Jaką wiedzę na temat pieniędzy wynoszą Twoje dzieci ze szkoły? Głównie taką, że  pieniądze bierze się od rodziców! Na komitet rodzicielski, na kwiaty z okazji dnia nauczyciela, na wyjście do kina… W szkole nie ma przedmiotu finanse osobiste, więc cała nadzieja w Tobie. Ale uwaga! Jeżeli będziesz przeginać z edukacją finansową, to będą to dla dzieci kolejne „skwary” odciągające ich uwagę od ciekawszych spraw.

Dlaczego szkoła nie uczy  dzieci finansów? Program nauczania wymusza zapamiętywanie tysięcy faktów, z których 95% dzieci zapomną i nigdy w życiu z nich nie skorzystają. Uczą się o rozmnażaniu drzew iglastych, wkuwają szereg homologiczny alkanów, muszą pamiętać, w którą stronę odchyli się drut w polu magnetycznym, gdy popłynie w nim prąd. To oczywiście ciekawe, ale w programie nauczania przydałoby się zastąpić części zakuwania faktów praktycznymi zajęciami z cyklu: „Jak żyć?”.  Dlaczego nikt nie uczy dzieci jak przygotować domowy budżet, jak mądrze zarządzać pieniędzmi, jak unikać długów i jak spokojnie się bogacić? Mam na to swoją spiskową teorię.

Ludźmi bez praktycznej wiedzy łatwiej manipulować

Wyobraź sobie, że jesteś cynicznym politykiem (choć to właściwie pleonazm), którego sens życia sprowadza się do prostego pragnienia: „Zostać wybranym na kolejną kadencję!”. Twoje życie zawodowe podzielone jest na czteroletnie kadencje, przebiegające w znajomym rytmie:

  • wygrane wybory – chwila euforii, radości i wytchnienia,
  • trzy lata na szybkie dorobienie się dzięki uzyskanym wpływom,
  • rok intensywnej kampanii, na którą składa się obiecywanie gruszek na wierzbie i zajadłe atakowanie politycznych przeciwników,
  • chwila niepewności w wieczór wyborczy i początek nowego cyklu.

Myślę, że gdyby posłom wprowadzić ograniczenie, że mogą sprawować tę funkcję maksymalnie przez dwie kadencje, polityka przyciągałaby innych ludzi.

Z punktu widzenia zawodowego i „wielokadencyjnego”  polityka (bez względu na ugrupowanie polityczne), najlepiej mieć wyborców, którzy kończą szkołę bez umiejętności krytycznego myślenia i bez żadnej edukacji finansowej. Taki wyborca ma własny rytm życia:

  • wydaje pieniądze bez opamiętania, zwiększając konsumpcję, dzięki czemu polityk może pochwalić się wzrostem PKB i większymi wpływami z podatków pośrednich,
  • zadłuża się po uszy, dzięki czemu nie ma czasu na analizowanie sensu politycznych obietnic, bo musi harować na spłatę rat,
  • jest w kiepskiej sytuacji finansowej, więc sprzedaje swoje głosy za kilkaset złotych „pomocy od Państwa”,
  • narasta w nim poczucie frustracji – można więc łatwo grać na emocjach, obiecując mu zmianę na lepsze,
  • wreszcie – zmęczony i zestresowany – umiera krótko po przejściu na emeryturę, odciążając tym samym system emerytalny.

Wyobrażasz sobie polityka na wiecu wyborczym, na którym padają w kółko takie pytania:

  • A ile to będzie kosztować?
  • A skąd dokładnie weźmie Pan na to pieniądze, skoro w budżecie już jest deficyt?
  • A jak to wpłynie na zadłużenie naszego Państwa?
  • A kto dokładnie spłaci te długi?
  • A jeśli wydacie na „Program X”, to na co pieniędzy zabraknie?
  • Skoro mamy deficyt budżetu przy rekordowym wzroście gospodarczym, to co będzie w czasie spowolnienia gospodarczego?

Marzy mi się, by polski system edukacji od najmłodszych lat przygotowywał dzieciaki do świadomego kontaktu z pieniędzmi. Chciałbym, by wyrastały na dorosłych, którzy z dużą pewnością siebie potrafią zarządzać swoimi pieniędzmi i nie dają się wpędzić w spiralę długów. Byłbym szczęśliwy, gdyby dzięki temu polskie społeczeństwo – z roku na rok – stawało się narodem zadowolonych, zamożnych ludzi, uniezależnionych od dobrej czy złej woli jakichkolwiek polityków.

Ale zostawmy spiskowe teorie dziejów i ciągle jeszcze odległe marzenia. Być może powody, dla których w szkole nikt nas nie uczy dbania o finanse, są zupełnie inne. Tak czy inaczej – nasze dzieci mogą w tym zakresie liczyć tylko na nas albo… Na trudną i bardzo bolesną naukę na własnych błędach.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Nie narzucaj się z edukacją finansową!

W ubiegłym roku jedno z wydawnictw zaproponowało mi napisanie książki na temat tego, jak uczyć dzieci finansów. Odpowiedziałem im bardzo grzecznie, że trochę na to za wcześnie. Zaproponowałem, aby wrócili z propozycją za jakieś 10 lat, gdy będę miał pewność, że moje dzieci faktycznie dobrze radzą sobie z pieniędzmi.

Moje córki kończą w tym roku 14 oraz 11 lat. Nie mam zielonego pojęcia, kto im pozwolił tak szybko urosnąć i kiedy ten czas minął. Więc pewnie, zanim się obejrzę, nadejdzie czas na pisanie tej książki. Póki co spokojnie zbieram materiały i – w zależności od efektów – powstanie „przewodnik” lub „antyprzewodnik” 🙂

Kilka przemyśleń i obserwacji już jednak mam. Kiedyś miałem pomysł, aby systematycznie uczyć córki finansów i opisywać na blogu co miesiąc postępy, ale życie zweryfikowało te plany. Pamiętam sromotną porażkę, gdy pełen entuzjazmu wyskoczyłem do nich z taką propozycją:

– Dziewczynki, mam dla Was wspaniałą wiadomość! Postanowiłem, że od dzisiaj będę Was uczył jak postępować z pieniędzmi. Dowiecie się skąd się one biorą, co to jest bank, jak działają karty kredytowe i czym się różnią od debetowych. Nauczę Was, jak zarabiać, jak mądrze wydawać, co to są odsetki, procent składany, na czym polega mądre oszczędzanie i co zrobić, aby w przyszłości pieniądze nie były dla Was żadnym problemem. Będzie naprawdę super zabawa!!!. Co Wy na to?

Spojrzały na mnie jak na wariata i dyplomatycznie odparły:

– Hmm… Super pomysł tato, ale wiesz… Właśnie sobie przypomniałyśmy o innych lekcjach, musimy się w dodatku spakować do szkoły, więc może… Jutro? Albo może za tydzień?

Nawet ja potrafię się zorientować, że jeśli dziecko wybiera naukę, zamiast wymyślonej przeze mnie „super zabawy”, to coś jest nie tak. Odpuściłem więc pomysł regularnej edukacji i zacząłem po prostu wykorzystywać naturalne preteksty do przekazywania im wiedzy. Okazuje się bowiem, że dzieci są bardzo ciekawe świata – tego finansowego też! Jeżeli nie zabijamy ich naturalnej ciekawości nudnymi wykładami, potrafią pięknie odkrywać, przyswajać i wykorzystywać zdobytą wiedzę.

Dlatego najważniejsza chyba rzecz na temat edukacji finansowej dzieci, którą mogę Ci dziś podpowiedzieć, brzmi tak:

Nie narzucaj się z edukacją finansową. Wykorzystuj naturalne preteksty!

Jakie okazje mam na myśli? Takie, w których dzieci same z siebie poruszają tematy finansowe. Oto kilka całkiem świeżych pytań od moich córek, po których mieliśmy fajne rozmowy:

  • Tato, ile zarabia prezydent?
  • Dlaczego dostaję niższe kieszonkowe od Julki?
  • Chcę pracować ze zwierzętami. Utrzymam się tresując psy?
  • Kupicie mi nowy telefon na urodziny?
  • Ile zarobię, jak sprzedam pomidory z naszego tarasu?
  • Ile kosztuje szkoła?
  • Czy nauczyciele dużo zarabiają?
  • Dlaczego tak często robicie z mamą  budżet?
  • Czy mogę wydać całe kieszonkowe na figurki LPS? (Littlest Pet Shop)

Podobnych pytań dzieci zadają nam mnóstwo i jeśli dobrze ich posłuchamy, bez problemu „przemycimy” sporo finansowych mądrości. No właśnie – ale jakich?

Czego uczyć dzieci o finansach?

Moje dzieci nie poszły w ślady Warrena Buffetta i nie zamykają się na noc w łazience z książką do finansów. Nic zatem nie wyszło z moich planów prowadzenia z nimi ożywionych dyskusji  na temat wyceny spółek giełdowych 🙂

Gdy jednak spokojnie się zastanowiłem, czego w zasadzie chcę je nauczyć, powstała mi dość rozbudowana lista. Co się na niej znalazło?

Zależy mi na tym, aby moje córki:

  1. Dobrze rozumiały, czym są pieniądze – że jest to narzędzie, które może pomóc im w realizacji marzeń i pasji, ale nigdy nie sprawi, że będą lepszymi lub gorszymi ludźmi od innych.
  2. Były świadomymi konsumentami, potrafiącymi odróżnić potrzeby od zachcianek,  rozumiejącymi prawdziwy sens reklam i świadomie podejmującymi decyzje zakupowe.
  3. Rozumiały,  skąd się biorą pieniądze i odważnie szukały sposobów na ich zarabianie – szczególnie zależało mi na tym, aby zamiast „roszczeniowej postawy etatowca” wyrobić w nich proaktywną postawę przedsiębiorcy w podejściu do pracy
  4. Rozumiały, na czym polega oszczędzanie i że wcale nie jest trudne – o ile sami nie komplikujemy sprawy szukając magicznych formuł.
  5. Rozumiały, w jaki sposób kredyty i pożyczki drenują kieszenie i były świadome pułapek zastawianych przez firmy pożyczkowe oraz omijały je zawsze szerokim łukiem.
  6. Rozumiały, na czym polega inwestowanie i w pełni pojęły mechanizm „odroczonej gratyfikacji” czując,  jak wspaniale można cieszyć się niezależnością i swobodą wyboru dzięki uzbieranym pieniądzom.
  7. Wyrobiły w sobie nawyk dobroczynności i przekazywania części zarobionych pieniędzy na pomoc innym; wokół jest mnóstwo osób potrzebujących pomocy, a każdy z nas może pięknie odmienić ich życie.

Wierzę, że uzbrojone w taką wiedzę, będą dobrze przygotowane do radzenia sobie w “świecie dorosłych”.  A może przychodzą Ci do głowy jeszcze inne punkty? Jeśli tak, to napisz mi o tym w komentarzu pod wpisem.

Jak uczyć dzieci o finansach?

Do tematu edukacji finansowej dzieci wracam na moim blogu na wyraźną prośbę Czytelników.

Od czasu, gdy pisałem o dzieciach i pieniądzach, minęło już kilka lat. W tym czasie moje córki zdążyły podrosnąć, a ja przetestowałem różne metody i zweryfikowałem wiele moich ówczesnych przekonań.  Stwierdziłem także po drodze, że odłożę ten temat „na półkę”, do czasu gdy moje dzieci przestaną być dziećmi i same pokażą, co wiedzą i co potrafią.

Jednak pod styczniowym wpisem, w którym zapytałem, o czym chciałbyś poczytać w tym roku na blogu, wiele osób przytoczyło właśnie temat finansowej edukacji dzieci.

Jeżeli chcesz, by faktycznie ta seria częściej gościła na blogu, koniecznie daj mi znać w komentarzu. Napisz, jakie pytania chodzą Ci w tym temacie po głowie, co chciałbyś wiedzieć, z czym masz trudności, czego już próbowałeś, itp.  Dzięki temu będę mógł lepiej odpowiedzieć na Twoje zapotrzebowanie w kolejnych artykułach.

Następnym razem napiszę, co się jak dotąd u nas sprawdziło. A konkretniej jakie sposoby „uczenia  finansów” okazały się na tyle ciekawe, że dzieci faktycznie zaangażowały się w zdobywanie wiedzy i czegoś się w tym temacie dowiedziały. Podzielę się również tym, które z polecanych metod zupełnie się u nas nie sprawdziły i dlaczego.

Ale teraz już czas na Ciebie. Wskaż mi kierunek swoim komentarzem, a także podpowiedz, jak często chciałbyś o edukacji dzieci poczytać. Z góry serdecznie dziękuję za każdą Twoją sugestię! 🙂