
    Plan na maraton rozpisałam jako osobny, on zacznie się w czerwcu, na razie się na nim nie skupiam i traktuję go jako kolejny etap, który dopiero się rozpocznie.
    Będzie on miał 18 tygodni, ale planuję go zrealizowac równie sumiennie:)
    Chyba pora pomyśleć nad wdrażaniem tego rozwiązania w innych dziedzinach.

    • Hej Monika,
      o tak – sport to świetny przykład. Autorzy nawet powołują się na periodyzację treningów stosowaną przez sportowców, którzy osiągają najlepsze wyniki.

      Trzymam z całej siły kciuki za Twoje przygotowania i start w półmaratonie. Zostały 4 tygodnie, więc już faktycznie tuż-tuż.
      I oczywiście – życzę wspaniałego startu w maratonie. Do dziś z łezką w oku wspominam, jak przebiegłem metę mojego pierwszego (i pewnie jedynego) maratonu 1,5 roku temu. Ten wyczyn był na mojej liście 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią 🙂

      Powodzenia! I koniecznie daj znać, jak Ci poszło 🙂

      • Dzięki Marcin, też posiadam taką listę i oczywiście jest na niej maraton. Chciałabym przebiec go więcej niż raz, ale zobaczymy czy ten zapał się utrzyma po przebiegnięciu 42,195 km po raz pierwszy;)

        Mam jeszcze pytanie odnośnie narzędzi planowania. Czy cele i etapy realizacji zapisujesz w excelu/zeszycie czy masz może bardziej zaawansowane narzędzia?

        • Monika, gdybyś czuła, że brakuje Ci zapału, rzuć okiem na mój wpis po maratonie ze zdjęciem, gdy wbiegam razem z moimi dziećmi na metę 😉 Było cudownie – zdecydowanie warto!

          https://marciniwuc.com/pierwszy-maraton/

          A jeśli chodzi o narzędzia, to stosuję kilka:

          (1) Power Point – z moimi życiowymi celami i marzeniami, w którym dokładnie sobie zapisałem (i uzupełniam), jak mają wyglądać rezultaty i powklejałem tam mnóstwo zdjęć z już osiągniętych celów + fotki z wizualizacją tych, które dopiero spełnię. Przed maratonem była tam foty ze szczęśliwymi ludźmi na mecie, itp. Czytam (i edytuję/uzupełniam) go co tydzień w piątek, gdy robię tzw. przegląd tygodniowy w ramach GTD (Getting Things Done)

          (2) Zeszyt – dziennik, w którym co rano zapisuję kilka zdań przed rozpoczęciem pracy. Tam są moje cele roczne i teraz też 12-tygodniowe. Tam zapisuję również swoje różne przemyślenia i pomysły gdy jestem offline.

          (3) Excel – a w zasadzie wydrukowana tabelka, w której odhaczam, czy zrobiłem daną czynność (np. trening, poświęcenie 2h na pisanie książki, poświęcenie świadomego czasu dzieciom, nieoglądanie TV itp.). Ostatnio przerzucam się tutaj na aplikację Habit Bull. To pomaga mi w ocenie, na ile moja percepcja skutecznego działania jest spójna z rzeczywistością (czy robię faktycznie to, co sobie obiecałem).

          (4) Nozbe – aplikacja do zarządzania zadaniami. Dzięki niej nie muszę o niczym pamiętać i jestem skupiony jedynie na priorytetach.

          (5) Kalendarz – w nim robię szczegółowy plan dnia. Wieczorem zapisuję tylko 3 najważniejsze rzeczy “na jutro” a rano – po chwili medytacji – na świeżo robię plan.

          Brzmi pewnie skomplikowanie, ale to w praktyce prosty i skuteczny “mini-system”, który sobie od czasu do czasu poprawiam i dalej upraszczam 🙂

          • Bardzo motywujący wpis 🙂
            Dzięki też za wskazówki, sama póki co korzystam z zeszytu, aplikacji z listami na telefon i excela. Ciekawy ten pomysł z Power Pointem, ja wizualizacji celów nie robią, za to co roku robię fotoksiążkęj (jedna książka na cały rok ze zdjęciami ułożonymi chronologicznie), bardzo fajnie się ogląda co konkretnie wydarzyło się w danym roku 🙂

            Rozpisałam sobię plan na medytację, robiłam wiele podejść, ale zawsze odpuszczałam po jakimś czasie, może teraz z planem 12 tygodniowym się uda:)

        • Monika, przez pierwsze kilka dni po maratonie będziesz prawdopodobnie powtarzała “nigdy więcej”.
          Później zaczniesz kombinować, jak tu jednak poprawić wynik 😉
          Przynajmniej u mnie tak było.
          To “nigdy więcej” stopniowo zmieniało się w “może jednak”, a potem w ” na pewno” 🙂

          A jeśli chodzi o dzień po, to idealnie pokazuje to ten film 🙂

          https://youtu.be/m-hCuYjvw2I

          • Anatol nie strasz tym filmikiem:)
            Taką mam nadzieję, że po pierwszym jednak będę chciała przebiec kolejny;)

          • Przez dwa dni po pierwszym maratonie schodziłem po schodach tyłem 🙂

            Ale było warto. Satysfakcja po przekroczeniu mety nie do opisania 🙂

        • Przez kolejne 2-3 dni polecam schodzenie po schodach tyłem. To naprawdę działa. Ja zrobiłem Koronę Maratonów Polski: 4 największe: Warszawa (ten wrześniowy, nie Orlen), Wrocław, Kraków, Poznań oraz najstarszy: Dębno. W sumie 5 maratonów i szósty w Lęborku już spoza “korony”.

  2. Daniel Obalski

    Większość z nas cierpi na jedną z dwóch “chorób”.
    Jedni na prawo parkinsona*, inni na syndrom studenta. Obawiam się, że opisanym działaniem nie wyeliminujemy studenckiego odkładania na ostatnią chwilę – jedynie, mniej czasu będzie bezproduktywne (11 tygodni, zamiast 11 miesięcy), za to prawo parkinsona może zostać skutecznie ukrócone 🙂

    *Prawo Parkinsona w myśli, że praca zajmuje dokładnie tyle czasu ile jest na nią przeznaczone. Doskwiera zwłaszcza perfekcjonistom, którzy dopieszczają produkt już nie możliwy do dopieszczenia, utylizując czas na bezproduktywne działanie, zamiast zająć się czymś innym.

    Pozdrawiam serdecznie
    Daniel

  3. Jestem przeciwnego zdania.
    Jeśli cel jest „za łatwy” – w następnej rundzie można go nieco podnieść, a poza tym konkretna rzecz została jednak zrobiona i korzystamy z jej owoców. Powtarzanie takiej pętli pozwala po kilku latach na osiągnięcie dobrych efektów przy umiarkowanym wysiłku i minimalnym ryzyku. W najgorszym wypadku tracimy efekty tylko z ostatniej rundy.
    Jeśli cel jest „za trudny” – porażka powoduje stratę czasu, energii, pieniędzy, a czasem dodatkowe problemy oraz zniechęcenie.
    W swoich działaniach opieram się o porządne rozpoznanie oraz metodę małych kroczków – ryzyko porażki oraz jej rozmiary pozostają niewielkie.
    Przy okazji zabawnie wygląda zestawienie rejsu wycieczkowcem, który trzeba zaplanować wiele miesięcy wcześniej z książką o robieniu czegoś w 12 tygodni. Pewne rzeczy MUSZĄ trwać i jest to normalne. A poza tym nie da się intensywnie pracować przez cały rok – człowiek się wypali.
    Pozdrawiam.

    • Hej PPP,
      ja interpretuję to powiedzenie bardziej w odniesieniu do celów życiowych. Nawet przy metodzie małych kroków warto wiedzieć, dokąd chcesz nimi dojść. Na Mount Blanc czy Gubałówkę 🙂

      Inne małe kroki przychodzą do głowy w zależności od celu.

      Co do wycieczkowca – nie trzeba żadnych przygotowań. Płacisz i płyniesz sobie kilka dni. To był najprostszy punkt do odhaczenia na mojej liście. Bez pieniędzy byłby znacznie trudniejszy (kiedyś byłem kelnerem na małym statku wycieczkowym w USA – więc pewnie jakiś sposób by się znalazł).

      • “Płacisz i płyniesz”, tylko przedtem trzeba wybrać trasę, a żeby wybrać, trzeba je poznać – a jest tego “trochę”. Na samo Morze Śródziemne jest kilkadziesiąt wariantów, do tego różne terminy. Oferty pojawiają się z dwuletnim wyprzedzeniem, więc żeby dostać dobrą cenę w pożądanym terminie, oraz nie bać się wykupienia wszystkich kabin na danym rejsie – trzeba to załatwiać 1,5 roku naprzód, a nie w ostatniej chwili.
        To właśnie miałem na myśli, pisząc o “długotrwałych przygotowaniach”. Może same w sobie nie muszą trwać długo (kilka godzin na necie), ale na pewno czas od pierwszego zamarzenia do wejścia na statek musi trwać o wiele dłużej, niż 12 tygodni.
        Gratuluję i pozdrawiam.

        • Ppp moim zdaniem bardzo komplikujesz prostą rzecz …
          Nie każdy potrzebuje planować wakacje wyszukując przez 3 m-ce region świata, 2 m-ce hotel, potem pół roku szukać najlepszej ceny itd…
          Są tacy co kupują ‘lasta’ za 5 dwunasta i cieszą się odpoczynkiem – ale nawet na tego lasta kasę trzeba mieć

  4. Cześć Marcin,

    właśnie przez artykuły o realizacji swoich marzeń i pasji Twój blog wyróżnia się bardzo na tle innych finansowych blogów. Sam właśnie przez Twoje artykuły zacząłem się dużo zastanawiać nad tym po co w ogóle dążę do dużych pieniędzy. Na początku oczywiście chciałem żyć jak król i wszystko sobie kupować, móc na wszystko pozwolić. jednak z czasem gdy te zarobki rosły ja zacząłem kupować co raz mniej rzeczy a co raz bardziej żyć, inwestować w siebie – lekcje gitary, pilates, treningi na siłowni z trenerem, kursy, szkolenia ale nie takie potrzebne do pracy zawodowej tylko dla siebie z ciekawości. Między innymi dzięki Twojemu wystąpieniu (nie pamiętam gdzie ale mówiłeś również o realizacji celów i pasjach) oraz dzięki wpisie o locie balonem. Za każdym razem jak dodajesz taki artykuł dostaję niesamowitego kopa energii do działania.

    Odwalasz genialną robotę, dziękuję 🙂

  5. Idąc dalej, nie lepiej jest przejść na 3 tygodniowy tryb i czwartego tygodnia zrobić podsumowanie? Co myślisz?

  6. Cześć,

    Z mojej perspektywy 12 miesięcy jest tragicznym sposobem planowania, nic się nie dzieje i nic się nie kończy. Na mnie działa jak najkrótsza perspektywa czasowa, dlatego planuję najbliższe 4 tygodnie i wychodzę na tym bardzo dobrze. Zdaję sobie doskonalę sprawę, że dla sporej ilości osób jest to jednak za krótki czas. Nakładamy na siebie sporą presję ale na mnie to dobrze działa.

  7. Cześć Marcinie,

    co prawda Maj mam już dość konkretnie zaplanowany, muszę przyznać że nie świadomie aczkolwiek od Czerwca postaram się zaplanować swój 12-tygodniowy okres próbny, mam dość sporo zaległych a zarazem pilnych tematów więc genialnie trafiłeś z tematem:) Po 12 tygodniach możesz liczyć na wiadomość ode mnie o efektach.
    Odnośnie artykułu jak zwykle trafiony w punkt bardzo rzeczowy i bardzo potrzebny w te ponure majowe dni kiedy się kompletnie nic nie chce a produktywność sięga minimum 🙂
    PS: trzymam kciuki za konsekwencje w pisaniu książki

  8. Cześć Marcinie,
    Na swoim przykładzie wiem, że im więcej mam na głowie i terminy gonią, tym więcej jestem w stanie wykonać. Natomiast gdy nie ma nad głową tzw “bata” człowiek podchodzi na luzie do wszystkiego i zwleka z wykonaniem zadań.
    Przykład pod kątem finansowym: od początku roku wiedziałam, że maj będzie miesiącem pełnym wydatków i planowałam od początku roku jak się do niego przygotować. Martwiłam się, że nie zdążę uzbierać odpowiednich kwot, a teraz gdy już nadszedł nie martwię się że braknie, a wręcz cieszę się, bo sporo zostanie 😉 U mnie maj co rok jest najcięższy i fakt niby rok się mogę przygotowywać do niego, ale zawsze zostawało to na ostatnie miesiące przed.
    Ta metoda 12 tyg jest też fajna, bo ludzie niecierpliwi (jak ja) mogą dostrzec szybciej efekty, dzięki czemu motywacja na kolejne tyg jest jeszcze wieksza.
    Dziękuję Marcinie za wpisy z efektywnych działań, dzięki Tobie wdrażam je u siebie 🙂 pozdrawiam

Odpowiedz

Top
MENU