Których produktów finansowych unikam jak ognia i dlaczego? FBO 075

28

Pokażę Ci, jak po 16 latach zajmowania się tym tematem, z czego ponad 11 lat przepracowałem w branży finansowej – w ubezpieczeniach, w banku, w banku hipotecznym i w funduszach inwestycyjnych – czyli w TFI – jak po prześwietleniu dziesiątek, a może nawet setek różnych produktów finansowych, podchodzę do tego tematu.

Zacznijmy od tego, że kiedyś, gdy byłem jeszcze młodym, początkującym, ale butnym i aroganckim finansistą, wierzyłem, że najlepsze produkty są owocem zaawansowanej inżynierii finansowej. Dziś już wiem, że faktycznie tak jest. Tyle tylko, że takie produkty są zwykle najlepsze nie dla klienta, ale dla firmy inwestycyjnej, banku, czy zakładu ubezpieczeń. Dlatego jestem zagorzałym wyznawcą zasady:

KISS your money

W dosłownym tłumaczeniu „Pocałuj swoje pieniądze”. Nie martwcie się jednak o mnie, nie jestem finansowym fetyszystą namawiającym kogokolwiek do przenoszenia na usta milionów bakterii z banknotów i monet. Chodzi oczywiście o angielskie rozwinięcie tego określenia: Keep It Simple Stupid. Mówiąc krótko – najlepsze produkty finansowe są zwykle proste, przejrzyste i tanie. Kolejna zasada, której zawsze się trzymam, brzmi:

Rozumiem, co kupuję i w co inwestuję

Jeżeli nie znam jakiegoś produktu, czegoś nie rozumiem, nie mam czasu na jego analizę – to pod żadnym pozorem go nie kupuję. Zanim ulokuję gdzieś lub powierzę komuś moje ciężko zarobione pieniądze, muszę mieć pełną jasność, czego mogę się po danym produkcie spodziewać. Nie mogę wyjść ze zdumienia, gdy widzę ludzi, którzy potrafią przez dwa tygodnie latać po centrach handlowych, by kupić płaszcz czy garnitur za 2000 zł. Kiedy przychodzi do decyzji dotyczącej kilkudziesięciu czy kilkuset tysięcy złotych – takich jak kredyt hipoteczny, ubezpieczenie, czy inwestycje – podejmują decyzję po godzinie rozmowy z człowiekiem, który jeszcze rok temu był studentem. Nigdy nie widział giełdowej bessy, a jego odpowiedź na każde pytanie sprowadza się do poklepania klienta po ramieniu i stwierdzenia: „Będzie Pan zadowolony”. Nie! Nie będziesz zadowolony. Stracisz czas i pieniądze, a gdy będziesz składał reklamację, Twojego doradcy już dawno nie będzie w oddziale, bo w zamian za dobre wyniki sprzedażowe awansuje do centrali.

I wreszcie ostatnia zasada. Tak jak w medycynie obowiązuje hipokratesowe „Primum non nocere” – czyli po pierwsze nie szkodzić, tak samo w finansach trzymam się zasady:

Po pierwsze nie trać pieniędzy

I nie chodzi tu o unikanie ryzyka, bo unikanie ryzyka jest równoznaczne z unikaniem zysku. Ale chodzi o podejmowanie dobrze skalkulowanego ryzyka, świadomego ryzyka, a nie o tracenie pieniędzy na głupich finansowych zakładach.

A zatem 3 proste zasady na początek: (1) KISS your money (2) Rozumiem co kupuję i w co inwestuję (3) Po pierwsze – nie trać głupio pieniędzy (jeśli ktoś z Was zna łacinę, to może stworzymy łacińską wersję tego powiedzenia:)). Choć w zasadzie gdy studiowałem medycynę miałem tak bardzo zaangażowaną nauczycielkę łaciny, że nad swoim biurkiem miała wielki napis” Nulla est medicina, sine lingua latina” – czyli medycyna bez łaciny jest niczym! To się nazywa właściwa perspektywa do nauczania własnego przedmiotu! No dobrze, ale przejdźmy teraz do listy produktów, które ja osobiście unikam.

Możesz także obejrzeć na YouTube (w opisie filmu znajdziesz klikalny spis treści) ?

 

Mój podział produktów, których unikam

Podzieliłem te produkty na dwie grupy:

(1) Te, których unikam, bo z perspektywy klienta są nieopłacalne, nie mają sensu, a część z tych produktów to zwykłe przekręty, buble i finansowe śmieci.
(2) Te, których unikam, bo wymagają wnikliwych analiz, na które zwykle nie mam czasu, lub nie jestem w stanie ich w pełni zrozumieć. Moja lista takich perełek wygląda następująco:

Grupa (1)

  • Forex
  • Polisy inwestycyjne z UFK (mieszane też)
  • Lokaty strukturyzowane
  • Pożyczki i kredyty konsumenckie
  • Bardzo wiele funduszy inwestycyjnych

Grupa (2)

  • Akcje pojedynczych spółek
  • Obligacje korporacyjne pojedynczych spółek
  • Grunty
  • Diamenty, wina, przedmioty kolekcjonerskie
  • Kryptowaluty
  • Świetne pomysły kolegi bankruta

Nie będę szczegółowo omawiał każdej z tych grup, a podam jedynie krótkie argumenty, dlaczego w taki, a nie inny sposób do tych produktów podchodzę. Mój cel jest prosty: zależy mi na tym, aby w sytuacji, w której ktoś będzie namawiać Was na któryś z tych produktów, zapaliła się Wam żółta, ciemnopomarańczowa, a niekiedy czerwona lampka. Abyście przed podjęciem decyzji o wyborze takiego produktu, zatrzymali się i przypomnieli sobie, że coś może tu śmierdzieć. A zatem po kolei.

Pierwsza grupa

FOREX

Forex – to największy rynek na świecie, bardzo płynny, na którym idealnie handluje się walutą 24 godziny na dobę. W zasadzie określenie Forex odnosi się do walut, ale coraz powszechniej przez inwestorów indywidualnych to określenie jest stosowane w odniesieniu do rynku towarowego, rynku stopy procentowej czy szerzej – rynku instrumentów pochodnych. To świetne miejsce do zawierania transakcji zabezpieczających kurs walutowy, stopę procentową czy ceny towarów przez profesjonalne firmy, ale fatalne miejsce dla inwestora indywidualnego. Aby nie wchodzić w technikalia, jeśli kusi Cię reklama pod hasłem: Pobierz darmowego ebooka i zostań profesjonalnym traderem zarabiającym na walucie, ropie i tym podobnych cudach, przypomnij sobie taką tabelkę:

Podsumowując ją jednym zdaniem: 80% procent klientów w każdym roku traci, a średnia strata to około 16-20 tys. złotych. Pod tym względem zdecydowanie lepsze wyniki przynosi gra w ruletkę, gdzie mamy jakieś 47% szansy na wygraną lub rzut monetą, gdzie wynik wynosi 50%. Wiele osób mówi, że takie inwestowanie jest super, bo można korzystać z dźwigni finansowej.

Zapominają o tym, że dźwignia działa w dwie strony. Możemy dużo i szybko zarobić, ale też dużo i szybko stracić. Nie poruszam nawet problemu konfliktu interesów przy zleceniach w modelu MM – czyli Market Maker, w którym strata klienta jest zyskiem brokera i innych ryzyk.

Pamiętajcie po prostu, że ebooki, szkolenia, seminaria i inne cuda mają nam dać poczucie, że mamy jakikolwiek wpływ na wynik. To jest bajka. Przeciętny inwestor indywidualny, według badań amerykańskiej Commodity Futures Trading Commission, traci na Foreksie średnio 15000 dolarów, po czym rezygnuje. Nie bądź naiwny – nie trać na to czasu i nie trać pieniędzy. Jedziemy dalej.

Polisy inwestycyjne

Te produkty są po prostu koszmarnie drogie. Niby inwestujemy w nich pieniądze, ale opłata opłatę opłata pogania. Napisałem kiedyś kilka artykułów o tym na blogu, a w jednym z nich, zatytułowanym” Polisy inwestycyjne to świetny sposób na zyski, choć raczej nie dla klienta” załączyłem Excela, który pozwoli Wam policzyć, jak mizerne są zyski po odliczeniu kosztów. Ale, nawet zapomnijmy na chwilę o tym arkuszu. Rzućcie okiem na te dane. To jest wyciąg z KID polisy inwestycyjnej czyli wyciąg z dokumentu: Kluczowe Informacje dla Inwestora.

Jeżeli w ciągu roku z Twojej polisy będzie pobrane 5%, 7% czy 11%, to jakim cudem wyciągniesz zyski, które pozwolą odrobić tę opłatę, inflację i dodatkowo podatek Belki. Zapomnij. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami takie polisy to bubel. Nie mieszaj ubezpieczenia z inwestowaniem.

Lokaty strukturyzowane

Kolejny skomplikowany i w mojej ocenie bardzo kiepski sposób na lokowanie pieniędzy. Reklamy tych produktów kuszą dość wysokimi zyskami (szczególnie w porównaniu do zwykłych lokat), mającymi wynikać np. ze wzrostu ceny najlepszych amerykańskich spółek, wzrostu kursu walut  itp.a jednocześnie obiecują zwrot 100% kapitału.

Jak takie lokaty strukturyzowane działają?

W ogromnym uproszczeniu bank za np. 90% Twoich pieniędzy kupuje obligację zerokuponową, która na zakończenie inwestycji zwróci kapitał. Z pozostałych 10% Twoich pieniędzy pobiera sobie sowitą prowizję, a za resztę kupuje „zakład” w banku inwestycyjnym, dający szansę na zysk lub stratę. Jeśli bank ten zakład wygra – dostaniesz obiecane odsetki. Jeśli zakład przegra – dostaniesz tylko zwrot kapitału. Wspaniały produkt… dla banku. Bank zarobi zawsze – bo zawsze pobiera prowizję. A Ty zarobisz Tylko wtedy, gdy gwiazdy na niebie ułożą się pomyślnie i bank wygra zakład. Zupełnie bezsensowny produkt z punktu widzenia klienta.

Jak wyglądają wyniki takich produktów? Weźmy przykład takiej lokaty strukturyzowanej o nazwie „Top Giganci”. Co Ci gwarantuje ta lokata? Możliwość zysku w oparciu o akcje światowych spółek. Jakich spółek? Adidas, Coca Cola, Hyundai, Sony, McDonalds. Po prostu można wchodzić w ciemno: 36 miesięcy inwestycji, 100% zwrotu kapitału! No i te zyski, do 7% rocznie! Zobaczmy jak wyglądają wyniki? Na 9 lokat strukturyzowanych “Top Giganci” aż  6 dało wynik 0%? Oznacza to, że realnie klienci tych lokat strukturyzowanych ponieśli stratę bo nie obronili swoich pieniędzy nawet przed inflacją.

Co również bardzo ważne – w niektórych tego typu produktach strukturyzowanych występują dodatkowe ryzyka. Bank może być tylko sprzedawcą, a nie gwarantem takiego produktu, więc nie obowiązuje tu ochrona Bankowego Funduszu Gwarancyjnego.

Pożyczki i kredyty konsumenckie, karty kredytowe

Kolejne na mojej liście są kredyty i pożyczki konsumenckie. Tego wątku nie będę rozwijał, bo wiecie, jaki mam do nich stosunek. Zadłużanie się na konsumpcję to jedna z NAJGŁUPSZYCH decyzji finansowych. Dziś wydajesz pieniądze, których nie masz. Wydajesz swój przyszły dochód, czyli pożyczasz od siebie samego z przyszłości. W dodatku płacisz za to ogromne koszty, często kupując rzeczy, które tracą na wartości. Długi konsumenckie to najprostsza droga do współczesnego niewolnictwa i totalne przeciwieństwo bogacenia się. Spójrz tylko na ten slajd.

Naprawdę trzeba być zielonym Elvisem, aby pożyczać pieniądze z RRSO na poziomie 819%. Gdy zamieściłem tę reklamę na Facebooku, to bardzo żywo dyskutowaliście. Agencja obsługująca firmę, która wysłała mi maila z tą reklamą, napisała taki komentarz: “Jakże kreatywna analiza treści! Chcieliśmy stworzyć prostą reklamę, a stworzyliśmy inspirującą Was do poszukiwań poezję ?”

No to odwdzięczyłem się również poezją: “to może taki autorski wierszyk ode mnie: “Nie ma gorszego pomysłu na życie, niż utonięcie w takim kredycie!” :)”

I dokładnie tak jest. Trzymajcie od długów z daleka bo zaciąganie długów nie ma sensu.

Wiele Funduszy Inwestycyjnych

Tego tematu dzisiaj dokładnie nie zgłębię. Tylko nadmienię, że mam tu na myśli np. różnego typu fundusze sektorowe (budownictwa, finansowe, farmacji, nowych technologii). Tego typu fundusze powstają często ponieważ w ostatnim czasie ten czy inny sektor rósł. I kiedy fundusze wchodzą na rynek bywa, że jest już za późno bo akcje z danego sektora już są drogie. Poza tym tego typu inwestycja wiąże się ze sporą koncentracją ryzyka. Dlatego ten produkt nie ma sensu dla wielu inwestorów.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Fundusze Absolutnej Stopy Zwrotu, które często obiecują: jak będzie spadało, to Ty nie będziesz tracić, jak będzie rosło, to Ty będziesz zarabiać, jak będzie świecić słońce to będziemy jak olejek z filtrem UV, a jak będzie padać deszcz to otworzymy nad Tobą parasol. Bzdura, większość tego typu funduszy nie są spełnia obietnicy.

To samo z funduszami aktywnej alokacji, które obiecują, że potrafią przewidzieć co będzie się działo na rynku. Nie jest to prawda z prostego powodu: nikt nie potrafi przewidywać przyszłości.

Druga grupa

Akcje pojedynczych spółek

A co z drugą grupą? To jest grupa, która wymaga czasu by ją dobrze przeanalizować. Należą do niej np. akcje pojedynczych spółek. Bardzo rzadko inwestuję w akcje pojedynczych spółek, a jeśli już to kupuję je akcje do portfela spekulacyjnego. Zarząd wie co się dzieje w spółce, audytor wie trochę mniej, przed radą nadzorczą zarząd maluje trawę na zielono a dopiero potem mamy analityków z funduszy, którzy rozmawiają z zarządem i próbują ocenić wartość spółki. A gdzie, w tej kolejce do wiedzy o spółce, jesteśmy my, indywidualni inwestorzy? Na samym końcu. Jeśli nie masz czasu by tą inwestycją zająć się na pełen etat to szkoda Twojego czasu.

Obligacje korporacyjne

To samo dotyczy obligacji korporacyjnych pojedynczych spółek.  Wiele osób błędnie zakłada, że słowo “obligacja” to synonim słowa “niskie ryzyko”. Otóż nie. Obligacja korporacyjna wiąże się z ryzykiem bankructwa firmy. Głośne przykłady bankructw to GetBack, GANT,  DSS … Dlatego inwestycje w obligacje korporacyjne trzeba wnikliwie analizować a nie cieszyć się, że ktoś nam przysłał maila: 7% z gwarancją kapitału. A jak się wczytamy w gwarancje to okazuje się, że 1 mln zł wyemitowanych obligacji jest gwarantowane przez spółkę, która ma raptem 50 tys. zł kapitału.  Gwarancja jest tyle warta ile wart jest gwarant:)

Grunty i Condohotele

Grunty oznaczają duże zaangażowanie i zmiany planów przestrzennych. Na tej inwestycji trzeba się znać i sporo czasu jest poświęcić. Condohotel to zazwyczaj przenoszenie ryzyka na klientów. Tylko nieliczne, które analizowałem miały jako taki sens.

Przedmioty kolekcjonerskie, stare monety, wina

Przyznam, że się na tym nie znam. Ja wino dzielę na dobre, niedobre, białe i czerwone… 😉

Kryptowaluty

To temat dla mnie bardzo ciekawy, dużo o kryptowalutach czytałem i cały czas brakuje mi takiego fundamentalnego powodu dlaczego wartość kryptowalut miałaby rosnąć. Bo o ile ograniczona podaż i technologia blockchain jest ciekawa i rozumiem ograniczoną podaż np. Bitcoina, to fakt, że obok bitcoina może wykiełkować wiele innych kryptowalut sprawia, że jestem bardzo ostrożny. Być może jeszcze tego nie rozumiem. Zamierzam dokończyć moją analizę przy pisaniu rozdziału o kryptowalutach. Mam już przygotowaną listę osób, z którymi się spotkam i spróbuję temat rozkminić. Na razie wygląda to dla mnie jak inwestycja “greater fool theory” czyli kupuję i wierzę w to, że ktoś inny odkupi ode mnie drożej.

Świetnie pomysły kolegi bankruta

Tego tematu nie ma co rozwijać 🙂

Na zakończenie kolejna perełka z mojej skrzynki. Jeszcze gorący mail z 20 maja 2019 r.:

Cześć Marcinie,

chciałbym się podzielić z Tobą krótką historią jak Twój blog otworzył mi oczy na wiele spraw.

Mam 23 lata, obecnie jestem na końcówce studiów magisterskich na Politechnice Warszawskiej. W październiku zeszłego roku pewnym zbiegiem okoliczności trafiłem na Twoją stron (…) kilka lat temu tata dał mi swoją kartę kredytową z limitem 3 000 zł, abym płacił “w razie potrzeby”. Efekt był taki, że na karcie cały czas było nabite między 2 000 -2 700 zł. Pieniądze od rodziców automatycznie szły na spłatę karty i cykl się powtarzał. Nie widziałem w tym nic złego.

Po przeczytaniu Twojego bloga oraz wysłuchaniu ogromnej liczby odcinków Dave Ramsey Show rzuciłem sobie wyzwanie, aby spłacić tę kartę. Mimo najtrudniejszego semestru na studiach udzielałem korepetycji. W lutym spłaciłem całą kartę i już jej nie używam (zajęło to odrobinę dłużej niż planowałem, ale wiadomo… złudzenie planowania). Poczułem wtedy co to znaczy mieć długi i ile wysiłku trzeba, aby je spłacać. To była bardzo dobra życiowa lekcja, w przyszłości muszę się trzymać z daleka od takich wynalazków, aby nie wplątać się w poważniejsze tarapaty finansowe. Po spłaceniu karty, dzięki dodatkowej gotówce mogłem pierwszy raz bez korzystania z niej pojechać na świetny wyjazd narciarski …

(…) Teraz moim planem jest odłożenie poduszki finansowej zgodnie z Twoimi radami, założyłem już oddzielne konto w tym celu. (…)Planuję ok. 8-10 tyś. oszczędności do października/listopada. A potem odkładanie m.in. na kolejne (…) wyprawy w dalsze części świata (…).

Cieszę się, że wchodzę w dorosłe życie wyposażony w wiedzę nt. finansów osobistych.

Z niecierpliwością czekam na Twój podręcznik inwestowania, zapisałem się już na newsletter w tym celu. Trzymam kciuki za jej rynkowy sukces.

Nie oczekuję odpowiedzi, jeśli nie możesz. Doskonale wiem, że pisanie e-maili rozprasza.

Pozdrawiam serdecznie,
Piotr

Piotr jest jedną z tych 15 mln osób, które są esencją misji tego wszystkiego co robię. Dziękuję Ci Piotrze za tego maila, dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną. Można? Jeżeli on tak myśli i postępuje w wieku 23 lat, to jak będzie w moim wieku to będzie miliarderem, czego życzę z całego serca Tobie Piotrze i każdemu z Was 🙂

To tyle na dziś. A jakie produkty Wy omijacie szerokim łukiem? Jestem bardzo ciekaw, dajcie znać w komentarzu.

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

  1. Polisa inwestycyjna to świetny sposób na zyski. Choć raczej nie dla klienta
  2. Jak zmienić pracę?
  3. Co robi HEADHUNTER i jak dać mu się złapać?
  4. 3 profesjonalne narzędzia do identyfikacji swoich mocnych stron
  5. Pozostałe publikacje na temat pracy
  6. Moja historia jak studiowałem medycynę
  7. Egzekucja. Co się dzieje gdy przestajesz spłacać długi?
  8. Na czym polega upadłość konsumencka?
  9. Ugotujesz się ja żaba – czyli długi w naszych głowach
  10. Karta kredytowa – cudowny produkt czy „samo zło”?
  11. Wtorek z finansami

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 12 694 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze28 komentarzy

  1. Byłem przekonany, ze lokaty strukturyzowane juz nie istnieją… z daleka od takich cudów. Bylem swiadkiem jak moj ojciec stracil tak pieniądze.
    Co do kredytów konsumpcyjnych-zabralem sie za nie u siebie i ostatnio udalo mi sie juz splacic dwa, jeden mniejszy i drugi większy. Reakcje “ekspedientek” (bo doradcami bym tych pań nie nazwal, bo implikowaloby to ze chca mi dobrze doradzic, a w bankach nie mozna na to liczyc) byly fascynujące. Ale jak to? Splaca pan? Zamyka pan u nas konto?! Mamy teraz swietna oferte na kredyt konsolidacyjny, moze pan “DOSTAC” dodatkowa GOTOWKE!! DODATKOWA gotowke rozumie pan??? DOSTAĆ od nas mozna!!! A po złożeniu dyspozycji zamkniecia wszystkiego byly jeszcze 4 (cztery!) Telefony z tzw. “Działu utrzymania” i czego tam oni nie obiecywali! Heh zamykanie i splacanie kredytow mimo wszystko jest przyjemne i nie tylko czlowieka uwalnia ale wrecz napawa dumą z samego siebie 🙂

    • Cześć Gerwazos,
      dokładnie tak to wygląda 🙂

      DOSTAĆ dodatkową gotówkę – wolne żarty….

      Gratuluję Ci serdecznie rozsądnych decyzji.

  2. Nie rozumiem części z kartą kredytową jeżeli na bieżąco ja spłaca to nie ma żadnej prowizji a pieniądze swoje np przez 30 dni do końca cyklu spłaty trzyma na koncie oszczędnościowym i one zarabiają

    • Ja też jestem zdania że karta kredytowa to normalny instrument i używana zgodnie z zasadami jak powinna być używana, jest świetnym uzupełnieniem portfela.
      Być może autor miał na myśli pokusę ciągłego zadłużania się ponad możliwości miesięcznej spłaty bowiem tak użytkowana karta już generuje koszty.

      • Zdecydowanie muszę doprecyzować 😉

        Karta kredytowa używana jako forma płatności jest jak najbardziej OK. Pisałem o tym wielokrotnie na blogu, m.in. w tym artykule:

        Karta kredytowa – cudowny produkt czy samo zło?

        Natomiast zadłużanie się na karcie – to oczywiście fatalna decyzja.
        Przy okazji – warto zwrócić uwagę na 2 sprawy:

        (1) Czy po spłacie karty jesteś w stanie przeżyć bez niej do końca miesiąca? Jeśli nie – to jesteś już “pod kreską” tylko jeszcze tego nie czujesz, bo (jeszcze) nie płacisz odsetek.

        (2) Zarabianie na “grace period” – to zawracanie głowy. Moim zdaniem – szkoda prądu. Banki wiedzą, że statystycznie większość klientów wcześniej czy później na tyle uzależni się od karty, że zacznie płacić odsetki. Poza tym – wykorzystywanie limitów “pod kurek” (np. wypłata całego limitu i wpłata go na konto oszczędnościowe) ma negatywny wpływ na ocenę punktową w BIK (klient z limitem wykorzystanym “pod kurek” jest bardziej “ryzykowny”). O czym większość osób nie wie.

        Podsumowując:
        1. Karta jako sposób płatności – OK
        2. Karta jako źródło długu – nie OK 🙂

    • Dodam od siebie, że od długiego czasu robię tak, że korzystam z karty i spłacam ją regularnie, oszczędności w tym czasie leżą miesiąc dłużej na rachunku oszczędnościowym i nigdy nie płacę odsetek a nawet zarabiam na nagrodach od banku za korzystanie z karty.

      Jednak co muszę powiedzieć, zauważyłem jedną prawidłowość, o której tutaj nikt nie wspomina:
      – kiedy korzystamy z karty kredytowej ucieka znacznie więcej pieniędzy, po prostu z mojego doświadczenia i pełnej świadomości zauważyłem, że kiedy pieniądze schodzą żywo z konta to wydajemy ich mniej tak jak gotówką, natomiast kredytówka jest jakby lżejsza przy wydawaniu, tak bym to ujął.

  3. Szkoda, że wcześniej nie wiedziałam o istnieniu tego bloga, jeszcze przed podpisaniem umowy kredytu hipotecznego. Może inaczej podjęlibyśmy decyzję. Zainspirowałeś mnie do prowadzenia budżetu domowego! I wreszcie mam choć trochę poczucia, że panuję nad finansami rodzinnymi, a za cel obrałam jak najszybszą spłatę kredytu! Dziękuję!

    • Hej Magda,

      nigdy nie jest za późno, by zacząć wprowadzanie pozytywnych zmian w swoich finansach.

      Trzymam kciuki i życzę powodzenia w realizacji Twoich planów i jest mi bardzo miło, że dołączyłaś do grona Czytelników bloga 🙂

  4. jest taka piosenka pt. Stówa, którą Pablopavo wykonuje z Praczasem i gościnnie ze Spiętym z Lao Che:

    “Poznajcie stówę wszystkich koleżankę
    Zawsze w koszulce z Jagiełło Władkiem
    Mieszka w portfelach i w różnych miejscach
    Może ją miałeś w rękach przypadkiem
    Urodzona maszynowo w mrokach mennicy
    Faszerowana tajemną nitką
    Jej świat się zmienia z godziny na godzinę
    Niby bezwolna a żyje szybko …”

    i dalej jest tak:

    .”..Jednemu ty świata nie zdołasz zasłonić
    Szaleju obeżre się drugi, gdy schowa cię w dłoni…”

    i ten fragment, chyba najlepiej obrazuje różnoraki stosunek człowieka do pieniądza….

  5. Marcin,
    Co sądzisz o opcjach na akcje? Właśnie zmieniłem pracę i nowa firma (a raczej Grupa notowana na brytyjskiej giełdzie) daje możliwość zapisania się na opcję na akcje z możliwością realizacji za 3 lata.
    Teoretycznie wygląda to sensownie – co miesiąc ‘odkładam’ niewielką kwotę i za 3 lata z uzbieranych pieniędzy mogę kupić akcje po kwocie z dzisiaj. Jeżeli nie zdecyduje się na zakup tych akcji to pieniądze wracają do mnie.
    Zastanawiam się jednak czy w ogóle warto się w to bawić, z jednej strony jest to perspektywa 3 lat, z drugiej zakładam że wpłacałbym stałe niewielkie kwoty (nie jestem typem ryzykanta).
    Pozdrawiam,
    Wojtek

    • Dołączam się do pytania, zawsze ciekawiło mnie czy traktować to w kategorii inwestycji w akcje (jak na polskiej giełdzie) czy to jednak bardziej/mniej ryzykowne? Obawiam się, że rozliczanie np. podatku albo zakładanie konta w biurze maklerskim byłoby na tyle kłopotliwe, że przyćmiłoby korzyści.

    • ja korzystam z podobnego mechanizmu u siebie w firmie. Działa rewelacyjnie. Przez ostatnie parę lat nie było tąpnięcia, więc jestem sporo na plusie. Pamiętaj, że giełda to zawsze giełda, ale zobacz jaką tu masz przewagę. Normalnie, jak kupujesz akcje, to nie masz pojęcia w jakiej cenie będą za 3 lata. A tak za 3 lata będziesz znał “starą” cenę i “nową”, więc decyzja będzie bardzo prosta.

    • Opcje na akcje to sposób kupowania lojalności pracowników. Nic złego, jeśli planujesz zostać z firmą na te 3 lata przynajmniej.
      Jest taka historia, że gdy Google rósł jak na drożdżach to zatrudnili kucharza. Dali mu opcje na akcje. Gdy czas minął, chłopina sprzedał akcje i został milionerem. I tyle go widzieli w Google 🙂

  6. Hej Marcin,
    Pod ostatnim podcastem pisałem o przerywanym dźwięku. Nie wiem czy coś zminielies czy przypadek ale tym razem słuchało się super, dzięki.

  7. Panie Marcinie, a co z inwestycjami w nieruchomości, czy traktujesz je jak grunty, czyli nie ruszać? Co z inwestycjami w waluty? Chyba warto trzymać w nich trochę oszczędności? Jest jeszcze Złoto?
    Z mojego rozeznania na pytanie w co inwestować, odpowiedź jest jedna: we WSZYSTKO (po trochu) tak chyba najbezpieczniej (lokaty, obligacje skarbowe, tfi, etf, złoto, waluty… w co się tylko da dywersyfikuj!!)

    • Plastic Tofu

      Zdarzyło mi się zauważyć, z jak wielką estymą na stronach tego bloga traktuje się Warrena Buffeta więc zacznę od przytoczenia jego słów na temat dywersyfikacji; “diversification is protection against ignorance. It makes little sense if you know what you are doing.”
      Najkrótszy kurs bogacena się wygląda następująco:
      1. Wydawaj mniej niż zarabiasz.
      2. Inwestuj w to na czym się znasz.
      Koniec.
      Punkt drugi jest esencją tego odcinka i odpowiedzią na dywersyfikację. Na pewno jest ona potrzebna gdy buduje się portfel inwestycyjny, natomiast jak każde narzędzie może być hamulcem w budowaniu naszego szczęścia. Tak szczęścia, gdyż jest ono najwyższym celem życia, niezależnie jak jest definiowane przez nas. Pieniądze są jednym z elementów naszego życia i dywersyfikacja jest gwarancją, że nie będziemy rwać włosów z głowy podczas następnego kryzysu. To gdzie leży problem? Inwestycje wymagają wiedzy. Im głębszą wiedzę posiadamy tym nasze decyzje są bardziej wyważone i szczególnie w świecie inwestycji nasze szanse na sukces zwiększają się diametralnie. Kiedy zaczynamy inwestować we WSZYSTKO, potrzebujemy ogromnej wiedzy. Czas potrzebny na zgłębienie tematu przy tak rozproszonych interesach procentuje nam w coraz mniejszym stopniu, gdyż wpływa na mały fragment naszego majątku. Sam nakład czasowy nie kończy się tylko na zgłębieniu materiału, ale na monitorowaniu naszych inwestycji i tu znowu mamy ten sam problem im więcej dziedzin wymaga naszej uwagi, musimy poświęcać im coraz więcej czasu i albo zabraknie nam czasu, albo nasza proces stanie się na tyle pobieżny, że może stać się bezwartościowy. Nie możemy również zapominać, ze życie składa się z innych elementów i pieniądze są tylko jego częścią potrzebną do osiągania celów, a nie celem samym w sobie.
      Dywersyfikacja jest ważna i potrzebna natomiast powinna być aplikowana w ostrożny i przemyślany sposób.

  8. Kilku znajomych na studiach dało się zwerbować na takich “doradców”. Kończyło się to później telefonami i umawianiem spotkań w celu wciśnięcia “rewelacyjnej metody na oszczędzanie” 😉

  9. Drogi Marciniem polaczenie gruntow z condohotelami to zdecydowanie zbyt ‘grube’ naduzycie: Grunt to biznes! Fakt, trzeba sie ‘co nieco’ zapoznac z obowiazujacym, dosc czesto ostatnio zmieniajacym sie prawem (np. ‘specustawa’, ‘ukur’ itp…) ale stopy zwrotu sa NIEOSIAGALNE dla wymienianych przez Ciebie inwestycji (!)
    p.s.1. Condohotele – zgoda, tu ludzie bywaja rolowani – zreszta na tzw. gotowcach inwestycyjnych, np. typu mieszkanie na wynajem krotkoterminowy, gdzie za chwile wejda ostre ustawowe obostrzenia, a ktorych gwaltownego wysypu ofert sprzedazy nalezy oczekiwac w najblizszym czasie – tez…
    p.s.2. …a za rogiem czeka ‘krizis’ – czy podobny jak w 2008-09, czy (…)?
    p.s.3. Jestem gotow przyjac zaklad, ze w tym przypadku (GRUNTY) stopa zwrotu wynikajac z podniesienia swojej wiedzy/kwalifikacji, jak i z inwestycji jest (moze byc) najwyzsza 🙂

  10. Bardzo dobrze podana i przyswajalna wiedza, treść Twojego artykułu to dla mnie prawdziwe “kulinaria” w postaci mięsa finansów. Co więcej nie tylko dajesz Marcinie przepis na właściwą, zdrową konsumpcję, ale też informujesz o “zepsutych” czy też “nieświeżych” produktach, których należy unikać pomimo ich atrakcyjnego opakowania i chrupiącej skórki przygotowanej przez macherów bankowości jak i parabankowości.

    Temat ten zahacza o coraz bardziej dostrzegalne zjawisko, czyli tzw. shadow banking (bankowość cienia), która ostatnio coraz częściej z tego cienia wychodzi:
    https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/bankowosc/wyzwania-regulacyjne-bankowosci-cienia/

  11. W dziedzinie inwestowania jestem laikiem, dopiero zgłębiam temat.
    Natomiast Twój wpis spadł jak z nieba – ostatnio ktoś kusił mnie… Forexem. Fajnie, że akurat wpadłem na Twój artykuł. Dzięki za wyczulenie!

    Pozdrawiam serdecznie!

  12. Marcinie sprawdziłbyś czy z blogiem jest wszytko ok bo często tak jest że strona otwiera się jakby bez żadnych styli CSS i dopiero odświeżenie powoduje wczytanie strony w całości. Ten problem występuje pod firefoxem, nie wiem jak w innych przeglądarkach.

  13. Hej Marcin. Przyznam szczerze, że zaskoczyłeś mnie wrzucaniem akcji do worka instrumentów, których unikasz. Niewiele ostatnio mnie tak zdziwiło ;). Nie mniej jednak rozumiem, że analiza pojedynczych spółek zajmuje po prostu za dużo czasu.

    Mam pytanie odnośnie portfela spekulacyjnego, a właściwie Twoich różnych portfeli. Napisałbyś kiedyś jak dzielisz swoje finanse? Ile portfeli masz i jakich? Co wchodzi w ich skład. W zasadzie nie chodzi mi o konkretnie zawartość Twoich portfeli, ale artykuł z przykładowym podziałem, który wydaje się Tobie sensowny oraz co w poszczególnych portfelach mogłoby się znaleźć.

    • Hej Michał, trzymam się zasady, że jeśli nie mam czasu przeanalizować jakiejś inwestycji, to w nią po prostu nie wchodzę. Nie znaczy to, że w ogóle nie inwestuję w pojedyncze akcje. Ale robię to w ramach mojego portfela “spekulacyjnego” i bardzo sporadycznie.

      Co do pozostałych pytań – dokładnie to opisuję własnie w mojej książce o inwestowaniu.Te tematy zaczną częściej pojawiać się na blogu po zakończeniu książki (teraz koncentruję się na tym, aby w przystępny sposób wszystko pięknie pokazać w książce). Jednak sporo już na ten temat opowiedziałem tutaj:
      https://www.youtube.com/watch?v=taoNTNqpRx8

      • Dziękuje, obejrzane :).
        Do książki byłem już przekonany, ale teraz chciałbym mieć ją już w rękach. No i oczywiście po obejrzeniu wtorku z finansami mam więcej pytań, niż odpowiedzi ;).

        1. Czy uważasz, że poduchę (znaczną jej część) można trzymać w Funduszu obligacji, zamiast w 10 latkach? Chodzi mi konkretnie o NN Obligacji w IKE. Mi w tym momencie wydaje się to znacznie lepszym rozwiązaniem (mam kategorię F).
        2. Będziesz też opisywał (w książce, bądź na blogu) poszczególne ETFy, Indeksy, którymi warto się zainteresować? O “pająku” nigdy nie słyszałem, a brzmi naprawdę fajnie. Ipopeme kojarzę. Nie znalazłem dobrze rozgryzionego tego tematu w “polskich internetach”.

  14. Witaj Marcin. Od jakiegoś czasu opłacam polise inwestycyjną, konkretnie DuoBenefit od Ergo Hestia. Czy faktycznie wszystkie tego typu produkty są z góry skazane na porażkę przynajmniej z perspektywy klienta? Jak mogę sprawdzić czy ta opcja przynosi mi korzyści czy straty, a co za tym idzie, czy lepsze będzie dla mnie zerwanie umowy i poniesienie kar umownych, czy opłacanie tej polisy do końca?

Odpowiedz

Top
MENU