Czego i jak uczyć dzieci o pieniądzach?

48

Jaką wiedzę na temat pieniędzy wynoszą Twoje dzieci ze szkoły? Głównie taką, że  pieniądze bierze się od rodziców! Na komitet rodzicielski, na kwiaty z okazji dnia nauczyciela, na wyjście do kina… W szkole nie ma przedmiotu finanse osobiste, więc cała nadzieja w Tobie. Ale uwaga! Jeżeli będziesz przeginać z edukacją finansową, to będą to dla dzieci kolejne „skwary” odciągające ich uwagę od ciekawszych spraw.

Dlaczego szkoła nie uczy  dzieci finansów? Program nauczania wymusza zapamiętywanie tysięcy faktów, z których 95% dzieci zapomną i nigdy w życiu z nich nie skorzystają. Uczą się o rozmnażaniu drzew iglastych, wkuwają szereg homologiczny alkanów, muszą pamiętać, w którą stronę odchyli się drut w polu magnetycznym, gdy popłynie w nim prąd. To oczywiście ciekawe, ale w programie nauczania przydałoby się zastąpić części zakuwania faktów praktycznymi zajęciami z cyklu: „Jak żyć?”.  Dlaczego nikt nie uczy dzieci jak przygotować domowy budżet, jak mądrze zarządzać pieniędzmi, jak unikać długów i jak spokojnie się bogacić? Mam na to swoją spiskową teorię.

Ludźmi bez praktycznej wiedzy łatwiej manipulować

Wyobraź sobie, że jesteś cynicznym politykiem (choć to właściwie pleonazm), którego sens życia sprowadza się do prostego pragnienia: „Zostać wybranym na kolejną kadencję!”. Twoje życie zawodowe podzielone jest na czteroletnie kadencje, przebiegające w znajomym rytmie:

  • wygrane wybory – chwila euforii, radości i wytchnienia,
  • trzy lata na szybkie dorobienie się dzięki uzyskanym wpływom,
  • rok intensywnej kampanii, na którą składa się obiecywanie gruszek na wierzbie i zajadłe atakowanie politycznych przeciwników,
  • chwila niepewności w wieczór wyborczy i początek nowego cyklu.

Myślę, że gdyby posłom wprowadzić ograniczenie, że mogą sprawować tę funkcję maksymalnie przez dwie kadencje, polityka przyciągałaby innych ludzi.

Z punktu widzenia zawodowego i „wielokadencyjnego”  polityka (bez względu na ugrupowanie polityczne), najlepiej mieć wyborców, którzy kończą szkołę bez umiejętności krytycznego myślenia i bez żadnej edukacji finansowej. Taki wyborca ma własny rytm życia:

  • wydaje pieniądze bez opamiętania, zwiększając konsumpcję, dzięki czemu polityk może pochwalić się wzrostem PKB i większymi wpływami z podatków pośrednich,
  • zadłuża się po uszy, dzięki czemu nie ma czasu na analizowanie sensu politycznych obietnic, bo musi harować na spłatę rat,
  • jest w kiepskiej sytuacji finansowej, więc sprzedaje swoje głosy za kilkaset złotych „pomocy od Państwa”,
  • narasta w nim poczucie frustracji – można więc łatwo grać na emocjach, obiecując mu zmianę na lepsze,
  • wreszcie – zmęczony i zestresowany – umiera krótko po przejściu na emeryturę, odciążając tym samym system emerytalny.

Wyobrażasz sobie polityka na wiecu wyborczym, na którym padają w kółko takie pytania:

  • A ile to będzie kosztować?
  • A skąd dokładnie weźmie Pan na to pieniądze, skoro w budżecie już jest deficyt?
  • A jak to wpłynie na zadłużenie naszego Państwa?
  • A kto dokładnie spłaci te długi?
  • A jeśli wydacie na „Program X”, to na co pieniędzy zabraknie?
  • Skoro mamy deficyt budżetu przy rekordowym wzroście gospodarczym, to co będzie w czasie spowolnienia gospodarczego?

Marzy mi się, by polski system edukacji od najmłodszych lat przygotowywał dzieciaki do świadomego kontaktu z pieniędzmi. Chciałbym, by wyrastały na dorosłych, którzy z dużą pewnością siebie potrafią zarządzać swoimi pieniędzmi i nie dają się wpędzić w spiralę długów. Byłbym szczęśliwy, gdyby dzięki temu polskie społeczeństwo – z roku na rok – stawało się narodem zadowolonych, zamożnych ludzi, uniezależnionych od dobrej czy złej woli jakichkolwiek polityków.

Ale zostawmy spiskowe teorie dziejów i ciągle jeszcze odległe marzenia. Być może powody, dla których w szkole nikt nas nie uczy dbania o finanse, są zupełnie inne. Tak czy inaczej – nasze dzieci mogą w tym zakresie liczyć tylko na nas albo… Na trudną i bardzo bolesną naukę na własnych błędach.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Nie narzucaj się z edukacją finansową!

W ubiegłym roku jedno z wydawnictw zaproponowało mi napisanie książki na temat tego, jak uczyć dzieci finansów. Odpowiedziałem im bardzo grzecznie, że trochę na to za wcześnie. Zaproponowałem, aby wrócili z propozycją za jakieś 10 lat, gdy będę miał pewność, że moje dzieci faktycznie dobrze radzą sobie z pieniędzmi.

Moje córki kończą w tym roku 14 oraz 11 lat. Nie mam zielonego pojęcia, kto im pozwolił tak szybko urosnąć i kiedy ten czas minął. Więc pewnie, zanim się obejrzę, nadejdzie czas na pisanie tej książki. Póki co spokojnie zbieram materiały i – w zależności od efektów – powstanie „przewodnik” lub „antyprzewodnik” 🙂

Kilka przemyśleń i obserwacji już jednak mam. Kiedyś miałem pomysł, aby systematycznie uczyć córki finansów i opisywać na blogu co miesiąc postępy, ale życie zweryfikowało te plany. Pamiętam sromotną porażkę, gdy pełen entuzjazmu wyskoczyłem do nich z taką propozycją:

– Dziewczynki, mam dla Was wspaniałą wiadomość! Postanowiłem, że od dzisiaj będę Was uczył jak postępować z pieniędzmi. Dowiecie się skąd się one biorą, co to jest bank, jak działają karty kredytowe i czym się różnią od debetowych. Nauczę Was, jak zarabiać, jak mądrze wydawać, co to są odsetki, procent składany, na czym polega mądre oszczędzanie i co zrobić, aby w przyszłości pieniądze nie były dla Was żadnym problemem. Będzie naprawdę super zabawa!!!. Co Wy na to?

Spojrzały na mnie jak na wariata i dyplomatycznie odparły:

– Hmm… Super pomysł tato, ale wiesz… Właśnie sobie przypomniałyśmy o innych lekcjach, musimy się w dodatku spakować do szkoły, więc może… Jutro? Albo może za tydzień?

Nawet ja potrafię się zorientować, że jeśli dziecko wybiera naukę, zamiast wymyślonej przeze mnie „super zabawy”, to coś jest nie tak. Odpuściłem więc pomysł regularnej edukacji i zacząłem po prostu wykorzystywać naturalne preteksty do przekazywania im wiedzy. Okazuje się bowiem, że dzieci są bardzo ciekawe świata – tego finansowego też! Jeżeli nie zabijamy ich naturalnej ciekawości nudnymi wykładami, potrafią pięknie odkrywać, przyswajać i wykorzystywać zdobytą wiedzę.

Dlatego najważniejsza chyba rzecz na temat edukacji finansowej dzieci, którą mogę Ci dziś podpowiedzieć, brzmi tak:

Nie narzucaj się z edukacją finansową. Wykorzystuj naturalne preteksty!

Jakie okazje mam na myśli? Takie, w których dzieci same z siebie poruszają tematy finansowe. Oto kilka całkiem świeżych pytań od moich córek, po których mieliśmy fajne rozmowy:

  • Tato, ile zarabia prezydent?
  • Dlaczego dostaję niższe kieszonkowe od Julki?
  • Chcę pracować ze zwierzętami. Utrzymam się tresując psy?
  • Kupicie mi nowy telefon na urodziny?
  • Ile zarobię, jak sprzedam pomidory z naszego tarasu?
  • Ile kosztuje szkoła?
  • Czy nauczyciele dużo zarabiają?
  • Dlaczego tak często robicie z mamą  budżet?
  • Czy mogę wydać całe kieszonkowe na figurki LPS? (Littlest Pet Shop)

Podobnych pytań dzieci zadają nam mnóstwo i jeśli dobrze ich posłuchamy, bez problemu „przemycimy” sporo finansowych mądrości. No właśnie – ale jakich?

Czego uczyć dzieci o finansach?

Moje dzieci nie poszły w ślady Warrena Buffetta i nie zamykają się na noc w łazience z książką do finansów. Nic zatem nie wyszło z moich planów prowadzenia z nimi ożywionych dyskusji  na temat wyceny spółek giełdowych 🙂

Gdy jednak spokojnie się zastanowiłem, czego w zasadzie chcę je nauczyć, powstała mi dość rozbudowana lista. Co się na niej znalazło?

Zależy mi na tym, aby moje córki:

  1. Dobrze rozumiały, czym są pieniądze – że jest to narzędzie, które może pomóc im w realizacji marzeń i pasji, ale nigdy nie sprawi, że będą lepszymi lub gorszymi ludźmi od innych.
  2. Były świadomymi konsumentami, potrafiącymi odróżnić potrzeby od zachcianek,  rozumiejącymi prawdziwy sens reklam i świadomie podejmującymi decyzje zakupowe.
  3. Rozumiały,  skąd się biorą pieniądze i odważnie szukały sposobów na ich zarabianie – szczególnie zależało mi na tym, aby zamiast „roszczeniowej postawy etatowca” wyrobić w nich proaktywną postawę przedsiębiorcy w podejściu do pracy
  4. Rozumiały, na czym polega oszczędzanie i że wcale nie jest trudne – o ile sami nie komplikujemy sprawy szukając magicznych formuł.
  5. Rozumiały, w jaki sposób kredyty i pożyczki drenują kieszenie i były świadome pułapek zastawianych przez firmy pożyczkowe oraz omijały je zawsze szerokim łukiem.
  6. Rozumiały, na czym polega inwestowanie i w pełni pojęły mechanizm „odroczonej gratyfikacji” czując,  jak wspaniale można cieszyć się niezależnością i swobodą wyboru dzięki uzbieranym pieniądzom.
  7. Wyrobiły w sobie nawyk dobroczynności i przekazywania części zarobionych pieniędzy na pomoc innym; wokół jest mnóstwo osób potrzebujących pomocy, a każdy z nas może pięknie odmienić ich życie.

Wierzę, że uzbrojone w taką wiedzę, będą dobrze przygotowane do radzenia sobie w “świecie dorosłych”.  A może przychodzą Ci do głowy jeszcze inne punkty? Jeśli tak, to napisz mi o tym w komentarzu pod wpisem.

Jak uczyć dzieci o finansach?

Do tematu edukacji finansowej dzieci wracam na moim blogu na wyraźną prośbę Czytelników.

Od czasu, gdy pisałem o dzieciach i pieniądzach, minęło już kilka lat. W tym czasie moje córki zdążyły podrosnąć, a ja przetestowałem różne metody i zweryfikowałem wiele moich ówczesnych przekonań.  Stwierdziłem także po drodze, że odłożę ten temat „na półkę”, do czasu gdy moje dzieci przestaną być dziećmi i same pokażą, co wiedzą i co potrafią.

Jednak pod styczniowym wpisem, w którym zapytałem, o czym chciałbyś poczytać w tym roku na blogu, wiele osób przytoczyło właśnie temat finansowej edukacji dzieci.

Jeżeli chcesz, by faktycznie ta seria częściej gościła na blogu, koniecznie daj mi znać w komentarzu. Napisz, jakie pytania chodzą Ci w tym temacie po głowie, co chciałbyś wiedzieć, z czym masz trudności, czego już próbowałeś, itp.  Dzięki temu będę mógł lepiej odpowiedzieć na Twoje zapotrzebowanie w kolejnych artykułach.

Następnym razem napiszę, co się jak dotąd u nas sprawdziło. A konkretniej jakie sposoby „uczenia  finansów” okazały się na tyle ciekawe, że dzieci faktycznie zaangażowały się w zdobywanie wiedzy i czegoś się w tym temacie dowiedziały. Podzielę się również tym, które z polecanych metod zupełnie się u nas nie sprawdziły i dlaczego.

Ale teraz już czas na Ciebie. Wskaż mi kierunek swoim komentarzem, a także podpowiedz, jak często chciałbyś o edukacji dzieci poczytać. Z góry serdecznie dziękuję za każdą Twoją sugestię! 🙂

 

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 11 924 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze48 komentarzy

  1. Mysle ze na początek rodzic chciałby wiedziec jak operowac pieniedzmy dla dziecka. Czy dawac kieszonkowe, od jakiego wieku? Czy pozwolic dziecku wydac pieniadze ktore uzbiera nawet na głupoty? Czy placic za niego a pozniej rozliczac sie w domu czy niech uczy sie nosic portfel ze swoimi pieniędzmi?

      • Pierwsza rada. Trzeba nauczyć się odmawiać i stawiać wymagania. Obserwuje zjawisko że dzieci które w domu miały wszystko bez wysiłku są nieporadne życiowo i żyją na kroplowce rodziców. Drapieżnik by polował kusi być przynajmniej trochę głośny w przeciwnym razie spawie się i nic z niego nie będzie.

  2. Ja byłabym zobowiązana za polecenie gier lub kejsow dla dzieci w wieku wczesnoszkolnym – chciałabym sprawić, by dzieciaki z mojej szkoły wyniosły jednak coś więcej niż to o czym mowa w artykule. Myślę że więcej nauczycieli byłoby zobowiązanych za podrzucenie czegoś wartościowego w tym temacie 🙂

    • Tutaj nie zbiorę pewnie materiału na cały artykuł, ale dwie gry, które świetnie się sprawdzają w temacie finansów u nas:
      (1) Osadnicy z Catanu – dzieci świetnie uczą się negocjacji i wymiany barterowej
      (2) Monopolly – nieśmiertelne inwestowanie w nieruchomości z możliwością korzystania z dźwigni finansowej

      Wielka prośba do wszystkich – jeśli macie do polecenia fajne gry dla dzieci w tym, lub zbliżonym temacie – dajcie proszę znać. mam wielka ochotę coś przetestować w weekend.

      • Przypomina mi się twój wywiad z Jarosławem Tuczko, który podawał swój przykład zabawy w restaurację dzięki któremu nauczył dzieci czym jest marża, koszty itd. oraz jego metodę dawania dziecku kieszonkowego raz w roku. Bardzo mi się to spodobało. To naprawdę uczy myślenia. Może pan Tuczko ma więcej takich pomysłów?

      • Wysokie napięcie – gra zalecana dla ludzi od 12 roku życia, poziom skomplikowania podobny jak w osadnikach. Ma w sobie licytację i ciekawy mechanizm dostępności surowców. Na jego podstawie można podyskutować o zależności popyt/podaż.

  3. Wydaje mi się że w dzisiejszych czasach niestety dość mocno wśród dzieci rozpowszechnione jest ocenianie swoich rówieśników po zawartości portfela rodziców (głównie przez ubrania które noszą, gadżety które mają). Myślę że to jest dość duże wyzwanie – jak uczyć dzieci, aby nie ulegały wszechobecnemu konsumpcjonizmowi – bo z tym to i dorośli często mają problem 😉

    A z ciekawostek – rozmawiałem niedawno z jedną osobą, której gdy była dzieckiem, rodzice płacili za oceny w szkole.
    Z tego co opowiadała, wyglądało to tak, że załóżmy za czwórkę i piątkę (wtedy szóstek nie było), dostawała przykładowo 5 zł, ale już za trójkę lub dwóję musiała oddać 10 zł 🙂 Podobno u niej działało i motywację do nauki miała bardzo wysoką, dla mnie to chyba jednak ekstremum i sam raczej bym się nie zdecydował na takie rozwiązanie w stosunku do moich dzieci 🙂

    A co myślisz o płaceniu dzieciom drobnych kwot za dodatkowe prace w domu (jako dodatek lub, zupełnie zamiast kieszonkowego)?

    • Hej Anatol – napiszę o tym więcej w kolejnym wpisie (płacenie za dodatkowe obowiązki) – bo to jest bardzo ciekawy temat w kontekście “postawy roszczeniowej” i “postawy proaktywnej”

      • Małgorzata

        Ja też chętnie przeczytam o płaceniu za obowiązki. Zawsze miałam takie podejście, że dom to wspólna sprawa wsztkich domowników i każdy ma coś do zrobienia. Widziałam jak płacenie za zdobienie czegokolwiek demoralizowało dzieciaki (9 lat) i chętnie przeczytam jak tego uniknąć 🙂

  4. Marcinie pełna zgoda że ludźmi bez praktycznej wiedzy łatwiej manipulować ! Polski system edukacji nie stawia na matematykę, logikę nauki ścisłe. Ostatnio politycy zaczynaja ogłupić młode pokolenie, wychowując sobie przyszłych wyborców, wprowadzając do programów nauczania jak robić coming out’y, ze są różne miłości niekoniecznie do płuci przeciwnej, jak zadowolić się samemu i to powołując się na zaleceni WHO (ŚwiatowejOrganizacji Zdrowia). Parafrazując prawo Kopernika-Greshama gorsza edukacja wypiera lepszą edukacje z obiegu. Dodał bym jeszcze że zdanie rodzica Cieszkowice się liczy a niektórzy wręcz wykorzystują bunt nastolatków by upichcić swoje ideologiczne interesy.

    Dlatego cieszę się że poruszasz temat edukacji finansowej dzieci i młodzieży. Najważniejszym wedlug mnie to nauczyć je że oni będą ponosiły konsekwencje błędnych decyzji finansowych które odbiją się na ich życiu oraz że na świecie jest wielu ludzi którzy obiecują złote góry by tak naprawdę na nich zarobić. Patrz twój poprzedni wpis dotyczący kredytów frankowych i dyskusji która się wywiązała.

    • Szczurbercie, jak byś przeczytał te zalecenia WHO, to byś nie powtarzał głupot, które na ich temat wymyślają różnego rodzaju manipulanci. Uprzedzanie dzieci o istnieniu pedofilii oraz uświadamianie nastolatków, że partnera należy traktować podmiotowo, a nie przedmiotowo, albo że pornografia nie ma nic wspólnego z prawdziwym życiem, to też zło wcielone prosto z WHO?

  5. TAK Z Innej beczki marcin co sadzisz o 500 plus na 1 dziecko? wiem ze nie wypowiadasz sie o partiach, politykach, itp, chodzi mi o ten pomysl, jak to moze wplynac na np. wibor

    • Kolejny socjal? “suuper sprawa”…

      Szczerze mówiąc wolałabym zero socjalu (mam 2 dzieci), prywatną opiekę medyczną ale za to proszę o wprowadzenie niższych podatków… A i zlikwidujcie w końcu podatek belki – “zabiorę ci troszkę bo potrafisz oszczędzać”… ehh ;/

    • Z roku na rok zadłużamy się jako Państwo i nawet w szczycie koniunktury nasz budżet wykazuje deficyt. Czy w tej sytuacji zwiększenie wydatków nam pomoże?…

      Skutki będą odczuwalne dopiero za kilka lub kilkanaście lat i trudne decyzje polegające na “zaciskaniu pasa” będą już problemem przyszłych rządów. To jak zaciąganie “chwilówki” – przez chwilę jest fajnie i wszyscy się cieszą, ale potem trzeba to spłacić i jest kiepsko.

      Obserwując festiwal populistycznych obietnic, w których prześcigają się wszystkie partie, przypominają mi się słowa Alexisa de Tocqueville:

      “Demokracja skończy się wtedy, gdy rząd zrozumie, że może przekupić ludzi ich własnymi pieniędzmi.”

  6. Jak uczyć dzieci finansów? Nie wiem.Moje dzieci dopiero zaczynaja mówić 🙂
    Ale zastanawiam sie nad jednym: czy jest to konieczność (uczenie finansów)? Czy nie będzie i tak tak, że uczyłeś, mówiłeś, tłumaczyłeś a dzieci i tak zrobia po swojemu, bo…..takie jest właśnie życie i przez pewne etapy trzeba przejśc, aby odebrac lekcje na własnej skórze?
    Patrze po sobie i moim starszym bracie, który w sumie był zawsze moim autorytetem, chciałem byc takim jak on.Wychowalismy sie w biedzie, co tu duzo pisac.Edukacja finansowa? Żartujesz? Kieszonkowe? Kolejny żart? Własny pokój? Taaaa, w ”apartamencie” z wielkiej płyty 34m2 gdzie mieszkalismy w 4ke………..
    Ale to właśnie ta bieda była dla nas najlepszym nauczycielem finansów i zycia, bo dzieki temu zrozumieliśmy że cała przyszłośc lezy w naszych rękach, że nie ma bogatego taty który w razie W pomoże, kupi samochód, mieszkanie, da posade we własnej firmie itp itd.
    Dzis bedąc w okolicy 40tki, zyjemy sobie spokojnie , zrobilismy przeskok ogromny. Kazdy z nas ma dom, zarobki rzedu 20- 30k miesiecznie, dalsze plany na przyszłość.
    Czasami się zastanawiam jak to jest możliwe że tak nam sie udało wyrwać z tej biedy. Znajduje tylko jedna odpowiedz: bo bardzo tego chcieliśmy…..Na początku była ta własnie myśl, i ta myśl stała sie faktem.
    Przeszedłem w swoim zyciu cała droge od biedy ( w wieku 25 lat miałem plecak z ubraniami i pomysły co tu robic) do względnego bogactwa (dom, auta z salonu, realizacja hobby, ) Moge smiało napisac że dzis nie brakuje nam pieniedzy w sensie utrzymania codziennego zycia, “‘brakuje” nam pieniedzy ponieważ rozrosły sie nasze mozliwości i to co kiedys wydawało sie absurdem, dzis przybiera realne kształty (własne muzeum itp)Ludzie dookoła mnie mysla tysiacami, ja mysle setkami tysiecy.Więc ten pozorny ” brak” jeszcze bardziej mnie dopinguje do działania, gdyz nic tak nie zdopinguje człowieka jak osiagniecie celu.
    Jednego sie nauczyłem: nie ma rozwoju finansowego bez rozwoju duchowego.Ale do tego trzeba dojrzeć, lub mieć też odpowiednie predyspozycje duchowe.Nie jest to dla każdego, dlatego sa na tym swiecie biedni i bogaci…Pieniadze maja swoja alchemię, one nie sa martwym tworem. Musisz je lubieć, a nie byc ich niewolnikiem. Niestety większośc ludzi, nawet na tym blogu, jest ich niewolnikiem.Pieniadze nie maja swobodnego przepływu w ich zyciu, zamiast tego jest ciagłe wyliczanie, spisywanie i zamartwianie sie czy wystarczy.Przykład: kupuje nowe auto z salonu, znajomi co robią? Pukają sie w czoło i od razu wyliczaja ile to straciłem.Ale co ja straciłęm pytam się? Mam przyjemnośc ze zrealizowania kolejnego punktu na liście marzeń, przyjemnosc podrózy komfortowym autem, bo bogactwo jest fajne, w odróznieniu od ciułactwa i wyliczania strat……..Masz w zyciu to czego chcesz, ale tam głeboko w podświadomości.Więc nie przywiazuj sie zbytnio do pieniadza, obracaj nim bo on lubi ruch.Pomagaj innym. Pisze tu jednak o pomocy wynikajacej z głebi serca, a nie z wyrachowania ” że tak trzeba” Znajomy spytał sie kiedys czemu tak pomagam innym? Więc mu odpowiedziałem: kimże bym był , gdybym nie pomagał?Zobacz ile dostałem od wszechświata i czy te pieniadze wydane na pomoc sprawia że ja zbiednieje? Nie.Wręcz przeciwnie.One do mnie wróca w nadmiarze, ponieważ ja sprawiłem komus radosc a Wszechświat to wyłapuje, bo tak naprawde to wszystko dookoła jest jedna wielka energią. Więc następnym razem Wszechświat ustawi rzeczy tak, że ja będę miał jeszcze więcej, bo dzieki temu moge sprawic komus jeszcze więcej radości.
    Czy martwie sie w swoim zyciu o pieniadze? Nie , nie martwię sie.Wiem że bede je miał w jeszcze wiekszej ilości niz teraz.A w jaki sposób? Wszechświat sie tym zajmie, tylko musze tego chcieć.Musze działac, chciec realizowac swoje pomysły, zrobic pierwszy krok w strone realizacji swoich planów, tak jak to miało miejsce dotychczas i jak dzieje sie cały czas, tu i teraz.Więc jesli doczytałes do tego miejsca i myslisz sobie co za bzdury ten gośc pisze, to nie jest mój problem.Mi pieniedzy nie brakuje, a Tobie?
    Jest ciekawa ksiązka traktujaca o tych zależnosciach: Kabała pieniadza. Jak myslicie, dlaczego Żydzi byli i sa utozsamiani z pieniądzem?
    Więc kiedy nadejdzie czas, podsune dzieciom ciekawe ksiazki : Alchemik – od którego wszystko sie u mnie zaczęło, Potegę podświadomości, Kabałe pieniadza.Tak, żeby zaczeły rozkminiac i świat materialny , i duchowy.Bo nie ma jednego bez drugiego. A reszta? No cóż , to tylko uświadomienei im że lepiej byc bogatym niz biednym i że lepsze beda studia typu medycyna niz filozofia 🙂 A tak naprawde co zrobia to zrobia, ich zycie……

    • Uczenie dzieci zarządzania finansami jest potrzebne. Błędy na pewno będą popełniać (a przy dobrych wiatrach, wyciągać również wnioski) ale już na innym poziomie. Solidne fundamenty są tu niezbędne.

      „„brakuje” nam pieniedzy ponieważ rozrosły sie nasze mozliwości i to co kiedys wydawało sie absurdem, dzis przybiera realne kształty (własne muzeum itp)”
      Dla mnie ten fragment to klasyczny przykład, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Czy naprawdę musimy pozostawiać po sobie tak wiele materialnej spuścizny dla następnych pokoleń? Da się skromnie i można czerpać z tego równie wiele satysfakcji.

      „ciagłe wyliczanie, spisywanie i zamartwianie sie czy wystarczy”
      Wyliczanie i spisywanie (nawet bez zamartwiania się) jest samodyscyplinunące, co przekłada się pozytywnie na ogólne spełnienie.

      Pomoc innym popieram w pełni.

      Dystans i umiejetność spojrzenia na siebie z odlegości. Tak, tego wielu brakuje. Z perspektywy Układu Słonecznego, Drogi Mlecznej, Gromady Lokalnej, a najlepiej Włókna 😉

  7. Nie istnieje coś takiego, jak „roszczeniowa postawa etatowca”. Kiedy widzę to słowo, przypominają mi się lata 90-te. Ludzie strajkowali o to, by dostać należne im wypłaty, opóźnione często o wiele miesięcy, a przedstawiciele „Lewiatana” wymyślali im od „roszczeniowców”. Nasza rodzina też tego doświadczyła, że tata dostawał „zaliczki na wypłaty” po 300-500zł (zamiast należnych około 1600zł). Nie jest „roszczeniową postawą” domaganie się wypłaty należności w odpowiedniej wysokości. Tak naprawdę jeszcze nigdy nie spotkałem się z postawą roszczeniową, tj. „żądaniem czegoś za nic” – domagający się ZAWSZE miał słuszne podstawy swoich żądań.
    Mam nadzieję, że więcej na Pańskim blogu nie zobaczę tego wyrażenia – blog jest bardzo dobry i nie należy go psuć.
    Seria na ten temat może być bardzo dobra i przydatna, ale musi się Pan liczyć z tym, że będzie bardzo długa. Jest tu bardzo wiele tematów do omówienia.
    Pozdrawiam.

    • Tutaj zapewne chodź o ludzi którzy marują prącę na etacie i uważają że wszystko im się należy. Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach.

    • Krzysztof A.

      Dziękuję! Sam na to chciałem zwrócić uwagę i byłem zaskoczony, że ten zwrot u Marcina się pojawił.
      Litości – nie ucz dzieci podziałów na “tych gorszych – etatowców” i “tych lepszych – przedsiębiorców”, bo dokładnie to implikuje ten zwrot. Jedni potrzebują drugich i chyba sam o tym doskonale jako przedsiębiorca wiesz. Tym bardziej, że bycie “etatowcem” (może jednak lepiej “pracownikiem”?) nie oznacza braku ambicji – wiele pozycji etatowych umożliwia rozwój, na który osoby nie mające mentalności przedsiębiorcy nie mogłyby sobie pozwolić bez pracy dla kogoś innego, bo zamiast skupić się na własnym rozwoju, walczyłyby z utrzymaniem działalności nad powierzchnią wody.

      • Hej Krzysztof – odpowiedziałem dłużej w komentarzu do PPP (poniżej).

        Ale też napiszę: “Litości!” – nie wysnuwaj tak daleko idących wniosków z jednego stwierdzenia użytego w cudzysłowie. Zarzucanie braku ambicji ludziom na etacie? Podział na “gorszych” i “lepszych”? Znasz mnie nie od dziś i jestem zaskoczony, że tak na ten zwrot zareagowałeś.

        Widzę, że muszę bardzo uważać na słowa…

        • Krzysztof A.

          Dzięki za wyjaśnienie – nie ukrywam, że to jest coś na co jestem wyczulony i zareagowałem emocjonalnie, tak że przepraszam za pochopne wnioski 🙂 Niestety postawa “etat to bagno, tylko własna firma jest coś warta, ewentualnie bądźmy wszyscy kierownikami” była dość powszechna w moim otoczeniu (co zaskakujące – na studiach informatycznych, że nie wspomnę o wykładowcach wygłaszających stwierdzenia typu “obyście nie byli, tfu, programistami”), a przekaz “jeśli chcesz robić coś sensownego, to tylko własna działalność, bo na etacie tylko realizujesz cele innych” jest dość często spotykany. “Z rozpędu” odbiłem krytykę, której nie wygłosiłeś, tak że jeszcze raz – przepraszam.
          Mimo wszystko przy dzieciach faktycznie zalecam dużą ostrożność ze słowami – ciężko przewidzieć co zapamiętają i co z tego co zapamiętają – potraktują dosłownie.

    • Cześć Ppp,

      użyłem zwrotu “roszczeniowa postawa etatowca” w cudzysłowie – taki zwrot funkcjonuje w odniesieniu do osób z filozofią życiową: “Czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”.

      Ale faktycznie – czytając tekst rano na “świeży umysł” i zestawiając z Twoim komentarzem i oraz komentarzem Krzysztofa A. (poniżej) muszę przyznać, że to wyrażenie mogło być odebrane, jakbym odnosił się do formy zatrudnienia, a nie do “postawy”. Oczywiście nie było to moją intencją i dziękuję, że zwróciłeś mi na to uwagę.

      Dla uniknięcia wszelkich wątpliwości – skreśliłem słowo “etatowca” i |przedsiębiorcy” pozostawiając je widoczne, aby nasze komentarze były w pełni zrozumiałe dla innych.

      Wracając do Twojego komentarza.

      Bardzo mi przykro z powodu trudnych doświadczeń, przez jakie przechodziła Twoja rodzina. W żaden sposób nie odnoszę się oczywiście do takich sytuacji. Jednak “postawa roszczeniowa” jest niestety bardzo powszechna – oczywiście zarówno wśród etatowców, jak i przedsiębiorców. Nie ma ona nic wspólnego z ludźmi, którzy za dobrze wykonaną pracę nie otrzymują wynagrodzenia. To zwykłe draństwo, że ktoś za wykonaną pracę nie płaci i takie sytuacje zawsze potępiam.

      Fakt, że Ty nigdy nie spotkałeś się z “postawą roszczeniową” nie oznacza, że takiego zjawiska nie ma. Ja niestety wielokrotnie miałem okazję spotykać takich ludzi, zarówno w czasach, gdy pracowałem w korporacji, jak i teraz.

      Myślę, że każdy człowiek z postawą roszczeniową jest przekonany, że ma słuszne racje i że coś mu się należy. Gość, który przesiedział 8 godzin w pracy, z czego 4 na Facebooku, a potem krzyczy “należy mi się podwyżka” – też jest przekonany o swoich racjach. Tylko, że taka postawa nic nie da, poza narastającym poczuciem frustracji.

      Proaktywność, którą chcę zaszczepić moim dzieciom, ma polegać na zrozumieniu takiej mniej więcej zasady:

      “Jeżeli chcesz dobrze i dużo zarabiać, musisz dawać od siebie mnóstwo wartości dodanej dla innych ludzi. Rób zawsze więcej, niż od Ciebie oczekują, a wkrótce będziesz zarabiać więcej, niż oczekiwałaś”.

      Zestawię to z cytatem zaczerpniętym od mojego sfrustrowanego kolegi, który narzekał, że od trzech lat nie dostał podwyżki. Jego motto? “Szef udaje, że mi płaci, to ja udaję, że pracuję. Musi mi płacić więcej – to ja też ruszę d…”.

      Sprytne? Być może… Ale już widzę tego szefa, który biegnie z walizką pieniędzy dla niego…
      To po prostu w ten sposób nie działa.

  8. Hej Marcin!
    Moim zdaniem nie musisz czekać z pisaniem na blogu o edukacji finansowej swoich dzieci do momentu, aż będą pełnoletnie. Myślę, że książka może poczekać, bo rzeczywiście dobrze jako uwiarygodnienie napisać, że wychowałeś dwie samodzielne finansowo córki.
    Uważam, że wielu czytelników, ze mną czele, chciałby się dowiedzieć jak podchodzisz do pewnych spraw i jak rozmawiasz o pieniądzach z dziećmi – to są w końcu problemy uniwersalne w zachodnim świecie.
    Wydaje mi się, że nikt nie jest w stanie wprowadzić wszystkiego 1 do 1, kopiując Ciebie, dlatego raczej nie zrobisz nikomu krzywdy, zwłaszcza, że masz duże doświadczenie, a Twoje poglądy są dużo bardziej wyważone niż 99% naszego społeczeństwa.

    Pamiętaj, że wraz z dorastaniem Twoich dzieci dorastają dzieci Twoich czytelników i pytanie czy książka lub też publikacje na blogu będą dla obecnych tutaj osób, czy dla tych, którzy przyjdą dopiero za 10 lat?

    Kibicuję Tobie i pozdrawiam 🙂
    Tomek

  9. Małgorzata

    Ja już jestem nie na tym etapie, ponieważ mój syn ma 29 lat. Jednak chyba zupełnie nieświadomie nauczyliśmy go oszczędzać i dbać o swoje pieniądze. Od małego dziecka dostawał kieszonkowe, oczywiście proporcjonalnie do wieku. Za wszystkie swoje zachcianki musiał płacić sam, jak dostawał kieszonkowe na wyjazdy wakacyjne to to co zaoszczędził było jego. Do każdego sprzętu dokładał się z własnych pieniędzy (symbolicznie ale jednak). Pierwsze swoje własne zarobione pieniądze miał już w liceum, ponieważ jako zapalony fotograf robił sesje zdjęciowe do magazynu kobiecego. Niby nie wiele zarobił ale wiedział, że to nie tak łatwo przychodzi. Dzięki temu teraz potrafi gospodarować swoja kasą, dba o rzeczy które kupuje, wiedząc że to z jego ciężkiej pracy. Dodatkowo skończył studia i jest analitykiem finansowym w dużej firmie.
    Czyli z mojego doświadczenia wiem, że należy od małego uczyć dziecko co to jest pieniądz, uczyć szacunku do pieniądza i umiejętności planowania. Nam się udało czego i wszystkim życzę.
    Pozdrawiam

    • Mam nadzieję, że mi i mężowi również się to uda (narazie mamy dwóch “Diabełków” 4 lata i rok) 😉 Starszy dostał świnkę gdzie wrzuca monety ale nie rozumie jeszcze do końca po co. Gdy wysypujemy pieniądze i mówię mu, że za to może sobie kupić np. samochodzik jaki chce, to On na to – “jeeej ile pieniążków! to ja je powrzucam z powrotem do świnki!” ;] i co tu począć?

      • Hehe. Moja niespełna 3 letnia c órka też ma skarbonkę i od dłuższego czasu wrzuca drobniaki. Jest na etapie ja chę to, i to, i tamto oraz tatusiu kupisz mi? Wczoraj po serii ja chce pytam ją skąd wezmę tak dużo pieniążków na to wszystko , na co ona odpowiedziała : “Ja mam dużo pieniążków pożyczę C i tatusiu” 😀
        Dodam, że wcześniej zawsze odpowiadała tylko, że ma dużo pieniążków.

  10. Bardzo dziękuję za ciekawy artykul 🙂 Dla mnie samej jest bardzo na czasie, gdyż uswiadomil mi, jak wiele jako rodzic mam jeszcze do zrobienia w temacie edukacji finansowej moich dzieci, (przy okazji także można doedukowac się samemu ). Bardzo trafiona obserwacja, ze dzieci same z siebie sa chłonne wiedzy i ciekawe swiata, przynajmniej do czasu, kiedy ktoś (cos) im tej ciekawości nie stłumi, albo nie obrzydzi; często sa to niestety rodzice, którzy chcą mieć spokoj od natarczywych ( w ich przekonianiu ) pytan.

    Wiec fajnie, inspirująco napisane, dzięki.

    pozdrawiam Anita

  11. Własny przykład: jako dziecko nie miałem regularnego kieszonkowego, tylko doraźne. Moja Żona za to dostawała określoną (niewielką) kwotę w określonym czasie. Ona odkładała sobie na swoje drobiazgi, wiedząc, że kieszonkowe jest stałą kosmiczną i w końcu przyjdzie. Ja wydawałem co było.

    Dostawałem co prawda pieniądze i wiedziałem, że “jak będzie potrzebne”, to one się znajdą, ale nie nauczyłem się odkładać gratyfikacji w czasie, nie nauczyłem się planować wydatków, ani tego, że trzeba te wydatki przewidzieć i zebrać środki na ich pokrycie.

    Efekt w dłuższym terminie? Weźmy okres na i zaraz po studiach. Żona miała oszczędności, ja długi. Ona była przyzwyczajona do odkładania nadwyżek, ja miałem podejście “jakoś będzie”.

    Teraz trudno winić rodziców, którzy działali w dobrej wierze i zgodnie ze swoją ówczesną wiedzą. Nie było blogów, dostęp do internetu był ograniczony, nawet źródeł książkowych dotykających tematyki pieniądza było jak na lekarstwo.
    Za to teraz my, jako rodzice, już mając tę podstawową wiedzę finansową, możemy naszym dzieciom przekazać coś więcej. I, biorąc pod uwagę, że jednym z głównych celów rodzicielstwa jest wychowanie samodzielnych młodych ludzi, mamy obowiązek to zrobić.

  12. Podzielę się swoim doświadczeniem. Staram się uczyć córkę (10 lat) o finansach niestety z różnym skutkiem. tzn. o ile chętnie chce spędzić ze mną czas, o tyle już świat finansów często ją nudzi (nic nowego). Wspólnie z żoną uznaliśmy, że byłoby dobrze zrobić praktyczne ćwiczenia w zarządzaniu finansami po jej komunii, bo najzwyczajniej w świecie szkoda, żeby roztrwoniła te pieniądze. Wymyśliliśmy, że “sprzedamy” córce 1m2 mieszkania, które wynajmujemy. Najpierw trzeba było przejść przez krótką teorię (czym są lokaty, obligacje, akcje i nieruchomości). Było ciężko, ale udało się przez to przejść. Lekcje były tendencyjne tzn. finał miał być taki, że wynajem nieruchomości jest najciekawszą opcją. Chcemy ją tym zarazić, bo sami widzimy w nieruchomościach dobry sposób na inwestowanie i chcemy, żeby w przyszłości przejęła po nas nieruchomości. Córka po komunii kupiła od nas 1m2 mieszkania. Ustaliliśmy cenę, spisaliśmy umowę 😉 i stała się właścicielem 1m2. Teraz razem ze mną wysyła smsy do lokatorów np. o podanie stanu liczników. Ma swoje konto, na które przelewam jej należną jej część zysku z wynajmu. To co zostało z komunii córka wpłaciła na lokatę. Na roztrwonienie poszło może ze 200 zł. Córka wynajmem “zajmuje się” trochę ponad pół roku. Wszystkie jej pieniądze z wynajmu lądują na koncie (chyba z tych pieniędzy nie wzięła jeszcze ani złotówki), potem są dokładane do lokaty. Aktualnie córka zbiera pieniądze na kolejny m2 naszego mieszkania. Na początku ją to zniechęcało, bo wydawało jej się, że będzie musiała cały czas ciężko pracować razem z tym 1m2. Ale jak zobaczyła, że to prawie nie wymaga pracy, a co miesiąc wpływają pieniądze, to bardzo jej się pomysł spodobał. Córka dostaje też kieszonkowe. Chociaż pieniądze z wynajmu są traktowane inaczej niż pieniądze z kieszonkowego, te drugie chętniej wydaje, to wynajem ma też pozytywny wpływ na kieszonkowe. Chyba nigdy nie wydaje całego kieszonkowego, tylko część dokłada też do konta, bo zbiera na kolejny m2 mieszkania 🙂

  13. Chciałabym się dowiedzieć jak zacząć. Mam cztero letnią córeczkę i kilkumiesięczną staram się mówić starszej na zakupach że nie może sobie kupić tej czy innej zabawki bo nie ma pieniążków bo wydała na inną żeby rozumiała skąd się biorą pieniądze. Zabawki kupuje sobie za swoje pieniądze które dostaje od dziadków.
    Gdy w sklepie nalega na coś bardzo, musi w domu oddać wydana kwotę (bo np nie miała swojego portfela) i wtedy wciąga pieniądze ze skarbonki. ciężko uczyć dziecko Która nie rozumie że Kilka pieniążków to mniej niż jeden banknot. Czasami mam wrażenie ze lepiej odpuścić i uczyć ja jak już pojmie odejmowanie i dodawanie.

    • Polecam książkę “Basia i pieniądze”, dla maluchów idealna do poruszenia tematu skąd się biorą pieniądze, że nie można kupować wszystkiego co się chce i że rzeczy czy pieniądze nie wartosciowuja człowieka. I moim skromnym zdaniem, temat liczenia pieniędzy, jak i czasu dla 4 latka to jeszcze abstrakcja, więc bym odpuściła 😉

    • Joanno, kiedy mój syn był w podobnym wieku przeliczaliśmy wszystko na gałki lodów. Wszyscy dziwili się, kiedy w sklepie padało pytanie ” Ile to gałek? “.To był czas kiedy jedna gałka kosztowała 2 zł. Bardzo szybko zrozumiał, że niektóre rzeczy są droższe od innych. To był fantastyczny czas,dziś wspominany ze śmiechem . Syn ma już 12 lat i do oszczędzania na wyjazdach zachęcam go podwajaniem kwoty zaoszczedzonej w chwili powrotu. Kiedy miał 8 lat wprowadziliśmy kieszonkowe wypłacane tygodniowo. Dla dzieci i niektórych dorosłych, najtrudniejsze jest odroczenie przyjemności. Zadziwiajace jest to, że posiadanie przez syna kieszonkowego, pozwolilo mu opanować umiejętność rozróżniania, kiedy coś jest potrzebą, a kiedy zachcianką. W tym miesiącu poprosił o własne konto oszczędnościowe. Podobny system sprawdza się u młodszej córki. Mam nadzieję, że moja odpowiedź będzie użyteczna.

  14. Marcinie, jestem ojcem dwójki dzieciaków w wieku 6, 9 lat i temat edukacji finansowej najmłodszych bardzo mnie interesuje. Od ponad roku staram się z większym zaangażowaniem przekazywać dzieciakom wiedzę w zakresie czym są pieniądze, oszczędzanie czy odroczona gratyfikacja. Założyłem im w excelu Bank u Taty, gdzie każde z dzieci trzyma część swoich oszczędności, i w cyklach tygodniowych wpłacam im do banku “kieszonkowe”, przy czym zależy ono od wysokości oszczędności w banku. Jeśli wydadzą wyższą kwotę na swoje zachcianki i przykładowo oszczędności spadną z 300zł do 200zł to oprocentowanie spadnie z 3zł tygodniowo do 2zł. Całość okrasiłem kolorowymi wykresami, tak by zestawienie było dla dzieci ciekawe. Widzę, że mimo upływu roku wciąż temat je “dość” ciekawi, pytają często o kwotę, którą dysponują. I też korzystają z tych oszczędności od czasu do czasu wydając na zachcianki. Z jednej strony obserwuję, że z większą uwagą wydają pieniądze, ale też boję się by nie przerodziło się to w poczucie konieczności oszczędzania każdej zdobytej złotówki.
    Bardzo mnie ciekawi co sądzisz i co sądzą czytelnicy bloga o takim rozwiązaniu?

  15. Hej, Marcinie
    Pytasz o kierunek. Mój 7-letni Synek od ponad roku zmaga się z pewnym wyzwaniem. Chce mieć własne konto w banku, na którym mógłby lokować pieniążki otrzymane z okazji różnych specjalnych dni: świąt, urodzin, etc. Zbiera te swoje pieniążki od kiedy skończył 4,5 roku i efekty mogłyby zadziwić niejednego dorosłego 🙂 Z pojęciem „poduszki finansowej” oswoiłam Go, gdy miał 5 lat. Teraz chce widzieć swoje oszczędności na ekranie, patrzeć jak „rosną”, a przede wszystkim mieć taką fajną, kolorową kartę 🙂 I tu pojawia się pytanie o konta bankowe dedykowane dzieciom. PKO ma konto Junior. I tyle. Oferta banków jest zatem prawie żadna. A ja chciałabym zapytać, co jako rodzic dociekliwego malucha zrobiłbyś na moim miejscu 🙂
    Najserdeczniej / Ania

    • Nie do mnie kierowane pytanie, ale się wtrącę. Proponuję zapytać o SKO w PKO BP. Chyba można podpisać umowę nawet bez udziału szkoły. Fajne konto na początek. Oprócz nauki oszczędzania pieniędzy, zdobywa się różne odznaki itp. Grafika i o ile pamiętam chyba dźwięk też, zrobione typowo pod maluchy.

      • ja zrobiłem w Excellu skoroszyt ala bank
        są w nim wszystkie tranzakcje, co m-c dopisywane odsetki, wpłaty, wypłaty itd… w każdej chwili Syn ma wgląd w stan konta

  16. Po tych wszystkich komentarzach które tu przeczytałem (wynajmowanie dziecku 1m2 mieszkania, dzieci nie odrózniaja wartości papierka od monety, pytania czy to ma sens itp) nasuwa mi się refleksja : czy to aby nie kolejna próba projekcji naszych własnych niespełnionych pragnień na dzieci? Tak jak grafik dziecka zapchany skrzypcami, baletem, tenisem, tańcem,językami itp?Pozwólmy dzieciom być po prostu dziećmi.Spotkałem w zyciu wiele dzieci tzw. głupio – madrych, 10-latków gadajacych o polityce, biznesie i finansach tak jakby uważali że cos na ten temat wiedza, bo usłyszeli to i tamto od dorosłych.Było to bardzo żałosne…… Talent obroni się sam, a bez talentu to i tak dzieciak bedzie zwykłym przecietniakiem, chocby nie wiem co……

  17. Jestem zadowolona z tego, że nauczyłam wnuczęta ( 4 i 6 lat ) iż pieniądze rodzinie uciekają, jak marnują wodę i światło.
    Teraz, jeśli ja zapomnę zgasić światło ( w pokoju, w którym nikt nie przebywa ) lub bezmyślnie leję wodę ( np. przy myciu zębów ) – to wnuczęta zwracają mi uwagę “babciu, pieniądze uciekają” lub “palisz światło dla much – pieniądze nam uciekają, nie starczy nam nam na wakacje”.
    Albo inny, prawdziwy przykład: wnuk w kinie pyta – a dlaczego jest tak mało ludzi? Odpowiadam: bilety do kina są drogie. Trzeba na nie zaoszczędzić. Pewnie ludzie zbyt dużo pieniędzy wydali na opłaty za wodę, światło, kupili zbyt dużo zabawek, zmarnowali jedzeni ( dopuścili, by się zepsuło jabłko, zestarzał chleb, skwaśniało mleko, itd..)- więc im na kino zabrakło. I wnuczek już to rozumie, już wie, że kupione jabłko trzeba zjeść i dla zdrowia i dla poszanowania pieniędzy, wodę i prąd szanować ( żeby na kino, które uwielbia , starczyło ).
    Obecnie uczymy się szanować pieniądze społeczne. Nie niszczymy zieleni miejskiej, środków komunikacji publicznej, itd. – bo zależy nam, by miasto miało pieniądze na to, co dzieci uwielbiają (np. na budowę basenu i lodowiska).
    Jestem zadowolona, że dzieci już znają i rozumieją przysłowie “Bez pracy nie ma kołaczy”. Teraz, na widok bezdomnego już nie pytają mnie “a dlaczego ten pan taki jest?” – same, cichutko informują mnie ” zobacz babciu – ten pan nie ma na chleb, bo nie pracuje”, albo ” zobacz babciu – ten pan zmarnował pieniądze i teraz nie ma na opłacenie mieszkania, wody, prądu, itp..”. Dalsza edukacja przed nami.

  18. Fajny artykuł 🙂 Teraz muszę tylko ogarnąć sobie jakieś dzieci, żeby nauczyć je “pieniążków” 😀

  19. Jeżeli chodzi o kredyty to nie do końca się z Tobą zgadzam. Mam tu na myśli kredyty przeznaczone na inwestycje. Jeśli zyski z kredytów przewyższają raty to czy to jednak nie jest dobry kredyt. Sam kupując np inne firmy często wspieram się kredytami bo mogę szybko zamykać transakcje. Tak samo postępuję z mieszkaniami na wynajem np na pokoje. Zyski przekraczają koszty kredytu. Także czy kredyty są aż tak złe?

  20. Warto jest uczyć dzieci wartosci pieniądza już od samego początku. Niestety ale niewiele rodziców przykłąda do tego uwage oraz wychowuje dzieci na materialistów. Ludzie w Polsce są coraz bogatsi i tym samym lubią rozpieszczać swoje maluchy nowymi prezentami. Ale nie uczą ich, że powinno się na to zarobić oraz ze pieniadze nie biorą się z powietrza.

    Sama staram się uczyć swoje dzieci przedsiębiorczości. Każde z nich ma wlasną skarbonkę, do której mogą odkładać pieniądze. Dzięki temu będą mogły sobie kupić coś porządniejszego, jak w skarbonce uzbiera się większa suma.

  21. Przydałby się jakiś mega prosty programik do budżetowania dla dzieci 🙂 To by była dla nich niezła frajda i jednocześnie świetna nauka 🙂

Odpowiedz

Top
MENU