Jak rzucić etat i przejść na swoje?

76

Gdy spotykam znajomych, których nie widziałem przynajmniej od roku, zachodzi ciekawe zjawisko. Po zwyczajowym: Cześć Marcin, co u Ciebie słychać?, zwykle słyszę kolejne pytanie: Jak sobie radzisz bez pracy? Wywołuje to u mnie duże rozbawienie, bo pracy mam więcej niż kiedykolwiek. Nim jednak zdążę to wytłumaczyć, już pada kolejne stwierdzenie: Też nie zamierzam pracować do końca życia dla kogoś. Za jakiś czas rzucę etat i pójdę na swoje.

Niedługo miną dwa lata mojego życia poza korporacją i dzisiaj wiem, że była to znakomita decyzja. Mój biznes się rozwija, przychody rosną a projekty na horyzoncie są bardzo ciekawe. Daje mi to mnóstwo satysfakcji, pozytywnej energii i radości z działania.

Zauważyłem jednak, że wiele osób pracujących na etatach, dostrzega tylko jasne strony takiej decyzji. W różnych książkach i artykułach przytacza się przykłady wielkich sukcesów i kończy wnioskiem: Własny biznes – to jest to! O ile zgadzam się z tą konkluzją, o tyle w takich opisach brakuje mi pokazania ceny, którą za własną działalność trzeba zapłacić. Nie ma tam również historii osób, którym jednak się nie powiodło.

To może prowadzić osoby znużone pracą na etacie do zbyt pochopnych decyzji. Dlatego postanowiłem krótko opisać, jak wyglądają realia. Co mogę poradzić tym z Was, którzy myślą o zamianie etatu na własny biznes? Czy warto się zdecydować na taki krok? Oto kilka przemyśleń po roku pracy na własny rachunek.

 

Nie uciekaj!

Dla obserwatora z zewnątrz taki przeskok na swoje może wydawać się spontaniczną, szaloną decyzją. Ale w rzeczywistości tak nie jest. Zarówno w moim przypadku, jak również w przypadku znanych mi osób, które po okresie pracy w korporacji rozwijają z sukcesami własną działalność, sam moment rezygnacji z etatu poprzedzony był odpowiednimi przygotowaniami. Zanim napiszę jakimi, zacznę od sprawy ważniejszej.

Przede wszystkim taka decyzja nie może być wyłącznie wynikiem „ucieczki od czegoś”. Motywacje w rodzaju:
– nie cierpię mojego szefa,
– moja praca jest nudna,
– jestem sfrustrowany,
– jestem przepracowany,
– potrzebuję większej ilości wolnego czasu,

to żadne powody do „pójścia na swoje”. Z całą pewnością są to syndromy wskazujące na konieczność wprowadzenia zmian w sposobie pracy, a może nawet zmiany samej pracy. Ale to zdecydowanie zbyt mało, by myśleć o własnym biznesie.

Jeśli myślisz o pracy na własny rachunek, musisz czuć „pęd do czegoś”. Twoją najważniejszą motywacją powinno być pragnienie zrealizowania ważnego dla Ciebie marzenia, osiągnięcia ważnego celu, realizacji ambitnego projektu, na którym będziesz w stanie zarobić.

Nie zrezygnowałem z pracy dlatego, że nie mogłem w niej wytrzymać. Przeciwnie. Pracowałem ze świetnymi ludźmi i lubiłem to, co robiłem. Jednak chęć całkowitego poświęcenia się mojej pasji, jaką jest promowanie wiedzy o finansach osobistych, była znacznie silniejsza niż komfort ciepłego etatu.

 

Nie rzucaj pracy!

Nawet jeżeli masz jasny cel i pomysł na własną działalność, nie zaczynaj od rzucenia pracy. Zanim pójdziesz do szefa z wypowiedzeniem, przygotuj się do ogromnych zmian, jakie nastąpią w Twoim życiu. Paradoksalnie, Twoja obecna praca może być największym sprzymierzeńcem w realizacji marzenia o własnej firmie.

Oto kilka spraw, które warto załatwić przed przysłowiowym „rzuceniem papierami”:

  1. Spłać długi konsumenckie – na moim blogu to raczej nie wymaga komentarza. Jeżeli to jednak Twój pierwszy artykuł u mnie, koniecznie zajrzyj tutaj. Jeśli zamiast koncentrować się na rozwijaniu biznesu, będziesz zmuszony myśleć skąd wysupłać pieniądze na spłatę rat, to będzie Ci bardzo trudno. Dlatego zepnij się w obecnej pracy i pozbądź się głupich długów ze swojego życia..
  1. Zbuduj (duży) fundusz bezpieczeństwa. Powtarzam to jak mantrę i opisałem tutaj. Każdy powinien mieć odłożone pieniądze, a przy przejściu do pracy na własny rachunek ta kwota powinna być nawet większa, niż standardowe 6-miesięczne wydatki. Rozpoczynając własną działalność miałem oszczędności na poziomie zapewniającym mi utrzymanie przez ponad rok. Dlaczego? Aby nie musieć się martwić jak opłacę rachunki, albo jak przetrwam okres od wystawienia faktury do wpływu zapłaty na moje konto.
  1. Każdego ranka pracuj nad swoim biznesem – przynajmniej przez kilka miesięcy przed rezygnacją z etatu. To bardzo ważne z kilku powodów. Po pierwsze – pozwoli zweryfikować czy Twój pomysł ma szansę powodzenia. Po drugie – będzie to dobry test Twojej determinacji, który wykaże, czy masz wystarczająco dużo zacięcia aby realizować swój sen o biznesie. Moim zdaniem przed rezygnacją z etatu powinieneś już generować chociaż niewielkie przychody z Twojej nowej działalności, albo przynajmniej mieć jakiś portfel zamówień. A dlaczego robić to rano? Bo wieczorem będziesz wracał zmęczony z pracy na etacie i będzie Ci bardzo trudno zmusić się do dodatkowego wysiłku. W dodatku fakt, że będziesz się zmuszać, szybko pozbawi Cię radości z pracy nad takim projektem. Natomiast rano wstajesz wypoczęty, pełen energii i zaczynasz dzień od najważniejszej rzeczy. W ten sposób szybko robisz postępy. Ja zaczynałem o 5:30 i pracowałem do 7:00. Takie 1,5 godziny po dobrym wypoczynku było znacznie bardziej efektywne niż 3 godziny wieczorem. Jadąc do pracy na etacie wiedziałem, że w tym dniu kolejny krok w stronę mojego biznesu już wykonałem.
  1. Zapewnij akceptację i wsparcie „drugiej połowy”. Musisz doprowadzić do sytuacji, w której Twoja żona czy mąż (partnerka/partner) będzie całkowicie po Twojej stronie. Decyzja o porzuceniu pracy wiąże się ze stresem, a po drodze będziesz się zmagać z wieloma trudnymi sytuacjami. Nie możesz poświęcać wtedy dodatkowej energii na tłumaczenie mężowi czy żonie dlaczego rzuciłeś bezpieczny etat. Tę sprawę musicie przegadać zdecydowanie wcześniej. A jeśli nie potrafisz przekonać żony czy męża? Pokaż swój plan na konkretnych liczbach. Nie masz konkretnych liczb? Aha, to podziękuj mężowi lub żonie, bo wyciąga Cię z kłopotów zanim w nie wpadniesz.
  1. Dokładnie wszystko policz. Musisz mieć pełną jasność i znać precyzyjne odpowiedzi na takie pytania:

– Ile potrzebujemy pieniędzy aby przeżyć kolejny rok?

– Jaką część domowego budżetu będziemy pokrywać z zarobków partnera, a ile trzeba będzie pokrywać z oszczędności?

– Jakie dodatkowe wydatki będę musiał pokryć w związku z uruchomieniem własnej działalności (ZUS, księgowość, materiały biurowe, opłaty bankowe, biuro, itp…)?

– Po ilu miesiącach wyczerpią się oszczędności, jeśli nie uda Ci się wygenerować dochodów?

– Co wtedy zrobisz? (powrót do innej pracy?)

Udzielając odpowiedzi bądź realistą. Żadnego upiększania rzeczywistości. Im bardziej realistyczny będzie Twój plan, tym większe będą Twoje szanse na sukces.

  1. Przygotuj się do rozstania z pracodawcą w przyjaźni. O ile to tylko możliwe – przygotuj swoje odejście w taki sposób, aby nie antagonizować dotychczasowego pracodawcy. Poinformuj go wcześniej, wyjaśnij powody i zaplanuj odejście w sposób, który nie wywoła większych problemów. Zakończ otwarte projekty, przygotuj listę spraw, które po Twoim odejściu należy przejąć. Świat jest mały i wkrótce możesz spotkać swojego pracodawcę w zupełnie innych okolicznościach.

Dopiero gdy przerobisz powyższe punkty, będziesz w miarę gotowy do „pójścia na swoje”. Oczywiście nie gwarantują one powodzenia, bo to zależy od Twoich pomysłów na biznes. Jednak zdecydowanie ułatwiają rozpoczęcie działalności i przetrwanie pierwszych miesięcy po odejściu z etatu.

 

Jak przetrwać pierwsze miesiące?

Opowiem Wam jeszcze o kilku rzeczach, które trochę mnie zaskoczyły po zakończeniu pracy na etacie:

  1. Poczujesz się jak ptak wypuszczony z klatki. To wcale nie jest do końca przyjemne.

Pierwsze tygodnie są naprawdę ciekawe. Z jednej strony bardzo się cieszysz, z drugiej czujesz się trochę jak ptak wypuszczony po wielu latach z klatki. Przed Tobą cały świat, możesz polecieć, gdzie chcesz, ale to jednak trochę przeraża. Pojawia się wielkie pytanie: czy moje skrzydła są wystarczająco silne, aby mnie unieść? Nikt nie wyznacza Ci teraz drogi i sam musisz wybrać właściwy kierunek. W dodatku pojawiają się myśli: Jak nie pracuję, to nie zarabiam. Muszę działać, bo nikt nie przeleje mi wynagrodzenia za sam „upływ czasu”. Ta mieszanka radości, przerażenia i presji czasu daje potężnego kopa do działania.

  1. Zaciera się granica między czasem pracy i czasem wolnym od pracy.

Wracałeś do tej pory z pracy, siadałeś na fotel i mówiłeś: miałem ciężki dzień, muszę teraz nieco odpocząć, a potem robiłeś sobie dwie godzinki luzu? Zapomnij o tym – to już historia. W pierwszych tygodniach od razu usłyszysz od swojej drugiej połowy: Rozumiem Cię kochanie, ale walnij sobie kawkę i do roboty. Twój biznes jeszcze nie hula jak należy. 😉 Będziesz pracować więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

Twoje 10 godzin w korpo to dużo? Witaj w świecie, w którym normalny dzień pracy ma godzin przynajmniej 12. Godziny przestają mieć znaczenie. Liczy się tylko jedno: ile danego dnia zrobiłeś i ile udało Ci się osiągnąć? Na szczęście pracuje się z takim zaangażowaniem, że nie dostrzegasz upływu czasu. Dlatego warto nastawiać sobie budzik i robić obowiązkowe przerwy. Bez tego szybko wyczerpią Ci się baterie.

Dopiero po kilku miesiącach udało mi się złapać pewien rytm pracy, który pozwala na odpoczynek, sport, spotkania z innymi. Pierwsze tygodnie to była „jazda bez trzymanki”.

  1. I tak będziesz robić rzeczy, za którymi nie przepadasz.

Narzekasz, że ktoś każe robić Ci w pracy bzdurne rzeczy? Nie uciekniesz od tego. Cóż, na własnym rachunku zdecydowanie będziesz mógł więcej czasu poświęcić na pracę nad tym, co sprawia Ci ogromną przyjemność. Ale to nie oznacza, że będą to tylko przyjemne sprawy. Księgowość, rozliczenia, negocjowanie umów, przygotowywanie ofert, odpowiadanie na zapytania o współpracę, spotkania biznesowe, z których biznesu raczej nie będzie… Takie rzeczy są również częścią własnego biznesu. Będziesz miał dużo czasu na robienie tego, co kochasz. Ale część tego czasu i tak trzeba poświęcać na rzeczy, które z pasją niewiele mają wspólnego.

  1. Częściej niż do tej pory będziesz musiał mówić: „Nie”.

Wśród zleceń i propozycji współpracy, które otrzymasz, pojawią się takie, których z punktu widzenia rozwoju Twojego biznesu w długim terminie robić nie warto. Problem w tym, że często są one bardzo kuszące pod względem finansowym, a Ty na początku czujesz ogromną potrzebę zarabiania. Nie popełnij tego błędu. Mów „nie” w każdej sytuacji, w której masz wątpliwości.

  1. Będziesz musiał bardzo mądrze zarządzać własnym czasem.

To teraz Twój najcenniejszy zasób. Jeżeli do tej pory wystarczyły Ci proste metody organizacji, to teraz musisz się wspiąć na wyżyny efektywności. Musisz pilnować tego, aby nikt nie przeszkadzał Ci w realizacji najważniejszych zadań, a to wymaga brutalnej priorytetyzacji. Brutalnej – bo oznacza ona rezygnację z robienia rzeczy dobrych, w celu robienia rzeczy bardzo dobrych. To jest naprawdę trudne i sam popełniłem tu sporo błędów. Dopiero po wdrożeniu metodologii GTD (Getting Things Done) i przerzuceniu planowania do Nozbe – ogarnąłem rzeczywistość i czuję wreszcie, że czas działa teraz na moją korzyść. Kiedyś napiszę o tym więcej.

 

Wszystko ma swoją cenę.

Jak zatem widzisz, rozkręcanie własnej działalności wcale nie jest aż tak romantyczne. Trzeba się do tego dobrze przygotować i na pewno nie warto zaczynać od rzucenia pracy. Napisałem o tym, bo wiele osób twierdzi, że taki ruch wymaga przede wszystkim dużej odwagi. Patrzą na moją decyzję, jak na „skok wiary”. A ja odszedłem po miesiącach przygotowań. Miałem napisaną książkę, całkiem popularny blog, zamówienia na kilka szkoleń, oszczędności na ponad rok życia. Czego więc miałem się bać? Pewnie, że było trochę emocji i niepewności. Ale wcale nie aż tak dużo, jak mogłoby się wydawać.

Jeżeli więc myślisz o przejściu na swoje, po prostu zacznij przygotowania. Nie rezygnuj ze swojego marzenia w obawie przed niepowodzeniem. Jeżeli dobrze się przygotujesz, Twój lęk będzie dużo mniejszy. Praca na własny rachunek ma swoją cenę – co jasno dziś pokazałem. Ale swoją cenę ma również marzenie, którego nigdy nie zrealizujesz. Z perspektywy czasu ten drugi koszt może okazać się bardziej bolesny.

A czy Wy myśleliście kiedyś o pójściu na swoje? Chodziło Wam po głowie aby pracować na własny rachunek? Co Was przed tym powstrzymuje? A może prowadzicie własną działalność i macie własne rady dla tych, którzy dopiero o tym myślą? Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii, pytań i przemyśleń. Zapraszam do komentowania 😉

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze76 komentarzy

  1. Marcin, wpis trafiony w ,,dychę”. Sam od kilku miesięcy myślę o przejściu na drugą stronę barykady, ale moje wątpliwości były podstawne, co pokazał ten wpis. Dzięki za wyłożenie prosto i rzetelnie tematu.

  2. Marcin,

    Przeszedlem te droge. Z wielkim sukcesem dla siebie i dla Rodziny (tym finansowym i umyslowym).

    „Nastapila jasnosc”, poczulem wolnosc….

    Mimo duzego sukcesu, co jakis czas zastanawiam sie, jakby wygladalo nasze zycie, gdyby „pomysl na biznes” sie nienprzyjal. Niestety, mimo checi, roztropnosci, pracowitosci, tak moze sie zdarzyc.

    • Cześć Darek,

      Serdecznie gratuluję i bardzo cieszę się Twoim sukcesem. 🙂

      Masz całkowitą rację – czasami pomysł na biznes nie zadziała. Dzieje się to częściej niż nam się wydaje, bo o sukcesach jest zawsze głośno, a porażkami nikt się nie chwali.

      Tym bardziej warto być dobrze przygotowanym przed „pójściem na swoje”.

  3. Marcinie, motywujesz mnie bardzo 🙂
    Cały żem jeszcze w strachu, bo póki co przygotowuję się do zmian.
    Po wielu przemyśleniach doszedłem do tego, że nie mogę się zwolnić od razu z pracy na etacie. Prawdopodobnie jeszcze sporo czasu minie nim zacznę działać samodzielnie. Ale wiesz co? Postanowiłem sobie, że ten rok będzie wielkim krokiem w tym kierunku. I udaje mi się. Powoli… na razie bardzo powoli, ale buduję fundament na którym postawię swoje marzenia. A jeżeli mi nie wyjdzie, to przynajmniej będę wiedział, że zrobiłem wszystko, co mogłem.
    Raz jeszcze dziękuję za motywację i bardzo rozsądny punkt widzenia.
    🙂

    • Hej Mariusz,

      Zdecydowanie polecam te „biznesowe poranki”. To jest naprawdę dobry akcelerator. Życzę powodzenia i trzymam za Ciebie kciuki!

  4. Marcin,
    Cieszę się, że prezentujesz rzetelne podejście do własnego biznesu, o czym się dzisiaj rzadko mówi. Zewsząd słyszymy historie milionerów, którzy w wieku dwudziestu lat założyli własne biznesy i dzisiaj mogą pić drinki pod palmami. Droga usłana różami. Dopiero co bardziej dociekliwi doczytają w biografiach szefa Microsoftu czy Apple, że panowie pracowali przez kilka lat w garażu po 7 dni w tygodniu jedząc zimną pizzę. Nie piszę tego aby kogokolwiek zniechęcać, ale raczej aby uświadomić, że własny etat to nie tylko blaski ale i także cienie. Bo przecież po roku czasu może się okazać, że będziemy musieli wrócić do pracy w korporacji ale na nieco niższe stanowisko z niższymi zarobkami.

    • Hej Dominik,

      Pełna zgoda. Spektakularne sukcesy zawsze poprzedzone są latami cichej, ciężkiej i niewidocznej dla innych pracy. A potem nagle „ta-daam!” i wszyscy myślą, że to było szczęście 😉

  5. Ja niestety wciąż spotykam się z pytaniami kiedy z własnej działalności przejdę do pracy w centrali jednego z towarzystw ubezpieczeniowych (obecnie zajmuję się sprzedażą produktów finansowych). Bo przecież etat jest taki fajny i w ogóle… Jakie mam rady dla tych, którzy chcą prowadzić działalność gospodarczą? Przede wszystkim nie liczcie od razu na zyski. Każdy biznes to inwestycja, raz lepsza, raz gorsza. Ważnym jest, aby się rozwijać 🙂

  6. Warto dodać jedną najważniejszą rzecz przy przechodzeniu na swoje – najważniejsza zasada prowadzenia biznesu (jakiegokolwiek) to dbanie o koszty. Koszty, koszty i jeszcze raz koszty – tnij, oszczędzaj na wszystkim. Na wydatki i inwestycje przyjdzie czas! Nie zaczynaj otwierania firmy od brania luksusowego auta w leasing, tylko dlatego że akurat obok dealer proponuje świetne warunki. Nie bierz na początku żadnych kredytów ani debetów. Chcesz od razu zatrudnić pracownika? Przez kilka miesięcy popracuj samemu na tym stanowisku u siebie samego, każdy tak kiedyś zaczynał w swojej firmie, a przecież zatrudnienie drugiej osoby to masa wydatków, gdzie jej pensja to tylko niewielka część kosztów.

    Większość młodych firm upada po roku czy dwóch, głównie z 2 przyczyn – po pierwsze brak klientów, obrotów i dochodów (to już zależy od Twojej obrotności) a po drugie właśnie przez „przeinwestowanie” a raczej przez nadmierne wydatki na rzeczy, które często są zbędne, przynajmniej na początku działalności.

    Masz używane ksero? Nie kupuj od razu nowego. Szukaj najtańszej księgowej, na początek znajdziesz taką nawet za 50 zł miesięcznie. Nie wydawaj tysięcy na nową stronę internetową, spróbuj zrobić samemu. Nie kupuj drogiego auta ani nie bierz kredytów czy leasingu. Na to wszystko przyjdzie czas!

    • Bardzo cenne uwagi Robert.

      Z większością się zgadzam, choć za niektóre usługi (np. dobra księgowa, doradca podatkowy, aplikacje pomagające w działaniu) zdecydowanie warto zapłacić.

      Niestety, wiele osób myli „inwestycję w firmę” ze zwykłą konsumpcją, tyle że na fakturę 😉

      A rozpoczynanie od „KREDYTU NA START” to już zupełny kanał…

    • Pomysł z tanią księgową fatalny. Taka „oszczędność” może pewnego dnia odbić się czkawką, która położy ciężko budowaną firmę.

      • Jeżeli zaczynasz od obrotów rzędu 2 tys. zł miesięcznie i wystawiasz po 2 faktury na miesiąc, uważasz że płacenie po 500 zł miesięcznie na „dobrą księgową” ma sens?

        Oczywiście jak zaczniesz się rozwijać, zatrudniać ludzi, obroty i zyski przekroczą powiedzmy po 10 tys. zł miesięcznie – jak najbardziej.

        Ale jak zaczynasz od zera, to oszczędzaj na wszystkim.

  7. Jak zwykle Marcin, masz przemyślane wszystko. 🙂 Mogę jedynie powiedzieć – MASZ RACJĘ!!

    W obecnej chwili 1,5 roku prowadzę podwójne życie, za dnia pracuję na etacie a popołudniami rozwijam swoją wymarzoną działalność. Zanim zacząłem, byłem przekonany że w ciągu 2 miesięcy będę już na swoim, że najważniejsze to fajne logo i profesjonalne podejście do zadań.
    Ale dzisiaj cieszę się że nie zrezygnowałem z pracy na etacie, wiem że każdego dnia zbliżam się do tej chwili ale to jeszcze nie teraz. Przede wszystkim dlatego że rzeczywistość jest dużo bardziej brutalna niż wydaje się to z perspektywy pracownika etatowego, regularne w działalności są tylko ZUS i opłaty do US (jeśli mam szczęście), na resztę trzeba bez przerwy pracować. 🙂 I najgorsza jest myśl – skoro mam trochę wolnego czasu to znaczy że nie postarałem się wystarczająco żeby mieć dużo roboty.
    Ale, tylko w działalności – własnej firmie, nie ma limitu… jeśli wypali, to nie będzie na mnie mocnych. 🙂

  8. „negocjowanie umów, przygotowywanie ofert, odpowiadanie na zapytania o współpracę, spotkania biznesowe” przecież to są ciekawe zajęcia:)
    odnośnie czasu: „To teraz Twój najcenniejszy zasób.” – trochę się nie zgadzam z tym stwierdzeniem – czas ZAWSZE jest naszym najcenniejszym zasobem (tak samo na etacie jak i na działalności:) Na własnej działalności jednak zaczynamy go szanować i czuwać nad tym, aby wykorzystywać go na generowanie wartości biznesowej, edukacyjnej i „relacyjnej” z ludźmi wchodzącymi z nami w biznes:)

    • Hej Lena,

      Tak, brzmi to może dość fajnie. Na etacie też to lubiłem. Przy własnym biznesie przedłużające się negocjacje, spotkania, nietrafione oferty – to zjada czas i pieniądze.
      Za to odkryłem, że całkiem przyjemne jest wystawianie faktury.
      A kiedyś wydawało się to nudne, a dziś oznacza zamknięcie zlecenia 😉

      • zmiana perspektywy robi swoje:) Stopniowo trzeba delegować to, co można, aby samemu móc poświęcić się temu, co się lubi najbardziej i żeby jeszcze coś dla rodziny czasu zostało:)

  9. U mnie już leci 7 rok własnej działalności i choć bywają momenty trudne i ryzykowne to nie wyobrażam sobie etatu. Mój przepis na sukces to odnalezienie własnej niszy na rynku, dbanie o płynność finansową i o własny rozwój. Cały czas też uważam, żeby nie ugrząźć w kolejnych strefach komfortu i w rutynie. Przydałoby się też trochę dystansu do własnej działalności ale jest to trudne. To co najbardziej cenię we własnej działalności to wolność – nie muszę liczyć ile zostało mi dni urlopu… po prostu pakuję się z rodziną do samochodu i wyjeżdżamy na miesiąc. Czas niema znaczenia, liczą się tylko efekty.

  10. Marcinie, bardzo dopracowane szczegóły przejścia na swoje, niestety wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Własna działalność to duża odpowiedzialność, szczególnie na początku kiedy rozwijamy biznes, budujemy relacje, promujemy markę i musimy także zadbać o administrację, ale wytrwali sobie poradzą.

  11. Marcinie bardzo dziękuję za te „ciemne” strony. Mimo, że utwierdziło mnie to w przekonaniu, że szybko nie rozstanę się z moim obecnym pracodawcą to wiem, że jak najszybciej trzeba rozpocząć przygotowania! Pozdrawiam!

  12. Hej Marcin,

    Jak zawsze bardzo dużo cennych wskazówek i podpowiedzi. Dla mnie już nieco za późno ponieważ decyzja o rzuceniu etatu jest już poza mną. Kilka miesięcy temu zrezygnowałam z pracy w agencji reklamowej i postanowiłam otworzyć swoją własna:-). Planowałam to od pół roku. Skrupulatnie kalkulowałam potencjalne koszty i analizowałam wszelkie za i przeciw. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że nie żałuje choć jest dokładnie tak jak piszesz. Praktycznie z dnia na dzień stałam się własną księgową, web masterem, marketingowcem i kto wie kim jeszcze… Pracy i obowiązków jest ogrom ale pracuję na swoją markę i niesamowicie się rozwijam. Jeśli przepracujecie swoją koncepcję w oparciu o porady Marcina to gwarantuje, że nic Was nie zaskoczy. Pozdrawiam wszystkich!

  13. Dobre zrównoważenie dla wszelkich coaching’ów. Jak ktoś nie weźmie tych prostych zasad pod uwagę, to może się zakotwiczyć w długach i do końca życia będzie na marnym etacie spłacać.

  14. Marcinie wypadało by rozdzielić twój punkt odnośnie poduszki finansowej. Bo jednym z ważniejszych problemów jest mieszkanie się pieniędzy prywatnych ze „służbowymi”.

    Trzeba umieć te dwie kwestie rozdzielić. Bo poduszki muszą być dwie. Jedna to w mojej opinii – 12 miesięcznych kosztów naszego życia a druga to poduszka firmowa – minimum 6 miesięcznych kosztów prowadzenia działalności.

    Na początku bilans firmy będzie miał dużą fluktuacje od straty po duże przychody. Jeśli nie chcemy na dzień dobry wchodzić w kredyty operacyjne to firma musi mieć swój budżet, oszczędności i poduszkę. W praktyce oznacza to, że nie wypłacamy zysków. Zostają w firmie byśmy mogli zabezpieczyć działalność firmy. (dlatego poduszka na życie musi być większa)

    Zdrowym podejściem jest też konsumowanie zysków z firmy z rocznym opóźnieniem. To znaczy zysk z roku 2015 w naszym prywatnym życiu wydamy w roku 2016. Dzięki temu z góry wiemy na ile sobie możemy pozwolić. Czy to co zarobiliśmy pokrywa nasze roczne koszty życia. Mając taki długi okres można spokojnie i bez stresu planować nasze życiowe wydatki. Sama firma z poduszką też jest zabezpieczona na wypadek obsuwy w płatnościach lub gdyby nam ktoś nie zapłacił bo takie sytuacje też się zdarzają…

    Przykład z życia. Znajomy miał firmę gdzie zatrudniał 30+ osób. Miał głównego klienta i pomniejszych. Ten główny generował największe zyski. Kiedy zaczął spóźniać się z płatnością a potem nie zapłacił znajomy pokrył koszty swojej firmy – pensje, zobowiązania itd. (kredytując się bo nie miał poduszki na firmę dłuższą niż 1-2 miesiące)
    Ostatecznie firma upadła a on został z długiem na ponad 150 000 zł. Spłaca ten dług do teraz i jeszcze długa droga przed nim.

    Poduszka firmowa dała by mu możliwość zamknięcia firmy bez długu. Poduszka życiowa przygotowała by na brak dochodów w kolejnym roku. Bez stresu miałby czas by znaleźć pracę i przygotować się do zmiany w życiu.

    Ja swoją firmę prowadzę już 10 lat. Nigdy też nie pracowałem na etacie. Przyznam, że stosując dwie poduszki i opóźnienie roczne w wydawaniu zysków sprawiło, że nigdy nie musiałem zaciągnąć kredytu ( z wyjątkiem hipotecznego – spłacony), nie mam nawet karty kredytowej. W najgorszym możliwym wypadku mogę po prostu nie zarabiać jeśli przestanę pracować lub jak ktoś mi nie zapłaci. Natomiast nie skończę z długiem.

  15. Ja od kilku lat pracuję w systemie etat + własna działalność. Ale powoli przymierzam się do przejścia tylko na swoją działalność. Z tym że jest tak jak piszesz Marcin trzeba się do tego dobrze przygotować. Dobrze wiem że DG to nie jest lekki kawałek chleba ale mimo wszystko zalety przeważają nad wadami – nie ma się nad sobą szefa, nie trzeba siedzieć 8 godzin za biurkiem tylko można w międzyczasie pozałatwiać różne sprawy. Ten właśnie brak elastyczności czasu pracy jest najbardziej denerwujący w pracy na etacie…

  16. Świetne podsumowanie. Osoby, które nie prowadziły wcześniej firmy często mają dość odrealnione pojęcie o tym jak to funkcjonuje. Sama mam za sobą kilka nie udanych biznesów i mimo przygotowań i dość racjonalnego podejścia nie zawsze można zarobić na tym, o czym się marzy.

  17. Zgadzam sie z Calipso – 2 poduszki nie jest zlym pomyslem a przy wiekszej rodzinie „kolderka” finansowa tez by sie przydala. najbardziej ryzykowne nie jest – „rzucić etat i przejść na swoje” tylko presja spoleczna: postaw wszystko na jedna karte/nie ryzykujesz nie masz + hollywodzkie filmy i przepis na problemy jest gotowy. sam juz 5 lat planuje przejscie na „swoje” ale warunki w obecnej pracy bardzo sie zmienily na moja korzysc, duza podwyzka dodatkowe wyjazdy sluzbowe i nagle zaczalem firme traktowac jak swoja dzialalanosc-ale to tylko kwestia mojego podejscia. dzis moja poduszka jest wlasnie obecna praca i zaczynajac wlasny biznes nie rezygnuje od razu z odejscia. 80% energii i czasu poswiecam obecnej pracy, 10% to wlasny biznes kolejne 10% rodzina (powrot z pracy po 18h i wolne weekendy wiec tak to wychodzi). Przy swojej firmie przynajmniej na poczatku wszystko moze wywrocic ale czy jestem na to przygotowany? wazne jest by na sile nie rezygnowac z aktualnej sytuacji zyciowej/finansowej. zostawic sobie czas, przemyslec, wziac urlop i odpoczac (ale odpoczac !) i raz jeszcze przemyslec, rozmawiac ze znajomymi, rodzina, czytac czytac, doinformowywac sie. niejednokrotnie wlasnie po urlopie decydowalem sie na zmiane planow na pozniej bo nie bylem pewny do konca. kiedy podejmujemy prace robimy to na 100% bo tak trzeba, bo trzeba i bierzem odpowiedzialnosc za swoje zycie, z wlasnym biznesem powinno byc tak samo. A samo pytanie : Jak rzucić etat i przejść na swoje? jest bardzo prowokujace 🙂

  18. Najważniejszy jest pomysł na siebie i realne przewartościowanie możliwości. Jeśli ktoś ma naprawdę duże zobowiązania finansowe i marzy o rzuceniu etatu, może sam sobie przybić gwóźdź do trumny.

  19. Święta prawda, przejście na swoje nie wiąże się jedynie z samymi plusami, a najtrudniejsze są początki, kiedy człowiek uczy się nowych rzeczy, a efektów na początku nie widać 😉
    Cierpliwość i wytrwałość są w tym wypadku kluczowe. To de facto inwestycja w siebie i swój biznes, a jak wiadomo każda inwestycja wymaga czasu 😉
    Ale ten trud się jak najbardziej opłaca, bo tylko przejście na prawą stronę kwadrantu przepływu pieniędzy pozwala zdobyć wolność osobistą i finansową 😀
    Jak zwykle świetny wpis Marcin. Gratuluję 😀

  20. Witaj Marcinie i czytelnicy bloga !
    Każdy musi wszechstronnie przemyśleć decyzję „przejścia na swoje”. Należy być co najmniej dobrym w tym co robi się w pracy /zawodzie/ lub mieć hobby, z którego można wyżyć lub utrzymać rodzinę.
    Trudno dawać konkretne wskazówki, ale ten co nie próbuje, ten nie dowie się, czy odniesie sukces.
    Do odważnych świat należy.
    „Na swoje” przeszedłem w 1986(!) roku i nie żałuję tej decyzji.
    Sam sobie jestem szefem, gł. księgowym, kierowcą, zaopatrzeniowcem itd. itp…
    Rodzaj /przedmiot/ działalności zmieniałem 6-krotnie, dopasowując się do zmian gospodarczych. Ponadto opanowałem 2 inne dodatkowe zawody.
    Tyle w skrócie.
    Zachęcam innych
    Pozdrawiam
    Czesław

  21. Wszystko ładnie, pięknie…. co jednak jeśli nie masz czasu na przygotowanie się do rozpoczęcia własnej działalności? Wróciłam po macierzyńskim i załapałam się (och! jaka ze mnie szczęściara!) na redukcję zatrudnienia…. Może jest to rzecz „normalna” i często spotykana, jednak ze względu na specyfikę mojej pracy i ogólnie zakładu pracy, gdzie zatrudnione są dwie osoby (łącznie ze mną), to wydaje mi się trochę…..no właśnie… zwłaszcza, że wiem i świetnie sobie zdaję sprawę, ile pracy jest w moim biurze…. Nic to…. Załamka… Nie wiem co robić…. dwójka dzieci na utrzymaniu, partner wprawdzie pracuje, ale dochody dość nieregularne, moje dochody były zawsze tą „lwią” częścią w budżecie domowym…. Trudno, otrząsnęłam się i mam świadomość, że muszę ruszyć z czymś swoim, bo po 16 latach „stukania” aktów notarialnych, pracy (bez znajomości) nie znajdę w mojej miejscowości, a dojazdy….raczej nie wchodzą w rachubę, bo dziecię nr 1 do szkoły, dziecię nr 2 do żłobka…a prywatny odrzutowiec mi się popsuł…. ;)) I teraz jak tu rozpocząć działalność bez wielomiesięcznych przygotowań? Przecież jak większość ludzi nie mam w zanadrzu oszczędności (w najgorszych snach nie podejrzewałam, że stracę pracę…), na cokolwiek trzeba brać dofinansowania, pożyczki itp. A kolejna kłoda pod nogi to pora roku – wiadomo…jesień, zima….nie w każdej branży to dobry czas na „rozbujanie” biznesu, a te cholerne podatki i zus-y płacić trzeba bez względu na to, czy zarabiasz, czy „wegetujesz”.

    • Moim zdaniem nie powinnaś brać się teraz za żadną działalność bo możesz skończyć z masą długów. No chyba że wiesz dokładnie co chciałabyś robić, masz jakiś plan itd. no ale mimo wszystko bez kapitału i środków na życie będzie ciężko…
      Trzeba się wziąć w garść, znaleźć pracę. Jeśli o nią ciężko to się doszkolić lub przekwalifikować się. Po jej znalezieniu zbudować fundusz bezpieczeństwo na wypadek takiej sytuacji w jakiej teraz się znalazłaś. I dopiero później można myśleć o własnej działalności. Przynajmniej ja bym tak zrobił.

    • Skoro przez 16 lat pracy nie czułaś potrzeby ani chęci żeby się rozwijać, zakładać firmę, mieć coś swojego, to nie zakładaj teraz firmy tylko dlatego, że zostałaś zwolniona. Marcin to wyraźnie napisał – do tego trzeba mieć wenę, pomysł, inicjatywę i werwę. Miałaś 16 lat żeby odłożyć na firmę, znaleźć pomysł, swoją drogę życiową. Skoro przez ten czas nic w tym kierunku nie zrobiłaś, to nie oczekuj że teraz w 5 minut wpadniesz na świetny pomysł i założysz działalność gospodarczą, która przyniesie ci sukces….

  22. Marcinie, świetny wpis. Postepowałąm jakby zgodnie z Twoimi wskazówkami zanim podjęłam decyzję o włąsnym biznesie. Od jakiegoś czasu jestem na swoim ale też mam „kołderkę” finansową w publicznej instytucji.Podjęłam tę decyzję bo….własnie wypaliłam sie zawodowo i nieco za „ciasno” mi już było. Jednak ciągle zmieniające sie realia gospodarcze zmusiły do pozostania rownież na etacie. Bezpieczeństwo finansowe pozwala spać spokojnie. Jedno na co narzekam to na brak czasu bo jesli trafia sie klient to nie ma pomiłuj. Od sprawnej realizacji umowy zależy moj biznesowy byt i dalsze istnienie bo klient szepnie koledze a ten może bedzie również klientem. Ciągle sie rozwijam, czytam, ucze się i trzymam ręke na pulsie. Nie jest łatwo ale to ja podejmuję decyzję:) A najważniejsze jest to ,że nie żałuję. Pozdrawiam Marcinie i czekam na kolejne wpisy:):)

  23. Świetny artykuł. Motywujący i zbierające wszystkie najważniejsze aspekty w jednym miejscu. Mam nadzieję że w przyszłości nawiążemy współpracę. Dzięki za artykuł i pozdrawiam!

  24. niektore komentarze tylko swiadcza ze takich artykolow jest ciagle za malo – Dario 🙂 odpowiedzialas wlasnie sobie i innym ze nie ma jak otworzyc wlasnej dzialalnosci wiec NIE, bardzo dobrze ze opisalas sytuacje, podzielilas sie, oby wiecej takich przemyslen, nawet te negatywne refleksje sa wspierajace i motywujace, dzieki 🙂

  25. Marcin,
    Twój opis dokładnie opisuje proces przejścia na swoje. Dokładnie tak samo postępowałam 5 lat temu, rozpoczynając własną działalność. Sytuacja była nieco inna, bowiem moja firma została zlikwidowana i byłam trochę zmuszona do wzięcia spraw we własne ręce, ale mimo to także bardzo racjonalnie rozważałam za i przeciw oraz przeprowadziłam na papierze plan finansowy na rok. Dziś nie żałuję, bardzo się cieszę, że dokonałam właśnie takiego wyboru. Pozdrawiam!

  26. Obiema rękami podpisuję się pod tekstem, do prowadzenia własnej firmy dobrze się przygotować, bo nie jest tak jak się z boku wydaje. Nawet dzisiejsze wielkie biznesy miały kiedyś swoje początki i nie należały one do łatwych.
    Osobom pracującym na etacie wydaje się, że to wszystko piękne i łatwe (sama tak kiedyś myślałam), że wszystko przychodzi samo: klienci, pieniądze, pomysły. Nie ma lekko i świetnie, że o tym mówisz.
    Pomimo tych trudności o wiele bardziej wolę własną działalność niż etat.

  27. Bardzo rzeczowy i mądry wpis, właśnie tak to się powinno robić :-). Stawianie wszystkiego na jedną kartę czasem się udaje, ale jest to zdecydowanie zbyt ryzykowne. Lepiej się spokojnie do wszystkiego przygotować, i ja szczerze popieram plan działania który przedstawiasz, tak właśnie należy podejść do sprawy, aby później nie żałować, że nie coś wyszło.

  28. opisze 2 sytuacje (po to tu jestesmy 🙂 )
    1. pld Francja, dobry kolega lat 40 postawil wszystko na jedna karte, kupil stary dom do remontu 35 tys euro, po roku i 50 tys investycji sprzedal odremontowany dom za 350 tys euro. od tamtej pory robi tylko tak. potezne zaplecze finansowe w postaci firmy ojca produkujacej kuchnie (wlasne lotnisko i 2 samoloty). dzis kolega ma investycje w kilkunastu miejscach w grenoble i okolicach, mieszkania na wynajm i sprzedaz ale zaplecze finansowe bylo.
    2. drugi jeszcze lepszy kolega ten sam rejon Francji, skonczone studia bilogia praca na etacie po sukcesie kolegi z punktu 1 postanowil zrobic tak sam, zostawic prace i zajac sie budowlanka. pozyczyl pieniadze od znajomych ok 50 tys euro (poduszka)by wyremontowac stary dom. kredyt w banku na 250tys euro na 15 lat- wyremontowane 2 mieszkania na wynajm. Rok pozniej kolejny kredyt na kolejny stary dom, potem nastepny. Zona w tym czasie wziela kredyt na ich wlasny dom – 460 tys euro. Dzis inny bank kupil wczesniejszy kredyt a kolega wrocil do zawodu biologa by zwiazac koniec z koncem. Tyle jego przekwalifikowania, nauczyl sie zawodu budowlanki instalcji gaz, prad etc + dlugi. A byloby dobrze gdyby przy zmianie zawodu zadowolil sie w niewielkim stopniu, namawial mnie goraco bym sie przekwalifikowal bo warto ! i fakt warto ale musialbybm zaczynac przygode z nowym zawodem od kredytu i poduszeczka 30 tys euro, za malo. Liczylem dniami i nocami, zbieralem zamowienia na remonty, pytalem jak zalozyc firme itp itd…ale czekalem, skoro udalo sie 2 – osobom dlaczego nie mialoby mi sie poszczescic. Czas pokazal, nie wiem czy mialem racje ale przeczekalem, ocenilem szanse na zalozenie firmy budowlanej, przekwalifikowaniu sie (doswiadczenie juz mialem zreszta) i….ocenilem rynek nieruchomosci, ceny i wyszlo mi ze nie dam rady. sziedzialem z zeszytem, potem przeszedlem na excel bo moze lepiej liczy niz ja, nawet zaplacilem biurze doradcy finansowemu/kredytowemu ale nie wychodzilo na +. zostalem przy obecnym zawodzie troche z zalem ze nie sprobowalem bo nie jestem z natury lapczywy – ale z zalem tez patrze na kolege nr.2 dzisiaj. Czy cos mnie to nauczylo ? czytajac tego bloga i rozmawiajac z wami czuje ten komfort powiedzenia nie tylko o swoich doswiadczeniach ale tez emocjach , przezyciach z potrzeba bycia na swoim i to wlasnie na emocje trzeba uwazac 😉 pozdrawiam

  29. teraz jak czytam swoj wlasny wpis to jakos smutno to wyglada, tak troche pesymistycznie jakby marzenie niespelnione. nie to mialem na mysli-jestem bardzo szczesliwy i wszystko jest u mnie OK, po prostu mala lezka w oku sie zakrecila bo sytuacja miala miejsce 10 lat temu wiec …sami wiecie, ekonomia to sentymentalna nauka 🙂

  30. Jak zwykle bardzo dobry wpis! Dodałbym do niego nabycie umiejętności sprzedażowych przed rozpoczęciem działalności. Bez sprzedaży się nie obejdzie. Trzeba umieć sprzedać swoje usługi lub produkty. Kolejna rzecz to umiejętność negocjacji. Od niej zależy w jaką cenę uzyskamy. Moim zdaniem bardzo dobrym pomysłem jest znalezienie dla siebie trenera biznesu – osoby, która ma doświadczenie biznesowe, a do tego kompetencje, aby doradzać innym. I nie chodzi tu tylko o umiejętności twarde, jak sprzedaż, negocjacje, ale równie istotne miękkie, jak np. wytrwałość, radzenie sobie z porażkami, podniesienie własnej samooceny, od której wiele zależy w kwestii osiągnięcia sukcesu, nie tylko w biznesie.

    Moim zdaniem świetnym pomysłem na uwolnienie się od etatu jest marketing wielopoziomowy. Nie jest potrzebna inwestycja, szukanie niszy, pomysł na biznes, nie ma ryzyka, w dłuższej perspektywie daje dużo wolnego czasu, a nawet dochód pasywny. Do tego to świetna szkoła życia, okazja do intensywnego rozwoju osobistego.

    • marketing wielopoziomowy…. hmmm nie namawiaj tutaj do sprzedaży bezpośredniej, domokrążców, albo innych piramid finansowych, to jest byt poważne miejsce na takiego rodzaju pomysły…

      • Cóż Robercie, należysz do grona osób mających niepełny, nierzeczywisty obraz tej branży. Faktem jest, że w niej dużo jest osób działających nieprofesjonalnie, przez co zrażonych zostało do tej działalności wielu ludzi i przez to branża ta przez wielu oceniania jest negatywnie. Nie słusznie. Ale to się zmienia, społeczeństwo ma coraz lepszą opinię na ten temat, co pokazują ostatnie badania: http://pssb.pl/pssb/news/details,1,,177,coraz-lepszy-wizerunek-sprzedazy-bezposredniej.html Coraz więcej też szkoleń w tej branży i osób działających profesjonalnie.

        Od pięciu lat piszę artykuły na temat branży MLM, firm w niej działających, przeprowadzam wywiady z liderami. To moje podstawowe, jedyne zajęcie zarobkowe. Wcześniej działałem w dwóch firmach MLM. Mam duże doświadczenie i wiedzę o tej branży, poznałem ją od podszewki, poznałem historie wielu osób. A Ty Robercie jakie masz doświadczenie i wiedzę na temat tej branży, aby Twoje opinie na jej temat traktować jako wiarygodne i rozstrzygające?

        Historie ludzi, którzy w MLM w sposób uczciwy i profesjonalny odniosły sukces pokazują, jak diametralnie na plus zmieniło się ich życie. Z tego względu oraz z powodu zalet, o których napisałem wcześniej, moim zdaniem to jeden z najlepszych sposobów na wyrwanie się z etatu i realizację marzeń. Szczególnie dla tych, którzy z różnych powodów nie mogą rozpocząć prowadzenia klasycznej działalności gospodarczej.

        Warto też coś napisać o domokrążcach i piramidach. Ci pierwsi zajmują się klasyczną sprzedażą bezpośrednią. Tylko z niej mają prowizję. Jeśli działają profesjonalnie, to nie nazywają się domokrążcami, lecz sprzedawcami. Marketing wielopoziomowy to odmiana sprzedaży bezpośredniej, mająca jeden element, odróżniający ją bardzo od samej sprzedaży – budowanie struktury. Optymalny obrót każdej osoby w strukturze to zakupy na własne potrzeby oraz sprzedaż rodzinie i znajomym. Wśród osób, które się zna, sprzedaż jest łatwa. Oprócz tego zachęcanie innych osób, aby robiły to samo. W piramidach finansowych, które nie są legalne, przepływ pieniędzy w strukturze dokonywany jest jednorazowo, bez pokrycia w towarze lub usługach. W firmach MLM dokonywany jest stale i za każdą wpłatę – zakup, otrzymuje się zawsze ekwiwalent w postaci produktów lub usług.

        • Panie Tomaszu, temat MLM zawsze generuje kontrowersje – z bardzo prostego powodu, niska bariera wejścia powoduje ogromną liczbę osób niekompetentnych. Dla mnie osobiście ten sposób sprzedaży może być niebezpieczny dla relacji między ludzkich np. w rodzinie. W każdej działalności buduje się jakąś formę struktury – zatrudniając przedstawicieli handlowych, kierowników itd.

          Temat jest na tyle szeroki że na swoim blogu pozwoliłem sobie napisać bardzo długi artykuł. Zapraszam w wolnej chwili

          • Temat kontrowersyjny z pozoru. Owszem, słyszy się co jakiś czas, że jeden z dystrybutorów wywiesza informację na aptece, że suplementy danej firmy leczą z raka. Jednak gdy temat MLM obierze się z takich nieprawidłowości, to nie ma w tym nic kontrowersyjnego.

            Temat niekompetencji, o którym piszesz, jest bardzo ważny. Według mnie niewystarczająca ilość szkoleń w MLM i ich niewystarczająca jakość to największa słabość tej branży. Wielu liderów robi własne szkolenia dla swoich struktur, ale pomimo ich dobrej woli, dużego doświadczenia, przeczytania wielu książek są amatorami, a nie profesjonalistami w dziedzinie rozwoju osobistego. Poza tym królują w tej branży szkolenia w formie wykładów. A w pełni efektywne są szkolenia warsztatowe, w małym gronie, a najlepiej indywidualna praca z trenerem.

            Z drugiej strony podstaw poprawnego działania w zakresie umiejętności twardych można nauczyć się szybko. Ale niestety, tych podstaw też nie każdy uczy… Trafiają jednak do branży osoby, które pomimo zupełnego braku szkoleń potrafią działać etycznie i skutecznie. Ale to jest niewielki procent ogółu.

            „Dla mnie osobiście ten sposób sprzedaży może być niebezpieczny dla relacji między ludzkich np. w rodzinie” – skąd czerpiesz to przekonanie? Owszem, rodzina najczęściej reaguje negatywnie na informację, że rozpoczyna się działanie w MLM. To wynik niewiedzy o tej branży. Ale przecież rodziny nie trzeba przekonywać na siłę i wpychać im produktów. Ze swojego doświadczenia wiem, że działalność ta bardzo pozytywnie wpływa na relacje z osobami bliskimi, przyjaciółmi. Mianowicie wymusza wyjścia do ludzi. Dzięki temu odwiedzałem znajomych, których nie widziałem od dłuższego czasu. Ponadto osoby te są wdzięczne, jeśli produkt się im spodoba, co dodatkowo wpływa pozytywnie na relacje.

            „W każdej działalności buduje się jakąś formę struktury – zatrudniając przedstawicieli handlowych, kierowników itd.” – a tu o co chodzi? W MLM nie ma przedstawicieli handlowych, kierowników itp. Jest osoba wprowadzająca, która przyjmuje funkcję opiekuna, czasami mentora, coacha oraz osoba wprowadzana. Przedstawiciel handlowy musi robić to, co każe kierownik. W MLM nic nie musisz – jesteś mikro przedsiębiorcą, masz własną firmę. Robisz kiedy chcesz i ile chcesz.

  31. Hej Marcin,

    Super wpis, szkoda że nie powstał… wcześniej. Mam za sobą jedną nieudaną działalność, bo porwałem się trochę z motyką na słońce 🙂

    Teraz jednak moim celem długoterminowym jest również praca na swoim, ale podchodzę do tego znacznie bardziej profesjonalnie. Rzucenie etatu jest marzeniem, ale myślę, że w dłuższej perspektywie osiągalnym.

    Pozdrawiam!

    • Jasne, że osiągalnym! Te doświadczenia z przeszłości już na starcie dają Ci przewagę w stosunku do osób, które podchodzą do własnej działalności hurra-optymistycznie. Możesz to świetnie wykorzystać.

  32. Cześć
    Bardzo przydatny artykuł. Czy mógłbyś napisać jak powinna rozliczać podatek i składki ZUS osoba fizyczna pracująca dla firmy zagranicznej nie zarejestrowanej w Polsce. Nie mam zarejestrowanej działalności gospodarczej i nie chcę tego na razie robić, a teraz mam szansę wykonywać pracę dla zagranicznego pracodawcy nie zarejestrowanego w Polsce, który za wykonaną pracę wypłaci mi wynagrodzenie nie potrącając ZUS i podatku.

    • Cześć Magda,

      Niestety leży to poza obszarem moich kompetencji i nigdy nie interesowałem się taką tematyką. Nie chciałbym wprowadzić Cię w błąd, dlatego tych informacji musisz niestety poszukać gdzie indziej. Zacząłbym od pytania skierowanego bezpośrednio do ZUS i Urzędu Skarbowego (infolinia lub wizyta w placówce, zanim zaczniesz wysyłać jakiekolwiek pisma).

    • Obawiam się, że mąż sam musi chcieć to robić… Namawianie na siłę nic nie da, jak mu się nie będzie chciało, nie będzie miał weny, pomysłów i werwy.

  33. Mógłbym w tym temacie nieco napisać ponieważ jestem na swoim już od 2007 roku a więc ponad 8 lat. Dodam jednak że planowałem to od 2002 roku kiedy założyłem swoją działalność, początkowo jednak nie rezygnowałem z pracy bo wiedziałem że lekko nie będzie. Po dwóch lat od założenia firmy zmieniłem pracę na bardzo bliską tematycznie temu co robiłem dodatkowo ponieważ akurat mój dobry znajomy szukał pracownika. Poszliśmy na układ że będę mógł w tej nowej pracy robić również swoje rzeczy jeśli zus będziemy płacić po połowie. Trwało to blisko 3 lata kiedy nie oczekiwanie mój znajomy musiał mi podziękować za dotychczasową współpracę.

    Wtedy byłem w kropce ponieważ nie wiedziałem czy szukać sobie czegoś nowego czy zacząć w końcu robić swoje. Ta druga opcja wiązała się z płaceniem całego ZUS’u (wtedy ok. 800 zł). Postanowiłem żeby spóbuje przez pierwszy miesiąc robić tylko swoje, no i tak mi zostało do dziś. Co prawda pamiętam że początki były dosyć trudne i nawet szukałem czegoś dodatkowego w sensie pracy ale widocznie nie na tyle silnie by coś znaleźć 😉

    Na razie się udaję z mniejszymi lub większymi sukcesami ale nie ukrywam że byłoby łatwiej gdyby nie wysokie podatki i składki na ubezpieczenia. Nie dość tego człowiek płaci tak duże pieniądze a jeśli doczeka emerytury to ani tak będzie miał z tego co kot napłakał, taka niestety prawda.

    • To jest naprawdę rakieta. Jak już wrzucimy do niego wszystkie zadania (zawodowe, prywatne, wszelkie inne) i zsynchronizujemy z Kalendarzem Google’a – w głowie robi się czysto i pracuje się faktycznie nad priorytetami. Warto obejrzeć darmowy kurs (10 odcinków) na youtubie.

  34. Bardzo fajnie , ze trafiłam na Twój artykuł ….
    Jestem właśnie na rozdrożu . Pracuję na etacie i od 3 lat prowadzę swoją działalność. Wiedziałam ,że nie mogę od razu rzucić pracy i iść na swoje. Potrzebowałam zorganizować biuro, pozyskać klientów , a na to trzeba
    było czasu i pieniędzy. Jestem na etapie , gdzie zaistniałam już na rynku ale wciąż nie moge podjąć decyzji o odejściu. Względy finansowe i bezpieczeństwa rodziny wciąż mnie hamują. Oczywiście mam wsparcie męża, który sam od 20 lat prowadzi swój biznes . Wiem , ze pracując tak dalej tak naprawdę stoję w miejscu gdyż doba ma tylko 24 godziny i zeby rozwijać firmę na tym etapie na którym jestem potrzebuję już więcej czasu. Muszę Twój artykuł przeanalizować punkt po punkcie , zrobić mocne i słabe strony , może coś sie z tego wykluje . Dzięki za wsparcie

  35. Gratuluję świetnego tekstu. Jestem jedną z osób, które zaczęły budować swój biznes pracując na etacie. Kiedy doszłam do zadowalających mnie zarobków we własnej firmie, postanowiłam, że włożę w to więcej serca i jeszcze więcej czasu w jej rozwinięcie. Skorzystałam z możliwości, którą ówcześnie (i jeszcze nadal) dawał mi kodeks pracy i poszłam na niepłatny urlop wychowawczy. Uwolniona od wyniszczającego mnie środowiska etatowego, rozwinęłam skrzydła jeszcze bardziej i nadal je rozwijam. Wsparcie partnera było i jest dla mnie ogromnym szczęściem. Uważam, że kobita pragnąc „pójść na swoje” najpierw musi ułożyć sobie życie prywatne,to podstawa.

  36. W pełni popieram zwłaszcza punkt numer dwa. Moja piękniejsza połowa, czyli moja żona ciągle powtarza, że praca na własny rachunek to obowiązki 24h na dobę. Nie ma chwili wytchnienia – nawet jak nie mamy akurat nic „do roboty”, to i tak nasze myśli krążą wokół własnej firmy – w końcu to ona jest przecież naszym nowym źródłem dochodu.

    Co do porady dotyczącej równoległego prowadzenia biznesu i pracowania na etacie – to nie do końca mnie to przekonuje. Łącząc te dwie rzeczy bardzo łatwo „przemęczyć” organizm. Znam wiele osób, które w tygodniu pracowały na etacie, a w weekendy prowadziły biznesy. Większość po 6 m-cach takiego działania – rezygnowała z własnej firmy z powodu przemęczenia i braku czasu dla bliskich.

    Niemniej dobrze przygotowana strategia na pewno sprawia, że niektórym się udaje – czego Ty Marcinie jesteś najlepszym przykładem 🙂 Pozdrawiam i gratuluję niezwykle charyzmatycznej prezentacji na FinBlog’u.
    Jacek

  37. Po FinBlogu ruszyłam z kopyta i intuicyjnie zaczęłam przygotowania, o których Ty piszesz. Brakowało mi takiej prostej instrukcji, jaką przygotowałeś, ale ogarnęłam. Działam dalej. Z etatu jeszcze nie rezygnuję 🙂

  38. Marcinie
    bardzo fajne rady. Rozsądne.
    Trafnie napisałeś o tym wstawaniu rano.
    Ja to właśnie praktykuję i działa to u mnie.
    pozdrawiam serdecznie
    Piotr

  39. Co mnie powstrzymuje? Hmn..chyba głównie strach. Praca na etacie daje jednak jakieś poczucie bezpieczeństwa i stabilności. To strefa komfortu, z której ciężko się wydostać. Ale trzeba z niej wyjść, aby jakoś się w życiu rozwijać. Masz jednak rację – nie można tego robić pod wpływem emocji, tylko każdego dnia solidnie się przygotowywać do tej „godziny zero”.

    • Witaj Kasiu,

      Jako kobieta przyznaję że podzielam Twoje obawy. Strefa tzw. „komfortu” jest bardzo wygodna i bezpieczna, ale niestety coraz częściej przekonuję się że za to bezpieczeństwo płacimy własną wolnością którą nam „zabiera” pracodawca:
      – wyznaczone mniej lub bardziej elastycznie godziny pracy
      – kiedy jem lunch
      – kiedy jadę na wakacje
      – jakie są moje obowiązki
      – wypłata
      – osoby z którymi pracuję
      – miejsce pracy
      – wiele, wiele innych…

      Oczywiście nie twierdzę że te wszystkie ograniczenia można wyeliminować na własnej działalności. Ba! Nawet na początku będzie mniej elastycznych możliwości bo trzeba pracować mnóstwo czasu, ale za to sama będę sobie szefem. Dlatego staram się tworzyć system który mi pozwoli po odejściu z pracy zatrudnić pracowników abym mogła zająć się rozwojem biznesu zamiast zajmowania się wszystkim od A – Z.

      Pozdrawiam i powodzenia, wszystkim życzę dużo odwagi i samodyscypliny!
      Asia

  40. Marcin, jak zawsze: trzeźwo, logiczne, rzeczowo, pragmatycznie…;-). Super wpis !!! Jestem fanem Twojego sposobu myślenia. Pozdrawiam.

  41. Marcin, jesteś drugą znaną mi osobą, która w otwarty sposób pisze o rzuceniu pracy na etacie w korporacji dla blogowania. Gratuluję i cieszę się, że Twoja pasja przerodziła się w działający biznes. Widzę, że dobrze się przygotowałeś przez rzuceniem pracy. Twój wpis jeszcze bardzie motywuje mnie do zrobienia w życiu takiego kroku. Buduję poduszkę finansową. Zmuszam się w systematycznym wykonywaniu czynności przybliżających mnie do sukcesu – to jest najtrudniejsze 🙂

  42. Witaj Marcin,

    Z tematem jak zwykle trafiasz w dziesiątkę. Jestem obecnie w fazie pracy na etacie i rozwoju własnego biznesu – obecnie praca na etacie przynosi 2/3 dochodów, a jednoosobowa działalność 1/3. Nie mam pracowników. Wierzę że jestem na dobrej drodze do porzucenia etatu.

    Muszę przyznać że jako kobieta mam chyba więcej obaw co do rozstania się z etatem. Zabrzmi to oczywiście jak szufladkowanie, ale kobiety są mniej skłonne do ryzyka – widzę to po sobie oraz gdy wspominam o swoich planach znajomym – mężczyźni zdecydowanie są grupą bardziej pochwalającą i dopingującą.

    Dlatego bardzo Wam dziękuję Panowie, a szczególnie Tobie Marcin, że zachęcasz, ale jednocześnie opisujesz realistyczne podejście do tematu i rozwiązania prawdopodobnych problemów zamiast tylko je wskazywać.

    Trzymam za wszystkich kciuki!
    Asia

  43. Myślę, że wiele tutaj zależy od danego przypadku. Ja 3 miesiące temu postawiłem wszystko na jedną kartę i była to najlepsza decyzja jaką mogłem podjąć, przynajmniej w perspektywie tych ostatnich 3 miesięcy, bo moja działalność się rozwija i coraz lepiej prosperuje.

    Z tym, że ja nie jestem najlepszym przykładem dla początkujących, bo zakładając firmę miałem w portfelu 1000 złotych. Byłem przez długi czas freelancerem i nawet sobie radziłem, ale uwierało mnie to, że ciągle w zasadzie stoję w miejscu. Z własną firmą dochodziło jeszcze szereg opłat, ale to tylko mnie zmotywowało. Wiedziałem, jednakże, że jeśli czegoś nie zrobię, to nie będę w stanie zwiększyć swoich zarobków. Moje zarobki wzrosły od styczni o jakieś 120%, co uznaję za wielki sukces, a to dopiero początek 🙂

    Oczywiście zgadzam się z Tobą Marcinie, że nie ma co zakładać firmy, bo „szef zły” itd., ale w niektórych przypadkach pomaga presja, która działa motywująco.

    Muszę jednak podkreślić, że mojego podejścia nie polecam osobom, które nie zarabiały nigdy poza etatem. Ja już miałem jakieś drobne kontakty i ponad 3 lata doświadczenia jako freelancer. Tylko, że dopiero teraz na dobre do mnie dotarło, że mój rozwój jest słaby, a zarobki stoją w miejscu.

    PS. Marcinie, dzięki za Twoją książkę, bardzo szybko otwiera oczy na wiele spraw:)

  44. uhh ja dzisiaj po 16 latach w jednaj firmie złożyłam wypowiedzenie.W czerwcu odchodzę – w sumie 20 lat przepracowane dla innych ludzi…
    nie wiem co dalej ………stres, emocje….jedna wielka niewiadoma…..
    M.

  45. Cześć. Bardzo Wam zazdroszczę, odwagi, samozaparcia, pasji, celu…
    Niestety, ja jestem etatowcem, bez celu i planu zawodowego… Dodatkowo z liczną rodziną wiec i ryzyka podjąć nie pozwala mi moja sytuacja… głównie finansowa…
    Wiec pewnie każdy powie mam jak sobie zapracowałem…
    I tutaj dochodzę do wniosku, że mam cel… może nie tak ambitny jak Wasze, ale mam… Spłacić dlugi i zbudować poduszkę finansową, już to realizuje, czyli jest nieźle…
    Życzę wszystkim powodzenia…

  46. Witam,
    Chętnie chciałbym robić coś poza etatem. Pracuję w systemie zmianowym i mam sporo wolnego czasu (6dni pracy i 4 dni wolnego). Z tego co sie orientowałem to opłaty na zus praktycznie nie dotyczyłyby mnie ponieważ już teraz płacę prawie maksymalny. Jednak czegoś mi brakuje… Pomysłu.) Myślałem nad uberem, ale nue chcę robić czegoś co nie jeet do końca legalne. Taksówka- opłaty na start duże a zysk niepewny. No i tak sobie siedzę i myślę i jak na razie nic mi do głowy nie przychodzi.
    Pozdrawiam.

  47. Dziękuję za ten, ale i za wszystkie Twoje artykuły.
    Swój biznes to moje marzenie. Właściwie mam wszystko : spłacony kredyt, oszczędności, energię i chęci do pracy. Brak tego najważniejszego : pomysłu. W korporacji też się poświęcam, bo inaczej nie potrafię. Mając dziś ponad 40 wiem, że zbuduję coś dobrego, gdzie kiedyś bedzie funkcjonował dobry zespół.

    Dziękuję, że poruszasz takie tematy i robisz to w tak przystępny sposób.

    Pozdrawiam

    M

    • Cześć Marek,

      Bardzo dziękuję za miły komentarz – cała przyjemność po moje stronie 🙂
      Jestem właśnie na etapie budowania swojej własnej, pierwszej firmy (pierwsze biuro, pierwsi pracownicy) i daje mi to naprawdę ogromną satysfakcję. Życzę Ci z całych sił, abyś znalazł swój pomysł i również mógł zrealizować marzenie o własnej firmie. Z całych sił trzymam kciuki! 🙂

Odpowiedz