Ile powinieneś mieć pieniędzy w wieku 20, 30 i 40 lat? Cykl życia i dochodów

111

Czy zastanawiałeś się kiedyś, ile pieniędzy powinieneś mieć w wieku 20, 30 i 40 lat? Czy w ogóle da się to określić?! Choć życie każdego człowieka jest inne, możemy wyróżnić pewne stałe fazy, które rządzą się określonymi prawami. Przekonaj się, czy jesteś na dobrej drodze. 

Nie zamierzam w dzisiejszym artykule narzucać Wam żadnych konkretnych kwot – bo to zależy przecież od bardzo wielu zmiennych – od tego, na czym polega wasza praca, w jakiej jesteście formie, gdzie mieszkacie, czym się zajmujecie, ile macie dzieci, itd.  Postanowiłem jednak poruszyć ten temat po to, aby zachęcić Was do spojrzenia na własne życie i finanse osobiste ze zdecydowanie szerszej perspektywy, niż zwykle.

A jeżeli zdarzyło Ci się przegapić ostatni #wtorekzfinansami, koniecznie zajrzyj do filmu! Pojawia się w nim bardzo szczególny Gość, który jak nikt inny miał ogromny wpływ na moje życie 🙂

Finansowy cykl życia

Większość ludzi ma bardzo krótki horyzont planowania swoich decyzji finansowych – wielu myśli z dnia na dzień, co bardziej świadomi o miesiąc do przodu (czasem o kilka miesięcy), ale już planowanie w perspektywie 5 lat – to dla większości z nas jest abstrakcją. Tymczasem istnieje coś takiego, jak finansowy cykl życia, pokazany na poniższym wykresie:

Cykl życia i dochodów - wykres 1
Źródło: https://unrealisedgains.wordpress.com/2015/03/10/financial-lifecycle/

Na osi Y mamy pokazaną wysokość dochodów, na osi X nasz wiek w latach. I chociaż życie każdej osoby jest unikalne i przebiega w nieco inny sposób, to zazwyczaj możemy wyróżnić w nim kilka faz: 

  • fazę dzieciństwa, 
  • edukacji, 
  • zakładania rodziny, 
  • rozwoju kariery i 
  • emerytury.

Każda z tych faz rządzi się nieco innymi prawami. 

Faza dzieciństwa

Pierwsza z faz to oczywiście faza dzieciństwa. Z racji wieku i jego uwarunkowań nie mamy tutaj zbyt dużego pola do zarobku. Z finansowego punktu widzenia, to czas, w którym – o ile zadbają o to nasi rodzice i wychowawcy – powinniśmy nauczyć się przynajmniej tego, że pieniądze nie biorą się z bankomatu, że w reklamach namawiają nas zwykle na bzdury i że wydawanie wszystkich pieniędzy jest głupie. Jeśli do tego zaszczepimy naszym dzieciom szacunek do pracy i wiarę we własne siły – to mamy dobry materiał na finansowo wolnego w przyszłości człowieka.

Przeczytaj o tym więcej na blogu:
Czego i jak uczyć dzieci o pieniądzach?
– Jak wychować dzieci w finansową pewnością siebie?
Jak nauczyć dzieci postępowania z pieniędzmi?

Faza edukacji

Po dzieciństwie mamy okres edukacji – szkołę średnią i potem często studia. To czas, kiedy możemy się już nauczyć zarabiania pierwszych pieniędzy. Szczególnie dużo możliwości pojawia się na studiach – wakacyjny staż czy wyskok na program typu „Work & Travel” to bardzo fajny sposób na zwiedzenie kawałka świata i doświadczenie po raz pierwszy życiu, że pieniądze dają swobodę. 

Sam miałem okazję być dwukrotnie w czasie studenckich wakacji w USA. Pracowałem na nocną zmianę w kasynie w Lake Tahoe (pogranicze Nevady i Kaliforni), potem o 10 rano stawiałem się w okolicznym motelu, w którym zarabiałem 3 dolary za każdy posprzątany pokój, a o 14:00 wskakiwałem na czterogodzinny rejs statkiem wycieczkowym, na którym dorabiałem jeszcze jako kelner. Pracy było mnóstwo, ale dzięki niej, po trzech miesiącach, przez kolejne 3 tygodnie podróżowałem z przyjaciółmi po parkach narodowych w Zachodnich Stanach i przywiozłem do domu sporo oszczędności. 

Ile oszczędności powinieneś mieć w wieku 20 lat? Moim zdaniem, oszczędności możesz jeszcze nie mieć wcale, ale jeśli w tym wieku ciągle jeszcze polegasz wyłącznie na kieszonkowym od rodziców i nie zarobiłeś własnymi siłami nawet 1000 zł – to zdecydowanie pora zakasać rękawy i zacząć się mierzyć z życiową rzeczywistością. Bo Jak mawia Bill Gates: 

W przeciwieństwie do tego, co pokazują różne seriale, w prawdziwym życiu trzeba kiedyś wyjść z kawiarenki i pójść do pracy.

Faza zakładania rodziny

Po okresie edukacji zwykle zaczynamy pracę i chwilę później zakładamy rodzinę. I to jest taki bardzo ciekawy etap – bo z jednej strony te pierwsze pieniądze sprawiają, że świat staje przed nami otworem i wszystko wydaje się być w zasięgu ręki. A z drugiej strony okazuje się, że pierwsze zarobione pieniądze gdzieś się rozchodzą. Szczególnie, jeśli wkrótce po rozpoczęciu pracy zdecydujemy się na założenie rodziny i kupno własnego mieszkania. Nasze dochody zaczynają wprawdzie stopniowo rosnąć, ale wraz z nimi pojawiają się niezliczone wydatki. Okres między 20 a 30 rokiem życia jest moim zdaniem niezwykle ważny pod względem tego, jak potoczy się dalej nasza finansowa przyszłość i warto dobrze nim pokierować. 

1. Dostosuj styl życia do swojej sytuacji

Nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że w związku z założeniem rodziny i często także kupnem mieszkania, jest nam niezwykle trudno odłożyć jakiekolwiek pieniądze. Bardzo ważne jest jednak, aby na tym etapie zdać sobie sprawę, że – skoro nagle skokowo pojawiły się nowe wydatki – bo np. pojawiły się dzieci i koszty związane z mieszkaniem, to musimy na jakiś czas wyciąć inne sprawy. Musisz dostosować swój styl życia do tej nowej sytuacji.

2. Zbuduj poduszkę bezpieczeństwa

Wiem, że wspaniale było podróżować po świecie ze swoją drugą połówką zanim pojawiły się dzieci, ale teraz na kilka lat trzeba zacisnąć pasa! Nic się nie stanie, jeśli przez dwa czy nawet trzy lata nie wyjedziesz na drogie wakacje. Nie musisz też urządzać pierwszego mieszkania w wyszukany sposób – aby zrobić wrażenie na znajomych czy na teściowej. Ten szalony okres trzeba po prostu spokojnie i skromnie przetrzymać, koncentrując się na tym, aby nie sięgać po długi konsumenckie i zbudować finansową poduszkę bezpieczeństwa.

3. Oddaj społeczeństwu zaciągnięty dług

Czasami ludzie w okolicach 30-tki mówią: „ale ja nie chcę ograniczać swojego stylu życia!  Coś mi się przecież należy!”. Drogi 30-latku! Przez większą część swojego życia byłeś stroną zaciągającą wielki dług – zarówno wobec swoich rodziców, którzy cię utrzymywali, jak również wobec społeczeństwa, dzięki któremu mogłeś zdobyć niemal darmowa edukację. 

Cykl życia i dochodów - wykres 2
Źródło: https://unrealisedgains.wordpress.com/2015/03/10/financial-lifecycle/

Rzuć okiem na wykres dochodów – gdy Ty nie zarabiałeś, ktoś przecież za Ciebie płacił. Skąd zatem pomysł, że na etapie 30 roku życia „Tobie coś się należy”?! Na tym etapie powinieneś zasuwać jak perszing na wysokości lamperii, aby jak najszybciej dołączyć do grona tych, którzy dają coś od siebie społeczeństwu, a nie są tylko nastawieni na branie i na przywileje. Na przywileje trzeba sobie zapracować!

Moim zdaniem 30-latek, który nie ma żadnych długów konsumenckich, którego rata kredytu hipotecznego nie przekracza 30% dochodów netto rodziny i który ma zbudowaną finansową poduszkę bezpieczeństwa na 6 miesięcy – jest naprawdę w dobrej sytuacji finansowej.

Faza rozwoju kariery

Zaczyna się jedna z ciekawszych faz – ta, w której skupiasz się na rozwoju kariery. Jeżeli chodzi o życie zawodowe – moim zdaniem w wieku 30 lat powinieneś już bardzo dokładnie wiedzieć, co chcesz osiągnąć pod względem zawodowym. Rozumiem, że zaraz po studiach mogłeś się jeszcze wahać i przez pierwsze lata próbować różnych opcji, zmieniać branżę. Ale do 30-stki już naprawdę trzeba przestać być studentem, a zacząć stawać się świetnym specjalistą. Dlaczego to takie ważne? Spójrzmy na nasz wykres! 

Cykl życia i dochodów - wykres 3
Źródło: https://unrealisedgains.wordpress.com/2015/03/10/financial-lifecycle/

Po trzydziestce jest świetny czas na to, aby w pełni skoncentrować się na szybkim zwiększaniu swoich dochodów. 

1. Wykorzystaj złoty czas

Pod względem zarobków to zwykle złoty czas, który trwa do jakiegoś 45 roku życia. Jeśli naprawdę będziesz wybitny w swoim fachu, nic nie stoi na przeszkodzie, aby w ciągu tego okresu Twoje dochody wzrosły trzy- pięcio-, siedmio-, czy nawet dziesięciokrotnie. Wiele osób martwi się, że mają 30 lat, małe dzieci, kredyt hipoteczny i nie mają z czego odkładać na emeryturę. Spokojnie. Na razie skoncentruj się na tym, by zdobyć odpowiednią wiedzę i znajomości, by przygotować sobie grunt pod szybki wzrost zarobków .

Przeczytaj o tym więcej na blogu:
Jak zwiększyć swoje zarobki
Dorabiał do etatu 200 zł miesięcznie, a dziś dorabia 100 tys. zł rocznie!

2. Zbuduj solidne finansowe zaplecze

Bardzo ważne w tym okresie jest także pozbycie się długów i zbudowanie solidnej poduszki finansowej. Bo jeśli będziesz mieć długi i nie będziesz mieć poduchy – będziesz zestresowany, skoncentrowany na tym, jak przeżyć od pierwszego do pierwszego i nigdy nie zaczniesz zarabiać na miarę swoich talentów i możliwości, bo będziesz się bać. A zatem do trzydziestki pozbądź się długów konsumenckich,  zbuduj poduchę bezpieczeństwa i sprecyzuj swój zawodowy obszar, w którym dołączysz do 1% najlepszych osób w Twojej branży.

Przeczytaj o tym więcej na blogu:
Jak pozbyć się długów
Fundusz bezpieczeństwa – Twój obowiązkowy cel finansowy
Finansowa poduszka bezpieczeństwa – pytania i odpowiedzi

3. Spiesz się, nim dopadnie Cię PESELOZA!

A dlaczego powiedziałem, że trzeba się sprężać, bo takie zarobkowe „eldorado” kończy się w większości przypadków w okolicach 45 roku życia? Bo – o ile nie dołączyłeś do absolutnej czołówki w swojej branży czy chociaż w swojej firmie – zaczyna zagrażać Ci PESELOZA. 

Ta “choroba” przychodzi zwykle, gdy trochę już osiągnąłeś, z niejednego pieca jadłeś chleb, dojrzałeś i trochę wyluzowałeś. Nie robią już na Tobie specjalnego wrażenia korporacyjne mowy motywacyjne. Przychodzi nowy prezes, ale myślisz sobie – Eeee tam, przeżyłem już pięciu prezesów, to przeżyję i szóstego. Trzeba się szanować i pracować z godnością

Być może brzmi to przyjemnie, ale nie bierzesz wtedy pod uwagę pewnej ważnej sprawy. Za Twoimi plecami już zaczynają rozpychać się ambitni 30-kilkulatkowie, którym ciągle się chce, którzy mają głód wiedzy i którzy lepiej od Ciebie rozumieją współczesne trendy i technologie. Oni są mniej sceptyczni względem tego, co Ty nazywasz  „corporate billshit” i – co najważniejsze – z pocałowaniem ręki wykonają Twoją pracę za połowę Twojego wynagrodzenia i jeszcze będą zadowoleni! Oto właśnie, drodzy Państwo – PESELOZA!

4. Przygotuj się do kolejnego etapu

Twoja firma zdaje sobie z tego sprawę. I pewnego pięknego dnia usłyszysz, że firma bardzo sobie ceni Twój wkład w jej rozwój, ale teraz wkład kogoś innego ma dla niej o wiele wyższą wartość. Zatem to nie przypadek, że dynamika Twojego wynagrodzenia może w takim momencie ostro wyhamować a nawet stać się ujemna. I z tego samego powodu – do 40-tki – 45 tki warto już sobie odłożyć trochę kapitału – wykorzystując np. od 30 roku życia dwa limity IKE pod kurek – limit żony i limit męża – a dodatkowo uporać się również do tego czasu z kredytem hipotecznym na własne mieszkanie.

Przeczytaj o tym więcej na:
kurshipoteczny.pl
Wszystko o IKE

Ile pieniędzy warto oszczędzać miesięcznie?

Jestem wielkim zwolennikiem korzystania z życia i wydawania pieniędzy na różne przyjemności, co określam mianem “inwestycji w doświadczenia”. Dlatego w każdym roku staram się odbyć kilka super podróży i bez mrugnięcia okiem wydaję część pieniędzy na własne pasje. 

Ale kluczowe w poprzednim zdaniu jest słowo: “część”. Ponieważ jestem realistą, wiem że w przyszłości nie będę zarabiać tyle, co dzisiaj, dlatego “część” pieniędzy w każdym miesiącu odkładam.

Spotykając się ze sprzedawcami różnego rodzaju produktów systematycznego oszczędzania słuchałem o tym, jak to odkładając po 300 zł miesięcznie na emeryturze będę milionerem. Ale to bzdura! Aby właściwie skalibrować Wasze oczekiwania – przygotowałem taką poglądową tabelkę z własnymi obliczeniami: 

Ile oszczędzać miesięcznie
Tabelka powstała w oparciu o kalkulator, który możecie sobie pobrać w artykule pt. Jak obliczyć emeryturę?

Zawarty tam rozbudowany kalkulator w Excelu pomaga w dość precyzyjnym policzeniu, ile powinniśmy co miesiąc odkładać, aby po przejściu na emeryturę mieć dodatkowo X tysięcy złotych z prywatnych oszczędności. Ale oczywiście można dokonać nim obliczeń na krótsze okresy.

Pod tabelą wypisałem założenia, które w mojej ocenie są w zasięgu możliwości inwestycyjnych przeciętnej osoby. Jeżeli do emerytury otrzymywanej z ZUS (która jak wiemy będzie śmiesznie niska) chcesz mieć dodatkowo odpowiednik dzisiejszych 1000 zł, to: 

  • w wieku 20 lat powinieneś odkładać około 619 zł
  • w wieku 30 lat, jeżeli nie miałeś oszczędności, powinieneś odkładać już 754 zł 
  • mając lat 40, powinieneś odkładać 992 zł, 
  • a około 50-tki, aby móc cieszyć się dodatkowym 1000 zł do emerytury musisz odkładać aż 1540 zł! 

Przypomnijmy tylko, że wskazane oszczędności pozwolą Ci dołożyć do miesięcznej emerytury zaledwie 1000 złotych (w dzisiejszych pieniądzach). Oczywiście, jeśli będziesz w stanie wyciskać wyższe stopy zwrotu – śmiało możesz odkładać mniej – w kalkulatorze możesz pobawić się założeniami. Ale nie łudź się, że odkładając 300 zł na lokacie będziesz w przyszłości krezusem.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 3%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Warto z tej sytuacji zdać sobie sprawę już teraz – na tym etapie życia, na którym jesteś i po prostu wziąć sprawy w swoje ręce. Na moim blogu czeka na Ciebie bardzo wiele artykułów, które pomogą Ci mądrze pokierować finansami na każdym etapie życia. 

Za kilka dni skończę też moją książkę o inwestowaniu, która mam nadzieję dodatkowo pomoże Wam pomnażać oszczędności. 

Jestem bardzo ciekawy, co myślicie o takim spojrzeniu na zarabianie i odkładanie pieniędzy przez pryzmat całego życie. Dajcie koniecznie znać w komentarzu na jakim etapie cyklu obecnie jesteście i co robicie, aby maksymalnie ten etap wykorzystać?

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 19 222 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze111 komentarzy

  1. Wraz z żoną odkładamy ok 30% dochodów.
    12% dochodu przeznaczamy na kredyt. Reszta na opłaty bieżące jak czynsz, telefony, telewizja, prąd, paliwo, jedzenie, ubezpieczenia auta, mieszkania(to raz w roku)
    No i jedne dłuższe wakacje w roku (2tyg), jeden krótszy wyjazd w roku (ok tydzień), kino, imprezy jakieś co drugi weekend, raz na jakiś czas wyjście na koncert czy do teatru.
    Najważniejsze, jak tylko wpływają nasze pensje, pierwsze co to te 30% leci na inne konto, później wrzucamy na różne promocje lokat.

    • jest tylko 1 den problem dzis szaleje konowirus i moze twoje i moje oszczednosci i wielu ludzi zmielic i spalić …..czyli zniszczyć mozemy sie obudzic a dolar bdzie po 10 zl …..i jest na dzis wielkie pytanie czy TRZYMAC OSZCZEDNOSCI Z pln CZY MOZE ZAMIENIĆ NA COŚ INNEGO

  2. Świetny artykuł, który mógłby się śmiało pojawiać w szkołach aby edukować jak warto postępować.

    Mając za chwilę 30 lat robię to o czym piszesz – od dobrych kilku już lat zapierniczam jak perszing. Oszczędzam miesięcznie jakieś 45-55% przychodu, ale sknerą nie jestem – jeśli czegoś NAPRAWDĘ chcę, pozwalam sobie na to. Z tym, że naprawdę musi tak być tj jest pokusa – daję sobie przynajmniej 2 tygodnie na przemyślenie, czy to nie jest czasem tylko chwilowa zachcianka. Poza tym, dużo inwestuję w siebie.

    Ta strategia procentuje. Mam już własne mieszkanie, nie mam kredytu na głowie, co daje niesamowity komfort psychiczny. Myślę raczej kategoriami bezpiecznych inwestycji.

  3. Cześć Marcin,
    Na wstępie chciałbym podziękować za Twój blog i pogratulować dobrze wykonanej pracy. Proszę o Twoją opinie na następujący temat – Planujemy z żoną zakup lub budowę domu, odkładamy ok 50 % naszych dochodów, drugie 50 % przeznaczamy na tzw “życie”. Na przyjemności, rozrywkę, wyjazdy nie zostaje już nic. Takie proporcje oszczędzania stają się dla mnie bardzo uciążliwe, codziennie zastanawiam się czy i jak długo uda mi się trzymać ustalonych założeń. Czy wg Ciebie dobrze robimy czy lepiej skorygować plany i kupić na przykład tańszą nieruchomość, która nie będzie zmuszała mnie do tak dużych oszczędności?
    Pozdrawiam

    • Michał,
      To zależy, jak bardzo pragniecie tego domu oraz ile brakuje do realizacji celu…

      – Jak długo już odkładacie w ten sposób?
      – Ile musicie jeszcze odłożyć?
      – Ile miesięcy to potrwa?

      To ważne pytania, bo za chwilę wymarzony dom zamieni się w koszmar a Ty i żona całkowicie stracicie radość życia…

      • No to tak…
        – 20 miesięcy
        – zakładając, że dojdzie jeszcze wykończenie w środku, ogród itp… to ciężko określić
        – myślę, że jeszcze trzy lata

        Zaczynam myśleć nad zaciągnięciem drugiego kredytu hipotecznego i o ewentualnej nadpłacie w późniejszym czasie, za nim oszczędzanie nas zupełnie wykończy. Jeden kredyt mamy na mieszkanie, w którym żyjemy. Po przeprowadzce chcieli byśmy wynająć tak aby spłacały się dwa kredyty 😉 – ale to tylko wariant optymistyczny bo z wynajmem bywa różnie

        • No to nie pociągnięcie tak przez 3 lata, jeśli po 20 miesiącach macie dość…
          A jaki odsetek Waszych dochodów netto będą stanowić raty obydwu kredytów?

          Zawsze możecie także sprzedać obecne mieszkanie i wynająć coś małego na czas budowy, itp. Gotowość do poświęceń jest zwykle wprost proporcjonalna do tego, jak bardzo chcemy coś osiągnąć…

          • Marcinie raty chciałbym zminimalizować i utrzymać tak aby stanowiły łącznie 20 % dochodów netto. Małe raty zmuszają do dużego kapitału w gotówce, którego uzbieranie zaczyna być męczące 😉
            Sprzedaż mieszkania, które rośnie na wartości ok 40% w 5 lat to ostatnia deska ratunku, której chciałbym uniknąć.

          • Jeśli w sumie raty będą na poziomie poniżej 30% dochodów – to śmiało zaciągałbym drugi kredyt hipoteczny, kupował dom i wynajmował mieszkanie (albo je sprzedał).

            Pytania do rozważenia:
            – Kupiłbyś dzisiaj takie mieszkanie na wynajem?
            – Ceny domów (wspominałeś o kupnie) także nie stoją w miejscu. O ile podrożał dom, o którego kupnie myślisz?

            Moim zdaniem macie sporo opcji przy Waszych dochodach.

          • Dziękuję Marcinie za zainteresowanie moim tematem 🙂 Myślę, że wydłużę czas realizacji planu o rok lub dłużej, a przejdę na system 40% do 10%. W ten sposób trochę odetchniemy 😉
            PS: Masz rację domy też drożeją, ale nie w tak szybkim tępie jak mieszkania, sam wzrost wartości domu wynika jedynie ze wzrostu pensji fachowców, których brakuje na rynku.
            Myślę, że dobra koniunktura naszych zarobków potrwa jeszcze max 4 lata poźniej zacznie się wypłaszczać i spadać – co potwierdza Twój dzisiejszy post

      • 🙂

        Nie są to jakieś kosmiczne zarobki, ale jestem zdania, że dopóki jest mi dane zarabiać tyle, ile zarabiam, to postaram się odłożyć z tego jak najwięcej, jednocześnie korzystając z życia. Co miesiąc po wypłacie loguję się na koncie bankowym i przelewam 2500 zł na konto oszczędnościowe, a za drugie tyle żyję. Wystarcza na wynajem mieszkania wspólnie z narzeczonym, który oszczędza podobną kwotę, wystarcza na w miarę porządnej jakości jedzenie i na przyjemności. Dwa razy w miesiącu restauracja, raz na 2 miesiące teatr, co kilka miesięcy koncert w innym mieści z noclegiem i zwiedzaniem i urlop za granicą.

        Moja praca jest rozwijająca i w perspektywie mogę w niej zarabiać więcej, ale jeśli w pewnym momencie życia stwierdzę, że jest to dla mnie zbyt stresujące tempo pracy, to bez żalu zmienię pracę/branżę, nawet na gorzej płatną, ale mając poduszkę finansową, którą tworzę obecnie.

        Lubię czytać Twoje wpisy. Najbardziej podobał mi się ten o Kenie i Barbie – jest taki prawdziwy!

        Pozdrawiam
        Justyna

        • super 🙂 jak że ja bym chciala tyle zarabiac a majać 45 lat twóje 50 % to jest moja całość wypłąty. Z tego 2500 co mam na miesiac tez staram sie oszczedzac, staram się zyc za 55% reszte wg wzoru Harva Ekera przekazuje na konto emerytalne 10% , na przyjemności 10%, na edukację 10%, na chartyatywne konto 5% – tu płace za leki/pieluszki od matki po udarze. Na życie cięzko mi przeżyc za około 1400 zł, bo płące dwa czynsze dwa prądy dwa gazy plus telefon, tv z internetem oraz za niedługo dwie raty kredutu hipotecznego, Na jedzenie zostaje mi okolo 10-15 zł na dzień. A płace podwojnie bo mam mieszkanie po tacie, które teraz bedzie remontowane ( z kredytu hipotecznego ) i potem bede chciala wynając aby w koncu odetchnać. Mam albo w zasadzie mialam poduszke finansowa ( wydana na wkłąd własny do drugiego kredytu hipotecznego ) wiec jak bank łąskawie mi przeleje kwote kredytu to bede musiala sobie oddac 🙂
          w każdym razie gdybym zarabiała połowe wiecej to bym sie czuła jak księzniczka 🙂 niestety w moim wieku cieżko jest zmienic branze, ponad 20 lat pracuje w branży energetyczenej, jestem sama, pomagam matce po udarze , opłącam te dwa mieszkania i jeszce wnuczek w drodze – tez młodzi będą chcieli pomocy.
          ale kibucuje innym. załuje ze nie mialam tej wiedzy i nie trafiłąm na ten blog 15 lat wcześniej.
          pozdrawiam
          Lucyna S.

          • Oby takich pozytywnych osób, życzących innym dobrze było jak najwięcej! Mimo niedużych zarobków bez zawiści, zazdrości, szczerze Pani życzy innym dobrze – oby więcej takich osób, bo odnoszę wrażenie, że dożyliśmy w Polsce czasów w których cieszymy się z porażek a nie sukcesów innych! Ja mam ok. 30 lat i z racji posiadanej, prężnie działającej firmy, zarobki o których nigdy nie marzyłem. Ale dopiero takie wpisy przypominają mi, że najważniejsza jest życzliwość i szacunek do pracy swojej i innych. Zarobki są ważne ale nie one sprawiają jakimi jesteśmy ludźmi.

            Powodzenia Pani Lucyno i dziękuję za ten wpis!

          • Lucyna, jesteś niesamowicie dzielną kobietą. Trzymam za Ciebie kciuki.

          • hej Lucyna,

            Twój komentarz jest zaskakujący – przy Twoich dochodach udaje Ci się znaleźć miejsce na wszystko, nawet na pomoc innym. Miło widzieć tyle pozytywnych emocji pomimo Twojej sytuacji. Z mojej perspektywy 27 latka mogę jedynie powiedzieć – nie rozpieszczaj młodych za bardzo. Moi rodzice pomagali mi i rodzeństwu, ale tylko na tyle byśmy staneli na nogach. Teraz każdy jest niezależny i umie o siebie zadbać.

  4. Mili rozmówcy,
    Rozumiem, że oszczędzanie na poziomie 50 % to dla Was nie problem, ale czy macie może rodzinę – dwójkę małych dzieci ??
    Jeżeli tak to winszuję 😉

    • Czasami sie tak ułozy, ze masz 40 lat, 3 dzieci i niczego Tobie nie brakuje materialnie.

      Oboje rodziców pracuje. Dochód na poziomie 40k, a wydatki na poziomie 10k miesięcznie.
      Z czego 5k to wydatki na 3ke dzieci (1,6,11), bo jak oszczędzać to tylko na sobie 🙂

      Ale nic nie jest dane na zawsze. Możesz starcić słuch, mieć inne problemy zdrowotne i wszystko się zmieni.

      My czekaliśmy 10 lat na zakup domu, ale kupiliśmy za gotówkę, bo nie wierzymy w kredyty i musimy się mierzyć z opiniami teściow, że jesteśmy “sknerami”, bo przeciez moglismy miec to 10 lat wcześniej z kredytu i po wiele niższych cenach. Od rodziców dostaliśmy na start mieszkanie i to też wiele zmieniło na początku małżeństwa.

      I moze mają racje, że trzeba było bardziej agresywnie działać.
      Kiedy masz na koncie odłożone pieniądze na 20 lat obecnych kosztów życia, to też nie jest dobrze.

      Zrozumialem to niedawno. Wcześniej myślałem, że bogaty, to ten co ma 6 zer na koncie.
      Teraz wydaje mi się, że niedostatek jest motorem do działania, a nadmiar pieniędzy rozleniwia.

      • No ale dlaczego oszczędzać na sobie? Jestem zdania, że jeśli jesteśmy zabezpieczeni na emeryturę, warto też samemu skorzystać (i bliska jest mi filozofia Marcina “experiences, not things”).

        Myślę, że nie jest to reprezentatywny przykład – jestem akurat w podobnej sytuacji – czyli jestem w stanie oszczędzać te 70% dochodów – ale wymaga to mocno nieprzeciętnych jak na polskie warunki (i nie tylko polskie, 10k EUR to 90 percentyl zarobków praktycznie w całej EU).

        I coraz bardziej zastanawiam się- bo jestem w stanie dać dzieciom po mieszkaniu na start – na ile będzie to dla nich demotywujące i uwiązujące – innymi słowy, czy nie będzie to dawanie ryby zamiast wędki.

    • Brawo za komentarz:) właśnie ja jestem w takiej sytuacji, rodzina 2+2 i odkładam 25% dochodów swoich tj. 1500zl plus 1000 z programu za dzieci! Blog jest mega pomocny jak i budżet w excelu od M. Szafrańskiego -> polecam:)

    • My w sumie też many dwójkę dzieci, tylko ja pracuje bo mąż zostaje w domu z dzieckiem aż nie będzie gotowy na przedszkole. Odkładamy 50 % dochodów. Dzieciom przy każdej okazji dajemy wędkę, rybę będziemy sami jeść za jakiś czas. Nam nikt nie pomógł, a daliśmy radę, a to ważniejsze niż mieszkanie na start czy spadek. Takie moje zdanie.

  5. Trochę za bardzo stereotypowe to podejście. Wszystko zaplanowane, ułożone… Tymczasem, można być kandydatem na prezydenta i mieć ok. 10 tys. oszczędności i żadnego innego majątku, można też mieć 18 lat i 2 mln $ (facet z USA, który jako chyba 14 – latek za 1000 $ otrzymanych od babci kupił BTC). I to jest właśnie OK! Życie powinno być bardziej przygodą niż rozwijaniem kariery i mozolnym budowaniem majątku, a finansowa i zawodowa przyszłość nie powinny być planowane, gdyż odbiera to spontaniczność.
    Dziś niestety zmarł świetny aktor Paweł Królikowski, miał 58 lat… To tak a propos planowania oszczędzania na emeryturę…
    Takie teksty są bardzo dobre wyłącznie w sensie naukowym i dydaktycznym, mają zaś bardzo ograniczone znaczenie dla realnego życia, które jest raczej podróżą w nieznane…
    No, w końcu będzie książka! Będzie dostępna “normalnie” w księgarniach, czy jest wydawana niezależnie i trzeba zamówić?

    • Mówisz trochę jak moja żona 😉 też nie wie czy warto oszczędzać na emeryturę bo nie dożyje – tylko co będzie jak jednak trafi nam żyć z 80 lat w tym 25 lat za 1000 zł 😉 Cała praca Marcina poszła by na marne …

    • “finansowa i zawodowa przyszłość nie powinny być planowane” – taa, ja właśnie nie planowałam finansowej przyszłości. Dlatego nadal bujam się z kredytem hipotecznym i ceną franka. Na szczęście zaplanowałam zawodową i dzięki temu mogę chociaż trochę nadrobić zaległości. Spontaniczność w dziedzinie finansów nie jest dobra – chyba że mówimy o małych kwotach i niezbyt często.

  6. Witam. Bardzo ciekawy artykuł.
    Jestem w przedziale 30-lat. Mieszkam w małym miasteczku. A wykres z budżetu za rok 2019 pokazuje ze odkładałem ok 45 % dochodu. Także uważam, że jak na moją rodzinę całkiem dobry wynik. Notujemy z żoną wydatki planujemy budżet. Sprawia mi to przyjemność i tak już trzeci rok. Wcześniej był chaos w wydatkach i częste pytanie pod koniec miesiąca a gdzie ostatnie 500 zl na co poszło 100 zł a dopiero co miałem 1000zł na koncie itp itd.

    Posiadam teraz trochę kapitału ale za niedługo przyjdzie decyzja na temat czegoś własnego, dom może mieszkanie. Czy może pozostać na wynajmie jeszcze powiedzmy ok 10 lat i dalej gromadzić kapitał??? Nie wiem co robić ??

    Czekam z niecierpliwością na Twoją książkę. Może wyciągnę jakieś ciekawe patenty na zainwestowanie zgromadzonego kapitału. Na chwile obecna inwestuję bezpiecznie, lokaty i konta oszczędnościowe.

    pozdrawiam.

    • Ja ostatnio zainwestowałem niewielką kwotę (30 tys. zł) na GPW. Mój portfelik inwestycyjny tworzą 3 spółki: 2 z NC i jedna z sWiG80. Wczoraj portfelik był 7 % na plusie, dziś jest 5 % na minusie (w ciągu dzisiejszej sesji wyparowało coś około 3,8 tys. zł). Polecam, fajna sprawa! Portfel prowadzony w ramach IKE, z horyzontem wybitnie długoterminowym (nie chodzi o to, że specjalnie oszczędzam na emeryturę, po prostu warto skorzystać z braku Belki skoro jest taka opcja). Jednak żaden ze mnie wielki spekulant: wielokrotnie więcej mam ulokowane bezpiecznie (wybrałem 4 – latki indeksowane inflacją). Liczę, że książka Marcina pomoże mi w bardziej efektywnym lokowaniu dalszych oszczędności w części bezpiecznej.
      Od razu wyjaśnię, jakby ktoś się dziwił, że mimo tego, co wyżej napisałem, jednak oszczędzam: po prostu zarabiam nieźle, a żyję raczej skromnie bo tak lubię, więc generują się oszczędności.

    • Jakieś drogie podróże przed założeniem rodziny to nie, ale lowcostowe kilkudniowe wypady żeby pojechać w kilka miejsc, o których się marzy od kilku lat, uważam za dobry pomysł. Trzeba też się motywować do pracy i czasem się oderwać. To też dobrze wpływa na relacje w związku.

  7. Hej Michał,

    Na pewno trzeba opuścić swoją strefę komfortu i można wszystko osiągnąć. To co tutaj robisz jest mega wartościowe. Jesteś dla mnie nr 1 w Polsce. Ja po 10 latach pracy na etacie wartość majątku netto 60 tys euro, po 4 latach na swoim wartość netto 500 tys euro. Kapitał już fajnie na siebie pracuje. Jak to mówisz pieniądze zostały wysłane do pracy. Daje fajna stopę zwrotu. Firma się cały czas rozwija. Cały czas do przodu. Dajesz motywację i to jest super.

      • Cierpliwość i Ciężka praca ludzi wzbogaca. Ogólnie trafiłem i się udało przyciągnąć klientów którzy są zadowoleni z usługi. Zatrudniam 9 pracowników, jesteśmy mała firemka działająca w Niemczech. Nadwyżki inwestuje. Najtrudniej jest o balans pieniążki Oczywiście są fajne ale często kosztem życia prywatnego i rodziny. Mam 35 lat, 2 lata temu myślałem że do 40 i emerytura ale na dzień dzisiejszy stwierdzam że tak się nie da. Trzeba coś robić żeby nie dostać do głowy. W każdym razie polecam blog Marcina bo jest tutaj wiedza bezcenna. Każda osoba która tutaj się uczy Na pewno w przyszłości nie pożałuje jeśli będzie się stosować do wskazówek Marcina.

  8. Straszysz tą PESEL’ozą, ale sporo w tym racji 🙂

    Z drugiej strony w wywiadzie Pan Jakubas mówił, że największe pieniądze zaczął zarabiać o ile dobrze pamiętam po 50’tce 🙂

    • Jest wielu milionerów, którzy zaczęli zarabiać duże pieniądze w późniejszym etapie swojego życia 😉 Podejrzewam, że zdecydowanie mniej się o nich mówi właśnie z tego powodu, że mogą być odrobinę mniej trendy na dzisiejsze czasy. Taki 20 czy 30-latek co staje się milionerem, przykuwa uwagę mocniej niż 50 czy 60-latek 😉

  9. W wieku 30 lat byłem zadłużony na 10x dochodu. W wieku 34 lat osiągnąłem saldo 0. Od tego momentu już jest ono zawsze dodatnie z tendencją rosnącą. Wprowadziłem plan, który zatytułowałem “model niskokosztowy”, którego hasłem przewodnim jest “a po co?”. Samochód? A po co? Dzieci? Żadnych zwierząt domowych! Mieszkanie? Wynająłem mały pokój. Chce mi się pracować, to pracuję. Odechce mi się, to robię sobie kilka miesięcy wakacji. Patrzę na moich znajomych, którzy mają orkę, bo kredyt na samochód, bo kredyt na mieszkanie, bo kredyt na… bo dzieci, bo pies. Sobota wieczorem, idę pobiegać, albo jadę gdzieś na rowerze. Część znajomych, którzy zrozumieli, że życie nie może być orką jest w stanie mi towarzyszyć, reszta często w pracy.

    • W sumie gratuluję. Dobrze że twoi rodzice nie pomyśleli: Dzieci a poco? Ja, a w zasadzie my mamy czwórkę. I biegam cztery razy w tygodniu. Z córką i synami jeździmy na nartach i rowerze. Ze starszym ścigamy się kto szybciej przypłynie basen. Z żoną włóczymy się po różnych imprezach. No ja juz po prostu nie mogę tak jestem zj…y tą orką.

    • No i wieku 70 lat maly pokoik w domu starców. Zadnych dzieci, samochodu, psa… a po co ? :)Sobota wieczorem spacer w parku z kolegami w osrodka “Złota jesień”….

  10. Mam 23 lata i od jakiegoś czasu dzięki Tobie Marcinie odkładam około 25/30 % swoich dochodów. Nie są to wielkie pieniądze i na pewno powinnam być bardziej konkretna co do pilnowania budżetu 😉 Razem z narzeczonym zbieramy na ślub i wesele i głównie na to są te oszczędności, a potem na jakieś wspólne mieszkanie – najpierw własne, potem na wynajem.
    Chciałam Ci podziękować za twoje wpisy i filmy, ponieważ dzięki nim układam sobie w głowie plan oszczędzania na emeryturę i realizowania planów życiowych. Nie chciałabym skończyć jak większość osób, które znam, że w wieku 40/50 lat nie mają żadnych oszczędności. Mam nadzieję, że będziesz nas wszystkich motywował swoimi wpisami do jeszcze lepszego dbania o komfort swojego życia teraz i w przyszłości 😃

  11. Bardzo spodobało mi się pojęcie „Peseloza” – lekarstwem są oszczędności, przy czym zacząłem oszczędzać w wieku kilkunastu lat. Myślę z resztą, że wczesne rozpoczęcie oszczędzania jest ważniejsze od konkretnych kwot z tabelki. U mnie w okolicach trzydziestki, to już były zauważalne odsetki.
    Mój sprzeciw budzi jednak sprawa: Jaki dług ma trzydziestolatek?
    Przez pierwsze dwadzieścia kilka lat wykonywał CUDZE polecenia – nie zawsze sensowne, czasem to były raczej zachcianki. Tyrał w szkołach po kilkanaście godzin dziennie (liczę prace domowe) – za darmo i nie zawsze sensownie.
    Wymagano od niego, by zajmował się WSZYSTKIM, nie tylko swoją specjalizacją.
    Jednocześnie wymagano, by był grzeczny, miły, pomocny i okazywał entuzjazm – nawet przy widocznym braku sensu jakiegoś działania lub po prostu w stanie przemęczenia.
    Dla mnie wchodzenie w dorosłość polegało raczej na uwalnianiu się od pewnych rzeczy, oraz skupianiu się na tym, co faktycznie było dla mnie ważne.
    Trzydziestolatek nie ma żadnego długu – jest wierzycielem.
    Dług może mieć co najwyżej wobec rodziców, ale i to nie w 100%, bo przecież pomagał, wykonywał polecenia, a czasem przyczyniał się do wzrostu dochodów itp. itd.
    Pozdrawiam.

    • Ppp, świetnie powiedziane! Całkiem się z Tobą zgadzam. Faza dzieciństwa i dorastania to była dla mnie harówa, najgorsze uzależnienie od innych, głównie wymagających rodziców i nauczycieli, którzy mieli nade mną władzę absolutną i moje calkowite podporządkowanie. Wykonywałam ich polecenia i grałam według ich reguł, co ostatecznie doprowadziło do mojego całkowitego psychicznego wypalenia, bo trzeba było zrezygnować z bycia sobą. Jak poszłam na studia to już było lepiej bo zaczęłam pracować, od 4 roku już sama się utrzymywać (studia 5letnie jednolite magisterskie). I dopiero wtedy odetchnęłam, bo to jak traktowali mnie wcześniej rodzice i nauczyciele było okropne. Dopiero w pracy odzyskałam wartość siebie i szacunek i nikt nie miał nade mną takiej władzy jak wcześniej. Nie, ja mam traumę po tamtych czasach i na pewno nie uważam, że mam jakiś dług do spłacenia, na pewno nie po zafundowaniu mi takich problemów psychologicznych na starcie w dorosłe życie. Dziękuję, postoję.

      • Czyli z grubsza potwierdza się to, co napisałem, Marcin zaprezentował zbyt szablonowe, podręcznikowe podejście, nie uwzględniając bogactwa palety barw w realnym życiu. Dlatego wpis choć sensowny, ma wartość raczej w sensie typowo akademickim na gruncie paradygmatu neoklasycznego w ekonomii.

        • Uważam, że nieco przejaskrawiacie. Rady Marcina są zasadne, nawet gdy mamy/mieliśmy pod górkę w młodości. Wiem, bo sam poczytałbym je chętnie 25 lat temu. Czerwono-czarne wychowanie też zostawiło brudne ślady, ale jako ojciec rodziny biorę się w garść i staram uśmiechać, choć kiedyś nie potrafiłem. I jeszcze jedno, jesteśmy tacy sami jak swoi rodzice, kiedy to zaakceptujemy – będziemy w stanie tym zarządzić.

  12. Zaskoczył mnie wykres, miałem na ten temat trochę inne wyobrażenie. Po zastanowieniu rzeczywiście tak to wygląda. W simie patrząc na moich rodziców to nie mają już takich potrzeb finansowych – brak kredytów, dorosłe dzieci.

    Myślę, że idzie mi całkiem dobrze. Na początek powiem że mam 30 lat. Dzięki Twojemu szkoleniu o kredytach hipotecznych zrezygnowałem z zaciągania go w tej chwili. Buduję dom z oszczędności i bieżących dochodów. Aktualny etap budowy jest na dachu ( dekarze właśnie zaczynają ). Wartość nieruchomości w mojej okolicy w takim stanie wynosi około 300 000 zł. Dzięki własnej pracy i wsparcia Ojca (wiedza i umiejętności) udało się sporo zrobić samemu. Wkład w tej chwili osiągnął prawie 200 000 zł. Nieźle prawda? Nie do końca 😪 Poduszka bezpieczeństwa spadła z 2 lat na 4 miesiące.

    Aktualnie planuję odbudować poduszkę finansową na 1 rok życia. Czuję się wtedy bezpiecznie i odłożyć kolejne pieniądze na dalsze prace. Kredyt zamierzam zaciągnąć dopiero kiedy jego wartość będzie poniżej 150 000 zł wtedy będzie to moje 20% dochodów (15 – 18 Lat)

    Przez ostatnie 5 lat bardzo pracowałem nad moimi zarobkami co się udało. Dzisiaj jak zacisnę prasa jestem w stanie żyć za 35% dochodów. Staram się żyć za ich 50% – nie tylko oszczędzaniem człowiek żyje. Dlatego sądzę że w ciągu najbliższych 3 lat powinienem osiągnąć etap wykończenia budynku i kredytu.

  13. Cześć Marcin, dziękuję za wpis. Nie do końca udzielasz odpowiedzi na postawione w temacie pytanie, natomiast w tym wypadku nic nie szkodzi. Szczególnie podoba mi się temat “PESELozy” i jaki będzie to miało rzeczywisty wpływ na moje życie.
    Mam 28 lat, dosłownie za miesiąc zmiana pracy, za 3 miesiące przyjdzie nasz syn na świat i właśnie do tego czasu mam zamiar spłacić w całości kartę kredytową, aby w dniu urodzenia dziecka być na czysto. Od lipca będzie budowana poduszka finansowa na razie w wysokości 3-miesięcznych wydatków, potem jest plan poszukania mieszkania do kupienia (10% wkład już jest), odłożenie dodatkowych pieniędzy na różne opłaty “okołomieszkaniowe” (pośrednik, podatki itp.) i dalsze odkładanie poduszki do wysokości 6-miesięcznych wydatków. Jeszcze jakiś czas temu myślałem, że 3-miesięczna poduszka wystarczy, ale jak zrozumiałem, że w razie “W” odpowiadam w pracy finansowo do wysokości 3 pensji (umowa o pracę), to wolę być przygotowany na zapłatę takiej kwoty + 3 miesiące wydatków mieć w zapasie.

    I niecierpliwie czekam na Twoją kolejną książkę, tym razem o inwestowaniu! Pierwsza “Jak zadbać o własne finanse” okazała się dla mnie sukcesem i kilka razy w roku do niej wracam, szczególnie do 10 kroków finansowych. Myślę, że jeżeli książka ukaże się w połowie tego roku to akurat będę miał pół roku na zgłębienie tematu inwestycji i w przyszłym roku (przed 30-stką) zacznę działać z inwestowaniem. Jestem szczególnie zainteresowany względnie bezpiecznymi formami inwestycji, trochę już czytałem, ale wolę mieć to w jednym miejscu.

    I jeszcze odnośnie cyklu życia, najlepszą inwestycją przed 30-stką to inwestycja w siebie. Widzę to na własnych oczach, gdy zarówno w pracy, jak i po pracy systematycznie się uczę i rozwijam swoje kompetencje techniczne. Dzięki temu dostałem się do pracy, o której od 2 lat marzyłem i na dodatek z wyższym o 30% wynagrodzeniem – najlepsza stopa zwrotu.

    Pozdrawiam

  14. Marcin, bardzo dziękuję Ci za inspiracje i kopalnie wiedzy. Usłyszałem o Tobie od mojej żony, która od lat walczy z moim konsumpcyjnym podejściem do życia i z moim przekonaniem, że mi się należy, że zasługuje na nagrodę za moją ciężką pracę… ależ ona się ze mną ma 🙂 na szczęście dzięki suszeniu mi głowy od ponad dekady i programom takim jak Twoje w końcu się otrząsnąłem z tej głupoty. Dziś nie mamy już długów konsumpcyjnych debetów na kartach kredytowych. Mamy poduszkę, nadpłacamy kredyt hipoteczny i po mału inwestujemy. Z tym wiąże się moje pytanie:

    Czy skupić się wyłącznie na spłaceniu hipotecznego, czy zainwestować w mieszkania na wynajem. Czy jeśli w mieszkania to czy przestrzegać twojej zasady 30% wkładu własnego czy można obejść się z minimalnym? Spodziewam się ze prędzej czy później przyjdzie korekta i ceny mieszkań spadną ale nie przeraża mnie to bo nie zamierzam kupować z myślą o krótkoterminowym zysku. Wiem tez z Twojego innego materiału ze to sporo pracy a stopa zwrotu z wynajmu nie jest jakoś powalająca, ale z drugiej strony mysle ze w perspektywie 10-20 lat nieruchomości w Warszawie wzrosną bardzo. To również mogłaby się stać praca dla mojej żony która mogłaby przynosić większe korzyści niż jej etat. Czy mógłbyś coś doradzić?

  15. Mam 27 lat, wkrótce kupię wraz z mężem mieszkanie w Warszawie, w całości za gotówkę (60% kwoty stanowić będą moje oszczędności). Od pierwszej pensji odkładam pieniądze, wraz ze wzrostem zarobków procent oszczędności systematycznie rósł – w tej chwili odkładam 80% . Oczywiście, moje zarobki są ponadprzeciętne – patrząc na krzywą z artykułu wydaje mi się, że dzięki ciężkiej pracy w czasie studiów udało mi się przesunąć ją o parę lat w lewo, i bardzo polecałabym takie rozwiązanie każdemu studentowi. Parę lat temu nie przyszłoby mi do głowy, że efekty będą tak spektatularne – podczas gdy moi rówieśnicy zmagają się z odłożeniem wkładu własnego na zakup mieszkania i często są jeszcze wspierani finansowo przez rodziców, ja generuję znaczne nadwyżki i pracuję na to, żeby w niedługiej perspektywie czasu osiągnąć wolność finansową.

    Najczęściej słyszę też komentarze, że to nie sztuka odkładać z dużej pensji – ale nie sztuka też dużą pensję wydać. I gdyby nie blogi takie jak Twój i Michała Szafrańskiego, ja też wzorem rodziców, rodziny i znajomych przepuszczałabym to, co zarabiam, i zaciągała kolejne kredyty : )

    • Wow, super wynik Aleksandra 🙂 oszczędzać 80% to imponujace i też chcę zmierzać w tę stronę

      Mam 24 lata i na tę chwilę po 8 miesiącach w pierwszej pracy mam poduszkę bezpieczeństwa na 5 miesięcy. W 2019 roku odłożyłem 37% wpływów netto. Mam dobre zarobki, jednach obecnie za małe, żebym mógł przeżyć tylko na 20% pensji, a resztę odłożyć.

      Też w trakcie studiów nieźle zasuwałem, co teraz procentuje. Pochwalisz się w jakiej braży pracujesz lub zdradzisz sekret na tak imponującą dynamikę wzrostu płacy? Ja sam działam w inżynierii w dosyć wąskiej dziedznie.

      Dodam, że świetnie jest być w tej społeczności. Akurat wczoraj miałem rozmowę z koleżanką ok. 30 lat, która narzekała, że mimo świetnych zarobków nie ma żadnych oszczędności… Oczywiście poleciłem blog Marcina, ciekawe coś z tym zrobi 😉

      • Niestety niewiele potrafię doradzić – pracuję w branży IT, na stanowisku managerskim, w dużej korporacji. Dzięki temu, ze przez przełożonych jestem postrzegana jako osoba o dużym potencjale, bardzo szybko awansowałam – ale poza tym, ze z sukcesem wykonuję swoje obowiązki i mam predyspozycje do zarządzania (oraz wykształcone na studiach inżynierskich umiejętności analityczne), nie znajduje innego uzasadnienia dla takiego stanu rzeczy. Nie pracuję tez więcej, niż przewiduje normalny etat – balans pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym nie podlega dla mnie negocjacji, i nie jest wart żadnych pieniędzy. Mam przy tym świadomość, ze moje zarobki nie będą już rosły tak dynamicznie, jak do tej pory, bo nie zamierzam kosztem zdrowia i wolnego czasu walczyć o kolejne szczebelki na korporacyjnej drabinie.

        Weź tez pod uwagę, że wysokie zarobki to tylko połowa tej układanki – celowo ograniczamy z mężem wydatki (nie mamy samochodu, mieszkamy w kawalerce itd). Gdybyśmy konsumowali tak, jak nasi znajomi (często dużo gorzej zarabiający), mój procent oszczędności wyglądałby inaczej 🙂

  16. Większość komentarzy piszą osoby ok 30 czyli te, które mają weszły na rynek pracy w miarę stabilnych czasach.
    Ja jestem bliżej 40tki i moim zdaniem te wyliczenia dla mojego pokolenia raczej nie miały sensu.

    Moja pierwsza praca po studiach (branża IT) dawała mi 1000 zł na umowę zlecenie, od rodziców nie dostałem ani grosza a do tego trzeba było spłacać kredyt studencki.

    Rynek wynajmu mieszkań był bardzo słaby, zakup mieszkania bez kredytu był w zasadzie niemożliwy.
    Do tego super decyzja (poprzedzona wieloma rozmowami z doradcami finansowymi) kredytu w CHF.

    Podsumowując teraz jest o wiele łatwiej. Pracy jest dużo, i do tego całkiem nieźle płatnej. Możliwości założenia swojego biznesu też dużo więcej. W szkołach co prawda nadal nie uczą ekonomii i planowania budżetów ale jest dużo blogów, książek czy kanałów na YT gdzie można taką wiedzę zdobyć.

    A najbardziej podobają mi się osoby, które mówią jak dobrze planują swoje finanse, nie wierzą w kredyty a później dodają że dostali mieszkanie od rodziców czy po babci 🙂 (to tak jakby ktoś dał nam kilkaset tysięcy zł w gotówce).

    • Leon mnie wyręczył, chciałam napisać podobny post. Kończyłam studia w czasach, gdy ludzie z mniejszych miast, posiadający rodzinę na utrzymaniu, łapali się np. roznoszenia ulotek, żeby mieć co do garnka włożyć. Widziałam to na własne oczy. Pamiętam, jak świeżo po studiach zgłosiłam się na rekrutację na stanowisko w państwówce, za najniższą krajową, umowa na zastępstwo. Do etapu rozmów kwalifikacyjnych dopuszczono 45 osób, wszystkie z wyższym wykształceniem, deklarowaną znajomością języka angielskiego i głodem pracy w oczach. To naprawdę były takie czasy. Po dzisiejszym artykule odczuwam frustrację – czuję się jak nieudacznik, który już skazany jest na biedowanie, bo jestem przed 40tka i dopiero kilka lat temu dozbieralam poduszkę finansową, kredyt hipoteczny nadal nade mną wisi, a wg wykresyu za kilka lat stanę się na rynku pracy zgniłym ziemniakiem.

      Panie Marcinie, Pana bloga czytam regularnie od kilku lat, ale mam wrażenie, że grupa docelowa artykułów to ostatnio dobrze rokujący i świadomi ludzie przed 30tką albo już ustawieni finansowo (niejednokrotnie nie tylko własną pracą) odbiorcy. Nie ma w tym niczego złego, to Pana blog i Pan decyduje, ale założenia tego artukułu są wg mnie oderwane od rzcezywistosci lwiej części dzisiejszych trzydziestokilkulatków.

      • Moja Droga Imienniczko 😃,
        ja jestem po 40 i pamiętam jeszcze gorsze czasy. Nie jest źle, jesteś na dobrej drodze, a każdy życiorys jest inny i nie da się wszystkiego pod jeden schemat podciągnąć. Róbmy swoje najlepiej jak potrafimy, doceńmy nasze dotychczasowe osiągnięcia, na porażki spuśćmy zasłonę miłosierdzia, dopóki życie trwa 👍
        Ja dopiero zbieram poduchę, lepiej późno niż wcale.
        Moczę nogi w formalinie 😜 i nie uważam się za żadne warzywo.
        Jeśli jeszcze Cię nie pocieszyłam, to pamiętaj, że kiedy my będziemy na emeryturze, to dzisiejsi trzydziestolatkowie będą jeszcze w większości tyrać w pocie czoła na jeszcze niższą emeryturę z ZUS, w płonnej nadziei, że ich napływowy „bangladesz” uratuje.

        • Drodzy czterdziestolatkowie… kilka uwag: przede wszystkim nie rozumiem, dlaczego czujecie potrzebę udowodnienia sobie ze ktoś inny ma lub wkrótce będzie miał gorzej od was, żeby poczuć zadowolenie z życiowych osiągnięć. A dodatkowo: skąd ten pomysł z formaliną? Jesteście przecież taka sama częścią obecnego, kwitnącego rynku pracy jak ci radośni trzydziestolatkowie – wykorzystajcie to, zamiast narzekać ze dziesięć lat temu mieliście gorzej!

          • To takie samopocieszanie, bo z wykładu Marcina wynika, że stoimy nad brzegiem może nie przepaści, ale dołka. Bo zaraz nas wyrzucą z roboty. A tu jeszcze tyle do z(a)robienia przed emeryturą, jeszcze na nas wiszą kredyty, zaraz wnuki się pojawią i to też będą jakieś wydatki… a tu piszą jacyś młodziacy, że robią kokosy po 20k miesięcznie i/lub odkładają 80% pensji…

          • Właśnie wykorzystujemy, nie narzekamy, tylko naświetlamy kontekst a „formalina” to taki żart, podobnie jak „remont starówki po bombardowaniu” – najwyraźniej zrozumiałe tylko dla “starszych” 😉
            Podejście do pieniędzy w szeroko rozumianym kontekście nie ma wieku (też nie mam auta, mieszkanie kupiłam za gotówkę a zarabiam od 7 roku życia) jednakże z wiekiem stajemy się bogatsi w życiowe doświadczenie, często takie zupełnie niechciane i niespodziewane, gdy życie sponiewiera cię bladym świtem, co wyraźnie widać w wypowiedziach niektórych osób, choć nie wprost. Pokolenia się różnią i to jest naturalne i dobre, to jest postęp ale nie żyjemy wstecz, tylko do przodu i o ile ja jeszcze pamiętam moje lata 30, to Ty, Aleksandro dopiero się dowiesz jakie będą Twoje lata 40 i akurat na to nic nie poradzimy 🧐

      • hej Aga

        ja w tym roku kończę 40 – niedawno odkopałem się z konkretnych długów i odłożyłem poduszkę
        też wisi nademną ‘krecha’ – jeszcze 21 lat
        realnie rzecz biorąc mam przed sobą 10 lat w miarę dobrych zarobków – tylko odemnie zależy co z tym zrobię – zamierzam w tym czasie ustawić sie na następne lata

  17. Panie Marcinie!

    Podzieliłem się wpisem z narzeczoną i zadała bardzo ciekawe pytanie, na które w sumie ciężko mi znaleźć odpowiedź

    Według wpisu 30-latek bez kredytów konsumpcyjnych posiadający poduszkę finansową to trzydziestolatek w dobrej sytuacji.

    Jednocześnie rozpoczęcie oszczędzania na emeryturę w wieku 30 lat wiąże się z dosyć sporymi kosztami ponoszonymi co miesiąc. Czy w takim razie poduszka finansowa może być traktowana jako wstępny wkład w oszczędności emerytalne?

    Ps. 23 lata i ok. 50 % przychodów odkładanych co miesiąc na konto oszczędnościowe (niestety aktualnie duża część oszczędności jest przeznaczona na konsumpcję w postaci ślubu i podróży poślubnej, ale potencjał na “szybkie” odkładanie po ślubie jest 🙂 )

    Pozdrawiam

  18. Wykres fajny, ale nie zawsze prawdziwy. Mieszkam w średniej wielkości mieście. Od 40 roku życia moje dochody stanęły w miejscu, a nawet malały biorąc pod uwagę inflację. Rok temu, w wieku 45 lat, zaczęłam kierować firmą, w której pracowałam. Na razie dochody mam wciąż takie same, poniżej średniej krajowej, ale perspektywy są bardzo dobre. Więc ten wzrost dochodów w moim przypadku, chyba dopiero przede mną 🙂 Przy czym nie jest to dla mnie najważniejsze. Od 20 lat odkładam (z myślą o emeryturze) 15 % swoich dochodów, mam wspólnie z mężem 3 fajne nieruchomości na wynajem, nie mamy kredytu. Myślę, że nie jest źle, śpię spokojnie 🙂

  19. Kurczaki,… 20,35,45,80 % dochodu oszczędzacie? Ile Wy zarabiacie? (nie oczekuje odpowiedzi :))
    Odnosze wrażenie że podcast,blog zamienia sie powoli w tablicę ogłoszeniową ludzi sukcesu.
    Marcinie, rozumiem że dopasowujesz swoje treści do zaawansowania swoich “wyznawców”, ale prosiłbym Cię o zamieszczenie również historii ludzi, którzy opowiedzą swoją historie wyjścia z długów (jak kiedyś), oraz podniesienia wartości netto. Naprawdę , jeżeli czytam komentarze w stylu “odkładam na luzie 50 % dochodu i jeszcze wyjeżdżam na wakacje 2-tygodniowe” to działa to na mnie frustrujądco a nie motywująco, ponieważ walczę z dojściem do oszczędzania ok 5% przychodu, Oczywiście najprościej zarabiać o 100% więcej i pyk mamy 50%, ale na chociażby przebranzowienie się również potrzebne sa środki a efekt nie zawsze jest proporcjonalny, a historie pt. poszedłem po podwyżkę i cyk dostałem 2000 wiecej jest iluzją w świecie małych firm, gdzie pracodawcy rzeźbia pracowników na minimalkach
    Po prostu nie każdy może byś Jakubasem 🙂 ps: super wywiad

    • Kurczaki…

      Co w tym, o czym napisałem i opowiedziałem, nie jest przeznaczone dla osób mniej zarabiających???

      Nie rozumiem dlaczego fakt, że ktoś w komentarzu cieszy się ze swoich sukcesów, działa na Ciebie demotywująco???…

      • Być może dlatego, że na tle tych historii “oszczędzam na luzie 50% dochodu” człowiek wypada jak nieudacznik. Taki pułap oszczędności jest na tyle wysoki, że mały procent ludzi do niego doskoczy.
        Czym jest moja wywalczona sumienną pracą podwyżka o 400 pln w porównaniu z historią Dawida lub Aleksandry kilka postów wyżej (zazdroszczę i gratuluję osiągnięć zawodowych jak iosobistych)?
        Powinnam być z siebie dumna, a czuję się jak biedak i śmieć.

        • Zacytuję Desideratę:

          “Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie.”

          Ciuchcia – po pierwsze – serdecznie gratuluję Ci podwyżki i postępów.
          Po drugie – porównuj się przede wszystkim ze sobą z przeszłości – jeśli robisz postępy, jest dobrze!
          Po trzecie – jeśli już zerkasz na innych – to zdecyodowanie warto zastanowić się nad Twoim podejściem do tej sprawy.

          Zazdrość? Ja widząc ludzi radzących sobie znacznie lepiej ode mnie czuję się uskrzydlony! Ich obecność to najlepszy dowód, że jest to możliwe!

          Jeśli czytając o sukcesach innych czujesz jak “biedak i śmieć” – to czy aby poczuć się dobrze, potrzebujesz historii osób, którym powodzi się gorzej od Ciebie???

          Pomyśl nad tym….
          Ludzie mogą Cię dołować lub inspirować.
          To Ty wybierasz, jak chcesz się czuć.

          • Wyjąłeś mi to z ust albo raczej z klawiatury, Marcinie.
            Nie zazdroszczę, bo to do niczego nie prowadzi. Sukces innych, dowodzi, że można, co nie znaczy, że koniecznie trzeba dokładnie tak samo.
            Moje poczucie własnej wartości nie wynika z mojego wnętrza a nie stanu konta sąsiada.
            Może jestem niepoprawną optymistką, ale bez tego pewnie już bym dawno wąchała kwiatki od dołu.
            Tylko od nas samych zależy, którego wilka w nas będziemy karmić i czy szklanka jest do połowy pełna czy pusta.
            Kiedy ktoś o skromnych zarobkach wyczołguje się z długów i jeszcze oszczędza, to dopiero jest mi nieziemsko wstyd, wtedy to ja się mogę czuć jak ostatnia idiotka. Nie muszę chyba tłumaczyć, dlaczego.

          • Edit:
            Moje poczucie własnej wartości WYNIKA z mojego wnętrza a nie stanu konta sąsiada.

          • Niepotrzebnie robisz ze mnie osobę msciwa i malostkowa – tak, zazdroszczę ludziom. Nie widzę nic złego w zazdrości. Co innego zawiść.

            I wiesz, mogę się porównywać tylko ze sobą, ale czym jest moje 400 pln wobec 50% dochodów innej osoby? Sile nabywcza tych pieniędzy jest przecież taka sama – a ten ktoś ma ich więcej. I dlatego czuje się jak śmieć, bo może sobie na więcej pozwolić ode mnie. Pewnie zaraz ktoś mi wyskoczy z pytaniem co ty zrobiłaś, żeby zarabiać więcej? Ano też zasuwalam jak perszing, kosztem życia osobistego, rozwalajac sobie zdrowie psychiczne po drodze. I nic mi to nie dało. A życie osobiste nie istnieje. A historie ludzi młodszych ode mnie którzy mają “wszystko” – i dobra sytuację zawodowa i osobista mnie boli – bo to jeszcze bardziej uwypukla to, że popełniłam w życiu błąd.

          • @ciuchcia Być może rzeczywiście popełniłaś. Może to impuls i czas na głęboki namysł dla Ciebie? Pozdrawiam serdecznie. P.S. Żadne pieniądze nie są warte Twojego zdrowia, w szczególności małe.

        • Zazdrość to jeden z siedmiu grzechów głównych. Jak kiedyś usłyszałem w kazaniu, jest to najglupszy z grzechów. Grzeszysz, a nie masz nawet krotkotrwalej przyjemności tylko się denerwujesz. Bez sensu…

          • @DeCriss – na razie doszłam do wniosku, że nie ma dla mnie ratunku, zostaje tylko torowisko.
            Próbowałam programować, to nie dla mnie. Innych pomysłów na dochodową branżę nie mam.

          • @ciuchcia Przykro mi patrzeć, gdy ktoś jest w takim dołku. Sądząc po awatarze jesteś jeszcze osobą (bardzo) młodą. Nie jestem żadnym psychologiem, ale mogę Ci powiedzieć że większość problemów zaczyna się od sposobu myślenia. Moja teściowa, bardzo skromna osoba, zwykła mawiać “Największa bieda – to w głowie siedzi”. Po zmianie myślenia nagle może się okazać, że możliwości na godne życie jednak są. Jasne, milionerką pewnie nie zostaniesz, ale nie o duże pieniądze w życiu chodzi. Można żyć skromnie i szczęśliwie. A jeśli już naprawdę nie widzisz wyjścia (bądź jedynym wyjściem jest te najgłupsze), to może pora zwrócić się do psychologa. To nie wstyd. Czasem to konieczność. Jeśli to pomoże zmienić Twoje myślenie i wyjść na prostą – warto.

          • @Piotrek gdzieś słyszałem że to nie zazdrość jest najgłupsza. Zazdrość może być pozytywna, zmuszać do działania: “Sąsiad ma nowy piękny samochód. Też chcę taki mieć. Będę ciężko pracował i go kupię”. Najgłupszym uczuciem jest zawiść. “Sąsiad ma nowy piękny samochód. A to @#$^! Podpalę mu go!” Zawiść podpowiada, że gdy ktoś coś ma, to ja mu to zniszczę. To jest dopiero destrukcyjne. Wiele osób nie rozróżnia tych dwóch uczuć. Co nie znaczy że ich nie przeżywają.

          • @DeCriss – dobiegam już 30., więc twoje wrażenie jest mylne.
            Na terapeutę (nie myl z psychologiem) czeka się na NFZ kilka miesięcy. Prywatnie mnie nie stać na pełną, regularną terapię, a na pojedyncze spotkania imho szkoda pieniędzy.
            Nie wiem, jak zmiana sposobu myślenia może zmienić stan rzeczy i ceny np. najmu, nie wciskaj mi proszę myślenia życzeniowego i magii spod znaku “Sekretu”. Moje myślenie wynika ze stanu rzeczy, obserwacji i tego, co tu czytam. Mogę zamknąć oczy, ale to nic nie zmieni.

      • Paweł z Dolnego Śląska lat 35

        Ja rozumiem Marcinie

        To kwestia żalu ubolewania, ograniczenia.
        Są wśród nas osoby które dobrze sobie radzą w życiu prywatnym i zawodowym, ale są i tacy którzy jak to powiedzieć, nie wiedzą. Właśnie ta wiedza, książki prasa gazety, powodują wzrost świadomości każdego kto szuka w nich inspiracji. Jak skłonić kręgi osób do czytania? Około połowa polaków według danych GUS nie przeczytała w ciągu roku jednej książki. Jak nakłonić ich do poszerzania swojej wiedzy ? Wiesz Marcinie ?
        Czy poszerzenie inteligencji emocjonalnej IE przyniosło by Krzysztofowi ulgę ?
        i lepszy byt ?

    • Kurczaku 🙂
      a czytasz te historie ? czy tylko zwracasz uwagę na % ?
      to co ja zaobserwowałem to :
      30-80 % oszczędzają najczęściej:
      – ludzie bardzo młodzi
      – często single lub narzeczeni
      – zaczęli pracę w korpo jako specjaliści
      – zbierają na wesele / wkład własny – zaraz tych oszczędności nie będzie
      – nie mają jeszcze ‘krechy’
      – nie ‘inwestują’ jeszcze w urządzanie własnego m
      – nie maja jeszcze dzieci
      – koszt wakacji to najczęściej zapłacenie tylko za siebie
      – itd
      nie widzę tu raczej wpisów – mam 35-50 lat, 2-3 dzieci, 3-4tys hipoteki, dom z pięknym ogrodem, 2 razy w roku zagraniczne wakacje, dzieciaki w prywatnych szkołach, markowe ciuchy, weekend w spa raz na kwartał, żona /mąż nie pracuje i oszczędzamy 40-60% naszych oszczędności – tacy ludzie często mają spore dochody i tak jak Barbie i Ken spore kredyty…

  20. Dołączam się do oczekujących na książkę.

    Świadomie czekam z decyzjami „co dalej” z zgromadzonym kapitałem który zaczyna mnie „uwierać” i „przeszkadzać” wobec złotówki która jest coraz mniej warta oraz polityki karania zaradnych i oszczędnych

  21. Od 25 roku życia inwestowałem z narzeczoną większość przychodu, ale bez zbędnego oszczędzania na wszystkim. Dużo podróżowaliśmy żeby uczyć się jak biznes działa na świecie. Dużo zarabiamy na arbitrażu stóp procentowych i lewarowaniu się pod oszczędności i istniejące inwestycje. W ciągu 10 lat udało nam się uniezależnić zupełnie od pracy i żadne z nas już nie pracuje w sensie etatowym. Oszczędzanie bez inwestowania nie jest moim zdaniem optymalne bo kapitał za wolno przyrasta.

    • Marcinie,
      Dziękuję za kolejny wartościowy wpis. Szkoda, że na taki nie trafiłam 20 lat temu. moja sytuacja mocno odbiega od założeń wykresu, jeszcze sporo do zrobienia. Jednak w porównaniu do mnie z przeszłości to jesten gość:) a każdy dzień jest nową szansą na krok w dobrym kierunku. W dużej mierze zawdzięczam to Twojej książce i wpisom.
      Dziękuję za całokształt Twojej pracy. Pomogłeś i wciąż pomagasz wielu ludziom. Najlepsze jest to, że ta pomoc raz “zakorzeniona” działa dalej już bez Twojego udziału – znajomi widzą, co zmianiłam, dopytują i w swoich życiach tez wprowadzają zmiany. Moje obie córki same uzbierały na wymarzone komputery i laptopy, znają i szanują wartość pieniądza.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.

  22. Artykuł świetny jak zawsze lecz… Może tak coś dla stałych bywalców? 😉 My już wiemy jak ważne jest oszczędzanie, spłacenie kredytów itp. Chętnie poczytałbym o aktualnej sytuacji na rynkach o tym jak ma się Twoje IKE (ja dostałem ostro w de przez odrobinkę zbyt dużą pazerność i aż śmieszny brak wyczucia rynku – straty potraktowałem jak wydatki na naukę i zadziwiająco łatwo to przełknąłem, zobaczymy co będzie dalej bo spadki jeszcze się nie zakończyły mam wrażenie ;). Dalej ETF gdzie kupić i jak. Przydało by się również nieco rzetelnej wiedzy na temat domów maklerskich i akcji w co Twoim zdaniem inwestować w tych niepewnych czasach bo trudno o niezależne opinie w tym temacie.

    Pozdrawiam.

  23. Hej,

    W tym roku kończę 25 lat. Blog (w tym podcasty) śledzę od jakiegoś roku. Znalazłem w nim bardzo wiele cennych rad, które stosuje obecnie. Mój kapitał jest w tej chwili niewielki (~20tys. zgromadzone w PLN i ~30tys w GBP i EUR). PLN trzymam na promocyjnych kontach oszczędnościowych, natomiast GBP i EUR na zagranicznych kontach. Kapitał zgromadzony w obcej walucie trzymam jako poduszkę bezpieczeństwa, nie tylko w razie choroby, ale również na wypadek załamania polskiej gospodarki, bądź waluty.
    Odczuwam ogromną presje społeczną na zakup mieszkania, choć od zawsze marzyłem o tym by mieć swój dom. Zastanawiam się co jest lepsze – zaciągnąć kredyt hipoteczny na wybudowanie domu już teraz, czy cierpliwie odkładać jeszcze przez ~5 lat i dozbierać powiedzmy te 300tys. a wykończenie na kredyt. Czy może jednak zacząć budować go systematycznie z nadwyżek finansowych od teraz? Czy nie zamrożę bez sensu wtedy kapitału? Tyle pytań a tak mało odpowiedzi…

  24. Marcinie,

    Znowu powracamy do wartości netto. Według wzorów amerykańskich

    Wartość netto=wiek x dochód roczny przed opodatkowaniem/10.

    Wobec tego mam do Ciebie kilka pytań:

    1. W jakim stopniu powyższy wzór ma zastosowanie w naszych realiach? Czy nie lepiej byłoby wpisywać dochód roczny po opodatkowaniu? (W mojej sytuacji podatkiem liniowym)

    2. W przypadku wykonywania wolnego zawodu i zmienności dochodu rdr, którą wartość dochodu przyjmować (czy uśredniać czy początkową)

    3. Jak wg Ciebie powinna wzrastać nasza wartość netto rdr, żeby “spać spokojnie ” 

    Z pozdrowieniami
    Paweł

    • Marcin Kluczek

      Amerykanie mają masę “rules of thumb”, czyli takich praktycznych szybkich finansowych porad/zasad. Warto je poznać i chwilę się nad nimi zastanowić, ale nie przenosiłbym ich wprost na polski grunt.

      Z liczeniem wartości budżetu emerytalnego od wartości przed opodatkowaniem, to nawet nie jest zła myśl, jeśli byłbyś w Polce etatowcem. Każde 10000 netto to w przybliżeniu 15000 brutto, a koszt pracodawcy to już okolice 18000. Czyli zamiast od 10000 liczyłbyś 10% od 18000. Niemniej trochę to liczenie na około i nie ma się nijak do Twojej sytuacji “liniowca” o nieregularnych przychodach.

      Przekładając “amerykańska zasadę” na nasze – opcja zakłada, że w wieku 60 lat powinieneś mieć odłożone 10 rocznych dochodów. Brzmi dobrze, ale jak znam amerykańskie zasady, z góry zakładają one, że powinieneś mieć dom na własność bez obciążeń, a budżet emerytalny powinien nadal dawać stopę zwrotu zdecydowanie powyżej inflacji. Inaczej znowu wszystko się posypie. Kupić coś na nie wiadomo jak długo, czy wynajmować do końca życia? Ciężki orzech do zgryzienia.

      Kolejny problem to poziom życia jakie zamierzałbyś wieść. Jeśli skromne, to ok, nie ma problemu, ale jeśli chciałbyś poszaleć na stare lata, to te 10 dochodów może się jednak skończyć zbyt szybko.

      Ta zasada nie jest zła, po prostu trzeba ją dostosować do swoich planów i sytuacji. 10 dochodów od pensji minimalnej szału nie robi w perspektywie 20 lat na emeryturze. 5 dochodów od miliona już przy odrobinie zdrowego rozsądku powinien w zupełności wystarczyć na wygodne życie z wczasami pod palmami.

      Planuj, kombinuj 🙂

  25. Apeluję do wszystkich czytelników FBO Marcina Iwucia… Wszystkie komentarze traktujmy wyłącznie poglądowo – jako wolny głos w dyskusji nad podjętym tematem. Jakiekolwiek zabarwienie emocjonalne (a już szczególnie negatywne) to para w gwizdek. Marcin wielokrotnie podkreślał, że każda sytuacja jest indywidualna i uwarunkowana różnymi czynnikami, jak chociażby wychowanie z domu, wykształcenie, suma składowa podejmowanych decyzji czy pozycja startowa do biegu. Uważam, że blog Marcina jest dla wszystkich, niezależnie od wieku, miejsca zamieszkania, formy wykonywanej pracy oraz wysokości wynagrodzenia. Poza tematem przewodnim jest to również doskonała platforma wymiany myśli i doświadczeń, która może stanowić motywację do zmian w życiu (już nie tylko finansowych). Świetna robota, blog bardzo potrzebny w uwagi na całkowite desinteressement w tej kwestii polskiego systemu edukacji… Bardzo kibicuję Tobie Marcinie.
    A propos sugestii, że wartości procentowa miesięcznych oszczędności na poziomie od 30 do 80 % nie jest możliwa… Czy może jeszcze innych, że blog skręca w stronę młodych ludzi przed trzydziestką, bezdzietnych, bez obciążeń wynikających z kredytów hipotecznych i dobrym startem przygotowanym przez rodziców.
    Drodzy czytelnicy bloga – wszystko jest możliwe!!! Plan, przygotowanie, praca nad sobą, determinacja, konsekwencja, skromność i pokora wobec siebie przy jednoczesnej odwadze w wyznaczaniu nowych celi. Warto też od czasu do czasu zapukać do nowych drzwi, sprawdzić, co jeszcze jest możliwe… Niby brzmi jak klasyczna motywacja korporacyjna ale warto podjąć refleksję, że tak samo wygląda rozwój w każdej innej dziedzinie życia (niech profesjonalne uprawianie sportu będzie pierwszym z brzegu przykładem).
    W wieku 27 lat moje wynagrodzenie wyniosło 3.100 netto, 7 lat później wynosi 17.600 netto. Nic z nieba nie spadło. Pracuj nad sobą i staraj się być każdego dnia lepszym – wystarczy A jeśli nie wyjdzie to stając przed lustrem wiesz, że przynajmniej o to zawalczyłeś.

    • Zgadzam się zupełnie. w liceum dorabiałem w warsztacie rowerowym. Maturę oblałem z fizyki, nie dostałem sie na wymarzone studia. W kolejnym roku tez sie nie dostałem a w między czasie pomagałem rodzicom uratować upadająca firmę pracując 16-18 godzin dziennie budując, projektując odbierając towar na szafy komandora. Po dwóch latach po oblaniu matury udało mi sie w końcu dostać na te wymarzone studia. Szło mi doskonale dopóki nie umarła mi mama. Ledwo zdałem i ledwo napisałem inżynierkę. Dorabiałem podczas studiów różnymi robotami na zlecenie, ale jako o dwa lata starszy od wszystkich no i ze słabymi wynikami, praca mnie nie szukała. Byłem dwa razy w Anglii pracując na zmywaku i parając się różnych prac wykończeniowych. Podjąłem decyzje ze muszę wyjechać z polski i zacząć od nowa. Z moja ówczesna dziewczyna a dziś żona i matka moich dzieci wyjechaliśmy na antypody. Miałem czesc kasy z pracy w Anglii i czesc z pieniędzy od ojca – 2 semestry magisterskich miałem z tego opłacone. W tym czasie pracowałem w kfc w weekendy robiłem w ogródkach u ludzi, nocki na stacji benzynowej. Na studiach szło mi fantastycznie. Ale musiałem zaciągnąć kredyt na pozostałe dwa semestry – niestety karta kredytowa bo nic innego nie mogłem dostać. Udało mi się znaleźć pierwsza prace w it. Wysłałem chyba milion aplikacji. Pracowałem na zlecenie/elastycznie co pozwoliło mi pogodzić studia z praca i zbierać doświadczenie krytyczne do uzyskania prawa na stały pobyt. Zarabiałem wówczas 18 dolarów za godzinę. Zrobiłem magistra, dostałem stypendium doktoranckie pieniądze na badania naukowe oraz prace na uczelni. Miałem kilka publikacji naukowych i szło mi super. Stwierdziliśmy jednak z żona ze lepiej jeśli pójdę komercyjnie. Ale nie miałem wizy a rynek wówczas nie chłonął tak specjalistów od bezpieczeństwa IT (w tym roku kończę 40 lat). Szukałem dalej pracy i zaplkiowalismy z żona o stały pobyt. Żona wszystko sama zorganizowała (agencje brały 5k aud za te usługę), wizy kosztowały coś koło 2k za osobę. Byliśmy na bridging visa i po raz pierwszy mogłem pracować w pełnym wymiarze. Szukalismy oboje pracy. Dostałem w końcu prace za 35000 aud rocznie brutto. Mało się nie wykończyłem. Byłem nieszczęśliwy robiąc prace it helpdesk. Niespełnione ambicje i brak rozwoju i problemy finansowe spowodowały straszny stres. Byłem dwa razy w szpitalu – myślałem ze mam zawał. Dostałem podwyżkę po roku do 45k było trochę lepiej ale nadal nie mogłem znaleźć lepszej pracy. Chcieliśmy z żona wracać do polski z podkulonym ogonem. W drodze do pracy w pociągu uczyłem się i udało mi się przygotować do 1szego certyfikatu Cisco. Nie mogłem pracować w bezpieczeństwie to postawiłem na sieci. Robiłem wszystko by jak najwiecej tego robić w pracy, często wykraczając poza kompetencje i ryzykując. Gdy starsi inżynierowi przyjezdZali konfigurować i instalować nowy sprzęt prosiłem ich czy mogę podglądać i czy pozwolą mi zrobić to następnym razem. Bardzo dużo się nauczyłem u bardzo ciężko pracowałem. Miałem bardzo dobra reputacje i klienci mnie uwielbiali. Moje umiejętności jako sieciowej bardzo urosły. W domu miałem używany sprzęt – czesc kupiłem sam czesc z pracy pożyczyłem. Uczyłem się codziennie i szukałem jakie umiejętności są poszukiwane I się dokształcałem ale nadal nie mogłem znaleźć pracy. Daliśmy sobie jeszcze 3 miesiące i udało się. Moja następna praca była za 70k aud. W innym mieście w miedzynarownfirmie. Odzylismy!!! Ale długi nadal prześladowały. Stres odszedł i cisnąłem dalej. Nowe certyfikaty mnóstwo nauki i co roku podwyżki o conajmniej 10% w końcu dochodząc do 100k aud. Jednak wciąż mieliśmy długi i wciąż żadnych oszczędności przepuszczając wszystkie pieniądze. Wtedy wzięła się za nas moja żona. Zacisneliemy pasa skonsolidowalismy kredyty i cięliśmy koszty. Po pol roku nie mieliśmy długów i mieliśmy już oszczędności! Niestety jednak oboje byliśmy wypaleni i samotni. Stwierdziliśmy ze wracamy do polski. Ale tym razem z obywatelstwami i oszczednosciami! Wygrani a nie przegrani! Ale ja dłużej nie mogłem kontynuować pracy w tej dziedzinie. Postanowiłem delikatnie zmienić profil i robić testy penetracyjne aplikacji webowych. Miałem liche pojęcie o tym i zero doświadczenia ale postanowiłem ze się nauczę. Po powrocie do polski dostałem prace. Uczyłem się robiłem certyfikaty. Kolejna praca była za dwa razy więcej. A dziś pracuje w wielkiej korpo i jestem dyrektorem i zarabiam 4.5 razy więcej. Od zeszłego roku zmieniłem podejście do pieniędzy. Żyje oszczędniej. Nie mamy kredytów konsumpcyjnych nadplacamy hipoteczny i mamy poduszkę. Mamy dwójkę małych dzieci i jesteśmy trochę do tylu ale ja osobiście bardzo szczęśliwy ze w końcu nie jestem przekaźnikiem. Było ciężko ale można. Mam nadzieje ze kogoś zainspiruje ta historia. Nic nie bierze się znikąd. nie można się poddawać i trzeba walczyć.

      • Dziekuje za bardzo inspirujaca historie, Lukasz. Przeczytalam ja trzy razy. Ciesze sie, ze osiagneliscie spokoj finansowy i spokoj ducha pomimo trudnosci. Za granica trawa wcale nie musi byc bardziej zielona.

    • Krystianie,

      Skąd wiesz, że Ci “narzekający” nie mają planu, przygotowania, determinacji, konskekwencji, nie pracują nad sobą itd.? Niestety, to wszystko nie daje gwararncji sukcesu. Ale nie w tym rzecz. Blog Marcina czytam od kilku lat i naprawdę bardzo go sobie cenię, stosuję się do rad. Nie chcę jednak czytać czegoś, co mnie demotywuje. A tak podziałał na mnie tytuł artykułu “Ile POWINIENEŚ mieć pieniędzy w wieku…” jak i niektóre zawarte w nim stwierdzenia (jak to o depczących mi po piętach 30latkach, przez których na pewno już za kilka lat stracę pracę).

      Artykuł ogólnie mi się podoba, ale mam do niego jeden zarzut, o którym już pisałam – wg mnie nie jest przystosowany do rzeczywistości dzisiejszych, polskich trzydziestokilkulatków. W znacznej mierze. Świetny tekst natomiast dla dwudziestolatków.

  26. Pełen szacun Łukasz….ale w sumie dokładnie tak to wygląda. Próbujesz, działasz mimo łez i trudu…udaje się, potem znowu kolejne schody etc….ale finalnie przesz do przodu i jesteś milion lat świetlnych dalej niż jeżeli nie robiłbyś nic. Super 🙂

  27. Marcin Wieczorek

    Świetny odcinek 🙂 Ja sensowne oszczędności zacząłem niestety robić z jakimś 10-letnim poślizgiem. Na szczęście nie zmarnowałem czasu 20-30 i wykorzystałem do tego, żeby jako specjalista znaleźć się przed większością swoich rówieśników a następne 10 lat na to, żeby ugruntować swoją pozycję zawodową co w końcu przyniosło skutek w postaci satysfakcjonujących zarobków. Na szczęście też bardzo szybko odkryłem, że kredyty konsumenckie to zło i relatywnie szybko się ich pozbyłem (chociaż na karcie kredytowej przejechałem się dotkliwie dwa razy).
    Gdybym jednak 10 lat temu zaczął to co robię teraz z budżetem osobistym, dziś byłbym pewnie “debt free” (ciągle mam na głowie kredyt hipoteczny) i miałbym dużo większą swobodę odnośnie tego ile czasu chcę poświęcać na pracę.
    Jeśli ktoś z młodszych słuchaczy podkastu (czytelników/widzów) rady Marcina traktuje sceptycznie to ja ze swojej strony gorąco radzę to przemyśleć. Ze swojej perspektywy widzę, że te rady mają bardzo głęboki sens i gdybym mógł spotkać samego siebie sprzed 10 lat to miałbym sobie do przekazania bardzo podobne treści jak te o których Marcin mówił w pierwszej części tego odcinka.

    Serdeczne pozdrowienia dla Twojej mamy Marcinie 🙂 – słuchałem podkastu w drodze do pracy i w pozytywnym sensie rozbawiła mnie ta część podkastu :). Bardzo pozytywne i bardzo inspirujące 🙂

  28. Marcinie!!!! dzięki Tobie “przejrzałam “na oczy i po zachłyśnięciu się “kaską i wydawaniu wszystkiego na konsumpcję zrozumiałam,że ta droga zaprowadzi mnie donikąd…….Twój blog mi w tym pomógł,co najmniej raz w tyg. czytam Cię i słucham i wcielam w życie rady i żałuję ,że dopiero zmądrzałam koło 40-ki. Dziękuję i ślę całusy.
    A Twoja mama cudowna,moja mamuśka ma 68 lat.Mimo emerytury nadal pracuje na 3/4 etatu, 2 razy w tyg.ćwiczy ,podróżuje i ma energii więcej niż niejeden 30latek. I mówi ,że ma zamair popracować do 70ki 😉

  29. Oj , Marcinie oby tak było, jak mówisz, że 20/30-latkowie będą nas wyprzedzać. Pracuję z kilkoma młodymi osobami w pokoju, wszystkie spędzają większość czasu na gadaniu o bzdurach, przeglądaniu kanałów social media i są strasznie przemęczone jednym projektem, który prowadzą, przez pół roku, a jak chcesz im zlecić dodatkowy, to krzyczą, że nie będą pracować za takie pieniądze nad TAK DUŻĄ ilością projektów. Dziś młodzi chcą pracować bardzo mało a za duże pieniądze. To my, z lat 80 pracujemy dużo, kształcimy się, specjalizujemy i wypruwamy żyły, aby zarabiać więcej i żyć lepiej, przy tym ciągle gdzieś ucieka nam możliwość odłożenia większych pieniędzy, ale czy my potrafilibyśmy się rozebrać na instagramie dla darmowych produktów… Naprawdę, niech nas młodzi wyprzedzają, jak większość z nich żyjących w tym wirtualnym świecie zacznie realnie zarządzać spółkami i firmami w naszym kraju, będzie co obserwować i czym się upajać. 🙂

  30. Marcin załamałeś mnie. Mam 42 lata.
    Zawsze żyłam oszczędnie: pochodzę z bardzo BARDZO biednej rodziny. Studiowałam zaocznie, po ich skończeniu jeszcze rok je spłacałam. Następnie ukończyłam aplikację radcowską (kolejna inwestycja uniemożliwiająca oszczędzanie).
    Dzisiaj mam 42 lata i 200 tys kredytu hipotecznego. Dzięki Tobie spłaciłam kredyt samochodowy (55 tys), 8 lat przed czasem – przemilczę treść umowy, bo jak ja – prawnik – mogłam coś takiego podpisać… W tej ciężkiej chwili pomógł mi Twój tekst: “głupie decyzje mądrych ludzi” 😉 Nie ma co się mazać – trzeba działać.
    Od dwóch – trzech lat moje dochody rosną (podejmuję nowe zlecenia). Mam pewną pracę – etat w budżetówce i dodatkowe zajęcia.
    Z Twoich wyliczeń wynika jednak, ze co bym nie robiła – czeka mnie nędza. A wszystko dlatego, że przekroczyłam magiczne 40.

    • to co nas czeka zależy od nas 🙂
      jeśli wyliczenia Marcina są w tym momencie niekorzystne to trzeba popatrzeć co możemy zmienić by zmieniły się liczby we wzorze i wynik był bardziej korzystny dla nas
      40 … to dawna 30 … i tego należy się trzymać – mamy jeszcze conajmniej 20-25 lat pracy więc baaardzo dużo przed nami

      • A wiesz to pocieszające… bo ja się czuję (i wyglądam) na 30, haha. I w zasadzie jestem dumna ze swoich osiągnięć. I mam poczucie, że wszystko co najlepsze jeszcze przede mną… 🙂

  31. Cześć Marcin!

    Na początku bardzo Ci dziękuję, że prowadzisz tego bloga, czytając Twój artykuł do porannej korporacyjnej kawy mam poczucie, że mniej go marnuję 🙂

    Już kilka razy miałem nawet ochotę coś skomentować, ale dopiero przy tym artykule poczułem, że dotyczy właśnie mnie. Cały czas miałem poczucie, że nie trzymam swojego budżetu w ryzach, nie osiągam tak spektakularnych sukcesów jak wspomniane w tym wątku (30-80% oszczędności miesięcznie) mimo całkiem niezłych zarobków. Bardzo podniosłeś mnie na duchu, że kończąc 29 lat za 8 miesięcy tak naprawdę w mojej sytuacji nie muszę się na tym głównie skupiać – cytując:

    “bo np. pojawiły się dzieci i koszty związane z mieszkaniem, to musimy na jakiś czas wyciąć inne sprawy. Musisz dostosować swój styl życia do tej nowej sytuacji.”

    Także jeszcze raz dzięki bardzo za to zdanie, zdjąłeś ze mnie presję społeczną 🙂

    Korzystając jeszcze z okazji chciałem poruszyć dwie kwestie. Dane czysto hipotetyczne, ale patrząc na statystycznych komentujących być może zadają sobie podobne pytanie.

    1. Ile statystyczna dobrze prosperująca osoba w IT w okolicach 30 roku życia będąca na umowie o pracę, powiedzmy 15k brutto i biorąca aktywny udział w PPK powinna dodatkowo odkładać na emeryturę? Pytam, ponieważ wg wszelkich dostępnych kalkulatorów utrzymanie podobnej pensji przez długi okres czasu generuje stosunkowo wysoką emeryturę (ZUS + PPK sugeruje naprawdę bardzo zadowalający wynik). Jeżeli chcesz chętnie podzielę się swoimi spostrzeżeniami popartymi obliczeniami, bo liczby sugerują, że nic więcej nie potrzeba, nawet gdyby zarobki się nie zwiększały do końca kariery (a nie oszukujmy się ktoś kto ma pięciocyfrowy przelew na koncie przed 30 raczej na laurach nie osiądzie, chyba, że wypalenie zawodowe go dopadnie i postanowi się wyprowadzić w Bieszczady).

    2. Wiem, że realizujesz politykę zero długów konsumpcyjnych, ale osobiście wydaje mi się, że nie jest to aż tak czarno-białe, tylko kredyt konsupmcyjny musi mieć choć minimalne znamiona inwestycji, np. będąc na wymianie samochodu i trafiając na okazję jednocześnie przekraczając budżet nie musi to być zły kredyt (mam na to liczby w prywatnym archiwum). A gdy przedmiotem kredytu jest samochód elektryczny, to niższe koszty utrzymania mogą nawet uczynić kredyt budżetowo neutralnym 🙂

    Pozdrawiam
    Wojtek

    • Kupienie nowego samochodu i „po okazyjnej cenie” i branie na to kredytu nie jest okazją.

      Nie wiem jak wyglądają twoje liczby, ale samochód to taka sobie inwestycja bo się w ogóle nie zwraca, a traci na wartości z czasem.

      Jedynym wytłumaczeniem dla kupna lepszego/nowego samochodu jest jeżeli nim jeździsz bardzo dużo na długie odległości. Chociaż i tutaj mam wątpliwości.

      Każdy dług konsumpcyjny jest do bani nie ważne w jakim szczytnym celu brany.

  32. Marcin, dziękuję za bloga i filmiki na youtybe. Zmotywowałeś również mnie. Spłaciłam wszystkie zdłużenia, Został mi tylko niewielki kredyt hipoteczny. Co miesiąc odkładam 20% przychodu. Dzięki Tobie mam lepszy komfort życia. Super !!!!!

    • Hej Marcin,

      Pewnie uznacie mnie za kompletnego Janusza biznesu, ale co doradzicie przy temacie “gpw w czasach zarazy”? Czy to już czas zeby cześć położonej w IKE/IKZE kasy (fundusz obligacji) przekonwertowac na fundusz akcji polkich? Tak czysto spekulacyjnie, dla sportu np 2000 pln i zobaczyc co bedzie? A moze poczekac, albo w ogole tego nie robic? Czekam na opinie, hejt olewam😀.
      Pozdrawiam R.P.G.

      • Łapanie dołka nigdy nie wychodzi. Ja konwertuje powoli: przez ponad 2 lata cierpliwie trzymałem tylko 5 procent w akcjach a wczoraj zwiększyłem do 15%. Reszta ciągle w gotówkowym. Docelowo przy okolicach dołka lub tuż za nim chciałbym około 50% w funduszach akcji. Emerytura to nie kasyno 🙂 Wybrałem trochę bezpieczniej niż we wpisie Marcina (20% akcji 80% obligacji portfel ostrożny, 40% akcji 60% obligacji – neutralny, i 60% akcji 40% obligacji portfel ofensywny).
        Aby pomóc Ci podjąć decyzję podsunę parę danych do zastanowienia.
        Statystycznie bessy trwają ponad 9 miesięcy. Wiele źródeł przytacza bessę jako obsunięcie indexów o 20% w 6 miesięcy. Przyglądając się obecnej można dostrzec, że jest rekordowo dynamiczna już na początku. Czy dzięki temu będzie rekordowo krótka? A może rekordowo silna (ze spadkami ponad 80%)? Polska znacznie bardziej zjechała niż Europa Zachodnia czy Stany. WIG w ciągu kwartału osunął się o 1/3. Historia pokazuje, że bessa ze spadkami rzędu-70% to nic nadzwyczajnego. Zatem od obecnego poziomu może zjechać jeszcze 50%. Odpowiedz sobie na pytanie czy jesteś gotowy na takie emocje, jeśli do tej pory miałeś wszystko w mniej zmiennych funduszach obligacji.
        Problemy spowodowane koronawirusem pewnie jeszcze przez kwartał dwa, a może nawet trzy będą miały wpływ na raporty kwartalne spółek co spowoduje prawdopodobnie pogłębienie spadków a już niemal pewne, że odbicie będzie wolniejsze niż spadki. Zresztą zgodnie z powiedzeniem “Byki wchodzą po schodach, niedźwiedzie skaczą przez okno”. Szansa na mega szybkie odbicie tylko pod warunkiem ekspresowego zniknięcia wirusa. Możliwe?
        Tak czy inaczej poczytaj karty funduszy ich udziały w branżach i zdobywaj wiedzę w co najlepiej wejść. Ja osobiście stawiam na powolne ruchy. Od zawsze większe zyski wiążą się z większym ryzykiem. Jesteś gotowy na straty to zaczynaj konwersję ale delikatnie. Wybierz strategię i bądź konsekwentny w realizacji planu. Dodatkowo obserwuj siebie. Ocen czy poziom emocji stresu zaprzątanie głowy nie kosztuje Cię za dużo. Jeśli tak zwolnij.
        Nawet doświadczony inwestor w takim okresie powinien unikać pojedynczych spółek czy dużych koncentracji bowiem na pewno nie wszyscy przetrwają ciężka sytuację na rynku. Takie zabawy tylko niewielkim procentem kapitału z pogodzeniem na wyzerowanie (“kasyno Marcina”).

      • Roman, a żeby nie wyszło, że zadałem więcej pytań niż odpowiedzi (co by znaczyło, że nie jesteś jeszcze gotowy):
        Gdy nie wiesz jak zacząć to wybierz poziom pomiędzy swoim ostrożnym a neutralnym: ustaw się tam np. w połowie między nimi i co jakiś czas re-balansuj do założonych wartości.
        Wybieraj to co najbardziej rozumiesz i czujesz się najpewniej.

        • Tylko przez tydzien stracilem 100.000 pln na papierach kopalni zlota…..jestem w podrozy na drugi koniec swiata i nie zdarzylem zareagowac na czas…..Z drugiej strony to tylko wirtualne pieniadze, bo to co wlozylem juz dawno wyjalem, operowalem tym co zarobilem.Wiec tak naprawde nie stracilem nic……

  33. Racjonalny Adam

    Szkoda że nie propagujesz zdrowszego podejścia. Życia według własnych zasad, zamiast nieustannego biegu w kołowrotku zasad i oczekiwań wyznaczanych przez innych. Pozdrawiam. 🙂

    • Mam 30 lat, dobre zarobki. Nie mam żadnych długów oprócz kredytu na dom.

      40% oszczędzam
      30% na życie
      * Kredyt na dom, opłaty, stałe jedzenie, samochód
      15% nadpłata na kredyt na dom
      15 % na różne rzeczy
      + Zaczęłam inwestować w akcje. około 5000 zł rocznie tylko ale zawsze coś.

      Jeszcze 6 lat temu zarabiałam slabo i pracowałam w McDonalds na kasie po anglistyce. Musiałam się przekwalifikować, teraz pracuję w branży informatycznej. Wyjechałam z Polski w 2013, nie mogłam znaleźć pracy w żadnej szkole państwowej, a żeby zarobić 2500 zł netto musiałam dawać korepetycje non stop: nie miałam życia.

      Teraz nauczycieli poszukują na gwałt, jednak wtedy tak nie było. Moze i dobrze, bo gdybym została nauczycielem trudno by mi było zrezygnować z zawodu zważywszy na to ze na awans zawodowy trzeba czekać, i dopiero jako nauczyciel dyplomowany ma się około 4000 zł netto.

  34. Bardzo dobry artykul. Szkoda, ze edukacja finansowa nie jest stalym elementem w polskich szkolach. Ja od dziecka oszczedzalam. Taki juz mam charakter. Kiedy tylko zaczelam pierwsza prace w wieku 18-19 lat, zaczelam oszczedzac ile sie dalo. Obecnie po 10 latach oszczedzam ok 50-70% swojej pensji, a pracuje za granica jako analityk. Ciagle jest mi malo pomimo, ze juz uzbieralam oszczednosci ktore pozwalaja na wlasne Mieszkanie bez hipoteki, oplacilam sama studia za granica i zwiedzam swiat w miare mozliwosci. Ciagle jestem lekko zestresowana swoja sytuacja, ze nie jestem wystarczaja dobry specjalista i ze nie mam wiecej. Wiem, ze powinnam byc dumna, ale nigdy nie ciesze sie z tego co juz mam… 😔 moje skrajne oszczedzanie odbiera mi radosc zycia. To tez jest problem:/

Odpowiedz

MENU